Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Chatka leprechauna

Go down 
AutorWiadomość
Jayden Vane
Jayden Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Zawód : astronomer, head of ravenclaw house, the one who lived to an old age, father of three
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their faith rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Chatka leprechauna Empty
PisanieTemat: Chatka leprechauna   Chatka leprechauna I_icon_minitime26.09.20 13:27

Chatka leprechauna

Niewielkich rozmiarów domek ukryty wśród soczystych traw irlandzkich wzgórz leży w niedalekim sąsiedztwie posiadłości Vane'ów. Wieść niesie, że czarodzieje utrzymywali z mieszkającym weń leprechaunem zawsze dobre relacje i nawet zbudowali ów chatkę, by skrzat mógł w niej urzędować. W zamian za ten gest leprechaun miał szyć buty dla wszystkich członków rodziny swoich gospodarzy. Aktualnie opuszczona i niezamieszkała jest w momencie oporządzania - Jayden zdecydował się prowadzić w nim swoją astronomiczną pracownię i być może również prywatne obserwatorium.




father

He knew himself a villain—but he deem'd
The rest no better than the thing he seem'd;
And scorn'd the best as hypocrites who hid
Those deeds the bolder spirit plainly did.

Powrót do góry Go down
Jayden Vane
Jayden Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Zawód : astronomer, head of ravenclaw house, the one who lived to an old age, father of three
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their faith rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Chatka leprechauna Empty
PisanieTemat: Re: Chatka leprechauna   Chatka leprechauna I_icon_minitime02.10.20 17:14

teoria panmagiczna18 sierpnia
Wieści od alchemika przyszły prędko. Jayden nawet nie zdążył porządnie poznać zmian we własnym domu - które zaszły podczas jego nieobecności - a odesłane ingrediencje wraz z odpowiednio zabezpieczonymi sercami meteorytów znalazły się w Irlandii. Przychodzące w kilku przesyłkach na pocztę w Killarney musiały zostać odebrane przez profesora osobiście z tego prostego powodu, że ich wielkości oraz istota były zbyt wielkie, by przekazywać je sowom do dźwigania. Możliwość zniszczenia czy zagubienia po drodze była spora, a przecież nie mogli do tego dopuścić. Inaczej musieliby czekać kolejny rok na możliwość zebrania kolejnych Perseidów, czego zdecydowanie astronom wolał uniknąć. Lub właściwie nie mógł do tego dopuścić. Dlatego też poprosił Asbjorna by przesyłał zawartość do miasteczka, zastanawiając się do otrzymania ostatniej paczki, czy miały przyjść w jednym kawałku. Był chyba najbardziej zniecierpliwionym i zdenerwowanym gościem poczty, ale gdy w końcu otrzymał wszystkie rzeczy i mógł skontrolować ich stan, odetchnął z ulgą. Teleportacja do Upper Cottage była więc już tylko formalnością - prawdziwa praca miała rozpocząć się w momencie, gdy ustawił wszystkie słoje na starym stole w dawnej chatce leprechauna. Opuszczona od lat miała zostać przerobiona przez Jaydena na jego pracownię, bo wolał nie trzymać cennych znalezisk w domu. I nawet nie o to chodziło, że ktoś przypadkowo mógł je zniszczyć. Po prostu tak miało być wygodniej, a zresztą... Gdy jeszcze była z nim Pomona, od razu zaznaczyła, że nie zamierzała akceptować jego zabawek w środku. W końcu ja nie przynoszę swoich grządek do salonu!, zawyrokowała. Na samo wspomnienie jej tonu Vane uśmiechnął się pod nosem i zaczął segregować wszystkie ingrediencje. Odstawił sproszkowane meteoryty w oddzielnym kącie, wiedząc, że wkrótce miał je nadać do odpowiednich osób - Kai i pan Rineheart mieli dostać swoją część, a Roselyn swoją. Uzdrowicielce mógł po prostu je przekazać, reszta musiała spodziewać się dostarczenia ich przez sokoła Jaydena.
Po oporządzeniu astronom mógł przejść do pierwszej części swoich badań. Wyjął pierwszą porcję serc, by przeanalizować je pod odpowiednimi kątami. Potrzebował znać ich wiek, pochodzenie, trwałość, siłę emitowanego światła zodiakalnego, a co najważniejsze chciał wiedzieć, czy serce meteorytu może przenosić homoiomerie. Otworzył notatnik i zaczął przeglądać każde serce po kolei pod szkłem powiększającym, nie chcąc przegapić niczego. Widział, że płynna faza stopionej warstwy przypowierzchniowej, która towarzyszyła meteorytom, nie wniknęła w nieskazitelną powłokę serc. Te przypominały bardziej wyszlifowany, niesamowicie twardy, czerwony kyanit. We wnętrzu widział pęknięcia formujące charakterystyczne, mikroskopowej wielkości żyłki o dendrytowym kształcie. Wiedział, co to było. To strefa czarnych żyłek. Naturalne pęknięcia kryształów i szczeliny pomiędzy nimi były wypełniane roztopioną materią o bardzo zróżnicowany składzie. W świetle dziennym żyłki wydawały się czarnawe czarne, jednak gdy Vane naprowadził na nie promień różdżki, stawały jasne. Powtarzało się to u wszystkich serc i dzięki temu Jayden miał pewność, że pochodziły z jednego miejsca. Z opisu, który sporządził przed wysłaniem meteorytów do alchemika, wynikało, że miał do czynienia z rumurutitami, więc tym bardziej serce uderzało w klatce piersiowej czarodzieja na samą myśl o rzadkości znaleziska. Wszak jak dotąd w dokumentacji spisano tylko jeden przypadek spadku w tej grupie... Vane wolał nie zapeszać, gdy powierzchownie rzucił okiem na ich znajdy podczas wyprawy z Kaiem, ale później był już pewien. Równocześnie samo to było wspaniałym odkryciem, ale równocześnie też pewnym ograniczeniem - nie znano wszak ciała macierzystego tej grupy meteorytów. Oznaczało to również, że Jayden nie mógł powiedzieć, skąd dokładnie pochodziły, ale nie zamierzał się poddawać. Dzięki metodzie datowania wieku skał mógł zapoznać się z przybliżonym czasem powstania serc, dlatego też czym prędzej zabrał się do pracy. Wiedział, z czego składały się rumurutity, ale potrzebował próbek. Starając się nie naruszyć zbyt wiele materii, rozłożył je na czynniki pierwsze. Wykorzystał składowe pierwiastki i zaczął się im przyglądać. Musiał je poddać odpowiednim procesom, które trwały wiele godzin, ale gdy porównał w końcu wyniki z tymi, które znajdowały się w książkach pomagających datować wiek meteorytów, cofnął się gwałtownie. Gdyby ktoś obserwował teraz profesora, mógłby wywnioskować, że mężczyzna się przeraził i nie byłby daleki od prawdy. Jayden czuł wszak, jak przez jego ciało przechodziły na zmianę fale ciepła i zimna, a serce chyba miało wyskoczyć z piersi. To, co widział... Nie. Musiał zrobić badania jeszcze raz! Po prostu musiał! Próbował się uspokoić, ale powtarzając czynności pobierania próbki, zapoznawania się z odpowiednim składem i poddawania kąpieli wodnej, myślał już tylko o końcowym wyniku. Jeśli zrobił coś nie tak, a to był błąd... A co jeśli nie był? Kolejne godziny czekania dłużyły się czarodziejowi w nieskończoność, ale nie umiał odpuścić. Chodził bez przerwy w tę i z powrotem po malutkiej chatce, wydeptując w podłodze chyba dół przez ten czas. Gdy mógł już po raz drugi porównać wynik, zabierał się do tego chyba z kilkanaście razy. Wystarczyło podejść do stołu, ale... Dlaczego wydawało się to tak trudne? Był naukowcem, powinien był więc cieszyć się i nie bać wyzwań, ale to... Czy naprawdę czuł, że to go przerastało? Zdobył się jednak na odwagę, a gdy wyciągnął rękę po końcową formę swoich badań - po raz drugi - zauważył, że cały drżał. Najstarszy meteoryt znaleziony na ziemi miał zaledwie cztery i pół miliarda lat. Ziemia miała ich niewiele mniej. Wiek Wszechświata datowano na niecałe czternaście miliardów lat. Znajdujące się w małej chatce w Irlandii meteoryty miały ich trzynaście... Biorąc pod uwagę fakt, że metody Jaydena nie były tak zaawansowane jak w niektórych laboratoriach i przyjmując błąd statystyczny, można było przypuszczać, że mogły być równolatkami samego Wszechświata. Czy równocześnie oznaczało to, że magia zrodziła się wraz z początkami rzeczywistości? Lub powstała krótko po Wielkim Wybuchu? Była jego skutkiem czy... Merlinie, przyczyną?! Vane dosłownie czuł, jak parowała mu głowa, a całe ciało roznosiło napięcie. Siedział jeszcze wiele godzin w swojej małej chatce, zapominając o bożym świecie, ale kto by nie zapomniał, jeśli możliwości niesamowitego odkrycia leżały spokojnie, czekając na dalszą część projektu.  

|zt




father

He knew himself a villain—but he deem'd
The rest no better than the thing he seem'd;
And scorn'd the best as hypocrites who hid
Those deeds the bolder spirit plainly did.



Ostatnio zmieniony przez Jayden Vane dnia 02.10.20 17:44, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Chatka leprechauna Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Chatka leprechauna Empty
PisanieTemat: Re: Chatka leprechauna   Chatka leprechauna I_icon_minitime02.10.20 17:14

The member 'Jayden Vane' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 31


Powrót do góry Go down
Jayden Vane
Jayden Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Zawód : astronomer, head of ravenclaw house, the one who lived to an old age, father of three
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their faith rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Chatka leprechauna Empty
PisanieTemat: Re: Chatka leprechauna   Chatka leprechauna I_icon_minitime04.10.20 8:26

teoria panmagiczna19 sierpnia
Odkrycie z dnia poprzedniego nie pozwoliło Jaydenowi skupiać się na niczym innym. Zdawał się być kompletnie nieobecny, oderwany od rzeczywistości, dlatego nawet uczniowie patrzyli na niego z pytającymi wyrazami na twarzach, gdy ich profesor orbitował gdzieś poza ziemską strefą. Ale byli wyrozumiali. Wiedzieli, że mężczyzna był w trakcie ważnych badań i chociaż mogli być za młodzi, by pojąć w pełni to, co się dokonało, ich wsparcie znaczyło dla astronoma naprawdę wiele. Nawet jeśli naprawdę jego umysł znajdował się setki mil od domu w Killarney. Tak samo było, gdy zajmując się chłopcami, Vane miał w głowie wizje zamierzchłych czasów. Wiedział, że perseidy, które spadły na ziemię, były wyjątkowe. Ów rój normalnie nie kolidował z atmosferą Ziemi, a jeśli nawet to nie wyróżniał się niczym szczególnym. A jednak te... Czy to było... Czy to w ogóle mogło być prawdziwe? Czy był to zbieg okoliczności, a może znak? Że właśnie w tym roku miał czas przysiąść do swojego projektu i równocześnie pojawili się goście spoza czasu i przestrzeni? Wolał nie zapeszać tego, jaki mógł być wynik końcowy i czy w pradawnych sercach meteorytów znajdowała się w ogóle magia. Nie zamierzał jednak wystawiać swojej cierpliwości na próbę i gdy tylko mógł, z powrotem kierował swoje kroki ku chatce leprechauna. Roselyn wyrwała go z niej siłą, żeby coś zjadł i z nią porozmawiał, ale musiała też zrozumieć, że Jayden musiał tam wrócić. Ona również była wszak zaangażowana w jego projekt i miała swoją rolę do spełnienia.
Dlatego gdy tylko dziewiętnastego sierpnia wieczorem dzieci już położyły się spać, czarodziej zabrał swoje przyrządy i popędził w stronę swojej pracowni. Słońce chowało się powoli za horyzontem, jednak Vane nie zważał na to, że zapewne miał skończyć po nocy. Lub nad ranem. Zatrzymał się mimo to przed wejściem do chatki, gdy zauważył nieoczekiwanego gościa. Siedzący na dachu lelek wróżebnik przyglądał się mężczyźnie, przekrzywiając raz po raz w mechanicznym ruchu głowę. - A ty co tu robisz? - spytał czarodziej, ale nie dostał odpowiedzi tylko długie, wymowne spojrzenie. Jay nie widział go wcześniej w okolicy. Co więc mogło go tu ściągnąć? Na moment jakby zapomniał o swoim zadaniu, ale gdy tylko lelek zamachał skrzydłami, Vane ocknął się z dziwnego transu podziwiania zwierzęcia i otworzył drzwi chatki. To, co tam zobaczył, przerosło jego oczekiwania. Chmara elfów najwyraźniej stwierdziła, że przejmie pracownię i pobudzi okoliczne rośliny do silniejszego wzrostu - wnętrze nie przypominało już zakurzonego, opuszczonego domku, a tętniący życiem niewielki las! Przez dekady to miejsce stało puste, a teraz to?! Jayden nie miał bladego pojęcia, co się działo, ale nie mógł pozwolić na to wszystko! Trochę trwało, zanim pozbył się elfów i to z niemałą pomocą lelka, którego koniec końców musiał wpuścić do pracowni... Chaos, który się tam odbywał, wart był zapamiętania, lecz nie on stanowił cel profesora. Musiał dbać o swoje znaleziska i na szczęście były w nienaruszonym stanie, tyle że... Otoczone szczelnie roślinnością niczym ochronnym kokonem. Raczej nie zrobiły tego elfy, więc co takiego? Długo się nie zastanawiał, ale po raz kolejny w ciągu tych dwóch dni jego serce podskoczyło z ekscytacji, a głos uwiązł w gardle. Czy roślinność, elfy i lelka mogła ściągnąć magia kryjąca się w sercach? Czy wzmogła rozwój flory? Przyciągnęła elfy i stłamsiła w lelku nieśmiałość? Na Merlina, Rowenę i Morganę! Czy mogła to być... Mogła to być prawda? Nie porządkując całego chaosu, który jeszcze został po elfach i nie przejmując się ptaszyskiem, które siedziało w otwartych drzwiach chatki, Jayden zaczął oczyszczać serca z roślinnych kokonów i zaraz przystąpił do prac, które miał zaplanowane na ten dzień. Jako że ciało macierzyste rumurutitów nie było znane, ominął ów punkt i przeszedł do testowania ich trwałości. Tak jak podejrzewał, serca nie poddawały się oziębianiu, ogrzewaniu, mechanicznym próbom uszkodzenia, stapiania - ciągle pozostawały nienaruszone i idealnie jednolite. Niesamowite... Niesamowite! Czyżby nie istniała na ziemi siła mogąca zmienić ich fakturę? Czy były najtrwalszym minerałem z natury, czy może jednak to magia? Wszystko jednak miało zostać zwieńczone ostatnim etapem tej części. Badania emisji światła zodiakalnego. Światło zodiakalne było niczym innym jak poświatą wydobywającą się z ciał niebieskich przy całkowitej ciemności, niewidocznej nawet przy niewielkiej ilości światła. Jego siła była związana z oczywistym ważeniem eliksirów i wpływem na powodzenie lub utrudnienie alchemikom pracy. Nie wiązano tego w żadnym przypadku z pradawną filozofią z tego względu, że odkryto snopy czy tunele magiczne - te, które przy odpowiednim ustawieniu planet i gwiazd dawały najlepsze efekty magiczne. Światło zodiakalne było więc traktowane jako efekt poboczny, często dekoracyjna ciekawostka, którą czarodzieje używali, by oświetlić nocą domy. Jednak istniały teorie, jakoby to właśnie tunele były podrzędne... Jayden zdecydował jednak przebadać serca pod względem emisji z tego prostego powodu - wierzył, że w kosmosie czaiła się magia wykraczająca poza ich ludzkie pojmowanie. A skoro od zamierzchłych czasów ludzkość wiązała swój los z gwiazdami... Nie mógł przejść koło tego obojętnie. Dlatego zacienił wszystkie możliwe kąty, drzwi, okienko w chatce i czekał, wpatrując się w ułożone na stole serca. Początkowo nic się nie działo. Dopiero gdy oczy astronoma zaczynały przywyczajać się do ciemności, zaczął dostrzegać jaśniejące delikatnie punkty przed sobą. Wyrośnięte na podłodze trawy łaskotały go po kostkach, ale nie zwracał na to uwagi. Obserwował, jak wpierw światełka nieśmiało pulsowały - z każdą chwilą coraz silniej, coraz wyraźniej, coraz ostrzej. Aż w końcu w chatce zrobiło się jasno jak w dzień i astronom musiał otworzyć drzwi, by wpuścić łunę bijącą od księżyca, która uśmierzyła skalę promieniowania. A więc wszystko było poza normą... Nie czując zmęczenia, profesor spędził jeszcze wiele godzin w chatce, spisując obserwacje oraz instrukcje, które miały posłużyć dalszym badaniom dla reszty badaczy. Miał rację. To musiała być magia zaklęta w sercach. To musiał być pierwiastek magiczny. To musiały być homoiomerie. Teraz jeszcze musiały nastąpić testy przeprowadzone przez specjalistów. Tak! Przez specjalistów... Śpiącego Jaya z twarzą przylepioną do blatu stołu znalazła następnego dnia Roselyn, którą powitał siedzący obok lelek wróżebnik.

|astronomia + przyrządy astronomiczne
|zt




father

He knew himself a villain—but he deem'd
The rest no better than the thing he seem'd;
And scorn'd the best as hypocrites who hid
Those deeds the bolder spirit plainly did.

Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Chatka leprechauna Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Chatka leprechauna Empty
PisanieTemat: Re: Chatka leprechauna   Chatka leprechauna I_icon_minitime04.10.20 8:26

The member 'Jayden Vane' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 49


Powrót do góry Go down
Jayden Vane
Jayden Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Zawód : astronomer, head of ravenclaw house, the one who lived to an old age, father of three
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their faith rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Chatka leprechauna Empty
PisanieTemat: Re: Chatka leprechauna   Chatka leprechauna I_icon_minitime10.10.20 5:08

teoria panmagiczna1 września
Jeszcze zanim porozmawiał z Roselyn, wiedział, że czarodziejem, którego miał poddać działaniu serc, nie mógł być ktoś przypadkowy. I nie chodziło o kogoś z łapanki, bo specyfika odpowiedniej osoby została już ustalone. Czytając notatki uzdrowicielki opisujące reprezentanta zarówno posiadającego w sobie magię, jak i jej nieposiadającego, Jay tym bardziej ugruntował się w przekonaniu, iż najlepszym wyborem był on sam. Nie tylko z uwagi na fizyczność, podobieństwo do przedstawiciela charłaków oraz inne aspekty będące podstawą do przeprowadzenia eksperymentu, lecz również etyki badawczej. Nie mógł, nie chciał narażać innych na coś, co mogło mieć różne skutki. Już i tak to robił, ale nie był w stanie inaczej poddać swoich teorii testom. Zależało mu na tych badaniach naprawdę wyjątkowo mocno, jednak nie można było go za to winić. Sam temat był interesujący, a wyniki oraz odkrycia, które ukazały się jego oczom do te pory, przewyższały jego najśmielsze oczekiwania. Samo znalezienie meteorytów, które były tak stare jak wszechświat, było przełomem. Mogło uczynić z Kaia i niego świadkami wyjątkowości nie do zmierzenia - wszak fakt, że trafili właśnie na ów rój, był niesamowity! Mógł dostarczyć tak wiele informacji nie tylko astronomom, lecz również historykom o dziejach świata, numerologom o magii. Ba! Nawet uzdrowicielom o tym, jak kształtował się pierwiastek ludzki lub chociażby pierwsze formy życia wychodzące z wód na stały ląd. Galopujące myśli Jaydena często uciekały w kierunku przesadnie surrealistycznych dociekań, lecz nie można było go za to obwiniać. Wszak jeszcze niedawno sam nie spodziewał się takiej ekscytacji pracą, która miała widoki na bycie podstawą do zmiany patrzenia na aktualnie działający świat. A mógł być pozbawiony ów szansy, ograbiony z pracy przez kogoś innego, mógł nie mieć dostępu do środków, które posiadał... Jak dotąd wszystko jednak układało się jak w najlepszym porządku i było nieco zbyt piękne, by było prawdziwe. Czasami astronom łapał się na tym, że budził się i zastanawiał, czy to faktycznie miało miejsce, czy może był to jedynie cudowny sen... A mimo to wciąż projekt kręcił się, rozszerzał, nabierał tempa i nie zamierzał zwalniać. Część teoretyczna przeszła do części praktycznej i chociaż opisy obserwacji flory, jak i fauny były czymś rokującym, to wciąż była dawka wątpliwości co do pierwiastka ludzkiego w testach, jednak Jay nie zamierzał z niego rezygnować. I tak sam został już wystawiony na promieniowanie działania tych drobnych niebieskich ciał, jakimi były serca meteorytów - nie było przy nim jednak specjalisty, który byłby w stanie zaobserwować jakieś zmiany. Do tego trwało to parę godzin, nie zaś nieprzerwanie trzy dni - jak w przypadku roślin i zwierząt będących poddawanymi eksperymentowi.
Z głową pełną myśli wrócił do Irlandii z rozpoczęcia nowego roku szkolnego i po zajęciu się chłopcami, zdecydował się poświęcić resztę dnia na zabezpieczanie odpowiednie chatki. Jego obserwatorium było dla niego naprawdę istotne - nie tylko ze względu na to, że planował, by było miejscem, w którym miał być zamknięty na testy, ale również z uwagi na istotę znajdujących się tam notatek, osprzętowania. Do tego w pamięci czarodzieja wciąż znajdowała się plaga elfów, które przeniknęły do wnętrza bez najmniejszego problemu. A były to tylko elfy - nie chciał nawet myśleć, co mogło się dziać później, jeśli zostawiłby serca meteorytów same na dłużej... Pierwsze co nałożył na chatkę - Cave Inimicum było czymś oczywistym i podstawowym. Nie zajęło mu to dłużej niż piętnaście minut - prosta, schematyczna pułapka nie stanowiła dla kogoś tak zaawansowanego w obronie przed czarną magią problemu. Podobnie zresztą miała się sprawa z Małą twierdzą. Jaydenowi zależało, żeby te zabezpieczenia nie były szczególnie bolesne dla kogoś, kto miał się tam pojawić, ale miały być skuteczne. Wątpił, żeby ktokolwiek chciał wykraść mu badania, ale wolał dmuchać na zimne. Błyskotek był następny w kolejce i do niego akurat Vane musiał się trochę przygotować. Głównie to dlatego, że nie znał tej pułapki - przeczytał więc rozdział w książce traktującej o urokach oraz połączeniu z numerologią, nauczył się odpowiedniego ruchu różdżką i nieco śmieszne zabezpieczenie zostało nałożone po niecałych trzydziestu minutach. Nie zamierzał przesadzać w żadną stronę, ale chciał mieć pewność, że wieczór miał stać po znakiem spełnionego obowiązku i uśmierzenia obaw. - Repello Mugoletum - powiedział więc, unosząc różdżkę i kierując jej ruchem w odpowiedni sposób. Musiał nieco ulepszyć witkę zaklęcia, żeby mieć pewność, że faktycznie mugole nie mieli mieć podglądu na chatkę i to przez dłużej niż trzy dni. Miał nadzieję, że miało mu się to powieść, ale nie czekał dłużej. Zaraz po nim rzucił kolejne zaklęcie na sam koniec. - Caelum - mruknął, dostrzegając, że chatka zniszczyła się przez te lata - nie tylko z zaniedbania, lecz również i od deszczu, wiatru, śniegu. Ostatnio czego chciał to, żeby ta mała konstrukcja uległa zawaleniu się. Czy to z nim w środku, czy podczas jego nieobecności. Powinien był się nią jeszcze odpowiednio zająć, ale musiał wrócić do chłopców, dlatego uwinął się sprawnie, by wrócić do domu.

|zt




father

He knew himself a villain—but he deem'd
The rest no better than the thing he seem'd;
And scorn'd the best as hypocrites who hid
Those deeds the bolder spirit plainly did.

Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Chatka leprechauna Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Chatka leprechauna Empty
PisanieTemat: Re: Chatka leprechauna   Chatka leprechauna I_icon_minitime10.10.20 5:08

The member 'Jayden Vane' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 56, 68


Powrót do góry Go down
 

Chatka leprechauna

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Irlandia, Killarney National Park, Upper Cottage-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20