Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Kawiarnia
AutorWiadomość
Kawiarnia [odnośnik]17.03.12 14:26
First topic message reminder :

Kawiarnia

★★
Usytuowane tuż nieopodal Fontanny Magicznego Braterstwa pomieszczenie w barwach brązów i fioletów. Ze stojącego w kącie radia sączy się miła dla ucha, przytłumiona muzyka, mieszająca się z szumem przyciszonych rozmów oraz stukotu obcasów - do kawiarni co chwilę ktoś wchodzi, by w pośpiechu zamówić kubek kawy, porwać z pobliskiego stoliczka najnowszą prasę i pędzić w pośpiechu do czeluści własnego biura tudzież departamentu; ostatnimi czasy Ministerstwo Magii przeżywa istny natłok zajęć, obowiązków i problemów.
Nikt jednak nie potrafi oprzeć się serwowanym tutaj specjałom: rozmaitym gatunkom kawy, herbaty, rozpływających się w ustach ciastom i najsmaczniejszym na świecie kanapkom. Największym zainteresowaniem cieszy się, naturalnie, herbata potocznie nazywana przez pracowników Ministerstwa Magii herbatą "ze Świętego Munga" - parzona z liści diabelskiego hibiskusa, rośliny rosnącej w pobliżu smoczych lęgów. Nic dziwnego - ma ona bowiem działanie silnie pobudzające, tak pożądane przecież w perspektywie ślęczenia przez kilka nocy nad stosem dokumentów, raportów, dekretów i rozporządzeń.
Lśniące stoliczki w barwie kakaowca otoczone są mrowiem maleńkich krzesełek z tego samego kompletu i przykryte kolorowymi obrusikami, nad którymi unoszą się wiecznie płonące, magiczne lampiony. Hebanowa lada ugina się pod dziesiątkami specjałów serwowanych przez sympatycznego młodzieńca imieniem Alvin.
[bylobrzydkobedzieladnie]
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kawiarnia - Page 8 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Kawiarnia [odnośnik]02.01.22 16:59
« Zdrowy rozsądek może zastąpić prawie każdy stopień wykształcenia, lecz żadne wykształcenie zdrowego rozsądku »
Kiedyś może nie zaskoczyłaby go podobna interakcja. Był wszak o wiele bardziej otwarty, a jego sposób bycia działał na dość zbliżonym poziomie. Zdawało się jednak to tak dawno temu, że profesor niekoniecznie widział to jako zmianę na przestrzeni paru lat a co najmniej dekad. I chociaż niekiedy zdarzało mu się wspominać ówczesne, pozbawione ciążących problemów życie, nie tęsknił za swoją ekspresywnością. Za tamtą wersją siebie. W jego przypadku kojarzyła się profesorowi z niedojrzałością i dostrzeganiem jedynie określonych cech wydarzenia, aniżeli jego całości jak być powinno. Naiwność przebijała się na pierwszy plan, gdy tylko musiał stawać twarzą w twarz z tym, co zostało za jego plecami i zdecydowanie nie podobał mu się tamtejszy obrazek. Był niczym dorosłe dziecko, które nie chciało niczego więcej, nad czerpanie radości z każdej mijającej chwili. Teraz wszystko było jednak zupełnie inne. Nie było chłopca, nie było wiecznego uśmiechu, nie było roztrzepania ani braku skupienia. Kobietom i dzieciom przystawała ta niewinność, lecz nie dorosłym mężczyznom, którzy powinni brać odpowiedzialność za słabszych. Jako profesor, jako ojciec, jako mąż dostrzegał, jak wiele zależało od tego, jakim był on sam. W końcu był mentorem studentów, opiekunem własnych dzieci, wcześniej oparciem dla żony. Nie mógł marnować czasu na trywialne, ulotne momenty, które jedynie go rozpraszały, a nie kreowały silniejszego wizerunku. Widząc spracowaną Roselyn, jej rozedrgane od wysiłku dłonie nie myślał o własnych zmartwieniach. Uczył się zostawiać je za sobą, by być obecnym w aktualnym zdarzeniu. By móc podnosić innych i pilnować, by nie upadli z wycieńczenia. Dość miał więc żałoby. Dość cienia, jaki na nim pozostawiała. Od drugiej połowy wszystko się zmieniało. I kolejny już raz zmieniał się on sam.
Spotkanie jasnowłosej czarownicy było powiewem świeżości w dniu przepełnionym nudnym czekaniem na swoją kolej. Dużo mówiła. Naprawdę ilość słów pojawiających się między nimi w krótkim przedziale czasowym, szokowała, jednak nie odstawała zbyt wiele od niektórych dzieci, jak i niektórych dorosłych. Jayden starał się pozostawać skupionym bez przerwy, bo w innym przypadku mógłby ławo utracić istotną informację i nigdy już nie wrócić na odpowiednie tory. Gdy ona mówiła już kolejne zdanie, on był dopiero w poprzednim. Mimo to szczerze go rozbawiła swoją ekscytacją i ciepły wyraz twarzy, jaki pojawił się u profesora, nie wynikał z żadnej pogardy czy próby wyśmiania energicznej dziewczyny. Był jej życzliwy. Cała sytuacja z płaszczykiem tak szybko się zaczęła, jak i szybko skończyła, a nieznajoma czarownica kontynuowała swoje zmagania ze zrozumieniem druczku rejestracyjnego. Vane odsunął więc nieco w bok wypracowania uczniów i spojrzał w miejsce, które jeszcze przed momentem wskazywała. Zaczęła zatem poruszać kwestie swojego pochodzenia, co okazało się dość ciekawym faktem, iż jako potomkini tych kontrowersyjnych stworzeń nie przykładała wagi do klasyfikacji ich w spisie. Na szczęście mógł pomóc rozwiązać jej ten ciążący problem, dlatego też wyprostował się, pozwalając, by jego plecy oparły się o tylną część krzesła. - Umownie wile traktowane są jak czarownice z czystą krwią - poinstruował spokojnie, pozwalając sobie na moment zająć dzbanuszkiem herbaty. Nalał odpowiednią ilość do pojedynczej filiżanki i przesunął ją w stronę czarownicy. - Skoro zamówiła pani to samo, proszę się częstować. Poczekam na drugie zamówienie - wyjasnił, po czym podjął dalszą, nurtującą kwestię. - Imię i nazwisko powinno wystarczyć. Wydaje mnie się, iż lepiej nie dodawać więcej niż to konieczne - dodał, obserwując z ciekawością narysowane na boku dokumentu kwiaty. Nie chcąc jednak być impertynenckim, przeniósł spojrzenie na wnętrze kawiarni i przez chwilę milczał, pozwalając, by blondynka uzupełnia odpowiednie kolumny. - Pański brat także przyszedł się zarejestrować? - spytał mimochodem, nie chcąc jedynie milczeć w tej zdominowanej przez blondynkę rozmowie i prezentować się jako ktoś, kto nie przykuwał uwagi do padających z jej ust słów. Przy okazji zauważył, że damskie pióro miało nadszarpniętą końcówkę, dlatego też wyciągnął swoje. - Proszę użyć tego. - Świeży rysik nie miał sobie równych i każdy czarodziej oraz czarownica o tym wiedzieli. Dodatkowo Vane zawsze nakładał na nowe pióra srebrną stalówkę, którą niegdyś dostał od pradziadka. Dzięki temu zwykła lotka nabierała wyrazu elegancji, a pismo pozostawało czyste w dłoni umiejętnego autora.


he's the hero world deserves, but not the one it needs right now. they'll hunt him. he can take it. he's a silent guardian, a watchful protector. A DARK KNIGHT.
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, erudyta, ojciec
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their f a i t h rewarded.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Re: Kawiarnia [odnośnik]02.01.22 22:29
Była urodzona i wychowana do bycia w centrum uwagi. Patrzcie, słuchajcie, bądźcie ze mną, dla mnie - mruczało jej nieskrępowane niczym ciało przy każdym kroku, miękkim geście, powłóczystym spojrzeniu. Miała to we krwi. Tak po prostu. Nawet będąc w bałaganie, narażając się na śmieszność uśmiechała się gładko, szczebiotała słowiczo i podkupywała cudze serca - swoim wilim wdziękiem i radością z przeżywanej chwili. Prosta, szczera, naiwna - młodość miała swój urok, swoją moc.
- Och... OCH! To bardzo dobrze. Trochę się już martwiłam, że jest na odwrót - zdecydowanie nie chciała zostać przyrównaną do mugoli. Jej życie uległo zmianie, lecz wciąż czuła prestiż z bycia czarownicą, bycia Lyon. Smutno by jej się zrobiło, gdyby musiała sobie umniejszać z powodu korzeni babki. Szczęśliwie nie musiała. - Dziękuję - smukłymi palcami objęła zaproponowaną filiżankę będąc urzeczoną szarmanckim gestem. Nie miała żadnego powodu by odmawiać grzeczności. Podobne sytuacje nierzadko jej się przytrafiały i zawsze sprawiły jej tą samą przyjemność - Posłucham Pana rady - zgodziła się z nim i upiła nieco ciepłego naparu. Po odjęciu od niego ust utrzymywała porcelanę w powietrzu, pozwalając ciepłym oparom ocierać się o cerę. Patrzyła na Jaydena z nad herbacianej tafli. Na kartki papieru i dokument w jego rękach, na ramiona, na dobrze skrojoną szatę, rysy twarzy, a potem obrączkę. Nic nie mówiła, lecz widać było, że o czymś w ciszy myśli i raczej nie dotyczyło to rejestracji, a samej osoby profesora. Zamrugała kilkukrotnie przywołana do teraźniejszości pytaniem. Odstawiła filiżankę na stolik - Brat to ma już za sobą. Pracuje w ministerstwie. To ja tylko tak jestem spóźniona ze wszystkim. Nie wychodziłam z domu więc w zasadzie nie potrzebowałam, nie przykładałam do tego uwagi i w ogóle dostać się do centrum Londynu też nie jest teraz tak łatwo. Bez brata tu bym samej nie dotarła. Sam by mnie samą też nie puścił. Bez względu na to czy byłabym przed, czy po rejestracji. - westchnęła - Nie jestem pewna, czy moja obecność tutaj jest bardziej efektem zawziętości mojego brata, czy też ministerstwa i tego czy chcę mieć spokój bardziej od jednego, czy od drugiego. Starsi bracia... - Podniosła kąciki ust ku górze z rozbawieniem na tę przewrotną myśl. Podparła brodę na wierzchu dłoni - Swoją drogą, pozwolę sobie zapytać... Czy my się może już wcześniej spotkaliśmy? Wzbudza Pan spore zaufanie swoją osobą i nie wiem, czy to Pana osobisty czar, czy też może spotkaliśmy się już wcześniej. A może jedno i drugie...? - w wilich oczach zaczaiła się ciekawość i lekkie zaintrygowanie - Salome Lyon - przedstawiła u uśmiechem w trakcie przejmowania "rysika" traktując ten gest jak alegorię uścisku dłoni. Zaraz potem przysunęła do siebie skrawek dokumentu. Zaczęła go uzupełniać zgodnie uwagami mama była półkrwi, babcia czysta, więc dziadek musiał być półkrwi...
Salome Lyon
Zawód : Artystka
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10917-salome-lyon#332724 https://www.morsmordre.net/t10947-listy-do-salome#333500 https://www.morsmordre.net/t10948-powiazania-salome https://www.morsmordre.net/f412-borough-of-bexley-fairy-dream-14 https://www.morsmordre.net/t10945-salome-lyon#333480
Re: Kawiarnia [odnośnik]03.01.22 17:16
« Zdrowy rozsądek może zastąpić prawie każdy stopień wykształcenia, lecz żadne wykształcenie zdrowego rozsądku »
Wychowanie, jakie odebrał Vane, nie wiązało się z byciem w centrum uwagi. Wręcz przeciwnie. Odbierał swoją rodzinę głównie jako strażników i sługów społeczeństwa. Ich odkrycia, ich praca, ich wiedza miały przede wszystkim tworzyć lepszych obywateli. Miały ułatwiać im życie i usprawniać egzystencję. Nie tylko podnosić jakość istnienia, ale także je rozwijać. Dawać możliwości, których nikt wcześniej nie mógł im dać. Ani nigdy później. Ciągły progres, patrzenie poza horyzont, poza umowne wymagania. Tam, gdzie nie było strachu. Gdzie była jedynie prawda w najczystszej ze swych postaci podparta faktami i wiarą, jaką posiadali kolejni potomkowie Diarmuida. Ich nazwisko przewijało się na kartach historii, lecz nigdy nikt nie mógł konkretnie powiedzieć, czego dokonali, bo ich osiągnięcia wiązały się z lepszym dobrem — nie zaś sławą. Każdy rozgłos, jaki zyskiwali, pozwalali, by przeszedł dalej. I tak też właśnie zamierzał działać sam Jayden. Nie chciał być w centrum uwagi, a życie poza granicami cywilizacji, wydawało mu się o wiele bardziej wartościowe. Jego umysł jednak nie mógł pozwolić, aby ci, których obiecał sobie chronić, mieli pozostać bez niego. Dzieci w Hogwarcie versus dyrektor, który nie potrafił o nich dbać. Edukacja, która stawała się towarem luksusowym. Dostępnym jedynie dla wybranych. Sojusznicy dyplomacji i rozsądku kruszeli, szerzyła się korupcja i zakłamanie. Jak więc mógł to wszystko porzucić? Wyzbyć się, chociaż spokój, cisza brzmiały tak... Nęcąco. Ale czy z czasem nie stałby się pełen goryczy?
To bardzo dobrze.
Jego usta wygięły się w delikatnym, ale pełnym ciepła uśmiechu. - Proszę uprzejmie. - Tyle starczało po krótkim dziękuję. Nic go nie kosztowało go wszak wyrzeczenie się herbaty. Nawet jeśli nie zamówiłaby niczego dla siebie, zapewne postąpiłby tak samo, gdyby tylko wyraziła chęci. Nie dostrzegał jej uważne spojrzenia, badając wówczas zgromadzonych wewnątrz ludzi. Na zdobienia kawiarni, na to, czego świadkami były w ostatnich latach. Wrócił wzrokiem do blondynki, gdy poczęła wspominać brata. Pracował w Ministerstwie. Jak wielu przed nim i wielu po nim. Vane nie osądzał jednak zbyt łatwo. - To braterska troska - odparł, chociaż wspomnienie o niewypuszczaniu dziewczyny samej wydawał się dziwny. Podobno w mieście panował spokój, ale może sytuacja tej konkretnej rodziny była wyjątkowa? Nie znał wszystkich detali. Zaraz jednak pojawiła się kolejna kwestia, a podparta broda młodej czarownicy nadawała tej interakcji kolejnego wymiaru. Bardzo frywolnego. Czy my się może już wcześniej spotkaliśmy? - Jeśli uczyła się pani w Hogwarcie. Być może - odpowiedział, nie chcąc mówić o jednym z ostatnich wydań Czarowniczy czy Horyzontów Zaklęć. Mógł jej tam mignąć, lecz Vane wolał nie sięgać po tematykę prasową.
Salome Lyon.
- Profesorze Vane - zwrócił się do Jaydena mężczyzna, który stanął nagle przy ich stoliku. Patrzył wpierw na astronoma, a później na blondwłosą dziewczynę. Zatrzymał na niej spojrzenie dłużej, niż powinien był dżentelmen, ale tak działał czar, jaki rozsiewały wokół siebie potomkinie wil. Vane mógł go za to winić, ale nie była to też wymówka. Odchrząknął więc głośno, wyrywając czarodzieja z transu i każąc mu tym samym kontynuować sprawę, w jakiej przybył. I tak jak podejrzewał, chodziło o przesłuchanie.
- Pan Baudelaire zaprasza na rozmowę.
- Oby tym razem był obecny - odparł z przekąsem, ale pozwolił sobie na koniec na nieszczery uśmiech. W końcu o to w tym wszystkim chodziło czyż nie? Zachowanie pozorów, gdy wewnętrzna wrogość jedynie kumulowała się pod powierzchnią stoicyzmu. Jayden wstał z miejsca, biorąc także przewieszoną wcześniej przez oparcie krzesła torbę i odgarnął włosy, przejeżdżając przez nie palcami. A więc zabawa miała dopiero się zacząć. Cudownie... Pytanie, jak miała się zakończyć? I kiedy... Na pewno mieli sięgać po nieczyste zagrania, a po wiedzy an temat polityki oraz zdolności ludzi posłusznych Ministerstwu, wiedział, iż byli zdolni do najgorszego. Obojętne było, co miało go spotkać. Najważniejsze było, aby nie ruszali jego rodziny. Na samą myśl zacisnął mocniej dłoń na pasku torby, lecz wyglądało to, jakby jedynie ją odpowiednio naciągał. Nie chcąc jednak przeciągać całej sytuacji, wrócił na ziemię i spojrzał na siedzącą wciąż przy stoliku Salome. Imię pasujące do urody, ale czy i do zwodniczej natury? Nie wyglądała na kogoś okrutnego, a krótka interakcja sprawiła, że profesor potrafił wykrzesać w stosunku do niej odrobinę sympatii. Uśmiechnął się ciepło. - Życzę powodzenia, pani Lyon. - Czy miała na palcu pierścień? Nigdy nie zwrócił uwagi — jej dłonie poruszały się tak prędko, a i ona sama go nie korygowała. A może nie dał jej wyraźnie powodu? Tak czy inaczej, nie zamierzał o niej zapominać przed wyjściem z lokalu. - Zatem do następnego spotkania? - Pożegnał ją ruchem głowy i skierował się za czarodziejem w znanym już sobie dobrze kierunku.


he's the hero world deserves, but not the one it needs right now. they'll hunt him. he can take it. he's a silent guardian, a watchful protector. A DARK KNIGHT.
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, erudyta, ojciec
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their f a i t h rewarded.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Re: Kawiarnia [odnośnik]06.01.22 21:47
Brat nie kojarzył jej się z nadopiekuńczością. Raczej z przewrażliwieniem i starczą zrzędliwością. Jak tak dalej będzie toczył swoje życie to za chwilę będzie pomarszczony ze stresu jak śliwka, a od wnętrza zjedzą go wrzody. Była tego pewna. Nie mówiła o tym jednak na głos. Przynajmniej nie od momentu kiedy to zdarzyło jej się przypadkiem zobaczyć coś na ulicy. Coś pokracznego, rogatego, nieludzkiego. Od tego czasu uważnie słuchała zasad dotyczących wychodzenia z domu od swojego opiekuna. Wojna to jedno, godziny policyjne to drugie, a jej słodka beztroska, wili wdzięk oraz choroba to trzecie, czwarte i piąte. Był wręcz bohaterem.
- Winna mu za to jestem więc siostrzane posłuszeństwo - wyznała z lekką żartobliwością kłopotliwej siostry - A przynajmniej w zamian za to musze uporać się z tą okropną rejestracją. Właściwie miał po mnie przyjść za trzy godziny... Mamy jeszcze trochę czasu, prawda...? - Zmarszczyła brwi w lekkiej konsternacji, lecz nie wydawała się spanikowana tym, że wyznaczony czas mógł zostać przekroczony. Zerknęła za to kontrolnie w stronę drzwi wejściowych do kawiarenki. Nie widząc w nich znajomej sylwetki zatopiła się we wnętrzu filiżanki. Uśmiechnęła się zakłopotana, a potem już miękko i chętnie. Zadowolona z siebie wyplątała pióro do pisania z męskich rąk. Pięknie wykorzystała chwilę by elegancko się przedstawić. Z satysfakcją, powoli spuściła jasne rzęsy zerkając na dokument pod palcami. Szary i nieciekawy. Po kilu ruchach przelała uwagę na coś bardziej interesującego. Kogoś bardziej interesującego - A więc to jednak Pana czar. Szkoda - figlarnie wyraziła swój żal i zadowolenie. Jednocześnie. Ku rozczarowaniu, jak się okazało, uwaga profesora nie była jednak w pełni jej poświęcona. Wszystko przez jakiegoś nieznajomego mężczyznę. Salome wydęła usta w niezadowoleniu słysząc, że Pan Vane jest już gdzieś wzywany. - Tak, trzymam za słowo Panie...Vane - pożegnała z entuzjazmem życzliwego mężczyznę, chociaż spojrzeniem pełnym magii oczekiwała, że zostanie. Gdy jej nie wyszło, została sama, a emocje już opadły - westchnęła i z ponurą miną spojrzała ponownie na formularz. Dopiero wtedy zorientowała się, że w ręce dalej trzyma jego własność. Postanowiła więc wypić drugą herbatę dając Panu Vane czas na powrót i tym samym odwlekając konieczność dokończenia własnej biurokracji. Wymyśliła nawet w trakcie kilka błyskotliwych kwestii, którymi mogłaby mu odpowiedzieć. W końcu "następne spotkanie" nastąpiłoby... wyjątkowo szybko, prawda? Niestety przed Panem profesorem odnalazł ją brat... Wraz z nim ruszyła ponownie w stronę dawnej siedziby Biura Aurorów.
Salome Lyon
Zawód : Artystka
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10917-salome-lyon#332724 https://www.morsmordre.net/t10947-listy-do-salome#333500 https://www.morsmordre.net/t10948-powiazania-salome https://www.morsmordre.net/f412-borough-of-bexley-fairy-dream-14 https://www.morsmordre.net/t10945-salome-lyon#333480
Re: Kawiarnia [odnośnik]07.01.22 15:46
« Zdrowy rozsądek może zastąpić prawie każdy stopień wykształcenia, lecz żadne wykształcenie zdrowego rozsądku »
Relacje rodzinne bywały skomplikowane. Nie trzeba było mieć problemów ze swoimi bliskimi, by zdawać sobie z tego sprawę. Patrząc po własnych więziach, jedne stawały się silniejsze, inne łagodniały, kolejne w ogóle się zmieniały w całkiem odmienny sposób od pierwotnego i nie można było przewidzieć, dokąd zmierzały. Niedługo miały także powstać nowe... Wciąż nie mógł uwierzyć, że miał zostać starszym bratem dla jeszcze nienarodzonego dziecka rozwijającego się w łonie jego własnej rodzicielki. Państwo Vane przez tyle lat posiadali jedynaka, aż Jayden całkowicie przestał myśleć o możliwości pojawienia się rodzeństwa. Nigdy nie spodziewałby się tej wiadomości akurat teraz.
- Czy czas istniałby, gdybyśmy nie nadali mu ram? - odpowiedział pytaniem na pytanie bardziej w sposób, który miał poruszyć i zasiać pewne ziarno rozmyślań w młodej jeszcze główce czarownicy. Czym więc były trzy godziny, jeżeli w ogóle nie było samych minut? Sekund? Części składowych składających się na coraz pomniejsze fragmenty? Istnieliby więc zarówno tam, tutaj i dalej w jednym tożsamym ze sobą momencie. Nie było rozgraniczeń na przeszłość, teraźniejszość oraz przyszłość — wszystko było jednym. Wszystko trwało w nich samych i oni trwali we wszystkim wokół. To spotkanie więc odbywało się bez ustanku — zaczynało, trwało, kończyło w kółko i bez końca. Ani bez początku. Czy mogła postrzegać to w podobny sposób? Nie wiedział, czy w ogóle ją to interesowało, ale na pewno posiadała w sobie pewien czar. Odmienny od tego charakterystyczny dla wil i ich potomkiń, lecz nie mógł zaprzeczyć, iż w pewien sposób obserwowanie Salome sprawiało, że odczuwał spokój. Że nie myślał o tym, co miało nadejść, ale tkwił tutaj.
A więc to jednak pana czar. Szkoda.
Roześmiał się szczerze, będąc już pewnym, że na przesłuchanie miał wejść z co najmniej dużą dozą wesołości oraz rozluźnienia i to dzięki drobnej sylwetce Salome Lyon. Nie kazał czarownicy jednak długo czekać z odpowiedzią na swoją reakcję lub właściwie jej wyjaśnieniem, bo mogła to odebrać na wielorakie sposoby. - Wiele opisów swojej osoby dało mnie się słyszeć, lecz na pewno nie taki - odpowiedział w końcu, jednak szybko ich konwersacja została przerwana już przez mniej zachęcającego osobnika pod typowym krawatem służb Ministerstwa Magii. Dostrzegł przy pożegnaniu niezadowolenie swojej towarzyszki, iż miała czekać na brata sama, ale obdarzył ją ostatnim, szczerym uśmiechem, gdy wypowiedziała jego nazwisko. Tak. Zdecydowanie była ciekawą istotą i profesor miał nadzieję, iż nie miała mieć większych problemów przy swojej rejestracji. Tego jej życzył.
Po wyjściu z kawiarni szedł tą samą drogą, jaką pokonał już dwukrotnie, ale liczył, iż na jej końcu pozwolą mu przekroczyć próg gabinetowy. W połowie zdał sobie także sprawę z pozostawienia stalówki pani Lyon, ale nie zamierzał zawracać. Nie był to powszechny przedmiot, gdyż większość czarodziejów oraz czarownic wciąż ostrzyła swoje pióra, by po zużyciu dutki wyrzucić i kupić nowe. Vane jednak — jak w wielu sferach — wolał bardziej modernistyczne podejście. I chociaż tamta stalówka wiązała się z rodzinnym przywiązaniem z uwagi na pochodzenie oraz małą literę V wygrawerowaną na szczycie, nie martwił się przesadnie. Mógł kazać wykonać identyczną kopię później. A tak przynajmniej Salome miała już swoją. Z tą też myślą wszedł już do gabinetu Baudelaire'a, gdzie czekała na niego trójka czarodziejów. A więc przesłuchanie, przemknęło mu przez głowę, zanim recepcjonistka nie zamknęła za nim drzwi.

zt Jayden


he's the hero world deserves, but not the one it needs right now. they'll hunt him. he can take it. he's a silent guardian, a watchful protector. A DARK KNIGHT.
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, erudyta, ojciec
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their f a i t h rewarded.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Re: Kawiarnia [odnośnik]08.01.22 13:58
Szarmancki i do tego jeszcze romantyczny. Motywy o przemijaniu, eteryczności były jej ulubionymi w poezji. Jak mogła więc się nie zachwycić słuchając tak pięknej odpowiedzi, a w zasadzie nawet pytania. Odsunęła na bok więc myśl o niezadowoleniu brata, o tym, że powinna pilnować zegarka. Wszystko miało swój czas i miejsce.
- Ma Pan rację. - rozpromieniła się - Wypuszczę go więc i niech nie zwraca na na mnie uwagi - mruknęła konspiracyjnie zdradzając swój plan. Niech nie wisi nad nami, niech nie tkwi w mojej głowie. Niech rozpierzchnie się wszędzie wokół lub pozwoli przywołać się komuś innemu. Jeżeli ja go nie dostrzegam, to on mnie też - czy to nie było sprytne?
Poczuła przyjemne ciepło, kiedy go rozbawiła. Uznał ją też za wyjątkową. Może nie wprost, lecz nie słyszał podobnego komplementu od nikogo innego. Tylko od niej. Naprawdę żałowała, że jednak się gdzieś wcześniej nie spotkali. Zbiegi okoliczności rządziły się jednak swoimi prawami i może to dobrze - myślała obracając w palcach elegancki rysik. Nie patrzyła przez to pod nogi ale nie bała się, że na kogoś wpadnie ponieważ brat prowadził ją pod ręką. Cmoknęła niezadowolona, kiedy poproszono ją o trochę uwagi oraz ogłady. Pokornie chowała jednak swój kleptomański łup do kieszeni futerkowego płaszczyka, poprawiła fryzurę i wyszła z widny wyprostowana starając się trochę naśladować kwaśną minę swojego opiekuna - wzór ogłady. Poczuła na sobie jego spojrzenie. Nic więcej jednak nie powiedział. Podeszła do okienka zdać dokumenty związane z rejestracją. W kilku miejscach zabrakło jej podpisu, który został przez nią uzupełniony. Potem czekała. Nawet niespecjalnie długo - wszystko okazało się być takie, jak należy. Otrzymała z powrotem swoją różdżkę i kiedy była już przed budynkiem Ministerstwa doznała olśnienia. Dreszcz przeszedł jej po plecach, kiedy w panice wygrzebała rysik z kieszeni z dała sobie sprawę o jakiego profesora Vane z Hogwartu mogło chodzić. Poczuła na sobie pytające spojrzenie brata.
-  Muszę pójść do księgarni... - potrzebowała to zweryfikować, czy podobizna tego mężczyzny jest zgodna z tą którą widziała w jednej z gazet.

|zt
Salome Lyon
Zawód : Artystka
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10917-salome-lyon#332724 https://www.morsmordre.net/t10947-listy-do-salome#333500 https://www.morsmordre.net/t10948-powiazania-salome https://www.morsmordre.net/f412-borough-of-bexley-fairy-dream-14 https://www.morsmordre.net/t10945-salome-lyon#333480

Strona 8 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8

Kawiarnia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach