Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Podwórze przed domem
AutorWiadomość
Podwórze przed domem [odnośnik]13.12.20 19:42

Podwórze przed domem

Przed domem rozciągają się niezwykle piękne, dzikie pola. Na największym drzewie w okolicy powieszona została huśtawka, na której Evelyn bujała się w młodości z bratem. Miejsce wspomnień i wizytówka posiadłości.

Cave Inimicum




It's in your nature to survive
Evelyn Despenser
Zawód : hodowca aetonanów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Gdy niebo mi oporne, piekło wzruszę do dna.
OPCM : 13
UROKI : 8
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak
Podwórze przed domem Ee1d988fa9eb05c30d519762d91857f8
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9065-evelyn-despender https://www.morsmordre.net/t9070-wloczykij#273545 https://www.morsmordre.net/t9069-evelyn-po-prostu-eve#273540 https://www.morsmordre.net/f168-szkocja-balmaha-farma-despenser https://www.morsmordre.net/t9075-skrytka-bankowa-2130 https://www.morsmordre.net/t9076-evelyn-despender#273691
Re: Podwórze przed domem [odnośnik]02.05.22 13:20

|13.04.1958

Zjawił się następnego dnia jak pisała czarownica i nie zważał na porę dnia czy też nocy. Z Evelyn łączyła go przedziwna więź, w której kłócili się, działali sobie na nerwy by następnie rzucić wszystko by sobie pomóc. Nie widzieli się od dawna, mógł nie mieć od niej wieści nawet przez rok, ale wystarczył jeden list aby rzucił to co robił i ruszył jej na pomoc.
Ostatnio myślał, że postradała zmysły spisując testament i go tam umieszczając. Doskonale rozumiał to działanie, wiedział z czego się brało, ale sama myśl, że Despenser mogło się coś stać napawała go grozą i nie chciał dopuszczać do siebie tej myśli.
Huśtawka trwała przed domem na straży wspomnień gdy świat wydawał się lepszy. Parsknął pod nosem na wspomnienie gdy pod wpływem procentów wpadli na pomysł wygłupów. Potem musiał składać nos Despenser i zatrzymać krwotok. Zachowywali się jak dzieciaki, ale nie wydawało mu się to złe czy nieodpowiednie. Gdyby zamartwiał się takimi sprawami nigdy by nie wyruszył do Amazonii. Nie zająłby się hodowlą tojadu i choć do eliksirów nie miał ręki tak wiedział, że powinien zacząć pobierać w tym kierunku jakąś naukę aby móc pomagać szerzej. Choć zaczął również interesować się kadzidłami wcześniej tak bardzo ignorowanymi przez niego. Co teraz, jak się zastanowić, było czystą ignorancją z jego strony bo przecież widział jak Szamanii w Amazonii z nich korzystali. Mógł wpaść na to wcześniej.
Przysiadł na huśtawce czekając na Despenser bo już dostrzegł ruch w domu, zauważyła go więc nie chciał jej popędzać.
Jeżeli potrzebowała trzaśnięcia w ramie, on służył pomocą. Tak samo jak nie raz potrzebował, żeby on nim wstrząsnęła mocno i ustawiła do pionu, gdy syndrom bohatera wchodził mu zbyt mocno. Kto by pomyślał, że Puchon może mieć w sobie tyle brawury co Gryfon. Czasami zastanawiał się czy Tiara przydziału nie zabawia się kosztem uczniów i od czasu do czasu umiejscawia jakiegoś nie w tym domu, w którym powinien być.
Obejrzał się przez ramię gdy usłyszał hałas za sobą.
-Despenser, co zmalowałaś? - Zapytał na dzień dobry rzucając jej wyzywające spojrzenie, ale jednocześnie chciał ocenić w jakim jest stanie i co takiego się stało, że potrzebowała aby przybył jak najszybciej.


Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 15
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 7
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578
Re: Podwórze przed domem [odnośnik]03.05.22 1:08
Wiedziała, że się zjawi, co jakiś czas wypatrywała go w oknie, pozostawiając jednak to zadanie w dużej mierze w łapach Alchemika i Rufusa, którzy byli najlepszymi alarmami w jej świecie. Widzieli więcej niż ona, nawet przy wprawnym oku. Rozweselony pisk i przeciągłe miauczenie oznajmiło jej, że nadciągnął jej gość. Wyjrzała zza krzywo zawieszonej firany i uśmiechnęła się półgębkiem, zupełnie tak, jakby wreszcie spotkała jakąś przyjazną twarz, jakby minęło wiele niespokojnych miesięcy w których obawiała się, że to może nigdy nie nastąpić. Było jej lżej, jakby połowa ciężaru opadła na widok przyjaciela, kogoś, komu mogła bezgranicznie ufać, kogo była pewna niezależnie od sytuacji. Nawet jeżeli się z nim kłóciła, użerała, niekiedy wykrzykując wszystkie te nader nieprzyjemne słowa. Był częścią czegoś, co znała w lepszych czasach. Namiastką normalności. Powiernikiem, który potrafił zirytować jak nikt inny. Może właśnie dlatego ich przyjaźń wciąż trwała. Mogli nie widzieć się miesiącami, by następnie zachowywać tak, jakby ich ostatnie spotkanie miało miejsce zaledwie wczoraj.
Nie spieszyła się, wieczór nie był chłodny, wręcz przeciwnie, zaskakująco przyjemny, przynajmniej jak na Szkockie warunki. Wychodząc, złapała za dwa kubki z miętową herbatą i ostrożnie przytrzymała drzwi dwóm rezydentom, którzy nie opuszczali jej zazwyczaj nawet na krok. Szybkim, pewnym krokiem zmierzała w kierunku huśtawki, nie trwoniąc ani kropli z napojów.
Gdy tylko to jakże przyjemne powitanie doszło do jej uszu, ta zmrużyła oczy z udawaną obrazą. – Od razu zmalowałam. Pij herbatę – mruknęła zacietrzewiona, wciskając mu w dłonie kubek miętowego naparu. Mogła być zła, wściekła, okrutna, ale zawsze matkowała Herbertowi, ta tradycja zaczęła się bodaj przy ich trzecim spotkaniu, gdy popił się zbyt bardzo, a Evelyn miała dość wypłukiwania miednicy i postanowiła spróbować coś temu zaradzić na własną rękę - napar z mięty był strzałem w dziesiątkę.
Niewzruszona skierowała się w stronę huśtawki. Tej samej, która przywoływała w jej umyśle tak sprzeczne emocje, ból i radość jednocześnie. Ostatecznie uważała, że ten złamany nos był niczym wobec tamtego nader głośnego śmiechu, tak szczęśliwego, wolnego i beztroskiego. Wszystko się zmieniło, miała wrażenie, że każde wspomnienie bladło z czasem, zalewane nową rzeczywistością. Nieprzyjemną szarością, trudami codzienności, niechęcią i walką ze światem, ku dobru, gdziekolwiek ono było i cokolwiek oznaczało. Zabujała nogami w powietrzu żałując, że jedyny alkohol jaki miała w swoim barku był spirytusem. Z drugiej strony, czy potrzebowała czegoś na odwagę? Zdecydowanie nie. Na ukojenie nerwów? Zdecydowanie tak.  – Potrzebuję kogoś znajomego, by nie mieć wrażenia, że świat chce mnie rozerwać na strzępy – osądziła gorzko, mierząc się spojrzeniem z Herbertem. Była rozdarta, wściekła i zdezorientowana. – Nigdy nie bałam się wychodzić poza granice farmy i nigdy też tego nie potrzebowałam tak bardzo, jak teraz. Nigdy, Grey – położyła nacisk szkockiego akcentu na dwa ostatnie słowa. W jej umyśle panował chaos, jakby sama nie mogła się skupić na tym, czego rzeczywiście chciała, jakby się bała, że każdy jej wybór będzie tak samo zły, jak ten, gdy poszła szukać aetonana w wigilijną noc. Obawiała się takiej samej porażki, błędu, który odmieni całe jej życie, wywracając je do góry nogami. – A potem było tylko lepiej. Najpierw leczyłam cielę garboroga, co postanowił wybić okno i się rozgościć, jak u siebie. Innym razem jakiś furiat uważał, że go zaatakowałam przy zbieraniu korzonków i uwaga, odebrał mi różdżkę, zafundował wycieczkę przez podziemia, by ostatecznie różdżkę zwrócić. Nie dalej niż dzień później próbował mnie oszukać dostawca, którego miałam wziąć na kontakt i uratowała mnie, to ci się spodoba – kobieta, która bez zawahania wymierzyła mu siarczysty cios w szczękę. Znalazłam z nią później kota – wzięła wdech, czując suchość w gardle poprzez ten ciągły potok słów - kota, rozumiesz? -  Czuła, że szaleje, że ogień w jej płucach gorzeje na myśl o tych wszystkich rozpędach w których brała ostatnio udział, a tempo nie hamowało. - Na domiar złego znalazłam jakiegoś Roma o akcencie Anglika, biedny chłopak, nawet mi go trochę szkoda, ale skąd on się tu wziął? Jakby tego było mało, przyszła do mnie jakaś młoda dziewucha, co miała problem z chorą sową. Do mnie. Z Devon. W trakcie wojny. Pojmujesz ten absurd? – wyrzuciła ręce ku górze, zupełnie jakby miała tego dość. Kiedyś miała spokój, czuła się jak pustelnik, mając styczność jedynie z klientami stadniny i ewentualnymi znajomymi, a teraz wciąż spotykała kogoś nowego, kto nie powinien przebywać na tych ziemiach. Gdzie ta wojna, gdzie ci obrońcy, skoro ci wszyscy ludzie zachodzili tutaj?  – Chcę wolnego. Chcę podróżować. Wyjechać choć na chwilę i pomyśleć o dalszych krokach. Uciec, daleko, daleko stąd. Móc przemyśleć to, co egoizm mi podpowiada – twardość w głosie przeczyła jej wyglądowi. Mentalnie wydawała się być silniejsza, niezłomna, ale widać było po niej zmianę na gorsze. Non stop trzęsące się dłonie, blada cera, sińce pod oczami i utrata wagi; przepracowanie zbierało swe żniwa. Była silna, niezłomna, ale wciąż żyła w ciele, które ją osłabiało z każdą kolejną pełnią, każdym stresem, każdym nadmiernym wysiłkiem. Ten koszmar, to wszystko wkradło się do jej domu, jej azylu, a obiecała sobie, że nigdy do tego nie dojdzie. Zatrzymała się w bezwzględnej ciszy, jakby nie wiedząc czy ostatecznie chciała kontynuować. Wybory Herberta były w jej umyśle kroplą w morzu, nie wiedziała co o nich sądzić.
Potrzebowała sprowadzenia na ziemię, nie zwykłych słów otuchy, a bezlitosnego potrząśnięcia, czegoś, co na nią zadziała. Westchnęła ciężko, rozpraszając gorącą parę napoju.– Zrób coś, wstrząśnij mną, powiedz, że to głupota, że bredzę, że mam się trzymać. – skrzyżowała ręce pod piersią, ściskając kubek palcami aż do pobielałych knykci. Jej mury zostały zburzone, jej rzeczywistość była obalona, a ona nie potrafiła dłużej oszukiwać się alkoholem, tłumić własnych sprzeczności, tego było zbyt dużo, aż nadto wiele jak na jedną osobę, która dźwigała tyle we względnej samotności. Nigdy nie bagatelizowała tych, którzy jej pomagali, ale zawsze miała z tyłu głowy myśl, że kiedyś mogą przestać, obrać własny wiatr w żagle i odejść w siną dal. Jak wielu przed nimi. Jak jej rodzice i wszyscy ci, których ostatecznie zmusiła do odejścia. Teraz ponownie stała przed takim taką myślą, tym razem jej świadoma. Jej ziemie nie były już ostoją, były jak każde inne i miała poczucie, że zanim zdąży się obejrzeć, to coś ciężkiego spadnie jej na barki, przygniatając ją ostatecznie, a wtedy będzie chciała chronić tych, których śmiała zwać przyjaciółmi. Potrafiła udźwignąć wszystko, ale sumienie nie pozwoliłoby jej na krzywdę tych najbliższych, niezależnie od tego, czy to było tylko teoretyczne założenie.




It's in your nature to survive
Evelyn Despenser
Zawód : hodowca aetonanów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Gdy niebo mi oporne, piekło wzruszę do dna.
OPCM : 13
UROKI : 8
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak
Podwórze przed domem Ee1d988fa9eb05c30d519762d91857f8
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9065-evelyn-despender https://www.morsmordre.net/t9070-wloczykij#273545 https://www.morsmordre.net/t9069-evelyn-po-prostu-eve#273540 https://www.morsmordre.net/f168-szkocja-balmaha-farma-despenser https://www.morsmordre.net/t9075-skrytka-bankowa-2130 https://www.morsmordre.net/t9076-evelyn-despender#273691
Re: Podwórze przed domem [odnośnik]10.05.22 10:36
Uśmiechnął się pod nosem kiedy w jego dłoni pojawił się kubek z miętą. Ujął ciepłe naczynie w dłonie i poczekał aż Despenser zajmie miejsce obok. Mogli patrzeć na szerokie i długie wzgórza Szkocji, które stale pozostawały takie same, zmieniając się jedynie wraz z każdą porą roku, stając się żywym obrazem.
Nie pospieszał jej, mogli przy sobie milczeć godzinami, by zaraz później rzucać słowami niczym bronią obosieczną. Huśtawka zabujała się niespiesznie kiedy odepchnęli się piętami do tyłu, wspomnienia wróciły. Czasy beztroski kiedy jeszcze ledwo wchodzili w wiek dorosły, a on szykował się już do wielkich podróży i marudził, że bart kręci na to nosem.
Tęsknił za Amazonią, łaknął jej zapachu i dźwięków, ale miał zadanie do wykonania, którego podjął się jakiś czas temu. Czy żałował? Nie. Nigdy. Czasami tylko chciałby zapomnieć. Wojna budziła w ludziach odruchy, których nie chciał widzieć.
Może rzeczywiście był naiwnym idealistą, który wierzył jeszcze w sprawiedliwość.
Pociągnął solidny łyk z kubka kiedy czarownica zaczęła mówić, a w jej głosie dosłyszał nutę rozgoryczenia i wściekłości i rozdarcia. Zerknął na nią niebieskim spojrzeniem.
-Wiem. - Powiedział krótko. Ilekroć wychodził z Greengrove Farm na misję jednocześnie nie chciał przekraczać progu domu, a z drugiej strony ciągnęło go i wypychało poza bezpieczne mury. Zaraz potem zaczął się potok słów, który sprawiał, że brwi Greya pięły się coraz wyżej w mieszaninie zdumienia i rozbawienia jednocześnie. Despenser wyrzucała z siebie rozżalenie, ale choć mimo tego, że słyszał jak jest zmęczona to jednocześnie rozbrzmiewała w jej głosie pasja do tego co robi i czym się zajmuje.
-A myślałem, że pobicie szmalcowników to jest wyczyn. - Odparł z rozbawieniem w głosie i znów upił łyk herbaty. Ludzie w czasie wojny przemieszczali się, szukali nowego miejsca, ostoi gdzie mogą się schronić i na chwilę zapomnieć o wszystkim albo najzwyczajniej przeżyć. Okolice Szkocji wydawały się idealnym miejscem do zaszycia się.
-To wyjedź. -Odparł prosto z mostu wpatrując się w przestrzeń przed sobą. To naturalny odruch, że chciała uciec i zebrać myśli. W pełni ją rozumiał. Sam chciał nieraz uciec. -Co cię trzyma? Farma? Możesz dać ją pod opiekę na jakiś czas. Zaoferowac temu Romowi wikt i opierunek w zamian za pomoc. - Zerknął na nią ponownie ciekaw reakcji. Oczekiwała, że ją postawi do pionu, że powie o pozbieraniu się i nie marudzeniu. -Ale jak tak ciebie słucham, to narzekasz, ale jesteś pełna pasji i zaangażowania. Wyjedziesz i po dwóch dniach wrócisz wściekła i będziesz mi robić wyrzuty, że wyjechałaś. - Zaśmiał się z przyjaciółki, która ciskała gromy. Widział jak straciła na wadze, jak kości policzkowe mocniej rysowały się pod skórą. Wojna odcisnęła na niej swoje piętno, jak na każdym z nich. Dobijała się do drzwi chociaż nikt pod wejściem nie rzucał bombardy. -Mam teraz hodowlę tojadu, jakbyś była zainteresowana. - Oznajmił po chwili ciszy. Nie warto było mówić jej, że jest tutaj z pomocą, że może na nim polegać. W swoim pokrętnym systemie myślenia czarownica odtrącała od siebie wszystkich, odsuwała ich uważając, że w ten sposób ich chroni i nie pozwala aby stała się krzywda. Takim zachowaniem raniła samą siebie co pogłębiało frustrację. Napił się z kubka, który już tak nie parzył w dłonie i znów zabujał huśtawką.
-Bredzisz, to czysta głupota. Trzymaj się, Despenser. - Powtórzył jej słowa patrząc na przyjaciółkę z rozbawieniem w niebieskich oczach. -Lepiej?


Zły pomysł?Nie ma czegoś takiego jak zły pomysł, tylko złe wykonanie go


Herbert Grey
Zawód : Botanik, podróżnik, awanturnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Podróżowanie to nie jest coś, do czego się nadajesz. To coś, co robisz. Jak oddychanie
OPCM : 15
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 7
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9088-herbert-grey https://www.morsmordre.net/t9097-awanturnik https://www.morsmordre.net/t9098-ten-drugi-grey#274432 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10001-skrytka-bankowa-nr-2134#302368 https://www.morsmordre.net/t9106-herbert-grey#274578
Re: Podwórze przed domem [odnośnik]22.05.22 0:48
Zajęła miejsce obok niego, wzdychając, jakby dopiero teraz mogła nabrać powietrza, gdy miała kogoś zaufanego przy boku. Poczuła uspokajające huśtanie, które przywoływało jej to niedobre uczucie w brzuchu, które odczuwała ostatnim razem. Tym razem jednak miała pewność, że nic się nie stanie – Wiesz? Jak to znosisz? – spytała, marszcząc nos w zastanowieniu. Prawdopodobnie histeryzowała, ale może ta rozmowa ją uspokoi i pozwoli przywrócić jej zwyczajowe zachowanie. Miała nadzieję, zę ta wizyta pręsko na nią wpłynie.
Zaśmiała się na jego słowa, nie raz i nie dwa bywała silniejsza pod wpływem adrenaliny, ale miało to też przełożenie przez bliskość pełni, im bliżej, tym faktycznie je moc rosła, a i charakter się wyostrzał. - Wtedy chyba miałam wrażenie, że trzymam świat we własnej garści i jestem niezwyciężona – pokazała zwiniętą w pięść drżącą dłoń, zaraz ją jednak otwierając i prostując. – Teraz mam odwieczne wrażenie, że to wszystko prześlizguje mi się między palcami i straciłam na charakterze wiecznego buntownika – parsknęła, kręcąc głową. Gdzie i kiedy umknęła jej ta niezachwiana pewność siebie, przecież właśnie nie tak dawno temu była pierwsza do bójki w obronie własnych wartości, a może chodziło tu po prostu o zwykłe wyładowanie emocji? Niezależnie od powodu, jej porywczość gdzieś zaginęła i przyszło jej teraz szukać straconej niezawisłości. Niegdyś miała wrażenie, że świat klęczy u jej stup, a ona może zrobić wszystko, co tylko jej się wyśni. Trochę ją obecna rzeczywistość przygniotła.
Zaśmiała się gorzko, niemal dławiąc się upijaną miętą. Nikt inny nie był w stanie tak prędko postawić jej na nogi, jak właśnie bezpośredni Herbert, będący bezlitosny w osądzie. – Kiedy pozwoliłam ci na tak doskonałe poznanie mojej natury? Czasami myślę, że znasz mnie bardziej niż ja sama – uniosła jedną z brwi ku górze, jakby dociekała odpowiedzi na pytanie czysto retoryczne. Układał jej własne zmartwienia w głowie, mówił jej to, czego ona nie była w stanie zauważyć i faktycznie – nie dałaby rady zostawić hodowli na dłużej niż dwa dni, bez ciągłej wiedzy o tym, co się w niej dzieje, bez osobistego nadzoru, dopilnowania szczegółów. Kiedy doszło do tego, że przestała nienawidzić swoją pracę i zaczęła ją chorobliwie kochać i uznawać za powinność? Tak bardzo chciała uciec, a jeszcze bardziej chciała zostać, to było tak pogmatwane, aż nie uzmysłowiła sobie po tych prostych słowach, że nie pozwoli sobie na ucieczkę, prędki wyjazd, opuszczenie dobytku dla własnej przyjemności. To było zarazem smutne, prawdziwe i… Dobre, przynajmniej w jej odczuciu. Wskazywało na to, że jest coś, na czym jej naprawdę zależy, że wcale nie jest pozbawiona palety uczuć, tylko po prostu wszystkie skierowała wprost na swoje ziemie, skutecznie wypierając się z tego, co mogła okazywać ludziom. – Chociaż kocham cię jak wymarzonego brata, tak jednak nigdy nie czułabym się spokojna ze świadomością, że zostawiałam ci to wszystko, to takie proste… - przyznała, przechylając głowę z niedowierzaniem. Niby ufała mu bezgranicznie, a wyłamywała się w takiej sytuacji. Tak samo wiedziała, że nie byłaby w stanie powierzyć hodowli Everettowi, nikomu z nich, przynajmniej za życia, gdy miała coś do powiedzenia, gdy czuła, że jej serce bije w rytm tej Szkockiej ziemi. Było to przedziwne uczucie, cudaczne, ale wciąż prawdziwe, wyznaczane przez dudniące serce i świeższy, niemal olśniony umysł. Nie mogłaby wyjechać, nawet jeżeli serce rwało do wyjazdu, bo miała tu coś, czego musiała pilnować, składało się na to kilka osób, których spokój musiała zakłócać własną troskliwością i zdecydowanie nadmierną opiekuńczością, jak wtedy, gdy nawiedziła dom Greyów tak, jakby nastawał koniec samego świata. Trwała tu dla nich wszystkich i nawet jeżeli sobie wmawiała, że chce to zmienić, to nie mogła, przynajmniej na dłuższą metę, bo serce i sumienie skutecznie przywróciłoby ją na właściwe tory, teraz była tego pewna, a wystarczyło tak niewiele…
Zaskoczył ją, nawet nie kryła się z tym, gdy przygryzła wargę tak, jakby bardzo chciała wierzyć, że jej cierpienie się skończy, a jednocześnie nie była w stanie wypuścić tych słów przez gardło. – Naprawdę? – zapytała głucho, zbyt prędko i pewnie zbyt głośno, ale przebijała się w tym pytaniu nadzieja, czy może jej skrawki, które wciąż w niej pozostały. Wzrok skupiła na tęczówkach Herberta, jakby mówił jej o cudzie, bo tak długo szukała możliwości kojenia, ale wciąż skazywane były na fiasko i teraz, zupełnie nagle, wyjawił jej to tak prosto, jakby to było coś normalnego, choć dla niej… Dla niej to mogło oznaczać całkowitą zmianę w życiu. Nową nadzieję.
Roześmiała się, było jej to potrzebne, takie proste grzmotnięcie, stoickość i brak paniki. Czuła się bezpieczniejsza, upewniona w swoich działaniach i zwyczajnie uspokojona. – Tak, tego potrzebowałąm – wypuściła głośno powietrze, jakby ciężar spadał z jej ramion i płuc, które były wcześniej tak obciążone i niespokojne. Zamknęła oczy na moment, czując bujanie huśtawki, wznoszenie i powracanie, jak w czasach, gdy było zdecydowanie lepiej i prościej. Potrzebowała tego, tej chwili, możliwości oddechu, względnego spokoju. Otworzyła wreszcie oczy, jakby na nie przejrzała i prędko odszukała spojrzeniem przyjaciela. – A z tobą? Wszystko w porządku? Nie potrzebujecie niczego? – zapytała zaraz, zbyt prędko i szybko, jakby kolejne zmartwienie zajęło miejsce poprzedniego, ale jego rodzina była dla niej ważna jak ta, której sama nie miała. Zawsze działała zbyt instynktownie i nie było to nic dziwnego, o ile nie miała na głowie tylu spraw, by rzucać jedną za drugą w tak zastraszającym tempie zmian. – Trzeba było przerwać mój wywód hipokryty – sarknęła, zupełnie tak, jakby to nie siebie obwiniała za ten potok wyżaleń sprzed chwili. Powinna przecież zapytać najpierw o niego, tak należało, tak zawsze było. Na domiar złego właśnie wymierzyła mu kuksańca w ramię, sprawdzając wcześniej, czy na pewno trzyma kubek w drugiej dłoni, nie chciała oberwać gorącym napojem.




It's in your nature to survive
Evelyn Despenser
Zawód : hodowca aetonanów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Gdy niebo mi oporne, piekło wzruszę do dna.
OPCM : 13
UROKI : 8
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak
Podwórze przed domem Ee1d988fa9eb05c30d519762d91857f8
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9065-evelyn-despender https://www.morsmordre.net/t9070-wloczykij#273545 https://www.morsmordre.net/t9069-evelyn-po-prostu-eve#273540 https://www.morsmordre.net/f168-szkocja-balmaha-farma-despenser https://www.morsmordre.net/t9075-skrytka-bankowa-2130 https://www.morsmordre.net/t9076-evelyn-despender#273691
Podwórze przed domem
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach