Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Kwatera główna aurorów
AutorWiadomość
Kwatera główna aurorów [odnośnik]17.03.12 14:23
First topic message reminder :

Kwatera główna aurorów

"Winda ponownie ruszyła i po chwili drzwi się otworzyły, a głos oznajmił:
- Drugie piętro, Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów z Urzędem Niewłaściwego Użycia Czarów, Kwaterą Główną Aurorów i Służbami Administracyjnymi Wizengamotu.
Minęli róg korytarza, przeszli przez podwójne, ciężkie dębowe drzwi i znaleźli się w obszernym pomieszczeniu podzielonym na boksy, z których dochodziły szmery i rozmowy. Zaczarowane samolociki śmigały jak miniaturowe rakiety, a koślawa tabliczka na najbliższym boksie głosiła: KWATERA GŁÓWNA AURORÓW.
Aurorzy pokryli ściany portretami poszukiwanych czarodziejów, fotografiami swoich rodzin, plakatami ulubionych drużyn quidditcha i artykułami wyciętymi z „Proroka Codziennego”. Jedyną wolną przestrzeń zajmowała mapa świata upstrzona małymi czerwonymi pinezkami, jarzącymi się jak rubiny."
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kwatera główna aurorów - Page 7 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Kwatera główna aurorów [odnośnik]03.07.17 0:54
Nawet Aurora nie przypuszczała, że takie przypadkowe spotkanie może nagle przemienić się w krótką, acz kolwiek niezwykle pouczającą wymianę zdań. Dlatego dziewczyna często mówiła, że lubi kiedy życie jest jedną wielka niespodzianką. Faktem było, że niespodzianki nie zawsze były miłe, ale dla tych miłych naprawdę warto było żyć. Niektórzy jej mówili, że powinna w końcu spoważnieć, że ma już dwadzieścia lat, że to czas aby się ustatkować, i rozpocząć poważne życie, ale ona wszystko to widziała w zupełnie innym świetle. Nie dało się ukryć, że dziewczyna od wszystkich ludzi była oddzielona grubą szybą. Cóż była inna. Kochała to co innych przerażało. Rosła, uczyła się, ale chciała zostać taka jak jest teraz. Oczywiście nie wszystkim to się podobało, i każdy chciał ją zmienić, tylko czemu nikt nie umiał dostrzec piękna w niej samej, to zawsze było dla niej zagadko.
-Teraz to pan mi pomógł- Uśmiechnęła się lekko i skinęła w jego kierunku głową. Nie dało się ukryć, że Aurora miała pewne naleciałości ze szlacheckiego wychowania, nie dało obracać się w takim towarzystwie i nie przejąć pewnych cech wspólnych. I tak od razu było widać, że dziewczyna różni się od wielu arystokratów, i niektórzy nawet ryzykowali stwierdzenie, że ona po prostu do nich nie pasowała. Szlachta to była etykieta, dobre maniery, i znajomość własnego miejsca na ziemi... tego prawidłowego miejsca... wyznaczonego przez innych ludzi. A dziewczyna podchodziła do tego niezwykle swobodnie. Często przyrównywali ją do ojca, zarzucali jej, że mówi dokładnie takie same niedorzeczne farmazony jak on, a dla niej był to największy komplement. Jeżeli jej ojciec naprawdę był szaleńcem to wychodzi na to, że jedyna droga do upragnionej wolności to prawdziwy obłęd.
-Musze przeboleć... tym bardziej, że gra jest warta świeczki- Wiele rzeczy ją tutaj trzymało, i tak jak każdy człowiek gubiła swoją drogę tylko po to aby ją później na nowo odszukać. Tak Aurora była niezwykle barwną postacią, i gdyby ktoś postanowił napisać kiedyś jej biografię... możliwe, że kiedyś, kiedy nastaną inne czasy niektórzy może by nawet chcieli brać z niej przykład... ach ta skromność
-Racja... powinnam była dostarczyć te dokumenty na czas- Oczywiście skończy się to na ponownym bieganiu w lewo i w prawo, aby znaleźć odpowiednie osoby na których ręce powinna złożyć tych kilka kartek, aby złożyła podpis, a Aurora znowu będzie musiała z nimi biegać do kogoś innego.
-Niech pan kiedyś się odezwie. W wolnej chwili chętnie bym pana zaprosiła na ciastko, albo herbatę- Tęskniła za szkołom, miejscem w którym tak naprawdę mogła oderwać się od problemów życia codziennego, i być kim chciała. Dlatego też jaki kolwiek kontakt z przedstawicielem zamku był dla niej na wagę złota.
-Dziękuję za owocną rozmowę i do zobaczenia- Kiwnęła lekko głową po czym nie czekając na nic odwróciła się szybko na palcach i równie szybkim i płynnym krokiem ruszyła przed siebie aby po chwilce zniknąć w tłumie ludzi którzy spieszyli się w różne strony.
z/tx2
Gość
Anonymous
Gość
Re: Kwatera główna aurorów [odnośnik]31.03.18 22:39
|7 czerwca?

Każdy departament miał swój rytm i nie inaczej było w przypadku kwatery głównej aurorów w której stałą rutyna była poranna odprawa dokonywana jeszcze przed wschodem słońca. Choć przystosowana do tego sala była dość obszerna to po stłoczeniu się w niej pracowników którzy jeszcze nie zeszli z nocnej zmiany i tych którzy dopiero wchodzili na poranną - robiło się niezwykle ciasno. Wielokrotnie przebakiwano temat potrzeby jej magicznego powiększenia, jednak ostatecznie szanse na to zostały przekreślone minionej jesieni, kiedy magiczny architekt uznał przedsięwzięcie za nierealne do zrealizowania przez wzgląd na aurę sąsiadującego ścianę w ścianę magazynu na skonfiskowane artefakty. Dlaczego o tę opinię trzeba było upominac się latami i dlaczego w takim razie nie wyrażono zgody na przekształcenie na salę odpraw jakiegokolwiek innego, nie sąsiadującego z magazynem pokoju w kwaterze? Cóż, odpowiedź na to pytanie zna jedynie Harold będący odpowiedzialny za kontakty administracyjne z Ministerstwem, który pytany o szczegóły sprawy dostawał autentycznego ataku migreny.
Po odprawie następowała zmorzona krzątanina w czasie której dokonywał się swoisty przesiew nie tylko pracowników, lecz również priorytetów. Część aurorów schodziła za służby, część z nocnej zmiany snuła się jeszcze po biurze dopinając sprawy, jeszcze inni wychodzili w teren bądź dopiero rozkładali się na swoich stanowiskach. Był to również czas w którym można było w razie konieczności złapać przeważnie nieuchwytnych pracowników, wymienić się informacjami lub zebrać podpisy na dokumentacjach mających być przesłanych do wizengamotu. Stan ten trwał średnio od dwóch do trzech godzin, a swoistą kulminacją był moment w którym na stróżówkę przybywała Nancy. Była to czarownica posiadająca nieco nadprogramowych kilogramów, okrągła, lecz fakt ten w pewien sposób dodawał jej buzi wyposażonej w anielski uśmiech pewnego powabu, ciepła. Była pracownikiem kadr w Depratamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów, a przy tym dobrą duszą zaopatrującą oddziały podpięte pod tenże Departament w kawę, jak i drobny posiłek. Właśnie w tym momencie, kiedy po biurze rozchodził się ostry zapach kawy oraz drożdżówek wiadomym było, że to znów się stało - na jednostce, przy stróżówce można było znaleźć rozstawione na specjalnie do tego przystosowanym stolików opakowania prawie że hurtowych ilości magicznych drożdżówek oraz rozmaite rodzaje kaw. Nancy nie pracowała od dziś i dlatego też była rozeznana w gustach pracujących tu aurorów. Każdy mógł tu znaleźć coś dla siebie. Nie inaczej było w przypadku Anthonego, który również przybył na tą rytualną i niemalże świętą przerwę od pracy. Z typową dla siebie metodycznością rozchylał kartoniki w poszukiwaniu suchych donutów obsypanych waniliowym cukrem pudrem. Wiedział, że gdzieś tu muszą być...


Find your wings


Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Re: Kwatera główna aurorów [odnośnik]09.04.18 0:20
Poranne odprawy weszły już Jackie w krew. Z początku, kiedy zaczynała pracę jako auror, trzymała się z dala od innych czarodziejów, starając się nie wchodzić z nimi w jakiekolwiek układy czy konszachty, mając w pamięci mądrości ojca i wnioski wyciągnięte z nauki oklumencji na własną rękę. Przywiązywanie się tworzyło granice i krępowało ruchy – święta prawda, którą wyjątkowo szybko sobie przyswoiła, ale wyjątkowo również szybko postanowiła nagiąć według własnych potrzeb.
Bo przywiązała się do tej atmosfery, którą tworzyli ludzie, czarodzieje różnych środowisk i charakterów; przywiązała się do ich samych, będących mozaiką umiejętności i cech. Zdobywanie wzajemnego zaufania budowane było małymi kroczkami, co finalnie zbudowało poranną tradycję, jaką było objadanie się pączkami przy akompaniamencie wzmożonych rozmów, pogaduszek i pohukiwania sów, które były wyprawiane na swoje własne, osobiste misje.
Nie wyspała się tej nocy. Nie śniło jej się nic, nieprzyjemne obrazy i koszmary z dnia poprzedniego umiejętnie złożyła w kostkę i wyrzuciła za siebie, zapominając na chwilę o czarnej magii, która panoszyła się w Wielkiej Brytanii. Mimo to coś ją cały czas budziło. Ściszone głosy, szelesty, podejrzane dźwięki. Skrzypienie drzwi i dziwnie głuche kroki w korytarzu, na które odpowiadała natychmiastowym, choć lekkim podniesieniem się z łóżka, chwyceniem za różdżkę i wyjrzeniem na zewnątrz w celu odnalezienia winnego. Gdy zapaliła Lumos, wcześniej czując po raz kolejny dreszcze na karku, w kadr pochwyciły ją złote, upiornie błyszczące w ciemnościach ślepia sowy jej ojca. Słyszała spłoszone na podwórku koty, syczące przeraźliwie na coś, co rozkazało im zmienić miejsce położenia. Nad ranem, o dziwo, udało jej się w końcu zasnąć twardym snem, problem był jedynie taki, że chwilę później musiała wstawać do pracy.
Wchodziła po schodach ziewając szeroko i trąc za chwilę oczy, kiedy te roszone były zaspanymi, porannymi łzami. Włosy niedbale ścisnęła w wysoką kitę, o którą zadbała tuż przed wejściem na główną salę. Nie spóźniła się – nauczyła się, że bycie na bakier z czasem wiąże się z nieprzyjemnymi konsekwencjami, których wolała unikać.
Zapachniało pączkami tuż po wyjściu z odprawy. Ona i Rest zatrzymali się tuż pod ścianą, żeby dokończyć rozmowę o wczorajszych wyczynach pewnego młodzika, a kiedy słowa się urwały, rozdzielili się. Ona podążyła za aromatem pieczonych słodkości, a on (nie przepadał za zbiorowiskiem modlących się do kawy i kilku drożdżówek) wrócił do swojego biurka.
Kobieca dłoń wpełzła w szparę pomiędzy ramię Anthony’ego a pudełko z pączkami i ukradła jednego z nich – tego z waniliowym cukrem pudrem – natychmiast odgryzając kęs. Zawsze na nie czatował, to nie było trudno zauważyć. Wskoczyła na najbliższy stolik i rozsiadła się na nim wygodnie.
No co tam, Thony? – zagaiła, przeżuwając ochoczo z taką łatwością skradzionego mu donuta. – Jakoś tak pusto, co? Nie przeszedłeś na dietę?
Znali swoje umiejętności. Jackie, jako potrafiąca operować zdolnościami swojego umysłu w temacie blokowania go przed niepowołanymi łapskami, wiedziała, że Skamander znał legilimencję. Zbyt dobrze poznała mechanizm zakradania się do ludzkich wspomnień i myśli, którym operował jej ojciec. Zbyt boleśnie wczepił się on w nią samą.



pora, żebyś ty powstał i biegł, chociaż ty nie wiesz,
gdzie jest cel i brzeg,
ty widzisz tylko, że
ogień świat pali
Jackie H. M. Rineheart
Zawód : zbrodniarz wojenny
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
our souls speak
as loud as
the thunder upon
our heads

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Kwatera główna aurorów - Page 7 OUREPPN
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5414-jackie-rineheart#122455 https://www.morsmordre.net/t5418-kluska-jackie https://www.morsmordre.net/t5419-jackie-boy https://www.morsmordre.net/f205-opoka-przy-rzece-wye-walia https://www.morsmordre.net/t5423-skrytka-bankowa-nr-1349 https://www.morsmordre.net/t5424-jackie-rineheart
Re: Kwatera główna aurorów [odnośnik]12.04.18 22:22
| 7 pasuje

Tej nocy nie spała najlepiej; ostatnio rzadko jej się to udawało. Panująca w domu cisza paradoksalnie przeszkadzała jej w zasypianiu zamiast je ułatwiać. Wciąż trudno było przywyknąć do samotności, do tego, że nigdy już nie usłyszy odgłosów rozmów i krzątania się rodziców, że nawet brat był bardzo daleko stąd, choć pokrzepiająca była myśl, że teraz był już bezpieczny.
Cisza wzmagała czujność, bo każdy dźwięk pobudzał wyobraźnię i podsuwał różne obrazy. A kiedy w końcu zasnęła, dręczyły ją nieprzyjemne sny; nawet w nocy nie potrafiła zupełnie uwolnić się od trosk dnia codziennego.
Wstała wcześnie rano, przyzwyczajona do takiego wstawania. Przeciągnęła się; w mięśniach odezwały się zanikające już zakwasy po niedawnej wycince drzew z Aldrichem, dokonanej na potrzeby odbudowy kwatery Zakonu Feniksa. Ubrała się i zjadła liche śniadanie; jej kulinarne umiejętności były tak nędzne, że nawet zrobienie dobrego śniadania było wyzwaniem, ale na szczęście kanapki trudno było zepsuć.
Bez żalu opuściła dom; ostatnio zdawała się go traktować raczej jak hotel w którym spędzało się tyle czasu co niezbędne niż jako rodzinną przystań. W pustych pomieszczeniach prócz ciszy unosiły się tylko wspomnienia, więc wolała spędzić czas produktywnie – na pracy lub zadaniach przy odbudowie kwatery.
Dzień jak zwykle zaczął się od odprawy, podczas której wszyscy obecni aurorzy siedzieli stłoczeni w zbyt ciasnej sali odpraw. Była to stała rutyna każdego dnia, do której już przywykła; w tym miesiącu mijał rok, odkąd zdała ostatnie kursowe egzaminy i zdobyła aurorskie uprawnienia, zostając przyjęta do Biura Aurorów. Dopiero po odprawie mógł się zacząć standardowy dzień pracy.
Najpierw Sophia skierowała się w stronę swojego biurka. Było dość zagracone, a na ścianie nad nim wisiało parę plakatów drużyn quidditcha, mapa Londynu i jego okolic, a także kilka zdjęć poszukiwanych lub zaginionych osób, w których sprawach uczestniczyła. Na biurku, wśród wszechobecnego bałaganu można było dostrzec rodzinne zdjęcie w ramce, brudny kubek po herbacie i kilka teczek, które wczoraj przed wyjściem zsunęła na niezbyt równą stertę. Zerknęła na nie pobieżnie; właśnie wtedy poczuła zapach drożdżówek i kawy, więc postanowiła zacząć od przekąski (w końcu jej śniadanie naprawdę było liche) i dopiero potem, już z pełnym brzuchem i bardziej myślącą głową zagłębić się w pracy.
Przy stoliku z przekąskami zastała Anthony’ego oraz córkę Rinehearta, dawnego znajomego jej ojca, który z racji swojego wieku i doświadczenia mógł uchodzić za aurorski autorytet.
- Piękny dzień, co? – rzuciła lekko i nieco żartobliwie, stając obok nich, choć każde z nich dobrze wiedziało, że ostatnio dużo się działo, i to dużo przykrych rzeczy, i możliwe że takie zdarzą się też dziś. Anomalie, zaginięcia i inne tragedie nie ustawały, więc i Biuro pod kierownictwem nowej szefowej miało pełne ręce roboty. Oboje byli też w Zakonie, więc wiedzieli więcej niż ci spośród aurorów, którzy w nim nie byli. Sięgając po pączka Sophia znacząco spojrzała na swojego kuzyna; jutro mieli wspólnie pracować przy budowie kwatery, miała nadzieję, że pamiętał. Nie mogła jednak spytać wprost, bo wokół byli i inni aurorzy.
Westchnęła tylko i wgryzła się w pochwycony wypiek.
- Mmm... dobry, zdaje się, że jadłam podobne będąc w Ameryce – rzuciła, sycąc się przyjemnym smakiem świeżego ciasta oblanego lukrem i posypanego kolorowymi wiórkami. O tak, Nancy wiedziała, co lubili aurorzy, i w jakiś sposób wiedziała też, w jakich pączkach gustuje Sophia, choć czasem urozmaicała sobie wybór i nie zawsze decydowała się na takie same. Jak to dobrze, że przy takim trybie pracy oraz regularnych treningach nie miała kiedy obrosnąć w tłuszczyk od tych smakołyków.
- Jakieś ciekawe sprawy na dziś? – zapytała, a spojrzenie jej złotych oczu przez chwilę wodziło od Anthony’ego do Jackie, a później skupiła się na swoim pączku. Nie była na bieżąco ze śledztwami innych aurorów, ale zwyczajnie ciekawiło ją, czym się zajmowali i jakie mają plany na dzisiaj, jeśli nie wydarzy się coś nagłego, co będzie wymagało zaangażowania i oderwania od dotychczasowych obowiązków.



Ne­ver fear
sha­dows, for
sha­dows on­ly
mean the­re is
a light shi­ning
so­mewhe­re near by.

Sophia Carter
Zawód : Auror
Wiek : 24
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Świat nie jest czarno-biały. Jest szary i pomieszany.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3633-sophia-carter https://www.morsmordre.net/t3648-listy-do-sophii https://www.morsmordre.net/t3643-sophia https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3765-skrytka-bankowa-nr-925 https://www.morsmordre.net/t3647-sophia-carter
Re: Kwatera główna aurorów [odnośnik]10.06.18 13:38
Był wybredny. Niechętnie sięgał po słodycze posiadające polewę przyjmującą z czasem na wpół stałą skorupkę lub posypki o gramaturze większej niż ziarna cukru. Nadzienia zaś akceptował pod warunkiem, że te były jednolitą, kremową masą. Ważne by nie była też okropnie słodką bo czegoś takiego już w ogóle nie potrafił nawet przełknąć, choć z drugiej strony nie przeszkadzało mu ładowanie po trzy, czy cztery łyżeczki cukru do kawy. Nie miał więc za dużego wyboru, jednak wcale mu to nie przeszkadzało. Przynajmniej wiedział konkretnie czego musi szukać, a gdy to mu się ostatecznie udało cóż... Jakie była szybka. Na czole aurora pojawiły się bruzdy niezadowolenia. Zuchwałość Jakie i jej dziwna potrzeba manifestowania jej na każdym kroku była upierdliwa. Wszyscy byli tutaj detektywami, umieli obserwować, wyciągać wnioski - do tego przecież byli szkoleni. Uważał, że był tutaj już dostatecznie długo by przyzwyczaić wszystkich do tego co lubił dlatego też nie rozumiał co miała na celu zagrywka młodszej aurorki. To wyrwanie się byle sięgnąć szybciej i go uprzedzić. Na pewno nie miało być to coś mogącego być odebrane spontaniczną, uroczą zaczepność typową dla kobiet. Jackie jej nie miała. Przynajmniej do tej pory Skamanderowi nie udało się jej wyłapać. Zalatywało to zwyczajną manifestacją zuchwałości.
- Nie. Nie potrzebuję - bo nie potrzebował, prawda? - Ale rozumiem, że to zwierzęce zachowanie z twojej strony miało być wyrazem dopingu gdybym jednak. Doceniam - przyznał z pobłażliwością, kiedy to podjął zakończona powodzeniem próbę numer dwa sięgnięcia po upatrzonego pączka. Wgryzł się w niego w sposób niemalże ostentacyjnie, demonstrując że da się uczynić to w sposób cywilizowany.
- Um, spokojny - przyznałem kuzynce rację - Względnie. - dodał zerkając kątem oka kontrolnie na Jacka. Podszedł do dzbanka z kawą i przysunąwszy sobie kubek zaczął przelewać do niego miarowym strumieniem czarną, życiodajną kawę. Zastanawiając się nad ciekawymi sprawami. Nie miał ich wiele bo ciągle się wdrażał. Jak na razie serwowano mu stare kotlety które utknęły w martwym punkcie licząc, że świeże spojrzenie coś da. Czasem dawało, czasem nie - Dostałem śmierć Lipsey'ów. Miesiąc temu na obrzeżach północy Londynu na terenie osiedla domków rodzinnych od obrażeń vulnerario zginęła 32 letnia matka, dziesięcioletni syn i jego dwunastoletni przyjaciel. Nic nie stało się dwójce dzieci śpiącej w pokoju obok. Ojciec zaginął pięć lat wcześniej. - skończył mówić, jak również zalewać sobie kawę, grzeczność nakazywała zainteresować się towarzystwem. Zwrócił się więc do dziewczyn - Którejś polać...?


Find your wings


Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Re: Kwatera główna aurorów [odnośnik]07.08.18 20:01
Chłód wdzierał się pod kaptur długiego płaszcza, który wirował przy każdym kroku, równo z długą, ciemnoczerwoną spódnicą. W pobliże Ministerstwa przeniosła się kominkiem, by ostatni odcinek pokonać pieszo. Czarne włosy zwinęło na bok, pozwalając by podmuchy od czasu do czasu porywały ciemny pukiel, by wpleść kilka śnieżnych płatków. Dłonie kryła pod skórzanymi rękawiczkami, ale jasne lica odsłaniała, ostatecznie zsuwając kaptur, gdy znalazła się na stopniach pierwszego z pięter potężnego budynku.
Prośbę z Ministerstwa przyjęła bez zmrużenia okiem. Wielokrotnie podejmowała się prywatnych zleceń, zgadzając się na przeprowadzenie alchemicznej ekspertyzy.Cieszyło ją, że Ministerialne struktury ufały jej na tyle, by powierzyć zadanie, które - z wypisanych w liście informacji, znajdowało się w rękach aurorów. Tylko raz poruszyło ją drgnienie niepokoju, związane jednak z przyjaciółką, która zdążyła już wyjechać. Słyszała od niej niektóre opowieści i to, czego się dowiadywała, nie raz wywoływało ciarki. Może Inara nie należała do strachliwych, ale ściganie czarnoksiężników znajdowało się daleko poza jej zasięgiem. Mogła czuć tylko podziw dla tych, którzy podjęli się tego karkołomnego zadania. Sama chciała pomagać, ale tak, jak potrafiła - umiejętnościami biegłego alchemika.
W Kwaterze Głównej znalazła się niemal bezbłędnie. Do tej pory nie miała (szczęśliwie?) okazji zwiedzać części, której siedziba Aurorów się mieściła. Stanęła w wejściu, pokierowana instrukcjami dosyć suchej w mowie recepcjonistki, która kilka razy zerkała na pismo, które Inara podsunęła pod nos. Dopiero zerkając na nazwisko, wyraźnie pospieszniej wskazała jej odpowiednie stanowisko. I nazwisko aurora, z którym miała rozmawiać. Skamander.
Przesunęła wzrokiem po zgromadzonych sylwetkach, nie czując krępującego onieśmielenia, które mogłoby załączyć się po wizycie w podobnym przybytku. Kila czujnych spojrzeń zatrzymało się na jej sylwetce, zapewne oceniając, z kim mieli do czynienia. I nie sądziła, by robiła wrażenie niebezpiecznej. Raczej niepozornej - Witam, czy mogę rozmawiać z panem Skamanderem? Anthonym Skamanderem - poprawiła się, wsuwając w słowa pewną lekkość. Powinna czuć niepokój? Zamiast tego, absurdalnie, na krótką chwilę, kąciki ust uniosły się nieco wyżej, niepomne powagi, którą teoretycznie powinna się wykazać. Ale nie przyszła się spowiadać, ani przesłuchiwać. Nie miała nic do ukrycia, więc i naturalna lekkość, wciąż nie przytłoczona otaczającymi Londyn cieniami, postanowiła wydostać się na chwilę. Wagę wysuniętej ku niej prośby znała, ale działała według własnych metod. Celowo nie podała nazwiska. Wystarczało jej spojrzenie w recepcji. Jeśli zgłosi się auror, z którym miała pracować, przedstawić będzie mogła wszelkie odpowiedzi.



The knife that has pierced my heart,
I can’t pull it out Because if I do It’ll send up a huge spray of tears that can’t be stopped

Inara Carrow
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
I might only have one match
but I can make an explosion
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Kwatera główna aurorów - Page 7 7893d0df08b53155187ac4c38e6136a0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3433-skrytka-bankowa-nr-99#59656 https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Re: Kwatera główna aurorów [odnośnik]08.08.18 20:31
Nalał naparu do kubka, sięgając zaraz do cukierniczkę. Odmierzył trzy łyżki białej śmierci dodając je z alchemiczną skrupulatnością do czarnej mazi. Poranna rutyna nie była zła. Jakakolwiek by nie była. Skamander korzystał zatem z tej chwili znosząc potrzebę integracji. Normalnie ta by mu nie przeszkadzała, gdyby nie wątpliwy charakter córki Kieriana. Nie był pewien, czy drażniła go tym, że była do niego tak bardzo podobna, czy jednak to te chwile, w których bywała z goła inna poruszały w nim jakąś naciągniętą strunę pragnące sklasyfikować niepasujący element. Nie było to złe, lecz jednak Anthony nie lubił ścierać się z młodą Rineheartową w kwaterze będąc wystawionym na publikę. W pewien sposób cieszył się, że Sophie nieco równoważyła aurę swoją nieświadomością konfliktu charakterów przekierowując rozmowę na temat lekki, błahy z punktu widzenia aurorów. Jeszcze bardziej wdzięczny byłem kobiecie, która wywołała moje nazwisko. Co prawda okoliczność nie była jak dla mnie korzystna - zostać złapanym na śniadaniu. Odstawiłem pączka, kawy nie zdążyłem nawet podnieść.
- To ja. Proszę wybaczyć... - zaczął strzepując pudru osiadłego na granacie szaty by po chwili gestem dłoni zasugerować by podążała za nim. Prowadził ją wąskim sztucznie utworzonym przez zalegające po każdej ze stron biurka i stanowiska. Niektóre były puste, niektóre zajęte przez pochylających się nad nimi pracowników. Anthony przystaną przy gabinecie, do którego nie wszedł od razu. Był to pokój w którym czasem zamykali kursantów każąc porządkować jakaś dokumentację. Dziś był pusty i na szczęście prawie uporządkowany - Przybyła lady nieco wcześniej - zauważył zaraz po tym, jak zaprosił ją do wnętrza. Nie było w tym skargi. Raczej coś na wzór usprawiedliwienia po którym podniósł z krzesła dla potencjalnego petenta, w tym przypadku przeznaczonego dla Inary, opasły plik dokumentacji - Proszę sobie spocząć - zaproponował odsuwając uporządkowane już krzesło. Nie był obeznany z dworską etykietą. Prawdopodobnie popełniał w tym momencie całą masę nietaktów. Niemniej był na tyle przyzwyczajony do obcowania ze szlachtą by się potrafić zdrowo zdystansować i nie być zbyt narzucającym się, jednak nie na tyle by swym zachowaniem móc obrazić. Wychował się na ziemiach Abbottów z nimi samymi będąc silnie związanym. Można powiedzieć, że miał obycia na tyle by czuć się swobodnie przy alchemiczce. W miarę. W spojrzeniu jej ciemnych oczu było coś przyciągającego. Własne zmrużył w chwili w której wrażenie kuszącej tajemnicy przepełzło mu po myśli nęcąco. To była praca i na tej powinien się skupić.
- Dziękuję, że postanowiła lady odpowiedzieć na moją prośbę. Tak jak wspominałem już w liście znalazłem się w posiadaniu substancji, której skład bardzo mnie interesuje, a właściwie jeszcze bardziej to do czego mógłby służyć - sięgnął do wewnętrznej kieszeni swej szaty wyciągając z niej smukłą, całkiem długą fiolkę na dnie której znajdowało się substancja przypominająca syropowatą herbatę. Podał ją lady Nott, zaraz potem zasiadając na krześle po przeciwnej stronie biurka - Nasz alchemik zdołał ustalić, że substancja ta nie zmienia się w lotną w kontakcie z powietrzem, a opary nie są trujące - tu zrobił minę nieco nietęgą wspominając chwilę w której alchemik popełnił to badanie kompletnie niechcący zapominając o rozsądku - zwyczajnie odkorkowując materiał dowodowy i się nim siarczyście zaciągając. Wszyscy przeżyli. Oznaczało to na ten moment tyle, że lady Nott mogła popełnić coś podobnego i przy okazji nie pozabijać ani siebie, ani aurora - Wykryto w zawartości również akonit, lecz nie jest to wywar tojadowy... - zaciekawił ją?[bylobrzydkobedzieladnie]


Find your wings




Ostatnio zmieniony przez Anthony Skamander dnia 21.08.18 14:44, w całości zmieniany 1 raz
Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Re: Kwatera główna aurorów [odnośnik]20.08.18 22:53
Będąc młodszą, słuchając opowieści Lizzy, wyobrażała sobie, jak to jest być aurorem. Kończyło się jednak na barwnych obrazach w wyobraźni. W pewien sposób podziwiała kobiety, które decydowały się na taki zawód, z drugiej... dziwiła się, że były w stanie wyzbyć się tylu aspektów kobiecej natury kosztem pracy. Rodził się w niej swoisty bunt. Wierzyła, że wśród płci pięknej znajdowały sie takie, które podołały trudom aurorskich działań, ale jakim kosztem? Było w tym coś bolesnego, przerażającego, chociaż nie zaprzeczała, że pociągającego. Podobno zło takie było. Mimo to, znamiona czarnej magii nigdy nie pociągnęły jej na tyle oferowaną tajemnicą, by zajrzała pod kuszący całun. Cień, który ta często dostrzegała w oczach spotykanych nieznajomych. I znajomych.
Kiwnęła głową, gdy odezwał się głos. Bez kłopotu odnalazła właściciela, jasnowłosy mężczyzna ze spojrzeniem jasnych ślepi, które chwilami - miała przynajmniej takie wrażenie - działały jak zapalające się w mroku świece. Zrywające ukrytą prawdę. Mimowolnie zlustrowała postawną sylwetkę i odkładane słodycze. Skojarzenie osiadłego na ubraniu pudru mogłoby bardzo szybko odegnać ja  w stronę obrazu jej ojca z białym, po-pączkowym pyłem na wąsach, ale w nieznajomym było coś, co nawet w kontekście wyobrażeń, nie pozwalało na kpinę. I przez to - ciekawiło, ukrytą na dnie źrenic tajemnicą.
zaplotła dłonie przed sobą i w milczeniu podążyła za mężczyzną, który poprowadził ja korytarzem. Odprowadziło ich kilka spojrzeń, ale większość widocznie miała wyrobione zdanie o sytuacji - To prawda, ale waszej recepcjonistce wyraźnie się spieszyło - przyznała szczerze i rozejrzała się po ciasnym pomieszczeniu bez sprzeciwu przyjmując oferowane krzesło. Nie liczyła na wygody, nie kiedy dostała na tyle interesującą propozycję, by pojawić się  murach Ministerstwa osobiście. Nawyki jednak dawały o sobie znać i kilkukrotnie łapała się na spojrzeniu, które taksowało oblicze aurora. Jak zawsze, centrum okazywały się oczy, a te które widziały, odbijały wnikliwość i swoistą przejrzystość nie znoszącą sprzeciwu - Rozumiem, dziękuję za zaufanie - podążyła wzorkiem za dłonią, która na moment zniknęła w kieszeni szaty, by wysunąć oczekiwane znalezisko.
Inara zgrabnie zsunęła z dłoni rękawiczki, które odłożyła na stół, a w palce przejęła smukłą fiolkę - Proszę mi powiedzieć panie Skamander, w jakich okolicznościach substancja została znaleziona - obróciła filigranowe naczynie, obserwując, jak zawartość przelewa się przez ścianki, ale nie pozostawiała większego osadu. Wyraźna poszlaka, że zawierać mogła oleiste składniki. A te w dużej mierze klasyfikowały się w użytku trucizn - Rozumiem, że podstawowe testy zostały wykonane...? - zdążyła zapytać i urwała, gdy mężczyzna wspomniał o pierwszych przypadłościach. Podniosła głowę znad odkorkowywanej fiolki - Mordownik... - uśmiechnęła się kącikiem ust i wróciła do oględzin - Wiem, rozpoznałabym wywar - dzieło jej rąk. Zmrużyła oczy, a wolną dłonią wysunęła z podręcznej torby nieduże zawiniątko. Jeden z podstawowych odczynników - Wie pan w jakich okolicznościach używany jest akonit? - Zapytała retorycznie, bo uwagę poświęcała badanej substancji. Co prawda nie miała do dyspozycji całej swej pracowni, ale kilka elementów pozwalało wyodrębnić kilka podstawowych cech, które potem klasyfikowała odpowiednio według zaobserwowanych reakcji. W palcach wolnej ręki rozgniotła owalną, dosyć miękką kulę, która składała sie przede wszystkim z mieszanki spreparowanych ziół.



The knife that has pierced my heart,
I can’t pull it out Because if I do It’ll send up a huge spray of tears that can’t be stopped

Inara Carrow
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
I might only have one match
but I can make an explosion
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Kwatera główna aurorów - Page 7 7893d0df08b53155187ac4c38e6136a0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3433-skrytka-bankowa-nr-99#59656 https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Re: Kwatera główna aurorów [odnośnik]29.08.18 15:52
- Mam nadzieję, że była przynajmniej uprzejma dla lady - no, wolał obszerniej nie komentować sytuacji. Był przyzwyczajony do tempa pracy Biura. Tu wszystko robiło się szybko gdy tylko nadarzyła się ku temu okazja bo nigdy nie było wiadomo czy lada chwila nie pojawi się wezwanie bądź inny grom z jasnego nieba, który sprawnie ukradnie resztki jakiegokolwiek czasu. O ile potrafił zrozumieć chęć wypracowania przez sekretarkę pewnej rezerwy wolnej chwili o tyle jednak wcale nie był zadowolony, że jego kosztem. Nie zdążył przygotować odpowiedniego pokoju, trochę w niefortunnej chwili napotkała go alchemiczka i tyle w tym wszystkim było szczęścia, że jednak z samego rana pozyskał potrzebną próbkę, która w tym momencie znajdowała się w rękach czarownicy. W innym przypadku ta musiałaby przez półgodziny obserwować pęknięcia na suficie w oczekiwaniu aż on przebrnie przez dokumentację związaną z wydaniem materiału dowodowego. Nie dawał jednak po sobie poznać, że przeszkadza mu to wszystko bardziej niż powinno. Starał się wziąć to na klatę i nieco naprostować. Chyba szło dobrze bo lady Carrow nie wyglądała na bardzo zniesmaczoną całą sytuacją.
Gdy padło pytanie milczał przez chwile zastanawiając się co może i w jakiej formie przekazać czarownicy.
- Dość mglistych. Fiolkę z eliksirem znaleziono w mieszkaniu ofiary, której zgon nie nastąpił przez zatrucie żadną substancją - została zmasakrowana czarnomagiczną klątwą. Vulnerario. To jednak można było przemilczeć - Z ustaleń wynika, że w jej krwi nie zawierały się żadne substancje związane z tym eliksirem - za to pyłek wróżek już tak. To jednak również przemilczał - Wnioskuję więc, że tajemniczy eliksir należał do ofiary. Pomoc w ustaleniu do czego mógł służyć może rzucić nieco światła - być może był powodem jej śmierci. Być może morderca szukał właśnie tego. Tylko do czego to miało służyć? Nowy narkotyk, trucizna? A może jednak były to jakieś nic nie warte zlewki? Na kolejne pytanie skinął głową - Tak. Wykonane zostały podstawowe testy oraz bardziej szczegółowe pod kątem trucizn w chwili gdy udało się wykryć tojad jako jeden ze składników. Potem zaproponowano sprawdzenie czy jest to wywar tojadowy i w tym momencie docieramy do chwili obecnej. Naszym alchemikom skończyły się tropy. - postanowił prosić Inarę Carrow o konsultację właśnie dlatego, że pracowała właśnie konkretnie z tą ingrediencją. Miała większą świadomość oraz pomysły co do tego jak ten składnik łączył się z innymi, co z tego można było próbować zrobić innego niż truciznę, niż wywar tojadowy. Jeżeli coś nowego, innego, a to był substytut to co...? Wie pan w jakich okolicznościach używany jest akonit? Nastawił uszu. Proszę, niech pani mówi mi w jakich.


Find your wings


Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Re: Kwatera główna aurorów [odnośnik]03.09.18 21:57
- Wystarczająco - niemal od niechcenia poruszyła dłonią, jakby chciała pozbyć się nieważnego w tej chwili tematu. W innych okolicznościach, mogłaby skupić się nad pytaniem i znajomą wypowiedzią, sprawdzającą jej pozycję do poziomu niezadowolonej arystokratki, ale towarzystwo fascynowało ją nie tylko ze względu na pełniona profesję, ale przede wszystkim na możliwość choćby chwilowej pracy nad nieznanym. Badania nad wywarem, chociaż trwały długo, przeciągane kolejnymi trudnościami, to wysuwały na cel gonioną tajemnicę, za którą podążała bez sprzeciwu.
Aktualnie wędrowała przez zyskiwane informacje. Składnie złożone, chociaż ograniczone ze względów, które niestety rozumiała. A przynajmniej domyślała się lakonicznych treści. Żałowała w podobnych momentach, ze nie miała dostępu do pełni informacji, ale - korzystała z dostępnej wiedzy, wyciągając maksymalne korzyści. Musiała skonfrontować się z innej strony - Zapytam inaczej. Domyślam się pewnej ograniczoności odpowiedzi na moje pytanie, ale - czy wiadomo, czy zajmowała się... ofiara? - Coś w głosie Inary zadrgało, burząc do tej pory słodką toń głosu. Nigdy do tej pory nie miała do czynienia z martwymi i budziło to w niej uzasadniony niepokój. Nie chodziło o brzydotę, zapachy, czy brutalności widoku, ale śmierć samą w sobie. Tej ostatnimi czasy szerzyło się wśród czarodziejskiego świata i sama jej bliskość uderzała w struny, których nie chciała odsłaniać.
Odetchnęła lekko, przelewając powtórnie zawartość fiolki, po czym zbliżyła ją do nosa, zaciągając sie gorzko - ziołową zawartością. Wyczuwała woń ziół, mdłą nutę olejku i drażniący nozdrza zapach czegoś jeszcze. Mieszana o tyle skomplikowana, że wydawała się łączyć ze sobą sprzeczne elementy. Zupełnie... zupełnie, jakby ktoś użył składników z dwóch skrajnych światów. Plugawy i szlachetny. Takie połączenia zazwyczaj kończyły się niebezpiecznie nie tylko dla samego alchemia. I to dosyć wybuchowo. Zgon nie nastąpił przez zatrucie.... Spojrzała znad fiolki na siedzącego przed nią mężczyznę. Na języku wisiało pytanie w takim razie, jaka była przyczyna, ale w porę zamknęła usta - Interesujące jest to, że w kategorii eliksirów, byłby uznany za nieudany - zaczęła powoli, gdy po pierwszych chwilach, gdy upuściła kroplę na obracaną w palcach, ingrediencyjną kulkę. Ta wykazała interesujący rozpad, jakby całość - zważyła się - niby w cieście. Wyciągnęła pospiesznie chustkę, na której odłożyła tym razem grudkową konsystencję - Proszę mi wybaczyć... - dodała jeszcze, gdy z braku odpowiednich narzędzi, sięgnęła po łyżeczkę, ściągając z języka odrobinę śliny. Potrzebowała ludzkiego odczynnika, dla wykluczenia potencjalnych odpowiedzi. Dopiero wtedy kroplę zmieszała z zostawioną na chusteczce drobinie - O tym, że może być trucizną, rozumiem pan wie. Ale niekoniecznie używa się jej tylko w związku z człowiekiem - odłożyła łyżeczkę, tym razem spoglądając na aurora. Potrzebowała chwili na reakcję składników - Trop wywaru tojadowego był jednak dobry - odwróciła spojrzenie w stronę pozostawionej substancji, w którym coraz silniej błyskało zainteresowanie i typowo naukowa fascynacja toczonego tematu. Tę we fiolce zakorkowała, nadal jednak nie wypuszczając z dłoni - Gdybym miała jakąkolwiek, wilczą część, byłoby to szybsze w rozpoznaniu, ale... - obserwowała dłużej drobinę wsiąkającą w chustkę - to rzeczywiście może być próba stworzenia trucizny. Akonit był często wykorzystywany przez łowczych, przy wybijaniu wilczych watah. Same wilki są mocno wrażliwe na jego działanie. Nie sadzę, żeby ów...denat wracał do korzeni łowiectwa i trudnił się ich ściganiem. Nie wiem czy zrobił to sam, czy otrzymał od kogoś, ale mogła być próbą stworzenia trucizny przeciw wilkołakom - odwróciła wzrok do mężczyzny - potrzebowałabym dłuższych badań, by dojść nad ewentualnym, konkretnym zastosowaniem, ale na ten moment... - spojrzała raz jeszcze na oleistą, brązowo-zieloną plamę na chustce, którą złożyła - tyle mogę powiedzieć. Chyba, że ma pan jakieś pytania - z pewna niechęcią podsunęła szklaną fiolkę w stronę Skamandera, ale przy okazji pozwoliła sobie na skupienie tym razem nie na dziwnej substancji, a na oczach aurora. Z rozpędu, czy nawyku - nie wiedziała, ale mimo powagi, uśmiechnęła się.



The knife that has pierced my heart,
I can’t pull it out Because if I do It’ll send up a huge spray of tears that can’t be stopped



Ostatnio zmieniony przez Inara Nott dnia 09.09.18 22:53, w całości zmieniany 1 raz
Inara Carrow
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
I might only have one match
but I can make an explosion
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Kwatera główna aurorów - Page 7 7893d0df08b53155187ac4c38e6136a0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3433-skrytka-bankowa-nr-99#59656 https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Re: Kwatera główna aurorów [odnośnik]05.09.18 18:57
Przyglądał się jej pracy wyczekując opinii. Prawdopodobnie jej obecność tutaj nie była niezbędna do tego by śledztwo ruszyło dalej. Anthony jednak nie zamierzał czekać. Nie był typem cierpliwie wyczekującego na zwierzynę myśliwego. Gnał za nią, a jeszcze lepiej – pragnął wyprzedzić jej kolejny ruch. Każda godzina, dzień oddalał go jednak od tego. Nie mógł sobie na to pozwolić. Tak uważał. Dlatego mimo zdziwienia pozostałych spróbował ściągnąć tu lady Nott. Prawdopodobnie ku jeszcze większemu zdziwieniu współpracowników z powodzeniem. Teraz czekał czując rosnące pod skórą zniecierpliwienie. Niby pies który przeczuwa, że być może lada chwila zaczną się łowy.
Uniósł brew wyżej poniekąd rejestrując, lecz ignorując wychwycone drżenie głosu. Na troskę o zadbanie o komfort czarownicy minął wraz z chwilą w której odcieli się od reszty Biura. W tym momencie empatia i zrozumienie została przez niego zepchnięta na bok tak by nie przeszkadzała. Rzeczowość – to ona miała wartość.
Ofiara trudniła się pracą w dokach. W jej znaleziono co prawda nadmiar ingrediencji świadczących o praktykach alchemicznych lecz odkryty kociołek był za bardzo zakurzony. Ofiara nie posiadała również alchemicznej licencji. Wniosek nasuwał się sam.
- Handlem i być może przemytem ingrediencji – nie była to co prawda jeszcze potwierdzona informacja, jednak nie dało się usłyszeć choćby cienia zwątpienia ze strony aurora. Potem znów milczał i wyczekiwał. Uniósł brew wyżej, pytająco. Znał się poniekąd na alchemii, jednak nie był w niej biegły na tyle by móc zrozumieć z jakiej racji substancja miałaby zostać uznana za nieudaną. Jasne brwi cudem nie poszybowały jeszcze wyżej. Skamander powstrzymał się jednak w porę przed zrobieniem głupiej miny.
- Proszę... - się nie krępować...? Nie musiał chyba tego dodawać. Lady w rzeczy samej się nie krępowała. Trochę go zbiła z tropu snutą, jeszcze nie do końca odkrytą przed nim samym myślą. Oczywiście, że badali substancję pod kątem trucizny podawanej ludziom bo to pierwsze co się robi gdy znajduje się eliksir przy zamordowanym czarnomagicznym zaklęciem człowieku – Trutka na szczury...? - Cóż, teoretycznie za mniejsze przewinienia ludzie byli w stanie się mordować. To znaczy nikt też nie powiedział, że fiolka miałaby być przyczyną czegokolwiek, lecz może jednak....? - Trutka na wilki. Wilkołaki...? - dodał pytająco spoglądając to na fiolkę, a potem czarownicę z pod przymrużonych powiek, jakby dostrzegając w czarownicy rozwiązanie swojego problemu – A gdybym był w stanie wypożyczyć próbkę tej substancji, na dobę to byłaby lady wstanie spróbować wyłuskać jakieś szczegóły? - zawiesił pytanie w powietrzu jednocześnie intensywnie próbując sobie przywołać w pamięci jak by to miały wyglądać z formalnego punktu widzenia - Musiałaby lady wypełnić kilka formularzy dotyczących poufności, potrzebny byłby również numer lady alchemicznej licencji....oczywiście, taka opcja istnieje o ile jest lady zainteresowana – dodał czując, że prawdopodobnie już galopował – Jeżeli nie to i tak jestem niezmiernie wdzięczny, że poświęciła mi lady czas – specjalnie nie skrywał nadziei, którą podszywał swe ostatnie słowa...


Find your wings


Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Re: Kwatera główna aurorów [odnośnik]10.09.18 15:44
Nie narzekała ostatnimi czasy na brak zajęcia. Alchemiczna pracownia była w użyciu niemal codziennie, wypełniając co bliższe korytarze dworku wonią ziół nie zawsze kojarząca się z zielarstwem. Co prawda, sama zrobiła się wrażliwsza na niektóre zapachy, ale co zabawne, częściej dotyczyło to potraw, którymi przychodziło się jej posiłkować, niż niezidentyfikowane w składzie (dla niewtajemniczonych) eliksiry i użyte w nich ingrediencje. Z tej racji, nic, co miało bliższy związek z jej pracą, nie robiło na niej większego wrażenia. Tak, jak korzystała z ograniczonych możliwości zbadania nieznajomej substancji. Nie czuła niezręczności sięgając przecież po najbardziej dostępny element w jej wykonaniu - Rozumiem - kiwnęła głowę, dopełniając potwierdzenia na otrzymana odpowiedź. Częściowo rzeczywiście mogło się to pokrywać z przypuszczeniami, które - nabierały coraz większego sensu, gdy skonfrontowała się z działaniem dostrzeżonej reakcji.
Katem oka dostrzegła malująca się na obliczu aurora konsternację, ale zignorowała spostrzeżenie, nie przypisując jej większej wagi. Tajniki alchemii nie zawsze spotykały się z estetyczna sceną i obrazem, które mogłaby prezentować stereotypowa arystokratka. W nieokreślony sposób - nawet - bawiło ją to. Kiedyś za czasów bardziej buntowniczej natury - bardziej i bywały momenty, że celowo narażała towarzyszące jej jednostki na konfrontację z jej alchemicznymi upodobaniami. Aktualnie zminimalizowała prowokacje, których się dopuszczała, ale nie bawiła się konwenanse, gdy chodziło o pracę. Była wtedy po prostu alchemikiem, któremu przyklejono arystokratyczne nazwisko - Prawie - uśmiechnęła się kącikiem czerwonych warg, podnosząc wzrok na mężczyznę i powtórnie opuszczając, by wrócić do oględzin substancji. Odpowiedź kreowała się coraz wyraźniej, wyznaczając kierunek - ewentualnych - dalszych badań - Tak, wilkołaki. Oczywiście, jeśli nie popełniłam nigdzie błędu - dopuszczała pomyłkę, chociaż była pewna swoich umiejętności. Nachyliła się nad fiolką, potem nad ułożona drobina na chustce. Próbka i tak była już zanieczyszczona i nie będzie przydatna dalej. Wydęła lekko wargi, obracając w palcach zakorkowaną fiolkę. Uniosła wzrok wyżej, mierząc się z chłodnym błękitem źrenic mężczyzny - Byłabym w stanie - odpowiedziała pewnie, bez skrupułów stawiając na posiadaną wiedzę. Nie była już młódką, która rumieniłaby się przyznając do własnej wartości. Tu była pewna swego, wiedząc ile poświęciła, by podbić biegłość na odpowiednio wysoki poziom. I nie był w tym chełpliwej dumy. Fakt - Z dokumentacją potrafię sobie radzić. Podczas badań stoczyłam wystarczająco wiele podobnych batalii, by nie wycofywać się na ich widok - mimowolnie zaśmiała się. To nic, że bywały momenty, że pomstowała do Merlina i wszystkich wielkich czarodziei, którzy rzucili jej tak paskudne wyzwanie. Wolała chyba mierzyć się ze smokami - Zajmę się tym, panie Skamander - podsumowała na koniec, ograniczając ewentualne wątpliwości.



The knife that has pierced my heart,
I can’t pull it out Because if I do It’ll send up a huge spray of tears that can’t be stopped

Inara Carrow
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
I might only have one match
but I can make an explosion
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Kwatera główna aurorów - Page 7 7893d0df08b53155187ac4c38e6136a0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3433-skrytka-bankowa-nr-99#59656 https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Re: Kwatera główna aurorów [odnośnik]12.09.18 22:37
Trochę domniemane odkrycie robiło zmieszania. Anthony odnotował w pamięci, że prawdopodobnie będzie go czekało skonsultowanie sprawy z Departamentem powiązanym z magicznymi istotami oraz oddziałem odpowiedzialnym za nielegalne substancje o ile coś takiego miało uchodzić za nielegalną substancję, a jeszcze wcześniej - o ile nią w ogóle było jakąkolwiek substancją. To w kocu nie było jeszcze potwierdzone. Domysł, teza to nie twierdzenie. To jednak miało przyjść z czasem i to wcale nie tak odległym jak miało się okazać. Lady Nott wyglądała na gotową do pracy niemalże tu i teraz. Anthonemu przeszła przez głowę nawet głupia myśl, a właściwie żal o to, że nie trzyma za pazuchą kotła i o to, że łamanie nóg krzesła celem wzniecenia paleniska spotkałoby się z ogólnym oburzeniem nie tylko współpracowników, lecz najpewniej również Bones. No nic.
- Doskonale. Proszę więc zachować próbkę - miał nadzieję, że tyle jej wystarczy bo z magazynu nie było szans na to by wymierzyli mu kolejną tak by nie uszczuplić materiału dowodowego na tyle by przypadkiem przestał mieć znaczenie.
- Najlepiej będzie, jeżeli lady uda się za mną w tym momencie do działu administracyjnego, gdzie dokonamy formalności. Niestety niektóre muszą zostać uzupełnione tu na miejscu w obecności pracownika departamentu - zapowiedział podchodząc do drzwi przez które ją przeprowadził, a potem idąc przed nią torował jej drogę w odpowiednim kierunku. Myślał przy tym o sprawie. Jeżeli to faktycznie była trutka na wilkołaki to zabójca albo nie chciał by jego specyfik ujrzało światło dzienne, albo był to mszczący się wilkołak. Być może możliwości było znacznie więcej. Musiał to jednak na spokojnie przemyśleć.
Gdy wszystkie formalności zostały dopięte Anthony ustalił jeszcze z alchemiczką by ta w razie otrzymania wyników dała mu znać za pomocą sowy - wówczas umówią się na ich przedyskutowanie. Naturalnie podziękował raz jeszcze za poświęcony czas i ten który dopiero miała mu oferować. Odprowadził ją i pożegnał się wracając do swoich obowiązków. Zło nie spało

|zt


Find your wings


Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Re: Kwatera główna aurorów [odnośnik]13.09.18 16:30
Prawdopodobnie, gdy spróbowała spojrzeć na zaistniałą sytuację z perspektywy (niezależnego?) obserwatora, mogłaby rzeczywiście mieć powody do zdziwienia. Nie zdarzało się często, aby arystokratka nie związana w żaden sposób z aurorskim biurem, towarzyszyła w działaniach śledczych. Co pardwa, jej praca ograniczała się wyłącznie do rozpoznania znalezionej substancji, ale wciąż traktowano to jako wyjątek. Niecodzienne zdarzały sie podobne "anomalia", ale Inara nie patrzyła tak ogólnikowo. Otrzymała interesującą ją ofertę (zapewne krótkiej) współpracy, związanej z zainteresowaniami, które odnalazły swój odzew w badaniach.
I gdyby nieoczekiwanym zbiegiem odczytała myślną dywagację aurora, mogłaby przyklasnąć i - usiąść nad kociołkiem, gotowa do pracy. Wciąż brakowałoby jej odpowiednich materiałów, którymi wypełniona była jej pracownia, ale przy odpowiednim zaangażowaniu, prawdopodobnie znalazłoby się kila koniecznych elementów nawet tutaj. W końcu dobry alchemik potrafił improwizować. Prawda?
Bez skrupułów pozwoliła kącikom warg unieść się wyżej. Obróciła fiolkę w palcach, by zgrabnie wsunąć ją do zapinanej bezpiecznie kieszeni płaszcza - Dobrze - potwierdziła tylko mechanicznie, przenosząc wzrok z błękitów spojrzenia jej towarzysza, na chowaną próbkę. Wydawało się chwilami, że zawartość drgała niewyraźnym ciepłem, ale Inara nie miała pewności, czy nie był to naturalny efekt ogrzania jej własnymi dłońmi. Sprawdzić miała już w zaciszu własnej pracowni - Rozumiem - potwierdziła dźwięcznie. Niestety doskonale wiedziała, że tak nieduża próbka niosła za sobą szereg pisemnych potwierdzeń i uzupełnianych rubryk. Nie sprawiało to jej kłopotu, chociaż przyznać musiała, że odnajdowała sie lepiej w częściach praktycznych alchemicznych działań. Była jednak skrupulatna, nie zapominając o kolejnych podpisach i opisach, które podsuwano jej pod palce.
Za to podczas krótkiej podróży wąskimi korytarzami, pozwoliła sobie na mniej więcej - milczącą - obserwację nie tylko mijanych pomieszczeń, ale sylwetek, które zerkały na niecodzienną parę. Wewnętrzny świat aurorów wydawał się w równym stopniu oblężony biurokracją, jak inne wydziały. Zapach kurzu i zamkniętych przestrzeni sugerował jednak, że pracownicy częściej działali w praktyce, pozostawiając cześć dokumentacyjną odpowiednim urzędnikom - Napiszę, gdy tylko otrzymam wyniki - dodała, nim opuściła Ministerstwo i odprowadzającego ją aurora. Czekała ją dziś nieco dłuższa niż zazwyczaj noc. Nie żałowała.

zt



The knife that has pierced my heart,
I can’t pull it out Because if I do It’ll send up a huge spray of tears that can’t be stopped

Inara Carrow
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
I might only have one match
but I can make an explosion
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Kwatera główna aurorów - Page 7 7893d0df08b53155187ac4c38e6136a0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3433-skrytka-bankowa-nr-99#59656 https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Re: Kwatera główna aurorów [odnośnik]24.03.19 0:22
7 XI 1956

Miło było opuścić w końcu zatęchłe lochy Tower of London. Wszyscy pracownicy Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów skupieni w zbiorowych celach byli jednomyślni co do marzenia o polepszeniu warunków w miejscu pracy. Każdego cieszył powrót do odbudowanego Ministerstwa Magii – do solidnych biurek, porządnych krzeseł, dużych i dobrze oświetlonych przestrzeni. Jednak otwarcie na nowo ministerialnego gmachu było mydleniem oczu. Walczący Mag rozpisywał się o odbudowaniu symbolu władzy, ale rozchodziło się tylko o pieprzony budynek. Cały polityczny system ogarnęło zepsucie większe niż kiedykolwiek wcześniej. Było już wielu ministrów robiących za marionetki, jednak Cronus Malfoy był pionkiem w rękach szaleńca, któremu już całkiem pomieszało się we łbie od praktykowania czarnej magii. Nad obecnym ministrem stał Voldemort, w imię którego fanatyczni zwolennicy bez mrugnięcia okiem mordowali niewinnych. Zwyrodnialcy.
Już kilka dni wcześniej niektórzy zauważyli, że dzieje się coś niedobrego. Zaczęło się od rzekomego przenoszenia archiwum. Przenoszono całe sterty dokumentacji, w tym i materiały dowodowe. Przy ponownym porządkowaniu wszystkiego nagle zaczęło brakować niektórych dowodów i to takich, które mogły mieć znaczenie w ustaleniu sprawców różnych zbrodni. Taki przypadki zdarzały się już w październiku, lecz nigdy wcześniej nie na taką skalę. Jeśli w jakichś aktach pojawiały się wzmianki o przedstawicielach konserwatywnych rodzin, te wyparowywały. A potem dumne i wpływowe nazwiska już nie wypływały. Tylko skończony idiota nie wpadłby na to, że coś się dzieje.
Niespodzianka na aurorów czekała już następnego dnia po wielkim święcie ogłoszonym z okazji otwarcia na nowo Ministerstwa Magii. Siódmego listopada kilku posłańców przechadzało się eleganckimi korytarzami i zaczęło roznosić pisma po prawie wszystkich departamentach.
Trzymał w dłoniach oficjalne pismo sygnowane pieczęcią Brytyjskiego Ministra Magii, jak również jego podpisem. Wykaligrafowane nazwisko Malfoy rzucało się w oczy zbyt mocno i po prostu nie można było go nie zauważyć w żaden sposób. Sam widok dumnego, zamaszystego podpisu był zdolny przyprawić o mdłości. Rineheart był w stanie ignorować ten cholerny podpis, póki uparcie wczytywał się w treść pisma. Czytał zdanie po zdaniu, zapamiętywał najbardziej frapujące słowa, a gdy już zapoznał się z całością, zaczynał czytać od nowa, od początku, czyli numeru kierowanego do niego osobiście pisma. Dopiero po siódmym dobiciu do ostatniego słowa zakończył ten chory cykl, próbując połączyć fakty. Na pobliskim biurku znajdowało się podobne pismo, z dokładnie taką samą pieczęcią. Stojący kilka metrów przy swoim biurku Hopkirk, jeden z najbardziej cenionych starszych aurorów, również miał w rękach podobne pismo. Mężczyzna również zapoznawał się z urzędniczym bełkotem z mieszaniną zdumienia i irytacji. A więc nie tylko Kieranowi towarzyszyły podobne uczucia. Niech to szlag.
Właściwie już od dłuższego czasu się tego spodziewali. Prędzej czy później podobne pisma musiały nadejść i zdawali sobie z tego sprawę. Aurorzy kreślili między sobą kolejne scenariusze najbliższej przyszłości i chyba nie stworzyli ani jednego optymistycznego. Biuro Aurorów wciąż istniało, choć minister z konserwatywnego rodu poczynił zdecydowane kroki, aby ten jeden ministerialny organ zlikwidować. Stróże prawa stali mu na drodze, a raczej zwyrodnialcom, którzy stali za nim. Może i niektórzy jeszcze się łudzili, że wcale nie nadeszła mroczna przyszłość, ale przymusowe przesunięcie zasłużonych pracowników Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów na marginalizowane stanowiska wszystkim dawała do myślenia.
Oficjalny nakaz umorzenia śledztwa otrzymała większość aurorów. Kieran dostał właściwie listę sygnatur kilku spraw, które miał obowiązek zamknąć do końca tego tygodnia. Nikt nie fatygował się, żeby podać mu przyczynę, podzielono się z nim jedynie wyraźnie sprecyzowanym żądaniem. Od razu zgromadziła się w nim gorycz i rozlała falą po podniebieniu. Miał ochotę splunąć na lśniącą czystością podłogę, mógłby nawet spalić w złości przypisane mu biurko. Tygodnie pracy w jednej chwili poszły na marne. Jaki sens miało to wszystko, skoro na każdym kroku związywano im ręce? Jakiego prawa mieli chronić?
Jedną ze spraw do obligatoryjnego zamknięcia była sprawa Edgara Burke’a, a raczej jego różdżki. Niby zgubiona, a później skradziona, całkowitym przypadkiem znalazła się na miejscu anomalii. Albo ktoś ją podrzucił. Rineheart cieszył się, że nie dodał do materiału dowodowego wspomnienia Diggory, bo gdyby znalazło się ono teraz w niepowołanych rękach, dwie członkinie Zakonu mogłyby się znaleźć w poważnych tarapatach. Dobrze też, że tę różdżkę trzymał w swoim domu, od początku nie ufając w efektywność systemowych rozwiązań. Pewnie szybko zniknęłaby z archiwum. Ot, po prostu wyparowała. Tylko najbardziej zdeterminowani o te dowody, które przepadły, jeszcze próbowali pytać. Kieran zaś nie wychylał się, po prostu akta prowadzonych przez siebie spraw skrupulatnie kopiował, a wykonane kopie zabierał ze sobą do domu, nie tłumacząc się nikomu. Choć Hopkirk, ten stary druh, miał swoje podejrzenia. Pewnie robił tak samo, wyczuwając zmiany na gorsze. Gorsze przy takie władzy musi nadejść.
I co zrobisz? – usłyszał pytanie wypadające z ust Hopkirka, kiedy tylko starszy auror przystanął przed jego biurkiem z trudną do rozszyfrowania miną. Dużo powagi, cień frustracji i jakaś niechęć. Tylko wobec czego i do kogo kierowana?
A co mogę zrobić? – odpowiedział pytaniem na pytanie, nie potrafiąc zamaskować rozbudzonej w nim frustracji. Pamiętał jeszcze ustalenia podczas tajnego spotkania i zamierzał się ich stosować. – Będę robił swoje. Może i sprawy umorzę, ale ich nie pogrzebię.
Hopkirk jedynie przytaknął, kładąc dwie teczki na biurku Rinehearta.
Przydzielono ci dwie nowe sprawy. Obie dotyczą ludzi Grindelwalda. Jeden jest ścigany za stosowanie zaklęć niewybaczalnych i ostatni raz widziany był cztery miesiące temu w Glasgow. O drugim nie wiem zbyt wiele, trochę taki człowiek widmo. Jest jakaś stara fotografia sprzed lat, zero konkretów. W aktach jest jakiś odsyłacz do innych akt, ale trzeba się do nich dogrzebać. Albo spłonęły w czerwcu.
A więc mam ganiać za kimś, kogo istnienie nie jest nawet w pełni i niezaprzeczalnie potwierdzone? – spytał rozgoryczony, lecz szybko zacisnął zęby, aby nie powiedzieć nic więcej. Hopkirk nie był przecież niczemu winny, przekazywał jedynie te kiepskie informacje, bo to należało do jego obowiązków. Chyba muszą być masochistami, że wciąż godzą się na wykonywanie tak niewdzięcznych zadań. Ale czy mieli inny wybór? – To lecę do archiwum.
Chwycił za obie teczki, ale również za oficjalne pismo od Brytyjskiego Ministra Magii. Ledwo przekroczył próg zbiorczego archiwum dla wszystkich organów Departamentu Przestrzegania prawa Czarodziejów, a już poczuł na sobie uważne spojrzenie jakiegoś młokosa siedzącego przy wejściu. Nie spytał o nic, ale coś zanotował w sporym notatniku. Czyżby szpieg? Kierana wcale nie dziwiło to, że ktoś zdecydował się współpracować z nową władzą. Może z powodu ambicji czy przekonań, kto wie. Zawsze i wszędzie znajdą się takie małe kanalie.
Wszedł między ogromne regały, najpierw wyszukując dokumenty dla tych spraw, które miał pilnie zamknąć. Jedna związana z różdżką Edgara Burke’a, druga związana z przemytem czarnomagicznych artefaktów, gdzie istniało podejrzenie, że miały ostatecznie znaleźć się na Nokturnie w sklepie Borgina i Burke’a. W trzecich pojawiało się nazwisko Rookwood, co prawda wspomniane tylko raz, a na tej podstawie nie można było postawić żadnych zarzutów. Ale sprawa i tak miała zostać zamknięta szybko i po cichu.
Rzeczywiście nie mógł znaleźć starych akt, do których odsyłały go dokumenty mówiące o jednym z popleczników Grindelwalda. Można było wywnioskować, że chodzi o morderstwo ze szczególnym okrucieństwem, ale wszystkie dowody tej zbrodni najprawdopodobniej spłonęły w czerwcu. Niewiele zrobi z tą sprawą. Ale może ten tajemniczy czarnoksiężnik, co był widziany w Glasgow, jednak pozostawił po sobie jakiś trop.
Działać jawnie i niejawnie, na dwa fronty. Prowadzić sprawy narzucone z góry i swoje własne. Kopiować dokumenty. Tylko to mu pozostało na chwilę obecną. Na całe szczęście był jeszcze Zakon. Również Bones, we współpracy z Longbottomem, zaczynała wreszcie mobilizować odpowiednich ludzi. Wciąż istniała nadzieja na odmienienie losu. Wciąż należało walczyć o przyszłość.
Ze sporą kupką dokumentów przeszedł z archiwum z powrotem do swojego biurka i zaczął uważnie przeglądać dokumentację, rozpoczynając od sprawy dawnych. Na bieżąco wynotowywał najważniejsze fakty, nie mogąc pozwolić, aby wszystko przepadło. Potem dopiero zajął się tymi nowymi śledztwami.

| z tematu (1240 słów)



There’s a storm inside of us. A burning. A river. A drive. An unrelenting desire to push yourself harder and further than anyone could think possible. Pushing ourselves into those cold, dark corners where the bad things live, where the bad things fight. We wanted that fight at the highest volume. A loud fight. The loudest, coldest, hottest, most unpleasant of the unpleasant fights.
Kieran Rineheart
Zawód : Rebeliant
Wiek : 53
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
when we all fall asleep where do we go
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f205-opoka-przy-rzece-wye-walia https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780

Strona 7 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

Kwatera główna aurorów
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach