Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
forbidden things have a secret charm
AutorWiadomość
forbidden things have a secret charm [odnośnik]26.12.20 23:02


Luty 1952 roku, Hogwart
Wypady do Hogsmeade były dla większości hogwarckich studentowt ulubioną rozrywką. Przesiadywanie w gwarnych barach, zakupy drobiazgów, słodkości w kawiarni. Zimą miasteczko miało swój niepowtarzalny klimat; biały puch osiadał na drogach i dachach domów, śnieg skrzypiał pod butami, mróz szczypał policzki. Podczas wizyt w miasteczku Evandra lubiła wyobrażać sobie, że jest już dorosła, a Hogsmeade to jej przystań na krańcu świata. Chciała czuć się jego częścią, a nie wyłącznie przygodnym wizytatorem. Życie w tym miejscu wydawało się być prostą sielanką, która mimo iż zdecydowanie różniła się od jej salonowej codzienności, to pociągała ją bardziej, niż bankiety.
Tego dnia pokój wspólny Ślizgonów niemalże opustoszał: dwóch pierwszoklasistów skrobało wypracowania przy kominku, ktoś drzemał w fotelu, inny w skupieniu czytał książkę. Cała reszta zebrała się na dziedzińcu w celu opuszczenia zamku i spędzenia miłych chwil na beztroskiej zabawie. Tylko dwie szlachetnie urodzone panny tkwiły wciąż w swoim dormitorium, w ostatniej chwili rezygnując z wyprawy.
- Nie musisz tu ze mną zostawać, pamiętam jak mówiłaś, że brakuje ci wizyt w Hogsmeade, a tegoroczna zima musi być naprawdę czarująca - westchnęła, unosząc wzrok na krzątającą się po dormitorium Aquilę. Evandra do końca zwlekała z poinformowaniem przyjaciółki o swoim stanie, nie chcąc by ta zrezygnowała z wyczekiwanego wyjścia. Specjalnie na tę okazję ubrała nowy szalik, którego odcień miał podkreślać kruczoczarne włosy panny Black w zestawieniu ze zimową scenerią miasteczka. Evandra nie musiała wychodzić z nią na zewnątrz, by docenić jej urodę. - Nie mogę iść do skrzydła szpitalnego. Panna Leach jest osobą niepoważną i wzbudza moje wątpliwości co do skuteczności tutejszego uzdrawiania. Zresztą, może to zwykłe przeziębienie? - Przechyliła głowę w zastanowieniu, wsuwając się w głąb swojego łóżka. Przeczesywała palcami swoje długie, przerzucone przez ramię srebrzyste włosy. Zielony sweterek zapinany rzędem guzików miał uchronić cienką skórę przed nieprzyjemnym chłodem. Osłabienie czuła już przy brzasku, przy śniadaniu ledwie przełknęła kilka łyżek swojego ulubionego puddingu z owocami, ale na pytanie o samopoczucie odpowiadała gładkim kłamstwem - wszystko było przecież w najlepszym porządku! Teraz trochę kuliła się w ramionach, marząc tylko o tym, by wrócić do łóżka.
- Będę musiała jakoś ci to wynagrodzić, ale tym razem bez żadnych głupot! - zastrzegła od razu, chcąc wybić z rąk Aquili potencjalną broń. - Mało brakowało, a na ostatnim Kremowym Podwieczorku doszłoby do tragedii! Dziwi mnie, że profesor Slughorn niczego nie zauważył. Myślisz, że celowo przymknął oko czy też naprawdę jest tak mało spostrzegawczy? - Przemycone do Hogwartu butelki z alkoholem cieszyły się wielką popularnością wśród pojawiających się na podwieczorkach gości. Pech chciał, że zaklęcie, jakie miało wygłuszać komnatę, nie było dostatecznie silne i nauczyciel wparował do sali z zamiarem wlepienia im szlabanów. Nieźle musieli się wtedy nagimnastykować, by kłamstwem wytłumaczyć okoliczności zgromadzenia.
Przygryzła dolną wargę w zaniepokojeniu, nie widząc wyrazu twarzy panny Black, nie wiedziała więc czy jest na nią bardzo obrażona za pokrzyżowanie jej planów czy tylko trochę. Zamilkła na moment, dając jej tym samym chwilę na wyrwanie Evandry ze szponów niecierpliwości.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: forbidden things have a secret charm [odnośnik]27.12.20 16:33
Szron pokrywał kamienne ścieżki prowadzące z zamku do Hogsmead, a lód pokrywający tafle jeziora kompletnie odciął dziejące się pod wodą życie od wszystkiego co ponad powierzchnią. Okna wychodzące z dormitorium ślizgonek dzisiaj mieniły się niczym obraz, a czysta woda tuż za szybą tworzyła iluzję podwodnego królestwa. Rozpalony w pokoju wspólnym kominek dał jednak wystarczające ciepło by podziemia Hogwartu można było nazwać domem, przynajmniej na jakiś czas.
- Och, przestań... - Aquila przewróciła oczami. - Rigel i Prim doskonale dadzą sobie radę bez nas, a ja wolę się ogrzać niż zamarzać na mrozie - dziewczyna zdjęła z siebie szalik, pewna, że zostaje dziś w środku.
Oczywiście miała ochotę wybrać się do pobliskiej wioski, wpaść do Miodowego Królestwo i skosztować nowych rodzajów czekolady czy nawet szkieletowych słodyczy. Cały ten walentynkowy nastrój nie udzielał się jednak młodej Black. Do 14 lutego został mniej niż tydzień, a dookoła wszystko wydawało się takie przesłodzone. Różowe serduszka na opaskach Puchonek, amorki porozwieszane w dziwnych kątach zamku i te ciche chichoty w Wielkiej Sali gdy jakiś chłopak spojrzał nieco przychylniej na którąś z nieśmiałych czwartoklasistek. Ledwo rok temu Aquila cieszyła się na myśl o zimowym spacerze po błoniach, tuż przy skraju Zakazanego Lasu, z Perseusem. Nikt nie mógł ich widzieć, ale to czyniło te chwile jeszcze bardziej magicznymi. Teraz jednak jej kuzyna nie było ani w Hogwarcie ani już w jej sercu. Złość na jego słowa sprawiła, że nawet przy spotkaniach rodzinnych nie odzywała się do niego ani słowem. Niepojętym było jak ktoś taki jak on nie chciał o nią walczyć. W myślach nastoletniej dziewczyny nieszlacheckie nazwisko nie mogło przecież być aż takim problemem...
- Evandro... Ja naprawdę się martwię - przyłożyła dłoń do czoła dziewczyny. - Jesteś kompletnie rozpalona, a Panna Leach na pewno znalazłaby coś co mogłoby Ci pomóc.
Lestrange była jednak nieugięta i ewidentnie nie miała najmniejszego zamiaru skorzystać z pomocy uzdrowicielki w skrzydle szpitalnym. Nawet jeśli było to zwykłe przeziębienie to przy tak bladej i drobnej dziewczynie mogło stanowić ono poważne zagrożenie.
- Och Evandro, naprawdę myślisz, że dostałybyśmy szlaban? - przewróciła oczami. - Przecież jakby się tata dowiedział, że Slughorn dał mi karę to by się wściekł... Myślisz, że Twój ojciec nie? Slughorn nie jest aż taki głupi. Evandro, poza tym... Jakich głupot? Czy ja kiedykolwiek mogłabym zaryzykować dla butelki szampana? - raczej tak.
Aquila nie miała najmniejszego zamiaru w szkole zachowywać się niczym grzeczna dziewczynka. Miała przecież nazwisko, które pozwalało jej na znacznie więcej niż przeciętnemu uczniowi.
- Poczekaj tu na mnie - powiedziała tylko szybko i zanim przyjaciółka zdążyła odpowiedzieć już zniknęła za drzwiami.
Aquila wróciła po kilkunastu minutach niosąc w dłoni wielki dzban parującego naparu z lipy i tacę pełną pieczonych jabłek z cynamonem.
- Masz wszystko wypić i zjeść - położyła kuchenne zdobycze tuż przy łóżku Evandry, a sama bez najmniejszych oporów usiadła obok niej krzyżując nogi i zawijając się w kawałek kołdry. - Jak się czujesz...? I nie próbuj nawet mydlić mi oczu kłamstwami, że nic Ci nie jest.



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black
Re: forbidden things have a secret charm [odnośnik]03.01.21 18:46
Zostawiła ją z retorycznym pytaniem, jakie Evandra skwitowała tylko krzywym uśmiechem. Miała rację, żaden z rodziców nie uznałby swojej pociechy za winną, chcąc bronić swojego dobrego imienia. To przecież niemożliwe, że tak ułożone panny z porządnego domu (także nieletnie!) zorganizowały libację w murach szkoły. Lestrange dostała kiedyś przydługi list od swojej matki, która próbowała wpłynąć na córkę i nieco ją uspokoić; pamiętała tylko jak oblał ją wtedy rumieniec i jak bardzo nie chciała powtarzać tej sytuacji.
Nieobecność lady Black ciągnęła się niemiłosiernie. Dłużące się minuty były istną katorgą, okropne przeczucie, że ten stan będzie trwał wiecznie doprowadziłoby ją do irytacji, gdyby rzeczywiście nie była przeziębiona. Zdjęła z nóg pantofle i wsunęła się pod kołdrę, zatapiając się głęboko w stos poduszek, zakrywając się pościelą po czubek głowy. Zaalarmował ją  zbliżający się ponownie stukot obcasów i szybko odkryła twarz, zerkając z ukosa na Aquilę.
- Bywało lepiej - przyznała, znów przygryzając nerwowo dolną wargę. Za nic w świecie nie umiała pozbyć się tego odruchu, który przecież tak bardzo zdradzał jej zakłopotanie! - Wciąż jest mi zimno i czuję dreszcze. Pokój trochę wiruje, coś kłuje mnie w sercu, a moja regio axillaris zaraz rozsypie się na kawałki, zadając mi wieczne katusze. - Znalazła te słowa w książce, którą znalazła na wózku w szkolnej bibliotece, kiedy towarzyszyła Primrose w poszukiwaniach czegoś dotyczącego transmutacji. Na wierzchu twardej oprawy widniał szkic ludzkiego ciała, co od razu Evandrę zainteresowało i nie omieszkała przewertować kilku stron w poszukiwaniu innych, ciekawszych rycin. Jakiż wielki był jej zawód, gdy okazało się, iż nie ma w niej nic prócz litego tekstu, tabel i kilku wyblakłych obrazków anatomicznych. Zapamiętała tylko te dwa słowa, uważając, że brzmią jak tajemne zaklęcie i na pewno muszą oznaczać coś pięknego. - Spokojnie, przecież żartuję - powiedziała od razu, widząc minę Aquili. - Często łapie mnie osłabienie, muszę je po prostu przeczekać. Jeśli do jutra nic się nie zmieni, to obiecuję, że pójdę do panny Leach. - Wiedziała, że jej nie odpuści i będzie naciskać tak długo, aż Wanda w końcu ulegnie pod groźbą ujawnienia najskrytszych sekretów. Lestrange lubiła się z nią droczyć, obserwować grymas, jaki pojawiał się na jej twarzy, jak ściąga brwi i unosi wzrok, by rzucić tym swoim wyniosłym spojrzeniem. Mnogość zmian była tak fascynująca, że szybko zapominała co tak naprawdę było przyczyną sporu i Evandra obdarowywała przyjaciółkę rozbrajającym uśmiechem.
- No dobrze, a także zjem wszystko - westchnęła z rezygnacją, dopiero teraz spoglądając na przyniesiony talerz i sięgając po jedno z pieczonych jabłek, których słodki smak cynamonu rozniósł się już po całym dormitorium. Poczuła nawet ścisk w żołądku, gdy tęsknym wzrokiem przyglądała się czerwonej skórce zanim uniosła mały kapelusik, by zajrzeć do jego wnętrza. - Oh, są z orzechami, moje ulubione! - Prawdę mówiąc, każde są jej ulubione, jeśli posiadają w sobie odpowiednią ilość cukru. Zdarzało jej się czasem trzykrotnie słodzić herbatę i potrafiła krzywić się przy każdym kęsie niedoprawionych łakoci. Zanim jednak zrobiła pierwszy kęs przesunęła się nieco, zostawiając obok siebie więcej miejsca. - Chodź, na pewno poczuję się lepiej, kiedy będziesz bliżej mnie. - Zatrzepotała rzęsami, wciąż próbując ją udobruchać. - Możesz opowiedzieć mi o wypracowaniu, jakie pisałaś wczoraj do późnych godzin nocnych albo zastanowimy się nad tym, co będziemy robić w Walentynki? - Liczyła na to, że zainteresuje Aquilę romantycznym tematem na tyle, by zapomniała o głupich przekomarzankach. Zbliżający się wielkimi krokami dzień, wobec którego wielu hogwarckich uczniów miało wysokie oczekiwania. Sama zwykle spędzała ten dzień z przyjaciółmi, ciesząc się z wolnego pokoju wspólnego. Przyjmowała drobne prezenty, odpowiadała na nieśmiałe uśmiechy, czasem decydowała się na wspólny spacer po krużgankach, lecz nie było w tej szkole nikogo, kto zainteresowałby ją na dłużej.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: forbidden things have a secret charm [odnośnik]10.01.21 0:44
Słowa Evandry kompletnie ją przeraziły. Nie miała pojęcia czym jest regio axillaris, ale brzmiało to co najmniej tak jakby chodziło o bardzo ważny organ pełniący niezbędne dla ciała funkcję. Aquila o anatomii wiedziała tyle, że "jest". W Hogwarcie nie były prowadzone zajęcia z poznawania ludzkiego ciała, z magii leczniczej, a tym bardziej żadne praktyki nie miały miejsca w skrzydle szpitalnym, a przynajmniej nie dla uczniów szkoły. Blackowie zresztą od zawsze mieli prywatnych uzdrowicieli, więc nauka tego tematu nie miała szczególnego sensu dla dziewczyny. Dodatkowo, ogromne środki jakie przeznaczali na wsparcie Szpitala św. Munga oznaczały tyle, że własnym zdrowiem nie będzie musiała się przejmować, przynajmniej nie na długo.
Otworzyła szeroko usta i wciągnęła głośno powietrze pełna szoku na słowa przyjaciółki, ale ta szybko stwierdziła, że to żart. Może i jej uwierzyła, ale na pewno Evandra mówiła o swoim samopoczuciu znacznie lepiej niż było w rzeczywistości. Aquila była tego całkowicie pewna.
- Evandro, trzymam Cię za słowo. Jeśli tego nie zrobisz to osobiście Cię tam... osobiście każę komuś Cię tam zaciągnąć - powiedziała dumna z wielkim uśmiechem na twarzy.
Gdy przyjaciółka z ekscytacją patrzyła na talerz, Aquila poczuła nawet ulgę. Największe frykasy i najpiękniejsze smaki była w stanie poznać już w siedzibie własnego rodu gdzie każdy posiłek był celebracją formy i treści, ale to jedzenie w Hogwarcie kojarzyło się z przyjaciółmi, z atmosferą zupełnie inną niż ta doświadczana na Grimmauld Place 12. To w Wielkiej Sali mogła wpatrywać się w te same osoby które widywała na herbatkach w pałacach, ale każda z nich wyglądała i zachowywała się zupełnie inaczej, tak jakby zdjęto z jej barków jakiś ciężar.
Usiadła obok Evandry, otulając się jej kołdrą. Przecież mogły pozwolić sobie na bliskość, przecież były tam całkowicie same. Wszystkie koleżanki z dormitorium albo były właśnie w drodze do Hogsmead albo już dawno próbowały nowych smaków czekolady w Miodowym Królestwie.
- Pisałam wypracowanie na eliksiry, więc... - przewróciła oczami. - Już wolę rozmawiać o walentynkach. Wiesz, nie wiem jak spędzę je w tym roku, zawsze wolałam być sama, ale kto wie. Może zaszyję się bibliotece z Primrose albo pójdziemy z Rigelem na herbatę... albo szampana - od lat Walentynki spędzała je z Perseusem.
Teraz jednak jego osoby nie było ani w sercu dziewczyny ani tym bardziej w Hogwarcie. To był pierwszy taki raz, zawsze spędzali ten dzień razem. Nie miała zresztą pojęcia jak będzie się czuć, a jedynie irytowała się na wzniosły nastrój. Od dziecka zresztą miała być przeznaczona jakiemuś lordowi z dobrego rodu, miała urodzić mu dzieci i wieść swój żywot tak jakby to był jej jedyny cel. Nawet jeśli nie chciała się na to zgodzić, nawet jeśli czuła, że została stworzona do czegoś innego, to tak miało się stać i nie wolno było z tym dyskutować.
- A Ty jakie masz plany? Lord Tristan Rosier dalej śle do Ciebie listy? - niemal dało się czuć lekką złość w jej głosie.
Nigdy nie była zazdrosna o to, że to właśnie Evandra dostawała takie listy. Aquila nie miała najmniejszej potrzeby czytać wierszy od wielbicieli, czuć się adorowana albo rozpływać nad ciepłymi słówkami. Zazdrość tyczyła się właśnie o Evandrę i jej szczęście. Zawsze była delikatna i zawsze była silna, a ród Rosierów nie od wczoraj miał łatkę rodu mocnego i twardo stąpającego po ziemi, podążającego wytyczonymi ścieżkami i żelaznymi zasadami. Kto zresztą wiedział co miało się stać w przyszłości? Czy przeszłość i teraźniejszość nie były o wiele bardziej warte poświęconego im czasu?
Temat walentynek, temat miłości i uczucia był silny, ale Lestrange zaproponowała również rozmowy o wypracowaniu, a to mogło świadczyć tylko o jednym. O to mogło świadczyć nawet o wysokiej gorączce, która powodowała u niej halucynacje. Aquila, dalej otulając się kołdrą przyjaciółki, przesunęła się nieco bliżej i przyłożyła dłoń do jej czoła. Była kompletnie rozpalona. Jeszcze to trzepotanie rzęsami.
- Evandro, połóż się, musisz... - niemal siłą przesunęła ją na poduszkę.
Sama siedziała tuż obok, głaszcząc dziewczynę po ramieniu i po włosach. Zasługiwała na spokój i na odpoczynek, na to by poczuć się dobrze i bezpiecznie.
Była piękna.



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black
Re: forbidden things have a secret charm [odnośnik]31.01.21 19:24
Od najmłodszych lat otoczona była uzdrowicielami, którzy dokładali wszelkich starań, by mała, skazana na śmiertelną chorobę dziewczynka żyła jak najdłużej. Serpentyna była bliską przyjaciółką Śmierci i zbierała dla niej sute żniwo, gdy wątłe ciała młodych szlachcianek nie były w stanie poradzić sobie z posiadanym potencjałem magicznym. O ile spotkanie z magomedykiem we własnych komnatach nie stanowiło już dla Evandry wielkiego problemu - wszak był to jej teren! - to na propozycje wizyty w skrzydle szpitalnym reagowała alergicznie. Obietnica złożona Aquili padła tylko dlatego, iż Lestrange szczerze wierzyła, że dnia następnego po gorączce nie będzie już śladu.
Evandra nie miała wielu wątpliwości w kwestii tego, co czekało ją po ukończeniu szkoły, nie dlatego, że w pełni się z tą wizją pogodziła, a dlatego, że… starała się o niej nie myśleć. Małżeństwo jawiło się w jej wyobraźni jako piękny, romantyczny związek dwóch zakochanych w sobie osób, pełen radości, wsparcia i nieprzerwanej miłości. Szanowna pani matka powtarzała, że gdy tylko zyska pewność co do swego wybranka, będzie najszczęśliwszą czarownicą w świecie, a ich miłość rozkwitnie wtedy w pełni. I jak piękna nie była to wizja, tak Evandra wciąż nie była przekonana czy jest gotowa, by podjąć tę najważniejszą w życiu decyzję.
- Lord Tristan Rosier nie ma mnie na wyłączność - odparła dumnym tonem, bo o ile jej myśli stale biegły w kierunku Różanego Księcia, to z biegiem czasu zaczęła dostrzegać, że nie był jedynym, który dostrzegał jej urok, ale i jedynym, który miał odwagę się do niej odezwać. Nie było go jednak na wyciągnięcie ręki, a romantyczna dusza cierpiała okrutnie, nie z rozpaczy, a z niecierpliwości. Nie doceniała szczęścia, o jakie zazdrosna była Aquila, stale chciała więcej, lecz do swoich prób i poszukiwań nie przyznawała się raczej z wielką wylewnością. Wiedziała przecież, że nie pochwaliłaby jej spotkań z Harrym, ani z nikim innym, jeśli nie byłby to szlachetnie urodzony kawaler z domu Salazara.
- Biblioteka? Nuda… - mruknęła, wywracając oczami. Jeśli do tej pory panna Black myślała, że choroba zdążyła postradać Evandrowe zmysły, to mogła mieć już pewność, że ta wciąż była sobą. Pozwoliła przesunąć się na poduszkę, a kolejne kęsy pieczonego jabłka wylądowały w żołądku dziewczyny, wyjątkowo nie krusząc nic na pościel. - Choć jeśli ma sprawić ci to prawdziwą przyjemność, to może zgodzisz się, bym mogła ci towarzyszyć? - Kontynuowała temat oblizując palce w jakże nieeleganckim stylu, zupełnie nie zważając na to, że Aquila chce wysłać ją do snu. Przecież już była w łóżku, to tak, jakby połowa zadania była już za nią, prawda? Uniosła wzrok na przyjaciółkę, zaglądając pytająco do jej zatroskanych oczu. - Przyniosę kwiaty i będę deklamować najpiękniejsze wiersze. Uczcimy ten dzień na sposób uroczysty, bo miłość należy szanować i o nią dbać. - Wyswobodziła rękę spod kołdry i ujęła gładzącą jej ramię dłoń, ściszając swój poważny, acz przejęty głos niemal do szeptu. - ”I cóż ci po­wiem? Że o twych ra­mio­nach w snach i ma­rze­niach, i w my­śli, i w mo­wie, me wier­ne ser­ce roi po­ta­jem­nie… Tak kie­dyś sta­łam w cie­bie za­pa­trzo­na, nie rze­kł­szy sło­wa... Cóż rzec mia­łam - po­wiedz - gdy cała ist­ność speł­ni­ła się we mnie.”



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: forbidden things have a secret charm [odnośnik]04.03.21 22:21
Każdy ród czysty jak łza musiał mierzyć się z chorobami gorszymi niż gorączka albo brodawczak dymny. Choroba Black ujawniła się wcześnie i na szczęście był to jedynie świniowstręt. Evandra zresztą była o wiele trudniejszej sytuacji. Serpentyna wykańczała silniejsze niż ona, a Aquila nie była w stanie wyobrazić sobie momentu, w którym jej przyjaciółka odejdzie. Zawsze w głowie miała przeświadczenie, że to przecież ona umrze pierwsza, Blackowie dożywali średnio 60 roku życia, zachowując krystalicznie czystą krew. Toujour Pour, głosiło rodowe hasło, a ich stan zdrowia obrazował je wyjątkowo dobrze. Póki co jednak nie myślała o śmierci, przecież obydwie były jeszcze takie młode, miały przed sobą wiele wspaniałych lat, które na pewno usłane będą miękkimi płatkami róż i brakiem zmartwień. Tak by chciała.
- Lord Tristan Rosier nigdy mi Ciebie nie ukradnie. Co on ma takiego, czego ja nie mam, hę? - powiedziała dumnie, unosząc wysoko brwi, by naśladować jedną ze swoich ciotek. Wyniosłą i niezwykle wredną kobietę. Evandra przecież nie widywała nikogo innego i na pewno o nikim innym nie myślała. Przecież powiedziałaby to Aquili, wyszeptała na uszko najgorętsze uczucia, jakie mogły drzemać w jej sercu. Black nawet nie chciała zastanawiać się, jak wielką hipokrytką mogłaby się okazać, gdyby jej związek z Perseusem kiedykolwiek ujrzał światło dzienne. Teraz jednak było już za późno. Temat był skończony, a dziewczyna przysięgła sama przed sobą, że nigdy więcej żaden mężczyzna nie zawróci jej tak w głowie.
- Nuda? - odpowiedziała oburzona, unosząc dłoń na gardło, swoją marną grą aktorską udając, że wręcz dusi się tymi słowami. - Nuda?! Evandro, zrzucę to na poczet Twojej gorączki, bo z pewnością nigdy nie powiedziałabyś takich słów głośno, prawda...? Prawda?! - roześmiała się cicho i głową opadła na poduszkę, tuż obok Lestrange. - Możemy pojeździć na łyżwach po Wielkim Jeziorze. Gdybyśmy wybrały się z samego rana, to jeszcze wszyscy będą spali i całe lodowisko będzie należało do nas!
Jej włosy pachniały teraz truskawką, tak świeżą i odżywczą, nawet w lutym. Pachniała, jak środek lata, jak delikatny wiatr i owocowy sad, niczym szarlotka postawiona na oknie, kusząca swym zapachem każdego, kto przejdzie obok. Przez chwilę przybliżyła nos mocniej, chcąc poczuć więcej i mocniej, lecz już sekundy później odsunęła twarz. Kontrolne spojrzenie prosto na zamknięte drzwi, na wszelki wypadek. Były jedynie przyjaciółkami, które odpoczywały razem. Black była przecież dobrą osobą, opiekowała się chorą Lestrange, każdy mógłby to potwierdzić, ale lepiej było zachować tę chwilę prywatności dla siebie. Bez wścibskich oczu gorzej urodzonych panien, które jedynie czekały na moment, by wbić im szpile między żebra.
- Zabierz mnie na wybrzeża angielskie, gdzie przy świecach wsłuchamy się w szum fal, uderzających o strome brzegi klifów. Spraw mi radość, lecz nie tylko wdziękiem twoim, a mądrością, jaką z twych ust zasłyszę - próbowała deklamować, ale już chwilę później szeroko się uśmiechnęła, nie potrafiąc zachować powagi w tej sytuacji. - Ja, lady Aquila Black, niniejszym oświadczam, że Ty, lady Evandro Lestrange... Powinnaś zjeść coś jeszcze - sięgnęła do talerza i chwyciła za jedną cząstkę pieczonego jabłka, oprószonego cynamonem. - Albo ja to zjem - wyszeptała teatralnie i złapała kawałek między zęby, szczerząc się dalej niczym krnąbrne dziecko, liczące, że wykręci najbliższym jakiś numer. Wciąż jednak czuła ciepło gładkiej dłoni przyjaciółki, która teraz trzymała jej palce. Aquila spojrzała jeszcze w dół, przejeżdżając kciukiem po jej chudych kostkach nadgarstka. Kruchych i delikatnych.



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black
Re: forbidden things have a secret charm [odnośnik]26.03.21 10:23
Na festiwalu hipokryzji pokaz fajerwerków, obserwatorami nieme duchy, które z politowaniem kiwają głowami. Przyjaźń w szlacheckich kręgach rządziła się własnymi prawami. Mimo obietnic licznych deklaracji szczerości, kłamstwa wciąż między nimi przenikały. Evandra zdawała sobie sprawę z tego, że nie wszystko jej mówiono, ale czy wyrzuty przyniosłyby jakąkolwiek zmianę, inną od dalszych złości?
- Dlaczego sądzisz, że ma coś, czego ty nie masz? - zachichotała rozbawiona dumną postawą panny Black. Zawiesiła przydługie spojrzenie na twarzy przyjaciółki, wahając się nad doborem kolejnych słów, decydując się na spokojniejszy ton. - Boję się, że ktoś podejmie decyzję za mnie. - Czy kiedykolwiek wcześniej o tym rozmawiały, na poważnie, bez żartobliwych uśmiechów? - Od zawsze wiedziałyśmy, że po wejściu w dorosłość zaczną otwierać się przed nami kolejne możliwości, lecz rzeczywistość przekracza wszelkie oczekiwania. Podczas sabatu poznałam wiele inspirujących osób i tak bardzo tęskno mi do nich, do poznania ich i odkrycia co mają do zaoferowania. - Wcześniej bardzo chciała, by lord Tristan Rosier był tym jedynym, ale z każdym dniem coraz bardziej pragnęła dowiedzieć co (i kto!) było jeszcze przed nią skrywane. - Czy wiedziałaś, że kawalerowie niewiele przed trzydziestym rokiem życia nie wyglądają na obrzydliwie starych? Albo że nie brakuje im ogłady, jakiej próżno szukać u naszych rówieśników, a także nie płoną rumieńcem, gdy w tańcu przyjdzie im podejść bliżej i ułożyć rękę w talii? - Nie składała sobie beznadziejnych obietnic, a bynajmniej nie takich, które miały pozbawić jej życie miłości. Nie pozwoliła, by ktokolwiek dostrzegł jej smutek, gdy przed dwoma laty przyszło rozstać się z chłopcem, któremu pozwoliła zawładnąć swoim sercem. Nie było na to lepszego lekarstwa, niż kolejne sympatie.
- Tylko jeśli zaczaruję swoje łyżwy - mruknęła, wywracając oczami. - Chyba że masz w sobie takie pokłady cierpliwości, by nauczyć mnie podstaw. - W dzieciństwie, gdy chciała uczyć się jazdy na łyżwach, panna Rogers wyrażała kategoryczny sprzeciw, opowiadając okrutne historie, jakie miały Evandrę odstraszyć od sięgnięcia po narzędzie zbrodni. Historią, jaka najbardziej zapadła jej w pamięć, był upadek jednej z panien, która straciwszy równowagę wyciągnęła się jak długa na tafli lodowiska. Nadjeżdżający z przeciwnej strony nie dostrzegł upadającej i szybkim ślizgiem łyżew obciął biedaczce wysunięte palce u dłoni. Panna Lestrange mogłaby przysiąc, że w opowieści tej pojawiał się okrutny mugol, atakujący bezbronną szlachciankę, lecz sama nie dawała jej tyle wiary, co przed laty. Dziś jej serce wciąż czasem krwawiło nie z powodu obciążenia chorobą, a przez braki w umiejętnościach spowodowanych strachem przed nią. Kim by dzisiaj była, gdyby traktowano ją tak, jak rówieśników?
Z uniesionym na twarz przyjaciółki wzrokiem uśmiechnęła się, kiedy ta podjęła tę luźną improwizację i wysunęła własną propozycję. Już miała odpowiedzieć, pociągnąć to dalej, oczarowując zarówno wdziękiem, jak i wspomnianą przez Aquilę mądrością, lecz powracające jabłka grały tu dziś pierwsze skrzypce.
- Więc jedz! - zaśmiała się na ciche chrupnięcie posypanego cynamonem jabłka. Przeniosła spojrzenie błękitnych oczu na ich dłonie, teraz już splatając ze sobą palce. Nie miała pewności czy rozchodzące się po ciele ciepło było sprawką ciężkiej pościeli, czy też w innym miejscu należało się doszukiwać jego źródła, lecz zamiast oddać się analizie, walczyła z kuszącą ją myślą. Całun teatralności opadł bezwiednie na podłogę dormitorium, zepchnięty w kąt ustąpił, odkrywając skrywaną tajemnicę.
- Oh Aquilo, czy wspominałam ci kiedyś, że marzyłam, byśmy kiedyś zamieszkały we wspólnym domu? - spytała cicho po krótkiej chwili, gdy wzrokiem przesuwała po bladych knykciach, licząc znaczące je bruzdy. - Mogłybyśmy spędzać razem wszystkie dni. Tak jak dziś dzielić smutki i radości, ale i uniesienia serca, wyobrażasz sobie? - mówiła dalej aksamitnym szeptem, jakże niewinnie i subtelnie kusząc roztaczanymi wizjami. Czy bezczelnie wykorzystywała swój chorobowy stan, jak i opiekuńczość Aquili? Przecież nie mogła jej teraz zostawić ani opuścić. Nie mogła się odsunąć i uciec, nie kiedy tak bardzo jej teraz potrzebuje. - Mogłabym przysiąc, że dbać będę, by moc naszej więzi pozostawała wciąż wielka, czyniąc ją nierozerwalną. - Rzuciła Aquili jedno z tych spojrzeń, które miała zarezerwowane tylko dla niej, przepełnione dobrocią i czułością, skropione ekstraktem tęsknoty. Co się za nim kryło? Kącik ust półwili uniósł się nieznacznie w skrywanym uśmiechu.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: forbidden things have a secret charm [odnośnik]23.05.21 14:30
Przecież to było jasne, że Tristan Rosier miał coś, czego Evandra nigdy nie mogłaby w niej dostrzec. Czy to kwestia rozpoetyzowanych treści listów, jakie słał do niej, a może spojrzenia czy jakiejś podłej wyniosłości jaka stała za tym strasznym nazwiskiem? Zakorzeniona w Aquili od dziecka nienawiść względem Rosierów, utrzymywała się bez ani chwili zwątpienia. Skoro walczyli przeciwko Blackom, to jak inaczej miałaby o nich myśleć, niż jak o ludziach niewartych troski, pozbawionych wszelkiej ogłady i skrajnie manipulatorskich. Adorator przyjaciółki reprezentował wszystkie te cechy, a teraz dodatkowo próbował zabrać Lestrange do siebie, tak jakby mu się należała. Była dla niego zwyczajnie za dobra, Evandra o wiele lepiej z pewnością czułaby się na Grimmauld Place. Przecież mogła poślubić Cygnusa, albo nawet Alpharda i już zawsze być obok. Przemilczała pierwsze pytanie, jednak drugiego nie mogła już zignorować. - Przecież jesteś ulubienicą rodu, kochana. Na pewno nikt ci nic nie każe... - powiedziała głosem dość twardym, uśmiechając się szerzej. Aquila nie miała prawa wiedzieć jednak jak będzie, z czego zresztą zdawała sobie sprawę. Evandrę mogli oddać dla celów politycznych. - Twój nestor na pewno nigdy nie pozwoliłby, abyś cierpiała... Oni naprawdę chcą dla nas dobrze - nawet jeśli wybierają mężów skrajnie pozbawionych dobrych cech. - Masz dopiero siedemnaście lat. Masz jeszcze czas, kochana... Będzie przed nami tyle balów i sabatów, oh... Nie mogę się już doczekać tych wszystkich rozmów przy szampanie i rozmyślań nad przyszłością i przeszłością - Black przekonana była, że w końcu znajdzie sobie partnerów do rozmowy, z wiedzą co najmniej taką jak posiadała ona. W Hogwarcie oczywiście był klub dyskusyjny, było koło historyków, ale to nie to samo, co poważne rozmowy na najwyższym poziomie, w otoczeniu czcigodnych szlachciców i z odpowiednim nazwiskiem. Zmarszczyła brwi na kolejne słowa. - Przecież oni są od nas prawie dwa razy starsi... To trochę dziwne - przewróciła oczami, chociaż z drugiej strony... Chłopcy w jej wieku wydawali się tacy strasznie niedojrzali... A może to nie była wina wieku, a po prostu wina chłopców? - Ja też nie płonę rumieńcem, gdy kładę rękę na twojej talii! - powiedziała dumna, robiąc dokładnie to, aby udowodnić, jak jej blada twarz nie przybiera żadnej barwy. Oczywiście wystarczyło ledwo rzucić okiem, aby dostrzec delikatne różowe wypieki na policzkach. - Nauczę cię pod dwoma warunkami. Jeśli zjesz więcej - podsunęła talerz wypieków prosto pod nos blondynki. - A potem wyzdrowiejesz. Łyżwy są cudowne... - rozmarzyła się na myśl o porannej jeździe prosto po zamarzniętym Wielkim Jeziorze. Zimowy wschód słońca, gdy obserwować będą mogły nad horyzontem, jak powoli barwy zmieniają się z szarych na różowe, pomarańczowe i błękitne. Magiczny moment, którego nikt nigdy nie zamknął w butelkę. - Powiem Demelzie, że będziemy potrzebować gorącej czekolady. Mieszka niedaleko kuchni, więc nie będzie dla niej problemem, by ją nam donosić - Black rozmarzyła się, opierając mocniej o łóżko. Lestrange nie mogła sobie pozwolić na upadek i pokiereszowanie kruchych kości. Na to istniało jednak kilka sposób. Kwestia transmitowania lodu, chociaż dziewczyna nawet nie czuła się na siłach, aby samodzielnie dokonać takich zmian na Wielkim Jeziorze. Co jeśli tafla się przełamie i wpadną do lodowatej wody? Istniał jeszcze drugi sposób. - Przewiążemy ci poduszki wokół łokci, kolan i, no wiesz, tyłu - wypuściła talię przyjaciółki z objęcia, dopiero orientując się, że wciąż trzyma tam dłoń. - I nic ci nie będzie - Black po prostu zamierzała zawierzyć transmitowanie tafli lodu na jeziorze komuś, kto faktycznie zna się na transmutacji, tak aby na pewno nic nie stało się Evandrze. Aquila nie bała się siniaka, te zawsze schodziły, chociaż nie wyglądały zbyt ładnie, a przecież na pewno nie stałoby się jej nic aż tak złego. Była odważna! O wiele bardziej odważna niż przeciętny, okropny gryfon. Takich brakowało wśród porządnych szlacheckich rodów. Żaden Black tam nie trafił i nigdy nie trafi. - Też bym tego chciała - odpowiedziała ściszając głos na wspomnienie o wspólnym domu. - Wyobrażasz sobie żyć razem na Grimmauld Place? Gdy będziemy dorosłe - Lestrange już była, Black brakowało jeszcze dwóch miesięcy - to mogłybyśmy chodzić do wspaniałych restauracji, odwiedzać najlepsze sklepy. Dom Mody Parkinson! Oh, tak bardzo bym chciała, byś zawsze była przy mnie i... - rozmarzyła się, rozgadując tak, że ciężko było powstrzymać jej trajkotanie. Typowe dla Aquili, gdy mówi o czymś, co jest szalenie interesujące lub angażujące. - ...i byś nigdy mnie nie zostawiła - ciemne źrenice podążały spojrzeniem za błyskiem w oku Evandry. Czy ona w ogóle zdawała sobie sprawę, jak wiele znaczyła, jakie uczucia wzbudzała i co drzemało w Aquili, pod powłoką lady z domu Black? Wzrok spuściła w dół, skupiając się na kruchej dłoni dziewczyny, którą teraz głaskała palcami, chwilę potem zaplatając je wokół jej palców. Jak cudownie, że były kobietami i mogły pozwolić sobie na takie gesty wobec siebie. Przecież mogły być romantyczkami, to leżało w ich naturze. Mogły być blisko i czerpać radość ze swojego towarzystwa. Czyż między tak bliskimi przyjaciółkami to nie było normalne? Nigdy nie mogło się skończyć, przecież były nierozłączne.



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black
Re: forbidden things have a secret charm [odnośnik]01.06.21 23:34
Uśmiechnęła się szerzej i skinęła tylko głową. Dziewczęce, niewinne marzenia wciąż przez nie przemawiały, mimo rychłego zakończenia wieku dzieciństwa. Nieuchronnie wkraczały w dorosłość, zupełnie nie spodziewając się rzeczywistości, z jaką miały się zmierzyć.
- Czas, też mi na nim zależy - zgodziła się z przyjaciółką. - Chciałabym jak najdłużej korzystać z okazji do nieskrępowanej radości z życia. Później będą już tylko obowiązki, a od tych zamierzam trzymać się z dala!
Rozbawiona przyjrzała się badawczo jasnej twarzy Aquili, poszukując oznak rumieńców. Skinęła głową z miną znawcy, bo nawet, jeśli dostrzegła różowe wypieki, nie dała tego po sobie poznać. - No tak, ale tu chodzi też o coś więcej, a nie zwyczajną, posągową twarz. - Wsunęła dłoń między nie, by ułożyć palce na talii Black. - Ja chcę, by tak objął mnie wpół, przyciągnął do siebie, o, w taki sposób, po czym spojrzał głęboko w oczy i nie będzie musiał nic mówić, bo bez słów zrozumiem, co do mnie czuje. - Przedstawiała kolejne kroki, pełna powagi i przejęcia, nie odwracając wzroku od jej błyszczących oczu, by zaraz ściszyć głos niemal do szeptu. - Czasem wśród takich, zamiast delikatnych objęć i czułego spojrzenia, można zastać władczy wzrok oraz siłę, które wzbudzają wątpliwość, a nawet lęk, ale straszniejszy okazuje się być ogień, który każe wołać o więcej. I wreszcie zaczniesz zadawać sobie pytanie co jest gorsze, on czy twój żar. - Zainspirowana była naturalnie jednym ze swych ulubionych romansideł, po jakie zaglądała do szkolnej biblioteki. Podczas gdy Primrose sięgała do nich skrycie, Evandra nie wstydziła się, że w jej karcie widnieją głównie pozycje z transmutacji, historii magii i romansów właśnie.
Wypuściła ją z objęć, by ponownie przyjąć talerz pełen wypieków i nieco niechętnie sięgnąć po kolejne słodycze. - Niech będzie, ale jeśli po tym łasuchowaniu tafla jeziora się podemną załamie, to nie wybaczę ci tego do końca życia! Poza tym, to świetny pomysł. Miło ze strony Demelzy, że chce tak pomagać, jest bardzo uczynna. Czy Puchoni dostają za to dodatkowe punkty? - dopytała teatralnym szeptem, śmiejąc się z własnego żartu. Posłała przyjaciółce pocałunek w powietrzu, nie chcąc znaczyć jej policzka cukrem z pochłanianych dalej jabłek. - Jestem zwinną tancerką, więc o mnie się nie martw! Nie chcę wyglądać jak pacjenci z oddziału urazów magipsychiatrycznych. - Jako że przez całe dzieciństwo starano się ją uchronić przed wszelkimi upadkami, zranieniami, czy jakimkolwiek nadmiernym wysiłkiem, półwila chętnie uczyła się nowych aktywności, jakich wciąż miała niedosyt. W lecie podjęła pierwsze próby pływania i przy asyście brata starała się utrzymać na wodzie, a jak się okazało, miała do tego wrodzony talent.
- Cóż to za głupstwa wygadujesz, najdroższa przyjaciółko? - spytała, siląc się na poważny ton, choć nie udało jej się ukryć powstałego rozbawienia. - Zamieszkamy w Thorness Manor. Piaszczyste plaże, rozległe morze, wypoczynek z piknikiem, tomikiem poezji. W Londynie możemy bywać, a jakże! Wiesz, że nigdy nie odmówię nowym pantoflom... - Tym razem posłała jej uśmiech, nieco mocniej ujmując dłoń, z którym splotły się palce.
- Kocham cię, Aquilo Black i możesz być pewna, że nigdy, pod żadnym zaklęciem, cię nie zostawię - wypowiedziała słowa uroczystej obietnicy, święcie wierząc, że stanie się jej zadość i że w przyszłości, nawet jeśli będą miały swoich mężów, ich przyjaźń przetrwa, wiecznie silna. Nie powiedziała jej jednak o tym, że skrycie marzyła, by żaden lord jej nie ukradnie.
Uczucie, jakim ją darzyła, było specyficzne, jakże różne od innych więzi, jakie miała z Primrose czy Rigelem. Łaknęła jej przyjaźni, potrzebowała jej, także po to, by błyszczeć. To dla niej zapisała się na dodatkowe zajęcia z historii magii, mimo iż początkowo wcale jej nie interesowały. Zawsze proponowała spacery w ulubione miejsca i starała się zabawiać ją ciekawymi anegdotami oraz zagadkami, podczas których Aquila mogła zabłysnąć swoją błyskotliwością, bo uwielbiała patrzeć jak pełna przejęcia opowiadała o znanych sobie arkanach. Czasem specjalnie wysuwała kilka kosmyków z równo upiętych włosów, by Black odgarnęła je z uśmiechem, ale tak przecież wyglądała ich przyjaźń, przecież były nierozłączne.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: forbidden things have a secret charm [odnośnik]18.06.21 21:19
Obowiązki w końcu miały dopaść je obydwie, ale póki mogły cieszyć się nieskrępowanie swoją obecnością, gdy jedynym obowiązkiem było odrobienie pracy domowej z eliksirów (często zrzucanej na kogoś innego, aby nie przemęczyć się, ponadto ile było konieczne). Cudownie było patrzeć na Evandrę, gdy na jej barkach nie leżało nic. Teraz musiała jedynie wyzdrowieć, a to przecież miało nastąpić szybko, o ile nie chciała być zaciągnięta siłą do skrzydła szpitalnego, żeby jak najszybciej zaopiekowała się nią panna Leach, nawet jeśli nie budziła pełnego zaufania uczennic domu Slytherina. - Kochana, zawsze będziesz mogla z niej korzystać. Radość życia na pewno nie odchodzi z obrączką! Na pewno! Prawda? - roześmiała się, opierając całe ciało na łóżku, tak aby rozluźnić każdy mięsień i móc zwyczajnie delektować się towarzystwem Evandry. Aż ciężko było uwierzyć, że jeszcze chwila i skończą szkołę. Że na zawsze cudowne czasy gdy obok była Primrose, Odetta, Calypso, czy nawet Isabella, odejdą na zawsze. Każda miała swoje plany i każda zamierzała ruszyć winnym kierunku, lecz nikt nie mógł spodziewać się, jaka dokładnie przyszłość czekała na takie jak ona. Miały pozostać damami z dobrych rodów i wyjątkowo mocno wierzyła w to, że ich życie będzie świetlane. Obserwowała dotyk jak czuła na swoich biodrach i w talii, obserwowała spojrzenie Lestrange, które było tak codzienne i tak inne. Wtem niespodziewany skurcz pod brzuchem, brzmiący zupełnie inaczej. Nie odsunęła się jednak nawet na milimetr, przestając jednak słuchać jej słów. Cóż miało miejsce? Evandra czarowała zawsze, jednak uczucia, które wywoływała, za każdym razem były inne. Czy mogła się nad tym teraz zastanawiać, czy należało się temu po prostu oddać? Zmarszczyła brwi, obserwując przyjaciółkę. Ciepło roznosiło się od głowy Aquili i biegło prosto do palców Evandry. Czy to zapach jabłek? Słodki cynamon czuła na języku, lecz to nie on... Nie on, na Merlina, nie on odpowiadał za to uczucie. Wdech i wydech, a uczucie nie ustępowało. - Ja - chrząknęła, czując, jak glos przez chwilę ugrzązł w jej gardle. - Ja wolę mężczyznę, który będzie pragnął mnie takiej, jaką jestem i będzie mnie szanował i kochał - skomentowała krótko, bo z nich wszystkich, to ona była najmniej romantyczna. Nie zajmowała się powieściami, przy których rumieniła się zarówno Evandra, jak i Primrose. Nie pragnęła wielkich romansów i dziwnego uczucia w lędźwiach. Chciała być sobą i chciała mieć to co ma. A miała Evandrę. Teraz zaś mogły leżeć na jej łóżku, wypatrując swoich spojrzeń i pozwalając sobie na uniesienia, których nigdy by się nie pozbawiły. - Prawdopodobnie tak - potwierdziła na pytanie o Puchonów. Miało to w końcu sens. - Oh, przestań. Jesteś lekka niczym piórko. Mogłabym cię podnieść tu i teraz i nawet bym nie poczuła! Wydaje mi się, że oni mają jakieś zadania od opiekuna względem usługiwania innym. To miało by sens - i naprawdę szczerze w to wierzyła. Wszyscy wiedzieli, że najlepsi czarodzieje trafiali do Slytherinu i do Ravenclaw. Hufflepuff słynął z lojalności i takich ludzi też potrzebowali na niższych stopniach, zaś Gryfoni... Gryfoni mogli wykopać sobie dół, położyć się w nim i czekać aż wszyscy o nich zapomną. Oparła dłoń o dłoń przyjaciółki, nie odrywając spojrzenia. Gładka skóra jej palców i bladość lica już na zawsze miały zamieszkać w głowie młodej lady Black, starzejąc się jedynie z gracją. Opowiadała tak pięknie o Thorness Manor, chociaż Aquila zdecydowanie bardziej widziałaby je dwie przy Grimmauld Place 12, to jednak warto było dać się unieść tym rozważaniom. Splotły ze sobą palce, niemo przysięgając, że nigdy siebie nie zostawią. - A ja kocham cię, Evandro Lestrange i wiedz, że nic nigdy tego nie zmieni - nie wypowiedziała więcej, zbliżając czoło do jej czoła. Uczucie było różne, a jednak takie samo. Niespodziewane i niezrozumiałe, bo nikt tego nigdy nie wyjaśnił. Przecież były przyjaciółkami, dlaczego więc względem Primrose czuła się inaczej? Były stworzone dla siebie, rozumiejąc się bez słów. Specjalnie to z nią siedziała na dodatkowych zajęciach z historii magii, by Evandra mogła nadążyć za materiałem. Opowiadała jej o zakamarkach i niemal nieodkrytych częściach historii czarodziejów, gdy tylko zostawały same na spacerach. Uwielbiała patrzeć na zafascynowane spojrzenie półwili, pewna, że wzrok ten nigdy nie ucieknie. Odgarnęła jeszcze kosmyk włosów z twarzy Lestrange, który leżał tam zupełnie nieświadomy swojego położenia. Ale tak przecież wyglądała ich przyjaźń, przecież były nierozłączne.

ztx2



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black
forbidden things have a secret charm
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach