Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Przedsionek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 10, 11, 12
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Przedsionek   05.08.15 16:06

First topic message reminder :

Przedsionek

Z zewnątrz budynek przypomina odrapaną starą chatę, wątłe drewniane drzwi niewątpliwie nie są skuteczną ochroną przed złodziejami - prowadzą do nich trzy lekko spróchniałe schodki. Przez otwarte okno wiatr wypycha pożółkłą firankę splecioną z bluszczem, a wokół roztacza się mało przyjemny zapach zgnilizny...

Wewnątrz przedsionka miejsca znajduje się niewiele  - a większość zajmuje miękkie legowisko trolla będącego strażnikiem tego miejsca.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Eir Goyle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4853-eir-goyle https://www.morsmordre.net/t5088-do-eir https://www.morsmordre.net/t4873-eir#105642 https://www.morsmordre.net/f329-grimmauld-place-4-2 https://www.morsmordre.net/t4874-skrytka-bankowa-nr-1246#105646 https://www.morsmordre.net/t5386-eir-goyle
Zawód : trucicielka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
nierozumni
niestali
bez serca
bez litości
OPCM : 1
UROKI : 1
ELIKSIRY : 31
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Przedsionek   14.06.18 0:59

| strzelam, że 26 sierpnia?

Wiedziała, że się potknie, popełni błąd, ale czuła znacznie silniejszą potrzebę zaimponowania samej sobie, udowodnienia, że mimo swojego stanu potrafi dopełnić obowiązków. Poprzednia próba ustabilizowania skażonej aury sklepu z truciznami zakończyła się fiaskiem, objawiającym dla niej tylko lekkim bólem, który wtedy nie zwiastował niczego złego. Tym razem wolała uniknąć jakichkolwiek komplikacji, chociaż znała swoje położenie względem. Jednym słowem – pchała się w kłopoty jak dziecko widzące słodką chatkę z piernika. Gdzieś z tyłu głowy słyszała wyraźny ostrzegawczy skowyt, ale oczy łakomie sięgały celu. W tej zażartej bitwie wygrała jedynie panika i nakazała jej wypić eliksir, chociaż Cassandra wyraźnie wskazywała w liście, by przyniosła go do niej i dopiero wtedy, za jej poleceniem, przyjęła odpowiednią dawkę. Po raz kolejny się sparzyła.
Fiolki znów zaatakowały – prawdziwe deja vu – i znów rozbryzgnęły się na ich ciałach. Zdążyła ledwo osłonić się przed nimi, w wyuczonym odruchu przykrywając jedną dłonią brzuch, a drugą swoją twarz. Szkło niemal od razu stopiło się pod wpływem uwolnionego eliksiru, śmiercionośna mieszanka naruszyła na szczęście tylko skórę ramion, przeżarła się przez grubszą okrywę skóry, plamiąc poharatany rękaw szaty szkarłatem. Skurcz w podbrzuszu był tak nagły i tak silny, że straciła na dłuższą chwilę kontakt ze światem. Jakby ktoś zamknął słoik z nią w środku. Niby czuła, że Cassandra złapała ją za ramię, słyszała jakieś przebłyski tonów jej kojącego głosu, ale nie była świadoma słów, które wypowiadała. Nogi zrobiły się jak z waty, ledwo kroczyła za przyjaciółką. Mętny, rozbiegany wzrok w końcu się na niej zogniskował. Razem z kolejnym skurczem, tym razem mocniej wyczuwalnym, bardziej realnym. Zacisnęła zęby, dusząc w sobie bolesny krzyk.
Morgano – jęknęła ledwie. Niezwykle trafna uwaga o nowonarodzeniu wydawała jej się tak odległa. To nie był czas. Skrupulatnie liczyła dni, które zostały do porodu, nauczona przeżyciami przy swoim pierwszym dziecku. Pozostały jej niecałe dwa tygodnie. To przecież tak niewiele. Zaledwie chwila w przeciwieństwie do tego, ile już minęło. – Został w domu. Wzięłam… spanikowałam, wzięłam małą porcję, sądziłam, że mi nie zaszkodzi. Bałam się o nie po ostatniej próbie – szybko zsynchronizowała krok z Cass, pomogło jej to w nakierowaniu swoich myśli na to, co było w tej chwili najważniejsze. Czujnie wypatrywała znajomych granic, wiedząc, że kiedy usiądzie, odpocznie, poczuje się lepiej. I dokładnie w momencie, gdy o tym pomyślała, poczuła mknące po nogach ciepłe strużki. Możliwości były dwie. Albo krew. Albo płyn chroniący jej dziecko. Spojrzała przerażona na Cassandrę, nie zatrzymała jednak ich kroku. Wręcz przeciwnie, przyspieszyła. – Odeszły mi wody. Nie do końca.
To brzmiało w jej ustach wręcz groteskowo, ale ostatnią rzeczą, jakiej by się w tej chwili podjęła, było zanoszenie się śmiechem. Odchodzące wody zawsze był zwiastunem tylko jednego. O możliwości uchodzącej z niej krwi nawet nie chciała myśleć.
Cass, ja nie mogę rodzić. Jeszcze nie teraz, to za wcześnie! – wyznała drżącym głosem, kiedy obie przekraczały progi lecznicy. Kątem oka dojrzała Umhrę, jednym uchem usłyszała jego niepokojące mruczenie.




Powiedz ty mi, kości biała,
Kto cię więził w mrokach ciała,
Kto swój los na tobie wspierał,


Kiedy żył i jak umierał?

Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 https://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 https://www.morsmordre.net/t2811-skrytka-bankowa-nr-3#45477 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Zawód : Szeptucha
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
methinks i see... where? - in my
mind's eyes
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 8
LECZENIE : 30
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 8/34
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Przedsionek   22.07.18 16:51

Kiedy usłyszała, że odeszły jej wody, momentalnie przeniosła spojrzenie na jej spódnicę, wypatrując oznak czerwieni: Cassandra również została ranna, ale w jej stanie nic jej nie groziło, ciąża była w początkowym stadium, dziecko było dobrze chronione. Nie można było tego samego powiedzieć o Eir. Nie zobaczyła jednak krwi, więc stan nie był dramatyczny: albo to rzeczywiście były wody albo krwi było bardzo mało - niebawem się przekona. Uścisnęła dłoń przyjaciółki mocno, chcąc dodać jej otuchy, szczęśliwym trafem przekraczały już próg jej lecznicy. Od odejścia wód do samego porodu nie raz mijało dużo czasu, mogły się na spokojnie przygotować. Najważniejsze to zachować spokój - ale nie mogła oczekiwać tego od przyszłej matki. Skinęła głową, spokojnie, jakby nic się nie działo: brak eliksiru był niepokojący, stan dziecka był niepokojący, ale Cassandra nie zamierzała o tym mówić Eir - alchemiczka potrzebowała teraz zapewnienia, że wszystko jest dobrze. I komfortu, psychicznego i fizycznego -  w takim stopniu, w jakim była w stanie jej go zaoferować. Przyjście na świat dziecka to celebracja życia, ze wszystkich rytuałów, jakie regularnie wykonywała z lecznicy, ten jeden nigdy nie stracił swojej magii. Bo nigdy nie był taki sam - za każdym razem na świecie pojawiał się nowy, wyjątkowy i niepowtarzalny młody człowiek.
- To tylko dwa tygodnie, Eir - odpowiedziała spokojnie, mijając Umhrę - i zapraszając Eir głębiej, do najbardziej wyizolowanej suszarni, gdzie mogła mieć gwarancję prywatności. Nigdy nie pozwoliłaby jej przechodzić przez poród w towarzystwie liżących u niej rany nokturnowych zbirów - obcym kobietom pozwalała na to tylko wtedy, kiedy nie miała wyboru. - Dwa tygodnie to tyle, co nic - Tak naprawdę zależało to od stanu dziecka, jego rozwoju, zbyt długo nie widziała Eir, nie kontrolowała jej stanu przez ostatnie dni, nie wiedziała, jakie mogą być potencjalne konsekwencje przyśpieszenia porodu w ten sposób - brakowało jej badań. Ale miała wiedzę i doświadczenie, które pozwalały jej założyć, że nic złego stać się nie musiało. Ryzyko wolała odłożyć na bok, nie wleją wód z powrotem do jej brzucha - a Eir przede wszystkim musiała poczuć się pewniej. - Jestem tutaj - przypomniała jej, sytuacja byłaby znacznie gorsza, gdyby Eir była w towarzystwie kogokolwiek innego. Cassandra potrafiła się nią zająć. - Niczym się nie martw - Zaprowadziwszy ją do odrębnego pomieszczenia, zwinęła koce na jedną pryczę, ścieląc przyjaciółce miększe posłanie - po czym pomogła jej na nim spocząć.
- Czujesz już ból? - zapytała, nie puszczając z uścisku jej ramienia; Eir nie rodziła przecież po raz pierwszy, znała symptomy i bez wątpienia potrafiła rozpoznać skurcze. Żałowała, że Lysandra spała - nigdy nie widziała porodu, a jej pomoc byłaby bezcenna. Musiała jednak poradzić sobie sama. Przesunęła uścisk niżej, w końcu przykucnęła przy niej i zsunęła z jej stóp trzewiki, potrzebowała więcej komfortu. Nie miała czasu, uniosła różdżkę, by cichym accio przywołać wiadro z wodą, a kolejną formułą - zagotować ją. Następnym zaklęciem przyciągnęła ku sobie szmaty i ręczniki, których gałgany rzuciła nieopodal pryczy.





bo ty jesteś
prządką


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Przedsionek   22.07.18 16:51

The member 'Cassandra Vablatsky' has done the following action : Rzut kością


'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Eir Goyle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4853-eir-goyle https://www.morsmordre.net/t5088-do-eir https://www.morsmordre.net/t4873-eir#105642 https://www.morsmordre.net/f329-grimmauld-place-4-2 https://www.morsmordre.net/t4874-skrytka-bankowa-nr-1246#105646 https://www.morsmordre.net/t5386-eir-goyle
Zawód : trucicielka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
nierozumni
niestali
bez serca
bez litości
OPCM : 1
UROKI : 1
ELIKSIRY : 31
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Przedsionek   09.09.18 22:10

Hjall przyszedł na świat z wielkim oczekiwaniem i znacznie większym strachem - wyuczone zasady, które wpoili jej rodzice, nałożyły na nią ogromną odpowiedzialność. To musiał być syn, w innym wypadku zostałaby potraktowana z pogardą przez teściów i najprawdopodobniej przez samego Cadana. Wtedy tak sądziła, bo małżeństwo z nim nadeszło nagle, nie zdołali się dobrze poznać, a Hjall nie narodził się z miłości. Narodził się z poczucia obowiązku swoich rodziców, a uczucie, jakie żywili wobec siebie, nadeszło później. Drugie dziecko miało już nadejść w zupełnie innych okolicznościach, wierzyła, że była na nie przygotowana lepiej niż na Hjalla - nie tylko fizycznie, bo jej ciało znało ten stan doskonale, ale też mentalnie. Marzyła o córce. Drugim synem nie pogardziłby Cadan.
W pierwszej chwili zaatakowała ją panika, co teraz, kiedy siła skurczu zaczynała spadać, wydało jej się zupełnie normalne. Odwzajemniła uścisk przyjaciółki, próbując opanować oddech. Udało jej się to, kiedy dotarły razem do suszarni. Zapach ziół, które świetnie znała ze swojej pracowni, uspokoiły ją na tyle, że zaczęła myśleć na trzeźwo, bez paniki.
Ufam ci – odparła z lekkim, osłabionym uśmiechem, kiedy siadała z jej pomocą na pościelonej pryczy. Nie potrzebowała więcej. Przetrwa, przecież tyle jest już za nią. Naprawdę ufała Cassandrze - jeśli ona mówiła, że dwa tygodnie to nic, to chciała w to wierzyć. Oczywiście, że wątpliwości podgryzały jej kostki, ale nie chciała ich do siebie bliżej dopuszczać.
Skurcz znów ją złapał. Stęknęła z bólem i oparła się prostymi ramionami z tyłu, żeby stworzyć wygodniejszą pozycję nie tylko dla siebie, ale i dla dziecka. Nie mogła dotknąć swoich łydek, ale wciąż mogła objąć je wzrokiem – nie było krwi, to było pewne. Mogła ze spokojem odetchnąć, choć przecież to dopiero początek. Musiała uzbroić się w cierpliwość. Panika mijała, oddając miejsce skupieniu i przygotowaniu do nadchodzących chwil. Chwil przepełnionych ogromnym bólem.
Nie aż tak bardzo – powiedziała na wydechu, który od razu zmusił ją do wzięcia w płuca więcej powietrza. Obserwowała Cass. – To przyjdzie szybciej, prawda? Szybciej niż poprzednio – jeden poród był za nią, ale to nie znaczy, że była gotowa na to, co przyniesie drugi. Każdy przypadek niósł za sobą powiew doświadczenia i kaprysu losu. – Nie pisz tylko do Cadana.
Zmarszczyła lekko brwi, jakby obawiała się, że jej słowa zostaną potraktowane opacznie. Nie chciała go informować, dopóki wszystko nie przebiegnie zgodnie z planem.
Planem, który zakładał jeden cel – urodzić zdrowe dziecko.




Powiedz ty mi, kości biała,
Kto cię więził w mrokach ciała,
Kto swój los na tobie wspierał,


Kiedy żył i jak umierał?

Powrót do góry Go down
Cassandra Vablatsky
avatar

Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-poczta-cassandry#4959 https://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 https://www.morsmordre.net/t2811-skrytka-bankowa-nr-3#45477 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Zawód : Szeptucha
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
methinks i see... where? - in my
mind's eyes
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 8
LECZENIE : 30
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 8/34
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Przedsionek   22.10.18 19:21

Tylko spokojnie - tylko spokój mógł uratować sytuację. Odebrała w życiu wiele porodów, trudniejszych i łatwiejszych, szczęśliwiej i mniej szczęśliwie zakończonych, pośpiech dziecka do wyjścia na świat choć niewątpliwie nie świadczył o jego zdrowym rozsądku, nie był - jeszcze - symptomem złego. Zranienie Eir niewątpliwie miało na to wpływ, ale nie musiało znaczyć, że pojawią się komplikacje. Zbyt dużo zmiennych, zbyt mało badań, żaden uzdrowiciel nie lubił być zaskakiwany.
- Nie masz wielkiego wyboru - odparła z przekąsem, półżartem, zerkając na twarz przyjaciółki - naturalnie, że jej ufała, Cassandra też nie obawiałaby się złożyć siebie w ręce Eir - nokturnowe siostry łączyła solidarność, którą trudno było przełamać. Ostrożnie pomogła jej się ułożyć w dogodnej pozycji dla niej - to ona musiała odczuć wygodę, w chwili takiej jak ta - cudzie narodzin - to komfort matki był najważniejszy. Od jej emocji zależało więcej niż wszystko. - Za drugim razem zwykle jest spokojniej - dodała uspokajająco, układając pod jej głową miękką poduszkę. - Łatwiej - Od każdej reguły zdarzały się wyjątki, nie były to jednak wyjątki częste. Eir cieszyła się dobrym zdrowiem, była silna i potrafiła o siebie zadbać w ciąży - ryzyko poważnych komplikacji nie było wcale wysokie. A kalkulacje czynione na szybko w zdenerwowanym umyśle nie mogły być precyzyjne. Na zastrzeżenie odnoszące się do Cadana za zdumieniem ściągnęła brew, nie rozumiała - ale też nie zamierzała naciskać, Eir nie była w nastroju ani stanie, w którym powinna rozmawiać o stosunkach z mężem. Obiecała sobie zapytać ją o wszystko, kiedy i ona i dziecko będą już bezpieczne, nie zamierzając wcześniej robić nic na przekór Eir. - Bądź spokojna, żaden mężczyzna nie jest nam tutaj potrzebny. - Kilka razy zdarzyło jej się na prośbę kobiety wpuścić do środka ojca dziecka - nigdy nie okazało się to dobrym pomysłem. Mężczyźni byli słabi, lubili panikować, mdleli na widok krwi, wiadomość do Cadana była całkowicie zbędna, choć wysłałaby ją, gdyby jej przyjaciółka miała takie życzenie.
Odeszła od Eir, przez moment kręcąc się przy szafkach - wiedziała, że miały jeszcze trochę czasu - odnajdując fiolkę z sokiem mlecznym z makówki. Wzmocniony mandragorą odbierał władzę na umyśle, wprowadzał w euforię, rozluźniał, niwelował ból - wiedziała, że sobie poradzi, a dla niej - chciała jak najmniej niedogodności.
- Wypij to - poprosiła, podstawiając jej do ust odkorkowaną fiolkę, niech otuli cię sen, moja droga. - To mleko makowe - dodała, nim padło pytanie, przekonana, ze Eir doskonale znała właściwości tegoż. Kiedy się przebudzi z transu, będzie już po wszystkim.





bo ty jesteś
prządką


Powrót do góry Go down
Eir Goyle
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4853-eir-goyle https://www.morsmordre.net/t5088-do-eir https://www.morsmordre.net/t4873-eir#105642 https://www.morsmordre.net/f329-grimmauld-place-4-2 https://www.morsmordre.net/t4874-skrytka-bankowa-nr-1246#105646 https://www.morsmordre.net/t5386-eir-goyle
Zawód : trucicielka
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
nierozumni
niestali
bez serca
bez litości
OPCM : 1
UROKI : 1
ELIKSIRY : 31
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Przedsionek   06.11.18 23:39

Obecność Cassandry była nieoceniona – to głównie dzięki niej udało jej się zachować trzeźwość umysłu i zimną krew, kiedy sytuacja obróciła się teoretycznie przeciwko niej. Nie powinno pędzić na ratunek anomalii, a jednak gnała na ślepo w poszukiwaniu wypełnionych ambicji, zdobycia szacunku, jakiego zawsze pragnęła. Uwalniając anomalię spod pęt niestabilnej magii miała pomóc nie tylko Rycerzom Walpurgii, ale przede wszystkim jej samej, Hjallowi, który przez majowy wybuch wiele już wycierpiał. Doskonale się w tej kwestii zgadzały. Może dlatego obie zdecydowały się posunąć tak daleko.
Z pomocą Cassandry zajęła odpowiednią dla siebie pozycję, krzywiąc się, kiedy skurcz znów zaatakował. Były coraz częściej, dystans się zmniejszał o wiele szybciej niż poprzednim razem. Albo to Eir tak bardzo chciała, żeby było po wszystkim. Brała większy wdech, powietrze wypychała z płuc nieco zbyt długim strumieniem. Potoczyła oczami za Cassandrą, z pokorą przyjmując jej słowa. Trwały na razie w zawieszeniu, w chwilowej przerwie między częściami spektaklu. Jej twarz po raz kolejny wykrzywił wyraz bólu, ale związała gardło przed niepotrzebnymi głosami.
To nic… to nic zdrożnego. Ale znasz go. – znasz Cadana, moja droga, nie potrzebujemy tutaj huraganu. Ani tym bardziej sztormu. – Dziękuję.
Oparła potylicę o oparcie łóżka, chłodne, twarde, zamknęła oczy, wzięła kolejny wdech, tym razem w pełni kontrolowany, a potem wydech, i tak jeszcze kilka razy. Dopóki nie poczuła, że jest w stanie po raz drugi przekroczyć granice dopuszczalnego dla ciała bólu. Ta ponura, ciężka myśl prędko odeszła, jakby już sam zapach makowego mleka pozwolił Eir ją odgonić. Nie pytała, po prostu wypiła – okazując przyjaciółce zaufanie, jakim zawsze ją darzyła, a sobie ulgę, jaka niedługo przyjdzie.
W którymś momencie zerwał się kontakt ze światem, nie wiedziała tylko, kiedy to dokładnie nastąpiło. Czuła przebłyski bólu, atak podświadomości na omdlałe unerwienie, osłabione działaniem narkotycznego środka. Czas przestał mieć dla niej znaczenie, przestrzeń rozmywała się jak łódka obmywana wodą, dlatego zamykała oczy, kiedy tylko mogła, zaciskała powieki, siląc się na zmuszenie swojego ciała do współpracy. Słyszała głos Cassandry jak przez szkło, wytłumiony i niewyraźny, ale jakby docierający do niej niemal w pełni. Instynktownie wiedziała, co powinna robić – przeć, dać swojemu dziecku życie, oddychać tak, żeby nie zrobić sobie i jemu krzywdy – więc robiła to, chociaż otępienie trzymało ją w swoich ramionach, skutecznie odbierając władzę. Słyszała powietrze uciekające z jej płuc, czuła skraplający się na skroniach pot, oblepiający jej skórę, jasne włosy niczym twardniejąca pajęczyna. Słyszała swój krzyk, choć zatarty, wyrywający z jej gardła każdą frazę wysiłku – nie bólu, bo ten, choć zdawał się przebijać przez ochronną powłokę makowego upojenia, znikał pod powierzchnią świadomości Eir. Ukręcony za szyję czas zdawał się ożywać, kiedy w ferworze rozmytych bodźców usłyszała głos. Nie należał do Cassandry, ten doskonale znała. Głos dziecka, jego płacz? Cichy, nie, może to jej własny. Otworzyła oczy, ale rozmyty obraz nie pozwalał po siebie sięgnąć, więc powieki opadły jeszcze raz same. Nie, to na pewno nie jej głos. To dziecko. Odezwało się. Było zdrowe? Płakało?
Chciała coś powiedzieć, ale z jej gardła wydarł się tylko jęk.




Powiedz ty mi, kości biała,
Kto cię więził w mrokach ciała,
Kto swój los na tobie wspierał,


Kiedy żył i jak umierał?

Powrót do góry Go down
 

Przedsionek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 12 z 12Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 10, 11, 12

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Śmiertelnego Nokturnu :: Lecznica-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18