Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Taras
AutorWiadomość
Taras [odnośnik]27.08.20 21:03
First topic message reminder :

Taras


Wyjście na taras, jak sama nazwa wskazuje prowadzi na drewnianą, okalającą dom przybudówkę. Stoi na niej kilka starych poobdzieranych krzeseł na których można usiąść i popatrzeć na znajdujący się niedaleko brzeg. Idealny widok zarówno w pogodny dzień jak i podczas pochmurnych dni czy burzy.



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Zawód : auror, rebeliant
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : 58 +3
UROKI : 36 +6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 7 +3
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag
Taras - Page 2 Atomic-blonde-ice-bath
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks

Re: Taras [odnośnik]29.12.20 22:19
Niestety coś wiedziała na temat domów, które się rozpadały. Gdy mieszkała z rodzicami jeszcze przed wyjazdem do Francji, jakoś tego nie zauważała; zapuszczona winorośl dodawała uroku, dziko rosnąca trawa sprawiała wrażenie, jakby już na ich podwórzu zaczynał się las. Podobnie we wnętrzu – nadmiar gratów, stosy książek i, zajmujące lwią część przestrzeni, słoje z przygotowanymi mieszankami herbat, nigdy nie były problemem. Nadawały po prostu ich skromnej chatce unikalnego charakteru. Musiała jednak przyznać, że w tamtych czasach pajęczyny nie zwisały z sufitu, nie występowały też żadne dziury w podłodze czy chyboczące się drzwiczki; aktualny stan wynikał braku obecności jednego domownika. Łączył się z utratą chęci przez drugiego i przeplatał z ogólnie panującą niepewnością. Przez jakiś czas Effie sądziła, że budynek zmienił się, by odzwierciedlić humory jego mieszkańców i gdy wszystko się ułoży, rzeczy wrócą na swoje miejsce. Prędko zrozumiała, iż to nie mogło tak wyglądać; że pełen powrót może być niemożliwy i że w pewnym sensie będą musieli wszystko rozmieścić na nowo. Sama nie potrafiła tego dokonać. Miała, co prawda, momenty dobrych chęci, aczkolwiek mijały one w konfrontacji z rzeczywistością. Nie miała pojęcia jak zabrać się za jakąkolwiek naprawę – wbijanie gwoździ nie dość, że stworzyło krzywą mozaikę, to skończyło się stłuczeniem palca; łatanie dziury w płocie ukazało jej błędy już przy pierwszym wietrze. I choć siostra pocieszała ją, mówiąc, że wszystkim zajmie się jej mąż, gdy tylko będzie miał kilka wolnych dni, mijały miesiące bez żadnej reakcji. Niespecjalnie lubiła się narzucać, ale nie było innego wyjścia – bo zaniedbana chatka to jedno; powoli bardziej niepokojące stawały się braki w dziale zabezpieczeń. Alchemiczka nie miała specjalnych osiągnięć w dziedzinie obrony przed czarną magią, nawet same uroki były w jej wykonaniu często krnąbrne (może dlatego, że jej myśli często błądziły; nie było ich tak łatwo skupić jak przy tworzeniu eliksirów). Liczyła się z tym, iż próba nałożenia pułapki przy niedostatecznej wiedzy, mogłaby się skończyć katastrofą. Dlatego w końcu podjęła się umówienia spotkania ze specjalistą – tym samym, który teraz chętny był skorzystać z jej pomocy. Nie mogłaby porównywać na równej szali tych dwóch sprawy (czym było droczenie się z pająkiem przy zapobieganiu zagrożeniom związanym z niechronionym domem), ale i tak ucieszyła się, że może się przydać.
Niemniej, nie widziała nic złego w chwilowej dystrakcji; w pozwoleniu sobie na tak rzadką chwilę beztroskiego żartowania. W jej tęczówkach błysnęły promyki rozbawienia. Wymówiona głosem Michaela nazwa pająka brzmiała żałośnie; chyba nie miała wielkiego talentu przy nadawaniu miana nowym gatunkom. Jeśli rzeczywiście uda jej się wymyślić własną recepturę magiczną, będzie musiała się w tym podszkolić. — Dokładnie tak. To dosłowne tłumaczenie z języka rumuńskiego — ciągnęła dalej, kiwając głową w pełnej powadze. — Akurat na pająki istnieje specjalne zaklęcie. Ale… ono sprawia im ból. Drętwota też brzmi zbyt drastycznie. — Była przeciwniczką zadawania cierpienia innym istotom, zwłaszcza, gdy nie było to naprawdę konieczne. Pajęczak zadomowił się w niefortunnym dla siebie miejscu, nie powinien za to jednak być ukarany aż tak srogo. Wystarczyło, że przeniosą go gdzieś, gdzie nigdy nie skrzyżuje już dróg z tym konkretnym aurorem. Właściwie nie wiedziała z jakiego powodu owady i inne stworzenia tak ciągną do bliskości ludzi – czyżby nie nauczyły się jeszcze, iż nic dobrego ich nie czeka?
Wzruszyła bezwiednie ramionami, słysząc jego pytanie. — Powiedzmy, że więcej wiedzy na temat pająków nabyłam, pomagając dbać o nasz rodzinny dom. I w takich przypadkach najlepiej sprawdza się użycie zwykłego słoika — skomentowała, uśmiechając się nieznacznie. Palcami stuknęła kilkukrotnie o swój policzek, dopiero orientując się, że być może połączył jej profesją z tą specyficzną wiedzą. — Do eliksirów najbardziej przydaje się akromantula, choć z nią byłoby nam trudniej sobie poradzić. — Podczas swojej podróży widziała ze dwa razy tę sporą bestię; ze względu na wiele wykazywanych magicznych zdolności, trzymano je w ciasnych klatkach, obezwładniano i pozyskiwano cenne włosie i jad. Z powodu oblicza takiej hodowli zbierane ingrediencje były określane jako plugawe; z resztą często bywały składnikami trucizn.
Zmrużyła nieznacznie brwi; jego wyjaśnienie zawierało w sobie precyzyjny powód paniki pająka. — A jednak! Pewnie pająk miał tu swoje gniazdko i mu je zniszczyłeś. — Przybrała nieznacznie oskarżający ton i wystawiła w jego kierunku jedną dłoń, wkazując wprost na jego winną sylwetkę. W tym momencie jednak przełamała wcześniejszą powagę i uśmiechnęła się; choć sam uśmiech został już skierowany do dreptającej czarnej plamy. — Nie martw się. Znajdziemy ci nowy domek — obiecała, po czym uchyliła szerzej okno do domku. Jej wzrok wyłapał pustą szklankę – nadawała się idealnie. Przez ramię zerknęła jeszcze na mężczyznę, szukając zezwolenia na swoje dalsze działanie; nie wątpiła, że je uzyska. Miała wrażenie, iż nie pragnął niczego innego niż pozbycia się straszyka.
Wingardium Leviosa. — Machnęła fernambukową różdżką, inkantując z wielkim przekonaniem. Naczynie drgnęło, po czym się uniosło, podlegając sile jej woli. Sprawiła, by wyfrunęło przez okno, lecz przy próbie schwytania pod nią pająka poniosła porażką. Szklanka opadła delikatnie na taras, a stworzenie przebiegło swobodnie obok niej, znów niebezpiecznie zbliżając się do Tonksa. — Wiesz, on rzeczywiście trochę się rusza. Może go czymś zwabimy? Masz w kuchni coś słodkiego?

| rzut na zaklęcie

[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Effie Potter dnia 17.01.21 23:15, w całości zmieniany 1 raz
Effie Potter
Zawód : alchemiczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
uśmiechnę się, gdy wieńce śniegu
zakwitną zamiast róż szeregu
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9029-filomena-effie-potter#271867 https://www.morsmordre.net/t9035-mandragora#272286 https://www.morsmordre.net/t9034-effie-with-an-f https://www.morsmordre.net/f155-dolina-godryka-chatka-z-winorosla https://www.morsmordre.net/t9036-skrytka-bankowa-1717#272290 https://www.morsmordre.net/t9038-filomena-peony-potter#272314
Re: Taras [odnośnik]06.01.21 23:06
-To pająk z Rumunii? Skąd on się wziął w Wielkiej Brytanii? - zachłysnął się Michael, przemawiając nieco wyższym tonem niż zwykle. Wdech-wydech. To by wiele wyjaśniało, pająk z kontynentu! Nie znając się na zwierzętach, łyknął kłamstwo Effie niczym młody pelikan i wierzył teraz święcie w nazwę i pochodzenie tego stwora. -Wiedziałem, że te podróże smokologów do Rumunii powinny być lepiej regulowane. - burknął gniewnie, bo niczym na aurora przystało, znał się na wszystkim, co dotyczyło Ministerstwa. Nawet na biurokracji i cłach - choć nigdy nawet nie rozmawiał z nikim z urzędu straży granicznej, to i tak miał na ten temat swoją opinię i na pewno przeorganizowałby wszystko lepiej! Szczególnie w obliczu zagrożenia pająkami, które będą teraz niszczyć piękny, angielski krajobraz oraz rodzime gatunki.
-Jak to, zbyt drastycznie? Nie lepiej go zabić? Może być groźny dla angielskiej fauny! - zauważył, zerkając na Effie podejrzliwie. Cóż, on jednak tkwił bezradnie na stołku, a ona najwyraźniej miała pojęcie odnośnie radzenia sobie z pająkami, więc dał jej spróbować tej metody ze słoikiem.
-W Londynie ich tylu nie było. - pożalił się. Nawet w lesie pod Londynem, gdzie mieszkał przez ostatni rok, nie miał takich perypetii. W Mickleham był chyba inny klimat. Bardziej zanieczyszczony pyłem ze stolicy.
-Nic nie zniszczyłem, tylko sprzątałem. Zauważyłbym przecież pajęcze gniazdo. - usprawiedliwił się bez przekonania, bowiem najwięcej z pająkami miał do czynienia przy rzucaniu Casa Aranea. A jednak magiczne pajęczyny są trochę inne od tych prawdziwych.
Z mimowolnym podziwem obserwował spokój i opanowanie Effie, która z gracją manewrowała różdżką i unoszącą się w powietrzu szklanką. Już, już miał nadzieję, że panna Potter uwięzi i unieszkodliwi pająka, ale faktycznie był piekielnie szybki. Westchnął cicho, czując się coraz bardziej upokorzony.
-Nie boisz się, że cię ugryzie? - spytał cicho, jakby chcąc usprawiedliwić własny strach. To naprawdę swędziało! Nie chciałby, by Effie miała zepsuty cały tydzień (albo dwa), bo próbowała mu pomóc. -Słuchaj, może... nie mówmy o tym moim siostrom, co? Nie chciałbym, żeby bały się tarasu... znaczy pająków. - poprosił, pąsowiejąc. Nie chciałby, żeby kiedykolwiek usłyszały o jego poczuciu bezradności w obliczu zwykłego pająka!
-Mam suszone śliwki, gdzieś na wierzchu. Nadadzą się? Accio śliwka! - machnął różdżką, celując w uchylone okno.


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Auror, rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Taras - Page 2 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Taras [odnośnik]06.01.21 23:06
The member 'Michael Tonks' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 7
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Taras - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Taras [odnośnik]18.01.21 16:49
Wyjątkowo spokojne dziś morze tworzyło nieszablonowy kontrast z sytuacją rozgrywającą się na tarasie. Jego cichy szum nie wyrywał się do przodu, dając im miejsce na poprowadzenie swojego małego dramatu do końca; stanowił doskonałe tło, umacniając w niej poczucie, że znajdowali się z dala od ponurej rzeczywistości, w której dziury zdobiły podłogi jej domostwa, a niepewność pożerała serce.
Wpatrzona w ruch fal, z niejakim opóźnieniem zareagowała na słowa aurora. Utworzyła na tyle skomplikowaną historię związaną z pochodzeniem stworzenia, że powoli sama zaczynała się w niej gubić. Przedłużyła ją jednak o jeszcze jedną chwilę, rzucając: — No, pewnie przypłynął. — Zadbała, by jej ton się nie zachwiał; oderwała też wzrok od oczywistej inspiracji, jaka posłużyła formowaniu tej odpowiedzi. Właściwie mogło to mieć jakiś sens, skoro Wrzosowa Przystań samą swą nazwą przypominała port – pająk mógłby wypaść z nieodległego statku, który dokował gdzieś niedaleko. Z drugiej strony czy najkrótszą drogę z Rumunii naprawdę wyznaczała właśnie podróż statkiem? Może niespecjalnie znała się na planowaniu podróży, ale wydawało jej się, że zajęłoby to bardzo długi czas; nie wiedziała, co na ten temat sądził Michael. Rzeczywiście znał się na pewno lepiej od niej na wszystkich sprawach związanych z ministerstwem, poza tym choćby ze względu na wiek mógł posiadać większe pokłady wiedzy na najróżniejsze tematy. Przynajmniej takie odnosiła wrażenie – bo przecież nie znała go aż tak dobrze. Nadal spoglądała na niego zaciekawionymi oczami, tymi samymi, które niegdyś przesuwały się z nieśmiałością po jego sylwetce, gdy przybiegała do chatki cała zmachana, a rodzice akurat urządzali przyjęcie dla znajomych. Wbrew pozorom, wbrew pewności, z którą przemawiała – nie było jej łatwo uczynić przeskok z uznawania go za przyjaciela rodziny, do uformowania z nim własnej relacji. Czuła się podobnie jak przed ciotką Griseldą; w jej pamięci Effie była niesforną, młodą panną i jakoś nie potrafiła widzieć jej jako dorosłej kobiety. Z Tonksem było o tyle inaczej, że wydawał się nie zauważać tego dystansu – podchodził do niej zawsze z tą samą otwartością; nigdy nie odczuła, by wiek wpływał na jego nastawienie. To także budziło jej podziw i sympatię, nikt nie lubił być traktowany z patronizującą pobłażliwością.
Właśnie, zaraz będzie musiała mu powiedzieć, że to wszystko zmyśliła. Tylko najpierw rozprawią się z krzątającym się w szale kłopotem. — Zabić? Michael! — rzuciła z pewnym oburzeniem; nie chciała czynić nikomu krzywdy, jeśli nie było to konieczne. Harriett wychowała ją w szacunku do innych istot. To z nią łapała biedronki i chrabąszcze, które przypadkiem zawędrowały aż do kuchni i wspinały się po szafkach. — Pokonał taką podróż, nie sądzisz, że zasługuje na coś więcej? Poza tym jest sam, jeden. Co on mógłby przeskrobać? — dodała łagodniejszym tonem, z sympatią zerkając w stronę desek, po których poruszał się ciemny punkcik. Wątpliwości mężczyzny miały w sobie coś z prawdy, nowy gatunek rzeczywiście mógłby naruszyć równowagę środowiska, które istniało na Wybrzeżu Exmoor. Ale to nie był żaden osobnik z obcego kraju, więc nie powinno być takiego problemu.
Kiwnęła nieznacznie głową ze zrozumieniem, na jego londyńskie żale; ona także nie miewała problemów ze niechcianymi lokatorami, gdy tam mieszkała. Tym charakteryzowały się wielkie zbiorowiska budynków i ludzi: przepędzały naturę, pozostawiając miejsce tylko dla najwytrwalszych szkodników (nigdy nie zapomni jak w pierwszym tygodniu po zamieszkaniu pod kołdrą zastała przerośniętego szczura).
Może jest nowym lokatorem i jeszcze nie zdążył uwić gniazda — odparła ze wzruszeniem ramion. To było pierwsze, co przyszło jej do głowy no i – czy Michael naprawdę zauważyłby pajęcze gniazdko? Podejrzewała, że jego sprzątanie było pełne werwy, a przeoczyć coś tak małego nie było trudno. Niemniej nie chciała się z nim spierać, dość już miał stresu na jeden dzień. Próbowała zamaskować zakłopotanie spowodowane nieprzemyślanym zagraniem ze szklanką; nie chciała, by przestał wierzyć, że poradzi sobie z tym zadaniem. Tak więc wyprostowała się i posłała mu szeroki, uspokajający uśmiech. — Dlaczego miałby mnie ugryźć? Nie chcę mu wyrządzić krzywdy, więc i on nie ma powodu, by mi szkodzić. Nie martw się o mnie. — Ostatnie dodała ciszej – chciałaby w każdej dziedzinie radzić sobie na tyle dobrze, by nie potrzebować pomocy. Niestety było to raczej niemożliwe; sama nie potrafiła ani założyć pułapek na dom, ani zyskać informacji na temat zaginięcia jej mamy. Nie znała się na gotowaniu, na naprawach, na cerowaniu ubrań. Effie Potter, do usług w łapaniu pająków i przygotowywaniu eliksirów. I nic ponadto. Nie był to jednak dobry moment na snucie takich rozważań. Uniosła podbródek i po namyśle skinęła na zgodę. — Jeśli tak uważasz. Ale może lepiej je ostrzec, gdyby miało się okazać… że jest ich więcej — dopowiedziała, pozwalając jednej brwi wznieść się nieznacznie. Tak naprawdę nie była wcale typem, który rozpowiedziałby o tej sytuacji komukolwiek. Nie znała za dobrze jego sióstr, a obraz Michaela na stołku był na tyle zabawny, że wystarczało jej, iż zostanie tylko w jej pamięci.
Prawie z resztą było po wszystkim. Tylko zgadywała, że stworzenie może skusić się na taki przysmak. Ale kto by nie uległ mocy suszonych śliwek! — Wspaniale, rzuć ją gdzieś niedaleko samego pająka, a ja ponownie spróbuję go uziemić szklanką — zachęciła, jednocześnie przedstawiając resztę planu. Przyszykowała różdżkę, szykując się także do ponownego rzucenia zaklęcia na spoczywające w pobliżu jej pantofelków naczynie.
Effie Potter
Zawód : alchemiczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
uśmiechnę się, gdy wieńce śniegu
zakwitną zamiast róż szeregu
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9029-filomena-effie-potter#271867 https://www.morsmordre.net/t9035-mandragora#272286 https://www.morsmordre.net/t9034-effie-with-an-f https://www.morsmordre.net/f155-dolina-godryka-chatka-z-winorosla https://www.morsmordre.net/t9036-skrytka-bankowa-1717#272290 https://www.morsmordre.net/t9038-filomena-peony-potter#272314
Re: Taras [odnośnik]19.01.21 23:36
-Wiedziałem, że same utrapienie z tymi statkami - przemytnicy, krętacze, oszuści, a teraz jeszcze jakieś insekty na naszą piękną angielską ziemię przywożą... - sapnął Michael ze złością, poruszony hipotezą Effie. Nie pomyślał co prawda o Wrzosowej Przystani - statki widywał tutaj jedynie na horyzoncie. Wspomnienia zawiodły go za to do londyńskiego portu, patrolowanego nieskończoną ilość razy - w błocie, w deszczu, okazjonalnym gradzie. Nieufnie spoglądano tam na aurora, bo pomimo pozorów dyskrecji marynarze poznali w końcu jego twarz. Nie dzielił z siostrą metamorfomagicznego daru, musiał bywać w dokach jako Tonks, z upodobaniem robił za złego glinę. Widział wtedy wiele paskudztw, od wstrząsajęcego trupa jakiejś biednej dziewczyny, która przedawkowała, po statek pełen nielegalnych jaj popiełka (i marynarza palącego przy nim peta!), oraz wygłodzonego matagota. Niektóre były zbyt błahe jak na kompetencje aurora, ale nigdy nie wiedział przecież, czy dopadnie czarnoksiężnika handlującego przeklętymi artefaktami, czy podrzędnego dilera diablego ziela - port rozmywał granice między przestępcami, wszyscy wydawali się czasem tak samo podejrzani. A teraz, z tego co zaobserwował w podbitym przez zwolenników Voldemorta Londynie, było jeszcze gorzej. Chętnie opowiedziałby Effie o swoich przygodach na patrolach, ale coś go powstrzymało. Może wspomnienie wojny toczącej się w stolicy i niechęć do rozpamiętywania jej w ten piękny (do czasu pojawienia się pająka) dzień. A może delikatny uśmieszek panny Potter, który nie umknął bystremu oku Michaela.
-Zaraz. - zmarszczył lekko brwi. -Ty mnie wkręcasz...? - zdał sobie sprawę z początkowym zażenowaniem, ale zaraz na jego twarzy pojawił się rozbawiony uśmiech. Musiał jej przyznać, że dowcip wyszedł jej całkiem nieźle, a nie był przecież (jeszcze!) w wieku jej ojca by wymagać jakiegoś szacunku czy coś. -A tak naprawdę, wiesz co to za pająk? - zapamiętał, jak wygląda i potrafił skojarzyć go z tym, który ugryzł go niegdyś po pełni, ale nie potrafił rozpoznać konkretnego gatunku.
-Mnie ugryzł. - wypalił smętnie na jej oba pytania. Tak, to powód aby się go pozbyć, a zabić jest niestety najłatwiej. I to powód dociekania o bezpieczeństwo samej Effie, bo...
-Swędziało mnie chyba przez tydzień, jeśli nie dwa. To nie jest zwykły pająk, mówię ci. - uparł się, bo męska duma nie pozwalała mu przyznać, że jest chyba uczulony na jad zwykłego, małego pajączka.
-Hej! - zaprotestował, gdy zaczęła kpić odnośnie rozpowiadania o tej kompromitacji jego siostrom. Momentalnie przypomniała mu się Marcella Figg, która rozpowiedziała całemu Ministerstwu o jego pędzie (do toalety, ale w jej plotce brzmiało to inaczej) korytarzami Banku Gringotta. Tym razem postanowił być sprytniejszy i uprzedzić kiełkującą plotkę. -Przysługa za przysługę. - zaproponował, nieświadom, że Effie przyszła tutaj właśnie po... przysługę. -Pomożesz mi oczyścić taras z niechcianego lokatora i nie wspomnisz o tym nikomu, a ja się... odwdzięczę. - palnął, mając na myśli kawę albo herbatę, albo dżem z lukrecją przywieziony z Norwegii (nikt jakoś nie chciał go jeść...).
Śliwka posłusznie przyleciała do jego dłoni, a on ostrożnie rzucił ją bliżej pająka. Insekt pokręcił się chwilę w miejscu, a potem powolutku podreptał do przynęty.
-To chyba działa! - szepnął Mike, odruchowo zniżając głos. Tak, jakby pająk mógł go zrozumieć.


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Auror, rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Taras - Page 2 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Taras [odnośnik]20.01.21 22:50
Coraz trudniej było powstrzymać niewielki, lecz tchnięty szczerą wesołością, uśmiech. Historia o Straszku Bardzojadozłowrogim – mimo, iż była utkana z fałszywych nici – pozwoliła jej wyzbyć się początkowej nerwowości, związanej z rangą prośby, którą miała złożyć przed Michaelem. Oczywiście, istniało pewne ryzyko, że mężczyzna wzburzy się i nie będzie zbyt przychylny jej słowom, gdy tylko dowie się, że obróciła całkiem stresującą sytuację w niepoważny żart; wcześniej niespecjalnie myślała o konsekwencjach, kompletnie dając ponieść się splotom barwnej opowieści o samotnym pająku, którego stworzono w niecnych celach i który po przemierzeniu siedmiu mórz trafił przypadkowo na taras Tonksów. Jej zdania raczej nie podzielał sam auror; zdążył już w końcu wydać osąd i w sprawie zbyt łagodnych regulacji podróży smokologów jak i także niewystarczająco ścisłej kontroli statków, dokujących u brzegów kraju. Nie komentowała – nigdy nie interesowała się podobnymi tematami, nawet oboje rodziców zatrudnionych w ministerstwie nie zdołało tego zmienić. Poza tym, część ingrediencji, z którymi miała do czynienia, docierała do handlarzy i dostawców właśnie drogą morską, więc w żadnym stopniu nie byłoby jej na rękę odcinanie kontaktów zagranicznych tą drogą; no, pewnie większość czarodziejów ucierpiałoby na tym w jakiś sposób – wiele materiałów, owoców, nawet kryształów było sprowadzane z daleka. Niemniej, Effie nie wiedziała jak wygląda portowe życie. Obce były jej niesnaski na ulicach, spotkania z półtrzeźwymi zbirami czy świat nielegalnych wymian, osadowiony w ścisłej bliskości Tamizy.
Zaraz. Ty mnie wkręcasz...?
Połapał się. Spodziewała się, że musiało to nastąpić, ale gdzieś liczyła, że to ona będzie mogła mieć nad tym kontrolę; to ona się przyzna i wszystko zostanie jej wybaczone. Zmrużyła nieco oczy i nadała uśmiechowi wyraz pełnej niewinności. — Nie gniewaj się, po prostu nie mogłam się oprzeć — powiedziała, wykonując też teatralne dygnięcie – jej długa, zwiewna sukienka zadrżała na wietrze, znakując koniec przedstawienia. Jej gestom towarzyszyła nuta niezgrabności; powodem była niepewność, w jaki sposób jej zachowanie zostanie odebrane. Nie musiała trwać w rozdarciu długo, gdyż wyraz twarzy aurora zdradził jej wszystko. Przesunęła dłonią wolną od różdżki po włosach, w krótkiej chwili milczenia zbierając myśli; gdy kosmyk wsunął się za jej lewe ucho, rzekła z wyjątkową szczerością: — Nie. Nigdy go wcześniej nie widziałam. — Lekkie wzruszenie ramion dopełniło przekaz, nie musiała już przybierać maski eksperta, nie kryła się więc z rzeczywistym stanem swojej wiedzy. Kłamstwa zwykle prowadziły donikąd; a przedstawianie swych umiejętności w krzywym zwierciadle mogło nieść ze sobą znacznie poważniejsze skutki. Ściągnęła brwi, zaspokoiwszy się słowami wypowiadanymi przez Michaela; może wcześniej potraktowała jego ostrzeżenie zbyt lekko. Nie znając gatunku pająka (i jeszcze drapiąc się bez przerwy) niezmiernie trudno byłoby przygotować jej maść na swędzenie czy antidotum przeciw ślinie stworzenia. Ba, jeśli efekty utrzymywały się na tyle długo… może był to osobnik jadowity? Wolała nie musieć się w to zagłębiać, zacieśniła więc palce wokół różdżki i spięła ciało, wskazując pełne skupienie. — Przysługę? — Słowo złapało jej uwagę i na moment oderwała wzrok od pełzającej istotki; ten Tonks to miał dobre serce – nie dość, że nie przegonił jej wraz z jej zmyśloną historyjką, to jeszcze proponował układ doskonały. Nie chciała jednak wprost okazać, jak korzystna jest to dla niej propozycja, dlatego przez kilka sekund udawała zastanowienie. Przestąpiła nawet z nogi na nogę i wzniosła spojrzenie szarozielonych tęczówek w górę; i było postanowione. — Zgadzam się na to. W takim razie, panie Tonks, jak się uporamy z pająkiem, to zabieram pana ze sobą — odparła, niemal od razu orientując się, jak niezręcznie mogły wypaść jej słowa. Rzuciła mu szybkie spojrzenie, starając się dostrzec ewentualną zmianę na jego twarzy; pospieszyła też z wyjaśnieniem. — To znaczy… Mój ojciec od dawna nalegał, bym poprosiła cię o nałożenie pułapek na naszą chatkę. Może być? — Jej pytanie było właściwie formalnością; czyż w poprzednich zdaniach nie wyraziła tego jako swojego żądania? Nie chcąc dłużej rozwodzić się nad plątaniną zgubnych wyrażeń, poruszyła nadgarstkiem, wykonując poprawny ruch i wypowiadając inkantację.
Wingardium Leviosa. — Szklanka poruszyła się z wielką gracją i prędko uwięziła pod swymi ściankami małego pajęczaka. Nawet nie zorientował się, kiedy utknął w przezroczystym więzieniu – był zbyt zajęty pachnącą śliwką. Pozostało jeszcze przetransportować go w bezpieczne miejsce. Alchemiczka bez trudu wypatrzyła coś, co nadawało się idealnie. W kilku krokach dotarła do gazety leżącej u progu domku, chwyciła ją i ruszyła w stronę pułapki. Zręcznym ruchem wsunęła ją pod naczynie, po czym uniosła konstrukcję nieco wyżej – cztery pary oczu zerknęły na nią z wyrzutem. — Daj mi chwilę, a jak go wypuszczę to do mnie dołącz — poinstruowała; chciała odejść przynajmniej na kilkanaście metrów od tarasu, by upewnić się, że mały intruz już tam nie wróci. Otworzyła jego prowizoryczną klatkę dopiero przy samotnym drzewie, pod którym leżała złożona sterta kamieni; być może tam zbuduje sobie bardziej odpowiednie gniazdo.
Po wykonaniu czynności zamachała do Michaela; to do niego należała ostateczna decyzja, ale miała nadzieję, że za moment do niej dołączy i ruszą do Doliny Godryka, wypełnić obiecaną przysługę. Gdy auror znalazł się w zasięgu jej głosu, dodała: — Od razu zaparzę ci herbatę z melisą, wyglądasz, jakbyś jej potrzebował. — Trąciła go żartobliwie w ramię; to jednak nie był taki zły dzień.

| rzut na zaklęcie
Effie Potter
Zawód : alchemiczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
uśmiechnę się, gdy wieńce śniegu
zakwitną zamiast róż szeregu
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9029-filomena-effie-potter#271867 https://www.morsmordre.net/t9035-mandragora#272286 https://www.morsmordre.net/t9034-effie-with-an-f https://www.morsmordre.net/f155-dolina-godryka-chatka-z-winorosla https://www.morsmordre.net/t9036-skrytka-bankowa-1717#272290 https://www.morsmordre.net/t9038-filomena-peony-potter#272314
Re: Taras [odnośnik]25.01.21 23:57
Spojrzał na Effie, nieudolnie udając niedowierzanie - w jego oczach lśniły jednak iskierki rozbawienia, usta same wyginały się w uśmiechu. Nabrała go, bardzo skutecznie! Powinien jej pogratulować, ale przez chwilę nic nie przechodziło mu przez usta. Obawiał się, że gdy spróbuje się odezwać, to się roześmieje, a jakoś nie chciał dawać jej tej satysfakcji. Miał wszak chyba alergię na jakże groźnego i nieznanego pająka, a to poważna sprawa.
-Rozumiem. - że nie mogłaś się oprzeć. Skinął głową, już nie starając się powstrzymać samoistnie unoszących się kącików ust. -A miałem cię za eksperta. - skwitował z jedynie nutką złośliwości, nadal nie ruszając się ze stołka. Wolał pozostać w bezpiecznej odległości od pająka.
-Pułapki! - powtórzył zdziwiony - to miała być przysługa? Czasochłonna, ale w gruncie rzeczy nie duża. Robił to przecież zawodowo, choć od Potterów nie miałby serca brać pieniędzy, znał ich za dobrze. -Nie ma sprawy. Urządzę wam małą fortecę. - obiecał z szerokim uśmiechem. -Choć obawiam się, że w moje kompetencje wchodzi tylko odstraszanie ludzi, a nie pająków. - nie umiał sobie odmówić tej uwagi, domyślając się, że gdy pannę Potter napadnie jadowity pająk to będzie wiedziała kogo nie wołać na pomoc. Był dziś dość niezaradny, ale przynajmniej profesjonalne nałożenie pułapek złagodzi nieco ból jego zranionego ego.
-Brawo! - ucieszył się z wyraźną ulgą, gdy złapała w końcu pająka. Odczekał na stołku, dopóki Effie nie zeszła z tarasu... Był już tak blisko bezpieczeństwa, lepiej nie ryzykować. Poznał w końcu rodzaj strachu znajomy tylko ludziom, którzy przez bity tydzień ciągle drapali się po tyłku, niestety. Nie życzyłby tego najgorszemu wrogowi (no, może Rookwood, która wyzywała go niegdyś od psów), choć problem wynikał prawdopodobnie z samego Michaela, a nie z pająka. Wcześniej nie reagował tak na żadne ugryzienia, a pająk był ponoć rodzimy. Dopiero zakażenie likantropią coś w nim... zmieniło.
W końcu zeskoczył ze stołka, machnął jeszcze dla porządku miotłą (miał w końcu posprzątać), ale towarzystwo Effie, herbata i pułapki wydawały się o wiele lepsze od sprzątania tarasu. Z typowym dla siebie rozproszeniem (może nie nadawał się na gospodarza własnego domu, pochłonięty chęcią zabezpieczania domów innych?) ochoczo udał się za panną Potter, gotów odpłacić jej przysługą za przysługę.

/zt x 2 :pwease:


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Auror, rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Taras - Page 2 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Taras [odnośnik]02.02.21 23:17
| południe, 11 października 57' |

Mijające dni dłużyły się niemiłosiernie, sprawiając, że Weasley miał ochotę przyjść pomimo ustalonego terminu. Głupotą byłoby pocałować klamkę albo co gorsza, zastać jedną z panien Tonks. Problematyczne nie było samo spotkanie vis-à-vis, a raczej fakt, że rudzielec nie przywykł do rozmów z kobietami, będąc trzeźwym. Piękno swobody i sielanki portu wykluczało jeden z podstawowych elementów życia, którym była świadomość. Pamiętając jedynie urywki z wieczorów i nocy, kiedy to obcował z damami na wielu płaszczyznach, zaczęło wprawiać go w pewne uczucie trzeźwego dyskomfortu. Oczywiste było, że rodzina wykraczała poza te dziwne odczucia, jednakże nie zmieniało to pełnego obrazu, w którym to Urien zwyczajnie nie potrafił nawiązać realnego dialogu. Pijaństwo wybaczało głupotę. Przynajmniej chciał w to wierzyć.
Nie spodziewał się, że odpowiedź od Michaela od razu określi datę, a raczej dzień, w którym Weasley nie powinien niczego spieprzyć. Potańcówka, która stresowała go bardziej, niż faktycznie było to po nim widać, dawała się we znaki w jego niecodziennych ruchach, jak choćby przeczesywanie włosów, a nawet zwyczajne prostowanie się w trakcie chodu. Nie chciał nikomu zrobić przykrości, jak to miewał w tradycji, dlatego też z uporem maniaka przypominał sobie o wszystkich tych zasadach, które z biegiem czasu ulotniły się bez śladu. Akurat, teraz kiedy tego najbardziej potrzebował, zwyczajnie zapominał, jak należało się zwracać do panien, które należało traktować z należytym szacunkiem. Niestety czas spędzony w porcie sprawiał, że jego pewność, chociażby rozmowy na trzeźwo, mijała się z wszelaką ogładą, zastąpiona przez niepewność. Wręcz nastoletni rumieniec pojawił się na jego piegowatym licu. W Dolinie nie musiał udawać kogoś innego, dlatego niemalże od razu wraz z przybyciem zmienił swoją postać w naturalną. Niestety działało to jedynie na jego niekorzyść, ponieważ wszystkie te pytania i ogrom niezręczności, jaką wykazał się w listach, sprawiała, że chciał jedynie zapaść się pod ziemię. Jednak, zamiast znikać z pola widzenia Michaela pośród czarcich czeluści, pozwalał się prowadzić, odpowiadając jakimiś przytaknięciami. Kompletnie nie był w stanie się skupić na tym, co mówił jego rozmówca, tym bardziej że zamiast na niego zerkać, patrzył się prosto pod nogi, zasłaniając przed Tonksem swoje rumiane poliki.
Pytanie tylko, czy było to tak straszne, że starając się myśleć o rozmowie z Michaelem, cały czas wracał do kilku słów skreślonych do barmanki w ciągu tych najbliższych minionych dni? Przecież czasem każdy potrzebował chwili wytchnienia.
Zbyt zajęty własnymi myślami, nawet nie zauważył, kiedy znaleźli się na włościach przyjaciela.


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28/29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f378-devon-okolice-plymouth-krecia-nora https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Re: Taras [odnośnik]04.02.21 23:00
11.10.1957

Ślady na szyi nie znikały, a czarny golf nadal pachniał gwiazdami w Kent. Michael mimowolnie zerkał zbyt w te gwiazdy, lśniące równie mocno nad Somerset. Teraz, w południowym słońcu, mógł przynajmniej nie myśleć o konstelacjach, ale za to odruchowo poprawiał sweter, aby skutecznie zakryć szyję. Czy po narkotykach i ognistej whiskey można było stać się kimś innym, albo obudzić się w innym świecie? Świecie, który stał na głowie, w którym wstyd znikał, nienormalność stawała się pociągająca, a zakazany dotyk przyjemny, w którym robiło się rzeczy, jakie nigdy nie przyszłyby komukolwiek do głowy?
No, nie wiem, czy nigdy.
Zamknij się.
Co się z nim działo? Niegdyś wilk, Fenrir, nie odzywał się aż tak często. Michael łudził się, że po krótkim spuszczeniu z kagańca, niechciany warkot w jego głowie wróci posłusznie na smycz. Miał jednak wrażenie, że jest coraz gorzej, że tamten zapragnął teraz wolności i że podsuwa mu czasem obrazy, których nie chciał pamiętać. A może chciał...?
Na pewno nie chciał się za to przyznać, przed samym sobą, że październikowa chwila szaleństwa była... miła. Inna niż reszta jego szarego, zimnego życia.
Podczas spaceru do domu z Doliny Godryka, Michael mówił do Regiego szybko i nieco gorączkowo. O pogodzie, o Londynie, o domu, o remontach, o wszystkim. O teraźniejszości. Obecność przyjaciela wskrzeszała w końcu jeszcze inne wspomnienia, które najchętniej zepchnąłby w odmęty niepamięci. Astrid wtuloną w jego ramię w barze i odsuwającą się przezornie, gdy w drzwiach pojawiali się inni aurorzy. Wycieczki w góry. Kominek, pod którym po raz pierwszy...
Weasley jako jedyny był świadom ich związku, a choć Michael i Reggie opowiedzieli już sobie wszystko na temat przeszłości, to ta wciąż niewygodnie kłuła Tonksa. Poczucie winy i wstydu potrafiło zmącić nawet najprzyjemniejsze wspomnienia - to jedno się nie zmieniało.
-To mój nowy dom. Wrzosowa Przystań. - zapowiedział w końcu, prowadząc przyjaciela na taras. Uśmiechnął się z lekką dumą. Reggie pamiętał, że Tonks zawsze wynajmował byle jakie mieszkania, nie zwracając uwagi na wnętrza i otoczenie. Ten dom był zaś jego i był piękny. Wymagający kilku napraw, ale miło było się tym zajmować. Miło było się czymkolwiek zajmować. Samotność przywoływała niechciane wspomnienia z Azkabanu, a te...
Mike zamrugał, uświadamiając sobie, że znowu wraca myślami do lodowatych, wrześniowych dni. To już wolał liczyć gwiazdy i czuć gorący wstyd.
-Napijesz się czegoś? Mam resztki herbaty. Jak... sytuacja w Londynie? - uśmiechnął się blado, wskazując gościowi ręką krzesło na tarasie. Słowa, słowa, słowa. Pomagały zagłuszyć niepokój.

kość poazkabanowa
K1 - dopada Cię potężna fala smutku, rozpaczy. Wspomnienia z Azkabanu wracają do Ciebie z wielką intensywnością, przypominasz sobie moment pocałunku; wilk pragnie wyjść z ciebie i znaleźć się z dala od twoich koszmarnych wspomnień, chce przejąć kontrolę nad tym, co się z Tobą dzieje lub uciec. Karmi się twoimi emocjami, walczy z Tobą. Powoli przegrywasz walkę ze swoją drugą naturą; rzucasz kością na przemianę i dostosowujesz się do wyniku zgodnie z mechaniką.
K2 - potworne obrazy dopadają Cię niespodziewanie. Robi ci się zimno i gorąco na zmianę, masz zawroty głowy, serce bije ci głośno w piersi. Ogarnia Cię skrajna rozpacz, przygnębienie, żal, niechęć do życia. Trudno jest Ci przemówić do rozsądku.
K3, K4 - wokół ciebie nagle robi się potwornie zimno, a twój oddech zamienia się w kłęby pary, przynajmniej tylko dla Ciebie. Ogarnia cię apatia, zniechęcenie, bezsilność.
K5, K6, K7, K8 - nic się nie dzieje;


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Auror, rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Taras - Page 2 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Taras [odnośnik]04.02.21 23:00
The member 'Michael Tonks' has done the following action : Rzut kością


'k8' : 7
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Taras - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Taras [odnośnik]05.02.21 11:15
Przystań była dokładnie tym, czego potrzebował. Spokój niesiony z tym słowem miał potężną moc, która przywiodła jego zmącony rozpraszającymi myślami umysł do rzeczywistości. Być może Michael był dla niego tą ostoją, która bez zawahania się, potrafiła przytrzymać go na powierzchni, nie pchając tam, gdzie nie trzeba.
Przytaknął ruchem głowy. Herbata… ciekawy specyfik, ostatnie czym zwykł się częstować, było związane tylko i wyłącznie z wodą. Mało czysta, wręcz kamienista ciecz zawsze potrafiła pobudzić, bo była zwyczajnie gorąca, a to jedyny wymóg, jaki stawiał Weasley. Bieda nie służyła komfortowi, choć on miał pewien sposób na radzenie sobie z tymi nieprzyjemnościami, na które przecież w pełni zasługiwał.
- Ładnie, naprawdę ładnie. – stwierdził cicho, rozglądając się po otoczeniu. Przecież w porównaniu do jego klitki w dokach dom Tonksa wydawał się pałacem. Jego wzrok zawiesił się na krzesłach tarasowych, do których moment później Michael go zaprosił. Chyba nie powinien myśleć o całym tym rozgardiaszu, który wydarzył się w ostatnim czasie. Celem było przeżycie kolejnego dnia, a to oznaczało tylko jedno, pełne skupienie się na nadchodzącym wieczorze, który pomimo braku specjalnych wrażeń mroził mu krew w żyłach.
- Nie jest dobrze, ale chyba nikt nie spodziewał się, że to się nagle zmieni. – stwierdził machinalnie głosem kompletnie wypranym ze wszelkich emocji. Dopiero po chwili dotarło do niego, że nieco się zapomniał w tonie i obecności. Michael nie był przecież niczemu winien, a w szczególności nie jego słabemu poczuciu wartości. – Wybacz Mike, mam głowę w innym miejscu. – przyznał z bolączką widoczną na piegowatej twarzy. Zdecydowanie nie był to dobry moment na przyznawanie przed samym sobą, że nie był godzien tego wyjścia. Czemu w ogóle ją o to poprosił? Nie… DLACZEGO ONA KAZAŁA MU BYĆ TRZEŹWYM!
Największa bolączka ze wszystkich oczywiście dotyczyła kobiet i alkoholu, dwóch zabójczych elementów, które istniały na świecie. Merlin wie, jak on porozmawia z Michaelem odnośnie do spraw Zakonu, kiedy w głowie mu był stres związany ze stanem trzeźwości, którym należało się wykazać z Philippą. Przecież on nie potrafił rozmawiać z kobietami bez alkoholu we krwi. Jakby wyskokowe napoje dawały mu tryliony pewności siebie, a może to był tylko strach Jim’a? Przecież Weasley zawsze miał coś do zaoferowania, Jeremy potrafił skutecznie odstraszyć i warknąć, a Jim? Pijaczyna miał całkiem inny sposób myślenia, który zwykł powiększać się jedynie przy flaszce. Czy to było możliwe, żeby rudzielec był pod wpływem swojego alter ego, które nawet nie miało racji bytu?
- Wspominałem w liście, że rejestracja poszła dobrze, ale nie mówiłem przecież co dalej. – wrócił myślami do przyjaciela, starając się skupić na jego twarzy, która niczym kotwica, pomagała zacumować w rzeczywistości. Zakon był ważny, należało dać mu trochę uwagi. – Figuruję jako James Asport, bezdomny czarodziej półkrwi, zatrudniony w dwóch ćwierćetatowych pracach. – dziwnie byłoby wspominać o gościu w urzędzie, który wręczył mu butelkę i tytoń, bo sam Weasley nie był pewien, co ma na ten temat sądzić. W tamtym momencie wydawało się, że dostał jakąś nagrodę za… obecność? Dziwna sprawa.
Chciałbym, żeby ludzie z… wiesz skąd – lekki uśmiech rozjaśnił jego twarz, przesyłając do Michaela porozumiewawczy gest. Rudzielec nie był do końca pewien, czy może używać nazwy Zakonu tak oficjalnie, byli na włościach Tonksa, ale wiadomo – ostrożności nigdy zbyt wiele! – nie popełnili gafy przy ewentualnym spotkaniu w Londynie. Przekaż im prosze, żeby pomimo oficjalnego imienia zwracali się w listach jako Reginald. Każdą ze swoich postaci będę w stanie im przedstawić, ale muszą mi dać na to szansę. Wiem, że może to być wiele, ale chcę zadbać o swoją przykrywkę, dlatego najlepiej wymazać Uriena Weasleya, zastępując go ogólnym Reginaldem, czy też każdym zdrobnieniem od tego pochodzącym. Wiem, że nie mam pozycji, żeby stawiać warunki, wątpię, żeby to w ogóle był jakiś warunek, bardziej prośba. – stwierdził bez zawahania się, patrząc poważnie w oczy Tonksa. Na ten jeden moment zapomniał o wszystkich felernych myślach, które jedynie pogłębiały ciemność barw spotkania z początku wyglądającego na jedną z lepszych wiadomości, jakie dostał w ciągu tamtego miesiąca. Nawet ból nadgarstka ustawał, a wszystkiemu (poza nadgarstkiem) była winna jedna, nieświadoma, silna dziewczyna. – Chyba powinniśmy dbać o wspólne dobro na gruncie rozsądku. – dokończył po chwili, szukając w oczach Tonksa jakiegoś potwierdzenia.


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28/29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f378-devon-okolice-plymouth-krecia-nora https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Re: Taras [odnośnik]10.02.21 17:33
-Dzięki. - uśmiechnął się pod nosem. -Kto by się spodziewał, Michael Tonks lubi wieś. - zażartował. W przeciwieństwie do Weasleya, wychował się w końcu w Londynie, z dala od wiejskich włości i dobrodziejstw matki natury. Ale.. Reggie chyba wcale go nie słuchał. Co zresztą zaraz potwierdził.
-Ja... tak, spokojnie. Też nie umiem nie myśleć o wojnie. - zapewnił ze zrozumieniem, dochodząc do mylnego wniosku, że to tym Weasley się tak martwi. -Gratuluję rejestracji. - powtórzył sobie w myślach nowe nazwisko Reggiego. -Jakich pracach? - trzeba będzie zadbać o to, by Zakonnicy, którzy będą potrzebować wsparcia w Londynie, znali przykrywkę i półetatowe zawody Weasleya. -Doskonały pomysł. - zgodził się. -Gwardziści znają twoją tożsamość, ale Zakonników uwrażliwię na ogólnego... Reginalda. Myślę też, że dobrze byłoby im przedstawić Jamesa Asporta? Oczywiście nie wszystkim, ale tym, którzy będą mieli z nim styczność. - zaproponował, kiwając ze zrozumieniem głową. Weasley był wyszkolonym wiedźmim strażnikiem, Michael ufał w jego zdrowy rozsądek i dobre pomysły. Dlatego nieco zdziwiła go ta... niepewność, choć poczuł się mile podłechtany, że Regi tak poważnie podchodzi do kwestii hierarchii w organizacji. Cóż, gdyby wrócił do Londynu rok temu, to on mógłby być teraz zakonnym mentorem Tonksa. Mike może i był starszym aurorem, ale w Zakonie słuchał przecież swojej młodszej siostry.
-Jak jest teraz w stolicy? - poprawił kołnierz golfu. -Ministerstwo rozpełzło się na inne hrabstwa, tak jak podejrzewałem. Ostatnio widziałem, jak jacyś mugole płonęli żywcem w swoim domu. - skrzywił się gniewnie. -Im dałem radę pomóc, ale reszcie? Dotychczas pomagaliśmy uciekinierom z Londynu, niedługo uchodźcy będą w całej Anglii... - westchnął, trochę do Regiego, a trochę do siebie. Pomyślał o mugolach, na których przypadkiem trafił w Kent i zamrugał. W ustach mu zaschło, przywołał więc różdżką czajniczek z herbatą. Nie miał jej wiele, ale z Reggiem mógł się podzielić.
-Co jeszcze chciałbyś omówić? I... co słychać, Reggie? Mam wrażenie, że polityka dominuje wszystkie moje rozmowy, zawsze możemy na moment zmienić temat. - uśmiechnął się ciepło, chcąc na moment oderwać myśli od mugoli, mugoli z Kent, od cholernego Kent, od plaży w Kent. Obecność przyjaciela uspokajała, ale Mike nie mógł być egoistą. Reggie miał coś ważnego do omówienia, więc jeśli to polityka - zajmą się polityką.


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Auror, rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Taras - Page 2 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Taras [odnośnik]11.02.21 16:10
Myśli spiętrzone wokół jednej chwili, która wcale czasu nie była w stanie umilić; metamorfomag przeżywał jakieś dziwaczne, pierwszy raz pojawiające się w jego umyśle rzeczy, że niby miał problem? Mało z tego wszystkiego wydawało się mieć sens i wiązać w jakąś porządną historię, która zwyczajnie odbiegała od typowych problemów z jego życia. Nigdy nie wszczynał dysput z samym sobą odnośnie do nie tylko osób, ale również i środowiska. Zdawało mu się, że pewne określenia zaczęły przenikać z domyślnych na te bardziej skomplikowane. Czy kiedykolwiek zdarzyło mu się w ogóle rozmyślać nad problemami rozmów z płcią piękną? Na przestrzeni tych wszystkich miesięcy, kiedy spotykał się z nimi głównie po kilku głębszych, zdawało się to w porządku. Normalnie jest wypić na odwagę do potańcówki, czy też zwyczajnej gadki na podryw, cóż więc w tym dziwnego, że kiedy odmawia mu się trunków, nie potrafi opanować drżenia rąk? Dziewczęta znające go sprzed całego tego bajzlu nie były problemem, przecież go znały…czy ja siebie znam? Zaświtało mu w głowie. Powątpiewająca nuta wdarła się niczym nieproszony gość, zatruwając nieco jego pewność co do spotkania, na które przecież miał zamiar się wybrać, prawda?
Wojnie? ściągnięty na ziemię, spojrzał na Tonksa z równie zdziwioną miną, jak i myślą. Zdecydowanie nie był to jeden z tych dni, kiedy jego uwaga była w pełni skupiona na rozmowie i otoczeniu. Zaraz odwrócił głowę gdzieś na bok, próbując nie patrzeć na swojego towarzysza.
- Pomocnik portowy i dystrybutor różnych towarów. W sumie daleko od prawdy to nie stroni, tylko etat trochę pomylony. - mruknął pod nosem, uśmiechając się półgębkiem, bo kiedy tak pomyślał sobie o tym wszystkim, czym w rzeczywistości się zajmował, to chyba…zdecydowanie nie było to kłamstwo; chyba rzeczywiście należała mu się ta nagroda za dobre aktorstwo. Trochę skłamać, trochę powiedzieć prawdy i wszystko w najlepszym porządku! – Wcisnąłem im nawet, że jestem dalekim potomkiem bękarta od Goyle’ów. – zaśmiał się na tę myśl w kierunku Tonksa. Zaraz jednak jego uśmiech nieco oklapł. Nie był do końca pewien, ale coś dmuchało w jego kark w pewnym stresie, czy faktycznie jedno spotkanie było w stanie działać na niego w tak mocny sposób?
- Chyba już wszystkich dotknęło to ograniczenie zasobów…może nie do końca wszystkich. Wspominałem, że pracuję w porcie i w sumie nie jest to nawet kłamstwo. Wzrok mi służy, tak samo, jak i ucho, którym wyłapałem całkiem ciekawe informacje. – zaczął powoli, starając się odpędzić dziwaczną myśl dotyczącą dzisiejszego dnia. Jakby wieczorne spotkanie faktycznie zaczynało napytywać mu pietra. – Nie każdy ma tyle szczęścia, żeby pracować przy rozładowywaniu pewnych drogocennych skrzyń, w których słyszałem, że jest coś więcej niż tylko daktyle. – dokończył porozumiewawczo, patrząc na Tonksa z przebłyskiem przebiegłości w oku i częściowo wyszczerzonej gębie. Każdy wiedział, że daktyle należały do bardzo wyjątkowych produktów, którymi opychać mogła się zazwyczaj tylko dobrze sytuowana szlachta. – Więc pomyślałem sobie, że Malfoy nie musi dostać wszystkiego tylko dla siebie…mam pewne zdolności w upłynnianiu rzeczy, ale tym razem myślę, że warto skupić się na dostarczeniu tego, co potrzebne dla was. Jako spora organizacja pewnie macie też sporo potrzeb związanych z medycyną i nie tylko. Potrzebne mi tylko dwie osoby – czujka i ktoś odpowiedzialny za przetransportowanie tego do bezpiecznego miejsca. Wolałem nie rozmawiać o tym w korespondencji…znasz kogoś skorego do pomocy? – dokończył poważnie, patrząc prosto w oczy Michaela. Nie było miejsca na choćby cień wątpliwości i kogoś niegodnego zaufania, ponieważ jego pomysł niósł za sobą duże ryzyko. Zmoczył zaschnięte wargi w herbacie, która w odróżnieniu od rozgotowanej wody była wręcz rajem.
- Ymm…jak minęła ostatnia pełnia? – zagaił z gracją słonia stąpającego po kruchym lodzie; tradycyjnie – musiało się to skończyć źle.


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28/29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f378-devon-okolice-plymouth-krecia-nora https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Re: Taras [odnośnik]17.02.21 20:01
Reggie wydawał się jakiś... rozproszony. Cóż, może to nic dziwnego. W Londynie pewnie cały czas musiał się mieć na baczności, balansować swoje fałszywe tożsamości, godzić przykrywkę z ciężarem wiedzy o Zakonie. Tutaj pewnie mógł wreszcie odetchnąć pełną piersią, w zaciszu Somerset, w domu objętym Fideliusem. Nic dziwnego, jeśli trochę go to przytłoczyło. Michael uśmiechnął się ze zrozumieniem.
-Użytecznie. A z Goyle'm kiedyś się tam zetknąłem, zabawnie byłoby sobie wyobrazić jego bękarta-rudzielca. Jaki miałeś kolor włosów przy tej rejestracji? - przyznał z aprobatą i rozbawionym uśmieszkiem. Potem jednak spoważniał. Na razie Zakon Feniksa nie zapuszczał się do portu, ale być może będą kiedyś potrzebowali towarów. Przez myśl przemknęło mu, że ostatnio robił wiele rzeczy, które jeszcze pół roku temu nie przeszłyby mu przez myśl. Kradł. Brał narkotyki. I... nie, o plaży w Kent nie mogę już myśleć.
A może...? Może mógłby to sobie wytłumaczyć, pozbyć się choć części zażenowania.
-Wiesz, czym kazał się zajmować aurorom Malfoy w ostatnich miesiącach działania Biura? Łapaniem dilerów w porcie. - przewrócił oczyma. -Nic w tym hańbiącego, wiem, że wasz wydział robi to ciągle, ale... robił to po to, by uniemożliwić nam skupienie się na swoich kolegusach, czarnoksiężnikach. - prychnął, a potem przygryzł lekko wargę, ostrożnie dobierając słowa. Jeśli ma spytać Reggiego o używki, to musi przedstawić to wszystko w odpowiednim, profesjonalnym świetle. Wiedźmia straż na pewno była z tym wszystkim na bieżąco, nawet jeśli Reggie już tam nie pracował. Przełknął ślinę. -W zimie handlowali tam taką... strasznie cuchnącą substancją. Chyba trochę psuła ludziom... w głowie? - smakowała też podle. -Kojarzysz, co to mogło być? Ja... się na tym nie znam. Pytam tak z ciekawości, nie lubię niedokończonych śledztw. - skłamał, bo tak naprawdę dręczyła go kwestia tego, co tak właściwie brał na plaży w Kent na początku października. Okropnie śmierdziało, okropnie smakowało (tego nie może przyznać), ale wrażenia...
...Merlinie, nie wiedział, czy piękno tamtych wspomnień to rzeczywistość czy narkotyk. Czy naprawdę stoczył się na dno niemoralności, czy to wszystko przez narkotyk, czy to nie jego wina.
Reggie zdawał się czytać mu w myślach odnośnie możliwości... kradzieży upłynnienia niektórych towarów. Mike uśmiechnął się pod nosem.
-Keat to nasz człowiek w porcie, na pewno skołuje wam jeszcze kogoś. Skontaktuj się z nim. Pewnie przydałby się ktoś mocny w transmutacji, do zmniejszenia tego wszystkiego. - kojarzył, że Zakon Feniksa okradł już kiedyś jakiś statek, ale nie znał szczegółów.
Upił łyk herbaty i to był błąd. Zakrztusił się, słysząc pytanie o pełnię. Zwłaszcza, że przed oczyma stanęła mu tamta Francuzka, która nakryła go o poranku. Nagiego i zmarzniętego.
-Yyych... przeciętnie. W sensie, to nigdy nic... normalnego. - wydusił, odkaszlując. Wiedział, że Weasley lekceważył sobie czasem zasady savoire-vivre'u, ale... pytać wilkołaka o pełnie? Uśmiechnął się z przymusem. -A jak tam... u ciebie? Z Londynu nie wywiało jeszcze wszystkich ładnych dziewczyn? - zagaił, pamiętając, jak próbowali podrywać dziewczyny w norweskich pubach. Zanim sam zaczął sypiać z Astrid, oczywiście.


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Auror, rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Taras - Page 2 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Taras [odnośnik]24.02.21 23:16
Starając się nieco odprężyć, a być może trochę uciec od wszystkich tych problemów, które zaczęły się piętrzyć jak szalone, pozwolił sobie na choćby chwilę głębszego oddechu. Pijąc Tonksową herbatę, nie sądził, że kiedykolwiek przyjdzie mu odkrywać ten świat ciepłych smaków od nowa. Nigdy nie był wielkim fanem kawy, czy też innych trunków, które nie zawierały procenty, ot trzeba pić, żeby żyć; proste i logiczne. Dziwiło go, że z każdym łykiem herbata zaczynała coraz bardziej dodawać jakiejś nieujętej słowami siły, która pozwalała myśleć nieco przyjaźniej na wszystko. Niespotykane, niecodzienne i zdecydowanie warte jego uwagi, być może większe zainteresowanie się tym tematem pozwoli uzbierać nieco środków dla tych wszystkich uchodźców, o których pisał Septimus Weasley? Coś przecież musiał wykombinować!
- No przecież, że brązowe! Nie próbowałem się tam podstawić! - zaprotestował, ciskając w Tonksa kuriozalnym spojrzeniem, jakby tamten specjalnie próbował go rozbawić i wyrwać nieco z zamyślenia. Faktycznie od początku dnia był dziwnie rozproszony, jednak nie umknęło jego uwadze, że Michael kilka sekund później spoważniał, jakby myśląc o czymś odległym. Rudzielec nawet nie miał zamiaru ściągać go na taras, w końcu każdy z nich musiał przebrnąć przez własne sztormy, które nijak miały się do głośnych rozmów, a może właśnie wręcz przeciwnie i wtedy zaczął się temat.
Aurorzy? Dilerów? W porcie? Nic dziwnego, że interes zaczął tak kwitnąć, skoro niewykwalifikowana kadra zajmowała się tak delikatnym tematem. W żaden sposób nie ubliżał profesji, która była niegdyś jego marzeniem jednak istniały różnice w życiu pośród cieni jako Wiedźmi Strażnik, a wychylaniu się z tłumu i przeciwdziałaniu własną magią w porządnej ofensywie. Coś w tym śmierdziało i nie były to portowe zakątki, które znał jak własną kieszeń - nie żeby czasem się mylił z tymi kieszeniami...wujaszek Stevie był równie zaskoczony co on!
- Wiesz...używki na ogół cuchną w końcu to straszliwe świństwo. - nawet nie próbował kryć swojego mocnego zdania o towarze, który sam rozprowadzał; kompletnie nieświadom tego, że jego kumpel wpadł w tak wielkie bagno właśnie przez maleńką transakcję kilka miesięcy wcześniej. - To o czym mówisz, może być Tęgoskórem Żelaznozębym albo Złotą Rybką. - odpowiedział bez zastanowienia, przecież znał swój towar - Wprawdzie Tęgoskór ma nieco lżejsze działanie niż Rybka i hm...nie, to na pewno Rybka, tylko to cuchnie tak, że nawet ślepy by otworzył oczy, żeby poszukać drogi do ucieczki. - stwierdził, szukając wzroku Michaela, chcąc wytłumaczyć mu, na czym polega cała kwestia narkotyku; przecież skarbnicą wiedzy należy się dzielić! - Pomimo tego, że świństwo jest obrzydliwe w smaku i zapachu, jest jedną z najmocniejszych używek na rynku, które pozwalają Ci odpłynąć w świat pomiędzy snem a jawą. Gdybyś próbował zgadnąć, to nazwa nie bierze się z powietrza, a właśnie samej kwintesencji, bo uwalnia pozytywne odczucia, pozwalając nawet na sięgnięcie do własnych pragnień, których nie jest się świadomym. Wyobraź sobie całe to czcze gadanie o czymś wewnątrz samego siebie, czego w rzeczywistości nie wiesz...i właśnie wtedy, po zażyciu Złotej Rybki spełnia się Twoje życzenie albo przynajmniej ta potrzeba, w zależności od tego, co to jest. - przez cały czas badał twarz Michaela, starając się zaobserwować jego reakcję, czy aby na pewno rozumie, co długowłosy ma na myśli. Podstawą jest zrozumieć, żeby wiedzieć, czego się wystrzegać; dzięki tej zasadzie metamorfomag mógł pochwalić się wręcz dziewiczą czystością. Narkotykom mówimy N I E; a jak faszerują się inni, to przecież nie jego broszka. Interes zawsze dobrze się kręci na idiotach.
Myślami przemknął do postaci Keat'a, którego kojarzył z Parszywego i nie tylko! Świetnie, czyli jeszcze ktoś od transmutacji! W mig przed oczami pojawiła mu się scena ewakuacji sprzed kilku dni, kiedy młodszy Cattermole rzucił zaklęcie tak dobrze, że gdyby nie ręce zajęte podtrzymywaniem się o ściany - z pewnością by zaklaskał. Gość był całkiem niezły jak jego brat w innych aspektach magii.
- Chyba nawet wiem kogo, dzięki zajmę się tym w najbliższym czasie! - przytaknął zaraz, wdzięczny Michaelowi za podrzucenie imienia i sugestii, które prowadziły do poszerzenia grona tej eskapady.
Obserwował reakcję Tonksa z niemałym zdziwieniem, bo przecież jego pytanie wydawało się takie zwyczajne. Sam jasnowłosy chciał zmienić temat, to on bez zawahania zaczął z jedyną opcją, jaka wydawała mu się odpowiednia do rozmowy. O likantropii jeszcze nie mieli okazji pogaworzyć, a kiedy jak nie teraz?
- No tak. Na pewno to futro..kł.. - zamilknął w pół słowa, wyłapując, że były auror chyba nie miał ochoty rozmawiać na ten temat. Na tę myśl o wprowadzeniu słonia do pokoju poliki rudzielca momentalnie zapłonęły żywym ogniem, co mogło dawać dosyć mylne wrażenie, że speszył się przy pytaniu Tonksa, co w sumie nie było tak dalekie od prawdy. - Wybacz Mike - spojrzał z powątpieniem i przestrachem na jasnowłosego w obawie, że tamten się zdenerwuje. Naprawdę nie miał zamiaru odpuszczać tak szybko, ale to przecież była natura wścibskiego rudzielca! Przywołany do porządku pytaniem z jego strony rozszerzył brwi w zdziwieniu. Zawstydzony jeszcze wyciąganiem niepoprawnych tematów chrząknął nerwowo, bo serio, co on miał mu powiedzieć? Jeszcze sekundę temu wszystkie myśli wybijały jakieś dzikie rytmy na jego skroni, a teraz? Zwyczajna, przerażająca pustka. - Dziewczyny? - zdziwiony ton był wystarczającą sugestią co do faktu jego skrępowania. Do pamiętnej śmierci przełożonego w Oslo Weasley nigdy nie miewał problemów z nawiązywaniem kontaktów z kobietami, jednak od powrotu, kiedy jego życie stało się jedną wielką aktorską sztuką, nie wchodziły w grę żadne spotkania na więcej niż jedną noc, a tym zwykle towarzyszył alkohol. Rudzielec nie miał pojęcia, w jaki sposób miałby w ogóle ZAGADAĆ do dziewczyny na trzeźwo, stąd też pojawiły się jego obawy w spotkaniu którejś z sióstr Tonksa. Rozmowa z nieznajomymi kobietami - a te zwykle były piękne, jak to kobiety - zawsze przywodziła na myśl tonący statek; on oczywiście poczuwał się jako ta zepsuta łajba. - Ładne dziewczyny? - powtórzył głupawo, patrząc pustymi oczami na Michaela w szoku zmieszanym z kuriozalnym śmiechem gdzieś na ustach. Nie potrafił sobie wyobrazić, stawiać żadnej osoby w tak nieprzyjemnej sytuacji, jak narzucanie komuś martwienia się o niego. Po prostu głupstwo. - Teraz chyba byłaby to najbardziej niebezpieczna rzecz na świecie. - stwierdził bez zawahania się, patrząc już opanowanym wyrazem twarzy i wzrokiem na Mike'a. Nie czuł wojennego kurzu, jednak atmosfera w Londynie mogłaby być cięta scyzorykiem, czy ktoś faktycznie miał czas na takie błahostki? Rudzielec kompletnie wyparł fakt własnego wpatrywania się na każdą damę swoim szczenięcym wzrokiem, a już szczególnie te, które ratowały go z opresji. Każda postać poświęcająca mu choć trochę własnej uwagi stawała się w jego oczach czymś więcej niż szarym przechodniem, choć i tamci nie byli mu tak obojętni; jednak nie był to moment na takie deklaracje. Czasem oszukiwanie samego siebie stawało się prawdą i właśnie tego się trzymał.


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28/29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f378-devon-okolice-plymouth-krecia-nora https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095

Strona 2 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Taras
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach