Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Sień
AutorWiadomość
Sień [odnośnik]05.08.15 16:06
First topic message reminder :

Sień

★★
Z zewnątrz budynek przypomina odrapaną starą piętrową chatę, wątłe drewniane drzwi niewątpliwie nie są skuteczną ochroną przed złodziejami - prowadzą do nich trzy lekko spróchniałe schodki. Przez otwarte okno wiatr wypycha firankę splecioną z bujnym bluszczem, a wokół roztacza się zapach przypominający o śmierci - raz za czas zmieszany z siarkowymi wyziewami i ostrym zapachem ziół. Sień prowadzi do dalszych pomieszczeń, jest zakończona schodami, przez które można się przedostać do części mieszkalnej. Krzesełka ustawione pod ścianą ustawione są z myślą o oczekujących pacjentach.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 20:03, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Sień - Page 18 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Sień [odnośnik]08.06.22 23:43
Wyglądała na kogoś, kto był zły, a kto jednocześnie potrafił doskonale tę złość ukryć, ujawniając się tylko w chwilach, gdy para uciekała przez drobniuteńką dziurę po igle w ciele, tylko po to, by naprawdę nie wybuchnąć. Nie był pewien czego się spodziewać, jak odczytywać jej zachowanie. Próbował być ostrożny. Nie znał jej, nie wiedział, na ile mógłby sobie pozwolić w jej towarzystwie. W takich chwilach działało jedno, a przynajmniej sprawdzało się najlepiej — pokazanie się z jak najlepszej i najbardziej ugrzecznionej formy. Nie chciał jej urazić, ale na to było już za późno. Zignorował jej listy i pogróżki, mleko się wylało.
Nie odpowiedział jej niczym, pochylił nieco głowę, spoglądając na nią z dołu, jak zbite szczenię, które pogryzło właścicielce buty. Czyż nie w takiej właśnie sytuacji się znalazł? Ile czasu minęło od jej listów? Ile tygodni, miesięcy ignorował jej istnienie? Rozmawiała z Deirdre? Wiedziała, że mu powiedziała o wszystkim? Łatwo będzie przekroczyć linię i czuł, że Cassandra była kobietą, przy której wcale nie chciał tego robić. To była droga bez powrotu.
Z pełną powagę przeniósł spojrzenie z Cassandry na trolla. On też nie wyglądał jak ktoś z kim chciał się naprawdę zaprzyjaźnić. Lata temu odbierał życie takim jak on, słusznie czy niesłusznie, bez znaczenia. Liczyła się statystyka, szybko wypełnione zadanie. A jednak musiał tolerować jego obecność i próbować zaskarbić sobie jego akceptację by przypodobać się jego właścicielce. Pochylił głowę, udając, że w tym geście nie ma ani niechęci ani fałszu. Uprzejmy uśmiech pojawił się na twarzy.
— Miło mi cię poznać, Umhra. Ponownie — dodał ostrożnie; znali się. Znali się dobrze, bywał tu u Cassandry, coś ich w końcu łączyło. — Nie chciałem wyjść na ignoranta — podjął w odpowiedzi na jej słowa, prostując się i kiedy ona krzątała się przy słoiczkach, podchodząc bliżej i spoglądając jej na ręce, bardziej niż zapachem zwabionym jej oziębłością, po tym, jak grała podczas noworocznego sabatu. Przez chwilę się zastanawiał nad czymś. Rozważał, analizował, aż w końcu uśmiechnął się smutno.— Ubolewam, że nie mam nic na swoją obronę. Wybacz mi to, co powiem, być może szczerość nie jest już tym, co cię interesuje.— Zrobił krótką pauzę, ale tylko pozornie dając jej szansę na przerwanie mu, czy wtrącenie. Podszedł do niej znów, mówiąc nieco ciszej, a głos miał przepełniony żalem. — Kiedy dostałem od ciebie pierwszy list wziąłem cię za... poruszoną — rozhisteryzowaną brzmiałoby lepiej, ale nie spodobałoby jej się to. — obcą mi czarownicę. — Wariatkę. — Nie miałem pojęcia o tym, że jak już wiesz, cierpię na ubytki w pamięci, jak większość czarodziejów w swoim wieku uważam się za nieomylnego i wszystkowiedzącego. Wygląda jednak na to, że to nieodwracalne. I ubytki nie dotyczą wyłącznie ciebie, panno Vablatsky. Przykro mi, że takie odniosłaś wrażenie. Nie biorę podobnych zarzutów na poważnie i nie zwykłem doświadczać relacji, które w jakikolwiek sposób mogłyby podobne listy tłumaczyć. Powinienem był zjawić się tu od razu. A przynajmniej po Nowym Roku...— dodał ciszej, spuszczając na moment spojrzenie, unosząc dłonie, które rozmasował w dwóch ruchach. — Jednak obowiązki skutecznie odciągały moje myśli od prywatnych spraw i przyjemności. Jesteśmy w stanie wojny, nie ma dziś nic istotniejszego niż walka w imieniu Czarnego Pana. — Zakończył swój monolog, spoglądając w bok, na ściany lazaretu, przyglądając się temu, co się przy nich znajdowało. Nie powinien jej mówić, że nie dawała mu spokoju, a jej osoba dręczyła go tygodniami. — Nie wszystkie rany widać na pierwszy rzut oka — dodał w zadumie, powoli odwracając się ku niej. — Szukam odpowiedzi. Rozumiem, że nie będziesz chciała udzielić mi większości z nich, ale może zechciałabyś przyjrzeć się moim zdrowotnym problemom i odpowiedzieć chociaż na te? Pewnie jako uzdrowicielka potrafisz znaleźć przyczynę takich stanów? Nie mam szczególnego zaufania do uzdrowicieli, ale Deirdre twierdzi, że jesteś najlepsza. — Pewnie była, że wcześniej się nią interesował. Co w sobie miała takiego, że zapadała w pamięć? Został w miejscu, splótłszy ręce za sobą, skinął jej głową lekko, na znak zgody. Nie zamierzał jej niepokoić i denerwować jej trolla. — Wyjdę, jeśli sobie tego właśnie życzysz i nie będę cię więcej nękał.



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl drogi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 40
UROKI : 25
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 60
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Jasnowidz
Sień - Page 18 BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Re: Sień [odnośnik]20.06.22 1:23
Pochylając się nad leżącą czarownicą, szepcząc mantry mające ulżyć jej w cierpieniu, z twarzą oświetloną aurą kolejnych rzucanych zaklęć, przekładając słoiczki z palców między palce, ze szczerym zdumieniem jednym okiem obserwowała Ramseya składającego szczerze przeprosiny wobec Umhry. Wyjścia były tylko dwa: uderzył się w głowę znacznie mocniej, niż sądziła lub grał, sądząc, że nabierze ją na baśni, które tak dobrze znała. Miała nad nim ogromną przewagę, on nie pamiętał jej, lecz ona jego doskonale. Znała jego reakcje, jego naturę, jego pragnienia, znała na pamięć rytm jego zachowań, wierząc, że poznała go lepiej, niż znał go ktokolwiek, a może i lepiej, niż on sam znał siebie. Dlatego też wiedziała, że przynajmniej część z tych słów była szczera. Nie brał sobie podobnych pogróżek do serca, oczywiście, że nie. I zwykle nie doświadczał też tego, co czuł przy niej. Czy naprawdę, aby powiedzieć jej komplement, musiał najpierw całkiem stracić o niej pamięć?
- Zatem czego jeszcze nie pamiętasz? - zapytała, ostrożnie nakładając maść na twarz wiedźmy, dopiero wówczas prostując się bez przekonania - i wciąż nie oglądając się na niego. Cokolwiek wyrwało mu tę pamięć, robiło to po to, by go zranić. Wiele ich połączyło, lecz równie wiele podzieliło. Już od pewnego czasu nie byli sobie bliscy, lecz tamtego dnia miała go przy sobie. Wróć do mnie, mówiła. Czy świeże wspomnienia stały się pożywką dla pasożyta żerującego na umyśle? To nie jej profesja sprawiała, że mogła mieć podejrzenia co do ciągu zdarzeń w locus nihil, pierwsza z nieszczęśliwych wróż padła na Elvirę. Obmyła dłonie w pobliskiej misie z wodą, przecierając je do sucha szmatą wykonaną ze starego prześcieradła. Pisząc list rzeczywiście jeszcze o niczym nie wiedziała. Prawdę poznała później. Od Deirdre. Czy to ona wskazała mu tutaj drogę? Odwróciwszy się w końcu w jego stronę, zaplotła ramiona na piersi, wzrokiem błądząc po drewnianej posadzce. Rozegrali razem wiele partii, lecz nigdy nie zastanawiała się nad tym, co się stanie, jeżeli złapie go w ostateczny szach. Los okrutnie z niej zadrwił tamtego dnia. Wykonała w jego stronę kilka kroków, lecz ostatecznie wyminęła go i zatrzymała się przy oknie, stając bokiem do szyby spoglądając na ciemną uliczkę na zewnątrz lecznicy. W żaden sposób nie odpowiedziała na jego znak pokoju.
- Magomedycyna nie zna odpowiedzi na pytania takie, jak twoje - odparła w końcu, mogła odesłać go do Hectora, dla którego ludzki umysł nie stanowił żadnej tajemnicy, lecz nie wierzyła w powodzenie żadnych nauk. Zbyt wiele było w tym zbiegów okoliczności, a ona zbyt mocno wierzyła w gwiazdy. - Miałeś przy sobie tamtego dnia wywary. Pamiętasz, skąd je wziąłeś? - Urwała, dając mu chwilę na dopasowanie jej słów do rzeczywistości, mógł nie wiedzieć, że została wtajemniczona w szczegóły wyprawy po locus nihil. Eliksiry miał przecież od niej. Jak zawsze. Na krótko przeciągnęła spojrzeniem po jego twarzy, dość szybko przenosząc je na szarugę za oknem. - Spędziłeś ze mną czas przed podróżą. Mówiłeś mi, że widziałeś w wizji samego siebie sięgającego po szmaragdowy odłamek pradawnego artefaktu. Że po jego dotknięciu poczułeś się zagubiony. Że o wszystkim zapomniałeś - Martwiła się. Całą noc. A on nie przyszedł, choć od innych wiedziała, że przetrwał. Dopiero skupione myśli w tym momencie sięgające pamięcią tamtych zdarzeń zaczynały układać sens tej historii. - Ja też opowiedziałam ci o swojej wizji. O tym, że Elvira Multon w moich snach poniosła śmierć, lecz to z jej ręki odczytałam tę historię. Poprosiłam cię, żebyś na nią uważał. Obiecałeś, że to zrobisz. - I to właśnie dłoń sprowadziła na nią zgubę, wróciła bez niej. Przez Ramseya. Dlaczego? Ciąg zdarzeń nabierał makabrycznego sensu. Cokolwiek się tam wydarzyło, przerażało.
- Miałeś nie zapomnieć tamtego spotkania - ale zapomniałeś. - Miałeś do mnie stamtąd wrócić - ale nie wróciłeś. - Nic nie pamiętasz - stwierdziła cierpko, przenosząc spojrzenie ku jego twarzy. Choć przecież wiedziała o tym od dawna, to dopiero szczera konfrontacja uświadomiła jej ostateczność tej sytuacji. - Pokonały cię moce potężniejsze od ciebie - dodała z niedowierzaniem, bo nigdy nie sądziła, że tak rzeczywiście się zdarzy. Z niekrytym zawodem - że tę walkę przegrał.




bo ty jesteś
prządką

Cassandra Vablatsky
Zawód : Szeptucha
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
wdarły się znowu upiory w twój sen
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 26
UZDRAWIANIE : 36
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10/60
SPRAWNOŚĆ : 5/5
Genetyka : Jasnowidz

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-zorya-utrennyaya#4959 https://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 https://www.morsmordre.net/t2811-skrytka-bankowa-nr-3#45477 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Re: Sień [odnośnik]21.06.22 15:36
Zerkał na jej działania, rejestrując każdy jej gest i ruch choć wcale nie po to, by spróbować to odtworzyć w późniejszym czasie. To, co robiła i sposób w jaki wykonywała swoje obowiązki wiele mówił o niej samej. Widział precyzję i uwagę. Przykładała się do tego, co robiła i obcą czarownicę szukającą tu ratunku obdarzyła najlepszą opieką. Nie pytała o zapłatę, nie wymagała złota zawczasu ani zapewnienia o możliwości spłacenia zaciągniętego długu. Zwyczajnie, bez pytania zabrała się do pracy, zupełnie tak jakby powołanie pchało ją ku temu. Tu, na Alei śmiertelnego Nokturnu mogła liczyć w zamian za protekcję, przysługę, choć chora wiedźma, która padła w progu nie wyglądała na taką, która mogłaby jej zapewnić jedno lub drugie.
Gdy spytała, odwrócił się od niej, zerkając na wnętrze lazaretu. Ciemnego, słabo oświetlonego. Czarownica poruszała się w nim znając każdy skrawek tego miejsca na pamięć, nie musząc szukać odpowiednich medykamentów. Jeśli była tak dobra, jak twierdziła Deirdre, pewnie znała je wszystkie na tyle dobrze, że po odkręceniu słoika była w stanie rozpoznać właściwy zapach. Dla niego to miejsce było obce, pełne krwi i wszystkich innych płynów i substancji, które choć zmyte zdążyły wsiąknąć w drewno, po którym stąpał. Zadumał się na moment, a pionowa zmarszczka przecięła wąską przestrzeń między ciemnymi, gęstymi brwiami.
— Sytuacji. Spotkań, rozmów. Mało znaczących i tych najważniejszych — odparł niezbyt konkretnie.— Ale wiem, kiedy nadchodzi. To zapomnienie. — Choć chciał, by się temu przyjrzała, potrzebował tego z innych powodów niż sugerowane. Dziś już wiedział, co go dręczyło. Nie wiedział jak temu zapobiec; nie wiedział czy w gruncie rzeczy chciał. Moc jaką dzięki temu posiadł , choć poza jego kontrolą, była nęcąca — a może Czarnemu Panu wciąż potrzebna. Jego ciało, jego świątynia nosiła pasożyta, który odbierał mu to, co miał, to, do czego całe życie dążył, nad czym pracował. W zamian za nieprawdopodobne możliwości. Nie był jednak głupcem, nie mógł z tym nic uczynić, w takich chwilach był zdany na łaskę pradawnego ducha. Ala ta czarownica, choć dziś, w tych ubraniach, splecionych włosach nie przypominała damy z sabatu, dręczyła go w myślach. — Jeśli jednak nie możesz mi w żaden sposób pomóc, nie będę cię zanudzał historiami, z pewnością masz ważniejsze sprawy na głowie.— Odmówiła, nie było więc powodu, dla którego miałby się dzielić z nią tak intymnymi istotnymi faktami. Z nią, z kimkolwiek. Nie miał osoby, której mógł ufać całkowicie. A jednak zaraz miało się okazać, że kiedyś taka była. — Ani zadręczał swoją obecnością. Mam nadzieję, że wybaczysz mi to najście. Nie byłbym sobą, gdybym nie spróbował — dodał lekko, z kapryśną nutą żartu w tonie głosu. Zapewne nie miała ochoty go widzieć po takim czasie. Zerknął na nią jednak, z wyraźnym wahaniem. Dwa wywary. — Antidotum i jakiś eliksir, może — nie pamiętał, co to było, ale nie z powodu amnezji. Po tylu miesiącach było to już bez znaczenia, co miał wtedy ze sobą. Wzruszył ramionami, ale uniósł brwi z zaciekawieniem. Odpowiedź przyszła zaraz po tym. Zaskoczenie jakie w niego wstąpiło prawie nie odmalowało się na jego nieruchomej twarzy, ale dobiło się za to w jego oczach, zwiększających źrenicach, które sprawiły, że szare tęczówki zrobiły się w półmroku prawie całkiem czarne. Przewidział to. Pamiętał tę wizję, ale nie wiedział, że się z kimś nią podzielił. Z nią? Dlaczego? — Jesteś wieszczką? — zdumiał się, nie odrywając od niej spojrzenia. Nie pamiętał tamtej rozmowy, tamtego spotkania ani ostrzeżenia. — Elvira żyje — stwierdził sucho. Jej wizja się nie sprawdziła? Kłamała? A może mimo tego, co się wydarzyło dopilnował, by przetrwała? — Powiedziała ci, co się wydarzyło? — Podzieliła się z nią tą wiedzą? Tym, co wydarzyło się w podziemiach?
Słowa, które padły go ubodły. Zadarł wyżej brodę, patrząc jak blade światło zza okna okala jej profil, kiedy na niego spojrzała. Przegrał. Pokonała go moc potężniejsza od niego, choć wierzył, że to niemożliwe. Zmusiła go do zdrady, walki przeciwko własnym sprzymierzeńcom. Nieprzyjemny fakt uwierał jak kamień w bucie — lecz wciąż żył, a ta świadomość zwalniała go z rozpamiętywania tamtych zdarzeń. Tak musiało być.
Milczał chwilę.
— Ktoś musi zapłacić najwyższą cenę, by przyczynić się do zwycięstwa, jakie mamy odnieść w tej wojnie — podsumował. Jeszcze do niedawna sądził, że cena, jaką poniósł była niewielka przy tych korzyściach. .Wciąż tak uważał, że to pragnienie poznania tej tajemnicy, odkrycia czym było to, o czym mówiła Deirdre, Cassandra, a co tak uparcie wykluczał było coraz silniejsze.
Zbliżył się do niej powoli. Zatrzymał pół kroku za nią, przed oknem. Czuł zapach jej włosów, a kiedy przechylił lekko głowę ujrzał mlecznobiałą cerę, łabędzia szyję. Zrobił głęboki wdech, zaciągając się nową, a taką znajomą wonią.
— Wybierz się ze mną w podróż. Do Warwick— zaproponował cicho, splatając ręce za sobą, powstrzymując się przed odgarnięciem jej włosów na jedno ramię.



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl drogi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 40
UROKI : 25
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 60
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Jasnowidz
Sień - Page 18 BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber

Strona 18 z 18 Previous  1 ... 10 ... 16, 17, 18

Sień
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach