Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Wybrzeże Exmoor
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Wybrzeże Exmoor

Wybrzeże Exmoor rozciąga się na wiele kilometrów i zachwyca różnorodnością; wielobarwne kamieniste brzegi ustępują miejsca plażom, na których piasek rozkosznie przesypuje się przez palce, gdzieniegdzie można również napotkać łąki porośnięte pachnącym wrzosem.  W Exmoor rzadko doświadcza się upałów, jednak łagodny klimat w połączeniu z morską bryzą nadaje temu miejscu jedyną w swym rodzaju atmosferę melancholii. O każdej porze roku można spotkać tu spacerowiczów z psami, ciepło ubrane dzieci budujące zamki lub pary zakochanych, wspólnie podziwiające zachód słońca nad wodą.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wybrzeże Exmoor - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


Jeszcze raz spojrzał na nią z dezaprobatą wyrażaną lekko przymrużonymi powiekami. Głowa kiwała się miarowo na każde, wyrzucane słowo, sygnalizując całkowitą, lekko pogardliwą zgodę. Nie rozumiał tych jawnych i bezpodstawnych pretensji poruszanych na forum publicznym. Nie miał zamiaru wdawać się w niepotrzebne przepychanki oraz srogie wymiany zdań. Nie mieli przecież tak wiele czasu. Odezwał się jedynie krótkim, wysilonym: – Dobrze. – poprzedzonym cichym westchnieniem. Miał podstawy, aby upierać się przy swym nieprzekraczalnym zdaniu. Wywodził się z rodziny, która za wszelką ceną broniła swoich racji, walcząc do samego końca. Nie opierał się, gdy pomagała mu przejść przez najtrudniejsze przeszkody: śliską, zawilgoconą powierzchnię zdewastowanej łajby, obwalone stropy, spróchniałe deski odstraszające rdzawymi, naostrzonymi gwoździami. Przez pewien moment był niezwykle bliski utraty pionowej równowagi, lecz twarda podpora zatrzymała go w jednym miejscu. Żołądek wykręcił się niebezpiecznie, a niesamowita ulga, rozpłynęła się po całym, przemarzniętym ciele. Gdy odezwała się po raz kolejny, zmarszczył brwi i odpowiedział machinalnie, o wiele bardziej dobitnie: – Mam, mam. – wyniósł ostatnie okrycia wierzchnie, odkładając je w bezpieczne miejsce. Zimowe słońce uniosło się ponad linią horyzontu, rozpraszając zbyt krótkie promienie. Zmarszczył czoło i zdrową dłoń przytknął w jego okolice, rozglądając się na boki; coraz większa liczba zainteresowanych mieszkańców, kręciła się wokół statku. Obawiał się, że nieostrożni tubylcy, mogą paść ofiarą niekontrolowanej i niechcianej tragedii. Zawrócił do wnętrza statku, informując towarzyszy: – Musimy się spieszyć. – rzekł twardo, po czym przeszedł do dokładnych oględzin. Nasłuchiwał, sprawdzał każdą szparę, przesuwał lżejsze przedmioty, mogące ukrywać zalążek tajemnego przejścia. Urwane, stłumione krzyki trafiały do wrażliwych bębenków słuchowych. Palec wskazujący przytknął do ust, spoglądając na zdezorientowanych partnerów. Odsunął się, gdy podeszli do wskazanego obszaru, odsuwając kilka, drewnianych skrzyń. Pomógł unieść potężne wieko, nie dowierzając w widok prezentowany na samym dnie obszernego pokładu; wycieńczone, dogorywające, żywe istoty, nabierały hausty świeżego, upragnionego powietrza. Ich zmarnowane, poranione twarze wyrażały ulgę zmieszaną z przerażaniem, przemęczeniem i utraconą nadzieją. Odór spoconych ciał, strachu, morskiej zgnilizny, uderzył z ogromną siłą. Mężczyzna rozszerzył jasne tęczówki zerkając na okrutne pobojowisko. Gdyby nie zjawili się na czas… Stał nieruchomo analizując sytuację. Dopiero kolejne krzyki oraz słowa dwójki sojuszników, wybudziły go z letargu. Potrząsnął głową i skupił się na szybkiej reakcji: – Na zewnątrz jest masa ludzi. Może udało się sprowadzić medyka… – szepnął sam do siebie, po czym bez zastanowienia, przyspieszonym, lecz ostrożnym krokiem ruszył przed siebie, wybiegając na rozmiękczony, plażowy piasek. Zdrowa ręka uniosła się do góry, a on krzyknął z całej siły: – Potrzebujemy natychmiastowej pomocy! Znaleźliśmy rannych, są pod pokładem. – ludzie unieśli zainteresowane głowy, okryte ochronnymi chustami. Zaskoczone jęki wypełniły całą przestrzeń, gdy szokująca informacja rozeszła się wokół nieproszonych gości. Twarde spojrzenia utknęły w sylwetce ciemnowłosego, który kontynuował: – Potrzebujemy kilku silnych mężczyzn, którzy pomogą nam wydostać tych ludzi. Mamy linę. – zakomunikował zachęcająco. – Wrak jest w fatalnym stanie, nie możemy czekać i narażać ich na śmierć. – niezręczna cisza zawładnęła wodnistą tonią. Fale zaszumiały niebezpiecznie, niesione siłą porywistego wiatru. Pierwsze osobistości występowały przed szereg z potężną deklaracją: – Pomogę! Ja też pomogę. – uśmiechnął się w duchu. Poczekał na wszystkich i razem z przybyłą trójką, wszedł w głąb spalonych zgliszczy, uważając na głowę. Przemieszczając się między przeszkodami zaznaczył: – Bądźcie ostrożni, statek jest nafaszerowany pułapkami. Podłoga jest śliska i zamarznięta. Z każdej strony można napotkać jakąś ostrą i niebezpieczną przeszkodę. – skręcił w lewo, aby następnie wspiąć się na górę, natrafiając na współtowarzyszy, rozkładających grubą linę. – Przyprowadziłem wsparcie. - wydyszał zmęczony, normując oddech. - Chwyćcie za linę. – poinstruował urwanym tonem, krzywiąc się z przeszywającego bólu. Sam stanął z boku nadzorując eskapadę ratunkową. Pomagał ustawić się jednemu z młodszych ochotników, którego spękane dłonie trzęsły się niebezpiecznie, nie potrafiąc utrzymać szorstkiego sznura. Okrutna tragedia pozostawiła piętno na wszystkich.



My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : 28
UROKI : 31
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049

Powrót do góry Go down

Odpuściła już sobie temat i spojrzenia, wiedząc, że w tym momencie nic nie przekona już Rinehearta do jakiejkolwiek zmiany podejścia, nawet gdyby teraz uszkodził sobie kostkę. Kolejne przepraszające spojrzenie posłane w stronę Grey’a ostatecznie zastąpiło zmartwienie i szok. Nie umiała powstrzymać tych smutnych odczuć, gdy tylko spoglądała na wymęczone twarze, gotowe w każdej chwili załamać się, kiedy dookoła nich leżały trupy. Była kiedyś w takiej sytuacji i wiedziała, że każda minuta jedynie pogłębiała ból i niechęć i ciężko było widzieć szanse na cokolwiek lepszego. Musieli podziałać jak najszybciej a jednocześnie najostrożniej, nie tylko dla siebie, ale również dla innych, którzy potrzebowali opieki medycznej i przede wszystkim, miejsca w którym mogli dość do siebie.
W tym momencie Vincent zajął się sprowadzeniem pomocy, wiedziała więc, że potrzebują teraz zająć się tym co mogą. Odwiązała linę, sprawdzając ją jeszcze ale wydawała się sucha i bez żadnych przetarć, co dawało spore szanse, że nie zawiedzie po akcji.
- Zejdę tam, pomogę im zawiązać linę do wciągania tak, aby żadne z nich nie spadło podczas przyciągania ich do góry. Mógłbyś mnie asekurować? – Zwróciła się w stronę Herberta, wręczając mu końcówkę liny, którą obecnie przywiązała sobie w pasie. Wrak był zbyt niestabilny, aby mogła próbować przywiązać to do czegoś z otoczenia. Przez chwilę zastanowiła się szybko, ostatecznie mrużąc lekko oczy. Pozwoliła, aby jej sylwetka malała, a waga zmieniała się całkowicie, do momentu, że przed Herbertem stała już dziesięcioletnia wersja Thalii. – Powinno być łatwiej mnie teraz opuścić, jak jestem lżejsza.
Wiedziała, że w pojedynkę ciężko tak dźwigać dorosłą osobę, z dzieckiem było już łatwiej. Ostrożnie zsunęła się pomiędzy ludzi, patrzących na nią to w przerażeniu, to w zdziwieniu, rzucając im łagodne spojrzenie kiedy tylko jej stopy dotknęły pokładu.
- Spokojnie, zaraz już was wyciągniemy. Póki co proszę, abyście zostali na swoich miejscach – będę was wołać pojedynczo i zajmiemy się wyciąganiem was po kolei. Zaraz wam pomożemy. – Słyszała z góry, że zmierzają w ich kierunku jeszcze trzy osoby, w takim razie już odplątując linę od siebie i zawiązując ją na kolejnej osobie. Jeden po drugim, ludzie wciągani byli wspólną pomocą wszystkich aby ostatecznie wyciągnąć wszystkich, których się dało. W międzyczasie Thalia ostrożnie przeszukiwała ciała zmarłych, wyszukując możliwe pamiątki albo listy, które można by było oddać zmarłym, ostatecznie samej przywiązując linę i pozwalając, aby wciągnęli ją na górę.
Kierując się na plażę, mogli dostrzec posiłki od lorda Abbotta o których wspomniał Reggie – tyle dobrego, że pod ich nieobecność będzie miał kto przejąć inicjatywę na plaży, ciekawskich przeganiając i zajmując się zabezpieczeniem terenu. A co najważniejsze, ochroną nad uratowanymi i pogrzebaniem zmarłych.
- Chcemy sprawdzić dalej, co skrywa wrak? Być może będziemy wiedzieć, co spowodowało katastrofę – czy był to tylko sztorm, czy coś jeszcze. – Odebrała linę, która w tej pomniejszonej postaci wydawała się dziwacznie za duża jak na nią i zaskoczyło ją, jak wielki miała problem z jej zwinięciem.

Udany rzut na metamorfomagię tutaj, ST 91, rzut 91 (51+40 bonus z genetyki)
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 12
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697

Powrót do góry Go down

Z metamorfomagami miał już do czynienia, ale nigdy wcześniej nie widział takiego zmieniania swojej wielkości, choć pomysł Thalii miał sens i znacznie ułatwiał jemu pracę. Złapał mocno linę i zaparł się nogami by spuszczać kobietę w dół ku ocalałym. Starał się to robić wolno i spokojnie aby kobieta nie spadła gwałtownie w dół robiąc sobie przy tym krzywdę. Na szczęście za chwilę do niego dołączyli ochotnicy, których zebrał Vincent więc nie musiał wciągać nikogo sam. Gdy Thalia dawała znać rzucał głośne: “Ciągnij!”, a mężczyźni metodycznie wyciągali kolejne osoby łapczywie łapiące świeże powietrze. Niektórzy mieli problem z poruszaniem się, tak byli osłabieni i wycieńczeni, na szczęście pomoc była już na plaży, którą nadzorował Reggie, więc oni mogli skupić się na wyciąganiu poszkodowanych. Nie była to łatwa praca, Herbert czuł  jak lina wżyna mu się w dłonie, jak czasami się osuwa drażniąc skórę. Każdy mięsień ramion i pleców był napięty, podobnie z nogami, co nie było łatwe kiedy stopy co jakiś czas się ślizgały na wilgotnej powierzchni. Musieli sami w pewnym momencie złapać oddech i na chwilę odpocząć, ale zaraz od nowa zabierali się do pracy. W końcu z dziury wyłoniła się głowa Thalii, a to oznaczało, że ich praca dobiegła końca. Podziękował ochotnikom, którzy wycofali się na plażę aby tam się przydać. Słyszał okrzyki, lament, płacz wszystko to co kojarzyło się z ludzką tragedią. Widząc zmagania Thalli pomógł jej z liną, a następnie wskazał część statku, do którego jeszcze nie dotarli.
-Tam możemy sprawdzić. - Zasugerował kierując kroki właśnie w tamtą stronę. Starał się nadal być uważnym i nie zahaczyć o wystające części statku. Kiedy jednak zwracał uwagę na swoją głowę i ramiona, nieopatrznie postawił nogę. Nim się zorientował coś pod nim zaskrzypiało niebezpiecznie, usłyszał pęknięcie, tak charakterystyczne dla drewna i nagle poleciał w dół. -Zaraza! - Poczuł jak połamane drewno ociera się o jego nogę i pomimo spodni rozcina skórę i zapewne sam materiał, czego teraz nie mógł ocenić bo właśnie wisiał jedną nogą, a druga nie dając rady utrzymać ciężaru wygięła się pod dziwnym kątem i zabolała paskudnie aż mężczyzna zaklął szpetnie pod nosem czując jak ból promieniuje od kostki w górę.

|Rzut na K10


Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 15
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 7
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578

Powrót do góry Go down

Sytuacja, która miała miejsce na zimowym wybrzeżu, stawała się coraz bardziej niepojęta. Wychodząc z drewnianej rozpadliny, głowa eksplodowała od natłoku skrajnych i skłębionych myśli; kto dopuścił do tak bestialskiej katastrofy? Do kogo należał wyniszczony środek transportu? Co tak naprawdę stało się z pracowitą załogą oraz wieloletnim kapitanem? Nie znali odpowiedzi na tak wiele pytań… Ocaleni świadkowie mogli okazać się trafnym połączeniem, drogowskazem, deską ratunku związaną z przyszłym, dogłębnym śledztwem. Ostrożnie wydostał się na zewnątrz, oślepiony niskimi, jaskrawymi promieniami powstającego słońca. Jasne, zmrużone tęczówki, przesunęły się po mnogich, zaciekawionych jednostkach, poszukujących cennych pozostałości łajby; zbierali większe kawałki drewna, wybierali metalowe części, idealne do sprzedania na miastowym rynku. Niesprawna ręka zawibrowała przeszywającym bólem, wystawiona na zmienne, wietrzne warunki atmosferyczne. Po raz kolejny przeklął pod nosem, rozczarowany swą nieporadnością i brakiem skupienia. Ograniczony czas nie pozwalał na moment zastanowienia. Przystąpił do działania niemalże od razu zbierając grupę mężczyzn o niebagatelnej krzepie. Gdy z wolna przekraczali rozbity próg, jeden z nich zakomunikował odważnie; szukał potwierdzenia: – Ludzie mówią, że to nie była tylko wina sztormu… – zaczął niepewnie zerkając na pozostałych, aby finalnie skupić się na profilu ciemnowłosego, którego brwi zmarszczyły się groźnie. Badał jego reakcję. Patrzył przed siebie unikając ostrych i niespodziewanych przeszkód. Ochotnik nie odpuszczał: – Ludzie mówili, że widziano snop ognia na środku porywistej, spienionej wody. Iskry szły podobno, aż do nieba! – mówił cicho, konspiracyjnie, jakby obawiał się zamontowanego podsłuchu. Zakonnik odetchnął niespokojnie próbując pozbierać wszystko w jedną, zgrabną całość. Zielarz, coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, iż muszą przyjrzeć się ów sprawie. – Dziękuję. – szepnął nagle, spoglądając na gadatliwego jegomościa. Ten zdziwił się nieznacznie i skinął głową w geście porozumienia. Gdy dotarli na miejsce, pozostali sojusznicy, szybko zorganizowali sprawny tryb ewakuacji. Udało im się wydostać poszkodowanych. Każdy z nich, opierał się na silnym ramieniu, wyprowadzany na zewnątrz. Kiedy pojawili się na skraju łajby, wszystkie głowy podniosły się gwałtownie, wydając dźwięk gromkiego zadziwienia. Wzruszone kobiety wznieciły ujadający szloch, nawołując o prawdziwy cud. Wsparcie zorganizowane przez Lordów właściwego sojuszu, było już na miejscu. Przejęli inicjatywę, zajmując się zgromadzonymi mieszkańcami, uprzątnięciem ciał, bezpiecznym przetransportowaniu rannych. Gdy jeden z nich nachylił się nad Rineheartem, ten odprawił go gestem dłoni, dając do zrozumienia, iż jego przypadek nie był w tej chwili istotny. Odetchnął przeciągle, z niesamowitą ulgą; zrobili co mogli. Stojąc w ciasnym kółku, spojrzał na towarzyszy i jeszcze przed wypowiedzią Wellers rzekł: – Katastrofa statku nie mogła być winą samego sztormu. Mężczyźni, którzy nam pomagali, nie utrzymali plotek, twierdząc, iż na wodzie widziano snopy ognia oraz podniebne iskry. – wyjawił przenosząc wzrok. – Morze nie jest nam obce, przede wszystkim tobie Thalia… Musimy to zbadać, kiedy uratowani dojdą do siebie. – zaznaczył pewnie, chcąc przypilnować ów działania. Zgodził się, aby jeszcze na chwilę wrócić na statek. Skierował się w stronę zaproponowaną przez Herberta, przewodzącego eskapadą. Nauczył się ostrożnie stawiać każdy krok, jednakże to podróżnik padł ofiarą uszkodzonych desek. Jedna z nich załamała się pod jego ciężarem, zapadając w dół. Oczy mężczyzny otworzyły się szeroko; nie zdążył zareagować, wyciągnąć dłoni. Krzyknął jedynie: – Na Merlina, nic ci nie jest? – wypadek wyglądał niebezpiecznie. Krew sączyła się z okolic kostki wykręconej w niebezpieczną stronę. Wraz z towarzyszką, próbowali uratować poszkodowanego. Zakonnik nie był w stanie wykonać zbyt wielu ruchów, dlatego ponownie udał się po pomoc. Pomocnicy Lordów, znaleźli się w środku statku, uwalniając podróżnika i wyprowadzając wszystkich na powierzchnię: – Proszę oddalić się od wraku, jest coraz bardziej niebezpieczny. Zajmiemy się nim. Proszę udać się z tym do medyka, jest tam, po prawej stronie wybrzeża. – rzeczowy głos pracownika szlachetnej rodziny, przecięła wietrzną atmosferę. Ciemnowłosy wymienił spojrzenia z pozostałymi i rzucił: – Zajmiemy się kolegą, proszę się nie fatygować. – uspokoił i biorąc Herberta pod zdrowe ramię, wraz z dziewczęcym żeglarzem odeszli kilka metrów dalej, organizując prowizoryczne kółko: – Herbert, dasz sobie radę? Wiem, że znasz się na magii leczniczej; możemy odprowadzić cię do medyka jeśli będzie taka potrzeba. Co do dalszych działań: spotkajmy się za tydzień, w lecznicy, w której będą przetrzymywać rannych. Kiedy wydobrzeją, spróbujemy z nimi porozmawiać, ustalić jakieś informacje w sprawie katastrofy. Skonfrontować się z ich wersją wydarzeń i zaplanować działania. – westchnął ciężko zaniepokojony ilością działań. – Uważajcie na siebie. – poprosił. Zwrócił się do kobiety: - Thalia, dopilnuj proszę wraz z Weasleyem, aby uratowana odzież, dotarła do Oazy. Tam, odpowiednie osoby zajmą się wydzielaniem ich najbardziej potrzebującym. - poprosił. - A ja naprawię swoją rękę. – rzucił humorystycznie na sam koniec. Pożegnał się z pozostałymi pełen obaw i niepokoju. Powolnym krokiem ruszył wąskim wybrzeżem, kierując się do małego, drewnianego domku po środku wrzosowiska. Jego ulubiona osoba na całym, ziemskim padole, miała być jego słodkim ratunkiem.

| zt x3



My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : 28
UROKI : 31
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049

Powrót do góry Go down

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Wybrzeże Exmoor

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach