Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Yvette Baudelaire
AutorWiadomość

Yvette Sylvie Baudelaire

Data urodzenia: 24 II 1927
Nazwisko matki: Lovegood
Miejsce zamieszkania: Londyn
Czystość krwi: Czysta ze skazą
Status majątkowy: Ubogi
Zawód: Uzdrowicielka w porcie i wszędzie tam gdzie ktoś potrzebuje pomocy, bądź jest w stanie jej za to zapłacić
Wzrost: 165 cm
Waga: 56 kg
Kolor włosów: Blond
Kolor oczu: Błękitne
Znaki szczególne: Znamię w kształcie półksiężyca na lewym przedramieniu


Morska bryza, szum fal, zapach morskiej soli, ciepłe promienie słoneczne, uczucie piasku przechodzącego przez palce u stóp - dom. Urodziła się i wychowała we Francji, w jednej z wiekowych posiadłości rodziny Baudelaire niedaleko Morza Śródziemnego. Nie powinno więc nikogo dziwić, że to właśnie woda, plaża, morze są związane z jej pierwszym wspomnieniem z dzieciństwa. Dzieciństwa, które było naprawdę szczęśliwe. Rodzina Baudelaire i Lovegood od dawna miała ze sobą pozytywne stosunki, więc małżeństwo między jej ojcem, a matką było naturalną konsekwencją. Był to związek częściowo aranżowany, a częściowo z łączącego ich uczucia. Doczekali się oni trójki dzieci, z których to Yvette była najmłodsza. Matka od zawsze była dość... ekscentryczna, ale to najwidoczniej płynęło już we krwi Lovegoodów. Z zawodu była uzdrowicielem, zaciętym, upartym z jasno wyznaczonym celem, więc można powiedzieć, że jej córka odziedziczyła po niej nieco więcej niż wygląd. Ojciec zaś był magiarchitektem pełnym rozsądku, bezkompromisowości i praktycznego myślenia, czego i jej nigdy nie brakowało. Oboje uważali tradycje za istotną, a rodzinę za najważniejszą wartość. Starali się wpajać to również i swoim dzieciom. Dbali o ich edukacje już od najmłodszych lat, aby zapewnić im jak najlepszy start w przyszłość. Dużą uwagę kładli na sztukę, ale również wszelkiego rodzaju dziedziny nauk, co Yvette zdecydowanie bardziej przypadło do gustu. Istotnym była również nauka savoir-vivru, gdyż według ich ojca musieli potrafić wykazać się w każdej sytuacji. Tak jak i brat, w porównaniu do ich starszej siostry dużo bardziej od lekcji tańca, gry na instrumentach, czy śpiewu wolała książki. Jednak cała trójka była zdecydowanie zgodna jeśli chodziło o ich spędzanie wolnego czasu na plaży i pływajaniu w błękitnym bezliku. Ojciec cieszył się wpływem ich rodu we Francji, wciąż jednak gryząc knykcie z myślą o utraconym szlacheckim statusie. Stąd też istotnym była dla niego reputacja i czystość krwi. Może i nie wpoił w nich nienawiści względem mugoli i mugolaków, ale uprzejmie zaznaczył, że nie powinni się z nimi bratać. Matka zaś swoje poglądy trzymała dla siebie z pobłażaniem patrząc na męża. W wielu kwestiach się nie zgadzali. Można było odnieść wrażenie, że różnili się jak ogień i woda, a jednak się w tym całym małżeństwie równoważyli. Yvette, ani żadne z jej rodzeństwa nie mogło narzekać na rodziców. Zawsze byli otwarci w kwestii uczuć względem swoich dzieci, gotowi aby wysłuchać ich uwag, okazać im wsparcie, a tym na pewno wiele innych rodzin nie mogło się pochwalić.


Cała trójka uczyła się w Beauxbatons, gdzie Yvette radziła sobie bardzo dobrze. Przydzielono ją do Harpii, choć nie miało dla niej to większego znaczenia, ze względu na brak nieraz raniących podziałów takich jak mają one miejsce w Hogwarcie. Podobnie jak i w przypadku większości uczniów nie brakowało jej ambicji. Nie bała się zdobywać nowej wiedzy, czy ćwiczyć zaklęcia. Oddała się również sztuce malarskiej, choć po ukończeniu szkoły zaprzestała jej rozwijania. Dobre wyniki Yvette przełożyły się na zostanie przez nią prefektem, co zdecydowanie było ciekawym wyzwaniem. Widok ośnieżonych, wysokich szczytów porośniętych drzewami, śpiew nimf, dziedzińce, gdzie spędzała każdą wolną chwilę na wiele lat stały się jej nową codziennością. Tęskno jej jednak było za szumem morza. Była zdecydowanie typem samotnika. Yvette nie była pewna czy to był jej własny wybór, a może wina jej sarkastycznej i dumnej natury. Może jedno i drugie. Na ogół była neutralna, nie przepadała za konfliktami. To w akademii poznała swojego najlepszego i tak naprawdę jedynego przyjaciela, chorowitego młodzeńca - Edmonda Delacour. Uczyli się razem, grali w szachy, spędzali godziny na rozmowach, ona go malowała, a on dla niej grał na wiolonczeli. Dzielili ze sobą każdy sekret i najskrytsze marzenia ufając sobie jak głupcy we mgle. Przyszło im to nadzwyczaj prosto, jakby naturalnie. Nauka w Akademii jak szybko się zaczęła, tak szybko się skończyła, a Yviette stanęła przed swoją pierwszą, poważną decyzją. Matka nauczyła ją szacunku do życia. Roślin, zwierząt, własnego oraz innych ludzi. Uważała, iż każde istnienie ma znaczenie. Dlatego właśnie została uzdrowicielką, dlatego właśnie jej najmłodsza córka poszła w jej ślady. Zaraz po zakończeniu edukacji udała się na staż, a za misje obrała sobie pomoc innym. To właśnie w trakcie stażu miała po raz pierwszy styczność z naprawdę ciężką pracą. Zostanie uzdrowicielem nie wymagało wyłącznie wiedzy teoretycznej. Liczyła się też, a może i przede wszystkim praktyka i naturalne predyspozycje. Trzeba było być cierpliwym, opanowanym, nieustępliwym i gotowym na wszystko. Zetknięcie się z cierpiącymi ludźmi, z umierającymi ludźmi potrafiło szokować, a poczucie winy zszarpać psychikę. Jednak jakaś niewidzialna siła pchała ją do przodu szepcząc jej niemal czule do ucha, że to jest właśnie jej powołanie.


Siostra Yvette wydana została niezwykle korzystnie za pewnego lorda Lestrange. Był on od niej starszy niemal o piętnaście lat, ale siostra wydawała się być równie szczęśliwa z tego małżeństwa co ich ojciec. Yvette nie dane było więc tego oceniać. Jej brat również założył rodzinę, choć o tyle lepiej, bo z kobietą, którą szczerze kochał. No i nie starszą o piętnaście lat. Naturalną koleją rzeczy przyszedł czas na Yvette, która uświadomiła sobie, że nie chce aranżowanego małżeństwa z mężczyzną, którego nawet nie zna. Matka ją poparła, ojciec wysłuchał jej argumentów, chciał jednak, żeby jego córka wyszła jednak korzystnie za mąż. Yvette zaproponowała mu więc rozważenie wyjścia przez nią za mąż za Edmonda, który miał bardzo podobny pogląd na aranżowane małżeństwa co i ona. Nie była w nim zakochana, ale szanowali się i wzajemnie sobie ufali, co było już całkiem dobrą podwaliną małżeństwa. Rodzina Delacur przez lata ukorzeniła swoją pozycję we Francji, toteż ojciec nie miał nic przeciwko połączeniu dwóch, silnych, czystokrwistych rodów. Początkowo rodzina Edmonda również była zachwycona tymże pomysłem. Wszystko zmieniło się jednak po ślubie. Teściowie zaczęli narzekać na jej staż uzdrowicielski, z którego powodu ponoć nie poświęcała wystarczająco czasu na dbaniu o ognisko domowe, jej asertywność działała na nich jak płachta na byka, zachwycali się jej urodą, żeby zaraz dodać, że wielka szkoda, iż ta nie jest jednak choćby pół wilą. Gotowi byli wytknąć jej każdy błąd, który nawet takowym nie był. Nie była członkiem ich rodziny, nie w ich oczach. Edmond stawał jednak zawsze w jej obronie. Nie chciał, aby czuła się niechciana, była przecież jego żoną. Pod żadnym pozorem nie pozwolił jej zrezygnować ze stażu pozwalając spełniać jej swoje ambicje przecież tak równie istotne dla jego rodziny. Najwidoczniej jednak nie dla całej. W ich oczach Yvette była im potrzebna tylko do jednej rzeczy - urodzenia wnuka, który mógłby przedłużyć tą konkretną linię rodziny Delacour. 


Wieść o ciąży, była dla niej dość przytłaczającą. Bała się, że nie będzie dobrą matką, że nie poradzi sobie z tak odpowiedzialnym zadaniem nie tylko dania życia istocie ludzkiej, ale również i właściwą opieką nad nią. Dopiero gdy brzuch Yvette zaczął rosnąć, a ona poczuła pierwsze ruchy dziecka zrozumiała jak wielki cud ją spotkał, a wszystkie jej zmartwienia odeszły w zapomnienie. Ciąże doniosła bez żadnych komplikacji. Dbano, aby doglądali ją najlepsi uzdrowiciele, żeby niczym się nie stresowała, czy żeby dobrze się odżywiała. Miała nawet wrażenie jakoby stosunek jej teściów do niej uległ poprawie, bardziej się jednak mylić nie mogła. Jej syn był cudowny - jasne oczy i włosy oddziedziczone po rodzicach, małe dłonie, które były wstanie obijać jedynie jeden jej palce. Nie można też zapomnieć o bardzo zdrowych płucach, gdyż gdyby chciał chyba płakać bez żadnej przerwy. I gdy już myślała, że jej serce nie będzie wstanie pomieścić już więcej miłości między nią, a jej mężem pojawiło się to jakże głębokie, mistyczne uczucie. Szczęście jej rodziny jednak nie trwało zbyt długo. Pewnego dnia do ich domu dotarła informacja o tragicznym wypadku podczas jednej z wypraw badawczych Edmonda. Jej mąż miał już nigdy nie wrócić do domu. Choć cierpiała z tego faktu naprawdę ciężko było jej przyrównać swoją żałobę do tej teściów, którzy stracili jedynego syna. Myślała już, że poznała ich od złej strony, ale dopiero gdy Edmonda zabrakło miała okazje dowiedzieć się jak okrutnymi potrafili być oni ludźmi. Odebrano jej nazwisko i syna. Wróciła do domu ośmieszona, zrozpaczona i z sercem spękanym na miliony kawałków, których najlepszy uzdrowiciel nie potrafiłby poskładać w całość. Ojciec był zdruzgotany. Nigdy na oczy nie widziała go w podobnym stanie. Nie mógł sobie wybaczyć tego co spotkało jego najmłodszą córkę i straty wnuka. Obwiniał się o to. Z tego też powodu, gdy Yvette oznajmiła mu, że nie może zostać ani dnia dłużej we Francji zgodził się. Dał jej pieniądze oraz ich rodzinny dom w Anglii na własność. Powiedział, że może ze swoim życiem zrobić co będzie chcieć, że i tak będzie z niej dumny. Resztę dnia spędziła siedząc na piasku patrząc w bezkres wody myśląc jak łatwo byłoby dać się ponieść falą i zagubić się gdzieś w ciemnej toni.


Bywała w Wielkiej Brytanii wielokrotnie. Mieli tu rodzinę, spędzali tu każde wakacje. Anglia różniła się całkowicie od jej domu, co po tym wszystkim co jej się przytrafiło uznała za pocieszające. Oddała się całkowicie pracy w Mungu na tym samym oddziale, w którym się wyspecjalizowała, a mianowicie Urazów pozazaklęciowych. Chciała odwrócić swoją uwagę, zapomnieć i częściowo faktycznie zatopienie się w obowiązkach i samodoskonaleniu swoich umiejętności pomogło. Praktycznie całe dnie spędzała w szpitalu wracając do domu tylko, aby położyć się do łóżka. Stan ten trwał dobrych kilka lat, a ona dalej nie mogła sobie wybaczyć zostawienia syna, nie ze swojej winy, ale czy miało to większe znaczenie? Dodatkowo pytania innych nie polepszały tej sytuacji. Choć pochodziła z Francji w Mungu nie była w stanie zachować anonimowości. Co oczywiście nie oznacza, że ludzie tam znali nagle każdy szczegół z jej prywatnego życia, słuchanie jednak plotek na swój temat nie było lepsze. To właśnie wtedy narodziły się w niej wątpliwości. Czy to co robi naprawdę pomaga komukolwiek, łącznie z nią samą? Mung był bezpiecznym i oczywistym wyborem w jej karierze, ale czy jedynym? Przysięgała pomagać wszystkim, ale czy wszyscy szukali pomocy właśnie w tym miejscu? Czy szukali jej w ogóle? Matka nauczyła ją jak być odważną, aby nie bać się wyzwań. Czas spojrzeć prawdzie w oczy: nie mogła zmienić przeszłości, ale wciąż miała wpływ na przyszłość. Chciała dokonać coś swojego, coś z czego ona sama będzie czuć dumę. Przyszedł czas na zmiany. Odeszła z Munga pełnego ciekawskich spojrzeń pragnąć nowych wyzwań. Uznała, że jest tam na tylu uzdrowicieli, że obejdą się oni bez niej. Sprzedała dom odkładając w ten sposób pieniądze nie tylko z kilku lat pracy w Mungu. Zamieszkała w porcie, zdecydowanie nie najbezpieczniejszej i najwyższej klasy części Londynu. Oszalała? Możliwe, nie bez powodu mówiono, że szaleństwo płynęło w krwi Lovegoodów. Przysięgała pomagać innym, więc równie dobrze mogła robić to tam, w miejscu gdzie ludzie często nie mieli grosza przy duszy, bądź tej pomocy w ogóle nie chcieli. Od poprzedniego zarządcy portu otrzymała pozwolenie na utworzenie lecznicy w jednym z już dawno opuszczonych budynków. Praktycznie większość zaoszczędzonych pieniędzy wydała na jego odnowę. Na parterze zajmowała się pacjentami, a na piętrze zamieszkała. Musiała zmienić swoje podejście do uzdrawiania. Zapomnieć o swojej specjalizacji, gdyż tam musiała umieć zająć się wszystkim. Urazy przedmiotowe, zatrucia, porody, aborcje, amputacje, choroby zakaźne, a lista się na tym nie kończyła. Oszczędności i skromny tryb życia pomagały, gdyż niekiedy praca portowej uzdrowicielki przypominała bardziej organizację charytatywną. Nauczyła się jednak, że w porcie nieraz przysługa miała większą wartość niż galeony, a wbrew wszelkim pozorom mieszkańcy tej części Londynu wykazywali się większym honorem niż mieszkańcy bogatych dzielnic i szlacheckich dworków. O dziwo, to życie okazało się być jej żywiołem. Pokochała wody Wielkiej Brytanii tak różne, a jednak tak podobne do tych, które pamiętała z dzieciństwa. Uwielbiała słuchać szant, opowieści starych marynarzy, grać z nimi w karty, opatrywać rany po bójkach. Czuła się wolna trzymając swój los w końcu całkowicie w swoich własnych rękach. Choć jej duszę ogarnął spokój to nie Wielką Brytanię. Wszystko zaczęło się od tajemniczych morderstw, aby na niebie miały pojawiać się dziwne znaki napawających wszystkich strachem. Coraz to nowe, często tragiczne wydarzenia spowodowały rozłam w kraju. Rozłam, który doprowadził do terorru i chaosu. Pomagała wszystkim bez względu na ich status krwi jednak gdy sytuacja zdecydowanie się pogorszyła musiała być bardziej ostrożna. Nie opowiedziała się jeszcze po żadnej stronie, ale wiedziała, że prędzej czy później będzie musiała.  


Patronus:  Yvette nie potrafi wyczarować zwierzęcej formy patronusa




-->
Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 50
Uroki:00
Czarna magia:00
Uzdrawianie:305 (rożdżka)
Transmutacja:00
Alchemia:50
Sprawność:50
Zwinność:50
JęzykWartośćWydane punkty
francuskiII0
angielskiII2
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
AnatomiaIII25
AstronomiaI2
Historia MagiiI2
ONMSI2
PerswazjaI2
SpostrzegawczośćII10
ZielarstwoI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Savoir-vivreI2
Wytrzymałość psychicznaI5
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Rozpoznawalność I0
Neutralny Neutralny0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Literatura (wiedza)I0.5
Malarstwo (tworzenie)I0.5
Malarstwo (wiedza)I0.5
Muzyka (wiedza)I0.5
Muzyka (śpiew)I0.5
GotowanieI0.5
KrawiectwoI0.5
AktywnośćWartośćWydane punkty
PływanieI0.5
Taniec balowyI0.5
Taniec współczesnyI0.5
GenetykaWartośćWydane punkty
Brak- (+0)
Reszta: 12


[bylobrzydkobedzieladnie]


It's a constant battleA war between remembering and forgetting because I don't like the memories that make me smile for
a second and cry for hours.



Ostatnio zmieniony przez Yvette Baudelaire dnia 23.01.21 16:48, w całości zmieniany 12 razy
Yvette Baudelaire
Yvette Baudelaire
Zawód : Portowy uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
There are so many wars
going on at night
so many hearts are fighting
to survive without light
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9187-yvette-baudelaire#278366 https://www.morsmordre.net/t9245-antares#281195 https://www.morsmordre.net/t9255-rece-ktore-leczo https://www.morsmordre.net/f315-doki-darnley-street-142 https://www.morsmordre.net/t9249-skrytka-bankowa-nr-2149 https://www.morsmordre.net/t9254-yvette-baudelaire#281466

Powrót do góry Go down

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana

INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam PW lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Brak

Kartę sprawdzał: Ramsey Mulciber
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Yvette Baudelaire  Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down



KOMPONENTYFiga abisyńska, płatki ciemiernika, strączki wnykopieńki, szpik kostny, Kora drzewa Wiggen

[24.01.21] Komponenty (lipiec/wrzesień)
[07.08.21] Styczeń/marzec

BIEGŁOŚCI[06.08.21] Wsiąkiewka (październik-grudzień): +1 PB

HISTORIA ROZWOJU[18.01.21] Karta postaci -50 PD
[26.01.21] Rejestracja różdżki
[29.01.21] Wykonywanie zawodu (lipiec-wrzesień): +20 PD
[06.08.21] Wsiąkiewka (październik-grudzień): +60 PD
[07.08.21] Wykonywanie zawodu (październik-grudzień): +20 PD
[18.08.21] Osiągnięcia (Wielki głód): +30 PD
[25.08.21] [G] Zakup srebra i halitu; -275 PM
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Yvette Baudelaire  Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Yvette Baudelaire

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach