Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Kawiarnia
AutorWiadomość
Kawiarnia [odnośnik]17.03.12 14:26
First topic message reminder :

Kawiarnia

★★
Usytuowane tuż nieopodal Fontanny Magicznego Braterstwa pomieszczenie w barwach brązów i fioletów. Ze stojącego w kącie radia sączy się miła dla ucha, przytłumiona muzyka, mieszająca się z szumem przyciszonych rozmów oraz stukotu obcasów - do kawiarni co chwilę ktoś wchodzi, by w pośpiechu zamówić kubek kawy, porwać z pobliskiego stoliczka najnowszą prasę i pędzić w pośpiechu do czeluści własnego biura tudzież departamentu; ostatnimi czasy Ministerstwo Magii przeżywa istny natłok zajęć, obowiązków i problemów.
Nikt jednak nie potrafi oprzeć się serwowanym tutaj specjałom: rozmaitym gatunkom kawy, herbaty, rozpływających się w ustach ciastom i najsmaczniejszym na świecie kanapkom. Największym zainteresowaniem cieszy się, naturalnie, herbata potocznie nazywana przez pracowników Ministerstwa Magii herbatą "ze Świętego Munga" - parzona z liści diabelskiego hibiskusa, rośliny rosnącej w pobliżu smoczych lęgów. Nic dziwnego - ma ona bowiem działanie silnie pobudzające, tak pożądane przecież w perspektywie ślęczenia przez kilka nocy nad stosem dokumentów, raportów, dekretów i rozporządzeń.
Lśniące stoliczki w barwie kakaowca otoczone są mrowiem maleńkich krzesełek z tego samego kompletu i przykryte kolorowymi obrusikami, nad którymi unoszą się wiecznie płonące, magiczne lampiony. Hebanowa lada ugina się pod dziesiątkami specjałów serwowanych przez sympatycznego młodzieńca imieniem Alvin.
[bylobrzydkobedzieladnie]
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kawiarnia - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Kawiarnia [odnośnik]01.06.16 12:58
Zabawne, że w świecie, w którym kobiety mogły coś znaczyć sprowadząło się je jedynie to prywatnych kurewek, tych, które mają rodzić dzieci i stale dobrze wyglądać. Miały funkcję reprezentatywną i w większości przypadków zerowe prawo głosu. Jeśli były więc podporą mężczyzny to w wielce ograniczonej formie. Podporą, to znaczy, że miały go wspierać i uśmiechać się kiedy był wściekły, kiedy był słaby i potrzebujący. Lecz jak można służyć pomocą i wsparciem w rzeczywistości tak fałszywej i obłudnej, gdzie każdy uśmiech w stronę niekochanego partnera jest jedynie potwierdzeniem, że spełnia się przykry obowiązek. Właśnie dlatego Mulciber nigdy nie pokładał żadnych nadziei w takich relacjach. Mając wiele kobiet miał wiele prostych układów, które komplikowało narzeczeństwo. Isobele nie znał zbyt dobrze, Anastazja za to zamieszała mu w głowie. Od tamtej pory był czujniejszy, a Katya… mogła wydawać mu się podobna do kobiety, która tkwiła właśnie przed nim. Niezależna, pełna gracji i eterycznosci, która przyciąga. Lady Lestrange, najdroższa kuzynka Caesara była jednak czymś więcej niż po prostu kobietą, która znała swoją wartość i nie koniecznie trzymała się ogólnie panujacych schematów. Była czarodziejem, który go interesował o wiele bardziej od kątem swojej profesji i umiejętności, choć jej uroda była zniewalająca. Patrzył na nią jak na obiekt własnych badań, próbując odszukać odpowiedzi na pojawiające się nieustannie pytania.
Patrzył uważnie jak upija kawy, choć nie było to przecież wybitne zjawisko. A jednak miał w oczach wnikliwość, jakby analizował nawet ten najdrobniejszy gest. Może zauważył delikatny rumieniec? On wcale nie przyprawił go o szerszy uśmiech. Wiedział doskonale, że nie ma do czynienia z młodziutką, niewinną dziewczyną, która spłonie ze wstydu przez zbyt otwartą formę rozmowy czy gesty, których nie powinien się dopuszczać. Kiedy się odezwała zmarszczył brwi i westchnął, nie odrywając od niej wzroku.
— Ta sytuacja jest całkiem groteskowa, więc chyba odpowiednio sprawdzam się w danej roli — odparł, nie przejmując się wcale jej słowami, które można odebrać jako prowokację.  — Nie bawię się w żadne podchody. Nie potrafisz precyzować własnych potrzeb i pytań, lady Lestrange. Jedynie żądasz odpowiedzi. W nauce niczego nie ma na tacy, trzeba po odpowiedzi sięgnąć ręką, a czasem zdobyc je w inny sposób. Podstawą jest jednak dobrze sformułowane pytanie bądź teza, a ty najwyraźniej o tym zapomniałaś — dodał jeszcze pobłażliwym tonem i uniósł brwi, uśmiechając się pogodnniej. W tej chwili też odwrócił wzrok, jakby zaczęła go interesować scenka rodzajowa tuż obok, choć ledwie przemknął wzrokiem po parce w najbliższym stoliku.
— Krew ma duże znaczenie w obecnych czasach. Ale ja się swojej nie wstydzę. Tak jak i pochodzenia, tak jak środowiska, w którym się wychowałem. Nie wstydzę się ani siebie, ani swojego nazwiska, tak jak jak nie wstydzę się, że spędzam z Tobą przerwę właśnie teraz — rzucił z nonszalancją, przeczesując palcami włosy,. Ale ten gest, będący wynikiem przyzwyczajenia, a nie szczególnej dbałości o swój wygląd wcale nie poprawił już nieco przydługich jak na niego włosów, które niesfornie ukłądały się po swojemu. — Lady Lestrange. Zasady są tworem ludzi, którzy pragną mieć nad wszystkim kontrolę. Bo panowanie nad ludźmi wyznającymi zasady jest łatwiejsze niż chaosem. Znam zasady, poniekąd respektuję, ale nie mam obowiązku się do nich stosować. Robię to, co podpowiada mi mój umysł, a nie to co nakazują inni. Czy taka odpowiedź Cię satysfakcjonuje?
Ponownie zwrócił twarz ku pięknej i nieskazitelnej Constance. Teraz był całkiem poważny, cierpliwy. Oddychał spokojnie, choć obecność takiej damy u niejednego pewnie zwiększałaby ciśnienie krwi i przyspieszała bicie serca. Jej urok — choć widoczny — nie działał na niego w ten sposób, choć mógłby tego pragnąć — tak jak i jej —  w każdej chwili. Pasowała na ideał i spełnienie marzeń, ale Mulciber nie dawał się ponieść emocjom, nie działał zgodnie z nimi. A może nie potrafił?
Westchnął znowu, spuszczając wzrok na swoje dłonie. Bawił się kciukami od niechcenia, przedłużając ciszę ze swojej strony, choć jego obecna towarzyszka zdecydowanie oczekiwała odpowiedzi. Ba! Domagała się jej, a on jakby zastanawiał się nad nią.
— Masz rację. Chcę czegoś. Ciebie — powiedział wprost i uniósł na nią wzrok,, zaprzestając zabawy. I nie odzywał się przez kolejną chwilę czekając i analizując jej reakcję. — Nie jesteś czymś, co łatwo dostać, Constance, a ja nie jestem kimś kto mógłby mieć prawo by wyciągać ręce. Teoretycznie — dodał zapobiegawczo. — Praktycznie mógłbym Ci coś dać w zamian, coś co Cię z pewnością zainteresuje. Nawet jeśli nie teraz — wiadomo, odmówiłabyś z kobiecej przekory — wiem, że gdy się nad tym zastanowisz okaże się, że jesteśmy do siebie bardziej podobni niż myślisz. Bo widzisz… — mruknął i oderwał się od oparcia, by nachylić nad stolikiem, dzięki czemu zmniejszył między nimi dystans, choć z łatwością mogłaby go w ten sposób oblać kawą. — Tak jak i ja wiesz, że rzeczywistość ma słabe punkty. Dużo słabych punktów. Jest sposób na to, by je zlikwidować, by… wysterylizować środowisko. Jesteś szlachcianką, do tego bardzo cenisz sobie tradycje. Powinnaś wiedzieć co mam na myśli. Ale ten sposób wymaga współpracy i częściowego zaufania, a ty żądasz moich danych jakby to miało cokolwiek zmienić. Ramsey. Mam na imię Ramsey. I znam bardzo dobrze Twojego kuzyna, ale jeśli powiesz mu o tym nigdy nie dowiesz się do czego zmierzam.



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler

Świat smakuje jak machora
a machora jak ten świat,
kiedy przyjdzie na mnie pora
sam wyostrzę czarny bat.
OPCM : 40
UROKI : 20 +2
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5 +3
Genetyka : Jasnowidz
Kawiarnia - Page 3 BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Re: Kawiarnia [odnośnik]01.06.16 13:06
Szlachcianka nie była kurtyzaną. Jej życie było poświęcone służeniu mężczyznom, ale Constance wyłamywała się z tego schematu. Przynajmniej w jakimś stopniu. Wyrosła na silną, w znacznym stopniu niezależną kobietę, która chciała być pokochana przez swój mózg. Nie musiała rozkładać nóg, aby mężczyzna stał się jej. Czyż myśli Ramseya nie były tylko poświęcone Constance? Mógł zaprzeczać, mógł napiąć wszystkie mięśnie, uderzyć pięścią w stół, chwycić ją w ramiona i sprowadzić na ziemię, że żyje w świecie mężczyzn. Na jej głowie nie ma korony, nie nosi berła, nie decyduje o żadnych ważnych sprawach, a mimo wszystko nauka była jej. Małżeństwo w zgiełku szlacheckim było tylko transakcją wiązaną. Umową, którą trzeba było dopilnować i dopełnić. Nikt nie liczył na miłość oraz czułe słówka. Najchętniej i Constance pozbyłaby się zasad, myśli o rzekomym, jeszcze nieznanym przyszłym małżonku. Mężczyzna mógł skreślić całe jej życie, decydując się zostawić dziewkę w domu, aby dopilnowała dworu czy wychowywania dzieci. Niedoświadczona jeszcze przez życia nie poznała jeszcze mężczyzny, który skradł jej serce, a co dopiero pierwszy pocałunek. Widziała świat w samych kolorowych barwach i właśnie w nim w najskrytszych snach widziała swój ideał mężczyzny. Towarzysz siedzący tuż obok kompletnie się go nie wpisywał. Czuła się pożerana, a co więcej rozbierana, wzrokiem. Speszone spojrzenie wlepiała w kawę, nie wiedząc, jak powinna mu zwrócić uwagę. Dotychczas jej prośby nie zastały wysłuchane.
- Jeśli chcesz być błaznem, to nie marnuj mojego czasu – powiedziała obojętnie, unosząc na niego spojrzenie. Czyżby obydwoje ćwiczyli swoją cierpliwość? Ile jeszcze strun będą mogli szarpać, zanim jedna z nich zerwie się, boleśnie raniąc palec?
- Mój drogi, m o je potrzeby oraz pragnienia nie powinny być w zakresie pańskich zainteresowań – rzuciła szorstko, zaprzestając stukania paznokci o blat. – Cóż miałoby być w tobie aż tak interesującego, abyś stał się obiektem moich badań? Och, masz kończyny, lecz nie jesteś przestępcą, żeby znalazły się na nich kajdany. – Wściekła już do granic możliwości nie dawała nic po sobie poznać. Krzyżowali spojrzenia, a po chwili Constance ponownie spuszczała wzrok. Czy miała kiedykolwiek szansę być z mężczyzną dłużej, rozmawiać z nim tak jak teraz? Nie było wokół niej służki, obydwoje byli w pracy. Nie powinna tu siedzieć.
- Och, to mnie chociaż trochę uspokoiło – prychnęła. Co za śmiałość. Doprawdy! To było dla niego wyróżnienie, że tu siedzi i traci przerwę na rozmowę o jego charakterze. Czas, czas był najcenniejszy. Nie zapłaci jej złotem jak kurtyzanie. Obdzierał ją z zasad, z powinności, z myśli i swobodności zachowania. Czuła się rozbierana spojrzeniem, wciąż obserwowana.
- Co ci podpowiada teraz? – szepnęła zaciekawiona. Nie wiedziała, co wyprawia, dlaczego ta rozmowa przechodzi do poufnych wypowiedzi. To nadal nie była intymna rozmowa, ale Constance zaczynała czuć, że traci kontrolę. Mężczyzna przestał ją traktować jak równą sobie, tylko jak zdobycz, która ozdobi jego kominek. Nastała cisza, a Constance nie potrafiła jej znieść. Wywróciła oczami i już chciała się zsunąć z krzesła i bez słowa odejść. Stanęła w bezruchu tuż przy stoliku, wolno przenosząc spojrzenie na mężczyznę.
- Jesteś bezczelny – warknęła, poprawiając swoją suknie, która zahaczyła o stół – Mnie nie można dostać, nie jestem żadną nagrodą, na Merlina. – Chłód przeszedł przez drobne ciało w postaci dreszczu. Wyraźnie pobladła, przyłożyła dłoń do skroni, starając się opanować.
- Co ty możesz mi zaoferować oprócz takich przedstawień? – dodała, nie siadając z powrotem na krzesełko. Cofnęła się o krok, gdy mężczyzna próbował zmniejszyć dzielącą ich odległość.
- Nie brudzę sobie dłoni krwią i nie działam na niczyje posyłki, to jest właśnie to co chciałeś? Gratuluję, straciłeś piętnaście minut mojego czasu i jedną, wyjątkowo paskudna kawę. Żądasz zaufania, a kłamstwo wypływa z twoich ust równie swobodnie, co czarującego komplementy. Prosisz o utrzymanie naszego spotkania w tajemnicy, rozejrzyj się po kawiarni. Caesar też tu pracuje. Podaj mi choć jeden argument, dlaczego miałabym zaufać mężczyźnie, który próbuje tajemnych sztuk manipulacji, aby mnie zdobyć? – mówiła rzeczowo, patrząc wściekle w oczy Ramseya. Nawet jeśli zakodowała jego imię i już teraz, będzie wiedziała kogo ma unikać, wciąż tam stała i czekała na rozwinięcie sytuacji.
- Słucham, Ramseyu, czas mija, nie trać go więcej – ponagliła go.


lost through time and that's all I need
so much love, the more they bury

Constance Lestrange
Zawód : badacz zaklęć
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Pięknej duszy obce są mroki życia.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kawiarnia - Page 3 E375e1f9469fca983adeb5f768d65da4
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t2661-constance-lestrange#42512 https://www.morsmordre.net/t2834-okienko-connie#45604 https://www.morsmordre.net/t2789-dance-with-me#45096 https://www.morsmordre.net/t2788-sypialnia-constance https://www.morsmordre.net/t2806-skrytka-bankowa-nr-689#45375 https://www.morsmordre.net/t2790-constance-lestrange
Re: Kawiarnia [odnośnik]01.06.16 13:07
Może dlatego do siebie pasowali? Nie w ten damsko-męski sposób, a całkiem naukowy? Oboje mogliby poświęcić się jakimś ideom, nauce, głębszym myślom i filozofiom opartym na samorozwoju? Dla niego małżeństwo nie było niczym związanym z emocjami. Było umową, na którą zgodził się aby Rosier całkiem nie wyzbył się pamięci o nim, nawet jeśli nie był jego synem. Przystał na jego fanaberie, a później zrozumiał, że może czerpać z tego własne korzyści i zamierzał  zrobić to jak najlepiej.  Jego przyszła zona miała mu sporo do zaoferowania, a on nie musiał dalej szukać aby krzystać. Panna Lestrange, choć była zjawiskowo piękną i zmysłowa kobietą, była dla niego wybitnym naukowym celem. Podniecał go jej umysł i to, co w nim mieściła, to, w jaki sposób potrafiła go wykorzystać. Był pewien, że gdyby tylko zjedzenie mózgu umożliwiało wchłonięcie doświadczeń właściciela od dawna byłby kanibalem.
— Doprawdy, marnuję go?— spytał bezczelnie, mrużąc oczy, choć na jego twarzy wciąż bląkał się pobłażliwy uśmiech, jaki wobec niej kierował. — Jesteś zbyt inteligentna, by marnować swój cenny czas. Gdybyś tak uważała, to nie traciłabyś ani chwili dłużej — zauważył jeszcze trafnie i odsunął swoją filiżankę na bezpieczną odległość, jasno informując kelnera, że może podejść z arachunkiem. Odwróciwszy się w bok, spojrzał na kelnera, chcąc go ściągnąć wzrokiem. Oczywiście, mógłby samemu podejść i zapłacić za siebie i towarzyszkę, ale wykazałby się strasznym brakiem szacunku wobec niej gdyby ją zostawił jako pierwszy. Nawet jeśli irytowało go to, że nie traktuje go poważnie, zbyt wiele miała w sobie interesujących umiejętności, aby unieść się dumą i zostawić ją za sobą, choć miał na to ochotę.
— Twoje potrzeby nie są moimi potrzebami i bynajmniej mnie nie interesują. Sprawiam takie wrażenie?— spytał, unosząc brwi nieco wyżej, ale po chwili uśmiechnął się, bo przecież nie traktował do końca poważnie ich wymiany zdań.  Chociaż nie sprawiał, a nawet nie próbował sprawiać takiego wrażenia to nie kpił sobie z jej umiejętności i osiągnięć. Bo to one były powodem, że stawała się intrygująca i godna podziwu, o ile jakikolwiek mężczyzna może wykrzesać wobec kobiety i jej umysłu. Dość lekko traktował życie i swoje relacje, nie miał punktów zaczepienia, nie miał bliskich ani rodziny, a więc pozbawiony też został słabych punktów. Chwytał to, co mu aktualnie pasowało, a Constance wydawała się odpowiednim materiałem na stworzenie czegoś fascynującego. Po prostu miała poddać się obróbce, poddać się jego swoistej współpracy, która nakresliłaby ich relacje i komitywę w specjalnych ramach, których zasady znaliby tylko oni. I choć taksował ją wzrokiem dwuznaczne, choć zwracał uwagę na kobiece atuty, piękne włosy, smakowite usta, nie widział w niej przedmiotu porządania — chyba, że rozważał go w kategorii innych osób.
— Nie chcę być przedmiotem twoich badań. Mam zbyt wiele do zaoferowania by dac się poznać — zażartował i zaśmiał się szczerze. Szeroki uśmiech rozpromienił jego twarz, a oczy zwięziły się i skierowały na Constance , bo jakimś cudem mimo negatywnego nastawienia wobec jego osoby wrawiała go w dobry humor. — Ale znam świat, który mogłabyś poddać wspaniałym badaniom. Constance…  Czy wspomniałem cokolwiek o utrzymanie spotkania w tajemnicy? Gdyby tak było zaproponowałbym Ci alejkę na Nokturnie, albo opuszczone cmentarzysko, a nie kawiarnię w miejscu pracy — powiedział, poważniejąc i zniżył ton do dość głośnego szeptu. Nie musiał krzyczeć, nie musiał zwracać żadnej uwagi na nich, wystarczyło, że Ona, panna Lestrange patrzyła na niego i oddawała mu ją z nawiązką. Nie odeszła, nie zostawiła go. A nawet jeśli teraz to zrobi już będzie po wszystkim, bo sumienie nie da jej spokoju i będzie musiła dowiedzieć się o co chodzi. On wcale nie musiał nią manipulować. Nie próbował. On operował informacją, bawił się rozmową w sposób dla siebie całkiem naturalny.  — Ja tylko zwróciłem uwagę na to, że jeśli pójdziesz z moim imieniem do Caesara to upomni Cię i ostrzeże, byś się ze mną nie zadawała. Taki już jest,. Troskliwy. Ale chyba nie boisz się, że zrobię Ci krzywdę, hm? — zadrwił, nieco lekceważąc możliwe obawy. — Ale powinnaś do niego iść i zapytać o to, wśród jakich ludzi się obraca. Mogłabyś spytać kim są rycerze. Jak myślisz, co by Ci odpowiedział? Jak dobrze go znasz, Connie?— spytał, a po chwili odsunął się i zapiął marynarkę, bo zamierzał wstać, kiedy kelner zjawił się przy brzegu stolika. — Mam nadzieję, że nie odmówi mi panienka następnego spotkania i wtedy będzie w lepszym nastroju do rozmów. Dziś chyba ciśnienie nie sprzyja, wydajesz się zirytowana, lady Lestrange — odparł ze spokojem i westchnął ciężko, rozliczając się z chłopakiem, który się nimi „opiekował”.  — Chciałaś jeden argument. Właśnie go dostałaś — mruknął ledwie słyszalnie, kierując w ten mało werbalny sposób słowa bezpośrednio do jej oczu, nie uszu. Przecież patrzyła na niego, z łatwością mogła odczytać to z ruchu jego warg.



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler

Świat smakuje jak machora
a machora jak ten świat,
kiedy przyjdzie na mnie pora
sam wyostrzę czarny bat.
OPCM : 40
UROKI : 20 +2
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5 +3
Genetyka : Jasnowidz
Kawiarnia - Page 3 BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Re: Kawiarnia [odnośnik]01.06.16 13:10
Constance czuła jak delikatne iskierki emocji muskają skórę. Nie był nudnym urzędnikiem, który przewracał tylko papiery. W nim kryła się tajemnica, a Constance za wszelką cenę chciała ją rozwiązać. W jej głowie nie powiła się żadna z myśl, aby zdobyć tego mężczyznę, posiąść go jako swojego i przedstawić ojcu jako wybranka. Wartości rodowe pilnowały, żeby nie wmieszała w ich tajemnice zachwytu drugim człowiekiem. Nie bała się pożądania fizycznego, ale przywiązała swojego umysłu do nieodpowiednich osób. Można było założyć na nadgarstki kajdany, lecz gdy i mózg był związany… Odcinała więc skutecznie wszystkie myśli, co by Ramsey próbował ją uwieść oraz wykorzystać. Zatrzymała się przy tym drugim: była mu do czegoś potrzeba, więc to ona rozdawała karty.
- Udowodnij mi, że nie – prowokowała go dalej, chcąc usłyszeć, co ma w końcu do powiedzenia. Dlaczego w tak bestialski sposób nie szanował zasad, a przede wszystkim tych dobrego wychowania? Bezczelnie przywiązywał ją rozmową, kusił, wpuszczał w manipulatorskie sidła i może gdyby nie byli sami, Constance wyciągnęłaby najcięższą ze swoich broni: kobiecą przewagę. Obserwowała ruch palców, który wolał o kelnera. Znów gest władczy, sprowadzający ją na ziemię. Mężczyzna miał swoje prawa, któż mu nadał te wszystkie tytuły własności? Kto dał mu władzę nad każdą kobietą na ziemi?
- Czy przed tym uśmiechem miałby mnie ostrzegać mój drogi kuzyn? – spytała, wbijając igłę między żebra. Nie chciała wnikać w ich wspólne, bądź rozdzielne, potrzeby. To był bardzo niebezpieczny temat. A co jeśli okazałoby się, że miał rację? Co jeśli naprawdę wiązało ich coś więcej? Wspólna żądza zmiany świata, idealistyczne podejście do magii, a jednocześnie obecność tak niewinnej Constance mogła go dziwić. Czuła niestosowny wzrok na sobie. Zachowywał się jak mężczyzna, który tylko wskazywał palcem, a kobieta była już jego. Panienka Lestrange nie była niczyją własnością, wierzyła absurdalne, że jest wolnym człowiekiem, zapominając o zasadach bądź wartościach, które wiązały jej nadgarstki i narzucały konkretny wzorzec zachowania. Gdyby tylko mogła, zdjęłaby ten uśmieszek z jego twarzy. I nawet nie czułaby obrzydzenia, na kolor krwi, który przypominał barwy wrogich rodów.
- A niby co – prychnęła pod nosem, wywracając oczami ze znudzenia. Nie wchodziły w grę cielesne uciechy ani sakiewka. Wszak jego nie było stać na Constance. Jednak wiedział, gdzie uderzyć. Nie patrzyła na pieniądze, jeśli coś ją naprawdę zainteresowało. Denerwował panienkę Lestrange swoimi podchodami . Drgnęła zniesmaczona.
- Och, doprawdy, Ramsey’u, jak na opryszka przystało znasz wszystkie najgorsze miejsce w Londynie – zakpiła, dla niej to było oczywiste, że nie postawiłaby nawet czubka palców na Nokturnie. To uderzało w honor rodziny. Nawet nie pomyślała, o jakim świecie mówił. Sama informacja spotkania gdzie indziej, tam, gdzie pojawiały się zakazany i pogarda, była interesująca. Wróciła na swoje miejsce, ponownie zawiązując nogi w kostkach. Tak, przykuł jej uwagę.
- Jesteś zbyt rozsądny, aby atakować szlachciankę, chyba wiesz, co za to grozi, prawda? – szepnęła, odwzorowując jego uśmiech, który był tak denerwujący. Nie tylko mówiła o popsuciu wszelkich kontaktów z Ceasarem, ale Azkabanie i dementorach. Ci podobno uwielbiali pocałunki... Czyż na pewno o taką cielność mu chodziło? Momentalnie pobladła na twarzy. Rycerze, o czym on mówił? Mocniej zacisnęła dłonie na rąbku sukienki, przeganiając kelnera jednym ruchem nadgarstka. Podejdzie za chwilę, niech Ramsey nie myśli, że rzuci jej kłodę pod nogi, a ona się jeszcze o nią potknie.
- Siadaj. – Rozkaz wydobył się z jej ust i nie zniosłaby sprzeciwu. Znowu miała pytania, znowu był górą, a tego nie mogła znieść. Zawsze to ona miała nad wszystkim kontrolę. Nie interesowało ją to, czy kawiarnia to dobre miejsce na sekretne rozmowy. To Ramsey wiedział o sprawie, nie ona. Constance chciała tylko wiedzieć. Wiedzieć najwięcej. Poczekała łaskawie aż rozliczenie rachunku dojdzie do skutku, wbijając w Ramseya ostrzegawcze spojrzenie. Niech spróbuje tylko tak zakończyć ich rozmowę.
- O kim mówisz? – Złapała go za nadgarstek jakby chciał wstać i ją opuścić, a zdając sobie sprawy ze złamania bariery dotyku, momentalnie wycofała dłoń. Mogli się przenieść gdzie indziej, byleby nie zostawiał Constance bez odpowiedzi. I nagle zdała sobie, że jeśli to dotyczy Ceasara, hańby ich nazwisko, to nie chce, aby ktokolwiek z kawiarni o tym słyszał. Odbiła usta na serwetce. Szybko wyjęła swoją szminkę, dyskretnie dopisując „sala treningowa, 14”. Serwetkę podłożyła pod filiżankę, starając się zachowywać jak najbardziej naturalnie. Dodała nawet marudzenie, że szminka zbyt szybko się brudzi i nieużywanie serwetek jest okropnie niehigieniczne. Wstała, poprawiając sukienkę.
- Dziękuję Panu za towarzystwo, to była bardzo interesująca rozmowa. Jestem niesamowicie zadowolona, że nauka nie tylko we mnie budzi takie emocje – powiedziała to na tyle głośno, że podsłuchujący ich ludzie ucięli szybko swoje domysły. Skinęła głową w stronę mężczyzny, a następnie z gracją odeszła w stronę swojego Departamentu. Dokładnie za dwie godziny spotka się z nim ponownie.
Zt x2


lost through time and that's all I need
so much love, the more they bury

Constance Lestrange
Zawód : badacz zaklęć
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Pięknej duszy obce są mroki życia.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kawiarnia - Page 3 E375e1f9469fca983adeb5f768d65da4
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t2661-constance-lestrange#42512 https://www.morsmordre.net/t2834-okienko-connie#45604 https://www.morsmordre.net/t2789-dance-with-me#45096 https://www.morsmordre.net/t2788-sypialnia-constance https://www.morsmordre.net/t2806-skrytka-bankowa-nr-689#45375 https://www.morsmordre.net/t2790-constance-lestrange
Re: Kawiarnia [odnośnik]21.07.16 21:25
15 stycznia

Morgoth bawił się zapalniczką z wygrawerowanymi inicjałami B.F. raz po raz obracając nią na blacie stolika i czując pod palcami metalowy chłód. Zjawił się przed dwunastą jakieś dobre piętnaście minut, ale nie spodziewał się, że spotkanie jego ojca skończy się tak prędko. Przybył do Ministerstwa Magii w towarzystwie lorda Yaxley'a i ramię w ramię odnaleźli gabinet odpowiedniego urzędnika, by przedyskutować rejestrację opracowanej przez Leona mieszanki ziołowej, która mogła być jednym z przełomów dotyczących leczenia złego krążenia krwi. I to bez magii, a w naturalny, całkowicie bezpieczny sposób, który można było stosować już praktycznie od pierwszych miesięcy życia. Skomponowany przez ojca napar z owych ziół był stosowany w ich domu już od dłuższego czasu i mimo goryczy w posmaku, działał wspaniale. Farmacja, nie całe zielarstwo, była pasją i zdecydowanym atutem lorda pałacu w Fenland. Rzesza jego pracowników zajmowała się resztą, gdy on starał się ciągle udoskonalać swoje niezależne imperium lecznicze. Po twardym wyjaśnieniu celu wizyty i oczekiwań przez lorda Leona Yaxley'a zapanowała chwila ciszy, podczas której urzędnik najwyraźniej zastanawiał się, co odpowiedzieć. Gdy otworzył usta, ojciec zerknął na Morgotha, a ten wiedział już, że jego rodzic podjął już decyzję i wcale nie słuchał słów swojego rozmówcy. Tutaj nie chodziło o pertraktacje, a wyłożenie warunków przez lorda Yaxley'a. Wystarczyło, że ten przeniósł wzrok na pracownika Ministerstwa. Ten umilkł, by minutę później zgodzić się na wszystko. Wyszli z tym, po co przybyli, a młody dziedzic mógł przejść na umówione spotkanie. Pożegnał się z ojcem, a ten tylko mruknął w charakterystycznym dla siebie sposobie i poszedł wolno w stronę kominków przy wyjściu z Ministerstwa Magii. Poruszając się w lekko zgarbionej pozycji, nie wystawał zbytnio ponad innych czarodziejów, ale dalej wyglądał jakby ci co omijali. A może to tylko wyobraźnia Morgotha?
I tak znalazł się tutaj. W kawiarni na VIII piętrze, czekając na lady Elisabeth Parkinson. Zamówił już herbatę, którą podała mu miła szatynka i znowu został sam, zastanawiając się nad ostatnim spotkaniem ze swoim współpracownikiem. Mieli dużo jeszcze do omówienia i pewnie by jeszcze chwilę w tym siedział, gdyby nie postać, która podeszła do jego stolika.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Morgoth Yaxley dnia 11.12.17 21:15, w całości zmieniany 1 raz
Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: Kawiarnia [odnośnik]22.07.16 9:32
Elisabeth niespiesznie wstała od biurka, by już żwawszym krokiem skierować się w stronę wyjścia z sali. Skierowała się w stronę wind, by już po chwili w jednej z mniej zatłoczonych, zjeżdżać na odpowiednie piętro. Cierpliwie czekała, aż wylądują na odpowiednim piętrze, by skierować się do Fontanny Magicznego Braterstwa, przy której stanęła. Ze wzgardą spojrzała na nią, na dłuższą chwilę zatrzymując swój wzrok na najmniej znaczących ogniwach - skrzacie i goblinie.
- Jak tak dalej pójdzie, to niedługo Ci miłośnicy dostawią posąg mugola - przemknęło jej przez myśl, wywołując nieprzyjemny dreszcz. Odsunęła od siebie nieprzyjemną myśl, odwracając się tyłem do fontanny. Nigdy nie lubiła być spóźniona na jakiekolwiek spotkania, co jednak nie świadczyło iż musi być na nich pierwsza. Postanowiła więc zaczekać tutaj, aż wśród tłumu uda jej się dojrzeć lorda Yaxley'a, przy tym będąc prawie pewną że sama nie zostanie wypatrzona wśród czarodziejów. Lata praktyki skradania się i poruszania niezauważoną robiły swoje, nie tylko będąc opanowanymi w bardzo dobrym stopniu, to jeszcze w jakiś sposób wpływając na sam sposób chodzenia Elisabeth - uważniejszy obserwator dostrzegłby w jej ruchach grację, przypominającą ruchy kota, w którego zresztą ta się zamieniała. Nikt jednak nie wiedział o zdolnościach kobiety, wtedy wielu zaczęłoby uważać na czarne koty nie tylko przecinające ich drogę. Swoją drogą gdy była młodsza dziewczyna dla zabawy lubiła straszyć innych właśnie w taki sposób. Niesamowitym było jak inni potrafili być naiwni, a zwłaszcza mugole. Naturalnie zdarzali się tacy, nie wierzący w zabobony i próbujący ją podrapać za uchem - nie przyjmowała pieszczot, a niektórzy z takich prób wychodzili nie tylko z raną na sercu.
Kobieta zmrużyła lekko oczy, dostrzegając wśród tłumu oczekiwaną twarz. Jej uwadze nie umknęła druga, z którą ten najwyraźniej się rozstawał. Postać czarodzieja, chociaż szybko zniknął wśród tłumu lekko zgarbiony, wydawała się być pełna dostojności, dumy i przy tym wielu od razu mogło stwierdzić, że ma do czynienia z kimś wyższego rodu. Panna Parkinson mogła się jak na razie tylko domyślać tożsamości mężczyzny, lecz o ile jej szczęście dopisze, już niedługo będzie mogła być tego pewna.
Jej wzrok z powrotem powędrował w kierunku Morgotha Yaxley'a, który najwyraźniej dotarł już do kawiarni. Brunetka niespiesznie ruszyła w jego kierunku, co jakiś czas się tylko zatrzymując ze względu na otaczających ją czarodziejów. W końcu jednak udało jej się dotrzeć do celu. Przed wejściem na chwilę wygładziła swoją sukienkę, jak zwykle będąc drobiazgową w kwestii wyglądu i wchodząc do kawiarni. Już na progu przywitał ją znajomy zapach, roztaczający się po całym pomieszczeniu. Przywoływał on na myśl smak kawy, którą ta od razu zapragnęła. Wstrzymała się jednak z tymi pragnieniami, kierując się w stronę stolika, przy którym siedział oczekujący ją mężczyzna. Pozwoliła by na twarzy pojawił się charakterystyczny dla niej uśmiech.
- Lordzie Yaxley - zaczęła, przenosząc spojrzenie w oczy mężczyzny.- Dobrze znowu lorda widzieć.
Po tych słowach, chociaż nie spiesznie, pozwoliła sobie usiąść na przeciwko szatyna. Nie musiała składać zamówienie, jedynie na chwilę odwróciła wzrok w stronę jednej z kelnerek, by delikatnie skinąć głową i znowu powrócić spojrzeniem do lorda Yaxley. Nie musiała martwić się o takie drobiazgi, jak zamawianie - jako pracownica Ministerstwa Magii i częsta bywalczyni tego miejsca, miała przyjemność bycia znaną przez tutejsze pracownice. A że zawsze zamawiała to samo, nie problem było zostać dobrze zapamiętaną.


A little learning is a dangerous thing...

Elisabeth Parkinson
Zawód : tłumacz
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I'm cold-hearted and evil.
And I'm vengeful.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3102-elisabeth-parkinson https://www.morsmordre.net/t3136-persephone https://www.morsmordre.net/t3137-amici-fures-temporum https://www.morsmordre.net/f110-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t5184-skrytka-bankowa-nr-804 https://www.morsmordre.net/t3276-elisabeth-parkinson
Re: Kawiarnia [odnośnik]22.07.16 10:32
Widząc znajomą twarz, natychmiast wstał. Oczywiście nie jak jakiś pierwszy lepszy słoń. Mimo że szybko zareagował lata nauki właściwego poruszania się, praca przy smokach jak i pewnie naturalna zdolność działania momentalnie, w oczach innych wyglądała na płynne i niespieszne ruchy. Stojąc obok swojego krzesła ze splecionymi z tyłu dłońmi, kiwnął lekko głową kobiecie, po czym odpowiedział na jej powitanie tym samym neutralnym, ale zawierającym w sobie wszystkie grzeczności frazesem jakim było:
- Lady Parkinson. Jestem zaszczycony.
Po czym odczekał, aż kobieta usiądzie z gracją kogoś jej urodzenia i dopiero wtedy poszedł jej śladem. Wiedział, że nie było to idealne miejsce, jednak nie spotykali się w prywatnym miejscu, więc nie było zbytniego wyboru. Nie przyciągając zbytniej uwagi, zrobił to też z miejsca, nie wstając. Była to kwestia ważna do poruszenia i chciał od niej zacząć zgodnie z tradycją. Nie mógł jednak tego zrobić od razu w pierwszych słowach. Oboje wiedzieli, że byłoby to pozbawione jakichkolwiek zasad dobrego wychowania, które znali od podszewki.
- Mam nadzieję, że dzisiejszy dzień nie była dla lady wyczerpujący - zaczął, patrząc jeszcze na zapalniczkę i dopiero po chwili schował ją do kieszeni i przeniósł spojrzenie na swoją towarzyszkę. Musiał przyznać, że wyglądała pięknie. Jej naturalny urok przebijał się przez poważną postawę, ale nie dało się nie wyczuć bijącego od niej chłodu. Mając w rodzinie same olśniewające przedstawicielki płci żeńskiej, Morgoth był przyzwyczajony do obcowania z pięknem na co dzień, jednak nie można było powiedzieć, że go nie doceniał. Po prostu trudniej cokolwiek mogło przyciągnąć jego uwagę, a sam młody Yaxley miał dość specyficzne podejście do tego kryterium. Dla niego każda kobieta miała w sobie coś, co warto i trzeba było doceniać. Nie skupiał się jedynie na powierzchowności - matka wiele razy mówiła mu, że ma to po niej. Lubiła porównywać swojego pierworodnego do jej osoby. Reasumując - lady Elisabeth Parkinson była piękną, acz srogą kobietą. To powodowało że powaga zdecydowanie przeważała nad całą resztą kryteriów opisujących ową damę.
- Proszę mi wybaczyć bezpośredniość, ale nie miałem wcześniej okazji złożyć moich najszczerszych kondolencji - zaczął, nie spuszczając wzroku ze stażystki. - Jak widać nie tylko części z nas dotknęła tragedia rodzinna, ale większości - dodał, ograniczając się w słowach i nie zamierzając powtarzać tych samych zdań, które ludzie wałkowali w takich sytuacjach. - Mam tylko nadzieję, że zachowamy przy tym wszystkim trzeźwy umysł.
Jego ostatnie słowa kryły za sobą o wiele więcej niż można było sądzić. Niedawno odbył się uroczysty pogrzeb nestora jego rodu, a Morgoth był na każdym innym ofiar Sabatu. Widział twarze żałobników i wiedział, że część z nich zdecydowanie nie zamierzała pozostawić tego bez odwetu. Ale nie to go martwiło - w końcu sam rozmawiał z ojcem i stryjem na temat reakcji. Chodziło o zaślepienie zemstą i chęć wybuchu emocji. A to było bardziej niebezpieczne niż cokolwiek innego.



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: Kawiarnia [odnośnik]22.07.16 11:22
W Ministerstwie Magii ciężko było o miejsce ustronne, co jednak nie powinno nikogo dziwić. Setki czarodziejów przybywało do tego miejsca w dzień dzień, by zarabiać na życie czy też spełniać swoje ambicje. Było to miejsce nieustającej pracy, przypominające mrowisko i chociaż nie wszyscy pracownicy wykonywali swoje obowiązki tak jak powinni, to i tak brali udział w poruszaniu całym mechanizmem, tworzącym Ministerstwo Magii. Wszędzie było kogoś pełno, każdy urząd był istotny. Nawet taka niepozorna kelnerka w kawiarni miała swój udział, jakkolwiek niepozorny on był. Wielu jednak nie wytrwałoby długich godzin tutaj, gdyby nie kawa, stawiająca niejednego na nogi. Sama Elisabeth uwielbiała to miejsce - przychodziła tutaj, gdy miała pustkę w głowie bądź potrzebowała się wyciszyć, by po kilku minutach sączenia mocnego, gorącego napoju bogów, wrócić do pracy z nowymi pomysłami. Tak, kawiarnia nie była miejscem prywatnym, idealnym do skrytych konwersacji czy te tych oficjalnych - proste pomieszczenie z dobrą atmosferą na lekkie pogaduchy.
- Był to dość przyjemny dzień, aczkolwiek nigdy nie wiadomo, co może przynieść kolejna godzina - odpowiedziała, patrząc w oczy mężczyźnie. Zawsze starała się chociaż przez chwilę utrzymywać kontakt wzrokowy, to pomagało jej w lepszym poznawaniu rozmówcy. A lord Yaxley był dość specyficznym mężczyzną i - ku uciesze Elisabeth - w niczym nie przypominał jej głupich braci. Lady Parkinson nie zwykła rozmawiać o nich, nigdy ich jednak szczerze nie kochała. Uważała, że są krótkowzroczni, a i los nie obdarował ich dużą inteligencją. Nigdy nie umiała z nim rozmawiać, a komentarze o podłożu szowinistycznym płynące z ich ust, były jej chlebem powszednim w młodości. Dopiero kiedy postanowiła przerwać cyrk tworzony przez potomków lorda Parkinson, wszystko się uspokoiło a ci dali jej spokój. Przez takie doświadczenia, ale i codzienny kontakt z ojcem, brunetka potrafiła docenić każdego mężczyznę nieprzypominającego jej bliskich. Lord Yaxley to takowych należał, dlatego też konwersacja z nim prowadzona nie była żadną trudnością, a inteligencja, którą wyczuła w mężczyźnie była do tego przyjemnym dodatkiem.
Na dźwięk słów rozmówcy, nieznacznie się skrzywiła. Uśmiech zniknął z jej twarzy, aczkolwiek nie miała wyrazu gniewu. Raczej była bez emocji i jedynie oczy wyrażały powagę. Przez chwilę panowała cisza, w czasie której kelnerka postawiła przed brunetką kawę, za którą ta nawet nie podziękowała. Delikatnie ją do siebie przesunęła, chwilę na nią patrząc, by dopiero po chwili przenieść wzrok z powrotem na rozmówcę.
- Proszę, lordzie Yaxley, darujmy sobie takie uprzejmości - zaczęła spokojnym głosem. - Nie zwykłam być ogromną wielbicielką składania kondolencji ani tym bardziej ich przyjmowania i bynajmniej nie jest to spowodowane tym, jak brzmią. Szczerze powiedziawszy nie uważam, by ich składanie było czymś potrzebnym ani mądrym, bo przecież słowa w niczym tu nie pomogą. Moje kuzynki zmarły, a czyiś żal jakkolwiek jest prawdziwy, nie zwróci im życia. Nestorzy rodów także nie powrócą do nas, ich już po prostu nie ma, a wszyscy musimy zaakceptować ten stan rzeczy. Na każdego kiedyś przyjdzie czas prędzej czy później, a smutek i rozpacz są towarzyszkami śmierci, a ta jest raczej cicha. Jeżeli jednak ktoś poczuje się od tego lepiej, to naturalnie mogę składać kondolencje, ja sama nie zwykłam ich jednak przyjmować. Dziękuję jednak za uprzejmość, którą naturalnie doceniam.
Po tych słowach charakterystyczny dla niej uśmiech wrócił na twarz, a ona na chwilę zwróciła swoje spojrzenie na kawę, którą delikatnie wymieszała. Elisabeth cechowała szczerość i może dla wielu była to dość nieprzyjemna z jej cech, to ona sama ją w sobie ceniła. Naturalnie czasami zdarzało jej się ukrywać fakty, kłamać czy po prostu milczeć, to jednak gdy coś przypominało obecną sytuację, potrafiła powiedzieć dokładnie to, co myśli, nie zwracając uwagi na to, co ktoś inny może pomyśleć. Taki też był ojciec jej matki, od którego przez lata wiele się nauczyła, wyciągając od niego o wiele więcej, niż od swojego własnego rodziciela.


A little learning is a dangerous thing...

Elisabeth Parkinson
Zawód : tłumacz
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I'm cold-hearted and evil.
And I'm vengeful.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3102-elisabeth-parkinson https://www.morsmordre.net/t3136-persephone https://www.morsmordre.net/t3137-amici-fures-temporum https://www.morsmordre.net/f110-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t5184-skrytka-bankowa-nr-804 https://www.morsmordre.net/t3276-elisabeth-parkinson
Re: Kawiarnia [odnośnik]22.07.16 12:11
- A ja proszę o uszanowanie tradycji - odpowiedział Morgoth, nie zmieniając tonu głosu. - Zgadzam się z jej słowami, ale nie wspominanie o nich jest jedynie oznaką zapomnienia i lekceważenia. Czasem słyszymy rzeczy, które nie są nam miłe - zakończył krótkie podsumowanie słów swojej towarzyszki. Przeniósł spojrzenie z jej twarzy na wnętrze kawiarni, szukając dziewczyny, która wcześniej przyniosła mu herbatę. Gdy na niego spojrzała, kiwnął jej lekko głową, zamawiając to samo i nie musząc zmuszać jej do zbędnego chodzenia i odrywania się od pozostałych klientów. Przez to że spotkanie jego ojca zakończyło się wcześniej miał czas na spokojne wypicie pierwszego zamówionego napoju. Już chciał coś powiedzieć, gdy zobaczył znajomą twarz wchodzącą do lokalu. Morgoth zawiesił spojrzenie na kobiecie i odprowadził ją wzrokiem w stronę wnętrza pomieszczenia, gdzie wymieniła parę słów z barmanem i obróciła się w poszukiwaniu miejsca. Gdy ich spojrzenia się zbiegły, Yaxley uśmiechnął się, po czym przywitał się z oddali. Siwowłosa czarownica odkłoniła się, jednak nie podeszła, widząc, że jej wychowanek nie był sam. Ten wolno przeniósł uwagę na swoją faktyczną towarzyszkę, wiedząc, że dłuższe zostawienie jej bez słowa byłoby wielkim nietaktem.
- Proszę mi wybaczyć tę chwilę rozkojarzenia - zaczął. - Jednak dawno nie widziałem tej starszej czarownicy. Mam nadzieję, że nie będzie pani nie w smak, gdy pójdę się z nią przywitać.
Odczekał na odpowiedź, po czym podziękował i przeprosił na chwilę lady Elisabeth Parkinson. Wstając, odpiął jedną dłonią ostatni guzik marynarki i skierował się w stronę dawnej nauczycielki dykcji. Złapał jeszcze spinki do mankietów w kształcie rodowych lilii, nim stanął przed srebrzystowłosą kobietą. Wyglądała dokładnie tak samo jak zapamiętał ją z czasów dzieciństwa. Tylko jakby jeszcze bardziej zapadła się w sobie, ale bardziej miało to podłoże w tym, że sam wydoroślał i wyrósł niż przez to że ta się zmniejszyła. Nie siadając, przywitał się z nią uprzejmie. Nie zajęło mu dużo czasu, zanim wrócił z lekkim uśmiechem wypisanym na twarzy. Tak. Ta chwila rozmowy lub właściwie wymiany grzeczności była o wiele przyjemniejsza niż mógłby przypuszczać. Gdy usiadł z powrotem naprzeciwko lady Elisabeth Parkinson, zdał sobie sprawę jak bardzo ludzie w statecznym wieku byli szczęśliwi. On nigdy nie miał dożyć tylu dni, co oni. Wiedział to i już się z tym pogodził, ale świadomość ta przyszła właśnie w tym dziwnym momencie, przez co lekko sposępniał, a uśmiech sam zniknął mu z twarzy.
- Proszę mi wybaczyć - powtórzył, po czym odchrząknął. - Rzadko spotyka się byłą mentorkę - odpowiedział, posyłając kobiecie przepraszające spojrzenie. - Niech lady zignoruje moje pytanie, jeśli okaże się zbyt grubiańskie, ale może mi powiedzieć jak na razie wygląda nasza współpraca z państwem rumuńskim? Ostatnio nie miałem niestety czasu interesować się sprawami zagranicznymi, a w moim kręgu zainteresowań leży właśnie owo polityczne powiązanie.
Miał nadzieję, że kobieta będzie mogła odpowiedzieć na to zagadnienie, zważywszy na to, że sprawa polityczna nie była tajemnicą, ale Morgoth nie czytał gazet, które nie były godne uwagi, a ostatnio w ogóle nic nie trzymał w dłoniach pochłonięty sprawami rodzinnymi.



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: Kawiarnia [odnośnik]27.07.16 23:38
Elisabeth nie mogła powstrzymać uśmiechu, który bardzo powoli pojawiał się na jej twarzy. Jego odpowiedź nie była zaskakująca, bo też i nie mogła się niczego spodziewać - nie znali się przecież praktycznie. A przynajmniej niewiele mogła o nim powiedzieć przed jego wypowiedzią - wszystkie słowa wydawały się opisywać go bardziej niż cała wcześniejsza rozmowa. Wcześniej raczej niepozorny, teraz okazał się być idealnym przedstawicielem swojego rodu, a ci, jak to na ogół wiadomo, są silnie związani z przeszłością, a zatem i tradycją. I chociaż nie posądzała siebie o to, że już podczas drugiego spotkania uderzyła w jego czuły punkt, to z pewnością w jakiś sposób tknęła to, co jego ród wyznaje od pokoleń.
- Na pamięć trzeba sobie zasłużyć, lordzie Yaxley - pomyślała tylko, powstrzymując się od głośnego wypowiedzenia swoich myśli, które mogłyby pokazać rozmówcy o wiele więcej prawdziwej Elisabeth, aniżeli by sobie tego życzyła. Spojrzała tylko na towarzysza, a widząc jego rozkojarzenie, swoje zainteresowanie przeniosła na kawę. Nie była zdenerwowana, jednakże pobudzona rozmową. Lubiła tego typu momenty - ceniła te, w których nie musiała omijać prawdy dla dobra wyższego czy te, w których mogła tak gwałtownie poznawać swojego rozmówcę.
Była tak zajęta swoimi przemyśleniami, iż z początku nie rozumiała sensu słów mężczyzny, chociaż nie dawała tego po sobie poznać. Po prostu powoli ze swojej kawy przeniosła wzrok na niego, starając się odkodować sens wypowiadanych zdań. I w końcu te do niej dotarły, a ona pozwoliła sobie na delikatne kiwnięcie głową i krótką odpowiedź, by już po chwili obserwować jak jej rozmówca oddala się od stolika. Pozwoliła sobie pociągnąć przez ten czas znacznie większy łyk kawy aniżeli by wypadało, co jakiś czas ukradkiem patrząc na czarodzieja. Z pewnością potrzeba snu tego dnia będzie musiała poświęcić jej przynajmniej godzinę na przemyślenia i czas spędzony z notatnikiem. Lubiła do różnych spraw podchodzić z dystansem, a najlepiej tym wytworzonym przez czas. To pozwalało jej dostrzegać nowe niuanse, które wcześniej umknęły pomiędzy innymi wtedy istotniejszymi sprawami.
- Cóż nasze stosunku mają się podobnie jak te w świecie mugolskim - zaczynamy zawiązywać nieco mocniejsze stosunki, wcześniej nie były one zbyt silne. Wszystko idzie jednak w dość ... ciekawym kierunku, do czego przyczynił się wzrost urodzin czarodziejów na tamtym terenie - odpowiedziała na pytanie, gdy tamten wrócił. - Jeśli mogę spytać, lordzie Yaxley, dlaczego akurat to państwo leży w kręgu pańskich zainteresowań?
Tutaj pozwoliła sobie na śmiałe przyglądanie się rozmówcy, a nawet lekko uniosła jedną brew, wyrażając tym samym swoje szczere zainteresowanie.


A little learning is a dangerous thing...

Elisabeth Parkinson
Zawód : tłumacz
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I'm cold-hearted and evil.
And I'm vengeful.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3102-elisabeth-parkinson https://www.morsmordre.net/t3136-persephone https://www.morsmordre.net/t3137-amici-fures-temporum https://www.morsmordre.net/f110-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t5184-skrytka-bankowa-nr-804 https://www.morsmordre.net/t3276-elisabeth-parkinson
Re: Kawiarnia [odnośnik]28.07.16 8:33
Nestor rodu Yaxley'ów był człowiekiem, który świetnie dogadywał się z jego ojcem, a Morgoth bardzo dobrze go rozumiał. W przeciwieństwie do innych ludzi. Prezentował wszystko to, czym była jego rodzina i nie uginał się przed niczym, nawet jeśli mogło to się odbić na reszcie czarodziejów. Dbał o dobro swojego klanu i to czyniło z niego człowieka rozsądnego, który potrafił zapanować nad najróżniejszymi problemami. Co ciekawe nie wyznaczono jeszcze jego następcy. Co jeśli miał to być jego ojciec? Lub stryj Fortinbras? Leon Yaxley nadawałby się do tego stanowiska, ale miał rodzinę, której poświęcał swój czas. I tym własnie cieszyli się Yaxley'owie z pałacu na obrzeżach Fenland - prywatnością. Żyli oddzielnie, ale znali tradycje i przywiązanie do swojej krwi - potrafili stawić się na wezwanie nestora, gdy wymagała tego sytuacja. Jeśli ojciec miałby zająć jego miejsce oznaczało to, że ich dom stałby się miejscem, do którego często przybywają członkowie spowinowaconych rodzin. A to nie było zbytnio w smak Morgothowi. Owszem - jeśli zapadnie taka decyzja, uszanuje ją i będzie dumny z tego, że jego ojciec stał się kimś, kto odpowiada nie tylko za nich, ale również za cały saski ród.
- Zważywszy na rozruchy spowodowane poruszeniem wśród naszych rodzin można było podejrzewać w okolicznych krajach niezbyt przyjemnych stosunków. Podobno w Szkocji jakiś czarodziej został spacyfikowany, gdy okazało się, że popiera Grindelwalda. Teraz jest wśród nas wielu szaleńców i trzeba być ostrożnym - odparł, kiwnąwszy lekko głową na słowa lady Elisabeth. - Narodziny każdego z czarodziejów jest niezwykłym zjawiskiem, chociaż dobrze gdyby byli to ludzie, którzy zasługują na ten status.
Umilkł na chwilę, po czym podniósł większą filiżankę do ust i upił nieco swojej przestygniętej herbaty. Gdy lady Parkinson spytała o jego powód zainteresowania, przeniósł uwagę na tłum czarodziejów za szybą z napisem nazwy kawiarni. Ministerstwo... Miejsce kryjące o wiele więcej tajemnic niż można było sobie wyobrazić. - Rumunia jest niezwykle obfita w interesujące mnie kwestie. Zarówno zawodowe jak i typowo turystyczne. Moja matka w końcu wróciła do sił po długim czasie, jednak sytuacja w naszej rodzinie nie pozwoliła na spokojne oddalenie się od pałacu. Przydałby się jej, ojcu i mojej siostrze odpowiedni wypoczynek. Nie uważa, lady? - spytał, patrząc uważnie na swoją towarzyszkę. Przejechał dłonią po włosach i znowu zapanowało milczenie. Jego wędrujące spojrzenie padło na herb Parkinsonów, którego mały znak widniał na torebce kobiety. - Zawsze ciekawiło mnie, co oznacza wasze motto - odezwał się, a jego kąciki ust lekko uniosły się w górę.



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: Kawiarnia [odnośnik]28.07.16 21:15
Na chwilę uniosła brwi na jego słowa, wyrażając tym samym swoje zainteresowanie tematem - sama historia obiła jej się o uszy, lecz wtedy była zbyt zajęta by zwrócić na to większą uwagę. Za to między innymi ceniła konwersacje - ludzie chociaż często niepozorni, w rzeczywistości byli skarbcami pełnymi ogromnej wiedzy, a czasami wystarczyła krótka wymiana zdań, aby dostać się do skarbu. Tak naprawdę wszystkiego można było się dowiedzieć z rozmów, czasami i podczas ich podsłuchiwania. Elisabeth nie raz pod postacią czarnego kota spędzała wiele godzin na pozornym leniuchowaniu na jakimś niskim daszku, w rzeczywistości spijając każde słowa zasłyszane od innych. Naturalnie nie należało nikomu wierzyć, nie raz zdarzało jej się po sprawdzeniu informacji odkryć, iż była ona nieprawdziwą.
Na jej twarzy wciąż tkwił delikatny uśmiech, który nieznacznie się zwiększył podczas wzmianki o czarodziejach. Nie odrzekła nic, co nie znaczyło, iż nie ma na ten temat nic do powiedzenia, bo to jak i sprawa samych mugoli przez długi czas było sensem jej życia. Teraz nieco odpuściła, wciąż jednak nie zmieniając swoich dążeń, zaś sama nienawiść nie zmalała. Nigdy nie zmaleje ani nie wzrośnie - negatywne uczucie, którym panna Parkinson darzyła osoby niemagiczne lub się w jakiś sposób od nich wywodzące było zbyt trwałe i silne.
- Uważam. To ważne, by chociaż na chwilę się zatrzymać, wypocząć, odciąć od codziennych spraw i problemów chociaż na chwilę. Takie duchowe oczyszczenie się. Myślę, że lordowi również się przyda - dzięki temu na wiele sytuacji patrzy się w zupełnie innym świetle. Ma się większy dystans.
Po tych słowach powoli chwyciła za filiżankę z kawą, by wypić jeden z ostatnich łyków napoju. Powoli odłożyła naczynie, kątem oka obserwując wchodzących do kawiarni czarodziejów. Niektórych kojarzyła, innych przelotnie kiedyś minęła na korytarzu. Żaden jednak nie był istotny, by poświęcać mu większą część uwagi.
Przeniosła wzrok na rozmówcę, przechylając głowę lekko w bok.
- Nasze motto doczekało się wielu wersji, ale wszystkie doskonale opisują Parkinsonów. Dla mnie jednak tego typu rzeczy należy interpretować bardziej osobiście, dla każdego przecież może to znaczyć co innego. Nie ma tak naprawdę jednego znaczenia - jeden słysząc te słowa może patrzeć na nie przez pryzmat ogólnej charakterystyki tego rodu bądź przez cechy jednego z przedstawicieli.
Brunetka mimowolnie mówiąc o rodowym rodzie, wypowiadała się tak, jakby do niego nie należała. I chociaż nie rzucało się to aż tak bardzo w oczy, to jednak było i co uważniejszy słuchacz mógł to wyczuć.



A little learning is a dangerous thing...

Elisabeth Parkinson
Zawód : tłumacz
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I'm cold-hearted and evil.
And I'm vengeful.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3102-elisabeth-parkinson https://www.morsmordre.net/t3136-persephone https://www.morsmordre.net/t3137-amici-fures-temporum https://www.morsmordre.net/f110-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t5184-skrytka-bankowa-nr-804 https://www.morsmordre.net/t3276-elisabeth-parkinson
Re: Kawiarnia [odnośnik]28.07.16 23:22
Instynktownie powędrował myślami do matki i jej zmęczonego spojrzenia, które mu ostatnio posłała. Do tego jak bardzo cierpiała przez ten długi miesiąc, a on mógł jedynie patrzeć na to jak się męczyła. I nic więcej. Czuł gorycz i wyjątkową niesprawiedliwość za to, że to właśnie ją dotknęły te przykre dla Yaxley'ów zdarzenia. Wziąłby na siebie cały jej ból, gdyby tylko mógł. W pałacu w Fenland zapanowała niemal grobowa atmosfera, która utrzymywała się od końca grudnia zeszłego roku. Nawet Leia przestała się śmiać. Jego siostra często płakała na górze. Wciąż miał w głowie odgłos podjeżdżających powozów kolejnych magomedyków. Potem była chwila oddechu, a teraz mimo ciągłego niestabilnego stanu matki, czuć było ulgę, którą przyniosło lekkie złagodzenie się poważnego stadium migreny.
- W Rumunii znajduje się jeden z większych rezerwatów smoków - powiedział po momencie ciszy, który zapadł po słowach lady Elisabeth. - Myślę, że najlepszym odpoczynkiem dla mojej osoby będzie chwilowa zmiana miejsca, w którym mógłbym podziwiać te wspaniałe stworzenia. Jeśli nie widziała lady jeszcze smoka z bliska, zalecam nadrobienie zaległości. Mogą zahipnotyzować swoim pięknem, a praca przy nich jest... Cóż... - urwał na chwilę, uśmiechając się lekko pod nosem. - Mam nadzieję, że zajęcie, którym zajmuje się lady równie sprawia jej tyle samo przyjemności co mnie.
Skinął głową, słysząc jej wytłumaczenie.
- Najwidoczniej każdy odbiera znaczenie owych słów indywidualnie, chociaż szczerze powiedziawszy nigdy nie znałem żadnego członka waszego rodu na tyle, by odnieść je do jego charakteru.
Zamyślił się na chwilę, badając to, co powiedziała jakby dostrzegał w tym coś więcej. Może i faktycznie tak było, ale nie usłyszał tego, co dawałoby mu jakiekolwiek informacje dotyczące tej rodziny. Taka była prawda - nigdy nie znał żadnego Parkinsona bliżej. Zerknął przelotnie na wielki zegar znajdujący się na ścianie kawiarni. Wybijał już trzynastą. Oznaczało to, że należało wracać do pracy. W Peak District nie patrzono na niego jak na przyszłego lorda, a pracownika. I to mu z pewnego względu pasowało, chociaż etykieta obowiązywała. Przyzwyczaił się do nieco mniej okrzesanych towarzyszy, jednak nie byli dzikusami. Spotkanie dobiegało końca.



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: Kawiarnia [odnośnik]02.08.16 12:47
Interesującym wydawało jej się, jak z wielką pasją mężczyzna mówił o swojej pracy. A z pewnością gdy był młody wielu już zastanawiało się jak wielkim politykiem czy też innego rodzaju działaczem zostanie - najwyraźniej lord Yaxley utarł wszystkim nosa, co zresztą robiła i sama Elisabeth. I chociaż jemu pewnie było łatwiej, to nie miało to znaczenia - życie w końcu nigdy nie było sprawiedliwie, a gdy się czegoś chce należy samemu po to sięgać, nie patrząc na to jaka jest droga innych osób.
- Niestety, nie miałam przyjemności - odpowiedziała z uśmiechem, przenosząc wzrok na prawie pustą filiżankę z kawą. Chwilę tak patrzyła, by ponownie przenieść wzrok na rozmówcę.- Myślę jednak, że jeśli lord będzie miał wystarczająco dużo czasu, to może pozwolę sobie to zmienić. O ile lorda nie znudziło już moje towarzystwo.
Ostatnie słowa wypowiedziała nieco wolniej, spuszczając przy tym wzrok na chwilę. Przy tym jednak nasłuchiwała uważniej, jakby starając się usłyszeć coś więcej w wypowiedzi Yaxley'a. Naturalnie nie obchodziło ją czy ten ma już jej dość - sam ją zaprosił, a Elisabeth zainteresowała się smokami. Zawsze o nich słuchała - potężnych stworzeniach, mogących zabić w każdej sekundzie. Stworzenia jej imponowały i żałowała, że nie możliwym było opanować taką postać animaga. Z drugiej strony jednak kot był praktyczniejszy - nie rzucał się w oczy i o wiele bardziej ją odwzorowywał.
Nie odpowiedziała na słowa mężczyzny, pozwalając by zapanowała między nimi cisza. Spuściła wzrok na filiżankę, by po chwili w końcu dopić napój do końca. Wtedy to zerknęła na towarzysza i zrozumiała w którą stronę powędrował jego wzrok. Sama też z pewnością musiała się zbierać - musiała się zająć swoim zadaniem.
W tym samym momencie jak na zawołanie do kawiarni wszedł szybko dość chudy chłopak. Stanął gwałtownie rozglądając się po wnętrzu, by już po chwili w dość niezgrabny sposób skierować się do ich stolika. Chociaż Elisabeth nie widziała go, to usłyszała - wszędzie rozpoznałaby ten nieregularny oddech i dość specyficzny zapach starych ubrań.
- Lady Parkinson - powiedział tamten, stając przed stolikiem, ciężko oddychają. Na chwilę zerknął na towarzysza kobiety i skinął mu, wyraźnie nie znając jego tożsamości. -Przepraszam, że przeszkadzam w czasie przerwy, ale jest pani pilnie wzywana z powrotem - wynikł pewien... - przerwał na chwilę, jakby nie chciał by żadne niepożądane uszy go usłyszały, co było praktycznie niemożliwe przy jego sposobie mówienia. Sama Elisabeth patrzyła na niego kątem oka - jej twarzy przybrał poważny wyraz, a w oczach czaiło się coś przypominającego wstręt do przybyłego.- ... pewien nieznaczny problem.
W tym momencie zamilkł, jakby czekając na odpowiedź kobiety, uparcie się w nią wpatrując. Sama zainteresowana w końcu podniosła na niego wzrok, jednocześnie mrużąc je delikatnie. Jego widok ani trochę jej nie ucieszył, lecz nie dlatego że przerwa rozmowę - po prostu darzyła przybyłego szczerą niechęcią, a wręcz gdyby tylko mogła, najchętniej pozbyłaby się go z Ministerstwa.
- Pozwól, że pożegnam się z lordem Yaxley - powiedziała, a tamten na znak zgody kiwnął głową. Najwyraźniej jednak nie zrozumiał jej przesłania, bo wciąż uparcie trwał w miejscu.- Poczekaj,proszę na zewnątrz, a najlepiej gdybyś wrócił do siebie - znam drogę.
Przybyły w końcu zrozumiał przesłanie brunetki, bo tylko lekko się skłonił i niechętnie acz szybko opuścił kawiarnię. W tym czasie lady Parkinson powoli wstała, biorąc tym samym głęboki wdech.
- Wybaczy mi pan, lordzie Yaxley, ale obowiązki mnie wzywają.

ztx2


A little learning is a dangerous thing...

Elisabeth Parkinson
Zawód : tłumacz
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I'm cold-hearted and evil.
And I'm vengeful.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3102-elisabeth-parkinson https://www.morsmordre.net/t3136-persephone https://www.morsmordre.net/t3137-amici-fures-temporum https://www.morsmordre.net/f110-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t5184-skrytka-bankowa-nr-804 https://www.morsmordre.net/t3276-elisabeth-parkinson
Re: Kawiarnia [odnośnik]06.09.16 18:18
23 luty

Dzisiejszy dzień był koszmarny. Nie dość, że pogoda okropna to natłok pracy wręcz przytłacza. Trzy ciała do autopsji, góra papierków do wypełnienia, a przed chwilą wróciła z terenu gdzie pracowała od wczesnego ranka.
Wchodząc z powrotem do kostnicy doszła do wniosku, że prędzej piekło zamarznie niż ona będzie tam jadła dlatego też zaraz później stała już przed drzwiami do kawiarni. Uwielbia takie miejsca, są przytulne i roztaczają w środku  bardzo spokojny klimat, jak gdyby ten cały zgiełk za drzwiami nikogo będącego w środku nie dotyczył. Szkoda, że było inaczej i po wypitej kawie, zjedzeniu kanapki, bądź po prostu po skończonej miłej pogawędce ze współpracownikami trzeba było się otrząsnąć i wrócić do piekła. Zostanie pracownikiem w Ministerstwie było trudne, a pracowanie tu to tym bardziej nie przelewki, choć ona sama na to nie narzekała. Lubi nowe wyzwania, a jej zajęcie jest wręcz takimi przepełnione, nie ma bardziej satysfakcjonującej pracy niż tu.
Pewnie pochwyciła klamkę i weszła do pomieszczenia rozglądając się po nim. Mała kawiarnia z ciepłym oświetleniem i gorącą mocną herbatą pod nosem biurokratów... to nie mogło skończyć się inaczej niż sukcesem. Było już późno jak na drugie śniadanie, więc i osób było mniej. Pozostali tam już tylko ci, którzy nigdzie się nie spieszyli, bądź osoby, które dopiero tu weszły będąc tak zabiegane w swoich obowiązkach, iż nawet zapomnieli o swym głodzie. Skupiła wzrok na stoliku przy radiu, a raczej na osobie przy nim siedzącej. Całkiem wysoki mężczyzna o głębokiej brązowej barwie włosów, które dziś bardziej przypominały kukułcze gniazdo dokładnie skanował wzrokiem nowego wydania "Walczącego Maga" od czasu do czasu sięgając dłonią to po kolejny kęs szarlotki, bądź też po następną porcje kofeiny z małej porcelanowej filiżanki.
No to już wie jak będzie wyglądać jej lunch. Słysząc stukot swoich obcasów o posadzkę podeszła do lady uśmiechając się w kierunku Alvina, składając zamówienie. Na szczęście przez małą ilość osób w kawiarni nie musiała czekać długo i zaraz później pochwyciła swój talerz szarlotki i filiżankę świeżo zaparzonej kawy. Nie spoglądając nawet na puste stoliki skierowała się od razu w kierunku tego stojącego zaraz przy radiu. Nie cierpi jazzu, ta muzyka powoduje u niej ból uszu i jeśli kiedykolwiek umrze, a tak na pewno się stanie to właśnie w takich akompaniamentach... aby ją chyba jeszcze przed śmiercią dobić psychicznie.
Nie zwracając uwagi na pozwolenie, a raczej na jego brak usiadła na przeciw mężczyzny kładąc na stoliku swój posiłek.
-Ciekawy artykuł?- uśmiechnęła się chytrze, założyła nogę na nogę i wzięła swój pierwszy łyk kawy.


Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight


Ostatnio zmieniony przez Rowan Yaxley dnia 06.10.16 22:32, w całości zmieniany 1 raz
Rowan Yaxley
Zawód : Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Kawiarnia - Page 3 950bdbd896f0137f2643ae07dec0daf4
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley https://www.morsmordre.net/t3601-magnus https://www.morsmordre.net/t3618-rowcia https://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor https://www.morsmordre.net/t3917-skrytka-bankowa-nr-899 https://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley

Strona 3 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Kawiarnia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach