Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematuShare
 

 Zaczarowane trapezy

Go down 
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Zaczarowane trapezy Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Zaczarowane trapezy Empty
PisanieTemat: Zaczarowane trapezy [odnośnikZaczarowane trapezy I_icon_minitime18.10.20 18:06

Zaczarowane trapezy

Zaczarowane trapezy wiszące nad główną areną wzbogacone o koła, liny, szarfy i inne przyrządy akrobatyczne służą podniebnym gimnastycznym popisom; ich tłem jest wewnętrzna płachta cyrku zaczarowana tak, by zmieniała barwę i scenerię w zależności od tematyki występów. Zaczarowany jest również sam namiot, wysokość, na której znajdują się akcesoria, zmienia się w zależności od konkretnego pokazu. Niektóre pośród przyrządów lewitują w powietrzu zaklęte odpowiednimi czarami, inne upięte są na magicznych linach opiętych o lewitujące haki.



Powrót do góry Go down
Delilah Carrington
Delilah Carrington

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t8802-delilah-carrington https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8909-gentle-temptation#266107 https://www.morsmordre.net/f296-arena-carringtonow https://www.morsmordre.net/t8896-d-carrington#265692
Zawód : akrobatka
Wiek : 22
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
my body is a cage

but my mind holds the key
OPCM : 3
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 25
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Metamorfomag

Zaczarowane trapezy Empty
PisanieTemat: Re: Zaczarowane trapezy [odnośnikZaczarowane trapezy I_icon_minitime03.01.21 15:09

6 VII

Zderzenie z nową rzeczywistością nastąpiło zaraz po zejściu z pokładu statku. Londyński port wydał jej się bardziej ponury niż kiedykolwiek, gdy przy zacumowanych okrętach zabrakło czerwonych od rozpicia twarzy i rozdartych gardeł. Ujrzała za to skrzywione oblicza i zaciśnięte zachowawczo usta, a jedyny rozpity marynarz leżał samotnie, nie mogąc liczyć na pomoc żadnego z kamratów. Byłaby w stanie zrozumieć podobne nastroje, gdyby nadeszła wraz z drastycznym mrozem zimową nocą, lecz powróciła w letnie popołudnie, a podczas takich wszystkie morskie wilki odpoczywające na lądzie winny się bawić donośnie i bez zahamowań. Postanowiła nie zostawać zbyt długo, sprężystym krokiem dość prędko dotarło do doskonale znanej skrzyni, której wieko otworzyła odważnie. Odnalazła rozstrzygnięcia dla większości swoich dylematów jeszcze na francuskiej ziemi, pora było wrócić do domu.
Jedno mocne szarpnięcie, kilka sekund ciemności, a po ponownym otwarciu oczu ujrzała to, co w odruchu desperacji porzuciła. Znalazła się w pobliżu barwnych wagonów, rzucając ku nim pierwsze tęskne spojrzenie. Masa emocji ciążyła jej na duszy, ale dziwnym trafem spośród nich wszystkich największa była ulga, bo wreszcie przyszło jej zakończyć tułaczkę. Była świadoma tego, że przyjdzie jej stawić czoła nieprzyjemnościom, od których uciekła, ale w tej chwili liczyła się tylko radość z powrotu. Odetchnęła pełną piersią i z uśmiechem ruszyła przed siebie. Wiele osób pragnęła ujrzeć jak najszybciej, lecz odruchowo ruszyła do miejsca, w którym za każdym razem zapoznawała się ze smakiem wolności. Po krótkiej wędrówce weszła do jednego z namiotów, nie wstydząc się ukazania swojej własnej twarzy.
Uniosła głowę, aby dostrzec pasiaste sklepienie, pod którym pozostawały zawieszone trapezy wraz z innym przyrządami. Podczas zwykłych treningów nikt nie kłopotał się czarowaniem płachty. Czuła potrzebę przywitania się z tym miejscem w pierwszej kolejności, chciała to zrobić w spokoju i ciszy, jednak nie poczuła się zawiedziona, gdy w górze dostrzegła znajomą sylwetkę. Mocne nogi zaciśnięte na drążku trapezu, odpowiednio napięte mięśnie brzucha i swoboda wymalowana na twarzy pomimo kołysania w powietrzu głową ku ziemi. Zobaczenie Marcela w takiej odsłonie wywołało delikatny uśmiech na jej twarzy, wręcz rozczulony, bo zapamiętała go jako dzieciaka, którego z przekory najbardziej męczyła podczas ćwiczeń. Jeśli chciała przekonać się jak bardzo dorósł podczas jej nieobecności, najlepiej było przyjrzeć się temu jak ćwiczy.
Nie potrzebujesz czasem towarzystwa?! – zawołała z jawną nutą rozbawienia, w tej samej chwili odrzucając bagaż w postaci niewielkiego plecaka. Zrzuciła z siebie koszulę i zsunęła niedbale buty, od razu przechodząc do prostych ćwiczeń. Położyła dłoń na karku, lekko go rozmasowując, w trakcie wykonywania okrężnych ruchów głowy złączyła obie dłonie i zaczęła rozgrzewać nadgarstki. Uciekła z cyrku, ale nie zapomniała o treningach, które były nieodłączną częścią jej życia od kiedy skończyła siedem lat. Ćwiczyła nieustannie, dzięki wysiłkowi fizycznemu zachowując wewnętrzną równowagę. Doskonale wiedziała, że jej ruchy w powietrzu mogą dziś nie być idealne, ale chciała spróbować swoich sił. Zbyt mocno za tym tęskniła, aby odpuścić.




It's a different
kind of danger
And your feet are spinning around
You never knew you were a dancer
'till Delilah showed you how
Powrót do góry Go down
Marcelius Sallow
Marcelius Sallow

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Zawód : Akrobata
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler

red - the blood of angry men

OPCM : 5
UROKI : 2
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 29
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej

Zaczarowane trapezy Empty
PisanieTemat: Re: Zaczarowane trapezy [odnośnikZaczarowane trapezy I_icon_minitime03.01.21 19:56

Naprawdę to kochał, poczucie wolności - i siły - w tym miejscu był kimś więcej, w tym miejscu przełamywał możliwości ludzkiego ciała, w tym miejscu miał szansę stać się kimś. Mówili, że miał talent, naturalną elastyczność ścięgien i doskonałe wyczucie równowagi - wciąż ćwiczył, wiedział, że mógł być lepszy, niż jest. I był, dzień po dniu przekraczając kolejne stopnie schodów wiodących ku doskonałości. Ćwiczył codziennie, jak każdy tutaj. Po kilka godzin ustalonej codziennej praktyki - i we własnych wolnych chwilach, kiedy zajmował myśli i kiedy chciał stać się lepszym.
Patrzył przed siebie, nie pod nogi, to był sekret sukcesu i zachowania odpowiedniego balansu ciała; jego dłonie zaciskały się na grubych sznurach, kiedy usiłował rozbujać trapez - kiedy był już wysoko, wypuścił z rąk sznury i opadł, łapiąc się trapezu samymi nogami, biorąc go pod kolana - wyciągnął ręce w dół, naciągając kręgosłup, wyginając się pod nienaturalnym kątem w tył, raz, drugi, trzeci, aż w końcu wywinął się, by zatoczyć ciałem pełen obrót i znaleźć się znów na trapezie - stopami. Przy jego kolejnym wychyleniu się, wykonał skok na pobliskie koło, w trakcie którego wykonał w powietrzu trzy pełne salta - kiedy ćwiczył bez muzyki, to skoki lubił najbardziej. Mniej więcej wtedy dobiegł go głos od dołu  - w chwili, w której miał się chwycić koła, jedna dłoń ześlizgnęła się z beli - druga zdążyła się zacisnąć, zawisł, zbyt wysoko nad ziemią, biorąc głęboki oddech i zamykając oczy z ulgą, że nie upadł. Rozproszyła go, ona. Napiął mięśnie brzucha, podciągając na koło nogi i lekkim ruchem, który tylko wyglądał, jakby nie sprawiał wysiłku, bezbłędnie wsunął się na dolną krawędź okręgu. Dopiero z tej pozycji spojrzał w dół, nie wierząc własnym oczom - oczywiście, że rozpoznał jej głos.
- Delilah? - Musiał srogo odpracować dzień, w którym zniknęła - domyślili się, że jej pomógł - ale nigdy tego nie żałował, to, jak ją tutaj traktowano... Świat zawsze był brutalniejszy dla kobiet. Nie spodziewał się, że kiedykolwiek po tamtym dniu zobaczy ją ponownie. Że w ogóle ją jeszcze zobaczy, choć wspomnienie jej twarzy czasem nawiedzało go, kiedy przed snem zamykał oczy. - Co ty tu robisz? - Powiódł spojrzeniem za odrzuconym plecaczkiem, by zatrzymać spojrzenie na niej: niewiele się zmieniła. - Wróciłaś? - Dopiero, kiedy pierwszy szok umknął, na jego twarzy pojawił się pogodny uśmiech. Jeśli chciał zmierzać do doskonałości, niepokonany mógł być tylko z nią. - Zostajesz? - Kto raz posmakował świateł sceny, ten już zawsze będzie za nimi tęsknił - już to rozumiał. Stąd nie dało się odejść. Nie mogła, po prostu nie mogła zajrzeć tu tylko na chwilę. Lekko przeszedł na zwisającą obok szarfę. - Twojego zawsze - zapewnił, zsuwając się po niej w dół; na tyle, nie więcej, nad ziemię, by mógł jej sięgnąć - wysunął w jej stronę dłoń, z pewnością znacznie silniejszą, niż kiedy widzieli się po raz ostatni.
- Zatańczymy? - Szukał jej spojrzenia, chciał je uchwycić, zatrzymać, odczytać z jej oczu to, czego nie potrafił dostrzec w słowach: ale taniec potrafił wyrazić znacznie więcej, niż jedno i drugie.




jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Powrót do góry Go down
Finley Jones
Finley Jones

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9481-finley-jones https://www.morsmordre.net/t9564-finleyowe https://www.morsmordre.net/t9566-where-are-my-dragons https://www.morsmordre.net/f351-dzielnica-portowa-arena-carringtonow-wagon-9 https://www.morsmordre.net/t9667-skrytka-nr-2188 https://www.morsmordre.net/t9568-finley-jones
Zawód : fire dance with me
Wiek : 19
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
other girl in
i'm not like other girls
OPCM : 3
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Zaczarowane trapezy Empty
PisanieTemat: Re: Zaczarowane trapezy [odnośnikZaczarowane trapezy I_icon_minitime13.03.21 14:44


12 X 1957

Trudno zrozumieć to lecz
Takie życie już jest
Dziś jesteś a jutro nie
To trochę dobrze i źle

Nigdy nie potrafiła latać. Nawet kiedy wspinała się na wysokie skały wokół Loch Coruisk, rozkładała szeroko ramiona, tam w życiu, którego nigdy nie było, dziecięca magia nie chroniła jej przed bolesnym zderzeniem się z kamienistym podłożem. A teraz, kiedy próbowała płynąć, nie iść, ponownie nie mogła wspiąć się na wyżyny, poszybować duszą gdzieś ponad sklepienie namiotu, gdy ciało pozostawało na ziemi, giętkością oraz artystycznymi figurami poddając w zwątpienie realność każdego ruchu, oraz gestu. Uosobienie wdzięku oraz gracji, nieprawdopodobnej lekkości pomimo napięcia mięśni, kropel potu perlących się na jasnym czole, uginających się pod jego ciężarem ciemnych rzęs. Oddech z trudem ulatuje z rozchylonych warg, gdy przechyla się do tyłu, starając się płynnie nadać przecinającej czerwonej wstędze kształt s. Przestań myśleć Finley. Głos ledwo dociera do uszu, szaleńczy trzepot serca przysłania sobą świat, a jednak pojedyncza myśl kształtuje się w skupionym ponad miarę umyśle. Że jakby myślała, to nie byłoby jej tutaj wcale. Że byłaby tam, gdzie czerń ogromnych skrzydeł przecina połacie nieba, a każdy ryk z potężnej piersi jest symfonią tryumfu dla tych, co zasiedlają wyspę odwiedzaną przez nią jedynie w snach. Ale nie robiła tego, nie wtedy, gdy miało to znaczenie, dlatego ze złością wyrzuca wstążkę do góry, z prawą ręką za plecami przechodzi do obrotów wokół własnej osi, ciężar opierając na kości śródstopia, by chwycić opadający przyrząd w ostatniej chwili, ledwie opuszkami smukłych palców. Nie musi się odwracać, by móc wyczuć niezadowolenie widniejące na twarzy osoby czuwającej nad jej treningiem. Płoniesz Finnie, z każdą sekundą przemijającą nazbyt szybko, z każdym krokiem pozbawionym pewności. Płoniesz. Płonęła nawet teraz, chociaż czerwień materiału wstążki pozostawała tak samo lśniąca i gładka, pozbawiona języków płomieni pożerających całą jej długość. Tam wewnątrz niej skrzyło, od iskier wściekłości wobec własnej nieudolności, po nieśmiałe ogniki strachu wiązanego z bezradnością, z każdą ślepą uliczką, na którą wpada, pewna, że to już, że jeszcze chwila, a będzie dobrze. Zatrzymuje się, jedna noga wysunięta do przodu, jedna z rąk uniesiona w bok, niby ptasie skrzydło, które nie wie, czy winno już opaść, czy wznieść się po raz ostatni. Unosi głowę, przed zmrużonym brązem oczu ukazują się zwinne sylwetki mknące na magicznych trapezach, coraz mniej liczne z każdą upływającą godziną, bólem mięśni zapewnione, że pozostają w znakomitej formie. Przymyka powieki, oddychając głęboko, powstrzymując instynktowne pragnienie wycofania się, skulenia ramion i wymknięcia się z namiotu, przytłoczona wizją kolejnej porażki. Chyba tego nie lubiła, tego poczucia własnej niekompetencji odnoszącej się do czegoś, czym zwykła karmić się od najmłodszych lat. Przywoływało to obraz znajomych tęczówek tchnących ciepłem, rad gotowych wyszarpać na wpół zwierzęce łkanie z piersi, miękkich dłoni prostujących linię ramion, poprawiających sposób uginania rąk. Kiedyś też wzlecisz Finny. Ale Finny nie było, a Finnie nie latała. Wzdycha. Cicho, z rezygnacją. Nie wiedząc, czy kiwa bardziej do siebie, czy do kobiety mającej pieczę nad każdym jej występem. Jeszcze raz. Jeszcze raz. Odrzuca wstążkę, trzymając jej skraj oraz drewnianą rączkę, prawa stopa kieruje się do przodu, lewa opiera się na paliczkach. Czeka na melodię, chociaż ta nie płynie, nie może rozpraszać artystów kończących swój własny trening i kiedy pada niemy znak, kiedy serce tonie we własnej muzyce, odrzuca czerwień materiału, obracając się, wyginając, unosząc nogę tak, żeby wstążka okrężnymi ruchami płynęła w kolistym kształcie, lecz nie muskała bladej skóry. Nie przerywając ruchów dłoni wiodącej, wykonuje spowolnioną wersję gwiazdy na jednej ręce, kilka kroków, jaskółka z wyższym uniesieniem nogi, zgięcie jej w kolanie, wyprost, wstęga wiruje wokół ciała, w odległości wystarczającej, by przyszłe płomienie nie parzyły przypadkiem. Płynie, płynie i nagle ubita ziemia pod pół pointami zmienia się w miękką trawę, powietrze przesycone dotąd potem i pyłem, tchnie morską bryzą. Wargi drgają, w jednym małym uśmiechu, kiedy zatraca się w tym swoim tańcu, kiedy teraz miesza się z tym, czego nie było. Jeśli wystarczająco skupi się na tych emocjach, miast głosów się żegnających, usłyszy pisk mew, może zroszone złotem i pomarańczem liście krzewów ustąpią przed drobniejszymi ciałami i ci, z którymi dzieliła zastygłą pod cienkim pergaminem skóry, szkocką krew otoczą ją na nowo, domagając się uwagi. Mara senna urywa się wraz z ostatnią gwiazdą, wykonywaną tym razem tyłem, z ostatnim wyrzuceniem ku niebu wstążki niby pożegnanie dla umykającej sprzed oczu wizji. Opada na ziemię, w wyczerpaniu, z ręką wyciągniętą w przestrzeń, lekko zaciśniętą jakby kurczowo pragnęła zatrzymać ostatnie nici łączące ją z przeszłością. To powinien być koniec, malowniczy, zapierający dech, jednak odrzucona wstążka nie opada jakże artystycznie wokół ciała. Brwi marszczą się delikatnie, kiedy unosi buzię, z rozchylonymi wargami próbując dostrzec, jaki to los spotkał jej wierną towarzyszkę ćwiczeń. Co na brodę Merlina?

| trening inspirowany jest tym występem




AND SHE NEVER WANTED TO LEAVE
Powrót do góry Go down
Marcelius Sallow
Marcelius Sallow

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Zawód : Akrobata
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler

red - the blood of angry men

OPCM : 5
UROKI : 2
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 29
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej

Zaczarowane trapezy Empty
PisanieTemat: Re: Zaczarowane trapezy [odnośnikZaczarowane trapezy I_icon_minitime21.03.21 19:07

Wyciągnięte w górę ramiona, palce zaciśnięte na obręczy koła, ciało naprężone, kręgosłup zbyt mocno wygięty w tył; precyzja ruchów, gestów, od lekcji z Celine zwracał większą uwagę na dbałość ustawień dłoni i palców nóg, naciągając je w dół, co przysparzało tym ruchom lekkości. Spędził cały wczorajszy dzień na przygotowaniach do jutrzejszych pokazów, dziś ćwiczył mięśnie, pracując nad ich siłą, lekkością i gracją. Bez trudu podciągnął ciało na górnej obręczy koła, raz, drugi, trzeci, aż przedramiona zapłonęły gorącem; oplótł się nogami wokół koła, wyciągając to jedną to drugą na boki, rozciągając napięte mięśnie i rozluźniając napięcie po wczorajszym dniu, w końcu uwieszając się na obręczy głową w dół - trzymając się tylko na stopach, dbając o balans ciała, równowagę, która w tej pozycji wciąż sprawiała mu trudności: kiedy obręcz kołysała się na boki, środek jego ciężkości przemieszczał się razem z nim, czasem trudno było za tym nadążyć całym ciałem. Płynnie sięgnął koła dłońmi, zamykając oczy, ludzie nie potrafili docenić mocy zmysłu równowagi, zdaniem Marcela był potężniejszy od wszystkich pozostałych - nie miało się liczyć to, co widział ani to, co słyszał, a jedynie to, co pamiętało z licznych treningów jego wyćwiczone ciało, doskonale odnajdujące harmonię na podniebnym rekwizycie. Większość akrobatów ćwiczyło niżej, on najlepiej czuł się na wysokości: zabezpieczał się zaklęciami i codzienną rutynę wykonywał pod samą kopułą namiotu. Saltem przemknąl niżej, stopy opadły bezwładnie, gdy ciężar ciała zawisł na dłoniach, a on przehuśtał się w przód i w tył, parę razy, napinając mięśnie brzucha, które miały utrzymać całą jego sylwetkę z taką lekkością, jak gdyby podobne akrobacje nie wymagały żadnego absolutnie wysiłku. Przy kolejnym wymachu napiął mięśnie mocniej, wyciągając stopy wyżej, zahaczając je o górną krawędź, by ponownie spleść się całem z kołem niby poplątana serpentyna, raz po razie, znajdując się to w górze, to w dole, płynnymi gestami przechodząc raz saltem, ćwicząc wszystkie znane sobie rodzaje zwisow i podciągnięć naprzemiennie, wymieniając je przewrotami wykonywanymi w powietrzu, finalnie utrzymując sztywną - subtelną - figurę ciała na jednej tylko dłoni, czoło zaszło potem, który zrosił złote kosmyki włosów odrzucone w tył siłą grawitacji. Luźna biała koszula pozwalała na swobodę ruchów, spodnie z miękkiego materiału nie zatrzymywały szerokich rozciągnięć pomimo mocnego przylegania do ciała, łydki były owinięte skórzanymi ochraniaczami otulającymi też śródstopie bosej stopy - utrudniały poślizg, zapewniały bezpieczeństwo, podobnie jak skórzane mitenki. Na występach przeważnie ich nie nosił.
Z wolna przeszedł do finału, w którym wygiął się przez plecy na kole, sięgając dłońmi stóp, naciskiem na bok obracając koło, wprawione w coraz szybsze obroty; ruch powietrza szarpał jego włosy, kończyny, zabierał do innego świata, zamknięte oczy pozwalały oddać się tej błogiej przyjemności w pełni, póki nie przerwał, ponownie ześlizgując się na same stopy - żeby rozbujać koło mocniej. Dźwięk kroków sprawił, że otworzył oczy, a moment później wygiął usta w uśmiechu, dostrzegając Finnie. Nie zdradzając się ze swoją obecnością wyciągnął ramiona na boki, rozkoszując się wolnością i swobodą aktualnej pozycji. Towarzystwo w trakcie ćwiczeń czasem mu przeszkadzało, a czasem nie, bywał humorzasty, w tym momencie przyjemność patrzenia na jej pokaz, naprawdę piękny i wrażliwy, dopełniało wrażeń ulotnej chwili. Mięśnie zaczynały drżeć od nadmiernego wysiłku, podciągnął się na kole raz jeszcze, sadowiąc się na nim w wygodnej, choć nie biernej pozycji, rozciągając mięśnie nóg i ramion, przyglądając się tym samym, bezwstydnie, jej dalszemu tańcowi - z zachwytem błyszczącym w błękitnych tęczówkach. Miał z tą sztuką do czynienia na co dzień, ale to nigdy nie sprawiło, że stał się na nią mniej wrażliwy: potrafił się zachwycić umiejętnościami każdego pośród utalentowanych artystów, a Finnie należała do tych, którzy rokowali najlepiej.
Wybita w powietrze wstęga przeleciała tuż obok niego i kusiła zbyt mocno, by dać się oprzeć psikusowi, wyciągnął dłoń, łapiąc ją w locie, zwijając długą serpentynę wokół jej trzonu. Opadł ponownie w dół, zawieszając się na kole samymi kolanami  - jego twarz przyozdobił szelmowski uśmiech, nim ponownie okręcił się wokół koła, z impetem wzbijając się w powietrze i wykonawszy w powietrzu potrójne salto, wznosząc w górę pył i brud areny opadł z gracją na piaskowe podłoże, na wygięte do klęku nogi, prosto przed kłaniającą się nieistniejącej dziś publiczności Finnie; poczuł skórę zdartą z kolana, ale nie dał tego po sobie poznać. Wykonawszy samemu bliźniaczy głęboki ukłon, jakby był na scenie, przedłożył przed nią wstęgę z teatralnym oddaniem, niby złożone przed nią carskie berło. Z tym samym uśmiechem uniósł ku niej spojrzenie, wyciągając też dłoń - prężnie, zmęczone ramię było mokre od potu, a mięśnie doskonale widoczne pod śliską skórą - zapraszając do wspólnego tańca.


inspiracja ćwiczonek




jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Powrót do góry Go down
Finley Jones
Finley Jones

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9481-finley-jones https://www.morsmordre.net/t9564-finleyowe https://www.morsmordre.net/t9566-where-are-my-dragons https://www.morsmordre.net/f351-dzielnica-portowa-arena-carringtonow-wagon-9 https://www.morsmordre.net/t9667-skrytka-nr-2188 https://www.morsmordre.net/t9568-finley-jones
Zawód : fire dance with me
Wiek : 19
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
other girl in
i'm not like other girls
OPCM : 3
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Zaczarowane trapezy Empty
PisanieTemat: Re: Zaczarowane trapezy [odnośnikZaczarowane trapezy I_icon_minitime27.03.21 16:43

Ciało niby w omdleniu opadło, lekko, niepodobnie krucho, niczym liść na wietrze niesiony ku podłożu i teraz, mając pod sobą ubitą ziemię areny oraz oddech urywany, czy powinna w myślach słyszeć owacje? Korowód ludzi uniesiony w zachwycie, uderzających w dłonie dla występu tak intymnego w wyobrażeniach własnych i jeszcze te światła, otulające sylwetkę, nadające miękkości, potęgujące wrażenie ulotności oraz niebezpieczeństwa związanego z igraniem palącym żywiołem. Ale w jej głowie nie było widowni, zaczerwienionych twarzy łaknących więcej emocji, niźli sami są z siebie w stanie wykrzesać. Wciąż wydawało się, iż czuje miękkość soczystych traw, słyszy pieśń mew wiecznie nawołujących, że to morska bryza porusza lekko wilgotnymi kosmykami przylegającymi do skroni. Pod wrażliwymi powiekami wypalił się obraz promieni słonecznych przebijających się przez mleczne chmury oraz szept drzew, zachęcających do wspinaczki po ich chropowatej powierzchni. Nie tego pragnęła madame Viner, uczucia przelewane w każdy gest winny mieć miejsce, lecz zawsze w świadomości musiał pozostawać fakt, iż każdy ruch jest prezentowany dla głodnych oczu, że ma zadziwiać, oczarować, przyciągać tak by na każdym kolejnym występie brakło miejsc. Musi być odważna, musi być pewna, musi błagać o uwagę, jakby ten taniec miał być jej ostatnim. Finley nie rozumiała tego jeszcze, miesiące tyrad nie potrafiły sięgnąć ku sercu szronem pokrytemu, budząc niekończące się frustracje. Ale on wie, myśli spojrzeniem czekoladowych tęczówek sięgając tego, który pokusił się na jej własność. Mięśnie drgające pod napiętą skórą, mocny chwyt rąk, lśniące oczy oczekujące na więcej, więcej wyzwań, więcej braw. Scena wydawała się powietrzem, zwrócony wzrok powodem do wzmożonej teatralności, Marcel żył cyrkiem, a cyrk nie mógł żyć bez Marcela. Przygryza dolną wargę, próbując powstrzymać narastającą irytację, wyczuć kolejną psotę, jaka kryje się pod blond czupryną i mimowolnie poddaje się poczuciu podziwu, kiedy ten wykonuje potrójne salto i pada przed nią na kolanach, niczym poddany przed swą królową. Z uśmiechem, szelmą czającą się w kąciku ust, mógłby przywodzić na myśl błazna gotowego do kolejnej porcji sztuczek, jednak im dłużej wpatruje się w niebieskie ślepia, Fin łapie się, iż coraz częściej zastanawia się, kto tutaj jest prawdziwym głupcem z ich dwójki. Dziewczę prostuje się, unosi dumnie podbródek jak przystało na królewską linię - krew wodzów wciąż krąży w twych żyłach Finello - choć dłoń, nieco większa niż u przeciętnych dziewczyn szczycących się eteryczną fizjonomią, dotąd wyciągnięta ku nieistniejącej publiczności, cofa się do piersi niczym zranione zwierzę niemające zamiaru ukazać swych szram obcemu. Ale on mimo to wyciąga rękę, cierpliwie, z iskrą wyzwania i ogień tli się w jasnowłosej, o kosmykach zroszonych bladym różem. Czy to złość? A może niepewność? Nieistotne, bezpieczniej jest nie zagłębiać się w samą siebie. Smukłe palce dotykają wnętrza męskiej dłoni, układają się w niej nieco zbyt sztywno, jednak pozwala poderwać się do góry, stanąć na nogach. Próbuje odejść, zachować dystans, opuścić trening w poczuciu nieopisanej porażki, kiedy zostaje pociągnięta do tyłu. No dalej, bawmy się. Skry sypią się w duszy, wyszarpuje rękę i okrąża go, z irytacją występującą w bezszelestnym kroku. Chcesz się bawić? Ile zajmie, byś padł z wyczerpania? Staje po jego prawej stronie, przez chwilę sądzi, że wciąż widzi madame Viner, ale dotyk na ramieniu sprawia, że ciało odrzucające bliskość natychmiast przerywa kontakt skóry ze skórą. Opada, nie ma w tym wiotkości z poprzedniego występu, jest gniew tańczący na powierzchni istnienia, chociaż jego przyczyna nie jest do końca znana, przecież nie jest nią Marcel, chyba nie. Wyciąga ręce, a ten ją chwyta, jakby w nadziei, że podejmie jego grę, że wcale nie obraża się jak mała dziewczynka, odrzucając wszelkie chęci do pląsów. Obraca nią, a Fin opada na plecy, zachęcony kolejną możliwą figurą zbliża się, jednak dziewczyna zatrzymuje go stopą na wysokości piersi, próbuje go odciągnąć, jednak ten chwyta za kostkę i pociąga ją do góry, Jones znowu jest na uklepanej ziemi, ale wciąż się w niej tli, wciąż jest nie tak, okrąża go, kiedy sądzi, że ten próbuje się wycofać, wślizguje się pod uniesioną ręką - obraziłeś się? - i przez chwilę mierzą się spojrzeniem, nim chwyci ją za tył szyi, a ona wygnie się, płynnie przesuwając się pod nim. Krok do tyłu, może iść, a jednak stykają się na nowo, plecy przy plecach, chłopak odsuwa się ponownie, a ona opada, zanim złapie ją, nie odwracając się wcale, ręką i pozwoli łydce utrzymać jej ciężar ciała. Oddycha już na ziemi, wzrokiem sięgając nieba, wydaje się, że to koniec psot, ale Sallow wraca, wyciąga rękę, zaprasza ponownie i Finnie akceptuje, zgadza się, tańczmy, póki świat nie zapłonie sassenach. Przyjmuje jego siłę, za towarzyszkę bierze własną zręczność i już jest na jego ramionach, obracają się przez chwilę, próbują wyczuć równowagę, ale ona ją łapie niczym babie lato jesienią, prostuje się, wznosi ręce, jakby żądała, by podziwiano ich, bo oto są, a potem, wciąż przy asyście staje dosłownie na jego głowie, mięśnie drżą, ciało balansuje wdzięcznie, nogi rozłożone są prosto i do nich dołącza lewa ręka. Jedno uderzenie serca, drugie, uda stykają się ze sobą, powoli nogi rozstają się, przechodzi w kolejną figurę, nie myśląc, jak blisko jej do upadku, jaką melodię odgrywają łamane kości. Jeszcze chwilę balansuje na jego głowie, nim partner ugnie kolana, siada i pozwala bezpiecznie opaść. Obrót i już jest o kilka metrów przed nim, gdy Marcel łapie oddech, ale to nie wszystko, niemal biegnie i wybija się na jego stopie, robiąc przewrót, opada tyłem na wyciągnięte dłonie, jednak trwa to kilka sekund, parę płynnych ruchów nim ponownie stoi, prowokacyjnie czubkiem pół point zmuszając do uniesienia nogi. Wytrzyma? Chce to sprawdzić, kiedy noga opiera się o drugie kolano, a Jones z niepodobną jej brawurą staje na rękach, opierając się tylko na jego łydce. Brąz oczu styka się z chabrem, oczekiwanie, dostrzega je, co jeszcze potrafi, czy dotrzyma kroku? Dzieli ich dystans, kuca do niej plecami a ona nie zastanawiając się, po prostu na niego skacze, jeden drobny krok i znowu jest na chłopięcych ramionach, z rękoma wysoko uniesionymi, przy wsparciu ponownie staje na Marcelowej głowie, podnosi nogę, opada płynnie, cały swój ciężar utrzymując na ramionach, by zaraz mogli wykonać przewrót, swoisty fikołek, gdzie wybija się na jego rękach, podeszwą pięt ryje z uklepaną ziemię, ale to nic, to nic, niema muzyka płynie wraz z bijącym sercem, oddechem świszczącym w piersi, buzującą krwią. Cofa się, ciepłe dłonie próbują ją objąć, jednak odrzuca ich dotyk, jeszcze bardziej zła, jeszcze bardziej wściekle okrążając męską sylwetkę, aż wreszcie przechyla się do pozycji mostku, jedno pociągnięcie za kostkę, niepełne przekręcenie się, szarpnięcie i jest już na jego barkach wygięta. Próbuje ją zrzucić, jakby chciał przekonać się, czy podda się grawitacji, ale łapie się na wysokości jego pasa, czubkami palców dotyka podłoża i zaraz chyba upadnie, odchylona aż za bardzo, jednak przyciąga ją jeszcze do siebie, bo to nie pora na upadek Finnie. Tym razem wybija się na jego łydce, przyzwyczajając się do świata obserwowanego z góry, opierając się na złączonych dłoniach, unosi się, mięśnie napięte jak struna nie oponują przed uczynieniem szpagatu, przed krótkim lotem, kiedy jest w powietrzu zdana na siłę akrobaty pod nią. Prostuje się, czy to świeca? Nie rejestruje, wyciągnięte nogi są już uniesione na wysokości nosa, zanim obniży się i z kolejnym przewrotem znajdzie się na ziemi. To chyba koniec, odsuwa się, odchodzi, ale kolejne pociągnięcie za rękę i nosem niemal ląduje na piersi tancerza, jeszcze nie czas. Dzieli ich dystansem wolniej, nie wykazując więcej chęci ucieczki, biegiem przecina przestrzeń odcinającą ich od siebie, a on ją chwyta w locie, przesuwa się zgodnie, uda oparte na ramieniu, przesunięcie na pierś, obrót wokół własnej osi, przy którym odpycha go, nim przejdzie do gwiazdy wykonanej z pomocą Marceliusa. Tym razem przewraca się, jednak ruch ciała, giętkość stóp unosi ją, chociaż odskok nie jest wykonany w pełni, gdy silne ramie łapie ją w pasie i zmusza do obrotu, nim postawi ją, wypchnie ją do przodu, a ona ponownie odsunie go od siebie gwałtownie. Ostatni raz, sądzi, nim skieruje się w stronę towarzysza, nim siła ramion i zastanawiające zgranie uformują szereg figur, zwieńczone ostatnim znalezieniem się w stanie nieważkości, wybiciem się na jego rękach i wykonaniem fikołka w powietrzu, po którym ją łapie, gestem sygnalizuje kolejny obrót. Zatrzymują się, ona z ciężkim oddechem, z potem perlącym się na czole.
- Sassenach... - odzywa się wreszcie, kiedy ma pewność, iż płuca nie opuszczą przestrzeni jej gardła. Że wciąż stoi, gotowa przyjąć wyzwanie czające się w kąciku męskich ust i sama prowokację sprowadza w brąz własnych oczu.

| ćwiczenia inspirowane są tym filmikiem




AND SHE NEVER WANTED TO LEAVE
Powrót do góry Go down
Marcelius Sallow
Marcelius Sallow

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Zawód : Akrobata
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler

red - the blood of angry men

OPCM : 5
UROKI : 2
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 29
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej

Zaczarowane trapezy Empty
PisanieTemat: Re: Zaczarowane trapezy [odnośnikZaczarowane trapezy I_icon_minitimeYesterday at 16:54

Szelmowski uśmiech nie zszedł z jego twarzy, kiedy wciąż uchylony u jej stóp szukał spojrzeniem jej wzroku, gdy dostrzegł niepewny gest wstydliwie cofnięty ku ciału, kontrastujący z królewską, władczą postawą Finnie. Potrafiła odnaleźć w sobie niezwykłą zagadkową dumę, tak dosadną, że zdarzało mu się rozmyślać, czy faktycznie jej gorąca krew nie była krwią książęcą; lubił patrzeć na jej taniec, wpraszać się na ćwiczenia lub doglądać, gdy madame V zajmowała się nimi równocześnie, a gdyby miał ją co do czegoś, do kogoś porównać, powiedziałby, że była jak ogień: parzyła, to prawda, ale nic na wietrze nie było równie wyraziste i ostre, a zarazem ulotne i mgielne jak tańczące płomienie. Ogień był też skryty, płomienie na wietrze bladły, niechętnie ukazywały pełnię swoich barw, kryjąc wachlarz kolorów od błękitów po czerwienie, choć gdyby tylko zechciał, mógłby rozpierzchnąć ich wachlarz w pełni równie imponujący jak pawi ogon. Finnie brakowało na scenie szczerości, jakby lękała się, że zbytnie ich uzewnętrznienie pozwoli przejrzeć ją na wskroś, lecz cóż było złego w ukazaniu światu swojej wrażliwości? Nie każdy przeżywać potrafił, ale wiedział, że ona owszem: trzymały ją tylko korzenie, których natury nie znał albo nie potrafił zgłębić. On przeżywał całym sobą, na scenie wiedząc, że mu na to wolno: pozwalał mięśniom kruszyć się i prężyć w rytm smutku i gniewu, z łatwością wyrażał tak radość, jak rozpacz, przez ostatnie miesiące nosząc w sobie znacznie więcej tego drugiego. Ale radość i tak nie budowała sztuki, radość nie poruszała serca, była zbyt płytka i za mało współczująca - brakowało jej dramaturgii, którą kochała arena i jej magia. W źrenicach Marcela zatańczyła wyzywająca iskra, która nagle zapragnęła zaprószyć ten ogień. Majestat Finnie nadał temu rytmu, niech będzie dziś królewną, on ledwie błaznem, wciąż zastygłym w głębokim pokłonie niby posągowa rzeźba o doskonale wyciosanej dynamice ciała. Wygięte w łuk plecy pozostały w tej pozycji aktywne, wyciągając kręgi kręgosłupa mocniej, choć zdać by się mogło, że dalej rozciągnąć się już nie mogą. Wreszcie poczuł dotyk jej palców, zbyt sztywny, jakby wciąż czuła się na arenie niepewnie: tego napięcia dało się pozbyć w jeden tylko sposób; poderwał w górę siebie i ją, na ułamek sekundy mocniej zaciskając własną dłoń na jej, powtarzając ten gest, kiedy chciała odejść. Tak wcześnie, Finnie? Ja dopiero zaczynam, wiódł za nią spojrzeniem, gdy okrążała go niby jedna z drapieżnych panter Nailah, a szelmowski uśmiech nie przestawał tańczyć na ustach, tym mocniej im silniej szczerzyła zęby w niedopowiedzianej złości. Była zła na niego, na scenę, na madame V? Nieistotne, istotna była jej emocja - i oddanie się jej w pełni, współodczuciem odnalazł ją prędko, sięgającą pamięcią do ostatnich zdarzeń, niemieckiego akcentu ostro przeszywającego ciszę ponad smrodem wnętrzności jego własnej matki, gniew, do odłogów maszerujących przez miasto oddziałów magicznej policji odcinającej go od wszystkiego, co kochał, gniew, do krzyków bezksiężycowej nocy, gdy w pobliżu płynąca rzeka splamiła się krwią niewinnych - gniew. W całym swoim życiu nie miał go w sobie tyle, co nagromadziło się w nim przez ostatnie kilka miesięcy. Podobno ognia nie gasi się ogniem, i dobrze, bo ten miał zapłonąć, nie spłonąć. Próbowała go zatrzymać, stopą na torsie, szarpnął ją w górę za nią, zmuszając do powstania: z arcytrudnego w jej pozycji wygięcia pleców. Ale ona była zdolna, potrafiła zrobić ze swoim ciałem znacznie więcej. Odeszła jednak na bok, chyba zniechęcona tą grą, nic na siłę, odpuścił, wiedząc, że jak inni tutaj wysoko ceni sobie wolność. Zatrzymała go, kilka oddechów wymienianych spojrzeń nakarmiło atmosferę jak rzucony w ogień chrust, w mig zajęty silnymi płomieniami. Umknęła mu z rąk ponownie, tym razem prześlizgując się pod nim, tym razem tylko się z nim drażniąc, niech będzie, Finnie, zatańczmy razem z ogniem bez ognia. Czuł ją, za sobą, plecy do pleców, słyszał i czuł jej oddech, gdy odchylił głowę w tył, stykając się czaszką z jej czaszką, szukając tam porozumienia. Czy potrafili - rozumieć się w ten sposób? Czy potrafiła mu - zaufać na tyle, by oddać się teraz w jego ręce? Odsunął się gwałtownie, nie dając jej jednak upaść, z refleksem w ostatniej chwili wspierając ją na samej nodze; napięte mięśnie drżały, testując granice siły. Wnet porwał ją w górę, ponownie, w jedną chwilę wyskoczyła na jego ramiona, ważąc tyle co nic; napięte do bólu mięśnie ramion były jej podporą; jesteś pewna, Finnie? Serce zabiło mocniej, kiedy wspinała się wyżej, była drobna, lekka, jak piórko, a jednak napięcie w karku zdało się niemożliwe, kiedy zatańczyła na jego głowie; nie opuścił do końca dłoni, by zdążyć ją złapać, jeśli to on zawiedzie: wiedząc, jak ważną był jej teraz podporą. Nacisk był raz większy raz mniejszy, jedna słabość mogłaby mu złamać kark, więc trzymał go sztywno  - również wtedy, kiedy obniżał swoją pozycję, sięgając granic możliwości własnej równowagi, wiedząc, jak ważne było - nie dać jej upaść. W końcu opadła, lekko jak ptak, z łabędzią gracją obracając nogami. Uderzył tyłem głowę o podłogę, wydychając powietrze, uspokajając bicie serca, chwytając dech, łaknąć odpoczynku. Wbiegła na niego, podsunął jej stopę, aktywizując mięśnie łydki - by dać jej ostoję, która pozwoli na wybicie. Bez słowa, z twarzą zroszoną własnym potem, obrzucił ją spojrzeniem, gdy prowokacyjnie ustawiała jego nogi, podążał bezwiednie za jej życzeniem, wspierając łydkę o własne kolano, póki nie odnalazła na nim równowagi; oddychaj, bezdźwięcznie szeptał sam do siebie, gdy napięte mięśnie brzucha usiłowały odciągnąć łydkę i utrzymać ją w powietrzu w ten tylko sposób. Jedna słabość, tyle mogło wystarczyć, by spadła - i skruszyła się jak porcelanowa lalka, a przecież mu zaufała. Ale wytrzymał, niech będzie, Finnie, jeszcze raz, zaproponował bez słowa, gdy lekko wbiegła na jego plecy; dłonie rozpostarte na boki miały mu pomóc zachować balans, kiedy ona wspinała się na jego wyżyny, dosłownie i w przenośni. Znów zejście, lekkim uniesieniem, gdy wróciła do niego poszukał jej ciała dłońmi, lecz odrzuciła go, przypominając mu zasady tej gry: mostek, uniesienie, lekki obrót, wypchnął ją równie gniewnie, zatrzymując jednak w uścisku na tyle pewnym, by mieć pewność, że nie uczyni jej krzywdy. I jeszcze raz, ostatni, właź na górę; wyciągnięte ramiona, drżące od wysiłku, pomagały jej balansować; nie robił tego z nią nigdy wcześniej, ale z każdą kolejną próbą, ta była już trzecią, prościej było odnaleźć środek równowagi. Opadła lekko, chciała odejść, lecz ją zatrzymał, wciągając w kolejne wyskoki i obroty; przypominała teraz bardziej drzewną elfkę, skoczną i psotliwą, ale on łapał ją bez trudu, asystując w tych doskonałych akrobacjach. Gdy wypuścił ją ostatecznie, z gracją pomagając wydobyć z siebie kolejny taneczny krok, ciężko upadł na piasek areny, wiedząc, że publika była pusta i że teraz może sobie na to pozwolić - zawsze wtedy, gdy otaczali ich goście, po wysiłku należało nade wszystko udać brak wysiłku. Wsparł się plecami o zabudowę okrągłej areny, ciężkim ruchem sięgając skórzanego bukłaku z wodą, który tam zostawił; był bezpieczny, nie tłukł się, kiedy spadał mu z koła. Pociągnął z niego trzy łapczywe łyki, rzucając wodę do rąk dziewczyny. Był mokry, serce biło zbyt szybko, oddech wydawał się zbyt łapczywy; ale to dobrze, obiecał sobie, że odkąd wróci do cyrku po tamtej przerwie, ponad miesiącu bez znaku życia, wyleje z siebie siódme poty, by wrócić do łask i nie tyle dorównać, co przebić formą to, co reprezentował sobą parę tygodni temu. Otarł dłonią zroszone wodą spierzchnięte usta, nim niedbale zrzucił z ramion koszulę, przeciskając ją przez głowę - przetarł o nią jeszcze czoło, podrywając się jeszcze raz na nogi i odpowiadając wyzwaniem na wyzwanie tańczące w jej ciemnych tęczówkach. Odpowiedział butą, odrzucając materiał ubrania gdzieś na pierwsze rzędy pustej widowni.
- Za wolno - odparł, tonem, jakiego miała zwyczaj używać madame V, między jednym zbyt szybkim oddechem a drugim. - Za ciężko - Oboje popełniali błędy, był ich świadom, i tylko szlif mógł usunąć potknięcia. - Zbyt pusto - Technika to nie wszystko, trudne balanse skupiły go zbyt mocno na technicznej stronie, zbyt mało na ich artystycznym wyrazie. - Wciąż oddycham - Choć z trudem - a miało być do utraty tchu. Wyciągnął ramię lekkim tanecznym gestem, zapraszając ją do dalszych figur, w źrenicy wyraźniej błysnęło wyzwanie, teraz już nie mogła się wycofać.




jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Powrót do góry Go down
 

Zaczarowane trapezy

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dzielnica portowa :: Magiczny port :: Arena Carringtonów-
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21