Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Sowia poczta
AutorWiadomość
Sowia poczta [odnośnik]04.11.20 11:36
First topic message reminder :

Sowia poczta

★★
W Dolinie Godryka nie brakuje czarodziejów. Sowia poczta jest zaś jednym z ważniejszych miejsc dla całej lokalnej społeczności. Znajduje się na uboczu miasteczka, w starym budynku, którego poddasze w całości zamieszkiwane jest przez sowy. Zresztą zwierzęta można znaleźć też na starych drzewach znajdujących się za budynkiem. W niektórych z nich zostały stworzone sztuczne dziuple, w których pocztowe sowy mogą odpocząć. Samo wnętrze przeznaczone dla klientów jest czyste, dość zadbane i stosunkowo spokojne. Ludzcy pracownicy zwykle są uśmiechnięci, choć lepiej ich nie poganiać, bo wtedy ich ruchy stają się zwykle jeszcze bardziej ślamazarne. Wewnątrz, poza kilkoma stanowiskami wydającymi i adresującymi sowy, można znaleźć kilka stolików przy których można zasiąść, aby przygotować swoją przesyłkę.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:41, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Sowia poczta - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Sowia poczta [odnośnik]27.06.21 14:07
Zatrzymawszy się wciąż w zdumieniu, w milczeniu czekał aż Isabella dokona potrzebnych jej oględzin. Nie wiedział sam dlaczego tkwił tak w bezruchu, pełen ufności pozwalając obejrzeć swoją twarz wspinającej się na palcach czarownicy. Zamrugał kilkakrotnie przytrzymany w niepewności, jednocześnie mając okazję, by przyjrzeć się nieznajomej. Szeroko otwarte oczy o zielonych tęczówkach lustrowały go uważnie, jasna, tak gładka cera niepospolitej urody budziła domysły o jej powiązaniu z istotami magicznymi. Ostatnimi dniami rzeczywiście czuł się inaczej, zwłaszcza po tej dziwnej październikowej nocy, kiedy to czary popchnęły go do spotkania z Celine. Choć jeszcze chwilę temu miał pewność, że eliksir opuścił już jego ciało, tak przytrafiające mu się niefortunnie zdarzenia podsuwały trzeźwość umysłu we zwątpienie.
- Bardzo mi przykro, ktoś cię wtedy uratował, klątwę udało się zdjąć? - Odruchowo pożegnał się z grzecznościami z tytulaturą, zwracając się do nieznajomej na ty. Zasępił się na słowa o przykrościach, jakich jasnowłosa czarownica doświadczyła podczas spotkania z panią Wadock. Zerknął z ukosa na oddalającą się wolnym tempem staruszkę, która najpewniej rozglądała się także dyskretnie za kolejną ofiarą. - Prawdę mówiąc nie znamy się zbyt dobrze - dodał po chwili namysłu. - Emm… dziękuję, w przyszłości postaram się być ostrożniejszy.
Pani Wadock była wyłącznie jednym z mieszkańców Doliny, a przynajmniej za taką ją miał. Isabella podsunęła mu odrobinę niepewności, był skory jej uwierzyć, nawet jeśli to ją widział właśnie pierwszy raz w życiu. Było w niej jednak coś, co nakazywało mu wysłuchać słów zaniepokojonej nieznajomej.
- Valeriana officinalis - poprawił ją odruchowo i na zadane pytanie ściągnął brwi w zastanowieniu. Miodowy zapach nawet jeśli docierał do jego nozdrzy, towarzyszył mu przez całą dzisiejszą podróż, zdążył się więc do niego przyzwyczaić. - Nie sądziłem, że aż tak się za mną niesie - zaśmiał się krótko i uchylił klapę torby, odsłaniając zestaw zabezpieczonych w drewnianych uchwytach fiolek, lecz to nie po nie sięgnął, a po mieszek z surowej bawełny. Ledwie wyczuwalny dotychczas zapach suszonych ziół rozszedł się w powietrzu, docierając do okolicznych nozdrzy. - Jedna z moich pacjentek ma problem z bezsennością. Zresztą, kto nie ma… - dodał nieco ciszej, nie mogąc pozwolić sobie na odpuszczenie komentarza. Nie należał do typu osób, które poddawały się przy każdej przeciwności losu, podporządkowując temu swój codzienny nastrój. Odbyta przed dwoma dniami wizyta w Wyke Regis uświadomiła mu jednak, że ludzki strach potrafił paraliżować tak bardzo, że z łatwością można było stracić zaufanie do człowieka o dobrych intencjach. Od tego krótka droga do paranoi i niechęci, jakże niekorzystnej dla nich w chwili, w której jedność była prawdziwie istotna. Halbert miewał momentami w drugą stronę, zbyt ufnie podchodząc do ludzi, z każdych sił chcąc nieść im pomoc. Nie mając bezpośredniego kontaktu z wojną i bestialskim zachowaniem, do którego niektórzy byli skłonni się posunąć, nie był wciąż do końca świadom skali zaistniałego problemu. Zasłyszane od brata wieści o trudnym życiu w porcie w Londynie zdawały się istnieć poza jego światem, poza zasięgiem wyciągniętej dłoni.
- Skąd wiedziałaś? Zajmujesz się zielarstwem? - spytał od razu, unikając krępującej ciszy. Waleriana nie należała do najpopularniejszych z roślin, zwłaszcza biorąc pod uwagę niechlubne plotki o wstrętnym zapachu jej suszonych korzeni. Szczęśliwie to nie one spoczywały teraz w torbie czarodzieja. Już miał spytać czy zna się może z rodziną jego matki, której w Dolinie Godryka było sporo, lecz w porę ugryzł się w język, nie chcąc wyjść na zbyt dociekliwego. Młoda kobieta uratowała go właśnie przed nieszczęśliwościami klątwy ze strony okrutnej staruszki, a on już zdawał się chcieć zdobyć na jej temat wszystkie informacje. - O tej porze roku nie spotka się już samosiejek, ale w szklarniach, odpowiednimi zaklęciami, można zdziałać cuda - wyjaśnił jeszcze, sięgając wzrokiem na okoliczne łąki. Sam starał się hodować wszystkie rośliny w zgodzie z ich naturalnym tempem. Delikatne rośliny wymagały odpowiedniego wyczucia, czułej ręki, cierpliwości i miłości. Zaklęcie rzucone z nieodpowiednio wymierzoną mocą mogło wyrządzić jej krzywdę.


may the flowers remind us
why the rain was necessary

Halbert Grey
Zawód : toksykolog, ogrodnik Prewettów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
to plant a garden
is to believe in tomorrow
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9087-halbert-grey https://www.morsmordre.net/t9093-lobuz https://www.morsmordre.net/t9092-halbert https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t9099-skrytka-bankowa-nr-2133 https://www.morsmordre.net/t9091-halbert-grey#274380
Re: Sowia poczta [odnośnik]29.07.21 14:19
– Złego uroku nie udało się zdjąć – wyjaśniła nieco smutnawo, choć mężczyzna dość szybko mógł spostrzec, że twarz zaczynała jaśnieć. Jaśnieć, nim na dobre stała się ponura i gorzkawa. Bella rzadko kiedy zanurzała się w głębokiej rozpaczy. Przypominała raczej bardzo ruchliwą iskrę, która chętnie przeskakiwała między paleniskami. – Towarzyszył mi aż do północy. Mącił me usta i upominał się o odkupienie win, których przenigdy nie popełniłam. Nie jestem zła, nikogo nie krzywdzę, ale ona… ona jest niegodziwa, drogi nieznajomy! Naprawdę trzeba uważać – wyjawiła wciąż przejęta. Nie obawiała się o powrót kobiety. We dwójkę bowiem mogliby się jej dobrze przeciwstawić. Ośmieliłaby się zaatakować damę w towarzystwie mężczyzny? Staruszka była jednak sprytna i przesycona złą mocą. Isabella nie śmiała jej lekceważyć, choć z drugiej strony poczuła się nagle dość pewnie. Złośliwości losu wybierały zwykle tych, którzy na takie nie zasługiwali. Czy czuła w sobie wyjątkowość? Jako dama nauczona była raczej teatralnej skromności. Miała przecież dobrze znać swoje dobre cechy i wielkie znacznie w historii. Teraz jednak myślami znajdowała się daleko od tych spraw. Chciała kogoś uchronić.
I trafiła na zielarza, za którym niewidzialnie ciągnęły się wonne pasma. Jak wskazówki, ozdoby, jak magiczne drobiny, z których wkrótce powstać miał pachnący czar. Pokiwała pokornie głową, kiedy wymówił łacińską nazwę. Nie były jej obce, ale poza szklarniami i gronem znawców raczej starała się z nich nie korzystać. Tym razem jednak natrafiła na kogoś, kto nie mógł pachnieć walerianą zupełnie przypadkowo. Zielonkawe tęczówki rozbłysły mocno. – Nie aż tak, ale ja… poczułam. Znam woń waleriany aż za dobrze. Nie mogłam jej zignorować. Jest… wspaniała! Co prawda w tym przypadku od zmysłowych wrażeń wolę jej magiczny potencjał, ale wciąż… och – przygasła na koniec, orientując się, że być może zbyt szeroko otworzyła usta. Słowa spływały potokami, kiedy mówiło się o czymś, co było tak drogie. Ten tajemniczy jegomość w dodatku pozwolił jej zajrzeć do niesamowitego ekwipunku. Wnętrze torby rozpaliłoby niejednego miłośnika. W przypadku Isabelli zaś nie trzeba było bardzo się starać. Na widok znajomych gałązek i maleńkich fioleczek jej serce łupnęło mocno, gotowe pokonać uwięzi gorsetu. Nim zadała milion dodatkowych pytań, sam pomógł jej poznać zagadkę. Pacjentka. – Jesteś wiec medykiem? – zainteresowała się wyraźnie. Bo przecież niemożliwe, by mogła taką wieść po prostu zignorować. Ona, medyk, alchemik, zielarz. Czy to możliwe, by natrafiła na kogoś, kto dzielił podobne zamiłowania? Czy to nie brzmiało jak przeznaczenie? Jak dobrze ułożone planety? To nie mógł być przypadek! – Śpieszysz się do potrzebujących? – zapytała jeszcze raz, ignorując czerwień wijącą się po szyi w górę, aż do policzków. Nie powinna zatrzymywać uzdrowiciela, kiedy oczekiwali go pacjenci. Pomagał wszystkim. Tamtej złej kobiecie także. – Między innymi. Param się również alchemią i jestem uzdrowicielką. Tak jak ty! Stąd też… używam często waleriany. Do leczenia, mikstur… Ma swoje dumne miejsce w mojej cieplarni – wyjawiła, nie kryjąc ciepłego uczucia kierowanego wobec rośliny. Być może to nieroztropne zasypywać nieznajomego wszystkimi swymi zdolnościami, ale… ale to była pokrewna dusza! Czy jednak pochodził z doliny? Czy był zaufaną postacią? Czy ich dzisiejsze spotkanie mogło być początkiem owocującej znajomości? Zaparowane myśli kręciły się w kółko, ale Bella rzadko kiedy błagała o spokój. Z pewnością nie teraz!
– Dbanie o zielone listki i dojrzewające kwiaty czyni mnie jeszcze bardziej szczęśliwą. Jakże wspaniale spotkać na swej drodze kogoś, kto również nie przechodzi obojętnie obok świata natury. Twoje szklarnie muszą być zachwycające. W twej prezencji, och… Zupełnie jakbyś dopiero co wydostał się spomiędzy gęstwiny zielarstwa. Proszę nie przyjąć tego źle, to… to atut! Zapewne mogłabym się od ciebie wiele nauczyć –
mówiła promienna i chętna, by dowiedzieć się o tajemniczym mężczyźnie jeszcze więcej. Takie to było dzikie, takie nierozsądne. Taki to był ogień, który wyrasta nagle nie wiadomo skąd.
Jak samosiejka.
Isabella Cattermole
Zawód : Stażystka w lecznicy
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczona
Najmilszy sercu jest prawdziwy w nim pożar.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Sowia poczta - Page 2 A8172ec5839139146051f7b54e49c5d0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7405-isabella-selwyn https://www.morsmordre.net/t7416-iskierka https://www.morsmordre.net/t7414-bardzo-nieprzykladna-lady#202782 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t7417-skrytka-bankowa-nr-1810#202799 https://www.morsmordre.net/t7415-isabella-selwyn
Re: Sowia poczta [odnośnik]27.07.22 20:13
7 MAJA?

Od czasu przeprowadzki do Elrica Celine ze zdumieniem odkryła, że kajdany, które na nadgarstki założyła sobie sama - poczucia winy, wstydu, wyrzutów i strachu - tutaj czasem poluźniały ogniwa; mimo niezmywalnych win Dolina przyjęła z powrotem swoją marnotrawną córkę, otulała bose stopy zroszoną trawą o poranku, obmywała dłonie w pobliskich strumykach popołudniami i mierzwiła włosy wieczorową porą, wiatrem, który zdawał się być przyjacielem słodkim od dziecięcych wspomnień, wolnym od kary. Ale nawet na tak pięknym horyzoncie czaiła się ciemność, wojenna mgła - i coś osobistego. Nie bez powodu jeszcze nie odważyła się zapuścić na ulicę, przy której stał odebrany im dom; dom, w którym przyszła na świat, dom, z którego wywleczono niewinnego mężczyznę, dom, którego nawet nie zdążyła uprzątnąć.
Pozostałe rejony miasteczka były bezpieczniejsze - jak na przykład stara sowia poczta, przy której cupnęła jakąś godzinę temu; koc rozłożony pod drzewem chronił przed iskierkami ostatniego ziąbu bijącego z ziemi wyposzczonej przez kwietniowe, wręcz jesienne chłody, a umazany w farbie pędzel przesuwał się po papierze otwartego na kolanach szkicownika, znacząc pergamin ciapkami kolejnych plam kolorów. Celine przyglądała się ptakom widocznym zza szeroko otwartego okna budynku, uśmiechając się do siebie za każdym razem, gdy któreś z nich rozpostarło skrzydła czy przekręciło głowę na dźwięki dobiegające z ulicy, na tyle rzadkie, że wręcz niespodziewane. Nie było tu tłoczno, gwar z głównego placu nie docierał do tak odległych zakątków Doliny - i nie wątpiła, że dzięki temu sowim listonoszom żyło się przyjemniej.
Aż tu nagle błyskawicznie przecinająca powietrze smuga błękitu wyrwała z jej dłoni notes i tylko budząca się z letargu zręczność pozwoliła powstrzymać ruch palców pozbawionych podpory, które mogłyby pozwolić pędzelkowi pacnąć o materiał błękitnej sukienki. Gdzie on się podział? Jeszcze przed sekundą był na miejscu! Czyżby któraś z modelek okazała się niezadowolona efektem pracy półwili i porwała uwłaczające jej dzieło? Niemożliwe, Celine starała się oddać je jak najlepiej w swoim impresjonistycznym stylu, więc... Więc co?
Kolejna wstęga poderwała ku górze kubek z wodą nabraną z wcześniej mijanej rzeki, a ta rozchlapała się na boki w gwałtownym wzbiciu, przy okazji kropiąc także twarz dziewczęcia; zdezorientowana rozejrzała się dookoła i dostrzegła kilka rozbawionych chochlików - dwa z nich, w szampańskich humorach, podrzucały jej rzeczy w powietrzu.
- Oddaj! - zaperzyła się i poderwała na równe nogi, by dosięgnąć najbliższego gagatka, ale stworzenia tylko wzlatywały wyżej i wyżej; przypominały starsze dziewczęta z Beauxbatons, które kiedyś osaczyły ją na błoniach i zabawiały się w podobny sposób, w zemście za rzekome bycie zbyt uprzejmą wobec chłopca jednej z nich; ale przekrzywiwszy głowę do boku, Celine doszła do wniosku, że chochliki były od nich przynajmniej ładniejsze. - To nie jest śmieszne - oznajmiła, gdy jedno ze zwierząt wybuchło gromkim chichotem.
Trudno stwierdzić, ile czasu zajęło jej podskakiwanie do złodziejaszków, a choć na nogach lądowała bardzo zgrabnie, to nie była w stanie dosięgnąć żadnego z nich, tym bardziej, że fantów prędko potraciła więcej. Chochliki żonglowały między sobą szkicownikiem, kilkoma pędzlami, kubeczkiem na wodę, bransoletką z plażowych muszelek, a nawet książką, z której wypadła zakładka.
Z dwóch zrobiło ich się kilka. Coś musiało wypłoszyć je z lasu.
- Przecież nie możecie tak cały czas - upomniała je półwila, coraz trudniej łapiąc oddech, dłonie oparłszy na chudych biodrach, jakby próbowała wytłumaczyć coś bardzo niesfornym dzieciom. Skrzaty na Grimmauld Place były milsze; gdy tylko o nich pomyślała, żołądek ścisnął ją boleśnie, a przed oczy powrócił widok celi w ciasnej, kamiennej winiecie, straszny i ciemny. Odejdź, odejdź, nie dziś. - Obrazek i tak jest już zrujnowany, nie wystarczy szkód jak na jeden dzień? Ten poprzedni cały podarliście - zauważyła pochmurnie. Pokryte farbą fragmenty pergaminu leżały na ziemi niedaleko jej stóp - powinna doszukać się w tym metafory, podszeptu przeznaczenia, symboliki przypominającej o tym, że nadzieja na normalne życie również skończy w ten sposób? Jeszcze kiedyś wzejdzie słońce, mówił James. Nieśmiało zaczynała w to wierzyć, z trudem, opornie - może to znak, że nie powinna?


she turned her face up

to the starlit sky

Celine Lovegood
Zawód : Baletnica
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
wszystko to co mam
to ta nadzieja,
że życie mnie poskleja.
OPCM : 5 +3
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 4 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Sowia poczta
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach