Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Sień
AutorWiadomość
Sień [odnośnik]05.08.15 16:06
First topic message reminder :

Sień

★★
Z zewnątrz budynek przypomina odrapaną starą piętrową chatę, wątłe drewniane drzwi niewątpliwie nie są skuteczną ochroną przed złodziejami - prowadzą do nich trzy lekko spróchniałe schodki. Przez otwarte okno wiatr wypycha firankę splecioną z bujnym bluszczem, a wokół roztacza się zapach przypominający o śmierci - raz za czas zmieszany z siarkowymi wyziewami i ostrym zapachem ziół. Sień prowadzi do dalszych pomieszczeń, jest zakończona schodami, przez które można się przedostać do części mieszkalnej. Krzesełka ustawione pod ścianą ustawione są z myślą o oczekujących pacjentach.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 20:03, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Sień - Page 17 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Sień [odnośnik]11.12.21 12:55
18.02?

Ptaki cichną widząc zmierzch
Z wolna ginie słońca blask
I tylko ty nie śpisz, Duszko ma

Przebywał w Londynie tak rzadko, że potrafił zagubić się pośród smutnych uliczek pełnych zapuszczonych kamienic, w których na wieczność otwarte okiennice ze skrzypem uderzały o ceglane ściany. Nie obwiniał o to uciekającej pamięci ducha; nigdy nie lubił stolicy ze swoim brudem, smrodem Tamizy i tłumami ponurych kaszkietów. Chociaż po czystce miasto stało się opustoszałe, dalej nie miało w sobie nic z uroku, nie dla niego, przyzwyczajonego do otwartych terenów, zapachu lasu, górskich grani i słonego oceanu. Teraz nie miał powonienia, kolory też zdawały się wyblakłe, ale niesmak pozostał. Dlatego zaglądał tu tylko okazyjnie, na krótko, kręcąc się tam, gdzie jeszcze rzadziej można było natknąć się na żywego człowieka. Może odpowiadała za to ciekawość, może nieuświadomiona tęsknota do młodości, ludzi, których wiedział, że teraz prędzej spotkałby tu niż na północy. W całej swojej sentymentalnej naiwności trzymał się z dala od Pokątnej, głównych placów, ulic i dzielnic, gdzie ryzyko przyłapania było najwyższe. Czy zresztą na kimś zrobiłby jeszcze wrażenie snujący się wieczorami duch? Mugoli już nie było, policja miała - chciał wierzyć - ważniejsze sprawy.
Skrył się w cieniach zaułka, podsłuchując rozmowę toczoną podniesionymi głosami za nieszczelnym oknem ubogiego parteru. Sprawy rodzinne, ale zawsze liczył na trochę informacji przydatniejszych, trochę polityki, trochę prawdy o tym, co naprawdę sądzili ludzie.
Ale ten wieczór był lodowaty zimny, śnieg zacinał i mieszkańcy zbyt wiele wagi przykładali do przetrwania, by myśleć o tym, co wyżej. Gdyby oddychał to by westchnął. A tak mógł tylko wędrować dalej pod zgaszonymi latarniami, do czasu aż nie poczuł wewnątrz siebie, w głębi pustej klatki, najdziwniejszego rodzaju przyciągania. Zatrzymał się, zgiął, czując wibracje - prawdziwe wibracje, po raz pierwszy od tak dawna - a potem z przestrachem spostrzegł, że jego sylwetka rozmywa się w mlecznej mgle. Rzeczywistość wkoło zamigotała, zaśpiewała do niego głosem tysiąca dusz, jakby była równie widmowa co on sam i zanim zdążyłby pomyśleć, czy to początek prawdziwej śmierci, świat przyspieszył, ścisnął go, poszarpał, a potem wypluł na progu pokoju, którego nie znał i nigdy dotąd nie widział.
- Kim jesteś? Coś uczyniła? - wycedził może zbyt ostro, bo to przecież było tylko dziecko. Nie wiedział jednak, czego się spodziewać ani w jaki sposób działała moc, która została na nim użyta. Wiedział, że ducha można przepędzić czarami, nie znał jednak zaklęcia, które mogłoby go przyciągnąć.
Zaniemówił, słysząc przeprosiny. Oczy dziewczynki były wielkie, śliczne i tak szczere jak mogą być tylko oczy dziecka. Rozejrzał się uważnie, przeszedł kilka kroków, szukając kogoś dorosłego, kogoś, kogo naprawdę mógłby się obawiać. Poza obniżeniem temperatury o kilka odczuwalnych dla Lysandry stopni, niczego jednak nie osiągnął. W ciemnym kącie drzemał troll. Kto zostawia dziecko z trollem?
- To twoja sprawka? - dodał już łagodniej, starając się zmusić usta do słabego uśmiechu. - Nic się nie stało... ale musisz mi powiedzieć, jak to zrobiłaś. Pięknie proszę? - Zanim mogłaby się go naprawdę przestraszyć, pospieszył z wyjaśnieniem. - Jestem dobrym duchem. Nie zrobię ci krzywdy. - Rozejrzał się, nieprzekonany do mroku. - Gdzie jesteśmy?


Umrzeć, usnąć? Śnić może?
Bowiem sny owe, które mogą nadejść pośród snu śmierci, gdy już odrzucimy wrzawę śmiertelnych, budzą w nas wahanie, zmieniając życie w klęskę...
Caleb Macnair
Zawód : Aktualnie bezrobotny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
never better
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Duch
deceased
Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t9272-caleb-macnair#282376 https://www.morsmordre.net/t9594-nagrobek-c-r-macnaira https://www.morsmordre.net/t9380-duch-z-doliny#284767 https://www.morsmordre.net/t9424-grob-caleba-macnaira#287564 https://www.morsmordre.net/t9392-caleb-macnair#285075
Re: Sień [odnośnik]15.12.21 19:07

Jeżeli dar bywał przekleństwem, to mała Lysa uczyła się o tym dość szybko. Duch był zły tym co się stało, a ona była tu całkowicie sama. Suszone zioła wypadły z dłoni wprost na kolana, a dziewczyna wodziła wzrokiem za duchem, który wyraźnie kogoś szukał, ale nie miał znaleźć nikogo poza dzieckiem i trolem.
-Nie wiem jak to działa…- Przyznała cicho, a oczy jej nie kłamały choć buzia pozostała spokojna; za spokojna jak na tak małe dziecko. Było w tym coś niepokojącego kiedy nie krzyczała, nie płakała tylko patrzyła tak dorośle. Za dorośle. -Przyciągam duchy, proszę pana. Mam na imię Lysandra, czy czegoś panu trzeba? - Ostatnio duch chciał aby wraz z Orianą Burke zagrały z nim w klasy, innym razem aby złożyć kwiaty w miejscu śmierci i wspomnieć raz na jakiś czas biedną dziewczynę, oszukaną okrutnie przez człowieka, który miał ją kochać. Kochał tak, że zabrał jej życie. Sięgnęła po zioła, które wcześniej wypadły z jej dłoni i ułożyła na odpowiednim stosiku. Umhra chrapał w najlepsze i zdawał sobie nic nie robić z niezapowiedzianych odwiedzin, ale wystarczyło aby Lysa wypowiedziała imię strażnika, a ten zaraz by zareagował. Był jej stróżem, opiekunem i przyjacielem - rozumieli się bez słów, wystarczyło, że spojrzała, dotknęła, a Umhra wiedział co robić. Zawsze.
-Jest pan na Śmiertelnym Nokturnie. - Odpowiedziała. -W lecznicy mojej matuli, Cassandry. - Duch zdawał się być młody, nie mógł stać się nim staro. Co było dość przykre, a jednocześnie niosło ze sobą wiele opowieści, a te Lysa uwielbiała. Historie, które napełniały dziecięcy umysł napędzały jej wyobraźnie, a skoro ten duch był wśród żywych to oznaczało, że miał wiele spraw do załatwienia. Tak zawsze było. -Kim pan jest? - Zapytała jak to dziecko, z prostotą i żywym zainteresowaniem nie szukając sensacji, a zwyczajnie odpowiedzi, wiedzy jak się nazywa, a może to sprawi, że pozna również przyczynę dlaczego jeszcze błąka się na tym świecie, zamiast przekroczyć cienką granicę między życiem a śmiercią. Sznurek został zawiązany wokół ziół, poniósł się ich zapach po sieni. Zapach, którego duch nie mógł poczuć.
Lysandra Vablatsky
Zawód : Mała Sroka
Wiek : 7
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
A siedem to sekret nigdy niezdradzony
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t9682-lysandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t10422-listy-do-malej-sroki https://www.morsmordre.net/t9687-mala-sroka#294548 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10412-lysandra-vablatsky#314803 https://www.morsmordre.net/t9815-lysandra-vablatsky
Re: Sień [odnośnik]19.12.21 12:18
Dziewczynka była dziwna i na swój sposób niepokojąca. Nawet jeśli spokój można było zrzucić na karb typowej dzieciom ufności, nieświadomości zagrożeń, nie mógł oprzeć się wrażeniu, że w głębi zielonego spojrzenia kryje się wiedza i ostrożność pasujące raczej do czuwającej sowy niż rozbrykanego świergotnika. Ile mogła mieć lat? Czy był to w stanie ocenić? Oczy mogły go przecież mylić, niejedną widywał w życiu i życiu po śmierci... iluzję.
Nie wydawała się kłamać, Caleb jednak nie chciał od razu uwierzyć. Prawie zapomniał jak to jest być młodym czarodziejem i nie panować nad magią. Czym innym było jednak wysadzanie szklanek i przyginanie psów do swojej woli, a czym innym ingerencja w ludzką duszę, ta magnetyczna moc nadal orbitująca wkoło małego ciałka, jakby dziewczynka była źródłem, centrum, zasłoną oddzielającą życie od śmierci. I gdzie w tym wszystkim, do jasnej cholery, byli jej rodzice?
- Lysandro, ja nazywam się Caleb - powiedział uprzejmie, skłaniając się nad wyraz szlachetnie, jakby umarł w zeszłym wieku, a nie zaledwie dziesięć lat temu. Z tym, że dziecko nie mogło tego wiedzieć; taką przynajmniej miał nadzieję. - Ile masz lat? - skontrował pytanie pytaniem, ignorując jakże urocze zainteresowanie jego potrzebami. Ciekawe, czy była dość dojrzała, by rozumieć, że duchom niewiele już było w ich egzystencji potrzeba. Wyglądała na dojrzałą, lecz znów: to mogła być tylko iluzja. - Zdarzyło ci się już przyzwać złego ducha?
Maleńkie dłonie zręcznie rozkładały zioła, jakby doskonale zdawała sobie sprawę z tego, nad czym i w jakim celu pracuje. Przyszła mu na myśl przerażająca myśl, że ta ciemna izba jest jakimś rodzajem więzienia. Troll-strażnik, dziecko i praca - dlaczego miałoby go dziwić, że ktoś chce wykorzystywać darmową siłę roboczą, jaką zapewniały własne - lub, o zgrozo, cudze - dzieci? Zmarszczył brwi i zawisł nieco bliżej Lysandry, tak że mogła poczuć ugryzienia chłodu na odsłoniętych kostkach dłoni. Przyglądał jej się uważnie, dość długo, by być w stanie dziecko speszyć - uważał jednak, że ma prawo, bo szukał śladów sińców, odbicia ludzkich palców na przegubach, śladów głodu lub maltretowania.
Ale dziecko było zadbane. Spokojne. Może smutne.
- Mieszkacie na Nokturnie? - Zamyślił się, widmowe spojrzenie znów zwróciło się na śpiącego trolla. Lecznica kojarzyła się dobrze, ciepło, może jednak Lysandra matce tylko pomagała. Sam nie raz w tym wieku pomagał ojcu skórować zwierzynę, z tym tylko, że nikt nie zostawiał mu na straży trolla. I nie potrafił jako chłopiec własną magią przyzywać duchów do towarzystwa. Czy to mogła być oznaka skrajnej samotności? - Gdzie jest twój tata, Lysandro? - spytał nagle, jakby wiedziony impulsem. Po prawdziwe był tylko ciekawy, w ten sam niewinny sposób w jaki ona była ciekawa jego. - Byłem podróżnikiem. Zwiedzałem obce kraje i dalekie krainy, tropiłem niebezpieczne stworzenia - powiedział zgodnie z prawdą, sięgając jedynie po tę wiedzę, która dziecku mogła się wydać interesująca i baśniowa. - Zginąłem w walce ze smokiem na Uralu. Wiesz, gdzie są góry Ural, Lysandro? - skłamał bez większego poczucia winy. Nie opowie przecież dziecku o dementorach, walce o duszę i dramatycznym samobójstwie.


Umrzeć, usnąć? Śnić może?
Bowiem sny owe, które mogą nadejść pośród snu śmierci, gdy już odrzucimy wrzawę śmiertelnych, budzą w nas wahanie, zmieniając życie w klęskę...
Caleb Macnair
Zawód : Aktualnie bezrobotny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
never better
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Duch
deceased
Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t9272-caleb-macnair#282376 https://www.morsmordre.net/t9594-nagrobek-c-r-macnaira https://www.morsmordre.net/t9380-duch-z-doliny#284767 https://www.morsmordre.net/t9424-grob-caleba-macnaira#287564 https://www.morsmordre.net/t9392-caleb-macnair#285075
Re: Sień [odnośnik]24.12.21 2:34
Zdawało się, że chyba duch się uspokoił. Dziewczyna odetchnęła z ulgą. Jak każde dziecko trochę się bała, bo przecież nie znała życia ani świata. Nie rozumiała wszystkich mechanik jakimi rządziła się rzeczywistość, w której przyszło jej żyć. Dziecięca ciekawość robiła swoja tak samo jak dar jakim została obdarzona. Obecność Umhry koiła i dawała poczucie bezpieczeństwa, a ona sama nie mogła być nieuprzejma dla ducha. Sama go tu ściągnęła wykazałaby się więc brakiem dobrego wychowania. Ani Matula ani Oriana nie byłyby zachwycona brakiem kultury.
-Miło mi pana poznać. - Wstała ze swojego miejsca i ujęła czystą acz prostą sukienkę w paluszki i dygnęła jak ją nauczyła na ich małym sabacie Makowa Panna. Przekrzywiła głowę na bok niczym mała sroka, którą przecież była. -Mam siedem lat. - Pokazała na palcach dokładnie chcąc potwierdzić, że umie liczyć i wie co mówi. -Raz. - Przyznała się po chwili przypominając sobie wieczór kiedy przybyły duchy w Noc Duchów pod ich dom.-Choć… choć nie wiem czy były złe jako groźne dla mnie i matuli. Myślę… - Zmarszczyła lekko brwi szukając odpowiednich słów. -Myślę… że były złe na mnie. Tak jak pan, że je ściągnęłam.
Wróciła do układania ziół, a gdy duch przyglądał się jej dość długo spojrzała na swoje ubranie i dłonie szukając w nich oznak zabrudzenia, które musiało przeszkadzać szlachetnemu duchowi, który okazał się mniej zły a bardziej zaciekawiony. Nie mniej niż ona sama. Na pytanie o tatę zamarła na krótką chwilę, ale potem wróciła do swojego zajęcia.
-Nie ma. - Odpowiedziała cicho. -Zawsze byłam ja i matula. - Wiedziała tylko, że człowiek ten kiedyś istniał, ale z pewnych przyczyn nie miał się nigdy więcej pojawić w jej życiu. Wujek Ramsey też ostatnio jej nie odwiedzał jak wielu innych dorosłych, którzy byli obecni w życiu dziewczynki, a ta tęskniła za nimi. Czasami gdy wyglądała przez okno liczyła, że zobaczy Mulcibera, który zmierza do lecznicy, jak to miał w zwyczaju. Może powinna napisać do niego list? Teraz wpadła na ten pomysł i nie wydawał się taki zły.
-Walczył pan ze smokiem? - Podchwyciła temat złakniona nowych opowieści, które pobudzą jej wyobraźnie. Szmaragdowe oczy zabłysły zaintrygowane. -Nie wiem gdzie są góry Ural. - Powtórzyła za duchem trochę zawstydzona swoim brakiem wiedzy. Może powinna to wiedzieć, ale nie słuchała uważnie nauk matuli?
Lysandra Vablatsky
Zawód : Mała Sroka
Wiek : 7
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
A siedem to sekret nigdy niezdradzony
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t9682-lysandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t10422-listy-do-malej-sroki https://www.morsmordre.net/t9687-mala-sroka#294548 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10412-lysandra-vablatsky#314803 https://www.morsmordre.net/t9815-lysandra-vablatsky
Re: Sień [odnośnik]08.01.22 20:23
Dygnięcie dziewczynki było urocze w swej niewinności - mimowolnie odczuł przypływ ciepła i troski charakterystycznej chyba tylko starym duchom mężczyzn, którzy zginęli bezdzietnie. Czy gdyby wciąż żył, dorobiłby się własnej córki? Czy mieliby z Ettą istotkę podobną do Lysandry, o wielkich, zielonych oczach i czystej duszy? Nawet jeśli, teraz pewnie nie miało to znaczenia. Najwięcej, co mógł, to zadbać o to, by Lysandra, obce dziecko, nie poczuło się w jego towarzystwie zagrożone - miała szczęście, że kręcił się akurat w pobliżu i ze wszystkich możliwych duchów przyzwała akurat jego.
Coraz pewniej odczuwał przekonanie, że naprawdę dokonała tego nieumyślnie. Mała wiedźma.
- Jesteś już duża - przyznał z podziwem, który mógł wyjść lekko nienaturalnie; dawno już nie zmuszał swojego monotonnego, chłodnego głosu do takich teatralnych zagrywek, do życzliwości i zainteresowania. - Nie jestem na ciebie zły, Lysandro. Nie naprawdę. - powiedział lekko, udając, że opiera się o ścianę. Wszystko, co robił, było tylko pozami, przyzwyczaił się do tego. W rzeczywistości ściana nie stanowiła dla niego najmniejszej przeszkody.
Zamierzał wkrótce opuścić Londyn, wrócić do swojego miejsca, do grobu, który po dłuższym czasie pobytu w innym hrabstwie wzywał go do siebie niemal tak nęcąco jak ta sprytna istotka. Wytrzymał jednak ten zew, stłumił go, poddając się ludzkiej - zaskakująco ludzkiej - potrzebie jaką była ciekawość. Zmieszał się nieco dopiero, gdy okazało się, że zadał niedelikatne pytanie. Wciąż jednak odnosił wrażenie, że zadał je nie bez powodu. Że czuł rzeczy, których żywi nie czuli. Że tak rozkazał mu instynkt.
- Czasami tak się zdarza. Musisz bardzo kochać swoją matulę, prawda? - Ostrożniejsze tym razem pytanie miało na celu wybadać, czy dziecko aby na pewno nie przeżywa tu krzywdy. Z upływem minut sam jednak doszedł do wniosku, że jest to mało prawdopodobne. Dziewczynka mówiła o matce lekko i bez namysłu, nie wyglądała, jakby czuła się tutaj (przy trollu!) ani trochę zagrożona. - Góry Ural są w Rosji. Rosja to taki ogrooomny kraj na wschód od Anglii. Dość daleko, ale jeśli będziesz chciała, to jak podrośniesz możesz się tam kiedyś wybrać. - Starał się podtrzymać entuzjazm we własnym głosie, zignorować czające się w mroku podszepty wojny. - O tak, walczyłem. Nie specjalnie, nie chciałem go dopaść, przez przypadek trafiłem w okolice jego jaskini. Miał tam skarby, złoto, srebro i kryształy. I ostatni skarb, najważniejszy - swoje dzieci. Nie dziwię się smokowi, że był zdenerwowany, pewnie bał się, że zrobię krzywdę smoczętom. - Wzruszył ramieniem. - Trafiłem w niewłaściwe miejsce, w niewłaściwy czas. Ale znaczy, że musiało tak być. Smok połamał mój miecz i spopielił różdżkę. To ostatnie co pamiętam - uciął, zanim wyobraźnia pozwoliłaby mu zapędzić się w krwawe szczegóły fikcyjnej potyczki. - Widziałaś kiedyś smoka, Lysa? - spytał nagle, sięgając po moc, skupiając się na niej, ale nie czuł chyba wystarczającej pewności, by w małym pomieszczeniu przywołać iluzję pełnowymiarowego smoka; zamiast tego więc wyrysował go na ścianach pokoju, dużego i kolorowego, z szeroko rozpiętymi skrzydłami, ziejącego ogniem, który migotał na pomarańczowo, ale wcale nie palił.


Umrzeć, usnąć? Śnić może?
Bowiem sny owe, które mogą nadejść pośród snu śmierci, gdy już odrzucimy wrzawę śmiertelnych, budzą w nas wahanie, zmieniając życie w klęskę...
Caleb Macnair
Zawód : Aktualnie bezrobotny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
never better
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Duch
deceased
Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t9272-caleb-macnair#282376 https://www.morsmordre.net/t9594-nagrobek-c-r-macnaira https://www.morsmordre.net/t9380-duch-z-doliny#284767 https://www.morsmordre.net/t9424-grob-caleba-macnaira#287564 https://www.morsmordre.net/t9392-caleb-macnair#285075
Re: Sień [odnośnik]10.01.22 19:03
Przekręciła lekko głowę ku ramieniu jak mały ptak, ciekawski i zaintrygowany tym co słyszy. Duch był przyjazny, nie należał do tych, które oczy świeciły w ciemności i przywodziły na myśl upiory wysysające dusze. Przerwała na chwilę pracę nad ziołami, ale nie ruszyła się ze swojego miejsca wodząc jedynie szmaragdowym spojrzeniem za mężczyzną. Nieruchoma niczym troll, który głęboko spał. Zdawało się jej, że jest równie ciekawski co ona. Już go tu nie trzymała, czuła jak magia powoli się ulatnia i daje swobodę uwięzionej duszy, a jednak został i kontynuował swoje opowieści pochłaniając umysł dziecka bogatymi obrazami.
-Tak. - Odpowiedziała z rozbrajającą szczerością. Cassandra była jej przewodnikiem po świecie wizji jakie coraz częściej dziewczynkę nawiedzały sprawiając, że krwawe ślady na śniegu przestały przerażać, a niedźwiedź ryczący na skale nie wydawał się być groźny, a odchodził, skrywając się w gęstwinie czarnego lasu. Nie rozumiała tej wizji, ale coraz częściej ją rysowała starając się pojąć jej znaczenie. Być może kiedyś.
Teraz była opowieść.
To ona sprawiła, że dziewczynka zaczęła przypominać bardziej żywą istotę niż nieruchomą porcelanową lalkę, ale nie uśmiechała się szeroko. Jeżeli pojawiał się cień uśmiechu to był bardzo nikły, ledwie dostrzegalny. Patrzyła na rosnący na ścianie rysunek smoka, a w oczach odbił się jego blask. -Broniła dzieci. To musiała być smoczyca. - Powiedziała z pewnością w głosie jaką miewają dzieci, które oceniają świat w bardzo surowych kategoriach. -Musiała bronić swoich dzieci. To normalne. - Mówiła z pełną powagą w głosie, bo przecież to było oczywiste jak słońce na niebie. Matula też zawsze robiła wszystko aby chronić Lysę i nie wahała się nigdy ani sekundy. Stanowiła opokę i bezpieczeństwo dziewczynki. -Przykro mi, że pan nie żyje. - Znów prostota dziecięcego świata gdzie nie ma tabu ani tematów, o których się nie mówi. Mężczyzna mógł żyć i cieszyć się życiem, ale los zdecydował za niego inaczej, a los bywał nieuchronny, jak często jej powtarzano. Mogła zajrzeć w przyszłość, dostrzec coś co się nie wydarzyło, ale zwykle nic z tym nie dało się zrobić. Pewne wydarzenia musiały się stać rzeczywistością, musiały zaistnieć aby popchnąć człowieka dalej. Miała to kiedyś lepiej pojąć i zrozumieć, ale teraz wystarczało jej to, że ludzkie życie było bardzo kruche i delikatne niczym pajęcza sieć.


Lysandra Vablatsky
Zawód : Mała Sroka
Wiek : 7
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
A siedem to sekret nigdy niezdradzony
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t9682-lysandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t10422-listy-do-malej-sroki https://www.morsmordre.net/t9687-mala-sroka#294548 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10412-lysandra-vablatsky#314803 https://www.morsmordre.net/t9815-lysandra-vablatsky
Re: Sień [odnośnik]12.01.22 18:49
Powrót do Doliny byłby najrozsądniejszym wyborem, bo choć rozmowy z dziećmi okazywały się często zaskakująco owocne, przebywanie zbyt długo w czyimś domu na Nokturnie, gdzie w obecnych czasach czarnoksiężników było pewnie więcej niż kiedykolwiek, mogło przysporzyć Calebowi problemów. Nie był kompletnym laikiem w kwestiach związanych z przepędzaniem dusz, nigdy co prawda nie zgłębił wiedzy dotyczącej ich łapania, ale widać życie zdecydowało się wprowadzić go od razu w zajęcia praktyczne. Unikanie niektórych ludzi leżało w jego najlepszym interesie. Ale nie znalazł jeszcze sposobu na to, by pożegnać się z Lysandrą adekwatnie, nie chciał też odejść, póki nie miał absolutnej pewności co do jej bezpieczeństwa.
Szlag by go i jego poczucie honoru - los obdarzył nim Caleba hojnie, nadrabiając za całą resztę rodziny.
Uśmiechnął się - miał nadzieję - ciepło, gdy potwierdziła jego domysły. Czyli półsierotka z matką, dwie samotne kobiety na Nokturnie prowadzące tu lecznicę. Czy były ubogie? Czy nie mogły pozwolić sobie na to, by otworzyć tak szlachetny biznes gdzie indziej, w bezpieczniejszym miejscu? A najlepiej poza Londynem?
- Twoja mamusia jest w domu? - spytał powoli, przykucając niedaleko Lysy i jej woreczków z ziołami. - Potrzebujecie pomocy? - Właściwie nie wiedział, co mógłby mieć do zaoferowania komukolwiek żywemu, ale gdyby spiął się w sobie, mógłby chyba znaleźć w Dolinie kogoś skłonnego wspomóc samotną matkę. Tak myślał. Jako duch mało znał realia wojny; poza dojmującym smutkiem i obawą o żyjących krewnych, nie mogła go dotknąć.
Liczył na to, że barwna projekcja na ścianach nieco dziewczynkę rozbawi, że mała okaże trochę emocji, których brak stawał się niepokojący z czasem. Na początku zrzucał to na karb obawy, może stresu - ostatecznie była tu sama z obcym duchem mężczyzny - ale teraz uznał ten stoicyzm za złowieszczy. Czy Lysa była tylko wyjątkowo spokojna, czy oglądała rzeczy, których nie powinno oglądać dziecko? Słyszał o Bezksiężycowej Nocy. Całe szczęście jej nie widział.
- Tak, to pewnie była smoczyca - zgodził się cicho, a iluzja pomału rozmyła się, pozostawiając jeszcze przez chwilę połyskujące, pomarańczowe refleksy. - Matula na pewno też cię tak broni. - Wszystko na to wskazywało.
Wzruszył ramionami, kiedy powiedziała o śmierci. Nie chciał zaprzątać tym jej głowy, ale raczej nie miał już wyjścia.
- Zdążyłem się przyzwyczaić. Dużo minęło lat - nie doprecyzował, wtykając widmowe ręce do kieszeni. - Będę o tobie pamiętał, Lysandro... - urwał wymownie, zastanawiając się, czy dziecko zaszczyci go nazwiskiem, czy zostało słusznie nauczone nie ufać nawet duchom. Byłoby mu jednak łatwiej pomóc, gdyby wiedział, komu pomaga.


Umrzeć, usnąć? Śnić może?
Bowiem sny owe, które mogą nadejść pośród snu śmierci, gdy już odrzucimy wrzawę śmiertelnych, budzą w nas wahanie, zmieniając życie w klęskę...
Caleb Macnair
Zawód : Aktualnie bezrobotny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
never better
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Duch
deceased
Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t9272-caleb-macnair#282376 https://www.morsmordre.net/t9594-nagrobek-c-r-macnaira https://www.morsmordre.net/t9380-duch-z-doliny#284767 https://www.morsmordre.net/t9424-grob-caleba-macnaira#287564 https://www.morsmordre.net/t9392-caleb-macnair#285075
Re: Sień [odnośnik]26.01.22 16:48
Nie zdawała sobie sprawy, że jej spokój może spowodować czyjąś niewygodę. Matula ani ciotuchny nigdy nie narzekały, a wujek nawet chwalił. Spokój zaś nie raz pomógł Małej Sroce gdy budziła się z kolejnego proroczego snu, którego nie rozumiała i nie wiedziała jak nazwać. Niepokojące rysunki zapełniały starą teczkę informując bardzo niewielu jak wiele okropności dziecko widziało.
Iluzja powoli znikała, a nikły uśmiech jaki gościł na twarzy dziewczynki wraz z nią, wtedy zdawało się, że dziecko przed chwilą tryskało radością. Przeniosła szmaragdowe oczy na ducha i pokręciła głową.
-Matula poszła do sklepu po składniki na maści. - Powiedziała i wskazała na trolla. -Umhra mnie pilnuje. - Teraz spojrzała na ducha z mieszaniną wdzięczności i pogodności dziecka. -Nie trzeba proszę pana. Ciocia E o nas dba oraz wujek. Choć jego ostatnio nie było, ale wujek jest bardzo zajęty. - Myśl, że powinna do wujka napisać list coraz mocniej się w niej utwierdzała. Na pewno jeszcze dziś poprosi matulę aby mogła wysłać parę słów do niego. Czy był na nią zły? Może coś powiedziała co rozzłościło wujka? Pojawienie się ducha w jakiś sposób przekonało dziewczynkę, że powinna napisać parę słów. -Jest pan bardzo miły. - Dodała jeszcze sięgając po kolejne zioła i ponownie je grupując. Czuła, że powoli jej magia puszcza ducha, że za chwilę będzie całkowicie wolny. To sprawiało, że czuła się lepiej i nie była aż tak zestresowana faktem, że przywołała kolejnego ducha. -Wie pan, że ostatnio przywołałam ducha pewnej dziewczyny, musiałyśmy zagrać z nią w klasy. - Powiedziała się ostatnim przeżyciem w zamku Durham gdzie poznała swoją przyjaciółkę, a potem uczestniczyła w dziecięcym sabacie. Matula ubrała ją w śliczną sukienkę i wpięła we włosy kwiat. Lysandra czuła się jak mała księżniczka. Kolejne zioła znalazły się na odpowiedniej kupce, a Mała Sroka uśmiechnęła się szerzej do ducha. -Lysandra Vablatsky, proszę pana. - Nie bała się podać mu swojego imienia. Duchy nie czyniły jej szkody, nawet jak nie były zbytnio zadowolone, że jej magia więziła ich wolę przez jakiś czas. -Też o panu nie zapomnę. - Nie kłamała, zwykła notować informacje kiedy jakiego ducha spotkała. Było to dość ciekawa patrzeć wstecz jak często się z nimi widywała.
Lysandra Vablatsky
Zawód : Mała Sroka
Wiek : 7
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
A siedem to sekret nigdy niezdradzony
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t9682-lysandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t10422-listy-do-malej-sroki https://www.morsmordre.net/t9687-mala-sroka#294548 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10412-lysandra-vablatsky#314803 https://www.morsmordre.net/t9815-lysandra-vablatsky
Re: Sień [odnośnik]07.02.22 18:54
Lubił wykorzystywać swoje osobliwe moce w dobrych i prostych celach; jak dotąd rzadko miał okazję naprawdę się nimi bronić, mógłby takie sytuacje wyliczyć na palcach jednej półprzeźroczystej dłoni. Sprawianie uciechy żywym, zwłaszcza młodym i okrutnie doświadczanym przez wojnę, było chyba najlepszym treningiem, by przygotować się na najgorsze - a że przy okazji zdołał ujrzeć cień uśmiechu na tych nienaturalnie pozbawionych wyrazu usteczkach, tym lepiej.
Nie miał dzieci ani znacznie młodszych kuzynów, po których byłby w stanie ocenić, czy zachowanie Lysandry i jej dojrzały sposób mówienia mieściły się w granicach któregoś z biegunów normy. Na pewno czułby się pewniej i prędzej uwierzyłby w to, że jest zdrową i wychowywaną przez kochającą matkę dziewczynką, gdyby bardziej przypominała mu niektóre z urwisów w jej wieku, które czasami migały mu w Dolinie Godryka.
A jednak nie wyczuwał w małej kłamstwa. Chciał wierzyć w to, że mówiła prawdę, że nie jest kolejnym przykrym przypadkiem, na który nie będzie w stanie niczego poradzić. Rozmawiali pierwszy raz, lecz było w niej coś, może to spojrzenie dużych oczu a może rozczulająca uprzejmość, co sprawiło, że odczuł do niej sympatię.
- Czyli to twój ochroniarz? - dopytał z powątpiewaniem, a potem posłał Lysandrze słaby uśmiech, żeby nie pomyślała, że wciąż próbuje ją przesłuchiwać. Jeżeli matce dziewczynki udało się wytresować trolla do pilnowania dziecka... i jeżeli mała mu ufała, a na to wyglądało, to co tak naprawdę mógł im zarzucić? - Ciocia E. - Pokręcił lekko głową. - Cóż, jeśli tak mówisz, to ja muszę ci uwierzyć, prawda? Duchy potrafią wyczuć kłamanie - ostrzegł znaczącym tonem i uniósł brew, choć właściwie częściowo rozmijał się z prawdą. Częściowo, bo przez lata istnienia pomiędzy dwoma światami wykształcił dość dobrze zdolność obserwacji. - Miło mi, Lysandro. Ty też jesteś bardzo miła i mądra. - Pochwalił ją, przysuwając się bliżej ściany, mając świadomość, że nie powinien zabawiać w jej domu zbyt długo. Zwłaszcza na Nokturnie. - O proszę. Może, jeśli jeszcze kiedyś się spotkamy, to też w coś zagramy? Umiem tworzyć naprawdę piękne iluzje - Nie powinien tęsknić do tego, by spotkać Lysandrę po raz kolejny; to oznaczałoby powolny proces przywiązywania się, a tego, cholera, nie powinien robić, nawet jeśli obecne dzieci żyć będą dłużej niż jego dawni znajomi. - Caleb M-Montgomery. - Zawahał się, w ostatniej chwili powstrzymując przed wyjawieniem prawdziwego nazwiska; co też sobie wyobrażał? Nie mógł tak łatwo rezygnować z ostrożności, nie miał nawet pewności, czy wschodnie nazwisko dziewczynki było prawdziwe.
Uśmiechnął się, gdy ona się uśmiechnęła - ostatni gest szczerej sympatii. Potem musiał odejść. Zawsze odchodził. Był jednak w lepszym humorze niż wtedy, gdy kończył przechadzkę po Londynie.

/zt <3


Umrzeć, usnąć? Śnić może?
Bowiem sny owe, które mogą nadejść pośród snu śmierci, gdy już odrzucimy wrzawę śmiertelnych, budzą w nas wahanie, zmieniając życie w klęskę...
Caleb Macnair
Zawód : Aktualnie bezrobotny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
never better
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Duch
deceased
Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t9272-caleb-macnair#282376 https://www.morsmordre.net/t9594-nagrobek-c-r-macnaira https://www.morsmordre.net/t9380-duch-z-doliny#284767 https://www.morsmordre.net/t9424-grob-caleba-macnaira#287564 https://www.morsmordre.net/t9392-caleb-macnair#285075
Re: Sień [odnośnik]26.02.22 23:51
-Miłego dnia, panie Montgomery - Pożegnała ostatecznie ducha i patrzyła jak powoli znika i odchodzi gdy jej magia już go nie trzymała przy niej. Jakby nigdy nic się nie wydarzyło wróciła do układania ziół. Minęła dłuższa chwila kiedy troll się poruszł w swojej jamie otwierając ślepia. Szmaragdowe spojrzenie spoczęło na ochroniarzu. -Wiesz Umhra, że duchy wyczuwają kłamstwa? - Powiedziała cichym głosem, który brzmiał niczym szelest liści w koronach drzew. Troll przekrzywił lekko głowę na bok. -Tak, jak też nie. - Uśmiechnęła się kącikami ust. Gdy posegregowała zioła wstała z ziemi i zaniosła je bezpośrednio do lecznicy. -Napiszę list do wujka Ramseya. Pomożesz mi. - Z tymi słowami udała się do pokoju na górze by po chwili wrócić z piórem, atramentem i kartkami papieru. Usiadła przy Umhrze, który zerkał na dziewczynkę, jak zwykle to robił gdy wchodziła do jego legowiska. Stali się swoimi towarzyszami, którzy spędzają ze sobą najwięcej czasu, choć ostatnio zyskała przyjaciółkę w osobie Małej Lady.
“Wujku R,
Dawno u nas nie byłeś. Czy stało się coś złego? Czy zrobiłam coś co cię rozgniewało?
Wujku, choć matula tego wujkowi nie napisze, to tęsknimy za tobą. Matula mówi, że masz pewnie dużo pracy i brakuje ci czasu na odwiedziny, ale może będziesz przechodził obok lecznicy?
Proszę nie gniewaj się i będę czekać na wujka, jak długo trzeba. Wiem, że dorośli mają swoje sprawy i wiem, że wujek jest bardzo zajętym czarodziejem. Matula mówiła, że robi wujek dużo dla kraju, ale przecież nawet wujek musi kiedyś mieć wolne.”

Spojrzała krytycznym okiem na napisany list i następnie zerknęła na Umhrę.
-Co o tym sądzisz? - Zapytała z wielka powagą w głosie. Kiwnęła głową. -Tak. Wyślę przez sowę matuli. - Ponownie wstała aby spakować list do koperty i następnie zaadresować do Ramseya Mulcibera. Wysłała sowę licząc, że wujek R niedługo jej odpisze i dowie się co jest przyczyną jego nieobecności.
Mała Sroka ostatnio czuła, że coś się dzieje, ale nie potrafiła tego nazwać. Sny stały się bardziej realistyczne, a czerwone ślady na śniegu prowadziły ją w głąb nieznanej jej jaskini. Nie wiedziała co lub kogo tam spotkać. Trójoki lis zaś nie chciał iść dalej…

|zt
Lysandra Vablatsky
Zawód : Mała Sroka
Wiek : 7
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
A siedem to sekret nigdy niezdradzony
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Jasnowidz

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t9682-lysandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t10422-listy-do-malej-sroki https://www.morsmordre.net/t9687-mala-sroka#294548 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10412-lysandra-vablatsky#314803 https://www.morsmordre.net/t9815-lysandra-vablatsky
Re: Sień [odnośnik]24.04.22 1:08
6 kwietnia

Może powinien był zajrzeć tu wcześniej. Nie, nie powinno go być tu nawet teraz. Zwykle nie ignorował podszeptów własnej intuicji, a ta podpowiadała mu dziś, że będzie tego żałował. Lepiej byłoby, gdyby nie zatrzymywał swoich kroków właśnie tu, pod drzwiami lazaretu, ale wiedział, że póki nie skonfrontuje skąpych wspomnień noworocznych z własnymi wyobrażeniami i tym, co usłyszał od Deirdre, nie będzie mógł pozbyć się tej kobiety z głowy. Była uporczywą myślą, drażniącą zagadką. Zadręczała go w najmniej oczekiwanych momentach. W głowie od czasu do czasu słyszał jej słowa, oczami wyobraźni przywoływał jej gesty. Chciał się uwolnić od tego stanu, od tych myśli uciekających do zielonkawych oczu. Hipnotyzującego spojrzenia, melodyjnego, dźwięcznego głosu. Potrzebował z nią tylko pomówić. Wyjaśnić kwestię tamtych listów, wszystkiego, co się wydarzyło. Była sojusznikiem Rycerzy Walpurgii, nie mógł pozwolić sobie na niedomówienia wśród czarodziejów wspierających ich sprawę. Powinien ją zignorować. Jeśli nie pamiętał, to nie mogło być w żaden sposób istotne. Może powinien, ale nie mógł. Właśnie dlatego szóstego dnia kwietnia wieczorem stanął w progu lecznicy na Alei Śmiertelnego Nokturnu.
Deszcz lał jak z cebra. Wszędzie było paskudne błoto, kałuże mieszały się z gliną i kurzem. Przed zmoknięciem chroniła go magia, ale wilgoć była mocno wyczuwalna w powietrzu. Miała nieprzyjemny zapach i pozostawiała dziwny nalot w ustach. Jego szata pachniała drzewa cedrowym, piżmem i nutą pomarańczy. Tak pachniała jego woda kolońska. Dłonie nabrały jednak zapachu tytoniu, który palił nałogowo. Czarodziejska szata nie wyróżniała się niczym szczególnym. Była czarna, jak większość jego garderoby. Jedynym jasnym elementem była szpilka przy kołnierzyku.
Drzwi do lecznicy były lekko uchylone. Niejednokrotnie widział, jak ludzie tu wchodzili, szukając ratunku i wychodzili. Uniósł dłoń, by zapukać, ale to był szpital. Wątpił, by ktokolwiek usłyszał jego pukanie. Z pewnością wszyscy ci, którzy tu pracowali byli koszmarnie zajęci. Byli w stanie wojny, rannych i umierających musiało być na pęczki. Zapukał jednak mocno, dopiero później pchnął delikatnie drzwi prowadzące do sieni. Z ciemności wypadł ochrypły, gardłowy pomruk. Z pewnością nie należał do uzdrowicielki; wątpił, by pochodził od człowieka. Do jakiegoś stworzenia? Nie widział, nie pchnął drzwi także mocniej. Jeśli przejścia strzegł strażnik, nie miał najmniejszego prawa wchodzić do środka.
Za jego plecami pojawiła się czarownica,. Chwyciła się jego szaty, cofnął się odruchowo, zabierając rękę. Upadła na próg. Jej twarz pokrywały zielonkawe liszaje. Jej spódnica była podarta, płaszcz znoszony. Pachniała dziwnie, alchemią — oparami jakiś substancji, których nie potrafił nazwać. Zaczęła głośno zawodzić, wpadła do środka, do sieni. Dopiero wtedy dostrzegł, co stanęło mu na drodze; To był troll. Wyciągnął różdżkę i wymierzył w niego; kobieta wtoczyła się do środka, obok istoty, krzycząc po pomoc.



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl drogi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 40
UROKI : 25
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 60
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Jasnowidz
Sień - Page 17 BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Re: Sień [odnośnik]24.04.22 1:08
The member 'Ramsey Mulciber' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 64
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Sień - Page 17 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Sień [odnośnik]27.04.22 20:28
Obracała w dłoniach fiolkę z wywarem, przyglądając się - nad świecą - klarowności i barwie zawartej w niej cieczy; otaczał ją duszny aromat ziół, lubczyku, mięty i rozmarynu, zdominowany przez paloną korę wiggenu. Na samym dnie fiolki znajdował się mętny jasny osad, któego nie powinno tam być: przyglądała się słoiczkom z suszonymi liśćmi, szukając winowajcy. W jednym z nich musiał zalęgnąć się szkodniki, ale na pierwszy rzut oka wszystkie wydawały się w pełni sprawne. Z westchnieniem odkorkowała fiolkę i chlusnęła zawartość do znajdującej się obok zlewki, którą następnie oczyściła na prędce wyszeptanym zaklęciem. Uwiązany rzemieniem czarny warkocz zwisał przez ramię, rękawy białej koszuli podwinięte miała po łokcie, by nie zbrudzić ich w trakcie pracy, rozchylony kołnierz odsłaniał biały dekolt. Ramiona okrywała hafotwana czarną nicią purpurowa chusta z frędzlami, która pozwalała zachować ciepło pośród piwnicznej wilgoci. Uniosła spojrzenie zielonych oczu w górę, gdy usłyszała hałas, po czym pochwyciła między palce materiał długiej czarnej spódnicy, unosząc go nieznacznie i prędkim ruchem skierowała się ku schodom, wychodząc na korytarz - w pierwszym odruchu pochwyciła w ramiona  czarownicę, która szukała tu pomocy: liszaje wskazywały na rzadką chorobę wywoływaną klątwą, jednak stan przesuszonej, wciąż jasnej skóry wskazywał na krótki okres trwania infekcji. To dobrze rokowało, liszaje usunie ręcznie, a stan chorobowy zostanie wstrzymany stosunkowo prędko. Tydzień, może dwa, i dojdzie do siebie.
- Spokojnie - szepnęła, pomagając jej stać; wsunęła włąsne ramię pod jej, zamierzając pomóc jej przejść wgłąb lecznicy. Dopiero pomruk Umhry podpowiedział - że nie byli tutaj wcale same. - Proszę, proszę... - mruknęła, gdy, nie wypuszczając z objęć kobiety, wysunęła się zza trolla. - Jednak w końcu udało ci się odnaleźć drogę - Przekrzywiła nieznacznie głowę, badawczo przyglądając się jego twarzy; stracił pamięć, a wspomnienia były tym, co budowały człowieka: jak wiele z siebie utracił tamtego dnia? Czy teraz - kiedy na niego patrzyła - wciąż był tym, którego poznała?
Czytała gazety. Czytała o zaszczytach i honorach, jakie go spotkały. Widziała zdjęcia ślicznotki, która pewnie mogłaby być jego córką, która towarzyszyła mu u boku tamtego dnia. Nie było w tym dużego zaskoczenia, ostatecznie przecież każdy, kto go znał, wiedział, że zajdzie daleko. Nie tylko ze względu na jego wybitny talent, był wszak czarodziejem wyjąkowej mocy, nie tylko za sprawą ambicji i determinacji. Miał w sobie coś wyjątkowego - iskrę, która wynosiła go ponad innych i obdzierała z przeciętności. Sugestywnie przeniosła spojrzenie na różdżkę skierowaną w stronę trolla. Umhra robił się nerwowy, szczerzył kły. Ramsey nie atakował go po raz pierwszy. Już go kiedyś skrzywdził.
- Ciiii.... - zwróciła się czule do stworzenia, unosząc lewą dłoń, by złożyć ją na jego policzku;. Pewny dotyk miał mu pomóc zrozumieć, że nie znajdował się w niebezpieczeństwie, choć wroga postawa gościa wcale tego nie ułatwiała. A eskalacja konfliktu - nie była tutaj potrzebna. Nie chciała krzywdy Umhry.
- Szukaliście, panie, tej drogi, tak długo, po to, by przyjść tu z uniesionym orężem we wrogich zamiarach? Gratuluję wyczucia! Cofnijcie się, trwa wojna, a ja odpowiadam za rannych - zwróciła się do niego oschle, utrzymując niezachwiany ton głosu. Minęło wiele tygodni. Miesięcy. - Opuście różdżkę, jesteście tu gościem i jako tacy zobowiązani jesteście do zachowania elementarnej grzeczności, podczas gdy mierzenie w gospodarza od progu nawet martwy gumochlon uznałby za głęboki nietakt - powtórzyła żądanie, nim zdążył zareagować. Nie przeszło mu przez myśl - że i Umhry mógł dzisiaj nie pamiętać. Patrzyła mu tamtego dnia w oczy, widziała tę przykrą nicość, wiedziała, że jego słabość nie była ni ponurym żartem ni szczeniacką wymówką, a jednak stan, w którym go odnalazła, był tak nierealny, że wciąż wydawał się tylko przedziwnym snem.
- Nie stój jak słup soli, rusz się! Nie uniosę jej, a traci przytomność. Pomóż mi, do licha! - Krzyknęła, kiedy kobieta zaczęła osuwać się z nóg. - To nie jest zaraźliwe - Uprzedziła wątpliwości, zasickając na wątłym tułowiu kobiety ramiona mocniej, nie chcąc pozwolić jej upaść. Nie szukała z nią kontaktu, wiedziała, że go nie znajdzie.




bo ty jesteś
prządką

Cassandra Vablatsky
Zawód : Szeptucha
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
wdarły się znowu upiory w twój sen
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 26
UZDRAWIANIE : 36
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10/60
SPRAWNOŚĆ : 5/5
Genetyka : Jasnowidz

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-zorya-utrennyaya#4959 https://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 https://www.morsmordre.net/t2811-skrytka-bankowa-nr-3#45477 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Re: Sień [odnośnik]04.05.22 1:12
Ujrzał ją, kiedy ta kobieta wpadała jej w objęcia, ale nie przyglądał się zbyt wnikliwie, gotów był w tej właśnie chwili zażegnać niebezpieczeństwo w postaci rozjuszonego trolla. Nigdy nie czekał — ułamek sekundy wahania mógł wystarczyć, by stracić życie na polu walki. To, że wciąż żył dowodziło, że refleks miał dobry — nie był w stanie przywołać z pamięci tych wszystkich momentów, w których ktoś lub coś pozostawiło na jego ciele niewybaczalne, niemalże śmiertelne rany, a po których to właśnie ona przywróciła go do życia. Tym razem coś, może intuicja, sprawiło, że powrócił do niej wzrokiem zamiast pozbawić bestię życia. I ta jedna chwila, a potem wypowiedziane przez uzdrowicielkę słowa sprawiły, że kiedy wrócił spojrzeniem do stworzenia wiedział, że nie może zareagować zgodnie z zamierzeniem. Nie przerywał jej w tej zaskakująco nieprzyjemnej, szorstkiej, ironicznej tyradzie. Był zaskoczony, ale wystarczająco panował nad własną mimiką, by nie stać z otwartymi ustami i wpatrywać się w nią tak, jakby plotła coś w obcym języku. Nie zwlekał, kiedy kazała mu zareagować. Zreflektował się, jak należało — na pytania przyjdzie czas później. Może nigdy, ale dowie się wszystkiego czego chciał tak czy inaczej. Zrobił dokładnie to, o co prosiła, choć nie był sam pewien, skąd wziął się ten ruch i dlaczego właściwie to uczynił. W kilku krokach dotarł do nich — do szeptuchy i jej pacjentki, po drodze chowając różdżkę — i złapał kobietę z drugiej strony, pomagając gospodyni podnieść ją i zaprowadzić w głąb lazaretu. Ciężar ciała kobiety wziął na siebie, chwytając jej rękę i przekładając sobie przez ramiona, by chwycić za nadgarstek z drugiej i na barkach uczynić dla niej oparcie. Nie wziął jej na ręce, ten moment pozwolił mu na to, by znaleźć się bliżej uzdrowicielki. Zerknął na nią, a kąciki ust uniosły się lekko.
— Cóż za osobliwy wybór towarzysza — mruknął w trakcie z podziwem. Obejrzał się na trolla czujnie, kiedy go mijali, gotów by w każdej chwili wypuścić z rąk czarownicę i się obronić. — Wiele widziałem w życiu, ale trolla w lecznicy nigdy.— Wiedział, że tracił pamięć, powiedział to nie bez powodu — nie tylko wtedy, to zdarzało się ciągle. Umykały mu fragmenty z życia, osoby spotkane w jego trakcie. Nie pamiętał tez jej, nie pamiętał tego trolla, choć jeśli to, co Deirdre mówiła było prawdą, musiał tu być i go znać. Minęło mnóstwo czasu od jej listów — i pomimo gróźb nie zdecydował się zjawić w lazarecie. Mimo słów Deirdre, mimo wiedzy o tym, kim rzekomo miała być owa Cassandra. Infantylne pogróżki nie robiły na nim najmniejszego wrażenia. Dopiero kiedy ją spotkał — jej spojrzenie i cichy głos utkwił mu w głowie. Spojrzał na nią przelotnie, mogąc w pełnej okazałości przyjrzeć się jej twarzy po raz pierwszy; nie była wyjątkowo urodziwa — nie tak, jak Salome, Solene, Evandra. Ciemny warkocz, blada cera, zmęczenie widoczne w cieniach pod oczami. — Droga, którą przebyłem była długa i wyboista, utknąłem w labiryncie bez wyjścia. Los mi jednak sprzyjał, po miesiącach błądzenia odnalazłem właściwy kierunek i jestem. Ogromnie spóźniony i wielce skruszony — przyznał z pozorną pokorą, pochylił głowę, posłusznie wykonując polecenia uzdrowicielki odnośnie jej pacjentki — jeśli należało ją położyć; ze skrywanym obrzydzeniem uczynił to. Zamilkł na chwilę, spoglądając znów w jej stronę. — Nie przybyłem we wrogich zamiarach. Wybacz mi moją impertynencję, mylnie odebrałem twojego towarzysza jako zagrożenie. Niecodziennie spotyka się kobietę współpracującą z trollem. — Przyciągała jego wzrok, choć jej twarz wydawała się zwyczajna. Przyciągało go coś innego. Niewidocznego. Coś, co sprawiało, że całokształt, jaki sobą prezentowała — język, głos, ruch ciała, nawet zapach — aromat rozmarynu — wydawał się atrakcyjny. Przez tą kobietę nie mógł ocenić jej dokładniej, nie przyglądał się długo, nie śledził jej wzrokiem. Zerkał, hamując zainteresowanie — choć czekał na okazję, w której będzie mógł spojrzeć na jej twarz na dłużej, bez poplątanych włosów i owrzodziałego łba między nimi.



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl drogi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 40
UROKI : 25
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 60
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Jasnowidz
Sień - Page 17 BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Re: Sień [odnośnik]08.05.22 20:32
Poczuła ulgę w ramionach, gdy przejął na siebie ciężar czarownicy; nie odsunęła się ni cal, wiedząc, że nie pamiętał drogi - poprowadziła ich oboje do lazaretu, gdzie kobieta mogła spocząć bezpiecznie na pryczy. Porwała jeden z eliksirów z pobliskiej półki, czym prędzej pojąc nim kobietę; czarownica zamajaczyła coś pod nosem, nim opadły jej powieki i zatraciła się we śnie, machinalnym odruchem przyłożyła wierzch dłoni do jej nosa, upewniając się, że dawka usypiającego specyfiku nie była zbyt duża. Dopiero teraz mogła przyjrzeć się jej objawom, przemywszy dłonie w miednicy z wodą powiodła palcami po jej skórze, sprawdzając kształt, miękkość i fakturę liszajów. Były ciepłe, musiały piec, ale wystarczyło załagodzić te objawy.
- Doprawdy? - zapytała, nie oglądając się na niego; w jej głosie, krótkim powątpiewaniu, wybrzmiewało wszystko to, czego nie potrafiła wypowiedzieć: gorycz, żal i złość na coś, na co nawet nie miał wpływu. Doprawdy nie widziałeś nigdy trolla w lecznicy, Ramsey? Groziłeś mu tak wiele razy, że w końcu nabawi się przez ciebie nerwicy, winna wieczorem poświęcić mu więcej czasu. Powstała i wyminęła go wartkim krokiem, ostentacyjnie poirytowanym, by przebrać między słoiczkami znajdującymi się na regale, powróciła na miejsce, równie zamaszystym krokiem, gdy znalazła odpowiedni.  - Macie zatem okazję się poznać - korzystaj, chciałabym powiedzieć, że trzecia taka nie nadarzy się prędko... ale wszyscy wiemy, jak jest. - Może wnet znów o tym zapomnisz. - Poznaj Umhrę. Nie wyciągaj przy nim różdżki. Nie lubi tego - oznajmiła krótko, uwalniając z odkręconego słoiczka kwiatowo-ziołowy zapach; nabrała maści na opuszki palców, ostrożnie smarując nią liszaje śniącej kobiety. - Wyboista z pewnością - mruknęła pod nosem, z przekąsem, to przynajmniej wyjaśniałoby jego stan: potknięcie się, uderzenie w głowę i utratę pamięci. Nie, wiedziała, że to nie było takie proste, potrafiła skojarzyć fakty. - I kręta. Strach pomyśleć, dokąd błądziłeś. - Ze smarkatymi panienkami, z którymi, z całą pewnością, toczyłeś niezwykle wciągające intelektualne dysputy. Gdy tylko dostrzegła to zdjęcie w gazecie, prysnęło w niej całe współczucie, które kierowało nią, gdy odnalazła go na Sabacie w Nowy Rok. Sięgnęła dłonią do wierzchniego odzienia kobiety, zsuwając materiał z linii jej dekoltu, szukając śladów liszajów - jak daleko się rozpierzchnęły? Wyglądało jednak na to, że infekcja była świeża - kobieta musiała trafić do niej szybko. Teraz musiała wypocząć, ponownie przemyła dłonie w wodzie, osuszając ją przy pomocy czystego skrawka materiału. Założywszy ręce na piersi, spojrzała wprost na niego. Wyczekująco. - A jednak jesteś spóźniony, a ja wyraziłam się jasno. Nie wyglądasz wcale na rannego ani potrzebującego pomocy. Zatem? Czego tu szukasz? - Wtedy, na balu, nie wiedział, kim była. Grał wtedy? Dziś wiedział, że rozmawiał z czarownicą, z którą wymienił tamte listy, co się zmieniło? Coś rozjaśniło mu się w głowie? Czy odnalazł kogoś, kto przybliżył go do prawdy? Skierowała się do drzwi, za którymi znajdował się troll. Rzuciła na niego okiem, z troską, upewniając się, że zdążył się już uspokoić.
- Z tymi manierami zdaje się, że niecodziennie spotykacie kobiety w ogóle - poprawiła Ramseya, choć wiedziała, że w jej słowach nie było prawdy. Kierowała nią złość. - Umhra nie jest moim współpracownikiem tylko domownikiem. Rada będę, jeśli przestanie być niepokojony we własnym domu - oznajmiła ze zdecydowaniem, dramatycznie wyciągając przed siebie dłoń, w kierunku Mulcibera, w geście kategorycznego zakazu.




bo ty jesteś
prządką

Cassandra Vablatsky
Zawód : Szeptucha
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
wdarły się znowu upiory w twój sen
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 26
UZDRAWIANIE : 36
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10/60
SPRAWNOŚĆ : 5/5
Genetyka : Jasnowidz

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-zorya-utrennyaya#4959 https://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 https://www.morsmordre.net/t2811-skrytka-bankowa-nr-3#45477 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947

Strona 17 z 17 Previous  1 ... 10 ... 15, 16, 17

Sień
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach