Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Pomnik Cronusa Wyzwoliciela
AutorWiadomość
Pomnik Cronusa Wyzwoliciela [odnośnik]14.01.21 21:49
First topic message reminder :

Pomnik Cronusa Wyzwoliciela

Po całkowitym przejęciu stolicy przez czarodziejów i ustaniu walk, dla upamiętnienia zwycięstwa nad mugolami tuż przed Pałacem Buckingham postawiono wzniosły pomnik na cześć nowego Ministra Magii. Pomnik Wyzwoliciela, wyjątkowo utalentowanego autora, brytyjskiego rzeźbiarza, Aikena Cattermole przedstawia półnagą sylwetkę Cronusa Malfoya odrywającego głowę ostatniemu stąpającemu po londyńskich ziemiach mugolowi. Pomnik jest wyjątkowy — z kamiennej głowy mocno osadzonej w wyciągniętej dłoni ministra nieustannie sączy się krew. Czy prawdziwa — mecenasi sztuki nie mają pewności. Oczywiste jest jednak, że wykonana z bałkańskiego marmuru statua wzbudza ogromny podziw. Plotki głoszą, że każdy kto nabierze w dłonie sączącej się posoki i wysmaruje nią twarz sprowadzi na siebie uśmiech fortuny.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Pomnik Cronusa Wyzwoliciela - Page 6 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Pomnik Cronusa Wyzwoliciela [odnośnik]17.04.22 22:19
Spojrzenia, które ślizgały się po jej sylwetce, nie robiły na niej najmniejszego wrażenia. Socjeta wysokich sfer musiała być zawsze przygotowana na obecność cudzego, mniej lub bardziej wścibskiego zainteresowania pospólstwa. Uwagę skupiała na tym co było dzisiejszego wieczora ważne. Uroczystość ku chwale bohaterów i obecności najbardziej szlachetnego, budzącego szacunek i podziw towarzystwa. Doszukiwała się swoistego wyzwania w wysublimowanej, bo kokieteryjnej prowokacji męża, skutecznie wracając zainteresowanie do niej samej. Kącik warg drgnął lekko, rozchylając usta, gdy dwa spojrzenia zderzyły się w na fali wzajemnych odpowiedzi - Doprawdy? - przechyliła głowę, chcąc pociągnąć wymianę zrozumiałą wyłącznie dla dwojga - być może więc, to jest powód moich planów - powietrze zadrgało iskrą w niewielkiej przestrzeni, gdy odsunęła się, sięgając wzorkiem sceny przy równoczesnym akompaniamencie zainscenizowanego ruchu. I chociaż przez kilka sekund pragnienie krążyło przy chęci dostrzeżenia emocji na tak - zwyczajowo - spokojnej twarzy Manannana, to obleczone czernią sylwetki zawołały o znaczą atencję. Mimo to, nie umknęła jej krótka wymiana tuż za plecami. Cicho artykułowane słowa kuzyna i zasiadających obok postaci, chociaż przeznaczone nie dla jej uszu, drażniły szumem nieporozumienia. Być może w mniej licznym zebraniu, powinnam porozmawiać z Primrose. Ale te myśli rozmyły się ze szmerem kroków tuż przed nią. Na scenie.
Znieruchomiała. Wyprostowała się, pochyliła smukłe ciało ku maszerującym z ciemności postaciom. W rozszerzonych skupieniem źrenicach odbiły się płomienie, rysując obrazy, które wyobraźnia z łatwością ubierała w opowieści, które z zachwytem słuchała dawno temu. Dziś, była świadkiem historii, rozgrywającej się świeżo przed jej oczami. Była ich obserwatorem i uczestnikiem, doskonale wiedząc, jaką rolę odgrywali w niej zebrani w lożach rzędów, honorowi gości.
Śmiało mogła dostrzegać kunszt wykonania, w milczeniu podziwiając umiejętności akrobatów. Momentami wydawali jej się misternymi kukiełkami, magicznie ożywionymi w zaskakująco żywym tańcu prowadzonej opowieści. I to w tym dostrzegała największą wyjątkowość. Nieustanna walka, opresja, zwycięstwo nad plugawym wrogiem, który zbyt długo próbował zmusić czarodziejski świat, by giął kolana w ukryciu. Zerwali zasłonę milczenia, spychając robactwo tam, gdzie było ich miejsce - pod ich stopami.
Uśmiechnęła się delikatnie na myśl, że pośród najbardziej skomplikowanych wyczynów na scenie, Melisande pozwoliła sobie na krótką analizę potencjalnych komponentów i pochodzenia intensywnego koloru indygo, który zdobił twarze aktorów-akrobatów. Równie prędko ginąć pośród kawalkady nowych wrażeń, jak buchający czerwienią gardeł ogień, niezmiennie kojarzący jej się z tym o wiele potężniejszym, smoczym. Nie odchyliła się, cofając przed podmuchem gorąca, ale palce do tej pory nieruchomo splecione przed sobą, mimowolnie rozplotła, sięgając prawą dłonią ku miejscu, gdzie siedział jej mąż.
Odetchnęła bardzo cicho, gdy emocje przedstawianych obrazów opadły, oferując odpoczynek nagromadzonemu zbyt długo napięciu, które drgało pod skórą w czymś więcej, niż artystycznej inspiracji. Pozostawiła jednak emocję niewypowiedzianą, orientując dopiero, gdy rozniosły się brawa, kończące spektakl, że palce wciąż trwały przy dłoni małżonka. Dołączyła do owacji z powagą, jeszcze nie odwracając się ku słowom, które znowu znalazły się przy niej - Niepokojące, zjawiskowe... - jeszcze przez kilka uderzeń serca wpatrywała się w zbierające aplauz postaci, obracając symboliką, która przez cały spektakl, tak wyraźnie znaczyła ich kroki - budzące ze snu - dodała na koniec, pochylając się szeptem do arystokraty, wcześniej tylko kątem oka spoglądają na siedząca tuż obok czarownicę, jakby zainteresowana wrażeniami, które mogło i na niej wywołać przedstawienie.
Melisande Travers
Zawód : Dama
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Róże są bardziej zgodne z prawdą – wiedzą, jak pokazywać kolce”.
OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 21
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10633-melisande-travers-rosier#324047 https://www.morsmordre.net/t10688-ales#324219 https://www.morsmordre.net/t10681-regina-rosarum-melisande#324223 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t10751-skrytka-bankowa-nr-2340#326311 https://www.morsmordre.net/t10749-melisande-travers-rosier#326288
Re: Pomnik Cronusa Wyzwoliciela [odnośnik]18.04.22 0:39
Zasiadła na miejscu, elegancko rozkładając suknie tak, aby żadne zmarszczenie w ogóle nie znalazło się na przepięknej tkaninie. Usłyszała szmery, zapewne komentarze, ale absolutnie się nimi nie przejęła – w końcu jedynie składała kondolencje, a co jednak zupełnie nie odbiło się na postawie Odetty. Skupiała się teraz raczej na schodzących się gościach, ewentualnie uśmiechając się urokliwie kiedy tylko obiektywy aparatu chociaż minimalnie kierowały się w jej stronę. Z miłą chęcią skinęła głową w stronę kuzyna Tristana, uśmiechając się jeszcze w stronę Evandry. Uwagę jeszcze poświęciła w stronę Primrose i Rigela, chociaż na widok Mathieu Rosiera siedzącego obok panny Burke przechyliła głowę z zaciekawieniem. Do grona gości dołączały kolejne osoby i tak na uwagę Odetty zasłużyła jeszcze Deidre, której lady Parkinson posłała delikatny uśmiech, aby ostatecznie uwagę skupić jeszcze na kuzynce Melisande i jej mężu, Mana..mani..mananana….lordzie Traversie. Ostatecznie najgoręcej pomachała do brata, zaraz jednak odwracając się, aby swojego rozmówcy bez cienia odpowiedzi nie pozostawiać. Spojrzenie jeszcze prześlizgnęło się po Valerie aby ostatecznie spocząć na Xavierze.
- Cóż, miejmy taką nadzieję, z tego co rozumiem zasłużył się lord na tyle aby pozostać tutaj w roli gościa honorowego? – Jej twarz drgnęła w lekkim uśmiechu, chociaż i ten element w jakiś niewypowiedziany na głos sposób uważała to za nieuczciwe, czy raczej z powodu że obdarto ją z tego elementu który był jej. Znowu. – Dziękuję za komplement – który niemal wydusiła z lorda Burke – na całe szczęście mimo braku znajomości potrafi lord doceniać odpowiednią biżuterię. Dziękuję również za życzenia, to niezwykle miłe z lorda strony – że właśnie musiał złożyć życzenia, podstawiony pod ścianę niezwykle mało subtelnej pułapki – ale cieszę się również, że i dzieciom przypadły przedmioty do gustu. Jeżeli wizyta w Broadway Tower mogłaby pomóc im w przejściu przez tak trudny czas, proszę się nie obawiać i skontaktować z terminem na wizytę. – Co w sumie było dość dziwne, ale Odetta sensu niekoniecznie dopatrywała się we własnych działaniach.
Uśmiech na nowo powędrował na jej usta, tym razem jednak o wiele szczerzej niż poprzednio kiedy dostrzegła zmierzających w ich stronę lorda i lady Lestrange – uprzejmie podniosła się na przywitanie, ciekawa czy dzisiejsze towarzystwo będzie chętne do omówienia najnowszych trendów modowych. Jeżeli nie, to zamierzała rezerwować miejsca obok Edwarda na wszystkie wydarzenia przez najbliższe dwadzieścia lat. Wydarzenie, na którym nie padną przynajmniej trzy komentarze odnośnie strojów, w tym jeden wypominający przestarzałe już koronki należało zaliczyć do absolutnie nieudanych.
- Astorio, przemiło cię widzieć, a suknia leży na tobie idealnie. Czyj to projekt? – Pytanie było kurtuazyjne, ale niebezpiecznie, bo po przyznaniu się do zakupu poza Domem Mody suknia mogła nagle stracić wartość w oczach Odetty.
Pojawienie się Ministra nie przeszło niezauważone, zwłaszcza kiedy ten zajął miejsce w rzędzie przed lady Parkinson – robiąc to na tyle kulturalnie, że nie zasłaniał jej widoku! Nic dziwnego, że był Ministrem. Uwagę za to dość szybko przykuł jej występ i nie zwracała uwagi na nic dziejącego się poza sceną. Z pozoru zachowywała spokój, jej oczy jednak uważnie śledziły każdy ruch, każdy gest, każde znaczenie. Chłonęła sztukę, jak to robiła zawsze, kierując swoje spojrzenie nie tylko tam, gdzie działa się akcja, ale uciekając wzrokiem również na twarze poza głównymi gwiazdami, szukając emocji nie tylko w sercu sztuki, ale jej najsurowszym wcieleniu.


Someone holds me safe and warm
Horses prance through a silver storm,
Figures dancing gracefully across my memory
Odetta Parkinson
Zawód : ambasadorka Domu Mody Parkinson, alchemiczka
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
It’s a game of war
death, love
And sacrifice
OPCM : 7
UROKI : 0
ALCHEMIA : 21
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9654-odetta-eimher-parkinson#293343 https://www.morsmordre.net/t9761-kitri#296220 https://www.morsmordre.net/t9760-ksiezniczka-labedzi#296219 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9839-skrytka-bankowa-nr-2212 https://www.morsmordre.net/t9759-odetta-parkinson#296218
Re: Pomnik Cronusa Wyzwoliciela [odnośnik]18.04.22 14:30
Kątem oka obserwowała kolejne osoby, które pojawiały się na wydarzeniu w roli gapiów, ale i następnych gości honorowych. Część była znajomymi sylwetkami, część natomiast pozostawała całkowicie obca. Dziś spojrzenie ciemnych oczu nie było oceniające, nie szufladkowało przy pierwszym kontakcie. Dostała już nauczkę, że to nie był najlepszy pomysł, chociaż wątpiła, aby z większością miała jeszcze kiedykolwiek okazję spotkać się poza dzisiejszym dniem i bankietem, który miał się odbyć później.
Słysząc szepnięte pytanie, uśmiechnęła się mimowolnie. Zerknęła na Drew, nie kryjąc rozbawienia.
- Brak ci odwagi? – spytała cicho z ciekawością. Wiedziała, że Macnair nie stronił od alkoholu, ale zdążyła do tego przywyknąć i przestać zwracać uwagę, bo w niczym to nie przeszkadzało. W tym momencie mogła jednak przypuszczać, że za żartem kryło się coś jeszcze, czego może nie chciał przyznać otwarcie. Zarzut braku pewności siebie czy też odwagi był jednak jedynie zaczepką, by sam z siebie powiedział więcej.- Myślę, że nie jeden spojrzałby zazdrośnie, że masz okazję wychylić łyk, gdy oni nie zaopatrzyli się w nic, a czekać trzeba.- dodała szeptem w podobnym ironicznym tonie, co partner. Nie było co ukrywać, że pociągnięcie łyku z piersiówki w tej chwili to zdecydowanie zły pomysł. Obojętnie, które zajmowało się miejsce na obitych aksamitem krzesłach, nadal było to zbyt mocno na widoku w jej opinii. Spojrzała w bok, kiedy jako ostatni zjawił się Minister Magii, powiodła wzrokiem za nim, aż zajął miejsce na samym przodzie. Pewnym było, chociaż, że za moment wszystko się zacznie i skończy oczekiwanie. Odwróciła głowę w kierunku sceny, kiedy wokół zrobiło się ciemniej, a bębny przykuły uwagę. Obserwowała pokaz, spektakl, który rozgrywał się na scenie. Artystyczna dusza chłonęła efekty bardziej niż sam przekaz, błądziła wzrokiem po barwach, jakie widniały na scenie oraz na ciałach artystów. Wygrywane przez instrumenty dźwięki, chociaż czyste, były zdecydowanie drażniące, uderzając często w tonacje mało przyjemne dla niej samej. Wraz z trwaniem, oczywisty stawał się propagandowy wydźwięk tego pokazu i najpewniej mocnego przerysowania wydarzeń, ale nie jej było to oceniać. Historie zawsze miały za zadanie cieszyć publikę do której były kierowane, a teraz nie wątpiła, że tak właśnie jest. Sama skłamałaby, upierając się, że nie spodobało jej się w jakimś stopniu to, co widzi. Kiedy wszystko ucichło, słuchała przez moment przybierających na sile oklasków wokoło, zanim dołączyła do nich. Należały się ludziom, którzy schodzili ze sceny, nie było co do tego wątpliwości.



Chodź, pocałuję cię tam, gdzie się kończysz i zaczynasz. Chodź, pocałuję cię w czoło, w duszę. Pocałuję cię w twoje serce. Na dzień dobry. Na dobranoc. Na zawsze. Na nigdy. Na teraz. Na kiedyś.

Belvina Blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych, prywatny uzdrowiciel
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 29
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe
Re: Pomnik Cronusa Wyzwoliciela [odnośnik]18.04.22 14:38
Starał się nie zwracać na siebie większej uwagi - wolał nie zostać rozpoznany czy zapytany o pokazanie dokumentów. Szybko się przekonał, że nie wszyscy mieli na tyle rozumu. Skierował wzrok na lewo, skąd dochodziło zamieszanie. Dostrzegł przez moment Profesora Jaydena, ale szybko skierował wzrok na siedzącą nieopodal półgoblinkę, którą wydawało mu się, że kojarzył. Jak dużo półgoblinów i goblinów znajdywało się w Londynie? Wszystkie pracowały w Gringoccie?
Wątpił jednak, żeby zamieszanie było spowodowane przez tę dwójkę, tym bardziej, że profesor już po chwili wstał i odsunął się od miejsca - a funkcjonariusze zdawali się w tym momencie w ogóle nie zwracać uwagi na astronoma. Mówili do drzewa? Skierował wzrok na nie, aby nieco bardziej się przyjrzeć i westchnął, dostrzegając człowieka na drzewie. Nie miał nawet zamiaru zastanawiać się, co idiota próbował osiągnąć, ściągając na siebie uwagę w ten sposób - wolał się skupić na sobie.
Wrócił wzrokiem do przedstawienia. Nie pamiętał czy kiedykolwiek widział ich program - a przynajmniej nie cyrku Carringtona, mimo że przecież znał Marcela. Nie skupiał się jednak na tych wizualnych aspektach przedstawienia, woląc raczej skorzystać z okazji i zamieszania.
Ruszył za plecami jednej z czarownicy.
- Przepraszam - rzucił krótko i przyjaźnie, kiedy chciał się przecisnąć za kobietą, po tym przechodząc bardziej w stronę fontanny i przystając na pierwszy schodku - zupełnie jakby chciał nieco poprawić swój widok na przedstawienie. Bardziej jednak nasłuchiwał czy członkowie patrolu egzekucyjnego nie rozmawiają o czymś interesującym - wierzył, że ludzie podczas pracy, kiedy mieli taką okazję, chętnie plotkowali i dyskutowali. Ludzie tak ogółem, bardzo lubili plotkować - wymyślać niestworzone historie i je powtarzać, bo w innym wypadku tak łatwo i sprawnie nie poszłoby rozpowiadanie plotek w grudniu na ulicach Londynu, o tym, że szlachta chciała nakarmić ich zupą z trupa.
Głowę miał nieco zadartą, zupełnie jakby obserwował przedstawienie, choć mimo dużych umiejętności występującej trupy, wcale go to nie interesowało. Wodził wzrokiem po ludziach zajmujących pierwsze rzędy, tych wszystkich gości honorowych czy jak ich tam zwano - a później zerkał dyskretnie w stronę innych funkcjonariuszy. Zdawali się wykonywać swoje obowiązki tak jak należało, ale Thomas starał się zwrócić uwagę na ich cechy charakterystyczne. Szukał twarzy, które mógłby kojarzyć ze swoich jakże wielu pobytów w Tower, ale też i cech charakterystycznych w wyglądzie; czegoś, czym mogliby się wyróżniać i zapaść w pamięć.

| Rzut na spostrzegawczość I 6 na k6

K6:



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Pomnik Cronusa Wyzwoliciela - Page 6 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Pomnik Cronusa Wyzwoliciela [odnośnik]18.04.22 16:29
Czekając z niecierpliwością w murach Mulberry House, krążąc z jednego pokoju do drugiego, nie potrafiąc wyzbyć się uporczywej myśli, iż Cillian Macnair zdecydował się z niej znowu zakpić i ta cała uroczystość okaże się wyłącznie mrzonką, głupim dowcipem, mogącym zrodzić się wyłącznie w równie głupim umyśle. Nie da się opisać satysfakcjonującej ulgi związanej z pukaniem do drzwi i widoku stającego w nich eleganta, na widok którego brwi panny Fancourt ze słabo ukrywanym uznaniem powędrowały ku górze. Komplementy w jego ustach brzmiały nadzwyczaj szczerze i choć nauczona doświadczeniem wolała kierować się intuicją oraz czujnymi podszeptami niejednokrotnie zranionej dumy, tak gdzieś z tyłu głowy kryła się nieśmiała nadzieja, że tym razem jest inaczej.
Ciepły oddech owiewał marznący przed momentem płatek ucha. Jego szept nie ułatwiał zastosowania się do wskazówki. Przez ciało czarownicy przebiegał dreszcz już na samą myśl, że znajdował się tak blisko niej, nie wspominając o przylegającej do pleców dłoni, uniemożliwiającej ucieczkę.
- Zmyślny plan, lecz jak zostawię cię na pastwę losu, kto inny przyjdzie, by napsuć mi krwi? - wysiliła się na spokojny ton, spoglądając na czarodzieja z ukosa, kiedy krocząc u jego boku podążała ku wskazanym im miejscu.
Krępujące było nie tyle otoczenie strojnej szlachty czy wątpliwość we własne umiejętności bądź znajomości zasad dobrego zachowania. To powiewające na wietrze chorągwie i wywieszone zewsząd symbole; to myśl przewodnia dzisiejszego wydarzenia, cel spotkania, świadomość niemego przyzwolenia na wojenne działania - a w sercu tego wszystkiego ona sama, zasiadająca w loży honorowej, czując się jak intruz i oszust.
- Ależ skąd, to ja powinnam była być przygotowana na wszystko - mruknęła w odpowiedzi, ponownie łapiąc się na tym, że za bardzo się spina. Rzeczywiście, poskąpił szczegółów, lecz i sama prędko przytaknęła, zbyt oszołomiona wizją wspólnego spędzenia czasu, by myśleć o tym, co prawdziwie ważne. Uważała siebie za osobę rozważną, twardo stąpającą po ziemi, jednak w towarzystwie Macnaira misternie ułożony obraz zdawał się sypać niczym domek z kart, nawet dziś, po wielu latach, od kiedy zrozumiała, że przecież wcale mu na niej nie zależy. - Oh, w to nie wątpię, pytanie tylko czy się wypłacisz - zaczepnie rzucone słowa wcale nie wymagały odpowiedzi. Towarzyszący im uśmiech świadczył o próbie nabudowania pewności siebie. Siedząc już w jednym z rzędów nie czuła się jak wystawiona na świecznik, a wtapiała się w tłum z wyprostowanymi plecami i uniesioną brodą. Przez lata udowadniania swojej wartości w świecie zdominowanym przez mężczyzn nauczyła się, że im lepiej odegrana poza, tym większa szansa na to, że inni uwierzą, że to prawda.
Zerknęła przelotnie przez ramię, ale zgromadzony na placu tłum wydawał się wyłącznie szaro-barwną masą, zebraną tu dla widowiska, zlepił się w jedną całość, nie pozwalając skupić wzroku na żadnej konkretnej sylwetce. Wyglądała w tłumie znajomych twarzy, choćby lorda Bulstrode. Zastanawiała się czy zyska sposobność, by odciągnąć Maghnusa na bok i zapytać skąd to rażące niedopatrzenie, że nie odpisał na przesłaną pocztówkę. Czyżby był aż tak zajęty, że nie mógł znaleźć czasu dla przyjaciół? A może usłyszy dziś o nim ze sceny, gdy wymieniane będą nazwiska poległych w walce? Myśl ta stawała się tym żywsza, gdy sięgając wzrokiem po zebranych nie była w stanie go dostrzec.
Kiedy tylko rozpoczęła się uroczystość, utkwiła wzrok na podwyższeniu, obserwując wirujących artystów. Ze swym wrodzonym pragmatyzmem z trudem odnajdywała piękno w podobnej sztuce. Dzieła przepełnione symbolami wolała oglądać na pergaminach zapisanych rzędami run, bądź na ścianach starożytnych krypt. Przedstawienie, widowiskowe i z pewnością zapierające dech w piersiach, idealnie pasowało do podniosłości dzisiejszego wydarzenia. Dołączyła do owacji, uśmiechając się na widok migotliwych świateł i kłaniających się na scenie artystów. - Gdybym wiedziała, że będą takie efekty specjalne, wcale bym się nie wahała - rzuciła z rozbawieniem, nachylając się nieznacznie ku Cillianowi. Jeszcze przed opuszczeniem Gloucestershire zarzekała się w duchu, że wolałaby spędzić ten wieczór we własnej samotni, lecz podobne widowiska zawsze cieszyły oko.
Claire Fancourt
Zawód : klątwołamaczka w banku Gringotta
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
if it scares you it might be
a good thing to try
OPCM : 18
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10616-claire-fancourt https://www.morsmordre.net/t10763-atena#326881 https://www.morsmordre.net/t10764-claire#326882 https://www.morsmordre.net/f404-gloucestershire-cranham-the-mulberry-house https://www.morsmordre.net/t10762-skrytka-bankowa-nr-2336#326880 https://www.morsmordre.net/t10765-claire-fancourt#326891
Re: Pomnik Cronusa Wyzwoliciela [odnośnik]18.04.22 16:34
Zdawało się, że Zachary przybył na miejsce jako jeden z ostatnich, jednakże dostrzegł jeszcze kilka znajomych sylwetek, gdy zajął wybrane przez siebie miejsce i wolno wiódł wzrokiem po zgromadzonych. Pojawienie się Ministra Magii jedynie przypieczętowało fakt, że uroczystość miała rozpocząć się lada moment, a miejsce na czele loży zostało zarezerwowane właśnie dla niego. Machinalnie potarł knykciami o wnętrza dłoni i nieco wygodniej oparł się o oparcie krzesła, poszukując dla napiętego ciała pozycji, w której mogło ono bezpiecznie wytrwać do końca.
Zamrugał kilkukrotnie, gdy paleniska rozświetlające mrok utraciły nieco ze swego blasku. Zechariah, patrząc niezmiennie w kierunku sceny, lekko poruszył głową, naciągając delikatnie mięśnie w karku, nie zmieniając już zajmowanej pozycji, a delektując w pogłębiającej się ciszy oraz napięciu wywołanej otwarciem wieczoru. Ciche dudnienie dotarło do ostatniego pełnego rzędu z opóźnieniem, echem, które dla Shafiqa brzmiało tym mocniej im dłużej trwało, wprowadzając na scenę artystów, tworząc głęboki podkład, na który nawet on, człowiek nie mający zbyt wiele czasu na zgłębianie kultury i sztuki, zwrócił szczególną uwagę. Z oddali nie był w stanie dostrzec detali twarzy ani kostiumów. Był niemal prawie pewien, że ta sama grupa artystów gościła podczas Sabatu i bawiła gości zaproszonych przez lady Nott, którzy najwyraźniej dzisiejszego wieczoru prezentowali zgoła odmienny repertuar. Dostojnej uroczystości towarzyszyła powaga, szacunek dla tych, którzy poświęcili swoje życia w walce z wrogiem o lepszy czarodziejski świat, do którego i Zachary należał, angażując się w działania na wielu różnych frontach. Patrząc na kolejne elementy przedstawienia rozgrywającego się na scenie, niskich i wysokich dźwięków, ruchów pełnych gracji odzwierciedlających artystyczną wizję walki, powoli oddawał się refleksji. Dłoń powędrowała do wypielęgnowanego zarostu na policzkach, do krótkiej i starannej brody spływającej po żuchwie oraz brodzie. Myśli powoli kluczyły wokół każdego zdarzenia, które wydarzyło się w ciągu minionego roku, wokół każdej decyzji, których konsekwencje doprowadziły do obecnego stanu. Ciche pytanie, czy dało się osiągnąć więcej, ćmiło, skłaniając ku udzieleniu odpowiedzi nie jednej, a co najmniej dwóch i to skrajnie od siebie różnych. Nie odpowiedział na nie. Wiedział, jakie konsekwencje niosło zastanowienie pogłębiane coraz bardziej. Sięgnięcie na dno świadomości było ryzykiem, którego Zachary dzisiaj nie podejmował. Bez żadnego przymusu odejmował kolejne myśli, aż wrócił na powierzchnię, przypominając sobie o tym, by z uwagą patrzeć na już kończący się występ. Zerknął lekko w bok, na kobietę siedzącą jedno krzesło dalej. Uprzejmym, lecz znikomym ruchem głowy skinął, po czym znowu skierował wzrok na scenę i razem z resztą widowni dołączyć do braw, które miały rozbrzmieć po zakończeniu przedstawienia. Ciche westchnięcie stanowiło jedynie wyraz chęci ponownego zanurzenia się we własnych myślach, lecz na to nie mógł sobie pozwolić. Artystyczna oprawa dobiegła końca, a część oficjalna wraz ze wszystkimi swymi najdrobniejszymi składowymi wymagała nieskazitelnego poświęcenia uwagi.



One look in my eyes
The chase has just begun
Zachary Shafiq
Zawód : Ordynator oddziału zatruć eliksiralnych i roślinnych, Wielki Wezyr rodu
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I am an outsider
I don't care about

the in-crowd
OPCM : 22
UROKI : 8
ALCHEMIA : 8
UZDRAWIANIE : 26
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
 magic
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t5831-zachary-shafiq#137692 https://www.morsmordre.net/t5852-ammun#138411 https://www.morsmordre.net/t5853-zaloz-szalik-bo-zmarzniesz https://www.morsmordre.net/f145-wyspa-man-siedziba-rodu-shafiq https://www.morsmordre.net/t5866-skrytka-bankowa-nr-1444#138736 https://www.morsmordre.net/t5865-zachary-shafiq#138732
Re: Pomnik Cronusa Wyzwoliciela [odnośnik]18.04.22 18:08
Uprzejmość i neutralność Deirdre świadczyła o jej wysokiej biegłości w dziedzinie kłamstwa. Liczyła ujrzeć na tej orientalnej twarzy cień zawahania, drobną rysę dającą świadectwo słabości, jaka mogłaby je dziś połączyć. Odgrywały jednak swoje role, zbyt mocno wyuczone i wyryte w pamięci, by pozwolić sobie na opuszczenie gardy w takim momencie. Prosta inscenizacja pozwalała wierzyć, że choć przez ten krótki moment będzie normalnie, jakby nigdy nic się nie stało i mogą znów wrócić do błogiej nieświadomości, Evandra nie miała jednak pewności, czy aby na pewno tego właśnie chciała.
Nawet nie udawała zainteresowania rozmową Tristana z Ramseyem, wbijając wzrok w tył głowy siedzącej przed nią Primrose. Nie dalej, jak przed dwoma tygodniami mówiły o wątpliwościach tejże względem zamiarów towarzyszącego jej dziś Mathieu. W głowie lady doyenne kłębiło się wiele wątpliwości, martwiąc się nad losem tych dwojga, których szczęścia tak bardzo pragnęła. Posiadanie bliskiej przyjaciółki tuż obok siebie, w murach Château Rose, brzmiało niczym spełnienie marzeń, jednak mając na uwadze tymczasową słabość umysłu szwagra nie chciała nikogo pospieszać. Powstrzymała się przed subtelnym podpytywaniem, a także śledzeniem i analizą zachowania, gestów oraz słów, nie pozwalając wieść prymu swej dociekliwości. Lady Burke zadeklarowała, iż będzie mówić z Mathieu po odbyciu uroczystości w Londynie, musiała więc uzbroić się w cierpliwość.
Siedząc na własnym miejscu, zaczęła zastanawiać się kogo z bliskich jej osób nie będzie podczas dzisiejszego wydarzenia. W jednej chwili uśmiech na twarzy półwili zgasł, kiedy uświadomiła sobie, że czarownicą, która wiernie trwała u jej boku podczas wszelkich uroczystości, była oddana przyjaciółka, powierniczka sekretów, niezastąpiona lady Black. Otrzymany od niej z końcem lutego list świadczący o opuszczeniu kraju przyjęła z wielkim smutkiem. ”W swojej wieży nie jesteś sama”, głosiły zapisane drżącą ręką słowa, a spływających po policzkach łez nie były w stanie powstrzymać wlepione w nią złote ślepia Moissanite. Wymierzony prosto w serce cios nie został wszak zadany z zamiarem wyrządzenia krzywdy, lecz tym się stał, kolejnym powodem do smutku, z którego wyrwać ją miał nie kto inny, jak jej brat. Jasnowłosa wyrwała się z zamyślenia i osadziła wzrok w Rigelu, który naraz zjawił się w ich rzędzie z szerokim uśmiechem wolno artykułując słowa powitania.
- Dobry wieczór, Rigelu - przywitała go, odpowiadając uprzejmym uśmiechem, póki co pierwszym szczerym dzisiejszego wieczoru. - Czerwień moim nowym błękitem - odparła na słowa komplementu, reprezentując świadomość swej przynależności do rodu Rosier. Wiążące ją z lordami Hampshire i Wight błękity mocno zakorzeniły się w półwilim sercu i nie było siły, jaka by je stamtąd wyparła, jednak czerwień wzbogacona złotem była tym, do czego zdążyła się w ostatnich miesiącach przyzwyczaić. - To za sprawą lady Odetty, która służyła mi swoim wprawnym okiem, udało się stworzyć kreacje z powiewem świeżości. - Lady Parkinson miała głowę pełną pomysłów i z entuzjazmem podchodziła do nowych wyzwań. Evandra podziwiała jej determinację, bo choć młodzieńcze serce przepełnione było nadal niepewnością względem własnych możliwości, to stawiane już w wielkim świecie pierwsze kroki świadczyły o sile charakteru, jaką należało zeń wyciągnąć. - Muszę przyznać, że twoje szarości nieco mnie dziś zaskoczyły. Sądziłam, że zdecydujesz się dać ponieść niezwykłości okazji i swoją kreacją wzbogacisz splendor dzisiejszego wieczoru - mówiła nieco ściszonym tonem, w swej uprzejmości starając się jednak zbytnio do lorda Blacka nie nachylać. - Zachwyciłeś mnie podczas sabatu, a tu proszę, powrót do klasyki? - W każdych innych ustach słowa te mogłyby zabrzmieć niczym przytyk, lecz ton głosu lady Rosier wskazywał, iż jest zaintrygowana podjętą przez niego decyzją.
Szept Rigela wcale nie pozostał dla półwili niezauważony, wraz z nim przeniosła wzrok na Primrose i nieznacznie uniosła jasne brwi ku górze, kiedy szlachcic nachylił się ku rzędowi przed sobą, zwracając do przyjaciółki bezpośrednim, niemal jowialnym tonem. Entuzjazm lorda Blacka był dziś nadzwyczajny. Cechowała go przecież chęć trzymania się w cieniu, zwłaszcza w tak publicznych miejscach. Gubił myśl, wycofywał się z nieznanego sobie towarzystwa, a na jego twarzy malowała się niepewność. Tyle że nie dziś. Evandrowe spojrzenie wyrażało niedowierzanie dla bezpośredniości słów przyjaciela. O tym, że jeszcze przed kilkoma miesiącami był jedynym, który ubiegał się o rękę Primrose wiedziała doskonale, mając wiele czasu, by przyzwyczaić się do tej myśli. Żadne z nich nie wspominało jednak o tym pomyśle, nie sądziła więc, że jest to aktualna sprawa. Chciała się do tego odnieść, spiorunować Blacka wzrokiem, domagać się wyjaśnień, ale gdyby tylko któryś z pismaków podłapał zamieszanie, mieliby niepotrzebny problem.
Nie była w stanie w pełni skupić się na występie, choć utkwiony w akrobatach wzrok zdawał się czujnie śledzić każdy ich krok. Błyskające światła, tańczące płomienie, wirujące w powietrzu sylwetki poznane na deskach parkietu pałacu lady Nott. Starała się zaangażować, odnaleźć symbolikę każdej z przedstawionych przez artystów figur, nawet wydała z siebie westchnienie zaskoczenia, kiedy fala ognia przetoczyła się tuż ponad ich głowami, nawiązując do wydarzeń, w których sama miała zaszczyt uczestniczyć. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że wojna niewiele miała wspólnego z tańcem, lecz w istocie można było doszukać się w niej niedostrzegalnego gołym okiem piękna, i wcale nie posiłkując się tu idealistycznymi skojarzeniami z poświęceniem dla kraju. Niestety dziś myśli Evandry dalekie były od placu boju, a skąpane w codzienności i tym, co ważne w tej jednej chwili.
- Rigelu, czy wszystko w porządku? - zapytała cicho, chcąc skorzystać z zamieszania i dołączając do wzniesionych owacji. To stan lorda Blacka ją zastanawiał i na nim musiała skupić swoją uwagę.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Pomnik Cronusa Wyzwoliciela [odnośnik]18.04.22 20:27
Nie zdziwiłby się w ogóle, że podejrzewała go o najgorsze, o zagranie na jej naiwności. Taki przecież był, czasami dla swojej satysfakcji robił głupie rzeczy, bawiąc się innymi. Nikt mu nigdy tego nie bronił, a wraz z upływającymi latami, coraz mniej przejmował się przejawami dezaprobaty. Tym razem było jednak inaczej, bo naprawdę potrzebował jej obecności. Nie chciał męczyć się przez cały wieczór sam, wypadało mieć u boku, kogoś, kto potowarzyszy mu w tym. Claire była idealna do tego, bo chociaż nigdy nie przyznał tego na głos, miała charakterek, który z czasem polubił. Sympatia jedynie nie okazała się na tyle duża, aby był gotów powiedzieć o tym kobiecie.
Spojrzał na nią, gdy padło pytanie, ale przemilczał ów kwestię. Miała rację, chociaż działało to w obie strony. Oboje potrafili sobie nawzajem napsuć krwi jak nikt inny. Docierało to do niego z opóźnieniem, ale tak faktycznie było zawsze. Widział, że nadal była spięta i mimo że usłyszał gdzieś obok chichot dwóch panienek, nie spojrzał w tamtym kierunku. Wolał w przypływie, jakiś bliżej nieznanych sobie odczuć, zadbać o komfort Fancourt, zamiast rozglądać się za pannami.
- Powinnaś.- przytaknął jej, ale z drugiej strony czy miała powody. Powiedział jej niewiele, może nawet tyle ile ogólnie było wiadome. Ot wyjście na publiczne wydarzenie, poobserwować szopkę, którą dla wizerunku stworzy Ministerstwo. Niestety, musiał w tym brać udział i może tylko dlatego spoglądał na wszystko bardziej entuzjastycznie niż kiedykolwiek, nawet jeśli nie wyglądał na takiego.- Przyznaj, nie przyszłabyś tutaj bez pytań, gdybyś wiedziała, że nie staniesz w tłumie? Gdzieś pośród szarej masy anonimowych sylwetek? – spytał, gdy zajęli już miejsca. Zerkał nieco w bok, ku kolejnym osobom, które wchodziły między rzędy krzeseł. Kiedy zwątpiła w jego wypłacalność, skomentował to milczeniem i wilczym uśmiechem. Miał już na to kilka pomysłów, ale nie zamierzając nawet napomknąć o takowych. Nie powinna powątpiewać w niego, lata temu nie raz udowadniał, że potrafi.
Słysząc bębny, niechętnie odwrócił wzrok od swej dzisiejszej partnerki, aby unieść spojrzenie na scenę. Symbolika była oczywista, przekaz bardziej niż jasny, że nawet on oporny na wszelką sztukę, rozumiał, co za tym wszystkim stało. Propaganda płynąca ze strony Ministerstwa miała się dobrze, a nawet miał wrażenie, że stała na mistrzowskim poziomie. Ciekawość wzbudziły tworzące się na niebie obrazy, chociaż uważniejszy wzrok zawiesił na młodych panienkach, które prawie na sam koniec pojawiły się na scenie.- Więc miło się rozczarowałaś, a pewnie posądzałaś mnie o wyciąganie Cię na najnudniejszy wieczór z możliwych.- odparł równie rozbawiony, kiedy jego słowa zaczęły zagłuszać oklaski i dzięki temu mogły trafić tylko do niej.- Co myślisz o tym, co właśnie widziałaś? – spytał, ciekaw jej poglądu na to i korzystając z jeszcze chwili zamieszania, gdy artyści schodzili ze sceny. Miał świadomość, że Claire nie jest pierwsza, aby pojawiać się w towarzystwie. Przecież właśnie dlatego tak dobrze oboje czuli się gdzieś w terenie za granicą. Dzisiejszy dzień udowadniał mu, że wiele się nie zmieniło.


W głębokich dolinach zbiera się cień.
Ma barwę nocy…
lecz pachnie jak krew

Cillian Macnair
Zawód : Łowca magicznych stworzeń, szmugler
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Krok wstecz to nie zmiana.
Krok wstecz to krok wstecz
OPCM : 20
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Zwierzęcousty

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8529-cillian-macnair https://www.morsmordre.net/t8563-dante#249835 https://www.morsmordre.net/t8556-cill https://www.morsmordre.net/f199-gloucestershire-okolice-cranham https://www.morsmordre.net/t8564-skrytka-bankowa-nr-2018#249854 https://www.morsmordre.net/t8557-cillian-macnair
Re: Pomnik Cronusa Wyzwoliciela [odnośnik]18.04.22 22:28
Skinięciem głowy i oszczędnym słowem witał pozostałych gości, którzy witali się z nim z bliższej lub dalszej odległości, ostatecznie koncentrując się na tych, których miał w swoim najbliższym otoczeniu. Wówczas to zbył głupkowaty uśmieszek Ramseya, nie czyniąc żadnego wzajemnego gestu, jakby nie był świadom przyczyny jego mimiki; zajmowane miejsce wydawało się duszne i mało wygodne, ale nie zamierzał swoim zachowaniem przyczyniać się do rozpowszechnienia się jakichkolwiek niewygodnych plotek. Deirdre miewała zbyt długi język, wiedza o ich relacji była całkowicie zbędna dla każdego, kto o niej wiedział. Ufał Ramseyowi, lecz widać Mulciber niewiele słyszał o dyskrecji. Przekierował spojrzenie, w ślad za spojrzeniem Ramseya, na jego towarzyszkę, krótką chwilę badając jej profil wzrokiem; była jeszcze tylko dzieckiem, ale wyjątkowo urodziwym. Pominął wzajemne przedstawienie się, kiedy i Ramsey to uczynił, obyta w świecie czarownica winna znać jego nazwisko.
- Doprawdy? Śpiewaczka? - zainteresował się, przenosząc pytające spojrzenie na pannę Lyon, czy to głos, czy instrument był jej orężem? - Gdzie panna występuje, panno Lyon? - Zastanawiał się, czy miał okazję jej kiedyś wysłuchać - nie pamiętał takiego doznania, lecz mógł zbyć głos, nie dostrzegłszy twarzy. Jedno z drugim nie zawsze szło w parze. Kątem oka dostrzegł Rigela i jego entuzjazm, lecz nie poświęcił mu dłuższej chwili - przyjaciele jego małżonki nie od dziś wydawali mu się nieco ekscentryczni. Zwrócił się w drugą stronę, zgodnie z zasadami grzeczności dotrzymując towarzystwa osamotnionej Deirdre:
- Chlubnym, lecz gęstym - odparł na jej wcześniejsze słowa, miały stać się zalążkiem dwuznaczności, zbyt trudnym do uchwycenia, gdy nie znało się natury łączącej ich relacji. Obojętna mimika twarzy maskowała to, co przemycały słowa. - Świat ma prawo do radości, gdy przyświeca nam wielkie zwycięstwo, lecz wśród tłumów łatwo jest stracić sens tego, co w zwycięstwie najważniejsze. Jak się zapatrujecie na uroczystości w Wenus, madame? - zapytał, wciąż pozornie obojętnie, utkwiwszy spojrzenie na sceniczne popisy, z czasem dołączając do oklasków pozostałych gości.



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 40
UROKI : 30
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 65
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Pomnik Cronusa Wyzwoliciela - Page 6 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Pomnik Cronusa Wyzwoliciela [odnośnik]18.04.22 22:32
Szepty i szmery rozległy się wśród tłumnie zgromadzonych, kiedy Primrose kroczyła pod ramię z Mathieu na miejsca. Wzbudzili zainteresowanie, co nie było dla niego niczym zaskakującym. Arystokraci i arystokratki zwracali uwagę na najdrobniejsze szczegóły, lubili wiedzieć o zmianach, towarzyskich spotkaniach, najchętniej z najdrobniejszymi szczegółami. Przywykł, nie wiedział jednak na ile przyzwyczajona do tego typu scen była Primrose. Nie chciał, aby jego towarzyszka odczuwała dyskomfort związany z pojawieniem się wraz z nim na tej ceremonii. Kącik jego ust drgnął, jakby chciał dodać jej otuchy, powinna zacząć się przyzwyczajać. Słysząc jej pytanie na jego ustach pojawił się szerszy, bardziej rozbawiony uśmiech.
- Nigdy… – zaczął, ale bezczelnie im przerwano. Brak taktu i wyczucia, ale czego innego mógł spodziewać się po Rigelu Blacku. Wtargnął w ich rozmowę, początkowo kompletnie ignorując jego osobę. Uśmiech spełzł Rosierowi z twarzy w momencie, a ciemne oczy zalśniły niebezpiecznym błyskiem. Zacisnął palce, może lepiej dla Blacka było pozostać w stanie ignorowania Mathieu, bo słowa, które skierował do niego pogorszyły jedynie sprawę. Nazwał go nietypowym? Cichy, przerażający krzyk przedarł się w jego umyśle – jak zawsze w najmniej spodziewanym momencie. Starał się panować nad tym, ale nie miał wpływu na to, kiedy słyszał szept Arawna, krzyk ofiar czy łamanych kości. To wzbudzało w nim swoisty rodzaj agresji, za którym zaczął przepadać.
Przygaszenie świateł i szept Rigela były jak impuls. Chwycił ręką front jego szaty, na klatce piersiowej i przyciągnął bliżej, w taki sposób, aby mógł szepnąć mu go ucha kilka miłych słów, których nie usłyszy nikt inny.
- O wiele bardziej od zabawy uczuciami, wolę zabawę w łamanie kości, lordzie. – szepnął szybko i puścił go. Przygaszone światło to jedno, ale widok twarzy Blacka pozbawionej braw, w odcieniach czerni i bieli był dla niego bardzo wyraźnym. Podobnie jak trzaśnięcie, które właśnie rozbrzmiało się w jego głowie i cichy szept… Uśmiechnął się, choć nie był to ani miły, a nie przyjemny uśmiech. Nie miał ochoty na niego patrzeć, szczególnie, że o wiele przyjemniejsze widoki miał zaraz obok siebie i na scenie przed nimi.
Pokaz rozpoczął się. Szept w głowie ustawał w rytm muzyki, która rozbrzmiewała. Świat powoli odzyskiwał bartwy, choć pierwsze buchnięcia ognia były pozbawione koloru. Fajerwerki, ogień formujący się na kształt węży, wymyślne akrobacje i figury, które prezentowała grupa były zachwycające i niezwykłe. Cały spektakl był wyjątkowy w swej okazałości. Od samego początku do samego końca.
Bił brawo, choć wyraźnie w bardzo stonowany sposób. Zamiast patrzeć na scenę, z której tancerze zeszli wpatrywał się w Primrose, z lekkim, subtelnym i ledwo widocznym uśmiechem, przeznaczonym wyłącznie dla niej. Wolał skupić się na niej, niż na Blacku, który swoim brakiem taktu wzbudził w nim to, czego wolał unikać w trakcie tak ważnych wydarzeń. Nie było im to potrzebne, podobnie jak publiczna pyskówka i liczył na to, że Black więcej podczas ceremonii nie zechce wejść mu w drogę. Co nie oznaczało, że Mathieu odda w niepamięć ten incydent, na pewno… porozmawia sobie z Rigelem w odpowiednim czasie.
- Podobał Ci się występ? Zachwycający, choć nie tak jak Ty. – mruknął, nachylając się w kierunku Lady Burke. Aplauz trwał, nikt z pewnością nie będzie słyszał o czym rozmawiają.



Mathieu Rosier


The last enemy
that shall be destroyed is

death
Mathieu Rosier
Zawód : Opiekun smoków
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Here’s the misery that knows no end
OPCM : 30
UROKI : 10
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7310-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/t7326-ehecatl https://www.morsmordre.net/t7325-mathieu-rosier https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t7421-skrytka-bankowa-nr-1782#202976 https://www.morsmordre.net/t7339-mathieu-rosier
Re: Pomnik Cronusa Wyzwoliciela [odnośnik]19.04.22 0:37
Sceniczna batalia idealnie współgrała z atmosferą tego wydarzenia — jej bogata symbolika trafiała do serc i umysłów czarodziejów. Obrazy powstające z fajerwerków zachwycały widownię, szczególnie tą, która zajmowała dalsze miejsca. Ostatni rok, choć był w Londynie czasem spokoju i początków odbudowy, był trudny przez wzgląd na coraz to dotkliwsze konsekwencje trwającej w całej Anglii wojny. Uśmiechy na twarzach ludzi, wszystkich zgromadzonych z tyłu, bez wyjątku, czyniły to święto wydarzeniem radosnym, napawającym wiarą i nadzieją na lepsze jutro. Głośne westchnienia, spontaniczne oklaski i pojękiwania dało się bez trudu usłyszeć w trakcie spektaklu, chociaż rytm bębnów czynił je ledwie zauważalnymi i nie rozpraszał skupionych na widowisku czarodziejów.

Podczas całego występu, dźwięki dochodzące z tyłu były całkowicie niesłyszalne dla gości z przodu, nie mogły niepokoić gości honorowych, a także ich towarzystwa. Część czarodziejów zajmujących ławki mogła jednak raz po raz zerkać w kierunku całego zajścia — kiedy jednak ktoś wyraźne odwracał się do tyłu, członkowie patrolu egzekucyjnego zdecydowanym i stanowczym ruchem ręki lub głowy nakazywali się obrócić w stronę sceny i uśmiechać.
Wszystko jednak wskazywało na to, że negocjacje pod sceną będą trwać bardzo długo. Czarodzieje z Ministerstwa Magii nie wyglądali jednak na szczególnie cierpliwych.
— Zna go pani?— spytał jeden z nich Zlatę, kiedy drugi zrobił krok w kierunku drzewa. Minę miał nietęgą, a na słowa Russela, jedynie uniósł brwi. Poczekał, aż mężczyzna zejdzie z gałęzi i kiedy tylko stanął twardo stopami na ziemi zagrodził mu drogę, stając pomiędzy nim, a Zlatą i Sebastianem.
— Ta, a ja nazywam się Rowle. Maghnus Rowle. Proszę o różdżkę do wylegitymowania, panie Carrington — odpowiedział mu cierpko, wyciągając rękę w jego kierunku. Zarówno on, jak i ten drugi wciąż mierzyli do niego różdżkami.
— Doskonale się składa, pan Carrington jest na miejscu, nie będzie musiał odbierać cię z aresztu.

Thomas przeszedł między ludźmi, bliżej fontanny, będąc jednocześnie obserwowanym przez dwóch różnych strażników, którzy w tej chwili akurat mieli go na widoku. Stając na stopniach fontanny był lepiej widoczny, a jego aparycją szczególnie wyróżniała się spośród tłumu. On sam, rozglądając się mógł dostrzec plecy i głowy gości honorowych wpatrzonych w scenę. Rozglądając się po strażnikach nie rozpoznał nikogo, kogo mógł widzieć w Tower. Nikt nie wyglądał znajomo, wszyscy mieli jednakowe szaty, nie wyglądali też tak, jakby ze sobą rozmawiali. Wytężając słuch za to usłyszał dwie plotkujące obok czarownice:
— Na kłaki Eloise, daj spokój, wyglądała w tej sukni jak poczwarka. Dosłownie. Taka, z której w najbliższym czasie nie wyłoni się żaden zjawiskowy motyl. Może jakaś ćma. Kto wie. Może zostanie poczwarką i uschnie tak — zachichotała obok czarownica.
— No, a ta przed nią? Mogła się uczesać, nie? Wygląda jakby dopiero wstała z łóżka, takie rozpuszczone kudły.

Sytuacja z przodu, szczególnie w drugim i trzecim rzędzie po prawej zdawała się nie mniej napięta, co z tyłu przy drzewie. W trakcie widowiska, Rigel Black wychylił się do przodu, w kierunku siedzącej przed nim po skosie Primrose Burke — a by to zrobić musiał siąść na samym skraju atłasowego fotela, wszak miejsca dla wszystkich na świeżym powietrzu było sporo. Wypowiedziane przez młodego lorda słowa były słyszane przez otaczające go osoby: Primrose, Salome, Melisande, Manannana, Evandrę, Tristana, a także oczywiście Mathieu. Nietypową sytuację mogli dostrzec jednak także pozostali siedzący w pobliżu, Deirdre, Belvina, Drew, a także siedzący z tyłu i mający dokonały widok na sytuację z przodu Octavia oraz Edward. Choć młodemu Blackowi zdawało się, że swoje słowa kierował wyłącznie do lorda przed sobą, jego groźbę mogła usłyszeć także siedząca obok lady Burke. Nie niezauważona pozostała także odpowiedź Mathieu Rosiera. By być w stanie złapać cofającego się Rigela musiał się mocno wychylić ponad swoje krzesło i całkowicie odwrócić do tyłu, a tym ruchem ściągnął w swoją stronę znacznie więcej twarzy, którym nie mogło umknąć tak niezgrabne poruszenie. Chwycenie lorda za poły szaty było widoczne także dla siedzących po przekątnej czarodziejów: Claire i Cilliana, Amelii, Zachary'ego, Craiga i Calypso. Przygaszone nieco oświetlenie nie pozwalało dalszym rządom przyjrzeć się zamieszaniu. Odpowiedź lorda także była słyszana przez siedzącą obok niego czarownicę.

Artyści Cyrku Carringhtona, w tym Marcelius Sallow w końcu zeszli ze sceny. Ognie powróciły do swojego blasku, koloru i intensywności, nim jednak wszystko na dobre ucichło, na scenie pojawił się czarodziej w czarno zielonkawej szacie i tiarze w tych samych barwach. Miał długą brodę i roziskrzone, rozbawione spojrzenie. Przyłożył różdżkę do gardła, zaklęciem wzmacniając głos tak, aby był doskonale słyszalny.
— Drodzy, szanowni goście. Panowie i Panie. Witam was wszystkich na dzisiejszej uroczystości. To wspaniały wieczór, na którym z pewnością nie zabraknie dziś emocji. Dziękuję za niebywały pokaz, jaki zaprezentowali nam artyści londyńskiej areny. Kiedy tak na nich patrzyłem poczułem się jakbym znowu miał dwanaście lat i razem z kolegami na błoniach pojedynkował się na żarty — zaśmiał się krótko, szybko spoważniał. — Żałuję, że nie możemy oglądać świata i tego, co dzieje się poza Londynem przez pryzmat takiej rozrywki. I z przymróżeniem oka. To, co dzieje się w Anglii dziś nie jest niewinną zabawą, ani nawet spektaklem. Nasi wspaniali goście, którzy siedzą tu przed nami, w pierwszych rzędach z pewnością potwierdzą, że to, co tam czyha; to zło, to nie aktorzy, a to co przeszli nie było hulanką. Dziękuję wam za przybycie — skłonił się, choć nie nisko, na tyle na ile wyraźnie pozwalał mu kręgosłup. — Zgromadziliśmy się tu dziś po to, by uhonorować bohaterów tej wojny, ale nim to nastąpi, panie i panowie, kilka słów Cornelius Sallow. Powitajmy go brawami — zachęcił publiczność, głównie tą zasiadającą z tyłu do oklasków, po czym sam zszedł ze sceny i przystanął z boku.

Pierwszy w kolejności post pisze Cornelius Sallow. Po jego poście wszyscy mają 48h na odpis.

Pomnik Cronusa Wyzwoliciela - Page 6 6zfrIdb
mapka w powiększeniu

Legenda:

Członkowie Patrolu Egzekucyjnego
MC - Mistrz Ceremonii
CM - Cronus Malfoy
Czarodzieje i bezimienne osoby towarzyszące
Ramsey Mulciber


Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Pomnik Cronusa Wyzwoliciela - Page 6 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Pomnik Cronusa Wyzwoliciela [odnośnik]19.04.22 2:24
Ten wieczór był idealny. Rzędy zapełniały się znamienitymi gośćmi, Cornelius witał się uprzejmie ze znajomymi z kręgów Rycerzy Walpurgii (dożył czasów, gdy mógł nazywać nestora Burke znajomym! Nie przyzna nigdy narzeczonej, że poznali się przy przekopywaniu wykopalisk, rzecz jasna), a Valerie wyglądała pięknie i promieniała. Rad był, że mogli usiąść obok Manannana, do którego uśmiechnął się nieco bardziej szczerze niż do wszystkich (choć w przypadku Corneliusa trudno było to wyczuć) i samej lady Melisande, siostry nestora Rosier. Przywitał się uprzejmie z Ramsey'em i jego uroczą, młodziutką towarzyszką oraz ze wszystkimi innymi w okolicy pierwszego rzędu. Potem zwrócił twarz w stronę sceny, przekonany, że nic poza mugolską flotą nie może zepsuć tego wieczoru. Nie zajmował się kulturową oprawą wieczoru, ale w kuluarach usłyszał, że mają rozpocząć wieczór od fajerwerków. Doskonale. Doceniał fajerwerki (nawet nie przepadając za ogniem), miały długą, magiczną historię (która byłaby jeszcze wspanialsza, gdyby mugole nie nauczyli się marnej imitacji czarodziejskich sztucznych ogni), były łatwo przyswajalne przez płytkie masy, odpowiednio zbudują oprawę wieczoru. Doskonale zdawał sobie sprawę, że nie będzie przemawiał dziś tylko do arystokracji i wykształconych elit, ale i do zebranych na placu obywateli, których uwagę bardziej przyciągną barwy i kolory niż polityka.
Utkwił wzrok w scenie, skupiony i uważny, jak wypadało - nawet jeśli wejście cyrkowców nie wzbudziło jego entuzjazmu. Tego rodzaju "sztuki" nie doceniał, ale na samych fajerwerkach nie da się zbudować wieczoru. Potrafił świetnie udawać, nawet zainteresowanie tańcem z bębnami, więc pomimo niechęci skupił się na tancerzach i...
...ścisnął mocniej dłoń Valerie, gdy przed oczyma mignęło mu coś niemożliwego. Świadom, że siedzi w pierwszym rzędzie jako honorowy gość, zachował całkowicie pokerową twarz - do tego stopnia, że nawet narzeczona nie mogła poznać, że coś jest nie tak - poza tym, że ani razu nie zerknął w jej stronę, a jego palce były dziwnie zimne. Lata spędzone na doskonaleniu legilimencji wprawiły go w odcinaniu się od swoich - i cudzych - nieprzyjemnych wspomnień, lata spędzone w polityce nauczyły go zachowywać zimną krew.
Nawet, gdy jeden z tancerzy miał twarz kogoś, kogo nie powinno tu być. I dwie ręce. Przez chwilę miał nadzieję, że po prostu mu się przywidziało, starał się zresztą nie patrzeć na żadnego z występujących zbyt długo ani zbyt nachalnie - tańczyli na tyle dynamicznie, że wszyscy migali mu przed oczyma gdy spoglądał na wprost. Za trzecim rzutem oka był już pewien, albo prawie pewien. Surowy makijaż nie był mocny, niektórych twarzy się nie zapomina, a życie chyba nie było na tyle piękne, by pewne problemy po prostu znikały. Jeśli poczuł ukłucie ulgi, starannie zdusił je w sobie i szybko przypomniał sobie, że jest ono irracjonalne.
Wziął dwa głębokie wdechy i skupił się na czymś innym, żeby się nie rozproszyć. Musiał być dziś w jak najlepszej formie, przeniósł więc wzrok ze sceny na Valerie, na piękną Valerie. Pomyślał o drzewie genealogicznym, które obiecała zapełnić swoimi potomkami, wziął jeszcze jeden głęboki wdech i zaczął powtarzać w głowie słowa przemówienia. Gdy tancerze schodzili ze sceny, nagrodził ich oklaskami, ale już nie spojrzeniem. Wydawał się całkowicie spokojny, jakby nic się nie stało. Uśmiechnął się promiennie do mistrza ceremonii, który w odpowiedni sposób przypomniał gościom różnicę pomiędzy sztuką i prawdą i wprowadził ich w poważny nastrój. Następnie wstał, wygładził szatę i wszedł na scenę. Usiadł w końcu w pierwszym rzędzie celowo, aby jak najszybciej i najsprawniej zająć się swoimi obowiązkami zawodowymi.
Stanął na scenie z podniesioną głową, pewny siebie, z promiennym, wyćwiczonym uśmiechem, wzmocnionym magicznie głosem. Przemawianie było jego pracą, przez lata uczył się wprawy w zjednywaniu sobie uwagi tłumów, a co najważniejsze - szczerze to uwielbiał być w centrum uwagi, czuć na sobie spojrzenia zgromadzonych.
-Szanowni goście, Czarodzieje i Czarownice! - rozpoczął, celowo podkreślając tożsamość zgromadzonych. Nie byli tutaj panami i paniami, łączyła ich magia - świętowali wszak rocznicę oczyszczenia Londynu z niemagicznych. -Przemawiam do Was jako Rzecznik Ministerstwa Magii, ale również - najpierw podchwycił krótki i pełen szacunku kontakt wzrokowy z Ministrem siedzącym w pierwszym rzędzie, a potem położył dłoń na sercu -jako jeden z Was - czarodziej zatroskany o dobro naszej ojczyzny. Czarodziej, który miał zaszczyt stanąć u boku bohaterów wojennych i widzieć ich poświęcenie. - najpiękniejsze przemowy były oparte na prawdziwych emocjach, tchnął więc je w swoje słowa. Od pierwszego spotkania Rycerzy Walpurgii odczuwał szczerą ekscytację z faktu, że może zasiąść w ich gronie, choć jego uczucia miały więcej wspólnego z ambicją niż patriotyzmem. -Dzisiaj świętujemy rocznicę wyzwolenia Londynu spod jarzma mugoli. Rok bezpiecznych ulic, rok swobodnego używania magii, przedsmak nowego, wspaniałego świata. Dzięki staraniom lordów, Ministerstwa i zwykłych czarodziejów, kolejne hrabstwa stają się równie przyjazne dla czarodziejów jak nasza piękna stolica: Kent, Durham, Shropshire, Cambridgeshire, Hertfrodshire, wkrótce cała Anglia. - w miarę wyliczania z szacunkiem spojrzał w stronę nestora Edgara Burke, by przesunąć spojrzeniem od Xaviera do Primrose, a wreszcie lorda nestora Rosier z małżonką i lorda Mathieu. Dzięki ich pracy zimowe czystki w Durham były imponujące i skuteczne, a Kent zdawało się być całkowicie oczyszczone z mugolskich wpływów. Na wspomnienie Shropshire przelotnie zerknął w stronę narzeczonej (Amelia siedziała za daleko, a Septimusa, ku jego irytacji, brakowało u jej boku), by wreszcie utkwić wzrok w tłumie. Część zgromadzonych musiała już słyszeć w marcu plotki o bazyliszku w Cambridgeshire, a choć wśród gości honorowych brakło lordów Bulstrode, to Mroczny Znak nad ich hrabstwem zdążył przepłoszyć wielu promugolskich czarodziejów z Hertfordshire.
-Ten rok był także rokiem wyrzeczeń. Każde marzenie wymaga poświęceń, a wrogowie nie ustawali w prześladowaniu czarodziejów w naszej ojczyźnie, w kradzieży jedzenia, w sabotażu, w morderstwach i torturach, o których nie wypada mówić w obecności dam i których straszne skutki miałem pecha widzieć na własne oczy. - przyznał, poważniejąc. Promienny uśmiech spełzł z ust, ustępując miejsca smutnej zadumie. Obecność dam była wygodną wymówką, by rozpalić wyobraźnię zebranych za pomocą lekko drżącego tonu (wzruszenie przywołał na zawołanie) i kilku aluzji. Niech każdy wyobrazi sobie takie okropieństwa, jakie były jego prywatnym koszmarem - gwałty mugoli na czarownicach, pożary i katastrofy naturalne, obwinienie niemagicznych za kryzys ekonomiczny. Tym z mniejszą wyrobaźnią zamierzał podać kilka przykładów - z łatwością, w końcu naprawdę je widział. Nawet osobiście, a nie w cudzych głowach. -Widziałem jak rebelienaci nad rzeką Severn lekkomyślnie użyli zaklęcia Tempus, ryzykując zniszczeniem krajobrazu. Powstrzymałem ich wtedy wraz z innymi bohaterskimi czarodziejami. - miał teraz w planach skinąć głową do Maghnusa, Tatiany i Elviry, ale niestety nie widział ich w pierwszych rzędach. -Ale nie wahali się sprowadzić podobnych katastrof na resztę kraju. Byłem świadkiem tego, jak kilkoro zdrajców sabotowało jedyny działający młyn w Warwick - tylko po torby nas zagłodzić. Dzięki lordowi Burke, spisek został powstrzymany. - skinął głową Xavierowi. -Działania prowadzone przez bohaterów wojennych w Warwickshire i Suffolk obnażyły szereg niesprawiedliwości i okrucieństw, jakich mugole dopuszczali się wobec czarodziejów, które były ignorowane przez poprzednie władze zanim Minister Cronus Malfoy nie wytoczył mugolom tej wojny obronnej, wojny sprawiedliwej. Na przykład, śledztwo przeprowadzone przez madame Mericourt w Bury St. Edmunds - zatrzymał spojrzenie na Deirdre, tak, by widać było, że dziękuje teraz właśnie jej. Samemu zdobył informacje o burmistrzu, ale to ona pozwoliła mu go przesłuchać -wykazało, że mugolscy politycy od lat krwawo tępili magiczną społeczność, tworząc potajemną szajkę, którą rozbiliśmy. Wrogowie nienawidzą nas tak bardzo, że są gotowi głodować - zaakcentował to słowo, mając w pamięci porażkę propagandową na Connaught Square i młyn pod Warwick -byleby pociągnąć nas na dno. Z dumą ogłaszam jednak, że te czasy już się skończyły! - podniósł głos, prawie do krzyku. -Przedwczorajsza skoordynowana akcja Ministerstwa Magii obnażyła hipokryzję rebeliantów walczących w imię uzurpatora - nie użył nazwiska Longbottoma, nie był tego godny -Ci, których nie udało się pojmać żywcem zadbali o to, by pociągnąć za sobą jak najwięcej istnień okrutnymi czarami, ale naprawimy ich szkody. Pozostali zostali sprawiedliwie osądzeni i skazani na śmierć za swoje zbrodnie, a ich imiona niech popadną w zapomnienie. Tak zwany Zakon Feniksa już wam nie zagrozi, rozpadł się w popiół - i nie odrodzi się, uzurpując sobie nazwę tego magicznego stworzenia, tak jak ich lider uzurpuje władzę! - głos rozbrzmiał gniewem, Cornelius chciał wzbudzić ten gniew w sercach zgromadzonych. Kryzys ekonomiczny, bieda, katastrofy naturalne, wojna - to skutek działań buntowników, w to powinni uwierzyć. -Jest jedna sprawiedliwa i słuszna władza. Władza czarodziejów, którzy nie wstydzą się swoich tradycji i magii. - mógłby wyliczać wielkie nazwiska i tytuły, Cronus Malfoy, Czarny Pan, arystokracja, ale było jasne w czyim imieniu przemawia - a dziś wszyscy mieli poczuć się częścią czarodziejskiej społeczności, odpowiedzialni za nowy ład. -Władza, która nie zamierza tolerować prześladowań czarodziejów i czarownic. A kto podniesie rękę na władzę czarodziejów, temu władza tą rękę odetnie! - krzyknął donośnie, tak, że było go słychać nawet za kulisami. Wiedział, do kogo przemawia, wiedział jak ważne jest to przemówienie - tchnął w słowa ogień, charyzmę przodków, święte przekonanie. Musiał porwać tłum, musiał sam w nie wierzyć - i wierzył, święcie, przed oczyma widząc piękne, oczyszczone Shrewsbury. Czarodziejów, którzy grozili tam Valerie i którym obiecał smierć, jeśli nie dołączą do słusznej sprawy.
Wziął głęboki oddech, umilkł na dwie sekundy, pozwalając by jego słowa wybrzmiały. Potem uśmiechnął się ponownie, promiennie, niemalże ciepło. Roztoczył już wizję okropieństwa wojny, obwinił za obecny kryzys kogo trzeba, przemówienie trzeba zakończyć wizją pokoju i nadziei.
-Czas mugolskiego mroku się skończył. Rok temu Londyn wkroczył w erę magii i oświecenia. W ten rok odnieśliśmy szereg sukcesów - hrabstwa Warwickshire, East Suffolk i West Suffolk zostały wyzwolone spod mugolskiego jarzma. Przekonaliśmy się o zbrodniach przeciwko czarodziejom w Coleshill, w Bury St. Edmunds, uwolniliśmy więźniów z zamku w Warwick. Zwalczyliśmy mugolskie wojska, których broń nie równa się z naszą magią. Okiełznaliśmy anomalie, zabezpieczyliśmy czarodziejskie zabytki i artefakty, pomogliśmy chorym i głodującym. - wyliczył sukcesy w Warwickshire i Suffolk, wierząc, że Mistrz Ceremonii uhonoruje odpowiednio każdego z odpowiedzialnych za nie bohaterów. -Wsparliśmy czarodziejów w Staffordshire przeciwko tyranii zdrajców krwi i mugoli, Mroczny Znak zalśnił nad Stoke-on-Trent, odcięliśmy głowę hydry rebelii, zwalczając wielu buntowników z listów gończych. W tym roku dokończymy tego dzieła, walcząc o lepszą przyszłość. Przyszłość, w której nieba nie przecinają żelazne maszyny, w której smoki mogą rozprostować skrzydła. Przyszłość, w której mugole nie kaleczą lasów, a ich statki nie zatruwają wód syren. Co najważniejsze, przyszłość, w której nasze dzieci mogą chodzić z podniesioną głową i nie wstydzić się magii. Przyszłość, w której opresja nie zmusza kobiet do sięgania po różdżki w samoobronie i marnowania swojego potencjału magicznego, przyszłość, w której matki i żony mogą być bezpieczne i szczęśliwie wychowywać kolejne pokolenia czarodziejów. - od pewnego czasu spoglądał na wprost, na tłum, ale mówiąc o kobietach zerknął na Ramsey'a, którego mądre i potrzebne słowa były niezbędną inspiracją. Czarodzieje i czarownice powinni czuć się bezpiecznie, przekaz powinien wybrzmieć. -Przyszłość, w której nie musimy się ukrywać. Przyszłość, za którą musimy podziękować naszym bohaterom wojennym - wyjątkowym czarownicom i czarodziejom, którzy poświęcają się dla naszego kraju. - podkreślił lekko słowo wyjątkowy, w jego mniemaniu przekaz o ognisku domowym w żaden sposób nie kłócił się z tym, że wśród gości honorowych lśniła Deirdre. Była wszak wyjątkowa, samemu przekonał się, że jej miejsce nie jest wśród matek i żon. I, ku własnemu zaskoczeniu, się z tym pogodził - była chyba jedyną osobą na świecie, której przebaczył jakąkolwiek urazę. -To dzięki nim kobiety i dzieci mogą spać spokojnie. Dzięki nim i czarodziejom, którzy poświęcają się dla naszego kraju. Uczcijmy chwilą ciszy poległych w tej wojnie, policjantów, żołnierzy, braci i synów. - ton stał się smutny na zawalenie, wystarczyło pomyśleć o Solasie. Zamilkł na moment - nie mógł sobie pozwolić na pełną minutę ciszy, musiał zwieńczyć przemówienie odpowiednią konkluzją. Pozwolił zgromadzonym pomyśleć przez chwilę o poległych i kontynuował: -Mężczyźni, którzy nie wsparli jeszcze wysiłku wojennego niech wezmą przykład z uhonorowanych na scenie arystokratów, czarodziejów, i czarownic. - przypomniał z lekkim przekąsem. Gdy za broń chwytali lordowie, niektóre kobiety i on sam, nie znajdował w sercu wyrozumiałości dla pełnosprawnych mężczyzn, którzy nie ruszyli do walki. -Kobiety i dzieci, które lękają się o przyszłość niech śpią spokojnie. Najtrudniejsze dni już za nami - Anglia jest bezpieczna, Anglia jest nasza. - ukłonił się lekko, niestrudzenie grając rolę pokornego i charyzmatycznego patrioty - a potem zszedł ze sceny, by na powrót zająć miejsce obok narzeczonej.

perswazja III


I watched with glee

While your kings and queens
Fought for ten decades
For the gods they made

Cornelius Sallow
Zawód : Rzecznik Ministerstwa Magii, propagandzista
Wiek : 44
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczony
I'm a man of wealth and taste
And I lay traps for troubadours
OPCM : 5
UROKI : 35
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Pomnik Cronusa Wyzwoliciela - Page 6 Tumblr_p5310i9EoI1v05izqo1_500
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8992-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/t9022-gaius https://www.morsmordre.net/t9023-cornelius-sallow https://www.morsmordre.net/f146-chelsea-mallord-street-31 https://www.morsmordre.net/t9021-skrytka-bankowa-nr-2119#271390 https://www.morsmordre.net/t9123-cornelius-sallow#275155
Re: Pomnik Cronusa Wyzwoliciela [odnośnik]19.04.22 9:51
Intensywne emocje wywołane nonszalanckim wyborem miejsca przez Evandrę, pozostawały bez wpływu na zachowanie Deirdre. Nie poprawiała nerwowo wysoko upiętego koka, nie bawiła się rubinowymi kolczykami, wpatrywała się również prosto w scenę, tylko raz umykając wzrokiem w bok, ku profilowi półwili, zajętej rozmową z dość ekscentrycznie zachowującym się Rigelem. Mericourt kojarzyła go bardziej niż znała, lecz czujnej uwadze nie umknęły specyficzne gesty, nerwowy tembr głosu i równie nieoczywiste zachowanie Mathieu. Lordowie nie pałali do siebie sympatią - a może wręcz przeciwnie? Czy przyczyną tej niebanalnej wymiany zdań była bliskość lady doyenne? Inny możliwy powód nie był znany Deirdre, nie przysłuchiwała się jednak wymianie zdań, pozwalając sobie zawiesić wzrok na idealnym profilowi twarzy Evandry tylko na moment, bardziej zaintrygowana perfekcyjnym kątem nosa i krągłości łuku kupidyna niż napięciami pomiędzy arystokratami. Interesował ją bowiem tylko jeden reprezentant tego wyrafinowanego grona, siedzący tuż obok, na wyciągnięcie ręki - i zarazem niemożliwie odległy. W obojętności tonu, w wyniosłym spojrzeniu ledwie omiatającym jej twarz; cała aura wyprostowanej w fotelu sylwetki majestatycznego nestora emanowała lodowatością, prawie znudzeniem, tak, jakby tylko z obowiązku zajmował się rozmową z samotną wdową. Co właściwie niezbyt musiało mijać się z prawdą, to przecież Evandra poprowadziła go ku tym konkretnym miejscom. Motywacja półwili pozostała nieznana, co tylko zwiększało frustrację Deirdre, rozognioną jeszcze trudną do wykrycia dwuznacznością wypowiedzi Tristana. Początkowo budzącą ciepło, ukrócone lodowatym wspomnieniem Wenus. Uczynił to specjalnie, nie miała wobec tego żadnych wątpliwości - dopiero teraz zaciśnięcie dłoni na podłokietnikach własnego fotela mogło zdradzić poruszenie. Rubin obrączki zabłyszczał w odświętnym półmroku, odbijając przez moment krwawy refleks na przedzie eleganckiej szaty nestora. Chciałaby ją dotknąć, sprawdzić, czy przez materiał będzie w stanie wyczuć ciepło jego ciała, lecz nie mogła tego uczynić.
- Nie cieszy lorda obecność tak wielu ludzi, zainteresowanie, jakim cieszy się to wyjątkowe wydarzenie? Ten tłum świadczy o wsparciu społeczeństwa dla działań Ministerstwa i popleczników Czarnego Pana - odparła pytaniem na pytanie, gładko, uprzejmie, nie pozwalając okazać poruszenia. - Pozwolę sobie zaryzykować i stwierdzić, że doskonale wiem, co jest najważniejsze. I kto - dodała nieco ciszej, orientując się w zaciśniętych niczym szpony - harpie? - palcach. Rozluźniła je i ponownie złożyła na podołku w cnotliwym geście, ze spojrzeniem stale utkwionym już w scenie. - Słyszałam, że to wspaniała restauracja, nie miałam jeszcze okazji w niej gościć - odpowiedziała spokojnie, zastanawiając się, jak wyglądają teraz oczy Tristana - prowokujące, wzburzone, czy może pełne zjadliwego sarkazmu? - i czy Evandra słyszy ich wymianę zdań, czy też jest zbyt zajęta konwersacją z kontrowersyjnym Rigelem. - Lord często tam bywa? Czy bankiet w Wenus zapewni nam doznania równie intensywne, co wspaniałe występy na tejże scenie? - zagadnęła, chcąc odbić piłeczkę, lecz wspomnienie luksusowego burdelu ciągle wywoływało ból, dyskomfort widoczny tylko w lekko przymrużonych kącikach oczu. Szczęśliwie mogła zrzucić ten detal na karb poruszenia występem, a później przemową mistrza ceremonii, poprzedzającą imponujący monolog Corneliusa. A więc dlatego zajął miejsce z przodu, cóż, jedna zagadka się wyjaśniła.
Mericourt słuchała go z uwagą, punktując w myślach przemówienie, niemalże tak, jakby odpowiadała za wystawienie Sallowowi oceny. Poszło mu zaskakująco...dobrze. Idealna mieszanka słodyczy i goryczy, podkreślenie trudności, by nie wyjść na zaślepionego propagandą głupca, przyprószenie odpowiedzialności heroizmem, skupienie na wielkich czynach...i przekazanie dobrych informacji? Uniosła nieco brwi słysząc o widowiskowym rozbiciu Zakonu Feniksa, nie miała pojęcia o tych rewelacjach. Zerknęła w bok, na Tristana, chcąc odczytać z jego twarzy, czy cokolwiek wie o tych informacjach, lecz nie była w stanie tego zrobić, powróciła więc do biernego chłonięcia wysmakowanej propagandy. Zdziwiona również przywołaniem swego nazwiska. W kontekście bohaterstwa, z mównicy Ministerstwa Magii, przed tłumem - powinna się tego spodziewać, przygotować się na to publiczne uznanie, ale pominęła ten proces, dziwnie, wewnętrznie, skrępowana. Pełna dyskomfortu. Niepewności. Kiedyś marzyła o znalezieniu się na świeczniku, wyżej nawet w hierarchii od Corneliusa, ciągle o tym śniła, lecz skoncentrowanie na sobie czujnej uwagi setki ludzi budziło instynktowną nerwowość. Historia madame Mericourt przyjęła się, stała się jej prawdziwą tożsamością, lecz czy pozostawała nienaruszalna, niemożliwa do podważenia? Czy w świetle wymienianych przez Corneliusa dokonań ulegała zahartowaniu? Deirdre nie okazała żadnej z buzujących w niej emocji, analizując w myślach przemówienie rzecznika, zastanawiając się, jak zostanie odebrane - i czy element wskazujący na miejsce czarownic w nowym ładzie pojawił się tam przypadkowo.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Zawód : Kochanica nestora, westalka Fantasmagorii
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
no way you'll see me crawl
like a shark I'll be ripping you apart and celebrate
with lots of champagne

OPCM : 40
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 61
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Pomnik Cronusa Wyzwoliciela [odnośnik]19.04.22 11:34
Czuła się jakby jej prośby o niezwracanie na siebie uwagi zostały opacznie zrozumiane. Czuła na sobie świdrujące spojrzenia gapiów, choć chłodna fasada nie zdradzała niczego, tak wnętrze młodej lady trawił ogień podenerwowania.
Jako arystokracja byli wystawieni na wieczną ocenę, ale jeżeli mogła tego uniknąć to starała się za wszelką cenę. Zrozumiała niechęć Edgara do ciągłego bycia pod ostrzałem opinii i ocen reszty ludzi.  
Niczego nie ułatwiała jej sytuacja dziejąca się tuż obok niej. Choć nie chciała słyszeć wymiany zdań to, po raz kolejny, los postanowił z niej zakpić i do jej uszu dotarły, trochę niewyraźne, ale wciąż mocne słowa mężczyzn. Miała szczerą nadzieję, że szum wokół zniekształcał ich wydźwięk. Zacisnęła mocniej dłonie na swoich kolanach i pomimo tego, że wokół panowała przyjemna temperatura czuła jak przez jej kręgosłup przebiega zimny dreszcz.
Nie baw się jej uczuciami. Brzmiało wręcz okrutnie i sprawiło, że nieprzyjemne ukłucie pojawiło się w sercu. Rigel nie chciał źle, zawsze dbał o nią i jej bezpieczeństwo, dodając do tego wrodzoną niechęć do rodu Rosier tworzył istną mieszanką wybuchową. Do tego wybrał miejsce wśród Róż. Wzięła cichszy głębszy oddech ale zaraz cała zesztywniała kiedy Mathieu nagle się zerwał chwytając jej przyjaciela za poły szaty. Tego zupełnie się nie spodziewała. Lord Black zachował się nieelegancko ale to nie zwalniało lorda Rosiera od zachowania pozorów.
Nie chciał znaleźć się w centrum zamieszania, nie chciała aby brat i kuzyni musieli interweniować. Na Merlina za nimi siedział Tristan, a przed nimi lord Travers i Cornelius, a obok Ramsey, przecież skandal gotowy i to na pierwszych stronach gazet! Nie wiedziała, czemu słowa Rigela tak zirytowała Mathieu, ale jego odpowiedź spowodowała, że spojrzała na niego z równie dużym niedowierzaniem jak wcześniej na przyjaciela. Nagły zryw mógł spowodować niechcianą sensację, musiała działać szybko i taktowanie aby ukoić gorącą krew lorda Rosiera. Westchnęła cicho, łamanie kości brzmiało jak realna obietnica nie zaś groźba więc zduszenie w zarodku całego zamieszania leżało w jej interesie.
Uniosła rękę i położyła chłodne palce na ramieniu czarodzieja, tym samym zmuszając go aby skupił choć na chwilę na niej swoją uwagę. Szarozielone spojrzenie utkwiła w tym ciemnym.
-Za chwilę się rozpocznie wydarzenie. Nie chcesz niczego przegapić. - Zwróciła się do Mathieu z powagą wypisaną na twarzy, a gdy tylko puścił szaty Rigela natychmiast ujęła jego dłoń w swoją aby nie wpadł na pomysł ponownego sięgnięcia ku Blackowi. -Miłego wieczoru, Rigelu. - Teraz przeniosła chłodne spojrzenie na przyjaciela, a mówiło ono, że nie jest zachwycona tym co właśnie miało miejsce.
Kiedy pierwsze emocje opadły ona sama mogła usiąść spokojnie na swoim miejscu. Nie rozglądała się na boki, nie chcąc widzieć tych ciekawskich spojrzeń. Całą swoją uwagę przekierowała na scenę, na której właśnie działo się wiele. Przez chwilę mogła zapomnieć o scysji. Oklaski sprawiły, że część nerwów przelała właśnie na tę czynność.
Słysząc głos Mathieu ponownie na niego spojrzała.
-Dziękuję, choć zachwyt zachwytowi nie równy. Zdecydowanie większość należy się artystom za ich trud i ciężką pracę. Lekkość ruchów jest efektem wielu godzin ćwiczeń i prób. - Odpowiedziała, bo choć komplementy jakie otrzymywała były jej miłe i przyjemnie łechtały ego, tak nie oczekiwała ich na każdym kroku. Nadal nie wiedziała jakie plany wobec jej osoby ma Mathieu i czego od niej oczekuje. Będąc świadkiem dzisiejszego zachowania utwierdzała się w przekonaniu, że powinna z nim porozmawiać. Evandra miała rację, jeżeli Primrose chciała wiedzieć na czym stoi pytanie winno paść. Rigel zaś niczego jej nie ułatwiał.

Na scenę wkroczył Mistrz Ceremonii a zaraz po nim Cornelius więc ponownie jej uwaga skupiła się na scenie, choć co jakiś czas kątem oka zerkała na Mathieu, gotowa zareagować gdyby znów miało dojść do nieprzyjemnej wymiany zdań między dwójką czarodziejów.
Rzecznik Ministerstwa Magii potrafił pięknie się wyrażać i kierować swoje słowa ku pragnieniom i marzeniom czarodziejów. Uderzał w czułe strony, poruszał niewidzialne nici dotykające bezpośrednio umysłów i serc wszystkich zgromadzonych. Wierzyła, że walczą o lepsze jutro, że idea, która przyświeca jest czysta i warto ku niej dążyć, choć nie zgadzała się ze wszystkimi środkami jakie były podejmowane. Nie była jednak już tak naiwna jak przed nowym rokiem. Niespodziewana podróż w wyniku czkawki otworzyła jej oczy, pokazała okrutny świat, a dokładniej jego realia, których była świadoma, ale w momencie doświadczenia zrozumiała jak wielka praca przed nimi.
Drgnęła słysząc, że Zakon Feniksa nie istnieje. Czyżby rzeczywiście rozgromili wroga i teraz miało być tylko lepiej? Edgar ani Xavier nic nie mówili, nie wspomnieli o tak wielkim sukcesie. Zmarszczyła lekko brwi, ale przecież nie miała podstaw do tego aby nie wierzyć słowom takiego człowieka jak Sallow. Parafraza artykułu, który mocno ją dotknął sprawił, że częściowy czar jaki roztaczał mówca właśnie prysł. Ostatkiem siły woli powstrzymała się przed wywróceniem wymownie oczami. Długa droga jeszcze przed nimi, wiele lat ciężkiej pracy aby kobiety przestały być postrzegane tylko przez pryzmat macierzyństwa. Nie było to jednak miejsce i czas na takie agitacje. Nie chciała być skandalistką, a reformatorką.
Przemówienie dobiegało końca roztaczając przed nimi wizję nowej, lepszej przyszłości. Takiej, w której realnie chciała żyć i istnieć, rozwijać się i spełniać swoje ambicje. Na razie realizowała się w trochę inny sposób, ale miała plany.
Dołączyła do owacji jakie uniosły się w powietrze po przemówieniu Corneliusa. Chciała zapytać Mathieu czy rzeczywiście buntownicy zostali tak bardzo rozgromieni, ale uznała, że na rozmowę przyjdzie jeszcze czas.
Kątem oka zerknęła za siebie by kontrolować sytuację u Rigela.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't



Ostatnio zmieniony przez Primrose Burke dnia 19.04.22 11:44, w całości zmieniany 1 raz
Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Pomnik Cronusa Wyzwoliciela - Page 6 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Pomnik Cronusa Wyzwoliciela [odnośnik]19.04.22 11:37
Pewnie gdyby wiedział, że jakieś staruszki coś tam zaczęły szeptać w momencie, w którym się pojawił, to by się kompletnie nie przejął. Nie od dzisiaj wiedział doskonale, że pospolity człowiek nie miał bladego pojęcia o tym, że szlachetnie urodzeni nie posiadają jedynie przywilejów. Nie zdawali sobie sprawy jak wiele obowiązków spoczywało na ich barkach, obowiązków, których nie mogli ostentacyjnie zignorować. Takim właśnie obowiązkiem był dzisiejszy wieczór. Owszem, był pogrążony w żałobie, ale to nie mogło mu przeszkodzić w godnym reprezentowaniu swojej rodziny, zwłaszcza kiedy otrzymał zaproszenie w charakterze gościa honorowego. Dodatkowo gdzieś tam z tyłu głowy cichy głosik mu podpowiadał, że jak w końcu wyjdzie do ludzi zamiast siedzieć w domu albo w pracy, to mu to dobrze zrobi. Dlatego też siedział w tym momencie na tym całkiem wygodnym fotelu i uczestniczył w dzisiejszych wydarzeniach.
Na szczęście nie miał możliwości zauważenia tego co się dzieje między jego przyjacielem, a Rigelem Blackiem. Tego drugiego tak naprawdę nie znał praktycznie w ogóle, za to jeśli chodzi o Mathieu, znali się już tak długo, że czasami miał wrażenie, że potrafią porozumiewać się za pomocą myśli. Gdyby jednak widział co się dzieje w rzędzie po prawej z pewnością starałby się uspokoić przyjaciela, jednocześnie upominając go, że przecież znajduje się w towarzystwie jego kuzynki i nie powinien dać się ponosić emocjom, niezależnie od tego jak bardzo nim miotały. Niestety nie było mu to dane, gdyż nie wiedział co się dzieje.
- Szczerze mówiąc nie mam pojęcia czym zasłużyłem sobie na taką rolę. Osobiście uważam, że jedynie wypełniałem swoje obowiązki. - odparł spokojnie, w ten sposób odpowiadając na pytanie Lady Parkinson.
Nie szczycił się, ani nie rozpowiadał wszystkim ile to on rzeczy robił aby doprowadzić do pokoju w ich kraju. W jego mniemaniu było to coś co po prostu powinien robić. Walczył dla tych i o tych, którzy w końcu chcieli być bezpieczni we własnych domach, nie bojąc się, że przez swoje zdolności magiczne mogą zostać napiętnowani. Uważał, że tak naprawdę każdy czarodziej czystej krwi powinien działać w tym kierunku co on. Nie ważne czy pochodził z rodziny szlacheckiej czy z gminu.
- Wychodzę z założenia, że biżuteria niewiele różni się od artefaktów, których piękno potrafię docenić. - delikatny uśmiech wpłynął na jego wargi – Bardzo dziękuję za zaproszenie. Nie chcę jednak by musiała sobie Lady zawracać głowę takimi rzeczami, z pewnością ma Lady ważniejsze rzeczy. - dodał już spokojnie, a po chwili zamilkł całkowicie widząc jak Mistrz Ceremonii pojawia się na scenie.
Wysłuchał jego słów w milczeniu, kompletnie nieświadomie obracając sygnet na palcu. Ostatnio łapał się na tym, że robił to nader często, ale wyszedł z założenia, że go to uspokaja. Mimowolnie kącik ust drgnął mu lekko do góry kiedy mężczyzna wspomniał, że aktualne działania wojenne nie mają nic wspólnego z zabawą. Miał jak najbardziej rację. Moment później powitał Corneliusa brawami na scenie i to właśnie w tym czarodzieju utkwił swój wzrok. Znał umiejętności oratorskie Rzecznika Ministerstwa i podziwiał je, tak samo jak jego umiejętność posługiwania się sztuką legilimencji. Wsłuchał się w słowa mężczyzny i kontemplował każde słowo. Mowa jak najbardziej trafiała do ludzi, mówił prosto, ale dostojnie, językiem, który docierał do każdego. Gdy Sallow skinął głową w jego kierunku przywołując wspomnienie przesłuchania adwokata, odkiwnął mu głową. Doskonale to pamiętał. Wtedy pierwszy raz też widział, jak Cornelius używa legilimencji, wcześniej upominając go, że jeśli ma słaby żołądek to może odwrócić wzrok. Naturalnie Burke tego nie zrobił, z czego był bardzo zadowolony.
Musiał przyznać, że przemowa była naprawdę dobra. Nawet jeśli zdawał sobie sprawę z tego, że to była piękne propagandowe wystąpienie, to robiło wrażenie i z całą pewnością słowa czarodzieja dotarły do tłumu.


I know what you are doing in the dark
I know what your greatest desires are.
Xavier Burke
Zawód : artefakciarz, organizator wszelaki, menager Palarni Opium
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
I know what you are doing in the dark, I know what your greatest desires are
OPCM : 12
UROKI : 12
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 20
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9606-xavier-burke-w-budowie https://www.morsmordre.net/t9631-korespondencja-lorda-burke#292826 https://www.morsmordre.net/t9629-xavier-bukre#292806 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t10032-skrytka-bankowa-nr-1569#302913 https://www.morsmordre.net/t9630-xavier-burke#292819

Strona 6 z 12 Previous  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 10, 11, 12  Next

Pomnik Cronusa Wyzwoliciela
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach