Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Tyły
AutorWiadomość
Tyły [odnośnik]03.02.21 0:31
First topic message reminder :

Tyły

Na tyłach, za drzwiami, które - gdy cyrkowy pociąg jest połączony - pozwalają przedostać się do wagonu obok, znajduje się tam niewielki otoczony barierką balkonik; stoi na nim stolik, na którym Marcel spożywa posiłki, kiedy nie robi tego w przestrzeni wspólnej. Zostało dostawione do niego tylko jedno krzesło, ale usiąść można również na solidnych drewnianych balustradach lub ruchomych, ale zwykle rozłożonych schodkach. Przeważnie leżą tu rozrzucone naczynia, wieczorami światło daje zwisająca lampa naftowa oświetlająca także przestrzeń wokół wagonu. W kącie, na specjalnym haku, wisi miotła służąca do latania.


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 6
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502

Re: Tyły [odnośnik]06.02.22 14:13
Chciała powiedzieć coś, co miałoby wpływ. Co miałoby jakiekolwiek znaczenie, co zmieniło sytuację. Ale od kiedy się odnaleźli, jeżeli kiedykolwiek miała jakikolwiek posłuch, teraz zupełnie go nie posiadała. Robili wszystko poza słuchaniem jej, ciągnęli w każdą stronę, w którą im się podobało, omijali jej spojrzenie tak jakby była jedynie powodem do psucia im zabawy. A potem spotykały ich konsekwencje, które bolały, które odbijały się echem, które miały konsekwencje. Ale co miała powiedzieć na ten temat? Co miała powiedzieć, co nie byłoby czymś, co jedynie rozdrapywałoby tę sytuację? Mogła powiedzieć coś wtedy, teraz słowa nie miały już znaczenia. Wątpiła, aby to powstrzymało ich przed kolejnymi decyzjami, w wyniku których cierpieć miało więcej osób. A jednocześnie po prostu chciała, aby byli bezpieczni, chociaż przez chwilę. Więcej, niż jeden tydzień.
- Tak po prostu. – Uniosła ostrożnie jego palce do swoich ust, składając na nich delikatny pocałunek. Ledwie muśnięcie ust, ale pokazujące wsparcie, pocieszenie, obecność tutaj. To, że nie musiał się martwić i mógł być sobą. Wiedziała, że nie będzie do końca chciał. Wiedziała, że potrzebował być silnym. Nie dla nich a dla siebie, dla trzymania się tych ostatnich ździebeł trawy kiedy nurt próbował porwać resztę – bo pewne rzeczy niekiedy pozostawały jedynym rozwiązaniem. Nie mogła go za to winić, bo wiedziała, że zawdzięcza mu wiele. Nie wiedziała jak sporo, nie słyszała dokładnie o wydarzeniach w Tower. Ale przynajmniej to mogła zrobić, być tutaj kiedy jej potrzebował. Nawet jeżeli to oznaczało zrobienie czegoś, czego się bała.
Nie komentowała tego, jak jadł i ile jadł, bo już odrobina była wystarczająca do tego, aby przynajmniej częściowo ją uspokoić. Spojrzenie skierowane w kierunku Thomasa było znaczące. Wiele mówiące. Myślał, że jeszcze którekolwiek z jego rodzeństwa wierzyło w bajki, które im opowiadał. Mógł tkać opowieści lepiej niż Szeherezada, ale to nie zmieniało faktu, że nie potrzebowała jego uśmiechów. Nie powinien udawać, że jest dobrze, skoro dobrze absolutnie nie było.
Jej uwaga na nowo skierowała się w stronę Marcela. Kiedy tak chował się przed światem, częściowo korzystając z jego ramienia, na nowo pochyliła się aby delikatnie musnąć jego jasne włosy. Poprawiła koc, sprawiając, że owijał go ciaśniej, że mógł się czuć bezpieczniej. Nie miała pojęcia, co jeszcze mogła zrobić, dlatego ostrożnie przyłożyła swój policzek do jego włosów, czekając. Dając mu czas, aby uporał się z rzeczami we własnym tempie. Nie pozwalając, aby cokolwiek go naruszyło, nawet Thomas.
- Chcesz…chcesz odpocząć? – Wiedziała, że towarzystwo dwóch Doe w jednym miejscu było bardziej niż męczące, a Marcel może chciał mieć przestrzeń dla siebie?


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 9
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: Tyły [odnośnik]21.02.22 23:05
Ledwie dostrzegalnie skinął głową, kiedy wyciągnął kopertę - trzymał w rękach dokumenty, które zamierzał mu dać. Fakt, że gdyby zrobił to wcześniej, wszystko mogłoby potoczyć się inaczej, był mu w sercu bolesną zadrą. Obwiniał się. Obwiniał się, że nie zrobił tego wcześniej. Obwiniał się, że zwlekał. Robił przecież, co mógł, czekał na Maeve - czyżby? Czy szukał wymówek przed sobą samym? Wzruszył ramieniem, kiedy Thomas przyznał, że nie chciał za to pieniędzy. Marcel nie spodziewał się po nim bezinteresowności. Nie spodziewał się, że gdy miał do wyboru pieniądz lub rodzinę, kiedykolwiek postawi na to drugie. Wtedy, dwa lata temu, wszystko zniszczyły właśnie pieniądze. Kiwnął głową. Czy wierzył, że Thomas rzeczywiście zrobi to jak najszybciej? Niekoniecznie. Dawny on zażądałby od niego przysięgi, podniósłby głos już teraz, poprosiłby Sheili, żeby tego dopilnowała. Ale dzisiaj nie był sobą: dziś był tylko okaleczonym chłopcem, który nie rozumiał, dlaczego nie zginął tamtego dnia. Wolał chyba zginąć, niż być kaleką: a jednak kurczowo trzymał się życia. Dlaczego? Nie będą wpadać często, mówił Thomas. Jasne, że nie. Po co mieliby? Nikt ich tutaj nie ścigał, sami mówili. Po prostu nie chcieli. Dlaczego był przy tym taki wesoły? Cieszył się, no jasne, cieszył się, że byli już daleko od niego. Wreszcie będzie miał upragniony święty spokój, Marcel przestanie mu suszyć głowę. Ironizował? Skrzywił się, kiedy poczuł na sobie ramię Thomasa, ale nie powiedział ani słowa - pustym wzrokiem wpatrując się gdzieś przed siebie.
Poczuł, jak Sheila chwyta jego palce, jak składa na nich pocałunek. Dopiero wtedy się poruszył, przeniósł ku niej spojrzenie, szukając jej brązowych tęczówek własnymi. Jego oczy nie wyglądały jak jego. Była w nich niepewność i strach. Drżały od gromadzonych w kącikach łez, którym nie pozwolił wypłynąć, bo przecież był mężczyzną. Nie było nawet gniewu. Determinacji ani iskry, która buntownicza zawsze nadawała jego spojrzeniu charakteru. Tylko lęk. Przerażenie. Bezdenne, nieograniczone, straszne i czarne. Mówią, że gdy spoglądasz w otchłani, ona też na ciebie spojrzy: on czuł, jakby utonął w otchłani i otoczony przez jej oczy nie potrafił się wydostać na powierzchnię. Tonął, brakowało mu powietrza, słońca i wody. Tonął codziennie, ale nie mógł utonąć. Tonął codziennie, okrwawiając ręce zaciśnięte na brzytwie, choć wciąż nie rozumiał, czym ona była.
Nic nie rozumiał.
Zamknął oczy, kiedy położyła na jego głowie swój policzek, nie powiedział ani słowa, gdy leżał w jej ramionach, z doczepionym Thomasem. Chciał zniknąć. Chciał tu zostać. Chciał, żeby jutro nigdy nie nadeszło. Chciał, żeby wczoraj nigdy się nie skończyło. Chciał wrócić czas o tydzień. Chciał przyśpieszyć czas o miesiąc. Było mu niewygodnie. W tym miejscu, w tym czasie. A jednocześnie ciepło i dobrze, kiedy słyszał spokojne bicie jej serca. Dopiero po chwili usłyszał jej słowa. Czy chciał zostać sam? Nie chciał. Była wyrozumiała, ciepła i spokojna. Czuła. Brakowało mu ciepła, nie czuł go od tak dawna. Nie miał przecież nikogo bliskiego. A tamta straszna cela wyziębiła go jak nic nigdy. Ale co mógł odpowiedzieć?
Kiwnął głową, przytakując jej słowom, powoli podrywając się z jej ramion. Nie chciał ich zatrzymywać. Musieli iść, gdziekolwiek teraz żyli. A on nie chciał być słaby. Nie wypadało. Przecież był mężczyzną. Poradzi sobie. Nie zamierzał się mazać. Nic się nie stało, tylko okaleczyli go na zawsze. Jasne, że chciał zostać sam.
Przecież da sobie radę.


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 6
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502
Re: Tyły [odnośnik]22.02.22 0:16
Nie przestawał się uśmiechać, może po części celowo zbierając gniew na siebie. Tak było łatwiej, kiedy inni się na niego denerwowali, a nie na sytuację, na którą nie mieli wpływu. Sam się obwiniał o wszystko, co miało miejsce... Bo przecież powinien wtedy powstrzymać Jamesa, nie powinien go narażać, a mimo to tego nie zrobił - byli idiotami, z nim samym na czele. Próba kradzieży na jarmarku... Przecież robili to już wielokrotnie w tłumach! Nie miewali takich problemów nigdy wcześniej. Dlaczego więc dzisiaj?
Po prostu przynosił pecha? Gdziekolwiek nie szedł, wychodził ze wszystkiego niemalże bez szwanku, w przeciwieństwie do innych. James... co z nim było? Gdzie był? Dlaczego wciąż nie wracał? A Marcel? Nie wyglądał już tak przerażająco jak wtedy w celi, ale nie był sobą - wciąż był jakąś pustą skorupą, cieniem po starym Carringtonie. Może dlatego zawsze się uśmiechał, bo nie chciał, żeby Sheila czy Jamesa widzieli go jak płakał? Taki widok był... dziwny. Przerażający i nie pasujący do niego. Nie powinien martwić innych, nie potrzebował żeby inni go pocieszali. To on powinien pocieszać, nawet jeśli wcale mu to nie wychodziło. Wiedział, że to nie on, a James powinien się tutaj znaleźć w wozie obok ich przyjaciela, to by mogło pomóc Marcelowi bardziej. Albo gdyby był sam na sam z Sheilą.
A mimo to siedział obok blondyna w ciszy, bo skoro ten nie odpowiadał, wyraźnie nie czuł się na rozmowę. Nie miał zamiaru go do niej zmuszać, nie chciał go denerwować... Chociaż działał mu na nerwy samą obecnością.
Zerknął na swoją siostrę, marszcząc lekko brwi. Czy ona coś z Marcelem... czy Aidanem... Już się sam w tym wszystkim gubił. Tym bardziej, że przecież Marcel mógł mieć dziecko w drodze z tą całą Aurorą... Wciąż nie rozumiał dlaczego Sproutówna została starą panną, ale coś tutaj wyraźnie śmierdziało. Marcel by się dał tak wkręcić? Skąd on ją w ogóle znał? W końcu ona była nie dość, że starsza od nich to jeszcze od Castora! Ze szkoły na pewno jej nie pamiętali, więc skąd..?
W końcu jednak się odsunął, podnosząc z łóżka. Sięgnął ręką do głowy Marcela, mierzwiąc mu włosy.
- Będziemy w Dolinie, w tym domu z sylwestra, chociaż pewnie się nie wybierzesz do nas... - rzucił spokojnie, zerkając na siostrę. - Jak James wróci to go do ciebie przyślemy, i Eve też może pogonimy... - rzucił, po tym już kierując się w stronę drzwi. - Poczekam na zewnątrz - rzucił, rzeczywiście już po chwili wychodząc za drzwi, chociaż nie do końca pewny czy w ogóle powinien. Cóż, rozmawiał jeszcze przed Tower na ten temat z Marcelem, w nowy rok spotkał Carringtona na spacerze z Sheilą... Może rzeczywiście coś ich do siebie ciągnęło?
On nie miał zamiaru im stawać na drodze, chociaż musiał stanowczo się dowiedzieć o sytuacji Marcela i Aurory, chociaż może nie był to właściwy czas żeby pytać.
Oparł się o ścianę wozu, czekając na siostrę, aby kiedy tylko wyjdzie zmienić ją we fretkę i ruszyć w drogę powrotną do Doliny.



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Tyły - Page 2 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Tyły [odnośnik]09.03.22 0:51
Obserwowała kopertę ze spojrzeniem nie tyle ponurym co smutnym. Gdyby nie te odwiedziny, najpewniej w ogóle by się nie dowiedziała, że Thomas otrzymuje coś od Marcela. Kolejne sekrety, odnośnie których chłopcy chcieliby sobie wmawiać, że niby ją chronią, co nie było prawdą, ale tego wcale nie umieli zrozumieć. Nie miała jednak zamiaru nic mówić. Nie dziś, może już wcale? Nie, nie sądziła aby „wcale” kiedykolwiek nadeszło, bo znając Thomasa, znając pozostałych Doe, jeszcze nie raz narażą siebie i całą rodzinę. W imię czego? Nie miała pojęcia, bo pomiędzy słoikiem konfitur a sakiewką pełną pieniędzy wydawała się teraz być o wiele mniejsza różnica, niż kiedykolwiek, a jedzenie było dla wielu na wagę złota.
Czy potrzebowała teraz spokoju? Tak, ale póki co przebywała z Marcelem i jego potrzeby były ważniejsze. Załamać się i zwinąć na materacu mogła jak wrócą do domu, ale teraz też musiała być silna, zwłaszcza dla niego. Dlatego kiedy tylko spojrzał na nią, ostrożnie przesunęła dłonią po jego włosach, delikatnie go głaszcząc. Nie wiedziała, czy to nawet jakoś pomagało, ale wydawało się przynajmniej nie pogarszać już jego stanu. Chciałaby zapewnić, że będą tu przychodzić częściej, prawda jednak była taka, że nie miała pojęcia, na ile będą w stanie spełnić takie wymagania, bo musiała też zadbać o Eve i upewnić się, że James wróci cały i zdrowy.
Zanuciła delikatnie piosenkę, tę o koniach, o którą jeszcze parę dni temu prosił Marcel. Jeżeli to mogłaby, przeniosłaby go w ten świat, magiczniejszy od tego, w którym żyli, bo tam nie było bólu, a nawet jeżeli pojawiał się, znikał gdy tylko skończyła się piosenka. Piosenka była jak echo, odbijające się pomiędzy ich trójką, w ciszy wagonu który wydawał się teraz bardzo nieznośnie pusty, tak na złość dla Marcela.
Kiedy Thomas wypuścił go z objęć, sama ostrożnie położyła go na łóżko, pozwalając sobie ostrożnie przykryć go kocem. Odstawiła też jedzenie na szafkę obok, przeczuwając, że Marcel nie będzie teraz chciał jeść, ale może ktoś przyjdzie tutaj i będzie mógł pomóc Carringtonowi dojeść resztę.
- Nie chcemy cię tracić Marcel, jesteś dla nas, Doe, wszystkim. – Nie wiedziała, czy wypowiedziane szeptem słowa odnosiły się wobec wszystkich, ale miała nadzieję, że jednak tak. Potrzebowali go, bo jego strata byłaby zdecydowanie nieodżałowana. A jednocześnie nie chciała, aby była to kotwica ciągnąca Marcel w dół, bo następnym razem może stracić jeszcze więcej.


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 9
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: Tyły [odnośnik]09.03.22 1:43
Były takie momenty, kiedy czyjeś towarzystwo uświadamiało mu tylko, jak bardzo był samotny. Nie żałował podjętej decyzji, gdyby mógł cofnąć się w czasie, wypowiedziały tamte słowa z równie silnym przekonaniem, co wtedy. Chciał, żeby James i Thomas zostali wypuszczeni, żeby James został wypuszczony, bo musiał się zająć młodszą siostrą i żoną. Obiecał Sheili, obiecał jej, że zrobi wszystko, żeby wrócił do domu cały i zdrowy. Dotrzymał słowa. Nie chciał od niej zapewnień, że będzie przychodziła częściej, że w ogóle pojawi się po raz drugi. Nie rozumiał, czego się tutaj bała, ale nie negował jej strachu. Nie robił tego przecież dla poklasku. Podjął decyzję, która uderzała w niego - i sam miał ponieść jej konsekwencje. Nie spojrzał na Thomasa, choć poczuł w sercu ukłucie żalu, że tak po prostu zostawili go w mieście. Nie powiedział nic. Powinni myśleć przede wszystkim o sobie. Tępo wsłuchiwał się w piosenkę, brzmiała inaczej. Gorzko. Źle. Nie miała w sobie tej beztroski, za którą tak tęsknił. Czy to przez niego? Czy brzydził ją jego widok? A kogo dziś nie brzydził? Był kaleką, bezrękim błaznem, nieporadnym idiotą, nikim więcej.
Thomas mówił, że poczeka na zewnątrz, ale Sheila zebrała się razem z nim. Kiedy poczuł, że się odsuwa, sam wstał. Pokręcił głową, kiedy chciała go okryć. Przecież nic mu nie było. Przecież to tylko ręka. Tylko życie. Nic nie znaczyło.
Nie odpowiedział jej.
Został tam, gdzie siedział, wspierając się bokiem o bok wagonu. Kiedy drzwi się zatrzasnęła, oparł czoło o podwinięte kolano, zaciśniętymi powiekami bezskutecznie powstrzymując łzy, które prędzej czy później spłynęły po twarzy równie gęsto, co tamtego dnia w Tower. Załkał, raz, drugi, nim tama nie opuściła go całkiem. Było mu wstyd. Wstyd, że pozwolił sobie przy niej na słabość, wstyd, że odsłonił się w ten sposób i wreszcie wstyd, że obciążył ją swoimi problemami. To jego sprawa. Trwała wojna. Okrutna, wyniszczająca i bezlitosna. Każdy cierpiał. Nie stał przecież pośrodku wszystkiego. Nikogo nie obchodził. Miał dość. Nie chciał już tego czuć, przerażającej pustki, czerni, przytłaczającej otchłani.
Nie chciał być taki, odrażający.

/zt x3


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali

Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
a gniew twój bezsilny niech będzie jak morze ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
OPCM : 6
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Tyły
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach