Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Taras
AutorWiadomość
Taras [odnośnik]27.08.20 19:03
First topic message reminder :

Taras


Wyjście na taras, jak sama nazwa wskazuje prowadzi na drewnianą, okalającą dom przybudówkę. Stoi na niej kilka starych poobdzieranych krzeseł na których można usiąść i popatrzeć na znajdujący się niedaleko brzeg. Idealny widok zarówno w pogodny dzień jak i podczas pochmurnych dni czy burzy.



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Taras - Page 4 Just6
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks

Re: Taras [odnośnik]12.11.21 23:04
Ostatnie dni spędzał poza przytulnymi murami nadbrzeżnego domostwa. Pochylał się nad mnogimi sprawunkami załatwianymi w różnych częściach kraju. Dopinał zobowiązania znajdujące się na terytorium Irlandii, w miastach sąsiadujących z zamieszkałą miejscowością. Nie był w stanie poświęcić jej wystarczającej ilości czasu, zauważyć niepokojących, zdrowotnych symptomów, złego samopoczucia, czy wyraźnego przemęczenia. Zazwyczaj witała go w prowizorycznej pełni sił, codziennej krzątaninie, z której nie potrafił wyczytać alarmujących sygnałów. Tak wiele złego działo się na zewnątrz. Głowa pełna skrajnych, złowrogich myśli nie zwalniała tempa; pogłoski o coraz bliższych, częstszych incydentach, złowrogich napaściach, pokazowych zabójstwach sprawiały, iż czuł wyraźniejszy niepokój, zagrożenie czyhające tuż za rogiem. Bał się, że przeoczy coś istotnego, przepuści bezwzględnych wrogów, nie dostrzegając rozdartej luki. Ogromnie martwił się o nią, o całą rodzinę, w którą wgłębiał się z niezwykłą intensywnością. Ściąganie okrycia wierzchniego sprawiało ogromny trud. Ręka wysunięta z tymczasowego usztywnienia nie była w stanie wyprostować się ani o milimetr. Skurczone mięśnie, a nawet kości, bolały niemiłosiernie, gdy z trudem przeciskał je przez dość szeroki rękaw. Wciągnął powietrze, aby uśmierzyć nieprzyjemne odczucie, aby zaraz potem wypuścić je z wyrazistym świstem. Szybkie korki stawiane na drewnianych stopniach, rozniosły się po pustym przedsionku. Podniósł zmęczony wzrok, koncentrując go na ulubionej sylwetce. Dobrze, że jesteś. Odchrząknął głośno i powiedział mrukliwie: – Już nie śpisz? – było przecież jeszcze wcześnie. Skoro nie wychodziła z domu, domyślał się, że miała dzisiaj dużo więcej wolnego czasu. Blondynka zatrzymała się tuż przed nim. Tak bardzo chciał odwzajemnić jej słodki uśmiech, lecz przeciążenie wczesnymi wrażeniami ciążyło na przygarbionych ramionach. Praktycznie nie rozstając się z różdżką, wspomogła osuszenie mokrego odzienia, za co podziękował niewerbalnym gestem. Postanowił posprzątać porozrzucane przedmioty, które po sobie zostawił. Zapewne zauważyła, że robił to jedną, niewiodącą ręką. Na jej pytanie zatrzymał się w połowie czynności, prostując plecy. Nie powinien niczego ukrywać. Westchnął jeszcze mówiąc lekko zachrypniętym głosem: – Jakieś trzy, może cztery kilometry dalej, wzdłuż wybrzeża Exmoor, rozbił się statek transportowy. Ogromna katastrofa, nic z niego nie zostało. Praktycznie nikt nie przeżył… – opowiadał skrótowo, wracając do odwieszania szalika. – Podobno wczorajszy sztorm przyczynił się do tragedii, ale ludzie mówią inaczej. – czy, aby na pewno mówią prawdę? – O świcie dostałem wezwanie. Nie mogłem spać, byłem niedaleko. Razem z lordem Weasleyem i sojusznikami Zakonu, próbowaliśmy przeczesać statek, poszukać jakichś wskazówek, może materiałów… – przerwał spoglądając na kobietę. – Znaleźliśmy ludzi, żywych, była cała akcja… To wszystko jest jakieś podejrzane Justine. – dodał gubiąc myśl, marszcząc brwi, ponownie zatapiając się w sprzecznych rozważaniach. – Dodatkowo… Nie umiem rzucać podstawowych zaklęć, jak zwykle… – przekręcił oczami, jego ton był zażenowany. – Coś stało się z moją prawą ręką, nie jestem w stanie nic utrzymać, nie mogę jej wyprostować, jest spuchnięta i wykręcona. – spojrzał prosto w bliźniacze tęczówki, szukając zrozumienia i akceptacji. – Nie dałem zaprowadzić się do uzdrowiciela. – przyznał się. Bo przecież mam ciebie.

[bylobrzydkobedzieladnie]



My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself


Ostatnio zmieniony przez Vincent Rineheart dnia 14.11.21 14:38, w całości zmieniany 2 razy
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Re: Taras [odnośnik]13.11.21 16:27
Padające pytanie sprawiło że zerknęła w stronę okna, kontrolnie, jakby w ten sposób była w stanie określić dokładną godzinę, która właśnie była. Zaraz jej uwaga i spojrzenie skierowało się na powrót tam, gdzie znajdowało się wcześniej.
- Przespałam większość popołudnia wczoraj. - przyznała ze spokojem wzruszając łagodnie ramionami. Cokolwiek to było, już przeszło. A może przychodziło falami, bo dzisiaj obudziły ją mdłości, ale i te zdawały się na ten moment odpuścić. Nie kładła się jednak na powrót, czując się na tyle rozbudzoną, że szkoda jej było marnotrawić czasu. Spojrzenie przesuwało się po poważnej twarzy próbując dostrzec co było nie takie jak być powinno. Dostrzegła, że zbiera przedmioty tylko jedną dłonią, wzrok zawieszając na drugą rękę w niej doszukując się źródła grymasów, które czasem wkradły się na jego twarz. Pytanie wymknęło się z jej ust, zatrzymując w działaniu jego sylwetkę. Obserwowała jak prostuje plecy i lekko wzdycha, zaczynając swoją opowieść. Słuchała z uwagą. Wczoraj rzeczywiście morze było nad wyraz niespokojne a pogoda zdecydowanie nie należała do przyjemnych. Zmarszczyła odrobinę brwi. - Podejrzane w jaki sposób? - zadała krótkie pytanie, chcąc by sprecyzował co dokładnie miał na myśli. - Mieliście jakieś kłopoty? - dopytała jeszcze, mając nadzieję, że mimo wszystko udało im się zająć sprawą bez większych problemów. Ale to od razu na kilka chwil stało się mniej ważne, kiedy przyznał że doznał kontuzji. Skrzyżowała z nim spojrzenie. - Nie dałeś. - powtórzyła jakby ze zrozumieniem, a kącik jej ust mimowolnie uniósł się ku górze. Uparciuch Przemknęło przez myśli. - Chodźmy do kuchni. - poprosiła, wiedząc, że tam będzie wygodniej jej przyjrzeć się całej sytuacji. Wchodząc do niej jako pierwsza, zatrzymując się przy blacie i czekając aż i on przy nim się nie znajdzie. - Pokaż. - poprosiła, stukając palcem w stół i miejsce na którym chciała, żeby ustawił rękę. Kiedy ta znalazła się przed nią przysunęła się bliżej, najpierw oglądając ją ze spokojem. Po chwili unosząc rękę, żeby przesunąć palcami po spuchniętych miejscach unosząc tęczówki ku niemu, jednocześnie badając reakcję na twarzy. - Co rzucałeś? - zapytała, bo odbijające rykoszetem zaklęcia wbrew pozorom, wcale nie były nowością. Magia bywała kapryśna i potrafiła zadziałać całkowicie inaczej, niż tak jak chciał tego właściciel. Ją też to spotykało, chyba każdego kto obcował z magią. Trudno było przewidzieć, kiedy coś takiego się stanie. Praktyka była w stanie pomóc, ale w walce czy podczas działań zwyczajnie dochodziły inne czynniki, których nie dało się udać podczas ćwiczenia tychże we własnym zakresie.



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Taras - Page 4 Just6
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Re: Taras [odnośnik]14.11.21 15:19
Pytanie, które wysypało się z jego ust, było czymś w rodzaju poszukiwania stabilności, całkowitej pewności, iż nie znajduje się już w strefie otwartego zagrożenia oraz czynnej akcji. Mimo wczesnej pory, zmęczenie krążące po wyziębniętych mięśniach, obciążonej głowie i przymrużonych powiekach odpowiadało wyraźnemu odczuciu końcówki wyczerpującego dnia. Zerknął w jej stronę kątem oka i uśmiechnął się lekko zadowolony z usłyszanej informacji: – To dobrze. Odpoczynku nigdy za wiele. – przede wszystkim w jej przypadku. Widział jak szybko regeneruje siły, rwie się do aktywnej walki, nie mogąc usiedzieć w miejscu, jednakże martwił się każdym, niepokojącym symptomem nawiedzającym jej ciało. Próbował wyzbyć się nadmiernej kontroli podczas spożywanych posiłków, czy codziennych, obciążających czynności. Nie chciał, aby jeszcze raz, przechodziła przez podobne piekło. Jej wzrok błądził po całej sylwetce wyszukując widocznych różnic. Czuł go na sobie, gdy nieporadnie zbierał rozrzucone ubrania. Krzywił się nieznacznie, gdyż każdy, nieplanowany ruch naruszał ranną rękę. Westchnął krótko, słysząc to pytanie. Wyprostował się na moment, rozpoczął konfrontacją z nadmorską tragedią: – Tamtejsi mieszkańcy… – zaczął, lecz torba, którą podnosił w dziwnym położeniu, wymsknęła się z pomiędzy palców. Przeklął w myślach próbując od nowa i pokiwał głową niezadowolony: – Tamtejsi mieszkańcy, twierdzili, że na morzu było widać ogień, snopy dymu unoszące się poza linię morza, czerwone, rozszalałe iskry. Sztorm nie wywołałby takiego efektu, ani takich szkód. – stwierdził pewnie krzyżując bliźniacze tęczówki. Znał się na morzu, nie pierwszy raz widział skutki rozszalałego żywiołu: – Jestem przekonany, że oględziny statku, tylko to potwierdzą. Kłopoty? – zmarszczył czoło i pokręcił głową. – Niee. Przeszkadzali tylko ludzie. Poinformowano Lorda Abotta, który szybko zorganizował odpowiednią akcję pomocniczą, sprowadzając najlepszych specjalistów. – poinformował jeszcze, zastanawiając się czy nie zapomniał o żadnym, istotnym fakcie. Sprawa nie dawała mu spokoju, chciał natychmiast zareagować, dowiedzieć się czegoś więcej. Nie zauważył rozbawionego grymasu, posłusznie przeszedł w stronę kuchni, zatrzymując się w okolicy blatu: – Musisz najpierw pomóc mi ściągnąć sweter… – poprosił. Czarne, wąskie rękawy, przedramię wykręcone w dziwnym kierunku tworzyły nieprzekraczalną przeszkodę. Z pomocą blondynki, z trudem, zsunął górny materiał marszcząc rysy twarzy, zostając tylko w podkoszulku. – Na Merlina… – syknął konfrontując się z pokaźną, fioletową opuchlizną. Czy naprawdę nie mogło obyć się bez kłopotów? Ułożył przedramię na wskazanym miejscu. Patrzył jak z uwagą przeprowadza oględziny. Nie był zachwycony przyznając się do nieudanego zaklęcia: – Reducio. – westchnął i złożył usta w ciasną linijkę. Jego głos przybrał barwę zawodu: – Chciałem pomniejszyć kilka płaszczy. Wyszło jak zwykle. – magia zadrwiła z jego umiejętności, zsyłając bolesną kontuzję. Już nie pierwszy raz nie radził sobie z najprostszą inkantacją. Zbyt mało praktyki, brak talentu i skupienia?



My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Re: Taras [odnośnik]15.11.21 17:15
Minęło trochę czasu, od kiedy ostatnio się widzieli. Napływ obowiązków sprawiał, że czasem nie pozostawała już nawet chwila na kubek wspólnej kawy. Chociaż tak naprawdę Justine jeszcze miała w pamięci spotkanie w domu, który należał do niego. Może właśnie przez to, nie chcąc natknąć się na kolejną nieświadomie unikała Irlandzkiego domostwa. Mimowolnie wywróciła oczami, przespanie popołudnia nie jawiło jej się jako nic dobrego. Ale mdłości nie dawały jej spokoju sprawiając, że postanowiła nie ruszać na nic bardziej wymagającego swój stan nadal tłumacząc długim pobytem w Azkabanie i anemią. Oparła się o framugę wejścia do kuchni obserwując jego kolejne ruchy i słuchając tego, co miał do powiedzenia, ledwie zauważalnie mrużąc brwi.
- Czyli ktoś tam pomógł? - zasugerowała wiedząc, że doskonale zrozumie co miała na myśli. Potaknęła krótko głową przyjmując do wiadomości resztę informacji. - Skoro Abbott o wszystkim wie, nie musisz się zamartwiać. Odetchnij. - poradziła, chociaż sama czasem nie umiała zostawić jegoś tematu samego sobie. Kiedy wypowiedział prośbę o pomoc związaną ze swetrem jej brew drgnęła ale sama zaraz znalazła się obok, możliwie jak najdelikatniej się dało, pomagała ściągać ciemny materiał. - Dobrze że Kerrie akurat nie weszła. - mruknęła uśmiechając się pod nosem. Zaraz jednak spoważniała spoglądając na opuchliznę, oglądając zranienie bez unoszenia głowy kiedy mówił dalej. Zmarszczyła znów na chwilę brwi. Reducio. Jeśli magia odbiła, mogła narobić poważnych szkód. I narobiła, badając palcami zarówno reakcje jak i sprawdzając umiejscowienia kości w dłoni szybko zrozumiała, do czego doszło. Wykrzywiła usta, musiało cholernie boleć. Jednak nie wypowiedziała tej myśli na głos, komentując coś innego. - Najlepszym się zdarza. - wtrąciła wyciągając białą różdżkę, bo taka też była prawda. Zmrużyła odrobinę oczy. - Przy okazji, pokażę Ci co udało mi się zrobić. - zapowiedziała już mając unosić różdżkę, jednak zawisła w geście zawahania. Opuściła dłoń zanim wypowiedziała zaklęcie. Coś sobie przypomniała. - Ale najpierw… Zechcesz mi wyjaśnić, dlaczego po twoim domu chadzają pół nagie kobiety? - zapytała względnie naturalnie, wbijając jasnoniebieskie spojrzenie w jego twarz. Równie względnie neutralna była jej twarz, chociaż w odbiciach tęczówek dało się dostrzec więcej.



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Taras - Page 4 Just6
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Re: Taras [odnośnik]15.11.21 19:57
Coraz więcej wzmożonych, różnorodnych ataków ze strony bezwzględnego wroga, wymagało oddanego i codziennego angażu. Związani z rebeliancką organizacją walczącą na głównym froncie, poświęcali cały wolny czas, wszystkie swe siły, aby reagować na bieżąco, wykonywać polecone misje związane z ich specjalnością. W ostatnim czasie nie mieli okazji spędzić ze sobą całego dnia. Mijali się w niemożliwym biegu, wracali o różnych porach wybierając domostwo zlokalizowane bliżej realizowanej akcji. Zatracali ulotne chwile uciekające w zatrważającym tempie. Brakowało mu wspólnej, nienaruszonej bliskości, celebrowanej przy rozpalonym kominku. Tęsknił za jej krzątaniną, rozbawionym głosem, kojącym dotykiem muskającym zarośniętą twarz czy skręcone kosmyki. Chciał mieć ją zawsze, na wyciągnięcie ręki zaspokajając potrzebę rozkołatanego serca. Streszczał najistotniejsze fakty, skupiając się na meritum. Kiwnął głową krótko, rzeczowo – zrozumiała co miał na myśli: – Jestem ku temu przekonany. – odpowiedział zaraz unosząc głowę i odwieszając torbę. – Jak tylko uda się poprawić stan zdrowia ocalałych, chciałbym wypytać ich o okoliczności. Pochodzenie statku, kapitana, cel wyprawy… Trzeba rozwikłać te sprawę. – jeśli druga strona brała w tym udział, mogli wykorzystać to na swoją korzyść. Kontra w postaci rzeczowej propagandy zmieniłaby podejście wielu obywateli zapatrzonych w fałszywe informacje. – Wiem… – westchnął cicho, choć wszystkie obrazy wczesnego poranka krążyły mu po głowie: – Mam jakieś dziwne wrażenie, że zrobiliśmy za mało, albo coś przeoczyliśmy… – spojrzał w bok, wyglądając przez małe okienko, patrząc na szarawy krajobraz. Ostatnim razem przechodził te same rozterki; ewakuacja irlandzkiej ludności, podczas spalenia mugolskich kryjówek. I choć zacierali ślady skrupulatnie, dokładnie, czuł wzrastający nie potrzebny niepokój. Nieoceniona pomoc w ściągnięciu odzienia wydobyła kojący oddech. Opuchlizna ręki ukazała całą swą okazałość. Przekręcił oczami na dźwięk jej słów, aby zaraz zaśmiać się krótko, wspominając niefortunne śniadanie: – Może znów zrobiłaby jajecznicę… – zażartował, aby następie skupić się na dokładnych oględzinach. Krzywił się gdy jej palce przesuwały się po przedramieniu. Najmniejszy ruch sprawiał przeszywający ból, dziwne schorzenie stawało się coraz bardziej uciążliwe. Odpowiedział jej przez zęby: – Tobie nigdy się nie zdarza. – zauważył. – Ile bym nie trenował, uczył się, czytał, nadal popełniam cholerne błędy. Jakby wszystko co robię zaczęło ze mnie drwić… – wymamrotał z żalem i prawdziwym zdenerwowaniem. Pokręcił głową zabierając rękę i siadającą na krześle, rozmasowując nieurażoną część. Miał do siebie ogromną pretensję. Jasne tęczówki zawisły na jej słodkiej twarzy, gdy oznajmiła coś nowego. Podniósł powieki i rzekł: – Nie mogę się doczekać… – lecz jego mina zmieniła się diametralnie, gdy nagle, gwałtownie zboczyła na zupełnie inną tematykę. Kobiety? I do tego półnagie? – Co? – wymknęło mu się nagle, nieelegancko, a buza otworzyła na kilka centymetrów. O co tak naprawdę chodziło? – Jakie kobiety Justine? O czym ty mówisz? To jakaś zagadka, tak? Sprawdzasz mnie? – bo cóż innego mogła zrobić? Przyglądał się z uwagą jej statycznym rysom, próbując wyczytać coś więcej. Zmarszczył brwi zaniepokojony; czyżby do czegoś doszło? Nie chciał sprawić jej przykrości, nie chciał się kłócić, nie chciał niedopowiedzeń.




My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Re: Taras [odnośnik]15.11.21 22:55
Wysłuchała dalszych słów przesuwając tęczówki razem z jednostką za którą podążała wzrokiem. Nie przestawała opierać się o framugę zaplatając dłonie na piersi. Zmarszczka pojawiła się na jej czole wraz z kolejnymi słowami. Skinęła krótko głową oznajmiając, że przyjęła do wiadomości przekazane informacje.
- Jest w dobrych rękach. - sprawa - rzecz jasna. Wiedziała, że jeśli Vincent pochylił się nad sprawą to doprowadzi ją do końca bez większego problemu i na pewno zajmie się nią odpowiednio. Obiła się od framugi wchodząc do kuchni. Zerkając przez ramie za siebie w międzyczasie podchodząc do szafki i wyciągając dwa kubki. Wstawiła też wodę na kuchence różdżką rozpalając ogień. Złapała się na tym, że chciała podejść, krótkim dotykiem przekazać wsparcie. W porę orientując się jednak, że jest zła. Zmarszczyła znów krótko nos. - Zrobiliście wszystko, co byliście w stanie zrobić. - powiedziała więc zamiast tego opierając się na chwilę o blat jednej z szafek. Zaraz jednak przesuwając się bliżej, żeby pomóc pozbyć się zawadzającej części odzieży. - Chyba że powzięłaby się obrony swojego ukochanego stołu. - zwróciła uwagę, mimowolnie unosząc kącik ust. Ah, jak ją denerwowało to, że złość potrafiła się wyciszyć, odejść w chwili krótkiej rozmowy. Ale musiała poruszyć ten temat, który coraz mocniej dobijał się o uwagę. Kolejne słowa sprawiły że uniosła wzrok i pokręciła głową unosząc w górę dłoń - palcem wskazując na niego. - Zdarza. - zaprzeczyła ze spokojem. Nie raz magia odmówiła jej posłuszeństwa. Wiązki nie pojawiły się wcale, albo znacznie zboczyły z kursu. - Po prostu ty nigdy tego nie widziałeś. - orzekła opuszczając dłoń i powracając do badania. Zmarszczka pojawiła się na czole, kiedy w myślach wystawiała diagnozę. - Nigdy nie będziesz przygotowany w tym stopniu który narzucasz sam sobie. - orzekła, nie podnosząc tym razem wzroku. Palce uniosły się, zostawiając dłoń. Wiedziała już jak najlepiej się nią zająć. - Prawdziwe sytuacje zawsze będą różnić się od treningu, mieć więcej zmiennych wpływających na wszystko. - tłumaczyła dalej, sięgając ponownie po różdżkę. Zawahała się jednak, odsuwając rzucenie zaklęcia na bok. Wypowiadając pytanie, które musiało zostać zadane. Przynajmniej ona potrzebowała je zadać. Widziała zaskoczenie które wymalowało się na jego twarzy i które uniosło jej brew ku górze. Nie odejmowała od niego tęczówek pozostając z nieprzeniknionym wyrazem twarzy. Padające pytania sprawiły, że jej brew drgnęła ku górze.
- Pytam poważnie. - oznajmiła, wydymając usta w niezadowoleniu. Wzięła wdech unosząc różdżkę, skupiając się na kształcie feniksa, na melodii, sile płynącej z dźwięków jego śpiewu, na swoistym hymnie, który ją prowadził, na świetle które było w stanie rozgonić mroki i zanim przeszła dalej do tematu wypowiedziała zaklęcie. - Expecto Patronum. - wykręciła odpowiednio różdżką przyzywając swojego obrońcę w całkowicie nowej formie. Nie bernardyna i nie koziorożca - chociaż nie była pewna, czy Vincent widział drugą z form. Łuna przybrała kształt feniksa, który rozłożył skrzydła i przeleciał nad sufitem by zaraz skierować się w stronę Vincenta wnikając w jego serce kierując moc do zranionej dłoni, rozpoczynając proces jej uleczenia. Mimo wszystko, nie chciała żeby musiał dłużej cierpieć. - Ręka będzie potrzebowała czasu i pewnie będzie pobolewać jeszcze jakiś czas więc jej nie nadwyrężaj. - zapowiedziała podchodząc do kuchenki, żeby zalać napoje. Postawiła przed nim zalany napar i sama powróciła po swój opierając się o jeden z blatów. - Jakiś czas temu byłam niedaleko. Więc weszłam do ciebie. Możesz sobie wyobrazić że zaskoczył mnie widok damskich ubrań rozwieszonych w łazience, jak i Thalii wychodzącej na korytarz mającej na sobie tylko twój sweter wypowiadającej twoje imię. Więc chcę żebyś mi wyjaśnił, jak wiele kobiet chodzi tak po twoim domu. - oznajmiła nie sięgając po napój zamiast tego zaplatając dłonie na piersi w oczekiwaniu na wyjaśnienia.



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Taras - Page 4 Just6
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Re: Taras [odnośnik]17.11.21 20:32
Dalsza reakcja na poranny incydent wydawała się bezbłędna. Specjaliści wezwani przez zatroskanego Lorda, nie słyszeli plotek krążących wśród tutejszych mieszkańców. Obawiał się, że podczas oględzin statku pominęli istotne szczegóły mogące przybliżyć do rozwikłania nietypowej zagadki. Naoczni świadkowie przebywający w pobliskim szpitalu, będą w tej kwestii niezbędni. Rozstając się z pozostałymi sojusznikami, zapowiedział, iż powrócą do szczegółowego śledztwa, przeprowadzenia wywiadu, zdobycia informacji. Brak kontynuacji skutkowałby małym zwycięstwem wroga. Pokiwał lekko głową spoglądając na swoją słuchaczkę. Zmarszczył czoło zastanawiając się nad jej postawą, czyżby odwlekała go od kolejnego etapu zadania? Powolnym krokiem ruszył za kobietą, poprawiając przedmiot stojący na małej półce w przedpokoju. Stanął w okolicy stołu, patrząc jak sprawnie krząta się przy drewnianym blacie; nastawia wodę, wyciąga gliniane kubki, odnajduje puszkę z mieszanką, którą przygotował jakiś czas temu. Westchną i na moment uśmiechnął się lekko. Zaraz potem spochmurniał na nowo wyłapując dziwne wibracje, wykonując gest zaprzeczenia: – Jeszcze nie wszystko. – wyrzucił stanowczo. – Musimy z nimi porozmawiać, dowiedzieć się kto jest winny katastrofy. – brzmiał uparcie, fanatycznie, nie zamierzał odpuścić. Zawędrowali zbyt daleko, aby nagle dawać za wygraną. Poddał się specjalistycznej operacji, gdy znalazła się bliżej niego. Powstrzymywał się od mimowolnych gestów zachowując potrzebną powagę. Tylko raz zaśmiał się pod nosem wyobrażając sobie fortecę obronną wokół kuchennego stołu. Najmłodsza przedstawicielka rodziny, wraz ze swym niesamowitym zdeterminowaniem była zdolna do wszystkiego. Przez cały czas nie wyłapywał wyraźnej zmiany nastroju towarzyszki, choć pewne przesłanki wzbudzały jego niepokój. Podnosił powieki zerkając na nią z zaciekawieniem, badając plastyczne rysy. Palec wskazujący wbił się w jego pierś, a słowo wybrzmiało stanowczo. To prawda, nigdy nie zaobserwował większych problemów w potencjale magicznym. Wykonywała bezbłędne ruchy, zaklęcia płynnie wydobywały się z białej różdżki, ukazując siłę i ponadprzeciętne zdolności. W jaki sposób miał uwierzyć jej na słowo? – Może. – napomknął ciszej wzruszając lewym ramieniem. – Dlaczego nie będę? – zapytał z pretensją unosząc brwi. – Będę ćwiczyć więcej, intensywniej, częściej. Może ty mi pomożesz? Nie wiem. Nie mogę za każdym razem kończyć z takimi niespodziankami… – ruchem szyi wskazał na opuchnięta rękę. – Kiedyś, o mały włos nie zabiłem siebie i barmanki z portu, gdyż moja nieposłuszna magia prawie zburzyła drewnianą tawernę. – przypomniał, a niezadowolenie i rozczarowanie w głosie wzrosło o kilka cali. Spojrzał za nią, wprost na duże okno: – Nie mogę przecież wyczekiwać momentu, aż zabije się sam, bo nie będę w stanie odpowiednio czarować. Panować nad magią. – przekręcił oczami szukając odrodnego wyrazu. Co tak naprawdę znaczyło odpowiednie, poprawne czarowanie? W jaki sposób dojść do prawdziwej perfekcji? Westchnął znów, jeszcze ciężej i opadł na drewniane krzesło. Zdrowy łokieć oparł na tafli mebla. Na dłoni położył brodę. Czekając na działanie, nie spodziewał się, iż w tej chwili, kompletnie zboczy z tematu. Zaskoczyła go, przeraziła? Zmarszczył czoło i powoli przeniósł na nią błękitne tęczówki pełne niezrozumienia i zdziwienia. - Również odpowiadam poważnie. – co miała na myśli? Jakie kobiety chodziły jej po głowie? Czy w ostatnim czasie zrobił coś nieodpowiednio? Praktycznie z nikim nie spotykał się po pracy. Lekceważył czas wolny, odpoczynek potrzebny regeneracji. Skąd wytrzasnęła tak niewiarygodne wnioski? Na krótką chwilę zboczyli z nurtującej kwestii, gdy blondynka zajęła się wybieraniem czaru. Słysząc znajomą inkantację „Expecto Patronum”, zadziwił się jeszcze bardziej; od kiedy postać rozganiająca mrok pomagała w medycznych dolegliwościach? Zwierzę, które rozpostarło szerokie skrzydła, zawisło nad domowym sufitem, przybrało postać najprawdziwszego feniksa. Nie potrafił pohamować ogromnego zdumienia, gdy szlachetny zwierz zwrócił się w jego stronę, wnikając w okolice serca, wypełniając ciało niesamowitą, rozgrzewającą mocą, dodającą niebagatelnych sił. Wstrzymał oddech celebrując ów rytuał. Nie potrafił wypowiedzieć ani słowa. Ból przeszywający prawą rękę znikał, rozchodził się wraz z srebrzystymi wiązkami. Gdy rozpłynął się w kuchennym pomieszczeniu, wypuścił powietrze i powolnie, ostrożnie poruszył przedramieniem, wykręcił łokieć. Był zdrowy. Popatrzył na nią z największą wdzięcznością i zanim zebrał się za podziękowanie rzucił kilka pytań, nie dających mu spokoju: – Jak, jak to możliwe? Od kiedy twoim patronusem jest feniks? – czy forma tak ściśle kojarząca się z przynależną organizacją, mogła mieć jakieś powiązanie? – Jak to możliwe, że… Że uleczyłaś mnie w taki sposób? Nigdy czegoś takiego nie widziałem… – nigdy o czymś takim nie słyszałem, nigdy nie będę tego potrafił. Przemijające sekundy przywołały dozę milczenia. Wskazówki zegara przesuwały się w szemrzącym rytmie, a on pogrążył się w żywych przemyśleniach, ruszając palcami niedawno zranionej ręki. Nie pojmował, nie rozumiał, chciał robić rzeczy takie jak ona. Gdy odezwała się ponownie praktycznie nie słuchał, wchodząc w sam środek zdania o kilkudniowej rekonwalescencji: – Dziękuję. – szepnął. Szykował się do powstania, podejścia bliżej, jednakże postanowiła wytoczyć najokrutniejsze działa. Wspomnienie rudowłosej przyjaciółki powoli rozjaśniło umysł; to o nią gniewała się Justine? To przez swą wybrankę, dziewczyna poczuła się nieswojo pisząc wymowny list? Co takiego zaszło w irlandzkiej posiadłości? Nie pomyślał o tym w taki sposób. Dłoń przesunęła się po twarzy, a niezidentyfikowany dźwięk wydobył się z jego ust, zanim przeszedł do wyjaśnień: – Z Thalią przyjaźnię się od lat. Jest mistrzem żeglugi, wiele jej zawdzięczam jeśli chodzi o moją przeszłość. – westchnął. – Jest dla mnie jak siostra, może nawet jak brat? Sądząc po jej dość nietypowym zachowaniu. Nie miała się gdzie podziać, dlatego zaproponowałem jej pokój. – mówił zgodnie z prawdą. – Stoi pusty, ma wszystko co potrzeba, zgodziła się. Nie wiedziałem, że chodzi w moich rzeczach. Ubiera się raczej po męsku, może to dlatego… – rozłożył ręce, co więcej mógł jej wyjaśnić? Zmarszczył brwi: – O innych kobietach mi nie wiadomo. – chyba, że ty coś wiesz droga Justine.



My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Re: Taras [odnośnik]18.11.21 10:18
- Wszystko w tym momencie. - poprawiła się spokojnie i bez większych oporów. Wzruszyła łagodnie ramionami spoglądając ku męskiej sylwetce. - I dowiecie się. - orzekła bez zmiennego tonu. Nie wątpiła w jego zaangażowanie. Właściwie nawet sądziła, że perfekcjonizm, który był jego częścią, czasem zdawał się być jego największym wrogiem. Nawet nie próbowałaby namówić do go porzucenia wcześniejszych planów. Po pierwsze, nie miała ku temu powodów. Po drugie, gdyby sama zamierzała czymś zająć się do końca, nikt nie namówił ją do odwrotu, póki sama nie uznałaby takiego za potrzebny.
Nagła pretensja sprawiła, że jej brew uniosła się ku górze, a spojrzenie przesunęło na twarz. Wysłuchała słów pełnych frustracji nie przerywając mu nawet na chwilę. Wiedziała jak się czuje, sama czuła się nie raz w podobny sposób. Frustracja, bezradność, bezsilność w końcu złość i brak zrozumienia.
- Chodziło mi tylko o to, że zawsze będziesz chciał więcej. Zawsze będzie coś, co można było zrobić lepiej. Zaklęcie, które powinno trafić celniej. Plan, który mógł być przemyślany dokładniej. - wytłumaczyła opuszczając brew. Splotła dłonie na kilka chwil na piersi. - Możesz się wściekać na świat za ludzkie niedoskonałości, możesz na mnie. Ale perfekcja zwyczajnie nie istnieje. - wykrzywiła odrobinę usta wzruszając ponownie ramionami. Wiele czasu zajęło jej pojęcie tego. Chociaż wiedziała, że niektóre porażki bolą mocniej od innych.
Zawiesiła jasne tęczówki na znajomej twarzy lustrując je uważnie w poszukiwaniu jakiś oznak, zmrużyła odrobinę oczy by westchnąć na chwilę i sięgnąć po różdżkę. Ostatecznie postanawiając najpierw zająć się raną. Pojawiające się pytania odsunęły wzrok od ręki, po której przesunęła jeszcze palcami chcąc sprawdzić.
- Cóż, właściwie od niedawna. - przyznała marszcząc na krótką chwilę brwi. - Biała magia potrafi wiele zdziałać. A sam patronus ma wiele umiejętności o których tak niewielu wie. Sama nie wiem wszystkiego. Odpowiednio ukierunkowane potrafią przekazać wiadomość, czy zyskać zdolności. To jeden z potężniejszych czarów. - stwierdziła zgodnie z prawdą odsuwając się, żeby machnąć lekko ręką na wypowiedziane podziękowania. Postawiła przed nim ciepły napój samej się jednak odsuwając. Splatając dłonie na piersi, przedstawiając sytuację.
- Zaproponowałeś jej... - powtórzyła po nim a w zgłoskach widocznie zadzwięczała złość. - ...i zapomniałeś wspomnieć, że będziesz mieszkać z obcą kobietą pod jednym dachem? - dokończyła mrużąc oczy, które ulokowała dokładnie na nim. - Może ona dla ciebie jest jak siostra, powątpiewam co do odczuć w dru…- miała mówić dalej. Chciała mówić dalej, bo dopiero się rozkręcała. Ale jej żołądek postanowił inaczej. Wykręcił się alarmująco, obracając ją na pięcie, kiedy bez słowa ruszyła w kierunku łazienki dopadając do muszli by wykonać to, co narzucał jej organizm. Szlag, dlaczego zawsze w takich momentach. Ile czasu jeszcze miała do siebie dochodzić po Azkabanie?



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Taras - Page 4 Just6
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Re: Taras [odnośnik]25.11.21 10:41
Zamyślił się na moment spoglądając na dolną część stołu. W pierwszej kolejności nie zareagował na słowa blond towarzyszki błądząc w odmętach nieuporządkowanych, zbyt gwałtownych myśli. Uniósł głowę, wyłapując ostatnie sylaby, na które odpowiedział zamroczonym, pospieszonym tonem: – Masz rację. Masz rację. – zdenerwowany, rozproszony nadinterpretowywał prezentowane gesty, czy skrótowe wyrażenia. Zbyt pochopnie ocenił podejście swej uroczej wybraki, która rozumiała go najlepiej ze wszystkich; odczytywała sygnały podszyte ściągniętymi brwiami, skwaszoną miną, nietypowym zachowaniem alarmującym o irytującym problemie. Wiedziała, że bez wymiernych wniosków, nie odpuści tak złożonej i niedopowiedzianej sprawie. Frustracja wypełniająca kuchenną przestrzeń, pojawiła się tak nagle, gwałtownie, rozrywając chwilową ciszę: – Czy to źle? – zapytał zaraz, dołączając do jej rytmu. Wzrok stał się wymowny, świdrujący szczupłą sylwetkę opartą o drewniany blat. Marzył o perfekcji, dążył do niej, zawsze dawał z siebie wszystko. Wierzył, że wytężając wszystkie swe siły, nabierając doświadczenia pod okiem najznakomitszych ekspertów, uzyskałby upragniony efekt, uniknął kontrowersyjnych sytuacji, błędów prowadzących do prawdziwej destrukcji. Nie spuszczał z niej wzroku, gdy kontynuowała. W jasnych tęczówkach odbijało się niezadowolenie, może odrobina niezrozumienia? Przecież nie popełniasz błędów Justine. Nie poruszył się analizując to, co usłyszane. Powtórzył ciszej: – Nie istnieje? – spojrzał w bok i westchnął pod nosem, poszukując idealnego kompromisu: – Może i tak. Ale to nie znaczy, że nie można do niej dążyć, prawda? – zapytał dość retorycznie zachowując pozycję. - Nie można przecież odpuścić, oddawać przewagę niekontrolowanej magii. Choćby nie udało się opanować wszystkiego do perfekcji, można przecież zminimalizować skutki. W tym momencie nie siedziałbym u ciebie z zdeformowaną ręką, tylko wybitym palcem. – wyjaśnił na jednym wdechu, przekazując swój punkt rozumowania. Czy na pewno nie mylił się co do prezentowanej teorii? Czuł na sobie jej wzrok, baczny, obserwujący, ciche, niepasujące westchnięcie, które odrobinę go zaniepokoiło. Zaraz potem sięgnęła po wiązkę znajomego zaklęcia, ukazującego dodatkowe walory. Nie potrafił powstrzymać zdziwienia, podziwu, kłującej zazdrości, która instynktownie zakiełkowała w samym środku organów zewnętrznych. Przełknął ślinę, aby nie powiedzieć czegoś nie[potrzebnego. Sam, wolną dłonią przesunął po naprawionym przedramieniu, poruszał łokciem, wykręcił je w drugą stronę. Nadgarstek odpowiadał we właściwym rytmie. Czuł jeszcze przeszywające mrowienie. – Od niedawna? – powtórzył. – Nic nie mówiłaś. – a może nie chciałaś mówić, nie mogłaś? – Jednak coś wiesz, skoro twój patronus, o tej niesamowitej formie potrafi leczyć… Przenosić wiadomości, zdolności. – powtarzał próbując uzmysłowić sobie powagę sytuacji; jak? Zaśmiał się pod nosem, retorycznie, niekontrolowanie wspominając nieudane próby z samego wnętrza Azkabanu: – Przy ostatnich próbach nie wyczarowałem go ani razu. – przyznał. – Dlatego właśnie mogę mieć pretensje, co do niepełnej perfekcji… – rzucił jeszcze pozostając bez większego wyrazu oraz emocji. – Dziękuję jeszcze raz. – za to, że kolejny raz ratujesz mnie z opresji. Podniósł się do góry z zamiarem zabrania parującego naczynia, lecz ona wyprzedziła go sprytnym, zamaszystym ruchem. Ponownie opadł na krzesło i spojrzał do góry, kiedy z założonymi rękami, niezadowoloną miną stanęła tuż przed nim. Znów musiał się tłumaczyć. Westchnął głośno: – Tylko na kilka dni, zanim nie znajdzie bardziej stałego lokum. – zaznaczył od razu, przybierając pozycję obronną. – Zapomniałem powiedzieć, to przyznaje… Czy mieszkać pod jednym dachem? Sądząc po tym, że przychodzę do domu jak śpi i w tej samej sytuacji zastaję ją, gdy wychodzę, to chyba ciężko nazwać to mieszkaniem. – dorzucił szczegółowsze wyznanie, lecz zaraz potem, wywrócił oczami i pokręcił głową z niedowierzaniem. Chciał złapać ją za rękę, aby wygnać te absurdalne wątpliwości, jednakże zerwała się do biegu, opuszczając pomieszczenie. Rozszerzając powieki, zdezorientowany, z opóźnieniem podążył za nią, krzycząc w letargu: – Wszystko w porządku? Justine… – wpadł do łazienki, o mały włos nie zderzając się z rozpędzonymi drzwiami. Co się stało? Czy zjadła coś niezdrowego? Czy była to pochodna odległej wizyty w podziemiach piekieł? Jak mógł jej pomóc? Zmartwił się okrutnie. Pozwolił, aby na chwilę została sama. Wrócił się do kuchni nalewając szklankę wrzątku. Znajdując zeschły kawałek przyniesionego przez siebie imbiru, szybko wkroił kilka plasterków i wrócił do łazienki. Kucnął przy niej powoli, delikatnie. Odgarnął niesforne kosmyki, chroniąc przed zabrudzeniem. Troska wymalowana na zarośniętych policzkach, dopełniła się wyrazistym niepokojem, strachem o jej życie: – Mam wodę z imbirem. Będzie ci trochę lepiej… Zaraz przygotuję ci ziołową mieszankę, pomaga w takich dolegliwościach. Czy wszystko w porządku? Mam sprowadzić jakiegoś medyka? – choćby z drugiego krańca świata?



My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Re: Taras [odnośnik]03.12.21 19:28
Nie musiała się z nim sprzeczać, bo w tej chwili nie było o co, chociaż zachowywała większy dystans, niż zwyczajowo, praktycznie unikając kontaktu innego, niż skrzyżowanie spojrzeń. Badała wzrokiem, odpowiadała i dopowiadała swoje przemyślenia słuchając składanej relacji z porannego zdarzenia. Widziała frustrację i zirytowanie, ale nie pytała co je powodowało. Sam powód zdawał się nader jasny. Kolejne z nieporozumień wyjaśniła równie spokojnie. Kiedy pytanie zawisło w przestrzeni wzięła wdech w płuca, by zaraz wypuścić powietrze. Wzruszyła łagodnie ramionami. - I tak i nie. Wszystko zależy. - odpowiedziała więc, krzyżując ramiona na piersi. Kontynuowała widząc niezadowolone spojrzenie skupiające się na niej. - Nie istnieje. - potwierdziła z tym samym spokojem, ale i pewnością. Wzrok na krótką chwilę złagodniał obserwując jego dalsze poczynania i słuchając kolejno padających słów. Przekonała się dokładnie. Perfekcja była czymś do czego można było dążyć - może nawet powinno się. Ale wiedziała, że nie istniała. Błędy i skazy miały pojawić się na wszystkim. - Prawda. - zgodziła się jedynie krótko przez chwilę sądząc - a może mając nadzieję- że są bliżej podobnej myśli w tej kwestii. Kolejne słowa sprawiły jednak, że westchnęła. - Ćwiczenia poprawiają celność czy ogólną wydajność. Ale kiedy magia odmówi posłuszeństwa, usprawnienie tych czynników nie gwarantuje mniejszych obrażeń w przypadku jej odbicia. - wyjaśniła swoje zdanie wypowiadając je pomiędzy nich. Zaskoczył ją, tym twierdzeniem, że jej nigdy się to nie zdarzyło. Zdarzało, magia bywała kapryśna i mimo wszystko wymagająca - trudna do okiełznania. Wiedziała, że jej umiejętności w dziedzinie białej magii są ponadprzeciętne, ale i one nie gwarantowały jej ustrzeżenia się przed błędami.
- Coś tak. - zgodziła się skinając lekko głową. - Ale jestem pewna, że jeszcze równie wiele potrafi. - dodała na krótką chwilę marszcząc brwi. - Możliwe, że ich zdolności, przynajmniej niektóre zależne są od osobowości rzucającego. Podobnie jak z pierwotnym kształtem który przyjmują. - w końcu uniosła kubek, żeby napić się z niego trochę. - Chociaż powątpiewałam, że owy kształt można zmienić. - a jednak dało się, była tego przykładem. Jej patronus przyjmował formę feniksa. Symbolu, który towarzyszył jej już od jakiegoś czasu.
- Zaklęcie Patronusa jest wymagające. Ćwiczenia owszem, mogą poprawić twoją skuteczność, ale to nie znaczy że nigdy więcej się nie pomylisz. - wypowiedziała jeszcze raz podobną myśl. Widocznie w nią wierząc. - Nie chodzi mi o to, żebyś nie ćwiczył, tylko żebyś miał na uwadze to, że błędy nadal się będę zdarzać. - ale inny temat znajdował się już obok. I nie mógł zostać przemilczany. Wysłuchała jego słów, zdając własne pytania. Zmrużyła oczy. A zmrużenie pogłębiło się z każdym kolejnym słowem. W końcu nie wytrzymała. Jej dłoń uderzyła płasko o blat szafki. Usta otworzyły się, a żołądek wywrócił. Odwróciła się na pięcie wbiegając do łazienki. Pytanie nad nią, kiedy zawartość żołądka lądowała w toalecie, a wysiłek wyciskał łzy z przymkniętych powiek. Nic nie było w porządku! Ale nie odpowiedziała na zadane pytanie. Kiedy wrócił klęczała. Wymioty odeszły, jednak nie podniosła głowy oddychając ciężko. Drgnęła dopiero kiedy poczuła dotyk. Uniosła rękę i odsunęła ją od siebie.
- Ni-ie. - zaprzeczyła zaraz dodając. - Nie wołaj nikogo. - doprecyzowała odbierając szklankę z wodą z imbirem. Odsunęła się od muszli. Upiła trochę, dźwigając się do pionu. - Jestem zła, Vincent. Jakbyś się czuł, gdybyś spotkał tu… nie wiem, Keatona w samych spodniach? - zapytała unosząc jedną z brwi. Ale nie czekała na odpowiedź. - Idę się położyć, zostaw mnie na razie samą. - poprosiła, wymijając go i ruszając w kierunku swojej sypialni.

| zt x2?



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Taras - Page 4 Just6
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Re: Taras [odnośnik]22.05.22 12:47
10.04

I can't read your mind though I'm trying all the time
There's something I don't know, I can see it in your eyes


Zmieniła się w ostatnim czasie, co do tego nikt w rodzinie Tonksów nie mógł mieć żadnych wątpliwości. Choć od przyjazdu do Exmoor przez tak długi czas zdołała utrzymywać słoneczną naturę pomimo wszelkich przeciwności, wojna musiała dogonić także i ją, niezaangażowaną w walkę mugolkę, która dotąd każdego dnia robiła wszystko, by zapewnić wsparcie najbliższym oraz pacjentom. Niczym w spóźnionym zespole stresu, rozpamiętywała uwięzienie Justine w Azkabanie, wszystkie trudne dni doświadczane przez Michaela, wyjazd drugiego brata, tragedię w Staffordshire oraz wszystko inne, tak dla niej osobiste i bolesne. Odejście Thomasa posądzanego o morderstwo nie było może tą najsilniejszą z tragedii, ale - być może - kroplą przelewającą czarę goryczy.
Jeśli dodać do tej wybuchowej mieszanki nieszczęśliwą ciążę siostry, nic dziwnego, że nie była w stanie w ostatnim czasie uśmiechać się tak często jak zwykle, jadła mniej, przez co wyszczuplała, zbladła i wydawała się wiecznie senna.
Wciąż pracowała, napędzana zapasowymi pokładami wewnętrznej siły i świadomością, że nie może sobie po prostu odpuścić, gdyż wpłynęłoby to źle i na kondycję lecznicy i stan ich małego gospodarstwa. Nie miała serca, a może nie była przyzwyczajona do proszenia o pomoc w codziennych sprawach, więc zatracała się w praniu firanek, robieniu obiadów, z których sama wyjadała tylko resztki, a wolny czas spędzała tylko w towarzystwie kota i kur, czasem uzupełnianym o dziwaczną, ale nie niechcianą obecność puffka.
Tego dnia nie miała dyżuru w lecznicy ani w dzień ani w nocy, toteż sporą część poranka, po tym już jak wstała przed świtem, by usmażyć jajka i postawić wodę na kawę, spędziła w kurniku, uprzątając klepisko z odchodów i rozsypując zmielone ziarno. Przestarzałe jajka rozbijała, oczyszczała i dzieliła na pojedyncze odłamki skorupek, ponieważ one też nadawały się na pokarm dla kur, bogate w składniki odżywcze, a przynajmniej tak sobie mówiła, gdy z powodu ubóstwa była zmuszona przygotowywać swoim drogim przyjaciołom paszę z ich własnych jaj.
Dopiero co wracała do domu, spocona, umorusana sianem i ziemią, pachnąca kurnikiem i solą z zawiewającego od wybrzeża wiatru. Już była zmęczona, chociaż niedawno wstała, ale nie dawała po sobie niczego poznać, zsuwając gumowce na tarasie i poprawiając zsuwającą się z włosów chustę, którą mocno zaplątywała na głowie, by włosy za szybko jej się nie zakurzyły.
Widok gościa w korytarzu był dla niej zaskoczeniem, bowiem nikt nie mówił jej, że powinna się go spodziewać, tak jak nie mówiono jej o wielu innych rzeczach. Niemniej jednak wzięła się w garść i zmusiła usta do ułożenia się w smutny uśmiech.
- Dzień dobry, lordzie nestorze, czemu zawdzięczamy taki zaszczyt? - Chociaż chciała brzmieć na uradowaną, chyba jej to nie wyszło. Niezręcznie poprawiła roboczą spłowiałą spódnicę w kratę i gestem dłoni zaprosiła lorda do kuchni, drepcząc za nim w samych skarpetkach. Wychodził? A ktoś go chociaż właściwie ugościł? To się po prostu nie godziło, żeby wyszedł tak bez niczego. - Może herbaty? Kawy zbożowej? Jajko na twardo? Sucharka z twarożkiem?




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
Absurdalne czasy wymagają
absurdalnie silnej miłości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks
Re: Taras [odnośnik]31.05.22 20:51
Archibald narzucił na plecy elegancki ciemny płaszcz, zabierając z wieszaka przy wejściu swój kapelusz. To była jego druga wizyta we Wrzosowej Przystani i kolejna spowodowana złym stanem zdrowia Justine. Nie omieszkał jej tego wypomnieć, a także obiecać, że za trzecim razem zjawi się tutaj bez żadnej konkretnej przyczyny. Ton głosu jak zwykle miał lekki, choć smutek ściskał mu serce, wykonując dzisiaj swoją pracę. Zdawał sobie sprawę, że jako mężczyzna nigdy w pełni nie pojmie cudu jakim jest noszenie nowego życia pod swoim sercem, a także bólu, który się wiąże z jego stratą. Współczuł jej. Bardzo jej współczuł, mając z tyłu głowy wszystkie inne wydarzenia, w których miała nieprzyjemność wziąć udział. To niesprawiedliwe, że jedna osoba musi przechodzić tak wiele. Zaczynał wątpić w dobroć Merlina – ostatnimi czasy chyba przestał zerkać w ich stronę. Wyszedł na zewnątrz, kontrolnie wyciągając przed siebie dłoń. Czyżby w końcu przestało padać? Już miał iść w stronę magicznego powozu, kiedy spostrzegł znajomą sylwetkę, idącą w jego kierunku. Od razu ją rozpoznał, dlatego przywdział na twarz uprzejmy uśmiech. – Dzień dobry, panno Tonks – przywitał się, kłaniając się lekko. Nigdy nie mieli okazji się bliżej poznać, choć mijali się czasem w leśnej lecznicy. Ostatnio Archibald w zasadzie tam nie zaglądał, zbyt zaoferowany pozostałymi obowiązkami. – W zasadzie już wychodziłem – stwierdził, wskazując ruchem brody na powóz, ale coś w zdecydowanych gestach Kerstin nakazało mu z powrotem wejść do środka. Odwiesił więc kapelusz na ten sam wieszak, przyglądając się uważnie zapracowanej gospodyni. Coś w jej wyglądzie i specyficznym zapachu go zestresowało – a co jeżeli posiadają w obejściu też świnie? Spiął się lekko, karcąc się w duchu. Dlaczego jeszcze nie wypracował nawyku zabierania ze sobą leków? Nigdy nie wiadomo kiedy będą potrzebne. – Nie chcę robić kłopotu – odmówił z grzeczności, ale zdjął z siebie płaszcz, co mogło wskazywać na to, że jednak zostanie na dłużej. Poprawił rękaw beżowej marynarki, który nieznacznie mu się zagiął. Pod spodem miał świeżą białą koszulę; rzadko pojawiał się poza Weymouth w mniej eleganckim wydaniu. Miękkie swetry zostawiał do chodzenia po domu. – Przyszedłem na kontrolę do panny siostry – wytłumaczył, podążając dalej wiedziony przez Kerstin. Zachowywał się tak, jakby wcale nie usłyszał mało uradowanego tonu w jej głosie. I chyba tak właśnie było. – Wszystko prawidłowo się goi – dodał, bo choć taką dobrą nowiną mógł się podzielić. Szczęście w nieszczęściu. Wszedł do kuchni, od razu skupiając wzrok na podłużnym stole. To właśnie na nim ostatnio przeprowadzał operację. Polowe warunki, ale już od roku nie miał okazji pracować w lepszych. – A co u panny braci? Wszystko w porządku? – Z obojgiem miał okazję współpracować, choć to z Michaelem wiązały go większe przedsięwzięcia. Cenił jego umiejętności i czasem odnosił wrażenie, że zbyt często z nich korzysta. Za to z zadowoleniem odkrył, że wciąż był w stanie normalnie oddychać, dlatego karmił się nadzieją, że jednak nie hodują tutaj żadnych świń.


Don't pay attention to the world ending. It has ended many times
and began again in the morning

Archibald Prewett
Zawód : nestor toksykolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Britannia,
You’re so vane
You’ve gone insane
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4341-fluvius-archibald-prewett https://www.morsmordre.net/t4550-baldomero#96909 https://www.morsmordre.net/t4548-lord-prewett#96903 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4549-fluvius-archibald-prewett#96904
Re: Taras [odnośnik]08.06.22 18:43
Była wdzięczna lordowi Archibaldowi, że towarzyszył Justine w przerażających momentach następujących po jej poronieniu. Sama nie była w stanie wyobrazić sobie lepszego uzdrowiciela; rozpacz, ból i gorycz tej tak bardzo osobistej straty zbyt mocno ją paraliżowały, by mogła pomóc siostrze choć w połowie tak sprawnie jak lord. Nie umiała już dystansować się z taką sprawnością jak dawniej, nie wtedy, gdy w grę wchodziło bezpieczeństwo jej rodziny. Była zmęczona, tak cholernie cholernie zmęczona, że zupełnie nie pomyślała o tym, że komuś tak znamienitemu jak lord nestor może przyjść do głowy odwiedzać Justine także później, w celach kontrolnych. Służyło to siostrze, na pewno, w końcu wciąż nie pozbierała się po koszmarze, jaki na nią spadł, nie fizycznie i psychicznie pewnie też nie, choć okazywała emocje powściągliwie.
Może Kerstin uraziłaby Archibalda mniemaniem, że nie znajdzie dla nich czasu.
Tyle że trudno było jeszcze wierzyć w to, że ktoś go znajdzie. Każdy musiał pilnować własnego ogniska i własnej pracy; lecznica była nią przede wszystkim, przynajmniej dla Kerstin.
- Absolutnie nie robi lord nestor żadnego kłopotu! - Podparła dłonie na wciąż szerokich biodrach, przez chwilę dopuszczając do głosu zrzędliwą iskrę dawnej siebie, tej gospodyni, dla której nic nie było tak ważne jak to by każdy w ich progu znalazł ciepły kąt, strawę i opiekę. Nawet lord. Nawet i sam król, jeśliby trafił. - Robi dla nas lord nestor tak dużo, bez lorda nestora byśmy sobie może nie poradzili. - Przygryzła wargę, aby powstrzymać jej drżenie. - Nie mamy wiele, ale chociaż tak się odwdzięczę za wszystko, za... za Justine. - Smętnie wzruszyła ramionami, znów szara, znów cicha i bez życia, prowadząc Archibalda do kuchni, gdzie zaraz zalała dwa kubki czarnej, mocnej herbaty. Ten ładniejszy kubek, z łódką żeglarską, postawiła przed lordem przy stoliku nakrytym kraciastym obrusem. Obrus miał małą dziurkę, której jeszcze nie zdążyła zacerować. - To wspaniale. Myśli lord nestor, że ile czasu zajmie jeszcze ta rekonwalescencja? - spytała cicho, myjąc ręce, a potem rozbijając jajka na patelni. Chciała je chociaż usmażyć do sucharków z białym twarożkiem. Akurat miała świeży, swojski. - Dobrze... chyba. - Starała się nie mamrotać, bo to byłoby nieelegancko wobec kogoś takiego jak Archibald, jednakowoż szybko przyszło jej pochylić głowę i schować twarz za kosmykami włosów. - Gabriel już tu nie mieszka.




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
Absurdalne czasy wymagają
absurdalnie silnej miłości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Taras
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach