Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Pracownia krawiecka
AutorWiadomość
Pracownia krawiecka [odnośnik]14.02.21 20:35
First topic message reminder :

Pracownia krawiecka

Miejsce na zakład Trixie znalazło się w niedużej dobudówce na tyłach domu. Można tu wejść przez ogród, jak i drzwi z bocznego korytarza Warsztatu. Pełno tu wszelkiego rodzaju przyborów krawieckich, manekinów noszących na sobie jeszcze nieskończone projekty i szafek po brzegi wypełnionych pasmanteryjnymi dodatkami. Materiały zalegają na leciwych regałach. Ciemne ściany zdobią przymocowane do nich pergaminy z naszkicowanymi kreacjami. Na jednym ze stolików stoi mugolska maszyna do szycia.
W ramach odpoczynku można przycupnąć na samotnym materacu upchniętym w kącie. Pokrywa go kilka ręcznie dzierganych koców i poduszek.

Dostępne komponenty:
- skóra garboroga
- skóra wsiąkiewki
- futro górskiego yeti
- pióra świergotnika x2
- wełna lunaballi
- skóra smoka

[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Trixie Beckett dnia 19.09.21 21:34, w całości zmieniany 3 razy
Trixie Beckett
Zawód : krawcowa, gospodyni w Warsztacie
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
I'll ignite the sun just like the spring has come.
flames come alive.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9401-trixie-beckett#285649 https://www.morsmordre.net/t9405-stevie#285909 https://www.morsmordre.net/t9408-ta-normalna-beckett#285922 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9407-skrytka-bankowa-nr-2175#285917 https://www.morsmordre.net/t9406-trixie-beckett#285911

Re: Pracownia krawiecka [odnośnik]16.08.21 23:44
- Zawsze mam dużo - wzruszyła lekko ramionami. Daleko temu było jednak do pochwał, stwierdzała zaledwie fakt, tworzyła tło dla cieni malujących się purpurą pod oczyma i sylwetki wychudłej bardziej niż zwykle. - Ale teraz zima tak daje w kość, że jest jej jeszcze więcej. Koce, ciepłe ubrania, właściwie wszystko jest potrzebne. Wiesz ilu uciekinierów z Londynu i wypędzonych mugoli mieszka nigdzie? - westchnęła. Nawet do jej uszu docierały skrawki informacji na temat nieokreślonych liczb, piętrzących się numerów, za którymi stały ludzie życia wystawione na ciężką próbę. Dlatego i ona musiała ciężej pracować, ignorując kłębiące się w mięśniach wycieńczenie ignorowane zbożowym smakiem gorącej, parującej kawy; prawdziwa córka swojego ojca, chciałoby się rzec.
Kolejny wydech, długi, ciężki, uleciał z piersi, gdy poważniej wkraczali w temat jedzenia. To było... trudne. Nigdy dotąd spiżarka Beckettów nie świeciła pustkami podobnymi do obecnych, nie patrzyła na nią smutnymi oczyma, gdy Trixie poszukiwała w jej wnętrzu czegokolwiek do przygotowania pożywnego, przede wszystkim zdrowego obiadu, w szkle słoików widząc jedynie własne odbicie. O przyprawach niemal całkowicie zdążyła zapomnieć, ale mięso? Owoce, warzywa? Nawet tego zaczynało brakować.
- Ale ty masz co jeść? - upewniła się, spojrzawszy na czarodzieja przez ramię. Przyniósł im przecież opakowany podarunek, coś, co bezkarnie mogła wykorzystać do przyrządzenia ojcu ciepłej kolacji, jednak nie chciała robić tego kosztem Volansa. Musiał mieć siły, jeśli planował aktywnie zaoferować swą różdżkę potrzebom Zakonu. - A jak to wszystko znosi Aidan? - dopytała jeszcze, gdy przebierał się w tyle pracowni, świadomie ignorując zadane przezeń pytanie. Nie miała przebieralni, nie chciała też odsyłać go do łazienki, choć droga nie była daleka, a po wigilijnym rekonesansie z pewnością poradziłby sobie z odnalezieniem dobrych drzwi - ale skoro już tu był, niech będzie dalej. Jego obecność była choć odrobinę kojąca. Świadomość uciekała od wojennej zawieruchy i tańczyła z niepewną, zażenowaną wyobraźnią, nawet jeśli Trixie wiedziała, że nie powinna myśleć o wydarzeniach z sylwestra praktycznie w ogóle. Alkohol szkodził - jej głowie z pewnością. W tym czasie złożyła przygotowaną magiczną szatę w kostkę i wygładziła jej wierzch dłońmi, uśmiechnięta, uspokojona brakiem jakichkolwiek niedoróbek. - Gotowe. Nie zapomnij zabrać jej ze sobą. Ten ostatni element doszyję ci następnym razem, dobrze? - oznajmiła cicho i odwróciła się wreszcie, by spojrzeć na pierwszy projekt garnituru.
Igły wbite w poduszeczkę przypominającą jeża zalśniły w świetle warsztatowej lampy gdy zbliżyła się do Volansa, uważnym okiem oceniając kształt, ułożenie i szwy ciemnej tkaniny. Układała się nawet nieźle, ale w kilku miejscach wyraźnie odstawała od jego ciała, czyniąc obraz niemal kanciastym.
- Będziesz miał do tego krawat? - spytała w kontemplacji i przystąpiła do wprowadzania zmian. Zaznaczała je za pomocą wąskich igiełek, którymi zbierała materiał w koniecznych miejscach, obchodząc go z każdej możliwej strony, zupełnie jakby sam stał się manekinem. To pozwalało przynajmniej odciąć się od wspominek sylwestra, które wytrącały jej przedmioty z rąk, zabierały pod stopami stabilny grunt; musiała skupić się na pracy, by nie zwariować. - Co innego chciałeś usłyszeć? - parsknęła cicho. Miło mu nie wystarczyło? Na litość Merlina, czemu nigdy nie miała okazji porozmawiać o tym wszystkim z panią Cattermole? O mężczyznach? Byli tacy dziwni. - Jeszcze jest trochę czasu, możesz się nauczyć. Wiesz, że ojciec wygrywał kiedyś konkursy? - uśmiechnęła się pogodnie i wygładziła dłonią kołnierz marynarki, po czym spojrzała na niego z teatralną surowością. - Oczy do góry - zarządziła; nadszedł czas na nogawki, a te były zdecydowanie zbyt długie. Kucnęła więc przy czarodzieju i zajęła się zaznaczaniem prawidłowej wysokości krańców materiału; na szczęście spodnie wydawały się lepiej skrojone niż góra. Tyle dobrego.


and the lust for life
keeps us alive, 'cause we're the masters of our own fate, we're the captains of our own souls, there's no way for us to come away, 'cause boy we're gold, boy we're gold.
Trixie Beckett
Zawód : krawcowa, gospodyni w Warsztacie
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
I'll ignite the sun just like the spring has come.
flames come alive.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9401-trixie-beckett#285649 https://www.morsmordre.net/t9405-stevie#285909 https://www.morsmordre.net/t9408-ta-normalna-beckett#285922 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9407-skrytka-bankowa-nr-2175#285917 https://www.morsmordre.net/t9406-trixie-beckett#285911
Re: Pracownia krawiecka [odnośnik]17.08.21 19:34
Wyglądała na naprawdę zmęczoną i wychudzoną. Rzucało się to w oczy i poważnie martwiło. Powinna odpocząć. Niedożywienie to problem bezpośrednio rozwiązany z pierwszym i znacznie trudniejszy do rozwiązania. Nie zdołają każdemu pomóc, pomimo wszystkich chęci i podejmowanych przez nich działań.
Powinnaś odpocząć. Robisz, co możesz aby chociaż odrobinę poprawić ich los. Nie powinnaś mierzyć się z tym sama. I powinnaś zadbać też o siebie. Dziesiątki, tysiące — Odparł poważnie, nie chcąc słyszeć słów sprzeciwu. Nie był obojętny na ludzkie cierpienie. Ona nie była mu obojętna i stanowiła pewien priorytet. Gdyby tak nie było to nie interesowałby się zapewnieniem Beckettom wyżywienia. Dzisiaj przyniósł niewiele, ale będzie musiał podziałać na większą skalę. Dla niego nie jest to najlepszy czas, ale zawsze znajdzie się ktoś, kto ma gorzej.
Mam. Zawsze się podzielę z kimś, kto ma mniej ode mnie. Nie wstydź się przyjść do mnie — Zapewnił czarownicę z uśmiechem. Przecież nie okłamał panny Beckett. Na razie miał co jeść, a potem będzie się martwić co dalej. A raczej, co musi zrobić.
Równie dobrze, co wszyscy. Mieszka razem ze starszymi braćmi. Jest silny, przetrwa to wszystko. Billy wybudował dom, jest też właścicielem sąsiadujących z nim terenów zielonych. Jak tylko zagospodaruje ja na ogród będziemy mieć warzyw i może owoców pod dostatkiem —Zaczynało się im układać. Zima i początek wiosny będą trudne, ale z czasem znacznie się to zmieniać. Przy odrobinie szczęścia nie będzie im brakować zapasów warzyw i owoców. Ich bliscy również na tym skorzystają. On również chciał kupić albo wybudować dom, ale by to miało miejsce, musiał planować założenie rodziny. Mieszkanie samemu w wielkim i pustym domu nie odpowiadało mu za bardzo. Wychowywany w wielodzietnej rodzinie, tak samo widział tę własną. Niechętnie to przyznawał, ale taki model rodziny nie jest odpowiedni w obecnych, jakże trudnych czasach. Uzasadniał to przyczynami ekonomicznymi. Każde dziecko trzeba wyżywić, ubrać i wykształcić.
Bardzo ci dziękuję. Będzie mi dobrze służyć. Postaram się nie zapomnieć. Gdyby tak wyszło to przypomnij mi o tym, dobrze? Przy mojej następnej wizycie. Albo przy okazji — Odrzekł wyraźnie wdzięczny. Naprawdę Trixie dużo dla niego robiła, wspierając również Zakon Feniksa. Nie stanowiło to dla niego problemu, że w zasadzie dokończy tę szatę przy najbliższej okazji. Niewykluczone, że chciała skupić się na poprawkach tego garnituru i pozostałych projektach. W kwestii ewentualnych poprawek zdawał się na nią, nawet jeśli sam potrafił spojrzeć na siebie krytycznym okiem.
Wybiorę jakiś — Wymruczał. Nie miał ich zatrważającej ilości, w której mógłby wybierać. Miało to sporo zalet, bo nie tracił czasu na sam dobór krawata. A przecież musiał go jeszcze zawiązać we właściwy sposób. Nie dodałby roboty pannie Beckett, prosząc ją o dodatkowe skrojenie krawata. Podczas tych czynności stał niczym nie wzruszony, nie utrudniając Trixie pracy. Od tego zależała jego prezencja na ślubie kuzyna. Przynajmniej nie bezpośrednio. Nie tym razem. W rzeczywistości wymagało to od wiele samozaparcia.
Zapomnij o tym — Mruknął cicho, z rzadka okazywanym nerwowym zakłopotaniem. Starał się uciąć temat. W rzeczywistości powinien go poruszyć i nadać mu poważny ton. Potrzebował oczyścić atmosferę. Co chciał usłyszeć? Chociażby to, czy nie zrobił czegoś nie tak. Czego chciała. Ile wiedziała o tym wszystkim. Z nim to ojciec odbył tę pierwszą rozmowę kobietach. Kobiety zawsze były pełne sprzeczności.
Podstaw na pewno. Czyżbym miał uczyć się od mistrza? — Zainteresowało go to. To trochę niezręczne, ale być może mógłby poprosić pana Becketta o to by ten pokazał mu parę kroków na ucho albo podczas tańca ze swoją córką. To by mu bardzo pomogło. Oczy do góry. Łatwiej powiedzieć, niż zrobić. Sufit nie był szczególnie interesujący i nic dziwnego, że czasem spoglądał na nią, jak z wielką wprawą upina koljne fałdy materiału. Pewien podziw odsunął na bok, zastępując go innymi myślami.
Volans Moore
Zawód : Smokolog
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Oh I still can remember a time when it wasn't like this
Before the world became enslaved
Can we all go back to the time when we were not like this
Can we even be saved?
OPCM : 19 +3
UROKI : 15 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Pracownia krawiecka - Page 3 Tumblr_myrxsem7AC1s8tqb9o1_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9775-volans-moore-w-budowie#296523 https://www.morsmordre.net/t9914-sol#299801 https://www.morsmordre.net/t9919-ksiega-smokow#299856 https://www.morsmordre.net/f371-derbyshire-borrowash-pollards-oaks-11-8 https://www.morsmordre.net/t9921-szuflada-volansa#299859 https://www.morsmordre.net/t9913-volans-moore#299792
Re: Pracownia krawiecka [odnośnik]20.08.21 4:24
Trixie zamruczała najpierw pod nosem, ni niezadowolona, ni odmawiająca. Była zmęczona, och, przeszywało ją to do szpiku kości przez zbyt krótki sen i niedożywienie, ale to wcale nie eliminowało jej z rzemieślniczego grona, nie zwalniało z obowiązków, których podjęła się jako sojusznik Zakonu. Powinien to rozumieć. Nazwisko Beckett zobowiązywało - ul rozwijał się jedynie dzięki ciężkiej pracy wszystkich pszczół, jedna zbyt leniwa mogła narazić na szwank działanie całej kolonii.
- Nic mi nie jest - skłamała więc gładko, tonem beztroskim, neutralnym. Nauczyła się radzić z burczeniem żołądka, z bólem niedojadania, przyzwyczaiła do porcji mniejszych niż kiedykolwiek wcześniej, przecież była silniejsza niż pustawa spiżarka, w której na próżno było szukać już przetworów, ciasteczek i pysznych dżemów. Czasem miała wrażenie, że były tam jedynie mąki i mleko. - Odpoczynek marnuje czas, a ten można wykorzystać pożytecznie - wzruszyła lekko ramionami. Od tego też zaczynał psuć jej się wzrok; zbyt dużo czasu spędzała w pracowni wypełnionej sztucznym światłem, wpatrzona w bliskość tkanin i detal splotów, nie dając oczom odsapnąć chociażby widokiem oddalonego krajobrazu. Szkoda. Miała ledwie dwadzieścia trzy lata, a już zaczynała przypominać starą, poczciwą panią Cattermole.
Nie wstydź się przyjść do mnie, powiedział, ale jak mogła uniknąć takiego wstydu? Beckettowie nie prosili o pomoc, oni ją dawali. Trix westchnęła ciężko, cicho, patrząc na mężczyznę przez ramię; był dla niej dobry, dbał o nią, ale nie potrafiła przyjąć wszystkiego co miał do zaoferowania. Nie tak ją wychowano.
- Dziel się z uchodźcami z Londynu, jeśli już. Oni potrzebują pomocy bardziej niż my - odpowiedziała wreszcie, odwzajemniwszy też uśmiech, choć po chwili ten zbladł, a ona odrobinę zmarszczyła nos, jakby reflektując własne słowa. - Miałam na myśli to, że u nas jest wszystko w porządku - sprecyzowała, znów kłamliwie, ale to nieistotne. Martwienie się i o nią byłoby zgubne; Moore chciał walczyć, wiedziała to, i walczyć powinien, ale z czystą głową i wewnętrznym spokojem, nieobciążony dodatkowym zmartwieniem w postaci dobrobytu Trixie. Ona sobie poradzi. Całe życie tak było, miała też ojca, który wspierał ją jak tylko mógł. - A tak, wspominał mi o tym domu kiedy strzygliśmy owce w Irlandii - przypomniała sobie już pogodniej, szczerze uśmiechnięta. - Ty też chcesz się tam przeprowadzić? Do Irlandii z ogrodem pełnym warzyw i owoców? - spytała z ciekawością.
Krótkim kiwnięciem potwierdziła gotowość do przypomnienia mu o uzupełnieniu szaty, później przystępując do głównej atrakcji wieczoru, czyli rzeczonego garnituru. Tworzył go materiał w kolorze głębokiej szarości, ciemnej, niemal czarnej, a jednak nie do końca - interpretacja koloru zależała wyłącznie od światła, dodając całości pewnej osobliwości. - Weź granatowy - zasugerowała odnośnie krawatu. Żywsze kolory kłóciły się z wyobraźnią, odbierały powagi, chociaż może powinny? Zastanowiła się chwilę, jedną z igieł opierając o wargi, podczas gdy wzrok uważnie lustrował leżący na Volansie projekt. - Albo coś ze wzorem jeśli wolisz wyglądać swobodniej. Masz takie? Fantazyjne, może ogniste? Spodobałyby się Belli - zauważyła wesoło. Salamandra tańczyła z płomieniami, tak jak już niedługo miała zatańczyć na parkiecie po zakończonej ceremonii. Rozprawka na temat krawatu była też prostsza niż zmierzenie się z rzeczywistością sylwestra; kazał jej zapomnieć, a ona usłuchała bez zająknięcia, zanurzając się w przyjemnej ciszy, podczas gdy wojowała z nogawkami spodni od kompletu. Musiały być idealne. - Nie wiem czy chciałby cię uczyć, ale możesz zapytać. Chociaż ostatnio jest trochę... zajęty - odpowiedziała w skupieniu. Tu spięcie, tam spięcie - i wreszcie wszystko prezentowało się tak, jak sobie to wymarzyła. Z zadowolonym pomrukiem wstała z podłogi i spojrzała na Volansa, dostrzegłszy jego wzrok. - Kazałam ci patrzeć na sufit - fuknęła teatralnie, choć nie było w niej złości, a czysta przekora i wciąż snujące się od początku stycznia zażenowanie. - Możesz już zdjąć garnitur, tylko uważaj na szpilki. Jak wypadną będziemy musieli wszystko powtórzyć - Trixie ostrzegła go lojalnie i odwróciła się do niego plecami, znów podchodząc do stołu, przy którym zwykła pracować, dając Volansowi tym samym prywatność do przebrania się w swoje odzienie.


and the lust for life
keeps us alive, 'cause we're the masters of our own fate, we're the captains of our own souls, there's no way for us to come away, 'cause boy we're gold, boy we're gold.
Trixie Beckett
Zawód : krawcowa, gospodyni w Warsztacie
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
I'll ignite the sun just like the spring has come.
flames come alive.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9401-trixie-beckett#285649 https://www.morsmordre.net/t9405-stevie#285909 https://www.morsmordre.net/t9408-ta-normalna-beckett#285922 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9407-skrytka-bankowa-nr-2175#285917 https://www.morsmordre.net/t9406-trixie-beckett#285911
Re: Pracownia krawiecka [odnośnik]21.08.21 21:32
Ta odpowiedź nie przypadła mu do gustu. Pewne rzeczy były widoczne na pierwszy rzut oka. Widział to zmęczenie wypisane na jej twarzy, brak żywności też jej nie służył. Tak samo jak ciężka praca ponad siły. I jeszcze go okłamywała, kiedy akurat od niej spodziewał się szczerości. Tym pięknym, gładkim kłamstwem nie zamydli mu oczu.
Jednak pozwala odzyskać siły — Przypomniał jej o tym. Może z pustym żołądkiem było to znacznie trudniejsze, ale nie było to wyłącznie puste stwierdzenie. Wstydem było kraść. Nawet on wiedział, że czasem należało schować dumę do kieszeni i zwrócić się do kogoś o pomoc. Do kogoś, kto i tak ją oferuje jest zawsze łatwiej.
To przekracza moje możliwości — Odparł poważnie. Bardzo chciałby im pomóc, ale po prostu nie jest w stanie. Może za to pomóc Beckettom. Robił to przez wzgląd na nią. — Dlaczego mnie okłamujesz? — Odetchnął ciężko, z nieukrywanym niezadowoleniem. Czekał na szczerą odpowiedź. Chciał walczyć, ale też kiedyś nadejdzie czas, w którym będzie musiał odłożyć różdżkę i zacząć żyć jak dawniej. Wiedział, czego chciał od życia i również chciał o to chciał walczyć. Chciał mieć do czego wracać po każdej walce.
Spędziłem tam święta. Możemy kiedyś się tam wybrać, jeśli będziesz chciała — Odrzekł. Irlandia mu się podobała z powodu tych wszystkich terenów zielonych, kamiennych budowli i prawdziwych tabunów owiec. Dobrze wspominał czas spędzony w domu brata. Zaskoczyło go to pytanie. O tym świadczyła uniesiona brew.
Tęsknię za nimi, ale to nie oznacza, że chcę się do nich wprowadzić. Z pewnością byłbym tam mile widziany, gdybym zmienił zdanie w tej kwestii. Teraz mogę ich często odwiedzać. W niedalekiej przyszłości sam chciałbym wybudować albo kupić taki dom. Niekoniecznie w Irlandii — Przyznał po chwili namysłu. Mieszkał z nimi przez tyle lat i dobrze znał wszystkie blaski i cienie dzielenia wspólnej przestrzeni z dorosłym rodzeństwem (prawie dorosłym w przypadku Aidana). Poważnie myślał o założeniu rodziny. Znalezienie właściwej kobiety na żonę nie było łatwe. Pannie Beckett niczego nie brakowało w tej kwestii. To jednak wymagało czasu. Podobał mu się kolor tego garnituru. Wesele kuzyna to wyjątkowa okazja. Porządnie uszyty garnitur był na lata.
Taki akurat mam — Odparł. To jeden uniwersalnych, bezpiecznych kolorów. Czuł na sobie jej uważne spojrzenie. To go rozpraszało i niczego nie ułatwiało. — To już bardziej wzorzysty. Takie również mam. A tobie? — Dodał rozważając tę kwestię. Wolał wyglądać trochę swobodniej i tak też się czuć. Zaskoczyło go to stwierdzenie, które padło z jej ust. Spodobałyby się Belli. Isabella to miła i dobra kobieta, ale jej zdania nie mógł brać pod uwagę w wielu kwestiach. Nie ona będzie mu dotrzymywać towarzystwa. Nie powinien do niej tak mówić. O tym wszystkim naprawdę trudno było mu zapomnieć.
Zapytać nie zaszkodzi. Najwyżej się nie zgodzi — Wzruszył lekko ramionami. Zależało mu na tym, ale przecież nie będzie się narzucać. Nie było to w dobrym tonie, zwłaszcza wobec ojca Beatrix. Odetchnął cicho z ulgą, kiedy ten proces przymiarek dobiegł końca. — Zbyt długo na niego patrzyłem — Usprawiedliwiał się z niemal niewinnym uśmiechem.
Będę uważać — Ostrożnie wysunął ręce z rękawów marynarki, by odwiesić ją na manekina. Nie z mniejszą ostrożnością zdjął spodnie, starając się nie pogubić tych szpilek. Po ich złożeniu, odłożył je na półkę. Ubrał swoje. Przyglądał się przez chwilę zwróconej plecami do niego Trixie, do której podszedł. Otoczył ramieniem talię dziewczyny, drugą układając poniżej jej szyi. Pocałował ją w policzek oraz w jasną skórę szyi.
Nie byłem z tobą szczery... co do Sylwestra — Wymruczał. To był jakiś początek. Może dobry, może zły. To się okaże w przeciągu paru chwil. Potrzebowali coś z tym zrobić. Rozmowa byłaby wskazana, choć on wolałby dokończyć to, co tam miało miejsce.
Volans Moore
Zawód : Smokolog
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Oh I still can remember a time when it wasn't like this
Before the world became enslaved
Can we all go back to the time when we were not like this
Can we even be saved?
OPCM : 19 +3
UROKI : 15 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Pracownia krawiecka - Page 3 Tumblr_myrxsem7AC1s8tqb9o1_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9775-volans-moore-w-budowie#296523 https://www.morsmordre.net/t9914-sol#299801 https://www.morsmordre.net/t9919-ksiega-smokow#299856 https://www.morsmordre.net/f371-derbyshire-borrowash-pollards-oaks-11-8 https://www.morsmordre.net/t9921-szuflada-volansa#299859 https://www.morsmordre.net/t9913-volans-moore#299792
Re: Pracownia krawiecka [odnośnik]24.08.21 23:40
Milczeniem zbyła temat własnego zmęczenia, jak i milczeniem odpowiedziała na zarzut kłamstwa. Dlaczego? Czy riposta zaklęta w ciszy nie była prostsza niż jakiekolwiek słowo zdolne opuścić gardło? Na moment odłożyła nożyczki na bok i odchyliła głowę do tyłu, ze zniecierpliwieniem spoglądając w sufit; okłamywała, bo to miała we krwi. Nieprawdę. Nieujawnione tajemnice, mniej lub bardziej poważne. I choć mogłaby obarczać odpowiedzialnością geny, na dnie świadomości wiedziała przecież, że wynikało to jedynie z chęci uchronienia go przed niepotrzebnym zamartwianiem się czymś, na co nie miał wpływu.
- Nie okłamuję - odparła lakonicznie, czynem zaprzeczając mowie, skryta za fasadą prywatności, do której mimo wszystko nie chciała, nie mogła go dopuścić. Po co? Problemy Warsztatu były problemami Warsztatu, kim by była, gdyby zaczęła rozpowiadać o trudniejszej sytuacji, w jakiej z początkiem roku znaleźli się z ojcem? I z tym przecież sobie poradzą, ramię w ramię pokonywali demony potężniejsze i bardziej przerażające niż głód i natłok pracy, projektów, wewnętrznej potrzeby niesienia pomocy jeszcze biedniejszym...
Poradzimy sobie. Ja sobie poradzę.
Na zaproszenie do irlandzkiego domostwa Billiego Trixie spojrzała przez ramię na najstarszego Moore'a, uśmiechnięta tym razem lekko, znęcona wyobraźnią spokojnego domu na wzgórzu, do którego przylegały sady i pastwiska pełne owiec. Rzeczywistość z pewnością była inna, ale to nieistotne. Liczyło się tylko to, co zaiskrzyło w jej głowie, wzniecając poczucie błogości, którego brakowało jej na co dzień. Warsztat był piękny, położony na ziemiach Sojuszu, ale mimo wszystko na horyzoncie czaiła się wojna. W Irlandii chyba tak nie było.
- Tylko jeśli nie będę tam przeszkadzać - odpowiedziała, opatrując to także krótkim kiwnięciem. Obiad u rodziny Volansa także kategorycznie nie wchodził w grę: czułaby się potwornie wiedząc, że objada czyichś bliskich, znająca z autopsji poczucie dzielenia się, gdy właściwie nie miało się czym. - Chcesz zbudować go sam? - zainteresowała się potem. O ile dobrze pamiętała, William wspominał, że użył do konstrukcji własnych dłoni przy pomocy ekspertów lub ludzi zwyczajnie bardziej doświadczonych, a jak było z Volansem?
Granatowy czy wzorzysty, który krawat spodobałby się bardziej samej Trixie? Czarownica zamruczała cicho i zastanowiła się przez chwilę, jeszcze raz przyglądając się garniturowi uważnie. Może do okazji rzeczywiście mniej pasować będzie klasyka? Znała dobrze zarówno Steffena, jak i Isabellę, znała ich charaktery splecione w płomiennym tańcu - któremu oni, goście, także musieli sprostać.
- Wzorzysty - zdecydowała. - Chociaż równie dobrze mógłbyś założyć jakąś ładną muszkę, na przykład błękitną. Taką w kolorze nieba - przychylniejszego, spokojniejszego nieba, którego nad jej głową ostatnio było brak - i teraz także, bo gdy stała przy stole znów obrócona do niego plecami, zastygła w absolutnym bezruchu na dźwięk słów dotyczących Sylwestra. Naprawdę musieli o tym rozmawiać? Czasem lepiej było trwać w słodkiej niewiedzy, niż konfrontować wspomnienia z rzeczywistością... Och, zaczynała brzmieć jak ojciec. - Tak? - podjęła ostrożnie, niepewnie, czując jak rumieniec powraca na jej policzki. Całe szczęście, że nie widział jej takiej, przylegający do jej pleców, oplatający ją całym sobą jak uosobienie nietrzeźwego gorąca, które powracało do niej w snach. Nie odsunęła się - ale i nie drgnęła, odetchnęła jedynie ciężej, głębiej, przymknąwszy powieki. Był tu, prawdziwy, pragnący jej tak samo, jak podczas nocy zakrapianej smakiem ognistej whisky. Silny. Właściwie dlaczego nie? Może jutro oboje będziemy martwi - pomyślała, lecz nie śmiała ostatecznie zrobić niczego więcej. Odchyliła głowę lekko do tyłu, niemal opierając ją o ramię Volansa, to samo, od którego jednocześnie zapragnęła nagle uciec, spłoszona jak łania mijana w lesie podczas porannego polowania. - Jak to nie byłeś szczery? Niewiele pamiętam - przyznała cicho, skrzywiona cierpkością tego stwierdzenia. Alkohol zbyt mocno zmącił zmysły, kalejdoskop przeróżnych doznań przeistoczył się w wielką niewiadomą; miała na własność jedynie skrawki wspomnień, których nie sposób było poukładać w logiczną symfonię. Ale po co do tego wracać? Oni zawsze tak robili, mężczyźni? Nie przygotowała jej na to pani Cattermole ani nie przygotował Hogwart, do diabła, bo przecież igranie z męską wyobraźnią było o wiele prostsze niż ponoszenie konsekwencji swojego zachowania.


and the lust for life
keeps us alive, 'cause we're the masters of our own fate, we're the captains of our own souls, there's no way for us to come away, 'cause boy we're gold, boy we're gold.


Ostatnio zmieniony przez Trixie Beckett dnia 25.08.21 15:32, w całości zmieniany 2 razy
Trixie Beckett
Zawód : krawcowa, gospodyni w Warsztacie
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
I'll ignite the sun just like the spring has come.
flames come alive.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9401-trixie-beckett#285649 https://www.morsmordre.net/t9405-stevie#285909 https://www.morsmordre.net/t9408-ta-normalna-beckett#285922 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9407-skrytka-bankowa-nr-2175#285917 https://www.morsmordre.net/t9406-trixie-beckett#285911
Re: Pracownia krawiecka [odnośnik]25.08.21 7:40
Denerwowało to milczenie. Zaprzeczanie. Nawet to zniecierpliwienie, z którym spoglądała na sufit. Chciał, aby była z nim szczera. Zawsze będzie wolał najgorszą prawdę od pięknego kłamstwa. Postawa panny Beckett wymuszała na nim zaciskanie warg w wąską linię, posyłanie ku niej poważnego, wręcz posępnego spojrzenia. Nie był tym zachwycony. Stała się dla niego ważna do tego stopnia, że dopuścił ją do swojego życia i starał się jej pomagać w trudnej sytuacji. Chciał o nią zadbać. Nie powinna tego odrzucać.
W dalszym ciągu skutecznie zaprzeczała. Było to rozczarowujące. Nie zamierzał udawać, że wszystko jest w porządku. Nie chciał przejść nad tym do porządku dziennego. Nie kiedy, było po niej widać pierwsze objawy niedożywienia i przemęczenia. Nie będzie się jednak narzucać. Nie tędy droga.
Nie będziesz tam przeszkadzać — Zapewnił ją. Nie wiedział skąd to przyszło jej do głowy. Na wiosnę mogą się tam wybrać, jak tylko znacznie się robić ciepło. Irlandia miała naprawdę wiele do zaoferowania chociażby w kwestii pieszych wędrówek. Było to idealne miejsce, aby pozostawić choć na chwilę cały ten koszmar wojny.
Chciałbym spróbować. Nie jestem jednak tak doświadczonym budowniczym, jak mój brat i dlatego zwróciłbym się do niego o pomoc — Przyznał lekko zakłopotany. Czuł, że sam powinien temu sprostać, jednak pomoc Billy'ego okazałaby się nieoceniona.
Wezmę pod uwagę obie możliwości, skoro uważasz je za odpowiednie na wesele — Obie mu w sumie odpowiadały i w końcu się na którąś z nich zdecyduje. Do tego wesela było jeszcze dużo czasu. Garnitur zamówił ze sporym wyprzedzeniem i też minie trochę  czasu zanim będzie gotowy do odbioru.
Trudno było mu o tym wszystkim zapomnieć, odepchnąć od siebie te wszystkie wspomnienia i to sprawiało, że chciał zmierzyć się z prawdą. Czy jednak ona zasługiwała na ten rodzaj szczerości? To nie było coś, co zdradzał każdej napotkanej kobiecie. Tym bardziej, że dała mu dzisiaj odczuć swój brak zaufania względem niego, starając się go okłamać praktycznie prosto w oczy.  
Porozmawiamy o tym następnym razem, gdy sama zdecydujesz się być ze mną szczera — Bardzo chciał to z siebie wyrzucić, uwolnić się od tego ciężaru tych wszystkich emocji, ale prawda była taka, że to nie do końca był właściwy moment. Nie podobało mu się to, jak do niego podchodziła. Musiała go wysłuchać. Musiała to być rozmowa prosto w oczy. Nie chciał przemawiać do do niej, kiedy była zwrócona do niego plecami. Chciał doświadczyć tego wszystkiego, co zaszło między nimi na tym Sylwestrze, jednak na trzeźwo. Przekonać się, czy ona również tego chciała. Trudno powiedzieć, czy do tego dojdzie. Czy do niego przyjdzie i czy porozmawiają o tym jak dorośli ludzie to się dopiero okaże.
To należy do ciebie — Poinformował Trixie, gdy zdecydował się uwolnić ją ze swoich objęć. Uczynił to bardzo niechętnie, gdyż tak dobrze tam pasowała. Trudno powiedzieć, kiedy będzie mieć po raz kolejny możliwość trzymania w jej objęciach. Z kieszeni płaszcza wyciągnął należące do niej rajstopy w lisy. Te same, które w sylwestrową zsunął z jej zgrabnych nóg. Zostawił je stole. Sięgnął również po swój sweter. Po tym jak go ubrał, przysiadł na materacu po to, by założyć buty.
Lepiej już pójdę. Dziękuję za tę szatę. Do widzenia, panno Beckett — Po nałożeniu na siebie wszystkich warstw zimowych ubrań, sięgnął po uszytą przez nią szatę bojową. Pożegnał się i opuścił należącą do niej pracownię.

[koniec sesji][bylobrzydkobedzieladnie]
Volans Moore
Zawód : Smokolog
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Oh I still can remember a time when it wasn't like this
Before the world became enslaved
Can we all go back to the time when we were not like this
Can we even be saved?
OPCM : 19 +3
UROKI : 15 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Pracownia krawiecka - Page 3 Tumblr_myrxsem7AC1s8tqb9o1_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9775-volans-moore-w-budowie#296523 https://www.morsmordre.net/t9914-sol#299801 https://www.morsmordre.net/t9919-ksiega-smokow#299856 https://www.morsmordre.net/f371-derbyshire-borrowash-pollards-oaks-11-8 https://www.morsmordre.net/t9921-szuflada-volansa#299859 https://www.morsmordre.net/t9913-volans-moore#299792
Re: Pracownia krawiecka [odnośnik]19.09.21 16:55
2 stycznia 1958

Nie pochwaliła się jeszcze nikomu, że udało jej się zdobyć dwa cenne materiały – coś, co właśnie spoczywało w kieszeni jej torby, odpowiednio pomniejszone, by nie sprawiały problemów z wagą, ani też nie gniotły się za bardzo. Coś, co było niezwykle cenne, bo mogło pomóc jej rodzinie, a w tych czasach i w sytuacjach, w które się pakowali, każda pomoc była niezwykle cenna. Nie miała jednak doświadczenia w pracy z magicznymi materiałami, a na Adelaidę po nowym roku spadła niemal lawina zamówień, kiedy panny i panie zainspirowane chłodniejszą pogodą postanowiły rzucić się do zakupów odzieży zbliżającej się bardziej do panujących warunków atmosferycznych. Potrzebowała więc kogoś, na kim mogła polegać w kwestii uszycia tego, a że wciąż jeszcze miała przed sobą naukę numerologii, musiała przyjąć do wiadomości, że na takie szycie umiejętności jeszcze nie miała. Chociaż mogła się pochwalić, że samodzielne szycie wychodziło jej już o wiele lepiej – drobny prezent niosła nawet dla Trixie, w podziękowaniu za ostatnią pomoc i tłumaczenia.
Wyprawa do Doliny nie była niczym dziwnym, ale ruszyła dość wcześnie, bo obiecała sobie i Eve, że spędzą razem wieczór. Miała też drobny prezent dla swojej bratowej, wiedząc, że te ostatnie miesiące nie były najlżejsze i dla niej. Chciała jakoś pocieszyć drugą z kobiet, wskazać jej, że jest częścią rodziny i że nawet jeżeli części jej zachowań Sheila absolutnie nie rozumiała, tak wiedziała, że narzekać na nią i na jej wsparcie nie mogła. Była tam dla niej, a teraz miały okazję odpocząć i spotkać się wieczorem i po prostu pobyć razem, bez myślenia o obowiązkach i ubłoconych butach i przeciekającym oknie.
Dostrzegła domek już z dala, chociaż jej spojrzenie wydawało się wciąż prześlizgiwać okolicę, jakby czegoś znów szukała, jakby dalej rozglądała się za…tak właściwie sama nie wiedziała, za czym. Tyle lat kiedy tylko wędrowała przez okolicę, rozglądała się, czy w tłumie nie mignie jej znajoma czupryna, czy coś nie stało się, co nagle sprawiłoby, że jej rodzina stanie tuż przed nią. Było zupełnie inaczej, a teraz miała po prostu już ten odruch, wpojony w każdą podróż.
Otrząsnęła się z myśli, spoglądając z uśmiechem na drzwi wejściowe, ostrożnie stukając do drzwi. Poprawiła swój szalik, dłonie bez rękawiczek wciskając do kieszeni płaszcza, aby jak najdłużej zachować dla nich ciepło. W swoim zamyśleniu nie wzięła ich nawet z domu! Gdzie ona zostawiała ostatnio swoją głowę?


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 5 +4
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1 +1
TRANSMUTACJA : 10 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: Pracownia krawiecka [odnośnik]19.09.21 19:58
Wspomnienie Sylwestra wciąż mąciło myśli. Zdawało się przesiąkać grube sploty wełnianych swetrów, które przekładała w swojej szafie z miejsca jednego na drugie, bez celu, tylko po to, by zająć czymś dłonie, wcześniej omyłkowo zapominając domknąć drzwiczek do klatki, w której mieszała fretka. Tylko tego brakowało, by Wintour wyleciała ze swojego królestwa i zaczęła panoszyć się po całym Warsztacie, psotna i ulotna jak jesienny wiatr, tak trudna także do złapania. Początek stycznia - chyba nie mógł nadejść w bardziej osobliwych okolicznościach. Twarz raz po raz pokrywały rumieńce zrodzone nie z zimna, a zażenowania, gdy powracała wspomnieniem do tego, co było zmącone ciężkim aromatem wypitego alkoholu i urywkami świadomości przypominającymi niedbale rozrzucone puzzle. Nie ułożyłaby z nich logicznej całości. Miała tylko kilka kawałków przedstawiających niezrozumiałe obrazy - i nic więcej.
Nie spodziewała się dziś gości, ale pukanie do drzwi wejściowych Warsztatu spadło na nią jak najsłodsze z błogosławieństw. Bez zastanowienia Trixie wcisnęła odzież w głąb półki w szafie i zbiegła ze schodów, by jak najszybciej otworzyć nadchodzącej, wciąż anonimowej osobie. Liczyła chyba, że zastanie tam Volansa spieszącego z wyjaśnieniem - ale zamiast sylwetki rosłego smokologa zobaczyła przed sobą znajome dziewczątko o kasztanowych włosach i piwnych oczach, które jakiś czas temu towarzyszyło jej w szczytnym przedsięwzięciu wspólnego szycia dla najbiedniejszych. Rozpoznała ją od razu, mimo własnej nieco zaspanej, roztargnionej natury.
- Sheila - zaczęła ze zdziwieniem, od razu przyglądając się młodej pannicy w poszukiwaniu obtarć, siniaków czy jakichkolwiek innych śladów sugerujących potrzebę pomocy. Wojenny nawyk zrodzony w świecie, w którym żaden dobry człowiek nie był już bezpieczny. Na szczęście - niczego takiego nie przyuważyła w prezencji czarownicy. - Wszystko w porządku? Co tu robisz? Dobrze cię widzieć, wchodź, jest strasznie zimno - uśmiechnęła się i odsunęła, jednocześnie szerzej otwierając drzwi, by Doe bez problemu mogła dostać się do środka. Nie znały się zbyt dobrze, łączył je Cillian i dotychczasowe jedno spotkanie, bardzo owocne i sympatyczne, ale to wystarczyło by sugerować, że dziewczyna - wyższa o całe dwa centymetry, o zgrozo, chociaż młodsza - nie miała złych zamiarów. - Chcesz herbaty na rozgrzanie? - zaproponowała Trixie i, po uprzednim zaoferowaniu jej ciepłych kapci, poprowadziła Sheilę za sobą do kuchni, gdy wierzchnie odzienie odnalazło swoją drogę na wieszak stojący przy wejściu. - Co cię do mnie sprowadza? Opowiadaj. Oby coś dobrego - pogodnie powtórzyła swoją pierwotną ciekawość, odpaliwszy palnik na kuchence gazowej, a potem wlewając kranowej wody do czajnika.


and the lust for life
keeps us alive, 'cause we're the masters of our own fate, we're the captains of our own souls, there's no way for us to come away, 'cause boy we're gold, boy we're gold.
Trixie Beckett
Zawód : krawcowa, gospodyni w Warsztacie
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
I'll ignite the sun just like the spring has come.
flames come alive.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9401-trixie-beckett#285649 https://www.morsmordre.net/t9405-stevie#285909 https://www.morsmordre.net/t9408-ta-normalna-beckett#285922 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9407-skrytka-bankowa-nr-2175#285917 https://www.morsmordre.net/t9406-trixie-beckett#285911
Re: Pracownia krawiecka [odnośnik]21.09.21 10:57
Zima była co raz mroźniejsza, a Sheila tęskniła za dniami, kiedy siedzieli wszyscy razem w jednym wozie, wtuleni pod kocem, obserwując, jak dziadek naprawiał stare wodze albo jak babka szykowała dla nich mleko z miodem na katar i kaszel, które już się rozpoczęły. W wypadku Thomasa był to główny sposób przekupienie młodego Doe, aby wziął swoje lekarstwo. Nieco jak z psami, które Sheila tak bardzo kochała – dawało im się wpierw smaczny kąsek, czekając na chwilę, kiedy będzie można wepchnąć im lekarstwo do gardła. Sheila nigdy nie marudziła, ale to właśnie napój lekko zabarwiony słodyczą pozwolił jej odpocząć i zrelaksować się, przy bliskich, przy rodzinie.
Teraz nie miała tego, więc tym bardziej trzymała się bliskich, kiedy drobne rzeczy, mogące ją pocieszyć, znikły już dawno. Tym bardziej chciała pokazać rodzinie, że ją docenia i że bez nich byłoby jej ciężko. Nie żałowała swojej decyzji o zakupie materiałów, bo dzięki temu mogła teraz skierować się w stronę Warsztatu, mając nadzieję, że zastać mogła tutaj Trixie. Dobrze jej się współpracowało z panną Beckett, więc jeżeli komuś mogła zaufać z tą pracą…to właśnie jej!
- Trixie – posłała jej ostrożny uśmiech, wycierając jeszcze buty zanim nie weszła do środka, wycierając jeszcze buty na progu, nie umiejąc ukryć lekkiego zainteresowania kiedy rozejrzała się po środku. Domu w końcu przypominały znacząco wozy, a chociaż często były mniej kolorowe, ludzie byli nimi równie zainteresowani w nadawaniu im jakiś interesujących aspektów własnej osobowości. Dopiero po chwili wyrwała się z zamyślenia, uśmiechając się znów kiedy tylko Trixie zapytała o jej powód pojawienia się tutaj.
- Ah, wybacz, wszystko w porządku, tak! – Skinęła głową, nie chciała jej dać się martwić niepotrzebnie tylko przez to naiwne zamyślenie. – Nie musisz... – wiedziała, że dobra takie jak herbata w końcu były dość ograniczone. Podążyła jednak za nią do kuchni, ostrożnie poruszając się aby niczego nie zepsuć ani nie wpaść na przedmioty dookoła. W przeciwieństwie do Thomasa, uważała jednak na swoje otoczenie.
- Mam nadzieję, że nie przeszkadzam? W razie czego mogę przyjść w bardziej dogodnym momencie… - zaznaczyła, wiedząc, że wypadało też dać wybór, tak aby nie wpraszać się. Może Trixie też czekała teraz na kogoś? – Pomyślałam jednak, że mogę cię poprosić o pomoc w pewnej kwestii. Nie pracowałam dotąd z magicznymi tkaninami, nie wiem więc, jak dokładnie się nimi zająć, a chciałabym, żeby dało się przygotować coś dla mojej rodziny.
Delikatnie wyciągnęła tkaniny z torby, siadając przy stole i różdżką przywracając obydwie rzeczy do normalnego rozmiaru. Delikatne i miękkie futro demimoza błyszczało się w świetle pomieszczenia, skóra tebo wyglądała zaś na mocną i wytrzymałą.
- Jeżeli miałabyś chwilę, aby przyjąć moje zamówienie, chętnie przygotowałabym buty ze skóry tebo. I pelerynę ze skóry demimoza. – Najbardziej na tym jej zależało, gotowa jednak była przyjąć sugestie.



Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 5 +4
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1 +1
TRANSMUTACJA : 10 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: Pracownia krawiecka [odnośnik]03.10.21 21:18
Herbata rzeczywiście była na wagę złota, ale to nie znaczyło, że nie należało się nią dzielić ze zziębniętym wędrowcem - dlatego machnęła lekko ręką, jakby odganiała od siebie przepitego miodem trzminorka. Inaczej było na przykład z kawą. To dobrodziejstwo mogące utrzymać umysł jasnym po nieprzespanej nocy pełnej pracy traktowała ostatnio poniekąd jak skarb, który skrywała w cieniach spiżarki i udawała, że brakło go w słoikach, kiedy nadchodzili goście. Ale przecież nie robiła tego ze złej woli! Paliwo tego typu napędzało sprawną zadaniowość zarówno Steviego, jak i Trixie, którzy w innych okolicznościach mogliby mieć nie lada problem ze sprostaniem częstotliwości napływających do ich pracowni zamówień, szczególnie tych zakonnych, które wykonać należało jak najszybciej. Ale teraz nalewała wodę do czajnika z uśmiechem, spoglądała przez ramię na Sheilę z wyraźnym zainteresowaniem, wciąż odrobinę skonsternowana niewyjaśnionym jeszcze powodem wizyty.
- Jasne, że nie przeszkadzasz, tak coś czułam, że ktoś dziś przyjdzie w odwiedziny, ale nie wiedziałam do końca kto. Jesteś miłą niespodzianką - odpowiedziała szczerze, jednocześnie zajmując się wydobywaniem dwóch saszetek herbaty z pojemnika przypominającego małego krasnala ogrodowego. Był kolorowy i wesoły, akurat odpowiedni na powitanie nowego roku - w porównaniu do samej celebracji sylwestra, której nie pamiętała i chyba nie chciała nawet pamiętać, mimo podskórnego mrowienia konieczności poskładania wspomnień do kupy. - Nie męczy cię magiczny katar? Teraz tak łatwo się przeziębić, a w Londynie zarazek siedzi na zarazku - westchnęła dramatycznie, nie do końca precyzując, czy rzeczywiście chodziło jej o surową zimową aurę, czy brud ministerialnej trucizny lejący się ulicami jak szczury niosące ze sobą zarazę. Woda zaczynała powoli wrzeć; przyjemne bulgotanie zaśpiewało w kuchni, tworząc swego rodzaju akompaniament dla zdradzonej przez pannę Doe tajemnicy. Trix zmrużyła lekko oczy, pozwoliła, by uśmiech na jej twarzy zakwitł jeszcze szerzej, pełen zadowolenia; Sheila spadła jej jak z nieba tym sprawunkiem, dając pretekst do pełnego oderwania myśli od niewiele wnoszących rozmyślań. - Niech no tylko dobrze zrozumiem. Chciałabyś, żebym po prostu wyjaśniła ci co i jak, przy okazji rzucając okiem? Czy wolałabyś, żebym to ja zrobiła z nich pożytek? Bardzo dobra jakość - oceniła, ostrożnym ruchem palców wodząc opuszkami po materiałach przyniesionych przez dziewczynę. Nic dziwnego, z tego co kojarzyła Beckett, Sheila mieszkała w Londynie, a tam wciąż było łatwo o dostęp do sklepów i pasmanterii z prawdziwego zdarzenia. W oczekiwaniu na odpowiedź sięgnęła też po czajnik, z którego przelała wodę do dwóch kubków, a potem wskazała pannie Doe korytarz, którym sama ruszyła naprzód. - Chodź do mojej pracowni, tam będzie nam wygodniej. I opowiedz mi o tych projektach, dobrze? Jak je sobie wyobrażasz? Co ma z tego powstać, jaka konkretnie peleryna? I przede wszystkim - jak stoisz z wiedzą o numerologii? - pytała, wprowadziwszy czarownicę do swojej małej krainy pełnej krawieckich dobroci.


and the lust for life
keeps us alive, 'cause we're the masters of our own fate, we're the captains of our own souls, there's no way for us to come away, 'cause boy we're gold, boy we're gold.
Trixie Beckett
Zawód : krawcowa, gospodyni w Warsztacie
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
I'll ignite the sun just like the spring has come.
flames come alive.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9401-trixie-beckett#285649 https://www.morsmordre.net/t9405-stevie#285909 https://www.morsmordre.net/t9408-ta-normalna-beckett#285922 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9407-skrytka-bankowa-nr-2175#285917 https://www.morsmordre.net/t9406-trixie-beckett#285911
Re: Pracownia krawiecka [odnośnik]10.10.21 18:21
Bywała w gorszych sytuacjach, ale w tym momencie zupełnie się na tym nie skupiała. Nie chciała zaglądać darowanemu koniowi w zęby, zwłaszcza, że rozumiała, iż Trixie też chciała w tym momencie pokazać się jako gospodarz, a w tym momencie Sheila nie chciała oponować. Takie drobne gesty pozwalały im na zachowanie normalności w obecnych czasach, bez większej potrzeby wyrzeczenia się siebie samej. Też chciałaby odrobinę normalności, z przyjęciem tego, że jej normalność wyglądała zupełnie inaczej niż jej własna.
- Na szczęście nie, jakimś cudem udaje nam się wszystkim pozostać zdrowymi. Na szczęście pracuję też u czarownicy, która kiedyś była uzdrowicielką, więc jeżeli ktoś miałby nam w tym pomóc, to z pewnością ona. A jak tutaj? Mam nadzieję, że nikogo z was nie męczy żadna poważniejsza choroba? W końcu to sezon na to, gdzie łatwo zarazić się czymkolwiek. – W tym momencie mogło się wydawać, że raczej nikomu nie powinno cokolwiek dolegać, zwłaszcza coś, co miałoby być problemem na tyle poważnym, aby wstrząsnęło Trixie, ale czy taka była prawda? Tego wiedzieć nie mogła. Nie miała też prawa dopytywać się w sposób, w który ingerowałaby zbytnio w prywatne życie, ale uznawała to raczej za uprzejmą konwersację. W końcu najlepiej było aby każdy mógł zdecydować we własnym zakresie.
- Chciałabym, abyś je uszyła, bo na ten moment nie mam wiedzy i doświadczenia w tym, aby radzić sobie z magicznymi komponentami, a chociaż zawsze chętnie się tego dowiem, na dzisiejszy dzień zależy mi też trochę na tym, aby otrzymać te rzeczy najszybciej jak będziesz je mogła wykonać. I absolutnie nie czuj się pogoniona! Ale zanim ja się nauczę, to minie jeszcze trochę czasu, więc nie ma co zwlekać absolutnie. – Chciała powiedzieć, że po prostu w tym momencie zależało jej na tym, aby bliscy mieli dla siebie możliwość ochronienia się przed problemami – naprawdę nikomu, kto bliżej znał Thomasa czy Jamesa nie musiała powtarzać, dlaczego chciała swoich braci jakoś wspomóc. Kochała ich, ale w kwestii bezpieczeństwa były z nich diabły wcielone.
- Ah, projekty….cóż, może zacznę od tego, że z numerologią sobie niezbyt radze i właśnie dlatego proszę cię o pomoc. – Nie czuła się jakoś gorzej ze swojego braku wiedzy, a przyznanie tego przed Trixie też nie sprawiło jej problemów. Nie mogła powiedzieć, aby były przyjaciółkami które od lat spędzały ze sobą czas, ale młoda Doe mogła stwierdzić, że panna Beckett nie przejawiała cech osoby złośliwej. Albo takiej, która wciąż będzie wytykać jej to, co właśnie mówiła. – Tak jak wspomniałam, ze skóry tebo najbardziej widziałabym buty. Najlepiej właśnie, aby nie były ozdobne, tylko bardziej użytkowe, tak abym też mogła łatwo to czyścić, bo chciałabym to dla brata. Mam przygotowane wszystkie wymiary tak aby od razu pomóc. Co do peleryny…cóż, nie mam wielkiej wizji, bo nie pracuję z magicznymi materiałami, ale peleryna która byłaby może bardziej opończą, niż w pełni peleryną, również też tak, aby nie rzucała się w oczy. – Oczywiście, demimoz pozawalał na całkowite znikanie, ale w tym momencie nie miało to znaczenia. Z nieco nieśmiałym zaciekawieniem rozglądała się po całej pracowni, nie wyciągając jednak dłoni aby sięgnąć po cokolwiek.
- Długo zajmujesz się szyciem?


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 5 +4
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1 +1
TRANSMUTACJA : 10 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Pracownia krawiecka
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach