Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Tereny wokół Doliny Godryka
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Tereny wokół Doliny Godryka

Wokół Doliny Godryka rozciągają się duże połacie terenu - począwszy od dzikich łąk, wiosną zapełniających się kolorowymi kwiatami, o każdej porze roku obfitującymi w przeróżne ingrediencje, przez liczne pola uprawne, na których leniwie kołyszą się zboża i kolby kukurydzy, wykorzystujące potencjał ziemi, aż do lasów mieszanych, pełnych zwierzyny oraz dzikich roślin i pachnących ziół. Malownicze wzgórza to częste trasy spacerów, widoki rozpościerające się z wyższych pagórków są naprawdę piękne, niezależnie od miesiąca, zimą cieszą się niezwykłym powodzeniem wśród młodzieży, wybierających się tu na sanki. W okolicy Doliny można trafić na miejsca mniej i bardziej uczęszczane, lecz próżno szukać tu ulic, wędrowców prowadzą wydeptane dróżki, a śpiew ptaków zdaje się napływać zewsząd.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Tereny wokół Doliny Godryka - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


Huk wystrzału – przypominający wybuch magicznego fajerwerku albo rzuconą z mocą bombardę – przeszył powietrze, sprawiając, że z drzew tworzących przylegający do Doliny Godryka las, poderwało się niewielkie stado ptaków. Dziwny pocisk, niepodobny do żadnego znanego czarodziejom zaklęcia, nie trafił jednak wystraszonych zwierząt – a świsnął między gałęziami, zmierzając prosto ku jednemu z przelatujących ponad wierzchołkami lotników. Ukryty pod czarem kameleona, pozostawał prawie niewidoczny, dopóki echem nie poniósł się jego wystraszony krzyk; dopiero wtedy ściągnięte hałasem oko było w stanie wychwycić cztery upodobnione do szarego koloru nieba sylwetki na miotłach, między którymi – przywiązany do wszystkich drewnianych rączek – unosił się sporych rozmiarów pakunek. Zranienie jednego z miotlarzy zachwiało konwojem – szarpnąwszy niekontrolowanie miotłą, czarodziej najpierw odbił gwałtownie w bok, a później poszybował w dół, niknąc pomiędzy drzewami. Pozostałe trzy miotły, ściągnięte ciężarem pakunku, podążyły zaraz za nim, mimo usilnych prób naprostowania kursu. Później rozległy się krzyki.

Pomiędzy pniami pojawiło się pół tuzina męskich sylwetek – wcześniej ukryte w poszyciu, na tle pokrywającego wszystko śniegu stały się widoczne jak na dłoni. Mężczyźni byli w różnym wieku, najmłodszy z nich wyglądał, jakby wciąż jeszcze nie skończył siedemnastu lat, najstarszy miał szczękę porośniętą siwym zarostem i pomarszczoną twarz; kilku z nich trzymało w dłoniach długie, metalowe instrumenty, w których jedynie czarodziej dobrze obeznany z mugolskim światem (wymagany min. II poziom biegłości mugoloznawstwa) rozpoznałby strzelby myśliwskie. Cała grupa ruszyła biegiem w stronę miejsca, gdzie upadli miotlarze, a krzyki, które rozległy się w powietrzu, nie pozostawiały wątpliwości co do tego, że ich celem był niesiony przez lotników pakunek.

| Do rozgrywki może dołączyć dowolna postać lub postacie, które na co dzień mieszkają bądź też przebywają w Dolinie Godryka. Sytuacja ma miejsce na przełomie stycznia i lutego, konkretną datę wybiera pierwsza postać, która pojawi się w wątku.

Pakunek, który transportowali lotnicy, okaże się zawierać żywność oraz eliksiry potrzebne do zaopatrzenia działającej w Dolinie Godryka apteki. Mugole, którzy zaatakowali transport, nie odpuszczą po dobroci, nie odejdą też z pustymi rękami – przekonanie ich do pozostawienia miotlarzy w spokoju wymagać będzie zastosowania dowolnego środka perswazji lub użycia siły, w przypadku wejścia z nimi w dialog okaże się jednak, że są częścią większej ukrywającej się w lesie grupy, która została pozbawiona środków do życia i dachów nad głową – zaskoczeni przez najstraszniejszą od dziesięcioleci zimę, walczą o przetrwanie. Należy uznać, że co najmniej troje z nich jest uzbrojonych w mugolskie strzelby, pozostali mają noże – jeśli poczują się w jakikolwiek sposób zagrożeni, podejmą walkę.

Jeden z lotników – ten trafiony pociskiem – jest poważnie ranny i wymaga natychmiastowej pomocy uzdrowiciela. Pozostawiony na mrozie na dłużej niż trzy tury, osłabnie i straci przytomność – w takiej sytuacji nie uda się go już uratować. Pozostali doznali mniej lub bardziej poważnych stłuczeń oraz – w przypadku jednego z nich – złamania otwartego nogi.

Mistrz gry nie kontynuuje rozgrywki, ale jeśli w jej ramach zostanie rozpoczęty więcej niż jeden wątek (w innej lokacji) proszę o informacyjne przesłanie linku do odpowiedniego tematu drogą prywatnej wiadomości do Williama.

W razie pytań również zapraszam.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Tereny wokół Doliny Godryka - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

4 lutego 1958

Dolinę Godryka odwiedzała dość często. Mieszkało tu wielu znajomych, a także przyjaciół, do których lubiła od czasu do czasu wpaść i zobaczyć, jak się miewają, czy czegoś im nie potrzeba i czy są bezpieczni. Zresztą, to ostatnie nie było takie trudne, Sommerset w końcu należało do terenów, do których Rycerze Walpurgii nie zaglądali zbyt chętnie. I na pewno zbyt łatwo nie wychodzili z nich cali i zdrowi.
Jackie dzięki temu mogła czuć się swobodniej. Nie musiała pilnować na każdym kroku, czy osoba, która ją mijała, nie była kimś, kto zgłosi jej miejsce pobytu odpowiednim organom ścigania i czy nie zleci się zaraz na nią chmara czarodziejów skuszonych nagrodą za jej głowę. Owszem, w tych czasach każdy mógł to w sumie zrobić i Rineheart potrafiła zrozumieć, że pieniądze były całkiem dużą motywacją. Dlatego nie rezygnowała z kaptura naciągniętego na głowę, który przeszkadzał w dojrzeniu, kto dokładnie się pod nim krył. Na wszelki wypadek.
Tym razem ugościła ją Aurora, w sumie Jackie bywała u niej ostatnio całkiem często, zdążyła nawet załapać się na obiad, co było dodatkowym atutem dzisiejszej gościny, zresztą nie jedynym, bo u Aurory gościł dziś także Cillian, którego zawsze miło było widzieć. A widywała go i tak często, bo nie raz udostępniała mu swoje skromne cztery progi na miejsce noclegowe.
Pomysł ze spacerem wyszedł spontanicznie. Jackie coraz trudniej było usiedzieć w czterech ścianach, dlatego ucieszyła się na ten pomysł, chętnie wychodząc na mroźne powietrze, które cuciło jej umysł i ciało. Opatulona w swój ciemny płaszcz, z rękami wsadzonymi w jego kieszenie, przyglądała się więc zimowym krajobrazom, przysłuchując się rozmowie Aurory z Cillianem na tematy przyziemne i tak cudownie zwykłe w tym świecie ogarniętym wojną, czasem dorzucając kilka swoich groszy, uśmiechając się przy tym życzliwie. Obrazek był niezwykle sielankowy. Nie straciła jednak przy nim czujności.
Huk i późniejsze krzyki postawiły ją w gotowości. W przeciągu kilku sekund dobyła różdżki, porozumiewając się spojrzeniami z towarzyszącymi jej czarodziejami. Iść, czy nie iść?
W końcu jednak ruszyli w stronę, z której doszedł głośny dźwięk. Jackie stąpała ostrożnie, wypatrując zagrożenia, które mogłoby ich czekać. Nie chciała przegapić niczego i nikogo, kto w końcu mógłby wyrządzić jej krzywdę. Słysząc głosy, mocniej ścisnęła różdżkę.
- Pilnujcie się - rzuciła, dostrzegając pomiędzy drzewami sylwetki. Widziała czarodziejów z miotłami, którzy wyglądali na spanikowanych i poturbowanych, po chwili też mogła dojrzeć kolejne osoby, trzymając dziwne, nieznane jej przyrządy. Najpewniej mugole. Nie rozumiała sytuacji, zarówno jednak jak i jedna grupa mogła być dla nich zagrożeniem, a ona wolała nie ryzykować. Zatrzymała się w bezpiecznej odległości, by zarówno jednych jak i drugich mieć na oku. Nie kryła się ze swoją obecnością. Chciała, by ich słyszeli, tak, by byli mniej wystraszeni i nie potraktowali ich przypadkiem zaklęciami, lub czymkolwiek innym. Czasem nawet kamień mógł zabić.
- Ktoś wy? - rzuciła głośno, tak, by słowa dotarły do obu grup. Jednocześnie starała się nasłuchiwać, czy nie nadchodzi ktoś więcej. I tak sytuacja wyglądała na dość napiętą. Dwie duże grupy i oni, wciśnięci między nie, nie wiedząc, z kim mają do czynienia. Wystarczająco, by poziom jej adrenaliny wybił poza skalę.


I survivedbecause fire inside me burned brighter than the fire around me


Jackie Rineheart
Zawód : Wiedźmia Strażniczka i najemniczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And suddenly life wasn't about living. It was about surviving.
OPCM : 19
UROKI : 11
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t10316-jackie-n-rineheart https://www.morsmordre.net/t10385-ansgar https://www.morsmordre.net/t10386-one-woman-army https://www.morsmordre.net/f388-lancashire-fleetwood-kent-st-12 https://www.morsmordre.net/t10384-skrytka-bankowa-nr-2299 https://www.morsmordre.net/t10383-jackie-rineheart

Powrót do góry Go down

Życie potrafiło zaskakiwać. To miało być krótkie, spokojne spotkanie trójki przyjaciół, a teraz... a teraz stali tutaj, w tym zimnym, smutnym lesie i byli świadkami tak wielkiej tragedii, że poczuł w brzuchu gigantyczne ukucie bólu. Widok krwi nie przerażał go już tak dawno jak wcześniej, ale przecież... Billy pracował jako taki lotnik i... To on mógł tam leżeć w tym śniegu, to on mógł tam konać, żegnając się w duchu z rodziną i innymi ludźmi, których kochał. Strzelby były zabójcze. Rozumiał to o wiele lepiej niż Jackie i Aurora, bo dobrze orientował się w świecie osób niemagicznych. Może dlatego pobladł o wiele bardziej niż jego koleżanka. Bo nauczył się już panować nad rozdzierającym serce strachem, ale to, że potrafił się poruszać, mimo napięcia rozchodzącego się po mięśniach, nie znaczył przecież, że przestał dostrzegać zagrożenie. Mogli być czarodziejami, ale jeden celny strzał i nie uratuje ich żaden eliksir, żadna inkantacja — to będzie miejsce ich śmierci.
Strzelby — wyszeptał więc — naciskają na spust, z lufy wylatuje błyskawicznie metalowa kula, szybciej niż da się to zauważyć, niż zaklęcie. Przebija skórę, mięśnie, kości. Może zabić, utknąć w ciele, przelecieć na wylot...
I w sumie tyle wiedział. Był przecież historykiem, a nie żołnierzem. Coś tam człowiekowi świta, że jeżeli Aurora ma tych ludzi uratować, a pewnie chce to zrobić i już dyszy mu za plecami, to musi wiedzieć, że tę kulę trzeba najpierw wydłubać, ale chyba to wie...? Jest uzdrowicielem, a on... on w sumie nie wie jak się takiej kuli pozbyć, po prostu czytał to w zapisach historycznych i opowiadaniach, a poza tym brakowało im czasu. Zwłaszcza że w gorącej wodzie kąpana Rineheart zwróciła na nich uwagę czarujących jegomościów, którzy dokonali właśnie aktu mordu.
Cillian chciał instynktownie złapać pannę Sprout za dłoń, ale zamiast tego się przeżegnał. Tyle mu zostało. Kula w łeb i nie żyje, tyle po nim będzie. Nigdy tych wszystkich opowieści nie do kończy, nigdy już nie zobaczy uśmiechu swojej ukochanej, nigdy już nawet nie zobaczy tego domu w Irlandii, który miał stać się ich prywatną oazą i tulić swoim ciepłem w najczarniejszych chwilach życia. A jednak ruszył do przodu. Niech go ten Bóg teraz ochroni, albo przynajmniej przyjmie z otwartymi ramionami. Wiedząc, że nie chciał tu ginąć, ale nie mógł tak po prostu odejść.
Mamy ręce w górze! — Powiedział, faktycznie je unosząc. Zdawał sobie sprawę z tego, że dla mugoli to był dość uniwersalny znak tego, że oby nie ma zamiaru ich skrzywdzić, a jedynie porozmawiać. Nie powinni raczej zakładać tragicznie złych intencji u kogoś, kto poddawał się na wstępie, prawda? Prawda...? — Wyjdę powoli.
On pierwszy, bo był świadomy tego, że jeżeli ktoś ma go ochronić przed tym strzałem, to będzie to właśnie Jackie. Poza tym zdawało się, że powinien rozumieć sytuację najlepiej z całej trójki. Był częścią obu światów i ostatecznie... miał dar przekonywania, a to mogło odegrać tu dużą rolę.
Nie chcemy walczyć, chcemy tylko zrozumieć co się stało i uratować rannych. Jest z nami lekarka — nigdy nie zrozumieliby słowa uzdrowicielka — może ich opatrzeć, tylko jej na to pozwólcie. — Ale to nie było wszystko. — Czy to będzie zbyt wiele jeżeli zapytam, co was do tego skłoniło? Uwierzcie mi, zrobię wszystko, aby pomóc obu stronom, ale nie pozwólcie nikomu umrzeć, ten świat oszalał już wystarczająco. Moja rodzina walczyła na froncie zachodnim i pamiętamy tak wiele krzywd, a teraz to znowu się zazębia i...
Możliwe, że nie powinien tyle gadać, kiedy kilka osób trzymało go na muszce. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego jak bardzo absurdalnie to musiało wyglądać. Wyłonił się jakby znikąd i gadał teraz o cholernej wojnie, kiedy kompletnie niewinny lotnik wpatrywał się w niego osłupiały i po prostu nie rozumiał dlaczego. Jego ostatnią iskrą nadziei był jakiś kompletny wariat, który co prawda zaczął to wszystko od złej strony, ale... napastnicy się w niego wpatrywali. Nikt nie strzelił. Ani w niego, ani w konających w gęstwinie czarodziejów. Czy to było jakieś zwycięstwo? Chociaż małe? Na początku nie wiedział co odpowiedzieć. „Co ty możesz kurwa wiedzieć o froncie zachodnim, wyglądasz w tym płaszczu jakbyś miał piętnaście lat” niemal zmusiło go do ataku spazmatycznego kaszlu.
Sporo, bo nałogowo czytam opracowania historyczne — błagam, niech to się skończy, zanim zapadnie się w tę zaspę — ale błagam, odłóżmy to na bok. Dajcie przejść tej blondynce, ona jest bezbronna, po prostu ich wyleczy, nim się wykrwawią. Ja... mogę wam pomóc, naprawdę. — Skinął w stronę skrzyń. — Znam się na tym na tyle, żeby ocenić, co jest w środku. Nie znacie się pewnie na tym, co mogą przewozić czarodzieje. — Spróbował ocenić po wyrazie ich twarzy, czy miał rację. Nie był specjalistą, ale nie musiał kłamać — na pewno wiedział więcej niż oni, bo edukację w Hogwarcie ukończył, a to raczej mugolom dane nie było. Uznał to za skuteczny środek perswazji, ale na wszelki wypadek, gdyby odmówili, mógł dodać śmiało, że spożycie czarodziejskich wyrobów może skończyć się dla osób niemagicznych nawet śmiercią.


no beauty shines brighter
than a good heart
Cillian Moore
Zawód : Wygnany powieściopisarz, chwyta się prac dorywczych
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Chodźmy nad wodę
Na Twoich kolanach zasnę
Wymyślę więcej dobrych wierszy
OPCM : 20
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Tereny wokół Doliny Godryka - Page 2 C511aabdf597b22fa48d7610e8ae258d
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9648-cillian-moore https://www.morsmordre.net/t9664-aslan#293571 https://www.morsmordre.net/t9665-pisarzyna#293576 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t9741-skrytka-bankowa-nr-2207#295617 https://www.morsmordre.net/t9666-cillian-moore#293577

Powrót do góry Go down

To było zmęczenie nie do opisania. Nie mogła spać i jeść, a w jej myślach nieustannie przewijał się obrzydliwy dotyk, który niemal czuła na swojej skórze. Nocne koszmary przerodziły się w dzienne mary, które nawiedzały ją wraz z każdym skrzypieniem, czy poruszeniem cienia. Ran fizycznych nie było widać — zajął się nimi najpierw Ollie, a potem ona sama. Podawała sobie eliksiry, które może były nieco ciut mocniejsze — miały przyćmić głowę, spowodować senność, pomóc wyzbyć się drżenia rąk. Rodzice widzieli zmiany zachodzące w córce, jednak ona zbywała ich troskę, tłumacząc to wszystko zimową chandrą i kobiecą historią. Wiedziała, że nie uwierzyli, ale chyba zrozumieli, że drążenie tematu niewiele pomoże. Aby jednak ich nie niepokoić, musiała znaleźć sobie zajęcie, które wyciągnie ją z dala od ich zatroskanych spojrzeń. Taka okazja nadarzyła się, gdy Cillian i Jackie odwiedzili ją w Dolinie. Co prawda Aurora gdzieś w duchu liczyła na to, że ich spacer nie okaże się tak poważny w skutkach, ale nie miała na to żadnego wpływu. A raczej na to, jak jej ciało i umysł na przynajmniej ten czas oderwało się od własnej traumy, jedynie po to, żeby móc pomóc komuś innemu. Wymierzone w nich długie rury wyglądły dość cudacznie, ale jednocześnie dość groźnie. To z nich mugole rzucali zaklęcia, żeby zranić? Ciekawe, że nie potrzebowali różdżki do tego, żeby zabić. Nie wiedziała, którą częścią metalu jest lufa, a czym jest spust, ale w ślad za Cillianem uniosła dłonie do góry, próbując nie wyglądać na żadne zagrożenie, co mogło wydać się dość komiczne. Była zdecydowanie najniższa w towarzystwie, a swoje mięśnie najwyraźniej oddała komarom, żeby zrobiły sobie pięty.
Z trwogą spoglądała na Cilliana, który wyszedł trochę przed nią i Jackie. Te metalowe strzelby mogły z łatwością go skrzywdzić, a nie była pewna, czy Protego byłoby w stanie odbić ten cały pocisk. No i przede wszystkim, czy ona sama zdążyłaby sięgnąć po różdżkę.
Gdy Moore wspomniał o tym, że jest lekarką, postąpiła chwiejnym krokiem naprzód, wciąż trzymając drżące dłonie nad głową.
Spierzchnięte i nieco podkrwione usta zdradzały, że jeszcze przed chwilą je zagryzała. Ale widziała, że mężczyzna leżący w śniegu ma niewiele czasu. Bladł i to bardzo szybko. Czy nawet w takich chwilach należało mówić o wojnie?
- Niech idzie… - Powiedział jeden z mężczyzn, w dalszym ciągu trzymając ich na muszce. Czy chciał użyć broni? Tego Aurora nie wiedziała, ale jak tylko otrzymała pozwolenie, opuściła dłonie i wsunęła dłoń w kieszeń, żeby wyciągnąć różdżkę, drugą zaś zaczęła grzebać w swojej torbie. Na widok różdżki, jeden z mężczyzn wycelował w nią broń, więc Aurora zaczęła się niepewnie tłumaczyć.
- Podam mu teraz eliksir… znaczy lekarstwo. Stracił bardzo dużo krwi… - Plama na śniegu powiększała się, a Aurora pozwoliła sobie klęknąć przy pojękującym mężczyźnie. Nie słysząc sprzeciwu, Aurora zwinnymi ruchami odsłoniła poszarpane kula ciało mężczyzny i wycelowała różdżką w jego ranę.
- Fosilio - Mruknęła pod nosem. W skupieniu przyglądała się, jak krew przestaje tłoczyć się z rany. To ułatwiło ocenę, że w ranie nic nie zostało. Całe szczęście, bo chociaż udało się zatrzymać krwotok, mężczyzna wciąż był bardzo słaby. Musiała jak najszybciej zabrać go na Wrzosowisko albo w inne bezpieczne miejsce. Ale do tego musiała jeszcze trochę go opatrzeć. W takim stanie nie było mowy o przeniesieniu go. Jeszcze chwilę mocnowała się z własną torbą, aż wreszcie rozległ się odgłos odkorkowanej butelki.
Maść o przyjemnej zielonej barwie, nałożona na ranę momentalnie wsiąknęła i zasklepiła ranę.
- Muszę go zabrać w inne miejsce… - Powiedziała Aurora ni to do swoich towarzyszy, ni to do mugoli, przykrywając lotnika, żeby do tego wszystkiego jeszcze bardziej go nie wyziębiać. Rozejrzała się, jednak wciąż pozostawiając na ziemi. - Czy ktoś jeszcze jest ranny? - Nie wiedziała, czy prędko uda się jej wrócić, a może kogoś pominęła.

______________________________________________
- Rzut na Fosilio - udany;
- Podaje rannemu Maść z wodnej gwiazdy


Suddenly,
I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Aurora Sprout
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Tereny wokół Doliny Godryka - Page 2 D836eb438dea1946dc5bb9dd21fef622
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout#328488

Powrót do góry Go down

Jackie mimowolnie się spięła, będąc gotową do sięgnięcia po różdżkę - w razie, gdyby była potrzebna reakcja i pomoc, obrona lub atak przed ludźmi, na których się natknęli. Wojna nie była czymś, co uczyłoby jej większego zaufania - raczej większej ostrożności. Ale atak nie był nigdy rozwiązaniem.
Widząc jak Cillian przejął inicjatywę, również nieco się uspokoiła. Wyraźnie znajomość mugolskich wynalazków przez Moore'a stanowczo zaintrygowała mugoli - a przynajmniej sprawiła, że nie chcieli oni zaatakować czarodziejów tak od razu, bo wciąż daleko było im od przyjaznych pogawędek.
Mimo, że przepuścili Aurorę, przyglądali się niepewnie zarówno jej, jak i jej czynom. Nie ufali jej, a Cillian i Jackie wyczuwali, że nie czuli się zbyt komfortowo w takim natłoku obcych, kiedy ci zerkali na działania uzdrowicielki. Nie było pewne przecież czy któraś ze strzelb nie wystrzeli nagle w kierunku blondynki - czy nie będą chcieli ich zaatakować idą w wierze, że w zastanym świecie można było tylko zostać zjedzonym lub zjadać, a czarodzieje każdego typu stanowili największe zagrożenie.
- Możemy również więcej porozmawiać o froncie, albo porozmawiać o dolegliwościach, waszych jak i tych... tutaj panów. Oni są ranni, ale jestem pewny, że i wasi są chorzy, prawda? - powiedział pewnie Cillian, chcąc podkreślić że przecież wcale ich tak wiele nie różniło - krwawili wszyscy w jednako. A nie potrzeba było więcej czerwieni na białym śniegu.
- Jesteście w stanie nam pomóc? - zapytał niepewnie jeden z mężczyzn, chociaż drugi obok zaraz mocniej ścisnął strzelbę w dłoniach. Znów zerknięto w stronę Aurory, która skupiała się na leczeniu, a już po chwili powiedziała o przeniesieniu gdzieś mężczyźni.
Mugole zerknęli po czarodziejach niepewnie, a po tym na ładunek i rannych.
- Tak... Ale Davis jest chyba najbardziej... - odezwał się jeden z lotników, krzywiąc się. Upadek z powietrza w końcu nie był najlżejszy w zniesieniu.
Siedmiu czarodziejów i dwunastu mugoli. Nie było pewne, która ze stron mogłaby wygrać potencjalną potyczkę, ale obie strony wyraźnie nie do końca chciały walczyć - w obawie przed przegraną.
- Zabierzmy ładunek i rannych w ustronne miejsce... Niedaleko jest szopa, w której możemy się schronić i ogrzać - zaproponował Cillian. - I porozmawiamy czego potrzebujecie, i jak możemy wam pomóc - dodał, a twarze mugoli przez moment wykazywały zawahanie.
Jackie skinęła lekko głową, zaraz zbliżając się do jednego z rannych, aby pomóc go przenieść. Moore za to przy pomocy magii udźwignął ładunek, chociaż jeden z mugoli rzucił mu bardzo niechętne spojrzenie. Pozostali jednak również skierowali się do do pomocy rannym, aby móc ich przenieść do względnie bezpiecznej acz opuszczonej stodoły w okolicy. Sytuacja wciąż wydawała się być napięta, a niemagiczni obserwowali z uwagą każdy ruch różdżki, obawiając się o własne życia - nie ufali sobie wzajemnie, ale byli na tyle zdesperowani, że chcieli chwycić się każdej deski ratunku. I wyraźnie chcieli uniknąć w tym momencie walki, nie będąc pewnym czy byliby w stanie przeciwstawić się, mimo że rannym, to sporej liczbie czarodziejów. W końcu nie pojmowali w pełni działania magii.


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Tereny wokół Doliny Godryka - Page 2 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Przeniesienie jednego rannego do innego miejsca było bardzo dobrym pomysłem i Aurora upewniła się jedynie, że mężczyzna, którego przed chwilą leczyła, jest odpowiednio zabezpieczony do takiego przeniesienia. Szopa znajdowała się blisko, ale nie warto było ryzykować, jeśli mieliby mu pogorszyć to, co ona zdołała naprawić. Czuła na sobie czujny wzrok otaczających ją mężczyzn, ale postanowiła nie słowami, a własnymi czynami pokazać, że nie ma złych zamiarów. Wiedziała, że Cillian w razie czego będzie umiał ich przekonać o tym, że świat mugoli wcale nie jest tak odległy od tego, co znają czarodzieje. Ona co prawda nie znała się na nim zupełnie, ale Moore zdawał się mieć ogromne pojęcie w tym, co robi i mówi.
- Idźcie przodem. - Powiedziała z przekonaniem, bo rzeczywiście, niesienie jednego to jedno, ale już dwóch mężczyzn spowalniających marsz stanowiło większe utrudnienie. Zwłaszcza że naprawdę można było wszystko uszkodzić. Zwłaszcza jeden z mężczyzn przykuł wzrok Aurory — Jego noga wykrzywiona była pod nienaturalnym kątem, a w dodatku śnieg wokół tej właśnie kończyny przybrał brunatną barwę. Słyszała, jak jęczy — starał się to hamować, ale nie był w stanie. Może bał się, że swoim zachowaniem kogoś zdenerwuje lub zwróci na siebie niepotrzebną uwagę?
Aurora również potrzebowała chwili wytchnienia. Nie mogła wciąż do końca skupić się na wszystkich zadaniach, jakie na siebie wzięła. Nie mogła spać, więc szukała sobie zajęcia, byle tylko nie dopuścić do tego, by mogła skupić się na przerażających wspomnieniach z Doliny, gdzie dopadł ją Hannibal.
- Pomogę panu. - Nie wiedziała, czy tamci posłuchają i czy rzeczywiście pójdą przodem, ale ten mężczyzna nie powinien ruszyć się, dopóki nie nastawi mu kości. Przemieszczenie nawet, przy pomocy zaklęcia, mogło mieć kiepskie skutki, gdy wzięło się pod uwagę to, że było to złamanie otwarte.
Wiedziała też, że Cillian i Jackie zrobią wszystko, by najbardziej poszkodowanego mężczyznę doprowadzić do ciepłego miejsca, gdzie Aurora będzie miała okazję przyjrzeć mu się dokładniej. W tym momencie najważniejsze jednak było, że jeśli zejdzie z mrozu, zniknie największe zagrożenie dla jego życia. Gdy przykucnęła przy mężczyźnie z otwartym złamaniem, kątem oka dostrzegła, że Jackie już pomaga kolejnemu z rannych. Nie padło żadne zastrzeżenie, więc chyba otrzymali wolną rękę do działania. To nieco uspokoiło czarownicę — oczywiście, jeśli chodzi o te sprawy, które były wewnętrzne. Potrzebowała kolejnej chwili, by się skupić na tym, że musiała nastawić złamanie.
Wyciągnęła różdżkę i wycelowała ją w nogę.
- To nie będzie przyjemne, ale ból potrwa dosłownie sekundę. Później będzie już lepiej. - Powiedziała, spoglądając na niego, a gdy skinął głową, na znak, że rozumie, Aurora mruknęła:
- Fractura Texta - Cichy trzask poniósł się na wespół z jęknięciem, ale zaraz za pierwszym zaklęciem, poleciało zaklęcie bandaży, uciskając nogę w odpowiednim miejscu. Ferula bywała bardzo przydatna w takich momentach. - Pomogę panu wstać i pójdziemy z innymi do szopy. - Instruowała dalej, przywołując jednocześnie zaklęciem grubą gałąź, która miała stanowić wspomaganie z drugiej strony mężczyzny. Kość była zrośnięta, jednak nie znaczyło to, że z miejsca należało ją dalej forsować. W związku z tym potrzebowali dłuższej chwili, żeby dołączyć do pozostałych. W środku nie było wiele miejsca, ale paradoksalnie stanowiło to jeszcze większą ochronę przed zimnem.
Aurora wykorzystała też tę chwilę, by spojrzeć za Sillym i Jackie.
- Wszystko w porządku? Dowiedzieliście się czegoś? - Spytała Aurora, gdy mężczyzna, którego prowadziła, usiadł wreszcie, puszczając tym samym jej ramię. Dała sobie krótki moment na rozmowę z przyjaciółmi, nim wreszcie rozejrzała się po zatłoczonym pomieszczeniu.
- Czy ktoś jeszcze potrzebuje pomocy? - Robić coś. Cokolwiek. Byle nie myśleć o Rookwoodzie. To był jej cel.

Rzuty na Fectura Texa i Ferula


Suddenly,
I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Aurora Sprout
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Tereny wokół Doliny Godryka - Page 2 D836eb438dea1946dc5bb9dd21fef622
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout#328488

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Tereny wokół Doliny Godryka

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach