Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Forsythia Crabbe
AutorWiadomość
Wsiąkiewka

Żywotność
Wartość żywotności postaci: 210
żywotnośćzabronionekarawartość
81-90%brak-5170 - 189
71-80%brak-10149 - 169
61-70%brak-15128 - 148
51-60%potężne ciosy w walce wręcz-20107 - 127
41-50%silne ciosy w walce wręcz-3086 - 106
31-40%kontratak, blokowanie ciosów w walce wręcz-4065 - 85
21-30%uniki, legilimencja, zaklęcia z ST > 90-5044 - 64
≤ 20%teleportacja (nawet po ustaniu zagrożenia), oklumencja, metamorfomagia, animagia, odskoki w walce wręcz-60≤ 43
10 PŻPostać odczuwa skrajne wycieńczenie i musi natychmiast otrzymać pomoc uzdrowiciela, inaczej wkrótce będzie nieprzytomna (3 tury).-701 - 10
0Utrata przytomności

Ekwipunek


Cuda i cudeńka, pamiątki i bibeloty
Różdżka
Forsythia wciąż posiada swoją pierwszą różdżkę, którą kupili jej rodzice gdy wybierała się do Hogwartu. Dość sztywna, dwunastocalowa, ozdobiona licznymi, spiralnymi ornamentami. Wiśniowa o charakterystycznym zabarwieniu dla tego drewna. Rdzeń stanowi łuska smoka, a konkretnie opalookiego antypodzkiego.


Rumianek - Demimoz
Znaleziony przez Forsythię podczas jednej z interwencji Ministerstwa w portowym magazynie. Młody i osłabiony, został wzięty pod opiekę przez pannę Crabbe. Zabrała go do magiweterynarza, zajęła się jego dietą i pielęgnacją, a także - rzecz jasna - tresurą. Rumianek ma dosyć łagodny charakter, podatny na naukę, choć bywa strachliwy, dlatego stara trzymać się jak najbliżej swojej pani. Często nosi kobaltową chustę lub torebkę, aby łatwiej było go znaleźć, gdy postanowi zniknąć.


Pyłek stworzony przez zaklęcie  fae feli
Pewnego lipcowego wieczora panna Crabbe została odurzona przedziwną substancją, która spowodowała, że przez wiele, wiele godziny uważała się za Księżniczkę. Oprócz poszukiwania swojego jednorożca, prosiła obcych jej ludzi o rzucenie na nią zaklęcia fae Feli. Jedną z tych osób była Wren Chang, która również występowała wówczas w roli Rycerza na Białym Koniu, ratując Forsythię przed gwałtem. Panna Crabbe chcąc podziękować kobiecie za jej bohaterski czyn (a przede wszystkim za opiekę tego wieczora), napisała do niej list z zaproszeniem. W odpowiedzi dostała również list, a także woreczek ze srebrzystym pyłem wyczarowanym przez zaklęcie.


Cztery wygrane galeony
Aquila oraz Forsythia będąc w szkole, często grywały po kryjomu w kościanego pokera. Jednej pamiętnej rozgrywki panna Crabbe wygrała dwa galeony, które trzymała przez lata jako pamiątkę. Niedawno jednak dziewczęta umówiły się na ponowną rozgrywkę, a na szali została pozostawiona bezcenna pamiątka. Wszystko wskazywało, że Forsythia tym razem przegra z Aquilą, lecz w ostatnim rzucie kostki pokazały karocę, którą dziewczyna dojechała do zwycięstwa, wygrywając kolejne dwa galeony, które ukryła w puzderku pamięci.


Zapiski z ksiąg od Lady Burke
Primrose postanowiła spełnić prośbę Forsythii i przeczesała swoją rodzinną bibliotekę w poszukiwaniu ksiąg traktujących o oklumencji oraz innych technikach zamykania umysłu przed nieproszonymi gośćmi - zaklęciami. Po spotkaniu kobiet w domku na drzewie, lady Burke pozwoliła pannie Crabbe zatrzymać księgi na pewien czas, dzięki czemu młoda czarownica mogła wziąć je do domu, aby zacząć studiować je w spokoju - tam przepisała interesujące ją fragmenty, które mogły jej pomóc w rozwijaniu magii.


Opowiadania związane z pracą


Pojedyncze posty


Inne


SPIS TREŚCI


[bylobrzydkobedzieladnie]


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak



Ostatnio zmieniony przez Forsythia Crabbe dnia 01.09.21 2:29, w całości zmieniany 116 razy
Forsythia Crabbe
Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : 15
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969

Powrót do góry Go down

MyślodsiewniaMARY SENNE
Lizzie Dearborn | CUKIERKOWY ŚWIAT LIZZIE

Z A K O Ń C Z O N E
"Zapach jabłkowej tarty i kompotu z rabarbaru roznosił się po pałacowych korytarzach, wypełnionych kwiecistymi wiązankami krzewów różanych, a strażnicy już dawno odstąpili od gardy drzwi Królowej Świata, aby spożyć szarlotkę zapakowaną przez ich żony na drugie śniadanie. Wtem stukot srebrnych kopyt rozległ się echem, przeskakując między jasnymi ścianami. Zaraz za nim rytmicznie odbijał się dźwięk obcasów, których właścicielką była prawa ręka Królowej Świata. Strażnicy leniwie zerknęli w kierunku zbliżającej się pary i natychmiast podnieśli się do pionu, zdając sobie sprawę, kto do nich podąża. Ich zbroje błyszczały, stworzone z najznamienitszych kryształków i szkiełek, służące w pełni do ozdoby, a nie walki. Wszak w tym świecie nie było wojen, był pokój, w każdym zakamarku i zakątku, emanujący dobrobytem i pogodą ducha. Broni nie mieli, a ich mocą była miłość i dobro, to nimi mieli walczyć z nieproszonymi gośćmi. Ale czy tacy goście istnieli? Nie w tym świecie."

Anthony Macmillan | KOSZMAR MACMILLANA
"Bezdech, wstrzymanie akcji serca, skurcze mięśni. Jednak wtedy w końcu mógł otworzyć oczy, bo lichy blask z majaczących w oddali londyńskich mostów w końcu dotarł, nareszcie przemierzył bezgraniczne astralne odległości. Zaraz za tymże światłem, niesiony był krzyk cierpiących mugoli, potem iskry zaklęć i ich krwisto-miedziany zapach dopłynęły do nozdrzy czarodzieja, by w końcu bose stopy mogły poczuć chłodną posokę, spływającą z Tamizy. Mugolskie piekło z wybrakowaną nadzieją na lepsze jutro – fale gorąca buchały i rozrywały warstwy mięśni szlachcica, gdy krew niewinnych, obywała jego stopy. Czemu tak niewiele zrobił? Dlaczego ich nie obronił? "

DAWNIEJ
grudzień 1946 | Johnatan Bojczuk | HOGSMEADE

Z A K O Ń C Z O N E
"- Johny! – odmachała prędko wypadając z drzwi wraz z jedną Krukonką, przez którą to się spóźniła, a przecież panna Crabbe była zwykle chorobliwie punktualna! Nawet nie spostrzegła śnieżki, zbyt zaaferowana samym widokiem przyjaciela. Zbiegła po schodach, niemal się wywracając, potem zahamowała na jakimś rosłym Puchonie, ze śmiechem prosząc go o wybaczenie, niemal kurtuazyjne dygając, tak jak uczyła ją mamusia. W końcu jednak dotarła do jej ulubionego Gryfona, choć to raczej on dotarł do niej. Przywitała go ciepłym uściskiem, zarzucając ramiona niezobowiązująco na jego szyję i tuląc go ciepło, jakby te kilka godzin, przez które się nie widzieli, było całą wiecznością. "
 

październik 1948 | Aquila Black | Błonia Hogwartu

Z A K O Ń C Z O N E
"Nie narzekała na pomaganie innym, niezależnie kim byli i jak zaleźli jej za skórę, tak gdy widziała kogoś wyraźnie potrzebującego pomocy to nie wahała się ze swoim działaniem. Natomiast pomoc kuzynce stanowiła przyjemne zajęcie, szczególnie, że cała sytuacja sięgała ulubionego przedmiotu piętnastolatki. Poza tym była fanką profesora Kettleburna, więc chętnie zaanonsowała mu, że pomoże uczniom, których mogłoby przerosnąć zadanie złapania ryby. Czasem zastanawiała się, że być może jej chęci były zbyt nachalne, ale z drugiej strony nigdy nie odczuła niechęci od profesora. Niestety jej kuzynka miała nieco inne podejście do tak wspaniałego przedmiotu, jakim była opieka nad magicznymi stworzeniami."
 

listopad 1948 | Johnatan Bojczuk | HOGWART

Z A K O Ń C Z O N E
"Przez to wszystko panna Crabbe nie wiedziała od czego zacząć, chciała po prostu zniknąć jak sen, rozpłynąć się i nie wracać, pozwolić aby o niej zapomniano. Bez bólu i bez cierpienia. Ślepota jej miłosnego uniesienia i przyjaźni, trąciła teraz wonią jakiej się obawiała. Nie dlatego, że jej się nie podobała – bała się ją stracić. Wiedziała, że kłujące ostrza rozpaczy, będą ranić ją za każdym razem gdy choć część tych pięknych wspomnień z minionych lat przegalopuje przez jej głowę. Może wystarczyło rzucić obliviate? A jeśli będzie chciała wrócić, chociażby ulotną myślą? Skrzywiła się, czując jak ciśnienie rozsadzało jej głowę. Zawsze trzeba było podjąć ten cholerny wybór, tak trudny i niemiły dla serca."
 

maj 1953 | Micheal Tonks | Londyn

"Spocone ciała pachniały wonią początku lata, gdy majowe powietrze zamiatało parkiet zarysowany przez dziewczęce obcasy. Melodia wypływająca spod ferworu twórczego artystów scenicznych, zagłuszała niemal oddechy, łapczywie wgryzające się w powietrze, którego od parującego gorąca znikało szybciej, prędkie spojrzenia mijających się tańczących par. Dłonie muskały się wzajemnie, a twarze emanowały radością wraz z kolejnym udanym piruetem."

31 marca - 1 kwietnia 1956 | Johnatan Bojczuk | OKRĘT

Z A K O Ń C Z O N E
"Nigdy nie przeszkadzało jej bujanie statku, zdaje się, że miała we krwi trzymanie się morskiego rytmu, uderzania o fale, toteż poczuła się jak w domu, gdy postawiła swe stopy na drewnianych deskach okrętu. Morska bryza dodawała jej animuszu i smakowała przedziwnym poczuciem wolności, jakby mogła dosłownie wszystko, a londyńskie życie, konwenanse i ojcowskie czujne oko nie mogło jej dosięgnąć. I tak jak w pierwszą stronę mogła rozkoszować się błogą ciszą oceanu, przerywaną mewim śpiewem, tak w drodze powrotnej była zmuszona do znoszenia obecności kogoś, kogo szczerze nie chciała widzieć. Na szczęście nikt nie nakazywał jej uprzejmości względem dawnego obiektu pożądania, więc mogła z wyższością, spoglądać jak raz za razem przyszło mu wykonywanie podlejszych obowiązków, a ona w tym czasie mogła leniwie oddawać się lekturze. Nie było uprzejmości. Za to były kłótnie i sprzeczki. Nie hamowała też względem niego swojego języka, nie siliła się na dobre wychowanie, szczególnie gdy byli sami."
 

Nowy Rok 1956/57 | Asbjorn Ingisson | LONDYN

Z A K O Ń C Z O N E
"Zatoczyła się na moście, wpadając na kogoś, lecz zakryła twarz dłońmi i przemknęła dalej, ciągle płacząc i powstrzymując krzyk, jaki chciał uciec z jej gardła. Palił ją przełyk, a kaszel próbował odeprzeć igły mrozu, niestety niewiele to dawało. Jedynie zapach, tak podobny do tego, za którym tęskniła, powstrzymał ją o krok. Lecz nie utrzymał na długo. Załkała i pomknęła dalej, aż znalazła się na środku i niewiele myśląc, przechyliła się przez barierkę, zerkając w piętrzące się pod mostem fale. Suknia plątała się pod jej nogami, gdy niedbale, wręcz pokracznie przekładała nogi, próbując znaleźć się po otwartej stronie. Materiał furkotał na wietrze, niemal porywając zbyt lekko związaną pelerynę. Chłód metalu wpijał się w jej dłonie, zachęcając do poddania się chwili. Wystarczyło puścić, aby to wszystko się skończyło…"

13 lutego 1957 | Frances Burroughs | SZPITAL ŚW. MUNGA

Z A K O Ń C Z O N E
"Kilka godzin później skierowała swoje kroki do szpitala św. Munga, licząc, że być może ktoś będzie mógł zaradzić cokolwiek na jej dolegliwości lub wpisać jakiś eliksir, który postawi ją do pionu. Stała pod budynkiem przez dobre kilkanaście minut wahając się czy powinna w ogóle sięgać po jakąkolwiek pomoc. W pracy zwrócono jej wielokrotnie uwagę, że zaczęła wyglądać niezdrowo, a przełożony pytał, czy przypadkiem kobieta nie potrzebuje dłuższej przerwy."  




[bylobrzydkobedzieladnie]


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak



Ostatnio zmieniony przez Forsythia Crabbe dnia 19.07.21 21:34, w całości zmieniany 32 razy
Forsythia Crabbe
Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : 15
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969

Powrót do góry Go down

lipiec-wrzesień 1957LIPIEC
01.07 | Rigel Black | Ministerstwo Magii

Z A K O Ń C Z O N E
"Przeciągnęła jego imię, podchodząc bardzo blisko, może aż za blisko i kładąc leniwie dłoń na jego ramieniu, potem przesuwając po barkach i w ten sposób, prawie że uwieszając się na kuzynie. – Wyglądasz jakby cię dementor dopadł, co się stało? – zapytała troskliwie, przyglądając się uważnie jego skupionej twarzy. Podejrzewała, o co mogło chodzić, departament tajemnic był… specyficzny, a tamtejsi stażyści mieli znacznie więcej na głowie, wiedząc tyle co nic, bo wszystko skrzętnie przed nimi ukrywano. Uczyli się na oślep – wyobrażała sobie tę frustrację, zresztą ojciec sam kiedyś jej wspominał, że powinna rozważyć zmianę kariery na taki szlak. Jednak do tego potrzeba byłoby porzucić zbyt wiele zainteresowań, jakie dawały jej najprawdziwszą satysfakcję. Rozejrzała się wokół, a potem zerknęła w dół na ministerialne mrowisko i westchnęła ciężko. – Pomóc ci?"

08.07 | Wendelina Selwyn | Ministerstwo Magii

Z A K O Ń C Z O N E
ROZLICZONE
"Westchnęła, przekładając teczkę z dokumentami i odprawiła petenta, który tak usilnie próbował się ubiegać o zezwolenie na hodowlę. Było jej okrutnie przykro, gdy powodem, dla którego musiała odmówić był brak dokumentu b45 z zarządzenia 91/100, które prawiło o tym, że każdy czarodziej półkrwi, musiał ubiegać się o dodatkowe zaświadczenia uprawniające go do opieki nad magicznymi stworzeniami. Nawet na takim polu nierówność między czarodziejami o różnym statusie krwi, musiała niszczyć jej rzeczywistość. Uprzątnęła biurko i wyszła do poczekalni na upragnioną przerwę, a gdy z niej wróciła… czekało już kilka kolejnych osób, które najwyraźniej miały jej wiele do powiedzenia. Zerknęła na statuę, która zarządzała kolejno petentami, lecz w spojrzeniu jednej z osób, dostrzegła to, że nie będzie jej dane dziś obsłużyć kolejki w wyznaczonej kolejności. Szczęściem było, że nie pełniła dyżuru sama, toteż jej kolega mógł przejąć część czarodziejów i odciążyć Forsythię. Przynajmniej w tym…"

10.07 | Aquila Black | Czekoladowa Perła

Z A K O Ń C Z O N E
ROZLICZONE
"Dla pewności sprawdziła stosowność swego ubioru oraz fryzury w odbiciu, a wtedy również dostrzegła, jak za jej plecami przenoszono trupa owiniętego w brudny materiał. Czy była to jedna z ofiar? Kim był? Do czego dążył? Za co przyszło mu stracić życie? A może… to była kobieta? Forsythia spuściła wzrok na swoje drogie pantofle i skrzywiła się nieznacznie – dlaczego ona miała mieć tak dobrze? Dlaczego dalej trwała w stagnacji i nic nie zrobiła? Potem jednak zdała sobie sprawę, jak wiele by straciła, a zresztą tak wielokrotnie słyszała o tym, że i jej może stać się krzywda, przecież rebelianci nie próżnują! Ale co z tego… gdy patrzyła na plakaty, widziała na nich znajome twarze, twarze, które niegdyś się do niej uśmiechały w miłej rozmowie."

13.07 | Wren Chang | Holland ParkKamienica

Z A K O Ń C Z O N E
P A R S Z Y W K A
ROZLICZONE
"Trzynastego, wszystko zdarzyć się może... A ja JESTEM KSIĘŻNICZKĄ I GDZIE MÓJ JEDNOROŻEC?! ||  Musiała się błyszczeć! A jeśli blask był niedostateczny i to właśnie z tego powodu jej jednorożec postanowił uciec? Nawet nie chciała wyobrażać sobie takiego scenariusza, bo napawał ją okrutnym przerażeniem. Wolała spoglądać jednak pozytywnie i kroczyć pełna uroku między zadbanymi rabatami. Świat zdawał jej się dziwnie kolorowy, a różowy zachód słońca dopełniał uroku Londynu, jaki mogła widzieć przez pryzmat swego odrealnionego podejścia. Nie wnikała w zmianę swojego postrzegania, a także w zachowanie, wydawało jej się, że taka była zawsze. Przecież była Księżniczką."

14.07  | Gwendolyn Grey | Rezerwat znikaczy

Z A K O Ń C Z O N E
ROZLICZONE
"Poranek miała zdecydowanie zbyt ciężki, a mimo ewidentnego kaca, jaki ciążył na jej całym ciele z powodu trzynastego lipca, wciąż musiała wyzbierać się z tej rozsypanej układanki, jaką była, leżąc w łóżku. Nigdy nie spóźniała się do pracy, a choć pierzyny tak usilnie próbowały zatrzymać ją swoim świeżym zapachem i miękkością, tak ostatecznie wybiegła z kamienicy w pośpiechu. Potem przyszło mierzyć się jej z urzędnikami, którzy postanowili zrobić sobie z Forsythii darmowego magipsychologa, któremu mogli zwierzyć się z biurowych niesnasek – poranna herbata, ewidentnie nie pomagała jej w utrzymaniu wówczas dobrej miny. Podejrzewała, że nadepnęła wtedy komuś na odcisk, wystosowując dosyć bezpośrednio komentarz odwołujący się do czyjej bezczynności i chyba właśnie dlatego, kilka godzin później dostała plik dokumentów, z którymi musiała udać się do rezerwatu w Somerset."

18.07  | Wren Chang | Łaźnia

Z A K O Ń C Z O N E
ROZLICZONE
"Przybyła na tyle wcześniej, że nie było mowy o jakimkolwiek spóźnieniu się z jej strony. Nie tyle, że się obawiała nietaktu czy stanowczości słów kobiety w liście, po prostu nie chciała jej zawieść, była jej winna nazbyt wiele. Rozglądała się po skalnych ścianach i malowniczych wizerunkach antycznych kobiet zdobiących ściany. Wszystko było harmonijne, przepełnione antycznymi kanonami piękna, a kolumny z kapitelami korynckim zdawały się przenosić całe to pomieszczenie w antyczny wymiar. Może Forsythia wcale nie była już w Londynie? Może właśnie znalazła się w swojej prywatnej Atlantydzie?"

SIERPIEŃ
05.08 | Daniel Wroński | Kamienica Crabbe'ów

Z A K O Ń C Z O N E
ROZLICZONE
"Przysłuchiwała się rozmowie i wymianie zdań zza drzwi, a gdy usłyszała kroki, natychmiast skryła się za stojącą koło drzwi szafą. Czuła się jak dziecko, bawiące się w chowanego, lecz tym razem stawką nie był honor wygranego, a informacje. Skrzypienie schodów dało jej kolejny znak do działania. Wychyliła się delikatnie, zerkając za podejrzanym gościem ojca, ale wtedy już poznała tę sylwetkę. Kojarzyła go, kojarzyła nazwisko. Niespiesznie zrobiła kilka kroków na palcach, unikając stukotu butów, lecz najwyraźniej jej dyskrecja i tak spełzła na niczym. A może to ten silny zapach perfum ją zdradził?"

10.08 |  Primrose Burke | Ukryta polana

Z A K O Ń C Z O N E
ROZLICZONE
"Umówiły się w dosyć osobliwym miejscu, ale dzięki temu mogły być pewne, że raczej nikt nie będzie im się przez to narzucał. Panna Crabbe odziana w wygodną granatową spódnicę i białą koszulę błądziła w gęstwinie, a chłód panujący wokół doprowadzał ją do gęsiej skórki, aż przez chwilę żałowała, że nie pomyślała o wzięciu swojej letniej peleryny. A może ten dreszcz wywoływała ekscytacja? Kiedyż to ostatnio było jej dane rzucać zaklęcia w taki sposób? Dwa lata temu? Półtora roku temu? Choć podczas swej podróży i pracy spotykała się z sytuacjami wymagającymi użycia różdżki, tak dawno nie przeprowadzała takiego treningu."

13.08 | Cornelius Sallow | Londyńskie ZOO

Z A K O Ń C Z O N E
"Otwierając oczy, zobaczyła nad sobą pingwinią głowę, wgapiającą się z zaciekawieniem. Co też się wydarzyło i czemu ten pingwin był tak wielki? Zamrugała kilkakrotnie i już chciała się podnosić, lecz coś było nie tak. Jej nóżki był zdecydowanie za krótkie, a ciało wydawało się dziwnie obłe. Dopiero po chwili zaczęły napływać wspomnienia, co też się wydarzyło. Biegła, musiała jak najprędzej, donieść dokumenty, których nie chciał wydać jej jeden hodowca, twierdząc, że nie będzie współpracował z Ministerstwem. Termin jednak ją gonił i stracony czas na przemawianie do rozsądku mieszkańcowi Londynu, musiała nadrobić biegiem do budynku. Spostrzegła zaledwie wujka i kociołek, koncentrując się bardziej na wypadających z rąk dokumentach. Później był krzyk, był wybuch, aż w końcu ciemność. Reinkarnowała się w pingwina? "

15.08 | Aquila Black | "Pod Ziemią"Kamienica

Z A K O Ń C Z O N E
ROZLICZONE
"- Wolne? – zapytała szarmanckim tonem i nie czekając na odpowiedź, usadowiła się na krześle, ściągając okulary. – Co taka młoda lady robi sama o tej porze? – zagaiła teatralnie, rozwiązując kobaltową chustę i wkładając ją do torebki. Przez chwilę w niej grzebała, aż udało jej się wyjąć niewielkie metalowe puzderko. Zamachała nim lekko, by już po chwili ukazać Aquili jego wnętrze. – Dwa galeony, zgodnie z umową – dodała, brzmiąc niczym postać wyjęta z gangsterskiej literatury."

16.08 | Frances Burroughs | Kawiarnia z czytelnią

Z A K O Ń C Z O N E
ROZLICZONE
"Spotkania towarzyskie zawsze miały w sobie pewien czar, a te z panną Burroughs w szczególności. Forsythia od kilku tygodni nie widziała się z koleżanką i kłamstwem byłoby powiedzieć, że nie tęskniła za nią. Blondynka uratowała ją nie tylko w szpitalu, od przemożnej, żałobnej rozpaczy, ale też później stanowiła ogromne wsparcie, szczególnie, wtedy gdy inni postanowili obrócić się do Forsythii plecami."

17.08 | Primrose Burke | Domek na drzewie

Z A K O Ń C Z O N E
ROZLICZONE
"Wiedziała, że przyszła znacznie wcześniej, niemal godzinę przed czasem, ale wolała na kogoś oczekiwać, będąc pewną, że nie zawiodła danej osoby i nie marnowała jej czasu. Sama nie przywiązywała wagi do tego, czy ktoś się spóźniał, czy nie. Chciała być po prostu fair ze swojej strony – nic więcej. Usytuowała się na ziemi, kładąc na dywanie, brzuchem do dołu. Poduszkę podsunęła pod łokcie, aby było jej wygodnie i splotła ze sobą kostki, unosząc mimowolnie nogi do góry. Wybrała pierwszą lepszą książkę, traktującą o technikach obrony przed czarną magią, zatapiając w niej wzrok. Zwrócona w kierunku wejścia do domku, oczekiwała w ten sposób przyjaciółki."

19.08 | Mathieu Rosier | Ogrody

Z A K O Ń C Z O N E
"Praca magizoologa nie zawsze ograniczała się do pomagania innym w zajmowaniu się zwierzętami czy innym ich pacyfikowaniu, rozpoznawaniu, tudzież – w najgorszym wypadku – humanitarnym pozbawianiu życia dla oszczędzenia cierpienia. Istniał też inny aspekt tej profesji, jakim była ciągła edukacja. Świat się zmieniał i rozwijał, należało gonić za wiedzą, a Forsythia jako krukonka miała w sobie ten dziwnie szalony pociąg do zagłębiania się w przeróżne rejony. Nic więc dziwnego, że zaintrygowała się plotkami o smoku, jaki urodził się w rezerwacie Rosierów. Nie był też to jej pierwszy raz, gdy odwiedzała to wspaniałe miejsce, choć mogła mieć swoje zdanie względem poczynań szlachty, tak niebywale dbali o te magiczne stworzenia, zapewniając im dogodne miejsce nie tylko życia, ale także do ich badania."

28.08 | Lyanna Zabini | Słodka Eea

Z A K O Ń C Z O N E
ROZLICZONE
"Doskonale znała przekonania panny Zabini, wielokrotnie odznaczającej się umiłowaniem dla konserwatywnych poglądów. I choć chciała udawać przed samą sobą, że nie przyjdzie jej o tym rozmawiać, tak wiara w to była równie silna co domek z kart, któremu wystarczył najmniejszy wstrząs, aby runął w osobistej rozpaczy. Forsythia nigdy nie uważała się za lepszą czarownicę od innych z powodu statusu swojej krwi, a przynajmniej nie sądziła tak, będąc szczerą. Udawanie przy innych stanowiło coś zupełnie innego, natomiast po prawdzie, dla niej o wartości danej osoby stanowiło jej osobiste „ja”, pasje i to, co miała do powiedzenia. Wielokrotnie miała styczność z czystokrwistymi gburami, którzy swoim chamstwem sięgali poziomu poniżej dna. Zaś innym razem spotykała wyjątkowo inteligentnych i pełnych pasji mugolaków. Oczywiście, zdarzały się też odwrotne przypadki, ale dla niej świadczyło to tylko o jednym – to nie krew determinowała człowieka. Takie myślenie przysporzyło w jej życiu nazbyt wielu kłopotów, o których wolałaby nie pamiętać… Łatwiej było kłamać. W kłamstwach żyła i na kłamstwach opierała się jej rodzina. Wzdrygnęła się na tę myśl, spoglądając ku swojemu odbiciu w witrynie. "

29.08 | Luna Lupin | Ministerstwo Magii

Z A K O Ń C Z O N E
"Również i jej dłuższą chwilę zajęło, nim poznała znajomą twarz. – Luna… - mruknęła miękko pod nosem, na głos przywołując imię, które kojarzyła z twarzą. Uniosła lekko kąciki ust i spuściła wzrok z niewielkim rozbawieniem. – Nic się nie stało, w porządku – dodała, poprawiając plik pergaminów, jakie miała w rękach. Zerknęła przez ramię kobiety na innych petentów, po czym kiwnęła głową znacząco, popychając uchylone drzwi od swojego biura. – Zapraszam – rzuciła, przechodząc przez próg. Położyła papiery na biurku, a potem westchnęła, przeglądając arkusze."

WRZESIEŃ
03.09 | Francis Lestrange | Wenus

Z A K O Ń C Z O N E
ROZLICZONE
"Siedem. – Słucham? - parsknęła nerwowo śmiechem, nie wierząc do końca w taki cud narodzin. Zwykle ciężko było dostać nawet dwa szczeniaki, a tu było siedem? – Narko… co? Pan jest trzeźwy? – zapytała zapobiegawczo, lustrując całą sylwetkę lorda, doszukując się jakichkolwiek oznak pijaństwa lub bycia w jakimkolwiek innym stanie psychicznej nieważkości. - MATKO JEDYNA – akurat dzięki uprzejmości ojca, miała dwie, tylko tej drugiej nie uznawała – przecież była prawie w jej wieku. - NA GACIE MERLINA… - wymsknęło się z jej ust, widząc rozróbę, jaką poczyniły sobie szczenięta."

08.09 | Jayden Vane | Obrzeża zakazanego lasu

Z A K O Ń C Z O N E
ROZLICZONE
"Wrześniowy poranek smagał wiatrem rant płaszcza, wiszącego na ramionach kobiety. Kolejne podmuchy sprawiały wrażenie, jak gdyby materiał miałby ześlizgnąć się i upaść na miękkie, wilgotne podłoże. Na tle szaroburego lasu, płaszcz zdawał się kobaltową dziurą, wywierconą w naturze i wypełnioną soczystą farbą, która swój kolor utrzymywała jedynie dzięki płynnej formie, nie blednąc nawet o ton."

11.09 | Rubeus Hagrid | Ogród magizoologiczny

Z A K O Ń C Z O N E
ROZLICZONE
"Wyminąwszy bramę, udała się do sklepiku z pamiątkami, gdzie przywitała swą przyjaciółkę i oddała się chwilowym pogaduszkom, gdy kobieta zapakowywała dla niej dwie figurki jednorożców. Jedna z nich opalizowała i mieniła się kolorami tęczy, zupełnie jakby była w całości wykonana z mieniącego kamienia szlachetnego, zaś druga przypominała raczej zwykłego jednorożca o srebrzystej sierści i złotych kopytach. Po kilku minutach, gdy uiściła opłatę, rozstała się ze znajomą jej twarzą, na rzecz spaceru po ogrodzie. Poranne godziny zapewniały spokój, jakiego uświadczyć w innych porach dnia nie można było – pałętały się wcześnie dzieci, krzycząc i zaburzając spokój natury. Błądziła ścieżynkami, aż napadł ją przedziwny pomysł. Wielokrotnie była w ogrodzie, a jeszcze nigdy nie spróbowała odczarować sławetnego księcia! "

13.09 | Wren Chang | Pokątna 56/2

Z A K O Ń C Z O N E
"A ghul? One były drobnostką, proste szkodniki, do których potrzebowano odpowiedniego podejścia – jej przełożony zaledwie machnął ręką, gdy zaoferowała się, że sprowadzi ghula do odpowiedniego biura, jak tylko go złapie. Co prawda nie należało to do jej codziennych obowiązków, ale uznano, że skoro kobieta była skora do zajęcia się ghulem swej znajomej, to mogła tego dnia nie pojawiać się w Ministerstwie, a przyjąć ten dzień jako dzień pracy w terenie. I tylko dlatego miała ze sobą skórzaną aktówkę, gotową do spisania raportu na miejscu. Toteż wyglądała z lekka komicznie, gdy stanęła przed drzwiami wraz z butelką i „pracą” w rękach."KONTYNUUACJA

14.09 | Cressida Fawley | Brzeg jeziora

Z A K O Ń C Z O N E
ROZLICZONE
"Szlacheckie dworki zawsze miały swój niebywały urok, a ten w Ambleside wyjątkowo zachwycał swoim urokiem. Panna Crabbe, choć usilnie była kierowana do wychowania godnego damie, tak absolutnie nie potrafiła wpasować się w taki schemat, jak chociażby Cressida. Niemniej jednak Forsythia była przystosowana do odgrywania godnej krewnej Blacków, toteż nawet pakując walizkę, miała na uwadze, do kogo jedzie i jak powinna się wówczas nosić. Nie chciała wywoływać u męża swojej dobrej znajomej niepokoju, miała być gościem – toteż należało zachować się przyzwoicie. Nie była na tyle nieokrzesana, aby o tym fakcie zapomnieć. Wychodząc z domu, nawet nie pożegnała się z ojcem, uznając to za zbędny rytuał. Zostawiła mu zaledwie krótką notkę, gdzie będzie, na wszelki wypadek, gdyby wydarzyło się coś, przez co musiałaby wrócić natychmiast do domu. Jednakże miała ogromną nadzieję, że weekendowy wypad do Cressidy obędzie się bez większych ekscesów, a panna Crabbe będzie mogła zaznać, choć odrobiny odpoczynku."

18.09 | Asbjorn Ingisson | Kapliczka zapomnianych

Z A K O Ń C Z O N E
ROZLICZONE
"Tradycyjnie była wcześniej, ustawiła świeczki na kamiennych półkach, osamotniona nie czuła wstydu przed tym, co robi. Uchwyciła jeden z patyczków i podpaliła go, aby potem rozświetlić płomykiem pozostałe knoty. Rozpalając każde nowe światło, starała się wymieniać imiona osób w intencji, których zapalała światełko, a przynajmniej tych, których znała. Ci bez imion również dostali jej myśli i osobny płomień. Przygasiła patyczek, delikatnym podmuchem i westchnęła ciężko, przesuwając szklane naczynia z woskiem bliżej ściany. Zaraz potem cofnęła się o krok i bezwiednie skrzyżowała ramiona na piersi, chowając dłonie pod peleryną i przymykając powieki delikatnie, skupiając się na drżących językach ognia w oczekiwaniu na Norwega."

19.09 | POTAŃCÓWKA | Piwniczny Klub Jazzowy

"Jej oczy świdrowały każdą sylwetkę zbliżającą się do zejścia, doszukując się cech Evandry. Panna Crabbe nie wiedziała na ile, jej znajoma postanowiła zmienić swój wygląd, toteż wolała być czujna, nie chciała jej przecież wyminąć lub co gorsza zgubić w tłumie, prawda? Przez swe skupienie na wizualnych aspektach, niewiele docierało do niej bodźców słuchowych, toteż całkowicie przegapiła rozmowę dwóch panien obok, które ekscytowały się konkursem tańca, jaki miał podobno odbywać się w klubie. Jednak nie mogło to chyba umknąć uwadze Rigela, któremu dwie dzierlatki krakały wręcz o tym nad głową. Wspominały nie tylko o różnych poziomach swych umiejętności, ale przede wszystkim tematem rozmów były nagrody konkursowe – choć nie były niezwykłe, tak z pewnością mogły stanowić przepiękne pamiątki."

20.09 | Philippa Moss | Pont Street 13/5

Z A K O Ń C Z O N E
"Gdy dotarła na Pont Street 13, chwilę zajęło jej zlokalizowanie konkretnego mieszkania, jednak bardziej od numerka, przyciągał ją zapach słodkich wypieków, niemal równie dobrze pachnących co te, które wychodził spod rąk skrzata jej kuzynki. Zapukała lekko, poprawiając wino z niebieską kokardką – którą dokupiła po drodze, a torba z włoskimi ciasteczkami, ledwo utrzymywała się w jej dłoni. – Cz-… o… - wydukała, widząc w drzwiach domowego skrzata, dopiero potem resztę towarzystwa. – Dzień dobry wam! – uniosła brwi, razem z kącikami ust. Jej oczy zajaśniały, a rozczulony ton świadczył o tym, że już dawno utonęła w miłości i do skrzata, i do psiaka, i najwyraźniej do samej mieszkanki, której z tysiąc lat chyba nie widziała. – Phillie! – ucieszyła się, widząc ją całą i… zdrową? Tego dokładnie nie wiedziała i nie była na tyle spostrzegawcza, aby w pierwszej chwili, spostrzec to co zdobiło jej ciało. Zamiast tego oczywiście kucnęła przy skrzacie, wystawiając w jego kierunku smukłą dłoń.  – Jestem Forka – przedstawiła się, wciąż mając na twarzy ten sam błogi wyraz."

21.09 | Aquila Black | Szklane lodowisko

Z A K O Ń C Z O N E
ROZLICZONE
"Czuła chłód wyziębionych policzków mocniej, gdy ciepłe perły rozpaczy, zalewały jej dłonie. Mknęły gęstymi rozwidleniami, tworząc pejzaż godny Śmierci. Zwiastunki przemian, przybyłej na białym rumaku z proporcem zwycięsko niesionym wyżej niżeli Słońce w osobie lady Black. Kroczyła przez zgliszcza miasta, będącego dotychczas piramidą ideałów i wartości dla obu kobiet. Król leżał bez korony, pod kopytami wierzchowca - pokonany i wzgardzony, wszak jego rządy się skończyły. Rządy życia. Delikatne ruchy wzgórz palców, zmieniały bieg potoków, napływających ze spuchniętych, zmęczonych oczu. Uczucie bezsilności przygniatało pannę Crabbe, rozkrajając pieczołowicie budowany mur ułudy."

22.09 | Asbjorn Ingisson | Little Kingshill

Z A K O Ń C Z O N E
"Zapukała lekko, niemal niesłyszalnie, jakby w ostatniej chwili zawahała się, czy faktycznie powinna to robić. I nie chodziło o towarzystwo, czy cokolwiek związanego z tematem spotkania. Była po prostu zmęczona, tak bardzo jak na początku tego roku, co ewidentnie odbierało jej siły do dalszych poczynań – bez względu na ich naturę. Nic dziwnego, że w ten weekend wysłała kilka stosownych listów do rezerwatu, że nie będzie w stanie się pojawić. Ale któż by był po takiej dawce informacji? Spuściła spojrzenie na swoje buty w oczekiwaniu, aż ktoś otworzy drzwi, choć w głębi duszy chciała przełożyć to wszystko. Może akurat przybyła o godzinie, w której go nie zastanie? Wróci wówczas z czystym sumieniem do domu, a kilka dni później wysmaruje list, zgrywając wielce urażoną nietaktem. Chociaż i to nagle wydało jej się zbyt męczące. Dołująco przebrzydłe zarazem. Westchnęła ciężko, splatając palce przed sobą, wyglądając tym samym jakby oczekiwała mugolskiego rozgrzeszenia przed nieistniejącym bytem."

25.09 | Steffen Cattermole |  Magiczne Łódki

Z A K O Ń C Z O N E
"- Steff... - rozkleiła się, odpuszczając sobie wszelkie granice, które tak usilnie budowała przez ostatnie tygodnie. Nie czekając na jego gesty, rzuciła mu się na szyję, ciasno oplatając ramiona i wtulając mokrą od łez twarz w kark młodszego czarodzieja. I już nie chodziło tylko o niego, chodziło o wszystko, co się działo, o cały ten rozgardiasz, bałagan życiowy, którego nawet nie mogła zamieść miotłą dla własnego spokoju. Nie chciała się odsuwać, ale po niespełna minucie musiała to w końcu zrobić i spojrzeć mu w oczy, oczekując jakiegokolwiek wytłumaczenia, którego mogła nie dostać."


[bylobrzydkobedzieladnie]


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak



Ostatnio zmieniony przez Forsythia Crabbe dnia 05.06.21 17:55, w całości zmieniany 14 razy
Forsythia Crabbe
Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : 15
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969

Powrót do góry Go down

październik-grudzień 1957PAŹDZIERNIK
01.10| Oleander Flint | Dom Towarowy

Z A K O Ń C Z O N E
ROZLICZONE
"Wrzesień przeminął, zabierając ze sobą ostatnie promienie słońca, pozostawiając tym samym zaledwie chmurne, płaczliwe niebo, niemal precyzyjnie oddające wnętrze panny Crabbe. Gęsta mgła spowijała wnętrzności, odbierając myślom zdolność klarownej wizji na świat. Lecz sam świat był jeszcze bardziej pokrętny i spaczony, splamiony krwią, tajemnicami, nienawiścią i chaosem, w którym życie marniało, niczym zaniedbany kwiat. Samotny i opuszczony, gnijący od korzeni, zaś od góry strawiony suszą. Skazany na udrękę. Nie mógł nic zrobić, nie mógł porzucić tej ziemi, która go wyhodowała, jeśli nie znalazł się nikt, kto przesadziłby ten nieszczęsny kwiat. Trwał więc w kłamstwach i wojnie, mierząc się z poczuciem winy za własną bezczynność."

02.10 | Michael "WILK" Tonks | Smocza jama

Z A K O Ń C Z O N E
ROZLICZONE
"Niewinnie, niczym czerwony czarny kapturek, kroczyła dalej, aż najpierw usłyszała trzask, podobny do tego, który towarzyszył i jej chwilę temu. Potem krzyk przesiąknięty bólem, który spłoszył okoliczne ptaki. Wzdrygnęła się nieznacznie, łapiąc zamaszyście jabłko, najwyraźniej z konsumpcją musiała poczekać i wymienić je na różdżkę. Nawet przez myśl nie przyszła jej ucieczka, nie w takiej chwili, gdy ktoś najwyraźniej potrzebował pomocy. A mówi się o przeklętych lasach, terrorystach, czarnoksiężnikach i innych, lecz… nawet najgorsze potwory czasem zasługują na pomocną dłoń gdy cierpią. Jednak nie odezwała się, po prostu kroczyła przed siebie, wiedziona głosem, przebijającym mglisty spokój leśnej głuszy. W końcu z mgły wyłonił się ten obraz nieszczęścia, klęczący na poszyciu z głową skrytą w dłoniach. Rozejrzała się dookoła, czy nie było tu nikogo innego, lecz najwyraźniej byli tutaj sami, póki co."

05.10 | POGRZEB ALPHARDA | KRYPTA BLACKÓW

1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8
Z A K O Ń C Z O N E
ROZLICZONE
"Moja Słodka Aquilo… Czy jesteś równie zła jak oni? Czy myślisz tak samo źle o innych? Czy przyszłam do ciebie, aby pomilczeć, bo brak mi już słów? Pamiętam nasze wspólne chwile… Pamiętam twe słowa: Bądź wierna sobie i rodzinie, a nic złego cię nie spotka. Mylisz się. Pamiętam: Na moje szczęście nie muszę brudzić sobie rączek pracą i mogę żyć dokładnie tak, jak zaplanował... jak zaplanowałam sobie sama. Pamiętam: Planuję być żoną i planuję być matką. Zaczynam odnosić wrażenie, że pomieszały ci się w głowie wartości... Pamiętam: Alphard osiągnie swój sukces, a ja swój. Pamiętam: Och, w odniesieniu do mugoli prawdopodobnie użyłabym każdego z tych określeń, ale... ale możemy założyć, że najbardziej poprawne będzie la peste. Le posion to trucizna, bardzo adekwatne odniesienie, fakt... Pamiętam: Nie rozumiem jednak dlaczego traktujesz w tym wypadku te mugolskie dziewice jako coś równego zwierzęciu, skoro mugole stoją o wiele niżej w naszej drabinie ewolucyjnej. Pamiętam: Żyję dla mojej rodziny, dla moich obowiązków i dla moich tradycji, Forsythio. Tak już jest. Pamiętam: Wyobrażasz sobie by ktoś tak bliski jak rodzina mógł zdradzić? Czym ten cały Zakon musi ich przekonywać, żeby byli w stanie porzucić własnych braci? Pamiętam: Oh, Forsythio. Zawsze byłaś szalona... Jestem Aquilo. Nawet nie wiesz jak bardzo."

05.10 - wieczór | Rigel Black | La Fantasmagorie

Z A K O Ń C Z O N E
ROZLICZONE
"- Tu jesteś – odetchnęła z ulgą, dostrzegając kuzyna między krzewami. Jednym ruchem ściągnęła woalkę z twarzy i bezceremonialnie rzuciła się w ramiona Rigela przytulając go mocno. Lecz czy było to wszystko szczere? Wciąż buzowała w niej złość, wciąż chciałaby zostawić całe towarzystwo, lecz obiecała z nim porozmawiać. Odsunęła się w końcu i zerknęła na papierośnicę w jego dłoniach, dosyć sugestywnie i wymownie. – Czy mogę? – zapytała, a w jej tonie, choć usilnie spokojnym, przedzierały się wirujące emocje. Choć mogło to wyglądać, jak pewna faza utraty bliskiej osoby, tak panna Crabbe piekliła się z tylko sobie znanych powodów. Kilkoma sprytnymi ruchami odpaliła papierosa, a zaraz potem zaciągnęła się dymem, wypuszczając nerwowo kłęby dymu. Zwykle nie paliła, zwykle na używki marudziła, zwykle nie pogrążała się w myślach mogących popchnąć ją do nieodwracalnych w skutkach czynów."

13.10 | Mordred Wilkes | Brook Street 72

"– Mordred? – wzniosła brwi do góry, niemal natychmiast robiąc dla niego miejsce, aby wszedł do środka. Nie rzucała kurtuazyjnego „dzień dobry”, zważywszy na jego stan, który wydawał się dla niej istnym płomieniem w oczach - przynajmniej jak na niego. – Spokojnie, co się stało? – zapytała skonfundowana, przymykając wreszcie ciężkie drzwi. Demimoz przysiadł na poręczy schodów wijących się w górę kamienicy, a ciepłe światło z kuchni nie sięgnęło dwóch skąpanych w półmroku sylwetek kuzynostwa. Przetarła powoli dłonie o sztywny materiał szlafroka i zaoferowała się, aby pomóc mężczyźnie zdjąć odzienie  wierzchnie. – Daj, pomogę – mruknęła, a skoro gosposi nie było, to poczuwała się do spełnienia tego obowiązku."

15.10 | Michael Tonks | Romantyczna ławka

Z A K O Ń C Z O N E
ROZLICZONE
"Płaszcz rozwiewał wiatr, a jej kroki były pewne i niezachwiane. Wciąż kipiała, wciąż miała w sobie złość – nie do niego, rzecz jasna. O niego… martwiła się. Dokładnie tak samo, jak o każdą osobę, która przy obecnej polityce mogła być narażona na ceremonialną dekapitację czy publiczne obłożenie czarnomagiczną niewybaczalną klątwą. Wspomnienie Lorda Voldemorta wciąż żywo odciskało się w jej pamięci, a uczucie odrazy wzbierało z dnia na dzień coraz mocniej – już nie tylko do czarnoksiężnika, lecz również wszystkich, którzy znajdowali się wówczas w krypcie. Nawet do samej siebie."

17.10 | Keat Burroughs | Brzeg rzeki Lune

Z A K O Ń C Z O N E
"Kogo by nie poruszyło, Keatonie? Potwora.
Słowa zabolały, dokładnie tak, jak Burroughs sobie tego życzył, dotkliwie wkłuwając przydługą igłę pod mostek, aby sięgnąć miejsca oddechu kobiecej piersi, osnutej ponurym całunem własnego wychowania, rodziny i świata, baczącego na każdy krok, mający być tym zaplamionym konserwatywną ideologią. Ciemne tęczówki wzbiły się wprost ku szarozielonym wodom duszy młodzieńca, by zaraz przepłynąć po nich pełnym rozczarowania westchnieniem i ucieczką pod powieki, kojące brakiem tej winy spoczywającej na sumieniu. Próżno było zaprzeczać i pytać – co to miało znaczyć? Wiedziała i dokładnego opisu nie potrzebowała, ani z jego ust opisu swej parszywości nie chciała. – To człowiek, Keatonie. Taki sam, jak – ty czy ja – my – odpowiedziała powoli, powstrzymując ton od napływającej… złości? Pogardy do samej siebie? Smutku? Eliksir emocji, płynący rzekami żył, zataczając finezyjne obroty pośród wrzącej krwi, wyjawił czerwień białek, podrażnionych uczuciem. Winił ją."


24.10 | Aquila Black | Jezioro Loch Lomond

"Przytuliła ją natychmiast gdy wyszła za próg, a serce zadrżało, przywołując do duszy wszystkie myśli, pałętające się od wielu dni, tygodni, miesięcy. Chciała ją kochać, tak jak kiedyś, a jednak bała się, że robi błąd, dając sobie kolejną szansę. Sobie i jej, chcąc utrzymać to co wisiało na cieniutkiej żyłce, swym ciężarem przyciągającym do ziemi tak mocno, aby wreszcie doprowadzić do pęknięcia. Lecz ono, paradoksalnie nie nastało, chociaż sądziła, że dawno przekroczyła ten moment z dziarsko uniesioną głową, tak czując oddech Aquili w swych objęciach, nie była w stanie przyrzec sobie nienawiści do niej. Mogła być ostrożniejsza, uważniejsza, złamana i odłączona od reszty, a jednak była z nią tak blisko, że okrutne uzależnienie wciąż penetrowało skórę, kości, mięśnie i wreszcie duszę, by skalać położone na szali postanowienia."

31.10 | Kupidynek | Flamborough

Z A K O Ń C Z O N E
"Wiatr rozwiewał lekko upięte włosy, smagając zwilgotniałe od wzruszenia policzki. Nie miała dla niego słów, jedynie spojrzenie, dopatrujące się zrozumienia i akceptacji całej tej sytuacji. Wiedziała, że rozumie. Musiał rozumieć. Wciąż drżącymi dłońmi ujęła go za ręce, wplatając ostrożnie smukłe palce w czułym geście. Wciągnęła morską bryzę, aż w końcu zbliżyła się bardziej, układając głowę na jego ramieniu i przymykając oczy, zastygając wreszcie i wsłuchując się w oddech, który zdawał się być rytmem uderzeń jej wnętrza. Nie obchodził ją chłód, wdzierający się w jej ciało z pomocą morskiej bryzy. Liczył się tylko ten jedyny i jego obecność, którą ceniła ponad wszystko inne."


LISTOPAD
01.11 | Frances Wroński | Old Inverlochy Castle

Z A K O Ń C Z O N E
ROZLICZONE
"Potężny ból głowy po ostatniej nocy października, wciąż ściskał jej głowę i nawet eliksiry nie były w stanie na to wszystko wiele zdziałać. Na szczęście nie musiała iść tego dnia do pracy, zaś wieczór jawił się w barwach relaksu i dźwiękach ukojenia. Długo czekała na wspólny wyjazd z przyjaciółką; przekładały podróż przez wiele nakładających się wydarzeń – jednych mniej, innych bardziej udanych. Wspomnienie pogrzebu wciąż nawiedzało pannę Crabbe, lecz teraz nie myślała o tym wydarzeniu tak jak rok temu, brakowało w tym smutku – tego prawdziwego, żałobnego smutku. Jednak tak było lepiej… czuła się lepiej, szczególnie sama ze sobą."

04.11 | Elric Lovegood | Kamienny Łuk

Z A K O Ń C Z O N E
"Słońce chyliło się ku zachodowi, a światło przebijało się przez wyłysiałe korony drzew. Ślady jasno świadczyły o obecności dwurożca, który ewidentnie nie powinien trafić w to miejsce. Zerknęła na rozbitą butelkę przy ruinach i podkręciła głową, aż wreszcie usłyszała za sobą szelest. Nie był to ciężki krok wielkiej krowy, której poszukiwała, a lekki - ludzki? Wzniosła różdżkę i obróciła się gwałtownie, kierując wiśniowe drewno w nieznajomego. Zmierzyła go posępnym spojrzeniem, nieszczególnie kojarząc twarz i posturę, nawet jeśli kiedyś dane było im się zetknąć. Zatrzymała tęczówki na dłużej przy wzniesionej różdżce, a zaraz potem, wróciła do jego twarzy."

05.11 | Bogin | Ruiny na Old Church

Z A K O Ń C Z O N E
"Przewróciła lekko oczami, błądząc we własnych myślach, aż wreszcie dotarła do schodów prowadzących na piętro oraz do piwnicy. Na górze raczej było jasno, zaś to piwnica mogła być siedliszczem potwora, gdzie mógł do woli sycić się przebywaniem w ciemności. Poprawiła chwyt różdżki, obracając ją w palcach i rozglądając się jeszcze po parterze, a zaraz potem w jej myślach przemknęła inkantacja Lumos, wówczas czubek różdżki rozświetlił się bladym blaskiem i czarownica, powolnym krokiem skierowała się po schodach w dół piwnicy, która ani trochę nie zachęcała do wizyty. Przeraźliwe skrzypienie desek, zaczęło napawać ją niepokojem, a dziwne uczucie lęku wspinało się po ciele wraz z powiewem piwnicznego chłodu, w którym tonęła."

07.11 - południe | Cornelius Sallow | Ministerstwo Magii

Z A K O Ń C Z O N E
"Najpierw zapukała, a gdy tylko usłyszała głos wuja, weszła do środka. Przymknęła drzwi powoli, aby nie robić zbyt wiele hałasu – no tak, biuro Sallowa było znacznie bogatsze od tej klitki, którą miała ona – a przecież byli też tacy, którzy nawet własnego biura nie mieli. Badawczym spojrzeniem prześledziła sylwetkę wuja, zaś zaraz potem dygnęła należycie, pochylając lekko głowę. – Dzień dobry, wuju – przywitała się, kierując swe kroki do krzesła stojącego przed biurkiem Corneliusa. Przemknęła spojrzeniem po papierach nań leżących, lecz nawet nie była w stanie rozczytać cóż tam leżało do góry nogami względem niej. Starała się uspokoić oddech, a gdy przysiadła, zaczęła wygładzać materiał spódnicy, aby jednocześnie wytrzeć spocone z lekka dłonie."

07.11 - wieczór | Philippa Moss | Brook Street 72
"Przesunęła dłoń na stolik, gdzie leżały resztki proszków przepisanych przez uzdrowiciela, te same, które miała odebrać, i o których przypomniał jej Ingisson. Zacisnąwszy wargi, powoli czubkiem różdżki, przesuwała słoiczek do krańca stolika, aby wreszcie zrzucić go na miękki dywan. Ten ułamek sekundy, gdy naczynie wahało się na krawędzi, kojarzył jej się tak bardzo z nią samą – myślami, podejściem do rzeczywistości, sprawami, które postawiła na takim właśnie końcu, aby zderzyć się wreszcie z dywanem i nie zmienić wiele więcej w rzeczywistości, gdyż wciąż znajdowała się w tym samym pomieszczeniu. Uwięziona w czymś większym od siebie, by zdać sobie sprawę, jak nikłym ziarenkiem piasku była, które wiele zmienić nie mogło. Każdy bardziej znaczący czyn, którego by się podjęła, rozjarzyłby jej egzystencję zaledwie, na krótką chwilę, aby wygasnąć na zawsze – strawić płodną materię. Bezsens. Może powinna wrócić do wizyt u magipsychiatry? Cóż by teraz rzekła, jak inne wydawały się jej problemy w obliczu wojennej zawieruchy? Gdzie kończyła się nastolatka, a zaczynała młoda kobieta? Czyż nie powinna mieć tego etapu już dawno za sobą?"

10.11 | Cillian Macnair | Kraina Jezior

Z A K O Ń C Z O N E
"Powrót do biura i smrodliwego Londynu nie brzmiał tak ciekawie, jak możliwość obcowania z kelpią, więc nie mając chyba za grosz instynktu samozachowawczego, panna Crabbe przytaknęła na propozycję starszego jegomościa. – Chętnie pomogę – dygnęła leciutko, odkładając na biurko mężczyzny skórzaną teczkę z wytłoczonym znakiem Ministerstwa. Ciemnym spojrzeniem powędrowała na twarz dobrego znajomego, któremu już nie raz, nie dwa pomagała swoim podpisem w urzędzie. – A pan? Panie Macnair? – zapytał właściciel hodowli, będąc już właściwie gotowym, aby wyprowadzić dwójkę magizoologów na zewnątrz i wskazać im miejsce, gdzie widział magiczne stworzenie. – Chyba nie boi się pan kelpii, panie Macnair – czarownica rzuciła, wymijając mężczyznę z odrobinę pyszałkowatym uśmieszkiem."

11.11 | Primrose Burke | Zaczarowane drzewo

Z A K O Ń C Z O N E
ROZLICZONE
"Zamachała w kierunku lady Burke, gdy tylko jej spojrzenie ujrzało znajomą sylwetkę, a lekki uśmiech podniósł szczypane chłodem policzki. Słysząc pytanie, machnęła lekko ręką, wzdychając przeciągle. – Najchętniej leżałabym dziś pod ciepłym kocem i zanurzyła w jakiejś lekturze – wyznała szczerze. Szara i smętna listopadowa pogoda nie zachęcała do rozrywek, a Forsycja była iście wiosenną pannicą, która zaraz po skończonym lecie, pragnęła słonecznych dni i budzącej się do życia natury. Była zmęczona pracą, obowiązkami, a dodatkowy stres, jaki ostatnio odczuwała, nie wpływał na jej nastrój najlepiej, lecz… jakie to miało znaczenie skoro już się tu pojawiła?"

22.11 | Farley, Dearborn, Skamander | Piwnica

"Kolejny, którego wizerunek dostrzegała na ulicach. Skamander. Dziesięć tysięcy galeonów za dwie głowy - Skamander i Farley - które właśnie na nią spoglądały. A trzecia? Może mniej znana, lecz przecież byli to ludzie, którym chciała pomóc. Którym chciała dać cokolwiek, z czego oni mogliby zrobić użytek, gdy ona sama nie byłaby w stanie. Niebezpieczni przeciwnicy rządu, który pogrążał kochaną Anglię w chaosie."

29.11 - poranek | Sheila Doe | Warsztat krawiecki

Z A K O Ń C Z O N E
"– Panno Doe… Będzie pani mną załamana – westchnęła, rozprasowując materiał i opierając się łokciem ladę. – Niewybredna wywerna i jej ostra paszcza – podsumowała, wskazując na liczne rozdarcia pokrywające spódnicę, plamki i przetarcia. Spruty materiał być może nadawał się do zacerowania, ale w gruncie rzeczy Forsythia nie miała dokładnie pojęcia, co dało się zrobić jeszcze z ubraniem. – Ja naprawdę staram się uważać, ale ile można… Spódnice są tak… tak… niepraktyczne w użytkowaniu podczas działań w terenie – przewróciła oczami, wyciągając z torby tym razem koszulę z odprutym kawałkiem rękawa. Natomiast cała reszta materiału wydawała się poplamiona czymś ewidentnie lepkim, co zdążyło zaschnąć i zmienić się w dosyć miękką, lecz bądź co bądź, skorupę. Zupełnie jakby panna Crabbe mierzyła się z gigantycznym ślimakiem. – A to wina dorosłego marmita – wskazała, rozsuwając i zsuwając materiał dłońmi, wreszcie przez przypadek prując go jeszcze bardziej."

29.11 - wieczór | Melody Weasley | Rękaw Praplatanów

Z A K O Ń C Z O N E
"Być może Śmierć po prostu pokazywała jej, jak krąży wokół, a niebawem pochwyci i samą pannę Crabbe w swe szpony? A może była to jakaś nieczysta gra lub perfidny, okrutny flirt uprawiany przez Kostuchę? Toksyczny szantaż emocjonalny, popychające Forsythię wprost w ramiona Śmiercichy. Kroczyła poprzez knieję, pochłonięta takimi pytaniami, filozofująca na temat żywych i umarłych, czasem spoglądając tęskno w pogłębiającą się otchłań. Przepaść wołała ją do swego łona, pragnąc, otoczyć śmiertelną pępowiną, wtłaczając jedynie truciznę do jej płuc w postaci słonej wody, w której z pewnością utopiłaby się, o ile wcześniej nie połamałaby karku w zderzeniu z taflą zimnego oceanu. Fascynowało ją czasem, jak wyglądałaby w całunie pośmiertnym, kto pojawiłby się na jej pogrzebie, ile noszono by żałobę? Czy znalazłby się ktokolwiek, tak mocno cierpiący, jak ona po Perseusie? Po rodzinie? Po ideach?"

GRUDZIEŃ
01.12 | Konstantyn Kalashnikov | Skwerek

Z A K O Ń C Z O N E
"Westchnęła przeciągle, wrzucając zioła w ogień. Nie była już sama, ale mogła oddać się ciszy, lecz mimo to, ciekawska natura popychała ją do zadania pytania. Był turystą? A może dostał się do Londynu przypadkiem? Kto zresztą przybywa w obecnej sytuacji do stolicy Anglii? Z drugiej strony, mógł przebywać tu już dłuższy czas, dopiero ucząc się języka, lecz jakimś cudem przetrwał ten chaos… Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi, które być może nigdy nie miały zostać jej ofiarowane. – Pan nie stąd, prawda? – zagaiła, zerkając na przybysza. Ogień tańczył w jej oczach, lecz nie było w nich złośliwości. Ton również nie wnosił, jakoby miała być niemiła przez swoje pytanie, a nawet, zaraz potem uśmiechnęła się delikatnie. – Akcent – dodała krótko, starając się ułożyć słowa w jak najprostszy sposób. Mimowolnie przemknęła palcami po ustach i brodzie, chcąc najwyraźniej wskazać młodzieńcowi bardziej, o co jej chodziło, gdyby słowo mogło zabrzmieć nie do końca zrozumiale. Doskonale zdawała sobie sprawę, jak trudnym było posługiwanie się nieznanym za dobrze językiem. Ileż trudności sprawiał jej chiński oraz francuski? Wpatrywała się jeszcze przez chwilę w młodzieńca, aż wreszcie powędrowała ciemnymi oczami ponownie do ognia, by obserwować przedstawienie teatralne pomarańczowych języków, pożerających pęczek ziół."

02.12 | Cornelius & Friedrich | AkwariumAleja
"Podążała tam, gdzie Cornelius sobie tego zażyczył, pozostając w roli ozdobnej pacynki dla jego uciechy, jednak nieco dziwił ją fakt, że kazał jej samej zapłacić za los na loterii. Odpowiedziała jednak uśmiechem, wyciągając z niewielkiej torebki portmonetkę, a następnie odliczoną kwotę ułożyła w dłoni obcej czarownicy, zatrzymując spojrzenie na żółtawych pazurach, tak mocno kontrastujących z kolorytem rękawiczki okalającej dłoń panny Crabbe. Zaraz potem zerknęła na wuja i dostrzegłszy, jak wodził wzrokiem za pannami z białymi liliami, zaśmiała się cicho pod nosem. Najwyraźniej Pingwin nie zasługiwał na kwiaty, nieważne, jak bardzo uchodził za ważnego. – Chciałbyś kwiaty, wuju? – zagaiła, bacznie lustrując go spojrzeniem. – Szkoda, że to lilie. Kojarzą mi się z pogrzebami – westchnęła, nieco teatralizując własne słowa. – O ile przyjemniejsze byłyby… chociażby frezje. Co prawda droższe, lecz ich zapach wydaje się znacznie milszy, nie sądzisz wuju? A może wolisz jeszcze inne kwiaty? – Powiedz, że forsycje, kłamco."

04.12 | Halbert Grey | Wrak Golden Hind

"Przez chwilę formowała kulkę, starając się utrzymać idealną krzywiznę, niemal taką, jaką widywała nocami na niebie. Pełnię księżyca, trzymaną w dłoni w tak ulotnym momencie, by zaraz puścić ją pędem – niczym kometę – zderzającą się z nieznajomym mężczyzną. Zaraz uskoczyła na bok, kryjąc się między sylwetkami duchów, by ulepić kolejną kulę, mogącą zesłać na nią… no właśnie, co?
– Dziękuję! – odkrzyknęła, kłaniając się w pas, gdy dłoń z uformowaną kulką powędrowała za plecy, zaś druga wykonała finezyjny gest. Nie brzmiał na złego, a raczej na rozbawionego – czyli jednak opłacił się chwilowy poryw infantylności. Nie czekając wiele na dalszą reakcję mężczyzny, wyprostowała się i zamachnęła, ciskając śnieżką po raz kolejny, tym razem za cel obierając sobie jego ramię, w którym trzymał śnieg."


15.12 | Wren Chang | Droga między magazynami

Z A K O Ń C Z O N E
"Portowe ulice zawsze śmierdziały, a to i tam również działo się najwięcej. Nic dziwnego, że kolejne zgłoszenie, które wpłynęło do Ministerstwa, tyczyło się właśnie opuszczonych magazynów. Nie tak dawno, na początku października odwiedzała pobliskie miejsce z całym oddziałem ministerialnych magizoologów zajmując się nielegalnie przetrzymywanymi magicznym stworzeniami, a teraz szła sama, słysząc o syrenim śpiewie i szaleństwie marynarzy. Dźwięk dochodzący znikąd, ptasi i piękny, charakterystycznym dla świergotników, lecz kto znał w Londynie afrykański zew natury? Dla czarodziejów bez wiedzy, była to wszakże syrena – dziwna, bo dziwna, bez formy, zaledwie głos jej raczył odbijać się od brukowanych uliczek."

20.12 | Tłum | Connaught Square

1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6
"Nie spała. Myślała i biła się ze sobą w obawie przed tym co mogło spustoszyć jej umysł. Podkrążone oczy dostrzec można było w pierwszej chwili, potem źrenice łypiące zbyt wieloma emocjami, ostatecznie skryte pod spuszczoną woalką z gęstych ciemnych rzęs. Ubrania wybrane przypadkiem, zestawione nijako i na oślep, włosy związane z nikłą dbałością i zmęczeniem wplecionym w pasma. Doba bez snu? Nie pamiętała gdy tak naprawdę zmorzył ją sen i odpłynęła. Może wcale tego nie zrobiła?
Zostawiła list Aquili w pokoju, jednak wzięła tę przeklętą ulotkę. Czy dokonała wyboru? Wybór podjęty już wiele tygodni temu, zawieszający ją w matni, której pojąć nie potrafiła. Była tu i tam, i jeszcze gdzieś indziej, mówiąc, pisząc, wybierając. Ciało wykonywało posłuszne ruchy, których wymagała powinność nałożona przez pokrewieństwo. Nie wiedziała już co myśleć, a bałagan w głowie narastał z każdym krokiem wykonanym w kierunku Connaught Square. Bolało ją serce, bolała dusza."




kolejny okres:
??.12 | Marcelius Sallow | Szmaragdowa Strzyża


jarmark - łyżwy

[bylobrzydkobedzieladnie]


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak



Ostatnio zmieniony przez Forsythia Crabbe dnia 16.08.21 2:38, w całości zmieniany 10 razy
Forsythia Crabbe
Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : 15
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969

Powrót do góry Go down

styczeń-marzec 1958STYCZEŃ
03.01 | Wren Chang | Pub pod Roztańczonym Czartem

"..."
- ...

04.01 | Keat Burroughs | Pont Street

"Prze­bacz, że wbrew Twej wie­dzy i przed cza­sem ginę
Z woli mych wła­snych łez..."
- Bolesław Leśmian, Nadaremność

??.01 | Perseus Black | będzie

"..."
- ...

16.01 | Frederick Fox | Las Westchnień

"..."
- ...

17.01 | Trixie Beckett | Ruiny zamku

"tu będzie cytat"
- a tu autor
Z A K O Ń C Z O N E

??.??| Imię Nazwisko | Lokacja

"Na skutek klęsk i nieszczęść,
które na mnie spadły, zostałam wiedźmą."
- Michaił Bułhakow, Mistrz i Małgorzata


LUTY
??.??| Imię Nazwisko | Lokacja

"Wyglądaj jako kwiat niewinny, ale niechaj
pod kwiatem tym wąż się ukrywa"
- William Shakespeare, Makbet


MARZEC
??.??| Imię Nazwisko | Lokacja

"Tak więc ciężarem jest dla mnie istnienie,
życie ohydą, a śmierć wybawieniem!"
- Johann Wolfgang von Goethe, Faust



I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : 15
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969

Powrót do góry Go down

Forsythia Crabbe

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach