Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Chata starej pustelniczki
AutorWiadomość
Chata starej pustelniczki [odnośnik]20.09.20 17:32
First topic message reminder :

Chata starej pustelniczki

Boczna uliczka odchodząca od głównej ulicy w Dolinie Godryka  zdaje się prowadzić donikąd. Gasną błyski latarni, pod stopami nie widać już kamieni, jedynie piasek i suche patyki. Spomiędzy starych drzew wyłania się chata. Wiekowy, ciasny budynek mocno wrastający w ziemię. Jest szary i wydaje się kruszyć pod palcami tego, kto ośmieli się go dotknąć. Zatrzaśnięte mocno drzwi sprawiają wrażenie nieotwieranych od stu lat, a wyrastające wokoło domu krzaki ranią ciekawskie paluchy. Mówi się, że mieszka tam podła wiedźma. Dzieci boją się spojrzeć w popękane, szare okna, wyobrażając sobie wstrętny nos staruchy i pająki wypełzające spod poszarpanej szaty. Powiadają, że pustelnica winna jest największym nieszczęściom w Dolinie Godryka, że zna legendy mostu, że wie, co czai się katakumbach, a jej spojrzenie petrifkuje największego śmiałka. Niewielu ma odwagę, by zbliżyć się do chaty i zbadać tę tajemnicę. Nieliczni pamiętają, że wiele lat temu w tym miejscu mieszkała młodość i radość, a pod rdzą na bujającej się na wietrze tabliczce kryją się jakieś litery i symbol baśniowego wrzeciona.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Chata starej pustelniczki - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Chata starej pustelniczki [odnośnik]01.08.22 14:26
Maj przynosi upragnione ciepło, za którym tęskni od początku jesieni, choć zwykle powtarza, że każda pora roku jest dobra - na szybowanie w przestworzach, przemykanie między koronami drzew, spacer po leśnych ostępach, a przede wszystkim dobrą zabawę! Z tego ostatniego najtrudniej mu zrezygnować w trudnych, wojennych chwilach, nie potrafiąc przejść do dramatycznej skrajności, do malującego się na twarzy smutku i poważnego tonu, którego zewsząd się od niego wymaga. Tragedię trzyma w sobie, tłamsi dogłębnie, nie chcąc by ktokolwiek w jego towarzystwie smucił się i przygasał. Od dłuższego już czasu boryka się ze strachem, ale przede wszystkim złością i zawodem. To dlatego dołącza do oddziału łączności, to dlatego chce brać sprawy we własne ręce - by przerwać bezczynność, by wreszcie przestać się bać.
Nawet nie orientuje się w którym momencie Dolina Godryka staje się jego drugim domem. Spędza tu wiele czasu, zawiązuje nowe przyjaźnie, utrwala stare, a także z zachwytem odkrywa okoliczne tereny, nie mogąc się nadziwić temu całemu bogactwu. Nie uważa się za wielkiego znawcę czy wielbiciela natury, a mimo to widzi coś niezwykłego w szemrzącym strumieniu czy gęstwinie drzew. To one najczęściej pozują mu przy ćwiczeniach, mało wprawnym wciąż ruchem próbuje uwiecznić ich piękno, a jakie nigdy ma nie wyjść poza karty notatnika. Dziś ląduje przy skraju lasu, gdzie blisko do zielonej polany i do jeziora, które dostrzega z wysokości, a które kusi go błyszczącą taflą, zachęca do przecięcia powierzchni, zwłaszcza teraz, kiedy unoszące się wysoko słońce przygrzewa mocniej, w prawdziwie majowym guście.
Opiera miotłę o pobliskie drzewo, tuż obok rzuca torbę wypełnioną najpotrzebniejszymi przedmiotami - od koszulki na zmianę, przez szczoteczkę do zębów, po ołówek i notatnik, którego strony stale uzupełnia o kolejne szkice. Sięga wzrokiem tafli wody, spodziewając się że jest lodowata, jednak nie powstrzymuje go to przed podjęciem ryzyka i spróbowaniem. Rozpina zamek skórzanej, lotniczej kurtki, która choć nosi na sobie wyraźne znaki używalności, tak wciąż świetnie pełni swoją funkcję. Rzuca ją na torbę i chwyta za brzeg białego, nieco startego już t-shirtu, wysuwa jedną rękę i…
Wtem słyszy wołanie. Zastyga nagle z wpół zdjętą koszulką. Wyściubia głowę, by odsłonić uszy, nasłuchuje kroków i kolejnych głosów. Matko, czy znowu coś mi się wydaje?, przemyka mu przez myśl, gdy osiąga nieodparte wrażenie deja vous. Nie dalej jak przed kilkoma dniami napotyka w głuchej puszczy postać, czy i tym razem ktoś kręci się w okolicy, a może wreszcie ma omamy i tylko wydaje mu się, że nie jest sam?
- Eem… że ja? - mruczy do siebie zdziwiony i mocuje się z t-shirtem, by założyć go z powrotem. Nie wie skąd dochodzi głos; drepcząc w miejscu i z twarzą przysłoniętą materiałem prędko wpada w panikę, plączą mu się ręce. Pluje sobie w brodę, że nie sprawdził i nie zabezpieczył terenu przed zakosztowaniem jeziora.
Ale czy Dolina Godryka nie jest zamieszkana przez samych sojuszników, czy nie powinien czuć się tu bezpiecznie? Nigdzie nie jest bezpiecznie!, dźwięczą mu w głowie powtarzane przez wielu słowa. Zawsze przedrzeźnia je prześmiewczo, bagatelizując i ignorując, teraz unika drażniącego szeptu, który gdzieś z tyłu powtarza - a nie mówiłem?
Znów słyszy ten głos, śpiewny i delikatny, mąci mu w głowie, potęgując napięcie. Zna go skądś i kojarzy, lecz nie na tyle, by rozpoznać w pierwszej chwili - czy to wyobraźnia płata mu figle, a może to leśny duch, albo ta pustelniczka z pobliskiej chaty?!
Wreszcie wciska koszulkę z powrotem i z łomoczącym w sercu piersi orientuje się, że postać jest tuż obok. Nieopatrznie robi krok w tył, odwraca się i…
- C-Celina? - duka od razu z wytrzeszczonymi oczami, a policzki oblewają się mocnym rumieńcem, kiedy zupełnym przypadkiem wpada na jasnowłosą. - Przepraszam, bardzo przepraszam! Nic ci nie jest?! - Na widok Lovegood tętno wcale nie zwalnia, a gna innym rytmem, napędzane paniką, jak i radością. Unosi ręce, kładąc je na ramionach dziewczyny, chcąc upewnić się, że swoją wybitną dziś niezgrabnością nie zrobił jej krzywdy, by zaraz zabrać je i przykleić do ciała - znów zawstydzony gorączkowością.
Ian Smith
Zawód : stolarz, lotnik w oddziale łączności "Sowa"
Wiek : 18
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10 +2
UROKI : 4 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 2 +1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18
SPRAWNOŚĆ : 16
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t11168-ian-smith#343705 https://www.morsmordre.net/t11207-oisin#344724 https://www.morsmordre.net/t11210-ian-smith#344728 https://www.morsmordre.net/f422-irlandia-cork-maryborough-woods https://www.morsmordre.net/t11208-skrytka-bankowa-nr-2441#344725 https://www.morsmordre.net/t11209-ian-smith#344726
Re: Chata starej pustelniczki [odnośnik]01.08.22 14:26
The member 'Ian Smith' has done the following action : Rzut kością


'Zdarzenia' :
Chata starej pustelniczki - Page 4 DkueKwD
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Chata starej pustelniczki - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Chata starej pustelniczki [odnośnik]01.08.22 20:03
Od zawsze uwielbiała tańczyć z duchami, podatna na romantyzm zaklęty w ich wiecznie trwającej śmierci, w zamrożeniu między dwoma światami; w Beauxbatons ryzykowała szlabanami, byle tylko wziąć udział w wieczerzy nieumarłych i zatańczyć ku ich uciesze. Los chciał, że rozkochane w kulturze oczy często goręcej doceniały baletniczy talent dziewczęcia niż wiele rówieśniczek patrzących na nią z ukosa, spychających Celine w ramiona innych towarzyszek, tych niematerialnych, będących ponad zazdrość wyłapywaną z cząsteczek okalającej ją aury.
Kochała je, tamte dusze z francuskiego zamku, kochała całą sobą.
I dlatego tak bardzo zapragnęła spotkać ducha Doliny.
Dlatego wmawiała sobie, że enigmatyczne odgłosy szamotaniny i skonsternowanych stęknięć cudzego zagubienia w ubraniu były śpiewem roślin kłaniających się przed kopytami lub łapami, dziwnym trelem ptaków porozumiewających się ze stworzeniem w swoim własnym języku; że były czymś niepodchodzącym z ludzkiego padołu. To byłoby piękne, natrafić na czysty, niezmącony wojenną toksyną byt - a potem przypominała sobie, że owa istota z pewnością nie chciałaby mieć z nią do czynienia i entuzjazm słabł, nadgryzany zębem pełnego goryczy rozczarowania, za które winić mogła tylko i wyłącznie siebie samą. Nieważne, co mówiła Yvette, co mówił Hector, co mówił ktokolwiek, jej sumienie sczerniało przez nierozrzedzone winy. Teraz jednak usiłowała o tym nie myśleć, skupiona na ekscytacji i oczekiwaniu, bo dźwięki uzmysławiały, że duch nie uciekł, a był skłonny się z nią przywitać, wykorzystał jedną ze swoich mocy, by zaalarmować o bliskości, więc gdy na nowo otworzyła oczy...
Z dezorientacją odkryła przed sobą bardzo cielesnego Iana. W pomiętej bluzce, cienkiej i letniej, z twarzą zastygłą w zdumieniu, z oczyma szeroko otwartymi, przypominającymi kafle (kufle? nie była pewna) quidditcha. Nawet barwę miały podobną, jak opalająca się w słońcu skóra potraktowana ciepłym pigmentem. Ciepłe były również jego dłonie - choć wcale nie zachwiała się przy niespodziewanym zderzeniu, zręcznie balansując na stopach, młodzieniec już podtrzymywał ją przed potencjalnym upadkiem, a jednocześnie pokazał, że naprawdę tu jest. Że to on. Z krwi i kości, wydarty ze szponów niby utraconej historii. Półwila zamrugała, jeszcze przez chwilę zbyt oszołomiona jego widokiem, by odpowiednio zareagować, a gdy już to zrobiła, zareagowała prawdopodobnie nieodpowiednio; jedna z rąk uniosła się ku górze i palce musnęły jego twarz. Uważała, by nie drasnąć paznokciem miękkiego policzka; może i nie zrobiłaby mu w ten sposób krzywdy, ale lepiej dmuchać na zimne. A ona od zawsze była uważna, łagodna.
- Ian... - jego imię zabrzmiało egzotycznie, jakby wypowiadała je po raz pierwszy w życiu, z kolei oczy zabłysły radością, gdy tylko Celine odepchnęła od siebie lęk przed tym, że mógł być po prostu bardzo kolorowym duchem. Iluzją. Nie, on istnieje, ma w sobie stabilną formę, budowało go ciało, które od czasu ich ostatniego spotkania zdawało się zmężnieć. Niegdyś był ulepiony z gliny, ale dzisiaj wyglądał na wykutego z kamienia. - Ian Smith! - tym razem dotknęła jego drugiego policzka, pozwoliwszy ustom ułożyć się w uśmiechu; chyba tylko odrętwienie (czy może strach przed odpowiedzią?) sprawiło, że nie spytała od razu, czy w jego życiu nie stało się coś złego. Irlandia leżała daleko, zbyt daleko.
- Skąd się tu wziąłeś? Też szedłeś z zamkniętymi oczami? Myślałam, że jesteś... Och, nieważne - rumieniec zażenowania musnął bledziutką twarz, wreszcie odsunęła od niego dłonie, obie z nich układając na butelce, którą przycisnęła do piersi, uśmiechnięta jaśniej, pełniej. Kiedy zachwycała się powrotem do Doliny (który przerażał ją chyba tak bardzo, jak radował), Celine nie spodziewała się, że miasteczko okaże się dla niej tak gościnne. Że odda jeszcze jednego znajomego. Przyjaciela? - Nic mi się nie stało, nic a nic, a tobie? Chyba nie uderzyliśmy się zbyt mocno - ale jej serce niemal zabolało, gdy buchnęła w nią beztroska wspomnień tamtego irlandzkiego popołudnia, widok chłopca spadającego z miotły, jego zakłopotanego uśmiechu; wtedy żadne z nich nie myślało o wojnie, dzisiaj nie myśleć o niej po prostu się nie dało, choć półwila unikała tej konfrontacji, zamknięta w bezpieczniejszym, miniaturowym świecie. Co w tym czasie spotkało Iana? Ile złego, ile dobrego? Czym się zajmował? Dalej tworzył sztukę z drewna, sztukę użytkową? W jak dalekie niebiosa zdołał się wzbić? Zerknęła przez jego ramię na rzeczy pozostawione na trawie, miotłę opartą o drzewo; a więc nieustannie nosił w sobie miłość do latania. - Przeszkadzam ci? - zapytała niepewnie, miękkim ruchem głowy wskazawszy na jego własności.


she turned her face up

to the starlit sky

Celine Lovegood
Zawód : Baletnica
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
wszystko to co mam
to ta nadzieja,
że życie mnie poskleja.
OPCM : 5 +3
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 4 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Chata starej pustelniczki
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach