Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Kuchnia
AutorWiadomość
Kuchnia [odnośnik]07.09.20 23:38

Kuchnia

Ponoć kuchnia to serce każdego domu, ale nie tego. Niewielkie, lecz pomalowane na jasne barwy, pomieszczenie służy dwójce mieszkańców niemal wyłącznie do parzenia kawy, robienia kanapek i jedzeniu płatków z mlekiem w pełnym milczeniu. W kilku drewnianych szafkach można znaleźć podstawowe naczynia, talerze i sztućce, trzy kubki i gotowe produkty. Brakuje zapachu ziół i domowego obiadu. Nikt tu nie potrafi gotować - niestety. W kącie stoi blaszana miska z resztkami dla kota.


when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Cedric Dearborn
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
anger makes you stupid

stupid gets you killed
OPCM : 29
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia Hss7
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Re: Kuchnia [odnośnik]12.09.20 17:39
2 lipca

- Debbie - zawołałem donośnym głosem, pewien, że mnie usłyszy, bo chatka nie była wielka. Na parterze mieściła się zaledwie niewielka kuchnia, jeszcze mniejszą łazienkę i salonik, gdzie wepchnąłem wygodną kanapę, regał na książki i swoje biurko. Między kominkiem a sofą można było dać aż dwa kroki. Chciałbym móc powiedzieć, że było tam przytulnie, lecz wyraźnie brakowało tam kobiecej ręki. Jakichś zdjęć na ścianie, doniczki na parapecie, dywanika pod kanapą. Czegoś w tym rodzaju. Surowość drewna i prostych mebli mnie w niczym nie przeszkadzała, w porządku i ascetycznym niemal wnętrzu czułem się dobrze, lecz zastanawiałem się czasem, czy Deborah to nie przeszkadza. Miałem wrażenie, że tak.
Właściwie chyba wszystko w Oazie jej przeszkadzało. Poprzez tę chatę, jedzenie i całej Wyspie kończąc.
- Deborah! - krzyknąłem głośniej, lecz i tym razem moje wołanie przyniosło taki sam skutek - czyli żaden.
Zmniejszyłem ogień pod patelnią, na której smażyła się jajecznica, żeby móc wyjść z kuchni i wspiąć się po schodach na piętro. Tam mieściły się dwa niewielkie pokoje. Jeden zajmowałem ja, drugi miał być dla Debbie, lecz uparła się, że chce spać na poddaszu, na które można było wspiąć się po drabince. Stanąwszy przed nią odkryłem, że klapa na poddasze jest zamknięta. Machnąłem różdżką, by ją otworzyć.
- Deborah, zejdź na śniadanie i nie każ mi tam po ciebie wchodzić - powiedziałem stanowczo, wiedząc, że tam jest i mnie słyszy, bo słyszałem miauknięcie sierściucha i drobne kroki. W moim głosie zabrzmiała ostrzegawcza nuta. Miałem zamiar tam tak stać, dopóki nie zejdzie po drabince na dół, lecz swąd spalenizny zwabił mnie na dół. Niedziwne, że Michael Tonks stwierdził nie tak dawno, że wyglądam marniej, skoro moje umiejętności kulinarne zamiast się polepszyć, chyba się pogorszyły. Tęskniłem za ministerialną stołówką, gdzie mogłem zjeść porządny obiad.
Zbiegłem po schodach, wpadając do kuchni i zdjąłem patelnię z ognia. Jajecznica trochę się przypaliła, ale chyba wciąż była do zjedzenia. Przynajmniej ja nie miałem zamiaru wybrzydzać. Uchyliłem okno, by wywietrzyć zapach przypalonego jedzenia i zająłem się zeskrobywaniem przypalonego z patelni. Resztę rozdzieliłem na dwa talerze. Wylądowała na nich zbyt mocno ścięta, sucha i nieprzyprawiona jajecznica na pokrojonej w za dużą kostkę cebuli, ale lepsze to niż nic. Sobie zaparzyłem kawy, dla Deborah nalałem do szklanki soku.
- No chodź - zachęciłem ją już łagodniejszym tonem, gdy usłyszałem kroki na schodach, tak jak zachęca się przestraszone zwierzę, by podeszło i poczęstowało się kawałkiem kiełbasy.


when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Cedric Dearborn
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
anger makes you stupid

stupid gets you killed
OPCM : 29
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia Hss7
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Re: Kuchnia [odnośnik]13.09.20 1:35
Jej dzień rozpoczynał się w chwili w której zaczynał się cudzy. Zawsze tak było. Jeszcze kiedy mieszkała w Londynie z rodzicami. I teraz też. Wystające zza szorstkiego materiału uszy szybko chwytały dźwięki krzątającego się po kuchni aurora. Początkowo leżała i patrzyła się w sufit ocierając pod kołdra stopy o siebie. Potem przyłożyła rozczapierzone ręce do twarzy w geście rezygnacji i zniechęcenia. Wołał ją. Westchnęła ciężko przekręcając się na bok i nurkując w ciemnościach naciągniętej na głowę kołdry. Nie było jej.
- Nie chcę, Drynka... on znów to robi - poskarżyła się konspiracyjnym szeptem kocicy, która wtarabaniła się na łóżko i pyszczkiem napierała na naciągnięty materiał chcąc się wślizgnąć pod niego na wzór i podobieństwo swojej właścicielki. Ciche pomruki miały zachęcić Debbie do opuszczenia gardy, lecz to dopiero stanowczy nakaz (a może nawet groźba...?) aurora sprawił, że wysunęła głowę poza zwoje kołdry i kontrolnie, zjeżona spojrzała w stronę klapy gotowa podjąć się konfrontacji (tak naprawdę to nie, lecz gotowa była stworzyć tego pozory), która ostatecznie nie doszła do skutku. Z jakąś dziwną mieszaniną ulgi, jak i zawodu odrzuciła materiał podciągając się do pozycji pół siedzącej. Zamarła w niej na krawędzi łóżka odkładając w czasie chwilę zetknięcia bosych stóp z deskami podłogi - NO PRZECIEŻ IDĘ - burknęła, tupiąc w podłoże jeną nogą i wywijając usta w tą mniej szczęśliwą wersję podkówki - Raju noooo... - mruknęła marudnie łapiąc kant kołdry. Wprawionym ruchem szarpnęła klapę w podłodze. Przez dziurę wydostała się najpierw kotka, potem kołtun pościeli, a na końcu ona sama. Schyliła się po rozlaną na podłodze pierzynę. Nieporadnie owinęła się nią i ciągnąc jej nadmiar przesuwał się za nią w stronę talerza - Co tak śmierdzi... - mruknęła ostentacyjnie marszcząc nosek zanim jeszcze zrozumiała, że było to śniadanie. Kręcąca się przy niej kotka wlepiła w Cedrica spojrzenie które można było odczytać jako niepokojąco pytające - zupełnie, jakby stworzenie wtórowało właścicielce w poszukiwaniu odpowiedzi. No właśnie, Cedric, opowiedz nam
Deborah Spencer
Zawód : n/d
Wiek : 8
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : n/d
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t8764-budowa#260570 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8781-debbie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t8786-deborah-spencer#261303
Re: Kuchnia [odnośnik]13.09.20 21:42
Debbie w końcu pojawiła się w niewielkiej kuchni, owinięta w swoją pierzynę, na co zareagowałem uniesieniem brwi.
- Co ty masz na sobie? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie. Dłonią wskazałem na zegar wiszący na ścianie. - Wiesz która jest godzina? - Właściwie nie byłem pewien, czy Deborah potrafi już korzystać z zegarów. Jakoś mi to umknęło. - Dziewiąta. O dziewiątej nie chodzi się ani w piżamie, ani w kołdrze - powiedziałem stanowczym tonem. Przez ostatnich kilka lat mieszkałem sam i zdążyłem już zapomnieć jak to jest mieć małe dziecko w domu. Annie nie zdążyła zresztą osiągnąć wieku Deborah, minęło niewiele czasu odkąd nauczyła się mówić, gdy...
- To co śmierdziało już wyrzuciłem, to po pierwsze. Po drugie to śniadanie. Jajecznica. Z jajek. Jajka znoszą kury, ptaki nieloty, zwierzęta hodowlane. Usmażyłem na cebuli i maśle.  Nic innego nie ma.
Może mój głos zabrzmiał zbyt szorstko i sucho (tak sucho jak sucha była ta zbyt mocno ścięta jajecznica), ale wyczuwałem już nadchodzącą kłótnię i kolejne tupanie drobnych stóp o drewnianą podłogę. Powietrze w kuchni gęstniało od rosnącej, lipcowej temperatury, niezadowolonej miny Debbie i tego kota, który wpatrywał się we mnie tak, jakby rozumiał wszystko, o czym rozmawiamy. Bardzo działało mi to na nerwy. Nigdy nie przepadałem za kotami.
- Dla sierściucha tym bardziej nie ma - burknąłem, zajmując jedno z dwóch krzeseł przy stole, aby chwycić za nóż i przekroić dwie bułki. Były już trochę czerstwe, kupione przedwczoraj, ale ja zdążyłem przywyknąć do takiej kuchni. Marnej kuchni. Żyjąc w pojedynkę żywiłem się głównie kanapkami, posiłkami z londyńskich barów i gotowym jedzeniem. Czasami odwiedzałem siostrę w Dolinie Godryka i zawsze witała mnie prawdziwą ucztą. Teraz mieszkała niedaleko i chyba dzięki niej ani ja, ani Deborah nie umarliśmy z głodu, ale Lizzie zajmowała się naszą matką i nie zamierzałem zrzucać na jej barki kolejnych obowiązków.
- Siadaj - powiedziałem, naprawdę starając się, aby mój głos zabrzmiał już łagodniej.
Nie zdołałem sobie znaleźć płatnego zajęcia na dziś, czyja inna kolej była na patrol w Londynie, Kieran także nie miał dla mnie nic, więc zamierzałem zostać w Oazie i sprawdzić, czy nie potrzebują gdzieś pomocy. Albo po prostu odpocząć, dlatego nie chciałem zaczynać dnia od sprzeczki z ośmiolatką.


when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Cedric Dearborn
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
anger makes you stupid

stupid gets you killed
OPCM : 29
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia Hss7
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Re: Kuchnia [odnośnik]20.09.20 19:05
Z nadmierną siłą i szybciej bijącym sercem pokonywała kolejne szczeble drabinki. Zawsze miała wrażenie, że z tej zaraz spadnie, a i że kolejne odległości między stopniami są w dziwny sposób coraz to wyższe. Nie tak jak jeszcze dwa miesiące temu, lecz z niemałą ulga postawiła obie stopy na podłodze salono-wszystkiego. Z tej samej podłogi podniosła chwilę wcześniej zrzuconą kołdrę owijając się nią i przeobrażając w poczwarkę. Warkliwą poczwarkę.
- Po co się wiec pytasz skoro wiesz, która godzina? - burknęła spoglądając na aurora spode łba nieświadomie kontynuując grę w pomijanie odpowiedzi. Spoglądając tak na niego z dołu czuła nieprzyjemny niepokój. Zwłaszcza, kiedy ten tak górował nad nią i grzmiał tak stanowczo, że poczuła się jakby zrobiła coś złego, głupiego. A przecież tylko przyszła! Tak jak chciał! Trzymając krańce materiału kołdry w dłoniach gniewnie skrzyżowała ręce na dziecięcej piersi - Dlaczego...? - nie rozumiała dlaczego to był problem i dlaczego o dziewiątej nie można było chodzić w piżamie albo spać. Nikt ich nie odwiedzał, nie było gdzie i po co wychodzić. Dlaczego więc to było takie ważne?!
- Wiem co to jajko. Nie jestem głupia - wtrąciła się między jedno, a drugie zdanie. Kiedy tak zaczynał mówić dużo, szybko i szorstko miała wrażenie, że się specjalnie wymądrza by pokazać jakim to wszechwiedzącym dorosłym nie jest - a takich trzeba się słuchać. Tylko dlaczego skoro był taki mądry to musiał się przechwalać, że wie skąd są jajka? Coś tu chyba nie do końca pasowało, prawda? Nie podzieliła się jednak tą myślą na głos. Z nadąsaną miną powoli zaczęła podchodzić do stolika i już wspinała się na krzesło kiedy Cedric postanowił uderzyć w bardzo czułą nutę. Jak oparzona odsunęła się i szybkim krokiem zaczęła się wycofywać zmierzając z powrotem w stronę drabinki na strych. Za duża kołdra plątała się wokół mebli więc ją porzuciła by nie być spowolnianą.
Siadaj.
- Nie! - podniosła głos, tupiąc nóżką - Skoro nie ma jedzenia dla Drynki to ja też nie będę jadła!
Deborah Spencer
Zawód : n/d
Wiek : 8
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : n/d
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t8764-budowa#260570 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8781-debbie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t8786-deborah-spencer#261303
Re: Kuchnia [odnośnik]21.09.20 0:01
Moje pytanie było retoryczne, ale najwyraźniej nie zdawała sobie z tego sprawy. Nie miałem też pewności, czy ośmiolatka może już wiedzieć czym jest pytanie retoryczne, więc odpuściłem sobie wyjaśnienia.
- Aby ci uświadomić, że jest już późno i najwyższa pora się ubrać - odparłem cierpko. Na pytanie dlaczego zamrugałem kilkukrotnie, powstrzymując przewrócenie oczyma. Postanowiłem to Debbie wytłumaczyć. - Nie można cały dzień chodzić w piżamach i kołdrze. To cię rozleniwia. W piżamach się śpi, w dziennym ubraniu pracuje i uczy się.
Trochę nie chciało mi się wierzyć w to, że miała już osiem lat i rodzice nigdy nie wytłumaczyli jej dlaczego należy się rano przebierać. Chyba nie pozwalali córce chodzić cały dzień w tym samym, w czym spała.
Mina i słowa Debbie wprawiły mnie w zakłopotanie, gdy tłumaczyłem co mamy zjeść na śniadanie.
- Wcale nie sugeruję, że jesteś głupia. Wiem, że nie jesteś - odpowiedziałem, a mój głos zabrzmiał już o wiele łagodniej i spokojniej. Dopiero po chwili uświadomiłem sobie, że zareagowałem nieodpowiednio, ze zabrzmiałem zbyt szorstko. Wszystko dlatego, że odkąd pojawiła się w tej chacie, nieustannie musiałem mierzyć się z tymi samymi niezadowolonymi minami i pretensjami. W kółko o to samo. Niemal każdego dnia.
- Jesteś bystrą i mądrą dziewczynką, dlatego zjesz śniadanie jak Merlin przykazał i przebierzesz się w normalne ubranie, prawda?
Czy tym komplementem mogłem cokolwiek zdziałać? Wątpliwe. Próbowałem już kilkukrotnie i nie zdawało egzaminu w przypadku małej Debbie, nie zaszkodziło jednak spróbować jeszcze raz, skoro poczuła się dotknięta sugestią, że mogłaby nie wiedzieć czym jest jajko. Poczułem ulgę, gdy zbliżyła się do stolika i prawie już usiadła na krześle, uspokoiła mnie myśl, że może w końcu uda nam się zjeść w spokoju śniadanie i zażegnać nadchodzącą kłótnię.
Nic bardziej mylnego.
Sierściuch zajmował w sercu Debbie bardzo ważne miejsce. Było to dla mnie całkowicie niezrozumiałe, zwłaszcza, że towarzystwo tego kota nie należało do przyjemnych. Gapił się na człowieka podejrzliwie, jakby robił coś złego, nieustannie czułem się przez niego obserwowany. A to był tylko kot na litość Merlina.
- Wiesz, że sierściuch nie zrobiłby tego samego dla ciebie? - spytałem, świecie przekonany, że racjonalny argument o egoistycznej naturze kotów trafi do Debbie i uświadomi sobie, że niepotrzebnie zamierza urządzić strajk głodowy. - Zresztą chyba nie jest kotem specjalnej troski i umie upolować mysz, prawda?
Spojrzałem sceptycznie w stronę białego kuguchara, który samym spojrzeniem zdawał się odpowiadać mi na te słowa cynicznie: Umiem, ale nie chcę.
- Wracaj tu, nie odstawiaj scen - poprosiłem zmęczonym tonem, gdy Debbie zaczęła biec w stronę drabiny, gubiąc po drodze kołdrę.


when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Cedric Dearborn
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
anger makes you stupid

stupid gets you killed
OPCM : 29
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia Hss7
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Re: Kuchnia [odnośnik]27.09.20 12:06
Oczywiście, że nie rozumiała czym były pytania retoryczne! Wielu rzeczy jeszcze nie rozumiała. Kto wie, może jak tak będą wyglądały codzienne rozmowy z aurorem to w nie tak odległej przyszłości ulegnie to zmianie?? Cedric prawdopodobnie nawet nie zdawał sobie sprawy z tego jak chłonęła od niego - sposobu w jaki z nią rozmawiał, tego jak dobierał słowa, jak gestykulował. Intuicyjnie stawała się echem dźwięczącego przy niej głosu.
- Ale ja się nie uczę ani nie pracuje... - przypomniała mu i samej sobie - Więc dlaczego nie...? - dlaczego więc nie mogła być w piżamie? Drążyła z dziecięcym uporem nie rozumiejąc problemu swojego opiekuna, który przecież sam przed chwilą przyznał, że nie ma podstaw co do zakazywania jej czegokolwiek! Może i też w tym momencie nie spała no ale bez przesady...
W ogóle on cały się dziś jakoś strasznie mocno plątał sprawiając, że dziewczynka przez dłuższą chwilę obserwowała go spode łba kiedy to w jednej chwili zmienił nastawienie z tego wywyższającego się na takie jakieś bardziej pochlebne. Była jak nieufny pies któremu obcy podsuwał pod pyszczek kawałek kiełbasy. Szczęście w nieszczęściu z natury była łasym zwierzakiem więc uległa namowom i zaczęła z markotną minką zmierzać do stolika nie przytakując, ani nie zaprzeczając stawianym przed nią oczekiwaniom. Zastanowi się - pomyślała wspaniałomyślnie w duchu chociaż tak czy siak zamierzała dziś i zjeść, i się ubrać. Nie musiał jednak o tym wiedzieć. Jeszcze by pomyślał, że zrobiła tak bo on tego chciał, a coś wewnątrz małej Debbie się przeciwko temu buntowało.
Pozorne zawieszenie broni nie trwało długo.
- WCALE ŻE NIE! - krzyknęła wzburzona zatrzymując się jakby została rażona piorunem. Urażona i poruszona zarzutem wystosowywanym wobec Landrynki, która... która taka by dla niej nie była! - Nie jest specjalnej troski! - nie do końca wiedziała co miał przez to na myśli, lecz brzmiało jak szykana więc poczuła się w obowiązku momentalnie stanąć w obronie honoru kotki i natychmiastowo zaprzeczyć - A co z tobą?! CHYBA też nie jesteś, a jajka ugotować nie umiesz! - odbiła piłeczkę na ślepo z pretensją, złością, ktora... zaczęła się udzielać i samej kotce. Kręcąc się pod nogami, jak do tej pory jedynie zaciekawiona, a może nawet i znudzona słowną przepychanką między dwójką czarodziei zaczęła wydawać z siebie złowrogi, gardłowy pomruk przekierowując swoje ślepia na byłego aurora. Grzbiet wygięła złowrogo, a ogon napuszyła - NIENIENIENIE...! - krzyczała Debbie zatykając uszy i nie mając zamiaru słuchać głupot które wygadywał. Landrynka nie będzie jadła myszy! Sam pomysł wydał się jej obrzydliwy! Coś jej się w żołądku aż przewróciło, kiedy sobie wyobraziła, że jeszcze i ją samą zmusiłby do jedzenia myszy - JESTEŚ OBRZYDLIWY! - krzyknęła ze złością, a kugucharzyca jak na zawołanie rzuciła się na Cedrica

|Wybucham magią gniewu!. Wobec czego Landrynka rzuca się na Cedrica.
k6 wgryza się w: 1- łydka, 2-udo, 3-ręka, 4- ramię, 5-bark, 6-nos
k100 na siłę ugryzienia, potencjalnego testu spornego na unik zakładam bonus do siły 5!
Deborah Spencer
Zawód : n/d
Wiek : 8
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : n/d
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t8764-budowa#260570 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8781-debbie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t8786-deborah-spencer#261303
Re: Kuchnia [odnośnik]27.09.20 12:06
The member 'Deborah Spencer' has done the following action : Rzut kością


#1 'k6' : 5

--------------------------------

#2 'k100' : 44
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kuchnia [odnośnik]27.09.20 18:26
Rzeczywiście nie zdawałem sobie sprawy z tego jaki wpływ mój sposób prowadzenia rozmowy, ton głosu, gestykulacja mogą wywrzeć na Debbie. Dziecięcy umysł był jak czysta kartka, na której kreśliło zarówno samo dziecko, jak i jego rodzice. Albo opiekunowie jak w tym przypadku. Zostałem jednak rzucony na głęboką wodę. W moim życiu pojawiła się nagle, a ja nie miałem doświadczenia w obcowaniu z ośmiolatką i nie potrafiłem się z nią obchodzić.
- Chyba nie myślisz, że będziesz całe dnie spędzać na zabawie - odpowiedziałem na to przypomnienie sceptycznym tonem. Naprawdę sądziła, że pozwolę jej na siedzenie w piżamie cały dzień i psotach z tym irytującym sierściuchem? Nie zamierzałem jej, oczywiście, wysyłać do żadnej pracy, na litość Merlina, nie byłem szalony, ale miała już jednak osiem lat. - Będziesz się uczyć. Umiesz już czytać i pisać, ale to za mało - uświadomiłem ją. Zastanowiłem się jednocześnie, czy ktoś w Oazie mógłby się tego podjąć - zorganizowania dzieciom jakichś lekcji, czy zajęć, aby wypełnić im czas czymś bardziej produktywnym niż sama zabawa. Dzieci poniżej jedenastego roku życia przecież tu nie brakowało. Nie musiały posiadać różdżki, aby uczyć się czegoś pożytecznego. Obiecałem sobie w duchu zapytać o to Williama z sąsiedniej chatki, bo on także zajmował się samotnie kilkulatką.
Sądziłem, że sprytnie udało mi się zażegnać kryzys kilkoma gładkimi słówkami. Debbie urodziła się przecież dziewczynką, a wszystkie dziewczyny, niezależnie od wieku, lubiły komplementy i dawało się je nimi udobruchać. Niestety to nie mogło być tak proste jak mi się wydawało. Sierściuch zajmował zbyt ważne miejsce w sercu dziewczynki, aby pozostała obojętna na moje ostre słowa pod jego adresem.
Wysłuchiwałem tych krzyków w milczeniu, z lekko zmarszczonymi brwiami i coraz mocniej zaciśniętymi zębami, bo zaczynała mi się kończyć cierpliwość do nieustannych dąsów i irytującego kota.
- Jest usmażone - poprawiłem ją spokojnym tonem, choć właściwie powinienem przyznać jej w tej materii rację. Trzydzieści lat na karku, a ja ledwie potrafiłem zrobić jajecznicę, do tego niezbyt smaczną. Auror specjalnej troski, dobre sobie. - Ja jestem obrzydliwy? - spytałem, już chcąc dodać, że to nie ja jadam surowe myszy razem z sierścią i kośćmi, lecz dałem sobie na wstrzymanie, obserwując ten nagły wybuch gniewu. Zamierzałem pozwolić Debbie wrzeszczeć, kopać, zasłaniać sobie uszy, tupać, dopóki się nie zmęczy, stało się jednak coś dziwnego. Kuguchar, który dotychczas jedynie obserwował mnie z niechęcią, nagle zaczął warczeć, parskać i ni stąd, ni zowąd rzucił się na mnie z z pazurami. Nie zdążyłem nawet wyciągnąć różdżki, bo to wielkie bydle wspięło się po krześle i próbowało wbić mi pazury w ramię, z wyraźnym zamiarem zatopienia zębów w barku. - Do cholery! - warknąłem, próbując lewą ręką złapać sierściucha za kark i odsunąć od siebie. - Przestań tak wrzeszczeć! - rzuciłem do Debbie. Jeszcze chwila, a ktoś, zwabiony tymi wrzaskami i miauknięciami, zapuka nam do drzwi myśląc, że znęcam się i nad dzieckiem, i nad kotem.

| na sprawność rzucam, czy uda mi się złapać Landrynkę za kark


when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Cedric Dearborn
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
anger makes you stupid

stupid gets you killed
OPCM : 29
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia Hss7
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Re: Kuchnia [odnośnik]27.09.20 18:26
The member 'Cedric Dearborn' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 25
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kuchnia [odnośnik]02.10.20 21:07
- Czy ty się kiedykolwiek bawiłeś...? - zmarszczyła nosek. On chyba nie wiedział w ogóle o czym mówił, a przynajmniej Debbie westchnięciem stuletniej babci która wszystko już wiedziała chciała mu zasugerować, że w lesie był i słonia widział. Tu ciężko było się bawić. Nawet z jej zmyślną wyobraźnią musiała poświęcać naprawdę wiele wysiłku na to by by animować sobie czas. To była naprawdę ciężka praca, a on jeszcze chciał jej dokładać kolejnej.
Starała się jednak o tym nie myśleć. Zresztą chwilę później jej głowę zaprzątały kompletnie inne sprawy - była bardzo zajęta zło życzeniem swojemu opiekunowi. Wijąca się w drobnym ciele magia postanowiła przychylić się do emocji swojej krnąbrnej właścicielki zaprzęgając Landrynkę do wykonania kary, a może bardziej egzekucji. Kłąb puszystej sierści wzbił się momentalnie w powietrze. Ciało kotki zawisło na ramieniu aurora uczepiając się go pazurami, jak kory drzewa. Wampirzy uścisk kocich kłów zakleszczył się na skórze barku z gniewnym, gardłowym pomrukiem.
- RRRRAAWWWW!! - warknęła nie puszczając. Debby zbladła. Nieprzyjemnie zimne mrowienie przebiegło jej po plecach sprawiając, że przez chwilę będąc w szoku patrzyła na cały obrazek z wytrzeszczonymi oczami. Powróciła zaraz jednak do rzeczywistości widząc, jak Cedric zdecydowanym ruchem spróbował pochwycić Landrynkę za kark. Włos jej się zjeżył na karku. W jej dziecie oczy odbierały to jako coś niedopuszczalnego, brutalnego.
- CO TY ROBISZ?! - huknęła na tyle na ile pozwalały jej na to dziecięce płuca. Czyli tak mimo wszystko dość słabo. Złapała się za głowę będąc gotową wyrwać sobie włosy - Co ty jej robisz?! Zostaw ją, zostaw...! - czego jednak nie zrobiła bo obie ręce uczepiły się zaraz drugiego ramienia, a właściwie ręki, aurora. Nie pozwoli mu jej skrzywdzić - Czy ty much się nawcinałeś...!? ZOSTAW JĄ! - próbowała szarpać ramieniem, lecz najpewniej była w stanie jedynie nim zakołysać. Oczy się jej szkliły od łez, lecz nie płakała. Prawdopodobnie palący ją gniew sprawnie odparowywał gromadz acy się w nich nadmiar wilgoci.

|Rzucam k100 na utrzymanie ramienia. Nie dam się strzepnąć tak łatwo :/
Deborah Spencer
Zawód : n/d
Wiek : 8
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : n/d
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t8764-budowa#260570 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8781-debbie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t8786-deborah-spencer#261303
Re: Kuchnia [odnośnik]02.10.20 21:07
The member 'Deborah Spencer' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 83
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Kuchnia [odnośnik]08.10.20 21:49
Westchnąłem ciężko. Najwyraźniej w oczach Debbie jawiłem się jako gderliwy, stary maruda, który nie wie co to zabawa i urodził się właśnie jako starzec.
- Owszem. Też kiedyś byłem dzieckiem i bawiłem się, po lekcjach i nauce - odparłem. Właściwie to była prawda, nie skłamałem. Moja matka pilnowała, żebym najpierw przyłożył się do nauki pisania, czytania i podstawowych rachunków, zanim pójdę do Hogwartu, a dopiero później bawił się z innymi dziećmi z Doliny Godryka. Robiłem przy tym wtedy bardzo podobną minę do tej, która zdobiła liczko Debbie, ale o tym nie musiała wiedzieć, bo zaraz wymyśliłaby jak to przekuć w wymówkę, aby się nie uczyć, tylko bawić. - Zresztą mój ojciec potrafił połączyć zabawę z nauką. Był w tym świetny - mruknąłem z sentymentem. Uwielbiałem te zabawy i tęskniłem za nimi. Może nawet opowiedziałbym o tym Debbie, gdyby tylko nie wstała lewą nogą i nie postanowiła dokonać aktu sabotażu na śniadaniu swoimi fochami.
Niewinna sprzeczka o niesmaczną jajecznicę i nielubianego kota niespodziewanie urosła do rangi jakiejś tragedii. Kuguchar tak uczepił się pazurami mojego nagiego ramienia, że już teraz byłem pewien, że zostaną mi po nich głębokie, czerwone ślady, ale to było nic w porównaniu z wbitymi kłami w bark. Od początku wiedziałem, że z tym kotem jest coś nie tak, ale żeby był aż tak nienormalny... Uczepił się mojego ramienia tak mocno, a przy okazji miotał na wszystkie strony, że nie udało mi się złapać go za kark. Nie mogłem nawet próbować dalej, bo za drugą rękę złapała mnie Debbie - wrzeszcząc i histeryzując jakbym miał udusić Landrynkę.
- Co JA robię?! - spytałem podniesionym tonem, zastanawiając się, czy Debbie żyje teraz w jakiejś alternatywnej rzeczywistości, czy tylko widzi to, co widzieć chce. - Ależ proszę bardzo, niech tylko zabierze swoje zębiska i pazury - warknąłem, próbując strzepnąć kota z ręki, bo nie wyglądał jakby miał się uspokoić.
Przymknąłem oczy, wziąłem głęboki oddech i policzyłem od dziesięciu w dół.
Kot warczał, Debbie z zaszklonymi oczami wrzeszczała, żebym ją zostawił, pewnie zaraz ktoś tu przybiegnie sprawdzić, czy żyjemy.
- Spokojnie, Debbie, nie krzycz. Puść moją rękę i po prostu zabierz Landrynkę.
Kiedy już się odezwałem, mój głos brzmiał już spokojnie, choć długie kły kuguchara tkwiły w moim barku, a pazury rozorały skórę. Nie taki ból zdarzało mi się znosić. Zogniskowałem spojrzenie na dziecięcej buzi - jajecznica nie była warta takiego zamieszania. Wróciłem myślami do ostatniej rozmowy z moją matką. Powinienem mieć więcej cierpliwości do tego dziecka. Wiele przeszła i to mógł być sposób na odreagowanie.
- W szafce są ciastka z Miodowego Królestwa, jeśli nie chcesz jajecznicy - dodałem zrezygnowanym tonem, uznając to za lepsze rozwiązanie.


when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Cedric Dearborn
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
anger makes you stupid

stupid gets you killed
OPCM : 29
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia Hss7
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Re: Kuchnia [odnośnik]27.10.20 1:13
- Heeeee...? - mruknęła przeciągle, dając wyraźny sygnał aurorowi, że no ciekawe rzeczy opowiadał ale ona to jednak słyszała lepsze bajki. No patrząc na niego po prostu tego nie widziała. Może problem był w tym, że nie miała okazji zbyt długo chodzić do przedszkola - Słyszałam, że najlepsze dzieci nie muszą chodzić do przedszkola... - wspomniała, oczywiście tak całkiem przypadkiem no bo przecież nie po to by Cedricowi zrobiło się głupio... Nie zdawała sobie sprawy z tego, że na przedszkolu nauka się nie kończyła, a podobne nowinki rozpowiadała jedynie jej matka bojąca się puścić magiczne dziecko do niemagicznej szkoły. Zresztą i tak nie zdążyła tego zrobić.
Chwilowa ciekawość wymalowała się w jej oczkach, kiedy wspomniał o swoim tacie. Chciała już wychwalać swojego ale sposępniała. Tak właściwie to straciła też momentalnie apetyt, a okropne zachowanie Cedrica tylko to pogłębiło. Jak można było być tak niegrzecznym dla Landrynki! Przecież ona nic nie robiła, a ten chciał ją głodzić lub karmić myszami!
- A niby JA?! - zawyła oburzona tym, jakiego głupka zgrywał - Przestań, przestań, po prostu przestań...! - żądała w dzikiej furii, a może właśnie bardziej histerii. Ściskała mocno jego ramie nie dopuszczając do wiadomości, że jedynie mu w ten sposób ciąży ale kompletnie w żaden sposób nie powstrzymuje przed czymkolwiek. Zacisnęła oczy wyobrażając sobie jak puchnie i ciągnie go do ziemi. Jednak gdy otworzyła ten dalej stał i burczał nad nim jak burzowa chmura. Reeety, czemu musiała być taka mała, słaba i... lekka - TO NIESPRAWIDLIWE! - zaprotestowała nie odpuszczając oporu.
Łypnęła na niego nieufnie, jednak nie otworzyła buzi i co prawda nie poluźniła swojego uścisku, lecz również go nie umocniła. Ośmiolatka przelała gniewne spojrzenie z opiekuna, na kołyszącą się nerwowo białą kitkę kuguharzycy. Nie lubiła go, lecz jeżeli miała możliwość zająć się Landrynką to była w stanie przełknąć dumę.
- W nosie mam twoje ciastka! Oddaj ją, po prostu ją oddaj...! - zmarszczyła nosek puszczając się jednego ramienia i zaraz susem podchodząc do drugiego. Wyciągnęła obie ręce w stronę kocicy trzęsąc się ze zniecierpliwienia. Gdy tylko znalazła się w zasięgu dziecięcych ramion, ujęła kotkę od tyłu pod przednimi łapkami, przytuliła do siebie jej grzbiet. Kocica zachowała się w rękach dziewczynki jak spetryfikowana i choć jej zęby momentalnie wypuściły skórę aurora, tak jednak pazurki odkleiły się od tej z nieprzyjemnym prztyknięciem. Zwierzę wydawało się być równie zdezorientowane co sam auror.
Debbie zaraz po tym pobiegła do drabinki przelewając na jej szczeble podopieczną, a następnie siebie. Obie wspinały się po szczeblach z nienormalna wprawą - Zejdę i zjem jak wyjdziesz z domu! - zakomunikowała obrażona, nie wyobrażając sobie, żeby po tym wszystkim miała jeść w jego towarzystwie - Zostaw na stole ciastka i wyjdź! - powiedziawszy to zatrzasnęła klapę i na niej usiadła, ciągle trzęsąc się ze złości - ...i jajko też - doszło zaraz dodatkowe, niewyraźnie żądanie spod kawałka deski.
Deborah Spencer
Zawód : n/d
Wiek : 8
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : n/d
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t8764-budowa#260570 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8781-debbie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t8786-deborah-spencer#261303
Re: Kuchnia [odnośnik]31.10.20 16:16
Debbie chyba nie uwierzyła w moje słowa. Zastanawiające było to, czy miała mnie za idiotę, który wbrew temu co mówił wcale się nie uczył, czy może za sztywniaka nie znającego pojęcia zabawa i siedzącego jedynie przy książkach. Następna wypowiedź utwierdziła mnie w przekonaniu, że w jej głowie powstał połączony obraz tych dwóch wizji. Sztywniak-idiota. Pięknie. Uniosłem brew, kiedy podzieliła się ze mną tym, co słyszała.
- Kto ci tego naopowiadał? - spytałem zdziwiony.
Czym właściwie było to przedszkole? Nie znałem tego pojęcia, wychowałem się w rodzinie czarodziejów, choć krew Dearbornów nigdy nie była nieskazitelnie czysta. Domyśliłem się jednak, że chodziło o jakąś szkołę dla małych mugoli. Czy Debbie uczęszczała do takiej? Potrafiła czytać i pisać, ale powinna nauczyć się więcej, zanim pójdzie do Hogwartu. O ile pójdzie do Hogwartu. W to, że miała w sobie magię nie było żadnych wątpliwości. Nie wiedziałem jedynie, czy w ciągu tych trzech lat, które dzieliły ją od otrzymania listu ze Szkoły Magii i Czarodziejstwa uda nam się opanować sytuację.
Jak to jednak uczynić, kiedy nie panowałem nad sytuacją we własnym domu? Zwykłe śniadanie zmieniło się w awanturę jakiej tu jeszcze chyba nie było. Debbie wrzeszczała i krzyczała, kot warczał, wbijał mi boleśnie pazury w ramię i gryzł w bark.
Niepokoiła mnie furia w jaką wpadła dziewczynka, Zachowywała się jakby coś ją opętało. Jeszcze nie widziałem, żeby dziecko w tym wieku doznawało takich ataków złości. Może powinienem był jednak porozmawiać o tym z Alexandrem... ? Albo moją matką? Czy to normalne w tym wieku? Nie pamiętałem, aby moja siostra, Lizzie, wpadała w taką furię. Miała spokojną, sympatyczną naturę. Debbie wydawała się czasem dotknięcia klątwą opętania, na litość Merlina... Nie odpowiedziałem już, aby obronić się przed kolejnymi oskarżeniami - to i tak nie miało sensu. Choć sam nie zrobiłem nic, to dziewczynka była przekonana, że to ja sprowokowałem tego okropnego kota i jeszcze nie pozwalałem mu odejść.
Merlinie, daj mi siłę, pomyślałem, gdy Debbie wreszcie puściła moje ramię i zrobiła dwa kroki, aby zabrać kota. Syknąłem z bólu, gdy go pociągnęła - Landrynka wcale nie schowała pazurów. Na rękawie koszuli pojawiło się kilka kropel krwi. Miałem nadzieję, że pies jednego z mugoli pogoni tego włochatego potwora na najwyższe drzewo tak, żeby bał się zejść. Miałbym przynajmniej spokój na kilka dni.
Nie zaprotestowałem, gdy Debbie uciekła razem z kotem na poddaszem, gdzie miała swój kącik. Żądając jednocześnie, żebym sobie poszedł. Wyganiała mnie z własnej chaty. Świetnie. Zresztą i tak straciłem apetyt na to jajko i czułem, że potrzebuję zapalić.
- Pozmywaj później - zawołałem jedynie, siląc się na spokój; złapałem paczkę papierosów leżącą na blacie i wyszedłem z domu, aby usiąść na pieńku przed chatą.
Na Merlina, chyba wolałbym teraz stanąć twarzą twarz z czarnoksiężnikiem niż znowu z tą ośmiolatką.

| zt x 2 :pwease:


when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Cedric Dearborn
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
anger makes you stupid

stupid gets you killed
OPCM : 29
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia Hss7
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Kuchnia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach