Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Tyły domu

Go down 
AutorWiadomość
Jayden Vane
Jayden Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Zawód : astronomer, head of ravenclaw house, the one who lived to an old age, father of three
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their faith rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Tyły domu Empty
PisanieTemat: Tyły domu   Tyły domu I_icon_minitime18.10.20 10:22

Tyły domu

Upper Cottage nie posiada typowego ogrodu - wokół domu rośliny rosną, jak chcą i nikt nie planuje zapanować nad dziką naturą. Na tyłach jednak znajduje się mały trawiasty kawałek, na którym zazwyczaj stoi jeden stoliczek. Gdy pojawia się więcej osób, odpowiednie zaklęcia powiela siedzenia do ilości przybyłych gości i w ten sposób nigdy nie zabraknie dla nikogo krzesła. Jest to idealne miejsce do podziwiania Macgillycuddy’s Reeks - pasma górskiego z najwyższym irlandzkim szczytem.


Powrót do góry Go down
Jayden Vane
Jayden Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Zawód : astronomer, head of ravenclaw house, the one who lived to an old age, father of three
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their faith rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Tyły domu Empty
PisanieTemat: Re: Tyły domu   Tyły domu I_icon_minitime19.10.20 19:49

michael & jayden11 września
Stał oparty ramieniem o framugę drzwi wchodzących do pokoju dzieci, obserwując śpiącą jak gdyby nigdy nic czwórkę. Trójka niemowląt owiniętych szczelnie kocykami i wtulona w poduszkę obok sześcioletnia dziewczynka tworzyła razem wyjątkowy widok, a swoim spokojem w ogóle nie dawała po sobie poznać, jakby jeszcze kilkadziesiąt minut wcześniej przyczyniła się do wzrostu ciśnienia mężczyzny. Niewesoła gromadka jakby wyczuła, że ten dzień był dniem ojcowskiej opieki i wraz z przeniesieniem się Roselyn do lecznicy w Dolinie Godryka, zaczął się chaos. Krzyki, płacze, zdarzyło się również kopnięcie jednego z małych telluriów profesora. Nawet duch jego przodkini odleciał na wyspę, nie mogąc znieść tego hałasu, a obrazy musiały gorzko żałować, że nie były w stanie wynieść się gdzieś poza własne ramy. Mimo że sytuacja mogła wydawać się beznadziejna, astronom pozostawał opanowany - pozostawione pod jego opieką dzieci były zdecydowanie mniejsze niż te, które uczył na co dzień w Hogwarcie, ich reakcje wcale się nie różniły. Niektórzy jedenastolatkowie czy nawet siedemnastolatkowie potrafili rwać sobie włosy z głowy, gdy nie dostawali tego, czego chcieli lub coś szło nie po ich myśli. Nakręcanie się i przejmowanie ich nastroju wcale nie pomagała w opanowaniu zdarzenia, ale Vane zawsze miał jakąś wyrazistą cierpliwość do dzieci. I chociaż bał się początkowo opieki nad tak małymi istotami, jakimi byli teraz jego synowie, zrozumiał, że przypominało to po prostu kolejną asymilację z czymś nieznanym, acz fascynującym. Dostrzeganie ich coraz dzielniej otwierających się oczu każdego dnia napełniało Jaydena nieznanym ciepłem oraz motywacją wobec podjętych postanowień. Do tego było to największą nagrodą po przepracowanym dniu, gdy wymęczony wracał ze szkoły i słyszał tupot bucików biegnącej mu na powitanie Melanie, która ciągnęła go za rękę, by pokazać, jakie zmiany zaszły u braci. Spędzali wtedy wspólnie całe wieczory lub większość dnia, gdy akurat profesor miał dzień nocnych zajęć. Ale nie można było zaprzeczyć, że wydawał się spokojniejszy, odkąd tylko wrócił do regularnej pracy. Uleciała frustracja, gniew przygasł, chociaż ból nie zniknął, ale tlił się we wnętrzu mężczyzny. Nieustannie i być może już do końca...
A jednak nie było go w nim dzisiaj. Jakby nie istniał, gdy znajdował się między dziećmi i mógł spędzać z nimi czas. Nawet wtedy, gdy szalały i nie dawały odpocząć. Koniec końców jednak kryzys został zażegnany - Melanie uparła się, by współdzielić pokój z chłopcami, a Jayden nie miał serca jej odmawiać. Zdawało się, że pomimo szaleństwa i trudności, jakie sprowadziły ją do Irlandii, nie miała w sobie żalu za to wszystko, co się działo. Że opuściła dom i musiała zamieszkać z daleka od Londynu, okolicy oraz ludzi, których tak dobrze znała. Była równie silna jak jej matka i, chociaż Vane'owi ciężko było to przyznać, harda jak swój ojciec. Patrząc na twarz małej Wright, widział tego dnia złość Anthonyego i w pierwszej chwili poczuł nieprzyjemny chłód przebiegającego po plecach dreszczu, jednak szybko się opanował. Nie powinien był czuć się zaskoczony, że Skamander przebijał się w dziewczynce - to było nieuniknione. Był i miał już pozostać częścią składającą się na Melanie. Obserwując spokojne, śpiące dziecko zastawiał się wciąż nad tamtym momentem. Czy i on miał też kiedyś widzieć odbicie Pomony w swoich synach? Tak wyraźne i gwałtowne?
- Już jest. - Jeden z obrazów przerwał ciszę, przyciągając równocześnie spojrzenie profesora. - Powiemy ci, jeśli się obudzą - dodał i skinął głową w kierunku czarodzieja. Vane odpowiedział mu tym samym i zanim opuścił dziecięcy pokój, rzucił ostatnie długie spojrzenie ku drobnym ciałkom. Wymęczonym wcześniejszymi złościami, ale jednak już spokojnym. Zamknąwszy za sobą drzwi, przeszedł w stronę holu, w którym czekał już jego gość.
- Michael - powitał przyjaciela krótkim skinieniem głowy i ciepłym uśmiechem. Żaden z nich raczej nie należał do przesadnie wylewnych, dlatego skąpe powitanie musiało wystarczyć. Nie oznaczało to jednak, że obaj nie wyczuwali w nim dużej dawki wzajemnego szacunku. Od ich ostatniego spotkania minęły prawie dwa miesiące, dlatego czując w uścisku byłego aurora spięcie Vane przypisał je do niepewności związanej nie tylko ze słowami listu oraz sprawą, którą chciał poruszyć, ale również i wizytą w jego domu. Astronom miał jednak nadzieję, że w momencie opuszczania tych progów, Tonks miał znajdować się w zupełnie innym niż obecnie nastroju. Nie czekając dłużej, poprowadził swojego gościa przez dom, mijając potężne schody i przechodząc szerokim korytarzem do wyjścia po drugiej stronie. Drewniane, dwuskrzydłowe odrzwia były otwarte na oścież i wychodziły na trawiaste pola sięgające aż do wzgórz widniejących na horyzoncie. To właśnie tam, niedaleko wyjścia z Upper Cottage stał już niewielkich rozmiarów stolik, jednak dwa krzesła obok przypominały bardziej fotele aniżeli typowe ogrodowe siedzenia. Jay dziękował magii Maeve, która zwinnie przetransmutowała stare meble w coś wygodniejszego. - Mam nadzieję, że wybaczysz mi fakt, że spotykamy się u mnie. Jednak mam swoje obowiązki i czuję się zdecydowanie lepiej, będąc na miejscu. Roselyn ma nocny dyżur, a dzieci śpią. To musi nam wystarczyć za prywatność. Nie uważasz? - dodał, siadając na jednym z foteli i poszerzając grymas uśmiechu tkwiący już wcześniej na ustach. Nieważne jak bardzo był spięty i opanowany ostatnim razem, ewidentnie widać było u niego większy spokój oraz rozluźnienie. - Czego się napijesz? Pradziadkowie zostawili dom z piwnicą wypełnioną zapasami irlandzkiego wina, a teraz... Cóż... To dość cenny towar - zagadnął, przeczuwając, że Michael nie zjawił się tam, by siedzieć przy nawet najpyszniejszej herbacie na świecie. Vane nie był głupcem - wieść o pojmaniu siostry dawnego aurora szybko pojawiła się w gazetach. Początkowo przebiegło mu przez myśli, że właśnie po to mężczyzna do niego napisał, lecz było to niemożliwe. Treść listu wyraźnie wspominała o czymś, co dręczyło Tonksa od czasu przekazania mu obowiązków opieki nad chłopcami. A więc co to takiego mogło być?




father

He knew himself a villain—but he deem'd
The rest no better than the thing he seem'd;
And scorn'd the best as hypocrites who hid
Those deeds the bolder spirit plainly did.

Powrót do góry Go down
Michael Tonks
Michael Tonks

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Zawód : wygnany auror
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Chcąc zmienić świat, zacznij od siebie.
OPCM : 37
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6/8
SPRAWNOŚĆ : 11/13
Genetyka : Wilkołak
Tyły domu 1yGOSmf

Tyły domu Empty
PisanieTemat: Re: Tyły domu   Tyły domu I_icon_minitime27.10.20 1:32

11 września

Od dwudziestego pierwszego sierpnia dni zlewały się w jeden, długi ciąg otumanienia, przemieszanego z determinacją i złością i strachem. Tonks czuł się już lepiej, dużo lepiej niż wtedy, gdy otrzymał wieści. Porozmawiał z Gwardzistami, formułowali plan. Choć zżerała go niecierpliwość, będą działać. Miał po co żyć, na co czekać, co robić. Tyle, że wraz z bezczynnością (nieodłączną częścią przeklętej cierpliwości), nadchodziły niechciane myśli. Niechciane, ale może potrzebne? Gdy tylko choćby przystanął, od razu wyobrażał sobie katowaną i przesłuchiwaną Justine. Czasem nawiedzał go widok martwej twarzy siostry, a w pustych oczach widział niemy wyrzut. Dlaczego czekacie tak długo?
Równie często - zazwyczaj tuż przed snem - przypominał sobie zapłakaną Hannah, przygważdżaną do podłogi wilczymi pazurami. Potem budził się z koszmarów, w których nie umierały obie.
Poczucie winy towarzyszyło mu codziennie, czasem wywołane bezczynnością (tym bowiem zdawało mu się czekanie na umówiony moment odbijania Justine), a równie często świadomością własnej potwornej natury. Nie mógł się już oszukiwać, że poza pełnią nie czuje pod skórą złowrogiej bestii. Nie wiedział, czy wewnętrzny wilk karmił się jego słabością czy samą wojną, ale czuł, że to wszystko zabrnęło za daleko. W dzień zaginięcia Just przekroczył granicę, co odebrało mu nadzieję na normalność. Na to, że inni nie muszą wiedzieć, że sam może być czasem normalnym mężczyzną, bratem, przyjacielem.
Opiekunem cudzych dzieci.
Świadomość, że powinien uprzedzić Jaydena dobijała się do jego sumienia już od lipca. Wtedy jeszcze mógł się łudzić, że to tylko kwestia jednej nocy w miesiącu. Gdy zgadzał się na prośbę Vane'a, nigdy nie stracił jeszcze kontroli. Wydawało mu się, że wyznania mogą poczekać.
Jak na ironię, zaledwie kilka dni później ból wyzwolił w nim bestię. Zaklęcie Niewybaczalne przebudziło w nim coś, czego się nie spodziewał, coś karmiące się fizycznym bólem. Wtedy z trudem zdołał zapanować nad sobą, ale w sierpniu pokonał go ból emocjonalny - ciężar bezradności i straty, wzmożony niedawną pełnią. Podobno najpotężniejszą bronią była miłość i to właśnie więzy krwi obróciły się przeciw Michaelowi, wyzwalając w nim coś najgorszego. A skoro zdołał przemienić się przy Hannah, to nikt nie był przy nim bezpieczny.
W teorii nic już się nie zdarzyło. Przerażony tamtym wybuchem, zepchnął wilczy warkot na dno podświadomości, pilnował się, tłumił w sobie agresję. Był spokojny, przerażająco wręcz zrezygnowany. Ale co jeśli to kwestia czasu? Wątpliwości zżerały go od środka, wpędzając go w spiralę lęku przed tym, że tamto kiedyś się powtórzy. Chwila szczerości z Vanem nie mogła już zwlekać, sprawę należało postawić otwarcie i konkretnie. Dlatego Tonks napisał do niego gdy tylko zdołał pomyśleć o kimś innym gdy uwięziona siostra, gdy plan szturmu na Tower zaczął się krystalizować, gdy do jego świadomości już od tygodnia dobijały się wyrzuty sumienia związane z profesorem astronomii i jego dziećmi. I z Pomoną. Merlinie, co jeśli Pomonę też spotkał taki los jak Just, ale pojmano ją bez świadków?
Pojawił się na progu Upper Cottage z zapuszczonym zarostem i głębokimi cieniami pod oczyma. Był blady i wyglądał jak ktoś, kto od dawna nie przespał całej nocy - co zresztą było prawdą. Nie zdołał nawet odwzajemnić ciepłego uśmiechu profesora, tylko kiwnął mu lekko głową. Gdzieś w brzuchu ściskały go kleszcza żalu i wstydu, a przygotowane wcześniej słowa wcale nie sprawiały, że czuł się pewniej.
W najlepszym razie, Jayden widział już Rejestr Wilkołaków i nie zrozumiał pełni niebezpieczeństwa. W najgorszym - nie wiedział nic i dowie się z bolesnym opóźnieniem. Tonks był gotów ponieść konsekwencje, ale utrata kogoś bliskiego zawsze bolała - a dziś liczył się z utratą przyjaciela.
Jak otumaniony, ruszył za gospodarzem i poczekał, aż ten usiądzie w fotelu. Jayden zaskoczył go jednak (naturalną przecież) propozycją czegoś do picia. Przygryzł lekko wargę i pokręcił głową. Szkoda otwierać wino, przecież zaraz może go tu nie być.
-Nie, poczekaj. - przerwał mu szybko. -Poczekajmy z piciem, najpierw chcę ci coś powiedzieć - rozumiejąc, że wcale nie muszę być potem mile widzianym gościem w twoim domu. - obwieścił, powracając do sprawy swojego enigmatycznego listu. Nie usiadł, nerwowo przestępował z nogi na nogę - poczekał jednak na Jaydena, jeśli ten chciał zająć miejsce w fotelu.
-Nigdy nie pomyślałem, czy wiesz, a w lipcu... nie chciałem rozmawiać o tym przy wszystkich. Ale tobie powinienem powiedzieć wcześniej, głupio założyłem, że może widziałeś Rejestr... - zaczął, bardziej chaotycznie niż na spotkaniu Zakonu czy przed lustrem. Wziął głębszy wdech, weź się w garść.
-Jestem wilkołakiem, od dwóch lat. I nie radzę z tym sobie, gdy dowiedziałem się o aresztowaniu Justine... straciłem kontrolę. Po raz pierwszy, ale o raz za dużo. - zaczął znowu, rzeczowo, zduszając w sobie wszelkie emocje. -A ty poprosiłeś mnie o opiekę nad twoimi dziećmi, Jayden. - dodał, dopiero wtedy spoglądając wprost na profesora. Dopiero wtedy głos lekko mu się załamał. Nie dodał nic więcej, ale wbił w Jaydena wymowne spojrzenie. Nie możesz mnie o to prosić, Jay. Nie kogoś...nie coś takiego. -Nie wiem, czy zdawałeś sobie sprawę, komu oferujesz przyjaźń i zaufanie. - a o ile sama przyjaźń byłaby pewnie możliwa, to rodzina i dzieci zmieniały całe to równanie.




You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Powrót do góry Go down
Jayden Vane
Jayden Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Zawód : astronomer, head of ravenclaw house, the one who lived to an old age, father of three
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their faith rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Tyły domu Empty
PisanieTemat: Re: Tyły domu   Tyły domu I_icon_minitimeYesterday at 14:30

Nie znał strachu drzemiącego w Michaelu. Nie wiedział też, czego konkretnie tyczyła się wizyta w Upper Cottage i nagła potrzeba rozmowy. Nie oznaczało to jednak, że Vane zamierzał mężczyźnie odmawiać ze względu własnej niewiadomej. Wręcz przeciwnie. Brak niektórych informacji mających zdradzać sens pojawienia się w Irlandii był objawem rozsądku - szczególnie w tych czasach, gdy sowy ginęły w ferworze wojny lub były przechwytywane. Pomijając jednak ów aspekt, niektóre tematy zwyczajnie nie były odpowiednie na listowną korespondencję nawet podczas pokoju. Dlatego astronom nie miał żadnych większych obaw związanych z pojawieniem się mężczyzny w swoim domu, jednak nie można było tego samego powiedzieć o wątpliwościach związanych z samym celem wizyty. Bo czego tak naprawdę mogła dotyczyć? Rozmów o Justine? Być może, jednak był to temat dość świeży, a Michael nosił się z czymś od lipca. Należał do Zakonu Feniksa? Oczywiste było, że ów opcja była wielce prawdopodobna - siostra dawnego aurora do niego należała, dawny Minister Magii. Do tego czarodziej był mugolakiem i na pewno chciał walczyć o swoje miejsce w świecie przepełnionym magią. Jeśli nie był częścią bojówek Longbottoma podczas lipcowego spotkania, mógł być teraz - nie wyglądał wszak na kogoś, kto porzuciłby swoją rodzinę, ale nie był też głupi. W pojedynkę nie szarżowałby na Tower, a kto jeśli nie Zakon Feniksa miałby interes, żeby w się tam udać? A może chodziło jeszcze o coś innego? Cokolwiek to miało jednak być, Vane nie zamierzał odmawiać. Muszę powiedzieć ci o czymś bardzo ważnym - zbierałem się w sobie już od spotkania osiemnastego lipca, ale przy wszystkich brakło mi odwagi. Później zresztą też. Chętnie zobaczyłbym twoje dzieci, ale to nie będzie dobry pomysł, zanim nie porozmawiamy. Ciężko było nie wyczuć powagi pisanych słów. Mimo że ich znajomość była stosunkowo krótka w swoim rozłożeniu czasowym, Jayden doskonale zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa zamykania się na nowych ludzi, zamykania się na rzeczywistość. Nie chciał tworzyć jej niewłaściwego obrazu, a odcinając się zupełnie, od tego, co było, nie mógł mówić o sobie jako o trzeźwo myślącym. Nie chciał zresztą odlatywać - zbyt długo żył w swoim urojonym wymiarze i płacił zbyt dużą cenę za swoją niefrasobliwość. Jednak nie oznaczało to, że miał się odcinać od tego, co działo się w przeszłości. Całe swoje życie otaczał się właśnie przyjaciółmi, lecz również i poznawaniem innych - niekiedy nic z tego nie wynikało, lecz nierzadko można było doświadczyć niesamowitości ludzkich relacji oraz interakcji. Jak miało się potoczyć to, co powoli postępowało między nim a Michaelem?
Wyglądał źle. Czy gorzej niż mógł to sobie wyobrazić astronom? Nie. Przecież sam znajdował się w podobnym stanie już jakiś czas i chociaż życie zaczynało w jakimś stopniu ruszać naprzód, nie oznaczało to, że ból przeminął. Tonks trwał w tym stadium pół miesiąca, Vane cztery razy dłużej. I chociaż ich sytuacje się różniły, tak naprawdę plasowały się na tym samym poziomie - ani jeden ani drugi nie wiedział, co działo się z osobami im bliskimi. Krzywda czy chwila wytchnienia? Jayden nie zamierzał poganiać swojego gościa, ale nie zamierzał też odwlekać wypłynięcia przyczyny, dla której zjawił się dawny auror. Dlatego też zrezygnował z propozycji i wbił spojrzenie w wyraźnie zestresowanego mężczyznę naprzeciwko. Nie zmuszał go do zajęcia miejsca - sam wszak preferował myślenie oraz mówienie o ważnych rzeczach w ruchu. Jakby miało to rozładować buzujące w środku emocje... A te w przypadku Michaela dość szybko wybuchły. Słowa zaczęły torpedować profesora, podobnie jak fakty. W jego twarzy można było wyczytać zmiany - odbijały się na niej procesy myślenia, łączenia wspomnień, przypominania sobie, zrozumienia. Ale nie odzywał się, słuchając uważnie każdego słowa i tak samo w skupieniu obserwując swojego rozmówcę. Wszystko jednak zmieniło się gwałtownie na moment przed zamilknięciem Tonksa.
Nie wiem, czy zdawałeś sobie sprawę, komu oferujesz przyjaźń i zaufanie.
Spięcie, które rozeszło się po ciele astronoma, było bardziej niż widoczne. Po ostatnich słowach mężczyzny można było dostrzec tę gwałtowną zmianę zachodzącą w profesorze - nie tylko w samym wyrazie twarzy, lecz również i po postawie. Ramiona, dłonie, klatka piersiowa - Vane'a zalewała fala napięcia, a dawny auror mógł to swoim sprawnym, doświadczonym okiem wychwycić bez problemu. Ostrości męskiej twarzy uwydatniły się silniej, a zarys żuchwy idealnie oddzielał się prostą linią od usztywnionej szyi. Brwi zmarszczyły się, spojrzenie ściemniało, nabierając niemalże czarnego odbicia uważnych oczu. Jeśli w Tonksie szalał wewnętrzny wilk, ten Jaydena nastroszył się w gniewnej posturze. - Nie obrażaj mojej inteligencji, Michael - odparł twardo i sucho, a chłód, który po raz pierwszy wybrzmiał z ust czarodzieja, uderzał niczym bicz. Nie przypominał też normalnego głosu profesora, jednak to nie była normalna sytuacja. I chociaż emocje w nim wezbrały, co widać było po spięciu ciała, nie wstał - patrzył bez przerwy wprost w mężczyznę przed sobą, nie odwracając spojrzenia ani na moment. Chciał, żeby to usłyszał i zrozumiał. Musiał to usłyszeć. - Odejście Pomony zmieniło moje postrzeganie zaufania. Nie jest dla mnie niczym błahym, a w lipcu ujawniłem i powierzyłem wam najistotniejszą część mojego życia, nosząc w sobie to nowe znaczenie. Wiem już, że całkowite zaufanie to budowanie na piasku, lecz nie zamierzam się bać zmian. Jeśli mimo wszystko masz mnie za człowieka lekkomyślnego, niezdającego sobie sprawy z własnych działań i konsekwencji, opuść ten dom i zapomnij o tym, co się tu wydarzyło. Jeśli jednak masz mnie za przyjaciela, zostań i ciesz się moją gościnnością. Czuj się swobodnie, bezpiecznie, będziesz tu zawsze mile widziany. Nigdy jednak nie podważaj moich decyzji w stosunku do tego, kogo obdarzam zaufaniem.
Gdy skończył, przez moment wpatrywał się jeszcze w Michaela, ale po chwili odwrócił wzrok i wstał niespiesznie z miękkiego fotela, by przejść się kawałek dalej w głąb dzikiego ogrodu. Płynnym ruchem poprawił przy okazji marynarkę, której rękawy nadgięły się, gdy oparł się o stolik. Nawet gdy nie był związany z prowadzeniem zajęć, garnitury towarzyszyły mu na każdym kroku - ponownie kreśląc wyraźną granicę wizualną między profesorem a towarzyszącym mu dawnym aurorem. I chociaż na pierwszy rzut oka różniło ich wszystko, we wnętrzu byli bardziej podobni, niż można było przypuszczać. Skrzywdzeni, cierpiący, na swój sposób wyobcowani. Teraz znajdujący się tuż obok siebie w dziwnym milczeniu. Jayden przystanął parę metrów dalej, zwróciwszy się twarzą ku Macgillycuddy’s Reeks i po prostu obserwował piękno rozciągających się gór. Wiedział, że Tonks koniec końców znajdzie się u jego boku - nieważne, co kotłowało się we wnętrzu drugiego mężczyzny. Obaj prowadzili własne batalie, próbując odnaleźć się w aktualnej rzeczywistości - czy słusznie, tego mogli się dowiedzieć dopiero na samym końcu. Mogli jednak poczuć odciążenie zdejmowanych z nich ciężarów w chwilach takich jak ta - gdy wszystko zależało od nich samych i od nikogo więcej. Jayden doskonale o tym wiedział i jeśli jego towarzysz nie zdawał sobie z tego sprawy, zadaniem astronoma było uświadomienie nieświadomego. Musiał jednak wpierw odetchnąć, by zniwelować wcześniejsze spięcie i dopiero wtedy ruszył naprzód. - Świat jest tak twardy, że moi synowie muszą mieć dwóch ojców, żeby się nimi opiekowali - odezwał się w końcu spokojniej, gdy poczuł obecność czarodzieja u swojego boku. Nie przeniósł jednak na niego uwagi, ciesząc się jeszcze widokiem szczytów. Irlandzkich, pięknych - tych samych, które zdobywali i podziwiali jego przodkowie. A wkrótce jego potomkowie. Żeby tak było, musieli jednak dożyć chwili, by być w stanie to zrobić. - Dlatego każdy z nich ma ojca chrzestnego. - Vane dopiero wtedy przeniósł spojrzenie na Michaela, szukając wzroku przyjaciela. Trwało to tylko krótki moment, gdy profesor znów wrócił do podziwiania obrazu rysującego się przed sobą, a na jego twarzy na powrót zaczął wykwitać wcześniejszy, gwałtownie przerwany spokój. - Pytałeś, czy wiedziałem. Wiedziałem. Lub w zasadzie się domyślałem. Zasłyszane plotki docierają w szczególności do Hogwartu.




father

He knew himself a villain—but he deem'd
The rest no better than the thing he seem'd;
And scorn'd the best as hypocrites who hid
Those deeds the bolder spirit plainly did.

Powrót do góry Go down
 

Tyły domu

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Irlandia, Killarney National Park, Upper Cottage-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20