Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Stajnie
AutorWiadomość
Stajnie [odnośnik]04.01.21 13:48

Stajnie

Stajnia przylegała do wschodniej ściany posiadłości Durham. Był to przestronny budynek, w którego wnętrzu znajdowały się szerokie boksy dla koni, a wszystko stworzone za pomocą drewna i kutych bram. Miejsce utrzymane w czystości i z ogromną dbałością o wierzchowce zachwycało swoim porządkiem. Nie brakowało więc tabliczek z imionami koni oraz informacjami o ich pochodzeniu i diecie. W środku kręcili się stajenni, którzy doglądali drogocennych wierzchowców rodu Burke. W powietrzu unosił się zapach słomy, siana oraz koni, miejsce zaś było dobrze doświetlone i czuło się w nim dumę rodziny do której przybytek ten należał.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Stajnie Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Stajnie [odnośnik]04.01.21 16:02
18.09.1957 - popołudnie

Rodzina Carrow była jej przekleństwem, to musiała być prawda. A zwłaszcza mężczyźni, którzy ostatnio dość mocno zaznaczali swoją obecność w jej życiu. Najpierw Ares, który stanowił dla niej zagadkę, którą chciała bardzo mocno rozgryźć, nie mając pojęcia, że za jej plecami tworzone jest porozumienie pomiędzy rodami. Nie wiedziała co myśleć po ostatnim spotkaniu z lordem Carrow. Miała mieszane uczucia i całkowicie mętlik w głowie. Nie potrafiła tego nazwać, choć każdy inny znalazł by dziesięć określeń na stan, w którym aktualnie się znajdowała.
Ledwo wróciła ze spotkania z Frances z biblioteki kiedy skrzat ją poinformował, że zaraz ma przybyć lord Carrow, ale tym razem Lorcan. Oblał ją zimny pot. Zupełnie o tym zapomniała, a przecież to był jej pomysł i to ona zaprosiła go do Durham.
Od jakiegoś czasu była w posiadaniu konia imieniem Rotmistrz. Piękny siwek, który stawiał majestatycznie kroki, miał uważne spojrzenie oraz wielką ranę na duszy. Inaczej tego nie potrafiła nazwać. Zwierzę swego czasu doznało poważnego wypadku, w wyniku którego nie dość, że był mocno poobijany to zaczął atakować Prim. Zresztą nie tylko ją. Nacierał mocno na kobietę, stawał na tylnych nogach dęba i kwiczał przeraźliwie. Nie miała odwagi wchodzić do boksu, a serce ją bolało kiedy widziała strach w swoim ulubieńcu. Wszystkie próby okiełznania zwierzęcia spełzły na niczym. Musiała zwrócić się po prośbę do kogoś kogo nazywano zaklinaczem koni. Jak na złość okazał się nim Lorcan Carrow. Kiedy robiła rozeznanie w temacie słyszała wiele pochlebnych opinii na jego temat i choć chciała uniknąć spotkania nie mogła dłużej czekać na kogoś innego. Prim spojrzała na swoje odbicie w lustrze – tylko spokojnie. Na pewno już nie pamięta smarkuli, która się wokół niego kręciła niczym upierdliwa pchła. Czuła się zażenowana ponownym spotkaniem. Mając ledwo osiemnaście lat uległa czarowi lorda Lorcana i wodziła przez parę miesięcy za nim oczami. Zauroczenie powodowało, ze rumienia się na samą myśl o nim i chichotała jak głupiutka panienka. Nikomu się do tego nie przyznała, ale zauroczenie trwało jakiś czas i była niemalże pewna iż Lorcan był tego świadom. A jej teraz było głupio. Co było z tymi Carrowami? Dlaczego to zawsze musi być Carrow? Nie wiedziała, że za jakiś czas powtórzy dokładnie to samo pytanie. Teraz jedynie poprawiła czarną kamizelkę naciągniętą na jasną koszulę, a tą wpuściła w ciemne spodnie do jazdy konnej. Wysokie oficerki wypolerowane na błysk nasunęła na nogi, a włosy związała w gruby warkocz. Sięgając po rękawiczki opuściła swoją komnatę i wyszła do stajni informując skrzata, że tam mają skierować Lorcana jak się zjawi. W międzyczasie skrzat miał dostarczyć napitek i poczęstunek. Ona zaś śmiało kroczyła do stajni czując się pewnie i wygodnie w stroju jeździeckim, który mógł szokować, gdyż podkreślał te części ciała, które zwykle nikły pod fałdami sukien, a brak gorsetu sprawiał, że ruchy miała swobodniejsze i mogła oddychać pełną piersią.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Stajnie E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Stajnie [odnośnik]06.01.21 17:55
List oznaczony pieczęcią Burke’ów, zaadresowany bezpośrednio do niego wzbudził w najbliższych kręgach jego rodziny spore zainteresowanie. Na chwilę obecną jedynie kilka wtajemniczonych osób wiedziało o planowanym przez ich Nestorów połączeniu, ale to wystarczyło, by wywołać poruszenie. Tym bardziej, że wprawne oko z łatwością było w stanie wyłapać w zgrabnym piśmie delikatną, kobiecą rękę… Wystarczyło jednak tylko zerknąć na treść wiadomości, by cała podejrzliwość rozeszła się po kościach. Cień niepokoju wciąż jeszcze czaił się w zakamarkach jego umysłu, gdy Lorcan wertował wzrokiem kolejne linijki tekstu. Całkiem słusznie zresztą, gdyż problem, z jakim borykała się lady Primrose Burke zdawał się być naprawdę poważny. Na tyle, w każdym razie, by zechciała szukać pomocy u zaklinacza koni.
Poza zmartwieniem, przypadek Rotmistrza wzbudził w nim jednak coś jeszcze – podekscytowanie. Każda szansa na to, by pomóc kolejnemu, skrzywionemu zwierzęciu była dla niego równie cenna; uskrzydlała go i nadawała sens jego pracy, a tę akurat, w drodze wyjątku, darzył szczerym i gorącym uczuciem. Dlatego też nie mógł się doczekać pierwszego, umówionego spotkania…
Od samego rana błądził myślami wokół primrose’owego siwka, na podstawie opisu jego zachowania, podesłanego przez jego nową właścicielkę próbując postawić pierwsze hipotezy. Wiedział jednak z doświadczenia, że punkt widzenia jeźdźca często należy traktować z lekkim przymrużeniem oka, gdyż na ogół daleko mu było do obiektywnej opinii. O faktycznym stanie ogiera Carrow mógł się przekonać tylko w jeden sposób – oglądając go na własne oczy. Dlatego też, kiedy tylko zegar wybił wreszcie odpowiednią godzinę, pośpiesznie opuścił teren rezerwatu. Do rezydencji zajrzał tylko po to, by zmyć z siebie najgorszy bród i przebrać się w czysty, roboczy strój. Nie zadał sobie nawet tyle trudu, by doczyścić wysokie buty do jazdy; niemal wyrwał je skrzatowi z rąk, mamrocząc podziękowania i pognał do stajni.
W Durham stawił się nieco przed czasem. Gdy tylko oddał pegaza pod opiekę stajennemu, prosząc by nie zamykano go w boksie, ruszył we wskazanym przez mężczyznę kierunku. Pchnął drewniane skrzydło i wszedł do budynku. Zwolnił kroku i rozejrzał się uważnie, oceniając warunki panujące w środku. Nie doszukał się żadnego niedopatrzenia, więc wstępnie wykluczył negatywny wpływ nowego środowiska. Warunki, jakie Burke’owie zapewniali swoim koniom były godne pochwały. Pozostawało jeszcze tylko przyjrzeć się personelowi.
Lady Burke — przywitał się, gdy jego wzrok spoczął w końcu na drobnej postaci, czekającej na niego przy jednej z bramek. Z pewnym pobłażaniem przyjrzał się strojowi szlachcianki, ale nie skrytykował go. Wręcz przeciwnie, gdyby nie etykieta, której wypadało mu się przynajmniej z początku trzymać, zapewne otwarcie pochwaliłby jej wybór.
Miło cię widzieć, szkoda tylko, że w takich okolicznościach — mruknął, skinąwszy jej głową. Nie był jednak w stanie skupiać się na kobiecie zbyt długo. Zaledwie moment później jego oczy pomknęły w kierunku boksów, szukając na tabliczkach odpowiedniego imienia. — Mam nadzieję, że będę mógł coś zaradzić.
Musiała mu wybaczyć roztargnienie, choć zapomniał ją o to poprosić, zbyt zajęty poszukiwaniem siwka. Wiedział, że powinien był poświęcić jej nieco więcej uwagi, ale jakoś nie potrafił zmusić się do dalszego zachowywania pozorów. Liczył się koń i to, czy mógł coś dla niego zrobić.
Lorcan Carrow
Zawód : zaklinacz — behawiorysta koni, zoopsycholog
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Trust me, when I woke up today, I had no plans to be awesome.



But shit happens.
OPCM : 20
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 14
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9061-lorcan-carrow?nid=1#274576 https://www.morsmordre.net/t9109-abraxos#274638 https://www.morsmordre.net/t9113-little-fierce-one#274739 https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t9110-lorcan-carrow#274640
Re: Stajnie [odnośnik]06.01.21 19:59
Nie miała najmniejszego pojęcia o zamieszaniu jakie wywołał jej list w siedzibie rodu Carrow. Jak jej imię pojawia się w ich rozmowach kiedy nestorowie rodów ustalali szczegóły połączenia dwóch rodzin. Zwróciła się do człowieka, który mógł jej pomóc i Rotmistrzowi, a cieszył się najlepszą opinią. Samej Prim zależało na fachowcu, osobie, która zna się na tym co robi. Niezależnie czy jest z rodu Carrow czy nie. Sam Ares ją dość uraził, ale Lorcan nie wyrządził jej żadnego afrontu i nie miała powodów aby źle o nim myśleć. Widząc jak przybywa na miejsce wyszła na spotkanie.
-Lordzie Carrow – przywitała się, gdy byli na przeciwko siebie. Dojrzała jego baczne spojrzenia rzucane po stajni i nie miała mu tego za złe. Było dla niej oczywiste, że mężczyzna będzie brał wszystko pod uwagę przy ocenie stanu zdrowia Rotmistrza. Poza tym w końcu jego rodzina słynęła ze swoich hodowli i stajni. Mogli się poszczycić najlepszą opinią w Anglii. Miała przed sobą profesjonalistę.
-Dziękuję za przybycie – uśmiechnęła się delikatnie i z wdzięcznością. - Zapraszam za mną.
Weszła w głąb stajni krokiem pewnym i szybkim. Nie było w niej wahania czy kokieterii jaką zalecano dobrze urodzonym pannom. Nie miała na celu uwodzenia czy wzbudzenia zachwytu swoją osobą. Zresztą spaliła by się ze wstydu gdyby w ogóle zaczęła taką grę. Primrose zdążyła się o sobie tyle nauczyć, że nie była stworzona do roztaczania wokół siebie atmosfery uwodzicielki. Zresztą zawsze jej to koślawie wychodziło. Idąc w głąb budynku mijali dobrze zadbane boksy i odżywione konie. Część z boksów była pusta co świadczyło o tym, że zwierzęta albo aktualnie są pod siodłem lub wypasają się na pobliskich pastwiskach Durham. W końcu dotarli do ostatniego, największego boksu ze wszystkich, w którym stał piękny siwek. Był to koń pełnej krwi angielskiej. Długie kończyny, głowa pełna wyrazu, a on sam o lekkiej budowie ciała i 160 cm w kłębie. Kiedy dojrzał zbliżających się ludzi naparł z pełną werwą na drzwi boksu i uderzył w nie kopytami z głośnym kwikiem. Lorcan mógł dojrzeć, że ma poranioną skórę na piersi zapewne od ciągłego uderzania w drzwi boksu. Chrapy były rozszerzone, a zwierzę głośno, wręcz chrapliwie oddychało. Każdy ruch powodował jego podskoczenie oraz paniczną wręcz uwagę. Prim cała zesztywniała i zamarła kiedy zwierzę zaczęło się rzucać po boksie. W jej oczach był ból spowodowany widokiem Rotmistrza, rękawiczki były gniecione w jej dłoniach.
-Byliśmy na przejażdżce konnej, wypadły na nas Matagoty. Niestety nie pamiętam zbyt wiele, gdyż spadłam i straciłam przytomność. Rotmistrz zaginął i wrócił do stajni po paru dniach. Miał parę ran na ciele, ale zmieniło się całkowicie jego zachowanie. - Wyjaśniła po chwili kobieta. - Sugerowano aby go uśpić, ale... nie chcę tego robić póki nie spróbuję wszystkich opcji.
Spojrzał na Lorcana z niemą prośbą w oczach. Był jej nadzieją na to, że Rotmistrza da się jeszcze uratować.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Stajnie E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Stajnie [odnośnik]06.01.21 22:38
Ruszył za nią, a towarzyszące mu napięcie narastało z każdym kolejnym krokiem. Podeszwy uwalonych ziemią butów stukały o bruk równo i pewnie, gdy mijali kolejne boksy. Każdy z osadzonych tutaj koni wyglądał na zadbanego i sytego, choć wszystkie zdawały się być w jakiś sposób niespokojne. Źródło tego problemu znajdowało się na samym końcu stajni, gdzie oczom Lorcana ukazał się wreszcie wspomniany siwek. Należał do jednych z najładniejszych okazów, które Carrow miał przyjemność po drodze oglądać. Okazał się też najbardziej agresywny. Jego reakcja była przesadna i gwałtowna, a wyzwalaczem okazała się cudza obecność przy bramce. Nie zdążyli się do niej nawet przesadnie zbliżyć.
Blondyn obserwował go uważnie, notując sobie w głowie każdą manifestację niechęci z jego strony. Brykanie, uderzenie w drzwi boksu, pokazywanie zębów – wszystko to było przejawem ewidentnego lęku. Lorc przeniósł spojrzenie z wierzchowca na jego właścicielkę, która streszczając mu niedawne wydarzenia, zatrzymała się obok, cała w nerwach.
Gdy ona kończyła wyjaśnienia, lord sięgał po palcat wetknięty za cholewę przy łydce. Po stajni rozniosło się niespokojne rżenie reszty ich czworonożnych towarzyszy. Gdy Rotmistrz ponownie uderzył w drzwi, kładąc uszy po sobie, Lorcan nie pozostał bierny. Poczynił gwałtowny krok do przodu, tupiąc w kamień.
Przestań! — huknął, uderzając palcatem w but.
Rotmistrz drgnął i cofnął się, rżąc ostrzegawczo. Carrow podchwycił dzikie spojrzenie i podtrzymał je przez moment. Siwek zarzucił łbem i pokazał zęby, po czym pogrzebał kopytem i zaszył się przy ścianie. Wciąż okazywał agresywne zachowanie, jednak chwilowo trzymał się z dala od bramki.
Chodźmy — zwrócił się w kierunku Prim, otaczając ją ramieniem, choć nie na tyle blisko, by jej dotknąć. Skinieniem wskazał jej drogę powrotną, dłoń z palcatem zaciskając w pięść za własnymi plecami.
Gdy odchodzili, odprowadził ich jeszcze krótki, głośny kwik. Odejdź, zdawał się mówić. Lorcan zerknął przez ramię i uśmiechnął się ze smutkiem.
O nie, przyjacielu. Ze mną nie pójdzie ci tak łatwo.
Gdy tylko zniknęli z zasięgu wzroku Rotmistrza, Carrow westchnął ciężko i obrócił się ku Prim.
Przede wszystkim, lady Burke, nie możesz się tak zachowywać, gdy on się tak zachowuje — oznajmił, mając pełną świadomość jak dziwnie to brzmi. Ciekaw był czy kobieta zrozumie o co mu chodzi. — Po drugie, choć nie mogę tego jeszcze stwierdzić z całą pewnością, wydaje mi się, że istnieje spora szansa na to, że będę w stanie mu pomóc. Że my będziemy w stanie mu pomóc…
Lorcan Carrow
Zawód : zaklinacz — behawiorysta koni, zoopsycholog
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Trust me, when I woke up today, I had no plans to be awesome.



But shit happens.
OPCM : 20
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 14
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9061-lorcan-carrow?nid=1#274576 https://www.morsmordre.net/t9109-abraxos#274638 https://www.morsmordre.net/t9113-little-fierce-one#274739 https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t9110-lorcan-carrow#274640
Re: Stajnie [odnośnik]07.01.21 9:56
Na chwilę zapomniała, że to Lorcan  przed którym się ośmieszała jako podlotek. Zdawał się jednak nie pamiętać tego, a może skutecznie ukrywał. Istniała też możliwość, że przez wydarzenia z Aresem wpada już w paranoje i obawia się, ze każdy Carrow żywi do niej jakąś urazę. Myśl ta szybko jednak wyparowała z jej głowy kiedy zobaczyła Rotmistrza. Serce jej pękało na ten widok. Była wielką miłośniczką koni, była to jej pasja, której oddawała się w każdej wolnej chwili, a także szermierce, choć ostatnio nie miała zbyt wielu partnerów do sparingów. Drgnęła kiedy Lorcan tupnął nogą i uderzył palcatem w but. Podobnie jak Rotmistrz miała odruch wycofania się do tyłu. Prawie czuła ból własnego konia, jego strach i przerażenie, które widziała w każdym jego ruchu i zachowaniu. Przeniosła spojrzenie na lorda Carrow kiedy gestem zachęcił ją aby odeszli kawałek. Zrobiła krok w bok jakby chciała uniknąć zbyt bliskiego kontaktu z mężczyzną. To był w końcu Lorcan, którego spotkała po paru latach od ich ostatniej rozmowy, choć ciężko to było nazwać rozmową kiedy ledwo dukała słowa w jego obecności. Jakże się wtedy ośmieszała, a matka nie reagowała. Na co liczyła? Że Prim złowi Lorcana, na brodę Merlina?!
Kiedy się zatrzymał, znów zrobiła krok w tył aby zbudować większy dystans między nimi.
„Nie zachowywać się jak on”.
-Wyczuwa mój strach i zdenerwowanie – odpowiedziała cicho nadal ściskając mocno rękawiczki w dłoni. Wiedziała o tym, ale to stawało się samoistnie. Kiedy patrzyła na Rotmistrza ulegała temu chcąc za wszelką cenę pomóc Rotmistrzowi. Kolejne słowa Lorcana wlały w jej serce nadzieje i zapaliły małą iskierkę radości. Obejrzała się przez ramię w kierunku, w którym zostawili wierzchowca, a potem skupiła szaro – zielone spojrzenie na mężczyźnie.
-Jak możemy pomóc? Zrobię wszystko co trzeba – zapewniła gorliwie. Była gotowa wypróbować każdej metody. Nie podda się bez walki, wiedziała również, że Rotmistrz też należy do walecznych choć teraz był skrzywdzony zwierzęciem, które nie rozumiało tego co się wokół niego dzieje. Nic się Lorcan nie zmienił od ich ostatniego spotkania, był dokładnie taki jak go zapamiętała. Pociągła, przystojna twarz, szaro – niebieskie oczy niczym niebo o wiosennym poranku o uważnym spojrzeniu. Podobał się kobietom, pamiętała jak na jednym sabacie wodziły za nim wzrokiem. Podobnie jak za Aresem… niech was… Wzięła głębszy oddech. Nie to teraz było ważne. Z Carrowami poradzi sobie później, albo i nie. Ares dał jej wyraźnie do zrozumienia, że znajomość z nią go nie cieszy. Czy podzielił się swoimi spostrzeżeniami z kuzynem? Czy wspomniał mu o tym co się stało w La Fantasmagorie? Ale czy wtedy Lorcan przyjąłby zaproszenie? A może uznał, że nie ważne są waśnie pomiędzy Arsem a Prim, zaś liczy się koń.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Stajnie E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Stajnie [odnośnik]07.01.21 13:46
Lorcan, czego Primrose absolutnie nie powinna brać do siebie, nie zaprzątał sobie głowy takimi głupotkami. Owszem, pamiętał ją jeszcze sprzed kilku laty, ale nie przypominał sobie, by w jakikolwiek sposób się przed nim ośmieszyła. Była młodą damą, która próbowała swoich sił w towarzystwie i miała wystarczająco odwagi, by się do niego odezwać, gdy reszta młodych panienek stała w kącie i chichotała, przepychając się łokciami, jak na nieśmiałe trzpiotki przystało. I właśnie dlatego, czegokolwiek młoda Burke nie zrobiła, nie zapamiętał ani też nie postrzegał jej teraz w negatywnym świetle lub przez pryzmat minionych dni. Koniec końców przecież w ogóle jej nie znał…
Owszem, wyczuwa — potwierdził i podkreślił skinieniem głowy, nie mając jej za złe, że się przed nim cofnęła. — Ale to nie jedyny, wynikający z takiego zachowania problem — podjął wyjaśnienia po krótkiej chwili milczenia. — Konie nie są z natury agresywne, ale mogą się takie stać z wielu różnych powodów. W tym przypadku dość oczywista jest tutaj jego trauma i strach — zauważył, zerkając w kierunku drugiego końca stajni. Wolną dłonią przeczesał wciąż jeszcze wilgotne włosy, a potem potarł nią szorstką szczecinę na policzku. — Jako jego właścicielka i opiekunka powinnaś stać wyżej w jego hierarchii. Swoim zachowaniem wymusza na tobie reakcję, chce cię przestraszyć i jeśli mogę zauważyć, lady Burke, robi to dość skutecznie — w kontraście dla swoich surowych słów, posłał w kierunku szlachcianki pokrzepiający uśmiech. — W normalnej sytuacji najpierw posiłkowałby się ucieczką, ale będąc zamknięty w boksie może liczyć jedynie na swoją siłę. Kiedy go ignorujesz albo mu ulegasz, staje się bardziej agresywny i możesz mi wierzyć, będzie coraz gorszy. Zacznie obracać się do ciebie zadem, a w końcu kopać — zapewnił ją, bez cienia zwątpienia w głosie. — Przykro mi to mówić, ale ulegając, obchodząc się z nim jak z jajkiem, lady Burke, w żaden sposób mu nie pomagasz. Jego rany fizyczne od czasu ataku się zagoiły. Nie dzieje mu się żadna realna krzywda, więc dla swojego i jego dobra nie powinnaś go już postrzegać jako ofiarę — zasugerował, zsuwając z ramienia swoją torbę, by kilka sekund później wyjąć z jej wnętrza notes i coś do pisania.
Poradzimy sobie z tym, jeśli ci się uda. Ostrzegam jednak, że proces ten będzie dość żmudny i nie zakończy się na jednej sesji. Nawet po tym, jak odejdę, przez jakiś czas będziesz musiała kontynuować trening samodzielnie. Myślisz, że jesteś w stanie podjąć to wyzwanie dla Rotmistrza? — zapytał, zerkając na nią uważnie znad kartek. Sprawdzał ją, testował, by ocenić jakim typem człowieka jest lub, może bardziej, z jakim typem jeźdźca ma do czynienia.
Lorcan Carrow
Zawód : zaklinacz — behawiorysta koni, zoopsycholog
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Trust me, when I woke up today, I had no plans to be awesome.



But shit happens.
OPCM : 20
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 14
Genetyka : Zwierzęcousty

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9061-lorcan-carrow?nid=1#274576 https://www.morsmordre.net/t9109-abraxos#274638 https://www.morsmordre.net/t9113-little-fierce-one#274739 https://www.morsmordre.net/f52-west-yorkshire-wakefield-sandal-castle https://www.morsmordre.net/t9110-lorcan-carrow#274640
Re: Stajnie [odnośnik]07.01.21 17:50
Konie były jej pasją już od dziecka. Od kiedy pierwszy raz posadzono ją w siodle oddała swoje serce tej aktywności. Jednak nie ograniczała się jedynie do jazdy konnej. Chciała poznać te zwierzęta, obcować z nimi, widzieć świat ich oczami. Potrafiła całe dnie spędzać na pastwiskach oraz w siodlarni, obserwując te fascynujące stworzenia. Nauczyła się nimi rozmawiać, choć nie była zaklinaczem koni to znalazła w nich towarzyszy i przyjaciół. Sama przygotowywała wierzchowce do jazdy. Nie raz pomagała stajennym sprzątać boksy. Na początku wszystkich to dziwiło, matka zanosiła się, że to nie przystoi pannie, ale Marcus Burke był innego zdania. Uważał, że jeżeli córka zrozumie pracę ludzi, którzy u nich pracują będzie o nich dbać, będzie wiedzieć jak działa posiadłość, jak jest nie tylko domem, ale też miejscem pracy. Mogli przecież zlecić czyszczenie skrzatom. Magia pozwala na wiele, ale nie chodziło o samą magię, ale o to, że mogli dać zatrudnienie innym czarodziejom czy nawet charłakom, którzy nie mieli tyle szczęścia i urodzili się w świecie magicznym bez zdolności do korzystania z niego pełnymi garściami. Nigdy też nie dawali odczuć, że ci są kimś gorszym. Nawet jeżeli ród Burke miał opinię chłodnych, zdystansowanych i wyobcowanych to potrafili docenić ciężką pracę. A jeżeli dzieci z tego rodu same jej doświadczyły, tym lepiej. Marcus uważał, że jego dzieci, niezależnie od płci nie będą darmozjadami i doświadczą życia. Sami zajmowali się swoimi wierzchowcami od dziecka, służba i pracownicy mieli zakaz wyręczania ich w tym. Bracia i kuzyn byli zaangażowani w prowadzenie rodzinnych biznesów i powiększali swoje wpływy. Nawet Prim miała udział w rodzinnym biznesie, gdzie sklep był pod jej pieczą.  Tak jak teraz pod jej opieką był Rotmistrz, o którego miała zamiar walczyć do końca.
-Koń jest roślinożercą, z natury jest ofiarą w środowisku naturalnym, niezależnie od tego jak jest waleczny. - Odpowiedziała na słowa Lorcana. Wiedziała też, że to zwierzęta stadne więc hierarchia musiała zaistnieć. Słowa mężczyzny były surowe, ale miał rację. Zgadzała się z tym co mówił. - Rozumiem, swoim zachowaniem go krzywdziłam. Na swoją obronę mam jedynie to, że nie wiedziałam co więcej zrobić. Dlatego wysłałam do lorda list z prośbą o zobaczenie Rotmistrza. Nie wiem co się wydarzyło przez te parę dni nim pojawił się przy stajni. Pamiętam jedynie, że jak spadłam to stał dęba przede mną i starał się odpędzać Matagoty. Kiedy się ocknęłam nie było po nich śladu.
Uspokoiła dłonie, które gniotły rękawiczki i spojrzała na Lorcana z determinacją w oczach i uporem, który informował, że tak łatwo się nie podda.
-Zrobię wszystko, niezależnie ile to będzie trwać. Powiedz tylko co mam robić, jak mam to robić, naucz mnie, a wdrożę wszystkie zalecenia w życie, Lordzie Carrow. - Do spojrzenia dołączył głos kobiety, pewny i stanowczy. Nie zwykła się łatwo poddawać i rezygnować. Bywała uparta, czasami aż za bardzo, ale leżało jej na sercu dobro Rotmistrza. W tym momencie pojawił się Maczek z tacą, na której była przygotowana herbata i drobny poczęstunek. Odprawiła skrzata ruchem dłoni, a taca spokojnie lewitowała obok nich. Mogli w każdej chwili sięgnąć po napitek.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Stajnie E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Stajnie [odnośnik]28.01.21 15:57
Czegoś takiego młody John jeszcze nigdy nie widział. Mimo młodego wieku zawsze był pewien, że widział w życiu całkiem sporo - od dalekich krain (które widział dzięki krótkiej karierze marynarza) przez rezerwat hipogryfów (w którym praca zakończyła się dla narwanego młodzieńca kilkoma bliznami) aż po piękny zamek Durham, gdzie przyszło mu służyć dla rodu Burke. I mimo opinii ekscentryków, John był pewien, że lepszej pracy z pewnością nie mógłby znaleźć. Był pewien, że widział wszystko, lecz tego co przytrafiło się ledwie chwilę wcześniej staremu Artemisowi, nie widział nigdy. Zadanie jakie im przydzielono było niezwykle proste - ot, rozpakować przybyłe do zamczyska towary, nie będące niczym szczególnym - ot, kilka skrzyń napitku, jedzenie, trochę materiałów i innych bzdetów, jakie były niezbędne w funkcjonowaniu tak wielkiego przedsięwzięcia, jakim był zamek Durham. Z początku wszystko szło zgodnie z planem, przynajmniej do czasu, gdy z jednej ze skrzyń nie wypadła dziwna butelka. Artemis rozciął dłoń próbując ją podnieść i wtedy, och wtedy zaczęły się kłopoty! Wpierw począł złorzeczyć na szanowny ród Burke oraz swoją żonę (która była kobietą przerażającą w swej prezencji) następnie począł rozbijać butelki z alkoholem. Przerażony John wpierw w biegł do środka w poszukiwaniu któregoś z lordów pewien, że to właśnie oni będą wiedzieli co robić. Niestety, nigdzie nie znalazł ani lorda Craiga, ani lorda Edgara, w przerażeniu więc postanowił odnaleźć młodą panienkę Primrose o jakże bystrym (jak na kobietę) umyśle.
Pędził co tchu, co kilkanaście kroków potykając się o przyduże stopy, co skutkowało dziwnymi ruchami ramion, które pomagały mu utrzymać równowagę.
- Lady Primrose! - Krzyknął już z daleka, nieświadom iż może jej w czymś przeszkodzić, w pierwszej chwili nie zauważając towarzyszącego jej lorda. - Lady Primrose! Tragedia! - Dodał w biegu, mając nadzieję, że ta zrozumie go bez większego tłumaczenia. Potrzebował dobrej minuty by dopaść do ciemnowłosej pani - zdyszany, zlany potem i przerażony.- Ja... Przepra-przepraszam... Na Merlina, tracę kondycję... - Zaczął zginając się w pół i opierając spracowane dłonie o chude kolana, próbując nabrać powietrza w płuca niczym ryba świeżo wyciągnięta z wody. - Lady... lady Burke... nieszczęście... tragedia... - Spróbował wyjaśnić sprawę, lecz przejęcie, strach oraz zadyszka uniemożliwiały mu sklecenie pełnego zdania.


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Stajnie 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Stajnie [odnośnik]28.01.21 20:07
Chciała zapytać Lorcana jeszcze o jedną kwestię, ale usłyszała nagle rozpaczliwy krzyk stajennego. Co tym razem? Dzieci Edgara rozebrały na części pierwsze pamiątki po ciotce Mildred? Nawet to i lepiej, były paskudne, a wazę to mogły zbić. Zrzuciłoby się na Basha i Zołzę, kotom ciotka wyrzutów robić nie będzie. Co najwyżej Craigowi za to, że je trzyma, ale jej uwagi spłyną po nim jak po kaczce. Choć z drugiej strony gdyby to były dzieci to by wołał Adeline – jej bratową. Po chwili do Primrose dotarło, że wspominała iż idzie z nimi na piknik na pole maków póki jeszcze było piękne i cieszyło oko swoim wyglądem. Czyli jednak nie zbili wazy, a szkoda.
-Proszę wybaczyć, to chyba jednak coś bardzo pilnego – uśmiechnęła się przepraszająco do Lorcana i wyminęła go aby zobaczyć jak młody John biegnie w jej stronę potykając się o własne stopy i tylko machając rękami niczym dwoma cepami utrzymywał równowagę i nie wyrżnął nosem tuż przy jej butach.
-John, co się dzieje? - Zapytała, a ten wyhamował ostro przy niej łapczywie łapiąc oddech. Czekała cierpliwie aż się uspokoi. Zmarszczyła lekko brwi. - Tak, tak, słyszę, ze to tragedia a co dokładnie?
Widziała, że próbuje sklecić dwa zdania, ale ciągłe powtarzanie tragedia i nieszczęście zaczęło ją trochę irytować. John był dobrym pracownikiem, nigdy nie mogli na niego narzekać. Niezwykle sumienny i staranny, choć niezbyt lotnego umysłu jak się okazało. Przewróciła wymownie oczami i wtedy dosłyszała złorzeczenia, które echem niosły się aż do stajni. Więcej tam było przekleństw niż zwykłych słów co spowodowało, że uniosła w zdumieniu brwi do góry.
-Artemis? - Zapytała zaskoczona, ponieważ nigdy nie słyszała aby używał takiego słownictwa nawet wtedy jak myślał, że nikt z rodziny Burke go nie słyszy. Zerknęła podejrzliwie na Johna. - Co się stało?
Odwróciła do do Lorcana.
-Lord wybaczy mi na chwilę, widzę, że muszę zażegnać jakiś kryzys. Za chwilę wrócę. Dziękuję. - Ukłoniła się mężczyźni i gestem dłoni wskazała Johnowi aby zaprowadził ją w miejsce całego zamieszania i po drodze opowiedział co się wydarzyło, że wzbudziło w nim taką panikę.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Stajnie E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Stajnie [odnośnik]29.01.21 20:48
Niezwykle źle czuł się z tym, iż przeszkadzał w spotkaniu lady Burke z jednym z lordów, w dodatku takim, który nie nosił jeszcze obrączki na dłoni. Sprawa jednak zdawała się być nie cierpiącą zwłoki, a brak innych dziedziców wielkiego rodu sprawiał, iż był zmuszony zawrócić głowę ciemnowłosej panience.
Dyszał ciężko, próbując dojść do siebie by jak najszybciej przekazać lady to, co się wydarzyło, miast tego wyrzucał z siebie pojedyncze słowa, strasznie żywo przy tym gestykulując, jakby jego gesty mogły przekazać to, czego chwilowo nie mógł zrobić słowami.
Wyraz męki pojawił się na jego twarzy, gdy do ich uszu doleciała kolejna porcja niezwykle paskudnych przekleństw, jakie przed zamkiem wykrzykiwał drugi sługa. Nie dobrze, och jak nie dobrze! Tak z pewnością nie powinno być! Nie, gdy inny lord gościł w Durham i mógł usłyszeć te paskudne słowa.
- T-tak, Artemis… Och, panienko to taka tragedia! - Wyjęczał, gdy powoli zaczął odzyskiwać dech. I już miał zacząć opowieść, gdy lady Primrose przeprosiła swojego gościa, gotowa pójść z nim na miejsce zdarzenia.
- Widzi lady, przyszła dziś dostawa zaopatrzenia do zamku. Lord Craig polecił, abyśmy rozładowali skrzynie. Zabraliśmy się do roboty, ale w pewnym momencie Artemis źle stąpnął, zachwiał się… Coś wypadło z jednej ze skrzyń, schylił się, żeby to podnieść… I wtedy się zaczęło, lady Burke. Zaczął złożeczyć na szanowny ród Burke oraz swoją żonę, później dostał szału i począł rozbijać butelki z alkoholem… Lady doskonale wie, że to poczciwy czarodziej, w życiu nie powiedziałby złego słowa na panny ród bądź swoją żonę! To takie dziwne! Wpierw pognałem po lorda Craiga, lecz nie znalazłem go w pałacu, tak samo jak lorda Edgara… Och, lady Primrose, znalazłem tylko panienkę! Nie wiem, co z nim zrobić i… - Wysnuł szybką opowieść, żywo przy tym gestykulując, prowadząc młodą lady w kierunku z którego dochodziły przekleństwa. Wiedziony impulsem wyciągnął różdżkę, gotów chronić panienkę w wypadku dalszych ataków kolegi po fachu. Czuł się źle, wciągając w to delikatną damę, był jednak pewien iż nie miał innego wyboru. - Panienka jest mądra, może panienka będzie wiedzieć... - Dodał przepraszająco, gotów rozpocząć się kajać za swój brak pomyślunku.


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Stajnie 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Stajnie [odnośnik]30.01.21 18:59
Szła obok Johna uważnie słuchając jego wypowiedzi i starając się z niej coś wyciągnąć. Połączenie słów: zamówienie, Craig, coś wypadło i dziwne zachowanie sługi mówiło jej już dość wiele. Nie było tajemnicą, że rodzina Burke para się artefaktami czarno magicznymi. Większość była sprowadzana prosto do sklepu, ale część musiała najpierw trafić do Durham gdzie mogli w ciszy i spokoju je zbadać lub sprawdzić czy warto je wystawić na sprzedaż. Prawdopodobnie pomiędzy skrzyniami z winem, zaplątała się jedna właśnie z taką nietypową zawartością. Westchnęła cicho, że też akurat dzisiaj jak mieli się z lordem Lorcanem zająć Rotmistrzem. Musiała uporać się z tym bałaganem jak najszybciej.
-Dobrze zrobiłeś, John - zwróciła się do sługi. - Zaraz coś z tym zrobimy.
Stawiała dość szybkie i długie kroki jak na jej posturę by jak najszybciej dotrzeć do miejsca zamieszania. Wtedy zobaczyła jak Artemis rzuca się wokół wozu, skacze, krzyczy i złorzeczy, ale jej wzrok szukał tego co rozbił i już zobaczyła mała porcelanowa figurkę, która straciła głowę, a z niej unosił się szary dym. Chyba mieli właśnie do czynienia z małą klątwą, z którą musiała się uporać jak najszybciej.
-John, obezwładnij Artemisa aby więcej niczego nie rozbił - poleciła słudze, a sama skoczyła w stronę zniszczonej figurki aby zobaczyć z czym ma do czynienia. Naciągnęła rękawiczki na dłonie i ujęła przedmiot w palce. Przyjrzała się mu dokładnie, czy są symbole, które jej podpowiedzą co wpływa na Artemisa. Przydałby się rzeczywiście Edgar jako łamacz klątw. Ona znała się na runach, trochę o klątwach wiedziała, ale przede wszystkim runy i tworzenie talizmanów. Teraz jednak musiała wejść w buty brata, który przecież tyle razy jej opowiadał czy pomagał rozwiązać zawiłe problemy. Wystarczyło przypomnieć sobie co jej mówił i przekuć to w działanie. Krzyki Artemisa nie ułatwiały jej jednak działania, wręcz ją dezorientowały i irytowały, potrzebowała skupienia. Czy John nie mógłby go jakoś zakneblować? Cisza i spokój były jej teraz potrzebne.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Stajnie E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Stajnie [odnośnik]31.01.21 1:41
John był wyraźnie przejęty całą sytuacją. Zachowanie znajomego czarodzieja, jego złorzeczenie w kierunku szlachetnego rodu jak i fakt, iż musiał przerwać panience Primrose rozmowę z k a w a l e r e m wyraźnie wybiły go z pantałyku sprawiając, że nie potrafił zebrać w sobie myśli, mówiąc nieskładniej niż zawsze, z roztargnienia zapominając nawet, by wysunąć dłoń w kierunku lady na niewielkich schodkach. Och, jakże okrutny błąd! Przepraszające spojrzenie powędrowało w kierunku lady, ta jednak zdawała się nie zwracać na to większej uwagi. I nie wiedział, czy powinien się cieszyć czy też nie.
- N-naprawdę? - Spytał, nadal niepewny słuszności swoich poczynań. Kąciki jego ust uniosły się delikatnie, szybko jednak został ponownie przywołany do na ziemię. Obezwładnić? Tylko jak, na Merlina, miał go obezwładnić? Ze swoim zaszczytnym metrem sześćdziesiąt oraz pięćdziesięcioma kilogramami wagi nie miał większych szans z rozwścieczonym towarzyszem. Ale skoro nie może tak, to może uda mu się w odrobinę inny sposób?
- Artemis! Na Merlina Artemis! Twoja żona tu idzie! I słyszała jak nazwałeś ją wredną szyszymorą! - Wykrzyczał w panice, chcąc przyciągnąć uwagę kolegi. I coś, w tym opętanym klątwą rozumie zaskoczyło, gdyż ten zatrzymał się w pół ruchu. Jego oczy rozszerzyły się, a nieprzytomne, niemal lunatyczne spojrzenie przesunęło się po otoczeniu. Temat żony na chwilę wybił go z szały, pewne jednak było, iż nie potrwa to długo. - Szybko, chowaj się pod wozem, zakryję Cię skrzyniami to nie oberwiesz wałkiem, no dawaj! - Dodał John w panice, chcąc pociągnąć tę niewielką myśl, jaka pojawiła się w głowie Artemisa. Ten padł na ziemię wypuszczając z dłoni różdżkę i właśnie tę okazję wykorzystał John. Szybko wyjął swoją różdżkę - Esposas! Silencio! - Wyrzucił z siebie dwa zaklęcia, które mogły pomóc pannie Burke, by z zadowoleniem wypisanym na twarzy zerknąć w jej kierunku.
- Tak jest dobrze, panienko? Czegoś lady potrzebuje? Mogę jakoś pomóc? - Wyrzucił z siebie kolejne pytania, sumiennie wypełniając wszystkie, nawet najmniejsze polecenia jakie wydała mu cudowna lady Burke, chcąc pomóc jej zażegnać kryzys, do jakiego doszło podczas jego pracy.

|zt.x2 :pwease:


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Stajnie 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Stajnie [odnośnik]26.02.21 17:48

20 października 1957


Ileż to siły musiała włożyć, by nie wbiec do stajni, niby córka masztalerza.
Ekscytacja malująca się na bladej buzi nie mogła dziwić absolutnie nikogo, kto w Durham przeżył więcej niż jedną noc; Oriana należała do dzieci szczególnie przejmujących się takimi okazjami, jak możliwość spędzenia choć odrobiny czasu z ojcem. Sam na sam. Bez dzielenia uwagi z młodszym rodzeństwem, bez usilnych prób ściągnięcia w dół — na dziecięcy poziom — nestorskiej uwagi, którą Edgar rozdzielał starannie pomiędzy wszystkich swoich krewniaków i kilkaset spraw, które akurat miał na głowie. Obietnica przejażdżki, rzucona może pochopnie, a może z pełną świadomością konsekwencji wypełniła chwilowo cały świat panienki. Przez cały dzień sprawiała wrażenie, jakby wyczekiwała czegoś niezapowiedzianego — rozmarzone spojrzenia rzucane co rusz w kierunku okna i tego, co za nim, nie umknęły uwadze guwernantki, która przegryzając gorzkie ziarno dyscypliny (tak własnej, jak i tej, której miała być westalką), zdecydowała się w końcu na zwrócenie dziewczynce uwagi.
Jednak nawet ta drobna niedogodność, szereg szorstkich słów rzuconych w jej kierunku, nie wystarczyło, by obedrzeć pannę Burke z szat dziecięcej determinacji. Pokorne schylenie głowy, zapewnienie, że przecież to tylko dzisiaj i obiecuje, że się poprawi, musiały wystarczyć. Nie chciała wreszcie, by tak gorączkowo wyczekiwane plany zostały odwołane, gdyby jej pan ojciec usłyszał przypadkiem kilka słówek o niesubordynacji swej córki i co gorsza, lekceważącym podejściu do nauki. Tłumiona usilnie chęć przyspieszenia czasu płynęła wartkim nurtem dziecięcej krwi, wprawiając członki w ruch. Tu nerwowe podrygiwanie nogą. Tam stukanie krótkimi paznokciami w blat stołu. Zmarszczone brwi, zmrużone oczy, by skupić się jeszcze bardziej, jeszcze chwilkę, bo tylko chwila dzieliła ją od końca zaplanowanych na dziś zajęć i wybuchu tej specyficznej euforii, która w każdym innym dziecku przybrałaby formę iście teatralnego, hiperbolizowanego zadowolenia, a z racji dziedzictwa Durham objawiała się w Orianie wyłącznie przez zawadiacki, sięgający oczu uśmiech i iskierki w tychże.
Pędem do komnat. Przygotowany wcześniej myśliczek czekał na nią cierpliwie; nie mogła przecież zbiec do stajni w samej tylko sukience i czarnych pantofelkach, które towarzyszyły jej w trakcie przebywania w zamku. Ojciec, kierując się rodzicielską troską i przede wszystkim zdrowym rozsądkiem w życiu nie pozwoliłby jej nawet stanąć przy koniu w podobnym stroju. Przebrała się więc w stosowne do okoliczności ubrania — czarny rajtok, choć uszyty był zgodnie z zasadami ubioru przeznaczonego dla panien w trakcie jazdy konnej na modłę męską, zdobiony był w haft przedstawiający kwitnące maki, po jednym na każdą połę. Biały, jedwabny plastron zawiązany został starannie pod samą szyją i w założeniu miał chronić ją przed zaziębieniem. Ulubioną częścią jeździeckiego stroju Oriany był jednak zdecydowanie spódnico-fartuch, również barwy czarnej. Długi, pozornie przydługi po stronie lewej, skracał się istotnie po stronie prawej. Pod nim znajdowały się z kolei klasyczne bryczesy wciśnięte w sztywne objęcia czapsów i sztybletów. Całości dopełnił również czarny cylinder z woalką, wybrany z uwagi na popołudniową porę przejażdżki, w którym — w zależności od miny — wyglądała albo jak wyjątkowo poważna dama, albo buszujący dla żartu w męskiej szafie podlotek.
Uroki młodości.
Skórzane rękawiczki wsunęła na dłonie dopiero przed stajenną bramą. Kilkukrotne zaciśnięcie piąstek miało zapewnić ich dopasowanie do rąk panienki, a także stanowić ostatnie kontrolowane ujście emocji, nim utonie w zachwycie nad chwilą, na którą tak długo czekała.
Przestępując próg stajni, nie mogła powstrzymać się przed nabraniem głębszego oddechu; atmosfera tego miejsca była naprawdę wyjątkowa, nawet, a może zwłaszcza, jak na warunki Durham. Dziecięce serce radowało się na widok rodowych szkap, którym na pierwszy rzut oka nic nie brakowało. Och, czy są one w tym miejscu szczęśliwe tak jak Oriana i jej rodzeństwo? Jeżeli mogły wyczuć bijące z małej lady szczęście, zachwyt chwilą, z pewnością udzielił im się on w podobnym stopniu.
Teraz tylko należało odnaleźć wśród boksów tego, który stał się przyczynkiem, poruszycielem i celem dzisiejszych przygotowań.
— Tato? Już jestem! — najpierw pytanie, później energiczne zapewnienie o własnej obecności. Przynajmniej tutaj można było liczyć na poprawną kolejność działań małej lady Burke.


my daddy's got a wand
you better run

Oriana Burke
Zawód : lady Durham, córka nestora Burke
Wiek : 8 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I'll clean my room. In exchange for your immortal soul.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Czarownica

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t9450-oriana-burke https://www.morsmordre.net/t9472-listy-do-oriany-burke https://www.morsmordre.net/t9471-duszek-durham https://www.morsmordre.net/t9473-o-burke
Re: Stajnie [odnośnik]07.03.21 22:04
Rodzina prawdopodobnie zaczęła zapominać jak Edgar wygląda. Ilość zobowiązań sprawiała, że rzadko bywał w domu – a kiedy już się w nim znajdował, zazwyczaj siedział zamknięty w swoim gabinecie i dalej pracował lub był tak zmęczony i obolały po wyprawach, że nie miał siły ani ochoty z nikim się spotykać. Tak mijał mu tydzień po tygodniu, samotnie, w pośpiechu, pracowicie – czas przeciekał mu przez palce. Życie w Durham toczyło się obok, niezależnie od jego przedłużającej się nieobecności. Nieobecności duchem, bo ciałem zjawiał się na większości posiłków, ale czymże to było w odniesieniu do reszty dnia. Dopiero widok Mariusa beztrosko biegającego po ogrodzie, tak zaskakująco dużego i bystrego chłopca, który jeszcze wczoraj uczył się wymawiać pierwsze słowa, a dzisiaj już zadawał guwernantkom tuzin trudnych pytań, uświadomił mu, jak wiele go omija. Powinien zająć się jego edukacją – najwyższy czas, żeby przeszedł z rąk guwernantek pod skrzydła nauczycieli. Podejrzewał, że Adela nie będzie podzielać jego zdania, ale kobiety zawsze cechowała nadopiekuńczość.
Pojawił się w stajni chwilę przed czasem, ubrany w swoje ulubione brązowe bryczesy i beżową koszulę. W ostatniej chwili narzucił na siebie rajtrok w podobnym kolorze, przypominając sobie, że lato już dawno się skończyło, a na zewnątrz panowała typowo jesienna pogoda. Niby świeciło słońce, ale w powietrzu czuło się chłód i pomału zbliżającą się zimę. Tradycyjnie wszedł do boksu Berberysa, swojego leciwego konia, który zarżał krótko na jego widok. Jasnogniady ogier stracił już swoją prędkość i zwinność, ale wciąż nadawał się na spokojne przejażdżki. Edgar zaczął go oporządzać, nakazując w tym czasie służbie przygotowanie klaczy dla Oriany. Rzucona przed kilkoma dniami propozycja spotkania była jak najbardziej przemyślana, nawet jeżeli rzucona niby niezobowiązująco w czasie obiadu. Dawno nie spędzał czasu z córkami, a nie chciał stać się dla nich obcym człowiekiem, odległą figurą zamkniętą za grubymi drzwiami. Celowo umówił się z nimi oddzielnie – być może wyglądały identycznie, ale mimo wszystko nie były tą samą osobą, różniły się charakterem i usposobieniem, nie dzieliły wszystkich zainteresowań. Nie chciał, żeby podczas przejażdżki walczyły o jego uwagę. Pragnął spokojnego (na ile to w ogóle możliwe w ich towarzystwie) spotkania i owocnej dyskusji – możliwości poznać ją lepiej, sprawdzić jak się rozwija i zmienia z małego dziecka w trochę większą dziewczynkę.
Punktualnie – pochwalił ją, choć darował sobie spojrzenie na zegarek. Wyszedł z boksu Berberysa, ogniskując spojrzenie na drobnej sylwetce córki. W porę przełknął pytanie o cylinder – w jego mniemaniu niepraktyczny, ale skoro ktoś uznał, że tak będzie stosowniej, niech będzie. – Dzisiaj będziesz jeździć na Narissie – przywołał Orianę gestem dłoni do najbliższego boksu, w którym czekała oporządzona bułana klacz. Nieduża, nadawała się do jazdy przez dzieci – przynajmniej tak wydawało się Edgarowi. W jego oczach bliźniaczki były już wystarczająco duże. Podszedł bliżej konia, klepiąc go delikatnie po szyi. – Może być? – Liczył na zdrowy rozsądek córki i brak wybrzydzania.


We build castles with our fears and sleep in them like
kings and queens

Edgar Burke
Zawód : nestor, B&B, łamacz klątw
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
OPCM : 30
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 31
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 https://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 https://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t4912-skrytka-bankowa-nr-811#106945 https://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Stajnie
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach