Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Życie, kochanie, trwa tyle, co taniec

Go down 
AutorWiadomość
Tristan Rosier
Tristan Rosier

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Nie ma nic piękniejszego niż śmierć pięknej kobiety.
E. A. Poe
OPCM : 40
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 65
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Życie, kochanie, trwa tyle, co taniec SkyAum4

Życie, kochanie, trwa tyle, co taniec Empty
PisanieTemat: Życie, kochanie, trwa tyle, co taniec   Życie, kochanie, trwa tyle, co taniec I_icon_minitime26.09.20 18:22

Hampton Court, Zimowy bal 1956
Subtelne nuty mknęły ku końcowi, gdy prowadził ją przez parkiet kolejnymi krokami w rytmie angielskiego walca, za oknem prószył lekki śnieg i dął zimowy wiatr, ale atmosfera wewnątrz pałacu lady Nott odcinała się od tego chłodu gwałtownym kontrastem. Wskazówki zegara zatrzymały się gdzieś przed północą, coś się kończyło - i coś zaczynało, bo oto wchodzili w całkiem nową erę czarodziejskiego świata. Znaczące były toasty wznoszone na cześć Lorda Voldemorta, znacząca była obecność namaszczonego przez niego ministra, tak samo jak znacząca była obecność rycerzy wspierających Czarnego Pana zaproszonych na uroczystość obchodzoną w najwyższych sferach - dla których dotąd te drzwi były przecież zamknięte. Miały nadejść wielkie zmiany, zmiany, które przewrócą świat, który znali, do góry nogami - by wrócił na właściwe tory, z których wypadł przed wieloma laty. Ale zmiany nie były tylko globalne, w nową erę wchodzili i oni - podczas tańca spoglądał w jej błękitne oczy śmiało, choć może nie do końca wypadało; jeszcze kilka godzin temu spoglądał tylko przez jej ramię, kryjąc emocje za kamienną twarzą - konwenanse, nie tylko u niego, rozluźniały się jednak z każdym kolejnym wypitym łykiem wyśmienitego szampana i z każdą kolejną minutą spędzoną pośród gwaru, beztroskiego śmiechu i niecichnącej muzyki. Przed paroma dniami na świat przyszedł jego pierworodny syn, którego Evandra odchowała we własnym łonie. Przed paroma tygodniami otrzymał sygnet znaczący władzę zwierzchnią nad rodem. W Nowy Rok wchodzili z impetem, może nazbyt arogancko roszcząc sobie do niego prawa, i tym właśnie pobłyskiwało jego spojrzenie, dumą, zadowoleniem zmieszanym z zabawowym rozleniwieniem... oraz apetytem, który na przekór wił się z głodu tym mocniej, im silniejszy był dziś jej dystans i im dłużej trwał bal. Maska pozwała zresztą na krztynę anonimowości, która mogła pozwolić uciec od oceny - choć gospodyni potrafiła skojarzyć każde przebranie z odpowiednim nazwiskiem i tylko ona mogła wiedzieć, komu udostępniła podobną wiedzę, przeważająca większość gości przecież jej nie posiadała.
- Jeśli wykorzystamy zamieszanie, gdy muzyka ucichnie, zdołamy wymknąć się z sali i nikt tego nie zauważy - szepnął do niej lekko, niby przypadkiem nachylając się nad jej ramieniem zbyt mocno po kolejnym wirowym obrocie; w jego głosie wybrzmiewało rozbawienie, nie byli przecież dziećmi, którzy musieli kryć się przed dorosłymi. - Chciałabyś odetchnąć świeższym powietrzem? - W ciepłej sali przez godziny zabawy zdążył zagęścić się zaduch, który przy sztywnych gorsetach pięknych dam zwykł być raczej mało proszonym na przyjęcia gościem.
Czarna maska na jego twarzy nie została ozdobiona niczym - była czarna jak otchłań, zrzucony kaptur wraz z obszerną i równie czarną peleryną stanowiły dopełnienie stroju dullahana; jeździecki strój składał się ze spodni wpuszczonych w cholewy wysokich podkutych butów, pierś zdobiła bardziej elegancka szata stanowiąca przejście z maski na salony, dłonie pozostały ukryte w skórzanych rękawicach, w której to ujął jej dłoń, kłaniając się przedeń wraz z ostatnimi dźwiękami melodii - dziękując tym samym za poświęcony mu taniec; w ich parze to ona błyszczała, a uwagę zwracała nie tylko jej nadnaturalna uroda, ale również nadprzeciętne umiejętności taneczne przykuwające spojrzenia niejednego zamaskowanego gościa. Jej powab, gracja i czar hipnotyzował i jego - choć stojąc tak blisko nie mógł obserwować ruchów jej ciała w pełni. Prostując się kątem oka spostrzegł lewitującą tacę przemykającą tuż obok, wypełnioną trunkami i przekąskami, zatrzymał ją gestem, by zdjąć zeń dwa kielichy szampana i przekazać jeden z nich Evandrze, wysuwając ku niej ramię z zamiarem przysłużenia się jako wsparcie, po czym pytającym gestem wskazał wrota sali balowej lady Nott.
- Nie mamy dużo czasu - szepnął z udawaną powagą, zupełnie jakby ważyło się właśnie coś znacznie bardziej ważkiego niżeli samotny spacer we dwoje.




the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns

o u t g r o w n

Powrót do góry Go down
Evandra Rosier
Evandra Rosier

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Your hands are scarred from murder, and yet I trust them completely.
OPCM : 0
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Życie, kochanie, trwa tyle, co taniec Empty
PisanieTemat: Re: Życie, kochanie, trwa tyle, co taniec   Życie, kochanie, trwa tyle, co taniec I_icon_minitime02.10.20 12:56

Zimowy Bal był wydarzeniem, którego Evandra nie mogła się doczekać już od dłuższego czasu. Ostatni miesiąc przed rozwiązaniem był dla niej naprawdę ciężki, głównie ze względu na jej stan fizyczny, z obawy o własne życie. Los okazał się być jednak łaskawy. Wizja nowego, lepszego życia, o którym mówił Lord Voldemort była na wyciągnięcie ręki. Przepełniona radością i nadzieją wydała na świat syna, mogąc odetchnąć z ulgą, że Evan zostanie wychowany w wymarzonym przez nią świecie. Przemawiała przez nią także duma, gdy Tristan został nestorem rodu, choć wiedziała że wiąże się to z dodatkową odpowiedzialnością, a tą zdążyła już odczuć na własnych ramionach. Dziś miała odsunąć wszelkie troski na bok, udzielała jej się podniosłość wydarzenia.
Pomimo zapewnień lorda Shafiqa, że po narodzinach Evana szybko odzyska siły, wciąż czuła się nieco osłabiona. W myślach dziękowała lady Nott za wybranie jej tematu stroju, przy którym bladość skóry mogła stać się dodatkowym atutem. Delikatna uroda miała iść w parze z dumą i niemałą siłą. Jakże ironicznie, myślała Evandra, przypominając sobie o naturze Tytanii, która będąc w wiecznym konflikcie ze swoim mężem, nawet nie miałą mu za złe rzuconych na nią czarów. Podstęp i nieśmieszny żart. Czy miała zrozumieć to jako aluzję czy też jak zwykły zbieg okoliczności? Za kilka miesięcy miała postanowić przed samą sobą, że już nigdy nie pozwoli, by przypadek rządził jej życiem, tylko jak przy tak wielu zmiennych można uczciwie składać jakąkolwiek przysięgę?
Mrowienie palców dłoni i lekko zaróżowione, schowane pod maską policzki wskazywały na to, że coraz bardziej zbliżała się do momentu, w którym będzie musiała zacząć odmawiać kolejnych kieliszków z szampanem. Na co dzień raczej stroniła od alkoholu, obawiając się nieprzyjemnych skutków ubocznych, ale dziś radziła sobie wyjątkowo dobrze. Gdyby tylko Tristan zdecydował się nie dotrzymywać jej towarzystwa przez cały wieczór, opieranie się jego urokowi nie sprawiłoby jej tyle problemu. Trzymanie się na baczności przy jednoczesnym posyłaniu uśmiechów w stronę innych gości było nie lada wyzwaniem, zwłaszcza kiedy czuła bijące od niego ciepło. Nie miała jednak pewności czy nie odstępował jej na krok dlatego, że chciał jej pilnować czy też dlatego, że zwyczajnie się o nią martwił. Podczas gdy pierwszy powód wywoływał w niej irytację, to drugi nie pomagał w utrzymywaniu niechęci do małżonka.
W tańcu była wolna i beztroska. Czuła na sobie spojrzenia innych osób, z satysfakcją chłonęła niewypowiedziane na głos komplementy. Zdążyła już zatęsknić za towarzystwem i atencją, łaknęła zainteresowania swoją osobą okazywaną nie tylko przez Tristana. Czy dlatego, że jego miłość była niewystarczająca czy też dlatego, że nie uważała jego intencji za w pełni szczere? Jego głos usłyszała zanim zorientowała się, że przekroczył granicę neutralnej, przyzwoitej bliskości. Czy ucieczka od wirujących na parkiecie par była na pewno dobrym rozwiązaniem? Możliwość choć chwilowego zdjęcia maski kusiła oddechem ulgi, tylko czy będąc poza zasięgiem wzroku reszty czarodziejów wciąż będzie umiała trzymać go na dystans?
- Jesteś ostatnią osobą, którą posądziłabym o chęć ucieczki - odparła zaczepnie, nie potrafiąc odmówić sobie rozbawionego uśmiechu. Podłapując udawaną powagę, wydęła tylko usta i skinęła głową na znak zgody. Po wręczony jej kielich sięgnęła już odruchowo, dopiero po chwili orientując się, że przecież miała się wstrzymać. Oh, lady Rosier, uważaj, jeśli nie chcesz tego później żałować, zganiła się w myślach, wsuwając dłoń pod ramię męża. Jak długo zamierzała się oszukiwać? Już wtedy wiedziała, że dziś nie uda jej się podtrzymać własnych postanowień. Trwał bal, jej pierwszy po długiej przerwie. Należało się radować, wznosić toasty i nie być tak surowym w swych osądach. Tylko mnie nie podpuszczaj… Czujne spojrzenie błękitnych oczu wylądowało na Tristanie, jakby chciała przebić się nim przez jego maskę i samym wzrokiem dać ostrzeżenie.
Skąpane w półmroku korytarze zapewniały przemykającym tędy gościom dyskrecję. Subtelne spojrzenia mijających się osób nie zapadały na długo w pamięć, niepisana zasada nakazywała sobie nawzajem nie przeszkadzać.
- Myślisz, że będą nas szukać? - spytała cicho, chcąc by jej głos został usłyszany wyłącznie przez Tristana. Ledwo słyszalny szept przebijał się przez dochodzące zza zamkniętych drzwi dźwięki orkiestry. Stukot obcasów nie niósł się rozpraszającym echem po kamiennej posadzce, pozwalając by ich obecność pozostała niezauważona. Długa, zwiewna suknia w kolorze głębokiej zieleni, zdobiona misternymi, złotymi i srebrnymi haftami w kształcie kwiatów i liści została tak sprytnie uszyta, by podkreślić kobiece kształty noszącej ją Evandry, zakrywając jednocześnie te kilka dodatkowych funtów, które zostały z nią po ciąży. Porcelanowa maska idealnie komponowała się z wpiętym w jej jasne włosy wiankiem z białego złota, ale to tren sukni inspirowany robe à la française przywodzący na myśl elfie skrzydła był w całej jej kreacji elementem wskazującym na inspirującą ją postać. - Wobec tego musimy się pospieszyć. - Kto by pomyślał, że musieli wybrać się na przyjęcie, by spacer dwojga małżonków stał się atrakcyjną i intrygującą wizją spędzenia wspólnego czasu.





How long are you going to wait...
... before you demand the best for yourself?


Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
Tristan Rosier

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Nie ma nic piękniejszego niż śmierć pięknej kobiety.
E. A. Poe
OPCM : 40
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 65
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Życie, kochanie, trwa tyle, co taniec SkyAum4

Życie, kochanie, trwa tyle, co taniec Empty
PisanieTemat: Re: Życie, kochanie, trwa tyle, co taniec   Życie, kochanie, trwa tyle, co taniec I_icon_minitime04.10.20 2:19

Patrzył na nią przez wiele znaczeń.
Nade wszystko, Evandra była jego żoną, słodkim trofeum, które posiadł, cementując przyjaźń między bliskimi sobie od zawsze rodzinami, trofeum, o które stoczył mozolny bój, udowadniając przed jej ojcem, że to właśnie on, nikt inny, zasługiwał na jej rękę. Cenną, nawet jeśli bardzo delikatną, półwila krew czyniła ją olśniewająco piękną, a właśnie taką winna być ozdoba dworu. Właśnie taką ją też pokochał, o ile kochać naprawdę potrafił; jego serce było czarne i zniszczone, rozdarte między dwiema kobietami, które zapragnął mieć równocześnie. Całe życie kierował się przecież głównie tym - własnym pragnieniem, niezainteresowany nadto potrzebami innych, a w tym momencie nade wszystko - pragnął właśnie jej. Alkohol szumiał w uszach, obowiązki schodziły na dalszy plan, bo twarz skryta pod maską uwalniała go od konieczności przeprowadzania grzecznościowych rozmów z ludźmi, obok których przy innej okazji przejść obojętnie nie mógł. To, co pozostało, to oddać się zabawie i na jeden wieczór zapomnieć, że ciężar władzy na głowie był niczym, kiedy porównało się go z ciężarem pozornie tylko brzydkiego tatuażu na jego lewym przedramieniu: symbolem tego, któremu poprzysiągł służyć. Jego żona, nawet pomimo wciąż utrzymującego się zmęczenia, wyglądała tego dnia pięknie, a to wyzwalało w nim zaborczą pazerność; pragnienie bliskości, tak samo dla własnej przyjemności, jak dla nieprzyjemności innych. Evandra była też matką jego syna, nie jedynego, ale najstarszego i z pewnością jedynego prawowitego, panią dworu Dover, odkąd - dość nieoczekiwanie, co prawda, ale nie aż tak zaskakująco, Tristan parł na przód w ostatnim czasie z dużą determinacją, wiedziony złudną krwawą ideą, w którą wierzył całym sobą - oboje przejęli najwyższe honorowe tytuły w Kencie - i jako takiej należał jej się szacunek, choć może niekiedy zapominał, że ten szacunek winien był jej również on sam. Nigdy jednak przy ludziach, dziś zdawał się otaczać ją troską wciąż zmartwioną jej stanem, tylko po części wynikającą z małżeńskiego obowiązku. Pragnął dla niej zdrowia i pragnął dla niej wygód, nie pragnął dla niej nigdy tylko wolności.
- Czasy się zmieniają, moja pani, to co wczoraj było pewne, dziś jest jedynie ułudnym cieniem - odparł tym samym tonem, z wciąż udawaną powagą, szeptem, jakby zdradzał jej właśnie wielkie sekrety wszechświata, miast karmić umyślnie przesadzoną metaforą. Owszem, rzadko właściwie umykał z przyjęć, jako młodzieniec brylował na nich z radością, głównie dlatego, że to właśnie na balach zjawiały się nieliczne okazje zetknięcia się z pięknymi dziewczętami bez obecności ich przyzwoitek - wtedy jeszcze naiwnie sądząc, że te spotkania czasem były łutem szczęścia, a czasem dziełem przypadku, nigdy zaś wyrachowanym ruchem na politycznej szachownicy. Dziś już wiedział i rozumiał więcej, a jego rola nad tą planszą zmieniła się z pionka na kierującą nim dłoń. Skłonił się przed nią usłużnie, w tej samej konwencji, dziękując jej za ostateczną zgodę. Na ostrzegawcze spojrzenie żony stanowczo uniósł dłoń, kręcąc przecząco głową, bezgłośnie zapewniając ją, że nie śmiałby nigdy przekraczać niepisanej granicy. I w tym momencie utrzymał na twarzy śmiertelną powagę, choć było to jeszcze trudniejsze, niżeli przed momentem, bo wstrzymywać się w niczym bynajmniej nie zamierzał - wyprowadził ją za to z sali, dbając, by odnalazła w nim oparcie w razie zachwianego obcasika pantofelka.
- Jestem pewien, że będą - przestrzegł ją, również wciąż szeptem. - Zdradziłaś nas - oświadczył dramatycznie, szukając jej spojrzenia - Kimże jest królowa elfów, tak pięknie, tak lekko wirująca na parkiecie, słyszałem za plecami tak wiele razy. Czyż myśli zgromadzonych gości nie musiały pomknąć wprost ku tobie? Któż inny dorównywałby ci naturalną gracją, czarem i powabem? - Dawno już chyba nie pozwalał sobie na podobną lekkość, podobnie jak dawno nie pozwalał sobie na porzucenie obowiązków na korzyść beztroskiej zabawy. - Droga dedukcji nie była wcale długa, pierwszy taniec wykonaliśmy razem. - Po drodze kilka razy musiał się z nią rozstać, niechętnie oddając bliższym lub dalszym krewnym, mniej lub bardziej znajomym dżentelmenom, sznur konwenansów był jednak ciasny i niegrzecznie byłoby mu takim prośbom odmawiać, choć po każdym kolejnym kieliszku szampana nabierał na to coraz to większej ochoty. - Więc i prosta stąd droga do mojej tożsamości. Wyczuła to lady Albertina, która trzykrotnie już usiłowała mnie zajść podstępem. Zależy jej na swatach z Fantine, lecz jej syn dobiega już trzydziestki, nie potrafi zrobić tego samodzielnie i w zasadzie wciąż do niczego jeszcze w życiu nie doszedł i pewnie już nie dojdzie, nie licząc krótkiej drogi z sypialni do jadalni, a potem powrotnej. Pech jednak sprawia, że ma całkiem przystojną aparycję, przez co mógłby niechcący zyskać sympatię mojej siostry. Albertina z kolei jest to dobra przyjaciółka mojej matki, przez co nie wypada mi jej zbywać całkiem, a cała sprawa swatów powinna mnie interesować pewnie bardziej, niż faktycznie ma to miejsce.   - Zamyślił się chwilę, zaraz jednak potrząsnął głową, jakby uznał te słowa za nieszczególnie istotne. - Twoje zdrowie, najdroższa - oznajmił, głośniej już nieco, unosząc własny kieliszek w półoficjalnym toaście, nim upił z niego łyk. - Musimy się teraz upewnić, że nas nie znajdą. Zgubić pościg. Nie będzie wcale łatwo, wróg może czaić się wszędzie - przestrzegł konspiracyjnym szeptem, znalazłszy się przed wyjściem na ogrody lady Nott, wyciągnął ku niej dłoń wyprostowaną, z zamiarem udzielenia jej pomocy w zejściu po schodkach, gdy dwóch lokajów wyrosło spod ziemi, oferując im zimowe płaszcze.




the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns

o u t g r o w n

Powrót do góry Go down
Evandra Rosier
Evandra Rosier

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Your hands are scarred from murder, and yet I trust them completely.
OPCM : 0
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Życie, kochanie, trwa tyle, co taniec Empty
PisanieTemat: Re: Życie, kochanie, trwa tyle, co taniec   Życie, kochanie, trwa tyle, co taniec I_icon_minitime22.10.20 16:57

Wyrwanie się z planszy nie było rzeczą łatwą. Evandra do tej pory wierzyła, że największą siłą była rodzina i wspierając ją również zostanie otoczona opieką. Dostrzegała pojedyncze powiązania, starała się orientować w panujących koneksjach. Nie miała za to nigdy potrzeby stania ponad nimi, ale też nigdy dłużej nie zastanawiała się nad własną wolnością. Tak przecież miało być, wszyscy spełniali swój obowiązek, odgrywali przydzielone im role.
- Skoro wiedziałeś, że tak szybko mnie rozpoznają, to dlaczego podałeś im siebie na tacy? - zaśmiała się szczerze rozbawiona, by zaraz przygryźć lekko wargi, jakby nie chciała sobie pozwolić na doszczętne zniszczenie powagi sytuacji. Mogli zwyczajnie oddać się zabawie w różnym towarzystwie, utrudniając innym gościom rozpoznanie ich tożsamości, utrzymywać ich w ciągłej niepewności, a mimo to bardzo lekko podeszli do salonowej rywalizacji. Czy to już życiowa dojrzałość, która nakazuje patrzeć na nią pobłażliwie?
Evandra przyglądała się czasem Fantine, doszukując się w jej gestach i wyrazie twarzy jakichkolwiek wskazówek. Do swojego zamążpójścia podchodziła raczej lekką ręką, wcale nie było jej spieszno. Nie sprzeciwiała się jednak bratu, gdy ten szukał dla niej męża. Czy aż tak mu ufała, by powierzyć mu całe swoje przyszłe życie, a może wciąż nie rozumiała powagi sytuacji i nie zdawała sobie sprawy z tego, że na szali jest jej los?
- Fantine ci ufa. - I ja chyba też… - Nie sądzę, by przekonał ją sam wygląd syna lady Albertiny. Ma poukładane w głowie, sama zrozumie, że z mężem bez sukcesów nie będzie wiodła szczęśliwego życia. - Poukładane na tyle, na ile mogła być ułożona najmłodsza z rodzeństwa. Priorytet w zamążpójściu miała zawsze najstarsza, a więc Fantine mogła w spokoju czekać na swój moment. - Porozmawiaj z nią, może ma już swoje własne typy? - zasugerowała nieśmiało, bo z jednej strony chciała pomóc Tristanowi z wyborem, z drugiej zaś zależało jej na tym, by chociaż jego siostry miały udział w wyborze własnych mężów. - Jeśli chcesz, to pomogę w poszukiwaniach. Na pewno uda nam się to rozwiązać tak, by nie zasmucać lady Albertiny i aby wybrany typ odpowiadał każdemu. - Wieczna nadzieja na zadowolenie wszystkich. Sama w ostatnich miesiącach nie za bardzo orientowała się w aktualnych plotkach. Wycieńczająca ciąża zmusiła ją do ograniczenia kontaktów, więc rozeznanie się w potencjalnych kandydatach mogła zacząć dopiero podczas dzisiejszego sabatu. Tylko jak się skupić, kiedy wszyscy wypytują o jej stan i samopoczucie. Tristan miał rację, goście szybko zorientowali się kim są kryjący pod maskami czarodzieje, a Evandra nie mogła przecież odmawiać uprzejmości. Odpowiedziała uniesieniem kieliszka i upiła z niego łyk. Bąbelki szampana drapały w podniebienie, smak rozpływał się w ustach, uderzał do głowy.
- Jak dobrze radzisz sobie ze skradaniem? - spytała również teatralnym szeptem, korzystając z pomocy jego wysuniętej dłoni. Nigdy nie odmawiała. Mogła się tłumaczyć, że przecież nie wypada, lecz w przypadku męża było to uczucie, z którym wytrwale walczyła. Nie mogła mu pokazać jak reaguje na ekscytujący dreszcz, który przebiega po jej plecach, gdy wyczuwa jego zapach. Jak podświadomie do niego lgnie, wyłapuje najdrobniejsze spojrzenie, by przyłapana na gorącym uczynku prędko się wycofać. Przyjęła na ramiona płaszcz, który opadł na nie ciężko, otulając twarz miękkim futrem. Na bladych policzkach miał zaraz zagościć rumieniec - efekt wymieszania rozgrzewających napojów z mroźnym powietrzem. Na przystrzyżonych równo trawnikach osiadł biały puch. Padające z okien sali balowej światła pozwalały, by mienił się wieloma barwami. Na drodze widniały wpół zasłonięte już ślady innych gości, którzy zdecydowali się odetchnąć świeżym powietrzem. Teren był jednak na tyle wielki, że niespodziewane spotkanie graniczyło niemal z cudem. O ile się odpowiednio skradali, oczywiście. Wysokie krzewy i wkomponowane w nie ogrodowe rzeźby przywodziły na myśl kształty z podręcznika do opieki nad magicznymi stworzeniami. Fantastyczne zwierzęta o groźnym wyglądzie, lodowe łuki i girlandy tworzyły spójną, magiczną całość, inspirując wyobraźnię do podjęcia z nimi gry.
Z gracją wskoczyła na jeden z pobliskich niskich kamieni i zwróciła się z dumą przodem do mężczyzny. Zyskując kilka dodatkowych cali, mogła prawdziwie się z nim zmierzyć.
- Nie będziemy przed nimi uciekać! - zawyrokowała, wspierając dłonie na biodrach. - Staniemy z nimi twarzą w twarz. Czy zechcesz triumfować u mego boku? - W wyczekującym spojrzeniu tańczyła radość. Opuszczenie zebranych w pałacu gości było najlepszą decyzją tego wieczoru. Brakowało jej tych spontanicznych spotkań, od których zaczynała się ich znajomość. Kochała go już przecież tamtego dnia, gdy zaczytywała się w słanych przez niego listach i gdy z niecierpliwością wyczekiwała kolejnej okazji, by móc go zobaczyć. Był jej pierwszą, młodzieńczą miłością, z której z trudem się leczyła. Co poszło nie tak? Jak to możliwe, że z przyszłości tak pięknie zapowiadającej się znajomości zostało wykreślone szczęście? Czy to okrutny los namieszał w gwiazdach czy też zawiódł ktoś? Na czas trwania tego wieczoru chciała mu wybaczyć, nie przejmować się przelanymi łzami. Udzielała się jej też atmosfera zwycięstwa i nadziei pokładanych w Lordzie Voldemorcie. Jak tu nie być szczęśliwym? Jak nie wierzyć, że ten dobry czas będzie już trwał wiecznie?





How long are you going to wait...
... before you demand the best for yourself?


Powrót do góry Go down
 

Życie, kochanie, trwa tyle, co taniec

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20