Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
[SEN] A whole new world
AutorWiadomość
[SEN] A whole new world [odnośnik]10.10.20 20:28
| LIZZIE WYŚNIŁA SEN… |

Trzynaście ciast wyjęto z piekarnika, ale to zapach jabłkowej tarty i kompotu z rabarbaru roznosił się po pałacowych korytarzach, wypełnionych kwiecistymi wiązankami krzewów różanych, a strażnicy już dawno odstąpili od gardy drzwi Królowej Świata, aby spożyć szarlotkę zapakowaną przez ich żony na drugie śniadanie. Wtem stukot srebrnych kopyt rozległ się echem, przeskakując między jasnymi ścianami. Zaraz za nim rytmicznie odbijał się dźwięk obcasów, których właścicielką była prawa ręka Królowej Świata. Strażnicy leniwie zerknęli w kierunku zbliżającej się pary i natychmiast podnieśli się do pionu, zdając sobie sprawę, kto do nich podąża. Ich zbroje błyszczały, stworzone z najznamienitszych kryształków i szkiełek, służące w pełni do ozdoby, a nie walki. Wszak w tym świecie nie było wojen, był pokój, w każdym zakamarku i zakątku, emanujący dobrobytem i pogodą ducha. Broni nie mieli, a ich mocą była miłość i dobro, to nimi mieli walczyć z nieproszonymi gośćmi. Ale czy tacy goście istnieli? Nie w tym świecie.
Jeden jegomość odkaszlnął, przełykając szarlotkę, zaś drugi uśmiechnął się, poprawiając pukle, starannie zaczesanych loków. W tle rozległa się dziwnie znajoma muzyka… a srebrnowłosy wierzchowiec, zaczął rytmicznie stukać kopytem, sam nie rozumiejąc dlaczego.
- O nie, nie, nie… - pokręciła głową doradczyni Królowej Świata i przytknęła palec wskazujący do ust strażnika, który najwyraźniej brał już wdech, aby zacząć swą cudną pieśń. – Nie dziś, proszę – uśmiechnęła się wręcz szelmowsko, całując strażnika w policzek, a tym samym przemykając się obok niego i rozpościerając drzwi do komnaty królewskiej. – KRÓLOWO! Oto dziś! Nastał dzień słodkiego… Królowo? Lady Elizabeth?
Tak jak rozmach towarzyszył jej we wkroczeniu do pomieszczenia, tak przygasł natychmiast, widząc wciąż słodko drzemiącą Królową Lizzie. Jednorożec zarzucił głową na ten widok i parsknął, w końskim zwyczaju.
- Azaliż dama jeszcze śpi, wątpię, aby budzenie jej było roztropne. Wszak sen dla urody i dobrego humoru jest najważniejszy - dźwięk wydobywający się z chrap końskiego towarzysza, zdawał się nazbyt melodyjny, jak gdyby parzystokopytny szykował się po tych słowach do rozpoczęcia słodkiej pieśni. Niemniej jednak to nie nastało, ale za uchylonym oknem można było usłyszeć skandujący tłum poddanych, pragnący ujrzeć swą cudowną, mądrą i wspaniałomyślną władczynię. Długie, misternie zdobione drobnymi brylancikami firany zafalowały, a do pokoju wlał się ponownie zapach tarty i kompotu, lecz prócz tego skradała się w tym kwiecista świeżość. Jedynym mącącym zapach zdawały się zionąć szaty smukłej kobiety, jej woń przywodziła na myśl skoszoną trawę i może właśnie dlatego jednorożec tak chętnie oparł głowę o jej ramię.
Doradczyni pogładziła się po swym szpiczastym uchu w zamyśleniu, jednocześnie kierując kroki do wystawnego łoża, pełnego pierzyn i poduszek. Parzystokopytny towarzysz zwiesił łeb i czubkiem rogu trącił materiał okalający łoże. Wówczas również drobna wróżka zleciała z baldachimu siadając na ramieniu Forsythii, uprzednio rozsypując wokół pyłek ze swych skrzydełek. Kobieta zastukała o ramę łóżka i odsunęła delikatnie ażurowy baldachim o kwiecistym wzorze.
- Lady Elizabeth? – Sythia uniosła jedną brew, starając się nie naruszać nad to prywatności swojej Królowej, lecz również wiedziała, że czas gonił i nie mogła dłużej zwlekać z obudzeniem Najjaśniejszej. Słońce przebijało się przez kolorowe witraże okien, malując pomieszczenie w barwach niezwykłych, odrealnionych wręcz od świata – zwykłego świata. Pobłyskujące odbicia, niby przez pryzmat zaczęły uderzać w baldachim, łaskocząc delikatne powieki królowej, jak gdyby na rozkaz doradczyni.

[bylobrzydkobedzieladnie]


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak



Ostatnio zmieniony przez Forsythia Crabbe dnia 15.11.20 18:26, w całości zmieniany 2 razy
Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: [SEN] A whole new world [odnośnik]24.10.20 16:30
Trzynaście słodkich snów można wyśnić, gdy zbity puch okryty jedwabnym materiałem otulał smukłe ciało damy. Rozłożone w pościeli ręce tonęły w miękkiej pościeli, zatapiając się w nich tak, że jedynie z góry mogły być dostrzeżone. Nie śniła dzisiaj nic, bo jakie piękne sny można mieć, gdy każdego dnia otula cię kraina z najpiękniejszych snów. Rozchylając powieki wczesnym porankiem, nad sobą dostrzegała miękki, półprzezroczysty materiał, obsypany ferią maleńkich punkcików, mieniących się w świetle na wszystkie kolory tęczy. Rozchyliła powieki. Dłoń przy głowie lekko zacisnęła palce, w zrelaksowany sposób wygięła plecy, wydając z siebie rozkoszny pomruk miłego wypoczynku. W sypialni pachniało ciastem z różaną konfiturą, bzem i rabarbarem, ten zapach budził ją każdego dnia, a magiczne kadzielnice rozpryskiwały zapach podobny do tego, który dawał miłosny eliksir, jednak bardziej łagodny, gaszący złe humory, nie powodujący silnego odurzającego uczucia. Prawdziwe marzenie, upajać się swoimi ukochanymi zapachami. Satynowa pościel zsunęła się nieznacznie z przeciągającego się ciała królowej, ukazując niepełny strój dzienny, biały gorset, bardzo słabo zaciśnięty, jednocześnie redukujący postawę, obszyty ferią beżowych i białych koronek, dobrany do białych pantalonów, równie bogato zdobionych. Królowa miała również, oczywiście, królewskie pończochy, drogie i pięknie szyte. Nie czuła zesztywnienia mięśni, nie czuła żadnego bólu. W jej świecie takich problemów nie było. Wpierw nie wypowiedziała nawet słowa, choć świat od tego nie zadrżał, nie zadrżała nawet wystraszona mucha, która wesoło błądziła wśród wypełnionych słodkimi zapachami kadzielnic. Uniosła w końcu biodra, łopatki, a zaraz za nimi pociągnęła głowę do pozycji siedzącej, a na koniec przesunęła się w całości na krawędź swojego łóżka, siedząc prosto, usztywniona swoim gorsetem. Włosy miała zawinięte bardzo dokładnie w papierowe papiloty, w taki sposób, że podczas snu tylko jeden zakręcony kosmyk z przodu się nieco wysunął, stanowiąc ramę dla zarumienionej, jasnej twarzy. Rozchyliła w końcu swe brązowe oczy. - Forsythio... - Mruknęła, unosząc przy tym lekko ręce, by jasnym było, że oczekuje włożenia na ramiona szlafroka. Musiała mieć coś na sobie przy przejściu do garderoby. - Co Cię do mnie sprowadza samym świtem, moja droga? - spytała łagodnie.


If I could write you a song to make you fall in love
I would already have you up under my arms
Elizabeth Dearborn
Zawód : ręce które leczo
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
nie pragniemy
czterech stron świata
gdyż piąta z nich
znajduje się w naszym sercu
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8855-elizabeth-cornelia-dearborn#263872 https://www.morsmordre.net/t8860-vivaldi#264039 https://www.morsmordre.net/t8858-ladybug#264029 https://www.morsmordre.net/t8863-przedpokoj#264132 https://www.morsmordre.net/t8916-skrytka-nr-2089#266537 https://www.morsmordre.net/t8861-lizzie-dearborn#264115
Re: [SEN] A whole new world [odnośnik]26.10.20 22:35
Doradczyni uśmiechnęła się ciepło na widok aktu podnoszenia się z pierzyn, po czym zwinnie sięgnęła po szlafrok, który włożyła na ramiona Najjaśniejszej. Co prawda tym winna zająć się służąca, lecz tego dnia sama Forsythia odprawiła kobietę, chcąc towarzyszyć Królowej nawet w tym. Nie byłby to już pierwszy raz, wszak bycie prawą ręką wiązało się z wieloma obowiązkami, jednak nie tylko tymi politycznymi. Przygryzła lekko wargę w rozbawieniu, obserwując zaspane oczęta, które każdego dnia zdawały się błyszczeć coraz mocniej. Ujęła twarz lady Elizabeth w dłonie, pochylając się, tak aby zrównać się z nią wzrokiem. – Dziś obchodzimy Przesilenie Letnie – jej głos miękko wędrował wraz z ciepłym oddechem ku uszom królowej, a smukłe palce złapały zbłądzonego loka, by ostatecznie wsunąć go za ucho brunetki. – Wszyscy już nie mogą się doczekać – dodała, prostując się, a jej dłoń leniwie przejechała po szczęce Najjaśniejszej, by ostatecznie odpłynąć, wraz z rytmicznym krokiem Forsythii, damy elfów. Jednorożec zarżał na powitanie, kłaniając się lekko łbem. – Zapowiada się cudowny dzień, zobaczysz – zachichotała doradczyni i machnęła dłonią, a z jej palców wytoczyły się iskry formujące wstążkę, która w pyle zaczęła ujawniać się coraz dalej i dalej, aż za drzwi, zupełnie jak nić Ariadny, która miała do czegoś doprowadzić. Druga dłoń wykonała inny gest i na ten sygnał drzwi od garderoby rozchyliły się, a z nich wpadły trzy suknie, samoistnie wirujące w tańcu. Pierwsza cudownie złota, sugerująca, że nie zazna ciszy kto się tak migota. Druga kwiecista, co ciało omszałą łąką porastała. Zaś trzecia wróżebnymi nićmi szyta i piórami memortków okryta. Tańczyły we trzy, do muzyki skocznej, brzmiącej raz po raz za oknem, gdzie tłum wciąż skandował imię Najjaśniejszej. Najpierw obsypały się perlistym pyłem, rozrzucając go w powietrzu niczym kwiaty swój pyłek, a zaraz potem wokół nich pojawiły się dobrotliwe wróżki. – Czekamy pani na twe poprawki, coś zmienić? Może kolor lub wzór? – pytały chóralnie, trzepocząc swoimi maluteńkimi skrzydełkami. Natomiast Forsythia wolnym krokiem podeszła do krzesła i stolika, na którym znajdowały się poranne przysmaki. Przywiązała wstążkę do nóżki mebla, rzecz jasna zaledwie gestem, bo magia zrobiła swoje.


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: [SEN] A whole new world [odnośnik]16.11.20 0:31
W jej królestwie nie było podziałów, nie istniały konflikty. Nie było problemów, to czy służąca zajęłaby się ubraniem jej jedwabnego szlafroka czy też Forsythia, nikogo by nie ubodło. Ludzie wykazywali swoją wyrozumiałość, byli cierpliwi, tacy dokładnie, jakimi chciała ich mieć. To było jej piękne miejsce, takie, jak sobie wyobrażała w snach, gdy rozpoczynała swoją drogę ku uszczęśliwieniu tego świata. Nie pływał on w innych kolorach niż kiedyś. Nadal pokazywał się takim jakim był, jednak to jej rządy pokazały, że mogą żyć inaczej. Lepiej, dobroduszniej, łagodniej. Że można nie patrzeć na status społeczny czy jedną rolę, a wykazywać się zwykłą życzliwością i wszystko wokół będzie piękne. Ciemne oczy kobiety objęły swoim spojrzeniem bliską jej twarz, a uśmiech wstąpił na jej usta. Dłonie były ciepłe i gładkie, ta lewa przyciągnęła policzek królowej nieco mocniej, oparła się o nią, skóra przesunęła po skórze. Nieelektryzująco, raczej ledwie wyczuwalnie, w geście zaufania i poświęcenia. Tak, poświęcenia, bo jej rola w tym świecie również była niczym łańcuchy trzymające ją tutaj. Wiedziała, że gdy spadnie z piedestału jej majestat, wszystko to co stworzyły przestanie istnieć. Ona była tą, która swą niezłamaną postawą trzymała wszystko w ryzach. Ludzie chcieli ją oglądać. Tę wesołą twarz, ona dawała im poczucie, że za władzą kryje się coś więcej, ktoś więcej, kto będzie dbał o nich, nawet jeśli w rzeczywistości stała za nią masa ludzi. Ona nigdy nie pisała się na takie życie, wolałaby wrócić do tego innego - tego, w którym nosiła karmazynową spódnicę w czarne kropki. Choć jej balowe suknie również były cudowne. - Masz rację, kochana. - Dłoń młodej królowej ułożyła się na dłoni Forsythii, a twarz rozświetliła się uśmiechem, tym który niósł dobroć całemu królestwu. Królowa strzeliła palcami, pozwalając by palce panny Crabbe uciekły, choć pociągnęła za nimi tęskne spojrzenie. Jeden ze służących machnął różdżką, a papiloty zaczęły się rozpuszczać. Szybciutko rozwijały się, wszystkie na raz, unosząc kosmyki tak, by ostatecznie gotowa fryzura przypominała półksiężyc, brzuszkiem skierowany do dołu. We włosy wpięły się spinki - pełne błyszczącego pyłu, w kolorach pasteli, z ozdobami z kwiatów. - Kochane me, na święto lata tylko kwiaty, jednak dodajcie im polotu, niech będą w szkarłacie. Tak, w szkarłacie będzie idealnie. I dodajcie kilka floksów.
I już wkrótce suknia wtańczyła się w królową, której wróżki pomogły wstać na swoje wysokie buty, by przerastała wzrostem swą doradczynię. Obsypana mchem u dołu, gorset i górę kielicha sukni skąpaną miała w głębokiej czerwieni, pełna kwiatów i w ogóle pełna kształtami. - Forsythio, czy jesteś gotowa? Czy konie już ubrane?


If I could write you a song to make you fall in love
I would already have you up under my arms
Elizabeth Dearborn
Zawód : ręce które leczo
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
nie pragniemy
czterech stron świata
gdyż piąta z nich
znajduje się w naszym sercu
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8855-elizabeth-cornelia-dearborn#263872 https://www.morsmordre.net/t8860-vivaldi#264039 https://www.morsmordre.net/t8858-ladybug#264029 https://www.morsmordre.net/t8863-przedpokoj#264132 https://www.morsmordre.net/t8916-skrytka-nr-2089#266537 https://www.morsmordre.net/t8861-lizzie-dearborn#264115
Re: [SEN] A whole new world [odnośnik]24.11.20 3:13
Świat rządzony przez Królową Elizabeth nie miał wad, stanowił utopię, o jakiej wszyscy marzyli. Daleko za siedmioma górami, gdzie rozpościerały się niezliczone tęczowe polany, rozlewające kolorowym blaskiem dobroć i białą magię, tak cenną i ważną dla utrzymania pokoju. Niegdyś wyobrażenie takie sytuacji politycznej na świecie, było nierealnym życzeniem – błahostką rzuconą na wiatr, jakiej wstydzić mogły się nawet najbardziej liberalne umysły. Państwo Słońca, Państwo Najjaśniejszej – obejmował je cały świat, cała planeta stanowiła mityczną krainę. Wynalazki spajały się z magią, a konflikty łagodzono u źródła zapobiegając im w optymalny i bezpieczny sposób, pacyfikując miłością wszelakie przejawy agresji.
Forsythia uśmiechnęła się ciepło na widok, przedstawienie, które odbywało się w komnacie, dokładnie analizując rysy twarzy Królowej Elizabeth. Jakaż szkoda, że należało ją poświęcić…
Wróżki uwijały się w mgnieniu oka, okraszając fałdy sukni pąkami najróżniejszych roślin, które zakwitały w przyspieszonym tempie, tak aby zaprezentować się w pełnej okazałości na sylwetce Najjaśniejszej. – O tak, jestem w pełnej gotowości Królowo. Nasze rumaki również. Niemniej jednak zachęcam do skosztowania śniadania – w ten sposób, nie przyjmując obiekcji, zaprosiła damę do stołu. Pozwoliła jej nacieszyć się posiłkiem, a potem gestem dłoni przywiązała wstążkę do dłoni Królowej. – Podążaj za wstążką, doprowadzi cię do twego rumaka – zaanonsowała, otwierając drzwi i kierując się wraz z lady Elizabeth za wstążką. Minąwszy strażników, obdarzyła ich miłymi słowami, zaś oni odwdzięczyli się śpiewaniem wytwornej pieśni. Jednorożec przystrojony w kwieciste ozdoby stąpał tuż za kobietami, nucąc wesoło rytm wyśpiewanej pieśni. Mijały różnorakie postacie, które poskłaniały się im obu, dołączając do piosenki, obdarzając uszy ciepłymi nutami i chociaż Forsythia zdążyła do nich przywyknąć, tak czasami miała absolutnie dosyć tych wszędobylskich wrzasków. Narzędzie jej zdrady spoczywało bezpiecznie w ukrytej kieszeni, zaś sama Sythia ujęła Królową pod rękę, starając się wspiąć na wyżyny swej cierpliwości, aby plan, jaki przygotowywała, przez długie miesiące wypalił.
Gdy kobiety dotarły do końca wstążki, ujrzały przepięknie przystrojonego królewskiego jednorożca, na którym miała podróżować przez krainę Najjaśniejsza. – A czy słyszała Królowa, że Dobra Czarownica z Południa, wyprawia jutro bal? – zapytała, gdy pieśń poddanych w końcu ucichła. Osobiście Forsythia nigdy nie przepadała za wspomnianą wcześniej kobietą, lecz Królowa ją uwielbiała, toteż stanowiła idealny punkt zaczepienia dla konwersacji.
Gdy obie damy wgramoliły się na swoje jednorożce, podążyły ścieżką z żółtej cegły, na szlak, który poprowadzić je miał przez krainę dla uczczenia dzisiejszego święta. Zaraz za nimi zbierała się cała świta i orszak, sypiący płatkami kwiatów, które, gdy tylko opadały na ziemię, rozkwitały na nowo, aby dać życie kolejnym plonom.


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: [SEN] A whole new world [odnośnik]07.12.20 23:34
Siodło jej rumaka było pięknie przystrojone, złotem i bielą, mieniło się w świetle stworzonym z białej magii. W tym świecie każda istota manifestowała dobrą energię w sobie i każdy jaśniał ciepłem, gdy tylko miał dobre serce i odpowiednie zamiary. Królowa zaś, ona jaśniała najmocniej, sprawiając, że wszyscy wokół czerpali z jej aury. Byli z nią związani, niczym grzybki połączone swoimi grzybniami z wielkim dębem. Dlatego Elizabeth była tak ważna. Była wyjątkowa - imała się jej czarna aura, zaś sama wydawała się jej nie zauważać.
Nie widziała, że ciemność rodzi się w sercu najbliższych jej ludzi. Tych, którzy trwali przy niej. Władza to potężna moc, gdy staje się osiągalna, burzy ludziom w głowach, staje się narkotycznie uzależniająca. Miała jednak miliony doradców, którzy pokazywali jej, gdy coś było nie tak, a na ich szczycie była właśnie Ona. Forsythia. Jej najważniejszy kwiat, jej błękitna róża pośród zazdrosnego ogrodu kwiatów. Jedyna, niezastąpiona. Od zawsze były we dwie w tym świecie. - Słyszałam, kochana. Mam nadzieję, że nas zapowiedziałaś. Jeśli nie, zaraz poślę gołębia. - Oczywiście to jej asystent musiałby posłać ptaka z zapowiedzą. Królowa jedynie zastrzykała palcami, by zaraz pojawił się mężczyzna, smukły i jasnowłosy, zerkający na pannę Crabbe wzrokiem dosyć podejrzliwym, gdy tylko w jej głowie pojawiał się strach o przyszły plan. Elizabeth jednak tego nie widziała. Niczym ślepa. Niczym głupia. Cieszyła się teraz szczerze z balu. Z pewnością przyjdą przedstawiciele wszystkich dystryktów, ubrani w piękne stroje.
Ten świat miał swoje tajemnice. Niestety, ludzie nie byli zawsze wypełnieni białą magią. Niekiedy ich pycha i duma stawała się energią, która niszczyła porządek wokół. Nie zdarzało się to na porządku dziennym, tacy często ukrywali się i starali dopasować do reszty pogodnych poddanych Dearborn. Dzisiaj zdecydowała, że Forsythia również musiała poznać tajemnicę. By mogła dźwigać ciężar tej wiedzy wraz ze swoją królową, ramię w ramię. - Musimy zajechać do Szmaragdowego Grodu, Sythio. - Powiedziała to siedząc już w siodle, więc przekaz był jasny - nie było możliwości odmowy. Nawet jeśli plan zakładał cokolwiek innego.
Podróż przez złotą ścieżkę była taka jak zwykle. Wydawała się znajoma, jednorożce rwały nią tak, jakby znały ją na pamięć. Chwilę podróżowały przez złoty las. Każde drzewo miało królewski kolor, a liście przypominały zbity bursztyn, tworząc korony roztańczonych, przenikających świateł. Zaraz za lasem rozciągała się łąka motylich kwiatów. Gdy wiatr spod zwierzęcych kopyt choćby tknął swym cieniem jeden z kwiatów, ten rozpadał się, a wylatywały z niego girlandy motyli, których obłok zostawiały za sobą kobiety. Aż w końcu po przekroczeniu mostu nad Miętowym Strumykiem, dotarły do bram Szmaragdowego Grodu.
Każde miejsce w tym mieście było wyjątkowe. Ludzie nosili stroje pełne koronek i bufiastych kształtów, a na twarzach byli pomalowani - mieli białe jak kreda twarze oraz usta zaznaczone ciemnym konturem tak, by zawsze układały się w uśmiech. Każdy chodnik miał kolor trawy w ciepły letni dzień, a małe skrzaty pozbywały się z ziemi znaków kurzu. Kierowały się w stronę głównego rynku, gdzie już wrzały rozmowy, a ludzie tłoczyli się wokół marmurowego podestu. Przed nim zaś zapalone zostało ognisko, z płomieniem w kolorze indygo. Zaś na podeście klęczał człowiek.
Odmieniec.
Jego aura aż pochłonięta była w szarej, burzliwej barwie, sięgając jego oraz najbliższego otoczenia. Zupełnie jakby czarny dym ulatniał się z niego. Na głowie miał założoną bawełnianą torbę.
Gdy królowa się pojawiła, tłum zaczął wiwatować. Ta zaś z pomocą jednego z szambelanów czekających już na przyjazd, zeszła z konia, zostawiając go w rękach pomocnika. Ciągnąc za sobą materiał swojej czerwonej, kwiecistej sukni, weszła po schodach na podest i stanęła na nim, tuż obok dzisiejszego nieszczęśnika. Nawet biała aura królowej już nie wpływała na ciemność wydobywającą się z niego. Zagłuszony był przez wiwaty tłumu, jednak dało się usłyszeć, że łkał żałośnie, jak pies przyciśnięty siłą do podłoża. - Moi drodzy, me serce krwawi. - Zaczęła królowa, a tłum nagle ucichł. Spojrzenie ciemnych oczu przeniosło się na Forsythię. - Ten człowiek popełnił zbrodnie, które go zabrudziły. Każdy z was jest zagrożony przez jego istnienie. Dlatego ja, królowa Elizabeth Cornelia I skazuję go... - Królowa musi zrobić to, co musi zrobić. Bez wyręczania się sługami, a własnymi rękami. Został jej podany topór, wyższy od niej samej, o ostrzu długości większej niż cała jej ręka, a wykonany z pewnością z diamentu - był przepiękny, ozdobiony kolorami królestwa. - na śmierć.


If I could write you a song to make you fall in love
I would already have you up under my arms
Elizabeth Dearborn
Zawód : ręce które leczo
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
nie pragniemy
czterech stron świata
gdyż piąta z nich
znajduje się w naszym sercu
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8855-elizabeth-cornelia-dearborn#263872 https://www.morsmordre.net/t8860-vivaldi#264039 https://www.morsmordre.net/t8858-ladybug#264029 https://www.morsmordre.net/t8863-przedpokoj#264132 https://www.morsmordre.net/t8916-skrytka-nr-2089#266537 https://www.morsmordre.net/t8861-lizzie-dearborn#264115
Re: [SEN] A whole new world [odnośnik]11.12.20 14:35
Lecz dobre serca, choć mogły jaśnieć białą aurą, tak często były wręcz niesprawiedliwe. Biała magia mogła działać cuda, ale nie potrafiła jednego – a przynajmniej w tym świecie – być obiektywną. Mówi się, że zło może narodzić się z ludzkiej pychy, ambicji, złych pragnień, ale często bywa też tak, że zło samo w sobie złem nie jest, bo nie ma czerni i bieli, a jedynie odcienie szarości, które w wyniku wielu wydarzeń, jaśnieją lub ciemnieją, definiując czyjś los. Lady Elizabeth w mniemaniu Forsythii, była jedynie wychowanką dobrej energii, a zło nie było w stanie jej tknąć przez klosz, jaki wokół niej budowano. – Zapowiedziałam – wtrąciła na pytanie Królowej, zastanawiając się, czy Najjaśniejsza, w ogóle zdawała sobie sprawę z zależności, jakie rządziły jej Królestwem, a może obie kobiety miały się za równie głupie nawzajem? Doradczyni westchnęła ciężko, nie wiedząc jak zadać pytanie – dostatek był dostatkiem, ale musiała. Chciała poznać jej myśli przed tym co planowała, musiała to zrobić, bo to w jej rękach leżało wykonanie wyroku, jakiego nie spodziewała się cała kraina. – Królowo… Czy polityka, jaką prowadzimy… zadowala panią? – jej słowa były ostrożne, wypowiedziane w uprzejmym tonie, tak aby nie można było spostrzec, co się pod nimi kryło. Potrzebowała usłyszeć to co utwierdziłoby ją w decyzji, jaką podjęła rok temu, o jakiej dyskutowała z wieloma osobami – choć plan był w trakcie realizacji, tak Królowa wciąż mogła nieświadomie zawrócić swą Doradczynię ze ścieżki usłanej powątpiewaniem. Kto wie? Może wówczas obie dożyłyby tego nieszczęsnego balu?    
- Oczywiście, Lady Elizabeth – przytaknęła, a przekleństwa przemknęły w głowie. Nie tak miało być, ale musiała dostosować się do tejże sytuacji. Jej myśli pobiegły w kierunku tego, co też mogło skłonić damę do zmiany decyzji i wtedy olśniło ją – wcale nie miała poznać tajemnicy, wiedziała o tych egzekucjach, słuchała poddanych, szczególnie tych, którzy wedle jej Królowej byli nieczyści. Słuchała tych, którzy zostali odrzuceni, bo ich życie nie było dostosowane do kreacji dobrotliwego i niesprawiedliwego serca Królowej. Kiedy szala przechylała się na prawo, a kiedy na lewo? Co definiowało człowieka, skoro sytuacja zmuszać go mogła do absurdalnych poczynań – dla przetrwania. I choć polityka Najjaśniejszej wykluczała takie scenariusze, a bajkowa aura Krainy wydawała się zapobiegać czemuś takiemu, tak życie płatało figle i nigdy nie trzymało się wyznaczonej linii, rozsypując skrzętnie układane domino. Lecz właśnie ono – domino – po przewróceniu miało zyskać nowy kształt, odebrano mu perfekcję, ale mógł zarysować się widok wcześniej nieznany i kto wie? Może nawet piękniejszy. Forsythia jednak nie mogła siedzieć w ciszy, wiedziała, że wówczas Królowa uznałaby, że coś jest nie tak. – Po cóż jedziemy do Szmaragdowego Grodu?   
Widoki były absorbujące i piękne, jednak Sythia nie potrafiła się na nich skupić, z całych sił starając się skryć swój niepokój, rozrywający duszę. Naglące pytania, poddające jej wybory próbie, wirowały w umyśle, nie mogąc doczekać się odpowiedzi.
I wtedy dotarły od miejsca, otoczonego przez wiele istot – tych istot, które cieszyć się miały ze stracenia innej. Ale kim był ten człowiek, którego aura rozlewała ciemność? Forsythia nie potrzebowała widzieć jego twarzy, znała tę aurę, czuła ten smak i zapach, jaki ukochała przez ostatnie miesiące. Był jednym z wielu powodów, dla których wstąpiła na zdradziecki szlak. Przełknęła głośno ślinę, natomiast jej usta zalśniły w uśmiechu, równie szerokim co reszty poddanych. Oczy jednak miała smutne – miała przecież stracić kogoś, kto był tak drogi jej sercu, droższy od Najjaśniejszej. Niesprawiedliwość. Zsiadła z konia i podążyła za Królową, splatając dłonie za sobą i unosząc brodę wysoko, jak przystało na kogoś z dworu. Nie mogła się wahać, teraz już było po wszystkim. Nawet nie potrzebowała słów Elizabeth – wiedziała, co się święciło. Twe serce dopiero będzie krwawić, Królowo – pomyślała Sythia uśmiechając się do tłumu. – Królowo, niech ludzie zobaczą twarz tego człowieka – wtrąciła się nagle, widząc topór i słysząc słowo, które miało przywołać mroczną piastunkę dusz. Nie czekając na zgodę, wyminęła Najjaśniejszą i swoimi delikatnymi dłońmi zdjęła materiał z twarzy nieszczęśnika. Ciemnymi oczami, prześledziła błękit jego oczu – nie mogła pozwolić, aby go stracono. Przejechała dłonią po jego policzku, a z ust wyrwały się kłamstwa, mające dać Królowej względny spokój, gdyby gest wydał się jej dziwny. – Oto człowiek, któremu pozostała jedyna łaska. Śmierć – kiwnęła głową do Królowej, a potem odstąpiła na bok, pokazując twarz nieszczęśnika publice. Zaraz potem odrzuciła worek na bok i przybliżyła się do Najjaśniejszej. – Być może powinnam nałożyć barierę ochronną, aby krew nie trysnęła na publikę? – zapytała, szepcząc do ucha Królowej. Miała głęboko gdzieś tę publikę, w rzeczywistości kupowała czas.


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: [SEN] A whole new world [odnośnik]20.12.20 20:47
Elizabeth wiedziała więcej niż Forsythia mogłaby się spodziewać, jednak prawdopodobnie w zupełnie odmiennych strefach, na które zwracały uwagę. Królowa dobrze zadbała, by jej doradczyni widziała tylko tę słodką stronę królestwa i tylko w nim się obracała, chroniąc ją przed widokami, podczas których prawo musiało zostać egzekwowane. Właśnie ten dzień wybrała na podzielenie się nową nowiną. Cząstką jej świata, której do tej pory nie pokazywała Sythii, od którego ta była wolna i mogła widzieć tylko tę część Najjaśniejszej, która wydawała się... Beztroska. Jakby zupełnie nie obchodził jej niczyj los, jakby miała klapki na oczy wierząc, że w jej królestwie nie ma tej ciemności, którą zauważali inni. Bo ona istniała, nie dało się zaprzeczyć. Lizzie jednak nie uważała swojej doradczyni za głupią, w żadnym wypadku. Chciała tylko, by ta nie musiała już nigdy patrzeć na zło, by jej dusza mogła tutaj odpocząć, nie chciała obarczać jej odpowiedzialnością za ten straszny, świat. Uniosła spojrzenie na Forsythię. Od razu było widać, że wyłapała jakiś kontekst w tym pytaniu. Może ktoś ostrzegł pannę Crabbe jak ważny będzie to dzień? Coś podejrzewała? - Oczywiście, że tak, nie mam najmniejszych wątpliwości. - odpowiedziała szybko i jasno, bardzo spokojnie. - Od kiedy wynalezione zostało zaklęcie ukazujące aurę człowieka, nie ma już ludzi ze złą aurą. Staramy się każdego dnia sprawiać, by każdy miał światło w sobie.
Ona była wyjątkowa. Dlatego została Królową. Oczywiście, nie była również jedyna, było przynajmniej kilku takich jak ona, których znała. Każdy z nich zajmował się podobnymi rzeczami - najczęściej strasznymi. Gdy popełniło się zbrodnię, aura szarzała, aż w końcu stawała się czarna. Elizabeth zaś była zawsze biała. Nieważne jak strasznych czynów się dopuściła, jej aura zawsze bielała jasnością i w momencie, gdy wykonywała swoje obowiązki, dla dobra wszystkich ludzi, nie zmieniała się ani trochę. Wzięła odpowiedzialność za to, kim była. Nie mogła wysłużyć się nikim innym. Wystarczyło żyć obok kogoś z czarną aurą, obcować z nim, mieć wobec niego ciepłe uczucia i jasny kolor znikał, powoli przechodząc w czarny smog. Dlatego niektórzy musieli być odrzuceni.
Dlatego niektórzy byli. Dlatego istniała ta bajkowa otoczka, w rzeczywistości będąca tylko przypadkowym teatrem, za którego kurtyną były poświęcone osoby.
Bo białej aury nie dało się już odzyskać.
W głowie Najjaśniejszej Królowej nie było odcieni szarości, nie było jej własnego ciepła i radości. Była pasożytem, swój uśmiech karmiła emocjami innych. Była robakiem w słodkich koronkach, chociaż kiedyś była motylem. Obowiązek zmienił ją na zawsze. Ten sam, który był jej własnym wyborem. Gdy jej dłoń zaciskała się na trzonku, patrzyła na postępowanie Forsythii, jednocześnie czując, że to co robią, jest nieodpowiednie. Nie powinni pokazywać jego twarzy, nigdy... To co ona robiła... To sympatia, chęć zachowania tożsamości człowieka, który był już tylko zlepkiem czerni. - Sythio, nie! - Wydała z siebie, po czym trzymając mocno swój topór, złapała dziewczynę za dłonie i prostym gestem pociągnięcia zmusiła ją do wyprostowania się. - Nie możemy tak, Ci ludzie nie mogą oglądać tak ewidentnej zbrodni. - Powiedziała, a słowa kobiety wprawiły ją w drżenie. Palce zmiękły, usta zadygotały niepewnie. Usta były tak blisko, że policzki kobiety oblały się czerwienią. Osłupiała. Tak bardzo ufała kobiecie, a ta szeptała takie słowa z wyrachowaniem godnym przestępcy... Sama również, choć w tej chwili trwała w tak bardzo łagodnym obrazie delikatnej kobiety, miała w sobie tyle wyrachowania. Jej wolna dłoń uniosła się do policzka panny Crabbe. W oczach zaszklił się słony płyn.
Zrobiła swoje show.
- Straż! - Królowa okrzyknęła.


If I could write you a song to make you fall in love
I would already have you up under my arms
Elizabeth Dearborn
Zawód : ręce które leczo
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
nie pragniemy
czterech stron świata
gdyż piąta z nich
znajduje się w naszym sercu
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8855-elizabeth-cornelia-dearborn#263872 https://www.morsmordre.net/t8860-vivaldi#264039 https://www.morsmordre.net/t8858-ladybug#264029 https://www.morsmordre.net/t8863-przedpokoj#264132 https://www.morsmordre.net/t8916-skrytka-nr-2089#266537 https://www.morsmordre.net/t8861-lizzie-dearborn#264115
Re: [SEN] A whole new world [odnośnik]22.12.20 17:41
Słuchała z uwagą bredni, które lady Elizabeth rozgłaszała. Dla panny Crabbe zaklęcie aury było niczym podpisanie wyroku dla każdego, kto inaczej myślał – zbiorowa inwigilacja, której ofiary piętrzyły się na stosach ściętych za brak szans.
Decyzja zapadła – należało zabić Królową.
Krzyk władczyni był niczym raca wystrzelona dla rozpoczęcia wyścigu, pośród tłumu zamajaczyły ciemne sylwetki, zrzucając jasne peruki i kolorowe stroje. Oni nie czekali, chcieli swej zemsty, a Forsythia przyzwoliła im na nią – lata poniżeń i wiecznego nierównego traktowania, bo byli inni. Czas było odebrać zapłatę za to wszystko; krew była walutą, jaka zaspokajała rozgoryczone serca, rozjuszone oddech i obłąkane spojrzenia. Setki sztyletów, podcięło gardła winnych i naburmuszonych poddanych Najjaśniejszej, tworząc rzeki krwi, ściekające po bruku.
Doradczyni nie była dłużna, wsunęła diamentowy sztylet – ostrzejszy od pazurów mantykory i przyciągnęła do siebie Lady Elizabeth, zatapiając ostrze pod jej żebrami. Jednak narzędzie zbrodni było magiczne, tym samym zaraz po zetknięciu się z wnętrznościami Najjaśniejszej, spowodowało, że władczyni nie była w stanie się ruszyć, dopiero po chwili odzyskiwała czucie, jednak prawdopodobnie było już za późno. Forsythia celowała w wątrobę i płuco, aby zaledwie czubkiem długiego ostrza dotrzeć do serca. Trzymała rękojeść równie mocno, co samo ciało królowej, a oczy wpatrywały się uważnie w twarz królowej. Beznamiętny wyraz twarzy mówił wszystko – nie czuła w tym nic, ani ulgi, ani radości, nawet złości. Opustoszała wewnątrz. Nie zabijała z fascynacji śmiercią, zabijała dla większego dobra. Dla powinności, jaka na niej ciążyła. – Ewidentną zbrodnią była twoja niesprawiedliwość, Elizabeth. Mówiłam, że to będzie cudowny dzień – wypowiedziała powoli, a potem wyciągnęła prędko ostrze, wbijając je ponownie. I jeszcze raz. Kolejny. Robiąc tym samym tyle dziur pod żebrami dawnej przyjaciółki, ile ta miała skończonych wiosen. Wokół podestu rozpętał się chaos, strażom grozili utajnieni wojownicy, a poddani umierającej królowej w popłochu próbowali rozbiec się na wszystkie strony. Właśnie wtedy aura Forsythii przybrała czarną barwę z pobłyskami szkarłatu, iskrzącego się niczym chaotyczna magia. Najgorsza i najpodlejsza aura, ukrywana pod maską, jaką dały jej lata kłamstw. Grała teatr do tego stopnia, iż wierzyła, że jest dobra – jest wspaniała, nieskalany i czysta tak jak Najjaśniejsza. Lecz aura nie mówiła prawdy dla Forsythii, była zaledwie kolejną szufladą, która miała dzielić ludzi. Sztylet zostawiła w końcu w ciele królowej, odpychając się od niej i łapiąc ukochanego, aby w jednej chwili rozpłynąć się wraz z nim pośród czarnej mgły.


I wciąż nie starczało, i ciągle było brak
Ciągle bolało, że ciągle jest tak

Forsythia Crabbe
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
l'appel du vide
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-2082#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Re: [SEN] A whole new world [odnośnik]13.01.21 20:01
Spotkała ją dzisiaj najokrutniejsza kara, taka z najbliższych i najbardziej zaufanych rąk. Te same dłonie były dlań wielokrotnie ciepłem i opoką, te usta muskały jej ucho niczym przesunięcie ptasich skrzydeł po delikatnej skórze. Te oczy obserwowały ją gdy spała. Dopiero dzisiaj zrozumiała, że planowały jak uderzyć jej najczulszy punkt.
Naiwnie nie spodziewała się tego. Zaślepiona wizją świata pełnego miłości, słodyczy. Zawsze miał tak pastelowe barwy, tonął w nich każdego dnia. Elizabeth sądziła, że te same barwy pozwolą przyjaciółce zaznać dobra, zamknąć się w nim na zawsze i zapomnieć o tym, ile zła dzieje się na świecie. Zła, które trzeba sprzątać. Ona, królowa, była niewolnikiem swojego ludu. By oni mogli żyć w świetle, pozbywała się ciemności. By Forsythia mogła żyć w szczęściu, wydawało jej się, że zamknęła ją w złotej klatce.
Ale tak nie było. Czarny kruk rósł pod jej skrzydłami cichutko, tak jak ciemno zazwyczaj jest pod latarnią.
Szkarłatnej plamy na szkarłatnym materiale nawet nie było widać. Pierwszy cios bolał aż do momentu, gdy dotarł do serca. Wtedy poczuła paraliż. Wszystko stało się zupełnie puste. Nie czuła bólu. Nie czuła jakby miała ciało, którym mogłaby ruszyć. Z pewnością nóż przebił jej płuco, bo karmazyn zalał jej usta. Nie mogła nawet unieść spojrzenia, które wbite było w jasny obojczyk, tak blady jak mleko. Była świadoma. Przez chwilę jeszcze pracowała jej głowa, choć było w niej zbyt dużo niejasnych myśli, by umiała je poukładać. Nie mówiła już nic. Nie potrafiła. Gardło wypełniało się krwią. Chciała kaszleć, ale nie mogła, była zupełnie spetryfikowana.
To był cichy upadek pastelowej królowej. Kobiety, która chciała by świat był dobry i ułożony, tej, która pragnęła szczęścia wszystkich jej ludzi. Każdy kolejny cios w jej pierś nie zmieniał już nic. Oczy zachodziły coraz mocniej czarną mgłą i przez chwilę, tylko jedną, króciutką chwilę jej sylwetkę objął czarny dym, zupełnie pozbawiając ją światła, które ciągnęła za sobą. Upadła prosto w ramiona tej, którą chroniła tyle lat, zupełnie na próżno, by w momencie jej poruszenia się, upaść martwo na drewniany podest na oczach swoich poddanych.
Odeszła królowa.

| opowieści nastał koniec


If I could write you a song to make you fall in love
I would already have you up under my arms
Elizabeth Dearborn
Zawód : ręce które leczo
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
nie pragniemy
czterech stron świata
gdyż piąta z nich
znajduje się w naszym sercu
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8855-elizabeth-cornelia-dearborn#263872 https://www.morsmordre.net/t8860-vivaldi#264039 https://www.morsmordre.net/t8858-ladybug#264029 https://www.morsmordre.net/t8863-przedpokoj#264132 https://www.morsmordre.net/t8916-skrytka-nr-2089#266537 https://www.morsmordre.net/t8861-lizzie-dearborn#264115
[SEN] A whole new world
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach