Wydarzenia


Ekipa forum
Przed Szczurzą Jamą
AutorWiadomość
Przed Szczurzą Jamą [odnośnik]28.01.21 18:11
First topic message reminder :

Szczurza Jama

To prawdziwy domek, a nie żadna jama! Po prostu panami domu są dwa szczury, Pimpuś i jego człowiek. Albo Steffen i jego szczur.

Domek został kupiony od dzieci pary staruszków z Doliny Godryka i znajduje się na uboczu, niedaleko lasu. Jest ceglany i piętrowy, urządzony po poprzednich właścicielach, ale Steffen nie może doczekać się stworzenia tutaj prawdziwego i własnego domu.

Pułapki: Orcumortem (przed domem) Cave Inimicum (cała posesja) Duna (ogród), Lepkie Ręce (wejście), Zemsta Płomyka (za drzwiami wejściowymi, na ciężkie słowniki run), Abscondens (ściana w salonie i w kuchni), Nigdziebądź (na cały parter) 


Zdradliwe Toujours Pur


Wino leżało w piwnicy kilka miesięcy, a Steffen (szczególnie ze swoim upodobaniem do transmutowania temperatury w całym domu) nie umie fachowo przechowywać tak wytrawnych trunków. Rozsmakowani w napoju goście mogą tej nocy poczuć się naprawdę wyjątkowo.

Jeśli choć spróbowałeś nalewki, rzuć kością k6 i sprawdź, co się wydarzy:


1 – Kręci ci się w głowie i masz wrażenie, że utopiony w butelce wąż syczy do ciebie jedną z twoich tajemnic lub spraw, o których wolałbyś, aby nikt wokół nie wiedział. Odnosisz chęć upewnienia się, czy inny gość wesela nic nie usłyszał.
2 – Robi ci się bardzo gorąco i odczuwasz pokusę pozbycia się okrycia wierzchniego. Jeśli to zrobisz, zyskasz dodatkowy bonus do kokieterii (+10), ale przez najbliższy fabularny tydzień będzie cię męczył magiczny katar.
3 – Odczuwasz pewną melancholię i dręczy cię poczucie, że węże to okropne i kłamliwe stworzenia. Z wrażenia odczuwasz opór przed mówieniem nieprawdy – twoja kolejna rozmowa podczas wydarzenia powinna być szczera (nie czujesz się przymuszony do mówienia prawdy, a jedynie niezdolny do kłamania bądź nieszczerej kokieterii)
4 – Nalewka uderza ci do głowy, stajesz się radosny i pobudzony. Z sympatią spoglądasz na kolejną napotkaną osobę i odczuwasz niepohamowane pragnienie, by powiedzieć jej coś miłego.
5 – Z pozoru nic się nie dzieje, ale kolejne wypowiedziane przez ciebie słowa będą bardzo przekonujące (jeśli w kolejnej rozmowie zdecydujesz się kogoś okłamać, skomplementować, lub użyć perswazji, towarzysz będzie skłonny uwierzyć w twoje słowa)
6 – Czujesz się niczym lew salonowy i wyobrażasz sobie, że jesteś na prawdziwym arystokratycznym balu – oczywiście lepszym, albowiem nie podzielasz poglądów szlachty, jedynie ich wyczucie stylu i mody. Nabierasz przekonania, że jesteś świetnym tancerzem, a nogi same cię niosą do wyjścia na parkiet. Nawet pomimo braku biegłości tańca balowego, odtańczysz dziś bezbłędnie wiedeńskiego walca!




Psoty w zimowym ogrodzie


Śnieżny ogród jest zaczarowany, wypełniony ciepłem, uśmiechem i wyjątkowymi dekoracjami. Nie wszędzie jednak magia działa tak, jak powinna. A może to po prostu zdradliwy los? Spacerujący między bałwanami goście mogą natrafić na dość niespodziewane przygody.

Gdy wątek odbywa się na zewnątrz (przed domem, na terenie ogrodu), jedna z postaci powinna rzucić kością k10. Jest możliwe wykonanie więcej niż jednego rzutu na ogrodowe psoty w wątku, ale należy uwzględnić skutki z poprzedniego rzutu.


1 – Natrafiasz na kilka szczurów. Jeden z gryzoni wczepia się w nogawkę twoich spodni lub pociąga za skrawek sukni, ewidentnie prosząc o coś do jedzenia. Reszta popiskuje w dziwacznym rytmie, który kojarzy się z Marszem Weselnym – ale może to Toujours Pur uderzyło ci do głowy? Szczury przecież nie śpiewają!
2 – Steffen niedokładnie wyciszył Dunę w swoim ogródku – nagle twoja lewa nowa grzęźnie w ruchomych piaskach! Z pomocą musi ci przyjść inny gracz. ST wyjścia uwolnienia nogi 60, dodaje się statystykę zwinności (własną) i sprawności (towarzysza).
3 – Ulepiony w ogródku bałwan ożywa i dopomina się o taniec! Jeśli odmówisz nieelegancko, w twoją stronę poleci śniegowa kulka. Jeśli nieobce są ci dobre maniery, bałwan nie będzie się już psocił.
4 – Nad ogrodem lśnią gwiazdy. Gdy unosisz wzrok, widzisz wśród nich spadającą gwiazdę! Możesz pomyśleć życzenie.
5 – Orientujesz się, że stoisz pod jemiołą. Roślina zakwita, gdy dołączy do ciebie towarzysz. Jeśli znana jest ci tradycja związana jemiołą, wiesz, co należy zrobić. W przypadku odmowy lub niewiedzy zielone gałązki nie opuszczą cię tak prędko!
6 – Tracisz równowagę na oszronionym gruncie! ST utrzymania się na nogach wynosi 50. Jeśli się nie uda, wpadasz w ramiona swojego towarzysza, a jeśli jesteś sam, nurkujesz w kupce śniegu, której chyba chwilę wcześniej tutaj nie było.
7 – Zaczyna padać śnieg! Płatki lśnią niczym brokat na twojej szacie i włosach, odczuwasz też chęć, aby rzucić w kogoś śnieżką.
8 – Potykasz się o coś – to zagrzebane w śniegu fajerwerki! Byłeś pewien, że para młoda nie planowała oficjalnego pokazu, ale nagle fajerwerki odpalają się i wybuchają na nocnym niebie, układając się w kształt twojego ulubionego zwierzęcia lub rośliny.
9 – Nagle robi ci się bardzo zimno. Odczuwasz niepohamowaną ochotę, by schować się w domu, lub sięgnąć po rozgrzewający kieliszek Toujours Pur. A może zapragniesz odnaleźć ciepło w czyichś ramionach?
10 – Orientujesz się, że magiczne lampiony są zrobione z archiwalnych numerów Czarownicy. Zanim oderwiesz od nich wzrok, w oko wpada ci jeden z listów do Wilhelminy, dający dziwnie trafną radę dotyczącą Twoich decyzji życiowych [gracz może wymyślić treść listu sam, lub przywołać Steffena na PW po mądrość życiową].


intellectual, journalist
little spy



Ostatnio zmieniony przez Steffen Cattermole dnia 12.09.21 20:50, w całości zmieniany 4 razy
Steffen Cattermole
Zawód : specjalista od klątw i zabezpieczeń w Gringottcie, po godzinach reporter dla "Czarownicy"
Wiek : 22/23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I like to go to places uninvited
OPCM : 30 +4
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 35 +1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7358-steffen-cattermole https://www.morsmordre.net/t7438-szczury-nie-potrzebuja-sow#203253 https://www.morsmordre.net/t7411-xoxo-gossip-boy https://www.morsmordre.net/f127-dolina-godryka-szczurza-jama https://www.morsmordre.net/t7471-skrytka-bankowa-nr-1777 https://www.morsmordre.net/t7439-steffen-cattermole?highlight=steffen

Re: Przed Szczurzą Jamą [odnośnik]20.06.22 0:14
Nie popędzał go, nie próbując w żaden sposób wypełnić ciszy, która zapadła po jego pytaniu – chociaż milczenie z każdą chwilą zdawało rozciągać się coraz bardziej, rozpychając się w oddzielającej go od Marcela przestrzeni. Przyglądał mu się z pozornym spokojem, starając się wyczytać z uciekającego w bok spojrzenia coś więcej niż potrzebę ewakuacji – ale myśli młodego czarodzieja pozostawały dla niego nieodgadnione; nie rozumiał – dlaczego zachowywał się w jego obecności zupełnie inaczej niż wcześniej, powstrzymał się jednak przed zasypaniem go gradem pytań, zamiast tego cierpliwie czekając: na bezgłośnie przytaknięcie i ciche przeprosiny, będące jedną z ostatnich odpowiedzi, których by się spodziewał.
Pokręcił głową, marszcząc bezwiednie brwi. – Nie – nie musisz p-p-przepraszać – zaprzeczył. Nie miał mu milczenia za złe, nie chciał też wpędzić go w poczucie winy. – Po prostu – martwiłem się, czy wszystko jest w p-p-porządku – wyjaśnił szczerze, zatrzymując się w ślad za Marcelem i posyłając mu lekki uśmiech, mimo że troska kryjąca się w głębokiej zmarszczce pomiędzy brwiami nie zniknęła z jego twarzy. Gniotący, tępy niepokój towarzyszył mu właściwie odkąd Marcel zdecydował się na powrót do Londynu – w samo gniazdo wijących się, jadowitych węży; do tego samego miasta, którego ulicami bezkarnie kroczył przeklęty szmalcownik – on, i dziesiątki mu podobnych – w którym nikogo nie dziwiły już publiczne egzekucje, w którym ludzie Malfoya w biały dzień zamordowali Rodericka Smitha. A chociaż zdawał sobie sprawę, że dzisiaj nigdzie nie było już bezpiecznie, a ludzie znikali bez śladu we wszystkich częściach kraju – to angielska stolica wciąż pozostawała miejscem, w którym stał się świadkiem najpaskudniejszych i najokrutniejszych zbrodni.
Czy Marcel padł ofiarą kolejnej z nich?
Nie chciał go zdenerwować; miał nadzieję, że wspomnienie o Amelii odbije się w jego rysach przynajmniej echem uśmiechu, ale w gwałtownym zaprzeczeniu usłyszał tylko… Panikę? Zamrugał szybko powiekami, starając się wysnuć z reakcji Marcela jakiś sens; nie mogło przecież chodzić o niechęć do dziewczynki, w ciągu paru tygodni wspólnego mieszkania w ciasnej chacie w Oazie nie dostrzegł jej ani razu, tym bardziej dziwiła go nerwowość słów i gestów. – Dobrze – odpowiedział jednak tylko, w żaden sposób nie kwestionując padającej z ust czarodzieja prośby. – D-d-dobrze, tylko – Marceli, co się dzieje? – zapytał, instynktownie wyciągając przed siebie rękę, żeby dotknąć jego ramienia – zwrócić na siebie uwagę, wyciągnąć go z pułapki własnych emocji. Zdusił coraz silniej kotłujące się za mostkiem zmartwienie; coś zdecydowanie było nie tak.
Potrząsnął głową; powinien już iść? – Jakie kłopoty? O czym t-t-ty mówisz? – pytał dalej, siląc się na spokój, powściągając rozpychający się we wnętrznościach strach; poddanie mu się nie mogło w niczym pomóc, wyraźnie targające Marcelem roztrzęsienie potrzebowało przeciwwagi – choć kiedy młody akrobata sięgnął dłońmi – dłonią – do skroni, po raz pierwszy odsłaniając schowane pod peleryną ramię, zachowanie kamiennego wyrazu twarzy stało się dla otwartego na ogół Williama co najmniej niemożliwe.
Zaskoczenie, niezrozumienie i współczucie odbiły się w jego spojrzeniu na długą sekundę, parę szybkich uderzeń serca, których potrzebował, żeby zrozumieć znaczenie obrazu, jaki podsunęły mu oczy – obrazu prawdziwego, a jednocześnie niewłaściwego w sposób, którego nie potrafił jednoznacznie opisać. Otworzył usta, tylko po to, żeby zaraz potem zamknąć je ponownie – szukając właściwych słów, mimo że żadne nie wydawały się właśnie takie. – Kto ci to zrobił? – zapytał w końcu, nieświadomy gniewu przelewającego się między głoskami. – Ten p-p-parszywiec? – spróbował zgadnąć, myśląc o Niemcu; to byłoby przecież w jego stylu – lubował się w ludzkim cierpieniu, a co mogłoby zaboleć Marcela bardziej – po tym, jak stracił już matkę? Miał wrażenie, że serce wpadło mu do żołądka, gdy spróbował wyobrazić sobie rzeczywistość, w której już nigdy nie mógłby latać; przełknął ślinę, robiąc krok do przodu, żeby znów zacisnąć palce na ramieniu czarodzieja. – Czemu nie – zawahał się, zatrzymał; umilkł na moment, układając od początku na języku zaczęte już zdanie – czemu nie mówiłeś, że wp-p-padłeś w tarapaty? – zapytał; miał wrażenie, że odgłosy wesela ucichły zupełnie, ale zapewne po prostu przestał je słyszeć; utonęły, zagłuszone wyrzutami sumienia.




bo to była życia nieśmiałość,
a odwaga – gdy śmiercią niosło;
umrzeć przyjdzie, gdy się kochało
wielkie sprawy głupią miłością

William Moore
Zawód : lotnik w oddziale łączności, szkoleniowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył
OPCM : 25 +5
UROKI : 12
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 22
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore
Re: Przed Szczurzą Jamą [odnośnik]29.07.22 18:22
Martwił się, echo tych słów przedziwnie wwierciło się w czaszkę, ogarniając na przemian zdziwieniem i wyparciem i wzruszeniem, był samotny, martwiło się o niego niewiele osób, z których wszystkich sam otrącił, nie mając w sobie sił odpowiedzieć na wyrazy tej troski. Teraz stał naprzeciw człowieka, któremu zawdzięczał życie, który wciąż w niego wierzył, niesłusznie. Ulga nie niosła wcale spokoju, gdy zgodził się na jego prośbę, gdy zgodził się trzymać Amelię z dala od niego. To też bolało: wiedział, że dziewczynka nie zrozumie. Nie zwrócił uwagi na dłoń złożoną na jego ramieniu, choć walczył ze sobą, a palący wstyd nie pozwolił unieść głowy wyżej, gdy jego tajemnica wyszła na jaw.
A wstyd palił tym mocniej, gdy pytał o parszywca, nie musiał tłumaczyć, doskonale wiedział, kogo miał na myśli; szmalcownik, którego poznali wspólnie, był potworem w ludzkiej skórze, wcale nie mniejszymi potworami okazali się strażnicy Tower, lecz to nie szmalcownik go pojmał, a stróże prawa za kradzież, która nie powinna mieć nigdy miejsca. Czy mogli go upokorzyć bardziej, niż kazać pokazywać się ludziom, na zdaniu których mu zależało, z namacalnym dowodem niepopełnionych przestępstw? Oderżnięta kończyna zmieniała jego życia, sprawiała, że nic nigdy nie będzie już takie jak wcześniej. Stracił wszystko, co miał i wszystko, co było mu drogie. A teraz jeszcze co krok - musiał się z tego tłumaczyć.
Pokręcił głową przecząco, Friedrich Schmidt, tak się nazywał. Jego ojciec pomógł mu to ustalić. Ale to nie on, on włożyłby tego kikuta jeszcze w rozżarzony węgiel, a odciętą dłoń wepchnąłby mu do gardła. Ściągnięta brew i zaciśnięte powieki miały nieudolnie pomóc powstrzymać łzy. Czuł jego palce, zaciśnięte na swoim ramieniu, a im mocniej je czuł, tym trudniej było te łzy powstrzymać, choć nie rozumiał, dlaczego. Nie odpowiedział od razu, z pochyloną głową zakrytą zdrową dłonią jakby chciał ukryć się przed światem, choć to niemożliwe, trząsł się jak osika na wietrze. Przepraszam, Billy. Wydłużyłeś moje życie, żebym zrobił z nim coś lepszego, niż to. Przedłużająca się cisza pomogła mu się uspokoić, drgawki stawały się mniejsze, rzadsze, dłoń w końcu opadła, odsłaniając twarz rażoną grymasem nienamacalnego bólu. Jak miał, jak mógł powiedzieć mu prawdę?
- Strażnicy - odpowiedział w końcu, nie patrząc mu w oczy. Wolałby go okłamać, ale nie potrafił. - Z Tower - Niechętnie przychodziły mu te słowa. Nie patrzył na niego dalej, gdy pytał, dlaczego milczał, dlatego nie powiedział, i tak nie dało się już nic zrobić. Nie wiedział, dlaczego. Nie chciał. Bał się. Wstydził. Doskwierało mu upokorzenie, ale nie potrafił tego tak nazwać, wydarzyło się coś, co nigdy nie powinno. Wziął winę na siebie za kogoś, kto miał rodzinę. Kto miał do kogo wracać. Bo on przecież i tak nie miał. Nie cofnąłby tej decyzji, ale gdyby tylko mógł cofnąć czas na tyle, by powstrzymać tamten niefortunny ruch Jamesa... - Przepraszam - wymamrotał jeszcze raz, nie potrafiąc wytłumaczyć swojego milczenia.


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 3 +3
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 2 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Re: Przed Szczurzą Jamą [odnośnik]11.08.22 11:52
Psidwakosyny – wyrwało mu się na wspomnienie o strażnikach z Tower, choć i tak się hamował; istniało znacznie więcej barwniejszych i dosadniejszych słów, którymi mógłby określić pracowników magicznego więzienia – ale żadnego z nich nie wypadało używać w bliskim sąsiedztwie weselnych gości. Zacisnął zęby, starając się zachować spokój, ani przez moment nie dopuszczając do siebie myśli, że kara, którą wymierzono Marcelowi – okrutna, paskudna, nieludzka – mogłaby być zasłużona. Nawet jeżeli były czasy, w których do Tower of London trafiali czarodzieje słusznie skazani za swoje przewiny, to był przekonany, że należały już do przeszłości; był tam przecież – widział dzieci zamknięte w celach, słyszał o głowach nabitych na pale na głównym dziedzińcu. Jego przyjaciel został ścięty za odbicie tłuczka w czarodziejski patrol, a cała drużyna trafiła do aresztu za założenie prześmiewczych koszulek. Pod jakim pretekstem do celi wtrącili Marcela? Chciał zapytać, usta mu drgnęły, ale nie zrobił tego – bez trudu dostrzegając skrajny dyskomfort, w jaki wpędził młodzieńca pytaniami. Nie dziwiło go, że nie chciał o tym rozmawiać, zwłaszcza tutaj – w otoczeniu bawiących się, radosnych ludzi, którzy zgromadzili się, żeby świętować szczęście Steffena.
Słysząc kolejne przeprosiny, pokręcił głową. – Nie, Marceli, to ja p-p-przepraszam – powiedział szczerze, czując rozpychający się we wnętrznościach ciężar. – Powinienem był zrobić… Coś, cokolwiek. – Nie ignorować ciszy, sprawdzić, skąd wynikał brak wiadomości, upewnić się, czy nie stało się coś złego; raz już przecież popełnił błąd, nie docenił bestialstwa obecnych władz, nie zdążył pomóc Roderickowi na czas – powinien był się czegoś wtedy nauczyć, być może gdyby zareagował… Nie miał żadnych kontaktów w Londynie, ale przecież Zakon Feniksa mógł mieć. Wypuścił powoli powietrze, nadal starając się uchwycić jego spojrzenie – ale Marcel uparcie na niego nie patrzył. – P-potrzebujesz czegoś? Czy jest coś, co mógłbym – w czym mógłbym pomóc? – zapytał, zdając sobie sprawę, że robił to zdecydowanie za późno. W jego głosie nie było jednak litości, przez sylaby przelewała się troska; między głoskami dźwięczało poczucie winy.
Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale rozproszył go nagły ruch gdzieś po lewej stronie; odwrócił się na moment, drzwi do Szczurzej Jamy otworzyły się, wypuszczając ze środka trójkę młodych, śmiejących się czarodziejów. Przeszli obok, nie zwracając na nich kompletnie uwagi, jasnowłosa dziewczyna ciągnęła pozostałą dwójkę na parkiet. – Chodź – odezwał się do Marcela, rozluźniając uścisk, ale odwracając się, żeby się z nim zrównać; przez moment chciał go przytulić, ale wiedział, że zwróciłby tym tylko na nich uwagę – a Marcel wyglądał, jakby było to ostatnie, czego chciał. Zarzucił mu więc jedynie ramię na barki, niezbyt stanowczo, gdyby miał ochotę, mógłby mu się wywinąć – ale wątpił, by miał teraz chęci wracać na przyjęcie. – Szedłem właśnie zap-p-palić, nie chcę, żeby Hannah widziała – a tam chyba jest spokojniej – powiedział, wskazując między drzewa. – Nie musimy o tym rozmawiać – dodał szybko, nie miał zamiaru naciskać. – Ale jeśli chcesz, to zawsze lep-p-piej szło mi słuchanie niż mówienie – pozwolił sobie na żart, robiąc krok w stronę leśnej ścieżki. Tymczasowa ucieczka z przyjęcia pewnie nie miała mimo wszystko pozostać niezauważona – ale wiedział, że Amelia była w dobrych rękach.

| zt x2? :pwease:




bo to była życia nieśmiałość,
a odwaga – gdy śmiercią niosło;
umrzeć przyjdzie, gdy się kochało
wielkie sprawy głupią miłością

William Moore
Zawód : lotnik w oddziale łączności, szkoleniowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył
OPCM : 25 +5
UROKI : 12
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 22
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore
Re: Przed Szczurzą Jamą [odnośnik]22.09.22 23:50
stąd

Wiedziała, dobrze gdzie jechać. Pamiętała, gdzie mieszkał Steffen. Zatrzymała Betty dopiero przed ogrodzeniem domu i zsunęła się z grzbietu zwierzęcia, by na szybko zaczepić uwiąz.- Poczekaj tu.- szepnęła, przelotnie głaszcząc koński pysk. Moment przed wejściem za bramkę zawahała się, gdy tylko uderzyła w nią świadomość, jakim pasjonatem zabezpieczeń był Steffen. Był z tego dumny, mówił, jak o najciekawszej dziedzinie. Była pewna, że mógłby opowiadać godzinami albo dniami.- Szlag.- syknęła pod nosem, nie mając pewności czy wpakuje się w jakąś pułapkę i co to w ogóle może być. Nie znała się na tym, nie wiedziała, co może się stać.- Szlag, szlag, szlag.- burknęła, by zaraz zaryzykować. Nie raz już stawiała wszystko na jedną kartę, uda się lub nie. Dopadając do drzwi, nie miała za wiele wyczucia, darując sobie grzeczne pukanie i oczekiwanie, po prostu dudniąc w powierzchnie. Pora była na tyle późna, że spodziewała się, że Cattermole będzie w domu i ewentualnie obudzi go. Później przeprosi, jeśli będzie to konieczne, ale teraz był potrzebny gdzie indziej.
- Steffen! – krzyknęła, tracąc cierpliwość i cofając się o krok, by powieść wzrokiem po oknach, ale we wszystkich od frontu było ciemno. Całe szczęście, że jego dom stał trochę na uboczu, że sąsiedzi byli dalej. Jednak mimo to, spojrzała kontrolnie na najbliższy budynek, ale nikt nie wydawał się zwabiony hałasem. Odetchnęła cicho, kiedy w końcu otworzył.- Musisz iść na trakt kolejowy, niedaleko stąd. James potrzebuje twojej pomocy. Trafiliśmy tam na jakiś czarodziejów, złapali paru młodych i chcą ich aresztować, zarzucali im działalność terrorystyczną... wywrotową. Posadzą ich, za bzdury, które wymyślili na poczekaniu.- mówiła szybko, wahając się, czy w ogóle zrozumiał coś z tego.- Proszę, pospiesz się – dodała, wpatrując się w chłopaka. Nie chciała, aby Jimmy zrobił coś głupiego, bo musiał za długo czekać. Steffen był tym mądrzejszym, tym który pewnie wymyśli coś, co wyciągnie z kłopotów dzieciaki, ale również i Ich samych.
- James chciał jeszcze Castora.- rzuciła, gdy tylko ją olśniło. Nie kojarzyła gdzie ten mieszka, może nigdy tego nie usłyszała? Albo nie interesowało jej to wcześniej.

| zt



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
To, czego chcesz, przychodzi do ciebie zawsze inaczej; wcześniej, później, w niedoborze, w nadmiarze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Przed Szczurzą Jamą - Page 2 89145bba4c57f02203074fc256742436
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Przed Szczurzą Jamą
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach