Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Cronus Zdobywca
AutorWiadomość
Cronus Zdobywca [odnośnik]14.01.21 21:50

Cronus Zdobywca

Przed budynkiem Ministerstwa Magii, na środku brukowanej ulicy, niegdyś zabrudzonej mugolskimi maszynami, teraz czystej i spokojnej pojawił się nowy pomnik ku chwale wielkiego czarodzieja — sławnego, potężnego i niezwyciężonego Cronusa Malfoya. Rzeźba stworzona przez wybitnego artystę, Aikena Cattermole została ufundowana przez Londyńskie Stowarzyszenie Pomocy Ofiarom Mugolskich Wynalazków. Przedstawia dosiadającego ulubionego ogiera Ministra Magii podczas przyszłych najazdów na pełne szlamu ziemie wrogich rodów. Pod pomnikiem można często spotkać młode damy z zainteresowaniem podziwiające piękno dokładnie odzwierciedlonej sylwetki Ministra Magii — zupełnie jakby był żywy. Rzeźba jest ruchoma. Raz na godzinę koń podskakuje, a Cronus wyciąga różdżkę i kilkukrotnie mierzy nią przed siebie. Pokaz wyjątkowych iskier wydobywających się z jego różdżki jest niecodziennym spektaklem przy użyciu wielobarwnego światła.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Cronus Zdobywca Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Cronus Zdobywca [odnośnik]24.06.21 10:04
| 5 grudnia; przychodzimy stąd

Nie spodziewała się tego. Że tak szybko ruszą wprost na ulice Londynu, które już zawsze miała wspominać z żalem i mimowolnym drżeniem. Przestała widywać martwą więźniarkę, nie oznaczało to jednak, że jej obraz nie powróci, kiedy tylko krucha psychika ugnie się pod wpływem kolejnego ciosu. Czy zaproponowany przez niego plan naprawdę mógł się powieść? Jeśli zamierzali dożyć najbliższych świąt, i to dożyć ich na wolności, musieli zrobić wszystko, by nie zwrócić na siebie niechcianej uwagi oficjeli. Znała Foxa na tyle, by wiedzieć, że nie zdoła nakłonić go do zmiany zdania, a przypomnienie o wyznaczonej za jego głowę nagrodzie zbyłby milczeniem lub żartem. Gdyby odmówiła, mógłby poprosić o pomoc kogoś innego, Alexandra czy Justine, lecz nie zrezygnowałby z realizacji swego planu. Nie chciała, żeby znowu odsunął ją na boczny tor, nawet jeśli czuła, że stąpają po kruchym lodzie, że jeden nieostrożny krok może sprowadzić na nich rychły koniec.
Nie rozumiem. – Pokręciła krótko głową, próbując przetrawić słowa, które zawisły w powietrzu. Wypowiedział je spokojnie, bez wyraźnego wyrzutu, a jednak czuła, jak gdyby oberwała wprawnie rzuconym Confundusem. Czy mógł kłamać? Tylko po co miałby to robić? Chciała wierzyć, że potrafią być ze sobą szczerzy, że wszystkie poprzednie spotkania i obietnice coś znaczą, nawet jeśli coś niedookreślonego i ulotnego. Przełknęła ślinę, przełknęła gorycz i ściskający gardło wstyd. – Pisałam do ciebie, ale nie otrzymałam odpowiedzi. Ani żadnego innego listu – dodała powoli, podchwytując przy tym jego nieprzenikniony wzrok. Im dłuższa była rozłąka, tym trudniej przychodziła jej interpretacja lisich gestów i brzmień. – Powiedziałabym. Gdyby tak było. – Choć rozsądek nakazywał skupić się na celu misji, na oczyszczeniu umysłu ze zbędnych w tej chwili emocji, wraz z tym pytaniem spłynęła na nią namiastka ulgi, spokoju. Może to po prostu wojna. Może posłaniec nie mógł odnaleźć adresata. Może.
Wiedziała, że muszą się śpieszyć, że nie mają teraz czasu, by dokończyć tę rozmowę – z wdzięcznością przyjęła więc dopasowane przez Isabellę szaty, by niewiele później przebrać się i dokonać przemiany w mężczyznę zbliżonego do niej posturą i wzrostem. Kiedy Frederick pomniejszył obie miotły, zaoferował jej jedną z nich, nie oponowała. Przed opuszczeniem Doliny postanowiła zmodyfikować listę rzeczy, z którymi chciała ruszyć w teren; zaczarowany kompas zostawiła w Kurniku, wraz z torbą, z którą nie chciała pokazywać się jako sługa lorda Malfoya. Koniec końców zabierała za sobą odebrany od pana Becketta świstoklik, pomniejszony środek transportu, fiolki z wężowymi ustami i smoczą łzą, do tego drobne, pulsujące magią kryształy. Dopiero wtedy posłusznie teleportowała się poza granice miasta, czując narastający z każdą chwilą niepokój, który odzywał się pulsującym bólem połamanych na początku roku żeber. Pamiętała przejście, którym dostali się do Londynu ostatnim razem, pamiętała również drogę, którą z niego uciekła zaraz po bezksiężycowej nocy, była więc pewna, że znajdą sposób, by zagłębić się w labirynt miejskich korytarzy bez przekraczania jednej z obstawionych policją bram. Inna sprawa, czy zdołają z niego uciec.
Choć najbezpieczniej byłoby trzymać się obrzeży stolicy, to gmach Ministerstwa znajdował się w samym centrum, nie mieli wyboru, musieli odważnie skierować się ku City of Westminster. Liczyła na to, że uwaga funkcjonariuszy skupi się na dzielnicy portowej – to tam od kilku dni odbywał się haniebny jarmark, na który ściągali ludzie z różnych stron kraju. Choćby ktoś ich zatrzymał, to widok lorda Abraxasa, wizja jego nieuchronnego gniewu mogła powstrzymać nadgorliwych policjantów przed dokonaniem przeszukania i pokuszeniem się o kontrolę nieistniejących certyfikatów rejestracji różdżek. – Sir – zwróciła się do wyniosłego, odzianego w elegancką szatę towarzysza, niemalże nie poznając swojego-nie swojego głosu, niskiego i zachrypniętego; kątem oka obserwowała obrazoburczy pomnik Malfoya, nie chciała, by ten obraz sprawił, że auror pogubi kroki, zapomni o wadze ich wyprawy. Jak jednak mógłby pozostać obojętny na widok Cronusa Zdobywcy, wyniesionego na piedestał czarodzieja, którego niegdyś nazywał ojcem? Delikatnym ruchem głowy wskazała odchodzącą w bok uliczkę, stale obserwując nielicznych objawiających się na ich drodze czarodziejów. Pozwoliła, by Abraxas ruszył przodem; jako pokorny sługa trzymała się o krok za swym panem. Dopiero w chwili, gdy zniknęli w pobliskim zaułku, upewnili się, że nikt ich nie śledzili, sięgnęła po różdżkę i ukryła ich przed wzrokiem innych zaklęciem kameleona. Byli już blisko swego celu, wolała jednak, by nie zostali przyłapani na wchodzeniu do jednego z opuszczonych budynków, a później – na wspinaniu się na jego dach.
O której dokładnie mogą wyruszyć? Dopóki znajdujemy się tutaj, gdzie nikt nie powinien nas zobaczyć, możemy przetransmutować oczy za pomocą Fera Ecco. To mogłoby pomóc z dojrzeniem ptaków – mruknęła, czy raczej mruknął, widząc i słysząc, że Fox wciąż tu jest, tuż obok; rzucona na nich iluzja nie była idealna.

| tutaj dokonałam udanej przemiany metamorfomagicznej;
ekwipunek: różdżka, pomniejszona tutaj miotła, świstoklik łyżeczka od herbaty, wężowe usta, smocza łza + dwa kryształy: ten i ten


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : 23
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Re: Cronus Zdobywca [odnośnik]24.06.21 18:41
- Pisałaś? - Powtórzyłem za nią, bezskutecznie próbując uzyskać potwierdzenie w jej obliczu. Nie należało już do niej. Nagle stała się obca. - Jeśli poczta zawodzi, znajdę lepszy sposób. - Odważnie spojrzałem w jej oczy, które - jako jedyne - pozostały ostatnim łącznikiem między mężczyzną, który zmaterializował się przede mną, a Maeve. Mogła wyczuć, że nie rzucam czczej obietnicy, że mając na myśli sposób, deklarowałem jednoznacznie chęć pozostania w kontakcie. Nie byłem pewien, czy podzieli moje zdanie; moje serce zaczęło bić mocniej, choć znajdowaliśmy się jeszcze mile od Londynu. Jedno wiedziałem na pewno - wolałem zderzyć się z rzeczywistością, niż przez kolejne trzy tygodnie znosić paraliżujące milczenie.
Porzuciłem wątek wraz z Doliną Godryka. Nic nie miało prawa rozpraszać mojego umysłu. Mieliśmy ze sobą wszystko, co niezbędne. Fałszywe tożsamości, eliksiry, miotły - a w razie niepowodzenia, czego nie zakładałem - świstoklik, który mógł przenieść nas oboje na bezpieczne ziemie Abbottów. Mimo tego zachowaliśmy ostrożność - najpierw teleportując się na przedmieścia Londynu, by następnie przedostać się bliżej centrum przejściem przez kanały, które pozwoliły przebyć nam większość drogi w kierunku Westminster unikając patroli. Szliśmy w paszczę lwa, ale jeśli chcieliśmy dalej prowadzić działania wojenne, warto było podjąć ryzyko. Zapotrzebowanie na eliksiry, zarówno lecznicze jak i bojowe, rosło z każdym dniem, odwrotnie proporcjonalnie do posiadanych przez Zakon Feniksa zapasów. Kilka lat spędzonych w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów pozostawiło mi w spadku sporą dawkę wiedzy na temat działania Ministerstwa, które - mimo szumnych reform - w pewnych sferach dalej działało w zgodzie ze starymi zasadami. Ojciec był jednak tradycjonalistą - nie mógł pozbawić złotej gęsi rzeszy alchemików, zwłaszcza tych, którzy z uśmiechem na twarzy wspierali nowy porządek. Ptaki z zamówieniami, jeśli nic nie uległo zmianie, wylatywały punkt o dziesiątej. To one były naszym celem - a wraz z nimi lista nazwisk i pracownie, których los należało odmienić.
Wkraczając przed gmach Ministerstwa starałem się utrzymywać dumny, wyuczony krok, który porzuciłem dawno wraz z poprzednim życiem, ale o którym ciężko było zapomnieć. Czujne spojrzenie skanowało okolicę, a dłoń spoczywała w pobliżu różdżki oraz fiolek z eliksirami. Nikt nie zwracał na nas uwagi, było z resztą dość wcześnie, a chłód wyganiał na ulice jedynie tych, których nagliły sprawy dnia codziennego. Nie był to pierwszy raz, kiedy poruszałem się po mieście pod przykrywką tożsamości starszego brata. Kiedyś traktowałbym to jako świetną zabawę. Dziś był to dla mnie sposób na przetrwanie.
Kiedy dobiegł mnie nienaturalnie męski głos, który nadal miał w sobie coś z głosu Maeve, jednak zupełnie go nie przypominał, domyśliłem się, jakie myśli zgromadziły się w jej głowie. Spoglądający na nas z wyższością pomnik Cronusa Zdobywcy był wszystkim, co sprawiało, że miałem ochotę sięgnąć po różdżkę i wypowiedzieć jedną, prostą inkantację, napawając się widokiem lecących we wszystkich kierunkach odłamków rzeźby. Na chwilę zadarłem głowę ku górze, wiedziałem jednak, że emocje nie mogą przejąć nade mną kontroli. Szybko przeniosłem uwagę na Maeve, która musiała wyczuć moją energię. Nie odpowiedziałem na jej zaczepkę, zaciskając dłonie w pięści, po czym ruszyliśmy dalej. Nie mogłem pozwolić, by ten gest świetności wytrącił mnie z równowagi, choć całe moje ciało otuliła fala gorąca.
Dosłownie - gotowało się we mnie. A był grudzień.
Z placu przed Ministerstwem udaliśmy się w jedną z bocznych uliczek, a następnie - na dach kamienicy, która znajdowała się w niewielkiej odległości od gmachu rządowego. Wystarczającej, by móc obserwować sowy, jednocześnie bezpiecznej, by nie narazić samych siebie. Skuteczne zaklęcie kameleona pozwoliło nam zniknąć w uliczce, nie budząc podejrzeń, a gdy znaleźliśmy się na dachu, Salvio Hexia miało zapewnić nam dodatkową ochronę.
- Mamy niecały kwadrans. Zaklęcie przyda się, aby wypatrzyć ptaki. Zakładam, że część z nich uda się w naszym kierunku. Celne zaklęcie confundusa powinno zmusić je do odpoczynku, wówczas możemy próbować przechwycenia. Jeśli to się nie powiedzie - pozostaje śledzenie lotu sów pod zaklęciem kameleona. Nie chcę, abyśmy się rozdzielali. Zbyt wiele rzeczy może pójść nie tak. Jeśli uda nam się odkryć choć jedno miejsce, będzie to większy sukces. - Nawet jeśli wchodziła w męską skórę, wiedziałem, że pod tą iluzją skrywała się kobieta z krwi i kości; to wystarczyło, bym nabrał więcej wiary w to, że cel, który obrałem, był bardziej niż realny do osiągnięcia. - Jeśli chcesz coś dodać lub zakwestionować, mamy jeszcze chwilę. - Liczyłem się z jej zdaniem - i chciałem, żeby była tego świadoma. Jako wiedźmia strażniczka z pewnością posiadała doświadczenie w przechwytywaniu sów.

e:miotła, wężowe usta, czuwający strażnik, smocza łza


Kundle, odmieńcy, śmieci, wariaci,
obywatele degeneraci,
ej, duszy podpalacze,
Róbmy dym
Frederick Fox
Zawód : Rebeliant
Wiek : 33 (36)
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
fire is catching
and if we burn
you burn with us
OPCM : 51
UROKI : 35
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag
Cronus Zdobywca Giphy
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 https://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 https://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 https://www.morsmordre.net/f413-devon-lisia-nora https://www.morsmordre.net/t3769-skrytka-bankowa-nr-605#69393 https://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
Re: Cronus Zdobywca [odnośnik]25.06.21 14:36
Łatwo było ulec iluzji, że nie przebywa już w towarzystwie znajomego aurora, z którym nie tak dawno temu tańczyła na plaży Oazy, a później przeszła przez piekło Tower, że zamiast tego kroczy za jego krewniakiem – wyniosłym, dumnym jak paw Malfoyem, który spoglądał na wszystko i wszystkich z góry. Nie mogła nie myśleć o tym, jak podszywanie się pod Abraxasa, a także stawanie oko w oko z monumentem Cronusa, musiało na niego wpływać. I to nie tylko dlatego, że siedzieli w tym razem; gdyby tylko pozwolił sobie na chwilę zawahania, gdyby pękł na środku Londynu, tym samym ujawniając ich przykrywki, podpisałby wyrok na nich oboje. Zastanawiała się nad tym, bo chciała go lepiej zrozumieć, a dzięki zrozumieniu odnaleźć sposób na przejrzenie zakładanych na różne okazje masek; chciała być jego kompasem i głosem rozsądku w chwilach, w których mógł tego potrzebować. To jednak nie były ani czas, ani miejsce, żeby się na tym skupiać.
Poruszała się z wyuczoną nonszalancją, za wszelką cenę próbując wejść w rolę pokornego sługi – sługi, który chylił głowę przed panami Wiltshire, nie musiał jednak krygować się w towarzystwie zwykłych śmiertelników. Od lat podszywała się pod różnych czarodziejów, nie była to dla niej pierwszyzna, mimo to nie potrafiła pozbyć się tego dziwnego napięcia, w pełni uzasadnionej obawy nakazującej, by niepostrzeżenie taksować podejrzliwym wzrokiem każdego przechodnia, spoglądać w każdą mijaną uliczkę i w każde okno.
Ulżyło jej w chwili, gdy pomnik Cronusa nie stanął w ogniu, nie został rozbity na milion drobnych kawałeczków przy akompaniamencie donośnego wybuchu, gdy zamiast tego odeszli sprzed przesadzonej, przerysowanej rzeźby spacerowym krokiem, by niewiele później zaszyć się w jednym z pobliskich zaułków i przejść do właściwej części planu. Zaklęcia kameleona w połączeniu z barierą Salvio Hexia powinny zapewnić im spokój, którego tak potrzebowali, by dokonać uważnej obserwacji wylatującego z gmachu Ministerstwa ptactwa. Kiedy znaleźli się na dachu wybranego budynku, skryli za za jednym z okalających krawędzie murków, przyciszonymi głosami zaczęli omawiać kolejne kroki. Wcześniej nie mieli dość czasu, by ustalić, co dokładnie chcą zrobić, w jaki sposób przechwycić urzędniczą korespondencję. Kiwała głową na znak, że słucha wywodu odmienionego Foxa, bardziej dla siebie niż dla niego, towarzysz najpewniej nie mógł tego zobaczyć; w zamyśleniu obserwowała zalegający na dachu śnieg, kręcące się kilka stóp dalej gołębie. – Nie powinniśmy się rozdzielać – przytaknęła cicho obcym głosem, próbując zignorować pojawiający się z tą myślą zimny dreszcz; nie chciała zostawać sama, nie tutaj, nie w tym przeklętym mieście. – Wolałabym też uniknąć śledzenia ich na miotłach. Żadne z nas nie jest chyba specjalistą w dziedzinie transmutacji, łatwo byłoby przejrzeć taką iluzję i zwrócić na siebie zbędną uwagę patroli – dodała jeszcze, dyplomatycznie pomijając kwestię tego, że na miotle nie czuła się szczególnie pewnie, zwłaszcza odkąd odniosła uraz ręki. – Jest za późno, żeby zmieniać strategię. Nie zwabimy ich, nie mamy czym, nie zdobędziemy też nagle szkolonego jastrzębia, który mógłby taką sowę napaść... – urwała; nie chciała być uszczypliwa, nie chciała tak brzmieć, jednak wciąż obecna z tyłu głowy obawa, że nie wyjdą stąd żywi, sprawiała, że między kolejne zgłoski zakradało się nieudolnie skrywane napięcie. – Przepraszam. Zróbmy to, co zaproponowałeś. To dobry plan. Fera Ecco, Confundus, Drętwota. – Zabrzmiała już pewniej, zmuszając się do wzięcia głębszego, spokojniejszego oddechu.
Wymruczała pod nosem inkantację zaklęcia transmutacyjnego, bez problemu przemieniając swe oczy w oczy jastrzębia; to powinno pomóc w wypatrzeniu wśród chmur niewielkich sylwetek ptaków wykorzystywanych przez urzędników w roli posłańców. – Poczekajmy z rzucaniem czarów aż znajdą się naprawdę blisko, najlepiej nad nami. Lepiej nie ryzykować, że ktoś dojrzy biorące się znikąd promienie zaklęć – dodała po chwili ciszy, poprawiając chwyt na chłodnym drewienku różdżki. Cierpliwie czekała, aż z budynku Ministerstwa wyruszą pierwsze sowy. A kiedy już niektóre z nich skierowały się w ich stronę, przelatywały tuż nad ich kamienicą, sięgnęła po kolejny urok. – Confundus. – Rażony wiązką zaklęcia puchacz zatrzepotał mocniej skrzydłami, zahukał cicho, by – zgodnie z oczekiwaniami – przycupnąć na pobliskim kominie. Zdezorientowanie nie powinno trwać długo, zaraz przypomni sobie, gdzie i po co leciał; to była ich szansa. – Drętwota. – Brakowało jej pewności, jak wybrany urok zadziała na tak niewielkie stworzenie, czy nie zrobi mu w ten sposób krzywdy, oby jednak pozwolił im na odebranie sowie listu, tylko tyle i aż tyle.


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : 23
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Re: Cronus Zdobywca [odnośnik]30.06.21 22:50
Ukryci pod magiczną barierą pozostawaliśmy względnie bezpieczni, tym bardziej tutaj, na dachu, odcięci od ulicy, pozbawionej typowego, londyńskiego życia, spieszących do pracy mugoli, pędzących samochodów i autobusów - dziwnie martwej. Prócz chmur nie było widać nikogo ani niczego, a w podwyższonym stanie czujności rejestrowałem każdy ruch w zasięgu pola wzroku. Przebywanie w Londynie w stanie wojny zakrawało o szaleństwo. Od zawsze wiedziałem jednak, że nie należałem do tych, którzy potrafili usiedzieć na miejscu - Maeve najwyraźniej również. Nie potrafiłem ocenić, czy trzymała nerwy na wodzy, czy pod męską maską przeklinała mnie w duchu za pomoc przy tym zadaniu. Z jednej strony jako wiedźmia strażniczka znajdowała się w swoim żywiole, nakładając kolejną maskę, za którą trudno było odkryć jej prawdziwą tożsamość, z drugiej - wiedziałem, że było w niej dużo wrażliwości, dużo strachu, który czasem tylko wypływał na powierzchnię, trzymany pod ścisłym nadzorem Clearwater. Bywały momenty, że trudno było mi pozbyć się wrażenia jak wiele wysiłku wkłada w to, by nie ujawnić jak bardzo jest krucha, nie potrafiłem też pojąć jej motywów. Pozostawała dla mnie zagadką.  
Komunikowaliśmy się między sobą szeptem, ledwie słyszalnym - ale w ciszy chłodnego, grudniowego przedpołudnia nawet szept wydawał się wyrokiem. Z ulgą przyjąłem niechęć do rozdzielania się, na potwierdzenie krótko kiwając głową. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby coś poszło nie tak, a jedno z nas zostało złapane. Zakon feniksa poniósł już dość strat.
- Postanowione. Na miotły wsiadamy w ostateczności. - Zgadzaliśmy się oboje co do radykalności tego środka. - Wiesz skąd takiego wziąć? - Uśmiechnięty Abraxas Malfoy musiał wyglądać dziwacznie i aż żałowałem, że w pobliżu nie było żadnego lustra. Nie potrafiłem wyłowić z pamięci obrazu uśmiechniętego brata. Jakby od zarania został napiętnowany nieprzeniknioną zgorzkniałością. - Przydałby się. - Dodałem, spoglądając na swojego nie-męskiego towarzysza, wyczuwając w głosie Maeve samokrytykę. Miała poniekąd rację - nie chciałem, aby czuła się źle z faktem, że wyraża swoje myśli. - Zgadzam się. Wystarczająco blisko, by to nasz budynek wybrały na zebranie sił po confundusie. Skróci to też promień zaklęcia. Jesteśmy za barierą, ale odległe błyski nadal mogą ściągnąć na nas patrol. - Oby nie. Nawet z twarzą Abraxasa trudno byłoby wyłgać się z tej nietypowej aktywności, choć miałem plan awaryjny. I awaryjny plan awaryjnego planu.
Jeśli nie mieliśmy jastrzębia, sami musieliśmy wejść w jego skórę. Nieudana próba Fera Ecco nie pozwoliła mi jednak na dostrzeżenie tego, co za chwilę miało zadziać się nad gmachem Ministerstwa. - Widzisz coś? - Zapytałem Maeve, która potwierdziła. - Informuj mnie, kiedy będą się zbliżać. Upewnię się, że jesteśmy bezpieczni. Veritas claro. Homenum revelio. - Wyinkantowałem. Przy pierwszej inkantacji różdżka nawet nie zareagowała, ale druga pozwoliła na uzyskanie spokoju. Byliśmy bezpieczni. W budynku, na wszystkich piętrach pod nami, nie było nikogo. Musiał stać opuszczony już od dłuższego czasu, stanowiąc wcześniej miejsce zamieszkania mugoli, a w lepszym świecie najwyraźniej nie doczekał się jeszcze nowej funkcji - lub zwyczajnie nosił w sobie zbyt wiele skazy. I choć ulice zyskały nowe życie, choć nowy ład czynił miasto wspanialszym, trudno było nie wyczuć dziwnej pustki, która obrazowała się choćby w kamienicach - nieważne jak pięknych, w większości - pustych. Zwyczajnie nie miał w nich kto mieszkać.
I dlatego właśnie Londyn był za mały dla czarodziejów i mugoli?
Wraz z wybiciem dziesiątej rozważania odsunąłem na bok. Cała moja uwaga skupiła się na nadlatujących sowach. Maeve potwierdziła, że część ptaków kieruje się w naszą stronę, a po chwili mogłem je dostrzec. Zanim uniosłem różdżkę po raz ostatni spojrzałem w dół, upewniając się, że żaden patrol nie znajduje się bezpośrednio pod nami - a następnie wycelowałem w jedną z sów. - Confundus. - Celne zaklęcie, zgodnie z założeniem skłoniło sowę do odpoczynku, rzucenie drętwoty było już tylko formalnością. I niezbędnym krokiem, by bez problemu pozbawić sowę listu. Zdezorientowany ptak w ostatniej chwili poderwał się jednak z ziemi, cudem mijając się z czerwonym promieniem, by wzbić się nieznacznie w górę i osiąść na kominie. Tym razem nie mógł się wymknąć. - Petrificus totalus - wyremontowałem miękko, cicho. I nagle, nie wiadomo skąd, naszło mnie dziwne przeczucie. Przeczucie, że coś jest nie tak. Kontrolnie spojrzałem w kierunku Maeve, jakbym chciał upewnić się, że nadal tu jest, po czym po raz kolejny powtórzyłem veritas claro, upewniając się, że byliśmy bezpieczni - i w ślad za nim poszło ponowne homenum revelio - nadgorliwe i głupie, bo przecież byłem już pewien, że w budynku nikt się nie znajdował.

tutaj rzuty następujące po sobie


Kundle, odmieńcy, śmieci, wariaci,
obywatele degeneraci,
ej, duszy podpalacze,
Róbmy dym
Frederick Fox
Zawód : Rebeliant
Wiek : 33 (36)
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
fire is catching
and if we burn
you burn with us
OPCM : 51
UROKI : 35
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag
Cronus Zdobywca Giphy
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 https://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 https://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 https://www.morsmordre.net/f413-devon-lisia-nora https://www.morsmordre.net/t3769-skrytka-bankowa-nr-605#69393 https://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
Re: Cronus Zdobywca [odnośnik]02.07.21 23:27
Abraxas, a właściwie Frederick z jego twarzą ukryty pod osłoną zaklęcia stapiającego go z otoczeniem — niezbyt trudnym i wymagającym do odkrycia, poczuł niepokój. Być może to stres lub irracjonalny lęk sprawił, że jego dłoń podczas rzucania zaklęcia zadrżała. Tak wprawny i zdolny czarodziej jak on od razu wiedział, że popełnił błąd. Mógłby zreflektować się od razu — nim jednak zdecydował się na cokolwiek, w tym powtórzenie zaklęcia, magia, która ukrywała go przed oczami wszystkich przestała mu sprzyjać. Wpierw, osłaniające go zaklęcie kameleona straciło na swej sile — co od razu mogła dostrzec Maeve, w sylwetce pojawiającej się tuż obok. Zaraz po tym metamorfomagiczna przemiana Fredericka zaczęła powracać do swojej naturalnej formy, odsłaniając na powrót jego twarz — twarz znaną zarówno Rycerzom Walpurgii, jak i z pewnością dawnym znajomym z Londynu. Co więcej, Fox, nawet jeśli spróbowałby zrobić to znów — użyć swojego pięknego daru, do tego, by skryć charakterystyczne rysy, zmienić je w jakiekolwiek inne, zrozumiał, że nie potrafił tego zrobić, tak jak żadne zaklęcie ukrywające nie było w stanie usunąć jego obecności na pierwszy rzut oka. To wszystko oznaczało, że Fox znalazł się w potwornie dużym niebezpieczeństwie. Tu, w centrum Londynu, jako znany z rysopisu Ministerstwu Magii i Rycerzom Walpurgii członek Zakonu Feniksa, mógł wpaść w olbrzymie kłopoty. Chwila nieuwagi wystarczyła.

| Interwencja Mistrza Gry pojawia się w wyniku rzutu k1 o tutaj
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Cronus Zdobywca Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Cronus Zdobywca [odnośnik]03.07.21 12:42
Żałowała, że nie może teraz dojrzeć wyrazu jego twarzy – brzmiał na rozluźnionego, może nawet rozbawionego wzmianką o tresowanym jastrzębiu. Czy nigdy nie rozważał takiego rozwiązania? Z drugiej strony, jego jednostka była szkolona do działania, do spalania się w ogniu walki; to ona, inni strażnicy, mieli zapewniać aurorom wszelkie informacje niezbędne do ruszenia w teren. Taka przynajmniej była teoria. – Kiedyś wiedziałam. – Gdzie takiego znaleźć. Magia nie była odpowiedzią na każde pytanie, czasem należało zdecydować się na inne środki, by osiągnąć upragniony cel. Tego nauczyła się jednak sama, już po ukończeniu ministerialnego kursu. – I może nadal wiem. Przekonamy się, jeśli wyjdziemy stąd w jednym kawałku. – Przeniosła spojrzenie tam, skąd sądziła, że dobiegają słowa Foxa i spróbowała wytężyć wzrok na tyle, by dojrzeć zarysy odmienionej sylwetki partnera. Nie mogła stłumić odzywającego się napięciem niepokoju, towarzyszyło jej jednak również coś na kształt ulgi, poczucia kontroli; nie musiała tkwić teraz sama w swym pustym mieszkaniu i zadręczać się, czy Frederick wpadnie w ręce wroga, zostanie wtrącony do Tower. Drugi włam do więzienia nie mógł się już powieść. Zamiast tego była współtwórcą planu, zyskała szansę, by korygować ewentualne nieprawidłowości, dołożyć wszelkich starań, by wrócili z Londynu cali i zdrowi.
Zgodnie z prośbą uprzedziła go, nim wylatujące z gmachu Ministerstwa sowy zawróciły, naprostowały swój kurs i pomknęły w ich stronę. A przynajmniej niektóre z nich, wszak liczni posłańcy podzielili się na kilka grup, roznosząc listy we wszystkich kierunkach świata. Im bliżej znajdowały się ptaki, tym łatwiej było wycelować w nie różdżką – nawet mimo naprzemiennych ruchów to w górę, to w dół powodowanych kolejnymi uderzeniami skrzydeł. – Jesteśmy sami? – dopytała jeszcze półgębkiem, nim wypowiedziała inkantacje wybranych czarów; adrenalina dodała sił, sprawiła, że bez trudu podporządkowała sobie kapryśną magię, wpierw posyłając ku puszczykowi wiązkę zaklęcia konfundującego, niewiele później dodając do tego Drętwotę. Nie była pewna, jak długo sowa zostanie unieruchomiona, nie zwlekała więc ze skróceniem dzielącej je odległości; pilnując, by nie wychylać się zanadto zza murku, podeszła bliżej zwierzęcia, które zamarło w bezruchu, z nastroszonymi piórami i rozchylonym dziobem. Kilkoma sprawnymi ruchami odwiązała od jej nóżki rulonik z listem, modląc się w duchu, by przechwycona wiadomość przyniosła odpowiedzi na jakiekolwiek pytania, zawierała przydatne informacje. Widziała, że Frederick nie pozostał w tyle; pewnym głosem przyzywał do siebie magię, by skołować drugiego z posłańców, a później unieruchomić go wprawnie rzuconym Petryficusem. – Udało się? – zapytała cicho, nim jeszcze odwróciła w jego kierunku, wróciła na zajmowane uprzednio miejsce, krótkim szarpnięciem różdżki cofając działanie uroku; sowa nie była im już do niczego potrzebna. Kiedy jednak zrobiła ku niemu krok, później drugi, serce niemalże podeszło jej do gardła. – Co...? – Nie musiała już domyślać się, gdzie dokładnie przysiadł auror, obawiać, że przypadkiem go nadepnie. Powietrze zafalowało dziwnie, a jego ciało zaczęło odzyskiwać swe kolory, zdradzać się z dokładnym położeniem. To jednak nie było najgorsze. – Co się stało? – wykrztusiła z siebie, gdy już dopadła do niego, nie musząc błądzić na ślepo, i wbiła palce w ramię mężczyzny. Najgorszym było to, że znów widziała jego prawdziwą twarz, znajome dołeczki w policzkach, pieprzyki, krzywiznę ust. – Dlaczego się odmieniłeś? – Nie rozumiała. Nie tak miało to wyglądać. Wcisnęła zgnieciony w dłoni list do kieszeni płaszcza, nie mogła go zgubić. Oblizała nerwowo wargi, ciągnąc eleganckie szaty Foxa, zmuszając go, by trzymał się nisko, jeszcze niżej. Wciąż znajdowali się na dachu budynku, wolała jednak dmuchać na zimne. Gdyby ktokolwiek go zobaczył, powiązał charakterystyczną aparycję z wiszącymi na każdym rogu listami gończymi, nie mieliby najmniejszych szans. – Możemy stąd zniknąć. Choćby teraz – przypomniała, odnajdując przy sobie niewielką srebrną łyżeczkę, świstoklik odebrany od pana Becketta. Oby naprawdę mógł ich stąd zabrać, a nałożona na Londyn magia nie zakłóciła jego działania. Bo czy znów zdołałby przyjąć wygląd Abraxasa? Odnaleźć w sobie na tyle spokoju, by dokonać poprawnej przemiany w samym środku tego przeklętego miasta? Gdyby cokolwiek poszło nie tak, nie potrafiłaby mu pomóc.


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : 23
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Re: Cronus Zdobywca [odnośnik]03.07.21 17:51
- Wyjdziemy. - Zapewniłem ją, z wyraźnie wyczuwalną pewnością w głosie. Byliśmy dobrze przygotowani. Nie zakładałem innego scenariusza. - Jakie jeszcze skrywasz talenty? - Dodałem zaczepnie, zastanawiając się tym samym jak nienaturalnie musiał wyglądać uśmiechnięty Abraxas Malfoy.
Majaczący w dole pomnik poruszył się majestatycznie wraz z wybiciem dziesiątej, a z końca kamiennej różdżki wystrzeliły wielobarwne iskry. Kilku czarodziejów przechodzących w dole zatrzymało się, unosząc głowy ponad siebie, jednak na szczęście to nie ja, ale podobizna mojego ojca przykuła całą ich uwagę. - Wiwat, wielki wodzu. Pogromco bezbronnych. Wyzwolicielu ciemiężonej rasy panów. - Skomentowałem gorzko, z ironią, która mieszała się z rezygnacją i rozbawieniem. Trudno było trzymać nerwy na wodzy, jeszcze trudniej - z pokorą i w poczuciu niemocy spoglądać na kolejne zbrodnie własnego ojca. Jak to zwykle miewał w zwyczaju - dokonanych w białych rękawiczkach, pozostawiających jego oblicze bez skazy. Ten pomnik symbolizował wszystko, czego w nim nienawidziłem. Jedna inkantacja mogła zetrzeć go w pył - ale nie on był moim celem.
Nie dziś.
Wziąłem głęboki oddech, pozwalając emocjom odpłynąć wraz z opadnięciem płuc. Cel, który postawiłem sobie na dziś był priorytetem i znajdował się w zasięgu. Sowy nadlatywały.  
- Jest bezpiecznie - odpowiedziałem cicho, nie dając Maeve poznać, że jedno z zaklęć nie osiągnęło zamierzonego efektu. Było wystarczająco spokojnie, by działać i na tym należało się skupić. Byliśmy przygotowani na wypadek gdyby sprawy poszły nie do końca po naszej myśli. Bardziej gotowi nie mogliśmy być.
Powinienem był jednak spodziewać się, że nie wszystko pójdzie tak gładko, jakbym sobie tego życzył. Londyn nie był bezpiecznym miejscem, nie dla członków Zakonu Feniksa. Nie dla mnie. Wraz z drugim homenum revelio poczułem, że coś jest nie tak. Nie chodziło o działanie zaklęcia, ani o to, że ktoś się do nas zbliżał, ale nie mogłem oprzeć się poczuciu, jakby magia opuściła moje ciało. Nie byłem do końca świadomy tego, co właśnie się wydarzyło, ale serce zaczęło pompować krew z większą mocą, puszczając w obieg adrenalinę. Nie wiedziałem ile mieliśmy czasu - dlatego bez wahania ruszyłem w kierunku oszołomionej sowy, odrywając list od jej nóżki i chowając zwinięty w rulon pergamin do wewnętrznej kieszeni szaty. Odwróciłem się, rozglądając za Maeve - byłem gotowy przechwycić kolejne sowy, potrzebowałem jedynie jej wyostrzonego wzroku. Kiedy drobna, męska sylwetka zamajaczyła na dachowej połaci, łatwo dało się wyczytać z jej oczu, że coś się wydarzyło. Mocny uścisk i kilka wyduszonych z siebie słów uzmysłowiły mi, co tak naprawdę się stało. Mimowolnie dotknąłem własnej twarzy, rozpoznając fakturę pieprzyków i delikatny zarost, który nie towarzyszył Abraxasowi. Chciałem przywrócić jego maskę, ale wrodzona zdolność, jak nigdy wcześniej, odmówiła posłuszeństwa. Pomyślałem o jakiejkolwiek innej twarzy. Pierwszy przyszedł mi do głowy ojciec, ale pomysł ten tylko spotęgował złość, pozbawiając mnie resztek kontroli. Nie pomogło myślenie o kimś, kto znajdował się na antypodach tej skrajności, jak na przykład Lou Bott. Nie mogłem. Cokolwiek się wydarzyło, nie mogłem się przemienić.
- Nie potrafię tego wyjaśnić. Przepraszam. - Odpowiedziałem gorzko; utrata kontroli nad sytuacją smakowała porażką, którą trudno było przełknąć. Tym bardziej, że poczuwałem się do odpowiedzialności za Clearwater. - Ale… mam dziwne wrażenie, że zaklęcia maskujące nie działają. Nie wiem. Może to jakaś sztuczka Rycerzy. - I oby tak było - nie mogłem przecież nagle, bez żadnego powodu, utracić swojego daru. Wiedziałem, że w tej chwili, jeśli ktoś nas dostrzeże, nie mamy szans. Moja prawdziwa twarz była znana wszystkim. Nie kupowała czasu na reakcję, możliwości wykręcenia się, stworzenia zasłony dymnej - nie byłem swoim bratem. Jednocześnie wiedziałem, że jeśli ktoś odkryje nasze położenie, wydam wyrok również na Maeve. Nie mogłem na to pozwolić. Ani w imieniu Zakonu Feniksa, ani własnym. Zapasy eliksirów nie były warte dwóch głów. Z resztą - mieliśmy dwa listy. To znacznie więcej niż zakładałem.
Jej szybka reakcja ściągnęła nas poniżej poziomu attyki, gdzie - o ile nie zamierzaliśmy się wychylać - przez chwilę pozostawaliśmy bezpieczni. Pojąłem jej sugestię. Trudno było zaakceptować nieoczekiwany zwrot akcji, nie mogłem jednak nie przyznać racji jej rozsądkowi. - Mam jeden list. Ty też. Dobrze więc. Zabierz nas. - Podjąłem decyzję, wybierając ostrożność zamiast głupiego bohaterstwa. Wiedziałem, że prędzej czy później miała jeszcze na nie nadejść pora. Ale nie dziś. Pewnym uściskiem złapałem dłoń Maeve, która aktywowała świstoklik, przenosząc nas do Doliny Godryka.  

ztx2, wykorzystujemy świstoklik aktywowany przez Maeve


Kundle, odmieńcy, śmieci, wariaci,
obywatele degeneraci,
ej, duszy podpalacze,
Róbmy dym
Frederick Fox
Zawód : Rebeliant
Wiek : 33 (36)
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
fire is catching
and if we burn
you burn with us
OPCM : 51
UROKI : 35
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag
Cronus Zdobywca Giphy
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t2155-frederick-fox#32552 https://www.morsmordre.net/t2178-poczta-fryderyka#33148 https://www.morsmordre.net/t2176-fantastic-mr-fox#33126 https://www.morsmordre.net/f413-devon-lisia-nora https://www.morsmordre.net/t3769-skrytka-bankowa-nr-605#69393 https://www.morsmordre.net/t2332-freddie-fox#35856
Cronus Zdobywca
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach