Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Gnomi krzew
AutorWiadomość
Gnomi krzew [odnośnik]13.10.20 19:21
First topic message reminder :

Gnomi krzew

Pod jednym z krzewów rosnących nieopodal leśnej lecznicy mieszkają gnomy. Są to stworzenia niezbyt rozgarnięte, jednak od czasu do czasu potrafią zaleźć człowiekowi za skórę. Parę razy zdarzyło im się już ukraść fiolki z eliksirami albo drobny sprzęt medyczny. Wtedy wystarczy jednak urządzić na nie małe polowanie i przypomnieć stworzeniom, żeby nie zbliżały się do chatki. Oczywiście nauczka prędko pójdzie w zapomnienie, ale kilka rzutów w dal przy użyciu gnoma pozwala na przynajmniej parę dni spokoju.

Rzut kością k3: ilość pochwyconych gnomów.
Rzut kością k100 + sprawność x2: odległość, na którą gnom zostaje wyrzucony (na każdego gnoma należy wykonać osobny rzut k100).
Łapać gnomy i rzucać nimi można do znudzenia.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:38, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Gnomi krzew - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Gnomi krzew [odnośnik]27.03.22 21:24
Ani Justine ani Michael nie byliby zadowoleni z tego jak lekko przychodziło Kerstin witać nieznajomych na progu lecznicy samotnie, bez informowania nikogo na ile i gdzie wychodzi. Gabriel może by zrozumiał - zrozumiał głupiutką i naiwną potrzebę posiadania miejsca, w którym może czuć się dość bezpiecznie i swobodnie, by robić właśnie to. Może by się zresztą zastanowiła, gdyby nie ta ciężka nadzieja opasająca serce niczym pasek o dwa rozmiary za wąskiej spódnicy. A może to jednak będzie on?
Justine nie chciała, by się widywali, wszystko wskazywało na to, że usłyszał to również Thomas, ale przecież tak szybko by się nie poddał, prawda? Nie, gdyby to, co powiedział, że czuje, było tak prawdziwe jak czuła to Kerstin.
Z sercem w gardle i trzęsąc się nieco z powodu chłodu oczekiwała na gest, słowo, ale zamiast Thomasa na widok wyszedł jego młodszy brat. Przez sekundę poczuła obezwładniający zawód, ale wyprostowała plecy i wymusiła na zmarniałych ustach uśmiech, żeby nie było tego tak widać. Chociaż nie mogła ukryć tego jak zbladła w ostatnich dniach, jakie cienie zakwitły pod jej oczami i jak nisko zwieszała ramiona.
- Dobrze cię widzieć, James - powiedziała cicho. Bo tak, było go dobrze widzieć. Skoro rodzina Thomasa była bezpieczna... - Przestraszyłeś mnie chowając się po krzakach. Och, tak, mamy gnomy, czasami kradną - potwierdziła bez większych emocji, bo mimo swojego mugolstwa przez miesiące pracy zdążyła się do szkodników przyzwyczaić. Teraz nie walczyła z nimi bardziej zajadle niż z myszami w składziku. - Cześć, Sheila. - Dziewczynie posłała cieplejszy, bardziej wyrozumiały uśmiech niż Jamesowi.
Zaraz jednak zarumienione policzki Kerstin stężały, uśmiech przygasł, zmieniając się raczej w nerwowe szczękanie zębami. Usłyszała szum własnej krwi w uszach, ale jak zawsze wtedy, gdy trzeba było opanować nerwy, kiedy pacjent tonął we krwi, wyobraziła sobie, że ma w sobie drewnianą skrzynię, ciężką i mocną, w której miotłą upycha emocje i przyciska wieko obcasem, dopóki nie przyjdzie na nie lepsza pora.
Czasami przychodziła wolniej, czasami - tak czuła, że będzie teraz - znacznie szybciej.
- Jak to po Thomasa? James, jego tutaj nie ma - wyrzuciła z siebie na wydechu i posłała Sheili bolesne, przepraszające spojrzenie. W tym wyrazie współczucia starała się zawrzeć cały ten strach, który sama czuła, a który nie mógł jej teraz złamać, nie kiedy była w pracy. Spojrzała na fiolki w rękach Jamesa. Zadał jej wcześniej pytanie, ale machnęła na nie ręką, zbyt rozkojarzona tym, co usłyszała. - Nie widziałam go od kilku dni, odkąd... - zająknęła się, zacisnęła zęby na wardze. - Gdyby tu był, już dawno byście wiedzieli, nie pozwoliłabym mu się przed wami ukrywać. Przyszłabym do was, ja... - Rozłożyła dłonie. - Lecznica jest bezpieczna. Ale nie ma go tutaj. - Przełknęła ślinę. - Wejdźcie do środka i chodźmy na stryszek, powiecie mi wszystko? - bardziej zapytała niż stwierdziła, dodając do słów porządną porcję błagania.




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
Absurdalne czasy wymagają
absurdalnie silnej miłości
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks
Re: Gnomi krzew [odnośnik]04.04.22 2:14
Stal w miejscu, w jakimś instynktownym poczuciu, że powinien chronić Sheilę. Nie był do końca przekonany, czy jej obecność tutaj była odpowiednia. kto mógł się tu zjawić? Ludzi w Dolinie się nie obawiali, większość z nich była dobra, poczciwa, ale Kerstin Tonks ściągała uwagę w swoją stronę i jeśli ktokolwiek mógł jej poszukiwać to właśnie tutaj mógł ją znaleźć. Ile osób wiedziało kim była i co tu robiła? Ile z tych osób dzieliło się informacjami z innymi? Może nikt. Mało komu pewnie byłoby to na rękę. Jeśli tu pracowała i pomagała potrzebującym, każdy pewnie liczył na to, że mu pomoże. A ten, któremu pomogła powinien okazywać wdzięczność. Ale świat nie był zbudowany z ludzi, którzy potrafili funkcjonować według jego podstawowych zasad. Ci, którzy winni byli jej podziękować mogli próbować ją sprzedać. To mógł być zły dzień, zła sytuacja w domu. On sam dla rodziny zrobiłby wszystko. Wierzył, że jeśli ktoś naprawdę musiał, zrobiłby i to.
Gdy Sheila się odezwała, zerknął w bok, zupełnie tak jakby chciał odwrócić się przez ramię i spojrzeć Sheili w oczy, ale nie musiał tego robić. Stała za nim, wiedział o tym. W razie czego ją ochroni, gdyby miało pomknąć jakieś zaklęcie, przyjmie je na siebie, byle ją ocalić. Ale wokół było cicho, spokojnie. A Kerstin? Thomas mówił, że nie mogła czarować, co mogła więc zrobić? Rzucić w nich fiolką?
Nie odpowiedział Kerstin nic na jej przytyk dotyczący krycia się po krzakach. Spuścił na moment wzrok i przygryzł wargę od środka. Może i mógł przyjść jak zwykły człowiek, drogą, prosto do lecznicy,. Zapukać. Nie ufał jej jednak, jej rodzinie i wszystkiemu, co było z nimi związane. Musiał upewnić się, że wokół nie znajdują się podejrzani czarodzieje, nikt w tej krótkiej chwili nie wpadnie na nich i nie skrzywdzi jego siostry.
— Jak to nie ma? — zdumiał się, cały czas utrzymując na sobie spojrzenie Kerstin. Dopiero po chwili obrócił się za siebie, spoglądając w oczy siostrze, ostatecznie odwracając się znów do charłaczej uzdrowicielki. — To jeśli nie ma go tutaj, to gdzie jest? — Niczego nie rozumiał. Powinien jej powiedzieć? Nie. Nie musiał. Ale Thomasa nie było od kilku dni, martiwli się o niego. On martwił, choć nie chciał tego przyznać. Bał się, że stało się najgorsze. To co mogło stać się już wcześniej. Coś boleśnie ściskało go w trzewiach. Co dalej? Co jeśli Thomas był już w Tower? Co jeśli był już... — Pisaliście do siebie w ostatnich dniach? Jeśli go tu nie ma, musisz nam powiedzieć. Musimy go znaleźć — byli jego rodziną, to było ich zadanie. ich rola. — Pisał ci o swoich planach? O... ucieczce? — Mógł uciec?
Nie powiedział mu tego nigdy, ale odkąd go odnalazł strach o to, że pięknie go paraliżował. Bardziej niż myśl, że ktoś go dorwie, znajdzie. Bał się, że ucieknie. Zostawi ich i ulegnie temu, uniknie odpowiedzialności, miłości. Bał się, że go zostawi, tak jak robił to zawsze. Ta myśl, ta obawa trzymała go przy nim kurczowo. Pielęgnować, by go nie zawieść, by spełniać się w roli brata, realizować jego działania, nawet jeśli zwykle robił coś odwrotnego. Goniła i motywowała go chęć i potrzeba spełnienia. By Thoma był z niego dumny. By robił to, co przyprawiałoby starszego brata o zadowolenie. Myśl, że wcale tego nie chciał — ich nie chciał — paraliżowała go. Co jeśli zmusił go do powrotu? Co jeśli zmusił do tego, by z nimi trwał, ale wcale nie chciał?


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 3
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe
Re: Gnomi krzew [odnośnik]11.04.22 10:22
Nawet jeżeli czuła się o wiele odważniej i zmotywowanie w tym momencie, wciąż jednak trzymała się brata i nie uciekała od jego obecności, wyrywając się gdzieś ku przygodzie czy w stronę Kerstin. Wiedziała lepiej niż zapuszczać się w to miejsce, bo skoro dowiedzieli się o nim ledwie miesiąc wcześniej to wciąż nie było pewności kto zjawia się w tym miejscu. Jeżeli to kolejny nadgorliwy Zakonnik, pewnie na nowo będzie w stanie im pogrozić różdżką, może jeszcze zabierając ze sobą jakiegoś kolegę albo koleżankę. Tyle w końcu trzeba było przeciwko ich dwójce.
- Nie chowamy się, to po prostu najkrótsza droga – odpowiedziała cicho, jeszcze zerkając na Kerstin, chociaż bardzo dobrze wiedziała, że w tym momencie sama z siebie kłamała. A może po prostu nie widziała ich podejścia od tej strony jako chowania się, a raczej jako ostrożność. W końcu kto w tych czasach nie był zapobiegawczy i nie szukał dróg dookoła, tak aby były bezpieczniejsze, nawet jeżeli nadkładały nieco.
Zmarszczyła brwi, ściągając usta w wąską kreskę. Thomasa tutaj nie było, a to znaczyło…cóż, nie przejawiała myśli podobnych do tych, które kłębiły się w głowie Jamesa, nie wierząc, że Thomas mógłby ich absolutnie zostawić. Głównie dlatego, że był całkiem wygodnicki i siedzenie z siostrą w jednym domu oznaczało posiłki podtykane pod nos, gotowe pranie, brak konieczności sprzątania…chciała też wierzyć, że Tommy po prostu ich kocha, ale miała wrażenie, że z Jamesem ścierali się o wiele wcześniej niż dotychczas i nie wiedziała nawet jak naprawić tę ich więź. Czy w ogóle się dało. Zmartwienie zakotłowało się w jej głowie jeszcze mocniej, a chociaż czuła nieprzyjemne ściśnięcie w żołądku, starała się nie popadać w panikę. Na nic im się to teraz nie przyda.
- Powiedział nam, że wychodzi do pracy i może go chwilę nie być, ale…zazwyczaj jak to mówi, to ma na myśli dzień. Nie kilka. – Czy w ogóle szedł do pracy? Może prawda była taka, że nigdy dla żadnej lady nie podjął zatrudnienia, a nawet jeżeli spotkała Prudence kilka miesięcy temu, Sheila miała pełne prawo aby wątpić w to, że ktokolwiek Thomasa by zatrudnił, a co dopiero ktoś z wyższych sfer.
- Nie pisał ci nic o tym? Nie mówił żadnej kwestii odnośnie tego..że to nie praca? – Jeszcze chciała wiedzieć, chociaż na zaproszenie lekko się zawahała. James nie zareagował, nie ruszając się z miejsca, czy to pogrążony za bardzo w myślach, czy po prostu nawet nie słysząc, co dokładnie skierowano w jego stronę, zwłaszcza kiedy bardzo niepokojące informacje o braku obecności Thomasa wyszły na jaw.
- Może jednak lepiej będzie, jak zostaniemy tutaj? – Złapała jeszcze Jamesa za dłoń, ściskając ją aby dać mu znać że jest tu przy nim, nawet jeżeli czując obawy w tym momencie równie mocno co on.


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 9
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: Gnomi krzew [odnośnik]24.04.22 21:33
Zawsze była trochę naiwna w swojej uporczywej potrzebie pomagania każdemu kto na pomoc zasługiwał - niewinnym ofiarom, ludziom, których po prostu dotknęła choroba, a także tym mniej niewinnym, tym narażającym się, o których historię nie wypytywała, bo nie miała prawa wypytywać. Przysięga Florence Nightingale kazała spełniać swoją powinność niezależnie od pochodzenia pacjenta, jego majętności, jego poglądów, które mogły tak drastycznie różnić się od jej własnych. W atmosferze wojny dawne przysięgi zdawały się tracić na znaczeniu, ale to nie ona wszak odpowiadała za bezpieczeństwo lecznicy, nie do niej należały decyzje o tym, kogo wpuszczać a kogo nie, bo ona przecież wpuściłaby każdego. Może to też odziedziczyła po mamie, upór by robić słuszne rzeczy w swoim własnym definiowaniu słuszności, może właśnie tę odwagę dostała we krwi zamiast magii. To nie tak, że los nigdy jej nie doświadczył, że nigdy nie odczuła na własnej skórze efektów złych decyzji - a mimo to nadal pierwsza wychodziła na ganek, gdy dwójka zabiedzonych nastolatków chowała się tutaj w krzakach, i zabierała głos wtedy, kiedy może nie miała nic mądrego do powiedzenia. Byleby tylko pokazać, że choć nie potrafi wiele, chce być godna zaufania. Ona, Kerstin, nie siostra Tonks. A może właśnie przez to, że była Tonksem.
Zacisnęła wargi aż zbielały, ale posłała Sheili ciepłe spojrzenie i skinęła głową, akceptując to wytłumaczenie i nie drążąc dalej, wyciągając metaforyczną i prawdziwą dłoń, tak po prostu, jak to miała w swoim prostym zwyczaju. Jeżeli nie masz złych zamiarów to podejdź. Michael byłby wściekły. Co mi jeszcze zostało poza zaufaniem? Bo Justine nie ufała nikomu, nawet rodzinie.
A może naprawdę lepiej było umrzeć do końca niż dać w sobie zabić osobowość, serce i przyzwoitość?
- Nie dostałam żadnej wiadomości od Thomasa od dawna. Nie śledzę go, jeśli tego sobie nie życzy, nie chciałam zwalać wam się na głowę - Przygryzła wargę ze zmartwieniem. Już dawno chciała pójść do ich domu i zadać dziesiątki kłębiących się w głowie pytań, ale przecież musiała czekać, nie mogła być tą, która zawsze stara się bardziej niż to przyzwoite. A poza tym pomyślała, że może to właśnie chcą usłyszeć. - O niczym mnie nie informował, James, naprawdę. Justine nie chce, żebym się z nim widywała, opowiadała o nim straszne rzeczy. Ale ja mu wierzę. - Oczy zapiekły ją tylko trochę. Była cholernie zmęczona. - Boję się o niego. - Popatrzyła jak Sheila łapie Jamesa za rękę, odmawiając wejścia do środka, i nagle zapragnęła by Gabriel stanął tu też z nią, żeby potrzymać ją mocno za rękę. Ale to przecież lepiej, że go nie było, bo oni po prostu nie umieli się dogadać i nikt nie powinien obrywać rykoszetem za jej sekretny związek. Zamilkła, otuliła się ramionami i przestąpiła z nogi na nogę. - Jest mi tak przykro, że nie mogę wam pomóc. Naprawdę chciałabym, żeby był tu ze mną, a nie... tam. - Odwróciła głowę i wpatrzyła się gdzieś w las, drżąc na chłodnym wietrze. Gdziekolwiek było tam, jakikolwiek głupi i szlachetny pomysł przyszedł mu tym razem do głowy, chciałaby tylko, żeby był bezpieczny. I może jeszcze wrócił i wytłumaczył wszystko co zrobił i co robi dalej, od początku do końca, aż w jej sercu nie zostanie nawet ślad zwątpienia.




The bees had declared a war, the sky wasn’t big enough for them all
Kerstin Tonks
Zawód : Pielęgniarka
Wiek : 25 lat
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Panna
Absurdalne czasy wymagają
absurdalnie silnej miłości
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Charłak
please be brave
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t8101-kerstin-tonks https://www.morsmordre.net/t8192-parapetowa-skrzynka-pocztowa#235933 https://www.morsmordre.net/t8115-sister-kerstin#232161 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t8799-skrytka-bankowa-nr-1965#261717 https://www.morsmordre.net/t8213-kerstin-tonks

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Gnomi krzew
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach