Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematuShare
 

 Zagrody zwierząt

Go down 
Autor toWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Zagrody zwierząt Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Zagrody zwierząt Empty
PisanieTemat: Zagrody zwierząt [odnośnikZagrody zwierząt I_icon_minitime18.10.20 18:07

Zagrody zwierząt

Drewniane baraki otoczone wysokimi płotami, w których przetrzymuje się zwierzęta cyrkowe; ponoć ich rodzaj i liczba jest zmienna, jedne się starzeją i odchodzą, inne znów trafiają do cyrku jako świeże. Jego najstarszym mieszkańcem jest rogaty słoń Ollie, który potrafi stać na przednich nogach i ciskać z trąby - zamiast wody - efektem różowego fae feli. Stajnie zapełnione są aetonanami, w mniejszych zagrodach można znaleźć tresowane psidwaki, małe czupakabry i dorastającego zouwu, którego tresura jeszcze nie została ukończona. Niekiedy w klatkach syczą dzikie koty, świergoczą sowy i magiczne papugi o krzykliwym upierzeniu.


Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
Ain Eingarp

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Zagrody zwierząt 3baJg9W

Zagrody zwierząt Empty
PisanieTemat: Re: Zagrody zwierząt [odnośnikZagrody zwierząt I_icon_minitime12.01.21 1:12

Jedna z licznych szarych sów przemierzała tej nocy Londyn. Nie wyróżniała się niczym od innych pocztowych ptaków. Przeciętnej wielkości i szybkości, niosła w dziobie starannie zapieczętowany list. Leciała wysoko, nie zniżając lotu i nie zważając na świszczący dookoła wiatr. Gdy pod nią zaczęły migotać światła latarni, zapikowała w dół. Przez chwilę krążyła nad ulicami miasta, aby ostatecznie otworzyć dziób i wypuścić z niego list, który po chwili tańczenia w powietrzu opadł na ziemię.
Jeśli przechodzisz tu jako pierwszy pomiędzy 30 września a 4 października, możesz dostrzec leżący pomiędzy zagrodami list. Jest zapieczętowany i zamknięty, wyraźnie w dobrym stanie. Jeśli go podniesiesz i przyjrzysz się tyłowi korespondencji, dostrzeżesz wypisane ładnym, ozdobnym pismem: Do Ciebie, przechodniu. Gdy otworzysz kopertę zalakowaną pieczęcią w kształcie gwiazdy, ujrzysz list, a w nim:

Przeczytaj Do Ciebie
Mieszkańcu Londynu! Wojna odbiera to, co najcenniejsze.
Ostatnio z powodu działań prowadzonych na terenie Anglii życie stracili:

  • Elizabet Blackwood – mugolska studentka, zamordowana przy próbie ucieczki z miasta. Nim dosięgło ją zaklęcie przynoszące śmierć, została prawdopodobnie wielokrotnie zgwałcona.
  • Dorian Avery – arystokrata, zmarły na skutek działań wojennych. Według oficjalnych informacji stracił życie przez działania członków Zakonu Feniksa.
  • Daniel Wood – pracownik Ministerstwa Magii, który w lipcu sprzeciwił się swojemu przełożonemu, gdy ten rozkazał mu fizycznie ukarać mężczyznę nieposiadającego dokumentów. Jego ciało zostało znalezione dwa dni później, nosiło na sobie ślady czarnomagicznych tortur.


Łączymy się w żałobie i smutku z rodzinami, nie mogąc jednak powstrzymać się od pytania:
kto będzie następny?






I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Nailah Jones
Nailah Jones

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9527-nailah-jones#289763 https://www.morsmordre.net/t9532-malika#289971 https://www.morsmordre.net/t9531-nailah#289963 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9535-skrytka-nr-2184#290002 https://www.morsmordre.net/t9533-nailah-jones#289995
Zawód : treserka zwierząt w cyrku, początkująca twórczyni talizmanów
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

dzikie to, spazmatyczne
pstrokate jak całe ich życie

OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Zwierzęcousty

Zagrody zwierząt Empty
PisanieTemat: Re: Zagrody zwierząt [odnośnikZagrody zwierząt I_icon_minitime07.03.21 2:55

08.10

Popołudnie powoli dobiegało końca, wkrótce bezpowrotnie przemieniając się w wieczór; jedli właśnie ostatnią strawę dzisiejszego dnia. W tłumie barwnych osobowości, gwarze rozmów, cichych śmiechów, zmęczonych od pracy westchnień. Nic szczególnego, pieczona ryba z kaszą pojawiająca się w menażce któryś już raz - straciła rachubę, posiłki zlewały się w całkowicie nieatrakcyjną breję wspomnień, do których nie wracała w żadnym momencie swego istnienia. Byleby posilić nadwyrężone od ćwiczeń ciało i wreszcie zapomnieć. Podnosząc widelec do ust obserwowała otoczenie, nadstawiała uszu. W przeciwieństwie do niezainteresowanego hałasem Qadira, który właśnie zajmował się pożeraniem swojej drugiej, kilogramowej porcji mięsa; Olorun jej świadkiem, że to zwierzę karmiono lepiej niż ich wszystkich razem wziętych. Jednak tym razem nie to zaprzątało teraźniejszy chaos myśli - a reakcje cyrkowców, ich chichoty oraz beztrosko rozsiewane plotki. Czarne oczy zogniskowały się na (zmęczonej?) twarzy Sallowa. Słyszał czy udawał, że wcale tak nie jest? Westchnęła raz drugi i trzeci, w głowie układając dalekosiężne plany, ale żaden z nich nie podbił serca. Nie nadawała się do podobnych rozmów, ale matczyne instynkty wzięły górę nad wewnętrznym zażenowaniem. Musiała pomóc, wskazać drogę, bez względu na to jak mocno była wyboistą.
- Marcel - odezwała się spokojnym, zwyczajowym tonem, gdy wszyscy, już posileni, rozchodzili się do swoich zajęć. Musiała zareagować nim i on czmychnie w swoją stronę. - Pomożesz mi. - Chociaż w tonie głosu pobrzmiewała zarówno prośba jak i antagonistyczna stanowczość, próżno doszukiwać się w tym krótkim zdaniu pytania. Potrzebowała go na osobności, najlepiej teraz, gdy i tak czekał ją ogrom pracy. Nie przejmowała się obowiązkami mężczyzny, jakby spychając je na dalszy plan; zresztą najprawdopodobniej był już wystarczająco zmęczony całodniowymi akrobacjami. - Idziemy - mruknęła do najedzonego już jaguara; zwierzę zwinnie poderwało się z miejsca i dumnym krokiem podążyło za Jones. Musiała zabrać go ze sobą, pozostawienie kota samemu sobie mogłoby skończyć się różnie. Zwykle nie polował na ludzi, ale jeśli wyczułby zagrożenie mógłby zrobić coś nieoczekiwanego. Oczami wyobraźni widziała już purpurową twarz Carringtona plującą ze złości na wszystkie strony: chodzące worki z pieniędzmi musiały pozostać nietknięte.
Nie zaczekała, nie obejrzała się, czy mężczyzna w istocie szedł za nią, jakoś instynktownie założyła, że tak. Wymyślny tren pstrokatej, scenicznej sukni teraz ciągnął się po ziemi, wykazując wysoką niepraktyczność; kolejny wymysł szefa bazujący na efektowności, nie efektywności. Nie zwracała na to uwagi prowadząc ich do zagrody zwierząt. Na miejscu ich oczom ukazał się na wpół śpiący zouwu - Nailah otumaniła go wyłącznie znanym sobie sposobem jeszcze przed posiłkiem z zamiarem upewnienia się, że stworzenie dostatecznie uspokoi się przed ich przybyciem. Zgodnie z krótką komendą Qadir ułożył się grzecznie na zimnym gruncie, ale ogon z werwą zamiatający piach oraz nastroszone uszy zdradzały podekscytowanie. Jednak to na akrobacie skoncentrowała uwagę. - Musimy wyczesać mu grzywę - poinformowała neutralnie, krytycznym wzrokiem obrzucając masywną sylwetkę. Jak jedno zwierzę mogło posiadać tyle sierści i włosów? - Uspokoiłam go na wszelki wypadek, zouwu w szarży jest niebezpieczny, lepiej dmuchać na zimne - dodała po chwili. Na ciemnej twarzy momentalnie pojawił się uśmiech, jakby bawiła ją podobna wizja. - Zaczniemy od dołu, na koniec przejdziemy do góry - kontynuowała wręczając Sallowowi szczotkę: większą niż przeciętna, przez co dość niewygodna w uchwycie. Szczerze liczyła, że zrozumie aluzję; nie uśmiechało jej się wdrapywanie na grzbiet Qianga. Grunt pod stopami zapewniał bezpieczeństwo, powietrzne wygibasy wymagały od niej niezrównanych pokładów odwagi, a tej chwilowo posiadała niewiele. - Musisz najpierw przytrzymać pukiel w garści i dopiero potem czesać. Dzięki temu nie będzie go tak boleć, my zaś nie ryzykujemy jego gwałtownymi ruchami - wytłumaczyła cierpliwie i od razu zabrała się do pracy. Zgodnie z instrukcją jedną dłonią przytrzymywała kępkę owłosienia, drugą z kolei zawzięcie rozczesywała nieco skołtunione pasma. Milczała dobrą chwilę, w myślach układając plan podejścia do tematu jaki zamierzała poruszać. Wnętrzności skręcały się nieprzyjemnie na samą myśl; paliło zażenowanie ścierające się z realną troską. Dość głośno przełknęła własną dumę, po czym zaprosiła w płuca rześkie powietrze. - Marcel - zwróciła jego uwagę, najprawdopodobniej odruchowo podchodząc jak do zwierzęcia, które reagowało na konkretne słowa: czasem imiona, czasem komendy. - Powiedz mi… - zaczęła niepewnie, co kilka sekund zerkając na niego z ukosa. - Co u ciebie słychać? Znaczy… w życiu prywatnym. - Postanowiła nie ciskać od razu eliksirem buchorożca, tylko rozpocząć niewinnie, łagodnie, stopniowo nakierowując rozmowę na docelowe tory.
Zdecydowanie nie miała planu na tę konwersację.





czasem patrzył na nia
siedzącą na swoim posłaniu, i niemal słyszał rozpaczliwy zew tęsknoty zamkniętego w klatce drapieżnika.
Powrót do góry Go down
Marcelius Sallow
Marcelius Sallow

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Zawód : Akrobata
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler

red - the blood of angry men

OPCM : 5
UROKI : 2
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 29
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej

Zagrody zwierząt Empty
PisanieTemat: Re: Zagrody zwierząt [odnośnikZagrody zwierząt I_icon_minitime21.03.21 3:15

Znów ta sama ryba - rzygał już nimi -  chodził zresztą jak struty i w ogóle nie był głodny; jak głuchy na otaczający go gwar zawisł nad talerzem, z porzuconym widelcem, głową wspartą o łokieć na stole, obracając między palcami błękitną dziewczęcą wstążkę do włosów. Zniknęła bez pożegnania, czy zrobił coś nie tak? Na pewno zrobił, ciągle coś pieprzył. Czy było coś dziwnego w tym, że nie zaczekała na niego rano? W jego wagonie panował bałagan, jego wagon był tylko wagonem, a cyrk nie był miejscem dla takich jak ona. Zniknęła, zostawiając po sobie kilka słodką bułeczkę i znacznie słodszy zapach. Gdzieś wyłapał swoje imię, nie odwrócił głowy, nieszczególnie chyba zainteresowany, owinął wstążkę wokół dłoni zmuszając się do przełknięcia posiłku, mięso było niedobre, smakowało tak samo jak wczoraj i przedwczoraj, mętna kasza była bez smaku, a sałata wyglądała jakby przed podaniem przeżuły ją ślimaki. Ale jeść musiał, jeśli nie chciał omdleć na wysokości.
Podniósł głowę dopiero, kiedy usłyszał Nailah, w zasadzie nie zauważając, że większość już się rozeszła; porzucił talerz i bez ociągania ruszył za nią, za naturalny przyjmując fakt, że kiedy prosiła - pomagał i ni myślał o odmowie. Na dziś skończył już ćwiczenia, może wróci na koło wieczorem, ale teraz rozgrzane mięśnie i tak musiały odpocząć. Obejrzał się na zwierzę, do którego zwróciła się Jones, z podziwem przyglądając się lśniącej złocistej sierści jaguara i sprężystości ciała, gdy bez zawahania podążyło za swoją panią; złośliwy obserwator przyznałby, że na swój sposób tych dwoje było do siebie podobnymi. Nie bał się dzikiego kota - cóż, zawsze miał więcej szczęścia niż rozumu a trzeba zaznaczyć, że tego pierwszego też nie ma w nadmiarze - lata w cyrku nauczyły go, że kiedy coś chodziło między ludźmi, nie zamierzało zrobić im krzywdy - nie wykonywał przy nim gwałtownych ruchów i nie szukał z nim kontaktu wzrokowego. Bliskość jego pani zapewniała całkowite bezpieczeństwo. W końcu Nailah zaprowadziła go do zouwu, które wywołało na twarzy Marcela odruchowy uśmiech, który nie zszedł z twarzy, kiedy otrzymał szczotkę.
- Jak sobie radzi? - zapytał, szczerze zainteresowany jego losem. - Kiedy zacznie pojawiać się na scenie? - Ponoć nie był jeszcze całkiem ułożony, ale Nailah potrafiła przecież działać cuda: był absolutnie pewien, że szybko doprowadzi go do porządku. - Mam na niego wejść? - upewnił się, czy dobrze zrozumiał. - Na grzbiet? - Jego twarz prędko rozjaśnił uśmiech nie zdradzający nic ponad szczerą radość, tak inną od strutej miny sprzed paru chwil. - Naprawdę mogę? - A w oczach - błysnęła równie szczera ekscytacja.
Ale najpierw obowiązki, a potem przyjemności, skupił uwagę na jej dłoniach, kiedy zaprezentowała jak prawidłowo czesać to zwierzę. Obrócił niewygodną szczotę w dłoniach, podglądając układ palców kobiety, by uchwycić ją prawidłowo. Skinął głową na znak, że rozumie jej wskazówki. W pierwszej chwili spojrzał na jej dłonie, kiedy zabrała się do pracy, potem na pysk monsturalnej bestii - z podziwem - by na koniec samemu wziąć się do pracy, dokładnie tak, jak go instruowała, chwytając wpierw pęk sierści do dłoni  - a dopiero później szczotkując. Był zafrasowany samym zouwu, ale wkrótce jego myśli uciekły też do pozostałych zdarzeń; niecodziennie jak na siebie nie przerywał nastałej ciszy, pogrążając się w niej również samemu - niechętnie wyrywając się z letargu, kiedy dotarł do niego jej głos.
- Co? - mruknął odruchowo, choć doskonale usłyszał jej słowa. Co miał na nie odpowiedzieć - że niebo złamało się w pół, a jego świat rozsypał się na tysiące drobin? - Chyba nienajlepiej - przyznał, ostrożnie wyczesując kolejnego kłaka z zaschniętych grudek twardego błota. Nie wyczuł w jej słowach nic podejrzanego. - Moja dziewczyna wyszła za mąż - rzucił z konsternacją - wciąż się jej w pełni nie wyzbył - zatapiając wolną dłoń w głębokim futrze, by móc wydzielić z niego kolejna parte sierści.




jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Powrót do góry Go down
Nailah Jones
Nailah Jones

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9527-nailah-jones#289763 https://www.morsmordre.net/t9532-malika#289971 https://www.morsmordre.net/t9531-nailah#289963 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9535-skrytka-nr-2184#290002 https://www.morsmordre.net/t9533-nailah-jones#289995
Zawód : treserka zwierząt w cyrku, początkująca twórczyni talizmanów
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

dzikie to, spazmatyczne
pstrokate jak całe ich życie

OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Zwierzęcousty

Zagrody zwierząt Empty
PisanieTemat: Re: Zagrody zwierząt [odnośnikZagrody zwierząt I_icon_minitime01.04.21 1:18

Zwykle ostrożnie stawiała życiowe kroki, zastanawiając się nad następnym ruchem, analizując opcje oraz możliwe konsekwencje - jednak z niektórymi sprawami nie została zaznajomiona. Minęło już kilka lat odkąd nieformalnie objęła pieczę nad częścią młodych cyrkowców, z czasem zaczynając upatrywać w nich rodzinę. Nie taką na papierku oraz wystudiowanych zdjęciach, a taką prawdziwą, żywą, z krwi i kości. Pełną wsparcia oraz zrozumienia, to właśnie tym chciała ich obdarowywać. Wydawało się, że mając nad nimi przewagę wiekową, mniej więcej dziesięcioletnią, stanie się skarbnicą wiedzy oraz dobrych porad; dzięki temu zaś pomoże każdemu, a żaden problem nie okaże się tym nie do przeskoczenia. Niestety wojenna zawierucha mocno namąciła w jakże śmiałych marzeniach sprawiając, że coraz częściej argumenty wyślizgiwały się z rąk. Jak gdyby nagle cały wszechświat zwrócił się przeciwko niej - nie narzekała sądząc, że oko cyklonu szczodrze wyminęło skromną osobę Jones, ale pomimo względnie stabilnego życia pech ciągnął się za nią jak ten tren niedobranej sukni. Nie zdobyła upragnionej mądrości, snute plany obracały się w proch, dobre chęci niezmiennie brukowały drogę do piekła. Piekła, z którego nie znajdowała ucieczki. Przeżyła wiele niekorzystnych wydarzeń, właściwie wyłącznie na własną rękę; a jednak najprostsze rozwiązania przynosiły najwięcej bolączki. Z plotkarzami zamierzała rozprawić się w stosownym terminem, ale co z rozmową jaką miała przeprowadzić z Marcelem? Troska pobłyskiwała w spojrzeniu czarnych oczu, jak dotąd niewypowiedziana. Napięty grafik ich obojga nie sprzyjał nadrobieniu straconego czasu. Umysł poddawała domysłom, jedynie klucząc pomiędzy prawdą, tak dobrze znaną chłopakowi - w tym wszystkim brakowało dla niej miejsca. Starała się to zrozumieć, przecież dorósł, nawet jeśli ta dorosłość była jedynie rubryką zapisaną na dokumentach. Skąd zatem ten dziwny zawód, niedosyt jakiś? Pękła wreszcie, zrywając między nimi nić obojętności, porywając się na coś, czego nie potrafiła. Na rozmowę, jakiej nigdy nie przeprowadziła. Na próbę własnych możliwości. Nie było już odwrotu - pora przestać być sobie obcymi ludźmi.
Stres napędzał organizm, w żyłach krążyła niepewność rozgrzewająca organizm od środka, przyćmiewając w ten sposób chłód jesieni. Leżący na ziemi Qadir napiął się, bezbłędnie odczytując kotłujące się w Nailah emocje; znali się już zbyt długo, żeby nie dostrzegać w sobie podobnych sygnałów. Ona jednak całkowicie skoncentrowała się na zadaniu czesania zouwu, chociaż to tak naprawdę wymówka. W dużej mierze. Poradziłaby sobie sama z tą przeklętą grzywą, wdrapałaby się nawet na grzbiet i to nic, że unikała ziszczenia tej wizji jak ognia. Nadrzędnym celem była rozmowa, jaką starała się subtelnie zagaić, ale skutek okazał się dość lichy - zastanawiające. Szybkim, zdecydowanym ruchem pociągała szczotką po sierści, myślami będąc całkowicie gdzie indziej, ale rozmówca skutecznie sprowadzał czarownicę na ziemię. Przynajmniej w momentach, gdy mówił cokolwiek. A mówił niewiele, co powodowało zmarszczenie kobiecych brwi. - Jest dość oporny - przyznała z niechęcią w głosie, czemu towarzyszyło bezpardonowe westchnięcie. - Postępy są raczej niewielkie. Gdybym tylko mogła z nim porozmawiać, jak z innymi kotami, sprawa przedstawiłaby się dużo prościej - stwierdziła rzeczowo, chociaż zawód nie znikał z tembru głosu. - Rozważam wzięcie kogoś do pomocy, żeby zastanowić się nad strategią, wymyślić plan. Może powinnam poszerzyć swoje umiejętności, a może przyda mi się inna perspektywa. - Zastanowiła się na głos, przechodząc w międzyczasie do innej partii włosia. - Tylko nie wiem jak temu komuś zapłacę, Carrington nie będzie chętny na sponsorowanie badań naukowych. - Wywróciła oczami. Trochę go rozumiała, a trochę powinien patrzeć na to, że obecnie trzymał w cyrku magiczne stworzenie, które na siebie nie zarabiało. Ona zaś nie była pierwszą podejmującą się próby tresury Qianga. - No jasne - przytaknęła, uśmiechając się na widok ekscytacji Marcela. - Chyba, że wiesz, tchórzysz - dodała zaczepnie, siląc się na sztuczną powagę; drżenie kącików ust ją zdradzało. Niestety, dobry humor, chwilowy, zniknął między nimi szybko. Domyślała się, że coś go trapi, ale jedno zdanie okazało się fajerwerkami, na które zdecydowanie nie była gotowa. Zamilkła na kilkadziesiąt sekund zbierając myśli. - Nie wiedziałam, że miałeś dziewczynę - rzuciła wreszcie, siląc się na neutralny ton, ale miał on w sobie pewne nuty rozczarowania. Z drugiej strony… może bohaterka tej rozmowy też o tym nie wiedziała? Nie, to nonsens… - Dlaczego nie wyszła za mąż za ciebie? - Potrzebowała więcej informacji. Z jednej strony miała nadzieję na szczerą konwersację, z drugiej bała się, że ta odwodziła ich od tematu jaki Jones pierwotnie zamierzała poruszyć. Nic na siłę, przekonywała samą siebie w myślach. - Ta wstążka, którą się bawiłeś, to od niej? - zadała kolejne pytanie, od czasu do czasu odrywając wzrok od pracy i koncentrując go na męskiej twarzy. Musiała ułożyć sobie obraz sytuacji, na razie zbyt wiele w nim luk, żeby pokusić się o jakikolwiek komentarz.





czasem patrzył na nia
siedzącą na swoim posłaniu, i niemal słyszał rozpaczliwy zew tęsknoty zamkniętego w klatce drapieżnika.
Powrót do góry Go down
Marcelius Sallow
Marcelius Sallow

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Zawód : Akrobata
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler

red - the blood of angry men

OPCM : 5
UROKI : 2
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 29
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej

Zagrody zwierząt Empty
PisanieTemat: Re: Zagrody zwierząt [odnośnikZagrody zwierząt I_icon_minitime06.04.21 19:26

Własnej rodziny w zasadzie już nie miał, matka została zamordowana, a poza nią nie miał już nikogo. Nikogo prócz ojca - którego imienia wolałby nie wspominać, a dla którego był ledwie niefrasobliwą konsekwencją przeszłych romansów. Właściwie zawsze znacznie wyżej cenił sobie przyjaciół, a cyrkowa rodzina dawno już zaczęła znaczyć dla niego więcej niż więzy krwi, o które nigdy nie prosił. Nailah należała do osób, które okazywały mu wiele życzliwości, może nawet więcej, niż na to zasłużył, a on zawsze był jej za to wdzięczny. Za wsparcie i ciepłe słowa, którymi zawsze gotowa była podnieść go na duchu - chciałby móc odwdzięczyć się jej tym samym, choć bledsza jeszcze wiedza o świecie i jeszcze mniejsze możliwości nie dawały mu bynajmniej dużego pola do manewru. W ostatnim czasie rzeczywiście był bardziej z boku - ale nie robił tego świadomie, jego myśli targała bezlitosna wojenna zawierucha, gniew, sprzeciw na to, co działo się na ulicach miasta. Albo całego raju. Targała tak serce jak głowę, podążał za nią z lekkim ociąganiem, ale sprężystym i posłusznym krokiem, bliźniaczo do pantery stąpającej śladem swojej pani. Markotny i milczący, również wtedy, gdy przeczesywał już sierść najbardziej majestatycznego stworzenia na Arenie. Zouwu był naprawdę niesamowity, sięgał po kosmyki jego grzywy, zgodnie z jej wskazówkami rzeczywiście starając się nie podrażnić skóry zwierzęcia, nie szarpnąć za sierść zbyt mocno.
- Trudniej ci go zrozumieć? - zapytał, po prawdzie niewiele wiedząc o możliwościach niesamowitego talentu Nailah. Dłoń sięgała jedwabistych kosmyków, subtelnie rozczesując je również palcami, ścisnął grudę błota między opuszkami, krusząc brud. - Może potrzebuje po prostu więcej czasu, niż inne koty - Instynktownie wziął go w obronę, bo w zasadzie to w Hogwarcie sam nie uczył się najszybciej. Trudno mu się było skoncentrować, choć może wszystko zależało od podejścia; kiedy trafił na Arenę, jego postępy okazały się błyskawiczne. Nie zwykł mówić o zwierzętach w cyrku inaczej niż u pracujących tu czarodziejach. I miał wrażenie, odnosił je na podstawie własnych doświadczeń, że tych drugich też najlepiej rozumie tutaj Nailah. - Masz na oku kogoś konkretnego? - zapytał, zastanawiając się nad tym, czy w ogóle widziała widoki na kogoś, kto mógłby jej pomóc. Jemu samemu trudno było sobie wyobrazić, by ktokolwiek posiadał wiedzę równie olbrzymią, co ona sama. Zwierzęta jadły jej z ręki, były posłuszne i podążały za jej życzeniami jak marionetki uwieszone na sznurkach - ale kto by tego dla niej nie zrobił? Gdyby kazała skakać jemu przez płonące obręcze, pewnie też by to zrobił. - Rozmawiałaś już z nim? - zapytał, fundusze cyrku zawsze były drażliwym tematem. Pan Carrington nie należał do hojnie szastających złotem czarodziejów, Marcel nawet wierzył, że rzeczywiście nie miał aż tak dużej gotówki. Nie bardzo znał się na pieniądzu, a sam zawsze miał go niewiele. - Qiang zarobi majątek, kiedy nauczy się wszystkiego, czego powinien. Zostanie ulubieńcem publiczności, gdzie indziej można zobaczyć żywe zouwu? - Czy w ogóle takie miejsce w kraju istniało? Spojrzał pytająco na Nailah, ona z pewnością wiedziała. Jego wiara w przyszłość stworzenia wydawała się niezachwiana, jego ulubieńcem chyba już był. - Coś ty! - zaprzeczył jej słowom o tchórzostwie, wyraźnie ożywiony, bez zawahania spoglądając na grzbiet olbrzymiego kota. Cofnął się dwa kroki, potem jeszcze trzy, wciąż ściskając w dłoni szczotkę, i z rozbiegu wybił się na silnych nogach tuż przed jego ciałem, z gracją wyskakując na grzbiet, opadając lekko: praktyka woltyżerki nauczyła go robić to w sposób, który nie naraża kręgosłupa stworzenia na nadmierne obciążenie. Sam był zresztą bardzo lekki, dla zouwu musiał ważyć tyle co pchła. Niech będzie: bardzo duża pchła. - Duże koty też lubią się tarzać w błocie? - zapytał, sadowiąc się na grzbiecie zouwu i przyglądając się kołtunom wyżej, na jego karku. - Myślałem, że potrafią się umyć same - zdziwił się, poszukując spojrzeniem wzroku opiekunki stworzenia. Położył dłoń na jego futrze, wyczuwając ciepło skóry i siłę jego mięśni. Oszołomione zwierzę go nie poniesie, ale podobna myśl zrodziła się w jego głowie wyjątkowo kusząco. Sięgnął futra szczotką, ostrożnie przeczesując pasmo za jego olbrzymim uchem, przez chwilę udając, że wcale go tam nie ma, kiedy rozmowa zeszła na niewygodny temat. Milczał, rzeczywiście nie wiedziała. Nie zdążył jej powiedzieć, nie było okazji.
- To nie trwało długo - przyznał w końcu, nieznacznie wychylając się zza łba zwierzęcia. - Zaczęło się krótko zanim... no wiesz - wykonał przy krtani niedbały gest, blizna wciąż była brzydka, kiedy wrócił do cyrku. Od tamtej chwili zakrywał ją ciężkim pudrem na występach, ale na co dzień nie dało się jej przeoczyć. Ciągnęła się przez szyję. - Chyba miała mi za złe, że zniknąłem - Nie ona jedna, pan Carrington też. Tylko że on wcale tego nie planował. Umilkł znów, zbierając siły przed jej kolejnym pytaniem. Znał odpowiedź, ale wypowiedzenie jej na głos było trudniejsze, niż mu się wydawało. - Bo nie mam pieniędzy - odparł w końcu, pozornie obojętnie, ale nawet głuchy usłyszałby w tej pozorności wstyd. I ból. Nie miał się czego wstydzić przed Nailah, żyła tu jak on, ale Frances... - A ona nosi jedwabne rękawiczki nawet latem i białe perły na szyi do bardzo eleganckich strojów. - Nie dopuszczała do siebie myśli, że mogłaby żyć jego życiem, tu, na Arenie. I chyba nie mógł tego od niej oczekiwać, a jednak - przełknąć też nie potrafił. - Chciała też lepsze nazwisko - dodał, jeszcze słabiej niż wcześniej kryjąc gorycz - wylewała się z każdego słowa. - Chyba nie wiedziała, że moje jest czystokrwiste. - Ale może to nie miało znaczenia, bo miał dopiero dziewiętnaście lat. Żeby się ożenić, musiałby dostać zgodę pana Carringtona, który go oficjalnie usynowił, a on by się na to nigdy nie zgodził. Nie chciałby, żeby coś rozpraszało go przy kolejnych wykańczających treningach. Żeby jego życie nagle zaczęło kręcić się wokół czegoś innego niż Arena. Nie doszedł tu jeszcze na szczyt swoich możliwości, każdy z nich o tym wiedział. Nie skomentował swoich wynurzeń w żaden sposób, wiek nie pozwalał mu spojrzeć na to pragmatycznie, życie w cyrkowej komunie też nie - to nie było zwykłe życie. Był zresztą artystą. Wierzył w siłę uczucia łączącego dwojga ludzi niezależnie od przeciwności losu. Frances tej wiary nie podzielała. - Mówiła, że się z nim rozwiedzie - dodał ze zrezygnowaniem, chyba zastanawiając się, co mogła powiedzieć na ten temat Nailah. Nie podejrzewałby, że chciała go oszukać, zatrzymać przy sobie mimo ślubu z innym mężczyzną, miał o niej zbyt wysokie zdanie. Ale wydawało mu się, że było w tym coś... niewłaściwego.
- Jaka wstążka? - zapytał bezwiednie, ze wspomnieniem utkwionym w sercu Frances nie potrafiąc tak łatwo wyłapać innego elementu krajobrazu. - Ach, ta - mruknął pod nosem, należała do Anne. - Nie - dodał zdawkowo, jakby miał nadzieję, że nie usłyszy odpowiedzi, z powrotem chowając się za uchem zouwu, gdzie przeczesał kolejną kępkę sierści.




jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Powrót do góry Go down
 

Zagrody zwierząt

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dzielnica portowa :: Magiczny port :: Arena Carringtonów-
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21