Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Evelyn Despenser
AutorWiadomość
Wsiąkiewka

Żywotność w ludzkiej postaci
Wartość żywotności postaci: 170
żywotnośćzabronionekarawartość
81-90%brak-5137 - 153
71-80%brak-10120 - 136
61-70%brak-15103 - 119
51-60%potężne ciosy w walce wręcz-2086 - 102
41-50%silne ciosy w walce wręcz-3069 - 85
31-40%kontratak, blokowanie ciosów w walce wręcz-4052 - 68
21-30%uniki, legilimencja, zaklęcia z ST > 90-5035 - 51
≤ 20%teleportacja (nawet po ustaniu zagrożenia), oklumencja, metamorfomagia, animagia, odskoki w walce wręcz-60≤ 34
10 PŻPostać odczuwa skrajne wycieńczenie i musi natychmiast otrzymać pomoc uzdrowiciela, inaczej wkrótce będzie nieprzytomna (3 tury).-701 - 10
0Utrata przytomności


Żywotność w wilkołaczej postaci
Wartość żywotności postaci: 320
żywotnośćzabronionekarawartość
81-90%brak-5259 - 288
71-80%brak-10227 - 258
61-70%brak-15195 - 226
51-60%potężne ciosy w walce wręcz-20163 - 194
41-50%silne ciosy w walce wręcz-30131 - 162
31-40%kontratak, blokowanie ciosów w walce wręcz-4099 - 130
21-30%uniki, legilimencja, zaklęcia z ST > 90-5067 - 98
≤ 20%teleportacja (nawet po ustaniu zagrożenia), oklumencja, metamorfomagia, animagia, odskoki w walce wręcz-60≤ 66
10 PŻPostać odczuwa skrajne wycieńczenie i musi natychmiast otrzymać pomoc uzdrowiciela, inaczej wkrótce będzie nieprzytomna (3 tury).-701 - 10
0Utrata przytomności

Przedmioty


zdjęcie otrzymane z podróży Herberta



Przydatne
karty tarota
zaopatrzenie
złote myśli



Rozgrywka

Sierpień '57
- Gdzie jest Soren, Evelyn? - Nie wiedział, kiedy o to spytał, ale nie zamierzał czekać z tym w nieskończoność. Nie dawał jej zbyt wiele czasu na przebranie się i chociaż trzymał się z daleka, gdy to robiła, ton wydawał się niemalże na równi bezczelny jak podglądanie półnagiej kobiety. Mogła go nie rozpoznać pod kożuchem otępiałych myśli, przytłumionych zmysłów, lecz wystarczyła dłuższa chwila, by doskonale uplasowała rysy jego twarzy, głos z nazwiskiem, które jeszcze niedawno było jej przychylne. Trzy lata a wydawały się wiecznością. Wiecznością, której Lyall chciałby nigdy nie musieć się wyuczać.


Wrzesień '57
- Spokojnie... - zaczął łagodniejszym tonem, pojednawczo unosząc lekko dłonie na wysokość łokci. Zdawał sobie sprawę, że jest od niej o głowę wyższy i sporo większy (przynajmniej w tej postaci), że jest tu intruzem, a podróżne ubranie i niedogolony zarost nie sprawiały, że wyglądał jak niegdysiejszy porządny urzędnik Ministerstwa. Spróbował uśmiechnąć się blado, choć kręcący się pod nogami niuchacz (instynktownie chciałby sięgnąć do sakiewki, ale obiecał sobie trzymać dłonie na widoku) i ostre spojrzenie Evelyn jakoś wybijały go z równowagi.

- Jesteś nieoceniona - stwierdziła fakt, nieznajoma bez zająknięcia o zapłacie pakowała do torby polecane przysmaki, pyły witaminowe i inne komponenty wchodzące w curriculum dbania o niuchacze. Wren - i tak zamierzała zapłacić, lecz jeszcze nie teraz, wsłuchawszy się w komunikat o surowym macierzyństwie z lekko ściągniętymi brwiami. Kontrolnie spojrzała potem w dół, na stworzenie dyndające się na łańcuszku, z nogami ledwo sięgającymi jej dłoni; skarci go, jeśli zajdzie taka potrzeba, ale póki był tak młody, każdy grzech nadrabiał słodyczą swej niewinności. Dziecięcego entuzjazmu, budzących się w genotypie doświadczeń swoich przodków. Niech się bawi, póki może.


Październik '57
Gdy nagły krzyk rozdarł mlecze warstwy, rozszerzył jasne źrenice i pobiegł w górę ślizgając się na kamieniach. To nie mogła być prawda. Profil niebezpiecznie wychylający się poza bezpieczną krawędź, oddalił się gwałtownie i spojrzał w tą samą stronę. Nie zważając na nic krzyknął najgłośniej jak potrafił: – Wszystko w porządku? – zaczął zbliżając się, czyżby do kobiety? – Słyszysz mnie? – czy aby na pewno jesteś realna? Czy nic ci nie jest? Czy ratuje ją przed ostatecznym czynem? Dlaczego się zawahała?

Nie znał jej imienia, a jednak czuł z nią dziwne porozumienie, którego nie umiał wyjaśnić. Widząc ją więc roztrzęsioną, upadającą na kolana w brudne leśne runo, wstał momentalnie, by podejść do niej pewnie i również zniżyć się do jej poziomu. Nie patrzył już na to, że jego ubranie miało być brudne. Że garnitur, który ubrał tego dnia, mógł naprawić jedynie najlepszy krawiec. Nie interesowały go trywialne rzeczy, gdy chodziło o coś więcej. Gdy chodziło o drugiego człowieka. Gdy chodziło o kogoś, kto potrzebował jego obecności do dalszego działania. Złamał granice osobistej przestrzeni, ale potrzebował, by na niego spojrzała - dlatego ujął jej twarz w dłonie i nakazał patrzenie we własne oczy, w których przejawiała się pewność. Musiała patrzeć i rozumieć. Był nieprzyzwoicie blisko, ale nie miało to znaczenia. - Damy radę. - Nie kłamał.

- Zdefiniuj kłopoty, Despenser. - Polecił jej bawiąc się szklanką. Wiedział, że się martwiła choć nigdy nie powiedziała tego wprost. Opierdol, czynienie wyrzutów, a potem podanie herbatki miętowej, to był jej sposób na okazanie troski. Za co był jej zawsze i wielce wdzięczny. Nie wiedział tylko jak jej powiedzieć o tym, że zdecydował się pomóc walczącym o wolność, jak tylko potrafił najlepiej.

- A co jeśli powiem, że nie lubię, kiedy ktoś daje mi fory? - spytałem mając w pamięci poruszoną kwestię bezpieczeństwa. Nie usłyszałem jasnej odpowiedzi, nic nie zadeklarowała, jednakże wyraz jej twarzy, szeroki uśmiech i spokój sugerowały tylko jedno rozwiązanie. Było to ważne, gotów byłem nawet powiedzieć, iż wyjątkowo istotne, albowiem poczucie swobody i braku zagrożeń stanowiło fundament, niepodważalny grunt do zdrowej relacji. Chciałem, aby takowa była – pełna uczucia, bliskości i szczerości. Pasowaliśmy do siebie, jak nikt inny. Zasługiwaliśmy na odrobinę szczęścia.


Listopad '57
Znałem ją już na tyle długo, by wiedzieć, że prowadzenie tej rozmowy musiało być dla niej prawdziwym koszmarem. Ziszczeniem najgorszych snów. Niezależna, dbająca o swą prywatność, nienawykła do tłumaczenia się z czegokolwiek i przed kimkolwiek. – Nie skrzywdzi – przyznałem cicho, osowiałym tonem głosu, spoglądając gdzieś w bok, za okno; czułem, że słowa te mają drugie dno, że są nie tylko zaklęciem, gorącą prośbą, ale i podsumowaniem jej obecnej sytuacji. I nie chciałem się z nią kłócić, na siłę przekonywać, że znajdzie jeszcze kogoś, komu będzie mogła zaufać, kto ofiaruje jej wsparcie i bezwarunkową miłość. Merlin raczył wiedzieć, czy tak będzie. Ja mogłem jedynie zaoferować, że gdyby ktoś znowu spróbował ją złamać, będę obok.

✓15.11 | Jayden | Szkocja, Loch Ness, stary most
- Evelyn. - Chciał, żeby spojrzała na niego jeszcze raz. Żeby zrozumiała, że mówił prawdę i nie robił niczego, by poczuła się lepiej. Nie mówił tego, by jej ulżyć albo by usprawiedliwić się w jej oczach. Chciał, żeby nie pozostawały między nimi niedomówienia, bo nawet jeśli nie mieli się już zobaczyć, nie chciał tego zostawiać w takim stanie. Nie chciał żałować, że nie wyjaśnił wszystkiego nieprzypadkowej nieznajomej. Chciał, aby wiedziała, że mimo wszystko... - Przepraszam.

- To chyba dobry czas, aby się tam udać, chociaż w tym momencie postaram się uzyskać pomoc od nieco sprytniejszego goblina, niż ten poprzedni. Powodzenia, pani…- Doszło do niej, że nawet nie wiedziała, z kim rozmawiała. Kobieta nigdy jej się nie przedstawiła, stąd i Sheila nie mogła powiedzieć o niej cokolwiek więcej. – Powodzenia. Mam nadzieję, że jeżeli przyjdzie nam się jeszcze spotkać, będzie to w przyjemniejszych warunkach.


Grudzień '57
Wrócił jednak spojrzeniem ku Evelyn, wyłapując - lub mentalnie - zmuszając ją, by i ona podniosła na niego wzrok. A gdy to zrobiła, wiedział, że dostrzegła wdzięczność nie tylko na jego twarzy, lecz również i w oczach - tak spokojnych i ciepłych. Doceniających. Rozumiejących. W końcu tak mało osób w ogóle teraz zajmowało się materią wspólnych relacji, a jego oczyszczenie przyszło ze strony, która była z nim najmniej związana. Potrzebował tego. Potrzebował pojawienia się w swoim życiu nawet na krótką chwilę Evelyn Despenser i miał być za to wdzięczny. Uśmiechnął się ponownie już nieco wyraźniej. - Uważaj na siebie. - I na wszystkie pułapki w okolicy.


styczeń/luty/marzec
Styczeń
07.01 | Drew | Szkocja, Dunbar Castle
Wpatrywałem się w jej puste spojrzenie, kiedy w końcu udało mi się zmusić ją do spojrzenia mi w oczy. Nie pamiętałem ich w ten sposób. Wspomnienie dziewczyny przywodziło mi na myśl stalowoniebieskie, płomienne i radosne tęczówki, w które wówczas byłem gotów się wpatrywać dzień i noc. Grała? Czy może dopiero teraz ukazała swą prawdziwą twarz? Pewność siebie i swego rodzaju ironiczna nuta nie była niczym nowym, ale chłód i wrogość już owszem.

14.01 | Sebastian | Szkocja, Zamglone wzgórza
OPIS

Luty

✓05.02 | Herbert | Dorset, Greengrove Farm
- Jestem tak samo uparty jak ty. - Rzucił jej jeszcze sięgając po butelkę. - Dziś mogę spasować, ale jutro zacznę od nowa. - Choćby wyrzucała go drzwiami i oknami, wykopywała ze swojego życia przeklinając nieszczęsną głowę Greya, ten jak zły szeląg będzie zawsze wracał.

✓09.02 | Thalia | Wiedźmia kryjówka
Oh tak, kobiety takie jak ona. Oczywiście, że próbowała się powstrzymać, oczywiście, że mogła to zignorować, ale…ale nie. Ostrożnie odstawiła kufel na stół, zwijając dłoń w pięść i wyprowadzając cios w jego nos, który na tyle zaskoczył mężczyznę że nie osłonił się przed nim, łapiąc się zaraz kiedy krzyknął z bólu. Ściągnęli uwagę pozostałych klientów, co w tym momencie mogło nie podobać się to kobiecie, zwłaszcza że jej przeszkodziła. - Przepraszam, może pani sama chciała to zrobić?(...)

10.02 | Ronja | Gabinet Fancourt
OPIS


Marzec
- (...)Może też pani na spokojnie go przejąć, jeżeli jest taka - nie zdążył skończyć całego zdania kiedy coś nagle wbiegło mu na kurtkę. W odruchu chciał oczywiście strzepnąć go z siebie, ale w tym momencie zajęła się tym kobieta, a on nie zamierzał uderzyć ją przez przypadek (chociaż z tego co zauważył, to ona wcale sobie nie żałowała tego, aby pacnąć go mocniej raz czy dwa), dopiero po chwili oddychając, kiedy zdjęła z niego… zwierzę. Nie wiedział nawet co to i wierzcie mu przodkowie, wcale nie wiedział, czy chciał wiedzieć...

KIEDY? | KTO? | GDZIE?
OPIS






It's in your nature to survive
Evelyn Despenser
Zawód : hodowca aetonanów
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Scots have long memories, and they're not the most forgiving of people
OPCM : 13
UROKI : 8
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak
Evelyn Despenser  Fa484be46e45f7eeef9d75f70a8a4e6e
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9065-evelyn-despender https://www.morsmordre.net/t9070-wloczykij#273545 https://www.morsmordre.net/t9069-evelyn-po-prostu-eve#273540 https://www.morsmordre.net/f168-szkocja-balmaha-farma-despenser https://www.morsmordre.net/t9075-skrytka-bankowa-2130 https://www.morsmordre.net/t9076-evelyn-despender#273691

Powrót do góry Go down

Evelyn Despenser

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach