Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Salon
AutorWiadomość
Salon [odnośnik]30.10.20 18:34

Salon

Główne pomieszczenie kamienicy należącej do Dolohovów już dawno zapomniało o czasach swej świetności. Choć wypełniające salon meble, w istocie kryją w sobie ekstrawagancję i kunszt, ząb czasu nadgryzł je dotkliwie; gdzieniegdzie naznaczone zostały także śladem zaklęcia. Ozdoby, gustowne dekoracje i pamiątki przywiezione z ojczystej Rosji zachwycałyby, gdyby zaraz obok nich nie stały czarnomagiczne artefakty. Składowisko, rupieciarnia, muzeum eksponatów; barwny rozgardiasz.
Pomieszczenie utrzymane jest w ciemnej kolorystyce; boazeria zdobi ściany, podłogę okrywa stary, nieco przykurzony dywan. Regały z księgami, obszerna leżanka, szafy, dwa fotele, etażerka suto zastawiona alkoholem i kominek, który niemal zapomniał czymże jest ogień; to na to zwrócisz uwagę po przekroczeniu progu salonu.



will the hunger ever stop?
can we simply starve this s i n?


Ostatnio zmieniony przez Tatiana Dolohov dnia 25.02.21 13:09, w całości zmieniany 1 raz
Tatiana Dolohov
Zawód : emigrantka, pozowana dama
Wiek : lat 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
wanderess, one night stand
don't belong to no city, don't belong to no man
I'm the violence in the pouring rain
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8945-tatiana-dolohov#267430 https://www.morsmordre.net/t8948-ivan#267594 https://www.morsmordre.net/t8949-russian-doll#267610 https://www.morsmordre.net/f312-smiertelny-nokturn-9 https://www.morsmordre.net/t9019-skrytka-bankowa-2104#271324 https://www.morsmordre.net/t8959-t-dolohov#267756
Re: Salon [odnośnik]04.01.21 13:33
30 września '57

Głośne tik-tak zsynchronizowało się z drobnym pyknięciem w obolałym, przekrzywionym karku; przeciągnęła się, wpierw w jedną, później drugą stronę, wypuszczając spomiędzy warg krótkie, ciężkie westchnięcie. Puszczone chwilę temu, jeszcze w drzwiach, proszę chociaż pozwolić mi się ubrać, okraszone krótkim śmiechem, na granicy rozbawienia i zdumienia, zapadło w czterech ścianach salonu; po chwili po wesołości nie został nawet ślad, kobieca sylwetka opuściła pomieszczenie, zostawiając za sobą mgiełkę lawendowego olejku do kąpieli, znikając gdzieś w ciemnym korytarzu jeszcze ciemniejszych drzwi.
Gość skazany na własne towarzystwo, półmrok zagraconego pomieszczenia i tykanie zegara o pękniętej, szklanej tarczy.
W międzyczasie, w okowach sypialni, blade ciało żegnało się z satyną szlafroka, by zaraz potem przyjąć pierw miękkość bielizny, później ciemny materiał sukni, spinanej ciężką klamrą w talii.
Pospieszył się.
To dobrze, bo nie znosiła spóźnień, choć sama dopuszczała się tej zbrodni nader często. Wargi na nowo przyjęły uśmiech; drobny, nikły, z nutą wilczego wyczekiwania. Rozbawienie zniknęło.
Pojawiła się ekscytacja.
Wyraźna, tląca się w górach i dolinach umysłu, niecodziennie trzeźwego, niesplamionego najmniejszą ilością czegokolwiek, z czym Tatianie tak trudno było się rozstawać. Moment z samą sobą, wypełniony jedynie narastającym niecierpliwie wyczekiwaniem; w morzu poruszeń migotał również strach; odsuwała go coraz dalej, próbując zepchnąć w przepaść; zgasić, zadeptać, zapomnieć.
To, co miał jej ofiarować wymagało całkowitego zapomnienia o trwodze. Wymagało skupienia i oddania, i to zamierzała czynić, nie wiedząc jeszcze o cenie, jaką etykietowany był towar noszący nazwę legilimencji.
Wróciła do salonu; swobodnie, w odzieniu o wiele bardziej odpowiednim na tego rodzaju, towarzyskie spotkania, w międzyczasie przeczesując smukłymi palcami pasma ciemnych włosów.
– Kawy, herbaty? Zachowamy chociaż pozory? – mruknęła, a brew poszybowała w górę, ironia wyparła udawaną życzliwość nader prędko, kiedy przechodziła przez pokój, by opleść dłonią oparcie jednego z głębokich foteli. Nachyliła się, a tarninowe drewno spoczęło na krawędzi niskiego stolika nieopodal zapalonej świecy, z woskiem o bordowej barwie. Wzrok powędrował w kierunku bogato wyposażonej etażerki.
– Gin, whisky? Nie będę proponować ojczystych napitków, bo dbam o pana zdrowie, panie Sallow – drobna uszczypliwość znalazła miejsce w chytrym uśmieszku. Wyprostowała się, by przejść w kierunku kryształów z alkoholami wyłożonych na drewnianym blacie. Zdrowia potrzebowali sporo. Trzeźwości umysłu i skupienia tym bardziej; zależało jej na tym zbyt bardzo, by pozwolić sobie na jakąkolwiek słabość.



will the hunger ever stop?
can we simply starve this s i n?
Tatiana Dolohov
Zawód : emigrantka, pozowana dama
Wiek : lat 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
wanderess, one night stand
don't belong to no city, don't belong to no man
I'm the violence in the pouring rain
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8945-tatiana-dolohov#267430 https://www.morsmordre.net/t8948-ivan#267594 https://www.morsmordre.net/t8949-russian-doll#267610 https://www.morsmordre.net/f312-smiertelny-nokturn-9 https://www.morsmordre.net/t9019-skrytka-bankowa-2104#271324 https://www.morsmordre.net/t8959-t-dolohov#267756
Re: Salon [odnośnik]08.01.21 16:07
30 września

Legilimiencja zawsze była swojego rodzaju ucieczką, odprężeniem, zanurzeniem się w cudzych problemach. Szczególnie potrzebował jej teraz, ostatni tydzień września był koszmarem w pracy i życiu osobistym, a wejście do umysłu własnego syna zaowocowało niespodziewanymi skutkami ubocznymi. Mentor ostrzegał go, poprzestań na wspomnieniach nieznajomych, ale Cornelius nie byłby ambitnym Krukonem gdyby nieustannie nie przekraczał granic poznania, no i może wreszcie się doigrał. Wspomnienia własne, byłej żony i nieślubnego syna (czytał myśli ich wszystkich, jej przed laty), splotły się w okropny gordyjski węzeł, towarzysząc Sallowowi w niedogodnych momentach. Przy goleniu widział pełzające na ziemi jelita, w pracy fruwającego pod sufitem małego Marcela, a w nocy zastanawiał się (o zgrozo!) czy mógł zrobić coś inaczej.
Doskonale wiedział, co byłoby dla niego najlepszym antidotum, oczekiwanym ujściem. Więcej legilimencji. O ironio, nie tak prosto było znaleźć czas i sposobność. Ministerstwo było w chaosie po wydarzeniach z dwudziestego września, więc jako rzecznik tonął wręcz w pracy. Nie miał czasu samemu szukać królików doświadczalnych, a Chang, jak na złość, się nie odzywała.
Prośba od Dolohov przyszła zaś niespodziewanie, wybawiając go z tego koszmarnego tygodnia, przynosząc za sobą woń ekscytacji i nowych wyzwań. Nie mógł powiedzieć, że nie spodziewał się takiego zaproszenia - wyczuli w sobie pokrewne dusze już wtedy, gdy nienachalnie badał kłamstwa postronnych osób i wyczuł bariery w jej umyśle. Wiadomość o wspieraniu tej samej grupy walczących o lepsze jutro (Cornelius wciąż zastanawiał się, jak najlepiej przedstawić Rycerzy publice, o ile w ogóle powinni wyjść z cieni) jedynie zacieśniła ich więzy zaufania.
Nie nauczał jeszcze legilimencji, choć pobierał sporo lekcji. Dzisiejsze wyzwanie było nowe i prawdę mówiąc, odrobinę się tremował. Niecały tydzień temu popełnił karygodny błąd, z niedostateczną mocą wchodząc w umysł Marceliusa i ryzykując efekty uboczne. Jak zaszczepić większą ostrożność w przyszłej uczennicy? A może lepiej roztoczyć przed nią optymistyczne perspektywy, zasiać ekscytację, a do technicznych niuansów przejść później?
Odkąd zaczął czynnie popierać Rycerzy Walpurgii, nie miał nieprzyjemności na Śmiertelnym Nokturnie. Lokalni rzezimieszkowie odwracali od niego wzrok, gdy zmuszał się do prostego chodu, z wysoko uniesioną głową. Nie czuł się w tym środowisku pewnie i dziwił się, że elegancka Dolohov jakoś znosi te zaułki. Legilimencja wymagała jednak domowej prywatności i kto wie, może po wszystkim dobrze będzie udać się do Borgina i Burke'a.
Przybył punktualnie, przed domem będąc w istocie pięć minut za wcześnie i niecierpliwie odliczając sekundy. Nie mógł się doczekać.
Poczekał, aż gospodyni będzie gotowa, a potem omiótł łakomym wzrokiem śliczną dziewczynę - bardziej niż jej urodą, był zafascynowany jednak jej umysłem, na zawsze przed nim zamkniętym. Zawsze pragnął tego, czego nie mógł dostać.
-A potrzebujesz pobudzenia? - przeszedł na ty, ignorując pozory i uśmiechnął się lekko. -Tylko w takim wypadku napij się kawy. Dopóki nie nabierzesz wprawy, musisz ćwiczyć na trzeźwo, minimalizować zewnętrzne bodźce. - przypomniał.
-Dlaczego teraz? - zapytał, z nieskrywaną ciekawością. Oklumencja dotyczyła samoobrony, przydatna umiejętność dla ambitnej damy. Dlaczego chciała jednak badać cudze myśli? Przypatrywał się jej uważnie - nie miał dostępu do jej emocji (poza tymi okazywanymi na twarzy, które w mniemaniu Corneliusa były jedynie maską), co mocno utrudniało sprawę, a zastanawiał się, czy łączy ich ten sam rys spaczonego wścibstwa.
Cornelius Sallow
Zawód : Rzecznik Ministerstwa Magii, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
I'm a man of wealth and taste
And I lay traps for troubadours
OPCM : 5
UROKI : 35 +5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Salon Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t9023-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Re: Salon [odnośnik]08.01.21 17:51
Nie była pewna, kiedy zwykła kapryśność zmieniła się w potrzebę. Kiedy nęcącą pokusa przeobraziła w konieczność; tą niewypowiedzianą, pozornie niewymaganą przez nikogo, w niedopowiedzeniach poważaną przez wszystkich. Potrzebą – może nie ich – ale jej samej.
W momencie kiedy obrona przestała być wystarczająca, kiedy satysfakcja płynąca z domniemanej wyższości traciła swoją barwę; jak długo mogła tylko się bronić?
To, co składało się na ludzkie umysły nęciło; choć Dolohov i bez umiejętności maczania palców w człowieczych myślach wyjątkowo dobrze potrafiła odróżniać pragnienia innych – te zwykle opływały w żałość i grzech. Pobudki, ambicje, przywary; melodie ludzkich słabości wygrywane w nieskończoność, tworzące niemal szpetną, karykaturalną symfonię; możliwe było odczytanie ich z samych oczu, gestów, zachowań.
Sięgnięcie siłą do czyjegoś umysłu było jednak czymś innym.
Namacalnym, hardym, brutalnym; udowodnieniem siły, wobec której pociąg czuła od zawsze. Zupełnie jak gdyby wyciągała dłoń, tą przedłużoną drewnem różdżki, a wszystko co chciała poznać, otwierało się przed nią jak na zawołanie.
Poza własnymi, nawet przez samą siebie niezbadanymi, powodami, oczywistością było, że nowa umiejętność była zwyczajnie przydatna. Ciekawa, niezbadana, poważana wśród tych, których zdanie coraz bardziej obchodziło Tatianę.
Którzy mieli doprowadzić ją do potęgi; zrzeszeni wspólnie mogli zmienić świat. Naprawić. Wyplenić z niego brud i szlam.
Zaprowadzić porządek.
Drobna obawa wybrzmiewała między jedną a drugą myślą; jak wiele mogła przed nim ukazać? Na jak wiele była w stanie sobie pozwolić? Gdzie była granica, która złamie nawet i ją – pozornie obojętną, zgorzkniałą na sentyment? Czego nie mogła pozwolić mu dotknąć?
– Zatem obejdzie się bez grzecznościowych napitków i podwieczorków – skwitowała, przechodząc znów przez pomieszczenie, zostawiwszy nietkniętą etażerkę w spokoju. Wybrała jeden z foteli; duży, wysłużony, z puchatą poduszką z frędzlami, w którym kruche ciało zatopiło się momentalnie.
– Bo czuję, że jest mi to potrzebne – proste, odrobinę enigmatyczne słowa; mogła godzinami rozprawiać nad swoimi pobudkami – Nam przydatne. Czarnemu Panu sprzyjające.
Założyła nogę na nogę, przekrzywiła głowę w jedną ze stron, zawieszając na nim spojrzenie i przez kilka kolejnych chwil tkwiąc w ciszy.
– Nie wahałeś się nad przyjęciem mojego zaproszenia. Wyglądam na obiecującą uczennicę?



will the hunger ever stop?
can we simply starve this s i n?
Tatiana Dolohov
Zawód : emigrantka, pozowana dama
Wiek : lat 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
wanderess, one night stand
don't belong to no city, don't belong to no man
I'm the violence in the pouring rain
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8945-tatiana-dolohov#267430 https://www.morsmordre.net/t8948-ivan#267594 https://www.morsmordre.net/t8949-russian-doll#267610 https://www.morsmordre.net/f312-smiertelny-nokturn-9 https://www.morsmordre.net/t9019-skrytka-bankowa-2104#271324 https://www.morsmordre.net/t8959-t-dolohov#267756
Re: Salon [odnośnik]14.01.21 19:05
Zachował pokerową twarz, ale wysłuchał wyjaśnienia Tatiany z narastającą ciekawością. Mi potrzebne, nam przydatne, Czarnemu Panu sprzyjające. Czy kolejność tych stwierdzeń była hierarchiczna, nieprzypadkowa? Czy młodą kobietą kierował egoizm, pragmatyzm, ciekawość, czy poczucie obowiązku?  Zatrzymał na Tatianie badawcze spojrzenie, wyczuwając w niej coś jeszcze. Ambicję. Była młodą jeszcze dziewczyną, aspirującą do grona potężnych czarodziejów. Nawet Cornelius nie był jeszcze wtajemniczony we wszystko. Wiedział, że Tatiana również nie. Zastanawiał się, co właściwie nią kierowało, żałując, że nie może tak po prostu wejść do jej głowy. Chyba, że przekonam ją w trakcie lekcji - ale czy byłby na tyle niemoralny by naginać program nauczania do własnej ciekawości?
Kogo on oszukiwał, jasne, że by był. O ile motywacje panny Dolohov w kwestii wsparcia Rycerzy Walpurgii były dla niego tajemnicą, o tyle własne były całkowicie klarowne. Troszczył się o siebie i swoją karierę. Mugole, czystość krwi, świetlista przyszłość - nie dbał o to, dopóki jemu było wygodnie. To jedyna prawda, jaką wmówił niegdyś mamie Marceliusa - że zawsze był wygodny.
-Rozumiem. - wymruczał więc tylko, choć nie do końca rozumiał. Za jego czasów, w jego młodości, decyzje były prostsze choć bardziej ryzykowne. Dostęp do nauki legilimencji był utrudniony, wyszukiwanie nauczycieli wymagało sporo pieniędzy i samozaparcia, a korzyści były znikome. Dopiero teraz Ministerstwo otwierało się na możliwość wykorzystania legilimencji w przesłuchaniach, na szczęście. Motywatorem Corneliusa była więc nieposkromiona ciekawość i sadystyczna ekscytacja, jaką czerpał z wiedzy i władzy.
-Znam twój talent. - odpowiedział, gdy spytała jak zapatrywał się na nią jako uczennicę. Wwiercił w nią spojrzenie wścibskich źrenic, rozparł się wygodniej w fotelu i zapytał wreszcie o coś, co nurtowało go odkąd się poznali.
-Ile czasu zajęła ci nauka oklumencji? - zetknął ze sobą czubki palców i uśmiechnął się przebiegle. -Nauczę cię ku chwalę Czarnego Pana. Jeśli ty pomożesz mi z oklumencją. - zaproponował, uczciwy układ. Nie wiedział, czy poznał białą magię na tyle dogłębnie, by z łatwością opanować i tożsamą do legilimencji sztukę.
Wiedział za to, że ma zbyt sporo brudu z przeszłości do ukrycia, by dalej kroczyć przez życie całkiem beztrosko. Nie zamierzał nikogo wpuszczać do własnej głowy, więc może da się na uczyć oklumencji... bez leglilimencji? Tatiana wyglądała na bezpieczny autorytet w tej kwestii - na razie nic nie mogła mu zrobić.
Cornelius Sallow
Zawód : Rzecznik Ministerstwa Magii, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
I'm a man of wealth and taste
And I lay traps for troubadours
OPCM : 5
UROKI : 35 +5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Salon Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t9023-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Re: Salon [odnośnik]21.01.21 15:30
Nurtowało ją krótkie, niemal absurdalne pytanie - co przepływa przez żyły, gdy wchodzi się do czyjejś głowy?
Co dzieje się z własną i gdzie umyka świadomość; czy da się karmić czyimś szczęściem zamkniętym w wspomnieniach i minionych chwilach? Czy równie łatwo jest przyjąć na siebie brzemię obcych smutków, być może nawet się w nich zatracić?
Już dawno temu przestało chodzić o zwykłą ciekawość; tę zaspokoiła już w momencie, w którym blokowała obcy umysł przed czyimiś wpływami, przy okazji poznawała samą siebie – swój wstyd, swoje obawy i przywary, decydując się które z nich należy chronić najbardziej. Skoro własne plątaniny myśli, sentymentów i wartości, te schowane w ciemny kąt świadomości, były dlań tak ważne, jak wiele starali się ukryć inni?
Jak wiele mogła osiągnąć, przedostając się za kurtynę czyjejś głowy?
Pytania i odpowiedzi krążyły wokół siebie; Tatiana nie zdążyła ich jeszcze zadać, nawet samej sobie – z legilimencją wraz z nimi nadeszłaby odpowiedź.
A kto znał odpowiedzi, dzierżył w dłoniach potęgę.
– Używacie jej? W Ministerstwie? – plotki były plotkami, pogłoski zasłyszanymi i wymienianymi pospiesznie słowami; słyszała o możliwościach, na które coraz częściej łasiło się brytyjskie ramię prawa – skoro nawet sam rząd gotowy był stawiać takie kroki, czy nie znaczyło to, że czynią dobrze?
Drobny uśmiech przemknął po wargach, kiedy Dolohov rozsiadła się wygodniej w fotelu, a różdżka obracała się pomiędzy smukłymi palcami kobiety.
Talent, dar, umiejętność; w rzeczywistości morze wyrzeczeń i ciężka praca, która brukała bardziej niż zadrapania i siniaki, bo naruszała własną głowę. Tatiana miała szczęście, że oklumencją w jej przypadku zajął się nauczyciel z Durmstrangu; być może przez to, że faktycznie przykładała się do ów lekcji, nie zostawił nieodwracalnych szram na psychice. Teoretycznie.
– Kilka lat. Nauczyłam się jej w Durmstrangu – obczyźnie, surowej szkole, wylęgarni zła; wedle interpretacji, tutaj, w Anglii, miała wrażenie, że sława szkoły – dla niej tak oczywista – bezpośrednio wiążę się z jakimś nieopisanym mrokiem, jak gdyby czarna magia była dla Brytyjczyków czymś co najmniej dziwacznym.
Dla niej była naturalnością.
Propozycja z ust Sallowa spotkała się pierw z uniesieniem brwi; była zaskoczona, jedynie krótką chwilę, na tyle długo by to zauważył, na tyle krótko by zdumienie prędko zakryć uśmiechem.
– Zgoda – skwitowała, unosząc się nieco i prostując plecy – Więc, pozwolisz mi ćwiczyć na sobie? Czy jednak tajemnice bolą cię aż nadto? – cichy pomruk potoczył się po pomieszczeniu, akompaniując uniesieniu kącików ust wyżej.



will the hunger ever stop?
can we simply starve this s i n?
Tatiana Dolohov
Zawód : emigrantka, pozowana dama
Wiek : lat 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
wanderess, one night stand
don't belong to no city, don't belong to no man
I'm the violence in the pouring rain
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8945-tatiana-dolohov#267430 https://www.morsmordre.net/t8948-ivan#267594 https://www.morsmordre.net/t8949-russian-doll#267610 https://www.morsmordre.net/f312-smiertelny-nokturn-9 https://www.morsmordre.net/t9019-skrytka-bankowa-2104#271324 https://www.morsmordre.net/t8959-t-dolohov#267756
Re: Salon [odnośnik]21.01.21 23:27
Rozparł się wygodniej w fotelu, nadal wyginając usta w lisim uśmieszku. Uniósł lekko brew, gdy spytała go o sprawy Ministerstwa.
-Oficjalnie legilimencja jest nielegalna. A nieoficjalnie... cóż, czasami można nieco więcej, gdy ustanawia się własne prawo. - z dumą zadarł podbródek do góry, nawiązując do wycofania się Anglii z Międzynarodowego Kodeksu Tajności. Bariery, uniemożliwiające legalne wykorzystanie legilimencji, również były międzynarodowe - a Cornelius, choć nie mógł zdradzić Tatianie szczegółów, szczerze wierzył, że w ślad za pędem Wielkiej Brytanii do autonomii pójdą inne kraje. Że najpierw rozprawią się z mugolami (czy na pewno tego chciał?), a potem, bądź po drodze, zaczną ignorować inne niesprawiedliwie represyjne prawa. Legilimencja była wszak zaawansowaną magią, w imię jakich wartości mieli wyrzekać się tak czystej i szlachetnej umiejętności? Bolesnej, to prawda, ale jakże przydatnej.
-Jak podchodzono do niej w Durmstrangu? - nachylił się lekko, wwiercając w Tatianę ciekawskie spojrzenie. Wiedział, że konserwatywnych wartości pilnowano tam bardziej niż w nadmiernie liberalnym Hogwarcie. Dla oklumencji zawsze można było znaleźć usprawiedliwienie - samoobrona, bla, bla bla. Jak podchodzili do niej w Skandynawii?
Zaraz, ćwiczyć na sobie? Jeśli śmiała propozycja go zdumiała, to nie dał tego po sobie poznać. Lata pracy w Ministerstwie nauczyły go opanowania.
-Nie mam tajemnic. - skłamał natychmiastowo, z łagodnym uśmiechem. -W polityce najlepiej mieć... czystą kartę. - czystą kartę, czystą krew, romanse jedynie z czystokrwistymi kobietami. Wybacz, Layla, jako młodzieniec jeszcze tego nie rozumiałem.
-Ale - dodał, poważniejąc. -Dbam, po pierwsze, o swoją prywatność i... nazwijmy to, intymne wspomnienia. - spojrzał wymownie na Tatianę, nie mogąc pohamować lekkiego uśmieszku. Bywał flirciarzem, pomimo pozornej powagi. Odchrząknął i znów przybrał poważną minę. -A po drugie, co ważniejsze, dbam o własną głowę. Nieprawna legilimencja może zrobić sieczkę z mózgu zarówno legilimentowanemu, jak i legilimencie. - pouczył pannę Dolohov. Legilimencja to nie zabawa, za każdym razem niosła za sobą ryzyko. Dla ofiary i dla samego legilimenty. A choć Cornelius chętnie bawił się własnym talentem, to przykre konsekwencje nie ominęły nawet jego. -Dopóki się nie wprawisz, będziemy ćwiczyć na mugolach, tak będzie najbezpieczniej. Stawiają mniejszy opór magii, ja mógłbym walczyć nawet intuicyjnie. - zadecydował, spoglądając na Tatianę nieco wyzywająco i chcąc ujrzeć jej minę. Skoro wspierała sprawę Rycerzy to chyba nie miała oporów moralnych przed ćwiczeniem na biednych niemagicznych, nieprawdaż? -A co do oklumencji... zostawię to w twojej gestii. Jak powinienem się do tego zabrać? - zagaił. Wizja odsłaniania umysłu przed Tatianą na sam początek mu się nie spodobała, ale niewykluczone, że dojdą do tego poziomu, gdy oboje wprawią się w nowych umiejętnościach.
Gdy będzie umiał zachować Marceliusa w tajemnicy.
Cornelius Sallow
Zawód : Rzecznik Ministerstwa Magii, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
I'm a man of wealth and taste
And I lay traps for troubadours
OPCM : 5
UROKI : 35 +5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Salon Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t9023-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Re: Salon [odnośnik]22.01.21 14:09
Odchylone w tył ciało otwarcie przyjęło miękkość fotela, kiedy Dolohov z cieniem uśmiechu znaczyła spojrzeniem Corneliusa, słuchając jego słów. Czym było określenie tego co legalne i nielegalne w tak niespokojnych czasach? Czym dawne spisane prawa i sojusze, kiedy ci, którzy nie nadawali się do życia w społeczeństwie łamali je bezustannie?
Londyn, nie tak dawno jeszcze obklejony wszelakim szlamem, zalany plagą robactwa, spartaczony, brudny, nijaki; Tatiana przez długie tygodnie nie mogła się nadziwić, z jaką liberalnością – głupią, naiwną, wręcz żałosną – niektórzy Brytyjczycy podchodzą do podległej rasy. Byli ślepi, czy zwyczajnie upośledzeni, nie nauczeni krwawej historii i nie znający swojego miejsca?
Człowiek był dziwaczną istotą, i choć nienawidziła Anglii z całego serca, była gotowa walczyć o jej lepszy byt; dziwacznie i nierozumnie nawet dla samej siebie, ale widocznie tak miało być.
Rodzina była ważniejsza od awersji wobec deszczowego kraju.
Była ciekawa jak wyglądać mogą przesłuchania w Ministerstwie; Rookwood opowiadała jej o zakonniczce, małej samobójczyni i o losie, który najprawdopodobniej czekał na nią w murach Tower. I choć polityka – tym bardziej obcego kraju – była jej niemal całkowicie obojętna, tak sposoby rozprawiania się z przestępcami coraz bardziej poczynały przypominać te, które pamiętała z rodzimych ziem, a to z kolei sprawiało, że Londyn, mimo wszędobylskiego brudu, wilgoci i smrodu, nieco zyskiwał w oczach Rosjanki.
– Moja szkoła nie ma nic wspólnego z tą...waszą – zaakcentowała, w prostym zdaniu podkreślając nader dobrze przepaść, która mimo wspólnego celu i chęci, wciąż ich dzieliła – Nie ma w niej bezpodstawnego strachu, nie ma tuszowania prawdziwej natury magii i nie ma ubierania faktów w fałszywe słowa. Oklumencja jest sztuką, czarna magia jest sztuką – czy naprawdę moralnym jest hamowanie jakiegokolwiek przepływu czarów, jak to robią w tym.. Hog... nieważne – decydując się na wywrócenie oczami machnęła w międzyczasie ręką, nie szczędząc sobie drobnego westchnięcia. Chwała Morganie, że nie spotkał jej ten zaszczyt pojawienia się na brytyjskich ziemiach już w czasach nastoletnich; zapewne nie mogłaby sobie poradzić z połową rzeczy, które dziś wydawały się dlań niezbędne.
– Wszyscy mają tajemnice, Corneliusie – wypowiedziała miękko, wchodząc mu w słowo, a uśmiech znów zatańczył w kącikach ust. Mógł się wypierać, mógł tłumaczyć wszystko pracą, ale każdy skrywał coś w sobie; przed innymi, a nader często samym sobą, zrzucając na pogranicze świadomości to, co najgorsze.
Skinienie głową wyraziło aprobatę na jego słowa; co zabawne nawet przez moment nie zastanowiła się nad losem ów mugoli, o których wspomniał, zbyt pochłonięta samym faktem nauki i tym, że niedługo mieli ją rozpocząć. To on był ekspertem, on dyktował warunki, mimo tego, że w naturalnym odruchu nie ufała mu nawet w połowie. Uśmiech znów wpełzł na wargi, gdy zaprzeczył ćwiczeniu na nim samym.
– Świetnie. Więc zanim... wyjdziemy na ulicę – niewypowiedziane, wygodne znajdziemy ofiarę – czeka mnie teoria? Jakieś księgi, próby? - zapytała, unosząc brew ku górze.
– Z oklumencją jest podobnie, trzeba ją poznać. Później poznać samego siebie – stwierdziła, sięgając po srebrną papierośnicę leżącą na blacie stolika – Ale żeby nauczyć cię oklumencji, pierw będę musiała spróbować wkraść się do twojej głowy, bez tego nie będziemy wiedzieli, czy działa, hm? – mruknęła, w międzyczasie wysuwając z puzderka jeden ze skręconych papierosów, który wylądował między wargami, później odpalony za pomocą końca różdżki.



will the hunger ever stop?
can we simply starve this s i n?
Tatiana Dolohov
Zawód : emigrantka, pozowana dama
Wiek : lat 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
wanderess, one night stand
don't belong to no city, don't belong to no man
I'm the violence in the pouring rain
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8945-tatiana-dolohov#267430 https://www.morsmordre.net/t8948-ivan#267594 https://www.morsmordre.net/t8949-russian-doll#267610 https://www.morsmordre.net/f312-smiertelny-nokturn-9 https://www.morsmordre.net/t9019-skrytka-bankowa-2104#271324 https://www.morsmordre.net/t8959-t-dolohov#267756
Re: Salon [odnośnik]23.01.21 21:54
Sallowowie, związani z angielską ziemią od czasów druidów, powinni być z kolei przykładnymi patriotami. I Cornelius pozował na patriotę, oddanego sprawie polityka, przybierając kolejne maski. Tylko maski, bowiem nie miał już złudzeń. Kierował się głównie własnym dobrem, własną wygodą, własną karierą. Zrozumiał to, gdy zaprzedał w imię wygody własną rodzinę - bo nie mógł przecież myśleć o Layli i Marceliusie jak o obcych osobach. Chciałby nie myśleć w ogóle, ale to niemożliwe - czy Tatiana domyślała się, że ceną za legilimencję jest niemożność zapomnienia o cudzych (i własnych) dramatach? Przynajmniej dla Sallowa, który uważał myślodsiewnię za tchórzliwą ucieczkę od własnych myśli - a tych cudzych nie dało się przecież pozbyć.
-Całkowicie się zgadzam. Rozmawiałem nawet niedawno z pewną młodą damą z wyższych sfer - ogólnikowo ujął w słowa tożsamość prawdziwej arystokratki, lady Aquili, Angielki z krwi i kości i przy tym pięknej kobiety (nie, żeby nie siedziała przed nim podobna ślicznotka - jednak w chłodnym akcencie Tatiany i zapowiedzi wejścia do jego głowy było coś... przed czym miał się na baczność) -i przyznała, że poziom... nietolerancji dla wszystkich możliwości magii w Hogwarcie jest zaiste przerażający. Zamiast tego uczą tam, proszę sobie wyobrazić, mugoloznastwa! - żachnął się. Do tej pory wygodnie mu było obwiniać własną edukację za to, z jaką beztroską podszedł do młodzieńczego zauroczenia pewną mugolką, jak łatwo dał zamknąć się w klatce niemagicznego życia (na pół etatu, z Laylą spędzał wszak tylko wieczory). Zbył milczeniem niewygodne słowa o tajemnicach. W przypływie arogancji i ambicji sądził, że opanuje sztukę skrywania najgłębszych sekretów zanim da Tatianie wejść do swojej głowy. I zanim sama nauczy się odpowiednio wiele. Legilimencja wymagała czasu i poświęceń - i sporego talentu, ale na razie nie będzie psuł Tatianie humoru. Mógł jej okazać trochę... wiary i zachęty.
-Zanotuję ci tytuły książek, które są dobrą podstawą teoretyczną. Poślij kogoś do mnie - miała służących albo skrzata? albo wpadnij jutro sama, kilka z nich ci pożyczę. Co do praktyki, to jak stoisz z biegłością w urokach? - zapytał. -Mieszkasz na Nokturnie, masz kontakty, które mogą nam zapewnić mugoli do ćwiczeń? Może znasz jakiś szmalcowników? Ja straciłem... zaplecze, gdy opanowałem już legilimencję, ale w razie czego poradzimy sobie sami. - zaproponował, a po jego głosie czuć było, że chętniej zleciłby zdobycie królików doświadczalnych profesjonalistom. Był politykiem, nie mógł ganiać po mieście i płoszyć mugoli z ich kryjówek. Tym bardziej, że ci nie trafiliby od razu do aresztu. Starał się, by głos nie drgnął mu na wspomnienie szmalcowników, ale mimowolnie pomyślał o tym, o którym opowiadał mu Marcelius. Brodaczu z niemieckim akcentem.
Chciałby go kiedyś... poznać.
-Co do oklumencji... - w ustach mu zaschło. Zamrugał, odpędzając z głowy wspomnienia własnego syna, stęchliznę jelit i metaliczny zapach krwi. -...to prawda, że pomaga wyciszyć emocje? - to by było przydatne, bardzo przydatne.
-Do zaawansowanych eksperymentów przejdziemy, gdy się podszkolimy. - uciął temat wchodzenia do jego głowy. Czyżby oboje byli nadmiernie... ciekawscy?


I watched with glee

While your kings and queens
Fought for ten decades
For the gods they made

Cornelius Sallow
Zawód : Rzecznik Ministerstwa Magii, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
I'm a man of wealth and taste
And I lay traps for troubadours
OPCM : 5
UROKI : 35 +5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Salon Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t9023-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Re: Salon [odnośnik]25.01.21 19:17
Patriotyzm, moralność, etyka – choć zasłaniali się tradycjami i wielowiekowymi przekonaniami, to wszystko właśnie odchodziło gdzieś na bok.
Tworzyli na nowo – prawo, morale, niespisane zasady i czarodziejski dekalog – czy było coś bardziej ekscytującego od nakreślania nowego porządku świata? Tego czystego, wolnego od szlamu, brudu, degeneratów; choć nowy porządek częściowo tworzony był od tych najbardziej zniszczonych, lubili widzieć siebie w roli bogów, władców, panów nowego świata.
Może też dlatego tak desperacko chciała stać się tego częścią; tego, tamtego, czegokolwiek – Anglia miała szansę stać się nieco mniej znienawidzoną, jeśli miała zostać stworzona na nowo.
Uniosła brew ku górze, pierw z jakimś nieopisanym cieniem rozbawienia, dopiero po chwili z cichym prychnięciem zdradzając również cierpką ironię; chwała Morganie, że chociaż arystokracja brytyjskiej nacji miała w sobie jakiś olej w głowie.
Zastanawiała się, czy zapytać, czymże obrzydliwie brzmiącym jest mugoloznastwo – finalnie porzuciła tę myśl, wątpliwą ciekawość – mieli zgoła ciekawszy obiekt rozmowy i rozważań.
– Nie ma problemu – odpowiedziała z drobnym pomrukiem, na nowo uśmiechając się nieco – odrobinę lisio – zapominając o dziwacznych sytuacjach mających miejsce w tym dziwnym kraju.
– Panie Sallow, spokojnie – wypowiedziała zaraz potem, a kąciki ust uniosły się wyżej, kiedy następne pytania opuszczały jego usta.
Na moment wydawała się całkiem nieprzejęta tą wizją – schowana gdzieś na bok, wręcz niezdrowa ekstytacja; w końcu przechodzili do rzeczy, planowali, rozkładali konkretne czynności – Tatiana nie  mogła pohamować uśmiechu na słowo szmalcownik; może w końcu ten przeklęty Schmidt na coś się przyda.
Uroki, szmalcownicy, stare księgi - wszystko zupełnie na wyciągnięcie ręki; świdrowała go spojrzeniem, tym razem roziskrzonym, ciekawskim, nieodpowiednio zaaferowanym, choć tak naprawdę nie zaczęli jeszcze niczego; wizja nauki tego, na co czekała tak długo kusiła jednak na tyle, że była w stanie w imię świętowania ów faktu otworzyć flaszkę. A to ci nowość.
– Chce pan wyciszyć emocje? – odpowiedziała pytaniem na pytanie, a brew drgnęła ku górze, odrobinę konspiracyjnie – jakie? Miłość? Agresję? Smutek? – każdy człowiek składał się z pewnego zestawu; emocji i potrzeb – odpowiednie rozpracowanie pozwalało na poznanie przeróżnych sekretów, nawet bez unoszenia różdżki i szeptania legilimens.
– Mogę zaproponować panu lampkę wina? – przecież to prawie jak herbata bądź kawa, prawda? – Tak o, dla przypieczętowania naszej...współpracy? – błysk w oku i kolejny uśmiech; to nie była propozycja.
Zaraz potem wstała i podążyła w stronę etażerki; dwa kryształowe kielichy, niedługo później napełnione szkarłatem, były zwieńczeniem tego, nad czym mieli dopiero zacząć pracować.




will the hunger ever stop?
can we simply starve this s i n?
Tatiana Dolohov
Zawód : emigrantka, pozowana dama
Wiek : lat 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
wanderess, one night stand
don't belong to no city, don't belong to no man
I'm the violence in the pouring rain
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8945-tatiana-dolohov#267430 https://www.morsmordre.net/t8948-ivan#267594 https://www.morsmordre.net/t8949-russian-doll#267610 https://www.morsmordre.net/f312-smiertelny-nokturn-9 https://www.morsmordre.net/t9019-skrytka-bankowa-2104#271324 https://www.morsmordre.net/t8959-t-dolohov#267756
Re: Salon [odnośnik]25.01.21 22:38
Chciałby móc stwierdzić, że nigdy nie mieszkałby w znienawidzonym kraju, mieście, miejscu. Któż jednak nigdy nie znalazł się w takiej sytuacji? Sam dom na Mallard Street, o wiele za duży jak na potrzeby Corneliusa, wciąż przypominał mu o byłej narzeczonej, okrutnej, złej i podłej. W młodości pomieszkiwał zaś u Layli, w mugolskim świecie, który teraz powinien napawać go wstrętem (ale, wbrew wygłaszanym poglądom, Cornelius jakoś nie umiał wykrzesać z siebie czystej nienawiści). Pozostawał zresztą nieświadom, że Tatiana czuła się w nowym dla siebie kraju niczym w klatce i że ich rozmowa osładza jej gorycz przeprowadzki. Może te lekcje były zresztą potrzebne im obojgu. Od śmierci Layli Sallow czuł dziwną pustkę i odrętwienie, szczególnie nocami, a próba legilimentowania Marceliusa jedynie pogorszyła jego stan emocjonalny. Potrzebował motywacji, ekscytacji, przypomnienia, co w życiu go kręciło. Przekazanie swojej największej pasji pilnej uczennicy wydawało się idealnym zajęciem - a przy okazji sam się czegoś nauczy.
Spokojnie? Spoglądał na Tatianę nieco wyzywająco, choć nie skomentował jej słów. Dlaczego miałby być spokojny? Legilimencja nie miała nic wspólnego ze spokojem.
-Nie potrzebujesz do legilimencji spokoju. Potrzebujesz żądzy. - uśmiechnął się drapieżnie, wspominając swoje pierwsze, zachłanne próby.
Uniósł brew. Jej dociekliwość odnośnie własnych nie powinna mu się podobać, ale w gruncie rzeczy - będzie bardzo przydatna. Nie sposób zostać legilimentą bez niepohamowanego wścibstwa.
-Wszystkie. - odparł zdecydowanie. -Są rozproszeniem. Wszystkie, poza ciekawością. - wzruszył ramionami. Może szkoda, że nie zabrał się za naukę w młodości. Wtedy ustrzegłby się wielu błędów.
-Nie odmówię. - skinął Tatianie głową. Skończyli już część oficjalną, chętnie się napije. I posłucha więcej o Durmstrangu. Musiał wiedzieć sporo o wzorowych szkołach, skoro planował dla lady Aquili kampanię oczerniania Hogwartu. -Chętnie usłyszę więcej o Rosji. I o tym, jak podchodzono do edukacji w Durmstrangu, o skandynawskim podejściu do czarnej magii. - uśmiechnął się zachęcająco, a potem odczekał aż gospodyni wróci do niego z lampkami wina. Zapowiadał się bardzo miły wieczór.

/zt x 2 :pwease:
Cornelius Sallow
Zawód : Rzecznik Ministerstwa Magii, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
I'm a man of wealth and taste
And I lay traps for troubadours
OPCM : 5
UROKI : 35 +5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Salon Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t9023-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Re: Salon [odnośnik]07.02.21 17:35
16 październik 1957

Październikowy wieczór niczym nie różnił się od innych o tej porze roku. Zimny, ponury, wilgotny. Ulica Śmiertelnego Nokturnu tonęła w zimnej mgle, a bruk był mokry od mżawki, która nie ustępowała przez cały dzień. Nawet w takie dni jak ten, kiedy powietrze winno być świeższe, Nokturn zwyczajnie cuchnął. Obrzydliwa mieszanka zapachu czarnej magii, moczu, brudu i podejrzanych substancji. Sigrun marszczyła nos za każdym razem, kiedy się tu pojawiała, a bywała tu od lat nader często. Nigdy nie myślała jednak o tym, by się tu przeprowadzić. Ani do Londynu w ogóle. Preferowała swoją samotnię w środku lasu. Brak sąsiadów i tego smrodu. Nie dziwił ją jednak wybór Tatiany, która zdecydowała się zamieszkać na Nokturnie. Blisko Pokątnej, będącej centrum ich magicznego świata, lecz nie tak tłoczna - do tego Vablatsky mieszkała blisko, a tylko jej można tu było ufać.
Grzeczność nakazywałaby, aby zapukać do drzwi i zaczekać na zaproszenie, lecz Rookwood bynajmniej grzeczna nie była. Mknęła ponad dachami londyńskich budynków pod postacią czarnej mgły, by wreszcie zmaterializować się na Nokturnie i skrzywić wyraźnie, kiedy poczuła jego zapach. Miała już wspiąć się po schodkach prowadzących do kamienicy numer dziewięć, kiedy coś innego przykuło jej uwagę. Po drugiej stronie ulicy, pod oknem budynku naprzeciwko, stał Alphard Black i patrzył wprost na nią. Sigrun zamrugała kilkukrotnie, sięgnęła lewą dłonią do prawej ręki i podwinęła rękaw, by uszczypnąć się w przedramię. Zabolało, lecz Black wciąż tam był. Ona zaś trwała tak kilka chwil, nie potrafiąc się poruszyć, dopóki ktoś przypadkowy, nieznajomy, nie wpadł na nią umyślnie, warcząc, by nie stała na środku drogi. Dopiero wtedy się otrząsnęła, odjęła spojrzenie od Blacka, w którego pogrzebie brała udział nieco ponad dziesięć dni wcześniej i odpysknęła coś nieznajomemu, wygrażając mu różdżką. Kłócili się kilka minut, dopóki nie miotnęła w niego zaklęciem, które zasznurowało mu usta. Dość, by mężczyznę przekonać, że lepiej stąd odejść.
Uniosła spojrzenie i ujrzała uchyloną okiennicę. Mogła zapukać, ale zrezygnowała z tego pomysłu. Zdematerializowała się i jako kłąb czarnej mgły uniosła ponad ziemię, by przecisnąć się przez szparę - prosto do salonu Tatiany Dolohov, który chwilowo był pusty.
Rosjanka i tak spodziewała się wizyty przyjaciółki tego wieczoru, więc co to za problem? Sigrun zaklęciem wysuszyła i wyczyściła buty (takie miała dobre maniery, a jakże), z ramion zaś zsunęła pelerynę i rzuciła ją niedbale na najbliższy fotel, zostając w samej zielonej sukience, mocno opinającej ją w talii - sporo węższej niż przed kilkoma miesiącami.
Rozsiadła się w fotelu, zakładając przy tym nogę na nogę i rozglądała ciekawsko po wnętrzu - swojej obecności w środku specjalnie przy tym nie ukrywała.


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Salon [odnośnik]07.02.21 19:02
Obślizgła, brudna, mokra, zimna; aż dziw, że angielska jesień, mimo kolejnych, i kolejnych miesięcy przebywania w tym zaszczutym kraju, jeszcze potrafiła mieć jakikolwiek wpływ na jej nastrój. Największym plusem tego rynsztoka było niewątpliwie obniżenie się bezbożnych temperatur; największym minusem nasilony, nokturnowy smród. Do niego też winna była się przyzwyczaić, ale może nadwrażliwych nozdrzy nie trzeba było traktować jako wadę, a jedynie faktyczne utrudnienie w przebywaniu w takich miejscach.
Jesień przyniosła pluchę, kolejne morze deszczu, kolejne kilogramy desperacji i kolejne złoża niepokoju – tego ostatniego się nie spodziewała, na pewno nie w takim natężeniu. Nie dopuszczała do myśli scenariusza, że tak codziennych rzeczy zacznie jej brakować pod ręką; zapasy tytoniu kurczyły się zaskakująco szybko, a obiecana ze wschodnich ziem dostawa niebotycznie przedłużała. Alkohol znikał ze sklepowych półek – te przeklęte, angielskie szczyny, nawet te stawały się trudno dostępne, a jeśli jakieś się ostały, skurwysyny podnosiły ich ceny.
Anglia schodziła na psy.
Tym, co pozornie trzymało przy nadziei, czymkolwiek była, nazwała słuszność własnych decyzji i kroków; trzymanie oręża przy jedynej słusznej stronie, choć sprawa, w którą zdecydowała się zaangażować, nie powinna jej nijak obchodzić. To nie był jej kraj, to nie byli jej ludzie, to nie była jej wojna.
Obecność tych kilku – pierdolonych kilku person, które dziwacznym trafem poczynały mieć bezpośredni wpływ na jej funkcjonowanie w zapyziałym Londynie – okazała się jednak czynnikiem decydującym; świat trzeba było naprawiać. Naprawiać, póki cały brud nie przedostanie się dalej, choć o swoją ojczyznę była niebywale spokojna. Na razie.
Codzienne obowiązki – bo od jakiegoś czasu właśnie tak zaczęła nazywać te dziwne aktywności, niegdyś traktowane jako proste, brutalne rozrywki – wypełniały większość czasu; szarpały nerwy, przynosiły zmęczenie, czasem odrobinę satysfakcji. Okazje do odpoczęcia od rutyny (do diabła, czyżby faktycznie skończyła z żywotem zwykłego, szarego człowieka, który dzieli się na zestaw zadań, chodzi do pracy, a weekendami leży w fotelu?) zaczęły znaczyć coś więcej; butelka ognistej, nie mówiąc już o najwspanialszej, ruskiej wódce, zyskała na wartości.
Może to i lepiej.
Wizyta Sigrun napawała optymizmem; wizyta kogokolwiek była z reguły lepsza niż picie w samotności, a blondwłosa Rookwood akurat w kategorii ktokolwiek zajmowała dość wysokie miejsce w rankingu.
Umówiony wieczór zostawiła do jej własnej interpretacji, docierając do kamienicy z numerem dziewiątym dopiero późnym popołudniem; po byle jakim, zwyczajnym samej sobie posiłku zaszyła się w wannie, wylegując się w zimnej wodzie nieco – o jakieś półtorej godziny – za długo, z jakąś misterną, brudną księgą w łapie, która straciła zainteresowanie Dolohov dość prędko, na rzecz zwyczajnej wegetacji w chwilowym niebycie, z zamkniętymi oczami.
Dopiero kiedy liche światło nokturnowych latarni rozbłysło w pobliskim oknie, wynurzyła się z wody, niedługo później osuszyła ciało zaklęciem, zostawiając mokre włosy rozsypane na bladych plecach. Niespiesznie ubrana, czarna bielizna i satynowy szlafrok były jedynym odzieniem; mokre ślady stóp na drewnianej podłodze oznaką po kąpieli – wyznaczała za sobą ścieżkę, schodząc z piętra na parter, kierując kroki w stronę kuchni, całkiem sprawnie omijając wszystkie szpargały rozstawione na podłodze.
I całkiem sprawnie unikając własnego upadku, kiedy potknęła się w końcu o jakiś stosik ułożony na posadzce i kiedy spojrzenie wychwyciło czyjąś sylwetkę, a serce na moment zastygło, dłoń instynktownie skierowała do różdżki w kieszeni; pół uderzenia serca później rozluźniła mięśnie, rozpoznając charakterystyczną sylwetkę, potem twarz.
– Wybacz bałagan, Siggy – rzuciła na przywitanie, unosząc jeden kącik ust ku górze – Niespecjalnie lubię sprzątać – proste, krótkie słowa, dogłębnie szczere, nawet szybkie zaklęcie czasem wymagało zbytniej energii.
Z uśmiechem na ustach przeszła przez pomieszczenie, zatrzymując dopiero przed Rookwood, by nachylić się ku niej i złożyć na jej policzku krótki pocałunek.
– Stęskniłaś się?



will the hunger ever stop?
can we simply starve this s i n?
Tatiana Dolohov
Zawód : emigrantka, pozowana dama
Wiek : lat 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
wanderess, one night stand
don't belong to no city, don't belong to no man
I'm the violence in the pouring rain
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8945-tatiana-dolohov#267430 https://www.morsmordre.net/t8948-ivan#267594 https://www.morsmordre.net/t8949-russian-doll#267610 https://www.morsmordre.net/f312-smiertelny-nokturn-9 https://www.morsmordre.net/t9019-skrytka-bankowa-2104#271324 https://www.morsmordre.net/t8959-t-dolohov#267756
Re: Salon [odnośnik]18.02.21 20:18
Nie czekała długo. Wiedziała, że jest w domu. Słyszała jak krząta się w innym pomieszczeniu. Nie wzywała jej też, nie krzyczała, nie wołała. Nigdzie się Sigrun przecież nie śpieszyło. Miała dużo czasu. Cały wieczór, całą noc. Siedziała w miękkim fotelu w milczeniu, w międzyczasie zdążyła ściągnąć buty i podkulić nogi, aby było jej wygodniej. Gdy Tatiana pojawiła się w salonie, siedziała tak wsparta na podłokietniku, szeroko uśmiechnięta, kiedy zauważyła co brunetka ma na sobie - a miała niewiele.
- Spodziewałaś się kochanka? - spytała prowokująco. Nie, na pewno nie. Przecież wiedziała, że to ona planuje złozyć jej wizytę. Spojrzenie blondynki pytało: to dla mnie? - Zdążyłam zauważyć - mruknęła Sigrun, wodząc spojrzeniem po nieco zagraconym salonie, który lata świetności dawno miał już za sobą. Nie było tak źle. W swoim niedługim życiu zdążyła zwiedzić już wiele mieszkań i część z nich była kompletną meliną. Przy niektórych salon Dolohov był niczym jedna z komnat paradnych Wersalu. Skłonność do bałaganiarstwa niczego jednak nie determinowała. Rookwood była ostatnią kobietą, która miałaby jej to za złe. Nie uważała, że sprzątanie i gotowanie to obowiązek czarownicy. Co to, to nie. Może nawet lepiej, że Tatiana nie zajmowała się podobnymi bzdurami. Powinna skupić się na rzeczach ważnych. - Może powinnaś znaleźć sobie żonę, jeśli nie stać cię na skrzata domowego? - rzuciła żartobliwie. Kącik ust uniósł się w szelmowskim uśmieszku, kiedy młodsza czarownica znalazła się bliżej i nachyliła ku Sigrun, by ucałować policzek. Wtedy blondynka specjalnie nawet obróciła lekko głowę, wysuwając ją do przodu, by go teatralnie nadstawić, jakby tego właśnie oczekiwała.
- Pytałaś już o to w liście. Potrzebujesz nieustannych zapewnień o mojej tęsknocie? Jesteś niepewna mych uczuć, Tatiano? - zakpiła leciutko, unosząc przy tym jasną brew. - Gdyby tak nie było, to czy odwiedziłabym cię dzisiaj? - spytała Sigrun retorycznie.
Siedząc wciąż w fotelu przeciągnęła się jak kot, po czym sięgnęła do skórzanej torby, którą położyła obok. Wyciągnęła z niej dwie, niewielkie fiolki i rozłożyła wysoko ręce, by zaprezentować je Dolohov.
- Wiesz co to jest? - Błysk w brązowych oczach wiedźmy sugerował, że coś na pewno o wiele ciekawszego, niż eliksir na kaszel. - Złota rybka. Słyszałaś o tym? Pewnie nie raz, co?
Słyszeć, to pewnie słyszała. Sigrun była tego pewna. Miała Tatianę za czarownicę, która lubiła się zabawić i tańczyć na granicy. Trochę jak akrobata w cyrku, gdy stąpał po linie. Patrząc na nią pod tym kątem widziała w niej młodszą siebie - tylko wciąż na tyle inną, że lubiła jej towarzystwo i nie czuła się zdenerwowana. Z własnym sobowtórem na pewno by nie wytrzymała.
- Masz ochotę? - spytała prowokująco.
Odważysz się, Dolohov?


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Salon [odnośnik]21.02.21 15:51
Świat od jakiegoś czasu wirował, ocierał się o rzeczywistość i nieprawdę, trawiony strachem i wojennymi podmuchami; dla nich czas był teraz nieistotny. Nawet świat schodził gdzieś na dalszy plan, choć każda z nich doskonale wiedziała o swoich obowiązkach i powinnościach. O tym, że teraz to ich strona stała na straży, pilnowała porządku – paliła dawny porządek, by na pogorzelisku podnieść z gruzów nowy, lepszy świat.
Dla Tatiany był obcym, do jakiegoś czasu; może apetyt wobec destrukcji pogłębiał się do tego stopnia, że była gotowa walczyć o coś, co nigdy nie należało do niej.
A może tak po prostu było wygodniej, a wygodę ceniła przecież niemal ponad wszystko, choć wcale nie objawiała się w miękkich pieleszach i gustownych siedziskach foteli.
– Ciebie – odpowiedziała wprost na pytanie czarownicy, nie szczędząc sobie szelmowskiego uśmiechu, choć pospieszny ubiór składający się jedynie z bielizny i szlafroka był raczej wynikiem pośpiechu i niewiedzy o obecności Rookwood, niżeli faktycznym zamiarem. Ale przecież nie musiała się jej tłumaczyć, tak samo jak Sigrun nie musiała pytać; Tatiana była pewna, że żadnej z nich brak gustownej sukienki opinającej ciało nie przeszkadzał.
Cmoknęła bladą skórę policzka czule, jak gdyby całowała życzliwą ciocię, którą poniekąd blondynka dla niej się stała – w brzydkim, obcym miejscu, którego nienawidziła z całego serca, którym gardziła otwarcie, nie szczędząc sobie cynizmu wobec jego mieszkańców, Rookwood zajęła miejsce kogoś na kształt mentorki, nauczycielki; o ile Cassandra opiekowała się nią w iście matczyny sposób, Sigrun stała się kimś w rodzaju starszej siostry, uczącej nie tyle co życia, co nader często sposobów, jak takowego kogoś pozbawić.
Ale przecież cel zawsze uświęcał środki.
– Zgłaszasz swoją kandydaturę? – na żonę, gosposię, panią domu; pytanie okraszone przekornym uśmiechem, który niedługo później wyraźnie złagodniał, zupełnie jak gdyby dalsze słowa Sigrun wywołały w niej długo oczekiwane zadowolenie. Może faktycznie potrzebowała zapewnień, choć jej obecność mówiła więcej niż takowe, nawet jeśli ich spotkanie było spowodowane głównie chęcią wspólnego znieczulania się.
– Po prostu lubię się z tobą droczyć, a słuchanie twoich zapewnień jest przyjemnością – rzuciła, prostując się przed nią i unosząc nieco brew, kiedy wyjęła z torby jakieś przedmioty; dwie szklane fiolki, wypełnione złotawą substancją. Zastanowieniu wykwitającemu na twarzy Dolohov towarzyszyła rozbawiona ciekawość. Spojrzenie skrzyżowało spojrzenie, a w tym należących do Tatiany wyraźnie rozbłysła nieodpowiednia, narkotykowa chuć. Cichy pomruk wychodzący spomiędzy warg wyraźnie tłumaczył jej stanowisko wobec tego typu zabaw.
– Jesteś cudowna. Urodziny mam dopiero za niecałe dwa tygodnie, pospieszyłaś się z prezentem? – z nutą rozbawienia przeniosła wzrok ponownie na fiolki, nie zastanawiając się nawet chwili, nim nie wzięła jednej z nich do ręki i przysiadła się na obszernym podłokietniku fotela, który zajmowała Sigrun.
– Byłam aż tak grzeczna? - że zasłużyłam na nagrodę od samej pani profesor? Psotny uśmiech zdradzał niemal ekscytację, ale cierpliwie czekała na nią.



will the hunger ever stop?
can we simply starve this s i n?
Tatiana Dolohov
Zawód : emigrantka, pozowana dama
Wiek : lat 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
wanderess, one night stand
don't belong to no city, don't belong to no man
I'm the violence in the pouring rain
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8945-tatiana-dolohov#267430 https://www.morsmordre.net/t8948-ivan#267594 https://www.morsmordre.net/t8949-russian-doll#267610 https://www.morsmordre.net/f312-smiertelny-nokturn-9 https://www.morsmordre.net/t9019-skrytka-bankowa-2104#271324 https://www.morsmordre.net/t8959-t-dolohov#267756

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Salon
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach