Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Pracownia alchemiczna
AutorWiadomość
Pracownia alchemiczna [odnośnik]29.10.20 20:06

Pracownia alchemiczna

Dla rodu zajmującego się produkcja fajerwerków pracownia alchemiczna jest jednym z kluczowych miejsc w pałacu. Znajduje się w jego północnej części, na parterze, ze wspaniałym widokiem na ogród. Pomieszczenie jest dość przestronne, choć wręcz roi się tu od półek i półeczek przepełnionych składnikami i gotowymi specyfikami. Stanowisk do warzenia jest kilka, a przy jednej ze ścian stoi wygodna sofa ze stolikiem oraz niewielki regał z książkami, tak aby w razie czego móc wygodnie odświeżyć swoją wiedzę. Podobno niegdyś któryś z członków rodu zaczarował pomieszczenie tak, aby nie mogło spłonąć, bądź też płonęło znacznie wolniej, chociaż dziś już nikt nie wie, czy jest to prawda. Zaklęcia mogły zaniknąć lata temu.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Pracownia alchemiczna Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Pracownia alchemiczna [odnośnik]29.10.20 22:08
| 18 lipca

Nie miało jej być dziś w Beaulieu. Większość służby była przekonana, że kasztanowo włosa lady wybyła dziś na ogrodowe przyjęcie w okolicy, aby reprezentować rodzinę. Pogoda jednak zawiodła i deszcz spadł wkrótce przed wyjściem lady Selwyn, która zdecydowała, że co to, to nie: ona po błocie chodzić nie będzie i woli zająć się pilniejszymi sprawami, niżeli zabawianiem okolicznej gawiedzi i psucie nowych, eleganckich butów. Nie była klaunem, aby dobrze bawić się na łonie natury.
Szybko zmieniła więc strój na nieco bardziej roboczy (choć wciąż całkiem zdobny i bogaty, nie była przecież uboga!) i wraz z Caren udała się do pracowni, gdzie czekało ją przygotowanie kilku ciekawych receptur na zamówienie. Służka na jej polecenie przygotowała wszystko, gdy lady Selwyn, siedząc na wygodnej kanapie, przeglądała księgę traktującą o eliksirach, na które szczególny wpływ miało ułożenie gwiazd na nieboskłonie.
Gdy służka wszystko posłusznie przygotowała, stanęła z boku, a Wendelina stanęła przy stanowisku pracy, czując przyjemny dreszcz na plecach. Alchemia, jej słodka alchemia. Była niczym najpiękniejsza pieśń, którą lady Selwyn mogła słuchać w kółko i w kółko. Nigdy jej nie nudziła.
Wszystko miała pod ręką, perfekcyjnie przygotowane przez Caren, jednak nie omieszkała się krzywo spojrzeć na młodą kobietę, gdy okazało się, że fiolki nie są ułożone alfabetycznie, według nazwy składników. Kiedy ta dziewczyna w końcu się nauczy, że porządek był w tej dziedzinie k l u c z o w y?
Postanowiła stworzyć złoty eliksir, sięgając po jakże cenną figę abisyńską. Wrzuciła ją do kociołka, gdy tylko ten się zagrzał. Następnie zaczęła wybierać kolejne ingrediencje, zgodnie ze znanym jej przepisem. Kwiaty akacji dla zapachu, kora lipy dla poprawy leczniczego efektu. Do tego skrzydełka elfa dla poprawy smaku oraz krew wieloryba, aby rany lepiej się goiły. Zaczęła ostrożnie mieszać w kociołku, wiedząc, że to dość trudny specyfik i należy zachować jak największą ostrożność, aby go nie zniszczyć. Ale była przecież profesjonalistką, czyż nie? Jeśli komuś miały wychodzić tego typu eliksiry to właśnie jej.
Caren stała cały czas w boku, obserwując Wendelinę z uwagą. Nie miała większego pojęcia o alchemii, ale dobrze wiedziała, że sztuka ta potrafi być niebezpieczna. W jej oczach błyskał wiec niepokój.


Czy wiesz, że gdy fajerwerki wybuchają swoim jasnym blaskiem w powietrzu można wyczuć zapachkwiatu bzu?

Wendelina Selwyn
Zawód : tworzę gwiazdy, co nikną po chwili
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Gdy Wasz świat spłonie, mój rozkwitnie pełnią swoich sił
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Chyba słyszę ognia trzask
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8170-wendelina-selwyn-budowa#234905 https://www.morsmordre.net/t8254-shaula#238605 https://www.morsmordre.net/t8252-wendelina-selwyn#238596 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t8256-skrytka-bankowa-nr-1956#238609 https://www.morsmordre.net/t8255-wendelina-selwyn#238606
Re: Pracownia alchemiczna [odnośnik]29.10.20 22:08
The member 'Wendelina Selwyn' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 21

--------------------------------

#2 'k8' : 8, 7, 7, 2, 2
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Pracownia alchemiczna Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Pracownia alchemiczna [odnośnik]30.10.20 1:14
Najdokładniej wyselekcjonowana porcja krwi miała dziś trafić do lady doyenne Morgany. Jak zawsze Wren zjawiła się na miejscu punktualnie, wpuszczona do pałacu przez wierną służbę i skierowana do ochmistrzyni, która miała zająć się odebraniem niby to alchemicznych ingrediencji. Namiestniczka rodu podobno nie miała dziś ni czasu, ni chęci na prywatne spotkania, zbyt zaaferowana politycznymi koligacjami i ich wrażliwą, poddawaną ostatnio próbie naturą; Azjatka nie odbierała tego jednak w kategoriach jakiejkolwiek oznaki niechęci czy potwarzy. To ona odpowiadała na wezwanie szanowanej doyenne, to ona zjawiała się w wyznaczonym przez nią miejscu, o wyznaczonym czasie, gotowa nieść posługę jakiejkolwiek maści, jeśli takim byłoby życzenie selwynowskiej wyroczni - nie odwrotnie. W ciszy przemierzała zatem korytarze rodzinnych włości, cieszyła oko widokiem znajomych obrazów i bogatych mebli mijanych po drodze, ornamentalnych wrót prowadzących do mniej lub bardziej kojarzonych komnat; nozdrza koił przyjemny, unoszący się w powietrzu zapach charakterystyczny całej posiadłości.
Za czwartym zakrętem na ich spotkanie wyszła kolejna ze służek, informując, że sama ochmistrzyni zostawała wezwana do niecierpiących zwłoki spraw, polecając odebranie specyfiku niejakiej Caren, podwładnej młodej lady Wendeliny, która znajdować się miała w alchemicznej pracowni. Dość niecodzienne położenie, Wren zmarszczyła więc brwi w zrozumiałym grymasie, bez słowa podążając jednak za swoją przewodniczką aż do drzwi wskazanej lokacji. Dobiegał zza nich szmer, odgłos delikatnego bulgotania, toteż z rosnącym coraz bardziej podejrzeniem czarownica wkroczyła do środka, gdy służąca otworzyła przed nią wrota, ukazując jednocześnie burzę czerwonych pukli pochłoniętej pracą szlachcianki. I czarownica natychmiast zamarła na jej widok. Towarzyszyła jej inna kobieta, przelękniona i dziwnie poszarzała, jakby wyzuta z jakiegokolwiek blasku w porównaniu do swej protektorki. Zapewne owa Caren.
- Lady Wendelino, proszę mi wybaczyć - odezwała się prędko, miękko, odpowiednio modelując głos. W obecności szlachty zawsze przybierała melodię łagodną i kulturalną, wyważoną, spokojną. Nie zamierzała godnie urodzonych urazić choćby jedną błędnie wybraną nutą. - Zapewniano mnie, że będzie tu wyłącznie osoba odpowiedzialna za odebranie zamówienia dla lady doyenne Morgany. Najwyraźniej - nastąpiła pomyłka - czerwień rozdrażnienia rozbłysła w czarnych oczach, gdy spojrzeniem spiorunowała towarzyszącą sobie młódkę. Dziewczę szybko zaczęło zaistniałą kwestię wyjaśniać, niestety tłumacząc się jednak dość zawile, nieporadnie. Nieprzekonywująco. Z pewnością zawiodła na tej linii więcej niż jedna osoba, ale to na niej skupić się miały wszelkie cięgi poniesione za niedopatrzenie. Była najbliżej ognia. - Szczerze przepraszam za najście, lady - Azjatka ponownie zwróciła się do Salamandry, z wyraźnym - i oczywistym - szacunkiem pochylając przed nią głowę.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Pracownia alchemiczna [odnośnik]31.10.20 11:50
Choć lady Selwyn miała ręce ze złota, jeśli chodzi o warzenie eliksirów, czasem coś, jak zły składnik bądź zbyt nachalne spojrzenie służki, sprawiało że wywar po prostu się warzył. Tak było i tym razem. Mieszkała w kociołku powoli, z dużą uwagą, a następnie… plump. Coś zabulgotało nieprzyjemnie, coś jęknęło, w powietrzu uniósł się zapach zgniłych jaj, a lady Selwyn zauważyła, jak specyfik nie przybiera barwy zbliżonej do złota, a raczej przypomina brązowego gluta.
Caren, co ja ci mówiłam? – spytała służki ze skrzywionym wyrazem twarzy. – Nie obrałaś dokładnie figi, prawda? Ugh! Czy ja mam zamienić ciebie na kogoś bardziej kompetentnego!? Wyczyść to. Natychmiast! – rozkazała, powstrzymując się przed niemalże rzuceniem kociołkiem.
Dziewczyna nie czekała, robiąc pół kroku w jej stronę, ale wtedy drzwi do laboratorium otwarły się i Wendelina ujrzała w nich dość młodą kobietę o orientalnej urodzie, która niewątpliwie musiała usłyszeć przynajmniej część z wymiany zdań pomiędzy lady a jej służką. Wendelina nie potrzebowała jednak wyjaśnień, aby wiedzieć, kim jest stojąca w okolicy drzwi nieznajoma. W końcu cały pałac plotkował o tym, że lady dyenne Selwyn zachowuje swoją niezwykłą urodę dzięki wsparciu chińskiej wiedźmy i choć Wendelina jak na razie nie spotkała dostawczyni krwi od Morgany, trudno było uznać ją za kogoś innego. Miedzianowłosa raczej wiedziała, kto pałęta się po pałacu i nie słyszała o żadnej innej skośnookiej, która mogłaby kręcić się po okolicy.
Niemniej, gościa należało przyjąć jak najmilej, zwłaszcza, gdy była to osobowość ceniona przez cioteczkę. W końcu Morgana współpracowała tylko z tymi, których naprawdę ceniła. Jako silna i poważna kobieta mogła w końcu przebierać wśród takich osób, co oznaczało tyle, że ciemnowłosa, niezależnie od swojego wyglądu (ugh, był tak… nieszlachecki), była jedną z najlepszych w swoim fachu. Przybrała więc natychmiast pełną oficjalnej dobroduszności minę, robiąc kilka kroków w stronę kobiety. Jednocześnie dała znać Caren, aby ta posprzątała bałagan, który przecież sama narobiła.
Witam, panno…? – zawiesiła głos, czekając, aż kobieta się przedstawi. Lady Selwyn nie czuła się tym wprawdzie szczególnie zainteresowana, ale lepiej było wiedzieć, z kim się rozmawia. Tak na przyszłość. – Och, tak, tak, owszem, miało mnie dziś nie być w Beaulieu, ale moje plany uległy lekkim zmianą, proszę się nie martwić. Caren miała tu zostać, aby posegregować moje ingrediencje, rozumie panna, czasem trudno nie zgubić się w tej ilości dobrodziejstw – wyjaśniła, machając ręka. Wendelina dobrze wiedziała, jak istotne są dla jej cioteczki zamówienia, toteż ruszyła w stronę kobiety: – Ależ to może nawet lepiej wyszło, sama zaopiekuje się tym, co ma panna dla mojej cioteczki. Ale może najpierw: napije się panna czegoś? – spytała, wskazując kanapę. Niegrzecznym było przyjęcie jakiegokolwiek gościa bez zaproponowania herbaty. To przecież takie… niebrytyjskie. Chociaż panna Chang, zważając na jej pochodzenie, chyba nie powinna mieć takiej świadomości. Wendeliny nieszczególnie interesował brak większego akcentu w słowach kobiety.


Czy wiesz, że gdy fajerwerki wybuchają swoim jasnym blaskiem w powietrzu można wyczuć zapachkwiatu bzu?

Wendelina Selwyn
Zawód : tworzę gwiazdy, co nikną po chwili
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Gdy Wasz świat spłonie, mój rozkwitnie pełnią swoich sił
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Chyba słyszę ognia trzask
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8170-wendelina-selwyn-budowa#234905 https://www.morsmordre.net/t8254-shaula#238605 https://www.morsmordre.net/t8252-wendelina-selwyn#238596 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t8256-skrytka-bankowa-nr-1956#238609 https://www.morsmordre.net/t8255-wendelina-selwyn#238606
Re: Pracownia alchemiczna [odnośnik]31.10.20 21:53
Uroda Wendeliny była posągowa. Lico gościło na prywatnych portretach i rodzinnych malowidłach, stąd też możliwość łatwego rozpoznania jej w kłębach szarych oparów i odorze zgniłych jaj; otoczka kotła wskazywała na to, że warzony w nim eliksir przeznaczyć można było na zmarnowanie i przez moment Wren zamarła w przerażeniu, że to jej wtargnięcie do pomieszczenia spowodowało tę katastrofę. Lecz - nie. Strzępki zasłyszanej podczas otwarcia drzwi rozmowy wskazywały na to, że zawiodła rzeczona służka, której szukała wraz z inną młódką, Caren, nieumiejętnie obchodząc się z ingrediencjami potrzebnymi do stworzenia mikstury. Doskonale. Azjatka nie miała oporów przed tym, by przyglądać się twarzy ganionej, zlęknionej dziewczyny, o ile te rysy nie należały do niej samej. Złość Wendeliny wydawała się też odpowiednio nacechowana rodowym ogniem; plułaby płomieniami, gdyby tylko mogła, zapewne już od momentu opuszczenia jaja.
- Och, na dodatek zdumienie zrodziło nietakt. Proszę mi wybaczyć - Wren Chang, lady Wendelino - przedstawiła się prędko, miękko, raz jeszcze pochyliwszy szyję w fizycznym okazie szacunku, zanim wzrok czarnych tęczówek powrócił do szlachetnych rysów damy. Aż dziw, że przy podobnej urodzie i biegłości w eliksirach - choć tego czarownica potwierdzić własnymi słowy nie mogła - młoda Salamandra wciąż pozostawała niezamężna. - Nie miałyśmy okazji spotkać się twarzą w twarz, ale wiele pochlebnych słów słyszałam na lady temat od lady doyenne - zapewniła kurtuazyjnie, ale także szczerze. W ostatnich miesiącach coraz mniej wiernych cór Selwynów pozostawało na salonach, wielu z członków tak szanowanej rodziny rozbiegło się do szczurzych kanałów, porzucając za plecami dostojne życie i obowiązek wobec przodków - coś, czego Chang nie była w stanie pojąć.
Akcent w jej mowie był czysto brytyjski - urodziła i wychowała się wszakże na tych ziemiach, w połowie płynęła w niej równie brytyjska krew, choć do rodziny od strony matki przyznawała się dość niechętnie. Nie dlatego, że byli niegodni, być może splugawieni brudną krwią nieznanego pochodzenia, broń Merlinie! Byli po prostu nieznośni.
- Rozumiem, oczywiście - przytaknęła na wyjaśnienia Wendeliny, zaraz potem śledząc wzrokiem wskazany przez nią mebel. Czyżby miały spędzić we wzajemnym towarzystwie trochę czasu? Nie ukrywała, że była ciekawa tej damy; wydawała się władcza i enigmatyczna, tak podobna samej Morganie. - Jeśli nie przeszkadza lady moje towarzystwo, nie odmówię herbaty - odparła z ledwo dostrzegalnym uśmiechem, ruszyła też za Selwynówną do wypoczynkowego kącika, dłońmi jak najdelikatniej układając torbę z drogocenną zawartością na skrawku wolnego obok siebie miejsca. Za moment zamierzała wręczyć ją Salamandrze, wpierw jednak zaadresowała zrodzoną z autentycznego zainteresowania kwestię, - Czym w zamierzeniu miał być warzony przez lady eliksir, jeżeli to nie tajemnica? - Zwykle z alchemią miała do czynienia jedynie podczas spotkań z Frances, było to zatem dość niespodziewaną i skądinąd miłą odmianą - poznać punkt widzenia kogoś innego.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Pracownia alchemiczna [odnośnik]01.11.20 14:15
Ogniste salamandry, jako stworzenia niebywale szlachetne, musiały się oczywiście odznaczać niezwykłą urodą. To dla lady Selwyn było jasne. Nic dziwnego, że jej ciotka wciąż zwracała uwagę na salonach. Ona sama też uważała się za istotę równie inteligentną, co piękną, choć wcale nie próżną. Była wdzięczna losowi za swoje urokliwe lico, ale o wiele bardziej ceniła sobie swój giętki umysł naukowca.
Naprawdę, proszę się tym nie zamartwiać. Moim błędem było, że nie poinformowałam służby o zmianie planów. – Wendelina była tego dnia wyjątkowo łaskawa. – Och, milo mi to słyszeć. Mimo różnicy wieku oraz rodzinnej hierarchii musze przyznać, ze cioteczka jest mi wyjątkowo bliska sercu i uradowana jestem, że mogę zwać ją swoją bratnią duszą. Gdybyśmy pochodziły z tego samego pokolenia bez wątpienia byłybyśmy siostrami i najlepszymi przyjaciółkami – odparła. – To wspaniała kobieta, doprawdy.
Zrobiło jej się ciepło na sercu, gdy wspomniała swoją ukochaną krewną, bez której jej ród już dawno stoczyłby się na dno. Nie było w całej Wielkiej Brytanii wspanialszej kobiety niż lady doyenne Morgana Selwyn.
Wendelina także nie była w stanie zrozumieć, jakim cudem córy salamandry mogły odejść od swojej przodkini, jej wlanej imienniczki. Nie było w magicznym świecie drugiej tak silnej i ognistej kobiety. Lucinda jednak już od dawna była chyba skazana na usunięcie ze skorowidzu, a Isabella, co tu kryć, najwyraźniej po prostu oszalała.
W najmniejszym razie. – Właściwie trochę tak, lady Selwyn wolałaby jednak spędzić na warzeniu dłuższa chwilę, a mimo wszystko towarzystwo dostawczyni krwi nie było zbyt znamienite, ale współpracownicy cioteczki musieli czuć się docenieni. – Caren, zawołaj skrzaty, niech przyniosą zastawę – rozkazała.
Już po kilku chwilach do pracowni przyszły dwa skrzaty, niosąc stolik na którym błyszczały wytłoczone porcelanowe filiżanki z wytłoczonymi, złotymi zdobieniami w kształcie salamander. Drogie, ręcznie robione, z najlepszej jakości naparem wewnątrz. Jeden ze skrzatów prędko zabrał się za podawanie kobietom naparu, który był w temperaturze idealnej do picia.
Och, proszę mi o nim nie przypominać. – Machnęła ręką. – Niestety, to była niezwykle… niestabilny specyfik, drobny błąd wystarczy, aby go zniszczyć, a nie łatwo o kompetentną asystę – wyjaśniła, kręcąc głową. – Planowałam jednak w następnej kolejności skupić się na tak zwanym kameleonie; niezwykle przydatny eliksir i smakuje iście słodko. Próbowała go niegdyś panna?
Napiła się z filiżanki i następnie, czując ukłucie ciekawości, spytała:
Zdobywa panna krew dla mojej cioteczki, czyż nie? To bez wątpienia fascynujące przewieziecie. Niech mi panna zdradzi, trudny jest to fach? – Jako dama nie mogłaby sobie pozwolić na paranie się czymś takim, ale jej naukowy umysł z radością poznałby sposób zdobywania tego typu rzadkich składników.


Czy wiesz, że gdy fajerwerki wybuchają swoim jasnym blaskiem w powietrzu można wyczuć zapachkwiatu bzu?

Wendelina Selwyn
Zawód : tworzę gwiazdy, co nikną po chwili
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Gdy Wasz świat spłonie, mój rozkwitnie pełnią swoich sił
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Chyba słyszę ognia trzask
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8170-wendelina-selwyn-budowa#234905 https://www.morsmordre.net/t8254-shaula#238605 https://www.morsmordre.net/t8252-wendelina-selwyn#238596 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t8256-skrytka-bankowa-nr-1956#238609 https://www.morsmordre.net/t8255-wendelina-selwyn#238606
Re: Pracownia alchemiczna [odnośnik]01.11.20 21:25
Kilka pierwszych spojrzeń i posłyszanych słów wystarczyło, by dojrzeć w Wendelinie pierwiastek jej ciotki. Aż brał dziw, że Morgana nie była jej matką - a krewną odrobinę dalszą, choć z pewnością przykładającą uważną rękę do wychowania młodej arystokratki. Ognistowłosa Salamandra miała niebywałe szczęście. Wren oddałaby wszystko - i jeszcze więcej -, by w adolescencji choć kilka miesięcy spędzić pod czujnym okiem lady doyenne, pozwolić jej wykuć się z surowego kamienia na stworzenie zrodzone z samego ognia. Zamiast tego musiała jednak wykuć się sama. Ociosać zimny, uparty kamień własnym dłutem, na wzór - nikogo. Zaledwie wyobrażenia o wielkości, o tym, czym była prawdziwa siła, niezależność, świadomość wyznaczająca bieg swojego przeznaczenia.
- Do tego niezwykle inspirująca - zgodziła się z Wendeliną; żadna ze zwrotek hymnu wychwalającego Morganę pod niebiosa nie była przesadzona.
W ciszy przyglądała się ustawiającym herbaciany kącik skrzatom, choć jej wzrok prędko przykuły drogie, rodowe filiżanki ozdobione gadzim ornamentem. Salamandry układały się w kształty ze szczerego złota; aż żal było kaleczyć je ludzką ręką.
- Beaulieu nigdy nie zawodzi pięknem - skomentowała miękko Wren, przeniosła spojrzenie na swoją rozmówczynię, jednocześnie przyjmując od skrzata ustawioną na spodeczku filiżankę. Herbata była gorąca, parowała kosztownym zapachem, lecz czarownica nie była w stanie sprecyzować jakie dokładnie składniki mogła w nim poczuć. Wspomnienie kameleona sprawiło natomiast, że coś w czarnych oczach błysnęło enigmatycznie; pamiętała jego działanie na mugolskim ciele Susan jeszcze tak niedawno, pamiętała wstrętne wybroczyny malujące skórę gamą purpury i czerwieni. - Słyszałam o nim, ale nigdy nie miałam okazji posmakować. Nigdy nie widziałam też jak działa - przyznała; zajęcia z warzenia eliksirów w Hogwarcie były jedyną prawdziwą okazją na zmierzenie się ze sztuką alchemii, lecz Wren nie poświęcała im wcale zbyt dużo uwagi. - Kojarzy mi się jedynie, że przybiera ulubioną barwę warzącego, mam rację? Jaki kolor pojawi się w lady kociołku? - spytała kurtuazyjnie, głosem nienachalnym, łagodnym - ale pewnym.
Łyk herbaty ze strony szlachcianki zachęcił ją do uczynienia tego samego. Zazwyczaj oczekiwała, aż towarzyszący jej arystokraci sięgną po napój czy przekąskę jako pierwsi, jednocześnie wyznaczając kierunek spotkania i sygnalizując, że goście o niższym statusie mogli również tą drogą podążyć. Automatyczna reakcja, wykształcona praktyką lat; Wren z nieukrywaną przyjemnością przełknęła porcję naparu, ciesząc podniebienie jego ciepłym, przepysznym smakiem. Aromatem przypominał samo Beaulieu.
- To właśnie robię, lady Wendelino - przytaknęła, na moment odłożyła też filiżankę na stół, sięgnąwszy do ułożonej obok siebie torby. Ostrożnymi ruchami poszukiwała w jej wnętrzu szkatułki. - Czy trudny - cóż, na pewno pracochłonny. Wymaga odpowiedniego przygotowania i logistyki, by prędko nie stracić mugolskiego zapasu, czy nie wzniecić w nim marnującego czas buntu - wyjaśniła. W końcu w jej dłoniach pojawiło się czarne puzderko. Wykonane z ciemnego drewna, jego wieko było żłobione ozdobą przypominającą plującą ogniem salamandrę. Chang dbała o szczegóły - a już zdecydowanie o rodową symbolikę. - Otaczanie się bezmyślnymi kreaturami nie jest szczytem przyjemności żadnej szanującej się czarownicy, lady, lecz ktoś musi podjąć się tego zadania, by dbać o to, co naprawdę ważne - o arystokratki, o ich zadowolenie, o uśmiech na bladym, młodym licu. Z tymi słowami zaoferowała ognistowłosej przyniesioną szkatułkę. - Dziesięć fiolek zamówionych przez lady doyenne, lady Wendelino. Pochodzą od nowej dziewczyny, grzesznie pięknej, choć anielsko czystej. Wierzę, że lady Morgana będzie zadowolona - zakończyła z cieniem uśmiechu.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Pracownia alchemiczna [odnośnik]03.11.20 19:55
Lady Selwyn kiwnęła głową, zadowolona z komplementu, zgadzając się z nim w zupełności. Właściwie to może nie była aż taka zła? Być może pochodziła z niższej warstwy, ale przecież i tacy ludzie byli jej potrzebni. Gdyby było inaczej nie zatrudniłaby ani Caren, ani Elviry, chociaż w żyłach tej drugiej przynajmniej płynęła szlachetna krew. Nie wydawało jej się, aby poszukiwaczka szlamowatej krwi mogła poszczycić się tym samym.
Och, naprawdę? Wielka szkoda. Tak, tak, w rzeczy samej – przytaknęła, gdy w swojej wielkiej łaskawości wpadła na wyborny pomysł: – Ale skoro tak, właściwie mogę pannie zaprezentować, jak wygląda. Caren? Przygotuj kociołek. No już, już, ile możesz tu sprzątać? Na litość Merlina… – Pokręciła głową, wracając spojrzeniem do swojej rozmówczyni.
Nie mogła jednak wstać i od razu warzyć, bo jej służka potrzebowała chwili, aby ponownie ustawić kociołek oraz składniki. Miała jednak nadzieje, że niewdzięczna dziewucha upora się z tym prędko.
Tak, niewątpliwie. Jakie zaklęcia są względem nich najskuteczniejsze? Pytam, rozumie panna… przez względy naukowe. W takim razie cieszę się jedynie, że są wśród nas tacy, jak panna, którzy rozumieją, co na tym świecie jest istotne. Uroda być może przemija, ale to nie oznacza, że ma przeminąć zbyt szybko. – Gdyby tylko miała dostęp do kamienia filozoficznego! Niestety, na ten moment pozostawało to jedynie w sferze jej marzeń. – Rozumiem, mogę je przyjąć? – spytała, wyciągając dłoń. – Caren? Skończyłaś przygotowania? – spytała, wstając: – Schowaj fiolki, dobrze wiesz gdzie – rozkazała. – A pannę zapraszam, zapraszam, byle ostrożnie. To nie powinno potrwać długo. Tylko proszę nie pochylać się nad kociołkiem, to nieszczególnie dobry pomysł – poinstruowała ją.
Już chwile później lady Selwyn stała ponownie nad kociołkiem. Ogień pod nim trzeszczał przyjemnie, a Wendelina wzięła głęboki oddech, mając na ustach szeroki uśmiech. Sięgnęła w pierwszej kolejności po język kameleona.
To kluczowy składnik, choć nie serce – wyjaśniła. – Sercem jest zaś żądło mantykory, proszę, niech panna zobaczy. Cenny, przepełniony magia składnik, nie można go niczym zastąpić w tej recepturze – wyjaśniła, wrzucając do kociołka obydwa składniki.
Mieszała przez chwile, zachowując pełną ostrożność. Nie była amatorem, wiedziała, jak to się robi.  Następnie chwyciła dziób sroki oraz krew wilka, na sam koniec dodając pyłek kwiatowy.
Pochodzący z kwiatów składnik wspomoże zmianę koloru – wyjaśniła, zafascynowana samym faktem tworzenia nowego eliksiru.

| eliksir kameleona


Czy wiesz, że gdy fajerwerki wybuchają swoim jasnym blaskiem w powietrzu można wyczuć zapachkwiatu bzu?

Wendelina Selwyn
Zawód : tworzę gwiazdy, co nikną po chwili
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Gdy Wasz świat spłonie, mój rozkwitnie pełnią swoich sił
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Chyba słyszę ognia trzask
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8170-wendelina-selwyn-budowa#234905 https://www.morsmordre.net/t8254-shaula#238605 https://www.morsmordre.net/t8252-wendelina-selwyn#238596 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t8256-skrytka-bankowa-nr-1956#238609 https://www.morsmordre.net/t8255-wendelina-selwyn#238606
Re: Pracownia alchemiczna [odnośnik]03.11.20 19:55
The member 'Wendelina Selwyn' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 69
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Pracownia alchemiczna Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Pracownia alchemiczna [odnośnik]03.11.20 20:58
W widoczny sposób czarownica ożywiła się na dźwięk łaskawej propozycji. Jej oczy zapłonęły nieukrywaną - bo po co? - ciekawością; od zawsze uwielbiała przyglądać się procesom alchemicznym w pracowni Burroughs, często spędzając tam więcej czasu, niż powinna, w ciszy chłonąc naukową precyzję i bezgłośną logistykę odpowiadającą za przyrządzenie udanej mikstury. Przesiadywała przy ciężkich od składników i kociołków stołach, podpierała głowę na dłoni i po prostu patrzyła - a teraz mogła zobaczyć, w jaki sposób pracowała szlachetna panna Selwyn. Czy będzie to metodyka podobna? Czy coś w jej schematach działania będzie znacząco się różnić?
- Obserwowanie lady w działaniu będzie dla mnie nie tylko zaszczytem, ale też przyjemnością, przyznaję - odparła kurtuazyjnie, wzorem Wendeliny nie podnosząc się jednak jeszcze z kanapy. Caren wciąż pozbywała się resztek spartaczonej mikstury, wywietrzała pomieszczenie z nieprzyjemnego odoru i przygotowywała wszystko, by jej przełożona mogła zadanie rozpocząć na nowo. Dopiła zatem pyszną herbatę, jednocześnie mrucząc cicho w zamyśleniu, gdy arystokratka wyraziła głębsze zainteresowanie tematem jej dziewcząt - głębsze niż wiele równych jej dam. Zazwyczaj wyższe sfery o mugolskim ścierwie rozprawiały niechętnie, Salamandra jednak wydawała się głodna wiedzy, wszechstronnie, a to należało szanować.
- Z oczywistych względów ich ciała reagują mocniej właściwie na każde zaklęcie. Odnoszą większe obrażenia, ich miałkie głowy łatwo uginają się pod inkantacjami wpływającymi na nastrój czy myśli - tłumaczyła na tyle konkretnie, na ile było to możliwe. Działania magicznych inkantacji na ciała mugoli nie było jeszcze dogłębnie zbadane, toteż Wren bazowała stricte na własnym doświadczeniu, działając na zasadzie próby, błędu i następnej próby, aż do skutku. A jeśli umierała przy tym któraś z dziewcząt, cóż, jej zainteresowanie przenosiło się na kolejną. I tak w kółko. - Na przykład obliviate może okazać się dla nich katastrofalne, jeśli przed rzuceniem zaklęcia nie osłabi się świadomie jego mocy. Zmąci zmysły i zamknie umysł na wieki - i takie przypadki widziała, praktykowała na nich długo, tak długo, aż w końcu nie osiągnęła pewnej biegłości w modulowaniu urokiem. To pozwoliło jej wymazywać wspomnienia z ostatniego spotkania i pobierania krwi, jeśli czuła, ze zajdzie taka potrzeba - i, finalnie, znacznie ułatwiło cały proces. Pozyskaną w ten sposób posokę wręczała Wendelinie nawet teraz, bezgłośnym kiwnięciem przyznając jej rację oraz układając w jej dłoniach szkatułkę skrywającą pod wiekiem kilka zabezpieczonych fiolek.
Zaproszenie sprawiło, że sprawnie podniosła się z miejsca i ruszyła za miedzianowłosą gospodynią, z uwagą przyglądając się jej działaniom nad oczyszczonym kociołkiem. Z cierpliwością tłumaczyła znaczenie każdego składnika, zanim wrzuciła go do bulgoczącej wody, a Wren chłonęła je słowa z zainteresowaniem, stojąc w bezpiecznej odległości od ognia i unoszących się w powietrzu oparów.
- Aż dziwne, że język kameleona nie jest sercem tej mikstury. Ma za słabą moc, by pełnić tę funkcję? - zapytała, lekko zmrużywszy skośne oczy na widok wydobytego zaraz żądła mantykory. - Wygląda imponująco. I boleśnie. Wyobraża sobie lady rozrywający ból, który musi towarzyszyć jego wejściu w ciało? - podjęła, zanim uświadomiła sobie, że może nie był to temat odpowiedni do rozważania w obecności arystokratki. Ale Wendelina nie jawiła się jej jako tchórz - może właśnie dlatego jej umysł zasugerował, że nie był to nietakt.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Pracownia alchemiczna [odnośnik]04.11.20 15:40
Zadowolenie zabłyszczało w oczach lady Selwyn, gdy zauważyła, że Wren docenia jej propozycję. Coraz trudniej było o osoby naprawdę doceniające sztukę eliksirów. Nawet szlachcianki, które powinny być wszak (zdaniem Wendeliny) kobietami zakochanymi w arkanach magicznych sztuk, odwracały się bardziej ku malarstwie, teatrze czy balecie. I choć było to na swój sposób piękne, lady Selwyn nie uważała, aby naprawdę pozwalało wykorzysta potencjał posiadania błękitnej krwi.  
Słowa kobiety fascynowały damę. Żyjąc na salonach, Wendelina nie miała szczególnego kontaktu ze światem niższych sfer i jej opowieści sprawiały, że po plecach alchemiczki przepłynął dreszcz ekscytacji.
Mówi panna tak niezwykle rzeczy! Och, musi mi kiedyś panna pomoc. Spytam jedynie moich bliskich, jak się na to zapatrują, ale z radością sprawdzę działanie trucizn na ich słabych ciałach. – Wendelina niemal klasnęła w dłonie. – Rozumie panna, nie lubię marnotrawstwa. Śmierć jest i winna być im oczywiście pisana, ku temu nie mam wątpliwości, ale należy wykorzystywać zasoby w pełni, nim się ich pozbędziemy. W razie potrzeby czy byłaby panna w stanie dopomóc mi ze zdobyciem odpowiednich… hmmm… okazów? – spytała z anielskim wyrazem twarzy, czując jak serce przyjemnie kołacze jej w piersi.
Mieszany przez lady Selwyn eliksir prędko zmienił barwę na czerwono-brązową. To wszak były kolory jej rodu, a Wendelina nie kochała niczego tak bardzo, jak swoich bliskich. Właściwie nauka oraz rodzina były jedynymi wartościami szczerze jej bliskimi. Pozostałe mogły spokojnie spłonąć na stosie, który z radością samodzielnie by podpaliła. Zadowolona z tego, że eliksir skutecznie jej się udał, kontynuowała tłumaczenie:
Wcale nie dziwne, panno Chang, gdy pozna się podstawy arkan alchemii – rzekła cierpliwie. – Widzi panna, serce musi być magicznym elementem. Tym, dzięki którym eliksir zadziała, będzie miał swoją magiczną moc. Jak panna zapewne wie, kameleon jest być może stworzeniem ciekawym, ale bez wątpienia pozbawionym magii. Żądło mantykory jest zaś niewątpliwie magiczne, a jego jad zawiera substancje skutecznie rozpuszczające język kameleona, skutecznie nadając eliksirowi jego konkretnych właściwości.
Jakże doskonale się czulą, mogąc opowiadać o alchemii i słuchać o tak niezwykłych rzeczach! Dobrze zrobiła, że nie wyruszyła na całe to nudne spotkanie. Rozmowa z panną Chang (choć z pewnością nie tak piękną i zdolną jak ona sama) przyniosła jej znacznie więcej radości. Kolejne słowa Wren sprawiły jednak, że Wendy zmarszczyła brwi, mając wrażenie, że nowo poznana kobieta zaczyna pozwalać sobie na zbyt wiele:
Nie sądzę, abym akurat ja musiała się tym martwić i nad tym zastanawiać, panno Chang – odparła. – W każdym razie, konwersacja z panną była zaiste miła, ale skoro spełniła już panna swą powinność, pozwoli panna, że wrócę do pracy – oznajmiła. Należy uważać na słowa. Wren powinna się tego nauczyć, jeśli chciała jakkolwiek zbliżyć się do szanownej lady Wendeliny Selwyn.


Czy wiesz, że gdy fajerwerki wybuchają swoim jasnym blaskiem w powietrzu można wyczuć zapachkwiatu bzu?

Wendelina Selwyn
Zawód : tworzę gwiazdy, co nikną po chwili
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Gdy Wasz świat spłonie, mój rozkwitnie pełnią swoich sił
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Chyba słyszę ognia trzask
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8170-wendelina-selwyn-budowa#234905 https://www.morsmordre.net/t8254-shaula#238605 https://www.morsmordre.net/t8252-wendelina-selwyn#238596 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t8256-skrytka-bankowa-nr-1956#238609 https://www.morsmordre.net/t8255-wendelina-selwyn#238606
Re: Pracownia alchemiczna [odnośnik]04.11.20 23:38
Działanie trucizn - czy nie było to zbyt bliźniacze do działania eliksirów na wątłych, młodziutkich organizmach? Podobne projekty prowadziła już z Frances, ale jednorazowa przysługa dla Wendeliny raczej nie powinna stanowić problemu. W końcu zapasu dziewcząt miała ostatnio pod podstatek, odpowiednio dużo, by móc podzielić się nimi czy to za skromną opłatą w złocie, czy za pamięć o bezcennej wręcz przysłudze.
- Ze szczerą przyjemnością, lady Selwyn - odparła z delikatnym ukłonem szyi; wciąż rozwijała się w niej ciekawość tej młodej, zrodzonej w ogniu salamander damy emanującej dumą i wyniosłością równą samej Morganie. Jeśli w przyszłości Wendelina otrzymałaby od swej ciotki nestorski pierścień, Wren na pewno nie byłaby tym gestem i zaufaniem zdziwiona. Prezentowała sobą idealny, rodzinny obraz - Azjatka dedukowała tak przynajmniej na podstawie spotkań przeprowadzanych z lady doyenne, a także z możliwości poznania kilku innych szlachcianek czcigodnego rodu. - Wychodzę z podobnego założenia. Powinny służyć lepszym od siebie aż do ostatniego tchnienia, do ostatniej kropli krwi. Może lady być pewna, że nie marnuję moich dziewcząt - zabrzmiało to złowieszczo, zabrzmiało też pewnie, a dzielone przez Wendelinę poglądy jedynie podsycały rosnące w niej zadowolenie torem obranym przez konwersację. Była ciekawa wpływu trucizn na ciała tych młódek. Jeśli sam kameleon był w stanie wyrządzić tak dogłębną, okrutną krzywdę niemagicznemu organizmowi, aż strach pomyśleć, jakie spustoszenie uczyni w nim prawdziwa toksyna. - Czy pozwoli mi lady zapoznać się z lady odkryciami? Nie ukrywam, że to pasjonujący dla mnie temat - poprosiła, licząc na łaskawość kobiety; w końcu bez Wren jej dostęp do mugolskiego pospólstwa nie byłby tak prosty i beztroski.
Z należytą ostrożnością orientalna czarownica zajrzała do kociołka, spoglądając na warzącą się miksturę; płyn przybrał już odpowiedni kolor, ujawniając ulubione, rodowe barwy Selwynów, na co Chang uśmiechnęła się lekko. Czegóż innego można było spodziewać się po Wendelinie?
- Ach, rozumiem - odparła, odrobinę oszołomiona, że w gruncie rzeczy było to kwestią tak banalną i oczywistą, jeśli pomyśleć o niej dłużej. Zapewne opowiadano jej o tym w Hogwarcie, jednak obojętny na alchemiczne piękno umysł z tych czasów zapamiętał niewiele, na dno świadomości spychając wspomnienia wybuchających kociołków i zmarnowanej połowy lekcji. - Wydaje się lady oszałamiająco biegła, podziwiam to - dodała kurtuazyjnie, czy tak było, czy nie, to bez znaczenia. Najwyraźniej jednak nie zatarło to minimalnego nietaktu, na jaki pozwoliła sobie w towarzystwie szlachcianki; kiwnęła zatem w zrozumieniu, ruszając w stronę kanapy, by zabrać z niej skórzaną torbę. - Oczywiście. Jeszcze raz dziękuję za odebranie zamówienia lady doyenne Morgany i za okazaną przez lady cierpliwość, za lady czas - powiedziała miękko, nieurażona pozbawionym entuzjazmu pożegnaniem ognistowłosej damy. To naturalne, że handlarka z Pokątnej nie była dla niej zbyt pasjonującym towarzystwem. - Życzę lady miłego dnia, lady Wendelino - skwitowała i pokłoniła się przed wyjściem, zanim służąca odeskortowała ją do masywnych drzwi frontowych pałacu.

zt :pwease:



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Pracownia alchemiczna [odnośnik]06.01.21 18:25
| 20 lipca

Gdyby tylko mogła spędzić całe życie w pracowni! Nie było nic milszego sercu lady Selwyn, niż dźwięk bulgoczącego kociołka. Zwłaszcza, gdy w pracowni panował mrok i jedynie niewielkie płomyki świec rozświetlały mrok. Za oknem zaś świeciły gwiazdy, którym Wendelina co rusz rzucała kolejne, krótkie spojrzenie, napawając się ich obecnością. Powinna już spać dawno temu, ale wiedziała, że nie zmruży oka, dopóki nie spędzi chociaż chwili w ciągu dnia nad tworzeniem eliksiralnych wspaniałości.
Caren stała obok, wyraźnie zmęczona. Służka ziewała raz za razem, chcąc już iść spać, jednak rozkaz lady trzymał ją obok. Nie mogła zignorować poleceń swojej pani, jeśli nie chciała stracić pracy, a choć takie myśli co jakiś czas pojawiały się w jej głowie dobrze wiedziała, że jeśli odejdzie z takiej pracy jak ta nigdy nie znajdzie dobrego zatrudnienia. Mogła jedynie liczyć na to, że jej pani któregoś dnia stanie się mniej… cóż, wymagająca.
Lady Selwyn miała nastrój tak dobry, że postanowiła stworzyć eliksir euforii. Jego nazwa nie wzbudzała zwykle w niej dobrych skojarzeń, ale dziś: to był ten dzień. Zdecydowanie!
Rozkazała wiec Caren, aby ta przyniosła pawie pióra oraz róg buchorożca, a sama wrzuciła już do zagrzanego kociołka język pufka i wysuszone jelito szczura. Aby poprawić zapach eliksiru dodała także liście wierzby. Gdy wszystko się zmieszało, wyciągnęła ręce. Caren podała jej przyniesione specyfiki i Wendelina zaczęła stopniowo dodawać je do eliksiru.
Mieszała dokładnie, co rusz zerkając na niebo. Dziś gwiazdy były w ciekawej pozycji, która winna sprzyjać tworzeniu eliksirów. Och, ależ to była wspaniała noc! Pełna pasji, pełna życia – mówiły o tym, rzecz jasna, gwiazdy. A raczej ich układ. Nie mogła wybrać sobie lepszej nocy na uprawianie tak szlachetnej sztuki, jak warzenie eliksirów i była niemal absolutnie pewna, że eliksir euforii wyjdzie jej znakomicie. W końcu w magicznym świecie niewielu było tak zdolnych alchemików, jak ona sama. Jakże więc mogło być inaczej. No nie mogło. Po prostu, nie mogło.


Czy wiesz, że gdy fajerwerki wybuchają swoim jasnym blaskiem w powietrzu można wyczuć zapachkwiatu bzu?

Wendelina Selwyn
Zawód : tworzę gwiazdy, co nikną po chwili
Wiek : 24 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Gdy Wasz świat spłonie, mój rozkwitnie pełnią swoich sił
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Chyba słyszę ognia trzask
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8170-wendelina-selwyn-budowa#234905 https://www.morsmordre.net/t8254-shaula#238605 https://www.morsmordre.net/t8252-wendelina-selwyn#238596 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t8256-skrytka-bankowa-nr-1956#238609 https://www.morsmordre.net/t8255-wendelina-selwyn#238606
Re: Pracownia alchemiczna [odnośnik]06.01.21 18:25
The member 'Wendelina Selwyn' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 60
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Pracownia alchemiczna Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Pracownia alchemiczna
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach