Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Schody na piętro
AutorWiadomość
Schody na piętro [odnośnik]27.10.20 16:27
First topic message reminder :

Schody na piętro

Ozdobna, drewniana balustrada dębowych schodów powadzi na piętro oraz szerokie poddasze. Polakierowane stopnie mają nieco ciemniejszy, połyskujący kolor. Okrągłe, witrażowe okno przepuszcza dzienne światło rozproszone przy wejściowym korytarzu. Osoby schodzące z piętrowych sypialni nie muszą wspomagać się sztucznym blaskiem ściennego żyrandola, czy koniuszka różdżki. Krajobraz widoczny przez szybę obejmuje tył domu; kawałek niewielkiego ganku, szklarnię, podwórko i roboczą szopę.



[bylobrzydkobedzieladnie]



My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself


Ostatnio zmieniony przez Vincent Rineheart dnia 06.04.21 17:14, w całości zmieniany 1 raz
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : 28
UROKI : 31
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049

Re: Schody na piętro [odnośnik]22.04.21 21:21
Przyglądał się mapie przez dłuższą chwilę, jakby spodziewał się, że nakreślone linie ożyją, zdradzając przed nim dodatkowe informacje, poszlaki, wskazówki, jednak nic takiego się nie stało; kontur wyspy zakreślonej czerwonym okręgiem wyglądał dokładnie tak samo, jak w pierwszym momencie, a to, co w sobie krył, pozostawało tajemnicą – i, zgodnie ze słowami Skamandera, miało nią pozostać, dopóki nie postawią stopy na odległym lądzie. Drgnął lekko, unosząc głowę w reakcji na komentarz Vincenta, wiedząc, że miał rację – wyprawa nie miała należeć do łatwych, mówiło mu o tym zarówno doświadczenie w organizowaniu dalekich podróży, jak i ciche, biorące się znikąd przeczucie – ale z jakiegoś powodu w miarę upływu czasu ta świadomość przestawała budzić w nim niepokój, stopniowo zastępowany wpełzającą pod skórę ekscytacją. Podążenie śladami odbytej wiele lat wcześniej wyprawy, zmierzenie się z nieznanym, stawienie czoła czyhającym na wyspie niebezpieczeństwom – wszystko to znajdowało się tak blisko jego spędzonej na podróżach przeszłości, że przestawała mu przeszkadzać nawet perspektywa obecności w ich grupie jednostek, które raczej nie darzyły go sympatią ani zaufaniem. – Znalezienie obozowiska po takim czasie może być trudne – zauważył, zastanawiając się nad informacjami przekazanymi im przez Anthony’ego. Oparł się wygodniej o oparcie krzesła, bezwiednie stukając palcami o blat stołu. – Jeśli zostawili jakieś ślady, to flora i fauna zapewne wzięła już te tereny ponownie we władanie. Zacząłbym od sprawdzenia źródeł wody, jeśli takie na wyspie istnieją, albo naturalnych schronień, miejsc dających ochronę przed południowym słońcem. Gdybym miał obozować w tropikalnym klimacie przez dłuższy czas, wybrałbym właśnie takie – powiedział, dzieląc się swoimi spostrzeżeniami, choć więcej było w nich przypuszczeń niż faktycznych wskazówek; nie miał pojęcia, jak właściwie ukształtowana była wyspa – czy porastał ją deszczowy las, czy wprost przeciwnie – nie mieli odnaleźć na niej niczego poza gołą skałą.
Skinął głową w reakcji na odpowiedź Skamandera, przyjmując do wiadomości to, czego właściwie się spodziewał. Przez chwilę pomyślał o Ronji, na której umiejętnościach w przeszłości polegał niejednokrotnie, ale odrzucił od siebie tę myśl, nim zdążyłaby uformować się w słowa; magomedyk mógł okazać się im potrzebny, ale w rezerwacie potrzebny był na pewno – nie mógł pozostawić swoich ludzi bez dostępu do uzdrowiciela na cały tydzień. Zwłaszcza, że część z nich nie mogła już tak po prostu udać się do Munga. Będą musieli zdać się na eliksiry.
Kiedy Vincent zapytał o śmierciotule, odwrócił się w jego stronę i pokręcił głową. – Nie, a przynajmniej o niczym takim nie mówią źródła, czy może: źródło, bo do tej pory tylko jeden czarodziej opisał, jak wygląda atak śmierciotuli. Ich podobieństwo do dementorów zdaje się kończyć na wyglądzie zewnętrznym i podatności na zaklęcie patronusa – Belby, człowiek, który zmierzył się ze śmierciotulą i zdołał ją odegnać, wspominał, że poruszając się, wydawała dźwięk kojarzący mu się z szelestem liści na wietrze – to go jednak nie zaalarmowało, dostrzegł ją dopiero, kiedy ją zobaczył. – Zrobił krótką pauzę. – Być może przydałyby nam się tutaj też eliksiry wyostrzające wzrok, zmysły – w ciągu dnia nietrudno zauważyć płachtę czarnego materiału, ale w nocy może łatwo zlać się z otoczeniem, zwłaszcza, że pod spodem nic nie ma – położenie się płasko na ziemi czy stopienie z zasłoną albo klapą namiotu nie sprawiłoby śmierciotuli problemu. Możliwe, że festivo zdołałoby je wykryć, bo są mocno powiązane z czarną magią – ale na ten moment to tylko teoria – powiedział, jednocześnie żałując, że nie udało mu się jeszcze ukończyć prowadzonych badań; gdyby posiadał stworzenie wyczulone na źródła czarnej magii, mogłoby pełnić rolę strażnika – ale nie miał szans osiągnąć tego do dnia wyjazdu.
Wysłuchał z uwagą słów Asbjorna, przyswajając wszystko, co miał do powiedzenia na temat eliksiru pobudzającego. W teorii brzmiał przydatnie, były jednak elementy, które już teraz mogły okazać się problematyczne; bezsenność w trakcie warty byłaby wskazana, ale jedna osoba nie powinna pozostawać na nogach przez całą noc; skrajne wyczerpanie zwiększało ryzyko do popełnienia błędu, zmniejszało czujność – a jeśli mieli przetrwać, musieli mieć wszyscy oczy dookoła głowy. – Zostawiłbym go na czarną godzinę. Jako ostateczność – zasugerował, gotów jednak wysłuchać również zdania innych, największe zaufanie pokładając w wiedzy i doświadczeniu samego alchemika.
Słuchając o możliwym ukształtowaniu terenu i o kwestii samej podróży, zmarszczył brwi; fakt, że przez pełny tydzień mieli pozostać na wyspie bez dostępu do statku i bez możliwości awaryjnego jej opuszczenia, trochę go niepokoił – ale wiedział, że już samo załatwienie im miejsc na pokładzie towarowca musiało być karkołomnym zadaniem. – Spróbuję załatwić transport na wyspy – powiedział, unosząc wzrok znad mapy. – Niestety większość moich kontaktów pochodzi z czasów organizowania wypraw z ramienia ministerstwa, więc odnowienia części z nich nie zaryzykuję, a inni mogą nie chcieć ryzykować nawiązania go ze mną, ale mogę sięgnąć do ludzi, którzy wciąż współpracują z Greengrassami. Istnieje możliwość, że nie będą chcieli zabrać nas bezpośrednio z Anglii, bojąc się oczu i uszu ministerstwa, ale dotarcie do Szkocji czy Irlandii raczej nie powinno być dla nas problemem – powiedział, w myślach przerzucając listę nazwisk czarodziejów, do których mógłby się zwrócić, i co do których był pewien, że zachowaliby dyskrecję; wróg raczej nie powinien się dowiedzieć, że interesują się wyprawą Bagmana, bez względu na to, czy rzeczywiście było czym.


but the blood on my hands
scares me to
death

Percival Blake
Zawód : dowódca grupy smoczych łowców w peak district
Wiek : 34
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler

are we destined
to burn
or will we last the night?


OPCM : 33
UROKI : 42
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t3560-skrytka-bankowa-nr-416#62942 https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
Re: Schody na piętro [odnośnik]24.04.21 16:00
Przedstawiła to, co udało jej się ustalić - im razem - przesuwając palcem po mapie, wskazując na miejsca ważne a w końcu na te najważniejsze. Ciesząc się w sumie, że Anthony był tutaj i uzupełniał dokładnie i skrupulatnie wszystko. A właściwie, że prowadził spotkanie a raczej ino to ona uzupełniała to wszystko. Najtrudniejszy w tym wszystkim był czas, który minął, wprowadzał dodatkową niewiadomą. Słuchała wszystkich, bo na takiej wyprawie to też nie była nigdy. Bo i gdzie być miała. Po Hogwarcie wzięła i do Ministerstwa od razu się dostała, a po nim wzięła i w nim pracę zaczęła i tam już została.
- Umiem podstawy ino. - wtrąciła się, kiedy kwestia magomedyka pojawiła się przy stole. Co prawda nie zrobi żadnej transplantacji, ale pomniejsze rany była w stanie zaleczyć, głównie dlatego że nauczyła się jej by być  w stanie pomagać ojcu, choć to co jemu dolegało, nie było już do naprawienia wcale. Ale coś tam zaleczyć, jakiegoś obicia się pozbyć potrafiła, choć nie było to idealne działanie, wcale nie najlepsze. Kiedy kolejne słowa wypowiadał uniosła dłonie i położyła je na stole splatając ze sobą. Dopiero kiedy kwestia czarnej różdżki pojawiła się przy stole przeniosła na niego spojrzenie marszcząc lekko brwi. Zamiast zapytać skinęła tylko głową. Na miejscu, trzeba było sprawdzić, co było możliwe, ale czy dadzą radę? Czy ona da? Bo przecież to było strasznie daleko.
Przeniosła wzrok na pana Percivala kiedy się odzywał. Też ją martwił upływ czasu, ale na razie, nie będąc na miejscu, mogli jedynie zakładać i myśleć. Wszystko tak naprawdę miało się okazać dopiero, kiedy znajdą się na miejscu. Może coś jednak tam było - zostało. Czekało, żeby mogli je odkryć i zbadać. a może nie było tam nic kompletnie. Nie pomyliła się, oddając jemu głos. Co prawda sama czytała o tym czarodzieju samym, ale on jakoś to lepiej wziął i w całość ogarnął odpowiadając. Jednak wiedzieć, a wiedzieć - wiedzieć, to czasem była różnica. Zmarszczyła brwi kiedy poruszył temat festivo.
- Dość odważna. - powiedziała jedynie zerkając na niego, jednak nie przecząc, że mogłoby coś z tego być. Brwi pozostawały zmarszczone. Coś w niej było, ale trudno było tak próbować bez potwierdzeń. W sensie, opierając się na wzmiance o działalności patronusa na nie, można spróbować wysnuć odwrotną teorię - jeśli jedno z najsilniejszych zaklęć ochronnych przed dementorami, działa też na nie, może oznaczać że są jego przeciwnością. Nie znoszą dobrej, czystej energii. Przytaknęła do własnych myśli głową unosząc rękę, żeby potrzeć czubek nosa wierzchem dłoni, nie kontynuowała dalej. Teoria bez potwierdzenia była tylko teorią.
- Oh, właśnie. Pieniądze. - przypomniała sobie, podskakując na krześle, kiedy Skamander zaczął mówić o transporcie i jego kosztach. Obróciła się do zawieszonej na oparciu krzesła torby żeby wyciągnąć z niej worek z pieniędzmi, które wyciągnęła z Gringotta. - Zdecydowałam. - powiedziała spoglądając na Skamandera, zawieszając na nim tęczówki, odnosząc się do ich ostatniej rozmowy - rozmowy, która trochę zmieniła wszystko, choć nie zmieniła żadnego z nich. - Coś około sześciuset tu jest, za dwieście opłacę siebie, resztę chce przeznaczyć na wyprawę. - powiedziałam do niego, to przed nim stawiając worek.
Tangwystl Hagrid
Zawód : Łamacz Klątw, tester nowych zaklęć
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And it's to cold outside
for angels to fly
OPCM : 35
UROKI : 7
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t6463-tangwystl-hagrid https://www.morsmordre.net/t6471-ansuz#165284 https://www.morsmordre.net/t6474-o-cholibka-chwytliwa-nazwa#165288 https://www.morsmordre.net/f211-harley-street-1-2 https://www.morsmordre.net/t6472-skrytka-bankowa-nr-1634#165285 https://www.morsmordre.net/t6837-tangie-hagrid
Re: Schody na piętro [odnośnik]25.04.21 13:40
Ingisson, swoim zwyczajem, przeważnie milczał. Pokiwał jednak rudym łbem na stwierdzenie Percivala odnośnie rozmywania się śladów w czasie. Może jego rodzinne strony nie było tropikalną dżunglą, a lód potrafił wszystko doskonale utrzymać, tak zapuszczając się bardziej na południe niekiedy ciężko było dostrzec stare obozowiska Saamów, które ci tworzyli w czasie przeganiania reniferów. Natura miała niesamowitą wręcz zdolność do zacierania śladów człowieka. Przytaknął ponownie, popierając pomysł rozpoczęcia wyprawy od poszukania źródeł wody: bez tej nie mieli w końcu za długo wytrzymać. Na całe szczęście, alchemik miał na to jeszcze jedną radę.
Można też uzdatniać do picia wodę morską – powiedział, zerkając niepewenie po towarzyszach. – Jest takie zaklęcie... Decoqunilio. Używane przez alchemików, często, w innych celach niż takie, ale do oczyszczenia wody z soli i innych... brudów żeby ją pić, nada się – powiedział, poruszając się nieco na krześle, bo zaczęło mu być niewygodnie. – Jeśli na plaży nie będzie żadnego ujścia strumienia można nabrać morskiej i iść głębiej, a jakbyśmy mieli pecha to ktoś może na miotle polecieć po zapas – zaproponował, nie wspominając, że co do latania na miotle to na pewno nie on.
Był za to w stanie zaopatrzyć ich w mikstury lecznicze, toteż na sugestię Anthony'ego pokiwał głową. Miał jednocześnie nadzieję, że samo przez się było rozumiane, że może zwrócić się do nich po pomoc w organizowaniu ingrediencji, ale jako że wydawało mu się, że jeszcze miał zapas, zarówno składników jak i pieniędzy, to milczał. Nie kiedy Dearborn od czasu do czasu tak na niego łypał okiem. A przynajmniej milczał do czasu.
Nie epizod – mruknął, po czym odchrząknął. No bez sensu musiał się wtrącić. Teraz musiał wyjaśniać. – Fachu uczyłem się w szpitalu, pod... zatrucia eliksiralne, jako pomoc instrumentalna. Jestem... mogę podawać wszystko jak uzdrowiciel – przyznał. Ciekawe, czy Dearborn będzie zaskoczony, że wcale nie wyszedł z jakiejś szkoły trucicieli tylko ze szpitala. Zerknął więc na niego, ale bardzo krótko, z czystej ciekawości jego wyrazu twarzy. Spojrzał zaraz na Tangwystl, wolał spoglądać na nią niż na łypiącego na niego Cedrica. Ona wydawała się miła. Rineheart też. No i był też Percival – może z tą trójką nie stanie się tak, że w wyniku nieszczęśliwego wypadku na warcie Dearborna to akurat Åsbjørna by coś zjadło.
Sięgnął następnie po herbatę i zaczął powoli, po cichu dmuchać na jej powierzchnię, by trochę prędzej ją ostudzić. Jego działania jednak ustały kiedy Percival zagłębił się jeszcze bardziej w charakterystykę śmierciotul. Czyli potrafiły być dosłownie... płaskie. I jeszcze możliwe klątwy, o których wspominał Rineheart. Hm. Fy faen, to nie wyglądało dobrze. Ale z drugiej strony była w tym możliwość żeby trochę doszlifować swoje umiejętności w starożytnych pismach, jeżeli już miał znaleźć choć jedną pozytywną rzecz w tym wszystkim. Zwłaszcza, że ich transport był również skomplikowaną kwestią.
Czy to norweski statek? – zapytał z ciekawości, nieco ożywiwszy się na myśl, że usłyszałby znów rodzinny język. – I co do dotarcia na wyspy to Macmillan chyba jakoś transportuje swoje alkohole? Może jego zapytać? – spojrzał po zebranych, starając się jakoś pomóc. No, to i... – Mam oszczędności jakby co, też mogę dorzucić ponad moje dwieście – dodał na widok wyciągającej wór złota Hagrid, nie oferując się jednak z konkretną kwotą: ceny ingrediencji rosły bez przerwy, a on musiał zapewnić stały dopływ mikstur dla Zakonników.


Asbjorn Ingisson
Zawód : Alchemik na oddziale zatruć w św. Mungu, eks-truciciel
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler

Wiem dokładnie, Odynie
gdzieś ukrył swe oko

OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 36
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5694-asbjrn-thorvald-ingisson#133833 https://www.morsmordre.net/t5741-juhani#135532 https://www.morsmordre.net/t5740-norweskie-slowko-dnia-to#135522 https://www.morsmordre.net/f138-little-kingshill-hare-lane-end https://www.morsmordre.net/t5742-skrytka-nr-1399#135537 https://www.morsmordre.net/t5743-a-t-ingisson#135543
Re: Schody na piętro [odnośnik]26.04.21 1:25
Kręte linie, mnogie punkty wyeksponowane na sztywnych kartach rozłożonych na stole map przyciągały bystre oko gospodarza. Z wyraźnie skupioną miną prowadził swą wewnętrzną analizę rozważając każdą z zaznaczonych opcji. Kobieta zasiadająca tuż obok przeprowadziła dogłębne rozeznanie wspomagające wyodrębnienie najbardziej optymalnej trasy. I choć podczas swych wieloletnich wypraw nie zdołał zapuścić się w tak odległe rejony, podświadomie wiedział, że powinni dać sobie radę. Z rozsądnym planem, pełną rozwagą dopłyną na piaszczysty brzeg tajemniczej i opustoszałej wyspy. Nie mieli przed sobą zbyt łatwego zadania, lecz był na to gotowy. Chciał poznać jak najwięcej szczegółów, aby wspomóc szkicowanie przebiegu skomplikowanej, morskiej przeprawy. Nieposkromiona rządza przygody płynęła w jego cienkich żyłach, dlatego z tak ogromnym zaciekawieniem wysłuchiwał słów współtowarzyszy traktujących wiele niezbędnych tematów. Kuszące opary białej herbaty zachęcały do natychmiastowego skosztowania, jednakże on – nieporuszony, gładząc chropowatą strukturę dłoni trwał w niezmiennej pozycji, aby niczego nie przegapić: – W najgorszym przypadku będziemy musieli przeszukać całą wyspę. – wtrącił bez większych emocji przygotowując partnerów na najgorszy scenariusz. Westchnął krótko, przez moment rozważając taki obrót sprawy; zamknięci w tropikalnej dżungli, zdani tylko i wyłącznie na siebie, będą zmuszeni do jednogłośnej współpracy, zmianie postępowania i szybkiego przystosowania do skrajnych, niespotykanych dotąd warunków. Dobrze pamiętał ten stan, gdy wraz z całą, poszukiwawczą eskapadą przedzierali się przez wysuszone słońcem, piaszczyste tereny rozległej pustyni. Z uwagą wysłuchał wypowiedzi traktującej brak wykwalifikowanego medyka. Przedstawiona informacja napawała obawą jedynie przez moment; część zgromadzonych świetnie radziła sobie z podstawami użytecznej anatomii. Jeśli zachowają należytą ostrożność, powinny umknąć najgorszemu. – Wezmę ze sobą trochę roślinnych ingrediencji. Znam ich zastosowanie i sporo praktycznych rozwiązań, może przydadzą się w nagłych przypadkach, a także tobie. – zerknął przelotnie na rudowłosego brodacza, mając nadzieję, że jego niesamowity talent zadziała w każdym, możliwym miejscu. – Niewykluczone, że coś pożytecznego znajdziemy również na samej wyspie… – dodał jeszcze typowo informacyjnie hamując podwyższoną ekscytację; świadomość odkrycia, a także obcowania z nowymi, niepoznanymi gatunkami egzotycznych roślin było czymś iście niesamowitym i pożądanym. – Naszą pierwszą przeszkodą, choć na pozór trywialną może okazać się choroba morska. Nic przyjemnego… – zasygnalizował dość niechętnie składając usta w cienką linię. Kiedy jako nastolatek zaczynał tygodniowe przeprawy po najbardziej wzburzonych morzach, przykra dolegliwość zabierała cenne godziny żywota, które mógł przeznaczyć na ciężką pracę zwieńczoną upragnionym zarobkiem. Dopiero po kilku tygodniach nauczył się radzić sobie z przeklętym przypadkiem, aby na koniec pozbyć się go doszczętnie. Kiwał głową na kolejną, szeroką charakterystykę potwornych stworzeń zamieszkujących ów teren. Wyczerpująca odpowiedź na pytanie skłoniła go do krótkiego: – Rozumiem. – nie miał na ten moment nic więcej do dodania. Wszelkie pomysły przedstawione przez Percivala, traktujące sposób na uchronienie przed atakiem wydawały się rozsądne, będą musieli testować je praktycznie każdej nocy. Znów odetchnął krótko widząc jak wiele niewiadomych stawało tuż przed nimi. Wiele podniesionych poszlak było jedynie przemyśleniem, niesprawdzonym domysłem, przed którym będą musieli się skonfrontować. Cokolwiek pozostawił za sobą niejaki Bagman – odnajdą to za wszelką cenę. Pokiwał głową na słowa Skamandera odpowiadając niemalże od razu: – Będziemy musieli ograniczyć swój bagaż do stosownego minimum jeżeli czekają nas długie, piesze wędrówki. Co do samej wyspy, nie ukrywam, że tego się spodziewałem. – wyrzucił z nieudawaną nadzieją. – Będziemy czujnie i często sprawdzać teren pod względem występowania zmian, przekleństw czy domniemanych zabezpieczeń. – dodał dla uspokojenia również samego siebie. Zamierzał wykorzystać wiedzą nabytą podczas zamierzchłych wypraw. Przemierzając najróżniejsze terytoria, trafiali na schemat zamieszczania nieoczekiwanych przekleństw. Możliwe, że i w tym przypadku nie trafią na przypadki odbiegające od utartej normy. Na wzmiankę o transporcie ożywił się na trochę pochylając odrobinę do przodu. Przeniósł wzrok z blondyna na byłego szlachcica i to właśnie na nim zogniskował błękitne tęczówki: – Ze swojej strony postaram się uruchomić kontakty wśród znajomych handlarzy działających na terenie Anglii, może ktoś przekaże mi jakieś namiary na sprawdzony transport. Odezwę się wtedy do ciebie Percivalu i skonfrontujemy nasze poszukiwania. – rzucił na forum mając w głowie pewne nazwiska. – Jeśli całość wyprawy będzie trzeba rozpocząć z innej lokalizacji, Irlandia stoi otworem. Moglibyśmy wyruszać chociażby z Bray, czyli z nadmorskiego miasta nieopodal mojego miejsca zamieszkania. Powinno być wystarczająco bezpieczne. – odnalezienie kawałka ziemi nie powinno stanowić zbyt dużego wyzwania. Ruch morski w tamtejszym rejonie działał bez zarzutów. Jeżeli chcieliby pozostać niezauważeni, mógłby podpytać lokalnych żeglarzy o rozkład napływających i odpływających statków, które pozwolą na wybranie optymalnej i najlepszej pory dnia. – Ja również dołożę coś od siebie. – dodał jako kolejny kalkulując posiadane oszczędności. Nie lubił całkowicie polegać na innych, tym bardziej w kwestii finansowej. Biorąc udział w wyprawie musiał mieć przecież jakiś wkład.



My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : 28
UROKI : 31
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Re: Schody na piętro [odnośnik]26.04.21 22:13
Westchnąłem ciężko, kiedy Vincent oświadczył, że nie wyjdę od niego bez lekarstw - zabrzmiał trochę jak moja matka, gdy byłem dzieckiem albo młodsza siostra kilka godzin wcześniej.
- To nic poważnego. Szybko dojdę do siebie - mruknąłem do Vincenta, choć mój zachrypnięty głos stawał w sprzeczności z tymi słowami.
Moje przeziębienie się nie rozwijało, a dręczyło mnie pełnią swojej mocy, liczyłem więc, że to kwestia jeszcze paru dni. Do samego wyjazdu, jak oznajmił Skamander, pozostał jeszcze tydzień - to dość czasu, by się wykurować. Choć to mogło być ciężkie, skoro nie zamierzałem leżeć w łóżku dłużej, niż to absolutnie konieczne. Na taki luksus nie mogłem sobie pozwolić.
Skupiłem się na słowach Skamandera, słuchając ich uważnie, pomimo pulsującego bólu głowy - rozjaśniły wiele wątpliwości, ujawniły cel planowanej wyprawy, a choć informacji mieliśmy naprawdę mało i wszystko to malowało się w dość ciemnych barwach, to podążenie śladem Bagmana, który zyskał kontrolę nad dementorami, aby wytrącić taką władzę z ręki Lorda Voldemorta wydawało się konieczne. Siły wroga mogły zostać znacznie osłabione - a to była gra warta świeczki. Pokiwałem głową, przenosząc pytające spojrzenie na Percivala, by wyjaśnił czym były śmierciotule.
Powstrzymałem ciężkie westchnięcie cisnące się na usta. Myśl o tym, że znów mieliśmy stawić czoła czemuś podobnemu do dementorów, ich bliskiemu krewnemu, nie napajała mnie ani entuzjazmem, ani optymizmem. Od razu zrobiło mi się jakby zimniej.
- Świetnie - mruknąłem tylko. Vincent zwerbalizował pytania, które mnie samemu cisnęły się na usta. Czy mieliśmy wyczuć zimno i nawiedzą nas znów ponure myśli? Śmierciotule, jak wynikało ze słów Percivala, pożerały jednak wszystko, nie tylko szczęście i duszę. Mogły być jeszcze groźniejszym przeciwnikiem. Jeśli nie zadziała na nie patronus...
- W dżungli raczej szeleści sporo liści - powiedziałem, z nutą ironii, zawiedziony szczątkową ilością informacji, którymi podzielił się z nami Blake - tylko tyle ich posiadał, czy z jakiegoś powodu nie chciał ich wyjawić? Na ten moment wykrycie zbliżającej się śmierciotuli wydawało się niemal... Niemożliwe. Myślałem, że Percival, jako znawca magicznych stworzeń, będzie wiedział o nich więcej.
Słowa Asbjorna o jedynym eliksirze, który mógł nam pomóc również nie napawały optymizmem. Zacisnąłem jedynie usta w wąską kreskę. Pytanie o magomedyka było słuszne, a odpowiedź rozczarowująca - musieliśmy radzić sobie sami.
- Potrafię udzielić pierwszej pomocy, jeśli to będzie konieczne - potwierdziłem krótko słowa Anthony'ego. Nie potrafiłem posługiwać się magią leczniczą, lecz w ciągu kilku lat nauczyłem się jaka dawka eliksiru może być potrzebna - testowałem to na samym sobie.
Moją jedyną reakcją na słowa Asbjorna o pracy w szpitalu było głośniejsze wypuszczenie powietrza nosem w ramach prychnięcia, co zabrzmiało trochę świszcząco, przez to, że był zatkany. Jeszcze lepiej. Czy uzdrowiciele i alchemicy w Szpitalu świętego Munga nie składali jakiejś przysięgi, gdzie miały znaleźć się słowa "po pierwsze nie szkodzić"? Wyszkolono go, aby warzył mikstury ratujące życie, a on to wykorzystał, by je odbierać i podtruwać - godne pożałowania. Ktoś taki miał teraz z nami wyruszyć. Miałem strzec bezpieczeństwa kogoś takiego. Myśl ta była jak ostry kamień w bucie, musiałem go jednak znosić z cierpliwością.
- Mój ojciec niegdyś sporo podróżował, także w okolice Ameryki Południowej, mogę skontaktować się z jego starymi przyjaciółmi, ludźmi zaufanymi, nic jednak nie obiecuję - wtrąciłem się, bo choć pytanie o kontakty było skierowane do Percivala i Vincenta, to i ja w tym temacie miałem coś do powiedzenia, choć sam od lat nie ruszałem się poza Wielką Brytanię. Właściwie to nigdy nie byłem tak daleko od Wysp. Co dopiero na innym kontynencie. Gdyby tylko powód i cel tej wyprawy był inny, odczuwałbym wręcz fascynację, ekscytację towarzyszącą poczuciu, że bliskie spełnienia jest dawne marzenie - teraz jednak w mojej głowie dominowały wątpliwości i niepokój na myśl o śmierciotulach, zdecydowanie zbyt krótkim terminie poszukiwań jak na tak szczątkowe informacje.
- Bagaż należy ograniczyć, lecz przydałaby się chociaż jedna zaczarowana torba. Ktoś taką ma? Mam na myśli torbę na którą nałożono zaklęcie zwiekszająco-zmniejszające. Zmieści więcej. Przydałby się też taki namiot. Jeden, który będzie porządnie zabezpieczony, żeby było bezpieczniej, skoro śmierciotule atakują we śnie. Oczywiście ktoś będzie musiał cały czas trzymać wartę. Najlepiej, gdyby każdy miał po jednej fiolce wywaru żywej śmierci na wszelki wypadek - odezwałem się w końcu, pozwalając sobie, aby niejako podsumować część rozmowy, przynajmniej tę organizacyjną - miałem wszak odpowiadać za ich bezpieczeństwo, na tym więc zamierzałem się skupić. Posłałem przeciągłe spojrzenie pannie Hagrid, kiedy zaoferowała ile ma galeonów jakie może przeznaczyć na tę wyprawę - nieźle jej się wiodło jak na tak trudne czasy. Miała jeszcze większe oszczędności, czy tak była pewna swojego źródła dochodów? Pomyślałem o jej krewnym, o którym rozmawiano podczas niedawnego spotkania Zakonu Feniksa.
- Mam tyle. Całą sumę mamy przekazać z górę tym żeglarzom, którzy zabiorą nas z Wysp Owczych? - zwróciłem się do Skamandera. Dwieście galeonów nadszarpnie mój budżet, niewątpliwie, już ganiłem się w myślach, lecz miałem poczucie, że to konieczne.


when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Cedric Dearborn
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
anger makes you stupid

stupid gets you killed
OPCM : 29
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Schody na piętro - Page 2 Hss7
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Re: Schody na piętro [odnośnik]29.04.21 14:56

- Będzie trudne - nie miał co do tego żadnej wątpliwości - Skoro jednak szukaliśmy zapisków o wyspie i nie wiele znaleźliśmy... - miał na myśli oczywiście współpracę z Tangie na którą w tym momencie wymownie spojrzał, po czym wrócił do Percivala - ...to prawdopodobnie miejsce wciąż jest nie odwiedzane, dzikie. Też myślę, że najpewniej to natura przez te wszystkie lata zacierała ślady przeszłej, ludzkiej ingerencji w krajobraz. Pozostańmy więc dobrej myśli - niewiele więcej im pozostawało - Vincent radzi sobie z florą, a Cedric jest wyjątkowo spostrzegawczy. Działajcie w porozumieniu, wymieniajcie się na bieżąco spostrzeżeniami - współpraca tej dwójki mogła okazać się kluczowa. Jeszcze lepiej byłoby gdyby wszyscy wzięli sobie to do serca więc znacząco przesunął spojrzeniem po wszystkich. Musieli korzystać ze swoich atutów i je nawzajem uzupełniać - Myślę, że to bardzo dobry pomysł. Jeżeli spędzili tam dłużej niż kilka dni, a tak zakładamy, to musieli mieć dostęp do pitnej wody. Jeśli więc na wyspie nie ma ujścia to mogli obozować na obrzeżach wykorzystując decoqunilio - tak jak zasugerował Asbjorn. Nie wiemy też jakie jest samo ukształtowanie wyspy, lecz naturalne schronienia to zdecydowanie coś co wypadałoby zweryfikować w pierwszej kolejności. Choć jaskinie i skalne zagłębienia zdają się być naturalnym pomysłem to jednak miałbym na uwadze to, że tak może nie być na wyspie na której grasują śmierciotule. Jeżeli to cienkie, ciemne płachty to nie ma chyba dla nich lepszego środowiska niż wiecznie ciemna jaskinia. Sprawdzając jakąś powinniście zachować wzmożoną czujność - to było coś o czym pomyślał kiedy tylko połączył przedstawione przez magizoologa fakty na temat tych istot. Ważne by mieli to oni na uwadze. Skinął jednak głową potakująco na podsumowanie Vincenta - W najgorszym - choć wątpił by mieli na to czas.
- Dobrze mieć na uwadze to by w razie konieczności móc uwarzyć eliksir jakiś podczas obozowiska, jednak naciskałbym na to byście w niezbędne zaopatrzyli się jeszcze przed - nie chciał by marnowali w ten sposób tak cenny czas. Tydzień to było naprawdę mało - Jeżeli chodzi o ingrediencje wyostrzające zmysły mam nadmiar eliksiru kociego wzroku. Mam również czuwającego strażnika. Podczas przeprawy statkiem podzielcie się w porozumieniu eliksirami. Będziecie mieli na to odpowiednio dużo czasu - chciał ograniczyć do minimum ich organizację na samej wyspie. Jeżeli mogli zrobić coś przed tym nim staną na lądzie to powinni to zrobić - Jeżeli nikt z was nie ma magicznej torby to mogę użyczyć wam swojej - nie wybierał się na wyprawę, lecz jeżeli istniało coś co mogło zwiększyć ich powodzenie to był wstanie stanąć na głowie byle tylko odpowiednio ich wyszykować.
- Na pewno nie będziesz kontaktował się z nikim z ramienia ministerstwa. Bez względu jak kiedyś dobrze ci się układało z tymi ludźmi teraz to zbyteczne ryzyko. Jak już to ludzie z którymi współpracowałeś od strony Grengrasów. I tylko z tymi, którzy wciąż pozostają z nimi w stałym kontakcie - tak, tych można było faktycznie brać pod uwagę, próbować coś załatwiać. Skinął również głową na chęć weryfikacji potencjalnych możliwości ze strony Vincenta - To nie jest zły pomysł, by ruszyć z Irlandii - wychwycił zaraz później propozycję Cedrica - Spróbujcie więc dowiedzieć się, jakie macie faktyczne możliwości, a potem tak jak powiedział Rineheart - skonfrontujcie. Gdy wybierzecie coś to dajcie znać. Jeżeli chodzi o Macmillanów to spróbuję się dowiedzieć, jak wyglądają obecnie ich szlaki morskie i najpóźniej jutro przekażę tę informację Cedricowi - to więc chyba mieli ustalone.
Jeżeli chodzi o kwestię środków... Cóż, nie mógł być pod wrażeniem majątku, który Tangie przyniosła. Miął jednak na uwadze to co mu mówiła jeszcze parę tygodni temu. Zastanawiała się nad zakupieniem budynku poza Londynem. Skamander był zresztą przychylny temu by jak najszybciej opuściła miasto. Zwłaszcza kiedy coraz częściej angażowała się w działania Zakonu.
- Tangie, Cedric, Asbjorn rozumiem, że wy macie całość. Vincent, powiedziałeś, ze dorzucisz coś od siebie - ile ci brakuje...? I Nott, co z tobą? - Uniósł wyżej jasną brew bo chyba mu się wydawało, ale nie usłyszał chyba od niego żadnej deklaracji w tej materii. Ma, nie ma...? - I tak. Jest to kwota za transport, wikt oraz opierunek w czasie przeprawy statkiem. Całość należy dać kapitanowi po tym, jak znajdziecie się na pokładzie. Kapitan to Svein Sorensen. Jest Norwegiem ale mówi również po angielsku, jak i francusku więc na pewno się z nim porozumiecie. Nie wiem jednak jak jego załoga.


Find your wings


Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : 25
UROKI : 50
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Re: Schody na piętro [odnośnik]30.04.21 14:52
Kiwnął głową w reakcji na słowa Skamandera, który trafnie podsumował wszystko, co udało im się ustalić do tej pory. Choć nie było tego wiele – wyspa pozostawała tajemniczym, nakreślonym obrazowo kształtem na pergaminie – to wbrew pozorom nieco uspokoiły go padające słowa; wszyscy zgromadzeni w salonie wydawali się być biegli w swoich dziedzinach, przy zgodnej współpracy mieli więc szansę sprostać stojącemu przed nimi zadaniu. Przyglądając się ich twarzom, zastanawiał się jedynie, czy byli w stanie to zrobić – dogadać się, zawierzyć wiedzy innych, zaufać sobie na tyle, by w kryzysowej sytuacji nie zacząć szukać wrogów tam, gdzie ich nie było.
Świetny pomysł – mruknął z uznaniem, gdy Asbjorn podzielił się z nimi zaklęciem zdolnym do uzdatnienia do picia morskiej wody; nie znał go – w trakcie podróży najwięcej czasu spędzał na górskich szlakach, rzadko zaglądając do rozstawionego w obozowisku namiotu alchemików – ale wiedział, że tym razem nie będą mogli pozwolić sobie na taki luksus. Odwrócił spojrzenie w stronę Anthony’ego, przytakując; jego uwagi były trafne. – Wiem, jak sprawdzić jaskinię pod kątem bytowania w niej magicznych stworzeń – czy to stale, czy okresowo – ale o ile nie zmusi nas do tego sytuacja, wolałbym nie rozbijać obozowiska w żadnym miejscu z zamkniętą drogą ewentualnej ucieczki. W trakcie wypraw naturalne groty często wykorzystuje się do składowania ekwipunku, przyjrzałbym się im więc głównie pod tym kątem – skoro Bagman wybrał się na wyspę z całą ekipą, a wrócił sam, najprawdopodobniej nie był w stanie zabrać ze sobą wszystkiego, zwłaszcza, jeśli opuszczał to miejsce w pośpiechu. Dzikie stworzenia zapewne rozprawiły się z zapasami żywności, ale nie ma powodu, by tknęły całą resztę – coś mogło się uchować – podzielił się swoimi przemyśleniami, spoglądając raz jeszcze w stronę mapy.
Zerknął przelotnie w stronę Vincenta, gdy wspomniał o możliwej konieczności przeszukania całej wyspy; ten scenariusz wydawał mu się wątpliwy, przeczesanie dżungli metr po metrze zabrałoby im znacznie więcej czasu niż tydzień, ale nie odezwał się – milcząco licząc na to, że zwyczajnie nie będą zmuszeni rozważać takiej opcji. – Mam fiolkę czuwającego strażnika i trochę eliksirów leczniczych – wtrącił, te ostatnie planując przekazać tym spośród nich, którzy potrafili je poprawnie zaaplikować; w jego własnych rękach mogły co najwyżej narobić szkody. – Mogę zabrać też wieczny płomień, na wszelki wypadek – gdybyśmy musieli odwrócić od siebie uwagęi uciekać, dodał w myślach.
Ironiczne wtrącenie Cedrica wywołało u niego rozlewającą się gdzieś za mostkiem falę poirytowania, zacisnął jednak wargi, nim wydostałaby się spomiędzy nich pierwsza z kąśliwych uwag, które przyszły mu do głowy. Przeniósł mało przyjazne spojrzenie na aurora, zastanawiając się, czy to przeziębienie sprawiało, że zachowywał się, jakby był tu za karę, czy może cynizm i zgorzknienie stanowiły stałe elementy jego sposobu bycia. – Trafne spostrzeżenie, w dżungli w istocie rosną liście – odpowiedział, nie potrafiąc się powstrzymać przed wlaniem między głoski odrobiny sarkazmu. – Nie spodziewałbym się jednak wiatru, roślinność jest na to za gęsta – więc w dziewięciu przypadkach na dziesięć szelest będzie alarmujący i raczej bym go nie ignorował. Nawet jeśli nie będzie to śmierciotula, w tropikalnym klimacie żyje mnóstwo innych stworzeń, na które będziemy musieli uważać równie mocno; na tej szerokości geograficznej spodziewałbym się pikujących lich, drapieżnych ryb, jadowitych płazów i gadów – wyliczył, po części dzieląc się informacjami, które posiadał, a po części chcąc odjąć Dearbornowi nieco tej denerwującej pewności siebie. – Co się tyczy śmierciotul – postaram się zebrać o nich tyle informacji, ile zdołam, ale nie wstrzymywałbym oddechu – jak już wspomniałem – przypomniał, spoglądając prosto na Cedrica – ilość czarodziejów, którzy przeżyli ich atak, to dokładnie dwóch, przy czym żaden raczej nie podzieli się już z nami zdobytą wiedzą – dodał, odwracając spojrzenie od twarzy mężczyzny i na powrót skupiając się na poruszanych przy stole kwestiach. Skinął głową potakująco w stronę Tangie, teoria była tylko teorią – ale wydawała mu się na tyle prawdopodobna, że planował sprawdzić jej słuszność przy pierwszej okazji. Kiwnął też głową na wzmiankę o chorobie morskiej, osobiście nie miał z tym problemu – był przyzwyczajony do podróży, również zamorskich – ale wiedział, że dla sporej części czarodziejów była to uciążliwa niedogodność.
Mogę wypożyczyć namioty – zaproponował, kiedy rozmowa zeszła na kwestię bagażu. Te magicznie powiększone, których używali w trakcie smoczych wypraw, od dłuższego czasu leżały nieużywane – raczej nikt nie zauważy, jeśli znikną na tydzień. – Co do transportu – rozeznam się w takim razie pośród zaufanych osób współpracujących z Greengrassami i najpóźniej pojutrze napiszę do Vincenta i Cedrica – zgodził się, choć prywatnie wolałby tę sprawę załatwić wyłącznie z Rineheartem.
Zapytany o kwestię finansową, która wcześniej mu umknęła, przełknął nerwowo ślinę; nie do końca przywykł jeszcze do tego, że na cokolwiek mu brakowało i czuł silny dyskomfort związany z koniecznością przyznania się do faktu, że potrzebował pożyczki – nawet jeśli Tangie rzuciła właśnie na stół sakiewkę pełną pieniędzy. A może właśnie dlatego. – Na ten moment jestem w stanie zorganizować sto dwadzieścia galeonów – przyznał, po czym zwrócił się wprost do kobiety. – Jeśli byłabyś w stanie założyć za mnie resztę z pieniędzy przeznaczonych na wyprawę… Zwróciłbym je jeszcze w grudniu – powiedział, czując nieprzyjemną, rozlewającą się po języku gorycz.


but the blood on my hands
scares me to
death

Percival Blake
Zawód : dowódca grupy smoczych łowców w peak district
Wiek : 34
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler

are we destined
to burn
or will we last the night?


OPCM : 33
UROKI : 42
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t3560-skrytka-bankowa-nr-416#62942 https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
Re: Schody na piętro [odnośnik]03.05.21 0:23
Zdawał sobie sprawę, iż większość przebiegu ich wspólnej misji rozwinie się już na samej wyspie. Szczątkowe, lecz wystarczające informacje były w tym momencie kluczowe. Wyciągali szereg trafnych wniosków, planowali najważniejsze szczegóły niezbędne do kilkudniowego przetrwania. Będąc odpowiednio przygotowanym, wypoczętym oraz uważnym, mieli szansę na powodzenie, rozwikłanie niemożliwej zagadki. Wokół stołu zasiadali wybitni specjaliści; dzięki wymianie różnorodnej wiedzy przetrwają nawet w najtrudniejszych warunkach. Wyprawa miała kosztować ich wiele wysiłku, wyrzeczeń, niewiadomych niebezpieczeństw, których będą musieli być świadomi. I choć ekscytacja nadal rozchodziła się po męskim ciele, powoli, ustępowała również pierwszym oznakom zdrowego stresu rozlanego po wszystkich wnętrznościach. Westchnął przeciągle i przejechał dłonią po zarośniętej twarzy kiwając lekko głową; niesamowite, że wszystko działo się tak szybko: – Zrobimy co w naszej mocy. – odparł na słowa Skamandera, dodając odrobiny otuchy. Mężczyzna miał trochę racji; natura bywa nieprzewidywalna i choć wydawać się mogło, iż prastare ślady znikają, zacierają się wraz z przemijającym czasem, przy pomocy bystrego oka będą w stanie dostrzec chociażby najdrobniejszą zmianę. Pokiwał głową na słowa byłego szlachcica traktujące umiejscowienie obozowiska. Utrudniona droga ucieczki, niepewność co do bezpieczeństwa skalnego wgłębienia mogła kosztować ich utratę czasu oraz siły: – Dodatkowo jeśli za czasów Bagmana, jego obóz korzystał z tego typu miejsc jako schronienie, tak jak wspominałem, będziemy musieli sprawdzić je również pod pretekstem nałożonych klątw. Zajmie to trochę czasu, a wolałbym jednak dmuchać na zimne… Byłbym za propozycją Percivala, ale oczywiście wszystko zweryfikuje się na miejscu. – dodał spoglądając w stronę Zakonnika uzupełniając jedynie jego wyczerpującą wypowiedź. Przez cały czas, spoglądając spod zmarszczonych brwi, rozważał opcje pozostawienia przez poszukiwaczy niechcianych niespodzianek. Badacz jako zawodowy runista mógł zabezpieczyć poszukiwany teren, ukryć swą misterną tajemnicę, aby przez kolejne, długie lata nikt nie zamierzał wkraść się na piaszczysty brzeg. I tak też się stało, lecz zgromadzona w Irlandii, odważna grupa śmiałków, miała zmienić bieg ów historii. – Koci wzrok powonieniem mieć również w swoich zasobach, tak samo jak kilka typowo leczniczych eliksirów. Wszystko trafi do wspólnej puli. – musieli dokonać selekcji, zabrać najpotrzebniejsze przedmioty, aby nie obciążać się aż nad to. Potrzebowali pełni sił; w tym momencie zerknął asekuracyjnie na Dearborna siedzącego pod ścianą. Choć zapierał się, że jego stan zdrowia to nic poważnego, w jego domu działał na warunkach gospodarza. Szybko postawi go na nogi. – Myślę, że taka torba na pewno się przyda. – przyznał od razu, dając znać w pewnym stopniu, iż sam nie posiadał obecnie tak użytecznego, magicznego przedmiotu. Jego podręczna torba była zbyt mała, przestarzała, zrobiona z materiałów niedostosowanych do wilgotnych, parujących tropików. Wysłuchał dodatkowych informacji padających z ust eksperta kiwając lekko głową. Niezbadane obrzydlistwa będą czaiły się w każdym centymetrze kwadratowym zarośniętej powierzchni. Musieli być czujni, mieć oczy dookoła głowy. Wpadł jednak na luźny pomysł: – Niektóre rośliny również nie będą nam przyjazne. Może przygotujemy wam kilka rycin najniebezpieczniejszych gatunków roślin i magicznych zwierząt, na które musielibyście szczególnie uważać? Nie przed wszystkim będziemy mogli was ostrzec, a choć podstawowa znajomość może ocalić nam życie. – nawet jeśli nie mieli na to zbyt wiele czasu, wierzył, że kolorowe obrazy z łatwością zapadną im w pamięć. Pokiwał głową na wieść o kontakcie ze strony łowcy smoków i sam zapisał na pojedynczym pergaminie notatkę, aby jeszcze raz wybadać sąsiadujące miasto, znaleźć idealny skrawek nadmorskiego brzegu, z którego będą mogli ruszyć w dalekie nieznane. Westchnął przeciągle i kątek oka zerknął na kominek kontrolując stan paleniska. Widząc, że drewna tlą się z przyjemnym, dymiącym skwierczeniem, powrócił do narady. Gdy kwestie finansowe wpłynęły na forum wspólne, skrzywił się nieznacznie, gdyż nie lubił być zależny od osób trzecich. Wolał być samowystarczalny, za każdym razem pracować na siebie: – Na ten moment mam do zaoferowania osiemdziesiąt galeonów. Tak samo jak powiedział Percival, jeśli ktoś mógłby za mnie założyć, postaram się oddać jak najszybciej. – powinien w szybkim czasie złapać kilka dochodowych zleceń. Nie chciał zbierać długów, to nie było w jego stylu.



My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : 28
UROKI : 31
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Re: Schody na piętro [odnośnik]04.05.21 20:00
Nie odbierałem słów Skamandera jako pochwałę, raczej jak stwierdzenie faktu, gdy wspomniał, że w lesie pozostanę mimo wszystko czujny, lecz to było coś zupełnie innego. Zawsze miałem do czynienia z ludźmi, czarnoksiężnikami. A nie zwierzętami i lasami, a co dopiero tropikalną dżunglą. Nigdy żadnej nie odwiedziłem, chociaż nasłuchałem się i naczytałem wielokrotnie. Fascynacja mieszała się we mnie z niepewnością.
- Zrobimy wszystko co w naszej mocy - oświadczyłem mimo to pewnym tonem. Naszym obowiązkiem było chociażby spróbować.
Na ironię Percival odpowiedział sarkazmem, ja zaś zawiesiłem na nim badawcze spojrzenie, starając się zachować przy tym raczej beznamiętny wyraz twarzy. Nie wiem, czy taki był jego zamiar, kiedy przypominał o tym co nas czeka, lecz z każdym słowem rzeczywiście ubywało mi pewności siebie. Zacisnąłem usta w wąską kreskę wyobrażając sobie te wszystkie gady, pajęczaki, robactwo i trujące rośliny. Nie chodziło o to, że czułem przed nimi lęk - nie bałem się włochatych pająków, czy węży, raczej o to, że nie odróżniłbym jadowitego stworzenia od takiego, które nie stanowiło zagrożenia. Równało się to albo śmierci przez jadowite ukąszenie, padnięcie ofiarą egzotycznego drapieżnika albo zrobienia sobie wstydu przed byłym Rycerzem Walpurgii. W duchu przekląłem go brzydko, jakby to była jego wina i powstrzymałem ciężkie westchnienie cisnące się na usta.
- Lepiej wziąć więcej, niż jedna, skoro byłoby dobrze zabrać kilka ingrediencji na zapas. Weź ją ze sobą jutro, pożyczę - odpowiedziałem Skamanderowi, gdy powiedział, że może użyczyć nam swojej zaczarowanej torby. Sam nie zamierzałem brać rzeczy osobistych więcej, niż absolutnie konieczne minimum, lecz musieliśmy być przygotowani, jeśli chcieliśmy odnieść jakikolwiek sukces i wrócić stamtąd żywi.
- Byłoby dobrze, Vincent, gdybyście przesłali nam informacje i ryciny roślin oraz zwierząt, których na pewno możemy się tam spodziewać i będą chciały nas zabić - odparłem na słowa Rinehearta z lekkim westchnieniem. Siedem dni to bardzo niewiele na naukę zielarstwa i powrót do lekcji opieki nad magicznymi stworzeniami. Niechętnie musiałem przyznać, że Blake był podczas tej wyprawy więcej niż potrzebny.
- Świetnie. Napisz zatem, jeśli uda ci się wypożyczyć namioty i ile osób pomieszczą. Również dam znać, gdy dowiem się czegoś o podróży - zwróciłem się do Percivala i Vincenta. - Na tę chwilę mam w swoich zapasach eliksir przeciwbólowy, uspokajający i dwie maści z wodnej gwiazdy. Wezmę je ze sobą na wszelki wypadek.
Gdy rozmowa zeszła na pieniądze, a Tangwystl Hagrid okazała się z nas najzamożniejsza, ja także poczułem lekkie ukłucie wstydu - ostatnimi czasy nie wiodło mi się najlepiej, a pieniądze zarabiałem nawet i pracą fizyczną.
- Mogę za ciebie założyć, Vincent - odparłem na wyznanie przyjaciela; miałem jeszcze jakieś oszczędności.


when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Cedric Dearborn
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
anger makes you stupid

stupid gets you killed
OPCM : 29
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Schody na piętro - Page 2 Hss7
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Re: Schody na piętro [odnośnik]04.05.21 22:16
Potaknęła głową, kiedy stwierdzenie wydobyło się z usta Anthony’ego. Będzie ino - to na pewno. Mieli się dostać na wyspę o której informacji nie było wiele. Jeśli nie powiedzieć wcale. I musieli mieć nadzieję, że znajdą tam to, po co jadą - jeśli coś z tego w ogóle jeszcze zostało. Słuchała uważnie, mimo wszystko czując jak buzuje w niej to samo uczucie, którego doświadczyła kiedy zabierała się za kolejną klątwę. Coś na zasadzie strachu i podekscytowania, choć sama nie potrafiła nazwać ich tak wyraźnie. Przesuwała spojrzeniem pomiędzy mężczyznami patrząc w ich stronę rozwartymi, wielkimi oczami. Z tego co mówili nie wiedziała nawet połowy. Kiwała więc głową starając się zapamiętać wszystkie padające informacje przy stole.
- Przyniosłam więcej, pomyślałam, że może poza transportem będziemy musieli coś jeszcze kupić. Nie trzeba ich zwracać, wszyscy mamy ten sam cel przecież. - powiedziała, jednocześnie odpowiadając na pytanie Skamandera i Percivala to na niego jako drugiego spoglądając, żeby unieść wargi w krótkim uśmiechu. Taki sam posłała w kierunku Vincenta. Nie zależało jej na pieniądzach, chociaż znaczyło to, że będzie musiała poskładać jeszcze chwilę na zakup lokalu poza Londynem, mogła zamieszkać na jakiś czas u kogoś znajomego. Ktoś na pewno ją przygarnie. Trixie zawsze wydawała się być do niej lepiej niż dobrze nastawiona. Miesiąc na kanapie to nie było przecież znów aż tak długo.
- Jakby ten, wolałabym żeby tym załatwianiem i pieniędzmi zajął się ktoś z szanownych panów. - zwróciła się do siedzącej czwórki przy stole. - Na dalekich podróżach nie znam się w ogóle. - uniosła dłoń, żeby jej wierzchem potrzeć czubek nosa. - I zdarza mi się, że trochę przepłacę. - przyznała się jeszcze splatając dłonie w nerwowym ruchu na kolanach. Nie raz to już słyszała, ale tak po prostu wychodziło, nigdy nie uważała że to coś złego. - Ale z tego co słyszę to panowie co i jak wiedzą, więc wam zwierzę w tej sprawie. - dodała jeszcze, bo skoro Anthony im ufał, a ona ufała jemu to inaczej wyjść z jej logiki nie chciało.
- Mam trochę ingrediencji, odłamki gwiazdy, popiół feniksa, mandragore, coś z drzewa i oh, przypomniałam sobie ino, beozar i skrzeloziele. Wyślę je do pana Asbjorna. - przypomniała sobie, kiedy mowa zaczęła się toczyć o eliksirach. Ona sama żadnych nie posiadała.
Tangwystl Hagrid
Zawód : Łamacz Klątw, tester nowych zaklęć
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And it's to cold outside
for angels to fly
OPCM : 35
UROKI : 7
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t6463-tangwystl-hagrid https://www.morsmordre.net/t6471-ansuz#165284 https://www.morsmordre.net/t6474-o-cholibka-chwytliwa-nazwa#165288 https://www.morsmordre.net/f211-harley-street-1-2 https://www.morsmordre.net/t6472-skrytka-bankowa-nr-1634#165285 https://www.morsmordre.net/t6837-tangie-hagrid
Re: Schody na piętro [odnośnik]06.05.21 13:52
Poczuł ulgę kiedy jego propozycja uzdatniania wody morskiej spotkała się z ogólną akceptacją. Czuł się wciąż tak, jakby nawet trafione pomysły nie do końca miały prawo bytu, bo były jego. Chłodne spojrzenie Dearborna przypominało mu o tym, że nie do końca zasługiwał na szansę od losu, którą dostał i jego obecność tu nie była tak do końca akceptowana. Zwłaszcza, że Vincent wyciągnął kolejny nieprzyjemny Norwegowi temat.
Będę mieć specyfiki na chorobę morską. Sam mam problem z podróżowaniem statkiem – przyznał, nerwowo bawiąc się palcami. Nerwowość ta ustąpiła nieco gdy Percival uwagą o liściach zgasił Deaerborna. Usta Nowegowi zadrżały kiedy z całej siły starał się nie prychnąć. Merlinie, ta wyprawa mogła być bardzo śmieszna jeśli tak to się będzie dalej utrzymywać.
Spróbuję zorganizować drugą taką torbę, ale nic nie mogę obiecać – powiedział jeszcze przy zmianie tematu, bo od chwili rozglądał się już za takim wynalazkiem. Torba zmniejszająco-zwiększająca była o wiele bardziej wygodna niż taka zwykła, którą miał przy sobie i dziś.
Rozmowy o pieniądzach były dość niezręczne dla alchemika. To właśnie pieniądze wpędziły go w coś, czego tak naprawdę nie chciał robić, czy też raczej brak pieniędzy. Dlatego teraz było mu podwójnie dziwnie. Przesunął wzrokiem po zgromadzonych. Skamander i Dearborn stracili pracę i kiedy ten drugi zaproponował, że może założyć za Rinehearta, Norwegowi zrobiło się głupio. Przecież nawet jakby dołożył i za Vincenta, i za Percivala, to zostanie mu jeszcze pokaźny zapas złota.
Ja założę – powiedział zdecydowanie, spoglądając na Blake'a, na Rinehearta, a następnie na Hagrid i przelotnie na Dearborna. Odchrząknął. – Mam wciąż dostęp do Londynu, stałą pracę w Mungu i prywatne zlecenia. Nie poczuję tego za bardzo. Nawet jeśli komuś by się opóźniło spłacenie – powiedział, po czym spojrzał na Skamandera. Miał nadzieję, że jego argumenty były wystarczające by inni też się chcieli do nich skłonić.
Skinął głową Vincentowi i Tangwystl gdy ci zaoferowali mu kilka ingrediencji. W sumie to z Rineheartem i Percivalem tworzyli dość uzupełniające się trio, które z dżungli mogło wynieść sporo korzyści od ręki – jeśli chodziło o eliksiry i ich składniki. Naczytał się w życiu dość o tym, jakie skarby potrafiły skrywać tropiki.
Mogę spisać co uważam za przydatne. Z mikstur. Ich działanie, ingrediencje. Nawet teraz, zdecydujemy razem co wziąć w pierwszej kolejności – zaoferował, sięgając do swojej torby i wyjmując z niej swój czarny, skórzany notatnik i pióro z kałamarzem. Popatrzył jeszcze pytająco po zgromadzonych, ostatecznie decydując się zacząć spisywać. Głowę podniósł dopiero gdy Anthony poinformował go, że kapitan i załoga w rzeczywistości pochodzili z ojczyzny alchemika.
W razie czego to się z nimi dogadam – powiedział tylko, po czym pochylił się znów nad listą, wypisując kolejne pozycje. – Norwegowie przyjaźniej reagują na swoich – mruknął jeszcze tylko, wiedząc, że jego pobratymcy potrafili być niezwykle dumni.


Asbjorn Ingisson
Zawód : Alchemik na oddziale zatruć w św. Mungu, eks-truciciel
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler

Wiem dokładnie, Odynie
gdzieś ukrył swe oko

OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 36
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t5694-asbjrn-thorvald-ingisson#133833 https://www.morsmordre.net/t5741-juhani#135532 https://www.morsmordre.net/t5740-norweskie-slowko-dnia-to#135522 https://www.morsmordre.net/f138-little-kingshill-hare-lane-end https://www.morsmordre.net/t5742-skrytka-nr-1399#135537 https://www.morsmordre.net/t5743-a-t-ingisson#135543
Re: Schody na piętro [odnośnik]09.05.21 11:13
W zasadzie całe zebranie przebiegło sprawniej niż przypuszczał. Obawiał się nieco tego, jak bardzo inni i zróżnicowani byli chętni oraz ci których wytypował. Przy planowaniu czegokolwiek to nie plan czy założenia były najbardziej wrażliwe na słabości, a właśnie ludzie. Szczęśliwie wyglądało na to, że pomimo mniejszych uszczypliwości wszyscy zamierzali podejść do powierzonego zadania na poważnie. Całe szczęście.
Skinął krótko głową na uwagę Percivala, który miał świadomość tego, jak wygląda praca w terenie i czego należałoby unikać. Powstrzymał się od wywróceniem oczami, kiedy nawiązała się między nim, a Dearbornem kąśliwa uwaga zdań udając zgrabnie, że niczego nie widzi oraz nie słyszy.
- Jak znajdę coś jeszcze co może wam się przydać to dorzucę jeszcze do torby - Z Cedrickiem był w stałym kontakcie, wiec jeżeli padło na to, że będzie im musiał wypożyczyć zaczarowaną torbę to przekazanie jej właśnie jemu wydawało się najłatwiejszym rozwiązaniem.
Kwestia transportu oraz jego opłacenia również zdawała się być domknięta. Skamander był zadowolony z tego, że środki zostały rozsądnie podzielone między zgromadzonych bez nadmiernego obciążania funduszy czarownicy. Wszystko wydawało się być już omówione, ustalone.
- Czy ktoś ma jeszcze jakieś dodatkowe pytania lub wątpliwości? Jeżeli tak to chciałbym to usłyszeć póki jest okazja do tego by rozwiązać problem. Wątpię byśmy mieli możliwość na spokojnie, z wyprzedzeniem jeszcze raz się spotkać przed wyprawą i zadumać się nad jakimiś dodatkowymi problemami. Chciałbym więc by wszystko było jasne dla każdego już teraz - ostatnimi czasy miał dużo na głowie i był wszędzie. Nie stać go było na luksusy pilnowania wszystkiego na okrągło. Domyślał się że część z tu zebranych również - Jeżeli ktoś ma do mnie jakieś sprawy niezwiązane z wyprawą to też mogę zostać chwilę i to załatwić - z Percivalem na pewno chciał zamienić kilka słów w związku z Derbyshire, lecz czy ktoś jeszcze od niego czegokolwiek miał oczekiwać?


Find your wings


Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : 25
UROKI : 50
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Re: Schody na piętro [odnośnik]10.05.21 22:20
Zastanowiłem się krótko nad wspominaną przez czarodziejów chorobą morską. Zdarzało mi się płynąć statkiem, były to jednak podróże na tyle krótkie i szybkie, że chyba nawet nigdy nie zdążyłem się przekonać, czy padnę ofiarą tej przypadłości. Tak długa i daleka podróż, na inny kontynent, na drugi koniec świata to było zupełnie co innego. Wolałem jednak nie martwić się na zapas - nie miałem wrażliwego żołądka i nigdy ani podróże przy pomocy sieci Fiuu, ani na miotle, ani świstokliki nie powodowały u mnie takich dolegliwości. Pozostawało mi mieć nadzieję, że tak pozostanie. Choroba morska w towarzystwie Ingissona i Blake'a... cóż, wolałbym przez nie tym bardziej jej uniknąć.
- Spróbuj - odpowiedziałem jedynie na słowa Norwega, gdy zaproponował zorganizowanie drugiej zaczarowanej torby. Mogła się przydać. Skoro byłaby możliwość zabrania ze sobą większej ilości rzeczy, to warto było z niej skorzystać - przezorny znaczyło zabezpieczony.
W myślach próbowałem wypunktować sam sobie najistotniejsze rzeczy jakie powinniśmy byli omówić. Termin i sposób podróży były już załatwione. O samym celu, wyspie, śmierciotulach i Bagmanie Skamander powiedział tyle ile wiedział. Nie sądziłem, aby cokolwiek przed nami zataił - miał paskudny charakter, lecz nie mogłem mu odmówić profesjonalizmu i rzetelności. Nie ukrywał niewygodnych faktów, dlatego w tej materii mogłem mu ufać.
- Mogę się tym zająć, panno Hagrid, jeśli czuje się pani z tym niepewnie - zaproponowałem. Nie zamierzałem, rzecz jasna, zabrać jej oszczędności, lecz skoro sama przyznawała, że miała niekiedy problem z handlarzami, którzy z łatwością ją oszukiwali i naciągali... Cóż, tak będzie lepiej; zwłaszcza, gdyby w trakcie tej podróży coś nam wypadło, co wymagałoby wyłożenia na stół kolejnych galeonów. Takiej możliwości także nie mogliśmy odrzucać.
Na Asbjorna zerknąłem z ukosa, kiedy wspomniał, że w jego życiu pod kątem materialnym niewiele się zmieniło - cóż, to interesujące, że pomimo kryminalnej przeszłości związanej z truciznami wciąż pracował w szpitalu świętego Munga. Jego posada, w zaistniałych okolicznościach, była Zakonowi Feniksa na rękę, lecz gdy to wszystko się skończy, kiedyś... Wciąż byłem zdania, że powinien ponieść karę za swoje uczynki.
- Na tę chwilę nie. Będziemy w stałym kontakcie listownym - odpowiedziałem Skamanderowi, podchwycając spojrzenie kolejno każdego obecnego w salonie Vincenta. - Nie później niż na dwa dni przed wyruszeniem w drogę wszystko powinno zostać dopięte na ostatni guzik i ostatecznie przygotowane - w kwestii transportu, zaczarowanych toreb, namiotów i galeonów na podróż. Skamander, wyślij sowę z dokładną godziną i miejscem, gdzie mamy się zebrać, by wyruszyć na Wyspy Owcze - podsumowałem. Sam zamierzałem napisać do znajomych ojca kiedy tylko powrócę do Oazy. Miałem nadzieję, że Nike akurat nie wybyła na polowanie - teraz schodziło jej na tym o wiele dłużej, niż dalej, bo opuszczała samotną wysepkę na Morzu Północnym, by znaleźć dla samej siebie pożywienie. Przynajmniej oszczędziłem na przysmakach dla sów...
- Vincent, mówiłeś, że masz jakieś zioła? - zagadnąłem, podnosząc się z krzesła, ale chyba zrobiłem to za szybko, bo zakołowało mi się w głowie przez gorączkę i znowu kichnąłem. Zostawiłem Skamandera z Percivalem, chyba mieli coś do omówienia, a sam podążyłem za Rinehartem do kuchni.

| zt


when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Cedric Dearborn
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
anger makes you stupid

stupid gets you killed
OPCM : 29
UROKI : 25
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Schody na piętro - Page 2 Hss7
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Re: Schody na piętro [odnośnik]12.05.21 15:56
Wydawać się mogło, iż większość poruszonych na spotkaniu kwestii, została dogłębnie omówiona. Cała drużyna zdawała się podchodzić do sprawy rozsądnie, zapominając na moment o prywatnych uprzedzeniach i przeszłych niesnaskach. Słuchał z uwagą tworząc drobne, bieżące notatki. Wolał nie zapomnieć o żadnym aspekcie, do którego został bezpośrednio oddelegowany. Kiwał głową w miarowym rytmie wsłuchując się w kolejne wypowiedzi. Przesunął się na krześle organizując nieco wygodniejszą pozycję. Na potwierdzenie Dearborna, dopisał kolejny, krótki odnośnik mówiąc: – Dobrze, jeszcze dziś siądę do materiałów. – odpowiedział od razu zerkając na przyjaciela. Każda forma zabezpieczenia mogła uratować ich cenne życie. Podróż po nieznanej, tropikalnej wyspie szykowała najróżniejsze przeciwności, z którymi będą musieli się zmierzyć. I choć czasu nie było zbyt wiele, wierzył, że utalentowana grupa zapamięta choć drobne szczegóły wyglądu niebezpiecznych roślin, jak i krwiożerczych bestii. Temat dodatkowych pakunków był faktycznie istotny. Zaczarowane torby dawały możliwość modyfikacji; mogli zabrać więcej nie ryzykując dodatkowego obciążenia i spowalniającego bagażu. Zebranie listy najważniejszych ingrediencji, mogło okazać się pomocne: – Pomysł z listą ingrediencji i mikstur wydaje mi się niezbędny. Każdy z nas ma coś w swoich zasobach, nie będziemy musieli taszczyć nadprogramowego bagażu. – podjął zerkając na rudobrodego alchemika. Sam dysponował wieloma składnikami, które na pierwszy rzut oka wydawały się istotne i przydatne, niezależnie od realnego zapotrzebowania i warunków panujących na dzikim, nadmorskim terenie. Westchnął przeciągle, gdy tematyka finansów rozszerzyła się na wszystkich uczestników. Przez cały ten czas czuł coś nieprzyjemnego, wstydliwego. Zbyt wiele obowiązków zajmujących większość uciekającego czasu, nie pozwalało na dogłębną reorganizację oszczędności. W powolnym tempie wychodził również z kredytu zaciągniętego pod zakup nieruchomości, w której odbywali ów owocne spotkanie: – Swoje rozliczenie załatwię z Cedriciem, ale dziękuję wam za chęć pomocy. – zakomunikował spoglądając na pozostałych, doprecyzowując aby wszystko było jasne i klarowne. W tym temacie wolał współpracować z kimś najbardziej zaufanym, przed którym nie musiał nic ukrywać. Wiedział, że auror wykaże się wyrozumiałością i empatią. On sam postara się, aby jak najszybciej spłacić zaciągnięty dług. Zamyślił się na moment analizując wybrane tematy. Zmierzyli się z najważniejszymi problemami, kilka z nich czekało na potwierdzenie oraz sprawdzenie. Pokiwał głową przecząco nie mając zbyt wiele do dodania podczas zasłyszanego podsumowania. Musiał poinformować niektóre osoby o swojej nieobecności, poprosić o dopilnowanie domu wraz z jej zwierzęcymi mieszkańcami. Justine nie powinna mieć nic przeciwko dostając do swej własnej dyspozycji całą posiadłość. Uśmiechnął się do własnych myśli, lecz głos Skamandera przywrócił go do rzeczywistości: – Możecie zostać ile chcecie. Jeżeli czegoś potrzebujecie, dajcie znać. – oznajmił uprzejmie, po czym podniósł się z krzesła i zabrał za oprzątnięcie stołu. Wziął kilka pustych kubków oraz dzbanek po herbacie. – Chodź. – rzucił do bruneta, który z lekkim niepowodzeniem zmierzał w stronę kuchni. Mężczyzna odstawił naczynia i zerkając na towarzysza pokręcił głową z rozczarowaniem, które rozbrzmiało również w jego głosie; wyglądał naprawdę tragicznie: – Ładnie się urządziłeś… – otworzył jedną z dolnych szafek i rozpoczął poszukiwania zapowiedzianych specyfików. Wyciągnął kilka słoiczków z opisanymi, suszonymi ziołami. Do pustego szkła zaczął wrzucać pojedyncze listki tłumacząc: – Zrobię ci mieszankę z rumianku, ziela krwawnika i odrobiny szałwii. Zaraz dorzucę jeszcze korę dębu, powinienem mieć ją gdzieś w pracowni… – mruknął kompletując lek: – Wystarczy, że zalejesz je wrzątkiem, odstawisz na kilka minut, aby przestygło i zaczniesz płukać tym gardło. Najlepiej rano i wieczorem. Zniwelują ból i stan zapalny. Poczekaj na mnie chwilę… – poprosił, po czym zniknął w odmętach pomieszczeń. Po krótkiej chwili powrócił z naręczem innych składników. Dorzucił omawianą korę i powiedział: – Tutaj pełna mieszanka. Mam jeszcze resztki olejku eukaliptusowego. Będzie idealny do inhalacji. Szybko pozbędziesz się kataru, będziesz też lepiej spał. – uśmiechnął się lekko i wcisnął malutką buteleczkę w ręce Zakonnika. - W spiżarni po dawnych właścicielach poszukam jeszcze soku z czarnego bzu, sprawdzi się na kaszel oraz duszności. Podeślę ci go jeszcze dziś. - Elidor powinna zgodzić się na wieczorną wycieczkę. - Będziesz zdrów jak ryba! – zaśmiał się w głos i poklepał go po ramieniu. Chciał, aby szybko doszedł do siebie, poczuł się o niebo lepiej widząc jak męczy się przy każdym kroku. Najchętniej zaproponowałby mu pozostanie w jego czterech ścianach, jednakże czuł, że odmówi wykręcając się niezwykle pilnymi sprawunkami. Po około godzinie goście opuścili irlandzką posiadłość. Odetchnął ciężko czując lekkie zmęczenie. Dokończył sprzątanie i usiadł w swym prowizorycznym gabinecie podsumowując ustalenia. Adrenalina ponownie zabuzowała w jego wnętrzu. Nie mógł doczekać się tej dalekiej i nieprzewidywalnej dalekiej wyprawy.

| zt



My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : 28
UROKI : 31
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Re: Schody na piętro [odnośnik]13.05.21 14:42
Wszystkie elementy rysowanego stopniowo planu zaczynały się składać w całość, zazębiając się ze sobą i scalając; jeszcze niedoszlifowane, ale mieli na to czas – najważniejszy był fakt, że mimo skrajnych różnic w charakterach, zdawali się wyrabiać względnie spójną i zgodną wizję wyprawy.
Odwrócił się z zainteresowaniem w stronę Vincenta, gdy ten wysunął propozycję przygotowania rycin; nie pomyślał o tym wcześniej, ale musiał przyznać, że rzeczywiście miało to sens – większość ludzi łatwiej zapamiętywała obrazy niż suche fakty, a rozpoznanie trującej rośliny czy groźnego stworzenia na podstawie jego szkicu było na pewno łatwiejsze niż dokonanie tego samego bazując wyłącznie na opisie i własnej wyobraźni. – Przygotuję podręczny atlas magicznych stworzeń, które żyją w podobnym klimacie i mogą stanąć nam na drodze, i prześlę wszystkim kopię – przytaknął, odpowiadając zarówno na słowa Rinehearta, jak i Dearborna; na twarzy tego drugiego zatrzymał spojrzenie nieco dłużej, kiwając głową na wzmiankę o namiotach. – Tak zrobię – obiecał, planując zająć się tym jeszcze tego samego dnia; wiedział, że namioty znajdowały się w południowej wieży, ostatni raz korzystał z nich jednak prawie rok temu – musiał sprawdzić, w jakim były stanie, i czy niczego w nich nie brakowało, pozbyć się ewentualnych uszkodzeń; czekało go pracowite popołudnie.
W reakcji na słowa Tangie pochylił się do przodu, chcąc zaproponować jej pomoc w rozplanowaniu finansowej strony wyprawy – nie robiłby tego po raz pierwszy, organizacją zagranicznych wyjazdów zajmował się od wielu lat – ale uprzedził go Cedric; zamilkł więc, spoglądając jedynie na aurora przelotnie, wcześniej odniósł wrażenie, że nie miał doświadczenia w tej materii – ale właściwie niewiele o nim wiedział, nie planował więc niepotrzebnie się wychylać – to nie było zadanie, które wymagało zaangażowania dwóch osób.
Deklaracja Asbjorna nieco go zaskoczyła; spojrzał na Nowerga, przez moment jakby się zastanawiając, czy na pewno zinterpretował jego słowa poprawnie, ale później uśmiechnął się lekko. – Byłbym zobowiązany – powiedział z wdzięcznością. Ich współpraca do tej pory układała się gładko, a wspólne pochylenie się nad badaniami naukowymi zdawało się stworzyć między nimi jakąś nić porozumienia, co na pewien sposób niwelowało dyskomfort związany z koniecznością zaciągnięcia pożyczki.
Żadne więcej wątpliwości czy kwestie wymagające pilnego omówienia nie przychodziły mu do głowy – był pewien, że pojawią się później, zwłaszcza, gdy ich statek dobije już do brzegów tajemniczej wyspy – ale póki co milczał, odchylając się jedynie na krześle, ale jeszcze z niego nie wstając; spotkanie dobiegło końca, ale jemu i Skamanderowi pozostawały do ustalenia sprawy koordynowanych wspólnie patroli w Derbyshire.

| zt? (chyba, że Antek jeszcze do mnie mówi <3)


but the blood on my hands
scares me to
death

Percival Blake
Zawód : dowódca grupy smoczych łowców w peak district
Wiek : 34
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler

are we destined
to burn
or will we last the night?


OPCM : 33
UROKI : 42
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t3560-skrytka-bankowa-nr-416#62942 https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Schody na piętro
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach