Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Sypialnia Aquili
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Sypialnia Aquili

Ten pokój znajduje się od wschodniej ściany domu na drugim piętrze, niedaleko schodów. Czarne ściany ozdobione są pozłacanymi płaskorzeźbami, a dębowa podłoga zawsze lśni w promieniach wpadającego przez okno słońca. Tuż obok wysokiego regału, w całości wypełnionego książkami, stoi duże biurko na którym zawsze znaleźć można zapisane drobnym pismem Aquili pergaminy z notatkami z historii magii. Droga, rzeźbiona rama łóżka pochodzi z XIV wieku, a była ona prezentem od ojca z okazji zaliczonych SUMów. Przy zabytkowej toaletce znaleźć można wielki kufer ze złotą biżuterią w której Aquila się lubuje. W pokoju zawsze unosi się zapach atramentu i waniliowych perfum.

[bylobrzydkobedzieladnie]



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.


Ostatnio zmieniony przez Aquila Black dnia 18.11.20 1:55, w całości zmieniany 2 razy
Aquila Black
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black

Powrót do góry Go down


2 października, późny wieczór

- To nie jest dobry dzień na jakiekolwiek wybryki - powiedziała przez zaciśnięte zęby.
Ledwie chwilę temu, zaledwie kilka dni temu dowiedziała się o śmierci własnego brata. Widziała jego całun, czarne płótno otulające martwe i zimne ciało. Uciekła, potrzebowała być gdzieś indziej, być na zewnątrz. Przeraźliwe zimno szklanego lodowiska pokaleczyło kolana i łokcie, ale dzisiaj zostały zaledwie prawie niewidoczne siniaki i ból w stawach. Musiała się wyrwać, nie żałowała.
- Podaj mi wino, potrzebuję się położyć - zmęczenie podparte kilkoma dniami bez niemal ani jednej godziny snu dawał o sobie znać.
Była zmęczona, a równocześnie miała w sobie tyle energii, tyle złej złości, podpartej dziwną niewiedzą, dziwnym uczuciem niepokoju. Sypialnia Alpharda, chociaż nigdy do niej nie wchodziła, stała teraz pusta, a uczucie które sprowadzono na Grimmauld Place 12 było nie do pokonania.
- Chcę odpocząć - spojrzała na Celine.
Była dobrą służką. Sprawdzała się, chociaż jej krnąbrność, brak zrozumienia dla pewnych tradycji, dla koniecznej wręcz w tym miejscu etykiety, zatrważała. Jednak Aquila Black spotkała ją prawdopodobnie w najgorszym momencie w jakim mogłaby ją spotkać. Opuszczona, zostawiona kompletnie sama, smutna i biedna, siedząca w porcie na ziemi z małym kapeluszem obok, po zakończeniu ulicznego występu. Był piękny, miał w sobie grację której próżno było szukać w tancerkach, które nie miały w sobie tej pasji. Dlatego ją wzięła, dlatego wysunęła do niej swą odzianą w rękawiczkę dłoń i powiedziała Chodź. Być może był to błąd, być może kiedyś się miała na tym przejechać, ale póki co nie. Celine oprócz niebywałej ignorancji wobec zasad, wykazywała także szczególne zaangażowanie, którego próżno było szukać u wytresowanej służby. Jeśli raz Black podała jej serce to mogła liczyć, że kobieta będzie wobec niej lojalna o wiele bardziej niż poprzednie służki. Jedna z nich przyniosła nawet świnię na Grimmauld Place 12, jedynie po to by przerazić swoją lady, cierpiącą na świniowstręt. Tym razem jednak miało być inaczej, miała swoją na własność, która dzięki niej stanęła na nogi, która dzięki niej była w stanie podnieść się z bruku magicznego portu i znaleźć w siedzibie najbardziej wpływowej rodziny w Londynie. Cóż lepszego mogło spotkać biedaczkę?
- Celine, potrzebuję odprężenia.
Wypowiedziała te słowa cicho, wpatrując się w pszeniczne oczy służki. Nie miała zresztą szczególnie pojęcia co mogłoby to oznaczać. Odprężenie mogło przyjść w różnych wariantach. Musiała wyrzucić z siebie tę złość, musiała poczuć się znów silna i mieć kontrolę nad sytuacją, którą utraciła zaledwie kilka dni temu w korytarzu Grimmauld Place.
- Chcę wina, daj mi wino... Nie chcę spać, ale chcę odpocząć i napić się wina.



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black

Powrót do góry Go down

To było trudniejsze od tańca. Mniej enigmatyczne, zagadkowe, piękne - a przyziemne i zwykłe, to, w czym się gubiła. Nie do tego bowiem została stworzona, a do pląsania jak rusałka na deskach światowych scen, gdzieś daleko, w kraju, w którym porozumiewają się w dziwacznym języku. A jednak jej historia opowiedziana odpowiedniej osobie zwiastowałaby nadejście najlepiej sprzedającej się pozycji literackiej od lat. Kto inny ma takie szczęście, Celine? Kto może poszczycić się przychylnością lady, odziany w wysłużone łachmany, z potarganymi tańcem włosami i rozbieganym spojrzeniu przećpanych oczu? Trafiła tu niedługo przed oficjalnym powiadomieniem o śmierci lorda, którego nawet nie przyszło jej poznać. Ponoć przesiadywał w swoich komnatach, a gdy już z nich wyszedł - umarł, ściągając na domostwo okrutną żałobę. Ciężko było patrzeć na łzy skraplające rumiane policzki jej pani. Pracodawczyni, dobrodziejki, jak zwał, tak zwał. Przeżywała stratę, o jakiej naturze Celine mogła jedynie rozmyślać, rozpamiętywać z historii przekazywanych w niegdyś balecie: wiecznie słodkiej, tragicznej śmierci opłakiwanej przez tych, których czas jeszcze nie nadszedł.
Jej własne cierpienie było inne. Bardziej niepewne, zawieszone w powietrzu, niczym lina, która niebawem okręci się na szyi jej ojca.
- Konkretny gatunek, lady? - spytała nieporadnie, wodząc wzrokiem po półeczce podtrzymującej ciemnozielone butelki. Nie powinna była pytać, przecież wiedziała - to nie o wino tu chodziło, nie o jego smak, a zbawienne otępienie, które miało ze sobą przynieść. Powiodła więc chudziutkim palcem po jednej z etykiet; rozumiała francuskie słowa na niej wyryte i zdecydowała, że wybierze to, które przynajmniej nie stanowi absolutnej tajemnicy. Choć nie miała pojęcia jak smakowało. Z trunkiem w ręku odwróciła się do niewielkiego stoliczka na kółkach, wystawnego, srebrnego, gdzie ustawiono kielichy, po czym spróbowała odkorkować szyjkę butelki. Ach, i to pozostawiało wiele do życzenia - szczególnie w oczach rozdrażnionej kobiety.
Ułamała odrobinę szkła, ale to nic: prędko odłożyła korek na bok i chwyciła wysoki kielich, nalewając do niego karminowej cieczy. Oby schłodziła złość lady Aquili, oby ukoiła jej tęsknotę... Celine podeszła do szlachcianki i odrobinę niepewnie zaoferowała jej alkohol, przygryzając przy tym dolną wargę. Nie spisała się na medal, to jasne. Nie potrafiła jej uspokoić inaczej - wiedziona raptowną desperacją klęknęła obok nóg kobiety i w ten sposób podsunęła jej czarę, patrząc na nią z dołu. Upokorzona Odetta, obumarła łabędzica dogorywająca na tafli jeziora odbijającego lunarną tarczę.
- Może dla pani zatańczę, lady? Może... - urwała na moment, oddychawszy krótko, wzrok opadł zaś na dół. Musiała coś wymyślić, musiała pomóc. Nicością nie godzi się odwdzięczać za ratunek. A ona została uratowana. - Mogłabym uczesać lady włosy albo namalować coś lady na plecach. Dotyk pędzla jest bardzo przyjemny, nawet jeśli włosie nie jest zbyt miękkie - zaoferowała sumiennie, nie myśląc nawet, że jej paplanina mogła być kobiecie teraz absolutnie niepotrzebna, jak kakofonia dźwięków mącąca upragnioną nirwanę.
Celine Lovegood
Celine Lovegood
Zawód : nikt
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
czy to sam lucyfer mógł się wcielić w nią? jej diabelskie oczy zawładnęły mną, półwili miot na pokuszenie wodzi mnie...
OPCM : 10
UROKI : 3
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455

Powrót do góry Go down

Na pytanie o konkretny gatunek jedynie przewróciła oczami. Jak służka, którą wzięła pod swoją własną opiekę, pod swe skrzydła, pod swoją pieczę... Jak służka za którą w ciemno poręczyła, choć mogła narazić się na upokorzenie... Jak służka której okazała tyle serca... Jak mogła nie wiedzieć? Odpowiedź była jedna. Obojętnie jaki. Najbardziej lubiła cierpkie i czerwone, to które przechodziło w dół po gardle, to które raniło podniebienie i pozostawiało wytrawny posmak, ale w tym momencie równie mocno raczyłaby się słodkim i białym.
- Uczyłam Cię - powiedziała krótko.
Powinna wiedzieć.
Usiadła na krawędzi łóżka, a ciasna sukienka opinała ciało. Nie miała gorsetu, nie było tam nic co trzymałoby jej żebra, co ściskałoby narządy. Jednak czuła duszność, gorszą niż gdyby skała spadła na jej piersi. Wzrok wlepiła w podłogę, idealnie wypastowaną i idealnie ułożoną. Nie było tam dywanów, o wiele lepiej wyglądały sęki drewna, stare tak jak cała kamienica, proste i eleganckie, lśniące. W odbiciu podłogi nie zobaczyła jednak nic, ani swego oblicza ani oblicza Alpharda. Może tak było lepiej. Wtem na podłogę padły kolana, a zaraz za nimi widoczne oblicze jasnowłosej kobiety, młodej i niewinnej. Przyjęła kielich wina i szybko upiła z niego łyk. Potem kolejny. Potem kolejny. Potem kolejny. Aż w końcu ostatni. Potrzebowała tego, potrzebowała tej siły płynącej z czerstwego alkoholu. Było dobre, spisała się tak jak powinna. Służka starała się. Chociaż służce dużo brakowało to jednak wykazywała zaangażowanie, a na ten moment to liczyło się najbardziej.
- Daj mi więcej wina - odpowiedziała jedynie. - A co niby Twój taniec miałby zmienić, Celine? - nie chciała widzieć radości.
Radość w takim momencie mogłaby stanowić o porażce, należało być smutnym, wszak umarł jej brat, lord Alphard, silny i szalony. Jak można było radować się tańcem...? W takiej chwili.
- Pokaż mi - zagryzła zęby. - Chcę zobaczyć ten brak tchu, zobaczyć jak dyszysz ze zmęczenia - dodała krótko i palcem wskazała na stojący w kącie gramofon. - Powinno tam coś być, jakaś muzyka. Puść ją. Chcę więcej wina - machnęła dłonią, niech tańczy.
Słuchała raz, kilka dni temu ledwie, jednej płyty winylowej, bez pojęcia czy można było określić ją mianem wesołej. Celine wspominała o pasji, o tym kim była kiedyś, ale Aquila nie słuchała do końca wszystkich jej słów. Widziała jej występ na ulicy, z drugiego końca skwarku, zachwycał, to musiała przyznać. Jako dziecko sama ćwiczyła taniec klasyczny, matka ją zmusiła, znacznie lepiej mimo wszystko czuła się w tańcu balowym. Co takiego pięknego było w tych ruchach skoro można było poświęcać się innym formom poznawania świata? Ceniła sztukę, ale nie ona stanowiła o historii. Tymczasem ta biedaczka, ubogie dziewcze ledwie, to właśnie w tym znajdywała ukojenie. Jakie emocje mogła niby przekazać... Co sama Celine mogła wiedzieć o tak potwornej stracie? Śmierć Alpharda wiązała się nie tylko z jego martwym ciałem, które na zawsze miało spocząć w krypcie. Wiązała się z niedopełnionymi sojuszami, trudnościami z którymi Blackowie musieli sobie poradzić. Dziewczyna nie miała prawa tego rozumieć. Aquila Black przyjęła ją na Grimmauld Place. Ugościła niemalże i zaczęła uczyć wszystkich zasad, tak by ta mogła służyć jej przez długie lata. Okazała serce. Serce którego nie było tak łatwo znaleźć. Miała szczęście, była bezpieczna i ze zwykłej biedaczki, która zapewne w przeciągu tygodni oddawałaby swoje ciało na ulicach, stała się kimś. Miała prawo do mieszkania, do jedzenia i do opieki. Miała prawo odzywać się do lordów Black. Czego mogłaby pragnąć więcej?
Lady przygryzła wewnętrzną część policzków, wpatrując się w pszeniczne oczy Celine. Przeszyła ją złość. Dlaczego niby ta dziewczyna miała mieć mniej trosk od niej? Dlaczego to wszystko było tak niesprawiedliwe i dlaczego to lordowie musieli umierać gdy na ulicach żyło tylu parszywych śmieci?
- Tu - wskazała palcem na miejsce tuż przy sobie, przy którym miała znaleźć się służka, najlepiej z całą butelką wina.



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black

Powrót do góry Go down

Uczyłam cię, och, uczyła, to prawda - często, poświęcając na to drogocenny czas, którego zazdrościły jej inne służące. Jakim prawem przybłęda z ulicy cieszyła się tak rozległą uwagą młodej Blackówny, jakim prawem tytułowała się jej osobistą służką, zabaweczką, choć nie miała pojęcia czym różnił się kielich do wina od szklanki do whisky? Była niewychowana, niesforna, często myślami nieobecna, wędrująca gdzieś po mlecznej drodze odległych galaktyk, zapatrzona w morze surowych, zimnych gwiazd, które pętały ją swym migotem, zamiast tkwić w chwili. Kajać się i służyć, czynić zatem to, co było od niej wymagane. Za co otrzymywała wynagrodzenie. Z deszczu pod rynnę, z puent do służalczego mundurku, a plotki i tak wędrowały tuż za jej plecami, chętne zepchnąć ją z piedestału wprost w czarną przepaść.
- Przepraszam - wyszeptała cicho, z oczyma okrągłymi, tak dużymi, jak moneta galeona; ostatnim czego pragnęła było rozczarowanie Aquili, dołożenie jej zmartwień i zdenerwowania w tym newralgicznym stanie. Żałoba przesiąkła przez skórę i dopadła serca, w lustrzanym odbiciu na próżno było szukać rozpromienionej niegdyś twarzy, łagodnej i przyjemnej. Dziś była cieniem, marą tkwiącą na rozdrożu; który kierunek obrać, gdzie skręcić, by pozbyć się z serca tego bólu?
Zwlekała z odpowiedzią, dolewając wina do trzymanego przez kobietę szkła. Oddech wciąż miała krótki, urywany, niepewny, twarz zaś pobladłą. Czuła się tak, jakby stąpała po gorących odłamkach wbijających się w podeszwy stóp. Każdy krok był zgubny.
- Czasem to daje katharsis - wyjaśniła, skrępowana. To nie czas na przechwałki, rozpływanie się nad zbawiennym działaniem obserwacji esencji czystego piękna, jaką był balet - ale Aquila pytała, a Celine reagowała instynktownie, ostrożnie, ale szczerze. - Dlatego widownie są tak pełne, lady. Bo ludzie... pragną czuć, uronić łzę, by w końcu zaznać spokoju - och, wiedziała, że mówi za dużo, a mimo to brnęła w własnoręcznie przygotowane bagno, zdziwiona, gdy arystokratka nagle rozkazała jej tańczyć. Przekonała ją? Czarownica podniosła się powoli z podłogi i spojrzała na nią raz jeszcze, nim podeszła do gramofonu, przy każdym kroku wyciągając mięśnie nóg. Nie była rozgrzana, nie miała przy sobie puent, nie byłaby w stanie zatem wspiąć się na koniuszki palców, ale to nic. Trudno. Nie pierwszy, nie ostatni raz, gdy taniec był zaledwie drwiną dawnej świetności.
Czajkowski. Pas de Deux, rozpoznała tę melodię od razu, już po pierwszym takcie, jak prawdziwa baletnica; był mistrzem, ona zaś uczennicą, przewodem, który łączył kompozytora z wizją scenicznego majstersztyku. Niegdyś przyjęła postać Klary, potem Cukrowej Wróżki, wiedziała, w jaki sposób oddać się klasyce, by zatańczyć do tej arii - a mimo to poddała się chwili. Tańczyła dla niej. Powoli, precyzyjnie, jak łabędź wydający ostatnie tchnienie na pokrytym lodem jeziorze. Umierała na oczach Aquili, wspinała się na czubki stóp w teatralnej agonii eleganckich, urzekających gestów, ale nie na palce, pozwoliwszy, by włosy rozpierzchły się z nisko umiejscowionego koczka i swobodnie opadły na ramiona podczas jednej z niedoskonałych arabesek. W tańcu chwyciła też butelkę i krokiem podobnym pique manège podeszła do Blackówny, dolewając wina, z jedną nogą za sobą uniesioną wysoko do góry, pochylona do przodu. Ciało nie zapominało wypracowanej latami elastyczności, nawet jeśli ta rzekomo nie była jej już potrzebna. To wtedy też piosnka dobiegła końca, a Celine z lekko przyrumienioną twarzą i głębszym oddechem spojrzała na wskazane przez szlachciankę miejsce. Tu?
- Lady? - odezwała się pytająco, w niezrozumieniu, płynnym ruchem pozwalając uniesionej dotąd stopie opaść na drewnianą podłogę. Gramofon wypluwał z siebie ciche, skrzypliwe dźwięki, gdy zgodnie z rozkazem swej dobrodziejki usiadła na samym krańcu materaca, wpatrzona w jej twarz, z butelką podpartą na kolanie. Nie dyszała. Nie brakło jej tchu. To źle? - Czy... Może przygotuję lady herbatę...? - Masz dość wina, Aquilo, masz już dość, proszę.
Celine Lovegood
Celine Lovegood
Zawód : nikt
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
czy to sam lucyfer mógł się wcielić w nią? jej diabelskie oczy zawładnęły mną, półwili miot na pokuszenie wodzi mnie...
OPCM : 10
UROKI : 3
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455

Powrót do góry Go down

Zwykła portowa dziewczynka, z gracją i wdziękiem, ale zwykła. Te różnokolorowe oczy, pozlepiane włosy gdy ją pierwszy raz spotkała. Nic z tego nie świadczyło o tym, że może kiedyś zostać prawdziwą damą. Ale przyprowadziła ją do domu, jak szczeniaczka znalezionego na ulicy, brudnego i smutnego. Aquila Black nie miała serca z lodu, zwyczajnie jej zależało. Chciała jej pomóc, wyprowadzić na prostą, pokazać jak można żyć, gdzie jest lepiej, gdzie jest inaczej. Potrzebowała kogoś, a Celine była świeża, jak naczynie które dopiero należało wypełnić. Należało ustawić to jak powinna myśleć, stworzyć sobie powierniczkę, kogoś komu można zaufać, kto na pewno nigdy nie odejdzie i na pewno nigdy nie zdradzi. Nie chciała jej skrzywdzić, chciała pokazać drogę.
Aquila Black kiwnęła jedynie głową na krótkie przepraszam. Myślała, że nauka pójdzie szybciej, ale czekało je wiele pracy. Teraz jednak nie miała do tego siły, nie zajmowała tym umysłu. Teraz Celine musiała spełnić swoją rolę. Przemilczała słowa o katharsis. Marzyła o nim, choć niewiadomo kiedy owo miało nadejść. Widziała balet tak wiele razy, zawsze z matką lub innymi podobnymi jej. Nie nudził, dawał rozrywkę, ale nigdy nie wzbudził w niej takich emocji jak wtedy gdy po raz pierwszy zobaczyła Celine tańczącą na ulicy w rytm parkowych rozmów i jednego małego gramofonu. Tego uczucia które wtedy pojawiło się w sercu Aquili nie można było nazwać bólem, smutkiem, spokojem, złością, szczęściem, miłością albo chociaż przerażeniem czy nienawiścią. Było nienazwane. Dziwne poczucie złudnej nadziei, potrzeba pomocy. Taka chęć by komuś było lepiej, by otoczyć go opieką, by mieć z tego korzyści. Teraz jej korzyścią było patrzenie na płynność ruchów, obserwowanie istnego teatru, rozwoju wydarzeń, choć melodia wcale nie trwała tak długo. Były zrozumiałe, choć ich znaczenie nie miało tak naprawdę żadnego istotnego sensu. Ostatnie sekundy wytańczyła już z butelką wina.
- Powiedziałam tu... - znów wskazała na miejsce przy samej sobie na materacu. - Nie chcę herbaty, Celine. Chcę... Chciałabym chyba... - rozejrzała się po pokoju. - Chcę tylko... - wzrok powędrował za okno. - Nie wiem czego chcę, Celine - spuściła spojrzenie na podłogę biorąc głośny oddech.
Prawdopodobnie chciała zapomnieć o wszystkim co się wydarzyło i co dopiero ma się wydarzyć. Poczuć się lekko tak jak w bibliotece w Durham, tak jak pijąc czekoladę w porcie, tak jak kiedyś gdy siedziała w gabinecie ojca przy kominku. Próżno jednak szukać było tych chwil teraz, teraz należało oczekiwać aż czas zaleczy rany.
- Będę Cię potrzebować Celine, zwłaszcza na pogrzebie. Nie możesz przynieść mi wstydu publicznie, na pewno nie w takich okolicznościach... Wiesz co powiedziałyby gazety? - zagubiła wzrok na jednym punkcie ściany, gdzieś daleko.
Celine nie usiądzie obok rodziny, nie będzie w centrum wydarzenia. Właściwie miała pozostać tam niewidoczna, kontrolować jedynie sytuację, być wtedy gdy zajdzie taka potrzeba. Przybrać odpowiednią minę i nie rzucać się w oczy.
- Byłaś kiedyś na pogrzebie Celine, wiesz jak to wygląda? - upiła łyk wina z kielicha. - Będą konie i będzie przemowa nestora, wszyscy będą patrzeć w stronę trumny. Będzie muzyka i kwiaty - zaczęła wymieniać. - Widziałaś kiedyś coś podobnego?
Jeszcze wina.



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black

Powrót do góry Go down

Patrz na mnie, Aquilo, patrz i pozwól sobie utonąć. Celine dawała z siebie wszystko, otumaniona potrzebą pokrzepienia duszy, która płakała w niewypowiedzianej ciszy. Czasem odzywała się w nocy, pośród bezpiecznych pierzyn i pewności, że nikt nie słyszy, lecz ona tkwiła pod drzwiami, zbudzona obawą, że jej gwiazdkę z nieba tej nocy dopadną koszmary. Stała - i słuchała, zrozpaczona świadomością, że nijak nie może pomóc. Śmierć brata była okrutna. Nadeszła też wtedy, gdy do posiadłości Blacków sprowadzono nową służącą; niektóre z pracowitych wyobraźnią gospoś dywagowały, czy czasem nie była przeklęta, czy to nie jej wina, czy to nie jej grzech - i zmuszały Celine do wieczornego zaszycia się w swoim pokoju, ryzykowania wszelkim dobrodziejstwem nad kolejną kreską wróżkowego pyłu. Przecież nic nie zrobiła lordowi Alphardowi, nie życzyła mu źle, dlaczego tego nie rozumiały?
Na dźwięk ponowionego żądania Celine zadrżała lekko i z pewnym ociąganiem przysunęła się do arystokratki, stykając się zeń biodrem, ramieniem. Była mniejsza, drobniejsza, młodsza, a Aquila reprezentowała wszystko to, co należało w życiu traktować z namaszczeniem. Dobre serce. Cierpliwość. Życzliwość. Przemawiające przez nią zagubienie sprawiło, że Celine nieśmiało uniosła dłoń ku górze i ułożyła ją na tej należącej do swojej pracodawczyni, opuszkami palców wodząc po wierzchu gładkiej skóry. Podobno bliskość zaufanej osoby mogła łagodzić wzburzenie, choć Lovegood nie wierzyła, by było to potężniejsze od przepięknego baletu kołyszącego wszystkie ze zmysłów.
- Tak mi przykro, lady - wyszeptała szczerze, niewinnie, leciutko kręcąc przy tym głową. Spojrzeniem podążała za śladem nieporadności, czarnej melancholii, której nie sposób było dziś wyplenić spomiędzy fałd mózgu. A mimo to pragnęła próbować. Nawet jeśli zawiodła tańcem - bo zawodzić miała już zawsze, czy w innym wypadku los pozbawiłby ją jedynej szansy na spełnienie? - Ubrałabym lady w ciemny płaszcz, żebyśmy mogły w objęciach nocy udać się na spacer - snuła, za każdym razem płonąc nadzieją, gdy głowę nawiedzała kolejna idea gotowa do zbicia przez zniechęconą kobietę niczym pion na szachownicy, napotykający na swej drodze dumną królową. - Odetchnęłabyś świeżym powietrzem - bez wina, którego masz dość. Mimo to znów uniosła butelkę i przechyliła ją nad krawędzią kieliszka, przelewając do jego szklanego gniazda kolejną porcję zatracenia. Minęło tak niewiele czasu, zaś Blackówna pochłonęła jego ponad połowę. - Z daleka od ścian, które przypominają ci o smutku, lady. Przejdźmy się, proszę. Odnajdźmy neutralność - jasne brwi ściągnęły się w wyrazie zaniepokojenia, desperacji; dusza podpowiadała, że nie tędy droga, że to nie czas, lecz umysł Celine dramatycznie pragnął odnaleźć remedium.
Zamilkła później, wsłuchana w słowa arystokratki, raz po raz kiwając głową w oznace niemego zrozumienia. Nadciągający niczym czarna, deszczowa chmura pochówek miał być wielkim wydarzeniem, odpowiednio gloryfikować pamięć zmarłego, w tym wszystkim gdzieś w kuluarach umieszczając i ją, nikogo, dziewczynę półkrwi, tancerkę z portowych ulic, śliczną, ale mizerną. Oddech zadrżał jej w piersi. Bała się tego dnia.
- Nie - odparła łagodnie, odrobinę mocniej zacisnąwszy dłoń na dłoni Aquili. Ceremonie arystokrackie były jej zupełnie obce - wszystko, co związane z tym światem, takim właśnie było. - Na pogrzebie mojej mamy nie przemawiał żaden nestor - słowa wyrwały się spomiędzy niedużych warg instynktownie, samoistnie, wręcz bezwiednie, zanim zdążyła ugryźć się w język. - Ale... będę tam razem z tobą, lady, żeby otrzeć ci łzy - półwila nieprzymuszonym zapewnieniem spróbowała podnieść ją na duchu, oferując przy tym blady, acz przyjemny uśmiech. Nie przyniesie jej wstydu. Nie doprowadzi do skandalu. Nie rozczaruje jej bardziej niż dotychczas, nieobyciem, niewprawieniem do pełnienia podobnych obowiązków. Nie zrobi tego.
Celine Lovegood
Celine Lovegood
Zawód : nikt
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
czy to sam lucyfer mógł się wcielić w nią? jej diabelskie oczy zawładnęły mną, półwili miot na pokuszenie wodzi mnie...
OPCM : 10
UROKI : 3
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455

Powrót do góry Go down

Wierzyła jej. Czemu miałaby nie wierzyć? Celine wydobywała z siebie słowa poetyckie i uczciwe. Musiała otrzymać dobrą edukację, chociaż nigdy o to nie spytała. Jeszcze. Kiedyś spyta. Wysławiała się poprawnie, nie była jak dziecko zagubione w pierwszych książkach. Potrafiła nim gasić emocje i za chwile znów je rozbudzać. Brzmiała tak jak gdyby miała wewnętrzny dar do przekonywania do siebie ludzi. Rzecz jasna była półwilą. To było widać nie tylko po mężczyznach którzy na jej widok jej tańca w porcie oszaleli, ale też po lokaju którego wzrok ukazywał pożądanie za każdym razem gdy go mijała. Celine powiedziała o tym, choć przez chwilę wtedy Aquila miała wrażenie, że wcale nie była z tego powodu dumna. Nie znała się na półwilach bardziej niż przeciętny czarodziej jednak od zawsze przebywała z Evandrą, dopiero ostatnio ich drogi się rozeszły i choć miała wrażenie, że wracają na znane im przyjacielskie tory, to jednak od tygodni nie miała od niej odpowiedzi. Lestrange również miała w sobie to mistyczne coś, być może wynikające właśnie z jej genów. Taką aurę którą ściągała na siebie uwagę wszystkich dookoła. To za jej śladami podążali młodzi chłopcy w szkole, to dla niej tracili głowę. Czy z Celine było podobnie czy może to szlacheckie urodzenie Evandry miało większe znaczenie?
Aquila poczuła na swojej ręce delikatną skórę i ciepły dotyk. Spojrzała na to zjawisko, było nad wyraz ciekawe. Dziewczyna mówiła, a Black skupiała się na jej dłoni, słowa zostawiając gdzieś z tyłu, jednak dalej rozumiejąc każde z nich.
- Nie powinnam... - wyszeptała jedynie cicho na propozycję spaceru, która wybiła ją z rytmu.
Powinna być w domu, na wypadek gdyby jej potrzebowali, zostało w końcu jeszcze tyle pracy. Wysłała już zresztą listy, współorganizowała całe to wydarzenie, choć robiąc to nie czuła czego ono faktycznie dotyczy. Otrząsnęła się z tego snucia o opuszczeniu ścian Grimmauld Place 12, o ucieczce którą przecież już raz wykonała, o ucieczce, która dzięki słowom Forsythii pomogła jej, przynajmniej na tamten moment, zaledwie na parę minut, odpocząć. Dziś znów była zmęczona i ten dzień był trudniejszym dniem niż wczorajszy. Jak czas miał leczyć rany gdy było tylko gorzej?
Zabrała rękę i bacznym wzrokiem spojrzała na Celine.
- Nie dotykaj mnie jeśli Ci nie pozwolę - powiedziała twardo, choć spokojnie.
Kłamała. Miała potrzebę tego uczucia na dłoni, ale nie mogła sobie na nie pozwolić, nie z nią. W szkole przy Evandrze to było co innego, albo wtedy gdy trzymała ją za dłoń Forsythia, albo gdy robiła to Prim. To były przyjaciółki, bliskie jej sercu, a ona była tylko służką.
- Proszę byś to zapamiętała, Celine. Dłonie masz trzymać przy sobie, prosto, ale naturalnie. Pamiętaj, że to Twoja postawa zmienia to jak widzą Cię ludzie - musiała się w końcu nauczyć.
Aquila podniosła w wzrok i skupiła się na oczach służki. Miała nieobecne spojrzenie, tak jakby myślami była gdzieś daleko. Wspomniała o mamie.
- Jak wyglądał pogrzeb Twojej mamy, Celine? - zapytał wbijając w nią wzrok.
Powinien piorunować, powinien pokazywać jak wysoko stała lady z Blacków na tle innych czarodziejów, tego uczyła ją matka. Miała być zawsze dumna i zawsze czysta. To stanowiło o ich potędze. Teraz jednak wzrok Aquili musiał wydawać się zupełnie inny. Smętny, pozostawiony sam sobie, bez motywacji do czegokolwiek. Było jeszcze tyle do załatwienia. Jak bardzo pogrzeb kobiety która urodziła Celine mógł różnić się od pogrzebu lorda? Widziała już pogrzeb Perseusa, był wzniosły, był godny, ale Crabbów było na to stać. Jak sprawa miała się z Lovegoodami?
Dokończyła kolejny kieliszek wina i nie miała zamiaru przestawać. W Londynie panowała coraz większa bieda, widoczna na każdej ulicy i chociaż Blackom powodziło się dobrze, bardzo dobrze to obawy o własną przyszłość nie stanowiły dla Aquili wyzwania. Wiedziała, że sobie poradzą. Że dalej będzie mogła siedzieć i poić się winem. Póki co jednak korzystała z poprzedniego zapasu, musiała jeszcze poprosić Celine by zrobiła nowe zamówienie. Przyda się.



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black

Powrót do góry Go down

Zwrócenie uwagi podziałało na Celine niczym uderzenie w twarz. Oczekiwane, lecz wciąż zdumiewające, gorzkie, znane z ostatnich miesięcy smakiem tak bolesnego rozczarowania. Gwałtowniej niż powinna uciekła dłonią w okolice swojego kolana, głowę zniżając zaś przepraszająco, a spojrzenie lokując w wypolerowanych deskach ciemnej podłogi. Odbijały delikatny pląs świec i niewyraźną jasność sylwetek. Aquila nie była jej przyjaciółką, powinna o tym pamiętać, a jednak dobre serce lgnęło do pomocy komuś, skoro sobie pomóc nie mogła; zajmę się tobą, jesteś moją porcelanową lalką, której nigdy nie miałam, a którą mogę stroić w przepiękne suknie, której mogę pleść warkocze. Zajmę się tobą, zajęłabym, ale nie pozwalasz mi przekroczyć prawdziwej granicy. Półwila westchnęła pod nosem i skinęła głową, poddenerwowana, nagle pragnąca zadurzyć się miłością narkotyku, który czekał na dnie szkatułki w jej pokoju. Robiła to nocą, kiedy nikt nie patrzył.
- Przepraszam - wydukała, w myślach karcąc się za notoryczne pogarszanie stanu szlachcianki; kobieta nawet teraz wykrzesywała z siebie dość cierpliwości, by taktownie zwrócić jej uwagę, wpoić coś do otępiałej głowy. - Och, przecież powinnam była to wiedzieć, trzymać ręce przy sobie, ale ty... - Celine urwała i podniosła wzrok na twarz arystokratki, przez moment przyglądając jej się uważnie, w ciszy, gdy w czaszce dudniło jedynie głośne bicie własnego serca. - Ty wyglądasz na tak smutną, lady Aquilo - smutną inaczej niż ja, choć razem zatapiamy się pod taflą duszącej płuca melancholii, tęsknoty; zazdroszczę ci świadomości, że twój brat nie żyje na pewno. Nie pozostawił po sobie pytań, jedynie zimne ciało i równie zimne odpowiedzi. Natomiast jej ojciec, ten człowiek nakreślony przez rzeczywistość jako brutalny morderca, wciąż wypierał się swych win, mącąc jej w głowie. Jeśli dopuścił się zbrodni, powinien był za nią zapłacić, nawet jeśli rozdarłoby to jej serce na drobne strzępy - ale co jeśli był niewinny? A ona, zamiast mu pomóc, pławiła się w Blackowskich luksusach, służąc tej, która stała po stronie dziwnego, niezrozumiałego dla Celine porządku?
- Tak, ja... Rozumiem. Choć wiele dziewcząt, szczególnie kucharek, powtarza, że takich jak my nie widzi się wcale - zauważyła ostrożną melodią, barwą naiwną, słodką, niespętaną korupcją okrucieństwa czy kąśliwości. Nie znała ich, nawet mimo ciężaru osuwającego się na ramiona, mimo plotek i oskarżeń, które odebrały jej wszystko, zesłały do rynsztoka, na dno otchłani, do jakiej nie docierały nawet syreny. Jak to możliwe, skoro wzięły w swe władanie całe oceany? - A baletnice od dziecka są uczone trzymania dłoni, lady. Nie zawiodę cię już. Nie pod tym względem... - jeszcze raz zapewniła przepraszająco, na dowód swych słów uniosłszy wolną dłoń ku górze; obracała nią delikatnie, jak malowidło okraszone subtelnym światło-cieniem, dokładnie wiedząc w jaki sposób ułożyć palce, by ręka zaprezentowała się pięknie. Dopiero wspomnienie pogrzebu jej matki sprawiło, że opuściła nieco ramiona, odruchem dolewając Blackównie upragnionego trunku. To pozwoliło jej zyskać moment na refleksję w bezpiecznej ciszy. - Nie pamiętam go, byłam za mała - zaczęła po dłuższej chwili. I na tę okazję ułożyła niegdyś taniec, lecz nie pokazała go żadnej żywej duszy. Jedynie Krwawemu Baronowi, który nagle zapłakał, choć nie zdawała sobie wtedy sprawy dlaczego, nieoswojona z jego romantycznie tragiczną historią. - Ale tata mówił, że było pięknie. Zanim spalono jej ciało leżała cała w kwiatach, ubrana na biało, jak anioł. Podobno płakały wtedy nawet pszczoły, a ptaki kołysały ją trelem - ostatnich słów niemal nie sposób było dosłyszeć. Celine mówiła cicho, zbyt cicho, nie tyle onieśmielona czy przygnębiona, co rozmarzona bólem niespełnionego marzenia. Chciałaby ją zobaczyć, swoją mamę, tę prześliczną istotę, nawet bladą, z purpurowymi ustami i zapadniętymi oczyma. Zapamiętać ją jakkolwiek. Czarownica odetchnęła potem głęboko i spojrzała na Aquilę. - Nie będzie lady wygodniej w koszuli nocnej? - spytała, gotowa a mgnieniu oka przebrać swoją szlachciankę i choćby opowiedzieć jej baśń na dobranoc, wierząc, że to pozwoli jej zyskać przynajmniej kilka godzin snu. Nie wino.
Celine Lovegood
Celine Lovegood
Zawód : nikt
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
czy to sam lucyfer mógł się wcielić w nią? jej diabelskie oczy zawładnęły mną, półwili miot na pokuszenie wodzi mnie...
OPCM : 10
UROKI : 3
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455

Powrót do góry Go down

Powinna wiedzieć. Przecież to jasne.
Celine miała na Grimmauld Place 12 dobrze, o wiele lepiej niż inne dziewczęta, które znalazły się w takim samym położeniu. Mogła skończyć jako portowa dziewka, służąca jedynie dla uciechy mężczyzn. Mogła żebrać pod bramami kamienic, licząc na to, że w końcu ktoś się nad nią zlituje i rzuci jej pod zmarznięte nogi sykla lub dwa. Mogła skończyć w rynsztoku. Tymczasem u Blacków miała wszystko czego mogła zapragnąć, przynajmniej w oczach Aquili. Celine doceniała to, starała się przynajmniej, ale dalej nie spełniała wymagań. Czekało ich wiele pracy.
Black przemilczała przeprosiny, nie było potrzeby zresztą by na nie odpowiadać. W końcu służka powinna wiedzieć. Była blisko niej, ale taka miała być, zwłaszcza teraz. Przestało już chodzić o wiązanie gorsetu, o dbanie o paznokcie lub czesanie włosów, teraz miała być jej wsparciem. Oddanym i gotowym do poświęceń w imię lady Black, która była smutna. Jak zresztą miała nie być...
- Ja Was widzę. Widzę Ciebie i oczekuję, że będziesz spełniać wymagania, które są przed Tobą postawione. Jeśli masz kiedyś zostać kimś to musisz się postarać.
Przecież właśnie po to ją wzięła, by dać jej nowe życie, nowy start i nowe możliwości, by pokazać swoje wielkie serce i samą siebie upewnić w tym przekonaniu. Póki co Celine miała zostać z nią i nie było innej możliwości, ale przyszłość mogła spłatać figle. Była młoda, była piękna i miała grację. Teraz nie wyobrażała sobie jej stracić, przecież wzięła ją na własność. Celine nie była zabawką, nie miała stać się marionetką w jej rękach, miała mieć swój styl, miała być jej dumą i osiągnięciem, którego przecież tak pilnie potrzebowała. Może kiedyś nie będzie czesać włosów, może kiedyś znowu zatańczy i ucieszy oczy dobrze urodzonych mężczyzn, może nawet któryś weźmie ją za żonę. Jednak do tego musiała być gotowa, nie mogła przynieść wstydu.
- Dlaczego spalono jej ciało? - dopytała poważnym głosem.
Nie chciała być wścibska, choć te informacje jej się po prostu należały. Chodziło jednak o rodzicielkę tej biednej dziewczyny, kogoś kto na pewno znaczył dla niej więcej niż cały świat. Należało to uszanować, nawet jeśli nie do końca rozumiała te obyczaje.
- Celine, przykro mi z powodu śmierci Twojej mamy... - dodała jeszcze cicho. - Na pewno była wspaniałą czarownicą. To wielki ból... - kiwała powoli głową.
Nie chciała przebierać się w żadną koszulę nocną, kończyć tego dnia i próbować zasnąć. Nie udało się to od tak dawna, a gdy już zamykała oczy i odpływała do jakiejś innej krainy, budził ją palący przełyk i uczucie jakby zimne dłonie chwytały ją i sprowadzały z powrotem do sypialni w Londynie. Nie opłacało się nawet próbować, lepiej było poczekać aż będzie zbyt zmęczona by utrzymać powieki w górze, by wtedy po prostu opuścić je na dół.
- Napij się ze mną.
W pokoju było więcej kieliszków niż tylko jeden znajdujący się teraz w jej dłoniach. W domu było więcej wina niż te pół butelki, które zostało. Dlaczego miałaby nie pić? Dlaczego Aquila sama miałaby raczyć się tym trunkiem skoro mogła poczuć chociaż takie towarzystwo. Mogła napisać do Forsythii albo kazać skrzatowi ją przyprowadzić, mogła zastukać do drzwi pokoju Rigela, ale teraz nie chciała być z kimś kto znał ją aż tak dobrze. Mogła chociaż udawać, że jeszcze się trzyma.
- Weź kielich i napij się ze mną wina.



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black

Powrót do góry Go down

Kimś, po co miałaby zostawać teraz kimś? Kim dokładnie? Ochmistrzynią rodowej posiadłości Blacków, koordynatorką działań służby? Czas, gdy mogła odnieść rzeczywisty sukces, coś znaczyć, już minął. Dawno, dawno temu, za górami, za lasami... Odebrano jej scenę, puenty przyznawane przez szkołę, odebrano nadzieję i poczucie, że w czymś mogłaby się spełnić. A mimo wszystko posłusznie skinęła głową na słowa arystokratki, zbyt tchórzliwa, by spojrzeć jej w oczy. Chciałaby po prostu, by było dobrze, jak dawniej, by ona sama czuła się dobrze. I codziennie ganiła się w myślach za to, że wdzięczność żywiona względem jej dobrodziejki nie sprawiała, że jej nastrój zacząłby piąć się w górę wprost do puszystych obłoczków, do promieni ciepłego słońca i zbawiennej mżawki.
- Tatko opowiadał, że mama bardzo chciała... stać się wieczną na szkockich polach, na których studiowali kiedyś rośliny. Kwiaty o kłach zamiast pręcików. Och, albo zamiast kolców - z zakłopotaniem utkwiła wzrok w swych dłoniach, pełna zdumienia, że szczegóły tego, co piękne, cenne, zaczynały powoli uciekać z jej pamięci. Jak mogła nie trzymać ich przy sobie, blisko, w objęciach tuż przy piersi? Przy bijącym dla nich sercu? Celine odetchnęła krótko, drżąco, zanim delikatnie pokręciła głową do swych myśli i w końcu spojrzała na Blackównę spod kurtyny jasnych rzęs. - Rozsypano tam jej prochy - wyjaśniła gwoli ścisłości. Nieczęsta praktyka, lecz odpowiednia dla kogoś takiego jak pani Lovegood. Żyli wśród lasów, rozpływali się wśród fal, natura była ich domem, zaś oni - wdzięcznymi za jej miłość dziećmi. Nawet Celine, choć do długich spacerów borowymi ścieżkami, wspinaczki po drzewach czy wylegiwań na łąkach było jej teraz daleko; nie wiedziała nawet gdzie w Londynie można by odnaleźć skwerek niezmąconej, bezpiecznej zieleni przypominającej bezkresną potęgę niezabudowanych miejsc. - Dziękuję, lady, ale... Ona teraz wygrzewa się w słońcu, wśród tego, co sprawiało jej radość. Dała życie nowym kwiatom. Myślę, że jest szczęśliwa - uśmiechnęła się lekko, leciutko; szczęśliwa w porównaniu do mnie, na pewno. Poporodowe bóle trwały zbyt długo, doszczętnie zniszczyły jej organizm, śmierć okazała się zatem przyjacielem. Zabrała ją z padołu smagającego ją skurczami, rozrywanym ciałem i plującą krwią, w zamian odbierając jedynie możliwość poznania swojego dziecka. Ale to nic. Celine czasem czuła jej obecność w powietrzu; wiedziała, że rodzicielka spogląda na nią z boku, jest aniołem stróżem. To znaczyło, że tak musiało być. Że wyrzucono ją z akademii nie bez przyczyny. Że gdzieś na dnie tego szaleństwa czaiła się nadzieja, której słodyczy dziś nie pojmowała. Czy w podobny sposób Alphard strzegł swojej drogiej siostry?
Celine rozchyliła wąskie wargi w proteście, który utkwił jej w gardle. Napij się ze mną - jak mogłaby? Lecz sprzeciwienie się Aquili jedynie dodałoby szlachciance smutków, dlatego półwila powoli zsunęła się z łóżka i podeszła do srebrnego stoliczka, z którego wzięła drugi kieliszek, tym razem dla siebie. Ciążył jej w dłoni, jak grzech, jakiego nie powinna była się dopuścić. Przez moment przyjrzała się zatem wypolerowanemu szkłu, zanim powróciła do lady Black i zajęła to samo miejsce, choć w odrobinę większym dystansie. Nie stykały się już ani ramieniem, ani biodrem.
- Lady, jeśli mogłabym... Jakie jest twoje najprzyjemniejsze wspomnienie związane z lordem Alphardem? - zapytała cicho, pragnąc zwrócić uwagę swojej pani na inny tor, przyjemniejszy, radośniejszy; z ociąganiem podsunęła butelkę wina i nalała odrobinę do swojej czary, by podnieść ją do ust i wziąć zeń niewielki łyk. Zbyt cierpkie. Zbyt mocne. Zbyt smutne. Nic dziwnego, że podświadomie dokonała właśnie takiego wyboru, wiedziona poleceniem Aquili. - I mam jeszcze jedno pytanie, lady. Czy mogłabym może, uh, czy mogłabym trzymać w swoim pokoju uskrzydlonego konika morskiego? - podjęła z zakłopotaniem, rumieniąc się mocno, nim dodała z szeroko otwartymi oczyma, - Obiecuję, że nie wyrządzi żadnej krzywdy!


Ostatnio zmieniony przez Celine Lovegood dnia 16.01.21 21:36, w całości zmieniany 1 raz
Celine Lovegood
Celine Lovegood
Zawód : nikt
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
czy to sam lucyfer mógł się wcielić w nią? jej diabelskie oczy zawładnęły mną, półwili miot na pokuszenie wodzi mnie...
OPCM : 10
UROKI : 3
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455

Powrót do góry Go down

Stać się wieczną na szkockich polach. Jak pięknie brzmiało to stwierdzenie. Tak jakby lekki wiatr muskał wysoką trawę, jakby cichy szum zboża, jak promienie słońca odbijające się w tafli strumienia. Aquila Black zamknęła na chwilę oczy, pozwalając by ta myśl ją poniosła, daleko na te pola. Zamknęła oczy i rozejrzała się oczyma wyobraźni po rozległym terenie, wyszukując wzrokiem mamy Celine. Jak kobieta mogła wyglądać? Czy była taka jak ona? Tak piękna, jasnowłosa, o różnokolorowym spojrzeniu, o delikatnych dłoniach, płynnych ruchach i cichym głosiku? Służka mówiła, że teraz jej mama wygrzewa się tam w słońcu, ale nikogo nie dostrzegła. Black otworzyła oczy i z powrotem była w swoim własnym pokoju, dziś już nie tak lekkim, a smutnym i przygnębiającym. Upływ czasu nie działał, mijał już ponad tydzień od śmierci Alpharda, a jednak nic się nie zmieniło. Dalej czuła ten sam ból. Czy Alphard też będzie trwać wiecznie na pięknych szkockich polach? Nawet nie chciała myśleć co stało się z jego duszą i gdzie się podziewa.
- Nie jest szczęśliwa, Celine. Jest martwa - przeszło jej przez zęby, choć niewiele myślała o tym co mówi.
Nawet przez chwilę zrobiło jej się przykro, nie chciała by Celine posmutniała, a słowa które padły z jej ust były gorzkie, odbierające nadzieje. Nie wycofała się jednak z nich. Jak ktoś kto nie żyje mógł być szczęśliwy? Black wiedziała, że kiedyś też odejdzie, każdy kiedyś musiał odejść. Coś jednak w głębi duszy kuło ją i nie pozwalało odejść. Piekące poczucie niesprawiedliwości tego świata. Alphard nigdy nie powinien odejść, była w stanie za niego poświęcić dziesiątki innych. Kolejne pytanie wybiło ją z rytmu. Nie spodziewała się go, nie z jej ust.
- Kiedyś... - powiedziała z delikatnym uśmiechem, takim zaledwie z kąciku ust. - Kiedyś Alphard zabrał mnie na lodowisko. Jak byłam jeszcze całkiem mała, od tamtej pory zresztą nie jeździłam na łyżwach. Ale byliśmy tam sami, żadnych niepotrzebnych tłumów. Kręciliśmy piruety na lodzie - wzrok miała mętny, wpatrzony w dalekie pole, gdzieś za okno, licząc na to, że dostrzeże tam jego twarz. - Chyba przewróciłam się wtedy, podniósł mnie - on już tak miał, podnosił.
Twarz znów jej posmutniała. Tamto lodowisko już nie wróci, żaden dzień który spędzili razem w Hogwarcie nie wróci, żadna wspólna rozmowa, żadna dyskusja i żaden wieczór przy winie. Wszystko to odeszło i już nigdy nie będzie mogła posłuchać jego głosu, poznać jego myśli, złapać go za dłoń. Za zaledwie kilka dni jego trumna miała na zawsze się zamknąć.
- Lepiej żebym go nie widziała... - odpowiedziała jedynie krótko. - Ani tym bardziej mój ojciec.
Jeśli zamierzała trzymać skrzydlatego konika morskiego w swoim pokoju to w tym pokoju powinien on pozostać. Zawsze.

zt x2



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black

Powrót do góry Go down

4 października, późny wieczór

Celine myślała, że tego dnia czekał ją wyłącznie zasłużony odpoczynek. I tak by nie spała, ale przynajmniej leżała na wygodnym łóżku skryta pod kołdrą, ze zmartwionym spojrzeniem utkwionym w ornamentalnym suficie wysoko nad jej głową. Niebawem znów miała odwiedzić tatka w celi, pewnie jeszcze bardziej zmizerniał, może w ogóle przestał jeść, a nie daj Merlinie współwięzień kolejny raz podbiłby mu oko, wybił zęba... Widzenia w miejscu takim jak Tower napawały ją okrutnym przelęknieniem. Nie tyle bała się przechadzać w dół odstraszających korytarzy, co bała się stanąć z ojcem twarzą w twarz. Pan Lovegood, ten dobry, uczynny człowiek hodujący dirikraki, jego już niebawem nie będzie. Z dnia na dzień cud mogący ocalić go od wyroku zdawał się coraz mniej prawdopodobny, choć w sercu półwila modliła się o niego co wieczór.
Pukanie do drzwi rozległo się cicho, ale i tak przecięło jej myśli niczym ostrze rzuconego w powietrzu noża. Ciało przeszedł prąd zdumienia. Czarownica poderwała się z łoża i uchyliła drewno, przez szparę dostrzegając znajomą, starszą służącą. Wzywa cię lady Aquila, tyle powiedziała, zanim zniknęła w mroku korytarza, wiodąc za sobą lewitujący kosz wypełniony świeżym, przyjemnie pachnącym praniem. Co się stało? Arystokratka pouczyła ją, że będzie mieć dziś ważnego gościa, nakazała, by im nie przeszkadzano, Celinie nie myślała jednak, że będzie jej jeszcze potrzebna. Z przyspieszonym oddechem zrzucała więc z siebie bladorumianą koszulę nocną, na ciało nawlekając jedynie zwyczajowy, czarny uniform, sukienkę, w której prezentowała się przed swoją pracodawczynią. Czółenka zakładała już po drodze. Przeskakiwała z nogi na nogę, zwinnie nasuwając ciemne, płaskie buciki na stopy, po drodze minąwszy ciemną, smukłą postać. Wysoką, dużo od niej wyższą, o zimnym spojrzeniu oczu, których nie mogła odróżnić od półmroku panującego dokoła. Zdążyła jedynie dygnąć nieskładnie, lecz ta pozostała niewzruszona, wiedziona gdzieś dalej samotną wędrówką; Celine nie myślała o tym zbyt wiele, jej priorytetem było upewnienie się, że lady Aquili nic nie dolegało, a gdy tylko zapukała do drzwi i prędko weszła do środka...
Och, Merlinie. Och, słodki, słodki Merlinie. Widok stojącej przy wannie kobiety zroszonej czerwienią o tak intensywnym, mdlącym zapachu sprawił, że złotowłosa pisnęła cichutko i przycisnęła się do framugi zatrzaśniętych za sobą drzwi, odwrócona do niej plecami. Co tu się stało? Znała tę woń, nie mogłaby pomylić jej z żadną inną, przecież w trakcie baletu często dochodziło do krwawych wypadków - ale dlaczego, dlaczego właśnie jej pani? Czytała o tym w Czarownicy, ale nie myślała, nie spodziewałaby się, że...
- Lady, nie, ja... Nie mogę, nie mogę na to patrzeć, przepraszam, nie mogę - plotła w absolutnym przerażeniu, czując jak spina się każdy mięsień jej ciała, świat wiruje przed szczelnie zamkniętymi oczyma, a metaliczny zapach drażni nozdrza zbyt intensywnie. W każdej chwili mogłaby zwymiotować, jednak resztką sił dzielnie powstrzymywała instynkt organizmu. - P-proszę pozwolić mi wrócić do pokoju - błagała na granicy łez. To nie była krew koźląt, na pewno nie. Była ludzką posoką, zebraną z czyichś żył, w imię tego, by jej pani, no właśnie - mogła wyglądać ładniej niż dotychczas? Przecież to chore, okrutne, okropne!
Celine Lovegood
Celine Lovegood
Zawód : nikt
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
czy to sam lucyfer mógł się wcielić w nią? jej diabelskie oczy zawładnęły mną, półwili miot na pokuszenie wodzi mnie...
OPCM : 10
UROKI : 3
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455

Powrót do góry Go down

Potrzebowała relaksu bardziej niż czegokolwiek innego. Został zaledwie dzień do pogrzebu, a wszystkie troski musiały odejść z jej twarzy, pozostając jedynie w sercu. Cera miała pozostał nieskazitelnie czysta i piękna, a ku temu najlepiej służy kąpiele we krwi, o czym zresztą miała okazję przekonać się całkiem niedawno. Trwała wojna, jej własny brat oddał życie ku sprawie, jak prawdziwy bohater. Zaledwie jutro miała udać się na jego potrzeb. Odziana w czerń, z ukrytą twarzą tak by nikt nie był w stanie dostrzec jej łez. Potrzebowała znaleźć odrobinę relaksu, potrzebowała oczyścić samą siebie i sprawić by jej skóra wygląda tak jakby w ciągu ostatnich dni spała więcej niż kilka godzin. Zabiegu doszedł jednak kres, a jej ciało dalej pokrywała szkarłatna barwa, którą należało zmyć. Stała nago, otulona jedynie jedwabnym szlafrokiem, gdy do pokoju zapukała Celine.
- Wejdź - powiedziała gdy rozległ się stukot.
Służka stanęła jak wryta, jak nigdy przedtem. Black była całkowicie naga, jednak nie było powodu by miała ukrywać cokolwiek przed Celine. Została przeznaczona do służenia jej. Od kiedy wyciągnęła do niej dłoń w porcie i od kiedy szkoliła ją, tresowała by była oddana i spełniała wszystkie zachcianki, tak jak powinna, Celine nie powinna mieć problemów z obserwowaniem nagiego ciała.
- O czym Ty mówisz? - wykrzywiła się zdenerwowana wręcz jak błogie uczucie kąpieli powoli odpływa z jej ciała. - Masz mnie umyć - powiedziała krótko wychodząc z wanny.
Na podłodze zostały jedynie dwa ślady krwi spływającej po stopach Aquili. Zaledwie za kilkanaście godzin miała pożegnać własnego brata. Łączyło ich coś więcej, silna więź rodzeństwa trzymającego się zawsze razem, nawet w obliczu największego zagrożenia.
- Celine, rozmawiałyśmy o tym. Nie życzę sobie żadnych zaprzeczeń. Jak widzisz, musisz mnie obmyć. Krew mugolskich dziewic jest niezwykła jeśli chodzi o utrzymanie mej cery w odpowiedniej kondycji, ale wymaga odpowiedniej pielęgnacji już po. Chyba nie wyobrażasz sobie bym w takim stanie położyła się do łóżka lub, tym bardziej, pokazała jutro na pogrzebie - wpatrywała się w służkę zmrużonymi oczami, pełnymi narastającej na jej obawy złości. - Zamknij drzwi - dodała jedynie.
Zostało niewiele czasu by na zawsze pożegnać własnego brata, by przybrać czerń, opuścić dom i podążyć w stronę cmentarza, po raz ostatni oddając mu hołd. Musiała wyglądać odpowiednio, zwłaszcza jeśli po drodze zjawili by się fotoreporterzy z Czarownicy. Ci bywali wręcz nieprzewidywalni.
- Zrób mi masaż - powiedziała krótko siadając na jednym z krzeseł stojących przy biurku. - Chcę jeszcze rozkoszować się tym zabiegiem, nawet nie zdajesz sobie sprawy jak wiele przyjemności mi to dało, Celine. Zależy Ci na mojej przyjemności, prawda? - oczekiwała rozmasowania karku.
Kąpiel była relaksująca, kolejny raz zresztą, ale ciało domagało się więcej pieszczot. Pozostała naga, nie miała zresztą powodu by ubierać na siebie cokolwiek co pozwoliłoby zakryć się przed Celine. Powinna znać jej potrzeby na wylot, nawet jeśli właśnie po miękkiej skórze Aquili spływały resztki krwi.



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black

Powrót do góry Go down

Nie nagie ciało Aquili tak nią wstrząsnęło. Tancerki często widziały siebie w podobnym negliżu, znały tajemnice wzajemnej fizjonomii, przyzwyczajały wzrok, bo jak inaczej można by wznieść się na wyżyny nie patrząc w jakim stopniu rozciągnięte są współbaletnice, może nawet rywalki? Nie, to nie to. Ale ta krew... Ta czerwona poświata, którą podkreślał ciepły blask ustawionych dookoła świec, przygaszone światło lampy okrutnie akcentujące gamę kolorów, jaka na kimś tak dobrym jak lady Black nigdy nie powinna była się znaleźć. Dlaczego? Och, dlaczego? Jakim cudem słowa nakreślone w Czarownicy wpłynęły na nią tak bardzo, by porzucić wszelką przyzwoitość? I czy ta ciemna postać mijana w korytarzu była za to odpowiedzialna? Celine pożałowała, że zaoferowała jej dygnięcie. Niedoskonałe, nieeleganckie, ale wciąż pełne szacunku i powitania w rodowej posiadłości. Takich złoczyńców powinno się karać, nie nagradzać.
- Dlaczego lady to zrobiła? - wykrztusiła z siebie głucho, zamiast podbiec do niej i służalczo chwycić za rączkę prysznicowej części, obmyć strumieniem wody karminowe ciało. Nie, nie mogła się poruszyć; wciąż tkwiła przy progu zamkniętych drzwi, z czołem przyciśniętym do drewna i mocno zaciśniętymi powiekami, dłońmi przywartymi do ściany, jakby chciała się jej chwycić. Czuła jak drżą jej nogi, a zawartość żołądka wywraca podobnie tańczącemu żądlibąkowi. - To okropne, złe, przecież... To byli kiedyś ludzie - mugole, jak podkreśliła Aquila, choć dla Celine nie miało to znaczenia. Tamte panie niczym nie zawiniły, na pewno nie prosiły o to, by skończyć jako - co? Maść pielęgnacyjna dla czarownicy szlachetnego urodzenia?
Zależy ci na mojej przyjemności, prawda? Ogarnął nią gorąc a ciało przeszedł obrzydliwy dreszcz, lecz półwila w końcu wyprostowała lekko plecy i odsunęła się od wejścia, niepewnym, przerażonym krokiem idąc w kierunku swojej pracodawczyni. Wzrok różnokolorowych oczu uparcie tkwił w wypolerowanej podłodze. Nie mogła na nią spojrzeć, Merlinie, w powietrzu wciąż unosił się makabryczny zapach śmierci, który sprawiał, że Celine w każdej chwili gotowa była stąd wybiec, a jednak brnęła prosto do paszczy lwa, wyciągając przed siebie ręce. Dłonie zawirowały nieopodal ramion Blackówny - wyobraziła sobie wówczas, że dotyka krwi tych niewinnych istot, że czerwony, zaschnięty płyn wchodzi jej pod paznokcie i znaczy palce, że nigdy nie będzie w stanie zmyć z siebie współudziału w tym tyrańskim procederze... I znów obróciła się na stopach, tym razem w bok, pochylając do przodu. Kaskada złotych włosów przysłoniła twarz, a donośny kaszel przeszył pomieszczenie na wskroś. Kilka nieuważnych oddechów dzieliłoby ją od wymiotów, gdyby nie fakt, że prędko spróbowała uspokoić organizm.
- Nie dam rady - wydyszała, spocona i przestraszona. To nie spodoba się jej lady, na pewno, ale istniały granice, których Celine nie była w stanie przekroczyć. Nawet z ojcem mordercą. - Tak nie powinno być. Lady nie jest złą osobą, wiem to, jesteś dla mnie dobra - więc dlaczego? - Oczy zaszkliły jej się bezsilnością, kiedy przekraczała następne granice. Aquila naprawdę wierzyła, że czyjaś posoka poprawi jej urodę? Była w stanie tak po prostu przyjąć do siebie fakt poświęconych w jej imię istnień? Półwila nie sądziła, och, nigdy nawet nie śmiałaby pomyśleć, że kruczowłosa arystokratka była tak próżna. - Zmyjmy to szybko, proszę, lady, zapomnijmy, że coś tak... bardzo nieludzkiego miało tu miejsce. Obmyję cię olejkami i przewietrzę - mówiła już szybko, mając nadzieję, że szlachcianka nie zacznie tym razem oponować; ale Lovegood nie zapomni tego, co tu widziała. Nie zapomni czerwieni tej niewinnej krwi, jej zapachu i co najmniej kilku straconych żyć. Zatykając dłonią usta i nos podeszła do okna, by szybko uchylić jego szybę, wpuścić do środka późnonocne powietrze.




this doesn't feel like home
Celine Lovegood
Celine Lovegood
Zawód : nikt
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
czy to sam lucyfer mógł się wcielić w nią? jej diabelskie oczy zawładnęły mną, półwili miot na pokuszenie wodzi mnie...
OPCM : 10
UROKI : 3
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455

Powrót do góry Go down

Nie miała najmniejszej ochoty tego słuchać.
Wstała i niemal na palcach podeszła do okna przy którym stała Celine. Było zimno, październikowa noc otulała mgłą cały Londyn, a niebo zdawało się znać nastroje panujące przy Grimmauld Place. Chłodny wiatr wdzierał się przez okno do sypialni Aquili Black, gdy tak stala i po prostu wpatrywała się w służkę. Dostała ona wszystko czego potrzebowała. Własny pokój, nawet jeśli ciasny, to jednak tylko dla niej. Pokój w którym mogła zasypiać i budzić się z godnością, gdzie mogła trzymać własne rzeczy, gdzie niemal nikt jej nie kontrolował. Dostawała pieniądze na własne potrzeby, miała co jeść gdy w mieście głodowali ludzie, nawet tacy bardziej zaradni od niej. Wszystkie wydarzenia wcale nie sprzyjały bezbronnej dziewczynie bez dobrego nazwiska o kiepskim statusie krwi. Ta jednak zdawała się tego nie doceniać, tak wiele razy już nie wywiązując się prawidłowo ze swoich obowiązków. Miała zaledwie kilka zadań, była traktowana o wiele lepiej niż reszta służby, na co z pewnością te inne narzekały. Na Grimmauld Place nie była zresztą długo, a dalej nie potrafiła uszanować osoby dzięki której jej życie zaczynało nabierać barw.
Black mogła zrobić w tej sytuacji wiele. Sięgnąć po różdżkę i spróbować przypomnieć sobie jakieś z bardziej ponurych zaklęć których zwykł nauczać w Hogwarcie Grindelwald. Mogła wyrzucić ją z domu, mogła zabrać wszystko to co już dostała, zostawić na ulicy na pastwę losu. Aquila zamknęła na chwilę oczy, czując jak cały błogi nastrój, jak jedyna chwila, w ciągu ostatnich tygodni, w której mogła zaznać choć trochę relaksu, odpływa gdzieś daleko. Nie była nawet smutna, była po prostu zła, że ktoś śmiał przerwać ten stan. Otworzyła je, a w źrenicach było widać złość.
- Czy naprawdę wydaje Ci się, że Twoje zdanie ma jakiekolwiek znaczenie? - spytała cicho marszcząc brwi. - To byli kiedyś ludzie? Dlaczego los paru mugoli miałby być więcej wart niż mój los i mojej rozpaczy, Celine?! - głos podnosiła coraz mocniej, a wszystkie emocje zbierane przez ostatnie dni narastały w zatrważającym i wręcz niepohamowanym tempie. - Jak śmiesz tak twierdzić? JAK ŚMIESZ MNIE OCENIAĆ?! - nie była już w stanie powstrzymać krzyków, a jej dłoń uderzyła jasny policzek Celine.
Nie planowała tego, nie chciała.
Przez chwilę wstrzymała oddech, pełna przerażenia co właśnie zrobiła. Nigdy nikogo nie uderzyła, nie w taki sposób. Nie osobę która mimowolnie stawała jej się bliższa. Emocje, które w niej narosły nie były w stanie jednak wyhamować i teraz Aquila dyszała, a z jej oczu mimowolnie spływały łzy. Wpatrywała się jeszcze w Celine, nie będąc pewną jej reakcji.
Nigdy nie powinna jej oceniać, nie w taki sposób. Nie powinna mieć prawa do wygłaszania swoich uwag, nawet jeśli te mogłyby okazać się słuszne. Nawet jeśli... Wstrzymała oddech, a łzy jakby zatrzymały się w kącikach oczu i nie chciały płynąć dalej. Nigdy nie pomyślała o tym w ten sposób. Jak to... ludzie? Jedna myśl goniła drugą i te zdawały się przenikać przez siebie tworząc w głowie jakąś dziwną siatkę połączeń, nie mających żadnego logicznego sensu. Nigdy nie pomyślała o nich w ten sposób. Dlaczego zresztą by miała? Została wychowana inaczej i inne zasady wpojono w jej głowę.
Nie, to nie było prawdą. Celine się myliła.
- Zamknij okno, nie mogę się przeziębić - powiedziała jeszcze odwracając od niej wzrok, nie dłużej patrzeć w te różnokolorowe oczy, nie chciała nawet zastanawiać się co tej biednej dziewczynie zrobiła. - Musisz przygotować mi suknie na jutro, ale najpierw obmyj mnie.



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Sypialnia Aquili

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach