Wydarzenia


Ekipa forum
Pomnik Cronusa Wyzwoliciela
AutorWiadomość
Pomnik Cronusa Wyzwoliciela [odnośnik]14.01.21 21:49
First topic message reminder :

Pomnik Cronusa Wyzwoliciela

Po całkowitym przejęciu stolicy przez czarodziejów i ustaniu walk, dla upamiętnienia zwycięstwa nad mugolami tuż przed Pałacem Buckingham postawiono wzniosły pomnik na cześć nowego Ministra Magii. Pomnik Wyzwoliciela, wyjątkowo utalentowanego autora, brytyjskiego rzeźbiarza, Aikena Cattermole przedstawia półnagą sylwetkę Cronusa Malfoya odrywającego głowę ostatniemu stąpającemu po londyńskich ziemiach mugolowi. Pomnik jest wyjątkowy — z kamiennej głowy mocno osadzonej w wyciągniętej dłoni ministra nieustannie sączy się krew. Czy prawdziwa — mecenasi sztuki nie mają pewności. Oczywiste jest jednak, że wykonana z bałkańskiego marmuru statua wzbudza ogromny podziw. Plotki głoszą, że każdy kto nabierze w dłonie sączącej się posoki i wysmaruje nią twarz sprowadzi na siebie uśmiech fortuny.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Pomnik Cronusa Wyzwoliciela - Page 13 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Pomnik Cronusa Wyzwoliciela [odnośnik]24.05.22 0:28
W innej sytuacji rzuciłbym kiepskim dowcipem tudzież zaśmiał się wymownie, jednakże wówczas pozwoliłem sobie jedynie na pełniejszy, nieco ironiczny uśmiech. -Póki co niewiele o nich wiem, a to poważny błąd- szepnąłem do jej ucha zaraz po tym, jak nieznacznie nachyliłem się w jej kierunku. -Gorsze niż wszystko to, z czym do ciebie przyszedłem do tej pory?- dodałem posyłając jej wymowne spojrzenie. Jeśli faktycznie jej rodzina była trudniejsza niżeli wszystkie wyprawy, misje oraz pojedynki, jakie miałem za sobą, to musiałem porządnie się do tego spotkania przygotować. Nie zamierzałem przynieść jej wstydu, pokazać się z najgorszej strony, jednakże miałem pewne słabe punkty, w tym brak cierpliwości w pewnych kwestiach, a zatem wiele zależało od nich samych.
-Troszeczkę- odparłem zerkając pobieżnie na odznaczenia. Nie była to do końca prawda, ale zdawałem sobie sprawę, iż jedynie żartowała. Byłem przekonany, iż nadejdzie moment, w którym i ona sama dostąpi podobnej dumy –fakt, jak wiele zmieniło się od naszego pierwszego spotkania wskazywał na wielką, wewnętrzną zmianę. Potrzebowała jedynie jeszcze nieco czasu.
Wsłuchałem się w słowa mistrza, a zaraz po tym piosenki mającej zwieńczyć oficjalną część ceremonii. Stanowiła kwintesencję zaszczytów, zachwycała i pozwalała każdemu przeżyć ją we własny sposób. Nigdy nie byłem zwolennikiem sztuki, nie widziałem w niej ukrytego piękna i nie rozumiałem oddania, z jakim wielu na nią spoglądało, jednakże dziś postanowiłem stanąć naprzeciw własnym przekonaniom i być może dostrzec w niej coś więcej. Kątem oka widziałem skupienie Belviny, poznałem się na jej artystycznej duszy i być może przyjdzie czas, abym dowiedział się o niej jeszcze więcej.
Zaraz po wybrzmieniu ostatnich nut zebrani powstali kierując się ku oczekującym na nich powozom. Uczyniłem to samo, choć nie byłem przekonany, co do przyjęcia w Wenus. Nie z powodu osób, jakie miały tam gościć, lecz swego rodzaju zmęczeniu ceremonią. Wiedziałem jednak, że niezjawienie się w progach restauracji byłoby nietaktem, dlatego pokręciłem przecząco głową na propozycję dziewczyny. -Nie musimy zostać długo- szepnąłem do jej ucha, po czym pomogłem wsiąść do powozu.

|zt




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +1
CZARNA MAGIA : 51 +4
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 12 +3
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Pomnik Cronusa Wyzwoliciela [odnośnik]08.06.22 12:06
Nie czuł się dobrze w takim tłumie - dlaczego? Zawsze wśród ludzi potrafił odpocząć, ale nie tutaj - coś się działo z nim, czego zupełnie nie rozumiał. Był zły, zmieszany, smutny, chciało mu się śmiać. Nie potrafił wskazać dokładnej mieszanki i przyczyny tego wszystkiego co się w nim mieszało. Obrzydzenie? Do siebie? Do nich? Do tego całego placu i wszystkich tutaj zgromadzonych? Nie miał pojęcia, tym bardziej dlaczego takim problemem było dla niego podniesienie się i wyjście gdzieś dalej - jakby musiał tutaj siedzieć, nawet po czasie, w którym wyraźnie całe wydarzenie się zakończyło. Zdawało mu się, że nawet tego nie dosłyszał, że to miało miejsce. Powinien wstać, a jednak nie potrafił, zupełnie jakby jego całe ciało odmówiło mu posłuszeństwa. Nie mógł wyciągnąć ręki z kieszeni, nie mógł nawet zmusić się do spojrzenia gdzieś w bok. Widział tych ludzi, którzy powoli zbierali się z placu - cieszyli się, plotkowali, rozmawiali. Dlaczego? Nie wiedzieli, co się działo zaraz jak się opuściło Londyn? Przecież ci ludzie, którzy tracili życia nie mordowali się sami!
Było mu niedobrze, kiedy tak coraz bardziej zwlekał.
Przymknął na moment oczy, powinien wstać i wrócić do Doliny Godryka. A może sprawdzić jeszcze port? Może powinien poszukać innego zajęcia? Może nie powinien dzisiaj wracać.
Chociaż wyłącznie się będą martwili. Nie powinni, ani James ani Sheila, nie powinien nie wracać na noc. Nawet jeśli coraz bardziej czuł, że potrzebował gdzieś się zaszyć to nie mógł przecież tego zrobić. Powinien po prostu wrócić do domu i uśmiechać się tak jak zawsze.
Wdech i wydech, zaraz podniósł się zajmowanej ławy, chociaż jego nogi zdawały się być tak słabe jak nigdy - nie rozumiał tego stanu, w którym się znajdywał. Jego własne ciało odmawiało mu współpracy i ruchów, odmawiało działania tak jak zawsze działało. Dlaczego? Przecież nic się nie działo, nic mu nie groziło. Nie zwracał na siebie uwagi, nikt go nie rozpoznał.
A jednak coś w środku go ściskało - jakiś dziwny lęk i strach. Zerknął jeszcze raz w stronę strażników, czując jak gardło mu się ściska. Odwrócił zaraz wzrok, kierując się na oślep w stronę, w którą szło kilka zaangażowanych rozmową czarodziejów. Wpadł na nich, nie będąc w stanie odmierzyć dokładnie swojego tempa. Było mu słabo.
- Przepraszam - wyburczał cicho, zaraz odbijając w drugą stronę, czym prędzej opuszczając plac, aby znaleźć się gdzieś poza Londynem i bezpiecznie móc się teleportować z powrotem do Doliny.

| Zt.


Pomnik Cronusa Wyzwoliciela - Page 13 EbVqBwL
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Pomnik Cronusa Wyzwoliciela - Page 13 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Pomnik Cronusa Wyzwoliciela [odnośnik]08.06.22 23:28
Odznaczenia ciążyły mu na piersi, ale wypinał ją z dumą, zadzierając głowę wyżej, w wyniosłej, pewnej siebie pozie. Nie czarował także fałszywą skromnością — choć rzeczywiście nie sądził, że kiedykolwiek do tego dojdzie dziś nie mógłby być bardziej usatysfakcjonowany z obrotu zdarzeń. Kiedy zajmował miejsce w Wielkiej Sali obok tamtego chłopca; kiedy ten spojrzał na niego w sposób, który już wtedy świadczył o tym, że zostaną przyjaciółmi, nie przeczuwał, że jego losy potoczą się u jego boku w ten sposób, a oddanie i wierność, której nie był w stanie przysiąc nikomu nigdy doprowadzi go tak wysoko. Tamtego chłopca już nie było, podobnie jak nigdy nie było prawdziwej przyjaźni, a tylko ludzie, którzy byli mu potrzebni. Podążał za nim od tamtej chwili wierząc, że czegoś od niego się nauczy i dzięki jego charyzmie zyska w jego pobliżu.
Nie mylił się. Zyskał o wiele więcej.
Przycisnął bliżej ciała ugiętą w łokciu rękę, którą ujmowała młoda, eteryczna kobieta, dziewczynka, która ledwie osiągnęła dorosłość. Podobnie jak zawieszone na piersi ordery była jego ozdobą, być może równie wielką co wyjątkowe odznaczenia. Młoda, piękna, delikatna i radująca się z jego obecności. Rozsiewała czar wokół siebie, który sprawiał, że trudno mu było oderwać od niej wzrok. Uśmiechnął się szybko, słysząc jej słowa.
— Dziękuję, panno Lyon. — Złapał jej spojrzenie, pozwalając sobie patrzyć jej prosto w oczy znacznie dłużej, aż stało się to krępujące. Jej komplement go połechtał, uśmiechnął się i skinął głową. — Mam do zaoferowania od siebie znacznie więcej — przyrzekł solennie. — To dopiero przedsmak. Skromność bywa zwodnicza. Najlepiej człowieka opisują czyny, nie słowa — dodał ciszej i dotknął czule jej dłoni. Wiedział, że są na świeczniku. Wiedział, że im się przyglądają, reporterzy gazet, ludzie z towarzystwa. Chciał, by to wyglądało w ten sposób. Był w wieku i na pozycji, która dziś wymagała od niego poważnej postawy, a wychodząc z cienia jako samotny kawaler splamiłby wartości, o które walczył. Czy nie takiego powinni go widzieć? Troskliwego, eleganckiego i czarującego? Z odpowiednią kobietą u boku? — Mamy mnóstwo czasu, panno Lyon — odpowiedział jej, podprowadzając ją pod powóz, pomagając wejść do karocy i zająć miejsce, jednocześnie dbając o to, by deszcz nie zmoczył jej kreacji.

| zt



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Świat smakuje jak machora
a machora jak ten świat,
kiedy przyjdzie na mnie pora
sam wyostrzę czarny bat.
OPCM : 40
UROKI : 20 +2
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5 +3
Genetyka : Jasnowidz
Pomnik Cronusa Wyzwoliciela - Page 13 The-sandman
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Re: Pomnik Cronusa Wyzwoliciela [odnośnik]09.07.22 0:08
Pisk w uszach odciął go od wszystkiego wokół, wykręcony żołądek palił, choć minęły mdłości, nie czuł prawie zapachu własnych rzygowin pod nogami, wsparte o kolana łokcie podpierały pochyloną w przód głowę, czasem kołyszącą się w przód i w tył. Można było to pomylić ze zmęczeniem wywołanym występem na scenie, lecz nie zrobiłby tego nikt, kto znał go trochę lepiej. Mógłby już stąd odejść. Zniknąć, przepaść. Ale paraliżował go lęk, który nie pozwolił mu podnieść głowy, a co dopiero wstać - i ruszyć przed siebie. Chciał krzyczeć, lecz tutaj nie mógł, chciał z bezradności rozszarpać sobie złamane tą parodią święta serce, lecz nie był w stanie, wreszcie chciał płakać, lecz tego mężczyźnie nie wolno było nigdy. Jak to możliwe, że ledwie kilkanaście miesięcy temu w tym miejscu zamiast szpetnego pomnika przerysowanego bohatera-tyrana widział czarodziejów i mugoli żyjących wspólnie, razem, młode śliczne dziewczyny pod parasolkami chroniące się przed angielskim deszczem, marynarzy opuszczających statki nad Tamizą, powracających z dalekich podróży, z krajów, które były na nich otwarte, mugolskie dzieci grające w kulki, samochody jeżdżące na ulicach, jak niewiele trzeba czasu, by zapomnieć o dawnym świecie? Dziś na scenie, w blasku chwały, dźwiękach wojennych werbli, nagradzano i oklaskiwano bezlitosnych morderców, stojących tak blisko niego: choć dzielił ich ten cholerny drewniany podest. I ci wszyscy ludzie: w oczach jednych płonął strach, przecież o tym wiedział, a w oczach niektórych podziw: jakby uwierzyli, że te bestialskie czyny mogły znaleźć jakiekolwiek uzasadnienie. Jakby uwierzyli, że mordowali, zabijali, znęcali i torturowali mugoli dla dobra ich wszystkich. Jakby zapomnieli - o martwych, o rannych, o zabitych. Ściągnął brew, powstrzymując łzy. Chciał pójść na cmentarz. Pod zbiorową mogiłę.
Najpierw dostrzegł jej nogi, potrafił rozpoznać ją po chodzie, po tempie kroku. Nie podniósł jednak głowy, czując teraz przede wszystkim wstyd; wstyd za to, w jakim był stanie, wstyd za smród i fizjologię, wreszcie wstyd za to, że nie potrafił wstać; nie potrafił nazwać uczucia, które paraliżowało go teraz na wskroś. W jej głosie było coś trzeźwiącego - związanego z tym, co tu i teraz, ale i tym, co tu i wcześniej. Czymś znajomym, dawnym, bezpiecznym. Normalnym. Bliskim. Przysłonięte uszy przestały słyszeć, ten rozgardiasz, te szepty, śmiechy, odgłosy, jak podczas wybornego świętowania, wakacyjnego dnia, radosnego dnia rocznicy popełnionych morderstw. Miała rację, powinni stąd odejść.
Nieśpiesznie uniósł głowę, spoglądając na jej oczy - jak ona radziła sobie z tym tak dobrze? Zawsze wydawała się silna, silniejsza od niego. Dlaczego on tak nie potrafił? Dlaczego truchlał w ten sposób, dlaczego wracały wspomnienia z Tower, obraz upokorzonej i umierającej matki? Uniósł dłoń, sięgając jej nadgarstka i ścisnął go między palcami, w wyrazie wsparcia, którego wydawała się nie potrzebować. Przecież wiedział, że pod tą skorupą kryło się wrażliwe serce, widział na scenie. Było mu głupio, raz jeszcze otarł usta wierzchem dłoni, który oczyścił o materiał spodni. Był żałosny.
Wstał, wypuszczając jej dłoń, depcząc po żółci wraz z nią kierując się za pozostałymi. Pokręcił głową. Zmełł w ustach kilka słów, które nie mogły wyrazić tego, co powiedzieć chciał. Których nie mógł wypowiedzieć na głos, jeszcze nie teraz.
- Pan Carrington będzie zadowolony - wymruczał więc tylko, bo przecież pokaz poszedł bezbłędnie. Ale czy naprawdę musiał kazać im tu dziś przychodzić? Czy naprawdę pieniądze były w życiu wszystkim?


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 3 +3
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 2 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Re: Pomnik Cronusa Wyzwoliciela [odnośnik]31.07.22 21:09
Nie zamierzał chwilowo wspominać o swoim pomyśle - również dlatego, iż zdał sobie sprawę, że spektakl w wykonaniu trójki syren mógł zadziałać na niego czarująco głównie z powodu rodowodu śpiewaczek. W końcu były to syreny, istoty znane z tego, że swoim głosem potrafiły oczarować męską część populacji. Dziwnym byłoby więc, gdyby występ ten nie przypadł mu do gustu. To było dość odważne ze strony Rosierów, inwestować w przybytek którego główną atrakcją są istoty potrafiące oczarować, a nawet skrzywdzić połowę publiki. Burke był świadom iż dołożono wszelkich starań, aby nie doszło do żadnych incydentów, wyszedł w końcu z pokazu cało. Nie da się jednak ukryć iż jego pozytywna opinia dotycząca występu mogła być nieco... zafałszowana. Gdyby to Calypso zasiadała na widowni, kto wie czy odniosłaby tak samo pochlebne wrażenie. Była to kwestia, nad którą musiał się głębiej zastanowić, tym bardziej iż, jak mógł być właśnie świadkiem, nie każda muzyka przypadała lady Carrow do gustu. Craig sam w uprzejmym, acz jednocześnie znudzonym zainteresowaniu zwrócił swój wzrok ku scenie, na której właśnie wypluwała płuca zaproszona na scenę artystka. Nie dosłyszał nawet jej nazwiska, nie za bardzo o nie dbał. Jeśli miałby je zapamiętać, to głównie po to by unikać jej występów w przyszłości. Popełniłby spore faux pas, gdyby kiedyś zaprosił lady Carrow na koncert, nie sprawdziwszy dokładnie kto będzie śpiewać, a potem okazałoby się, iż to właśnie dzisiejsza wokalistka.
Burke skrzywił delikatnie nos, darując sobie oklaski, tak samo jak wcześniej, gdy kolejne osoby odbierały odznaczenia.
- Niestety będę musiał opuścić to wspaniałe wydarzenie wcześniej, mam nadzieję, że wybaczy mi lady ten jeden raz - spojrzał na nią z autentyczną skruchą w oczach. Jej obecność była jedyną okolicznością łagodzącą dla całej tej farsy, ale nawet ona nie mogła sprawić, by wytrzymał w całym tym towarzystwie przesadnie długo. Czuł powoli narastający, powracający ból głowy. Wiedział że pod koniec dnia będzie chodzić po ścianach, jeśli nie zażyje odpowiedniego eliksiru - Jeśli pragniesz lady zostać na bankiecie, mogę poprosić kogoś z rodziny, aby dotrzymał ci towarzystwa. - nie bardzo chciał co prawda obarczać swojego kuzynostwa lub brata takim obowiązkiem, ale wiedział że w ostateczności spełniliby jego prośbę - Ale mam dla lady inną propozycję. Może lepszą - pozwolił sobie na skryty uśmieszek, kryjący się w samych kącikach ust - Co powiesz by zostawić całą tą sztywną imprezę i wybrać się gdzieś dorożką? - chętniej zaproponowałby jej spacer, niestety pogoda ich dziś nie rozpieszczała...


monster
When I look in the mirror
I know what I see
One with the demon, one with the beast
The animal in me
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
If I die today, it won’t be so bad
I can escape all the nightmares I’ve had
All of my angry and all of my sad
Gone in the blink of an eye
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Re: Pomnik Cronusa Wyzwoliciela [odnośnik]07.10.22 17:45
Emocje wciąż kotłowały się w jego sercu, niczym wir w zamarzniętym jeziorze. Na zewnątrz nie zdradzał żadnych emocji, nie mógł. Nawet wzruszenia czy zadowolenia, w końcu powaga Ministra wytyczała wzorce. Pokerowa twarz. Maska, którą nosił tak długo, jak pamiętał.
Występ Valerie stworzył okazję do zaczerpnięcie oddechu - pozostania sam na sam z własnymi myślami, z jej pięknym głosem. Światła skupiły się na scenie, a choć Cornelius był świadom, że dziennikarze wciąż mogą przypatrywać się pierwszym rzędom - i stał wyprostowany jak struna - to uwaga widzów skupiła się na Valerie.
Ten wieczór nie mógł być dla niej - dla nich - lepszy. Pierwsza oficjalna okazja po zaręczynach, publiczne wystąpienie bohatera wojennego i gwiazdy estrady. To ją, ją jedyną wybrano do uświetnienia solówką dzisiejszej uroczystości, ciąg dalszy występów miał się odbyć już na bankiecie.
Przymknął oczy, wsłuchując się w tekst repertuaru narzeczonej. Jej głos i ekspresja zachwycały go niezmiennie, na temat muzyki nie mógł się wypowiedzieć, ale słowa - to jego domena. Uśmiechnął się lekko, mieszanka przesłania i codzienności w śpiewanej pieśni była idealna, a Valerie umiejętnie podkreślała każde emocjonalne wzniesienie. Spokój niedzielnego obiadu (tak, to ważne, przypomnieć ludziom, że wciąż mają co jeść) i poezja zasypanych śniegiem dróg, skontrastowane z rodzinną tragedią, chłopcem nie wracającym do domu z wojny. Wzniesienia głosu i podkręcenie muzycznego tempa z pewnością miały swoje fachowe nazwy - będzie musiał o to spytać Valerie, nauczyć się ich. Może i nie był kompozytorem ani mecenasem sztuki, ale miał zamiar dbać o karierę żony, a jeśli miał być dla niej dobrym partnerem - musiał orientować się w tych wszystkich fachowych sprawach.
Pierwszy poderwał się z miejsca do gromkich oklasków, wytyczając rytm własnymi brawami. Musnął lekko dłoń narzeczonej, gdy zajęła miejsce obok niego. Publicznie nie mógł pozwolić sobie na więcej czułości, ale w jego oczach mogła dostrzec dumę.
A wieczór dopiero się zaczynał. Teraz, po spełnieniu obowiązków zawodowych, musieli wykorzystać swoje pięć minut na bankiecie. Niepokojąca myśl o cyrkowym występie, o blondynie powracającym zza grobu - musiała poczekać. Nie mógł zdjąć maski z twarzy, jeszcze nie. Musiał się trzymać w ryzach, uśmiechać promiennie, kiwać z powagą głową, eksponować medale i przedstawiać możnym piękna narzeczoną. Bohaterowie wojenni nie mogą w końcu odpocząć, nie mogą stracić czujności.

/zt


Słowa palą,

więc pali się słowa. Nikt o treści popiołów nie pyta.

Cornelius Sallow
Zawód : Rzecznik Ministerstwa Magii, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda

OPCM : 5
UROKI : 35 +5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Pomnik Cronusa Wyzwoliciela - Page 13 Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t9023-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Re: Pomnik Cronusa Wyzwoliciela [odnośnik]27.10.22 22:31
Emocja, chociaż stłumiona kurtuazją, wciąż wibrowała przyjemnie pod skórą, wywołując dreszcz. A ten prostował smukłe, odsłonięte plecy, unosił spojrzenie wyżej, nie tylko obejmując rozgrywające się sceny na podwyższeniu, ale lśniące dumą. Czuła się wyjątkowo dobrze, oddychając łatwiej i wśród zebranej śmietanki gości, mogło rozmyć się każde inne, zepchnięte na dalszy plan wrzenie, czy głębsze uczucie. Dziś nie chciała i nie miała zamiary poświęcać uwagi zdradzie, która pulsowała głośniej za każdym razem, gdy na dłużej zatrzymywała wzrok, na nestorze rodu Rosier. Jej bracie.
Wydawało się, że gniew i żal powinny po takim czasie opaść, wymazane rzeczywistością, zamrożone powinnością. Było inaczej. Nawet, jeśli wdzięczny uśmiech unosił czerwienione wargi, wpisując jej postać wzorowo w obrazek jaśniejącej przykładem damy. Musiała przyznać, że nieoczekiwanie ważną rolę odgrywała tu obecność męża. Nie tylko przez wzgląd na zasługi i sukces słusznie doceniony na podium. Równie nieoczekiwanie reagował. Nigdy nie pozostawał obojętny na dudniące emocje, czy rozbitą tuż nad głową porcelaną. Iskrzył niby burzowe, rozświetlane piorunem morze. Bo to obojętności nienawidziła najmocniej. Darzona afektem, wciąż żyła.
Melodia głosu śpiewaczki i towarzyszki, która jeszcze chwilę wcześniej siedziała obok - urzekał. Doceniała cudzy kunszt i talent, pamiętając jak początkowo przekazywano i jej wiedzę, która miała uszlachetnić jej własny głos. I chociaż nigdy nie podążyła ścieżką prawdziwie artystyczną, nie trudno było jej czerpać przyjemność, zasłuchana w toczonej śpiewnie opowieści. Tylko ulotnie, zerkała na Manannana, testując szykowna powagę i skupienie, jakie prezentował. Wewnętrzny impuls kazał jej się uśmiechnąć, wyobrażając sobie moment, w który odetchnie w końcu pełną piersią, zrzucając prawdopodobnie szykowną szatę i konwenanse uroczystości. Pasował do morskiej burzy, do statku, do gonitwy konnej. Do niej - pomyślała na koniec, ale równie szybko zganiła się, wracając uwagą do śpiewaczki i jej występu.
- Ruszajmy - poprosiła tylko cicho, gdy szum aplauzu ucichł, a ona mogła dyskretnie nachylić się w stronę męża - Inaczej mnie nie dogonisz. - dodała równie cicho, niemal od niechcenia prostując się i pozwalając, by materia cienkiego płaszcza na powrót osłoniła skórę ramion i plecy. Zapowiadał się długi wieczór. Niekoniecznie w zasięgu bankietowego spotkania.
Melisande Travers
Zawód : Dama
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Róże są bardziej zgodne z prawdą – wiedzą, jak pokazywać kolce”.
OPCM : 0 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 19 +2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 8 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10633-melisande-travers-rosier#324047 https://www.morsmordre.net/t10688-ales#324219 https://www.morsmordre.net/t10681-regina-rosarum-melisande#324223 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t10751-skrytka-bankowa-nr-2340#326311 https://www.morsmordre.net/t10749-melisande-travers-rosier#326288

Strona 13 z 13 Previous  1, 2, 3 ... 11, 12, 13

Pomnik Cronusa Wyzwoliciela
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach