Wydarzenia


Ekipa forum
Kawiarnia
AutorWiadomość
Kawiarnia [odnośnik]17.03.12 14:26
First topic message reminder :

Kawiarnia

★★
Usytuowane tuż nieopodal Fontanny Magicznego Braterstwa pomieszczenie w barwach brązów i fioletów. Ze stojącego w kącie radia sączy się miła dla ucha, przytłumiona muzyka, mieszająca się z szumem przyciszonych rozmów oraz stukotu obcasów - do kawiarni co chwilę ktoś wchodzi, by w pośpiechu zamówić kubek kawy, porwać z pobliskiego stoliczka najnowszą prasę i pędzić w pośpiechu do czeluści własnego biura tudzież departamentu; ostatnimi czasy Ministerstwo Magii przeżywa istny natłok zajęć, obowiązków i problemów.
Nikt jednak nie potrafi oprzeć się serwowanym tutaj specjałom: rozmaitym gatunkom kawy, herbaty, rozpływających się w ustach ciastom i najsmaczniejszym na świecie kanapkom. Największym zainteresowaniem cieszy się, naturalnie, herbata potocznie nazywana przez pracowników Ministerstwa Magii herbatą "ze Świętego Munga" - parzona z liści diabelskiego hibiskusa, rośliny rosnącej w pobliżu smoczych lęgów. Nic dziwnego - ma ona bowiem działanie silnie pobudzające, tak pożądane przecież w perspektywie ślęczenia przez kilka nocy nad stosem dokumentów, raportów, dekretów i rozporządzeń.
Lśniące stoliczki w barwie kakaowca otoczone są mrowiem maleńkich krzesełek z tego samego kompletu i przykryte kolorowymi obrusikami, nad którymi unoszą się wiecznie płonące, magiczne lampiony. Hebanowa lada ugina się pod dziesiątkami specjałów serwowanych przez sympatycznego młodzieńca imieniem Alvin.
[bylobrzydkobedzieladnie]
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Kawiarnia - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Kawiarnia [odnośnik]06.09.16 19:19
Dziś to jest istne szaleństwo. Odkąd zjawiłem się w pracy, tonę w tonie papierów, które dzielę na tygodnie i godzinę. Wczoraj chciałem wrócić wcześniej do domu no i proszę, dziś muszę to nadrabiać. Zapamiętam sobie, aby tego na później nie zostawiać, bo potem robią się same nieprzyjemności. A i jeszcze byłem ciekaw spotkania z Carterem, co chyba dopiero wrócił do Londynu, a bynajmniej tak mi się zdaje po krótkim zaproszeniu do Kotła. Muszę uwikłać się z praca, by zdążyć na czas. Ugh, trzy raporty... dobra, zacząłem wypisywać wszystkie rubryki po kolei, co było konieczne z mojej strony. Dobra, jeszcze podpisy... okej, odłożyłem na biurko do reszty papierów, które powinny być przeniesione do innej persony do podpisania. I tak ciągle, póki się nie zorientował, że zaraz kończy się przerwa śniadaniowa. Jak to tak szybko? Przecież niedawno przyszedłem do pracy. Oj, chyba zagubiłem się w czasoprzestrzeni przy tych papierkach, ale no trudno. Miałem przed sobą dwie opcje - zjeść coś i się spóźnić - albo czekać kilka godzin na przerwę obiadową. Stwierdziłem że zaryzykuję opieprzem i zostawiłem papierki na swym stanowisku. Hops, kilka sekund i zaraz szedłem w stronę windy. Ziuuup, zaraz zjawiłem się w odpowiednim piętrze i ruszyłem w stronę skromnej kawiarni, skąd dobiegała spokojna, jazzowa muzyka. Zamówiłem szarlotkę i kawę ciemną - oczywiście bez cukru. Zapłaciłem za to i zaraz podszedłem do stolika. Dobra, czas przejrzeć co nowego się dzieje na piętrze pani Minister. W międzyczasie zakosztowałem świetnego sernika i ciepłej kawy, a z radia brzęczał spokojny jazz. Przyjemny do ucha bez zbędnego grania gitarą. Chwile póxniej oazę mej samotności przekroczył czyjś głos. Damski głos.
- Ach, to pani, panno Yaxley. Artykuł może niezbyt interesujący, przynajmniej dla mnie, bo nie interesuję się wilkołakami, chyba że panienka chce coś o tym poczytać. - powiedziałem swobodnie zamykając gazetę i jednocześnie wyciągnąłem ją w jej stronę, jeśli oczywiście chciała. Czemu nie nazywam jej lady? A po co, toś to czarodziejka, jak wszyscy inni. Dla mnie oni są na równi. Chyba nie będzie z tego powodu robiła mi jakichś wywodów. - No chyba że pani woli czytać Czarownicę, w której umieszczą filigranowe postaci, albo ich przeciwieństwa typu pani Loovegood, która ... jak to dziewczyny w moim wydziale plotkują - swoją siłę bierze od pieczenia babeczek, którymi pozbywa się zbędnych adoratorów, a swą urodą zmiata przeciwników z mioteł. Lecz czy to prawda, to musiałby się z nią osobiście spotkać. - dodałem z szerszym uśmiechem na twarzy. Może i nie byłem poplecznikiem Czarownicy, jak i niespecjalnie słuchałem koleżanek z piętra, które zastanawiały się nad tym, czy by nie zbadać owych babeczek, czy tez opisywały niesłychaną urodę Sorena. Wtedy było mnóstwo plotek. Teraz na szczęście co innego jest w obiegu, ale o tym to ja chyba prędko nie zapomnę.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Kawiarnia [odnośnik]10.09.16 20:39
Upiła kolejny łyk kawy spoglądając na gazetę i przeglądając strony jedynie szybko je przerzucając.
- Cóż wilkołaki były i będą, nawet jednostki specjalne ich nie wytępią. Sama nie wiem, czy to dobrze, czy źle. - Zamknęła gazetę i odłożyła ją na bok. Dobrze zauważyła brak użycia jej tytułu. Wiedziała jaki Moody jest i jakie ma poglądy i choć niewątpliwie szanowała czystość krwi to nie przypominanie jej o byciu arystokratką podnosiło ją na duchu. Często była traktowana inaczej. Dużo osób bało się nawet do niej odezwać, za to inni używali w rozmowie z nią, między wierszami wzgardy, czy nawet nienawiści. Oczywiście była ona wywołana przez różne powody: bo jest bogata, bo pochodzi z szanowanych rodów, bo jest postawiona wyżej społecznie od nich, bo naprawdę jej tylko nienawidzą, bo jest arystokratką, a to w ich oczach życie jak w raju... ale nie w jej. To wyrzeczenia, to kłamstwa, wieczna gra, nie życzy tego żadnej z tych osób, a jednak większość z nich do tego ślepo dąży. Chcą życia od którego wielu czysto krwistych czarodziejów chciałoby uciec.
Uśmiechnęła się na wypowiedź mężczyzny. Nie spodziewała się, że kiedykolwiek będzie z nim rozmawiać na ten temat.
- Raczej za czarownicą nie przepadam, filigramowe postaci mogę oglądać codziennie na żywo, a szczególnie ich przeciwieństwa. Z kolei mój współpracownik, lat czterdzieści trzy czyta w tej gazecie horoskopy. Myślę, że musimy jego z dziewczynami z pana wydziału zapoznać. - Sama pokręciła na swoje słowa głową, choć jakby tak pomyśleć to nie byłby głupi pomysł. Przynajmniej nie musiałaby wysłuchiwać, że w tym miesiącu czekają ją sukcesy w pracy i zawirowania miłosne.
-Ostatnio widziałam twoją żonę z synem na Pokątnej. Mały rośnie jak na drożdżach.
Zresztą jak większość dzieci. Pamięta jak jej syn był niedawno w wieku Alastora, niemal gdyby było to kilka dni temu, dziś jest o połowę starszy. Czas szybko ubywa, a dzieci są tego najlepszym przykładem. Dziwne jest uczucie, że jeszcze niedawno kładła go w kołysce, a teraz musi go niemal siłą zaciągać do łóżka wieczorami, ponieważ ten chce jeszcze zrobić jedno okrążenie wokół dworku na swojej miotle. Zazdrości im... dzieciom, chciałaby być tak nieświadoma, ślepo szczęśliwa co oni. Oby ten okres trwał w przypadku tej dwójki jak najdłużej.
-Zanim się obejrzymy pójdą już do Hogwartu.- Powiedziała z nutką smutku w głosie, którą miała nadzieję, że wyleczy cukier z szarlotki. Ma nadzieję, że jeszcze dużo czasu minie zanim Tobias pójdzie do szkoły. Może była zbyt opiekuńcza, ale faktem jest, że nie chce za szybko się z nim rozstawać, a gdy tylko co roku zacznie znikać na kilka miesięcy z domu, wtedy czas będzie biegł jeszcze szybciej i nim się oglądnie ten młody chłopczyk już będzie szykował się na pierwszy sabat.


Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight


Ostatnio zmieniony przez Rowan Yaxley dnia 29.09.16 21:11, w całości zmieniany 1 raz
Rowan Yaxley
Zawód : Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Kawiarnia - Page 4 950bdbd896f0137f2643ae07dec0daf4
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley https://www.morsmordre.net/t3601-magnus https://www.morsmordre.net/t3618-rowcia https://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor https://www.morsmordre.net/t3917-skrytka-bankowa-nr-899 https://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley
Re: Kawiarnia [odnośnik]13.09.16 12:26
- Lecz z drugiej strony gdyby nie ich egzystencja, to część osób byłaby bez pracy. Może i by się przekwalifikowali, lecz to nigdy nie będzie to samo. - rzuciłem z wesołym uśmiechem obserwując Rowan. Bo w sumie ciężko się nie zgodzić z jej zdaniem, które jest zarówno negacją, jak i akceptacją. Ja sam raczej uważałem, że jakiś balans był potrzebny. Że skoro żyją normalni ludzie, też muszą żyć inni, którym oczywiście nie jest łatwo się wybić na powierzchnię przez standard schematu myślowego. Może i wilkołaki były niebezpieczne - z tym akurat nie będę się sprzeczać bo są niebezpieczeństwem - lecz też mają prawo do bytności. Dobra, już się chyba sam mieszam w tym, to jest takie skomplikowane do wyjaśnienia, że i sam nawet się z tym miotam. Dobra, koniec o wilkołakach.
- To ktoś jeszcze je czyta? - parsknąłem wesoło po czym sięgnąłem po filiżankę kawy i nieco jej skosztowałem. Horoskopy, nie lepiej pójść do jakiejś znanej wróżbitki? No chyba że ktoś nie zna takowej, ale no nigdy nie można mieć pewności, kto pisze te horoskopy w gazetach. Odłożyłem filiżankę na spodek.
- A dziękuję. Alastor faktycznie rośnie jak na drożdżach. Aż sam nie wiem, gdzie ten czas się podział, kiedy on był dopiero małym brzdącem. - powiedziałem na koniec wzdychając, jakbym chciał sobie wspomnieć małego bobasa, który wpierw uśmiechał się rozkosznie, a w następnej chwili zaczął krzyczeć, bo był głodny. Wychowywanie syna nie jest takim łatwym zadaniem, ale nie mam zamiaru z niego zrezygnować. Kocham swego syna i wychowam go na mężnego aurora. - A jak tam z Tobiasem? Słyszałem ostatnio, że chorował na gorzopryszczkę. Już z nim lepiej? - dopytałem się. Nie wiedziałem jak to dawno było, czy tydzień temu, czy dwa tygodnie temu, sam gubiłem kalendarz we własnej rodzinie mimo mej stałej czujności. Lecz skoro przechodzimy do tematu swych pociech, to może obydwoje wymienimy się różnymi spostrzeżeniami, radami i uwagami. To w końcu nie jest zły pomysł.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Kawiarnia [odnośnik]15.09.16 5:53
Zmarszczyła lekko brwi na słowa mężczyzny. Jak widać przekazywane informacje i plotki nadal dobrze prosperują w czarodziejskiej Anglii. Już się przyzwyczaiła. Choć szczerze nie lubiła gdy obcy ludzie rozmawiali o jej synu, choć w jego życie ktoś mógłby nie wchodzić z butami. Ceniła sobie prywatność, czy to swoją, czy jej najbliższych, lecz póki takie informacje krążyły w obrębie jej znajomych jakim był pan Moody, a nie obcych ludzi nie przeszkadzało jej to.
-W takim razie posiada pan dobrych informatorów. Był przykuty dwa tygodnie do łóżka w Mungu, a Tobias jest dość... aktywnym dzieckiem, przez co nie zniósł tego za dobrze. I tak miał dużo szczęścia, iż rozwój choroby był dość łagodny. Jak do tej pory prawie nie chorował, ale jak widać na każde dziecko przyjdzie pora. I oczywiście dziękuję za troskę.- Wbrew pozorom naprawdę była wdzięczna. Ceniła sobie towarzystwo Cilliana i pocieszała ją myśl, że on również posiada podobne doświadczenia jeśli chodzi o wychowanie dziecka. Warto mieć kogoś takiego obok siebie.
-Jak sobie radzisz z chorobami Alastora? Ja myślałam, że zwariuje. Co godzinę napastowałam uzdrowiciela aby dowiedzieć się czy jego stan się nie polepszył.- Arystokratyczne dzieci chorowały rzadko, a jak już to na nic poważnego z wykluczeniem chorób genetycznych oczywiście. Dlatego też uderzyła w nią wieść na chorobę syna. Już jednym chorym się opiekowała, a nie skończył dobrze dlatego też miała dystans do tych spraw, przez co nie była dobrze przygotowana na ewentualną chorobę Tobiasa.
-Ale może dajmy sobie spokój z przygnębiającymi tematami. Wystarczy nam chyba zmartwień.- Uśmiechnęła się w kierunku mężczyzny i upiła łyk kawy.
-Twój syn zapewne pójdzie w ślady swoich krewnych i również zostanie aurorem. Kto wie, może mój syn koroner będzie z nim współpracować?- Uśmiechnęła się na tą myśl. O przyszłości swojego dziecka myśli się non stop. Planuje się, wymyśla, a i tak skończy się inaczej. Kimkolwiek jej syn nie chciałby być poprze jego wybór... no może nie każdy. A co do jego bycia koronerem, chyba nawet by go do tego zniechęcała. Zdarzało się, że zadawał jej pytania na temat pracy. Był ciekawy wielu rzeczy jak każde dziecko i uparty jak jego ojciec, przez co czasem trudno było nawet jej wymigać się od niektórych pytań, na które poznanie odpowiedzi według niej było za wcześnie. Niby jeszcze dużo czasu minie zanim jej syn, czy syn Cilliana będą wybierać swoją ścieżkę zawodową, ale dla rodziców jest to niczym jak mrugnięcie oka.
-Oni dorastają, my się starzejemy. Może już za niedługo będziemy bawić wnuki?- Oby jak najdłużej musiała czekać. Jeszcze jedenaście lat, a jej syn stanie się pełnoprawnym, dorosłym czarodziejem. Jak tak dalej pójdzie, będzie musiała zacząć szukać mu kandydatki do ożenku.-A miało być nie przygnębiająco.- Chyba wszystko związane z dorastaniem naszych dzieci niestety takie jest. Na tą myśl zjadła kolejny kawałek szarlotki. Jak widać ona potrzebuje większej dawki cukru.


Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight
Rowan Yaxley
Zawód : Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Kawiarnia - Page 4 950bdbd896f0137f2643ae07dec0daf4
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley https://www.morsmordre.net/t3601-magnus https://www.morsmordre.net/t3618-rowcia https://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor https://www.morsmordre.net/t3917-skrytka-bankowa-nr-899 https://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley
Re: Kawiarnia [odnośnik]21.09.16 3:45
Nikt nie zna miejsca, dokąd plotki nie dochodzą. Jak one startują, tak nie potrafią przerwać swego nurtu, co mnie czasem boli. Sam wolę jakieś wierzytelne informacje, które - najlepiej jakbym sam widział na własne oczy, lecz wiem że nie zawsze tak może być.
- W sumie im wcześniej dziecko się wychoruje tym zdrowsze jest w przyszłości, bo jest odporny na jakieś szczepy czy coś, sam nie wiem. Taki dobry z medycyny to nie jestem. - dodałem z cichym chichotem pod nosem. Nie chciałem się przed nią popisywać swoją wiedzą, która w kwestii medycyny jest naprawdę nikła. Od tego ma znajomych magomedykówch, którzy z pewnością lepiej się na tym znają niż ja. Powiedzą co i jak, a nawet i doradzą, jakie eliksiry warto ważyć, aby szybciej przywrócić zdrowie w żywym ciele dziecka.
- Alastor póki co rozrabia, niżeli choruje, więc i tak nudno w domu nie jest.- zaraz żwawo odpowiedziałem z uśmiechem na ustach, a potem skubnąłem kolejny kawałek szarlotki, która powoli kończyła się na moim talerzyku. Czas pracować coś mi szeptało do ucha, lecz to ignorowałem. Póki mam towarzystwo kobiety, z którą dobrze się rozmawia, to tam w razie czego powiem że coś mnie zatrzymało. Jakie to łatwe usprawiedliwić się spóźnieniem czyjąś ważną sprawą.
- Prawdopodobnie tak będzie, lecz sądzę, że dzieciaki same pojmą, co będą chciały robić. Jeśli będą chcieli robić to samo co my, to czemu nie. Aurorów nigdy za wiele i mimo iż u mnie od dosyć dawna w rodzinie przeważnie mężczyzna jest aurorem, to mojemu synowi dam wybór, lecz też nie będę jemu tak mocno pobłażać w innych kwestiach. Trzeba uważać, by nie dać im się wejść na głowę, bo wtedy już może być ciężko. - mówiąc zaśmiałem się serdecznie i sięgnąłem ponownie po filiżankę kawy. Ach te dzieciaki, sam teraz widzę jak Alastor rośnie w sile i w chęci posiadania wiedzy absolutnej, a przecież chwilę temu był małym, gaworzącym niemowlęciem. Nie mam pojęcia jak ten czas szybko upłynął, jak i tego, jak ten czas teraz płynie. Może ono ciągle przyśpiesza? Nie mam zielonego pojęcia.
- Daj spokój, posiadanie wnuków nie powinno być takie złe. Pomyśl, że będziesz miała wtedy kogo rozpieszczać. Chociaż... na razie samo bycie ojcem nie jest łatwe. Ale kiedyś chciałbym zostać dziadkiem. To byłaby fascynująca przygoda. - rzuciłem wesoło własną opinię odkładając filiżankę na spodek. I tak sobie myślę, że za te piętnaście lat będę mógł mieć wnuki. Samo to słowo jakoś dziwnie rozpiera dumę, więc to pewnie nie jest jakieś trudne wyzwanie od ojcostwa, które jest nieco ... skomplikowane.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Kawiarnia [odnośnik]29.09.16 18:45
-Nie mówię, że nie jest. Za kimś musimy biegać, aby rozchodzić swoje stare kości, ale muszą to być stare kości. Oh, nigdy nie było i nigdy nie będzie. Wychowywanie dziecka to jednak duża odpowiedzialność. Mali ludzie, którymi należy się zająć... tak naprawdę to od nas wszystko zależy.-Wzdychając przerwała wypowiedź. Jak sobie dziecko wychowasz to i takie będzie. Widzi to zresztą po sobie i swoim rodzeństwie. Matka, więcej spędzała z nią czasu, ucząc etykiety, przez co ma ją w małym paluszku. Za to ojciec więcej czasu spędzał z braćmi poświęcając ich czas na aktywności, począwszy od szermierki, przez jazdę konno, czy latanie na miotle.
-Chodzi mi o to, że jak na mój gust za szybko dorastają i nie mamy czasu się nimi odpowiednio nacieszyć.-A tego było jej okropnie żal. Nadal wydaje jej się, że Tobias to malutkie dziecko, przez co nieraz, a nawet zawsze jest nadopiekuńcza. Tym bardziej, że chce mu przy okazji zastąpić przy tym ojca... a to jest niestety niewykonalne.
-Może kiedyś zapoznalibyśmy nasze maluchy? Ostatnio na Pokątnej byłam sama przez co nie miałam do tego okazji.- uśmiechnęła się w jego stronę, po czym wzięła ostatni łyk kawy. Jeśli miała mówić szczerze naprawdę lubiła towarzystwo aurora siedzącego przed nią. Zresztą jego żona również była sympatyczną kobietą. Dlatego też dlaczego nie pójść by dalej w tą relację? A samemu Tobiasowi przyda się kontakt z rówieśnikiem. Sąsiadów prócz reszty Yaxleyów nie posiadają, a i on nie ma za często sposobności do wyjścia poza teren dworku. Dzieciaki muszą się wyszaleć, nawet te arystokratyczne, a szczególnie już jej syn, a samotne zabawy, czy z osobami o wiele starszymi na pewno nie są tak satysfakcjonujące co z rówieśnikami. Jakby nie patrzeć i czy to szybko zleci, czy nie jeszcze musi minąć pięć lat nim jej syn trafi do Hogwartu, a na pewno z dziczy w środek społecznej dżungli nie wrzuci go bez przygotowania. Ma nadzieję, że jeśli Cilius się zgodzi, a chłopcy będą mogli się zaprzyjaźnić. Dzieci nie widzą równicy w poglądach, wyglądzie, czy statusie krwi, często im tego zazdrości. Chciałaby skreślić wszystko to co wpojono jej za dziecka, aby nie spoglądać na świat aż tak konserwatywnie.


Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight
Rowan Yaxley
Zawód : Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Kawiarnia - Page 4 950bdbd896f0137f2643ae07dec0daf4
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley https://www.morsmordre.net/t3601-magnus https://www.morsmordre.net/t3618-rowcia https://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor https://www.morsmordre.net/t3917-skrytka-bankowa-nr-899 https://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley
Re: Kawiarnia [odnośnik]02.10.16 12:26
Uśmiechnąłem się wesoło rozumiejąc, co ona ma na myśli. Wychowanie dziecka jest trudną sztuką, nie ważne czy się robi to w pojedynkę, czy z małżonką. Trzeba uważać na to, by nic sobie nie zrobił, bo potrafi być dosłownie wszędzie. Dziecko jak tylko widzi okazję, nie traci czasu. - Dziecko to test na to, czy człowiek potrafi być odpowiedzialny za czyjeś życie. Chociaż mówi się, że małe dzieci to małe kłopoty, to na razie trudno mi jest w to uwierzyć. - uśmiechnąłem się wesoło i odsunąłem nieco od siebie filiżankę z kawą. Tak mi się chyba zdaje, że zdajemy z Tamuną test na rodzicielstwo. W końcu na razie udaje nam się wychowywać syna, owszem z różnymi skutkami, ale kochamy go i nie zaniedbujemy jego, co jest w sumie najważniejsze.
Co do czasu - aż westchnąłem, bo wiedziałem że Rowan ma rację. Ten czas tak szybko mija, sam to nawet czasem zauważam, kiedy zerkam na Alastora, który rośnie z każdym dniem, uczy się nowych rzeczy. Czasem nie wiem, co byłoby lepsze dla niego, czego mogę jego uczyć, co mogę jemu pokazywać. Ale myślę, że jest dość duży, by udać się na mecz Quidditcha. W końcu nie mógłbym nie kibicować Benowi. Może mam nadzieję, że ten mecz pokaże jemu, że mógłby wrócić do drużyny i grać. I walczyć, jak to dawniej robił.
- Jeśli nie panoszą się jak inne dzieciaki innych szlachciców, to gdzieś możemy się spotkać. - powiedziałem spokojnie wiedząc, że może niektórzy by uznali te zachowanie za grubiańskie, i przede wszystkim niewłaściwe wobec szlachty. Sam miałem okazję ujrzeć niektóre dzieciaki i nie chciałby, aby z takimi osobami zadawał się Alastor. Od razu by czuł, że jest popychadłem, bo nie jest szlachcicem. A ja chciałem nauczyć syna równowagi, balastu pomiędzy takimi osobami, odwagi, męstwa. I wielu innych cech, które jemu się przydadzą w życiu. Miałem tylko nadzieję, że Rowan nie obrazi się za takie zachowanie, dlatego uśmiechnąłem się przepraszająco. - Wybacz, po prostu jak widzę niektóre dzieci, to boję się, że będą mieli jakiś zły wpływ na Alastora i zabiorą mu pewność siebie. - wytłumaczyłem się ze swego zdania. W końcu sama jest rodzicem, matką. Też pewnie chce jak najlepiej dla swego dziecka. Ja nie mam nic przeciwko szukaniu jemu nowych znajomych, kolegów, o ile są to normalni czarodzieje.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Kawiarnia [odnośnik]02.10.16 19:40
Uśmiechnęła się w kierunku Ciliana. Rozumiała jego niepokój i szanowała troskę o syna.
-Nie szkodzi, rozumiem co masz na myśli i że kierujesz się dobrem syna. Wychowana byłam w rodzinie która wierzy w wyższość krwi oraz szlachty. I jeśli z wyższością krwi osobiście się zgadzam...-Przerwała na chwile, marszcząc czoło i spoglądając na niego pewnie. Nie chciała go urazić. Mieli zupełnie inne spojrzenie na świat, ale czy to aż tak musi dzielić? -Wiem, że możemy się w tej kwestii nie zgadzać znając twoje poglądy, ale jak wiesz każdy ma inne. Szanuje to. A jeśli chodzi o wyższość szlachty moim zdaniem jest to głupota. Nie ma czym się wywyższać, a nawet arystokracja powinna zazdrościć całej reszcie społeczeństwa. Uwierz mi w należeniu do takiego rodu jest więcej wad niż zalet. Staram się wychowywać syna również tak jakby mój mąż tego chciał. Miał tak jak i ja wielu znajomych półkrwi, a nawet przyjaciół. Zresztą nawet jeśli chciałabym wychować Tobiasa w ten sposób jakiego ty się obawiasz myślę, że nic by z tego nie wyszło. Chłopiec jest zbyt podobny do ojca. Za bardzo kocha życie i ludzi by zadzierać nosa. Nie chcę nadętego syna arystokratę. Chcę szczerą, pełną dobroci osobę.
Kocha syna nad życie. Nie widzi poza nim świata i może nawet jeśli go rozpieszcza nie jest on typowym arystokratycznym dzieckiem. Bardzo przypomina jej męża. Chłopiec jest jego całkowitą podobizną. Cieszy się z tego faktu. Ona sama wydaje się typową szlachcianką, przez jej zdystansowanie i małomówność. Trudno jest do niej dotrzeć jak i do wszystkich z rodziny Burke. Nie zmienia to jednak faktu, że przez całe życie starała się nie skończyć jak leżące i pachnące rówieśniczki. Korzystała z braćmi z każdej okazji aby sprzeciwić się rodzicom, lecz na tyle aby pełnić również i swoją powinność. Została koronerem bo chciała. Nie obchodził ją fakt, że damie tak nie przystoi. Praca ta daje jej wiele satysfakcji i ją uszczęśliwia. Czy etykietę należy przekładać nad własnym szczęściem? To jeden z ważniejszych powodów dlaczego postanowiła zostać przy synu i go wychować zamiast wrócić do panieńskiego nazwiska i ponownie wyjść za mąż. Zostanie u boku syna nie tylko do osiągnięcia przez niego pełnoletności, ale również do momentu kiedy chłopiec stanie się mężczyzną i przyjdzie jego czas na założenie rodziny. Chciałaby mieć cokolwiek do powiedzenia w kwestii doboru jego żony. Ona sama miała dużo szczęścia, że trafiła na takiego wspaniałego mężczyznę jakim był jej mąż. Chciałaby aby Tobias miał okazje ożenić się z kobietą z którą się przynajmniej zaprzyjaźni, a może nawet ją pokocha.
-Nie obawiaj się, nie uraziłeś mnie. Raczej jest to trudne. Ty, jak i ja oraz twoja żona wychowujemy swoje dzieci jak najlepiej się da aby miały okazje stworzyć lepszy świat, taki w którym będą żyć oni i ich przyszłe rodziny. Mogę cię zapewnić, że Tobias jedyny zły wpływ jaki może wywrzeć na twojego syna to chęć rozrabiania.-Zaśmiała się krótko, aby następnie spojrzeć ciepło w kierunku Ciliana.
|ztx2


Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight
Rowan Yaxley
Zawód : Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Kawiarnia - Page 4 950bdbd896f0137f2643ae07dec0daf4
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley https://www.morsmordre.net/t3601-magnus https://www.morsmordre.net/t3618-rowcia https://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor https://www.morsmordre.net/t3917-skrytka-bankowa-nr-899 https://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley
Re: Kawiarnia [odnośnik]06.10.16 16:57
| Atrium

Zajęła miejsce przy jednym ze stolików z ciemnego drewna. Z początku siedziała w środku sali, ale kiedy zwolniło się miejsce, zajęła stolik w rogu pomieszczenia, nieco oddalony od grającego cicho radia. Sąsiadował on z dwóch stron ze ścianą i tylko z jednej z innym stolikiem, który obecnie stał pusty. Darcy zamówiła herbatę, z której słynął lokal. Liście diabelskiego hibiskusa parzyły się w gorącej wodzie. Napój parował. Wpatrywała się w unoszący się dym, czekając na przybycie Rosalie. Wcześniej zdążyła przyjrzeć się ciastom i zdecydowała za nie obie, że dzisiaj mogą sobie pozwolić na odrobinę słodyczy. Poprosiła Alvina o przyniesienie im jego specjałów, kiedy dołączy do niej jej przyjaciołka. Tymczasem wpatrywała się w ciecz, barwiącą się na zieleń ziołowej herbaty. Dopiero po momencie upila kilka łyków, już w kilka minut później czując niezawodne działanie herbatki pobudzającej. Wyprostowała się, poszukując wzrokiem blond czupryny. Była jednak pewna, że gdyby Rosalie znajdowała się niedaleko, już dawno skupiłaby jej wzrok. Tymczasowo jednak jej zielona suknia nie rzuciła jej się w oczy. Poprawiła materiał na udach, wygładzając go, wsłuchując się w audycję nadawaną obecnie w radiu. Świat czarodziejski buczał o referendum i zachęcał do złożenia podpisu w czarodziejskim urzędzie. Rosier była pewna, ze chociaż mieli jakiś udział w życie polityczne Anglii, Ministerstwo dawało im tylko złudne poczucie kontroli. Za chwilę pewnie znów wprowadzą dekrety, na które obywatele magicznego świata szybko zaczną narzekać. Westchnęła. Czekały ich nieuchronnie wielkie konflikty. Referendum mające załagodzic wprowadzane zmiany, było niczym cisza przed burzą.


Persuasion is often more effectual than force.


Darcy Rosier
Zawód : hipnotyzerka w rodowym rezerwacie w Kent
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Jeśli ktoś uprawia ze znawstwem sztukę perswazji, powinien wpierw wzbudzić ciekawość, później połechtać próżność, by wreszcie odwołać się do sumienia lub dobroci.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier https://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 https://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t3412-skrytka-bankowa-nr-594#59045 https://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
Re: Kawiarnia [odnośnik]07.10.16 21:32
Darcy nie musiała na mnie długo czekać. Być może zdążyła jedynie zamówić herbatę, w końcu dopchanie się do urny nie zajęło mi więcej czasu, niż bym się spodziewała. Wchodząc do kawiarni rozejrzałam się po pomieszczeniu szukając wzrokiem przyjaciółki. Na początku jej nie dostrzegłam, dopiero po chwili rzuciła mi się w oczy jej czerwona suknia i z ulgą odetchnęłam. Przez chwilę wystraszyłam się, że naprawdę mnie opuściła. Ostatnio nie było ze mną najlepiej, a ja nie rozumiałam powodu, dla którego tak się działo. Teraz jednak nie miało to większego znaczenia, miałam porozmawiać ze swoją przyjaciółką na neutralnym gruncie. Pierwszy raz od dobrych trzech czy czterech miesięcy.
Podeszłam do niej posyłając jej delikatny uśmiech, od razu zajmując krzesło na przeciw niej, przy drugiej stronie ściany. Nim jeszcze się przywitałam przyszedł do nas kelner pytając co mi podać, a ja bez zastanowienia opowiedziałam, że to samo co lady Rosier i nie odezwałam się więcej dopóki herbata nie pojawiła się na stoliku i, co wywołało moje zdziwienie, kawałek ciasta. Do mojego nosa dotarł przyjemny zapach hibiskusa.
- Darcy - zwróciłam się do niej.
Szybko jednak przymknęłam usta, nie bardzo wiedząc co powiedzieć dalej. Miałam do niej tyle pytań, miałam też jej tyle do powiedzenia. Przecież leżąc miesiąc w Świętym Mungu absolutnie nie próżnowałam, a po opuszczeniu szpitalu nie miałam okazji powiedzieć jej o swoich planach, czy awansie którego dostałam. Panowała między nami dziwna atmosfera, a ja nie potrafiłam zrozumieć dlaczego. Przecież niby nic się nie stało, nic co powinno zaburzyć naszą przyjaźń, a my, chyba pierwszy raz, przechodziłyśmy prawdziwy cichy kryzys.


Za wilczym śladem podążę w zamieć
I twoje serce wytropię uparte
Przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień
Rozpalę usta smagane wiatrem
Rosalie Yaxley
Zawód : doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Kawiarnia - Page 4 DByCxa2
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley https://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 https://www.morsmordre.net/t695-rosalie https://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3552-skrytka-bankowa-nr-174#62683 https://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
Re: Kawiarnia [odnośnik]09.10.16 17:21
Darcy chyba nie potrzebowała słów. Ciężka atmosfera ciążyła na niej ze wszystkich stron, ze wszystkich relacji. Ostatnio takie kryzysy, ciche, jak ten jeden, pomiędzy przyjaciółkami, przechodziła w większości swoich relacji i najpewniej… była tym zmęczona. A przed kim, jak nie przed Rosalie, czy Tristanem, mogłaby okazać słabość? Pierwszy raz w obecności lady Yaxley, korzystając z okazji, ze ich stolik wcale nie rzucał się w oczy, zamiast cokolwiek odpowiedzieć, wyciągnęła powoli dłoń, opierając ją na ręce Rosalie. Ujęła jej palce w swoje, spuszczając wzrok na herbatę, kiedy wyrzuciła z siebie jedno, bardzo ciężkie, ponieważ szczere wyznanie.
Przepraszam Cię… Rosalie.
Zdawało jej się, zanim wypowiedziała te słowa, mogła milczeć, kilka minut, a może kilka sekund i czas tylko jej wydawał się tak dłużyć? Kiedy jednak sięgnęła dłonią po herbatę, okazało się, że ta nie jest już parująca, jest już chłodniejsza. Zanim wiec padły pierwsze słowa z jej ust, być może milczała znacznie dłużej niż jej się zdawało. Jednak odłożyla filiżankę, nie upijając z niej nawet łyka i uniosła wzrok do przyjaciółki. Do jej twarzy, pięknej jak zawsze, ale z jakiegoś powodu, emanującej smutkiem. Darcy znała ten powód i było jej tym bardziej przykro, że nie potrafiła tego smutku odgonić. Ból panienki Yaxley, być może bolał ją niż jej własny, kiedy uświadomiła sobie, jak wiele straciła, nie będąc przy niej w swoich i w jej ciężkich chwilach. Jak wiele traciły na tym obie. Jednocześnie była świadoma, że temu zawiniła tylko ona sama. Rosalie cierpiała za jej błędy, a mogłaby cierpieć mniej… gdyby tylko Darcy była przy niej wtedy, kiedy dziewczyna tego potrzebowała.
Chciałabym móc wrócić z Tobą do… domu.
Dom miał tutaj wiele znaczeń. Powrót do dawnych relacji, do większej bliskości. Wzrok Rosier był pełen skruszenia, jakiego nie okazywała osobom niepowołanym, ale Rosalie była więcej niż tylko przyjaciółką i szlachcianką. Rosalie była przez całe życie dla niej niczym siostra, a siostry nie powinna traktować w ten sposób. Rodziny nie traktuje się tak, jak ona traktowała ją przez ostatnie miesiące. I żadna choroba czy klątwa tego nie usprawiedliwiała. Nie w jej odczuciu.


Persuasion is often more effectual than force.


Darcy Rosier
Zawód : hipnotyzerka w rodowym rezerwacie w Kent
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Jeśli ktoś uprawia ze znawstwem sztukę perswazji, powinien wpierw wzbudzić ciekawość, później połechtać próżność, by wreszcie odwołać się do sumienia lub dobroci.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier https://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 https://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t3412-skrytka-bankowa-nr-594#59045 https://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
Re: Kawiarnia [odnośnik]09.10.16 18:36
Bardzo długo milczałyśmy trzymając się za dłonie. Kciukiem gładziłam jej skórę, absolutnie jej nie popędzając, sama również nie wiedząc, co powiedzieć. Pozwoliłam nam na tę chwilę ciszy wiedząc, że jest nam ona potrzebna. Wśród przyjaciół, tak bliskich w dodatku, cisza potrafiła wyrazić więcej niż składnie układane zdania. Nie wiem ile to trwało nim Darcy zdecydowała się w końcu odezwać, a to co powiedziała trochę mnie zdziwiło. Znaczy, wiedziałam co miała na myśli, jednak nie tylko ona miała mnie za co przepraszać. Ja również miałam swoje na sumieniu i absolutnie nie zostawałam bez winy.
- Ja ciebie też bardzo mocno przepraszam, Darcy - powiedziałam.
Obserwowałam ją jak wyciąga swoją dłoń, jak sięga po filiżankę, jak pojawia się na jej twarzy zdziwienie, że herbata nie jest już tak gorąca. Nie napiła się, odstawiła filiżankę i odważyła się na mnie spojrzeć. I ja na nią spojrzałam, prosto w jej oczy szukając odpowiedzi na pytania, które tak długo zaprzątały mi głowę. Miałam ochotę sięgnąć do twarzy przyjaciółki, nie bacząc na innych ludzi, przejechać dłonią po jej policzku, okazać swoje uczucie i wsparcie, jakby to miało zabrać cały smutek z jej twarzy, który przecież tak dobrze widziałam.
- Możemy razem wrócić do domu kiedy tylko będziesz tego chciała - przytaknęłam ciepłym głosem.
Nie byłam na Darcy zła, zależało mi na naszych relacjach i już dawno wybaczyłam jej fakt, gdy mnie odtrącała. Ba! Nawet przestałam o tym pamiętać, znając Darcy i widząc jej zmianę zachowania wiedziałam, że było coś nie tak. Tylko nie dane było mi z niej wyciągnąć co się dzieje i zdawało się, że nawet jej najbliższa rodzina niczego nie wiedziała. Przecieżby mi powiedzieli.
- Co się takiego z nami stało? Z dnia na dzień zmienił ci się nastrój, nie chciałaś ze mną rozmawiać każąc mi dorosnąć - zaczęłam ściszonym głosem. - Dałam ci czas myśląc, że ci przejdzie. Usprawiedliwiałam cię gorszym samopoczuciem, zmartwieniem zbliżającym się wydarzeniem, ale minął jeden miesiąc, potem drugi, wydarzyła się tragedia, a nawet kiedy leżałam w Mungu, a ty siedziałaś obok mego łóżka, miałam wrażenie, że jesteś dalej niż kiedyś…
Nie potrafiłam długo czekać. Ściszonym głosem wyrzuciłam z siebie wszystko to, co tak długo w sobie skrywałam. Nie dzieliłam się swoimi obawami z nikim, mając nadzieję, że sobie poradzimy. Ale nie radziłyśmy sobie przez trzy miesiące, aż do dzisiaj.
- Tak bardzo za tobą tęsknie - dodałam jeszcze, mocno zaciskając usta, próbując z całych sił się uspokoić i przypadkiem nie rozpłakać.
Cichy szept niknął wśród odgłosów Ministerstwa, jednak na lecące łzy ktoś mógłby zwrócić już uwagę, a tego nie chciałam. Potrzebowałyśmy spokoju, widać udało nam się je znaleźć z dala od naszych domów i rodzin.


Za wilczym śladem podążę w zamieć
I twoje serce wytropię uparte
Przez gniew i smutek, stwardniałe w kamień
Rozpalę usta smagane wiatrem
Rosalie Yaxley
Zawód : doradczyni w zarządzie w Rezerwacie jednorożców w Gloucestershire
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Nienawidzę pająków... dlaczego to nie mogły być motyle?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Kawiarnia - Page 4 DByCxa2
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t649-rosalie-yaxley https://www.morsmordre.net/t696-smuzka#2194 https://www.morsmordre.net/t695-rosalie https://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3552-skrytka-bankowa-nr-174#62683 https://www.morsmordre.net/t955-rosalie-yaxley
Re: Kawiarnia [odnośnik]12.10.16 15:19
Darcy nie była pewna, czy Rosalie miała powody ją przepraszać. Pamiętała, jak miała jej za złe, że nie potrafi znieść jej gorszych humorów. Dalej wracały do niej wspomnienia chwil, w których była z jej powodu rozdrażniona. Była jednak świadoma, że część z tych emocji uwarunkowane było klątwą, jaka została na nią narzucona. Nie były to uczucia realne. Nie chciała do nich wracać. Nie chciała patrzeć na ludzi przez pryzmat tego, co czuła wtedy. To było sztuczne i nie powinno mieć miejsca.
Rosalie, taka jaką miała teraz przed sobą była przecież tak niewinna, tak chętna pomocy i przygotowana na zrozumienie nawet największych problemów. Darcy patrzyła na nia nie wierząc, że kilka miesięcy temu przez myśl mogło jej przejść, że panienka Yaxley nie stoi po jej stronie, nie chce, nie umie, albo nie może jej pomóc. Przestrzeń, w której się znajdowały, nagle jej też zaczęła ciążyć. Nie tylko Rosie szukała kontaktu fizycznego, który pomógłby im się zbliżyć do siebie tak, jak kiedyś. Zamiast tego, posłała jej łagodny uśmiech, taki, jakim nie darzyła prawie nikogo. Ten zarezerwowany był dla wyjątkowych osób. Dloń, która unosiła się w wahaniu przed filiżanką, nagle wyciągnęła przed siebie. Chwyciła drugą rękę swojej przyjaciółki, utrzymując jej spojrzenie wprost na swoich tęczówkach. Nawet jeśli ten wzrok przeszywał ją zbyt dotkliwie. Darcy miała świadomość, że tak czy inaczej istniały kwestie bez których rozwiązania się nie obejdzie.
To się zmieni, Rosalie. Wszystko da się przywrócić do naturalnego porządku. Wszystko Ci wyjaśnię, tylko… nie tutaj.
Chciałaby powiedzieć o wszystkim. Miała to na końcu języka, ale ograniczali ich obcy ludzie, niesprzyjające warunki. Ściany, zwłaszcza w Ministerstwie, mają uszy, a Darcy miała Rosalie do powiedzenia wiele rzeczy, które nie powinny trafić do nikogo więcej ponad tych wybranych, którym zamierzała się wytłumaczyć.
Wracajmy do domu… zaraz — zaproponowała, puszczając dłonie przyjaciółki. Zanim jednak to zrobiła, ścisnęła je mocniej, wyłapując lekkie drżenie w jej głosie, a być może inny sygnał opływających Rosalie emocji.
Już nie musisz. Nie odtrącę cię drugi raz. Masz moje słowo.
Jedząc ciasto, nie rozsmakowywała się w nim. Myślami była już daleko, na rozmowie, którą już dawno powinna z Rosie przeprowadzić.

ztx2?


Persuasion is often more effectual than force.


Darcy Rosier
Zawód : hipnotyzerka w rodowym rezerwacie w Kent
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Jeśli ktoś uprawia ze znawstwem sztukę perswazji, powinien wpierw wzbudzić ciekawość, później połechtać próżność, by wreszcie odwołać się do sumienia lub dobroci.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier https://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 https://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t3412-skrytka-bankowa-nr-594#59045 https://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
Re: Kawiarnia [odnośnik]29.10.16 15:42
z fontanny.

Nie łudziłam się, że rozmowa w takim miejscu będzie obfitować w zwierzenia, jednak cieszyłam się z wizji przyjemnego spędzenia czasu z dawno niewidzianą znajomą. Obie spełniałyśmy swój obywatelski obowiązek i pragnęłyśmy mieć to jak najszybciej za sobą, ale nie mogłam nie skorzystać z okazji do wymienienia kilku zdań z utalentowaną śpiewaczką.
Poprowadziłam ją więc do pobliskiej kawiarni, niemalże cudem zdobywając dla nas dwuosobowy stolik. Być może pomocny był też fakt, iż kroczyła za mną piękna półwila, bowiem tłum rozstąpił się nagle i mogłyśmy szybko zająć dwa wygodne miejsca.
Wiele słyszałam o tutejszej herbacie z hibiskusa, mającej pobudzające działanie, jednak nie miałam dziś ochoty na takie specjały. Zamiast tego zamówiłam najzwyklejszą herbatę z imbirem i oczekując na zamówienie, podpytywałam znajomą.
- Słyszałam same dobre opinie o Twoim noworocznym koncercie – pochwaliłam ją, zgodnie z prawdą zresztą, bo przecież nie wszyscy udali się na Sabat i ciotka Hermia z Traversów opowiadała mi jak przyjemnie spędziła swój wieczór w operze – Czy planujesz jakieś na wiosnę? – chciałam wiedzieć, pochyliłam się więc nieznacznie w stronę blondynki i spoglądałam na nią z zainteresowaniem.
Siedziała obok mnie, taka dystyngowana i piękna, a ja ostatkami sił powstrzymywałam się przed poproszeniem jej o nauczenie mnie kilku sztuczek związanych z naszą genetyką. Musiałam jednak skupić się na animagii i tej umiejętności poświęcić myśli oraz wolny czas. Na kuszenie przyszłego męża przyjdzie jeszcze czas, a przynajmniej taką miałam nadzieję.
Nie miałam ochoty poruszać tematu referendum. Stało się, obie oddałyśmy już swoje głosy i powracanie do polityki wydawało mi się nie na miejscu. Byłam trochę zmęczona tym tematem, czekałam więc na opowieść Odette i oczyma wyobraźni już widziałam ją w muszli koncertowej na otwartym powietrzu, witającą nadchodzącą wiosnę swoim pięknym głosem.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Kawiarnia [odnośnik]01.11.16 15:07
Cieszę się, że mogę spędzić trochę czasu z tobą. Dawno się nie widziałyśmy. Na mojej twarzy pojawia się uśmiech kiedy nie musimy już się kisić w tym tłumie różnego pochodzenia osób. Ci rozstępują się jak na zawołanie kiedy kroczymy pewnym siebie krokiem w kierunku ministerialnej kawiarni. Poprawiam moje złote włosy lekkim ruchem, rozglądam się jeszcze wokół za znajomymi twarzami. Nie widzę żadnej. Wyjątkowo się tym nie przejmuję, gdyż mam teraz obok siebie sojuszniczkę. W przeciwieństwie do ciebie ja nic nie słyszałam o tym miejscu - możliwe, że nigdy nie przywiązywałam do tego żadnej uwagi. Gmach ten nigdy mnie nie interesował i nic się w tej kwestii nie zmieniło.
Cudem znajdujemy wolny stolik. Siadam spokojnie na krześle, które zaraz ozdabiam moim płaszczem. Torebkę stawiam sobie na kolanach. Przyglądam ci się z lekkim zainteresowaniem. Zastanawiam się co przegapiłam i co u ciebie słychać. Zamawiam jedną z herbat, którą mi polecono. Mój uśmiech poszerza się kiedy mówisz o noworocznym koncercie. Naprawdę komuś się podobał? Było tak mało osób…
- Naprawdę? Od kogo? - dopytuję z ciekawością w głosie. Może nawet zniecierpliwiona. Pragnę informacji oraz pochwał, to oczywiste. - Niestety to nie ode mnie zależy. Mogę planować wiele rzeczy, ale to niczego nie zmienia. Tak czy inaczej owszem, podobno jest coś planowane na ten czas - wyjaśniam kiwając głową. Mogę mówić o śpiewie długie godziny. - A co u ciebie? Trytony dają się we znaki? - pytam. I o dziwo mnie to ciekawi.

[bylobrzydkobedzieladnie]


Oni będą ślicznie żyli,
oni miłość obłaskawią,
tygrys będzie jadł z ich ręki.


Ostatnio zmieniony przez Odette Baudelaire dnia 07.11.16 9:00, w całości zmieniany 1 raz
Odette I. Parkinson
Zawód : śpiewaczka operowa
Wiek : 22
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
Staniesz w ogniu, ogień zaprószysz,
I od ciebie dom twój się zajmie!
Stleją ściany, sprzęty najdroższe,
A ty z ogniem będziesz się żenił.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3715-odette-baudelaire https://www.morsmordre.net/t3724-skrzynka-odetki#67817 https://www.morsmordre.net/t3723-odetka#67806 https://www.morsmordre.net/f110-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t3771-skrytk-bankowa-nr-937#69396 https://www.morsmordre.net/t3770-odette-baudelaire#69394

Strona 4 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Kawiarnia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach