Wydarzenia


Ekipa forum
Podwórze przed domem
AutorWiadomość
Podwórze przed domem [odnośnik]13.12.20 19:42

Podwórze przed domem

Przed domem rozciągają się niezwykle piękne, dzikie pola. Na największym drzewie w okolicy powieszona została huśtawka, na której Evelyn bujała się w młodości z bratem. Miejsce wspomnień i wizytówka posiadłości.

Cave Inimicum




It's in your nature to survive
Evelyn Despenser
Zawód : hodowca aetonanów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
My past has tasted bitter for years now, so I wield an iron fist, grace is just weakness
OPCM : 11 +2
UROKI : 5 +3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak
Podwórze przed domem Ee1d988fa9eb05c30d519762d91857f8
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9065-evelyn-despender https://www.morsmordre.net/t9070-wloczykij#273545 https://www.morsmordre.net/t9069-evelyn-po-prostu-eve#273540 https://www.morsmordre.net/f168-szkocja-balmaha-farma-despenser https://www.morsmordre.net/t9075-skrytka-bankowa-2130 https://www.morsmordre.net/t9076-evelyn-despender#273691
Re: Podwórze przed domem [odnośnik]02.05.22 13:20

|13.04.1958

Zjawił się następnego dnia jak pisała czarownica i nie zważał na porę dnia czy też nocy. Z Evelyn łączyła go przedziwna więź, w której kłócili się, działali sobie na nerwy by następnie rzucić wszystko by sobie pomóc. Nie widzieli się od dawna, mógł nie mieć od niej wieści nawet przez rok, ale wystarczył jeden list aby rzucił to co robił i ruszył jej na pomoc.
Ostatnio myślał, że postradała zmysły spisując testament i go tam umieszczając. Doskonale rozumiał to działanie, wiedział z czego się brało, ale sama myśl, że Despenser mogło się coś stać napawała go grozą i nie chciał dopuszczać do siebie tej myśli.
Huśtawka trwała przed domem na straży wspomnień gdy świat wydawał się lepszy. Parsknął pod nosem na wspomnienie gdy pod wpływem procentów wpadli na pomysł wygłupów. Potem musiał składać nos Despenser i zatrzymać krwotok. Zachowywali się jak dzieciaki, ale nie wydawało mu się to złe czy nieodpowiednie. Gdyby zamartwiał się takimi sprawami nigdy by nie wyruszył do Amazonii. Nie zająłby się hodowlą tojadu i choć do eliksirów nie miał ręki tak wiedział, że powinien zacząć pobierać w tym kierunku jakąś naukę aby móc pomagać szerzej. Choć zaczął również interesować się kadzidłami wcześniej tak bardzo ignorowanymi przez niego. Co teraz, jak się zastanowić, było czystą ignorancją z jego strony bo przecież widział jak Szamanii w Amazonii z nich korzystali. Mógł wpaść na to wcześniej.
Przysiadł na huśtawce czekając na Despenser bo już dostrzegł ruch w domu, zauważyła go więc nie chciał jej popędzać.
Jeżeli potrzebowała trzaśnięcia w ramie, on służył pomocą. Tak samo jak nie raz potrzebował, żeby on nim wstrząsnęła mocno i ustawiła do pionu, gdy syndrom bohatera wchodził mu zbyt mocno. Kto by pomyślał, że Puchon może mieć w sobie tyle brawury co Gryfon. Czasami zastanawiał się czy Tiara przydziału nie zabawia się kosztem uczniów i od czasu do czasu umiejscawia jakiegoś nie w tym domu, w którym powinien być.
Obejrzał się przez ramię gdy usłyszał hałas za sobą.
-Despenser, co zmalowałaś? - Zapytał na dzień dobry rzucając jej wyzywające spojrzenie, ale jednocześnie chciał ocenić w jakim jest stanie i co takiego się stało, że potrzebowała aby przybył jak najszybciej.


Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 15 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2 +1
TRANSMUTACJA : 15 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578
Re: Podwórze przed domem [odnośnik]03.05.22 1:08
Wiedziała, że się zjawi, co jakiś czas wypatrywała go w oknie, pozostawiając jednak to zadanie w dużej mierze w łapach Alchemika i Rufusa, którzy byli najlepszymi alarmami w jej świecie. Widzieli więcej niż ona, nawet przy wprawnym oku. Rozweselony pisk i przeciągłe miauczenie oznajmiło jej, że nadciągnął jej gość. Wyjrzała zza krzywo zawieszonej firany i uśmiechnęła się półgębkiem, zupełnie tak, jakby wreszcie spotkała jakąś przyjazną twarz, jakby minęło wiele niespokojnych miesięcy w których obawiała się, że to może nigdy nie nastąpić. Było jej lżej, jakby połowa ciężaru opadła na widok przyjaciela, kogoś, komu mogła bezgranicznie ufać, kogo była pewna niezależnie od sytuacji. Nawet jeżeli się z nim kłóciła, użerała, niekiedy wykrzykując wszystkie te nader nieprzyjemne słowa. Był częścią czegoś, co znała w lepszych czasach. Namiastką normalności. Powiernikiem, który potrafił zirytować jak nikt inny. Może właśnie dlatego ich przyjaźń wciąż trwała. Mogli nie widzieć się miesiącami, by następnie zachowywać tak, jakby ich ostatnie spotkanie miało miejsce zaledwie wczoraj.
Nie spieszyła się, wieczór nie był chłodny, wręcz przeciwnie, zaskakująco przyjemny, przynajmniej jak na Szkockie warunki. Wychodząc, złapała za dwa kubki z miętową herbatą i ostrożnie przytrzymała drzwi dwóm rezydentom, którzy nie opuszczali jej zazwyczaj nawet na krok. Szybkim, pewnym krokiem zmierzała w kierunku huśtawki, nie trwoniąc ani kropli z napojów.
Gdy tylko to jakże przyjemne powitanie doszło do jej uszu, ta zmrużyła oczy z udawaną obrazą. – Od razu zmalowałam. Pij herbatę – mruknęła zacietrzewiona, wciskając mu w dłonie kubek miętowego naparu. Mogła być zła, wściekła, okrutna, ale zawsze matkowała Herbertowi, ta tradycja zaczęła się bodaj przy ich trzecim spotkaniu, gdy popił się zbyt bardzo, a Evelyn miała dość wypłukiwania miednicy i postanowiła spróbować coś temu zaradzić na własną rękę - napar z mięty był strzałem w dziesiątkę.
Niewzruszona skierowała się w stronę huśtawki. Tej samej, która przywoływała w jej umyśle tak sprzeczne emocje, ból i radość jednocześnie. Ostatecznie uważała, że ten złamany nos był niczym wobec tamtego nader głośnego śmiechu, tak szczęśliwego, wolnego i beztroskiego. Wszystko się zmieniło, miała wrażenie, że każde wspomnienie bladło z czasem, zalewane nową rzeczywistością. Nieprzyjemną szarością, trudami codzienności, niechęcią i walką ze światem, ku dobru, gdziekolwiek ono było i cokolwiek oznaczało. Zabujała nogami w powietrzu żałując, że jedyny alkohol jaki miała w swoim barku był spirytusem. Z drugiej strony, czy potrzebowała czegoś na odwagę? Zdecydowanie nie. Na ukojenie nerwów? Zdecydowanie tak.  – Potrzebuję kogoś znajomego, by nie mieć wrażenia, że świat chce mnie rozerwać na strzępy – osądziła gorzko, mierząc się spojrzeniem z Herbertem. Była rozdarta, wściekła i zdezorientowana. – Nigdy nie bałam się wychodzić poza granice farmy i nigdy też tego nie potrzebowałam tak bardzo, jak teraz. Nigdy, Grey – położyła nacisk szkockiego akcentu na dwa ostatnie słowa. W jej umyśle panował chaos, jakby sama nie mogła się skupić na tym, czego rzeczywiście chciała, jakby się bała, że każdy jej wybór będzie tak samo zły, jak ten, gdy poszła szukać aetonana w wigilijną noc. Obawiała się takiej samej porażki, błędu, który odmieni całe jej życie, wywracając je do góry nogami. – A potem było tylko lepiej. Najpierw leczyłam cielę garboroga, co postanowił wybić okno i się rozgościć, jak u siebie. Innym razem jakiś furiat uważał, że go zaatakowałam przy zbieraniu korzonków i uwaga, odebrał mi różdżkę, zafundował wycieczkę przez podziemia, by ostatecznie różdżkę zwrócić. Nie dalej niż dzień później próbował mnie oszukać dostawca, którego miałam wziąć na kontakt i uratowała mnie, to ci się spodoba – kobieta, która bez zawahania wymierzyła mu siarczysty cios w szczękę. Znalazłam z nią później kota – wzięła wdech, czując suchość w gardle poprzez ten ciągły potok słów - kota, rozumiesz? -  Czuła, że szaleje, że ogień w jej płucach gorzeje na myśl o tych wszystkich rozpędach w których brała ostatnio udział, a tempo nie hamowało. - Na domiar złego znalazłam jakiegoś Roma o akcencie Anglika, biedny chłopak, nawet mi go trochę szkoda, ale skąd on się tu wziął? Jakby tego było mało, przyszła do mnie jakaś młoda dziewucha, co miała problem z chorą sową. Do mnie. Z Devon. W trakcie wojny. Pojmujesz ten absurd? – wyrzuciła ręce ku górze, zupełnie jakby miała tego dość. Kiedyś miała spokój, czuła się jak pustelnik, mając styczność jedynie z klientami stadniny i ewentualnymi znajomymi, a teraz wciąż spotykała kogoś nowego, kto nie powinien przebywać na tych ziemiach. Gdzie ta wojna, gdzie ci obrońcy, skoro ci wszyscy ludzie zachodzili tutaj?  – Chcę wolnego. Chcę podróżować. Wyjechać choć na chwilę i pomyśleć o dalszych krokach. Uciec, daleko, daleko stąd. Móc przemyśleć to, co egoizm mi podpowiada – twardość w głosie przeczyła jej wyglądowi. Mentalnie wydawała się być silniejsza, niezłomna, ale widać było po niej zmianę na gorsze. Non stop trzęsące się dłonie, blada cera, sińce pod oczami i utrata wagi; przepracowanie zbierało swe żniwa. Była silna, niezłomna, ale wciąż żyła w ciele, które ją osłabiało z każdą kolejną pełnią, każdym stresem, każdym nadmiernym wysiłkiem. Ten koszmar, to wszystko wkradło się do jej domu, jej azylu, a obiecała sobie, że nigdy do tego nie dojdzie. Zatrzymała się w bezwzględnej ciszy, jakby nie wiedząc czy ostatecznie chciała kontynuować. Wybory Herberta były w jej umyśle kroplą w morzu, nie wiedziała co o nich sądzić.
Potrzebowała sprowadzenia na ziemię, nie zwykłych słów otuchy, a bezlitosnego potrząśnięcia, czegoś, co na nią zadziała. Westchnęła ciężko, rozpraszając gorącą parę napoju.– Zrób coś, wstrząśnij mną, powiedz, że to głupota, że bredzę, że mam się trzymać. – skrzyżowała ręce pod piersią, ściskając kubek palcami aż do pobielałych knykci. Jej mury zostały zburzone, jej rzeczywistość była obalona, a ona nie potrafiła dłużej oszukiwać się alkoholem, tłumić własnych sprzeczności, tego było zbyt dużo, aż nadto wiele jak na jedną osobę, która dźwigała tyle we względnej samotności. Nigdy nie bagatelizowała tych, którzy jej pomagali, ale zawsze miała z tyłu głowy myśl, że kiedyś mogą przestać, obrać własny wiatr w żagle i odejść w siną dal. Jak wielu przed nimi. Jak jej rodzice i wszyscy ci, których ostatecznie zmusiła do odejścia. Teraz ponownie stała przed takim taką myślą, tym razem jej świadoma. Jej ziemie nie były już ostoją, były jak każde inne i miała poczucie, że zanim zdąży się obejrzeć, to coś ciężkiego spadnie jej na barki, przygniatając ją ostatecznie, a wtedy będzie chciała chronić tych, których śmiała zwać przyjaciółmi. Potrafiła udźwignąć wszystko, ale sumienie nie pozwoliłoby jej na krzywdę tych najbliższych, niezależnie od tego, czy to było tylko teoretyczne założenie.




It's in your nature to survive
Evelyn Despenser
Zawód : hodowca aetonanów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
My past has tasted bitter for years now, so I wield an iron fist, grace is just weakness
OPCM : 11 +2
UROKI : 5 +3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak
Podwórze przed domem Ee1d988fa9eb05c30d519762d91857f8
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9065-evelyn-despender https://www.morsmordre.net/t9070-wloczykij#273545 https://www.morsmordre.net/t9069-evelyn-po-prostu-eve#273540 https://www.morsmordre.net/f168-szkocja-balmaha-farma-despenser https://www.morsmordre.net/t9075-skrytka-bankowa-2130 https://www.morsmordre.net/t9076-evelyn-despender#273691
Re: Podwórze przed domem [odnośnik]10.05.22 10:36
Uśmiechnął się pod nosem kiedy w jego dłoni pojawił się kubek z miętą. Ujął ciepłe naczynie w dłonie i poczekał aż Despenser zajmie miejsce obok. Mogli patrzeć na szerokie i długie wzgórza Szkocji, które stale pozostawały takie same, zmieniając się jedynie wraz z każdą porą roku, stając się żywym obrazem.
Nie pospieszał jej, mogli przy sobie milczeć godzinami, by zaraz później rzucać słowami niczym bronią obosieczną. Huśtawka zabujała się niespiesznie kiedy odepchnęli się piętami do tyłu, wspomnienia wróciły. Czasy beztroski kiedy jeszcze ledwo wchodzili w wiek dorosły, a on szykował się już do wielkich podróży i marudził, że bart kręci na to nosem.
Tęsknił za Amazonią, łaknął jej zapachu i dźwięków, ale miał zadanie do wykonania, którego podjął się jakiś czas temu. Czy żałował? Nie. Nigdy. Czasami tylko chciałby zapomnieć. Wojna budziła w ludziach odruchy, których nie chciał widzieć.
Może rzeczywiście był naiwnym idealistą, który wierzył jeszcze w sprawiedliwość.
Pociągnął solidny łyk z kubka kiedy czarownica zaczęła mówić, a w jej głosie dosłyszał nutę rozgoryczenia i wściekłości i rozdarcia. Zerknął na nią niebieskim spojrzeniem.
-Wiem. - Powiedział krótko. Ilekroć wychodził z Greengrove Farm na misję jednocześnie nie chciał przekraczać progu domu, a z drugiej strony ciągnęło go i wypychało poza bezpieczne mury. Zaraz potem zaczął się potok słów, który sprawiał, że brwi Greya pięły się coraz wyżej w mieszaninie zdumienia i rozbawienia jednocześnie. Despenser wyrzucała z siebie rozżalenie, ale choć mimo tego, że słyszał jak jest zmęczona to jednocześnie rozbrzmiewała w jej głosie pasja do tego co robi i czym się zajmuje.
-A myślałem, że pobicie szmalcowników to jest wyczyn. - Odparł z rozbawieniem w głosie i znów upił łyk herbaty. Ludzie w czasie wojny przemieszczali się, szukali nowego miejsca, ostoi gdzie mogą się schronić i na chwilę zapomnieć o wszystkim albo najzwyczajniej przeżyć. Okolice Szkocji wydawały się idealnym miejscem do zaszycia się.
-To wyjedź. -Odparł prosto z mostu wpatrując się w przestrzeń przed sobą. To naturalny odruch, że chciała uciec i zebrać myśli. W pełni ją rozumiał. Sam chciał nieraz uciec. -Co cię trzyma? Farma? Możesz dać ją pod opiekę na jakiś czas. Zaoferowac temu Romowi wikt i opierunek w zamian za pomoc. - Zerknął na nią ponownie ciekaw reakcji. Oczekiwała, że ją postawi do pionu, że powie o pozbieraniu się i nie marudzeniu. -Ale jak tak ciebie słucham, to narzekasz, ale jesteś pełna pasji i zaangażowania. Wyjedziesz i po dwóch dniach wrócisz wściekła i będziesz mi robić wyrzuty, że wyjechałaś. - Zaśmiał się z przyjaciółki, która ciskała gromy. Widział jak straciła na wadze, jak kości policzkowe mocniej rysowały się pod skórą. Wojna odcisnęła na niej swoje piętno, jak na każdym z nich. Dobijała się do drzwi chociaż nikt pod wejściem nie rzucał bombardy. -Mam teraz hodowlę tojadu, jakbyś była zainteresowana. - Oznajmił po chwili ciszy. Nie warto było mówić jej, że jest tutaj z pomocą, że może na nim polegać. W swoim pokrętnym systemie myślenia czarownica odtrącała od siebie wszystkich, odsuwała ich uważając, że w ten sposób ich chroni i nie pozwala aby stała się krzywda. Takim zachowaniem raniła samą siebie co pogłębiało frustrację. Napił się z kubka, który już tak nie parzył w dłonie i znów zabujał huśtawką.
-Bredzisz, to czysta głupota. Trzymaj się, Despenser. - Powtórzył jej słowa patrząc na przyjaciółkę z rozbawieniem w niebieskich oczach. -Lepiej?


Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 15 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2 +1
TRANSMUTACJA : 15 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578
Re: Podwórze przed domem [odnośnik]22.05.22 0:48
Zajęła miejsce obok niego, wzdychając, jakby dopiero teraz mogła nabrać powietrza, gdy miała kogoś zaufanego przy boku. Poczuła uspokajające huśtanie, które przywoływało jej to niedobre uczucie w brzuchu, które odczuwała ostatnim razem. Tym razem jednak miała pewność, że nic się nie stanie – Wiesz? Jak to znosisz? – spytała, marszcząc nos w zastanowieniu. Prawdopodobnie histeryzowała, ale może ta rozmowa ją uspokoi i pozwoli przywrócić jej zwyczajowe zachowanie. Miała nadzieję, zę ta wizyta pręsko na nią wpłynie.
Zaśmiała się na jego słowa, nie raz i nie dwa bywała silniejsza pod wpływem adrenaliny, ale miało to też przełożenie przez bliskość pełni, im bliżej, tym faktycznie je moc rosła, a i charakter się wyostrzał. - Wtedy chyba miałam wrażenie, że trzymam świat we własnej garści i jestem niezwyciężona – pokazała zwiniętą w pięść drżącą dłoń, zaraz ją jednak otwierając i prostując. – Teraz mam odwieczne wrażenie, że to wszystko prześlizguje mi się między palcami i straciłam na charakterze wiecznego buntownika – parsknęła, kręcąc głową. Gdzie i kiedy umknęła jej ta niezachwiana pewność siebie, przecież właśnie nie tak dawno temu była pierwsza do bójki w obronie własnych wartości, a może chodziło tu po prostu o zwykłe wyładowanie emocji? Niezależnie od powodu, jej porywczość gdzieś zaginęła i przyszło jej teraz szukać straconej niezawisłości. Niegdyś miała wrażenie, że świat klęczy u jej stup, a ona może zrobić wszystko, co tylko jej się wyśni. Trochę ją obecna rzeczywistość przygniotła.
Zaśmiała się gorzko, niemal dławiąc się upijaną miętą. Nikt inny nie był w stanie tak prędko postawić jej na nogi, jak właśnie bezpośredni Herbert, będący bezlitosny w osądzie. – Kiedy pozwoliłam ci na tak doskonałe poznanie mojej natury? Czasami myślę, że znasz mnie bardziej niż ja sama – uniosła jedną z brwi ku górze, jakby dociekała odpowiedzi na pytanie czysto retoryczne. Układał jej własne zmartwienia w głowie, mówił jej to, czego ona nie była w stanie zauważyć i faktycznie – nie dałaby rady zostawić hodowli na dłużej niż dwa dni, bez ciągłej wiedzy o tym, co się w niej dzieje, bez osobistego nadzoru, dopilnowania szczegółów. Kiedy doszło do tego, że przestała nienawidzić swoją pracę i zaczęła ją chorobliwie kochać i uznawać za powinność? Tak bardzo chciała uciec, a jeszcze bardziej chciała zostać, to było tak pogmatwane, aż nie uzmysłowiła sobie po tych prostych słowach, że nie pozwoli sobie na ucieczkę, prędki wyjazd, opuszczenie dobytku dla własnej przyjemności. To było zarazem smutne, prawdziwe i… Dobre, przynajmniej w jej odczuciu. Wskazywało na to, że jest coś, na czym jej naprawdę zależy, że wcale nie jest pozbawiona palety uczuć, tylko po prostu wszystkie skierowała wprost na swoje ziemie, skutecznie wypierając się z tego, co mogła okazywać ludziom. – Chociaż kocham cię jak wymarzonego brata, tak jednak nigdy nie czułabym się spokojna ze świadomością, że zostawiałam ci to wszystko, to takie proste… - przyznała, przechylając głowę z niedowierzaniem. Niby ufała mu bezgranicznie, a wyłamywała się w takiej sytuacji. Tak samo wiedziała, że nie byłaby w stanie powierzyć hodowli Everettowi, nikomu z nich, przynajmniej za życia, gdy miała coś do powiedzenia, gdy czuła, że jej serce bije w rytm tej Szkockiej ziemi. Było to przedziwne uczucie, cudaczne, ale wciąż prawdziwe, wyznaczane przez dudniące serce i świeższy, niemal olśniony umysł. Nie mogłaby wyjechać, nawet jeżeli serce rwało do wyjazdu, bo miała tu coś, czego musiała pilnować, składało się na to kilka osób, których spokój musiała zakłócać własną troskliwością i zdecydowanie nadmierną opiekuńczością, jak wtedy, gdy nawiedziła dom Greyów tak, jakby nastawał koniec samego świata. Trwała tu dla nich wszystkich i nawet jeżeli sobie wmawiała, że chce to zmienić, to nie mogła, przynajmniej na dłuższą metę, bo serce i sumienie skutecznie przywróciłoby ją na właściwe tory, teraz była tego pewna, a wystarczyło tak niewiele…
Zaskoczył ją, nawet nie kryła się z tym, gdy przygryzła wargę tak, jakby bardzo chciała wierzyć, że jej cierpienie się skończy, a jednocześnie nie była w stanie wypuścić tych słów przez gardło. – Naprawdę? – zapytała głucho, zbyt prędko i pewnie zbyt głośno, ale przebijała się w tym pytaniu nadzieja, czy może jej skrawki, które wciąż w niej pozostały. Wzrok skupiła na tęczówkach Herberta, jakby mówił jej o cudzie, bo tak długo szukała możliwości kojenia, ale wciąż skazywane były na fiasko i teraz, zupełnie nagle, wyjawił jej to tak prosto, jakby to było coś normalnego, choć dla niej… Dla niej to mogło oznaczać całkowitą zmianę w życiu. Nową nadzieję.
Roześmiała się, było jej to potrzebne, takie proste grzmotnięcie, stoickość i brak paniki. Czuła się bezpieczniejsza, upewniona w swoich działaniach i zwyczajnie uspokojona. – Tak, tego potrzebowałąm – wypuściła głośno powietrze, jakby ciężar spadał z jej ramion i płuc, które były wcześniej tak obciążone i niespokojne. Zamknęła oczy na moment, czując bujanie huśtawki, wznoszenie i powracanie, jak w czasach, gdy było zdecydowanie lepiej i prościej. Potrzebowała tego, tej chwili, możliwości oddechu, względnego spokoju. Otworzyła wreszcie oczy, jakby na nie przejrzała i prędko odszukała spojrzeniem przyjaciela. – A z tobą? Wszystko w porządku? Nie potrzebujecie niczego? – zapytała zaraz, zbyt prędko i szybko, jakby kolejne zmartwienie zajęło miejsce poprzedniego, ale jego rodzina była dla niej ważna jak ta, której sama nie miała. Zawsze działała zbyt instynktownie i nie było to nic dziwnego, o ile nie miała na głowie tylu spraw, by rzucać jedną za drugą w tak zastraszającym tempie zmian. – Trzeba było przerwać mój wywód hipokryty – sarknęła, zupełnie tak, jakby to nie siebie obwiniała za ten potok wyżaleń sprzed chwili. Powinna przecież zapytać najpierw o niego, tak należało, tak zawsze było. Na domiar złego właśnie wymierzyła mu kuksańca w ramię, sprawdzając wcześniej, czy na pewno trzyma kubek w drugiej dłoni, nie chciała oberwać gorącym napojem.




It's in your nature to survive
Evelyn Despenser
Zawód : hodowca aetonanów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
My past has tasted bitter for years now, so I wield an iron fist, grace is just weakness
OPCM : 11 +2
UROKI : 5 +3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak
Podwórze przed domem Ee1d988fa9eb05c30d519762d91857f8
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9065-evelyn-despender https://www.morsmordre.net/t9070-wloczykij#273545 https://www.morsmordre.net/t9069-evelyn-po-prostu-eve#273540 https://www.morsmordre.net/f168-szkocja-balmaha-farma-despenser https://www.morsmordre.net/t9075-skrytka-bankowa-2130 https://www.morsmordre.net/t9076-evelyn-despender#273691
Re: Podwórze przed domem [odnośnik]01.06.22 14:53
Zdawać by się mogło, że Herbert Grey za nic ma niebezpieczeństwo, że kpi sobie ze strachu i śmierci, ale jak każdy bał się i dopadały go momenty zwątpienia we wszystko co robi. -Zwyczajnie. - Wzruszył ramionami. -Czasem jest lepiej, czasem gorzej. W takich momentach idę do szklarni albo na spacer, zebrać myśli. - Upił łyk z kubka. Nie robił nic odkrywczego kiedy myśli nie dawały spokoju, a spojrzenie matki bolało bardziej niż pięść wymierzona prosto w splot słoneczny. Kaszlnął prawie w naczynie kiedy mówiła o poczuciu straty na charakterze. -Jeśli zaczniesz się rozklejać, sam cię trzepnę by mieć święty spokój. - Zastrzegł od razu i zerknął na drżącą dłoń kobiety. -Uznałbym cię za szaloną, gdybyś czuła inaczej.
Poczucie bezsilności, beznadziei towarzyszyło im wszystkim niezależnie od tego czy angażowali się w walkę czy starali się jakoś przetrwać. Despenser siedząc na farmie, otrzymując strzępki informacji ze świata miała pełne prawo czuć się przytłoczona bez wizji wyjścia z tej sytuacji. I choć chciał bardziej ją wspierać i obiecywał sobie, że będzie regularnie słał do niej sowy, przesyłał informacje odnośnie tego co się dzieje, to sam angażując się w coraz to nowe misje zaniedbywał tych, o których miał się troszczyć. Wyrzucanie sobie tego wcale mu nie pomagało, a teraz był obok przyjaciółki starając się ją wyciągnąć z bagna mieszanin uczuć, w które się wpakowała. Wbił pięty w ziemię mocniej aby rozbujać trochę huśtawkę, ale nie na tyle by rozlać, wciąż gorącą miętę w kubkach. -To może być wynikiem tego, że twoje listy były prawie niczym kartki z pamiętnika. - Spojrzał wymownie na czarownicę robiąc przy tym iście bezczelną minę sugerującą, że jawnie sobie z niej żartuje. Doskonale wiedział, że jego listy mogły być całymi rozdziałami książki, którą chciał napisać, ale gdy wybuchał wojna zarzucił ten pomysł. Istniała szansa, że do tego wróci gdy świat przestanie być taki szalony, a może znów pojedzie do Amazonii gdy tylko będzie taka szansa. Nie planował przyszłości, nie wiedząc co przyniesie następny dzień ciężko mu było szacować co będzie za parę lat. -Całe szczęście. Jeszcze taki kłopot byś mi zarzuciła na głowę! - Oburzył się udawanie i wypił spory łyk mięty, gorący napar spłynął go gardle. Kaszlnął.-Ile ty tego tam wsypałaś? Ma mnie przeczyścić? - Spojrzał z podejrzliwością na swój kubek, bo napar był dość mocny kiedy pił go większymi łykami. Westchnął głośno. -Nie rób mi tu miny małego szczeniaka z oklapniętym uchem. - Zbeształ ją, choć rozumiał, że taka informacja mogła wzbudzić w niej nadzieję, a Grey nie chciał dawać jej nadziei, tylko realną pomoc. I wreszcie mógł. -Jak urosną dostaniesz swój zapas. - Nie był wytwórcą eliksirów, ale znał kogoś kto mógł mu pomóc w tej kwestii. A to oznaczało stałą dostawę dla Despenser. Jej rozluźnienie się i śmiech sprawiły, że osiągnął sukces. Udało mu się jakoś ją postawić do pionu, skierować wzrok we właściwy punkt. Zaraz jednak znów pojawiła się ta charakterystyczna zmarszczka między brwiami. Uniósł dłoń aby dać jej delikatnego pstryczka w czoło. -Przestań, bo ci tak zostanie.- Zaraz jednak oberwał kuksańcem w bok co zachwiało równowagą huśtawki, na jakiej się znajdowali. -Nie, dlaczego? Bawiłem się przednio.




Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 15 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2 +1
TRANSMUTACJA : 15 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578
Re: Podwórze przed domem [odnośnik]28.09.22 1:22
Czasami patrząc na braci Grey miała wrażenie, że to wieczne dzieci, a przynajmniej było tak zanim rozpoczął się ten szeroko zaogniony konflikt.  Wydawało jej się, że wtedy każde z nich miało w sobie coś z dziecka, coś infantylnego, a dziś… Dziś wszystko było inne, trudniejsze, bardziej zagmatwane. Niby wciąż byli tymi samymi ludźmi, starali się okazywać beztroskę, ale ile mogli się oszukiwać, że nic się nie zmieniało? Świat oszalał, a między nimi pojawiła się ogromna wyrwa, którą Evelyn odczuwała z każdym spotkaniem, wyrwaną chwilą pomiędzy całym tym absurdem. Mogła udawać, przybierać maski, pewnie tak byłoby prościej, wygodniej, ale choć się starała, to i tak kiedyś ta czara goryczy musiała się przechylić i rozlać. Niestety, nie miała rodziny, której mogłaby wylać własne obawy, tym samym padło na Herberta, jako że był jednym z bliższych jej ludzi, którym mogła w pełni zaufać. Nie ukrywała, że liczyła też na psychicznego kopa, który na nowo nastawiłby ją na właściwe tory, bo to nie był odpowiedni czas na załamywanie rąk, choć właśnie ewidentnie trafiła na emocjonalną minę. – Prędzej sczeznę niż pozwolę sobie na beczenie w twojej obecności, Grey – mruknęła, ocierając policzek wierzchem wciąż trzęsącej się dłoni. Mimo tego, że była rozdygotana, a jej słowa były aż nadto oschłe, to na jej ustach wykwitł grymas podobny do skrzywionego uśmiechu. Może właśnie tego potrzebowała, obecności drugiego człowieka, kogoś przed kim mogła się ugiąć i kto nie będzie na nią później patrzeć ze zmartwieniem – właśnie dlatego przecież nie rozmawiała o takich rzeczach z Everettem, on po takiej sytuacji obserwował ją tygodniami i podbierał część pracy, a tego absolutnie nie chciała. – Wszyscy jesteśmy szaleni, tu nie da się inaczej – skwitowała wyraziście, próbując nie załamać tonu. Ostatnie miesiące nie były proste, skończyła współpracę z wieloma handlarzami z Anglii, tym samym nie docierało do niej już tyle plotek i informacji, co wcześniej. Błądziła we mgle, a każdy dzień zaczynała od odetchnięcia z ulgą, że wciąż jest tu bezpiecznie. Wolała doceniać to tak długo, jak tylko mogła, bo nigdy nie było wiadomo, co przyniesie następny dzień. Zaczynała zauważać u siebie absurdalne myśli – a co będzie, gdy przyjdą tu ci, którzy uciekali przed wojną? Albo gdy w końcu ktoś powoła się na przysługę, czy przyjdzie z prośbą, której ciężko będzie odmówić? Chciała być od tego jak najdalej, ale wiedziała, że zdarzyć może się wszystko i chyba tego obawiała się najbardziej.
Rozbujanie huśtawki wywołało w jej brzuchu te dziwne uczucie, które porównywała do łaskoczących motyli, wymuszając na jej ustach niewielki, niezamierzony uśmiech, odruch bezwarunkowy. Zapomniała już, że tak to działa, więc przyjęła to niemal z wdzięcznością, jako jeden z kolejnych, małych pozytywów dzisiejszego dnia. Upiła łyk naparu, mocno zaciągając się zapachem mięty i powstrzymując się przed oburzonym parsknięciem, gdy usłyszała ten jakże prawdziwy zarzut. Fakt, zazwyczaj rozpisywała się aż za bardzo, próbując przekazać jak najwięcej informacji, nawet jeżeli połowa z nich była bezsensowna i dotyczyła zwykłego, codziennego życia w hodowli. Szerokie opisy pokonywałyby nawet ją, ale czuła się wtedy tak, jakby miała go obok siebie i opowiadała mu swój dzień, tak po prostu, jak zawsze. Namiastka normalności, której tak często jej brakowało. – To specjalnie, na wypadek gdybyś cierpiał na bezsenność, moje listy miały być skutecznym lekarstwem, działają? – zażartowała, próbując wybrnąć z tej sytuacji i nie przyznawać się do tego, że tęskniąc za przyjacielem, opisywała mu wszystko tak, żeby mógł to zobaczyć, wyobrazić sobie podczas śledzenia tekstu na papierze. Owszem, próżno było tam poszukiwać obszernych opisów pełnych akcji, które nie pozwoliłyby oderwać oczu od tekstu, ale za to zawierały jej codzienność, coś, co było stabilne, jak w przeszłości, kiedy wszystko było normalne. Pamiętała też jakie listy otrzymywała niegdyś od Herberta, jeszcze w czasach, gdy często podróżował, zwiedzał przeróżne fascynujące miejsca i opisywał je z najdrobniejszymi szczegółami. Brakowało jej tego, ale teraz nawet krótki liścik z informacją, że żyje, był dla niej na wagę złota.
Z niebywałą satysfakcją obserwowała jak Herbert upija łyk naparu, szczególnie po tym napomknięciu o kłopotach, które miałaby mu zrzucić na barki. – Wystarczająco, by móc cię torturować, to kara za nazwanie mojej hodowli kłopotem, a teraz pij, to zdrowe i z pewnością od jednego kubka cię nie przeczyści - przewróciła oczami, dmuchając w swój kubek jakby chciała szybciej schłodzić napój. Nie miała dziś nastroju na psikusy, gdyby było inaczej, to z pewnością dostałby do picia coś zupełnie innego, a tak był bezpieczny i mógł spać dzisiejszej nocy spokojnie. Kto wie, może nadejdą te czasy, że wszystko wróci do normy i znów będą mogli bezgranicznie sobie dokazywać? O ile obecny czas nie zmieni ich bezpowrotnie i o ile to wszystko się skończy, bo kiedyś musiało, prawda? Odganiając myśli, skupiła się na tojadzie i zapewnieniu o jego dostępności w przyszłości, to zaś napawało ją spokojem, jakby chociaż jeden problem miał się w przyszłości rozwiązać, choćby tylko częściowo i po łebkach. Dostęp do tojadu mógł jednak zmienić tak wiele, znacznie ułatwić jej funkcjonowanie i poprawić aspekt bezpieczeństwa otoczenia, a to już duży krok naprzód, którego od bardzo długiego czasu nie dane jej było uczynić. – Muszę się mazać, Grey! To jest niebywała informacja, jak prezent na święta, którego się nie spodziewamy – prawdopodobnie przyjęła to z nazbyt dużym podekscytowaniem, ale dawno nie słyszała żadnej tak pozytywnej informacji i nie potrafiła utrzymać swojej przerysowanej maski obojętności. Nie dziś, nie teraz, gdy dochodzą do niej takie rzeczy, światełko w tunelu to przy tym pikuś.
Wypuściła głośno powietrze, gdy tylko poczuła ten wycelowany w czoło pstryczek i z oburzeniem spojrzała na mężczyznę, mrużąc przy tym oczy w teatralnej złości. – Ta zmarszczka to już mój znak szczególny – przyznała zupełnie szczerze, nie pamiętając już momentu w którym pojawiła się na dobre na jej czole, jednak było to na tyle dawno, że już zdążyła się do niej przyzwyczaić. Z uśmiechem satysfakcji zabrała rękę, którą przed chwilą wycelowała perfekcyjnego kuksańca, a jakże była dumna z tego, że jej się udało odpowiednio trafić! – Też ci  tak powiem, poczekaj tylko – żachnęła się, burcząc pod nosem tę swoją mikro groźbę. Oczywiście żartowała, tak jak on, nigdy by się przecież jawnie z niego nie naśmiewała w gorszej chwili, ale nie mogła sobie odpuścić tego komentarza. Było to chyba najlepszym przykładem, że wraca do swojej normalności, kryzys zażegnany, przynajmniej na jakiś czas, a z pewnością na czas tego spotkania. – Co teraz? – zapytała, nie precyzując dokładnie o co jej chodziło, jednak na myśli miała najbliższą przyszłość, plany, o ile w ogóle w tych czasach można było cokolwiek planować.




It's in your nature to survive
Evelyn Despenser
Zawód : hodowca aetonanów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
My past has tasted bitter for years now, so I wield an iron fist, grace is just weakness
OPCM : 11 +2
UROKI : 5 +3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak
Podwórze przed domem Ee1d988fa9eb05c30d519762d91857f8
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9065-evelyn-despender https://www.morsmordre.net/t9070-wloczykij#273545 https://www.morsmordre.net/t9069-evelyn-po-prostu-eve#273540 https://www.morsmordre.net/f168-szkocja-balmaha-farma-despenser https://www.morsmordre.net/t9075-skrytka-bankowa-2130 https://www.morsmordre.net/t9076-evelyn-despender#273691
Re: Podwórze przed domem [odnośnik]04.10.22 15:00
Mieli w sobie coś z dzieci. Pchali się w nieznane, bywali bezczelni lub niefrasobliwi, ale posiadali ogromne poczucie obowiązku i sprawiedliwości. Zwłaszcza względem rodziny, a Evelyn była dla Herberta niczym siostra. Znając się tyle lat wiedzieli czego się po sobie spodziewać i nawet jeżeli nie byli w stałym kontakcie (o co robił sobie wyrzuty), to mogli polegać na sobie zawsze. Niezależnie od dnia ani godziny, wiedział, że Despenser stanie na rzęsach aby przyjść z pomocą, a potem mu nawrzuca i zrobi wykład jak na starszą siostrę przystało.
-Tego jestem pewien. - Zaśmiał się z jej krzywego uśmiechu wiedząc, że osiągnął co chciał. Pokręcił głową z rozbawieniem, bo choćby cały świat zwariował, wręcz oszalał to czarownica się nie zmieniała. To dawało nadzieję na normalność i trzymało przy zdrowych zmysłach. Choć w jakiś sposób byli szaleni, co słusznie zauważyła kobieta siedząca obok niego na huśtawce. Odcięta od wiadomości tkwiła na farmie bez bieżących informacji, chyba powinien coś z tym zrobić. Nie sprawi, że wyjdzie z bezpiecznego schronienia więc powinien zatroszczyć się przepływ informacji. Zwłaszcza, że miał zamiar zająć się właśnie nimi. Radio i gazeta były czymś w co chciał się zaangażować. Inną walkę niż tą, która sprawiała, że kolekcjonował nowe blizny. -Nie, były miłą odskocznią. Powiewem normalności. Nostalgią. - Odparł spokojnie zupełnie niezrażony tonem jej wypowiedzi. Evelyn chowała się za sarkazmem i złośliwością, tym samym budując wokół siebie pewien mur ochronny. Tylko, że on wiedział gdzie są drzwi w tym murze i czasami pukał, a czasami wykorzystywał klucz jaki posiadał by zwyczajnie wejść i się wprosić z wizytą. Cenił każdy list od przyjaciółki, ponieważ kiedy czytał te wszystkie opisy czuł się jakby właśnie siedział na ganku jej farmy i widział to własnymi oczami. Miał wrażenie, że jest obok niej i uczestniczy w tych czynnościach, obserwacjach jakie naniosła na papier
Spojrzał podejrzliwie na kubek, a potem na Despenser i znów na kubek. Westchnął jakby chciał powiedzieć: “Niech ci będzie”, po czym upił kolejny łyk mięty. Mocny smak rozszedł się po podniebieniu i dół do gardła, było w nim coś domowego. Choć zakazał się jej mazać, tak wiedział, że to radość, której nie potrafiła zahamować, a przecież chciał dać jej pomóc. Chciał aby czuła się bezpieczna. Chyba wreszcie udało mu się to dać coś w zamian za wieczną troskę i składanie kiedy po raz kolejny wracał z jakiejś wyprawy poturbowany i nie chciał w takim stanie pokazywać się matce i bratu na oczy. -Osiwieję przez ciebie, Eve. - Zaśmiał się w głos, aż cała huśtawka zadrżała i znów odbił się od pięt aby ją ruszyć, zabujała przyjemnie, dawała chwile oderwanie od trosk. Niby złudne, ale tego potrzebował. Oczyszczało.
-Obiad. - Oznajmił na jej pytanie. -Masz coś, czy musze swoje zapasy ruszyć? - Pociągnął solidny łyk z kubka. Nie miał większych planów na przyszłość, poza tym, że nie przestanie walczyć. Podejmie wszystkie środki aby zmienić świat, w którym przyszło mu żyć. Będzie robił wszystko aby przyszłość znów była kolorowo, jakkolwiek naiwnie to brzmiało. Herbert Grey miał w sobie coś z romantyka, niepoprawnego, choć głośno temu zaprzeczał.


Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 15 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2 +1
TRANSMUTACJA : 15 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578
Re: Podwórze przed domem [odnośnik]15.10.22 23:32
Zabrakłoby jej palców u rąk do wyliczania momentów w których matkowała Herbertowi. Ceniła sobie jednak każdy z tych momentów, nawet najdrobniejsze wspomnienie, bo to dzięki całej tej otoczce mogła mianować go w swojej głowie własnym bratem. Takim prawdziwym, o którego siostra się troszczy, martwi i gani wedle potrzeby i takim, którego widzi nieczęsto niezależnie od faktycznej ilości spotkań, choć i tu od jakiegoś czasu bywało faktycznie kiepsko. Mogła poczuć namiastkę rodzinnej relacji dzięki niemu i jego rodzinie, a to już było dla niej czymś znaczącym i choć nigdy się nie przyzna, tak zawsze będzie mu za to wdzięczna.
Uśmiechnęła się krzywo, marszcząc jednak zaraz brwi z niejaką złością. – Nie chcę sobie nawet wyobrażać co tam się dzieje – wypaliła nagle, otulając się wolnym ramieniem, choć wcale nie doznawała chłodu. Wyobraźnia działała, zresztą nie raz i nie dwa widziała ciała pozbawione życia i… Wiedziała, że jest ich znacznie więcej. Ogrom bezsensownej śmierci ją porażał. Dlaczego akurat teraz, dlaczego akurat tu? Ona żyła w bezpiecznym miejscu, u szczytu gór mogła obserwować otoczenie i czuwać, co robiła każdego ranka i wieczora, by mieć pewność, że jest bezpieczna, bo choć konflikt zaogniał się gdzie indziej, to wciąż pozostawała obawa, że dotrze i tu. Zbyt wiele zła podchodziło pod jej bramy, nawet w formie metaforycznej, gdzie nawiązywała do całej Szkocji. Tylko głupiec by się nie obawiał. – Nostalgią… - urwała cicho, jakby nie chciała przyznać temu racji, lecz wiedziała, że ma rację. – Kiedyś do tego powrócimy, do normalności, a świat znów będzie taki jak wtedy – wierzyła w to całą sobą, a przynajmniej chciała wierzyć. Brakowało je tego, tych nerwów skierowanych na ilość gości, a nie na ilość obowiązków. Ogromu ludzi krzątających się po jej ziemiach, pracowników, handlarzy i gości. Brakowało jej tego czasu, którym kiedyś mogła swobodnie dysponować, a który teraz wyrywała chciwie ze szponów ogromu obowiązków.
Z dumą obserwowała kątem oka jak mężczyzna ufnie wypija napój, o to chodziło. Może i nie znała się na uzdrawianiu w formie specjalistycznej, ale miała i na to swoje sposoby. Mięta była dobra na wszystko, a wraz z melisą stanowiły duet idealny w swej prostocie. Do tego nie potrzeba było żadnej magii ani specjalistycznej wiedzy, przynajmniej w jej mniemaniu. – Och, nie możesz, siwizną nie przybierzesz sobie żony, a ja chcę kiedyś być na twoim weselu, pamiętaj o tym, Grey – jej cichy śmiech niósł się echem pól, jakby był bardziej wibrujący ze względu na drgania huśtawki i okoliczności, porę dnia chociażby. Tak po prawdzie wszędzie tu była taka martwa cisza, która wprawiała ją niekiedy w dyskomfort. Nic dziwnego więc, że zazwyczaj niósł się echem głos jej, czy Everetta, nieczęsto bywali tu inni, by doświadczyć tego zjawiska, tej ciszy, niemal magicznego echa.
Roześmiała się perliście, to było takie proste. – Ja i obiad? Doskonale wiesz, że czasami nawet kanapki bywają dla mnie wyzwaniem, co dopiero pełnoprawny posiłek – co tu dużo mówić, z niej kucharki nigdy nie było i choć ostatnio się starała w tym aspekcie poprawić, to wszystko paliła i ostatecznie żywiła się tym, co przyniósł jej Sykes, a ile się musiała nagimnastykować żeby udawać, że wcale tego nie potrzebuje… Szkoda słów. – U mnie z zapasów tylko procenty – wzruszyła ramionami, klepiąc się po obszernej kieszeni płaszcza. – Ale jeżeli chcesz, możesz coś ugotować, składników nie brakuje, rąk do gotowania już tak – skrzywiła się na wspomnienie, że kiedyś faktycznie miała gosposię, w tych zdecydowanie lepszych czasach, gdy wszystko było prostsze, a ona nie musiała nikogo odwoływać, że względu na jej futerkowy problem. – Możesz mi zrobić zapasy, ja się w tym czasie napiję – przyznała z udawaną chytrością, choć tak naprawdę wiedziała jak to się ostatecznie skończy.




It's in your nature to survive


Ostatnio zmieniony przez Evelyn Despenser dnia 25.11.22 0:30, w całości zmieniany 1 raz
Evelyn Despenser
Zawód : hodowca aetonanów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
My past has tasted bitter for years now, so I wield an iron fist, grace is just weakness
OPCM : 11 +2
UROKI : 5 +3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak
Podwórze przed domem Ee1d988fa9eb05c30d519762d91857f8
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9065-evelyn-despender https://www.morsmordre.net/t9070-wloczykij#273545 https://www.morsmordre.net/t9069-evelyn-po-prostu-eve#273540 https://www.morsmordre.net/f168-szkocja-balmaha-farma-despenser https://www.morsmordre.net/t9075-skrytka-bankowa-2130 https://www.morsmordre.net/t9076-evelyn-despender#273691
Re: Podwórze przed domem [odnośnik]25.10.22 14:05
-Normalności…- Powtórzył za nią smakując to słowo. Świat już nie będzie taki sam. Blizny oraz wspomnienia pozostaną. Kształtuje się nowy porządek, stworzą nowe zasady, a urazy pozostaną dzieląc społeczeństwo już na zawsze. Pewnych zmian nie dało się cofnąć. Dopił miętę do końca i kaszlnął gdy płyn wleciał za szybko do gardła. -Mojego wesela? Chyba za mało wypiłaś. - Skrzywił się nieznacznie. Nie spodziewał się, że stanie na ślubnym kobiercu. Choć wojna sprzyjała małżeństwom, ludzie wychodzili z założenia, że nie można wiecznie czekać i zastanawiać się co dalej. -Siwizna ponoć służby mężczyznom, Despenser. - Zaśmiał się w głos dodając do tego miejsca echo swojej obecności po czym wstał z huśtawki. -Sprawdźmy co tam masz, w tych swoich zapasach.
Odwrócił się na pięcie i skierował do wnętrza farmy. Czuł się jak u siebie wiedząc, że przyjaciółka nie pogoni go na cztery strony świata za tę bezczelność. -Pozwolę ci potrzymać naczynia. - Dodał jeszcze na wspomnienie o kanapkach i braku umiejętności gotowania ze strony czarownicy. Pamiętał, że nie jest świetną kucharką, ale przecież od tego był teraz on. Nie uważał się za mistrza patelni ale wody nie przypalał co się czarownicy zdarzało.
Nie musiał pytać gdzie co się znajduje, ani zgadywać co też może zrobić. Choć nie widywali się codziennie tak znali się bardzo dobrze, a co za tym idzie, też swoje smaki.
W trakcie rozmów o przeszłości, wspominek z młodości, przy akompaniamencie strzelając naczyń i wśród zapachów posiłku, skromnego acz sycącego upłynął im czas. Słońce powoli zachodziło kładąc się cieniem na huśtawce, którą jakiś czas temu zajmowali. Odkładając pusty talerz Grey oznajmił, że musi wracać do siebie. Szybkie machnięcie różdżką i naczynia wylądowały w zlewie.
-Niedługo przyślę ci zapas tojadu. - Oznajmił wychodząc z domu. - Dbaj o siebie, Despenser.
Dodał jeszcze na odchodne nim całkowicie zniknął obiecując sobie, że będzie częściej sowę wysyłał do przyjaciółki. Co nie będzie trudne jeżeli ma zaopatrzyć ją w tojad.

|zt dla Herba


Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 15 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2 +1
TRANSMUTACJA : 15 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578
Re: Podwórze przed domem [odnośnik]25.11.22 0:56
Była niestety świadoma tego, że wojna zmieniła wszystko i nawet jeżeli kiedyś zostanie zakończona, to nie będzie już tego świata, który tak doskonale znali. Bała się, że mogą iść równią pochyłą, niezależnie od ostatecznego wyniku konfliktu, bowiem w takich przypadkach nigdy nie było tej dobrej i złej strony, każda niosła za sobą jakieś mroczne elementy. Nawet jeżeli mieszkała w Szkocji, mogąc się nieznacznie odciąć, to jednak sytuacja w Anglii zawsze była i będzie na nią wpływać, mniej, lub bardziej, ale jednak. – Och – przyłożyła rękę do piersi, jakby ją to ubodło – Oj nie nie, mój drogi, mówię całkowicie poważnie. To jak ślub młodszego brata, sama frajda, a w dodatku bez brudzenia sobie rąk przy organizowaniu ceremonii – cichy śmiech wydostał się spomiędzy jej warg. Naprawdę widziała w nim brata, mogli nie być jednej krwi, jednak jej troska wobec Greya była ogromna, porównywalna do tej siostrzanej, a przynajmniej tak, jak ona by to widziała.
Ruszyła za nim do domu, pozwalając mu tam rozgościć się całkowicie. – Absolutnie odmawiam, ja tu odpowiadam jedynie za napoje, ty odwalasz całą resztę – mruknęła z przekorą, przygotowując szklanki do ognistej, którą wyciągnęła ze swoich zapasów. Nie była pełna, ale starczyło jeszcze na rozlanie jej dwukrotnie, to też nawet się nie zastanawiała, szlachetnie rozdzielając porcje. Herbert zawsze rządził się w jej kuchni, lecz jej było to całkowicie na rękę, mogła w ten sposób obserwować i zapamiętywać jego kroki, pewnie próbując je nazajutrz powtórzyć, choć po prawdzie potrzeba będzie więcej czasu, by coś zjadliwego wyszło spod jej ręki. Była mu wdzięczna, że się zaoferował, choć nigdy tego nie przyznała i zapewne nigdy nie przyzna.
Nie czuła się samotna, mogąc wesoło uczestniczyć w podróży po wspomnieniach, wyciągając z pamięci najgorsze wybryki młodości za które teraz pewnie sama wyciągnęłaby się za uszy. Posiłek w gronie najbliższych zawsze był niezwykły, bowiem nigdy nie był cichy, a to wprowadzało atmosferę, której już niekiedy zapominała. Obiecała sobie, że będzie robić takie rzeczy częściej, kto wie, może to one były kluczem, umożliwiającym odpoczynek dla wiecznie zmęczonej, poddenerwowanej psychiki. Miała wrażenie, że stres opuszczał jej ciało, uwalniając skryte pokłady radości i anegdotek, których od dawna nie wyciągała z rękawa.
Ale jak zwykle wszystko co dobre szybko się kończy.
Uśmiechnęła się półgębkiem na jego obietnicę. Wierzyła w te słowa, tak samo, jak wierzyła w samego przyjaciela. - Nie daj się zabić, Herbercie, bo przysięgam, że jeśli umrzesz, to osobiście cię zabiję – pożegnała go przy drzwiach ze śmiechem, jakby to absurdalne stwierdzenie miało być jedynie elementem żartu, odrobinę podsyconego troską i trwogą. W obecnych czasach, gdy niewinni ginęli na ulicach, to tylko to im pozostało.


|zt.




It's in your nature to survive
Evelyn Despenser
Zawód : hodowca aetonanów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
My past has tasted bitter for years now, so I wield an iron fist, grace is just weakness
OPCM : 11 +2
UROKI : 5 +3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak
Podwórze przed domem Ee1d988fa9eb05c30d519762d91857f8
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9065-evelyn-despender https://www.morsmordre.net/t9070-wloczykij#273545 https://www.morsmordre.net/t9069-evelyn-po-prostu-eve#273540 https://www.morsmordre.net/f168-szkocja-balmaha-farma-despenser https://www.morsmordre.net/t9075-skrytka-bankowa-2130 https://www.morsmordre.net/t9076-evelyn-despender#273691
Podwórze przed domem
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach