Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Stolik nr 3

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej
Stolik nr 3 - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Stolik nr 3 - Page 2 Empty
PisanieTemat: Stolik nr 3   Stolik nr 3 - Page 2 I_icon_minitime02.08.15 19:02

First topic message reminder :

Stolik nr 3

Podczas pobytu w tej sali goście nie mogą się czuć do końca samotni… i to nie ze względu na ciekawskie obrazy, które bardzo chętnie słuchają wszystkich nowości ze świata zewnętrznego i bez najmniejszych ogródek je komentują. Wszyscy czarodzieje powinni być przygotowani na zimny dreszcz lub nowego kompana przy stoliku. Duchy zamieszkałe w tej restauracji obrały sobie ją jako punkt swoich depresyjnych spacerów, przenikając przez przybrudzone ściany bez żadnego wstydu. Bardziej spostrzegawczy mogą dostrzec, ze światło świec nie jest tutaj tak jasne jak w innych częściach restauracji… czyżby to właśnie to miejsce było dopełnieniem cichej legendy o dodatkowych, niekoniecznie pożądanych, składnikach w pieczeni? Czy może wydarzyło się tutaj zupełnie coś innego?

UWAGA Aby przemieścić się po pomieszczeniach wewnątrz restauracji, należy rzucić kością opisaną jej nazwą.

1 - postać przechodzi do stolika nr 1
2 - stolik nr 2
3 - stolik nr 3
4 - wejście
5 - bar
6 - fontanna
7 - taras
8 - korytarz

Wartość zdublowana (np. wyrzucenie czwórki, podczas gdy postać znajduje się przy wejściu) upoważnia do dowolnego przemieszczenia się po wyżej wymienionych pomieszczeniach. Pierwszy post powinien zostać umieszczony przy wejściu.

W przypadku, gdy postać zgodnie z wyrzuconym rzutem powinna przenieść się do wątku, w którym znajduje się inna postać należąca do tej samej osoby (multikonto) do rzutu należy dodać jedno oczko, a następnie podążyć za powyższymi wskazówkami.


Pierwszy post na stypie Barry'ego Weasleya: LINK


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Amodeus Prince
Amodeus Prince

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t751-amodeus-carter-prince https://www.morsmordre.net/t847-abaddon#3824 https://www.morsmordre.net/t840-prince-has-arrived https://www.morsmordre.net/f117-west-country-dolina-godryka-15 https://www.morsmordre.net/t1126-amodeus-prince#7437
Zawód : Pracownik u Borgina & Burke’a, teoretyk magii
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Nie wiem, co to filozofia.
Czasem tylko mnie swędzi pod lewym skrzydełkiem duszy.
OPCM : 5
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej
Stolik nr 3 - Page 2 Tumblr_no98ajdm5Q1ta09lpo1_500

Stolik nr 3 - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   Stolik nr 3 - Page 2 I_icon_minitime06.08.15 19:22

Zaprawdę dzisiejsza, smutna uroczystość odbywa się w szczególnym miejscu. Zaklęcie rzucone na wnętrze restauracji to prawdziwe arcydzieło. Przejście pomiędzy zaklętymi kotarami jest niezwykle gładkie, wręcz nieodczuwalne. Żadnych, chociażby najmniejszych efektów ubocznych. Szczerze, to spodziewał się choć małego zawrotu głowy, rozczarował się w ten dziwny, nie pasujący do tego słowa sposób, bo pozytywny. Amodeus miał wielką ochotę poznać osobę odpowiedzialną za czar nałożony na ten przybytek, lecz ku jego niezadowoleniu, żaden z mijanych kelnerów czy kelnerek, nie miał ochoty na towarzyską pogawędkę. Zastanawiał się, czy jest to stały element ich zachowania czy to jedynie dzisiaj, ze względu na okoliczności w jakich się znaleźli. Aż chciałby zatrzymać któregoś z nich, chwycić za kołnierz i zmusić do rozmowy, do odpowiedzenia na nurtujące go pytanie, lecz nie zrobił tego. Nie chciał przyciągać do siebie zbędnej uwagi oraz był tak naprawdę przekonany, iż pierwszy lepszy pracownik, wybrany z tłumu, raczej nie znałby odpowiedzi na takie pytanie. Jedynie skorzystał z ich usług, porywając kieliszek wypełniony szkarłatnym winem. W jego głowie, jak to już było w zwyczaju, pojawiło się kolejne pytanie: Czy to na pewno było wino? W końcu było to przyjęcie pożegnalne dla profesora Slughorna, znanego ze swego zamiłowania do przeróżnych mikstur. Gra warta ryzyka, upił niewielki łyk, aby się przekonać czym jest tajemnicza substancja. Jednak to było tylko wino, nic wielkiego. Spodziewał się czegoś bardziej... oryginalnego.
Rozczarowaniu mężczyzny nie było końca. Nie udało mu się odnaleźć spokojnego miejsca. Pomieszczenie, do którego trafił, było zatłoczone. Fakt, zdecydowanie nie było tu takich tłumów, jak przy wejściu, ale dalej zbyt wielu. Nie wszyscy byli żywi, o dziwo. Widok duchów w restauracji był stanowczo niecodzienny. Całkiem miła niespodzianka. Gdyby żywe towarzystwo okazało się niezbyt interesujące, to zawsze mógł skupić swą uwagę na tym mniej żywym i nie tak barwnym. Chociaż, dziś niewielka różnica, tu czarny, tam biały.
Z strasznie ciekawej rozmowy na jakże ważne tematy, czyt. nastroje wśród goblinów oraz skutek ich humorków, który odciskał się na gospodarce, tak, właśnie tutaj musiał trafić na starych znajomych z Ministerstwa Magii, wyrwało go coś... zjawiskowego. Nie był głupi, dobrze zdawał sobie sprawę, że jasnowłosa dziewoja, która przeszła obok niego, nie była naturalnie piękna. Mimo to, nie mógł się powstrzymać od wpatrywania w potomkinię wilii. Cóż, taka już ich natura, nie ich wina, że mężczyźni nie mogą oderwać od nich wzroku. Najwidoczniej ten przedstawiciel także był podatny na ich czar. Może to znudzenie rozmową, a może nagły napływ pewności siebie, a możliwe iż żadne z tych, sprawił, że Amodeus ruszył za zjawiskową kobietą. Ot, po prostu nie mógł się powstrzymać. Oczywiście, nie byłby sobą, gdyby pozwolił wodzić się tak prostemu urokowi za nos, co to to nie! Chociaż, istnieje szansa, że odzyskał rozum dzięki przejściu, dosłownie, przez ducha. Uczucie, które spłynęło na niego, niczym kubeł zimnej wody, ostudziło jego zapał oraz uwolniło go od niechcianego wpływu.
I wtedy ich zobaczył. Jasnowłose dziewczę zatrzymało się w kącie sali, który pozornie tworzył otoczkę odosobnienia. Przy stoliku już ktoś siedział, a właściwie nie ktoś, bo przecież było ich dwoje. Znał ich, można powiedzieć, że nawet dobrze. Allison, blade odbicie jego najlepszego przyjaciela oraz... Samael, ten który jest ich bratem, chociaż w ogóle ich nie przypomina. Księżniczka i Bestia? Prince nie mógł się powstrzymać, właściwie to nawet nie chciał, przez głowę nie przeszedł mu taki zamiar. Zgrabnymi ruchami zaczął przedostawać się przez tłum, po chwili osiągając cel, dotarł do stolika. I przy tym nie uronił chociażby kropli wina, ha! Ominął zjawiskową kobietę, nie dając się złapać drugi raz na tę samą sztuczkę, zatrzymał się przed dwójką Averych, którzy witali się, najwidoczniej, z półwilą.
- Och, Allison, nie wiedziałem, że powróciłaś do kraju. - ton jego głosu był radosny, jakby naprawdę cieszył się z ponownego spotkania. Ale czy tak było? Ich ostatnie spotkania bywały nerwowe, a i sporo czasu upłynęło od nich. Uśmiech był powalający oraz wręcz emanował ciepłem, więc chyba nie miał ochoty na rozpamiętywanie starych dziejów. - Samaelu. - temu zaś posłał jedynie zagadkowe spojrzenie i delikatne skinienie głową. Nie, Amodeus raczej za nim nie przepadał. Nazwijmy to przyjacielską solidarnością. Søren nie przepadał za swoim bratem, delikatnie ujmując, toteż jako najlepszy przyjaciel, Amoś musiał podzielać jego niechęć do starszego Averego. - Panno Yaxley. - w końcu postanowił zaszczycić uwagą niebezpieczną kobietę, choć dalej nie skupiał na niej swego wzroku. Nie przepadał za mąceniem w głowie. Oczywiście, nie znał jej nazwiska, przynajmniej do teraz. Udało mu się na szczęście je podsłuchać. - A gdzie trzeci Avery? - rzecz jasna miał na myśli swego przyjaciela, którego widok w tej sytuacji raczej by go nie ucieszył. Samael i Søren nie stanowią odpowiedniej kombinacji. Szczególnie, jeśli ich siostra jest w pobliżu.





I'll stop time for you
The second you say you'd like me too
I just wanna give you the Loving that you're missing...


Powrót do góry Go down
Hereward Bartius
Hereward Bartius

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t576-hereward-bartius-barty https://www.morsmordre.net/t626-merlin https://www.morsmordre.net/t674-bartus https://www.morsmordre.net/f222-hogsmeade-134-dom-bartiusow https://www.morsmordre.net/t2860-skrytka-bankowa-nr-20#45895 https://www.morsmordre.net/t1014-bartek-wsiakl
Zawód : Profesor w Hogwarcie
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
Na szczęście był tam las.
Na szczęście nie było drzew.
Na szczęście brzytwa pływała po wodzie.
OPCM : 20
UROKI : 3
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 30
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Zdarzyć się musiało

Stolik nr 3 - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   Stolik nr 3 - Page 2 I_icon_minitime07.08.15 1:12

Z ponurych rozmyślań nad marnością życia wyrwał go kubeł zimnej wody, jaki nagle się na niego wylał. I niewiele w tym stwierdzeniu było metaforycznego. Równie zajęty własnymi myślami duch postanowił przelecieć przez Herewarda, a raczej nie zauważył na swojej drodze czegoś tak błahego jak czarodziej. Dopiero wtedy Barty zorientował się gdzie zaszedł. Sala, w której się znalazł była miejscem dość ciemnym. Światło sprawiało wrażenie nieco przytłumionego, a może to oczy jeszcze się nie przyzwyczaiły? Postacie na obrazach przyglądały się czwórce zajętych rozmową ludzi. Ich pogawędka musiała należeć do interesujących, każdy portret ciekawsko nadstawiał ucha. Dopiero po chwili Hereward uzmysłowił sobie, że w pokoju byli jeszcze inni ludzie. Uśmiechnął się więc na powitanie do każdego, kto tylko na niego spojrzał, skinieniem głowy odpowiedział na podobne ukłoy i odszedł w miejsce, w którym nikogo nie było, żeby mieć chwilę czasu na dojście do siebie po zagubieni się w nieprzyjemnych myślach. Czuł się dość niezręcznie stojąc samotnie, wyglądając na zagubionego. Postanowił udawać więc, że przyszedł coś jeść. Jak na złość jednak, na stole nie leżał ani kawałeczek ciastka.
Hereward nie był czarodziejem anonimowym. Zawdzięczał to swoim publikacjom, stanowisku i dość bujnej karierze nauczyciela, gdy dał się poznać w trzech największych europejskich szkołach jako pracowity i zdolny. Reputacja z Durmstrangu też nieraz się za nim ciągnęła i wciąż sporo było osób wierzących w to, że Hereward uznaje wyższość czystej krwi nad każdą inną. Zebranie tego wszystkiego zaowocowało kilkoma zaproszeniami na salony, które Barty okazyjnie przyjmował. Chodził tam jako atrakcja wieczoru dla arystokratów. Nie zapraszano go dostatecznie często, by mógł zostać zapamiętany, ale te kilka spotkań wystarczyło, by nieco lepiej zorientował się w świecie londyńskich elit. Stąd mógł z dużą dozą pewności odgadywać, z kim znalazł się w pomieszczeniu. Nie był pewien czy zostali sobie kiedyś oficjalnie przedstawieni, raczej w to wątpił. Nie przypominał sobie także, by miał okazję ich uczyć. Był też raczej pewny, że nie należeli do tego samego rodzaju arystokracji, co Garrett Weasley. Wątpił więc, by mieli ochotę wdawać się w rozmowę z kimś półkrwi. Z tego powodu w spokoju szukał czegoś, co miałby ochotę zjeść.
Portrety uznawszy go widocznie za mało ciekawą postać nie poświęciły mu szczególnej uwagi. Zamyślony duch też więcej się nie pojawił. Tym razem Hereward był jednak gotowy. W ciągu ostatniego roku spędzonego w Hogwarcie ponownie przyswoił sobie cenną umiejętność schodzenia z drogi zjawom na czas. O. Ciastko z kremem wygląda apetycznie. Szkoda tylko, że znajduje się na obrazie.




Ocalałeś, bo byłeś pierwszy
Ocalałeś, bo byłeś
ostatni

Powrót do góry Go down
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej
Stolik nr 3 - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Stolik nr 3 - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   Stolik nr 3 - Page 2 I_icon_minitime07.08.15 1:17

Zaraz po wejściu Herewarda do komnaty wtargnęło chłodne powietrze i wewnątrz wzniósł się lekki wiatr. Samael, Allison, Constance, Amodeus oraz Hereward poczuli przejmujące zimno, a ich skórę przeszył dreszcz.  Pięcioro doświadczonych czarodziejów mogło bez trudu rozpoznać zwiastuny -  w pobliżu pojawiły się duchy.
Hereward poczuł dotknięcie lodu na ramionach, a pozostała czwórka, jeśli tylko spojrzała w jego stronę, dostrzegła za nim srebrzystą niewiastę o świetlistych włosach i twarzy zdecydowanie zbyt gładkiej i zbyt wyniosłej. Była ubrana w bieliźnianą zwiewną suknię, a jej stopy unosiły się kilka cali nad elegancką posadzką. Położyła drobne dłonie na ramionach ostatniego gościa, przybliżając również lico do jego policzka - dziewczyna ani się nie uśmiechała, ani się nie smuciła. Opuściwszy Herewerda, przeszła przed Amodeusem, kokieteryjnie oglądając się na niego przez ramię, po czym na krótko przeniosła wzrok na Sameala, wyniośle ignorując zarówno Allison, jak i Constance. Klasnęła w dłonie, a przed siedzącym Averym pojawił się kosz soczystych, czerwonych jabłek, misa winogron oraz srebrny dzban białego wina; duch zastygnął bez ruchu, kornie chyląc przed Samaelem głowę, jak kobieta wszakże winna czynić, raz tylko bojaźliwie unosząc ku niemu spojrzenie - w którym czaiło się zapytanie. Duch zapewne pragnął wiedzieć, czy towarzystwu nie trzeba czegoś jeszcze. Z wolna uniósł prawą rękę w służalczym geście, zachęcając do poczęstunku.


Powrót do góry Go down
Samael Avery
Samael Avery

Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 https://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 https://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love https://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 https://www.morsmordre.net/t2798-skrytka-bankowa-nr-160#45281 https://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
Zawód : ordynator oddziału magiipsychiatrii
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
OPCM : 0
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 10
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 14
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.

Stolik nr 3 - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   Stolik nr 3 - Page 2 I_icon_minitime07.08.15 14:05


Milczenie odebrał jako największą zniewagę, gdy ignorowała jego słowa, nie siląc się na podtrzymanie konwersacji. Uderzająco niewinnej, nie sugerował przecież niczego anormalnego, nie wysuwał ku niej rozwiązłych rozkazów, które (być może) uciszyłyby wewnętrzne demony Avery’ego i uspokoiły go na tyle, by zagwarantować Allie spokój ducha. W tej chwili bowiem niczego tak nie pragnął, jak wymierzeniu jej słusznej kary, daniu nauczki, jaką zapamiętałaby na całe życie. Z rozkoszą wziąłby ją na jednym z tych stołów, wbijając szklaną zastawę w mlecznobiałą skórę swej siostry, tworząc na niej finezyjne i kunsztowne wzory. Krwawe, później odbijające się jedynie bladymi bliznami, piętnujące ją jako jego własność, kobietę upadłą, zgubioną oraz rozpustną. Allison wszakże daleko było do cnotliwej piękności, skromnej i pokornej – Samael nie miałby żadnych oporów, by publicznie wytknąć jej wyuzdanie i doprowadzić do straty wszystkich przywilejów, jakie i tak się jej nie należały. Któż by uwierzył w jego winę? Oczywistym stanowiło, iż to ona sprowadziła na niego to pożądanie, kokietowała, starając się uwieść własnego brata .
Wina tkwiła wyłącznie w jej spojrzeniu, bluźnierczym, wyzywającym do pojedynku żywiołów.
W jej czynach, wysyłających zachęcające sygnały.
W jej buncie, który burzył w nim krew i domagał się pomsty doskonałej, jakiej finał świętowałby wśród trzech cichych trupów, upajając się spokojem oraz zatracając w celebracji swego sukcesu.
Dowodząc, iż nie dba o poniesione ofiary, że nie zawaha się przed niczym, by ją zniewolić i uczynić swoją, że nie cofnie się przed popełnieniem zbrodni, gdyż zostanie ona usprawiedliwiona oraz odpuszczona.
Widział jak wzdraga się, gdy leciutko pogłaskał jej zimny policzek – jeszcze nie skamieniała całkiem, nie pozwoliłby, żeby zachowywała się jak spetryfikowana, żeby odpłynięcie w eter pozbawiony zmysłów umożliwiło jej odcięcie się od bodźców, jakimi ją raczył. Nieustannie i wciąż intensywnie, jakby od nowa przeżywał swój pierwszy raz i dopiero uczył poruszania się po grząskim gruncie relacji damsko-męskich. Zabawne, przecież był profesjonalistą w obchodzeniu się z kobietami i tylko te najbliższe, które w jakiś sposób się liczyły mogły doprowadzić go do stanu rozedrgania z nadmiaru emocji. Te z przyczyn zgoła naturalnych nie powinny zostać puszczone wolno – Avery nie potrzebował skandalu ze swoim udziałem, nie, kiedy wkrótce miał ponownie stanąć na ślubnym kobiercu. Nie chciał odstraszyć Judith, choć jego urocza narzeczona zapewne uwierzyłaby w jego zapomnienia, iż są to tylko pomówienia zazdrośników. Tych przecież nie brakowało, a arystokratyczny półświatek był ich pełen. Łowców sensacji, bratających się z podłymi pismakami, sprzedających poufne informacje, byle tylko obserwować, jak nagle szlachcic ze swego tronu spada prosto do cuchnącej kloaki – na języki pospólstwa.
Zacisnął dłoń mocniej, z lubością gładząc Allie, choć przez materiał sukienki nie mógł wyczuć dreszczy, przebiegających przez jej ciało ani skurczy mięśni, pomstujących o zaprzestanie tej wyrafinowanej tortury. Avery równie delikatnie począł wślizgiwać się w umysł swej siostrzyczki, penetrując go perfidnie i grubiańsko, nie siląc się na subtelne wybiegi, by ukryć swą obecność. Pragnął, aby dławiła się nie tylko jego ciałem, ale i nim całym, wypełniającym ją bez reszty, w każdym aspekcie jej nędznego istnienia.
Tak wyraźnie czuł jej gniew, wzburzenie i obrzydzenie; sycił się myślami, w których drżała przed nim i bezgłośnie śmiał się do rozpuku ze śmiesznych rojeń, gdy obiecywała ucieczkę od koszmaru. Los Allison został przypieczętowany przez nią samą. Ona ściągnęła na siebie karę – a może od urodzenia ciążyło nad nią Fatum, sprowadzając nieszczęścia oraz tragedie? Jednak czy dramatem można nazwać troskę o zainteresowanie nią starszego brata? Samael poczuwał się do odpowiedzialności za swoją młodszą siostrzyczkę; ta bez niego zapewne nie poradziłaby sobie w świecie dorosłych, gdzie obowiązywały inne reguły niż w sielankowym ogródku dziecięcych swobód. Nim zaczął wszakże strofować Allie za naganne wręcz zachowanie – posiadała upór godny nisko urodzonej młódki, która buntuje się przeciw oddaniu ręki (oraz dziewictwa) kawalerowi wybranemu przez jej rodziców, mimo że z góry skazane jest to na porażkę – ich uroczą rodzinną pogawędkę przerwało pojawienie się kogoś, jak na ironię, drogiego Allison. Avery stłumił wściekłość, dostrzegając w zajściu kolejną okazję – przybycie panny Yaxley wcale nie musiało stawać się gwoździem do trumny. Constance była wprawdzie piękna, lecz bezwartościowa i w normalnych okolicznościach potraktowałby równie obojętnie, co krążące po sali duchy. Nie mogła mu zaoferować żadnej rozkoszy, jakiej jeszcze nie dostąpił (nie ona jedna posiadała wile ciało, chętne do zaspokojenia jego wybujałych potrzeb) i popełniła kardynalny błąd, w pierwszej kolejności witając Allie. Na ustach Samaela zagościł jednakże uprzejmy uśmiech – przechodzący po chwili w krótki grymas, kiedy poczuł obcas swej siostry wbijający mu się w stopę. Syknął cicho z bólu, lecz krwawą wendettę postanowił zostawić na później – w pomieszczeniu zrobił się tłum. Nieznany mu mężczyzna (sądząc po wyglądzie nie należał do arystokracji) rozsądnie trzymał się na uboczu, lecz znikąd pojawił się przyjaciel Sorena (całe szczęście, iż nie on we własnej osobie). Avery wstał z miejsca, najpierw postępując w stronę dziewczyny, by obdarzyć ją kurtuazyjnym pocałunkiem w dłoń.
- Zjawiskowa Constance – przywitał się, nie spuszczając uważnego spojrzenia z jej gładkiego lica – brakowało mi twych odwiedzin. Mam nadzieję, że teraz, kiedy Allison wróciła, będziesz częstszym gościem w naszym dworze – rzekł aksamitnym, nieco uwodzicielskim tonem, po czym gestem zaprosił ją, by usiadała do ich stolika.
- Amoduesu – mężczyznę powitał z większym dystansem. Soren popełniał głupstwo, bratając się z czarodziejami półkrwi, lecz Samael powinien być przyzwyczajony do lekkomyślnych działań swego rodzeństwa – nie miałem przyjemności spotkać mego brata, choć żywię przekonanie, iż na pewno się tu pojawił – powiedział gładko, siadając w końcu przy stoliku – naprzeciwko swych urodziwych towarzyszek. Dopił swoje wino, barwiąc wargi szkarłatnym trunkiem, kiedy nagle wyrosło przed nimi widmo kobiety, odzianej w powłóczystą suknię. Duch zlekceważył jego towarzyszki, lecz jemu okazało pełne szacunku względy. Avery nawet nie mrugnął, gdy dostrzegł wspaniałą misę wypełnioną po brzegi apetycznymi owocami oraz dzban pełen przedniego wina.
- Częstujcie się, miłe panie – zaproponował, wydawałoby się, z grzeczności, lecz Samael wątpił, by należało ufać widmom spotkanym w tym dziwnym miejscu. On nie sięgnął po nic, zwracając się do ducha, najwyraźniej czekającego rozkazów.
- Brakuje muzyki Händla – stwierdził, patrząc wyczekująco na przezroczystą kobietę, ciekaw czy spełni jego prośbę.




And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.
Powrót do góry Go down
Constance Yaxley
Constance Yaxley

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t583-constance-yaxley http://morsmordre.forumpolish.com/t603-hortensja http://morsmordre.forumpolish.com/t606-koligacje-blys-kotki#1663 http://morsmordre.forumpolish.com/
Zawód : -
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
-
OPCM : 1
UROKI : 7
ELIKSIRY : 3
LECZENIE : 4
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Półwila
Stolik nr 3 - Page 2 Tumblr_nqjov53gG21u1gb64o1_540

Stolik nr 3 - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   Stolik nr 3 - Page 2 I_icon_minitime07.08.15 18:26

Podobno szczera przyjaźń półwili z inną kobietą nie istniała - za dużo w takiej relacji jaskrawych iskier zazdrości, podsycanych właściwie każdym kontaktem z płcią przeciwną. Naturalne piękno, choćby i zapierające dech w piersiach, nie potrafiło przyćmić magicznego ładunku magnetyzmu. Zachwycające geny, dziedziczone po niebezpiecznych, wspaniałych istotach, potrafiły przekreślić wszelkie pozytywne relacje z rówieśniczkami. Tak było przez całe życie Constance: nigdy nie dogadywała się za dobrze z koleżankami, już od najmłodszych lat będąc wypchniętą poza wszelkie grupki. Przeżyła tamtą dziecięcą samotność bardzo ciężko, chociaż nigdy nie skarżyła się ojcu na nieprzyjemności, jakie spotykały ją ze strony innych dziewczynek. Każda trudna sytuacja czyniła ją - paradoksalnie - pewniejszą siebie, doprowadzając w końcu Connie do stanu skrajnego narcyzmu. Przynajmniej na pokaz, bo to, co roiło się za jej śliczną twarzyczką, stanowiło największą tajemnicę. Dla samej Yaxleyówny także. Wolała nie zagłębiać się w zbyt dramatyczne przemyślenia, zaledwie muskając powierzchnię swojej psychiki. Tak było wygodniej, bezpieczniej, przyjemniej, i to na tej płaszczyźnie egzystowała przez większość czasu.
Przy Allison było jednak inaczej. Nigdy nie czuła się przy niej obco; właściwie od początku, od pierwszej rozmowy w hogwarckim skrzydle szpitalnym, zapałała do niej szalonym wręcz uczuciem. Mogła tracić głowę dla mężczyzn, co zdarzało się nagminnie, ale prawdziwe, silne uczucie do kogoś spoza rodziny, kojarzyło się jej wyłącznie z Ally. Nawet przyjaźń z Megarą nie potrafiła równać się tej relacji. Być może na wzrastającą intensywność przeżywania przyjaźni miała wpływ rozłąka, idealizująca pewne sprawy i spuszczająca zasłonę zapomnienia na - pojawiające się przecież - kłótnie. Sporadyczne, nieważne; w tej chwili nawet największe nieporozumienie, jakie mogła sobie wyobrazić, nie zagroziłoby całkowitemu szczęściu z ponownego spotkania. Oczywiście dalej pozostawała nieco zdezorientowana walką z natłokiem emocji, ale każdy następny oddech przynosił uspokojenie. Nawet w chwili, w której czuła ciepły oddech Samaela na swojej dłoni. W pierwszym, nieco panicznym odruchu, chciała odsunąć palce: krótkie przebłyski z listu przyjaciółki wybuchnęły gorącym płomieniem, paraliżując jej system nerwowy. Doskonałe wychowanie jednak przeważyło nad podskórnym i nie do końca zrozumiałym lękiem. Kiwnęła uprzejmie głową, ostatni raz odwzajemniając jego uważne spojrzenie.
- Mam nadzieję, że Allison niedługo zagości także u mnie. Mieszkam teraz w dawnej londyńskiej posiadłości ojca. Będzie tam zawsze bardzo mile widziana. - odpowiedziała uprzejmie, odwracając wzrok od Samaela dopiero w momencie pojawienia się obok stolika kolejnego mężczyzny. Omijającego ją wzrokiem. Kiedyś - przed pięcioma minutami? - poczułaby się urażona, ale teraz jej uwaga koncentrowała się wyłącznie na przyjaciółce. Dygnęła także i Amodeusowi, witając go lekkim uśmiechem, po czym ostrożnie, tak, żeby ponownie nie popsuć sięgającej nieco za kolana sukienki, zajęła miejsce tuż obok Allison.
Miała ambitny plan pohamowania swoich emocjonalnych odruchów, ale kiedy poczuła charakterystyczny zapach perfum przyjaciółki, rozczuliła się do granic możliwości. Szybko przytuliła policzek do jej policzka i złapała ją za dłoń, ściskając z całych sił. Kobiecy gest, trochę zbyt czuły jak na standardy bankietu tego typu. Constance nie przejmowała się jednak w tej chwili tym, co przystoi, odczuwając niemal fizyczną ulgę. Allison była ciepła, żywa, cała, tuż obok. W idealnym, bajkowym świecie Connie, nic nie mogło im już zagrozić.
- Tęskniłam. Bardzo. - wyszeptała jej do ucha, odsuwając się na bardziej odpowiednią odległość, ciągle jednak trzymając dłoń blondynki, jakby bała się, że sekundowa utrata kontaktu fizycznego będzie oznaczała kolejną rozłąkę. W głowie miała setki pytań, odsuniętych natychmiastowo na dalszy plan. Tutaj nie mogły swobodnie porozmawiać, Constance zaczęła więc gorączkowo planować najbliższe możliwe spotkanie, już męcząc się pogawędką nie dotykającą w ogóle palących tematów. - Odwiedzisz mnie, prawda? Mieszkam sama. Wyrwałam się z bagien. Pamiętasz, jak wyobrażałam to sobie kilka lat temu? Nie jest aż tak pięknie. - rzuciła na krótkim wydechu, dekoncentrując się sekundę później, kiedy usłyszała imię drugiego z braci Avery. Zerknęła w bok, dopiero teraz orientując się w przyczynie dziwnego braku, jaki odczuwała. Druga połówka jej ukochanego duetu pozostawała gdzieś dalej, co odrobinę zasmuciło Connie. Na pewno musiała znaleźć także i Sorena. Właściwie wszystkie funkcje umysłowe Yaxleyówny koncentrowały się teraz na blond rodzeństwie. Prawie przegapiła wyniosłego ducha, nie zwracając uwagi na apetyczne owoce, pojawiające się przed nimi na stoliku. Odnalezienie ojca także zeszło na dalszy plan, chociaż dalej kątem oka wypatrywała w tłumie osób Fortinbrasa.


Powrót do góry Go down
Allison Avery
Allison Avery

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t653-allison-avery https://www.morsmordre.net/t814-poczta-allison https://www.morsmordre.net/t815-allie https://www.morsmordre.net/f98-shropshire-ludlow-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t1885-allison-avery#25620
Zawód : Alchemik u Borgina&Burkesa, badacz
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
imagine that the world is made out of love. now imagine that it isn’t.
OPCM : 0
UROKI : 2
ELIKSIRY : 16
LECZENIE : 6
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Stolik nr 3 - Page 2 ZytGOv9s

Stolik nr 3 - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   Stolik nr 3 - Page 2 I_icon_minitime08.08.15 15:10

Patrzę ci wyzywająco w oczy, kiedy pierwszy raz od wielu lat dotykasz mojego umysłu, zapewne dawniej wprowadziłoby mnie tym do stanu podobnego paraliżowi. Zmieniłam się, drogi braciszku. Jestem pewniejsza siebie – dawna Allison, której psychiką bawiłeś się na wiele sposobów, zniknęła bezpowrotnie. Zagramy jak równy z równym – choć ty nigdy nie uznasz kobiety jednakową sobie. Twoja pycha, której nie potrafisz się wyzbyć, sprawi, że nie będzie to łatwa ani szybka rozgrywka. Wielokrotnie przeklniesz dzień, w którym spróbowałeś mnie zhańbić, tym samym ubliżając wszelkiej moralności. Tym razem nie dam ci się złamać; obiecuję zatruć twoje życie, sprawię, że będziesz cierpieć tak jak dawniej ja. Wiem, że czujesz moje obrzydzenie, tak jak wyłapujesz strzępy moich myśli - czy chciałbyś dostrzec moje ciało kołysane przez wiatr, z pętlą zaciśniętą na szyi? To zapewne jeden ze scenariuszy mojej śmierci, tej łagodnej, której najróżniejsze scenariusze wyobrażałeś sobie tysiące razy, karmiąc nimi swoje chore marzenia. Cóż pozostaje mi innego niżeli bunt przeciwko tobie, użycie najstraszniejszych eliksirów jako nieznającej łaskawości ręki temidy? Uważaj na swój kielich, kochany bracie. Słyszę twój syk, gdy obcas wbija się w twoje ciało. Z niemałym wstydem przyznaję, że sprawia mi przyjemność zadawanie ci bólu. Ciekawe jakby było widzieć cię u swych stóp całkowicie poskromionego, wijącego się w agonii, błagającego o litość. Na pewno niezwykle przyjemnie. Wiem, że jeśli zachowam wystarczającą cierpliwość, fantazja stanie się jawą. Muszę tylko przestać zadręczać się myślą, że ponownie zanurzam się w bagnie naszego rodu, nawet się przed tym nie broniąc.
Nie odsuwam dłoni, nie chce byś mnie puszczała, oddalała się choć odrobinę. Mogłabyś zniknąć przypadkiem, a tego bym nie zniosła – kolejnego rozdzielenia. Właśnie ciebie brakowało mi najbardziej, na równi z mym bliźniakiem, nawet długie listy nie potrafiły przynieść ukojenia. Ściskam porozumiewawczo twoją drobną dłoń, uśmiechając się przy tym przepraszająco. - Constance, nie wierzę, że cię tutaj spotykam – szepczę ci do ucha, co na salonie nigdy nie było dobrze odbierane, jednak kto by przejmował się moim bratem; na pewno nie ja i na pewno nie teraz, gdy w końcu mam cię przy sobie. Wciąż wydajesz mi się równie ulotna niczym senna mara. Może śnię, ponownie wprowadzona w śpiączkę po zawirowaniach związanych z genetyczną przypadłością? O niczym innym nie marzę, jak wyrwać się wraz z tobą z tego pomieszczenia w jakiś odludny zakątek, byśmy mogły wymienić swobodnie choć kilka słów, nadrobić zaległości, znów cieszyć się swoim towarzystwem tak jak za dawnych lat.
- Łagodny klimat Anglii wciąż jest dla mnie czymś nowym, Amodeusu – witam się z tobą krótkim skinieniem głowy i równie krótkim uśmiechem, zbyt zaabsorbowana osobą swej przyjaciółki, by poświęcać ci więcej uwagi. Pomimo kilku tygodni spędzonych w swoim towarzystwie, gdy byłeś mi jedynym rodakiem w obcym i mimo wszystko dzikim kraju, nie zapałaliśmy do siebie sympatią. Zresztą ciężko byłoby mnie polubić, gdy syczałam po tobie lub obnosiłam się ze skrajną chłodnością, ot tak, powodów doszukując się w twojej bliskiej relacji z mym bliźniakiem, którego w tamtym okresie – pierwszy i ostatni raz w swoim życiu – traktowałam jako kogoś obcego; jako kłamcę niewartego złości, którą się stopniowo podtruwałam, nie licząc się z rozsądkiem.
Zbieram się na śmiałość, by przeprosić pozostałych za opuszczenie stolika, na które mam chęć od dłuższego czasu, lecz praktycznie w pół słowa przerywa mi pojawienie się przejrzystej istoty. Za nic nie zrozumiem celowości tej restauracji, szczególnie do takich spotkań jak stypy. Czyżby pojawiające się duchy miały skłaniać do refleksji nad celowością życia, szlachetnością podejmowanych decyzji? Miejsce to wydaje mi się zbyt magiczne nawet jak na czarodziejski świat. Fakt, że nie rozumiem działania tych kotar i różnych osobliwych zaklęć nałożonych na pomieszczenia, o których słyszałam tylko przeróżne historie plotki, sprawia, że czuje się niepewnie – utrzymuję swoje ciało w ciągłym napięciu, gotowe do natychmiastowej interwencji w razie nieprzewidzianych zdarzeń. Niepewnie czuje się bez ukochanych fiolek pełnych niebezpiecznych, jak i leczniczych wywarów; klnę – co całkowicie nie pasuje damie mojego statusu – w duchu za pozostawienie ich w domu. Jednak kto by się spodziewał, że wśród wielce szlachetnych person, może stać się coś złego. Pomimo myśli o pozornym bezpieczeństwie, wciąż nie potrafię się rozluźnić. Z wielkim trudem przychodzi mi odgadnięcie intencji ducha, jego milczenie napawa mnie przerażeniem. Nagle skupiam całą atencję na nim, ledwo co zwracam uwagę na pewnego rudowłosego mężczyznę w sali. Czy to jakiś niedawno odnaleziony Weasley, czy może ja straciłam się na tak długo, że nie potrafię rozpoznać salonowego towarzystwa? Postanawiam zostać przy stoliku jeszcze chwilę dłużej, ciekawa rozwoju sytuacji, gdyż duch zwraca się typowo do ciebie, drogi bracie. Na powrót włączam się do rozmowy.
- To nie dla nas, drogi bracie. Przybyła pani wyraźnie zainteresowana jest twoimi potrzebami – puszczam ci perskie oczko, ciężko udawać, że moje słowa nie kryją podtekstu, który chyba tylko ja i ty doskonale rozumiemy. - Zebrani tutaj panowie powinni zazdrościć ci tego magnetyzmu. Nawet duchy nie potrafią ci się oprzeć – kpię z ciebie w najlepsze, kryjąc jad pod pozornymi komplementami. Nagle staję się na powrót gadatliwa.


Powrót do góry Go down
Gość
avatar

Gość

Stolik nr 3 - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   Stolik nr 3 - Page 2 I_icon_minitime10.08.15 16:09

Całe szczęście, że miała takiego Gray’a, którego mogła zaciągnąć na pogrzeb. Spodziewała się, że gośćmi głównie będą przedstawiciele szlachetnych rodów, w dodatku byli członkowie Slytherinu i nie chciała być samotnie wystawiona na ostrzał ich niechętnych i pewnie nierzadko pełnych pogardy spojrzeń. Nie żeby jakoś specjalnie jej to przeszkadzało, ale mimo wszystko Marie wolałaby mieć kogoś przychylnego wśród takiej ilości arystokracji. Kogoś, kto samą swoją obecnością poprawi jej humor i przywoła uśmiech na twarz.
Stawiam na to drugie – mruknęła, rozglądając się, czy nikt przypadkiem nie podsłuchuje ich rozmowy. – Iść na czyjś pogrzeb, bo tak wypada – westchnęła, kręcąc głową, jakby wręcz głęboko współczuła wszystkim, którzy zostali zmuszeni do wzięcia udziału w uroczystościach pogrzebowych. Dla Marie, która nie obraca się w towarzystwie, było to całkowicie niezrozumiałe, a nawet godne pożałowania. Pogrzeb to mimo wszystko ostatnie pożegnanie, to bardziej obowiązek złożenia hołdu niż okazja do spotkania towarzyskiego. Westchnęła raz jeszcze, kręcąc głową, ale nic więcej nie powiedziała.
Ach, Diana. Jasne, poczekajmy – powiedziała, usuwając się nieco na bok, by nie stać w przejściu i nie blokować drogi. Nie miała absolutnie nic przeciwko towarzystwu Rowston, nawet się cieszyła, zawsze to jedna osoba do porozmawiania więcej. Ścigająca Harpii bardzo przypominała Marie ją samą i może dlatego Burroughs darzyła ją taką sympatią, pomimo że tak naprawdę nie miały okazji spędzić ze sobą dużo czasu – pojedyncze spotkania w kawiarni za każdym razem wydawały się zbyt krótkie. Dlatego przywitała się z Dianą szerokim uśmiechem.
Staliśmy w dość gęstym tłumie – wyjaśniła, zanim przeszły przez kotarę.
Po wejściu do pomieszczenia ze stolikiem pierwsze, co rzuciło się jej w oczy, był duch z pochyloną pokornie głową. Pochyloną przed Samaelem Avery’m. Marie westchnęło cicho, z wyraźną niechęcią, ale ostatecznie zachowując neutralny wyraz twarzy. Reszty osób zgromadzonych przy stoliku nie znała, ale sama obecność Samaela sprawiła, że jeśli w ogóle miałaby ich poznać, to zdecydowanie nie jest to dobry moment.
Nie tutaj – powiedziała cicho, biorąc Gray’a oraz Dianę pod ramię i znów przechodząc przez kotarę.


Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej
Stolik nr 3 - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Stolik nr 3 - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   Stolik nr 3 - Page 2 I_icon_minitime10.08.15 16:09

The member 'Marianne Burroughs' has done the following action : Rzut kością

'Le Revenant' : 4


Powrót do góry Go down
Amodeus Prince
Amodeus Prince

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t751-amodeus-carter-prince https://www.morsmordre.net/t847-abaddon#3824 https://www.morsmordre.net/t840-prince-has-arrived https://www.morsmordre.net/f117-west-country-dolina-godryka-15 https://www.morsmordre.net/t1126-amodeus-prince#7437
Zawód : Pracownik u Borgina & Burke’a, teoretyk magii
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Nie wiem, co to filozofia.
Czasem tylko mnie swędzi pod lewym skrzydełkiem duszy.
OPCM : 5
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej
Stolik nr 3 - Page 2 Tumblr_no98ajdm5Q1ta09lpo1_500

Stolik nr 3 - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   Stolik nr 3 - Page 2 I_icon_minitime11.08.15 9:38

Pisane z komórki, nie bijcie. .-.

Amodeus uśmiechnął się nieznacznie, gdy usłyszał odpowiedź mężczyzny. Szkoda, liczył, że jego bratnia dusza pojawi się niespodziewanie i uwolni go od tego strasznie niewygodnego brzemienia. W końcu co z niego byłby za przyjaciel, gdyby zostawi ukochaną siostrzyczkę Sørena. Nie, nie mógł tego zrobić, ku swojej rozpaczy. Jedyną rozrywkę, jaką zazna przez następnych parę chwil, odnajdzie w irytowaniu Samaela. To nie tak, że miał powód, aby za nim nie przepadać, po prostu nie mogło być inaczej. Nazwijmy to solidarnością. Ale to czy posiadał uzasadnienie dla swej niechęci czy też nie, nie miało znaczenia. Liczyło się to, że Amoś czerpał przyjemność z denerwowania go. Oczywiście, mężczyzna nie okazywał tego, co jedynie skutkowało tym, iż Prince jeszcze bardziej się nakręcał, a najcichszy zgrzyt zębów, traktował niczym ogromny triumf.
- Nie będziecie mieli chyba nic przeciwko, jak poczekam na niego tutaj... - mógłbym przysiąc, że przez chwilę uśmiechał się szelmowsko, a skierowane to było do męskiego przedstawiciela Averych w towarzystwie. - Tak, ciężko się przyzwyczaić. - odpowiedział Allison, za bardzo nie skupiając na niej swojej uwagi.
Bo ta była zupełnie gdzie indziej, a konkretnie przy osobie, jeśli można tak to określić, nowo przybyłego ducha. I ten jej prowokujący wzrok, pewnie gdyby była żywa, okazałaby się lepszym towarzystwem, niż to którym teraz był otoczony. Upił niewielki łyk płynu ze swojego kieliszka i zerknął rozbawiony na Allison. Czyżby chciała rozzłościć swego brata? Szczerze, to Amodeus chętnie się temu poprzygląda.





I'll stop time for you
The second you say you'd like me too
I just wanna give you the Loving that you're missing...


Powrót do góry Go down
Hereward Bartius
Hereward Bartius

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t576-hereward-bartius-barty https://www.morsmordre.net/t626-merlin https://www.morsmordre.net/t674-bartus https://www.morsmordre.net/f222-hogsmeade-134-dom-bartiusow https://www.morsmordre.net/t2860-skrytka-bankowa-nr-20#45895 https://www.morsmordre.net/t1014-bartek-wsiakl
Zawód : Profesor w Hogwarcie
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
Na szczęście był tam las.
Na szczęście nie było drzew.
Na szczęście brzytwa pływała po wodzie.
OPCM : 20
UROKI : 3
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 30
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Zdarzyć się musiało

Stolik nr 3 - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   Stolik nr 3 - Page 2 I_icon_minitime11.08.15 21:47

Czwórka ludzi przy stole zdawała się prowadzić pasjonującą konwersację. Cudownie było oglądać ich z  pewnej odległości. Te wszystkie gesty, bardzo oszczędne mimo wszystko wyrazy sympatii, które należy schować pod konwenansami. I tak nieco naciągniętymi. Kobiety trzymały się za rękę odrobinę za długo. Szeptały do siebie w sposób, który nie był dopuszczalny. A jednak zachowywały pewną zimną elegancję, obycie na salonach, po którym rozpoznać można arystokratę. Tak, nie było wątpliwości, że dwie młode dziewczyny wywodziły się z któregoś z czystokrwistych rodów. Hereward lubił obserwować arystokratów, gdy musieli trzymać się sztywnych norm konwenansów. Uważał za mistrzowskie ich docinki wypowiadane miłym głosem. Często tak, że o tym, iż kogoś obrażono wiedziała bardzo mała grupa osób. Z uśmiechem na ustach, z pełną galanterią potrafią mieszać się wzajemnie z błotem. Są mistrzami pojedynków na słowa, na salonach nie mają sobie równych. Hereward zapoznał się z ta sztuką we Francji i musiał przyznać, że urzekły go te szpilki wbijane za pomocą miłych dla ucha komplementów. Lubił obserwować arystokrację podczas tych rozmów. Nie podsłuchiwał. Odgadywanie tematu ich konwersacji było znacznie ciekawsze. Wkładanie w ich usta słowa pasujące do ich reakcji. Odtwarzanie przebiegu słownych zmagań tylko na postawie uniesienia brwi, lekkiego grymasu, drobnego uśmiechu. Czy ci mężczyźni byli mężami? Przyjaciółmi dla kobiet? Rodziną? Ciężko było orzec. Z pewnością jednak wydawali się mniej spoufaleni. Może nawet niechętni? A może znacznie bardziej przykładający uwagę do norm.
Ponownie z fascynujących rozmyślań, którym nie zdążył się nawet porządnie oddać, Hereward wyrwany został przez ducha. Zimne dłonie na ramionach wywołały nieprzyjemne dreszcze, które przebiegły wzdłuż kręgosłupa. Barty poczuł jakby po plecach spłynęły mu kostki lodu. Kobieca zjawa przepłynęła przez pokój do rozmawiającej czwórki, którą z taką przyjemnością obserwował rudzielec. Kokieteryjne spojrzenia, ukłony. I jedzenie. Barty poczuł jak zaburczało mu w brzuchu. Na szczęście nikt nie mógł tego usłyszeć. Rzucił tęskne spojrzenie na ciastko z obrazu. Cóż, jabłka też są smaczne. Podszedł do stolika. I dopiero wtedy rozpoznał jednego z mężczyzn. Jego usta rozciągnęły się w lekkim uśmiechu, kiedy skłonił lekko głowę. W porównaniu do kelnerki-ducha wyglądał jakby ledwo nią ruszył. Ciekawa obsługa, swoją drogą.
- Pan Avery, dzień dobry, Miło pana spotkać, nawet w tak smutnych okolicznościach.
Obdarzył spojrzeniem swoich szarych oczu pozostałych towarzyszy uzdrowiciela.
- Śliczne panie, szanowny panie, chyba nie mieliśmy okazji... Hereward Bartius, profesor transmutacji w Hogwarcie.
Delikatny uśmiech nie opuścił jego twarzy. Nikt nie pomyślałby nawet, że zaledwie parę minut wcześniej po jego głowie krążyły myśli bardzo niewesołe.
- Czy dużym nietaktem będzie, jeśli poczęstuję się jednym jabłkiem? Nie za bardzo, muszę przyznać, rozumiem działanie tutejszej obsługi. Wolałbym nie liczyć na ich hm... usługi.
W prawdzie Samaelowi Avery'emu wysłał więcej koszy z Miodowego Królestwa niż jakiemukolwiek przyjacielowi, nie łączyły ich jednak bliższe relacje. Przedziwny zbieg okoliczności, że się tutaj spotkali. Chociaż z drugiej strony, Samael prawdopodobnie załapał się do elitarnego grona Klubu Ślimaka. Wypadało mu przyjść na pogrzeb starego Horacego. Ciekawe jednak, kim są jego towarzysze?




Ocalałeś, bo byłeś pierwszy
Ocalałeś, bo byłeś
ostatni

Powrót do góry Go down
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej
Stolik nr 3 - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Stolik nr 3 - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   Stolik nr 3 - Page 2 I_icon_minitime12.08.15 2:20

Na życzenie Samaela zjawa wzniosła ku niemu spojrzenie, przez zbyt długą chwilę wpatrując się w jego twarz - pustym spojrzeniem. Jej usta nie wyraziły żadnego grymasu, lecz wyraźnie nimi poruszyła, po czym złożyła dłonie razem jakby do klaśnięcia. W pomieszczeniu rozległa się cicha melodia Sarabandy niewątpliwie w kompozycji Haendela. Po czym nachyliła się znów, w służalczym i przepełnionym posłuszeństwem ukłonie, unosząc głowę dopiero wówczas, gdy odezwała się Allison. Zjawa spojrzała w jej stronę - marszcząc w złości delikatną brew.

Wciąż milcząc uniosła prawą dłoń ku szyi, dopiero teraz widoczne stały się jej nienaturalnie długie paznokcie. Opuściwszy powieki przesunęła palcem wskazującym wzdłuż łabędziej szyi, po czym jej głowa ociężale opadła w przód, a niematerialna dłoń po tym geście zastygła w powietrzu. Minęła dłuższa chwila, nim Allison poczuła, jak wielki trud sprawia jej uniesienie ręki, a na obraz przed jej oczyma jęła opadać czarna kotara ciemności. Znała to uczucie nazbyt dobrze, zwabił je zew traumy krwi... Gdzieś na nodze, może pod kolanem, poczuła chłód. Z bezbolesnej rany, której najwyraźniej nawet nie zauważyła, prawdopodobnie sączyła się krew.

Duch pogłębił ukłon, obracając się w stronę mężczyzn, nie drgnąwszy nawet na pytanie Herewarda.


Powrót do góry Go down
Samael Avery
Samael Avery

Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t631-samael-marcolf-avery#1801 https://www.morsmordre.net/t1443-samaelowa-skrzynka-z-pogrozkami#12562 https://www.morsmordre.net/t807-call-me-doctor-love https://www.morsmordre.net/f119-shropshire-peace-street-102 https://www.morsmordre.net/t2798-skrytka-bankowa-nr-160#45281 https://www.morsmordre.net/t972-ten-lepszy-avery
Zawód : ordynator oddziału magiipsychiatrii
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Szalony, niech ukocha swe samotne ściany
I nie targa łańcucha, by nie draźnić rany
OPCM : 0
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 10
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 14
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Doskonała rozpusta wymaga doskonałego odprężenia.

Stolik nr 3 - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   Stolik nr 3 - Page 2 I_icon_minitime12.08.15 14:35

Wolałby znaleźć się z Allison sam na sam, lecz teraz również mógł delektować się przebywaniem z nią w jednym pomieszczeniu i szczuciem ją samą swoją obecnością. Doskonale zdawał sobie sprawę, iż nikt, nawet Constance, chlubiąca się mianem przyjaciółki jego siostry, nie miał pojęcia o rozgrywającym się tutaj dramacie. Avery perfekcyjnie wczuwał się w rolę zarówno stęsknionego brata, jak i stonowanego arystokraty, pełnego bólu po śmierci niegdysiejszego opiekuna oraz mentora. Prawie zapomniał, że są na stypie, bawił się przecież przednie, korzystając z uroków panien, napawając się widokiem pięknych sukien oraz wyszukanych, nieco frywolnych fryzur. Wolałby wprawdzie oglądać je wszystkie nago, lecz zabrakło didaskaliów, a jako istoty z natury mało rozumne, bez podpowiedzi i prowadzenia ze strony mężczyzny, kobiety błądziły niczym ślepcy we mgle. Jedynie Allison znała doskonale jego miłostki oraz dewiacje , które przed nią osłonił dokładnie dziesięć lat temu. Wtedy jeszcze mógł darować jej bunt przeciwko niemu, występował w roli adwokata diabła, broniąc ją przed swoim własnym gniewem. Była przecież zaledwie dzieckiem, więc należało jej się odrobinę wyrozumiałości. Teraz jednak stała się dorosłą kobietą, elegancką, piękną, pobudzającą jego zmysły i wyzwalającą niegasnące pożądanie. Nie mogła już liczyć na pobłażliwość, skoro umyślnie z nim igrała, doprowadzając go do białej gorączki. Znała swoje miejsce, lecz próbowała się stawiać, nie zdając sobie sprawy z powrozu coraz ciaśniej zaciskającego się na jej łabędziej szyi. Bez żadnych skrupułów powiesiłby ją na starej lipie pod swymi oknami i obserwował, jak kruki wydziobują oczy z truchła, które niegdyś było jego ukochaną siostrą. Niepotrafiącą docenić tej miłości, odrzucającej go wielokrotnie, niepojmującej, iż każda odmowa zwiększa przepaść między nimi. Może zrozumie swoje błędy, gdy będzie chwiać się nad przepaścią, mając do wyboru oddać się w jego chciwe dłonie bądź skoczyć w otchłań, specjalnie dlań przygotowaną. Allie nie czekała wieczność na Polach Elizejskich, lecz tułacza wędrówka z wyklętymi, za najgorszy grzech, sprzeniewierzenie się własnemu bratu i wyrzeknięcie się rodziny.
- Nie śmiałbym wypowiadać się za siostrę, ale sądzę, że z przyjemnością przyjmie twą propozycję, Constance – rzekł spokojnie, ponownie wyginając usta w wyuczonym uśmiechu – Korzystając z tak wyśmienitej okazji, pragnąłbym również nadmienić, iż byłbym się zaszczycony, gdybyś wkrótce uraczyła moją drogą narzeczoną oraz mnie swym towarzystwem. Judith nie zna panien z naszego zacnego grona, a nie chciałbym żeby na naszym weselu czuła się osamotniona – dodał zupełnie szczerze, patrząc prosto w oczy dziewczęcia. Dzień ślubu miał być najpiękniejszym dniem w życiu przyszłej pani Avery, a Samael postanowił, iż osobiście tego dopilnuje. Connie wydawała mu się osóbką niegroźną, a przy tym łatwowierną, zapewne tym wybiegiem zmydli jej oczy i przekona, że nie taki diabeł straszny, jakim go malują.
Skinął głową swej siostrze, jakby winszując jej tak celnej riposty. Oczywiście wychwycił w jej głosie niemalże namacalną drwinę, lecz teraz nie miało to żadnego znaczenia. W przeciwieństwie do Allison posiadał dość taktu (oraz rozumu), aby nie afiszować się prywatnymi problemami oraz rodzinnymi niesnaskami w towarzystwie. Gdyby posiadał pełną swobodę działania, jego siostra już dawno wypluwałaby wnętrzności, krztusząc się od braku oddechu. Niestety, spełnienie fantazji musiało poczekać, gdyż pierwej w hierarchii stały obowiązki.
- Nie zna mnie zatem równie dobrze, jak ty, najsłodsza siostro. Ty zawsze odgadywałaś, czego najbardziej mi potrzeba – powiedział, a żaden mięsień jego twarzy nawet nie zadrgał. Już wkrótce przyjdzie czas zapłaty za tę wiedzę, a wtedy z Allie nie pozostanie już nic prócz pustej skorupy bezużytecznego ciała…
Zignorował Amoduesa, zerkając na wchodzących do pomieszczenia czarodziejów. Wśród nich rozpoznał jedynie wścibską Burroughs, lecz grupa szybko się wycofała, nie zmuszając go do konfrontacji z aurorką. Samael ponownie zwrócił się w stronę towarzyszących mu panien, lecz nim zdążył poczynić kolejną o tyleż niezobowiązującą, co znaczącą (dla Allison) uwagę, padł na nich cień rudowłosego mężczyzny, którego w pierwszej chwili nie rozpoznał. Kto by pomyślał, że w tak ponurych okolicznościach spotka człowieka, jaki chyba miał niecny zamiar uczynienia z niego amatora słodyczy?
- Nawzajem, Herewardzie – odparł, ściskając mu dłoń i zapraszając do stolika – przybyłeś tu z delegacją z Hogwartu? Nie zauważyłem pośród gości żadnej twarzy znajomej z kadry profesorskiej – rzekł, choć niewiele go to obchodziło – pozwól, że ci przedstawię – dodał, wskazując na siedzące przy nim kobiety – panna Constance Yaxley oraz moja droga siostra, Allison – dokonał krótkiej prezentacji, o Amodeusu jakby zupełnie zapominając – Oczywiście, częstuj się do woli – przyzwolił, rozporządzając darami ducha wedle własnych upodobań. Widmo naprawdę starało się go zadowolić; w pomieszczeniu rozbrzmiały tony wzniosłej muzyki Händla, pieszczące jego uszy, a Samael był wręcz zachwycony tymi posługami. Przynajmniej do momentu, kiedy duch ośmielił się skrzywdzić jego siostrę. Allison mogła cierpieć tylko z jego powodu, krwawić wyłącznie z jego ręki, więc Avery zerwał się z miejsca gorejący gniewem.
- Precz – warknął do zjawy, natychmiast nachylając się nad swą siostrą, cudownie bezbronną, lecz niestety również nieprzydatną, nie w tym momencie.
- Fosilio! – zawołał, celując różdżką w uszkodzoną nogę blondynki. Musiał natychmiast zatamować krwotok, dla Allie każde, nawet najdrobniejsze zranienie mogło okazać się tragiczne w skutkach. Avery nie chciał, aby odchodziła przedwcześnie, nie, przed tym, nim uczyni ją prawdziwą kobietą.




And when my heart began to bleed,
'Twas death and death indeed.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej
Stolik nr 3 - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Stolik nr 3 - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   Stolik nr 3 - Page 2 I_icon_minitime12.08.15 14:35

The member 'Samael Avery' has done the following action : Rzut kością

'k100' : 5


Powrót do góry Go down
Constance Yaxley
Constance Yaxley

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t583-constance-yaxley http://morsmordre.forumpolish.com/t603-hortensja http://morsmordre.forumpolish.com/t606-koligacje-blys-kotki#1663 http://morsmordre.forumpolish.com/
Zawód : -
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
-
OPCM : 1
UROKI : 7
ELIKSIRY : 3
LECZENIE : 4
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Półwila
Stolik nr 3 - Page 2 Tumblr_nqjov53gG21u1gb64o1_540

Stolik nr 3 - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   Stolik nr 3 - Page 2 I_icon_minitime13.08.15 14:32

Poważne rozmowy w równie poważnym miejscu- to chłodne pomieszczenie kojarzyło się Constance z okropnymi lochami Hogwartu, gdzie cierpiała piekielne męki na eliksirach - naprawdę ją męczyły. Oczywiście przywykła do przebywania w towarzystwie możnych tego świata, rozmawiających o Bardzo Nudnych Ale Ważnych Sprawach. Uśmiechała się wtedy pięknie, kiwała głową i milczała. A wszystko to z wielkim szacunkiem do kwestii, o których nie miała zielonego pojęcia. Nawet nie chciała mieć. W zupełności wystarczały jej własne problemy dotyczące wyboru sukienki, natrętnych adoratorów czy też towarzyskich niesnasek. Te dwa światy przenikały się bez problemu: Connie była zachwycającym dodatkiem do sztywnych konwersacji, a owe sztywne konwersacje gwarantowały blondynce bezpieczeństwo. Kiedy inni martwili się wojnami i kryzysem, Constance wnosiła do tego smutnego świata mnóstwo beztroskiej radości. Naiwnej też, ale chyba nikomu to nie przeszkadzało.
Także teraz po prostu uśmiechała się uprzejmie do każdego mężczyzny przy stoliku. Powstrzymując niezbyt przyjemne komentarze, zwłaszcza kiedy Samael nawiązał do Judith.
Oczywiście, że wiedziała o tym potwornym mezaliansie - wszelkie plotki trafiały do Connie niezwykle szybko - ale niezbyt wyobrażała sobie arystokratycznego Avery'ego z jakąś koniarą. Kiwnęła więc tylko zgodnie głową, pogłębiając rozbrajający uśmiech. Lata praktyki, dzięki którym uniesione kąciki ust nie drżały jej ze zmęczenia. Mogła się tak uśmiechać cały wieczór, całą noc, cały poranek.
- Z pewnością zaopiekuję się zarówno Allison jak i przepiękną Judith. Judy to moja droga przyjaciółka z Hufflepuffu. Wspaniała istota - skomentowała tylko z całą dozą uprzejmości, na jaką było ją stać, ściskając jednocześnie dłoń Ally. W końcu ciepłą. Nie mogła ciągle wpatrywać się w przyjaciółkę, ciągle jednak czuła ją obok siebie i z każdą sekunda upewniała się w tym błogim spokoju. Była tutaj. Nie zniknie. Spotkają się jutro, pojutrze, za tydzień i miesiąc. Poważnie porozmawiają o niepokojącym liście, o głupiej narzeczonej Samaela, o durnej Venus i o wszystkich prawdziwych problemach świata. Równie istotnych, co nieodrobione zadania z transmutacji, o których przypomniała sobie w chwili pojawienia się przy ich stoliku rudowłosego czarodzieja.
Kojarzyła go. Chyba. Nigdy nie przyglądała się nauczycielom, na lekcjach raczej nudząc się niemiłosiernie i plotąc sobie warkocze. Ponownie kiwnęła Bartiusowi głową, w dalszym ciągu cała w uśmiechach. Ktoś mógłby pomyśleć, że Constance nigdy nie znajdywała się w bardziej szczęśliwej sytuacji. Radosna stypa; już chciała skomentować pojawienie się Herewarda, gdy wydarzenia potoczyły się w mniej wesołym kierunku. Zanim zdążyła się zorientować albo zareagować w jakikolwiek sposób, Samael znalazł się tuż przy Ally, wyraźnie wzburzony idiotycznym zachowaniem ducha.
Connie zmarszczyła brwi, zastanawiając się, co się właściwie stało. Nie zaglądała pod stolik, nie czuła żadnego zagrożenia i dopiero czerwona krew, spływająca po kostce Allison, pozwoliła jej połączyć kropki. O dojrzałości relacji, jaka łączyła ją z panną Avery, świadczył fakt, że w pierwszej kolejności pomyślała o jej bezpieczeństwie, a dopiero później o tym, że obydwie pobrudzą sobie sukienki. W tej chwili mogła tylko patrzeć szeroko otwartymi oczami na urocze rodzeństwo, zastanawiając się, czy można udusić ducha. Albo chociaż obciąć mu włosy w ramach zemsty?


Powrót do góry Go down
Allison Avery
Allison Avery

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t653-allison-avery https://www.morsmordre.net/t814-poczta-allison https://www.morsmordre.net/t815-allie https://www.morsmordre.net/f98-shropshire-ludlow-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t1885-allison-avery#25620
Zawód : Alchemik u Borgina&Burkesa, badacz
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
imagine that the world is made out of love. now imagine that it isn’t.
OPCM : 0
UROKI : 2
ELIKSIRY : 16
LECZENIE : 6
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Stolik nr 3 - Page 2 ZytGOv9s

Stolik nr 3 - Page 2 Empty
PisanieTemat: Re: Stolik nr 3   Stolik nr 3 - Page 2 I_icon_minitime13.08.15 21:58

- Z niewyrażoną przyjemnością poznam Judith, skoro panna Yaxley ma tak dobrą opinię. Zresztą bracie... Na pewno musiałeś wybrać idealnie. Za niedługo będzie mi jak siostra, której nigdy nie miałam – zapewniam po słowach Constance, wcale nie jestem nieszczera, nie dosłyszysz w moim tonie kpiny. Twoja wybranka, kochany bracie, jest moją jedyną szansą na szczęśliwą przyszłość. Póki co być może ją czarujesz, z wprawą najlepszych, londyńskich aktorów udajesz zakochanego po uszy romantyka, a gdy przyjdzie odpowiednia pora… Zamienisz się w bezdusznego potwora, nie pozostawiając w słodkiej Jud nic ludzkiego. Z czasem przeistoczy się w pustą skorupę, nieczułą na wszystkie bodźce zewnętrzne, podległą twej woli, całkowicie zaszczutą… Będzie tylko cieniem człowieka, na którym skupisz całkowitą uwagę, zapominając o moim istnieniu. Tak, owszem, będę kochać twoją wybrankę bardziej niż się tego spodziewasz, włożę całe serce w pielęgnację narastającej w niej niepewności oraz bezwzględnego oddania, które umocni się wraz z każdym ciosem, jaki jej wymierzysz. Nazwij mnie egocentrycznym potworem – czym innym być mogę, mając ciebie za brata? – lecz zwierzę prowadzące na rzeź nie kieruje się sumieniem. Ten jeden jedyny raz będę twoim partnerem w zbrodni. Będę szeptać jej wprost do ucha słodkie kłamstwa, zgrabnie manipulując jej psychiką i działaniami, gdy zaczniesz się nią nudzić. Raz skupię się na podburzaniu, innym razem wmówię, że oszalała, zaś… Zrobię wszystko co potrzeba. Będę jej pocieszycielką, powierniczką najskrytszych marzeń i potrzeb… Jej bezwzględną, lecz jedyną przyjaciółką.
Co też wywołało cichą wściekłość u ducha? Czyżby za życia ktoś pozbawił go języka? Wszak w średniowieczu było o to łatwo. Powinnam odpuścić kpienie sobie z brata, a także śmiałość otworzenia do niego ust bez pytania, kiedy zjawa wydała się być wpatrzona w niego niczym w obrazek. Spogląda na mnie wściekłością niepozorną, której początkowo nie rozumiem. Unoszę pytająco brew, spodziewając się latających sztućców, wbijających się w moją krtań. Przejeżdżam palcem po szyi, jakby chcąc sprawdzić, czy na pewno nie krwawię. Kiedy spoglądam na opuszki są idealnie czyste, bez ani jednej czerwonej kropli. Co więc oznaczał ten gest? Po chwili ciszy, jakby pełnej niepewność czy zaraz nie padnę tutaj trupem, chce sięgnąć po kielich pełen wina nalanego wcześniej przez Samaela, by wznieść toast za pomyślne pożycie potwora, którego nazywam bratem. Dopiero wtedy orientuję się z powagi sytuacji – moje ramię ciąży mi niczym pokryte grubą warstwą ołowiu, czoło oblewa zimny pot, pojawienie się kolejnych osób przy stoliku jakimś magicznym sposobem mi umknęło. Rozmawiacie teraz o czymś? Ten szum wszystko zagłusza. Z przerażeniem wymieszanym z rozpaczliwym błaganiem spoglądam w miejsce, gdzie powinien siedzieć jedyny Avery na sali – mój wzrok zakrywają mroczki krążące w szaleńczym tempie, czyniąc osoby rozmazanymi sylwetkami. Rozpoznasz co się dzieje, w końcu jesteś uzdrowicielem, nie przegapiłbyś objawów mojej choroby, gdy skądś ubywa mi krwi. Cóż to za niezwykle subtelna ironia losu, że właśnie ty jesteś jedyną osobą, która teraz może służyć mi pomocą. Miarowe pulsowanie w moich skroniach nie pozwala mi usłyszeć zaklęć, które próbujesz na mnie rzucić.


Powrót do góry Go down
 

Stolik nr 3

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 6Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Przedmieścia Londynu :: Restauracja Le Revenant-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19