Wydarzenia


Ekipa forum
Stajnie
AutorWiadomość
Stajnie [odnośnik]04.01.21 13:48
First topic message reminder :

Stajnie

Stajnia przylegała do wschodniej ściany posiadłości Durham. Był to przestronny budynek, w którego wnętrzu znajdowały się szerokie boksy dla koni, a wszystko stworzone za pomocą drewna i kutych bram. Miejsce utrzymane w czystości i z ogromną dbałością o wierzchowce zachwycało swoim porządkiem. Nie brakowało więc tabliczek z imionami koni oraz informacjami o ich pochodzeniu i diecie. W środku kręcili się stajenni, którzy doglądali drogocennych wierzchowców rodu Burke. W powietrzu unosił się zapach słomy, siana oraz koni, miejsce zaś było dobrze doświetlone i czuło się w nim dumę rodziny do której przybytek ten należał.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Stajnie - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Stajnie [odnośnik]08.04.21 16:47
Nieobecność ojca była przykrą koniecznością, co nie odejmowało jej tragizmu w dziecięcej głowie. Nie od wczoraj wiadomo bowiem, jak bardzo obecność — lub nieobecność — rodzica wpłynąć może tak na jego zachowanie, jak i na przyszłe kształtowanie się relacji międzyludzkich. Na nieszczęście Edgara, cała trójka jego dzieci była obecnie na etapie kształtującym, choć z pewnością różnili się stopniem, nazwijmy to, zaawansowania. Marius potrzebował obecności ojca najbardziej; co do tego nie było wątpliwości. Bliźniaczki, a Oriana już w szczególności, znajdowały się obecnie w swego rodzaju towarzyskim rozkroku. Z jednej strony absolutnie przywiązane i przyzwyczajone do obecności każdego członka rodu Burke, krewnych bliższych i dalszych, z drugiej czujące pierwsze podmuchy niezależności. Niewiele czasu zostało do chwili, gdy po raz pierwszy dadzą się porwać swemu "własnemu" życiu, gdy szkoła i rówieśnicy wyciągną po nie ręce.
A wtedy rodzice zejdą, siłą rzeczy, na plan dalszy.
Choć Oriana nie miała jeszcze świadomości naturalnego rozwoju więzi między dzieckiem a rodzicem i zapewne nie posiądzie jej jeszcze przez długie, długie lata, podskórnie czuła, jak bardzo ważne było to spotkanie. Sama ekscytacja, którą buchała przez cały dzisiejszy dzień, mówiła o nieposkromionych nadziejach małej lady odnośnie zaplanowanego wypoczynku na końskim grzbiecie.
Nic więc dziwnego, że szeroki uśmiech, który wykwitł na wciąż pucułowatej twarzy Oriany, odsłaniając przy tym dziurę w miejscu lewej dolnej trójki (ząb musiał wypaść całkiem niedawno, nie wcześniej niż tydzień temu), zainicjowany był w momencie wyłonienia się ojca z boksu. Krótkie odbicie ciemnoniebieskiego spojrzenia w kierunku opisanej przegrody potwierdziło przypuszczenia kwitnące pod ciemną czupryną i przywdzianym specjalnie do okazji cylindrem.
B — e — r — b — e — r — y — s.
Literowanie słów ostatnimi czasy stało się szczególnie lubianą rozrywką dziewczynki, chociaż większość przypadków, jak w tym momencie, rozgrywała się wyłącznie w jej głowie. Czasami myślom wtórowały usta, poruszając się bezdźwięcznie w imitacji mowy, jednakże czując na sobie czujne spojrzenie ojca, postanowiła za wszelką cenę zachowywać się tak, jak przystało córce lorda. Nawet jeżeli w istocie nie robiła niczego zdrożnego czy głupiutkiego, mając na uwadze dziecięce standardy.
Nie można było zaprzepaścić głupim wygłupem tak doniosłej atmosfery; w końcu tata ją pochwalił!
Spodziewała się, że gdy ojciec dosiądzie swego starego, wielkiego przyjaciela, jej — jak zawsze — przypadnie w udziale kucyk. Nikogo nie zdziwiłby więc fakt, że wobec oznajmienia, iż tak nie będzie, że dziś, po raz pierwszy przyjdzie jej wdrapać się na grzbiet konia z prawdziwego zdarzenia (jeszcze Narissy!), niemal zapomniała się ze szczęścia. Szybkie poruszenie nogami w miejscu, jeden z najszczerszych objawów dziecięcej ekscytacji, wesołe ogniki tańczące wśród burzowych tęczówek, znikających pod naporem unoszonych wraz z uśmiechem policzków. Czy ten dzień mógłby być lepszy?
— Naprawdę? — spytała głosem stłumionym, jakby prosiła o powtórzenie jej tej wspaniałej wiadomości raz jeszcze. Nie trzeba było powtarzać wyrażonej w geście prośby, gdyż przy boksie znalazła się kilka bić serca później. Absolutnie zachwycona, absolutnie gotowa.
Natura Burke'ów dała jednak o sobie znać w następnej chwili.
— Mogę? — zadarta do góry głowa pozwalała obserwować spokojne i pewne ruchy ojca. Ton głosu dziewczynki opowiadał zupełnie inną historię, jakby na wszelki wypadek chciała wywęszyć skierowany przeciw niej spisek. Ostrożne dawkowanie własnej radości musiało wystarczyć, przynajmniej do czasu rozwiania wszelkich wątpliwości.
Na Merlina i wszystkich mądrych czarodziejów, niech to będzie prawda!


my daddy's got a wand
you better run

Oriana Burke
Zawód : lady Durham, córka nestora Burke
Wiek : 8 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I'll clean my room. In exchange for your immortal soul.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t9450-oriana-burke https://www.morsmordre.net/t9472-listy-do-oriany-burke https://www.morsmordre.net/t9471-duszek-durham https://www.morsmordre.net/t9473-o-burke
Re: Stajnie [odnośnik]21.04.21 23:45
rzut na pamięć

Obserwował malujący się zachwyt na twarzy córki, zastanawiając się nad tym, ile jeszcze może minąć czasu, zanim sprawianie jej radości przestanie być takie proste. Narrisa, prawdziwy koń, choć mały jak na przedstawiciela swojego gatunku, nieświadomie rozświetlił dzień małej lady. Nawet Edgar nie sądził, że jego decyzja spotka się z takim entuzjazmem, ale tym bardziej utwierdził się w przekonaniu, że była właściwa. Kiedy on ostatnio czuł się taki szczęśliwy? Taką dziecięcą, pierwotną radością, tak po prostu. Nie potrafił sobie przypomnieć takiego momentu, czasem odnosił wrażenie, że od pamiętnego Szczytu w Stonehenge nie miał czasu nawet porządnie odetchnąć. Miał nadzieję, że dzisiejsze popołudnie spędzone na grzbiecie Berberysa w towarzystwie Oriany okaże się miłą odskocznią od codziennych obowiązków.
Cierpliwie czekał aż córka otrząśnie się z pierwszego szoku. Zauważył jej niepewne ruchy, jakby spodziewała się czyhającej za rogiem zasadzki – to dobrze, że była czujna i nie brała wszystkiego za pewnik. To świadczyło o tym, że szybko przemyślała jego słowa, analizując je w głowie, choć czy kiedykolwiek dał jej powód, by musiała to robić? Wydawało mu się, że raczej wzbudza w niej zaufanie, nie przypominał sobie, by kiedykolwiek ją oszukał lub sprawdzał w ten sposób. Być może Adeline zapoznawała ją z tymi podstępami wyniesionymi z rodzinnego domu w sercu stolicy, Edgar stawiał na przejrzystość intencji.
Tak – cień uśmiechu przemknął mu po twarzy, dając Orianie jeszcze kilka chwil na zachwyt nad swoją klaczą, obejście jej dookoła, pogłaskanie po szyi. Narissa cierpliwie czekała na wyjście z boksu – została wybrana specjalnie na tę okazję, Edgar nie chciał dawać Orianie porywistego rumaka, na to była zdecydowanie za mała, co do tego akurat nie miał wątpliwości.
Najwyższy czas żebyśmy ruszyli w drogę – zadecydował po kilku minutach, a koń w odpowiedzi niecierpliwie poruszył uszami, jakby doskonale zrozumiał jego słowa. Wyciągnął ręce do córki, żeby pomóc jej usiąść w siodle, mimo wszystko zbyt wysokim, by dała radę to zrobić sama. Upewniwszy się, że Oriana nie spadnie, kiedy tylko Narissa zrobi pierwszy krok, wsiadł na Berberysa. Jego stary przyjaciel przestąpił z nogi na nogę, dając Edgarowi znać, że jest gotowy na dzisiejszą przejażdżkę. Już nie radził już sobie w długodystansowych galopach, ale powinien dać radę Narissie i jej młodej jeźdźczyni.
W którą stronę wolałabyś pojechać? Do purpurowej kniei czy na pole maków za zamkiem? – Oddał tę decyzję córce, jemu to nie robiło większej różnicy, równie dobrze mógłby nawet krążyć wokół posiadłości, choć wolałby wyjechać gdzieś dalej – Oriana powinna znać w Durham coś więcej poza chłodnymi murami swojego domu. A Durham tylko na pierwszy rzut oka sprawiało wrażenie ciemnego i dziko zarośniętego hrabstwa, wiele było tu pięknych miejsc, nie tylko wspomniana knieja i makowe pola, choć te lubił najbardziej. Nawet jesienią miały swój urok, mimo braku intensywnych kolorów.
Zerknął kontrolnie na córkę, choć jego wzrok bardziej przyciągał ten nieszczęsny cylinder aniżeli reszta jej drobnej osoby. – Po co ci ten cylinder, nie jesteś na występach – mruknął bardziej do siebie, ściągając go z jej głowy, by jeszcze przed wyjściem ze stajni wylądował na podłużnej półce przy drzwiach.


We build castles with our fears and sleep in them like
kings and queens

Edgar Burke
Zawód : nestor, B&B, łamacz klątw
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
OPCM : 25 +5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 30 +1
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 https://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 https://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t4912-skrytka-bankowa-nr-811#106945 https://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
Re: Stajnie [odnośnik]25.04.21 12:48
Dziecięca radość miała to do siebie, że była... no cóż, dziecięca. Wynikała przy tym w szczególności z ograniczonych zdolności poznawczych dzieci, które — podobnie jak Oriana przed chwilą — nie potrafiły celnie przewidywać tego, co niesie przyszłość. Brak celności założeń nie oznaczał jednak, że nie robiły tego wcale, wręcz przeciwnie. Rozmyślania z kategorii co jeśli zajmowały znaczną część dziecięcej główki, lecz do rzadkości należały sytuacje, w których znajdowały swe źródło w otaczającej je rzeczywistości. Znacznie ciekawiej było bowiem roztrząsać scenariusze fantastyczne, umyślnie lub nie odklejone od szarej rzeczywistości rozpościerającej się za oknem zamku. Edgar, zakorzeniony w prawdziwości otaczającego go świata mógł tęsknić za logicznymi fikołkami, do których zdolna była dziecięca wyobraźnia, do prostoty odczuwanych uczuć, których nagłość i wybuchowość temperowana była zasadami etykiety oraz uważnymi spojrzeniami opiekunów. Musiało być mu trudno — za kilka, kilkanaście lat, gdy będzie wracać wspomnieniami do tej chwili, Oriana przerazi się, jak wielki ciężar spoczywał na ramionach ojca, gdy zdecydował się poświęcić jej to jedno popołudnie, jej i tylko jej! Ale czy w trakcie wojennej zawieruchy łatwo mogli znaleźć kogoś, kto mógł żyć w bańce nieświadomości, pozwolić sobie na szczodrość dobrego losu i snucie planów dla samego ich snucia? Tak, lecz żadna z tych osób nie miała więcej niż dziesięciu lat. Choć i populacja nieświadomych ośmiolatek zdawała się topnieć z dnia na dzień.
Zapewnienie, krótkie, proste słowo płynące z ust ojca, a napełnione wyjątkowym w skali świata wyrazem czułości, podbite jeszcze przemykającym przez jego lico uśmiechem sprawiło, że Oriana z trudem powstrzymała się od drobnego dreptania w miejscu. Radość pragnęła wyswobodzić się z okowów dziecięcego ciała, wylać się z niego każdą możliwą szczeliną. Lecz pierwsze drgnięcie mięśni nie powiodło Oriany do klaczy.
Sprawiło, że ramiona wyciągnęły się chętnie i tęskno jednocześnie, by chwilę później opleść ojcowską sylwetkę w pasie. Pół bicia serca później Oriana tkwiła już wtulona w ciało Edgara w przejmująco szczerym wyrazie wdzięczności.
— Bardzo, bardzo, bardzo dziękuję! — wesoły szczebiot nie był koniecznie potrzebny do zrozumienia ogromu wdzięczności zamkniętego w ciele lady Burke. Po prawdzie wybrzmiał głównie dla etykiety samej w sobie, forma dla formy, lecz czy ojciec mógłby mieć jej to za złe?
Kolejne słowa rodzica doprowadziły ją do porządku i wyznaczyły początek przygotowań do pierwszej przejażdżki na prawdziwej klaczy. Na powrót poważna, jak poważna potrafi być tylko ośmioletnia dziewczynka, podeszła powoli do klaczy, siląc się na zebranie resztek opanowania, porwanych wcześniej przez wiatr zachwytu. Drobna dłoń przesunęła się powoli po szyi klaczy niedługo po okrążeniu jej przez przyszłego jeźdźca. Dopiero po kilku sekundach wyjątkowo intensywnego pomieszania spojrzeń — końskiego i dziecięcego — przerwała drobną nić porozumienia, by odwrócić się na powrót do ojca, chwilowo wypartego z pamięci na rzecz zachwytu nad koniem. Może wraz z upływem lat i Oriana odkryje możliwości podzielności uwagi?
Na ten moment wystarczyć musiało ponowne wyciągnięcie ramion, tym razem dla bezpieczniejszego zajęcia miejsca na końskim grzbiecie. Skinienie głowy, poruszające także kłującym w ojcowskie oczy cylindrem było kolejnym dziś wyrazem wdzięczności.
— Na pole maków — czy wybór pięknej łąki ponad iskrzącą od jaskrawych kolorów i okrytą raczej niezbyt dobrą sławą knieję mógł kogokolwiek dziwić? Oriana była w końcu dzieckiem i jak to dziecko podświadomie bała się miejsc nieznanych. Nawet jeżeli obecność ojca działała na nerwy kojąco, córka obawiała się, że strach i tak znajdzie drogę na jej twarz, zdradzając drżenia małego serca. Całkowicie normalna i uzasadniona tak przez wiek, jak i płeć reakcja urosnąć mogła do rangi plamy na honorze, a takiej, zwłaszcza wobec rzadkiej obecności ojca, Oriana nie mogła znieść.
Gdy ruszyli — ojciec na Berberysie, ona na Narissie — zdolna była puścić mimo uszu słowa ojca o cylindrze, do czasu, aż ten faktycznie zniknął z jej głowy, znajdując swe tymczasowe miejsce na jednej z półek. Zaskoczona takim obrotem spraw dziewczynka zdążyła wydukać tylko:
— A—ale...
Oj, Orianko. Kiedyś nauczysz się, że czasami nie było miejsca na żadne "ale"!


my daddy's got a wand
you better run

Oriana Burke
Zawód : lady Durham, córka nestora Burke
Wiek : 8 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I'll clean my room. In exchange for your immortal soul.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t9450-oriana-burke https://www.morsmordre.net/t9472-listy-do-oriany-burke https://www.morsmordre.net/t9471-duszek-durham https://www.morsmordre.net/t9473-o-burke
Re: Stajnie [odnośnik]13.05.21 23:02
Edgar nie przywykł do tak wylewnego okazywania emocji. Sam raczej był skryty i wyrażał swoje uczucia w bardziej enigmatyczny sposób – pozostała część mieszkańców Durham zachowywała się podobnie. Uczono ich od małego, że nie można pozwolić, by to emocje brały górę nad rozsądkiem, że trzeba je w sobie stłamsić, zapanować nad nimi, w razie konieczności przeobrazić jedne w drugie. Pod żadnym pozorem nie dać się im ponieść. W przypadku Edgara te lekcje odzwierciedlały się nie tylko w polityce i życiu zawodowym, ale też w prywatnym. Razem z Charonem wydawali się niewzruszeni, ciężko było podważyć łączące ich więzy krwi. Oriana natomiast, zaledwie ośmioletnia, nie wiedząca o świecie jeszcze nic poza kilkoma podstawowymi prawami natury, jeszcze nie opanowała tej rodzinnej wstrzemięźliwości. Jej dłonie zaskakująco mocno oplotły go w talii, twarz przytuliła się do brzucha – oznaka najzwyklejszej w świecie radości, a jakiej niespotykanej jednocześnie. Ponownie pozazdrościł córce prostoty życia, kładąc dłonie na jej drobnych plecach. Krótki ojcowski uścisk, trochę zachowawczy, ale wyjątkowy zarazem, bo nie zdarzał się często. – Zasłużyłaś – odpowiedział, delikatnie odsuwając córkę od siebie. Zachęcił ją do zapoznania się z klaczą, samemu opierając się plecami o ściankę boksu, by móc obserwować wyczyny Oriany. Nie trzeba było być szczególnie spostrzegawczym, by zauważyć, że tamten wybuch czułości szybko odszedł w niepamięć, a na pierwszym miejscu podium stanęła Narissa. Edgar podejrzewał, że klacz jeszcze długo będzie na nim królować.
Jak sobie lady życzy – westchnął, opuszczając stajnię na wiernym grzbiecie Berberysa. Pogoda dzisiaj sprzyjała konnej przejażdżce. Słońce nieco śmielej wyglądało zza chmur, a lekki wiatr raczej orzeźwiał zamiast powodować na ciele gęsią skórkę. To były najprawdopodobniej ostatnie podrygi ciepłej jesieni, która już wkrótce ustąpi na rzecz zimy, ale nie takiej srogiej i śnieżnej jak widział w Rosji, a takiej nijakiej, jesiennej raczej, której zdecydowanie nie lubił. Przeszło mu przez myśl, że powinien zaproponować Adeline wyjazd gdzieś na północ, być może do Skandynawii, przecież wygrywali tę wojnę, mogli udać się na krótki wypoczynek w rodzinnym gronie.
Zlekceważył tę nieudolną próbę sprzeciwu. Był pewny, że cylinder tylko by jej przeszkadzał, być może nawet porwałby go wiatr – bo przecież nie przytwierdzili go zaklęciem stałego przylepca, co z pewnością poskutkowałoby zwolnieniem wszystkich guwernantek. Przeniósł wzrok na córkę, kontrolując jak sobie radzi w końskim siodle. – Lubisz swoich nauczycieli? Nauczyłaś się czegoś nowego? – Zagaił, choć zewsząd słyszał pochwały dla jej lotnego umysłu. Wierzył, że nie są to jedynie puste słówka wciskane do głowy nestorowi, bo tak wypada. Podobne pochwały padły również z ust Primrose, a ona na pewno nie omieszkałaby się wspomnieć o swoich wątpliwościach, gdyby takie się pojawiły. Byli szczerzy w stosunku do siebie.
Droga nie była trudna. Wiodła delikatnymi pagórkami na południe od zamku, wokół nie było żadnych domostw. Tylko ubity piach i kilka drzew, które z czasem miały ustąpić rozległym polom – dzisiaj nie czerwonym, ale też pięknym, wzbudzających zachwyt swoją rozległą przestrzenią.


We build castles with our fears and sleep in them like
kings and queens

Edgar Burke
Zawód : nestor, B&B, łamacz klątw
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
OPCM : 25 +5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 30 +1
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 https://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 https://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t4912-skrytka-bankowa-nr-811#106945 https://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
Re: Stajnie [odnośnik]16.05.21 20:40
Można było z powodzeniem założyć, że podobne wybuchy emocji stopniowo staną się coraz rzadsze. Nie dość, że w pewnym momencie rodzice schodzili z pierwszego planu uwagi dzieci, w przypadku Oriany, jej rodzeństwa i kuzynostwa, prawdopodobnie też większej części szlacheckich dzieci, w grę wchodziło również wychowanie. Wraz z wiekiem słusznie zwiększano wymagania oraz obciążenia młodych lordów i lady, a mała lady Burke nie była wyjątkiem — sama przejawiała bowiem chęci (na ten moment jeszcze ostrożne) brania na swe barki więcej niż siostra. Brzemię bycia pierwszym dzieckiem nie było zazwyczaj tak ciężkie względem dziewczynek, jednakże Oriana, jako najstarsza z dzieci Durham Castle, czuła na sobie swego rodzaju obowiązek. Ochrony młodszych (nawet o tak niewielki skrawek czasu, który dzielił przyjście na świat jej i jej siostry), służenia (czasami tylko) mądrą radą i bycia przykładem do naśladowania.
Odpowiednie wychowanie mogło poprowadzić ją do wyrośnięcia na kobietę będącą silną podporą każdego domu; mogło dać zapewnić jej miejsce na kartach historii, w końcu ludzie cechujący się podobną ciekawością, w dodatku wspomagani przez zasoby niedostępne dla tych o niższym urodzeniu, wręcz prosili się o dołożenie przynajmniej niewielkiego starania do dokonania przełomowego odkrycia. Jeżeli chciano zrobić z Oriany posłuszną, niewtykającą nosa w nie swoje sprawy żonkę, należało działać już teraz — później może nie być na to czasu!
Zasłużyłaś. Pochwała wypowiedziana z ust ojca była doprawdy droższa pieniędzy. Lord Edgar Burke przez wielu postrzegany był jako osoba raczej małomówna, oszczędna tak w emocjach jak i słowach. Wiedziała o tym Oriana, podsłuchując kiedyś — gdyby spytać ją o powody, odpowie zapewne, że był to czysty przypadek — rozmowę gości ich zamku, których twarzy już nie pamiętała, lecz brzmienie ich głosu zapadło głęboko w studnię pamięci. Pochwały płynące z ich ust były na tyle nieoczywiste, że ściągnęły ciemnobrązowe brwi Oriany w wyrazie konsternacji pomieszanej ze złością, dopóki wszystko nie zakończyło się słowami "dobrze jest mieć takiego sojusznika". I w tym musiała się z nimi zgodzić. Względy ojca były bowiem dla niej wyjątkowo ważne — przez narastającą nieobecność i okres rozwoju, w którym właśnie się znalazła — chyba momentalnie ważniejsze nawet od akceptacji matki czy innych kobiet w jej życiu.
Nie można było się więc dziwić, że pomimo usilnych starań, nie mogła powstrzymać się od szerokiego uśmiechu. Resztki opanowania poświęciła na zaciskanie ust, by nie ukazać światu swego najnowszego ubytku w uzębieniu. Ani to rozkoszne, ani ładne, a przed ojcem (nawet, jeżeli podstępnie pozbawił jej cylindra) chciała wypadać wyłącznie najlepiej.
— Następnym razem — ostrożnie zrównała się z ojcem, starając się utrzymać proste plecy; wada postawy i powiązany z nią garb stał się bowiem ostatnimi czasy głównym straszakiem małej lady w przypadku niezachowania odpowiedniej postawy. — Oddam pole decyzyjne lordowi, obiecuję.
Było coś urzekającego w przesadnej patetyczności słów i sposobie ich wymowy. W tym, jak wysoko uniósł się podbródek Oriany, tak skupionej, by zajrzeć w niebieskie tęczówki pogrążonego w myślach ojca. Potwierdzało to z kolei mądrość wychowawczą, że dzieci powinno traktować się niemal identycznie, co dorosłych. Bez przesadnej infantylizacji i niańczenia, bowiem ich chłonne umysły przyjmą zachowania otaczających ich dorosłych jak swoje.
Manieryzm Oriany, starającej się naśladować sposób zachowania matki i ciotki, był tego najlepszym przykładem.
— Pani Allegra jest bardzo miła. I też cierpliwa, bo trzy razy tłumaczyła nam geografię i razem z siostrą nie mogłyśmy zapamiętać tych kilku hrabstw przy samym Londynie... — cień niezadowolenia przemknął przez twarz dziewczynki, tym razem skupionej na drodze przed sobą, zupełnie tak, jakby chciała zepchnąć smak naukowej porażki gdzieś w bok, w tył, poza granice świadomości. — No bo tato...
Oho. Delikatnie jęczący głosik i nabrany zaraz haust powietrza nie zwiastował nic dobrego.
— Sam powiedz. Hertfordshire rodu Bulstrode, Buckinghamshire, Berkshire rodu Black, Surrey, Middlesex, Country of London rodu Crouch i... Londyn? Londyn też rodu mamy? Już sama nie wiem... Każda mapa mówi co innego!
Bo i każda mapa, którą przynosiła pani Allegra, robiona była na zamówienie innego rodu. Ten drobny szczegół nie został jeszcze wskazany, prawdopodobnie w obawie przed reakcją żony nestora, która różnie mogłaby wypowiedzieć się o "własności" Londynu, ze względu na własne pochodzenie.


my daddy's got a wand
you better run

Oriana Burke
Zawód : lady Durham, córka nestora Burke
Wiek : 8 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I'll clean my room. In exchange for your immortal soul.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t9450-oriana-burke https://www.morsmordre.net/t9472-listy-do-oriany-burke https://www.morsmordre.net/t9471-duszek-durham https://www.morsmordre.net/t9473-o-burke
Re: Stajnie [odnośnik]24.06.21 16:27
Edgar nie chciał wychować córki na zbytnio posłuszną żonę. Miał nadzieję, że Oriana w ciężkim procesie dorastania nie straci swojej ciekawości i wyjątkowo lotnego umysłu. Pragnął, by wyrosła na sprytną i silną kobietę, która będzie w stanie poradzić sobie z przeciwnościami losu, a po ślubie stanie się niezastąpioną podporą nowej rodziny. Nie chciałby, żeby z biegiem czasu zamieniła się w trzpiotkę, którą mało co interesuje – choć w ich rodzinie królowali mężczyźni, kobiety mocno od nich nie odstawały, dobrze wypełniając powierzone im role żon i matek. Na razie w oczach Edgara przyszłość Oriany malowała się w jasnych barwach, być może dlatego, że od początku przejawiał do niej swego rodzaju słabość. Mógł sobie pozwolić przy niej na dużo więcej niż przy synu, którego przyszłość raczej była z góry określona.
W takim razie – zaczął, poprawiając w dłoni lejce. – Następnym razem proponuję udać się gdzieś dalej – odparł, pragnąc odkryć przed córką więcej rodzimych terenów niźli te kilka miejsc wokół zamku. Malownicze okolice jeziora Derwent, wodospady na północ od Barnard Castle, rozległe lasy w Burnhall i Deepdale z tajemniczymi pozostałościami po pradawnych czarodziejach, być może ich własnych przodkach. Durham pod przykrywką surowego i nieprzyjaznego hrabstwa kryło w sobie wiele malowniczych miejsc, o których istnieniu postronni ludzie pewnie nie mieli pojęcia, będąc zapatrzonym w okazałe klify Dover czy gwarne ulice Londynu. Edgarowi to nie przeszkadzało, w zasadzie cieszył się, że tajemnice Durham pozostają nieodkryte.
Allegra, stosunkowo nowy nabytek w zamku, swoimi rekomendacjami przyćmiła wszystkich konkurentów. Była dość młoda jak na nauczycielkę z taką renomą, dlatego nie od razu przypadła Edgarowi do gustu, ale pieczę nad wychowaniem córek raczej sprawowała Adeline, a on nie miał powodu, żeby jej nie zaufać. Okazało się, że Allegra faktycznie odnalazła się na swoim stanowisku, a dziewczynki zdają się ją lubić, choć Edgar podejrzewał, że Oriana ze swoją potrzebą chłonięcia wiedzy, nie była pod tym względem szczególnie wymagająca.
Cień uśmiechu przemknął po jego twarzy, słysząc żal w głosie córki. Sytuacja geopolityczna kraju nawet dla niego bywała skomplikowana, tym bardziej potrafił sobie wyobrazić, jak wiele wątpliwości musi się pojawiać u tak młodego człowieka. Już otworzył usta, by rozwiać wątpliwości córki, ale musiał powstrzymać Berberysa przed zboczeniem trasy. Stary ogier chyba musiał już odpocząć, bo zaczynał się robić niecierpliwy. – Powiedzmy, że Blackowie i Crouchowie dzielą się władzą w Londynie – odpowiedział dość dyplomatycznie, ale zgodnie z prawdą – to, w jakim stopniu się dzielili, dopiero wyzywało konflikty. – Natomiast każdy z nich chciałby mieć Londyn na własność, dlatego różne mapy mówią co innego – dodał, spoglądając na córkę, która wyjątkowo dobrze radziła sobie dzisiaj w siodle. Adeline zapewne udzieliłaby Orianie innej odpowiedzi, ale nigdy nie potrafiła się wyzbyć swoich rodzinnych uprzedzeń i przyzwyczajeń. Burkowie, raczej stroniący od polityki i mieszkający daleko od zgiełku stolicy, patrzyli na to nieco inaczej.
Zatrzymajmy się tutaj – zarządził, kiedy znaleźli się na szczycie niewielkiego wzgórza, nieopodal dwóch samotnych drzew, górujących nad rozległym polem. Edgar sprawnie zeskoczył z Berberysa i podszedł pomóc Orianie. Jego koń od razu zaczął skubać trawę, korzystając z chwili odpoczynku, nie zwracając uwagi na Edgara, kiedy wyjmował nieduży pakunek ze skórzanej torby na siodle. Służba przed samym wyjściem wcisnęła mu prowiant na drogę, jakby mieli wyjechać na długą wyprawę, a nie na rekreacyjną przejażdżkę wokół zamku. Postanowił jednak z niej skorzystać. Usiadł na kamieniu pod drzewem, a kiedy tylko otworzył pakunek, uderzył go zapach świeżych drożdżowych bułek, leżących na eleganckiej białej serwetce. Obok nich znajdowały się dwie szklane buteleczki z wodą. Edgar wyciągnął paczkę w stronę córki, by mogła się poczęstować, uprzednio dorzucając do środka czekoladową żabę. – Podobno zaczęłaś zbierać karty – dodał, zastanawiając się czy przez dziecięcy słomiany zapał ta informacja na pewno jest jeszcze aktualna.

Przekazuję czekoladową żabę


We build castles with our fears and sleep in them like
kings and queens

Edgar Burke
Zawód : nestor, B&B, łamacz klątw
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
OPCM : 25 +5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 30 +1
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 https://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 https://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t4912-skrytka-bankowa-nr-811#106945 https://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
Re: Stajnie [odnośnik]03.07.21 16:13
Więź, która łączyła ojca i córkę, była wyjątkowa. W szczególności, gdy ma się w pamięci fakt, iż lord Edgar jest osobą z ustaloną reputacją, roztaczającą wokół siebie aurę powagi i tajemnicy, do której pozornie nie pasowało dziecięce towarzystwo. Miłość rodzicielska, nawet przepuszczona przez sito męskich obowiązków, potrafiła jednak zdziałać to, co pozornie było niemożliwe. Bo kto przecież zakładałby jeszcze kilka lat temu, że Edgar Burke odnajdzie się w roli ojca tak dobrze, jak robił to teraz?
Oriana podziwiała swego ojca, prawdopodobnie od pierwszych dni. Malował się w jej głowie jako człowiek niesamowicie odważny i uczynny, gotów bronić swych najbliższych nawet za najwyższą cenę, a jednocześnie tak opanowany, by nie podejmować pochopnych decyzji. Biła od niego mądrość, do której Oriana lgnęła, podobna do ćmy ganiającej za ogniem. Ojciec dawał jej poczucie bezpieczeństwa, stanowił, chcąc nie chcąc, swego rodzaju ochronny parasol, który umożliwiał dziewczynce dalszy rozwój i pozwalał na znalezienie własnej drogi. Nie podcinał jej skrzydeł, podsumowując dziecięce pomysły jako "głupie". Gdy była w błędzie, nie podsuwał rozwiązania, jedynie zadawał pytania, które pomogłyby jej samej dojść do poprawnego rozwiązania.
I zawsze dobrze wiedział, jak zasiać w niej ziarno oczekiwania.
— Może jak stopnieją śniegi? — nieśmiała uwaga wybrzmiała wśród komfortowej mimo wszystko ciszy. Nie spodziewała się, by ojciec zdołał odnaleźć jeszcze trochę wolnego czasu, nim okolica zostanie przykryta grubą warstwą białego śniegu. Był człowiekiem zajętym, Oriana nie chciała jeszcze dokładać mu kolejnych zmartwień własnym naleganiem, by wybrać się na kolejną wyprawę jak najszybciej. A tak pewnie by się stało, gdyby nie ustaliliby sobie, przynajmniej bardzo ogólnie, kolejnego terminu na konną przejażdżkę. — Wiosną, jak już nie będzie pluchy... Żeby Berberys się nie zmęczył?
Przekrzywiona głowa pozwoliła na prześlizgnięcie się ciemnego warkocza z lewego ramienia na plecy. Jakby na wspomnienie konia, dłonie dziewczynki ścisnęły mocniej lejce Nerissy. Klacz była wyjątkowo spokojna, choć zdawała się uznawać pierwszeństwo swego końskiego towarzysza. Dlatego też, gdy Edgar musiał zainterweniować z kierunkiem obranym przez wierzchowca, to samo zrobiła jego córka. Oczywiście delikatniej, bo zdawało się, że sama Nerissa równie prędko zmieniła zdanie.
Następnie nadszedł czas na tłumaczenia ojca. Tłumaczenia, które pomimo prawdy, nie rozwiały kwitnących pod ciemnymi włosami wątpliwości. Jednakże Oriana pokiwała głową kilkukrotnie, w wyraźnym zamyśleniu. Cóż bowiem więcej mogła zrobić z tym faktem? Jeżeli lord ojciec mówił, że tak jest, musiało tak być.
— Londyn to bogate miejsce — powiedziała wreszcie, choć wciąż tkwiła głęboko we własnych przemyśleniach. Zdradzał ją głównie nieobecny wzrok, którym wodziła po krajobrazie rozciągającym się bezpośrednio przed nimi — To zrozumiałe, że nikt nie chce się nim dzielić... Ale ktoś musiał być pierwszy, prawda?
Oj, gdyby lady doyenne mogła posłyszeć tę rozmowę...
Tymczasem zgodnie z ojcowskim poleceniem, Oriana wstrzymała Nerissę, która pomimo spokoju chyba chciała pójść jeszcze dalej. Jednakże gdy Edgar zszedł z konia, następnie pomagając swej córce, sprawa wydawała się przesądzona. Gdy ojciec zajął się rozpakowaniem prowiantu, jego córka przystanęła na moment, walcząc ze swymi myślami. Pewnie powinna pomóc w przygotowaniu warunków na drobny poczęstunek, ale jej serce nakazywało wpierw zająć się klaczą, którą poklepała delikatnie po szyi, wdzięczna za tak udany przebieg pierwszej konnej przejażdżki. Dopiero po tym zjawiła się niedaleko ojca, ostrożnie usadawiając się na jednym z kamieni.
— Ojej, co to? — spytała, gdy paczuszka trafiła w jej ręce. Woda i drożdżówka, jak wspaniale! Szeroki uśmiech rozchylił wargi dziewczynki, zaś jej oczy zaiskrzyły radośnie. Lecz dopiero wtedy, gdy zauważyła kolejną atrakcję dzisiejszego popołudnia w postaci czekoladowej żaby, ledwie powstrzymała się od radosnego piśnięcia. — To czekoladowa żaba! Dziękuję, tatusiu! — niedługo pobyła na własnym kamieniu. Wpierw ostrożne odłożenie paczuszki, a zaraz po nim prędkie pokonanie dzielącej ich odległości. Nie trzeba było długo czekać ,aż Oriana raz jeszcze przytuliła się do ojca; szczęśliwa tak bardzo, że złożyła dwa całusy na obu jego policzkach.
— Tatusiu, zobacz, ta karta jest o naszej pani Vablatsky! — cóż za urocze przeoczenie, wynikające tylko i wyłącznie z przeczytania jedynie tytułu, nie zaś treści...


my daddy's got a wand
you better run

Oriana Burke
Zawód : lady Durham, córka nestora Burke
Wiek : 8 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
I'll clean my room. In exchange for your immortal soul.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t9450-oriana-burke https://www.morsmordre.net/t9472-listy-do-oriany-burke https://www.morsmordre.net/t9471-duszek-durham https://www.morsmordre.net/t9473-o-burke
Re: Stajnie [odnośnik]06.07.21 0:52
Nigdy nie pragnął mieć dzieci. Zawsze podchodził do tego tematu dość neutralnie, uważając go za swój obowiązek do wypełnienia; nie kryły się za tym żadne większe uczucia. Być może dlatego cień zawodu przemknął mu po twarzy, gdy dowiedział się, że Adeline urodziła mu dwie córki zamiast syna. Wyczekanego pierworodnego, który wraz ze swoimi narodzinami przyniósłby spokój w Durham Castle. Każde dziecko było powodem do dumy, lecz córki z czasem miały opuścić rodzinną posiadłość, natomiast to właśnie syn miał kultywować tradycję i przekazać ją następnemu pokoleniu. Musiało minąć trochę czasu zanim Edgar faktycznie zaczął celebrować narodziny bliźniaczek, ale teraz nie wyobrażał sobie, żeby miało ich nie być.
To dobry pomysł – zgodził się z córką, nie zauważając w jej słowach zawoalowanej chęci zdecydowanie szybszej wycieczki – przecież zima jeszcze się na dobre nie zaczęła, a Oriana już mówiła o wiośnie. Było mu to jednak na rękę, bo miał nadzieję, że do tego czasu uda mu się uporać ze sprawą mugoli i będzie mógł wreszcie odhaczyć jeden obowiązek ze swojej niekończącej się listy. Poza tym podróżowanie po kraju powinno się stać bezpieczniejsze. – W takim razie przejrzyj mapę Durham i wybierz miejsce – zaproponował, mając nadzieję, że dzięki temu faktycznie przysiądzie do mapy rodowego hrabstwa i nauczy się czegoś więcej.
Trafne spostrzeżenie – stwierdził, uśmiechając się nieznacznie, ale trochę żałował, że tej rozmowie nie przysłuchuje się Adeline. Dobrze wiedział, że to jej czuły punkt. – Crouchowie byli tam pierwsi, osiedlili się w Londynie na długo przed Blackami. Ale to dłuższa historia, na pewno wkrótce ją poznasz – odparł, słysząc od siostry, że nowa guwernantka kładzie duży nacisk na naukę historii magii. Edgar miał jednak nadzieję, że kobieta się w tym nie zatraci – koniec końców żyli tu i teraz, a zagłębianie się w szczegółowe waśnie przodków raczej nie mogło przynieść wielu korzyści.
Z zaciekawieniem obserwował jak twarz Oriany stopniowo rozświetla się z radości. To na swój sposób fascynujące, że zwykła czekoladowa żaba mogła się stać dla dziecka taką atrakcją, nawet jeżeli niczego innego w życiu jej nie brakowało. Czekoladka i nieduża karta do kolekcji, ot, niemalże plebejska atrakcja, a jednak uzależniająca. Kolejny raz został zaskoczony nagłym wybuchem dziecięcej radości; drobne ręce oplotły się wokół jego szyi, a nieporadne całusy ozdobiły mu policzki.
Naszej? Myślisz, że już zasłużyła na taki zaszczyt? – Postanowił na razie nie wyprowadzać jej z błędu, samemu wyjmując z pudełka świeżą drożdżówkę. – Wygląda dużo starzej – nie mógł się powstrzymać przed tym krótkim komentarzem.
Pogoda im dopisała, aż nie chciało się wracać do zamku. Mimo to wkrótce po zjedzeniu prowiantu Edgar zarządził powrót. Miał jednak wrażenie, że ta przejażdżka przyniosła mu dużo dobrego.

Drożdżowe bułeczki i woda

zt x2


We build castles with our fears and sleep in them like
kings and queens

Edgar Burke
Zawód : nestor, B&B, łamacz klątw
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
OPCM : 25 +5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 30 +1
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 https://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 https://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t4912-skrytka-bankowa-nr-811#106945 https://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
Re: Stajnie [odnośnik]07.07.21 12:59
20 listopada, stąd

Edgar mógł podejrzewać, że dzisiejsza akcja nie obejdzie się bez żadnych obrażeń, a jednak do końca wydawało mu się, że właśnie tak będzie. Na miejscu spotkali jedynie kilku uzbrojonych mugoli, którzy i tak nie byli w stanie im zaszkodzić swoimi pukawkami – nie mieli z Maghnusem większych problemów z obroną przed metalowymi pociskami, choć było to uciążliwe i zajmowało dużo czasu. Pukawki nawet ich nie drasnęły, co dodało Edgarowi pewności siebie, a widok, który zastali już w środku, zdecydowanie pozbawił go czujności (choć wcześniej sam o nią apelował do swoich towarzyszy!). Bezbronni mugole, przestraszeni, pochowani w kątach opuszczonej farmy, kobiety i dzieci, którzy mogli tylko krzyczeć i błagać o litość. Edgar zaślepiony tą przewagą, w szale rzucania zaklęć, nawet nie pomyślał o tym, że ktoś może go zajść od tyłu. Wbity nóż go zaskoczył, i choć szybko dał mugolowi bolesną nauczkę, głęboka rana cięta została. Udało mu się zatamować krwawienie magicznym bandażem, który kupił mu trochę więcej czasu, by dokończyć zaplanowaną akcję, ale materiał już w czasie drogi do zamku zabarwił się na czerwono. Ból powrócił ze zdwojoną siłą, poniekąd przypominając atak transmutacyjnych zaników organowych.
Edgar z wdzięcznością przywitał próg rodowej posiadłości, opierając się pośladkami o drewniany stoliczek obok drzwi. Od razu wezwał do siebie służbę i nakazał przyprowadzić pomoc medyczną, bo czuł się coraz słabiej, być może przez stratę krwi, ciężko mu było to stwierdzić. Znał podstawy pierwszej pomocy, wiedział jak sobie pomóc, ale tylko chwilowo, a ta chwila już dawno minęła. Usłyszał jak służba mruczy coś pod nosem o jakimś gościu, jednak nie potrafił wyłapać z ich rozmowy żadnych konkretów. Zdjął z siebie jesienny płaszcz, krzywiąc się przy tym z bólu. Spojrzał na rozcięcie w ciemnej koszuli. Dotknął brudny bandaż opuszkami palców, a z jego ust wydobył się głośny syk. Miał nadzieję, że ten mugol dalej leży w tym samym miejscu i traci resztki swojej świadomości. Nie zasługiwał na nic więcej.


We build castles with our fears and sleep in them like
kings and queens

Edgar Burke
Zawód : nestor, B&B, łamacz klątw
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
OPCM : 25 +5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 30 +1
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 https://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 https://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t4912-skrytka-bankowa-nr-811#106945 https://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
Re: Stajnie [odnośnik]07.07.21 18:05
Z jednej strony ucieszyło go to, że nagłe pojawienie się Edgara w Durham wyrwało go spod czujnego spojrzenia Primrose i jej pytań na temat obiektu nieodwzajemnionych uczuć Perseusa, mimo, iż sam zaczął ten temat. Z drugiej jednak strony, zaniepokoiło go oświadczenie służącej, jakby lord Burke był ranny. Jak właściwie do tego doszło? Dlaczego? Kto ośmielił się podnieść na niego rękę (lub różdżkę; pracownicy Durham zdawali się postępować zgodnie z mottem rodowych swoich pracodawców, a zatem byli nieszczególnie rozmowni)? Tysiące pytań kotłowało się w głowie Blacka, gdy szybkim krokiem przemierzał zamek. Wyszli na zewnątrz, a on z tego wszystkiego nie założył płaszcza, jednakże przejmujący chłód i mżawka nie zrobiły na nim większego wrażenia. W stajni i tak było znacznie cieplej. — Jak to się stało, kuzynie? — zapytał, podwijając rękawy swetra — Albo lepiej nie mów. Muszę obejrzeć ranę, dobrze? — nie czekając na pozwolenie przykucnął obok Edgara i rozpiął jego koszulę, a następnie delikatnie zaczął rozwijać prowizoryczny bandaż, starając się nie sprawić mu tym większego bólu. Nie wydawała się szczególnie głęboka, ale to nie oznaczało, że była mniej niebezpieczna. Delikatnie dotknął brzegów, zupełnie nie przejmując się tym, że brudzi swoje dłonie jego krwią. Był uzdrowicielem, wprawdzie od umysłu, ale nie takie urazy musiał leczyć. — Przynieś mi czyste bandaże, prześcieradła, cokolwiek znajdziesz i miskę przegotowanej, ale wystudzonej wody — zwrócił się do służącego, który — jak wydawało się Perseusowi — przez cały czas patrzył mu na ręce. Właściwie, to niekoniecznie potrzebował tych rzeczy w tym momencie, ale chciał kupić sobie trochę czasu. — Zdaję sobie sprawę z tego, że to nie najlepszy moment, ale musisz wiedzieć, że lord Ares Carrow może mieć coś wspólnego z Zakonem Feniksa. W wieczór koncertu udał się na ziemie Abbottów. Nie pytaj, skąd to wiem, naprawdę nie chce zdradzać swoich informatorów, ale proszę, nie wierz w żadne z jego słów. — mruknął cicho, a następnie wyjął różdżkę, którą przyłożył do rany. — Fosilio! Purus! — rzucił zaklęcia. Pierwsze z nich miało na celu zatamowania krwawienia, kolejne oczyszczenie rany. Trzecie zaklęcie — Curatio Vulnera Maxima — wymamrotane zaraz po nich w ogóle się nie udało, na co Perseus zareagował tylko cichym westchnieniem. — Wybacz, jestem rozkojarzony. Spróbuję jeszcze raz...

| Szafka zniknięć


{.............................}

Ce qu'on appelle une raison de vivre, est en
même temps une excellente raison de mourir.





Perseus Black
Zawód : Magipsychiatra
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
sztandarem będę ci, tarczą,
twym srebrnym mieczem
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9827-perseus-black https://www.morsmordre.net/t9907-andromeda#299725 https://www.morsmordre.net/t9906-cold-in-my-kingdom-size#299689 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t10144-skrytka-bankowa-nr-2244#307565 https://www.morsmordre.net/t9908-perseus-black#299726
Re: Stajnie [odnośnik]09.07.21 1:21
Jeszcze nigdy nie poczuł takiej ulgi na widok Perseusa. Nie wiedział co kuzyn robił w Durham o tej porze, ale w tym momencie nieszczególnie go to obchodziło – najważniejsze, że był w pobliżu i mógł szybko mu pomóc. Rana, którą początkowo Edgar odbierał w kategorii nieszczególnie poważnych draśnięć, stawała się nie do zniesienia. Czuł, że przez utratę krwi robi się coraz słabszy, a przecież to był zwykły nóż, a nie bolesne zaklęcie, jak chociażby lamino. Zwykły niemagiczny nóż, co na samą myśl wzbudzało w Edgarze mnóstwo emocji. Wpadł w zamknięty cykl tych samych pytań: dlaczego stracił czujność, dlaczego nie zabił tego mugola na miejscu. Bo nie sądził, że mugol może go zaatakować, bo crucio wydało mu się w tamtym momencie gorszą karą.
Pieprzony mugol – mruknął tylko w odpowiedzi, nie chcąc się wdawać w szczegóły. Cała ta akcja jedynie umocniła go w swoich przekonaniach – warto było poświęcić tyle czasu i nerwów na planowanie dzisiejszej akcji. Warto było się poświęcić, by takie sytuacje już nigdy więcej nie miały miejsca.
Od razu dał Perseusowi pracować. Pozwolił sobie rozpiąć koszulę, nie wiercił się, nie buntował. Wiedział, że kilku inkantacjom poskłada go do kupy. Z boku to wydawało się całkiem proste, ale Edgar doskonale wiedział, że magia lecznicza wymaga dużych poświęceń. Była zupełnym przeciwieństwem czarnej magii, leczyła zamiast niszczyć, Edgar podejrzewał, że na jej naukę trzeba poświęcić większość życia, tak samo jak w przypadku jej zakazanej siostry.
Co? O czym ty mówisz? – Zmarszczył brwi, rzucając kuzynowi pytające spojrzenie. Ares, Zakon, informator – Edgar nie był gotowy na takie informacje, nie w tej chwili. Syknął z bólu, kiedy Perseus zdezynfekował mu ranę. – Do Abbottów? W sensie do Somerset? Po co miałby tam iść? – Dopytywał dalej, wyraźnie rozkojarzony, ale właśnie wrócił ze skomplikowanej i wymagającej misji, nie miał głowy do rozmyślania nad ewentualną zdradą Aresa Carrowa. W innych okolicznościach z pewnością bardziej by się tym zainteresował.


We build castles with our fears and sleep in them like
kings and queens

Edgar Burke
Zawód : nestor, B&B, łamacz klątw
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Gdybym był babą, rozpłakałbym się rzewnie nad swym losem, ale jestem Burkiem, więc trzymam fason.
OPCM : 25 +5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 30 +1
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3108-edgar-burke#51071 https://www.morsmordre.net/t3159-nie-stac-mnie-na-wlasna-sowe#52274 https://www.morsmordre.net/t3158-gburek#52271 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t4912-skrytka-bankowa-nr-811#106945 https://www.morsmordre.net/t3160-edgar-burke#52278
Re: Stajnie [odnośnik]10.07.21 15:03
Czy magia lecznicza była trudniejsza niż czarna magia? Jako czarodziej, który miał okazję poznać obie dziedziny, miałby wobec tego stwierdzenia ambiwalentne uczucia. Oba rodzaje magii wymagały ogromnych poświęceń, na pierwszy rzut oka diametralnie różniących się od siebie, tej samej samodyscypliny, tego samego skupienia. Obie dziedziny igrały ze śmiercią; czarna magia służyła do jej zadawania, nierzadko bez skutków ubocznych dla osoby z niej korzystającej, natomiast magia lecznicza była zuchwałym wyścigiem z Kostuchą. Za każdą z nich trzeba było zapłacić cenę; każda czarnomagiczna inkantacja sprawiała, że kolejny fragment duszy lorda Blacka pogrążał się w mroku, leczenie natomiast pozbawiało go energii. — Mugol? — skrzywił się Perseus.  — Mam nadzieję, że jest martwy?
Obrażenia odniesione przez Edgara były dostatecznym dowodem na to, że Wyspy Brytyjskie powinny zostać jak najszybciej oczyszczone z robactwa w postaci niemagicznych istot. Obrzydliwych, tchórzliwych i uciążliwych.
Zamiast uczestniczyć w koncercie w Palarni, poszedł do kochanki, której rodzina związana jest z rebeliancką... Och, to nie ma teraz znaczenia. Wrócimy do tego tematu kiedy będziesz w pełni sił, a ja przestanę patrzeć na całą sytuację przez pryzmat złości przez to, jak potraktował Primrose, dobrze? Proszę cię, abyś do tego czasu zachował naszą rozmowę w tajemnicy. — jego stan okazał się poważniejszy, niż magipsychiatra początkowo sądził, dlatego też nie miał serca dłużej męczyć go wieściami o zachowaniu Carrowa. Łatwo było o nieporozumienia, gdy umysł nie współpracował w pełni.
Zanurzył czysty bandaż w misce pełnej przegotowanej wody, którą z wdzięcznością przyjął od służącego.  — Może zaboleć — ostrzegł kuzyna, po czym wziął się za przemywanie okolic rany; musiał zmyć świeżą oraz zaschniętą krew, aby widzieć, czy pod wpływem zaklęć leczenie będzie odbywało się prawidłowo. A poza tym, chciał, aby służący myślał, że na coś się przydał.  — Curatio Vulnera Maxima. Curatio Vulnera Maxima! CURATIO VULNERA MAXIMA! — ponownie przyłożył różdżkę w okolice rozcięcia, powtarzając niczym mantrę inkantację mającą na celu zasklepienie rany. Tym razem z ulgą stwierdził, że zaklęcie podziałało tak, jak powinno. — Na szczęście to nie było nic poważnego, ale zostanie ci blizna. Przez uratę krwi możesz czuć się osłabiony w najbliższym czasie, zatem nie przemęczaj się — zakomunikował, zmywając z rąk krew Edgara — Skontaktuję się z tobą niebawem, teraz powinieneś odpoczywać.
Po wszystkim założył płaszcz, który w międzyczasie został przyniesiony z zamku i zaraz po tym już go nie było.

| zt x2


{.............................}

Ce qu'on appelle une raison de vivre, est en
même temps une excellente raison de mourir.





Perseus Black
Zawód : Magipsychiatra
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
sztandarem będę ci, tarczą,
twym srebrnym mieczem
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9827-perseus-black https://www.morsmordre.net/t9907-andromeda#299725 https://www.morsmordre.net/t9906-cold-in-my-kingdom-size#299689 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t10144-skrytka-bankowa-nr-2244#307565 https://www.morsmordre.net/t9908-perseus-black#299726
Re: Stajnie [odnośnik]03.10.21 12:05
31/01/1958
Spotkanie z Primrose w Różanym Zamku przebiegło w sposób zaskakujący i niepomyślny. Traktował Lady Burke jak przyjaciółkę, martwił się o jej zdrowie i pomyślność, a co za tym idzie – nie mógł pozwolić na to, aby zbyt dalece zabrnęła w swoje złudne przekonania. Jej znajomość Czarnej Magii była początkująca, nie wiedziała z czym może wiązać się długotrwałe korzystanie z tych zaklęć, a tym bardziej jakie konsekwencje przyniesie to w jej przyszłym życiu. Nigdy nie ująłby jej ambicji, ani zdolności. Była wyjątkową kobietą, która uparcie dążyła do stawianych sobie celów. Gdyby wiedział, że tak dalece chce zanurzyć się w odmętach mroku i poddać swoje życie Czarnej Magii, nie zgodziłby się na praktykowanie z nią tej dziedziny. Chciał ją w pewnym sensie chronić przed tym, czego sam doświadczał. Była silna i zdolna, ale to nie oznaczało, że powinna tak zawzięcie pchać się w coś, nad czym ciężko jest zapanować.
Zgodnie z jej wiadomością zjawił się w Durham w godzinach wieczornych dwa dni po otrzymaniu sowy. Jego perspektywa uległa zmianie podczas dalekiej wyprawy, niemniej jednak – nadal obstawał przy swoim i chciał ją odciągnąć od tego pomysłu. Nie mógł jej na to pozwolić, zarówno z szacunku do jej osoby, jak i troski o jej przyszłość. Nie rozumiała tego i zapewne nie zrozumie tak prędko, a Rosier dołoży wszelkich starań, aby jakkolwiek załagodzić konflikt powstały między nimi, jednocześnie odciągając ją od dalekosiężnych planów zatracenia się w mroku. To nie egoizm, że nie chciał się nim dzielić. W ostatnich tygodniach przeszedł wiele, odczuwał zmęczenie i walczył z mętlikiem, który powstał wraz z burzowymi chmurami w jego umyśle.
- Primrose – przywitał się z nią, kiedy służba odprowadziła go na teren stajni, gdzie aktualnie Lady Burke się znajdowała. Miał podjąć naukę jazdy konnej, ale nie był to ani odpowiedni czas, ani odpowiednie miejsce, aby sięgać ku temu zadaniu. Teraz realizował inny plan i musiał dopiąć swego, aby spełnić złożone obietnice. Rozwijał się, zmienił podejście, zmienił stanowisko, zmienił w sobie tak wiele. Nie wiedział czy inni będą w stanie zaakceptować zaistniałe w nim zmiany, ale nie mógł też pozwolić sobie na to, aby ktokolwiek decydował o jego życiu. – Powinniśmy poruszyć tak wiele tematów… – zaczął, rozglądając się wokół. Był inny, na pierwszy rzut oka. Twarz miał poważną, bez żadnych emocji, bez cienia uśmiechu. Obraz jego ojca utkwił mu głęboko w głosie, taki był Anselme, a Mathieu zaczynał stawać się do niego coraz bardziej podobny. – Mam nadzieję, że nic nie zaburzyło Twego spokoju w ostatnich tygodniach. – dopowiedział, wracając do niej spojrzeniem ciemnych oczu.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Arystokrata, opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 33 +2
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Stajnie [odnośnik]04.10.21 20:27
W momentach zwątpienia, mętliku w głowie udawała się do pokoju muzycznego aby grać na skrzypcach lub skrywała się w stajni, tak jak zrobiła dzisiaj. Zwłaszcza, że wcześniej była na przejażdżce po terenach Durham. Nie odstraszała jej nigdy pogoda aby spełniać obowiązki lady Burke. Będąc siostrą nestora rodu musiała dbać o dobre imię rodziny, o mieszkańców hrabstwa, którym się opiekowali. Ponadto pracowała nad założeniem swego rodzaju biura pracy, a w tym miała jej pomóc nie tylko szwagierka ale również Evandra, która mocno zapaliła się do takiego działania. Należało podnieść gospodarkę, póki jeszcze mogli, póki jeszcze była szansa, że zbudują coś trwałego a nie kolosa na glinianych nogach.
List od Mathieu był tym czego się spodziewała i nie zaskoczył ją fakt, że chciał się spotkać i omówić pewne sprawy. W jakiś sposób spletli swoje losy razem, choć zrozumiała, że źle ulokowała swoje uczucia i należało skupić się na czymś innym. Miała mrzonki, które w Różanym Pałacu zakopała, a swoje myśli oraz zdolności skierowała gdzie indziej. Miłość nie była pisana szlachetnie urodzonym, to lukus na jaki nie mogli sobie pozwolić.
Zdjęła siodło z grzbietu Rotmistrza, mogła oddać to zadanie służbie, ale wolała sama to robić, jazda konna była całym rytuałem od przygotowania wierzchowca do jego rozsiodłania i zaprowadzenia do boksu. Kiedy odwieszała ogłowie usłyszała jak do środka wkracza lord Rosier. Powinna go przyjąć na salonach, jak oczekiwano od dobrze wykształconej panny, ale była Burke więc poleciła aby przyprowadzić gościa do stajni.
-Mathieu. - Odpowiedziała na jego powitanie sięgając po szczotki do czyszczenia. -Wiele się wydarzyło w czasie twojej nieobecności. - Przyznała stając obok siwka zabierając się za jego czyszczenie. Ubrana była w strój do jazdy konnej, gdzie czarne spodnie z grubej wełny wpuszczone były w wysokie buty, a na górę ubrała ciepłą kurtkę dedykowaną do pogody, która akurat zawitała do Anglii. Ciemne włosy splecione w gruby warkocz sięgały prawie do talii, podkreślonej szerokim paskiem. Edgar zaproponował jej dołączenie w szeregi Rycerzy Walpurgii, a ona nie odmówiła, wręcz przyjęła z wdzięcznością tę ofertę, czując się tym samym wyróżniona i doceniona. Czy Mathieu już o tym wiedział, czy miała go poinformować o tym fakcie? -Jak twoja morska podróż? Okazała się owocna?
Mogła być na niego zła, czuć irytację, ale nie zmieniało to faktu, że był jej przyjacielem i przychylną osobą, z którą mogła porozmawiać na wiele tematów i choć liczyła, że może będzie z tego coś więcej, to nie chciała tracić owej przyjaźni i mostów jakie do tej pory zbudowali. Nie ukrywała też swojej ciekawości jego podróżą, wielce zainteresowana gdzie go zaprowadziła.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 4 +1
UROKI : 1
ALCHEMIA : 28 +5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 6 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Stajnie - Page 2 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Stajnie [odnośnik]04.10.21 23:05
Cenił sobie przyjaźń z Lordem i Lady Burke. Z Xavierem połączyła go relacja kilka lat temu, z Primrose sprawy były dość świeże. Niemniej jednak, każda z tych znajomości miała swoje plusy i minusy. Mathieu dość konserwatywnie podchodził do roli kobiet, nie uprzedmiatawiał jej – jednak nie widział dam dworu na polu walki. Primrose była niewątpliwie zdolną czarownicą, która miała wiele do zaoferowana, była bardzo uzdolniona – wystarczyło spojrzeć na talizman, który podarowała mu z okazji urodzin, a który nosił przy sobie niemal cały czas. Nie ujmował jej siły, nie ujmował jej ambicji. Pole walki jednakże stworzone było dla mężczyzn, mogli chronić tak zdolne i piękne damy, powinni to robić, w pewnym sensie spełniając swój obowiązek.
Primrose wielu kwestii jeszcze nie rozumiała. Nie przejmował się tym, że przyjmowała go w stajni. Durham zwiedził z każdej możliwej strony, a obcowanie ze zwierzętami nie było dla niego czymś zaskakującym. Tym bardziej, że znał się na opiece nad magicznymi stworzeniami i nie ograniczał się jedynie do smoków. Przynajmniej tutaj mogli normalnie porozmawiać, pozbyć się konwenansów i nie trzymać ścisłych reguł. O to przecież chodziło.
- Owszem. Owocna w nowe doświadczenia. – powiedział poważnie. Głównym celem wyprawy na statku Brzask było pojęcie podstawowych struktur związanych z żeglarstwem. Nie porzuci Anglii na rzecz pływania na fregatach czy innego rodzaju statkach, ale jeśli plan miał zostać zrealizowany w pełni, musiał posiadać na ten temat jakiekolwiek pojęcie. Kent przylegało do terenów morskich, to naturalne, że Rosierowie powinni dysponować odpowiednią flotą i posiadać własne statki. W jego żyłach płynęła krew Traversów i wiedział, że podoła temu zadaniu.
- Pozwoliła mi też zrozumieć pewne kwestie i zachodzące zmiany. – przyznał. Daleki był od tego, aby zaakceptować w pełni mroczną część, która wypłynęła na powierzchnię. Niemniej jednak, szaleństwo, któremu został poddany było teraz normalnością, musiał nauczyć się z nim żyć. Miał jednak świadomość, że to długa i wyboista droga. Panował nad sobą, ale nadal pragnął… dźwięk miażdżonych kości pozostał melodią dla uszu, a śmierć pachniała i pachnieć będzie potęgą. Wizyta demona w jego umyśle osłabiła go w pewnym stopniu, a z drugiej strony była wzmocnieniem charakteru.
- Opowiedz, co się wydarzyło? – spytał, stając obok niej, sięgając po drugą szczotkę. Miał rękę do zwierząt, taki czynności nawet go uspokajały w pewnym stopniu.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Arystokrata, opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 33 +2
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Stajnie
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach