Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Aurora Sprout
AutorWiadomość

Aurora Sprout

Data urodzenia: 07.07.1931
Nazwisko matki: Potter
Miejsce zamieszkania: Dolina Godryka
Czystość krwi: Czysta ze skazą
Status majątkowy: Średniozamożny
Zawód: Uzdrowiciel
Wzrost: 165
Waga: 50
Kolor włosów: Pszeniczny blond
Kolor oczu: Niebieskie
Znaki szczególne: Przenikliwie niebieskie oczy, rumiane "pyzate" policzki, drobne blizny i ślady poparzeń od niezbadanych roślin


Jest taka malutka… - Gdyby posiadała już wtedy zmysł rozumienia, a nie zajęta była krzyczeniem na tyle głośno, na ile pozwalały jej płuca, być może wiedziałaby, że to, co przyszło jej w tamtej chwili przeżywać, to jeszcze nic, w porównaniu z tym, co szykowało jej życie. Wierzgała więc i machała drobnymi rączkami, głośno protestując, że przyszła na ten świat ciut za wcześnie. Że było jej w zasadzie dobrze. Widać jednak było, że niespokojna natura dawała o sobie znać.
Wychowywała się w rodzinie magicznej, mając za sąsiadów inne magiczne rodziny — jej matka, Cassiopeia, pochodząca z rodziny Potterów czarownica, była jak na tamte czasy kobietą niebywale wyzwoloną. Oczywiście nie robiła niczego, co mogłoby wpłynąć na reputację męża, czy rodziny, ale jako dumna absolwentka domu lwa, zdecydowanie była szyją tej rodziny.
Z mężem połączyła ją pasja do zielarstwa, która w obu rodzinach była dość mocno zakorzeniona. Potrafili pracować w ogrodzie niemal cały rok — poczynając od wiosennych porządków i wysiewów, po letnią pielęgnację i jesienne zbiory. Nawet zimą dbali o te byliny, które podczas chłodnych, ale niezbyt śnieżnych angielskich nocy, potrzebowały ochrony. Rzecz jasna magia ułatwiała im wiele prac, ale oboje czerpali niebywałą radość i przyjemność z fizycznej części swojej pracy.
Aurora była bystrym dzieckiem, a zapytana o jedno z pierwszych swoich wspomnień bez wahania odpowiedziałaby, że to posmak ziemi, którą całą piąstkę wsadziła sobie pewnego dnia do ust. Ojciec wielokrotnie w żartach próbował ją przekonywać, że wtedy, wraz z ziemistym posmakiem spróbowała też na pewno jakiegoś robaka. Trzy lata po Aurorze przyszedł na świat Castor, za którym dziewczynka przez kilka pierwszych lat nie przepadała. Przyjście chłopczyka na świat zbiegło się bowiem w czasie z pierwszymi objawami magii, jakie przejawiała Aurora. Naturalnie chciała być wtedy w centrum uwagi, bo nie do końca rozumiała, co się dzieje, gdy jej ulubiony drewniany klocek sam lądował w pudełku, podczas gdy ona sama leżała na podłodze, jedynie patrząc na niego. Złościła się wtedy, bo trójkątna figura za nic nie chciała się wpasować w okrągły otwór. Ostatecznie wszystkie klocki, dotychczas wrzucone do środka, wystrzeliły na wszystkie strony pokoju, rozbijając przy tym jedną z doniczek. Na szczęście jej rodzice byli mądrymi czarodziejami i potrafili zaradzić tej dziecięcej zazdrości, pomagając budować więź między dziećmi.
Sielanka trwała więc, a dzieciństwo Rory naznaczone było w głównej mierze zabawą na wolnym powietrzu, gdzie wspinała się wyżej niż niektórzy chłopcy, tańczyła zgrabnie, jak pozostałe dziewczęta. List z Hogwartu, gdy ten wreszcie nadszedł, czytała wielokrotnie. Naturalnie, wiedziała o istnieniu tej szkoły, bo oboje jej rodziców do niej uczęszczało, ale jej imię i nazwisko na kopercie, wywołało w niej niebywałą euforię. Tym razem to ona wywołała uczucie zazdrości u młodszego brata, który na swój list musiał zaczekać jeszcze trzy lata. Składając literki wciąż w sposób dość prosty, siedziała na szczycie jednego z pagórków otaczających dolinę i uczyła się na pamięć treści. Miał to być pierwszy krok do serii drobnych dziwactw, którymi Aurora odznaczała się od innych czarodziejów.
Zaczęło się niewinnie, od łapania w lot dziecięcych rymowanek i piosenek. Gdy zaczęła sama czytać z uporem i pewnym niezdrowym wręcz uporem, uczyła się fragmentów na pamięć, chociaż nie było ku temu żadnej potrzeby.
Treść listu, chociaż wywołała w niej ekscytację, nijak nie mogła się równać z wieczorem, gdy po raz pierwszy przekroczyła próg wielkiej Sali Hogwartu. Nie obyło się jednak bez strachu — Aurora, chociaż wszelkie magiczne zdolności objawiła prawidłowo, miała dwójkę magicznych rodziców, a nawet różdżkę, która ją wybrała, siedziała w tiarze przydziału nieprzyzwoicie długi czas. Widziała uczniów, którzy już wcześniej zostali przydzieleni, żaden jeden nie spędził tam tyle czasu co ona.
Przepełniona była lękiem, że może jakimś cudem okaże się, że jednak niedane jej będzie uczyć się w szkole. W momencie jednak gdy pomyślała, że jeśli będą chcieli ją wyprowadzić, to zwyczajnie uczepi się stołka i zacznie głośno protestować, tiara wykrzyknęła Gryffindor.
W duszy również była podzielona. Widziała przy stole domu Borsuka swoich kuzynów ze strony rodziny Sprout. Była jednak w domu ze swoją krewną od strony Potterów. Jak mantrę powtarzała więc sobie, że co zasiejesz, to zbierzesz.


Aurora dość szybko nawiązała przyjaźnie, nawet jeśli ze swoim drobnym dziwactwem, jakim było uczenie się wszystkiego na pamięć, uznawana była za lekką dziwaczkę. Ale nie był to rok radosny, jak wszelkie poprzednie — otwarto Komnatę Tajemnic i blady strach padł na uczniów, którzy nie mieli czystej krwi. Znaczyło to ni mniej, ni więcej, że w szkole jest dziedzic Slytherina. Uczniowie oskarżali się nawzajem, nawet nauczyciele chyba momentami ulegali strachowi, co w oczach 11 latki, jedynie potęgowało strach. Szukała wtedy pocieszenia u starszego kuzynostwa, które wciąż uczęszczało do Hogwartu. Naiwnie wierzyła, że trzymając się z rodziną, nic nie mogło się jej stać. Ale kogoś nie było obok — w tamtym okresie zaczęła się wtedy obsesyjnie martwić o swojego brata — oboje byli czystej krwi, ale strach, że coś mogłoby mu się stać, gdyby groza przeżyła w zamku do czasu jego przybycia. Strach ten, chociaż zupełnie irracjonalny, nasilił się jedynie, gdy zginęła jedna z uczennic — nosiła okulary zupełnie takie, jak Castor.
Ale winnego złapano — tak przynajmniej oficjalnie twierdzono. W domu Godryka zapanowało podział, część bowiem uważała, że skoro Rubeusa, bo tak miał na imię chłopak, wyrzucono, a ataki ustały, to niezbity dowód na to, że był on winny śmierci Krukonki. Druga część uważała, że władze szkoły poszły po linii najmniejszego oporu i wyrzucono winnego tylko dlatego, że był pół olbrzymem.
Aurora nie miała o nim żadnego zdania, chociaż zapamiętała, że mówił z takim śmiesznym akcentem. Wydawało jej się niezwykle dziwne to, że ktoś, kto ma silny akcent, mógłby być zły. Ale jaka by nie była prawda, nastał czas spokoju, gdzie wreszcie dzieci mogły być dziećmi, a z czasem przeradzać się w buzujących hormonami nastolatków.
Aurora nie była najpiękniejszą z pięknych, chociaż zdarzało się, że jakiś chłopiec oferował, że zaniesie jej książki z biblioteki na siódme piętro lub przypilnuje miejsca podczas uczty. Problemem było jednak to, że do uczenia się wszystkiego na pamięć w dziewczynie pojawiało się coraz więcej dziwactw — książki, nawet niesione, musiały być ułożone w konkretny sposób, a miejsce w wielkiej sali nie byle jakie, ale te, gdzie słońce z zaczarowanego sklepienia będzie padać prosto na jej twarz.
Tęskniła za domem w Dolinie Godryka. Za każdym dniem w ogrodzie, za pieszymi wędrówkami po szczytach pagórków.
Na ten stan nieco pomogło przybycie brata do szkoły, ale chłopak dość szybko miał dość nadopiekuńczej siostry.
W szkole zyskała opinię uczennicy sumiennej — wszystkie jej pergaminy były zapisane drobnym, zgrabnym pismem i oddane na czas. Pomimo swojej kreatywności, najlepiej mimo wszystko sprawdzała się w odtwarzaniu zaklęć i receptur — miała umysł perfekcjonistki, co nie zawsze popłacało.
Jeśli miała dojść do własnych wniosków, musiała poprzedzić to serią badań własnych, jakby nikt inny nie mógł dowieść błędu, niż ona sama. Tworzyło to więc przedziwny paradoks. Aurora była osobą ze skłonnością do autorefleksji, co wyraźnie kontrastowało z rozwiniętą zdolnością, przyjmowała pozy kogoś bardzo towarzyskiego, wręcz duszy towarzystwa, ale w sposób przekonujący tylko dla innych. Sama zbyt dobrze zdawała sobie sprawę, że to tylko maska. Oznaczało to ni mniej, ni więcej, że bywając w towarzystwie, często łapała się na odgrywaniu jakiejś roli. Z jednej strony była rozmowna i rozbawiona, z drugiej potrafiła doprowadzić do takiego wyobcowania, że obserwowała tylko, co się dzieje wokół niej i kompletnie się w to nie włączyć. Wracała pamięcią do przeprowadzonych rozmów i zastanawiała się, o co chodziło tamtej osobie, kiedy mówiła, to czy owo. A były to rozmowy, którym inni nie poświęciliby nawet krótkiej chwili. Jak nauczyła radzić sobie z tą sprzecznością? Poprzez trening panowania nad sobą. Lubiła demonstrować pewność siebie i równowagę, ale ponieważ był to stan wystudiowany, prowadził do okresów rozchwianej bezmyślności i zamiłowania do skrajności albo przynajmniej do tego, że była postrzegana jako osoba skrajna.
Najłatwiej było to dostrzec w sposobie postępowania z otaczającymi ją ludźmi. Nauczyła się chronić siebie poprzez trzymanie innych na dystans. Ponieważ w przeszłości ktoś ją zawiódł, instynktownie nie pozwalała nikomu przekroczyć pewnej granicy. Chyba że postanowiła dopuścić kogoś do kręgu swoich przyjaciół. Wówczas jednak miała problem z uzależnieniem emocjonalnym, które narażało ją na poczucie zranienia lub odrzucenia, gdyby się okazało, że ktoś zawiódł jej zaufanie. Ponieważ miała skłonność do kontrolowania samej siebie, była świadoma tych cech. Miała jednak nadzwyczajną zdolność do sprawowania kontroli nawet nad swoją samokontrolą, co oznaczało, że martwiło ją pytanie. >Kim naprawdę jestem?<. Zbyt dobrze zdawała sobie sprawę ze swej powierzchowności, swego wizerunku, jaki prezentowała światu. Zastanawiała się, czy nie straciła kontaktu ze swym prawdziwym spontanicznym >Ja<. Była bardzo twórcza i próbowała już wielu sposobów na spożytkowanie tej zdolności. Nie chodziło o to, że np. malowała obrazy; jej kreatywność mogła się przejawiać w bardziej subtelnej formie. Na pewno odkryła, że nosi w sobie wyraziste i skrystalizowane idee, których przyswojenie innym może sprawiać trudność. Wysoko stawia sobie poprzeczkę i pod wieloma względami cechował ją perfekcjonizm. Problem jednak w tym, że często nie wywiązywała się z powierzanych jej zadań, ponieważ załamywała ją myśl, że to, co robi, jest zupełnie przeciętne i odczuwała zmęczenie na myśl o zaczynaniu wszystkiego od nowa. Sytuacja nieco uspokoiła się, gdy po raz pierwszy zauroczyła się tak na poważnie. Odpuściła nieco ze swoich dziwactw, gdy tajemniczy Krukon zwrócił na nią uwagę. Lubiła spędzać z nim czas i słuchać, jego nielicznych słów, które z uporem maniaka powtarzała sobie w głowie. Ale mało która pierwsza miłość bywa tą ostatnią - serce Gryfonki zostało potłuczone, jakby zrzucone z astronomicznej wieży, gdy natknęła się na swojego ukochanego, powtarzającego te same teksty innej dziewczynie, gdzieś w zaciemnionym korytarzu. Jej brat chciał się z nim rozprawić, ale miał raptem 13 lat. Okazało się jednak, że podobnie jak siostra, długo pamięta niektóre rzeczy i 9 lat później, przywalił czarodziejowi w nos na ulicy, chociaż tamten nie pamiętał Aurory, ani tym bardziej jej młodszego brata.


Szkołę ukończyła z dobrymi stopniami, a już szczególnie wybijała się z ocenami z zielarstwa i eliksirów. Otworzyło jej to pewne drzwi do podjęcia stażu na uzdrowiciela. Już na etapie wczesnej nauki wiedziała, że to właśnie tym chce się zajmować - w tym wypadku zdolność do zapamiętywania okazywała się niezwykle przydatna. Receptury mikstur, eliksirów zostawały jej w głowie, co znacznie skracało czas ich przygotowania, gdy nie musiała raz po raz zerkać w instrukcje. Pierwsze trzy lata spędziła więc na intensywnej nauce, dość mocno przeżywając każdy przypadek chorego, którym się zajmowała lub o którym czytała. Było to zadanie niezwykle wyczerpujące, dlatego była bliska rezygnacji przed podjęciem ostatecznych dwóch lat nauki. Nie pozwoliła jej na to jednak wrodzona potrzeba doprowadzania rzeczy do końca, bo wiedziała, że przerwanej nauki nie podjęłaby ponownie. Ostatecznie została uzdrowicielem specjalizującym się w zatruciach eliksiralnych i roślinnych. Nie zdecydowała się jednak na pracę w Mungu, a przynajmniej nie od razu. Potrzebowała przerwy - żyła w ciągłym stresie, bo oprócz coraz mroczniejszych czasów, w jej rodzinie również nie działo się najlepiej. Jej brat pomimo próśb jej i matki, po ukończeniu szkoły wstąpił do aktywnie walczącego podziemia.
Sama Aurora wyjechała, co było sporym zaskoczeniem dla jej rodziny. Zwykle nie opuszczała rodzinnych stron zbyt często, tak silnie przywiązana przecież do rodziny. Zaczęła od Szkocji i Walii. Z listów, które słała do rodziny, wynikało, że ma się całkiem dobrze. Zajmowała się tym, co kochała i czego najwyraźniej potrzebowała. Szukała lokalnych, mało znanych zastosowań dla roślin. Chciała wykorzystać je w medycynie, gdy już wróci. Tak przynajmniej twierdziła. Po roku spędzonych na podróżach po Wielkiej Brytanii trafiła do Irlandii. I z jej listów zaczął przebijać się ogromny entuzjazm wymieszany z szacunkiem dla lokalnych tradycji. I pewne imię zaczęło pojawiać się w treści coraz częściej i częściej. Żeby zarobić na dalsze podróże, Aurora zatrudniła się w magicznej aptece. I imię zmieniło się w zdrobnienie, cel podróży zamienił się na “może wspólny dom”. Mama w liście próbowała dopatrzyć się wskazówki mówiącej o zaręczynach. Ale nic takiego nie nastąpiło - kolejne listy były coraz krótsze, zdradzające coraz mniej szczegółów, aż pewnego dnia młoda kobieta stanęła na progu rodzinnego domu z jedną walizką i sporych rozmiarów psem. Rodzice byli zaskoczeni, bo chociaż okazywała już pewne zdolności ku opiece nad stworzeniami magizoologicznymi, to jednak mugolski z wyglądu pies, to jednak coś nowego. Pies u jej boku z wyglądu przypominał trochę wilka, a trochę niedużego niedźwiedzia, co przy drobnej sylwetce dziewczyny wyglądało nieco komicznie. Początkowo Aurora nie chciała mówić o nim zbyt wiele. Spojrzenie miał bystre, jakby rozumiał każde wypowiadane słowo, ale przy całych swoich gabarytach odznaczał się niebywałą cierpliwością i łagodnością. Dziewczyna wołała na niego Cúchulainn (w skrócie Cú), na cześć boga z irlandzkiej mitologii, a imię oznacza ni mniej, ni więcej niż po prostu pies. Aurora nie wybierała się już na samotne wędrówki — Cú, z nosem w trawie, nie odstępował jej na krok. Rory czerpała niesamowitą radość z dobierania mu różnokolorowych, mugolskich apaszek oraz bandan, które czasem ginęły w jego gęstej sierści. Mówiła do niego dużo, często się śmiało i zdawać się mogło, że gdy to robi, jest prawie tak samo szczęśliwa, nim była przed wyjazdem.
Niedługo po powrocie zaczęła marzyć o ponownym otwarciu apteki, która kiedyś należała do rodziny ojca. Dopiero rozgląda się za możliwościami, licząc się z tym, że w dzisiejszych czasach nie będzie to najłatwiejsze zadanie. Na razie tworzy mikstury i eliksiry na potrzeby swoje i najbliższych, odkładając każdego sykla i knuta.
Nikomu w jej domu nie przyszło do głowy opowiadać się po stronie czarnej magii. Sprowadziło to na ich głowę kłopoty i pewnie wciąż będzie.


Wielu nie wierzyło, że da sobie radę w tych trudnych czasach, że ta dziewczyna, która spędzała godziny w bibliotece, studiując podręczniki do anatomii, będzie w stanie zawalczyć o to, co dla niej ważne. Ale mylili się. Rozmarzone spojrzenie wcale nie znaczyło słabości charakteru. Potrafiła zachować spokój nawet w najtrudniejszych sytuacjach - odnajdując ukojenie w gotowaniu, czy czytaniu książek. Całkiem niedawno odkryła, że w zapamiętywaniu pomaga jej łączenie faktów z konkretnymi zapachami, kolorami. To one pomagały odtworzyć jej w pamięci niektóre wydarzenia, z przeszłości, jeśli szczegóły zachodziły mgłą. A gdy niektóre dni wydawały jej się szczególnie ciężkie, wtedy wieczorami lubiła wędrować na wzgórza, zupełnie jak wtedy, gdy była małą dziewczynką. Już w szkole radziła sobie nieźle z astronomią, a teraz z dala od Londynu, czy Hogwartu miała cała niebo tylko dla siebie. Wierzyła, że jej bliscy, nieważne gdzie są, mają niemal to samo poszycie tuż nad sobą, zupełnie, jak wtedy, gdy byli razem pod zaczarowanym sklepieniem Hogwartu.

Jej rodzice szczerze wierzyli, że Aurora, jak nikt inny nadaje się na uzdrowiciela, a i ona przecież od wczesnych lat szkolnych właśnie tym chciała się zajmować, chciała pomagać i być potrzebna. Wszystko to jednak jakby przygasło w niej po powrocie z Irlandii. Nie mówi zbyt wiele o przyczynie powrotu ani o tym, czemu nie stara się o pracę w Mungu, zadowalając się domowym wyrabianiem lekarstw i eliksirów. Odbywa długie spacery w towarzystwie wielkiego psa, którego przywiozła ze sobą. I tylko dawny upór do powtarzania słów pozornie bez sensu jej pozostał, z tym że teraz przypomina dziwną tęskną piosenkę, której znaczenia słów nie sposób zrozumieć.


Zwróciła twarz ku Dolinie, licząc domy, a na ich domach kominy. Czuła zapach dymu niesiony przez wiatr i wyobrażała sobie lekko pomarszczone już dłonie matki, które dorzucają aromatycznych ziół wprost do paleniska, jakby sam zapach żywicznego drzewa nie był wystarczający. Słyszała przesuwający się po płycie metaliczny dźwięk obręczy - owszem, wszystko można było zrobić za pomocą magii, ale o dziwo, jakaś właśnie cząstka magiczna brała się znikąd indziej, jak właśnie z drobinek kurzu i kropelek potu. Patrzyła na to wszystko z góry raz, po raz ściskając w dłoni swoją różdżkę. Powinna wrócić, tam do niego i za nic mieć jego słowa. Niedokończone sprawy, niczym chmury wisiały nad jej jasną głową. Utknęła w przedziwnym zawieszeniu, nie mogąc wyrwać się z przeszłości, a przyszłość wydawała się oddalona od niej o niezliczone problemy. Sama nie umiała im sprostać. A może nie chciała tego robić sama? Jednak obecnie była tylko ciałem powleczonym tęsknotą i zapachem bzu. Na złamane serce nikt nie zdołał jeszcze wymyślić eliksiru.


Patronus: Mimo szczerych chęci nie potrafi wyczarować patronusa.



-->
Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 100
Uroki:00
Czarna magia:00
Magia lecznicza:155 (rożdżka)
Transmutacja:00
Eliksiry:150
Sprawność:5Brak
Zwinność:5Brak
JęzykWartośćWydane punkty
angielskiII0
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
AnatomiaIII25
AstronomiaII10
KokieteriaI2
ONMSI2
SpostrzegawczośćI2
ZielarstwoII10
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Neutralny--
RozpoznawalnośćI-
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Literatura (wiedza)I0.5
GotowanieI0.5
AktywnośćWartośćWydane punkty
GenetykaWartośćWydane punkty
Brak- (+0)
Reszta: 21
[bylobrzydkobedzieladnie]


Suddenly,
I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly


Ostatnio zmieniony przez Aurora Sprout dnia 17.02.21 20:01, w całości zmieniany 5 razy
Aurora Sprout
Aurora Sprout
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Aurora Sprout  D836eb438dea1946dc5bb9dd21fef622
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout#328488

Powrót do góry Go down

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana

INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam PW lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Brak

Kartę sprawdzał: Tristan Rosier
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Aurora Sprout  Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down



KOMPONENTYakonit x2, figa abisyńska, kora z drzewa wiggen x2, korzeń ciemiernika x4, kwiat paproci x2, liście kłaposkrzeczki, łodyga ciemiernika, mandragora x3, ogniste nasiona, pędy wnykopieńki, piołun, płatki ciemiernika x3, skrzeloziele x3, strączki wnykopieńki;
bezoar x2, ekstrakt z posoki wili, jad akromantuli, popiół feniksa x2, róg jednorożca, skórka boomslanga x2, sproszkowany róg dwurożca, róg jednorożca x2. włosie buchorożca x 2, Wydzielina toksyczka

[18.02.21] Komponenty (październik/grudzień)
[12.08.21] Komponenty (styczeń/marzec)

BIEGŁOŚCI[07.08.21] Wsiąkiewka (październik-grudzień): +3 PB

HISTORIA ROZWOJU[16.02.21] Rozwój początkowy
[23.02.21] Rejestracja różdżki
[20.06.21] Osiągnięcia (Mały pędzibimber): +30 PD
[23.07.21] Spokojnie jak na wojnie: +5 PD
[05.08.21] Osiągnięcie: Do wyboru, do koloru +30 PD
[07.08.21] Wsiąkiewka (październik-grudzień): +120 PD
[13.08.21] Osiągnięcia: Wór pełen ziół; +30 PD
[18.08.21] Osiągnięcia (Wielki głód): +30 PD
[04.11.21] Osiągnięcia (Ibuprom wszystkich smaków, Iargitas); +35 PD
[09.11.21] Rozwój postaci: +5 punktów statystyk do magii leczniczej, -400 PD
[26.11.21] Zakupy: Wydzielina toksyczka; - 20 PD
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Aurora Sprout  Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Aurora Sprout

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach