Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Wybrzeże Exmoor
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Wybrzeże Exmoor

Wybrzeże Exmoor rozciąga się na wiele kilometrów i zachwyca różnorodnością; wielobarwne kamieniste brzegi ustępują miejsca plażom, na których piasek rozkosznie przesypuje się przez palce, gdzieniegdzie można również napotkać łąki porośnięte pachnącym wrzosem.  W Exmoor rzadko doświadcza się upałów, jednak łagodny klimat w połączeniu z morską bryzą nadaje temu miejscu jedyną w swym rodzaju atmosferę melancholii. O każdej porze roku można spotkać tu spacerowiczów z psami, ciepło ubrane dzieci budujące zamki lub pary zakochanych, wspólnie podziwiające zachód słońca nad wodą.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże Exmoor - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


Lecąc na miotle wzdłuż wybrzeża z głową niemalże w chmurach, bo jak inaczej myśleć, kiedy rodzina powiększa się o jedną osobę więcej; co właśnie obwieścił Wujowi Lordowi osobiście, niemalże od razu przykuł uwagę do dziwacznego zapachu unoszącego się w powietrzu. Zniżając się do lądu na tyle by, zamiast małych punkcików ujrzeć zarys do... zgliszczy budynków, które kiedyś mieszkańcy wioski mogli nazywać domem, przyprawiły go o przyspieszoną palpitację serca. Nie czekając na rozwój sytuacji, pomknął w dół, orientując się na miejscu o tragedii, która wydarzyła się na brzegu oraz licznych mieszkańcach, którzy nie tylko potracili miejsce zamieszkania, ale również nieco zdrowia! Praktycznie od razu bez zawahania obrócił się na pięcie z miotłą w dłoni, teleportując się do leśnej lecznicy, w której pokrótce zdał raport i poprosił o jak najszybszą pomoc ze strony jakiegoś uzdrowiciela. Zapewniony, że z pewnością wyślą kogoś, jak tylko zwolni się jeden z uzdolnionych i gotowych na tak niecodzienne akcje medyków, postanowił wrócić na wybrzeże i dowiedzieć się, co konkretnie się stało.
Wychodząc z budynku, natknął się na nikogo innego jak Herberta Grey'a, z którym to ewidentnie uwielbiał spotykać się w najmniej oczekiwanych okolicznościach. Bez wahania poprosił go o asystę w nieco konkretniejszym zorientowaniu się, cóż takiego wydarzyło się na wybrzeżu, wytłumaczył szybko, co zobaczył, a czego sam nie zdążył jeszcze zbadać. Wydawało się logicznym ściągnięcie do pomocy towarzysza, który w razie jakiegokolwiek niepowodzenia wiedziałby, gdzie należy szukać. Miał zaufanie do ciemnowłosego ogrodnika, z którym przeżył już niejedną historię godną spisania do jakichś większych zbiorów opowieści przygodowych dla dzieci.
Znalazłszy się w tym samym miejscu, co godzinę wcześniej dotarli do roztrzęsionych kobiet, które opowiedziały o dwójce, która niedługo wcześniej weszła do środka w poszukiwaniu ocalałych. Jak mógł być tak głupi i nie pomyśleć o tym od razu? A może właśnie zrobił dobrze, takie wchodzenie bez towarzystwa mogłoby się źle skończyć! Zerknął kątem oka na Herberta, żeby zaraz skupić się w pełni na kobiecie. Martwił się, że tak straszliwy widok Grey zapamięta dłużej, niż mógłby sobie tego życzyć, on nie zamierzał zapominać, nawet gdyby chciał, przez ten swąd już by nie potrafił i ciała porozrzucane... porozrywane niczym szmaciane lalki. Nawet szum ruchu ptaków i nie-tak-odległej wody wydawał się odbywać gdzieś tam w tle. Wysłuchawszy kobiety, poprosił wszystkich o odsunięcie się od wraku, który mógł być zwyczajnie niebezpieczny. Spędziwszy kolejne kilkanaście minut na dyrygowaniu mężczyznami, którzy mieli być odpowiedzialni za to, aby nikt nie zbliżał się do wejścia wraku, powołał się nawet na własny status lordowski; jakby to w ogóle mogło pomóc! Wydawało się, że w obliczu takiej tragedii był gotów powiedzieć na głos to, czego nigdy nie zamierzał robić, ale jedyne co miał na myśli, to wprowadzenie jakiejś ogłady... systemu dla osób, które przez jedną głupią myśl mogły zrobić coś straszliwego. Nie wiedział, co mogłoby ich spotkać w środku, ale pewne było jedno, ktoś tam już wszedł. Oderwana ręka w barku ponownie przyciągnęła jego wzrok, czy to jeszcze była ręka? Zwyczajny kawał mięsa, do którego dostęp mogłyby zaraz mieć psy... potrzebowali tutaj posprzątać i to natychmiast... Wuj Lord z pewnością zarządziłby tutaj porządek i tak też zamierzał zrobić Weasley, wysyłając jednego z mężczyzn do Remusa Adama Abbotta będącego panem ziemi Somerset. Rudzielec wierzył, że tamten z pewnością zaopiekuje się wszystkimi mieszkańcami, którzy ucierpieli i nie mieli gdzie schronić swojej głowy na tę noc. Zapewniony, że mężczyzna posłany z wieściami do nestora w jego imieniu, zniknął z charakterystycznym dźwiękiem dla teleportacji, a dwój chłopów pilnowało ternu przed gapiami próbującymi podejść zbyt blisko wejścia, odwrócił się w końcu w stronę pozostałości po statku. Wzrokiem starał się unikać poszczególnych kawałków ciał i przerażających desek piętrzących się na sobie. Musieli wejść do środka. Podszedł do wejścia i odłożył miotłę na podłogę, w tę samą, wolną już rękę chwytając różdżkę.
- Ktoś jest przed nami... uważaj na nogi. - powiedział do Herberta, wyłapując jego wzrok i jakoś tak w poczuciu otuchy kiwnął głową na znak, że mogą wchodzić. Były to gesty skierowane bardziej do niego samego. Cała ta sytuacja przyprawiała o gęsią skórkę, ale nie był to czas na próbę głębokich dociekań. Mieli przed sobą zadanie i jeszcze jakieś towarzystwo, które miejmy nadzieję - nie zrobiło sobie krzywdy!
Wszedł do środka, próbując jakoś skupić się bardziej na odpowiednim balansowaniu ciałem po podłożu niż przerażającym odorze gnijących ciał. To zdarzyło się niecałą dobę temu?!

| Ekwipunek: kryształ cucący, Eliksir kociej zwinności (1 porcja, moc 28), czarna perełka, runa, różdżka i miotła
| Leśna lecznica została poinformowana o tragedii i w drodze powinien być jakiś medyk, nestor rodu Abbott zostanie/ł poinformowany o zajściu


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Reggie Weasley
Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28/29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : 25
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f378-devon-okolice-plymouth-krecia-nora https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095

Powrót do góry Go down

Ostatnio dni zlewały się w jedno. Budził się, szedł wykonywać pracę, planować kolejne działania, a potem znów szedł spać. I tak każdego dnia. Bywały noce kiedy zagubiony mugol z dziećmi próbował się włamać do szklarni w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Nie wiedział, że ten incydent zamieni się w działania na terenie Dorset, szukania i tworzenia bazy dla uchodźców. Nawet Florkę w to wciągnął, a przecież nie chciał aby przemęczała się jeszcze bardziej, była jednak uparta i wraz z Halem nieśli pomoc medyczną. Ilu jeszcze takich ludzi było poukrywanych w leśnych ostępach? I to właśnie dla ich zjawił się w lecznicy licząc, że znajdzie kogoś chętnego zajść do tej ostoi, którą zbudowali by ocenił stan uchodźców. Nie mogli ich przerzucić do przeludnionej Oazy. Należało stworzyć bezpieczne Przystanie w innych miejscach. Jedzenia jednak brakowało, a w szklarni obok egzotycznych roślin zaczęli sadzić ziemniaki, marchew i rzepę, która pozwoli przetrwać ludziom zimę. W lasach polowano na jelenie i mniejszą zwierzynę, a mięso suszono oraz konserwowano w soli by starczyło na dłużej.
Wychodząc z lecznicy natknął się na Starego Szczura, nie potrafił czasami inaczej nazwać tego czarodzieja, z którym zawsze wpadał w jakieś kłopoty, ale pilnowali swoich pleców; dlatego też nie odmówił pomocy gdy został o nią poproszony. Halbert zaraz by skomentował, że kompleks bohatera zgubi jego młodszego brata. Przyganiał kocioł garnkowi, ponieważ kiedy należało działać pod presją chwili to właśnie starszy Grey stał w pełnej gotowości do działania. Towarzysz uprzedzał go, że widok nie należał do najpiękniejszych, ale usłyszeć a zobaczyć to były dwie odrębne kwestie. Ciała rozczłonkowane, rozrzucone na nabrzeżu pomiędzy resztkami drewna, lin i skrzyń przedstawiały sobą widok, którego się nie zapomina do końca życia. Słuchał szlochu kobiet, które roztrzęsione odpowiadały na zadawane im pytania, a potem rudowłosy rozdysponował zadania, robiąc to w sposób swobodny, przyrodzony do jego nazwiska. Herbert powtarzał polecenia tym, którzy ich nie dosłyszeli lub w pierwszej chwili je zignorowali. Starał się nie patrzeć na zwłoki, a raczej ich resztki, woda przyspieszyła rozkład tkanek więc słodkawy i mdlący zapach powoli unosił się w powietrzu - odór śmierci otulał i przenikał przez ubrania, zostawiając na nich swój ślad.
Skoro ktoś był w środku nie powinni dłużej zwlekać. Nie wiedzieli kim była tamta dwójka ani czego realnie szukała, mogli wmówić tym kobietom wszystko.
-Uważać też trzeba na głowę. - Wskazał wiszące niebezpiecznie resztki poszycia statku, jeden nieostrożny krok i mogli skończyć bez oka wbijając sobie malowniczo jeden z licznych gwoździ wystających z połamanych desek. Wyciągnął różdżkę i podążył w ślad za Reggim w głąb statku, gdzie przywitał ich zapach morskiej wody zmieszanej z lekką stęchlizną. Tutaj też były ciała ułożone w powykrzywianych i nienaturalnych czasem pozach. Nie był to widok dla kogoś o słabym żołądku, jemu samemu gula stanęła w gardle utrudniająca przełykanie. Szli przez chwilę w ciszy słysząc tylko jak woda chlupocze, a na zewnątrz odbija się od statku. Wtedy też dostrzegł przed nimi ruch. Czy były to dwie sylwetki ludzkie? -Spójrz… - Zwrócił na nich uwagę rudzielca. Z tej odległości nie był w stanie stwierdzić z kim mają do czynienia.

|Ekwipunek: różdżka, aparat fotograficzny, lornetka, miotła


Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Herbert Grey
Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 15
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 7
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578

Powrót do góry Go down

The member 'Herbert Grey' has done the following action : Rzut kością


'k10' : 4
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże Exmoor - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Widziała już wiele ciał i katastrof. Widziała umierających na statku, na którym i ją dopadła choroba, a chociaż ledwie przeżyła, dni spędzone pośród umierających, pośród leżących ciał i smrodu ogarniającego pomieszczenie odciskał swoje piętno. Wpatrywanie się w nieruchome zwłoki, nabrzmiałe od wody, posiniałe od chłodu i śmierci. Wiedziała, że żołądek się skręcał – sama czuła to samo. Nie mogła jednak pozwolić sobie na to, aby teraz się rozproszyć i skupiać na śmierci, płaczu, emocjach krążących w powietrzu. Zdecydowanie, które można było uznawać za oschłość, musiało teraz wziąć górę. Musieli sprawdzić wszystko – gdyby ktoś jednak przeżył, potrzebował natychmiastowej pomocy, musiała więc przełożyć wszystkie odczucia wobec obecnej sytuacji. Położyła jedynie dłoń na ramieniu Vincenta, ściskając go lekko i mając nadzieję, że doda mu tym chociaż odrobinę otuchy. Czym się to miało skończyć? Nie miała pojęcia, ale musieli zająć się czym się da, zanim też nie zajmą się tym inni, a statek nie wytrzyma tego, załamując się pod ciężarem, albo zmywając się głębiej w morze. Wtedy już na pewno nie zajmą się kimkolwiek ani nie znajdą śladów.
Stawiała kroki ostrożnie, wiedząc, jak poruszać się po drewnianej konstrukcji, robiąc wszystko, aby ostrożnie rozkładać ciężar. Załamanie się pod jej wagą mogło sprawić jej kłopoty, dlatego dopóki kierowała swoje kroki w kierunku dalszych części połamanych desek. Wyciągając różdżkę szepnęła cicho Lumos, zupełnie jakby bała się podnosić głos w tym miejscu. Wydawało się, że coś więcej niż westchnięcie sprawi, że to miejsce rozsypie się w pył. Czy sama martwiła się o Vincenta? Oczywiście, gotowa była rzucać się w jego kierunku gdyby tylko zaszła taka potrzeba, chroniąc go przed wszystkimi, którzy mogliby się napatoczyć. I chyba tak właśnie było.
Dwie sylwetki mignęły jej w półmroku – uniosła swoją różdżkę, kierując ją w stronę obydwu z nich i ściągając brwi, oddychając lekko kiedy dostrzegła sylwetki Reggiego i Herberta. Nie mogła mieć pewności, że to na pewno oni, ale jeżeli tak…cóż, dobrze było widzieć przyjazną twarz. A nawet dwie, bo i po krótkich spotkaniach z Greyem mogła uznawać go za ciekawą osobę. I na pewno taką, która wiele mogłaby pomóc. Nie opuściła różdżki, ale jej rysy złagodniały, nawet jeżeli przesunęła się tak, żeby w razie czego stać pomiędzy nimi a Vincentem.
- Idziemy na dół. – Dość oszczędnie rzuciła słowa, powoli teraz schodząc po stopniach. Podłogę przed nią pokrywały odłamki drewna i rybie wnętrzności, sprawdzając, że to miejsce równie pachniało co było niebezpieczne, jeżeli chodziło o poruszanie się. Złapała się ostrożnie wszystkiego, co było pod ręką, uważając, aby nie poślizgnąć się na podłodze przed sobą, mając nadzieję, że wystarczy jej równowagi. Nie musiała się jednak o to martwić, całkiem sprawnie przemieszczając się z jednego miejsce na drugie, docierając do skrzyni. Spojrzała ostrożnie na marynarza, spoglądając na niego ze współczuciem i szepcząc parę słów, zanim nie odwróciła się w kierunku towarzyszącego jej Vincenta.
- Pomożesz mi go zdjąć?
Thalia Wellers
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 12
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697

Powrót do góry Go down

Każdego dnia, niezależnie od godziny, sposobu położenia dużej, gorejącej kuli na rozległym nieboskłonie, pośród różnorodnych hrabstw angielskiej spuścizny, padano ofiarą specyficznej katastrofy. Okrutne jarzmo bezwzględnej wojny odbierało nieświadome żywoty, rozcinane w krwawych masakrach bezdusznych oprawców. Rozczłonowane ciała zdobiły codzienność miastowych ulic, płonęły na ogromnych, wiejskich snopach, przygotowanych do przetrwania rozszalałej zimy stulecia. Bezczeszczone, pozbawione szacunku i należytego pochówku. I choć obraz ten na stałe utrwalał się w ludzkiej podświadomości, był czymś, do czego nie można było się przyzwyczaić. Tragedia widziana z tak bliska wywoływała skrajne emocje oscylując w granicach rozdzierającego smutku, współczucia, bezradności, a także zniesmaczenia i niezrozumienia. Fizjonomiczne reakcje wydawały się nie do przejścia; skręt żołądka, skrzywiony wyraz twarzy, odrzucenie, wilgoć zapadniętych powiek niepogodzonych z takim stanem rzeczy. Nie rozumiał i nie chciał rozumieć. Bezgłośnie, bez słowa przechodził przez zbity, zmrożony piasek. Wybrał okrężną drogę, z dala od epicentrum masakry, wymijając najbardziej śmiałych i ciekawskich gapiów:
– Proszę stąd odejść! – warknął niechętnie głosem pełnym zmęczenia i zrezygnowania. Dwóch mężczyzn zagrodziło  trasę zbierając porozrzucane deski; czyżby potrzebowali opału? – Konstrukcja grozi zawaleniem, natychmiast stąd idziecie! – dodał jeszcze dając upust nagromadzonym emocjom. Odetchnął ciężko, a dłoń towarzyszki spoczęła na męskim ramieniu. Pokręcił głową w niemym geście; musiał uporać się z tym wszystkim sam. Zacisnął skostniałe palce, a prawa ręka wydobyła głogową różdżkę. Wszedł pomiędzy zdewastowane części uważając na głowę, wszelkie wystające odłamki zakończone ostrą krawędzią. Musieli być okropnie ostrożni; każdy fałszywy ruch groził zawalaniem, lub poważnym zranieniem.
Pewny krok, ruch zbyt rosłej sylwetki był przemyślany, wyważony. Brwi ściągnęły się w jedną linię ukazując całkowite skupienie. Rozglądał się w miarę możliwości wypatrując szczegółów przyciągających uwagę. Nasłuchiwał intensywnie; wiatr hulający między załamaniami imitował ludzkie szepty, odkręcał kark w najmniej oczekiwanym momencie. Czy ktoś miał szansę na przeżycie? Nie rozpoznał dwóch sylwetek, które przez moment mignęły w przeciwnym kierunku. Broń ściskana w dłoni była w pełnej gotowości, zdawał sobie jednak sprawę, że nie byli jedynymi poszukiwaczami niepotrzebnych wrażeń wewnątrz spopielonego wraku. Porozumiewawcze spojrzenie utknęło w sylwetce towarzyszki, dając do zrozumienia, iż póki nie natknął się na obcy atak, powinni skupić się przede wszystkim na oględzinach i poszukiwaniach. Zatrzymał się na moment, aby przyjrzeć się pewnemu elementowi. Zgodził się kiwając lekko głową, mogła dostrzec ciemny cień przyzwolenia. Przytrzymywał się rozchwianej konstrukcji schodząc w zaciemniony dół. Odór zgnilizny, duszący kurz, resztki dymu wniknęły do wrażliwych nozdrzy. Przyłożył do ust część ciemnego płaszcza starając się oddychać jak najpłycej. Odłamki drewna, śnięte ryby walały się po dolnym pokładzie. Podnosił nogi wysoko, asekuracyjnie, aby nie poślizgnąć się na niewidzialnym, oblodzonym odłamku, czy ukrytym gwoździu. Smuga żółtawej poświaty wystarczyła, aby dogłębnie prześledzili zrujnowane pomieszczenie. Jasne tęczówki zatrzymały się na drewnianych skrzyniach; mogły skrywać coś cennego, przydatnego. Ruszył przed siebie mamrocząc krótkie: – Tak. – i zapierając się na suchszym skrawku podłogi, pchnął nabrzmiałe, wilgotne zwłoki marynarza. Ciało było częściowo przymarznięte, rozkładało się w najgorszy możliwy sposób. Odkaszlnął asekuracyjnie, starając się nie patrzeć na jego wykrzywiony, bolesny grymas. Potrzebowali dużych nakładów siły oraz kilku prób, aby przetoczyć go na bok. Z trudem udało im się oderwać go od wieka nie robiąc przy tym hałasu. Mężczyzna odetchnął krótko i sprawnym ruchem odrzucił pokaźną pokrywę  ukazujące sporą ilość ciepłych ubrań oraz porządnych butów. Zastanowił się przez chwilę: – Grube płaszcze i ocieplane buty… Dobry łup. - zaczął, grzebiąc we wnętrzu:   - Takie materiały są obecnie w deficycie. Moglibyśmy wyposażyć nimi najbardziej potrzebujących. – wyjaśnił cicho, podnosząc i oglądając jeden z butów. – Nie wyniesiemy tego wszystkiego sami; znam zaklęcie transmutacyjne Reducio, może nam pomóc pomniejszyć przedmioty i łatwiej zapakować je do toreb. – rzucił jeszcze informacyjnie. Zaczął składać w kostkę pierwsze płaszcze, aby następnie wykonać znany ruch: – Reducio - pomniejszyć to nagłe odkrycie.

1. Tutaj, udany rzut na zwinność.
2. Tutaj, krytycznie nieudany rzut na Reducio.


[bylobrzydkobedzieladnie]



My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself


Ostatnio zmieniony przez Vincent Rineheart dnia 16.09.21 14:17, w całości zmieniany 1 raz
Vincent Rineheart
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : 28
UROKI : 31
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049

Powrót do góry Go down

Transmutacja nie była mocną stroną Rinehearta, ale wyzwanie nie było wielkie i postanowił spróbować podjąć się właściwie skazanych na sukces działań, mogących pomóc im w szybkim i skutecznym zbieraniu znalezionych przedmiotów. Vincent mógł się nie spodziewać, że nie należące do najtrudniejszych zaklęcie przysporzy mu jakichkolwiek kłopotów, ale szybko zdał sobie sprawę, coś było nie w porządku. Wiązka światła nie pomknęła w stronę poskładanych ubrań, nie zmieniły one swoich rozmiarów, dzięki czemu mogły zmieścić się w torbie. Rineheart poczuł jednak ciepło płynące z różdżki, od jej końca, aż po wnętrze dłoni, co więcej, był przekonany, że towarzyszyła mu jaśniejsza poświata, która wraz z coraz większym przypływem gorąca wędrowała od nadgarstka aż po łokieć. Nagle poczuł ból. Okropny, przeszywający. Różdżka wypadła czarodziejowi z dłoni. Coś chrupnęło w jego przedramieniu, wykrzywiło się — czegoś brakowało, zupełnie tak, jakby kości wiodącej dłoni zaczęły się niekontrolowanie kurczyć, ciągnąć za sobą wszystko — mięśnie i stawy. Zmiana nie była widoczna, ręka nie stała się wyraźnie krótsza ani mniejsza, ale wykręciła się i zaczęła szybko puchnąć i nabierać sinej barwy. Napięte ścięgna bolały, uniemożliwiając całkowicie czarowanie, a ból był wyraźny i dotkliwy, ale po chwili nieco zelżał.
Ręka nie była na tyle sprawna, by można było nią czarować. Przykrucz, który się w niej pojawił uniemożliwiał także poprawne chwytanie czegokolwiek.

Obecność mistrza gry jest związana z wyrzuconą przez Vincenta krytyczną porażką. MG nie kontynuuje rozgrywki.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże Exmoor - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Zwidy? A może wręcz przeciwnie? Zmartwiony tym, co mogło wydarzyć się po drodze, niespecjalnie zwracał uwagę na to, co dalej. Wolał - jak sam Herbert wspomniał, patrzeć na głowę i pod nogi, aby nie postawić kroku tam, gdzie mógłby pożegnać się z podłożem, choć zważywszy na sytuację, ciężko było jakkolwiek wyłapać elementy niestabilne. Wszystko wydawało się w porządnej rozsypce.
- Jasne, dzięki. - mruknął do niego, próbując nie pozwolić okoliczności na zabełtanie morali ich duetu. Pewnie nie wychodzi na najbardziej przyjemnego towarzysza, ale przecież Grey nie miał pojęcia o tym, że rudzielec był tą samą osobą, która ograła go w kości i towarzyszyła przy rozprawianiu się z bandziorami w Londynie. Na razie nie musiał wiedzieć, mógł uchodzić za bufona, szczerze powiedziawszy, chyba nawet nie był w stanie wysunąć takich wniosków co do własnej osoby, bo uderzający smród w nos powodował, że skupiał się na nie wydaleniu wszystkiego z żołądka. Chyba jednak nie lubił wody tak bardzo, jak mu się wydawało, a może to było coś jeszcze? Z pewnością nie był w stanie przemyć się z widoku i zapachu przy brzegu, wewnątrz statku gniło coś innego.
Zanim zdołał popchnąć myśli ku bardziej przerażającemu kierunkowi, faktycznie wyłapał jakieś cienie schodzące w dół. Nie czekając na kolejne zaproszenia, wytężył nieco kroku, w pewnym momencie zatrzymując się na wznak. Podniósł dłoń do Herberta, aby tamten również przystanął. Wydawało mu się, że coś zastukało, a może to tylko szum wody? Nie, zdecydowanie potrafił rozróżnić te dwa dźwięki! Co do Merlina?
- Tam dalej... coś zastukało... musimy... - zawahał się na sekundę, pozwalając, aby odór rozkładających się ciał ponownie dotarł do jego nozdrzy, to właśnie one były tą najbardziej niepasującą częścią wszystkiego. Złapał wzrok Herberta, choć ukryci w ciemności tamten mógł jedynie się domyślić, że na niego spogląda. - musimy sprawdzić, czy są tu jacyś rozbitkowie. - przerażała go wizja tego, co mogą zastać, ale zważywszy na to, że nie on był tym od myślenia, przestąpił kilka kroków dalej, prawie ślizgając się na drewnie, które w pewnym momencie postanowiło odpaść. Merlinie, zginiemy tutaj. Pomyślał dość przelotnie, na tyle, by zaraz zapomnieć o wizji własnego końca, gdy tylko usłyszał jakiś głos wypowiadający znajomą mu inkantację. - Poczekaj tutaj, sprawdzę, kto jest na dole... może to oni stukali. - rzucił do Grey'a, dając mu w ten sposób również znak, żeby rozpoznał najbliższy teren, w którym usłyszał charakterystyczne dźwięki. Nie czekając na dalszy rozwój sytuacji, zaryzykował, rozświetlając sobie drogę różdżką zwyczajną inkantacją - Lumos. Podchodząc do wystających w poszczególnych miejscach schodów do ładowni, próbował skupić się na dźwięku, który zdołał wyłapać, a może to tylko przesłyszenie? Czy tutaj mogły zdarzać się jakieś przypadki?
- Uwaga, idę. - powiedział nieco donośniejszym głosem, żeby poinformować wędrowców, którzy byli już na dole, że zamierza do nich dołączyć. Miał jedynie zamiar sprawdzić, czy nikomu nic się nie stało, nie żeby był wielkim specjalistom, ale poczuwał się w obowiązku tak z czystego... wychowania. Patrząc pod nogi, zauważył zamarzniętą rybę, w której rozpoznał karpia. Szkoda, dobry wodny kręgowiec, oby ewentualni rozbitkowie nie mieli równie zimnego lica, jak płetwiaste stworzenie. Zbliżając się do sylwetek uważnym i powolnym krokiem, zanim jeszcze ich rozpoznał, zapytał - Spokojnie, nie zrobię krzywdy... to wy stukaliście? Thalia? Co Ty tu robisz? - próbował zrozumieć, co właściwie się działo i wtedy spostrzegł odrzuconą na ziemię różdżkę i dziwacznie napuchniętą rękę. Ćwiczyli coś z transmutacji? Cholera, mógł być szybszy. Niewiele potrzeba mu było, żeby spostrzec jedyny przedmiot, którym mogli się zainteresować. Kurtka? - Reducio. - spróbował własnych sił z kurtką, wyłączając wcześniej światełko na końcu różdżki niewerbalnym, prostym Nox.

| Udany test na spostrzegawczość (ST 70), biegłość na I
| Idzie do Thalii i Vinczento, udany test na zwinność ST 50-22(Zx2)=28
| Nie weszło Reducio

[bylobrzydkobedzieladnie]


Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję



Ostatnio zmieniony przez Reggie Weasley dnia 19.09.21 14:33, w całości zmieniany 1 raz
Reggie Weasley
Reggie Weasley
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28/29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : 25
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f378-devon-okolice-plymouth-krecia-nora https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095

Powrót do góry Go down

Czy ktoś mógł przeżyć ten wypadek? Częściowo spalony, rozbity i podtopiony statek był grobem, niczym więcej, a odór śmierci uderzał w nozdrza podwójnie przy każdym gwałtowniejszym hauście powietrza. Po paru chwilach jednak przestał tak mocno to odczuwać, chyba że nagle gwałtownie woda się poruszała, jak wtedy kiedy poślizgnął się na desce i gwałtownie łapał równowagę. Ostrożnie stawiał kolejne kroki by jednak nie wylądować w zimnej wodzie. To oni mieli ratować, a nie być ratowanymi. Nie wiedział na co liczyli, co spodziewali się tutaj znaleźć. Nikt nie mógł przeżyć takiej katastrofy, to było wręcz niemożliwe. Przytrzymał się deski przechodzą dalej, ale zaraz gwałtownie się zatrzymał widząc gest ręki Weasley’a. Rozejrzał się wokół, ale nie słyszał niczego oprócz szumu fal rozbijających się o resztki statku. Pokręcił głową patrząc za znikającą dwójką ludzi przed nimi. Nim zdążył odpowiedzieć jego towarzysz ruszył ku tamtej dwójce. Nie odwodził go od tego, był przecież lordem, co miał mu powiedzieć: „Stój, idioto, nie wiesz co tam jest!?” Możliwe, że tak należało zrobić, ale ugryzł się w język w ostatnim momencie i został w tyle jak ta sierota.
-Taaa… – Mruknął pod nosem starając się nasłuchiwać uważnie, ale nadal nie słyszał żadnego stukania. Istniało prawdopodobieństwo, że to resztki poszycia statku uderzały o siebie dając złudną nadzieję na to, że ktoś jednak przeżył i czeka na ratunek. Zobaczył jakąś skrzynię więc uznał, że pójdzie w tamtym kierunku, ale po chwili okazało się, że były tam zgniłe resztki jedzenia, które zmieszane z innymi zapachami wręcz mdliły i powodowały odruch ucieczki z tego miejsca. Pokręcił głową i wycofał się trącając butem liny oraz kłąb czegoś co mogło być kiedyś hamakiem.
-Koszmar… – Powiedział do siebie patrząc na stan statku, a potem zerknął w stronę, w którą poszedł Weasley. Nie słyszał żadnych głosów ani wołania o pomoc, a otaczająca go cisza była wręcz przerażająca i mrożąca krew w żyłach.

|Nieudany rzut na spostrzegawczość, st.70


Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Herbert Grey
Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 15
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 7
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578

Powrót do góry Go down

Uniosła brwi na to, jak pochmurne spojrzenie Vincenta wbiło się w przestrzeń, a on sam pokręcił głową, zabrała jednak swoją dłoń. Wiedziała lepiej niż ktokolwiek, że w momencie, kiedy ktoś nie chciał okazywanego mu wsparcia, nie miała co się narzucać, martwiąc go albo wymagając od niego zbyt wiele. Uciekła więc spojrzeniem na horyzont, ku krzywiznom statku wystającego z morza, zobojętniała i skupiona na celu jak prawie nigdy. Kierowali się w miejsce częściowo znane, ale zawsze inne, we wraki, które widziała wielokrotnie, a jednak widokiem były tak samo szokującym. Stąpała ostrożnie, krok za krokiem przemierzając przed siebie, tym razem szukając jakiegokolwiek, nawet najmniejszego śladu, który mógłby dać jakąś podpowiedź, wskazówkę, albo w sumie cokolwiek, co mogłoby ich jakkolwiek naprowadzić na to, czym była ta katastrofa i co ją spowodowało.
Oderwane od wieka ciało ostrożnie ułożyła na ziemi, czując, jak dopiero teraz, dopiero w tej bliskości jej żołądek wykręcał się w protestach, pragnąc uwolnić zawartość niewielkiego i tak śniadania. Nie odwróciła jednak wzroku, ciało ostrożnie układając w okolicy i spoglądając na nie posępnie, zanim również nie skupiła się na zawartości skrzyni. Ktokolwiek płynął tym statkiem, nie miał już żadnego pożytku z zawartości kufra, a jeżeli była cenna, z pewnością o wiele bardziej potrzebujący mogli to wykorzystać. Był to praktycznie każdy podczas tej wojny, nie mogła się okłamywać, ale lepiej było mieć miej dóbr niż nie mieć ich w cale. Sięgnęła dłonią, ostrożnie wyczuwając materiały podobnie jak Vincent, wyrzuty sumienia spychając gdzieś zupełnie na bok. Nie musiał jej tłumaczyć oczywistości i niemal poczuła chęć wywrócenia oczyma, kiedy to właśnie zrobił, jednak opanowała zarówno siebie, jak i mimikę. Miał rację, lepiej było, aby już teraz wynieśli to wszystko, zwłaszcza pomniejszone, dlatego sama sięgnęła po swoją różdżkę.
- Reducio – powtórzyła za Rineheartem, nic jednak się nie wydarzyło. Zaklęła cicho pod nosem, znów celując we wszystko i powtarzając zaklęcie – to jednak ponownie się nie udało, gdy rozproszył ją fakt kroków stawianych za nią, a jej ciało obróciło się, gdy różdżka wyciągnęła się w jego kierunku. Gotowa była przysiąc, że to jakiś kolejny ciekawski poszukiwacz, gotowa była również takowego wyrzucić ze statku czym prędzej, nie potrzebując dodatkowej przeszkody w działaniu na miejscu, odetchnęła więc z ulgą, kiedy znów dojrzała znajomą rudą czuprynę. Reggie, zawsze tam, gdzie człowiek nie do końca się go spodziewał, ale i tak było miło spotkać go w tym miejscu.
- Reggie. Pomagam, jak widać. Znaczy, staram się, wychodzi jak wychodzi….Nie, to nie my dawaliśmy znać… - szybkie spojrzenie rzuciła w stronę Vincenta, ale to zdecydowanie nie byli oni. Zanim jednak zdążyła dodać coś jeszcze, obok niej przeleciała różdżka przyjaciela – złapała ją, zanim zdążyła się poturlać dalej, jednocześnie pytającym wzrokiem starając się doszukać przyczyny, zanim nie dostrzegła jego posiniałej, spuchniętej dłoni. Syknęła cicho, ostrożnie ujmując jego dłoń i marszcząc brwi. – Musisz natychmiast iść żeby jakiś uzdrowiciel ci na to spojrzał! – Miała nadzieję, że Vinczenzo będzie tym rozsądniejszym i przyzna jej rację. Ciężkie spojrzenie powędrowało w jego kierunku, by zaraz też zajrzeć do skrzyni – ale i zaklęcie Reggiego niewiele tu dało. Sama wycelowała różdżką, mając nadzieję, że ostatecznie uda im się i będą już mogli zabrać rzeczy z tej cholernej jebanej skrzyni.
- Reducio… - Tym razem wiązka zaklęcia pewnie poleciała w kierunku zawartości, a Thalia odetchnęła z ulgą, kiedy ubrania się pomniejszały, biorąc garść z nich i ostrożnie ładując do swojej torby, wiedząc, że nie mieli na co czekać ani zbytnio dywagować. Vincent powinien opuścić to miejsce szybciej niż później.

Pierwsze nieudane, drugie nieudane, trzecie udane
Thalia Wellers
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 12
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697

Powrót do góry Go down

Czuł się nieswojo; wszechobecna tragedia ograniczyła dopływ właściwych emocji, pozostawiając te najgorsze, najbardziej posępne. W głębi duszy dziękował za okazałe wsparcie, jednakże mimika zaniepokojonej twarzy, wyrażała powagę zmieszaną z gorzką obojętnością. Musiał wyciszyć wszelkie, ludzkie instynkty, uodpornić się na widok makabrycznego pobojowiska. Uścisk usytuowany na ramieniu zsunął się po materiale ciemnego płaszcza. Westchnął bezgłośnie zerkając na nią kątem oka; wpatrzoną w horyzont, w rozrzucone elementy okazałego, transportowego statku. Dla niego nie było już ratunku. Grube podeszwy zimowych butów, pozostawiały niewidoczne ślady. Szedł powolnie uważając na ciekawskie jednostki rozpierzchnięte po wszystkich końcach rozległej plaży. Wchodząc na metalowe zgliszcza, wykorzystywali większe szpary, prześlizgiwali się między deskami, odkrywali niezawalone przejścia przepuszczające do zalanych, dolnych kondygnacji. Ciężar bezwładnego, rozkładającego się ciała spoczął na ich ramionach. Skrzywił się widocznie, odwracając głowę od wypłukanych oczodołów i rozmiękniętej skóry. Odór przebijał się przez zamrożone członki wywołując pierwsze mdłości oraz wywrót żołądka. Marynarz ułożony w morskiej kałuży odpłynął na wieczną wartę. Wypuszczając powietrze z płuc, zaparł się i odrzucił ciężkie wieko drewnianej skrzyni. Mimowolnie sięgnął do jednobarwnej zawartości, wyczuwając grube i porządne materiały. Było ich zbyt wiele; nie byli w stanie wyciągnąć ich na powierzchnię wybrzeża. Za dużo obcych oczu plątało się wokół rozbitego wraku. Wyciągnął cztery płaszcze układając je na sobie. Cofnął się o kilka centymetrów, a głogowa broń zatańczyła w prawej dłoni. Głoski zaklęcia wydobyły się na chłodną powierzchnię. Przez krótki moment nic się nie stało. Zmarszczył brwi w niezadowoleniu, czyżby pomylił standardowy gest? Nie opanował, gdy praktycznie niewidoczna wiązka światła przeniknęła przez wnętrze dłoni, aż po okolice łokcia. Różdżka rozgrzała się niebezpiecznie, a przenikliwy ból rozszedł się w obrębie użytkowej kończyny. Syknął nieprzygotowany na przeszywające odczucie, wzrastająca temperatura odrzuciła różdżkę spadającą na ziemię. Usłyszał jeszcze niepokojące chrupnięcie i natychmiast złapał się za uszkodzoną dłoń, czując jak wewnętrzne tkanki kurczą się, zmieniają swój rozmiar, a może migrują? Skrzywił się i wybełkotał przez zęby: – Cholera. – ręka wykręciła się w dziwną stronę. Czuł jak pulsuje, zmienia objętość pokrywając się siną opuchlizną. Oddychał miarowo, aby uspokoić emocje, co się właściwie stało? Dlaczego kapryśna magia pokarała go takim schorzeniem? Nie był w stanie wyprostować łokcia, kręcić nadgarstkiem, chwytać przedmioty. Doznał przykurczu, paraliżu, przez który na moment zakręciło mu się w głowie. Wolną ręką oparł się o wierzch kufra próbując zaznać odrobiny ukojenia. Za dużo wrażeń jak na jeden poranek… Praktycznie nie zarejestrował przybycia nowego przybysza, którego charakterystyczne włosy mignęły w zasięgu wzroku. Sojusznik organizacji zdawał się przebywać tu w podobnym przedsięwzięciu. Wellers zdążyła schwytać jego różdżkę. Skrzyżował z nią zdezorientowane, bolesne spojrzenie i pokiwał głową przecząco; wiedział do czego będzie próbowała go nakłonić. Ujęła jego napuchniętą dłoń, a on syknął ponownie, gdyż każde ścięgno emanowało odrębnym poziomem bólu. Rzucił siłowo: – Nie wiem co się stało, magia… Nigdzie się nie wybieram Thalia, to nic takiego. Nie będę w stanie czarować, nie będę w stanie robić…praktycznie niczego. Westchnął ciężko niezadowolony z takiego obrotu sprawy. Był nieużyteczny, mógł jedynie ciągnąć się za pozostałymi nadrabiając trafnymi pomysłami. Przekręcił oczami w geście osobistego zdegustowania i ponownie skierował się w stronę żeglarki: – Włożysz mi różdżkę do kieszeni? Znajdziesz w skrzyni kawałek materiału, na którym mógłbym usztywnić rękę? Kilka płaszczy dam radę wynieść jedną ręką. – zakomunikował czekając na reakcję. Zabrał część elementów odzieży i odsunął się na bok, patrząc na kolejne akcje rzucanych czarów. Nie mieli zbyt wiele czasu. Szlachcic postanowił jego pierwszy opuścić statek, zabierając część łupów. Umówiony medyk miał pojawić się tu lada chwila. Poinformował poszukiwaczy, że na górnej kondygnacji znajduje się jeszcze jeden śmiałek, pragnący zbadać tajemniczą sprawę spalonego środka transportu. Bez wahania rozpoczęli wędrówkę ku górze. Rineheart nie mógł opędzić się od karcącego wzroku, który skutecznie ignorował. Nic mu nie jest!



My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself
Vincent Rineheart
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : 28
UROKI : 31
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049

Powrót do góry Go down

Ostrożnie sprawdzała, czy nic dookoła nie postanawia się na nich zawalić, ostatecznie spojrzenie kierując na zawartość skrzyni. Zawsze cieszyła się z tego, że miała obok siebie kogoś, kto w takich sytuacjach myślał równie sprawnie i równie sprawnie chciał wynieść się z tego miejsca tak samo jak ona. Thalia zaś sięgnęła po większe fragmenty, podając je od razu Reggiemu do wyniesienia ze statku, pomniejszone przez siebie sztuki ubrań wrzucając do swoich kieszeni. Ostatecznie swoją uwagę skierowała w stronę Vincenta, marszcząc brwi kiedy tylko dostrzegła, jak bardzo bolesne wydaje się to nieudane zaklęcie.
- Na litość, Vini, nie mów mi, że zamierzasz iść dalej w takim stanie?! – syknęła cicho, gotowa udusić go tutaj i teraz, ewentualnie rzucić do jakiejś przerębli na wszelki wypadek gdyby się opierał. Wiedziała jednak, że sama byłaby równie uparta, w tym momencie więc wykłócanie się z nim nie miałoby najmniejszego sensu, przynajmniej dopóki nie podniosłaby go za fraki i samodzielnie zniosła z pokładu wraku, a wtedy i tak by protestował i wrócił samodzielnie. Co za uparta krowa….
Nie ukrywając swojego niezadowolenia, sięgnęła po fragment szala, szerokiego na tyle, aby jednak dało się jakoś wykorzystać, a Thalia ostrożnie owinęła go wokół jego dłoni, starając się jak najlepiej aby przynajmniej nie musiał zbytnio ruszać dłonią, a ona sama mogła zaoferować swoje ramię tak, aby nie musiał łapać się elementów otoczenia. Wręczyła mu też ostatni sztuki ubrań, wybierając te, które łatwiej było nieść, resztę niosąc za sobą i zamykając skrzynię, a ona zaś złapała swojego towarzysza, marszcząc brwi lekko kiedy obydwoje podnosili się ze swojego miejsca.
- Miałeś być tym bardziej odpowiedzialnym i inteligentnym z naszego towarzystwa, Vincent… - Jęknęła cicho, kierując się wraz ze swoim towarzyszem którego teraz trzymała blisko siebie, wbijając w niego mordercze niemal spojrzenie. Zdecydowanie powinna kiedyś go utopić, a raczej przypomnieć mu kiedyś tę chwilę kiedy tylko śmiałby wymyśleć coś, co miałoby mu nie pasować.
Trzymała go blisko, aby ostrożnie chodzi po śliskiej podłodze, różdżkę wsuwając mu do kieszeni i wybierając się w stronę, gdzie odnaleźć mieli kolejnego śmiałka. Spojrzeniem ogarniała ogrom zniszczeń, nie mogąc powstrzymać w sobie wizji i wyobrażeń, które podpowiadały, że bardzo dobrze wiedziała, jak marne jest drewno i ludzkie ciało w porównaniu z żywiołem. Odwróciła spojrzenie, znów wbijając błękitne tęczówki z Vincenta, gotowa zawrócić natychmiast kiedy tylko stwierdziłby, że woli wyjść na brzeg.
Jej spojrzenie pojaśniało jednak na widok Herberta, delikatnie machając w jego stronę płaszczami, tak aby zwrócić jego uwagę.
- Hej, podobno coś tutaj znaleźliście? – Wiedziała, że mogła zacząć uprzejmiej, ale Vincent miał rację śpiesząc się z tym trochę, ludzi zwabionych katastrofą przybywało i to tylko kwestia czasu, zanim jakiś złodziej albo śmiałek postanowią wejść na statek tak jak oni. Miała jednak nadzieję, że Reggie jakoś opanował stojący na zewnątrz tłum. - Vincenta dopadło pechowo rzucone zaklęcie i teraz jest niedysponowany. - Ot co, niech Herbert również wie jaki z jej przyjaciela uparty osioł.
Thalia Wellers
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 12
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697

Powrót do góry Go down

Stał i nasłuchiwał oczekując jakiejś informacji dotyczącej tego co się dzieje. Weasley całkowicie zniknął mu z widoku słyszał jedyne krzątaninę ale żadnych słów, które dałyby mu pojęcia co się właśnie dzieje. Uznał więc, że skoro został pozostawiony sam sobie zacznie bardziej się rozglądać dookoła. Na chwilę zamarł bo zdawało mu się, że coś słyszy, ale zaraz spostrzegł, że to drewniane wiadro uderzało co jakiś czas w rozbite poszycie statku, kołysane miarowo przez morskie fale.
Przestał już czuć zapach zgnilizny zmieszanej z morska wodą oraz resztkami odchodów i brudu, ale kiedy odsunął deski i zobaczył spuchnięte ciało jego twarz wykrzywił grymas, a on sam cofnął się o krok do tyłu. Wojna i katastrofy usłane były trupami, ale woda robiła swoja i przyspieszała etapy rozkładu nawet jeżeli było zimno i teoretycznie ciała nie były wystawione na wysokie temperatury. Wodne zwierzęta jednak miały używanie, a małe rybki skubały co mogły, a to sprawiło, że Herbert znów spojrzał w kierunku gdzie zniknął jego towarzysz. Nie musiał długo na niego czekać, ponieważ po chwili rudzielec się zjawił informując, że tamta dwójka to przyjaciele, a on idzie na górę uspokoić tłum który zwiększał się z każdą chwilą. Kiedy ten wychodził ponownie chyba zdawało mu się, że coś słyszy. Uznał, że realnie powinien skupić się na tym czy coś da się odratować ale im dłużej patrzył tym coraz bardziej się przekonywał, że nic tu po nich. Wtedy też dostrzegł rzeczoną dwójkę, która szła w jego stronę.
-Nie za dużo. - Przyznał otwarcie -Parę skrzyń, zniszczone olinowanie. Wszystko zalała woda. - Potoczył wzrokiem po miejscu, w którym przebywał. Następnie jego wzrok spoczął na uszkodzonej dłoni. Halbert zapewne znałby odpowiednie zaklęcie, Herbertowi do głowy przychodziło jedno, ale nie chciał teraz podawać się za eksperta z wiedzy medycznej.
-Jak najszybciej udaj się z tym do medyka. - Zauważył, a następnie spojrzał na Thalię. -Podejrzewacie, że mógł ktoś przeżyć? Widzieliście coś?

|]Dwa razy nie udane rzuty na spostrzegawczość


Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Herbert Grey
Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 15
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 7
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578

Powrót do góry Go down

Gwałtowniejsze ruchy dłonią oraz częścią wiodącej ręki, sprawiały przeszywający i nieprzyjemny ból. Zaciskał wtedy zęby, przymykał powieki, aby przetrwać to niefortunne zdarzenie. Postąpił bezmyślnie; inkantacja wypowiedziana zbyt niedokładnie, przyczyniła się do zawadzającej niedyspozycji. Był sobą całkowicie rozczarowany, jednakże w tym momencie nie mieli czasu na tak głębokie przemyślenia. Ujął kilka płaszczy, rozkładając je na lewym ramieniu, po czym ruszył za rudowłosym szlachcicem, zadeklarowanym do opieki nad cennymi materiałami. Obce pary oczu śledziły każdy ruch; wrak transportowego statku przyciągał coraz więcej zainteresowanych. Mimochodem, dostrzegł karcące spojrzenie kobiety, na które zareagował jedynie lekko zirytowanym westchnięciem i przeczącym kręceniem głowy. Ile razy miał jeszcze powtarzać, że nic mu nie jest? Odwrócił się w jej stronę, koncentrując błękit tęczówki: – Ale w jakim stanie? – zapytał retorycznie, odrobinę głupkowato, gdyż nabyte schorzenie nie było przecież niczym poważnym. - Mam dwie nogi i rękę. Mogę chodzić, mogę się przemieszczać. Nic mi nie jest. – podkreślił rzeczowo, dobitnie, nie zatrzymując się ani na krok. Rzeczywiście, należał do osób nadmiernie upartych, lecz nie widział potrzeby porzucania istotnego zadania ograniczonego upływającymi minutami. Zatrzymał się, gdy ujęła jego ramię, sygnalizując, iż znalazła kawałek obiecanego szalika. Pozwolił, aby owinęła zranioną dłoń. Przykucnął na moment; pokaźny wzrost uniemożliwiał swobodne zawiązanie dwóch końców z tyłu szyi. – Dziękuję. – szepnął cicho, okazując niebagatelną wdzięczność. Uśmiechnął się blado. Nie protestował, gdy ofiarowała się jako oparcie pomagając przejść przez najtrudniejsze przeszkody zrujnowanego statku. Dostosował się do jej rytmu, schylając głowę, podnosząc kolana ostrożnie, wysoko, przede wszystkim odpowiednio: – I jestem. – odburknął niezadowolony marszcząc ciemne brwi. Słyszał typowy, karcący ton, zmieszany z dziwnym niezadowoleniem. Mogła złościć się do woli, w tym przypadku trzymał się swojego zdania. Westchnął głośno, nie odzywał się niepotrzebnie, aby nie prowokować niekontrolowanego wybuchu. Wytężała wszystkie swe siły, trzymając go pod ręką; dobrze wiedziała, że nie był przecież kaleką. Uniesione brwi wyrażały zdezorientowanie, lecz posłusznie, powolnie stąpał po najpewniejszych deskach. Wspinając się po schodach, przeszli w głąb drewnianego wraku, skręcając nieco w prawo. Zadziwił się na widok Herberta, stojącego między skrzyniami. Skąd dowiedział się o katastrofie? W jaki sposób znalazł się na statku? Chciał zadać asekuracyjne pytanie, upewnić się, że wszystko jest w porządku, lecz Wellers uprzedziła go, opowiadając o niefortunnym zdarzeniu. Przekręcił oczami i wyswobodził się z jej uścisku. Odsunął się na kilka centymetrów, darząc krytycznym spojrzeniem. Źrenice przesunęły się na mężczyznę, któremu zaserwował krótką, powtarzalną odpowiedzieć pełną zmęczenia oraz cedzenia każdego słowa: – Nic mi nie jest. Naprawdę nie musicie się martwić… – wyjaśnił ostatecznie, przechadzając się po niewielkim pomieszczeniu. Rozglądał się na wszystkie strony badając zawalony strop, zagracone kąty oraz naruszoną podłogę. Nie zdążył odpowiedzieć na pytanie sojusznika, gdyż coś dziwnego zwróciło jego uwagę. Podejrzliwe zwężone powieki napotkały na odstający zarys. Jedna ze skrzyń blokowała coś w rodzaju klapy, kawałka drewna oddzielającego od innego pomieszczenia. Na moment przyłożył palec do ust, dając sygnał, aby towarzysze nie wydawali żadnego dźwięku. Wydawało mu się, że słyszy specyficzny szmer, czy mógł przypominać ludzkie nawoływanie? – Czy wy też to słyszycie? – zapytał nagle, po czym przyklęknął na jedno kolano, zamaczając materiał spodni. Zdrową dłonią badał naruszoną krawędź, wodząc po niej palcem, wyczuwając coraz większą szparę: – Tu coś jest! Wygląda mi na jakąś zabarykadowaną klapę. Pomożecie mi to odsunąć? – poprosił, podnosząc się do góry i bokiem napierając na olbrzymie pudło. Czy uda im się odnaleźć coś cennego, dotrzeć do ocalałych, uwięzionych żywotów?

| Tutaj, rzut na spostrzegawczość. Poziom (II), bonus + 30.



My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself
Vincent Rineheart
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : 28
UROKI : 31
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049

Powrót do góry Go down

- Przysięgam, jeżeli tylko kiedyś spojrzysz na mnie kiedyś z dezaprobatą i powiesz „Thalia, to tragiczny pomysł, nie rób tego”, to przypomnę ci ten moment kiedy upierałeś się jak osioł, że nieeee, nic ci tutaj nie jest. – Naprawdę, co nie tak było Rineheartami, że trzeba było je wręcz ciągnąc do czegoś, bo jak się uparli to zdrowy rozsądek do nich nie trafiał? Z Jackie tak samo, za nogę mogłaby ją ciągnąć w jakieś miejsce i pewnie po drodze milion razy by usłyszała, że to bez sensu, bo przecież nie ma powodów, aby Jackie sobie odpuściła. Tak jakby to było jakąś ujmą. Wolała mimo to trzymać Vincenta – nie z powodów chęci wsadzenia jego głowy pod wodę w ramach irytacji, albo wepchnięcia go w jakąś przerębel, a raczej przez wzgląd na to, że śliski pokład sprawiał, iż w momencie wywrócenia się mężczyzna mógłby upaść na rękę, uszkadzając ją jeszcze bardziej.
- Nie masz za co dziękować, po coś tu jestem – Od noszenia rzeczy aż do pomagania swojemu przyjacielowi. Kiedy wspomniał, że jest tym rozsądniejszym, parsknęła głośno, mając ochotę kopnąć go w kostkę, niestety jednak nie miała możliwości, bo ten odsunął się z jej zasięgu. Kolejne spojrzenie, tym razem o wiele łagodniejsze, posłała już Herbertowi, wzruszając ramionami, kiedy Vincent znów zaproponował. W końcu się starała, ale co miała zrobić? Ze statku go nie wyrzuci, prawda?
Kiedy tylko Rineheart ją uciszył, zmarszczyła brwi, chcąc powiedzieć mu coś więcej, dość szybko rozumiejąc, że musiał mieć poważny powód aby to zrobić. Nie słyszała jednak nic z tego, czego on się doszukiwał, wzrok kierując tam gdzie odnaleziona została klapa. Nie do końca rozumiała, co dzieje się pod nią, że tak bardzo interesowało Viniego, ale musieli spróbować się dowiedzieć. Przykucnęła, z pomocą Greya odchylając klapę i zastygając przez chwilę w przerażeniu, nie do końca wiedząc, czy na widok samych przerażonych twarzy, czy nagłej myśli, podbudowanej odorem ciał, że spędzili tutaj całą noc, nie wiedząc, czy ktokolwiek ich odnajdzie.
- Tam są ludzie...słyszycie nas? – Zawołała nieco głośniej, wychylając się dość mocno, tak aby złapać kontakt z kimkolwiek, kto mógłby jej pomóc. Nie ruszała się zbytnio, nie chcąc się rzucać w ich kierunku, zaraz też jednak ostrożnie odchylając się. – Pomożemy wam, poczekajcie… - Spojrzała na Vincenta i Herberta, szukając u nich wsparcia ze zorganizowaniem całości. – Vini, czy widziałeś aby przybył ktoś jeszcze, kto mógłby nam pomóc? Przyda się więcej osób do tego, aby ich wyciągnąć. Mam linę, ale musimy zająć się nimi w bezpieczny sposób, aby pokład się pod nami nie zawalił.

Thalia Wellers
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 12
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697

Powrót do góry Go down

Ewidentnie ta dwójka miała co sobie wyjaśniać, a Grey nie należał do tych, którzy pchają się między wódkę a zakąskę toteż nie włączył się do rozmowy, a jedynie czekał aż mężczyzna przestanie łypać na kobietę, a ta wyrażać swoją dezaprobatę dla jego poczynań. Przestał się ruszać kiedy Vincent zarządził ciszę więc jedynie czekał aż ten wskaże miejsce, z którego dochodziły głosy. Od razu rzucił się na pomoc w otwarciu klapy, a odór spoconych, mokrych ciał uderzył w jego nozdrza ze zdwojoną siłą.
-Jesteśmy tutaj! Ratujcie! O Boże! -podniosły się głosy ze statku i ciemności. -Nie możemy oddychać!
-Spokojnie, zaraz was wyciągniemy!- Zawtórował Herbert Thalii, a następnie spojrzał na towarzyszy. -Można wykorzystać gapiów na zewnątrz. Niech przyniosą koce, coś do picia, suche ubrania, leki. Paru silniejszych ludzi może przyjść i nam pomóc z wyciąganiem rozbitków. - Zasugerował plan jaki mogliby właśnie poczynić. Vincent bez jednej ręki i tak im się tu nie przyda ale mógłby zagonić ludzi do roboty wraz z Weasleyem, który już był na zewnątrz i miał znajdować zadanie tym, którzy szukali niezdrowej sensacji. -Jak masz linę to możemy ją wykorzystać do wciągania tych ludzi.
Na pewno musieli im pomóc, a nie zostawiać ich na pastwę losu i wody, choć nie miał pojęcia gdzie rozbitków skierować, ale tym zajmą się później, na razie należało wyciągnąć, opatrzyć rannych i zadbać o ich bezpieczeństwo. Później będą się martwić tym gdzie ich zaprowadzić lub pod czyją opiekę dać. Miał jedynie nadzieję, że nie mają zbyt wielu rannych oraz chorych bo on sam wielkim medykiem nie był. Magii leczniczej używał głównie na sobie kiedy podróżował po Amazonii, mało kiedy na kimś innym, choć Starego Szczura składał już po akcji w Parszywym więc teraz jeżeli zaszłaby taka potrzeba również by leczył i pomagał jak tylko potrafił zanim przybędzie prawdziwa i fachowa pomoc medyczna. Taka, która znała się zdecydowanie lepiej na anatomii niż Grey.


Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Herbert Grey
Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 15
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 7
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578

Powrót do góry Go down

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Wybrzeże Exmoor

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach