Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Przed kamienicą

Go down 
AutorWiadomość
Forsythia Crabbe
Forsythia Crabbe

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-1923#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
My face is falling off.
OPCM : 15
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Przed kamienicą Empty
PisanieTemat: Przed kamienicą   Przed kamienicą I_icon_minitime13.10.20 20:51

Przed kamienicą

Fasada kamienicy wybija się na tle innych, raczej stonowanych budynków. Czerwona cegła pięknie kontrastuje z roślinnością obrastającą fragmenty budynku, gdy ta kwitnie w okresie od wiosny do końca lata. Zaś jesienią, zlewa się w karminie, miękko falując na wietrze i wprowadzając w dziwne, iluzoryczne wrażenia, osoby stojące przed kamienicą. Ramy okien jaśnieją bielą, rozświetlając ścianę, zaś majestatyczne, ciemne drzwi, zachęcają do zapukania złotą kołatką.




the lighted mouth
rather chokes

Powrót do góry Go down
Wren Chang
Wren Chang

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
tell her i wasn't scared.
OPCM : 9
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarodziej

Przed kamienicą Empty
PisanieTemat: Re: Przed kamienicą   Przed kamienicą I_icon_minitime17.10.20 0:27

Godzina drogi. Tę właśnie męczarnię zgotował jej na wieczór kapryśny los; księżniczka Forsythia jednakże, niczym naiwna płotka, bez problemu tym razem połknęła zaoferowany haczyk i pogrążyła się w referującej cały życiorys historii. Opowiadała o dzieciństwie, o dorastaniu, o przygodach rodem z Hogwartu i gdzieś na dnie świadomości w głowie czarownicy zaświtała świadomość, że rzeczywiście - musiały być razem na roku. A jednak w młodości nigdy nie zwróciła przesadnej uwagi na ową Krukonkę, przesadnie przejęta własnymi sprawunkami, pielęgnowaniem umiejętności płynnego rzucania uroków i uczestnictwem w klubie pojedynków. Jej tożsamość kojarzyła jak przez mgłę, podobnie skąpaną w adolescencji twarz zwieńczoną czarnymi puklami, i smukłą sylwetkę odzianą w czarno-granatową szkolną szatę. Co za zrządzenie losu - że też musiała spotkać dziś akurat ją, odległe, zamazane wspomnienie utęsknionej przeszłości, do którego dorosłe już serce powracało z pewną nostalgią. Słuchała jej głównie w ciszy, poznała historię spisaną oczami niby innej kobiety, a jednak ewidentnie tej samej, pogrążonej w niekończącej się żałobie, rozkochanej w magicznych stworzeniach. Miało to w sobie urok. Wren pomagała jej iść prosto, raz na jakiś czas, zgodnie z życzeniem, rozprószając nad jej głową srebrny pył fae feli, bez którego szlachetna persona obejść się po prostu nie mogła. Po drodze nie spotkały też jej jednorożca. Nic dziwnego - a jednak dla Forsythii z pewnością było to powodem ogromnego smutku, czarownica przycisnęła ją zatem do swojego boku mocno, opiekuńczo, podróżując z nią aż na wskazany adres na Brook Street.
Czekała tam na nie kamienica z czerwonej cegły. Otaczały ją kremowe budynki, wyróżniała się zatem na ich tle, gdzieniegdzie porośnięta bujną zielenią. Dotarły tam względnie bez szwanku - choć po towarzyszącym im zachodzącym słońcu nie było już śladu, jego miejsce natomiast zajął dumny księżyc połyskujący na niebie niczym usłana z fae feli korona. Dobrze, że po taką Forsythia nie zamierzała sięgać - w innym wypadku niewątpliwie musiałyby wspiąć się na dach i rzucić z niego w bezmyślnym susie w stronę nieboskłonu, bez świadomości, że nawet wyciągnięta najmocniej do góry dłoń nie będzie w stanie jej tknąć. Wren taktycznie nie wspominała o pewnym podobieństwie tej fantazji; zamiast tego przystanęła przed prowadzącymi do frontowych drzwi schodkami i spojrzała na swoją przymusową towarzyszkę, mrużąc lekko oczy.
- Czy ktoś mieszka z twoją siostrą, Forsythio? - spytała, ciekawa, czy przyjdzie jej dziś tłumaczyć mieszkańcom kamienicy co też przydarzyło się jej rezydentce i dlaczego jej czarne kosmyki usłane są tak grubą warstwą błyszczącego pyłu. - Ktoś wpuści nas do środka, czy może w twoich przepastnych kieszeniach znajdziemy magiczny klucz otwierający te wrota? - Narrację musiała dopasować do otępionego niezidentyfikowanym narkotykiem intelektualnego poziomu rozmówczyni, jeśli zamierzała uzyskać jakiekolwiek odpowiedzi. A doświadczenie pokazało, że o te było trudno; gimnastykowała się zatem bardziej niż podczas lekcji tańca pod patronatem Mei Ling, zmęczona, ale zdeterminowana, by dziewczę dostarczyć bezpiecznie do jej własnych czterech ścian. I najlepiej bezpiecznego łóżka, by resztki tego paskudztwa mogła po prostu odespać.




if there is one thing i still demand, it's that i don't want to see their reason for opposing me be simply the fact that i am a woman.

Powrót do góry Go down
Forsythia Crabbe
Forsythia Crabbe

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-1923#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
My face is falling off.
OPCM : 15
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Przed kamienicą Empty
PisanieTemat: Re: Przed kamienicą   Przed kamienicą I_icon_minitime17.10.20 19:03

Najpewniej, gdyby dane byłoby jej pleść swój dalszy życiorys, to nieznajoma mogłaby poznać najbardziej wstydliwe sekrety dziewczęcia, bo z każdym słowem jej język rozwijał się coraz bardziej. Na szczęście dotarły pod domostwo bez większego uszczerbku na zdrowiu i reputacji panny Crabbe. Księżniczka obróciła się wokół własnej osi, stając na progu, a potem zmarszczyła brwi, nie do końca zadowolona, z formuły jakiej jej wybawicielka postanowiła użyć w stosunku do niej. – Jeśli to nie problem, moja droga, to proszę mów mi „Księżniczko Forsythio” – zaśmiała się z lekka niechętnie, jednak próbując utrzymać twarz, mimo tej zniewagi. - Owszem! Cała zgraja krewnych! Mieszka też z nią jej ojciec i jego żona… Ale nie jest ona moją mamą. Znaczy… jej mamą – pokręciła głową w roztargnieniu, a urywki wspomnień mignęły w jej myślach. Widok pięknej i drogiej trumny ugrzązł w jej umyśle, a na ramionach poczuła znów uściski męskich dłoni, odciągających ją od wieka. Odbicie w lustrze ukazujące siniaki, po tychże uściskach, które robiły to dla jej własnego dobra, lecz to jej opór był winowajcą burgundowych śladów. Następnie krzyki zawyły w jej głowie; głos żony ojca, która notorycznie poniżała przybraną córkę, wyrzucając jej karygodne zachowanie, zły ubiór oraz wiele więcej, często irracjonalnych powodów.
Forsythia złapała się metalowej barierki okalającej schody do piwnicy i spojrzała na rośliny wijące się po czerwonych cegłach. – I to też nie mój ojciec… Już nie - mruknęła pod nosem, a w jej oczach nastąpiła wyraźna zmiana. Melancholia zawitała w ciemnych tęczówkach, podszyta czymś w rodzaju żalu, a może nienawiści. Chwilę potem, po uczuciach nie było śladu, a kobieta wyprostowała się na kolejne pytanie. – Oczywiście, że mam klucz! Ja posiadam klucze do wszystkiego, a przede wszystkim do sukcesu, wszak jestem księżniczką – stwierdziła z uśmiechem, potrząsając głową, a z jej włosów obsypało się troszkę srebrnego pyłku. – Chociaż… może to robi ze mnie klucznika? – zastanowiła się, przystawiając palec wskazujący do ust, jednocześnie przyglądając się ulicznej lampie, której światło padało na wejście. Zawiesiła się w tym stanie przez dłuższą chwilę, a jej źrenice zwężały się coraz bardziej, im dłużej wpatrywała się w światło, prawie jak zahipnotyzowana ćma. Zupełnie jakby ktoś postanowił rzucić na nią zaklęcie, a może był to po prostu kolejny objaw zażycia przedziwnej substancji?
Gdy już trwało to dostatecznie zbyt długo, Forsythia oprzytomniała i sięgnęła do kieszeni. Zaśmiała się z lekkim podenerwowaniem, nie mogąc wymacać czegokolwiek podobnego kształtem do kluczy. Nawet księżniczki czasem się stresują i dokładnie w tej chwili tak było z tą od Crabbe’ów. – Ahhh… Już wiem. Zostały w pracy – mruknęła, a z każdym słowem jej ton ze szczebiotliwego, zmieniał się w bardziej naturalny dla niej. Lecz próżno było liczyć, że wróciła do normalności, bo zaraz potem uśmiechnęła się, wylewając z siebie pogodę ducha prawdziwej księżniczki. – Musimy w takim razie dostać się do domu w inny sposób – stwierdziła, zerkając z początku na kołatkę, lecz natychmiast pokręciła głową, a potem błądziła po fasadzie budynku i bynajmniej księżyc miał zmusić ją do wspinaczki, a otwarte okno. – Potrzebujemy pegaza… - stwierdziła z ekscytacją.




the lighted mouth
rather chokes

Powrót do góry Go down
Wren Chang
Wren Chang

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
tell her i wasn't scared.
OPCM : 9
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarodziej

Przed kamienicą Empty
PisanieTemat: Re: Przed kamienicą   Przed kamienicą I_icon_minitime17.10.20 23:19

Jeśli to nie problem - oczywiście, że nie był, mogła nazywać ją dowolnie, robiłaby to, gdyby jednak z żył Forsythii pobrać dziś miała słodką krew. Ale nie taki był plan. O nie, zadaniem czarownicy było jedynie bezpieczne odeskortowanie jej do miejsca zamieszkania i pozostawienie w czułych ramionach krewnych, pod stałą opieką, na wypadek gdyby dziewczyna mimo wszystko potrzebowała uzdrowiciela. Lecz coś w jej oczach, jakiś niewypowiedziany jeszcze smutek, czarny żal, sprawiły, że Wren ugryzła się w język zanim odparowała jej złośliwie zmęczoną tym tragikomicznym spektaklem wymówką. Spojrzała za to na zesłaną przez los towarzyszkę, na to, jak za moment na jej lico wkradł się cień nostalgii, gdy mówiła o ojcu. Mogła to zrozumieć. Odepchnięcie, utratę rodzica, choć ten jeszcze żył, jeszcze narzekał, jeszcze okazywał niezadowolenie i rozczarowanie, wciąż i wciąż - dla niej takową figurą od zawsze i na zawsze była bowiem matka. Nieodłączny element istnienia przypominający o tym, że w oczach świata Chang nigdy nie miała stać się kimś godnym, kimś ważnym. Westchnęła zatem ciężko, z kolejnym zrezygnowaniem, i skinęła głową, na twarzy przywołując czarujący, może nawet pocieszający wyraz.
- Oczywiście, księżniczko. Proszę o wybaczenie - wymamrotała, zaoferowała kobiecie teatralne dygnięcie, jakoby naprawdę znajdowały się na arystokratycznym dworze wschodzącej niczym słońce monarchini. Coś w niej zmiękło - na powrót stało się łagodne, zmuszało do zagrania w grę panny Crabbe, do pójścia na ugodę, do tańca do wygrywanej przez nią melodii. Podzielony los, nic innego. - Cóż, nie wątpię, że ktoś taki jak księżniczka Forsythia mógłby być człowiekiem wielu talentów. Nawet jeśli jednym z nich byłaby wprawa w kolekcjonowaniu kluczy - mruknęła z kwaśnym uśmiechem. Obserwowała uważnie poczynania ciemnowłosej, to jak plądrowała kieszenie w poszukiwaniu kawałka żelaza zdolnego otworzyć przed nimi frontowe drzwi kamienicy, ale ostatecznie nie wydobyła z nich nic. Merlin wciąż pozostawał nieubłagany. Cieszył się każdym zmartwieniem rzucanym pod nogi Wren, śmiał do rozpuku gdy Crabbe niweczyła plan za planem, utrudniając to, co winny były zakończyć przynajmniej pół godziny temu. Przez krótki moment rozważyła uporanie się z zamkiem za pomocą stosownego zaklęcia, ale jeśli gospodarze byli w domu, niechybnie nasłaliby na nią patrol skory wypisać mandat, czy nawet zabrać na nieplanowane wakacje do zimnej celi w Tower - za włamanie. - Pegaza - powtórzyła za nią bezsilnie. - Lepiej powiedz mi, księżniczko, czy myślisz, że ktoś jest w środku. Jeśli zapukamy - otworzą nam? - W zasadzie nie czekała na odpowiedź; bez wstydu ruszyła po schodkach do drzwi, kilkukrotnie uderzając w nie złożoną dłonią. Pora była późna, dostatecznie późna, by rodzina zgromadziła się w znajomych czterech ścianach i niedługo zasiadła do kolacji, czarownica liczyła zatem, że Crabbe'owie nie okażą się odmiennością od społecznej reguły. A mogli - jeśli kojarzyła fakty prawidłowo, ojciec wspominał jej kiedyś, że z niejakim Crabbe'm zdarzyło mu się minąć na korytarzach Ministerstwa. Nowa władza zwykle pracowała do późna. Tkanie zasad świata na nowo nie należało bowiem do zajęć ani łatwych, ani prędkich - wymagało wielu miesięcy zintensyfikowanej działalności; profilaktycznie Wren odwróciła głowę, by spojrzeć przez ramię na to, co wyprawia jej nieoczekiwana protegowana. Zapewne dokoła poszukiwała pegazów. Póki co zza drzwi nie dosłyszała jeszcze żadnych kroków. - Podejdź do mnie, Forsythio. Księżniczko. Zanim zrobisz sobie jeszcze większą krzywdę; niewykluczone, że nikogo nie ma w tym domu. Jesteś pewna, że to dobry adres? - spytała podejrzliwie, znów rozmyślając nad użyciem magii. Jeśli jednak miały dostać się do cudzego lokum, absolutnie niezwiązanego z rodzinną posiadłością dziewczyny...




if there is one thing i still demand, it's that i don't want to see their reason for opposing me be simply the fact that i am a woman.

Powrót do góry Go down
Forsythia Crabbe
Forsythia Crabbe

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-1923#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
My face is falling off.
OPCM : 15
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Przed kamienicą Empty
PisanieTemat: Re: Przed kamienicą   Przed kamienicą I_icon_minitime18.10.20 15:02

- Spokojnie, już ci wybaczyłam – stwierdziła dobrodusznie, po słowach kobiety. Cieszył ją taki obrót spraw, nie wyobrażała sobie upominać się o swój tytuł ponownie. Oczywistym powinno być dla wszystkich, że ktoś, kto wygląda tak jak ona, powinien być należycie nazywanym. - Jesteś zbyt uprzejma – zatrzepotała rzęsami, słysząc komplementy. W tej postaci była na nie niezwykle łasa, nie żeby ich nie doceniała, będąc w pełni trzeźwą. Zwykle wtedy starała się w dosyć stonowany sposób je przyjmować, starając się naśladować bardziej w tym swojego brata, niż chociażby kuzynkę pochodzącą ze szlachty – rumieńce z takich powodów były jej wręcz absurdalnie obce. Najpewniej nieznajoma doceniłaby bardziej tę bliższą naturalnemu zachowaniu Forsythii reakcję, niżeli nazbyt ekspresyjny bałagan, jakim była w obecnej chwili.
Miała naprawdę długą i wybujałą wypowiedź dla nieznajomej, odnośnie zamieszkiwania kamienicy. Chciała opowiedzieć o starej kucharce, sprzątaczce, a także krewnych, którzy mieszkali na różnych piętrach kamienicy. Jednak mijali się zupełnie, jakby kamienica była wielkim pałacem, którego przejście zajmowało wiele godzin, być może dlatego dziewczę tak bardzo było przeświadczone o swoim dzieciństwie spędzonym w królewskiej atmosferze? Miała także w zanadrzu historię o rodzinie mieszkającej za morzem w pięknych posiadłościach w rejonie flamandzkim, lecz na to również nie wystarczyło jej czasu.
Adres był najwyraźniej tym elementem, który pozostał w jej pamięci nienaruszony – i dobrze, przynajmniej nie dobijały się do obcego domu, ani ostatecznie wybawicielka nie musiała powstrzymywać felernej księżniczki, przed wkroczeniem do pałacu królewskiego. Choć kto wie, może wtedy w zderzeniu z rzeczywistością, panna Crabbe wróciłaby do zdrowych zmysłów? Pozostało zaledwie gdybanie.
- Oczywiście, że to dobry adres! – wzburzyła się, wręcz tupiąc jak małe dziecko, gdy zbliżała się do swojej wybawczyni po schodkach. – Niech pani nie będzie niepoważna, wiem doskonale, gdzie mieszkam. Znaczy, gdzie mieszka moja siostra! Zresztą jest późno, większość domowników już pewnie śpi. Za cicho pani zapukała, ot co – podsumowała, łapiąc za kołatkę i uderzając nią kilkakrotnie, a huk metalu rozbijał się nawet do kilku ulic dalej. – Wstawać! Przybyłam! – wykrzyczała do drzwi, a w kamienicy obok zapaliło się światło. Potem w kilku oknach na drugiej stronie ulicy również zajaśniały firany, szczególnie gdy Forsythia zaczęła pukać bardzo intensywnie w drewno, aż do momentu, gdy rozbolały ją knykcie. Przewróciła oczami, rozmasowując dłoń. – Zaraz ktoś pewnie wyjdzie – stwierdziwszy to, uniosła brwi, zerkając na sylwetki w oknach po drugiej stronie ulicy i zmieszała się nieznacznie. – Właściwie to nie wyjawiła mi pani swego imienia… - podejrzliwe spojrzenie, zlustrowało sylwetkę wybawicielki.
Od jakiegoś czasu przy otwartym oknie stał starszy pan Crabbe, obserwując swoją córkę. Teatrzyk, jaki odstawiała, był mu ewidentnie nie w smak i ciężko stwierdzić czy nie wychodził, bo było mu wstyd, czy może wolał oglądać, jak jego córka robi sobie wroga. Skrywał się w cieniu, tak aby przynajmniej Forsythia nie mogła spostrzec jego obecności. Był zawiedziony jej postawą, jednak pozwolił, aby dalej robiła z siebie błazna i czekał tylko, aż kobieta, która z nią przybyła straci cierpliwość.




the lighted mouth
rather chokes

Powrót do góry Go down
Wren Chang
Wren Chang

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
tell her i wasn't scared.
OPCM : 9
UROKI : 21
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarodziej

Przed kamienicą Empty
PisanieTemat: Re: Przed kamienicą   Przed kamienicą I_icon_minitime18.10.20 20:53

Na całe szczęście kwestia odpowiedniej tytulatury i powstały z niej problem mogły zostawić za sobą - czekała je jeszcze cała masa kolejnych przeciwności, by z wyimaginowanymi życzeniami Forsythii czarownica zmagała się zbyt długo. Skinęła więc głową, dygnęła raz jeszcze, przyjmując zapewnienie o swych nienagannych manierach i poczekała, aż ciemnowłosa kobieta wespnie się po schodach prowadzących do drzwi. Nie zdążyła jednak uchwycić w porę jej dłoni. Gdzieś za nimi w równoległej kamienicy pomieszczenie rozświetlił żyrandol oświetlający wzburzonemu sąsiadowi widok na ulicę; ich uszu dobiegł niezrozumiały, niezadowolony głos, lecz Chang niewiele uczyniła sobie z jego istnienia. Niech strzępi język. Niech strzępi - ona miała tu własną misję, osobistą już wendettę, dostrzegając gdzieś przy okiennej szybie skąpaną w ciemności sylwetkę. Niewyraźną, ale z pewnością męską; pomimo otaczającego go mroku, spojrzenie domownika było doskonale widoczne. Surowe. Zimne. Brutalnie oceniające miotającą się na chodniku latorośl przysparzającą wstydu rodzinnym tradycjom i wartościom. Znała ten wzrok - wzrok rozczarowanego rodzica, który nie kwapi się wcale przyznać do nieporadnego, zagubionego chwilowo dziecka. A to sprawiło, że gdzieś w jej wnętrzu przebudziła się złość. Ślepa, tępa, głucha; Wren ściągnęła głęboko brwi i bez wahania dobyła już różdżkę z kieszeni płaszcza, kierując ją wysoko nad ich głowy, w stronę parapetu, przy którym znajdował się niby obojętny, nieznajomy jej czarodziej.
- Lumos maxima - zaintonowała pewnie, patrzyła na to jak wystrzeliwująca z krańca kasztanowego drewna kula unosi się na niemal idealnej wysokości, by sięgnąć jego głowy. Jej blask odbił się w okiennej szybie, uniemożliwił im obserwację jego twarzy, a i bez wątpienia zwrócił na siebie uwagę mężczyzny - bo o to właśnie jej chodziło. O sprowokowanie jakiejkolwiek reakcji, innej niż brutalne śledzenie wzrokiem ich poczynań; Forsythia była przecież jego krewną, najpewniej córką, a to obligowało go do zainteresowania się jej stanem. Czy tego sobie życzył, czy nie. I Chang zamierzała tego dopilnować. - Wren - mruknęła cicho do towarzyszki, chwyciła też w końcu jej dłoń w swoją, zabroniła gestem dalej dobijać się do drewna oddzielającego je od wnętrza mieszkania. Była stanowcza - ale delikatna, nie ściskała jej za mocno, jedynie kontrolowała inaczej nieprzewidywalne reakcje. - Załóżmy, że mamy klucze, księżniczko Forsythio. Wyobraźmy to sobie. Odnalazłaś je w swojej kieszeni, używamy ich teraz do otwarcia zamka i wchodzimy do środka. Tak było, prawda? - spojrzała na nią kątem oka, a po chwili niewerbalnie rzucone zaklęcie zmusiło zamek do cichego pyknięcia, pstryknięcia. Zrobiła to - otworzyła przed nimi drzwi i bezpardonowo wprowadziła kobietę do ciemnego korytarza, w którym wciąż próżno było szukać żywej duszy. - Dobry wieczór - odezwała się więc głośno, zbyt głośno, na tyle całą sytuacją zirytowana, by ze snu wyrwać nawet zmarłego. Może tym właśnie była ta posiadłość. Mauzoleum. - Przyprowadziłam do domu Forsythię Crabbe. Możliwe, że wymaga pomocy uzdrowiciela. Czy ktoś będzie tak miły i nam pomoże, w końcu? - Nie księżniczkę - a Forsythię, dziewczynę o zmąconym nieznaną substancją umyśle, którą winien był niedługo obejrzeć uprawniony do podobnych diagnoz medyk, nawet na wszelki wypadek. Nie wiadomo jakie spustoszenie w jej organizmie mógł przynieść ten specyfik. A fakt, że Wren przejmowała się tym bardziej niż złączeni z nią krwią bliscy, wprowadzał ją w jeszcze jaskrawszą furię. Rozumiała coraz bardziej smutek płynący z opowiadanej przez nią wcześniej historii. Nie mogła brzmieć inaczej. Nie w takim otoczeniu.




if there is one thing i still demand, it's that i don't want to see their reason for opposing me be simply the fact that i am a woman.

Powrót do góry Go down
Forsythia Crabbe
Forsythia Crabbe

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8816-forsythia-a-crabbe https://www.morsmordre.net/t8824-maypole#262975 https://www.morsmordre.net/t8825-my-awful-tragedy#262980 https://www.morsmordre.net/f299-brook-street-72 https://www.morsmordre.net/t8821-skrytka-bankowa-nr-1923#262964 https://www.morsmordre.net/t8822-forsythia-crabbe#262969
Zawód : Magizoolog w Ministerstwie Magii
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
My face is falling off.
OPCM : 15
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Przed kamienicą Empty
PisanieTemat: Re: Przed kamienicą   Przed kamienicą I_icon_minitimeYesterday at 23:19

Zaklęcie, gdy tylko pognało w kierunku okna, spłoszyło surowego obserwatora. Choć panna Chang zdążyła dostrzec jego twarz, tak zaraz potem on zniknął w mrokach dalszej części pomieszczenia. Być może kobiet miała uzyskać to, czego chciała? Czyżby wywołała starego Crabbe’a na zewnątrz?
- Wren? Wren! Och, wiesz, że oznacza to małego ptaszka? – zaśmiała się lekko. Dziwny nawyk doszukiwania się znaczeń imion przywykł jej przez lata. Tradycja Blacków w nadawaniu dzieciom imion od gwiazd i kwiatów zawsze fascynowała Sythię, lecz nie mogła nigdy dopatrzyć się idei w znaczeniu swojego imienia. Symbolika antycypacji miała się nijak względem jej daru wróżenia, była w tym gorsza nawet od swojego brata. Patrzenie w kulę, uczenie się symboliki kart, a nawet doszukiwanie się kształtów w fusach z herbaty wydawało jej się irracjonalne i choć rozumiała, że jasnowidzenie jest rzeczywistym darem, tak mimo całej magii świata wydawało jej się to najśmieszniejsze. Abstrakcyjne i nieskładane. Dlatego nie potrafiła zrozumieć w tym idei swej matki, a historia, którą usłyszała względem wyboru tego imienia, również jej nie porywała. Może, jednak gdyby dziewczę spróbowało spojrzeć na to z innej strony, to dostrzegłaby, że prawdopodobnie jest iście forsycją, która wyprzedza swoim myśleniem o kobietach wielu konserwatywnych czarodziejów…
Natomiast Wren wcale nie wyglądała na małego ptaszka, wręcz odwrotnie – jej pewność siebie była nawet dla Księżniczki Forsythii niewątpliwie imponująca. Sama panna Crabbe dążyła do epatowania energią tego pokroju, lecz póki mieszkała z ojcem, najwyraźniej wciąż pozostawało jej ostateczne uginanie karku pod jego dyktando.
Forsythia zamrugała kilkakrotnie oczami, patrząc na uściśniętą dłoń niczym na zjawisko. Jednak absolutnie nie stawiała oporów i pozwoliła czarownicy na włamanie. Jedynie kiwała głową na każde jej stwierdzenie, które wyjaśniało całą sytuację. Miała klucze? Najwyraźniej miała! – Prawda – dodała ostatecznie, podążając za swoją wybawicielką. Zimny zapach na korytarzu kamienicy przypomniał jej dni, w których wbiegała do niego, aby ochłodzić się po całodniowej eskapadzie między ulicami Londynu. Wciągnęła głośno powietrze i z westchnieniem oparła się o ścianę, gubiąc wzrok na geometrycznych wzorach kafelek, zaś zaraz potem przejechała dłonią po jednym z gobelinów, doceniając jego misternie wyszytą fakturę. Przez cały ten zachwyt nad wnętrzem, kompletnie straciła uwagę względem słów wypowiedzianych przez czarownicę o egzotycznej urodzie. Zapewne w innym przypadku, już dawno wzburzyłaby się na brak swojego prawowitego tytułu.
Nagle schody zaskrzypiały, a na nich pojawił się pan Crabbe ze skrzywionym wyrazem twarzy. Szedł powoli, jakby traktował to niczym ceremonię, w której dostąpi zaszczytu ścięcia głowy swemu największemu wrogowi. W tej samej chwili Sythia spostrzegłszy mężczyznę, zmieszała się i stanęła za Wren, jak gdyby próbując się uchować przed morderczym spojrzeniem ojca.
- Dobry wieczór – odpowiedział w końcu, stając przed kobietami. Jego ton był suchy, jakby nie posiadał żadnych emocji. – Dziękuję za przyprowadzenie… - zawahał się, mierząc córkę wzrokiem. – Forsythii. Jest pani jej przyjaciółką? – zmarszczył brwi, a zaraz potem przedstawił się pełnym imieniem i nazwiskiem. – Chodź – dodał w końcu, zwracając się już do panny Crabbe. Oddech Księżniczki Forsythii przyspieszył w obawie przed mężczyzną. Gdyby była sobą, nigdy nie dałaby po sobie tego poznać. Właściwie nawet nie wiedziałaby, czy byłby to strach czy już czysta niechęć, która wywoływać mogła strach przed brakiem zaufania do rodziny. Mierziła ją wtedy bardziej idea niż sam ojciec. Postąpiła kilka kroków do przodu, muskając dłonią rękę swojej wybawicielki, ale wówczas pan Crabbe pociągnął córkę za ramię, tak aby znalazła się w dalszej części korytarza. – Idź do pokoju – podsumował, a młoda kobieta spojrzała tęskno w kierunku Wren, bojąc się cokolwiek powiedzieć. Czy nadal była Księżniczką? Nie. Teraz nie wiedziała nawet, kim jest.




the lighted mouth
rather chokes

Powrót do góry Go down
 

Przed kamienicą

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Centrum :: Brook Street 72-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20