Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Bezpieczne wybrzeże
AutorWiadomość
Bezpieczne wybrzeże [odnośnik]03.10.20 19:52
First topic message reminder :

Bezpieczne wybrzeże

Wybrzeże usytuowane od bardziej wietrznej i mniej uczęszczanej strony wyspy, nocą piękne widać stąd księżyc. Zejście do wody jest nieco ostre, a samo morze sięga pasa w najpłytszym miejscu. Okoliczne wody, podobnie jak te wokół całej wyspy, nie uchodzą za bezpieczne, prócz jadalnych ryb niekiedy da się w nich zaobserwować co bardziej niebezpieczne gatunki morskich stworów, a przez osadę niesie się wieść, że ktoś kiedyś dostrzegł w oddali ogon morskiego smoka. Zejście do wody jest kamieniste, niewygodne.

Zostało zabezpieczone w sierpniu 1957 r., wtedy również odłowiono i... zjedzono bytującego w pobliżu smoka, który okazał się wężem.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 20.11.20 14:06, w całości zmieniany 4 razy
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Bezpieczne wybrzeże - Page 17 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Bezpieczne wybrzeże [odnośnik]22.01.21 10:26
Miała przed sobą prawdziwą burzę emocji, które tańczyły tutaj jakiś egzotyczny, zupełnie jej nieznany taniec. Była zaskoczona, bo tak naprawdę nigdy nie miała okazji obserwować ich razem. Znała Steffena i Isabellę oddzielnie, spędzała z nimi czas oddzielnie i uważała wtedy, że muszą być przeuroczy i kochani razem. A w tej chwili widziała prawdziwy spektakl - emocji, braku zaufania, strachu przed odrzuceniem, jakiegoś napięcia. Jakiegoś podejrzenia. Wydawało jej się, że oni uważali siebie nawzajem za tych jedynych. Dlaczego więc ich związek został poddany takiej ogromnej podejrzliwości. Nie! Nawet nie podejrzliwości - Isabella założyła od razu, że jedno przytulenie ze strony przyjaciółki to zdrada. Czyli ciągle go o to podejrzewała?
Czy na tym miała polegać prawdziwa miłość?
Doszła do jednego wniosku - naprawdę potrzebowali więcej czasu dla siebie i chciała pomóc im naprawić tę okropną sytuację. Dlatego przyklęknęła przy przyjaciółce od razu gry ta upadła na kolana, brudząc swoją mokrą spódnicę w piasku, ale to jej nie obchodziło. Objęła dziewczynę ramionami, wtulając nos w jasne włosy, chyba nasiąknięte jakimś niedrogim zmiennikiem drogich perfum, których damy używały od kiedy tylko zaczynały pierwszy raz wypowiadać proste słówka. - Głuptasie Ty! - powiedziała głosem prawie łamiącym się. Przez wybuch emocji panny Presley, sama miała ochotę zupełnie się spłakać. - Chyba nie uważasz, że gdyby jakikolwiek chłopak, nieważne czy Steffen czy nie, próbował Cię oszukać, to bym od razu Ci tego nie powiedziała? - Puściła ramiona dziewczyny i ułożyła dłonie na jej policzkach. Ścisnęła je nawet lekko tak, że usta blondynki zwęziły się i wyglądała trochę jak zdziwiona rybka. - Nigdy bym nie zrobiła tego przyjaciółce, Ty głupie gniazdko pufków. - Przesunęła jedną z dłoni po włosach dziewczyny. Isabella została objęta przez nią, przez Steffena, sama mogła zobaczyć jak oboje bardzo dbają o jej dobre samopoczucie. Jak bardzo się dla niej starają. - Nie wiem jak wygląda to wśród Twoich znajomych, ale wianki... one już od dawna dla nas nie miały znaczenia miłosnego. Ojcowie łapią wianki swoich córek, bracia - sióstr, a przyjaciele - przyjaciółek. Czy aż tak nam nie ufasz? - spytała, a w jej oczach dało się teraz dostrzec już tylko smutek. To akurat bardzo ją bolało, miała wrażenie, że przyjaciółka uważa ją teraz za jakąś okropną ladacznicę, która poszłaby za pierwszym mężczyzną, który okaże jej zainteresowanie, nieważne czy to chłopak jej przyjaciółki. - No już, wstawaj. - Sama się uniosła, po czym złapała przyjaciółkę za obie ręce, by pociągnąć ją też do pozycji stojącej. - Macie taniec do odtańczenia.


If I could write you a song to make you fall in love
I would already have you up under my arms
Elizabeth Dearborn
Zawód : ręce które leczo
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
nie pragniemy
czterech stron świata
gdyż piąta z nich
znajduje się w naszym sercu
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8855-elizabeth-cornelia-dearborn#263872 https://www.morsmordre.net/t8860-vivaldi#264039 https://www.morsmordre.net/t8858-ladybug#264029 https://www.morsmordre.net/t8863-przedpokoj#264132 https://www.morsmordre.net/t8916-skrytka-nr-2089#266537 https://www.morsmordre.net/t8861-lizzie-dearborn#264115
Re: Bezpieczne wybrzeże [odnośnik]22.01.21 20:09
Pierwszy raz czuła miłość, pierwszy raz przy nim, niewymuszoną, niezadecydowaną, nieustaloną przez wielkie głowy sterujące twarzami niepewnych kochanków. Przyszła lekko i niespodziewanie, otuliła ją wiosennymi szalami, porwała delikatne stopy ponad linię łąk i plaż. Odkrywała ją po swojemu, uczyła się wzlotów emocji i starała się zapanować nad spiesznymi ich upadkami tak, by nie uczynić krzywdy ani sobie ani nikomu innemu. Jednak wciąż była iskrą, która chciała przylec, zasnąć w swoim kominku, poszukać braterskich płomyków, a potem podskakiwać razem z nimi w tańcu. Chciałaby tej jedności, tego wspólnego przebiegania przez niezbyt przetarte drogi. Chciałaby być jego miłością i jej przyjaźnią, a nie nadętą damulką, której ktoś wylał wino na sukienkę. Wyrzuty sumienia połykała dzielnie, ale parzyły gardło. Wiedziała, jak wielki popełniła błąd, jak naiwnie popatrzyła na tę sytuację, przyjmując zbyt szybko najczarniejszy scenariusz. A przecież oni ją kochali, ona tę miłość czuła. Dlaczego więc tak wybuchła? Dlaczego pozwoliła, by strach wysłał w ich stronę srogie pożary? Nosem wciągała teraz popiół, drażliwą spaleniznę, rozczarowanie. Jakże głupia! Załkała więc mocniej, przyciskając te kwiaty, nie będąc w stanie tak po prostu na nich spojrzeć. Obiła się twardo o ziemię, pospieszne związki uczyniły krzywdę wszystkim wokół. To nie były salony, gdzie każdy kłamał w każdej sprawie. To była uczynna, kochana Elizabeth, tak mądra i bystra. To był też jej kochany Steffek, zbyt dobroduszny, by rozsadzić jej serce. Liście kwiatów wycierały jej ostatnie łzy.
– Przepraszam, ja… nie wiem, co sobie myślałam, dlaczego w to wszystko uwierzyłam – mruknęła skruszona, a w środku pomyślała, że dobrze byłoby zwalić na klątwę i nieokreślone opętanie. Owszem, może i zachowanie to wydawało się szalone, ale stało się wynikiem jej pochopności, a nie czarnej magii. Kłamać już nie chciała. Nie im. Dość złego uczyniła w ciągu tych kilku chwil, które miały upłynąć w miodowym, letnim świętowaniu. Pod stopami piaski uwierały ciało opatulone w cienką sukienkę. Klęczała osłabiona własną bezmyślnością. To cenna lekcja, choć… - Powiedziałabyś – bąknęła nie jak szlachcianka, a jak ten wzruszony szczeniak, którego właśnie przyłapało się na gorącym uczynku. – A ja wszystko popsułam. Popsułam wam świętowanie. Tak się cieszyłam na ten dzień, chciałabym tańczyć i nosić kwieciste korony, marzyć i nocą wyglądać za gwiazdami. Chyba się przestraszyłam, tak niemądrze. Mogliście teraz mnie tu zostawić. Nie chciałam czynić wam żadnej przykrości. Bo ja.. ja… - próbowała mówić dalej, ale tych parę łez trzeba było przełknąć, bo zaczynały topić jej język. – Nie wiem tak właściwie, jak to jest – dopełniła wreszcie, choć ta dwójka zapewne zdążyła się już w tym wszystkim zgubić. Wyszkolono ją na żonę szlachcica, choć najwyraźniej i to im nie o końca wyszło, bo nigdy nie wpisywała się w idealne obrazy matki. Teraz jednak wyobraziła sobie, jaką kiepską dziewczyną musi być w ich oczach. Zawiodła, zawiodła wszystkich. – Myślałam sobie rzeczy, których nie powinnam. I tak bardzo się wszystkim przejmowałam, nic nie mogłam przełknąć. Ja… ja chyba nie jestem najlepszą dziewczyną – obwieściła, nim Steffen bohatersko zgarnął ją w ramiona i głaskał. Głaskał każdą burą myśl, a jego ciepło dodawało jej niesłychanego pocieszenia. Odsunęła się lekko od Cattermole’a i spróbowała znów stanąć na dwóch nogach wspierana przez uczynne dłonie Lizzie.
– To wy jesteście moimi znajomymi. Moją rodziną. I obiecajcie, że powiecie mi, wszystko mi powiecie! Kiedy będę mówiła coś nieodpowiedniego. Ufam, bardzo ufam. Ja tylko… Czy mi wybaczycie? – zapytała ciszej, czując, że jej dudniące serce głośniejsze jest od słów. Mokrymi oczami spoglądała, a w tych blaskach odbijała się nadzieja. – Zatańczcie, proszę. Albo moglibyśmy zatańczyć razem. Och, gdybym tylko miała moc Wendeliny Dziwacznej, może mogłabym cofnąć czas? – odpłynęła na momencik, wnosząc spojrzenie ku chmurom. Tu było pięknie, zbyt pięknie, by uśmiercić to wszystko w ogniu. Nie zasługiwała na nich.
Isabella Cattermole
Zawód : Stażystka w lecznicy
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczona
Najmilszy sercu jest prawdziwy w nim pożar.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Bezpieczne wybrzeże - Page 17 A8172ec5839139146051f7b54e49c5d0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7405-isabella-selwyn https://www.morsmordre.net/t7416-iskierka https://www.morsmordre.net/t7414-bardzo-nieprzykladna-lady#202782 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t7417-skrytka-bankowa-nr-1810#202799 https://www.morsmordre.net/t7415-isabella-selwyn
Re: Bezpieczne wybrzeże [odnośnik]23.01.21 2:29
Spoglądał na Elizabeth (tak dojrzała mu się teraz wydała!) z cichym podziwem, zdając sobie sprawę z dwóch rzeczy.
Po pierwsze, zupełnie nie rozumiał zawiłości damskich emocji, kobiecych przyjaźni, tego obcego świata. Może dlatego tak długo kochał się w dziewczętach jedynie z daleka (i co tydzień w innej), przegrywając na aktywnym froncie miłosnym. Owszem, od zawsze kumplował się z Forsythią, a niedawno zawiązał przyjaźń z Marcellą, ale to... to co innego!
Po drugie, że Lizzie jest bardzo odważna, insynuując Belli wprost to, na co on nie mógł się zdobyć: świat Oazy, świat szarych obywateli, znacznie różnił się od arystokratycznych konwenansów i... arystokratycznych dramatów. Pierwsze starcie na ten temat mieli z Bellą pod koniec czerwca, a na początku lipca usiłował jej to wytłumaczyć, powołując się na Zakon i na to, że walki w towarzystwie mniej lub bardziej znajomych kobiet są jego nową codziennością. Wyglądało jednak na to, że proces przystosowania się będzie długotrwały. Jednak, czy mógł w ogóle winić za to Bellę, za jej emocjonalne wybuchy spowodowane dysonansem poznawczym? Chyba nie, chyba nie miał prawa! Lizzie nie widziała przepięknego Pałacu Bealieu, tego wszystkiego, co Bella zostawiła za sobą.
Przełknął ślinę, gdy Lizzie popchnęła ich do tańca - a co z jej wiankiem? Zanurkowała do wody po wianek Belli, co jeśli w tym czasie przegapiła okazję na własny taniec? Ale przecież nie mógł zatańczyć z nią sam na sam, nie przy roztrzęsionej Belli. Posłał swojej dziewczynie spłoszone spojrzenie, ta zaś przepraszała, sugerowała nowe rozwiązania, a Steff poczuł się jeszcze bardziej zaplątany. Taniec w trójkę? Ale... jak, w kółeczku? Zasugerowałby ciuchcię albo kaczuszki, ale to chyba nie pasowało do okazji.
-Hej... hej, koniec tematu, dobrze? - zadecydował kategorycznie, tuląc spłoszoną Bellę. -Zatańczymy w... odbijanego i zaraz zapomnimy o całej sytuacji. - zaproponował, chcąc ośmielić Bellę do tańczenia nie-tylko-romantycznego i bardzo chcąc znaleźć partnera dla Lizzie. -Zaraz znajdziemy jakiegoś mojego kolegę - jego najlepsi koledzy byli w Londynie, co za przykra prawda! Najwyżej zapozna się z kimś spontanicznie. -A na razie... nie jesteście głodne? Skosztowałbym tego morskiego węża! - zaproponował desperacko. Jeśli nie wiesz na co zmienić temat, zostaje pogoda lub jedzenie!


intellectual, journalist
little spy

Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
I like to go to places uninvited
OPCM : 33
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 36
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/68
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen
Re: Bezpieczne wybrzeże [odnośnik]23.01.21 18:34
Dzisiejszego dnia zaskakiwał nawet samego siebie. Przyjemna, letnia atmosfera umiejscowiona w samym środku bezpiecznego azylu odblokowała pewną, głęboko ukrywaną zaporę. Pozwolił, aby do jego wnętrza napłynęła fala bezgranicznej radości czerpanej z piękna malowniczego krajobrazu, niezobowiązującej współpracy, widoku znajomych twarzy pochłoniętych ferworem zabawy oraz przygotowywaniem idealnej namiastki Festiwalu Lata, o którym kilkanaście minut temu wspominała mu zaprzyjaźniona szlachcianka. Coś ciężkiego zsunęło się z jego ramion, kiedy wolnym krokiem przemierzał rozjaśniony teren Oazy. Miejsca zaskakującego, przekształconego w siedzibę uciemiężonych uciekinierów, którzy stracili swe jedyne i niepowtarzalne miejsce na ziemi. Zupełnie tak jak on. I choć nie bywał tu zbyt często, za każdym razem czuł coś w rodzaju naturalnej swobody. Angażował się w niewielkie prace, pomagał przy podstawowych czynnościach niezobowiązująco, poznając tak wiele inspirujących jednostek. Przejmował organizacyjną odpowiedzialność chcąc udoskonalać przestrzeń, dbać o zaopatrzenie i zagospodarowanie. Coraz mocniej wierzył, że mógł poczuć się tam jak w domu. Obecność blond towarzyszki jedynie podsycała efekt. Świadomość spędzenie kilku tak beztroskich chwil zarezerwowanych tylko dla nich rozpalała się coraz mocniej rozgrzewając rozkołysane serce. Przekręcił oczami teatralnie, gdy przyjęła tak sztampową i nudną praktykę. Nie przejął się oskarżycielskim gestem wirującym na wysokości klatki piersiowej: – Ale o czym ty mówisz… – przeciągnął wymownie kręcąc głową z niedowierzaniem. – Oczywiście, że można, świat zmierza do przodu, zasady zawsze można zmienić. – odpowiedział  przekonywująco dopełniając efekt szerokim, rozbawionym uśmiechem. Należał to osób, które za wszelką cenę trzymałyby się wyznaczonych reguł, lecz w tym przypadku wyjątek był nawet wskazany. Dźwignął się do góry z głośnym, siłowym westchnieniem i zbliżył się do niej obserwując wilgotne ścieżki morskich kropel spływających po bladej twarzy. Uśmiechnął się, gdy wyrzuciła, krótkie pytanie. Opuszek palców starł niepotrzebny nadmiar zatrzymując się gdzieś przy kąciku kuszących ust: – Mhm, wydarłem go z rąk jakiejś konkurencji. Wiesz jaką miał minę? – wyartykułował energicznie krzyżując bliźniacze tęczówki z jej własnymi. Nie mógł się na nią napatrzeć. Dość niepozorna bliskość działała na niego jak katalizator. Lubił przyglądać się wyróżnikom twarzy, drgającym na wietrze, jasnym kosmykom, reakcjom wywołanym przez subtelny, śmiały dotyk, tembr głosu, czy krótki pocałunek, który znalazł się na krawędzi wargi, właśnie tam gdzie przed sekundą przesunął szorstki palec. Wydawała się zaskoczona, nieprzyzwyczajona do dość intymnych odruchów. Była przecież piękną kobietą, na którą nie jeden zwróciłby uwagę. Jakim cudem oddała zainteresowanie właśnie jemu? Napełniony odwagą nie bał się ukazywać, demonstrować swych zamiarów, upodobań czy prawdziwego uwielbienia. Podobała mu się w każdym calu; naturalna reakcja zaróżowionych policzków schlebiała, łaskotała w okolicach żołądka. Kąciki ust wyginały się w ciągłym uśmiechu.  Przymknął powieki gdy jej dłoń zatrzymała się na odrobinę rozgrzanym czole. Jeśli miał gorączkę, to ona była jej powodem. Jedna brew uniosła się w zadziwieniu: – Ja nie dotrzymam ci tempa? Słabo we mnie wierzysz droga Tonks. – wyrzucił zawadiacko ocierając czoło o wierzch dłoni współrozmówczyni.
Zebrała wilgotne kosmyki chcąc uciec jak najdalej. Przytrzymał ją nie pozwalając na dłuższą chwilę rozłąki. Zapewne widziała to w wyrazistych oczach, które mieniły się czymś elektryzującym, zafascynowanym. Demonstrował zupełnie inną wersję samego siebie, tak rzadką i niespodziewaną. Czy mogła wydawać się przytłoczona, a może zniesmaczona? Co jeśli przekroczył granicę, przyspieszając tempo sytuacji? Odchrząknął krótko, gdy znów trzymał ją w ramionach. Mógł przysiąść, iż zauważył delikatne drgnięcie, spięcie mięśni w drobnej sylwetce, która zginęła przytulona do jasnego materiału lepkiej koszuli. Nie chciał jej przytłoczyć, nie chciał popędzać – zmartwił się. Odsunął się od niej jak najbardziej swobodnie. Zmieszanie zagościło na spokojniejszych rysach, dłonie opadły wzdłuż bioder pragnąc ukryć się w głębokich kieszeniach. Spuścił głowę słuchając odpowiedzi: – Dobrze, zaraz tam pójdziemy. Nie ufam takim specjałom, ale chętnie popatrzę jak jesz. – zakomunikował lekko nie robiąc nic gwałtownego. Chciał złapać ją za rękę i wspólnie przemierzyć niewielką odległość. Szła jednak przed nim nadając tempo posuwistym krokom. Zamyślił się, analizując swoje zachowanie. Może naprawdę posunął się zbyt daleko? – Hm? – podniósł głowę i rozejrzał się wokoło szukając inspiracji: – Uważam, że pomysłodawca stworzenia takiego miejsca jak Oaza powinien dostać Order Merlina. – dopuścił się do żartu, lecz z jego ust wybrzmiał bardziej jak stwierdzenie: – Nadal widać tu potrzebę ciągłej pracy, udoskonalenia pewnych rzeczy. Ludzie też raczej wolno przyzwyczajają się do nowej rzeczywistości, ale to dobrze, że mają schronienie. Miejsce, w którym mogą ukryć się – skoncentrował swój wzrok na jej plecach i przymrużając powieki dopowiedział szeptem: – przed złem. – podchodząc do rusztu nad jednym z ognisk, przy którym pracował poprosił o jeden z najsoczystszych kawałków upieczonego smoka i oddał go Gwardzistce. Usiadł z nią nieopodal paleniska patrząc jak ze spokojem konsumuje potrawę. Ujmując samotny patyk kreślił nim dziwne, runiczne znaki odzywając się raczej sporadycznie. Coś nie dawało mu spokoju, jednakże nie chciał się tym dzielić. Gdy skończyła przeszli się na krótki spacer, aby na koniec oddać się prowizorycznemu tańcu, w którym gubił się przy każdym, skomplikowany kroku. Śmiał się w głos, gdy nieporadnie obracał ją wokół własnej osi, nadepnął na piętę, o mały włos nie wywrócił się na miękką trawę zniesiony brakiem równowagi. Nie chciał przerywać tak beztroskiej chwili, lecz dzień chylił się ku końcowi. Gorejąca kula chowała się za horyzontem gładząc świat złocistym i pomarańczowym światłem. Odprowadził ją do wyjścia, które pomogła mu otworzyć. Po drodze zerwał kilka przydrożnych kwiatów wręczając swej oblubienicy. Pożegnał się dość nieśmiało, chwytając ją w ramiona i składając dług pocałunek na jej czole. Chciał, aby była go pewna, tak jak on był pewny jej.

| zt dla Justine i Vincenta :foryou:
Tutaj rzut na prezent: rzut



My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : 28
UROKI : 31
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Re: Bezpieczne wybrzeże [odnośnik]25.01.21 20:26
Tradycja mówiła, że mężczyźni rzucający się bohatersko w wodę po kwietne wianki mieli mieć względem kobiet określone intencje. Taniec, którego za to nie mogły im odmówić miał być możliwością zbliżenia się i przełamania granic, ale znali się już na tyle, że nie czuła ani zawstydzenia ani zmieszania jego działaniem. Mieszkanie z nim pod jednym dachem, nawet jeśli to nie na jego zaproszenie odpowiedziała, a jego siostry, sprzyjało obserwacji, ale jednocześnie sprawiało, że łatwiej było przegapić sygnały, które zlewały się z codziennością. Nie była pewna, czy wyrażone przez niego pół roku wcześniej zainteresowanie wciąż żarzyło się w jego sercu. Nie zrobił nic więcej, by to potwierdzić — aż do dziś, a ona nie wykonała w jego kierunku żadnego kroku — czekając wtedy aż poukłada się sama ze sobą, z biegiem czasu czując w sobie samej coraz większy chaos z oczywistego, mimo wszystko szczęśliwego powodu.  Przyglądała mu się przez chwilę, w jego oczach próbując dopatrzyć się prawdy. O jego intencjach, o tym, jak ją traktował. I czy to był już ten moment, w którym miała zacząć nerwowo bawić się palcami, czy rozluźnić, wiedząc, że dla niego była to zabawa. Kiedy ją skomplementował, w pierwszej chwili spuściła wzrok, ale dzięki grze słów pokręciła głową i westchnęła.
— A ty jesteś mokry — i ona pewnie też zaraz będzie, gdy tylko zgodzi się na ten taniec. O ile wiatr z morza był chłodny, tak przy ognisku nie powinni tego wcale odczuć. Uniosła wzrok ku jego oczom niepewnie. Biło z nich ciepło, troska, a także coś znajomego, co sprawiło, że na moment przestała się odzywać. Ujęła jego dłoń z lekkością i pokiwała głową, pozwalając się poprowadzić w milczeniu. Zaśmiała się dopiero po chwili, kiedy wspomniał o domu. I dopiero na to stwierdzenie poczuła się dziwnie skrępowana, tym bardziej dostrzegając jego uśmiech. Uśmiech łobuza, zupełnie jakby zaraz miał spytać, czy zamiast odprowadzić ją do domu powinien odprowadzić ją do pokoju.
— W trójkę — podkreśliła wyraźnie, posyłając mu przeciągłe spojrzenie; ona, on i Kerstin. Obejrzała się, by odszukać siostrę przyjaciółki wzrokiem, ale kiedy tylko ją dostrzegła, ujrzała też plecy mężczyznę, który trzymał — jak wszystko wskazywało — w dłoniach jej wianek. Odwróciła szybko wzrok, zatrzymując go na wysokości piersi Michaela, czując, jak coś rozdziera ją od środka. I nagle wezbrało w niej coś, czego nie umiała uzasadnić, a co sprawiło, że miała ochotę odwrócić się i zniknąć. — Justine zapewne wykorzysta wieczór i noc, by przetańczyć ją z Vincentem — mruknęła, próbując się uśmiechnąć. W pierwszej chwili kąciki ust jej zadrżały, za chwilę jednak uniosła oczy na Michaela, ciesząc się, że tu był.— Poza tym, jeśli jesteś dżentelmenem to i tak powinieneś spytać — spojrzała na niego znacząco. — A jeśli się nie zgodzę, będziesz musiał iść kilka jardów za mną albo przede mną, inaczej uznam to za natręctwo.— I choć przez chwilę minę miała nietęgą, a zazdrość paliła ją od środka, po chwili rozpłynęła się po całym je ciele, a ona uśmiechnęła się w końcu szerzej.— Ale oczywiście, że możesz. — Odparła jednak po chwili, uprzedzając jego ewentualne zakłopotanie. To wciąż ona była gościem w ich domu i była bardzo wdzięczna Tonksom, że przygarnęli ją, kiedy musiała uciec z Londynu.
Kiedy znaleźli się nieco dalej od ogniska, na niewielkiej kępce trawy, ułożyła mu dłoń na ramieniu, a drugą podała, zgodnie z jego wolą pozwalając mu się prowadzić, czekając wić na jego ruch.
— Dorosła i piękna. Nie mów jej tego, ale zazdroszczę jej tej urody i wdzięku — dodała nieco ściszonym tonem. Wychwyciła wahanie w jego głosie, ale nie chciała by się smucił i myślał o tym, co może się wydarzyć. Miał jednak rację. Trwała wojna, a Anglia nie była już bezpiecznych dla takich jak Kerstin. — To trudny czas dla niej, ale świetnie sobie radzi. Jest bardzo dzielna. I wiem, że robisz wszystko, by była bezpieczna. Tu będzie. A jej pomoc też z pewnością okaże się nieoceniona.


Like a river flows
Surely to the sea
Darling, so it goes
Some things are meant to be

Hannah Wright
Zawód : Wytwórca mioteł
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Tell me things
you've never said out loud.
Just try and go there if you can
Show me the parts of you
you're not that proud of.
OPCM : 30
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Bezpieczne wybrzeże - Page 17 8c905527b1ee98e0d94e5b8666c44eb444639c46
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright
Re: Bezpieczne wybrzeże [odnośnik]27.01.21 21:27
Pozwoliła im uspokajać się nawzajem, widząc, że cały ogień tej nieprzyjemnej sytuacji opada, że odpowiednie emocje dotarły tam, gdzie trzeba. Że pojawiły się przeprosiny i praca nad sobą. Może nie umiała nazwać tego piękną i dojrzałą miłością, ale holibka, przecież bardziej zwariowane relacje z kart książek umiała nazwać pięknym romansem. Strach ustępował uśmiechowi. Widziała to w ich oczach. Widziała to w gestach Steffena, który wystraszył się tym wszystkim. Oboje dopiero uczyli się siebie, ale to chłopak wydawał się bardziej zaangażowany w całą relację. Lizzie z kolei tylko cicho westchnęła. - Nie powinnaś się tak denerwować. To dzień wśród przyjaciół, taki powinien być właśnie relaksujący, kochana. - Pogłaskała lekko włosy dziewczyny. Jej dłon się zatrzymała i Lizzie po prostu cmoknęła lekko zaczerwieniony policzek Isabelli. Życzyła jej tym wszystkiego najlepszego. Wszystkiego czego tylko chciała. Na propozycję tańca w trójkę zaśmiała się tylko pod nosem. - I chcecie tak zepsuć sobie romantyczny wieczór? Jako romantyczka, nie mogę na to pozwolić! - Pokręciła głową. Złapała za wianek należący do blondynki i ułożyła go na jej głowie. - Będzie tak jak chciałaś. Będziesz tańczyć i nosić kwiecistą koronę, będziesz oglądać gwiazdy i co tylko chcesz. - Ona naprawdę mogła to poczuć. W oczach brunetki zaświeciły się iskry miłości. Naprawdę kochała swoją przyjaciółkę i chciała, żeby jej wieczór był taki jaki sobie wymarzyła. Już tyle w swoim życiu poświęciła.
Lizzie na wszystkie rozwiązania pokręciła tylko głową. Już w momencie wchodzenia do wody wiedziała, że swój wieczór poświęci zupełnie, by jej przyjaciele mogli mieć idealny. Złapała za dłonie ich obojga, by złączyć je w uścisku. Tak, by złapali się mocno. By byli razem i szczęśliwi. Uśmiechnięci, jak beztroscy ludzie na zabawie. - Ja mam jednego przyjaciela, który z pewnością przetańczy ze mną cały wieczór. - Kiwnęła głową w stronę bawiących się niedaleko dzieciaków i jednego chłopca, który wyglądał na mniej niż dziesięć lat. Zerkał on nieśmiało w stronę zgromadzonej trójki, a gdy Lizzie przeniosła na niego wzrok, natychmiast odwrócił się speszony.
- Bawcie się.
Odchodząc jeszcze im pomachała, uśmiechnięta, jakby ich rozmowa była kolejną zupełnie zwyczajną rozmową, bez żadnych problemów, które nastąpiły po drodze. Podeszła do chłopca, którego imię brzmiało Tommy i nachyliła się nad nim by zaproponować taniec, a po chwili trzymała już jego małą, ciepłą rękę. A jej wianek? Zapewne spoczywał gdzieś na piasku, mokry i przez to zupełnie nim oblepiony.

| zt


If I could write you a song to make you fall in love
I would already have you up under my arms
Elizabeth Dearborn
Zawód : ręce które leczo
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
nie pragniemy
czterech stron świata
gdyż piąta z nich
znajduje się w naszym sercu
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8855-elizabeth-cornelia-dearborn#263872 https://www.morsmordre.net/t8860-vivaldi#264039 https://www.morsmordre.net/t8858-ladybug#264029 https://www.morsmordre.net/t8863-przedpokoj#264132 https://www.morsmordre.net/t8916-skrytka-nr-2089#266537 https://www.morsmordre.net/t8861-lizzie-dearborn#264115
Re: Bezpieczne wybrzeże [odnośnik]29.01.21 18:52
Odwrócił się przez ramię, kiedy ktoś - pewnie przypadkiem - szturchnął go łokciem, przechodząc, kiedy odwrócił się z powrotem, jej już nie było. Przechodzący obok tłum musiał ją porwać, wystąpił krok w przód, obejrzał się wokół, ale nie widział jej nigdzie. Naprawdę sądził, że zmusi ją do rozmowy głupią tradycją? Nie zachował się tamtej nocy najlepiej, mógł być bardziej uprzejmy. Ale naprawdę nie mogła dać mu drugiej szansy... ? Nie chciał, to było silniejsze od niego. Miał w głowie za dużo. Za dużo złego. Za dużo niemocy, bezsilności, żalu i rozpaczy. Stracił matkę, cudem zachował życie. Zamierzał spędzić go w taki sposób - użalając się nad sobą w nieskończoność?
- Przepraszam - rzucił smętnie w przestrzeń, dobrze wiedząc, że Josie już tego nie usłyszy. Że słyszeć tego nie chciała. Czym zawinił, życiem w cyrku pośród zwierząt? Nie zostały tam zamknięte jego decyzją i tak naprawdę bliżej mu było do ich roli, niż do roli tych, którzy o nich decydowali. Ale najprostsze myśli tak trudno było ubrać w słowa, a ona - ona nie chciała wcale słuchać jego tłumaczeń. Pokręcił ze zrezygnowaniem głową, oglądając się na falujące morze, gdy jego uwagę przykuła histeria pewnej dziewczyny. Steffen? Czy to mogła być... ? Do teraz sądził, że nie istniała, ale kiedy widział ich we dwoje... Nie wyglądała na przyjaciółkę, choć któż go wie - wyglądało na to, że złapał wianek innej dziewczyny. Nie zamierzał im przeszkadzać, wycofał się na brzeg, mijając innych czarodziejów uczestniczących w zabawie. Gdzieś w twarzach dziewcząt szukał twarzy Josephine - ale nigdzie jej nie dostrzegł. Kilka chwil temu czuł jeszcze głód, ale teraz odeszła mu ochota na jedzenie. Wyminął ogniska, odchodząc dalej, w przeciwną stronę. Dziś Oaza powinna być zadziwiająco pusta, chyba większość mieszkańców zgromadziła się przy wybrzeżu - łatwo będzie znaleźć chwilę samotności. Jej chyba potrzebował teraz najmocniej - wiatru otulającego skórę twarzy, ciszy, przestrzeni pozbawionej obcych spojrzeń.
Czy naprawdę potrafił tylko wszystko spieprzyć?

zt


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 6
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Re: Bezpieczne wybrzeże [odnośnik]29.01.21 23:19
Uśmiechnął się wilczo łobuzersko.
-Jest przecież lato. - odparował, wzruszając ramionami. Mógłby rzucić Evanesco i wysuszyć swoje ubrania, ale... nie chciało mu się. Był mugolakiem, całe dzieciństwo biegał w przemoczonych ubraniach, schnący na słońcu materiał kojarzył mu się z dawną beztroską. A chciał teraz być beztroski, choć przy Hannah wcale nie czuł się jak dziecko, a jak mężczyzna. Nie auror, nie żołnierz, nie wilkołak.
Dla niej zawsze był po prostu Mikiem i nawet nie wiedziała, jak bardzo go to cieszyło. Nawet jej niepewne spojrzenie tylko go ośmieliło. Widział już podobne wahanie, dawno temu, w innym życiu, u kobiet, do których się zalecał. Od tego czasu dojrzał, a przynajmniej miał taką nadzieję. Mocniej ścisnął dłoń Hani, uspokajająco.
Jeśli chcesz, będę dla ciebie partnerem w tańcu, albo przyjacielem, albo kimś więcej. - czy mogła to wyczytać w jego spojrzeniu? Sam nie wiedział, że jego oczy zdradzały chęć bycia dla niej kimkolwiek zapragnie, czy pod maską zabawy mogła dostrzec powagę. Nie wiedział, czy chciałby w ogóle poruszyć ten temat, a jeśli już to nie teraz, nie dzisiaj. Od stycznia nie uczynił żadnego kroku, trochę speszony, a trochę zatroskany wojną, ale przecież nie zapomniał o chwilach nad rumowym ciastem. W kwietniu pluł sobie w brodę, że tracił czas, ale teraz Hannah mieszkała przecież z nim pod jednym dachem, w miejscu chronionym Fideliusem. Może i trwała wojna, ale w Somerset mieli przecież bezpieczną (wrzosową) przystań, mieli czas. Może i do przygodnych koleżanek zbliżał się w młodości zbyt pochopnie, jak ćma do ognia, ale Hannah nie była przygodą. Była ciepłem, normalnością, pięknem. Pozwolił jej więc prowadzić w tańcu i w tej relacji, nadawać tempo, utrzymać pozory bezpieczeństwa. Wilk w końcu dzisiaj spał, a Mike był szczęśliwy, wirując z nią przy ognisku.
-Powinienem być takim starszym bratem, który dyktuje Kerrie, kiedy wracać do domu? - uśmiechnął się z rozbawieniem, a potem westchnął ciężko. Oczywiście, że... -Powinienem. - dodał szybko, wiedząc, że nie są na zwykłej potańcówce i Kerstin nie wyjdzie stąd przecież sama. -Podyktowałbym i Justine, ale... wydaje się być w dobrych rękach, hm? - odszukał wzrokiem Vincenta, swojego przyjaciela, nie wiedząc, że za jakiś czas zmieni zdanie o tym gamoniu. Dzisiaj był szczęśliwy, z satysfakcją wspominając, jak już w kwietniu widział iskry między siostrą i Rineheartem.
Zgodnie z przewidywaniami Hannah, zakłopotał się na moment, gdy zaczęła sobie stroić z niego żarty, ale potem uśmiechnął się z ulgą.
-Bardzo mi miło. Chętnie potowarzyszę mądrej i samodzielnej kobiecie, która sama otwiera portal do Oazy. - puścił jej perskie oko, usiłując nie wypaść z zabawnej konwencji.
Ale wypadł i tak.
-Ty zazdrościsz komuś urody? - wypalił ze szczerym zdumieniem. I to... jego siostrze? -Przecież jesteś... - piękna, piękna, piękna. Odchrząknął, czując, że zaraz powie o jedno słowo za dużo. I jeszcze powtórzy je zbyt wiele razy. -...przecież masz lustro, Hania. - dokończył miękko, ciepło. Głos aż mu zadrżał, na policzki wkradło się gorąco.
Uśmiechnął się na jej kolejne słowa, z nagłym wzruszeniem.
-Chcę, żebyście wszyscy byli bezpieczni. - wyznał, czując się głową domu w Somerset. Chcę, żeby już zawsze było jak dzisiaj. - pomyślał, wznosząc wzrok na bezksiężycowe niebo.

I było - ciepło i pięknie i beztrosko. Odprowadzając Hannah do domu po skończonej zabawie nie podejrzewał nawet, że za jakiś czas ten dobry nastrój w jej obecności będzie tylko wspomnieniem.

/zt x 2 Mike & Hannah


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him



Ostatnio zmieniony przez Michael Tonks dnia 23.03.21 21:04, w całości zmieniany 1 raz
Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Bezpieczne wybrzeże - Page 17 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Bezpieczne wybrzeże [odnośnik]15.02.21 23:24
To nie był tylko wianek. Nie ten upleciony dłońmi Lydii. Naprawdę tak myślałem i naprawdę to czułem. Misterne dzieło z kwiatów wydawało się dziwnie ciężkie, choć w rzeczywistości ważyło tyle co nic. Umysł płatał mi jednak figla. Czynił realnym ciężar decyzji, do podjęcia której pchały mnie uczucia. Uczucia zawsze wymykały się spod zasad i nie słuchały rozsądku. Nie obchodziła ich logika. Walczyłem z nimi bardzo długo, wierząc, że tak będzie lepiej.
Powinienem był zostać przy tej decyzji. Przy tym co postanowiłem. Znowu namieszałem, znowu namąciłem, znowu popełniłem głupstwo. Już w chwili, kiedy ściągałem buty wiedziałem, że to nie skończy się dobrze, że to zła decyzja. Pchany przez zazdrość i pragnienie spędzenia z Lydią tego dnia, wyciągnięcia ją do tańca wyłowiłem ten wianek, nie myśląc o konsekwencjach. To było do mnie zupełnie niepodobne, nauczyłem się oddzielać uczucia od rozsądku, zamykać je za drzwiami, kierować się rozwagą. Wychodziło mi to na dobre. Oszczędzało bólu. Gdybym się tego trzymał, to ból w końcu by złagodniał.
Poddałem się temu uczuciu jak młodzieniec i wydawało mi się, że jestem gotów. Powiedziałem o tym Lydii, że mogę uczynić krok do przodu - mgliście i bez obietnic. Widziałem na jej twarzy, że to za mało. W jej pięknych oczach czaiło się zbyt wiele bólu. Nie odpowiedziała mi już, lecz milczenie to było nader wymowne. Opuściłem spojrzenie, szczerze zawstydzony, wściekły na siebie. Miałem nie mącić - obiecałem sobie, że nie będę już mącił.
Będzie lepiej, jeśli będziesz trzymać się ode mnie z daleka, Lydio, powiedziałem jej kiedyś. Jak mogła to zrobić, skoro wciąż byłem gdzieś obok i nie pozwalałem jej tego zrobić?
- Przepraszam. Najmocniej przepraszam. Nie powinienem był tego robić - odezwałem się cicho, czując, że wstyd spala mnie od środka. Oddałem Lydii wianek. Nie włożyłem jej go na głowię, nie dopełniła się tradycja. Mogła rzucić go raz jeszcze i poczekać na kogoś lepszego. Kogoś z kim miała szansę na szczęście i miłość. Zasługiwała na to przecież jak mało kto. Zasługiwała na kogoś lepszego niż ja. - Sprawdzę co u siostry - wymamrotałem, unikając jej spojrzenia, za to szukając butów.
Chyba ani dla mnie, ani dla Lizzie to sierpniowe popołudnie nie skończyło się dobrze.
Otrzepałem stopy z piachu i ruszyłem na poszukiwania siostry - na kilka chwil. Musiałem sprawdzić, czy wszystko w porządku. Później wróciłem, aby zgodnie z obietnicą patrolować wybrzeże i pilnować, czy inni bawią się bezpiecznie - na pewno lepiej niż ja.

zt


when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Cedric Dearborn
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
anger makes you stupid

stupid gets you killed
OPCM : 29
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Bezpieczne wybrzeże - Page 17 Hss7
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Re: Bezpieczne wybrzeże [odnośnik]08.03.21 13:25
Nie pomyślał, że mógłby ją aż tak wystraszyć; nie skradał się, nie próbował ukryć swojej obecności, idąc w miarę głośno – ale nie przewidział scenariusza, w którym okazałoby się, że Kerstin zdarzyło się przysnąć. Siedząc na brzegu koca, z głową wspartą na dłoni, wyglądała, jakby obserwowała szumiące kawałek dalej morze (było zresztą co obserwować: łuna ogniska odbijała się na ciemniejącej stopniowo wodzie, tworząc barwny festiwal świateł); nie zauważył przymkniętych powiek, nie dopatrując się też drugiego dna w zupełnym bezruchu. Spodziewał się, że po odchrząknięciu zwyczajnie na niego spojrzy, kiedy więc zamiast tego poderwała się gwałtownie, drgnął zaskoczony – instynktownie wyciągnął jednak ręce w jej stronę, żeby w razie potrzeby uchronić ją przed upadkiem. Na szczęście, zaplątana w koc stopa mogłaby skończyć się nieprzyjemnym siniakiem – ale Kerstin w porę złapała go za ramię; drugą rękę przesunął za jej plecy, asekurując ją w ten sposób, chcąc pomóc odzyskać równowagę, gdzieś w międzyczasie pozwalając, by wyłowiony wianek zawisnął na jego nadgarstku. – Nie, nie, to ja p-p-przepraszam – odezwał się, czując palące zakłopotanie. Powinien być ostrożniejszy. – Nie chciałem cię w-w-wystraszyć – zapewnił, cofając opartą o jej plecy dłoń, gdy odniósł wrażenie, że stała już na obu nogach stabilnie. – W porządku? – upewnił się. Spojrzał na nią pytająco, pozwalając sobie na niepewny uśmiech, w międzyczasie zupełnie bezwiednie, w geście trochę nerwowym, a trochę niezręcznym, drapiąc się po karku. Powiedziałby, że nie tak sobie to zaplanował, gdyby nie fakt, że w rzeczywistości nie planował niczego; ani wyłowienia wianka, ani tego, co zrobi, gdy już zwróci go jego właścicielce.
Gdy puściła jego ramię, wziął wianek w obie ręce, unosząc go nieco wyżej; nie pomylił się, należał do niej – choć nie do końca potrafił rozczytać dźwięczące w jej głosie emocje. Czy była niezadowolona? Poirytowana, że do niej podszedł? – Billy – przedstawił się, dopiero teraz orientując się, że tego nie zrobił. – Bardzo miło mi cię p-p-poznać, Kerstin. Wcześniej – nie było za bardzo czasu, żeb-b-by wymienić parę zdań – dodał, uśmiechając się szczerze. To nie była ich pierwsza rozmowa tego dnia, lecz ta poprzednia była na tyle chaotyczna i pośpieszna, że ledwie ją zapamiętał – myślami wtedy wciąż jeszcze będąc pod wodą, nie do końca wierząc, że udało mu się uchronić przed potężnymi mackami morskiego węża; i że udało mu się wyciągnąć na powierzchnię również Gwen. – Czy mógłbym?.. – zapytał, przenosząc spojrzenie na wianek, a później na jej twarz; zgodnie z tradycją powinien włożyć go na jej głowę – jeśli oczywiście udzieli mu na to zgody.
Roześmiał się, słysząc, że nie umiała tańczyć – trochę z rozbawieniem, trochę z ulgą, że być może nie będzie tym samym zbyt surowo oceniała jego nieistniejących umiejętności. – Muszę p-p-przyznać, że ja też nie. Możemy imp-p-prowizować – zaproponował; wątpił, by ktoś miał zwrócić na ich uwagę, większość bawiących się na wybrzeżu ludzi wyglądała na raczej zajętych sobą. – Jeśli oczywiście m-m-masz ochotę – dodał niepewnie, wyciągając jednak rękę w jej stronę; niedaleko, za ich plecami, płonęło wysokie ognisko, grała muzyka – jak trudne mogło być poruszanie się do jej rytmu?


I've polished this anger and now it's a knife
William Moore
Zawód : lotnik w oddziale łączności, szkoleniowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył
OPCM : 30
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 22
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore
Re: Bezpieczne wybrzeże [odnośnik]14.03.21 12:48
Że też musiała dać się zaskoczyć w ten sposób! Było jej okropnie wstyd, że gdy nareszcie trafił się mężczyzna chętny do tego, by wyłowić jej wianek z chłodnych odmętów oceanu, musiała już siedzieć taka zaspana i rozczochrana. Bryza porządnie przeczesała jasne loki, pozostawiając je w artystycznym nieładzie na wąskich ramionach, policzki były soczyście zaróżowione, w oczach czaiły się wilgotne pozostałości drzemki. Odchrząknęła raz niezręcznie, gdy dłoń pana bohatera zawędrowała na jej plecy. Po raz kolejny odznaczył się godnym podziwu refleksem i uchronił ją przed bolesnym upadkiem na brzeg, ale od dłuższego czasu nikt jej w ten sposób nie dotykał.
- Nie przepraszaj, to ja... - urwała, zdając sobie sprawę, że w ten sposób zapętlą się tylko w dziwaczne kółko wzajemnego przepraszania, a przecież nie o to chodziło w zabawie; powinni się cieszyć, poznawać wzajemnie, nawet tańczyć, choć obawiała się, że tylko go niezręcznie podepcze. - Wszystko jest już dobrze. Bardzo ci dziękuję za pomoc - Dygnęła grzecznie, wyginając usta w nieśmiały uśmiech.
Billy - jak zaraz się przedstawił - wydawał się nadzwyczaj poddenerwowany i chyba nie powinna się mu dziwić. Podejrzewała, że na jego miejscu też czułaby się trochę winna sprawienia dziewczynie takiego stracha i bardzo jej zależało, by postawą i życzliwym tonem głosu zapewnić go, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Zresztą, wcale nie musiała się do niczego zmuszać. W miarę, jak ulatywała z niej senność, zaczęła rozumieć, że komuś udało się jednak wyłowić jej dzieło. Nie była szarym łabądkiem, brała udział w wiankach!
- Mi również miło cię poznać, Billy - pokazała w uśmiechu białe zęby, kiwając lekko głową, gdy uniósł wianek. To był wyraz zgody, a nawet entuzjazmu; chociaż wianek spleciony z traw nie czynił jej piękną niewiastą z portretu, to najważniejszy był gest. Mokry ciężar na głowie mógł trochę przeszkadzać w unoszeniu brody (a pan Billy był wysoki!), ale ze wszystkim szło sobie poradzić.
Zaśmiała się z dłonią przytkniętą do ust, gdy przyznał, że również nie umie tańczyć. To nawet lepiej, może dzięki temu będą mogli po prostu spróbować pokręcić się po swojemu bez obaw o żadne rytmy, takty i kroki.
- Oczywiście, że mam ochotę. Możemy tańczyć po swojemu - wyraziła myśl na głos, chwytając czarodzieja za wyciągniętą dłoń. - Naprawdę się cieszę, że udało ci się złowić mój wianek. Myślałam, że już zatonął - Zarumieniła się na czubku nosa. - To znaczy, to nie tak, że byłoby mi przykro, ale... - zająknęła się, zachichotała pod nosem. - No dobra, byłoby.
Ramię w ramię zbliżyli się do ogniska, a tam Kerstin położyła dłonie ostrożnie na ramionach Billy'ego, nie całkiem pewna, czy w taki sposób tańczy się do takiej muzyki. Na dobrą sprawę mogli trochę... poskakać i pokręcić się? Patrząc mężczyźnie w roześmiane oczy doszła do wniosku, że właściwie dobrze bawiłaby się nawet drepcząc w miejscu.

1-30: Kerry naprawdę nie umie tańczyć i znowu się potyka
31-50: Parę razy podeptała Billy'emu stopy, ale sobie radzi
51-80: Dobrze sobie radzimy, nie odstajemy od reszty
81-100: Wywijamy jak królowie parkietu




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
Absurdalne czasy wymagają
absurdalnie silnej miłości
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks
Re: Bezpieczne wybrzeże [odnośnik]14.03.21 12:48
The member 'Kerstin Tonks' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 28
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Bezpieczne wybrzeże - Page 17 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Bezpieczne wybrzeże [odnośnik]25.03.21 23:58
Zaśmiał się, kiwając głową w reakcji na jej przeprosiny i późniejsze podziękowania. Nie były potrzebne, zareagował instynktownie – a lekkie roztargnienie chyba towarzyszyło im wszystkim. To był bardzo długi dzień; potęgujące się przez ostatnie godziny zmęczenie zdawało się już na dobre zadomowić na jego barkach, był to jednak ten dobry rodzaj znużenia: połączony z bólem wyczerpanych wysiłkiem mięśni, otulony panującym wokół spokojem i zaprawiony świadomością dobrze wykonanej pracy. Zerknął na moment w stronę wody, boje, które rozrzucili z Cedrikiem, wciąż unosiły się stabilnie na powierzchni; miał nadzieję, że spełnią swoje zadanie i nic już nie zagrozi bawiącym się na brzegu mieszkańcom.
Uniósł ostrożnie wianek, wyłapując potakujący gest; starał się ułożyć wiązankę na włosach Kerstin jak najdelikatniej, ale kilka cięższych, chłodnych kropel wody i tak spłynęło w dół, osiadając na jej ramionach. – Wybacz. P-p-powinienem go najpierw wysuszyć – powiedział z zakłopotaniem, powstrzymując jednak odruch strząśnięcia wody z materiału sukienki; zdążyła już wsiąknąć, nic by to nie dało, poza tym – miała wyschnąć sama, gdy tylko podejdą bliżej do trzaskającego wesoło ogniska. Zrobił krok do tyłu, udając, że podziwia swoje (czy może – jej) dzieło, w przeciwieństwie do Kerstin nie dostrzegając mankamentów uplecionego z traw wianka; z jasnymi włosami i roślinną koroną wyglądała trochę jak wróżki z książek z irlandzkimi baśniami, które mama zawsze trzymała na półce. – P-p-pięknie – podsumował z uśmiechem, wyciągając dłoń i ciągnąc ją lekko w stronę ogniska, gdy poczuł zaciśnięte na ręce palce. Zaśmiał się; jej wianek rzeczywiście musiał być bardzo uparty, skoro udało mu się tak długo przeciwstawiać falom. Te, chociaż teraz były już łagodniejsze, wcześniej dość mocno rozbijały się o stromy brzeg. – To najwytrwalszy wianek ze wszystkich. P-p-powinnaś być z niego dumna – powiedział, zerkając na nią z boku, kiedy o tym wspomniała. – Zdaje się, że odziedziczył to p-po tobie. Jesteś uzdrowicielką? – zapytał, przypominając sobie, jak pomogła Gwen; wydawało mu się, że widział ją też później, jak starała się pomóc w opanowaniu zamieszania.
Mam nadzieję, że nie będziesz żałowała, że jednak nie zat-t-tonął – zażartował, choć nie do końca, gdy już zbliżyli się nieco w stronę jaśniejącej łuny, a muzyka stała się głośniejsza; nie miał problemu z poczuciem rytmu, lubił śpiewać – ale kroków znał niewiele, a zdenerwowanie związane z obecnością innych zazwyczaj dodatkowo je plątało. Teraz też odruchowo rozejrzał się dookoła, wydawało mu się jednak, że nikt na nich nie patrzył – zrobił więc krok w stronę Kerstin, żeby oprzeć dłonie na jej talii, zaczynając nieco niezręcznie przestępować z nogi na nogę do rytmu. Wydawało mu się, że radzą sobie całkiem dobrze, ale musiał chyba zbyt nerwowo pociągnąć ją w swoją stronę, bo poczuł, jak traci równowagę; zatrzymał się, wyciągając ręce, żeby ją podtrzymać. – Ostrożnie – mruknął odruchowo, pomagając jej odzyskać grunt pod stopami, a później uśmiechając się – trochę przepraszająco, trochę z rozbawieniem. – Udawajmy, że tak m-m-miało być – dodał ciszej, łapiąc ją za dłoń i unosząc wyżej, żeby mogła wykonać obrót; teraz już na pewno miało im pójść lepiej.

| zt x2 :pwease:


I've polished this anger and now it's a knife
William Moore
Zawód : lotnik w oddziale łączności, szkoleniowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył
OPCM : 30
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 22
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore
Re: Bezpieczne wybrzeże [odnośnik]09.05.21 14:51
15 listopada

Spotkanie Zakonu upłynęło w dość nerwowej atmosferze, więc tym bardziej nie mogłem się doczekać spotkania ze Steffenem. Zdecydowanie brakowało mi w życiu normalności. Takiego wyjścia na miasto, udania się do ulubionej knajpy na Pokątnej, być może zwiedzenia czegoś ciekawego w mugolskiej czy czarodziejskiej części Londynu. Coraz częściej łapałem się na tęsknocie za stolicą. Tam się urodziłem i wychowałem, potem wiele lat spędziłem mieszkając w samym sercu Londynu: na gwarnej ulicy Pokątnej, zawsze pełnej czarodziejów. Tęskniłem też za lodziarnią, lokalem, w który włożyłem całe swoje serce, a który w zaledwie jeden wieczór zamienił się w ruderę. To było trudne, momentami wręcz niemożliwe, ale jednak starałem się myśleć o pozytywach. O tym, że powstało tak bezpieczne miejsce jak Oaza, o całkiem przytulnej chatce, w której mieszkałem razem z Florence i Keatem, o tym, że większość bliskich mi osób była cała, zdrowa i w miarę bezpieczna. Bo całkiem bezpieczny to chyba nikt w obecnych czasach nie był.
Wpadłem szybko do chatki po wędkę, wkładając jeszcze do kieszeni paczkę herbatników. Już nie pamiętam jak udało mi się je zdobyć, ale miałem ochotę je skonsumować. Przed samym wyjściem złapałem też koc, bo siedzenie na jakimś kołku czy trawie mogło nie być zbyt przyjemne przez dłuższy czas. I tak przygotowany wróciłem do Steffena, by wreszcie udać się nad wybrzeże. Od niedawna zabezpieczone, stało się bardzo dobrym miejscem na wędkarstwo. Osobiście jeszcze nie byłem ekspertem w tej dziedzinie, ale z każdą kolejną złowioną rybą nabierałem coraz więcej doświadczenia.
Przeczytałem Casanovę, fascynująca pozycja! Wiesz może czy to książka oparta na faktach czy jednak wymysł autora? – Postanowiłem zacząć od nieco milszego tematu, bo coś czułem w kościach, że temat Zakonu prędzej czy później i tak wypłynie na wierzch. – Przejrzałem też Historię magii i run, ale wydaje mi się, że jednak już kiedyś ją czytałem – przyznałem, marszcząc nieznacznie czoło. Och, tyle historycznych książek już połknąłem, że sam zacząłem się w tym gubić.
Rozłożyłem koc na jakimś podłużnym konarze, który chyba całkiem dobrze nadawał się do spędzenia na nim najbliższych... no, godzin. – Takie łowienie z brzegu zazwyczaj nie jest szczególnie owocne, ale jeszcze nie mamy łodzi – wzruszyłem ramionami, zarzucając wędkę do wody.

szczęście I (+5)


not a perfect soldier
but a good man

Florean Fortescue
Zawód : bezrobotny
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 35
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Bezpieczne wybrzeże - Page 17 E89bda95c5344104e5639bbb0172ffa8
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Re: Bezpieczne wybrzeże [odnośnik]09.05.21 14:51
The member 'Florean Fortescue' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 89
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Bezpieczne wybrzeże - Page 17 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 17 z 18 Previous  1 ... 10 ... 16, 17, 18  Next

Bezpieczne wybrzeże
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach