Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Grób Caleba Macnaira
AutorWiadomość
Grób Caleba Macnaira [odnośnik]17.02.21 0:02
First topic message reminder :

Grób Caleba Macnaira

Nagrobek znajduje się w odległej alejce na samym skraju cmentarza w Dolinie Godryka. Ścieżka między grobami jest tutaj wąska, porośnięta mchem oraz niesforną trawą. Większość płyt jest nadgryziona zębem czasu, porzucona, co usprawiedliwiają bardzo odległe daty zgonów. Caleb Macnair jest jednym z niewielu świeższych lokatorów, ale stopniem zepsucia i zaniedbaniem wcale nie odstaje od pozostałych. Gdyby ktokolwiek zdecydował się go odwiedzić, czeka na niego stara, drewniana ławeczka, w której brakuje jednej deski. Na płycie nagrobnej stoją natomiast przerdzewiałe, dawno wygasłe znicze.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Grób Caleba Macnaira - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Grób Caleba Macnaira [odnośnik]09.04.22 13:29
Miał nadzieję, że to sen. Rzadko kiedy pragnął, by rzeczywistość, która właśnie wyciągała po niego łapska, rzeczywistość, która przybrała dziś kształt dementora, by odeszła ona w niepamięć, zatonęła pod warstwą senności. Miewał czasami problemy ze snem, wolał unikać koszmarów tak jak każdy inny człowiek. A jednak teraz oddałby praktycznie w s z y s t k o, by poczuć to dziwne szarpnięcie, ciągnące go w dół ciała i podrywające do siadu, by faktycznie siadł na łóżku, wśród mokrej od zimnego potu pościeli, by dostrzegł, że to naprawdę był tylko zły sen, że nic strasznego się nie wydarzyło, że wciąż żyje, żyje, żyje...
Nie mógł się zbudzić, nie wtedy, gdy zaglądał w oczy samej śmierci. Czy nie tak miała wyglądać? Zawsze wyobrażał sobie swe odejście jako coś lekkiego, przygotowanego na własnych warunkach. Obmyśliwał ten plan już tysiąc razy, od nocy osiemnastego września, gdy zginął po raz pierwszy, gdy nie było już tamtego Castora Sprouta, tylko jego marna wydmuszka, zupełnie nieprzygotowana na to, gdzie rzuci ją los i jakie wyzwania właśnie zostały przed nim postawione. Miał odejść w spokoju, pogodzony ze wszystkimi, na których mu zależało, ze świadomością, że zostali zaopiekowani, gdzieś w lesie, pośród niczego, tak, by nikt go nie znalazł, a jeżeli ktokolwiek natknąłby się na niego — by pozostawił go tam, gdzie zasnął, bo był tym po prostu zmęczony i tego właśnie chciał, zasnąć na wieki.
Czarne łachmany furkotały mu przy uszach, gdy świat szarzał, gdy nie było już ni ciepła, ni nadziei, gdy kościste kolana wbijały się coraz mocniej w twardy grunt, prawie uwierzył, że to koniec.
I jeszcze nie wiedział, jak bardzo będzie na siebie zły.
Melodia — wysoka, niesłyszana przez niego wcześniej, a jednak gdzieś, na jakimś podstawowym poziomie tak dziwnie znajoma — niosła nadzieję. A on złapał się niej, najufniej, jak tylko potrafił, bo taka szansa zdarzyć się może tylko raz w życiu. W życiu. W życiu, które do tej pory odpuszczał, które ciążyło mu na barkach ciężarem, jakiego — jak myślał — nie potrafił już nieść. Ale mylił się, przecież musiał się mylić! Szczęście, radość, wesołość. Myśli skakały od jednej do drugiej, gdy desperacko przeszukiwał wspomnienia, gdy próbował wycisnąć z siebie wszystko, nawet z okresu, który uważał za absolutnie najgorszy w swym życiu. A jednak zebrało się w nim tego tyle, śpiewna determinacja pobudziła organizm do pracy i umysł do wysiłku, zrobiło się nawet na moment nieco cieplej, choć dalej bezbarwnie, ale z końca drżącej z wysiłku różdżki wyleciała mgiełka. Nie mgła, nie patronus w zwierzęcej formie, ale coś, a przecież dla takich drobnostek warto było się starać. Za takich drobnych, pomijanych, uznanych przez siebie samych za niewystarczających czy nieistotnych obiecał przecież walczyć i musiał — naprawdę musiał — iść za głosem serca. Za głosem nadziei, dobroci i miłości, bo świat, a on razem z nim, wciąż miał jeszcze szanse.
I błysk i—
Czy to...?
I krzyk i—
Oderwał wreszcie oczy od czaszki, właściwie niezdolny do patrzenia gdziekolwiek, a wszystko za sprawą blasku, który zmusił go do zamknięcia oczu, próby kolejnego wysiłku, wzniesienia drugiej ręki tak, by przesłonić oczy. Pieśń narastała, pieśń niosła nadzieję, pieśń wreszcie pozwoliła mu nabrać głęboki oddech. I momentalnie zrobiło się ciepło, wreszcie ciepło, koszmarna rzeczywistość przedarła się w połowie, jak kartka papieru, serce dalej dudniło w piersi, palce zaciśnięte na różdżce pobielały od siły nacisku, ale zrobiło mu się jakoś dziwnie lekko, niemal niebiańsko.
Czy to możliwe, że naprawdę umarł? Że tak to wszystko miało wyglądać?
Ostrożnie odsunął lewą rękę od swych oczu, powoli wznosząc powieki. Wyglądało na to, że wciąż był na cmentarzu w Dolinie Godryka, że wciąż klęczał na wydeptanej ziemi, w swoim brązowym płaszczu, teraz nieco umorusanym od klęczek właśnie, ale po dementorze nie było ni śladu. Ze wciąż zadartą do góry głową próbował dojść do tego, co właściwie miało tutaj miejsce, gdy jego oczom ukazało się upadające z wolna, popychane wiatrem złote pióro. Wystarczyło tylko wyciągnąć rękę — co też uczynił — by upadło mu na dłoń, przepiękne i nierealne, a jednocześnie tak bardzo prawdziwe.
Poderwał głowę wyżej, chcąc spojrzeć wprost na niebo.
I jeżeli wcześniej miał wątpliwości, teraz zniknęły zupełnie, gdy palce powoli i z wyuczoną pracą delikatnością zacisnęły się na piórze... feniksa.
A potem coś — ktoś — szarpnęło prawą ręką, wyrywając go z tej przyjemnej, a jednak pustki niezrozumienia. Gdy spojrzał na Thomasa, wyglądał, jakby go nie poznawał. Oczy miał wciąż otwarte szeroko, zszarzałe ze strachu tęczówki odbijały obraz zachmurzonego nieba, źrenice powiększyły się nieco, choć Doe mógł pewnie nie zauważyć różnicy. Poddałby się pewnie jego woli i wstał, gdyby nie to, że kolega usiadł zaraz tuż obok niego, a on sam czuł, że gdyby teraz spróbował podnieść się do pionu, pewnie upadłby raz jeszcze, niezdolny do utrzymania się na drżących nogach.
— Nie ruszaj... się... — szepnął charkliwie, przez suche i zaciśnięte z nerwów gardło, powoli przesuwając rękę, którą miał wcześniej przełożoną przez ramię Thomasa tak, by wycelować różdżkę w klatkę piersiową chłopaka. Potrzebowali się uspokoić, to był pierwszy priorytet. Na pytanie czemu Doe nie uciekał (Mógłby przecież wezwać pomoc, u licha! Ucieczka to nie zawsze przegrana!) i co się właściwie stało, przyjdzie jeszcze czas. — Paxo — inkantacja zaklęcia, choć dalej naznaczona chrypką, zabrzmiała odpowiednio pewnie. Może to pióro, które wciąż trzymał w dłoni, może to dalej upojenie nadzieją — cokolwiek to było, sprawiło, że magia uzdrawiania popłynęła przez rękę Castora ze znajomym mrowieniem, a zaklęcie skutecznie dotarło do Thomasa, mając pomóc mu w nabraniu przynajmniej częściowej klarowności i opanowaniu emocji. Gdy był pewien, że z chłopakiem wszystko w porządku, powtórzył zabieg, rzucając tym razem zaklęcie na siebie.
Paxoi przez następne chwile trwał w milczeniu, z zamkniętymi oczami, oczekując na to, aż zaklęcie pomoże i jemu. Może powinien spróbować rzucić Maximę, dać ulgę jeszcze napiętym mięśniom? Z drugiej strony Hector mówił mu, że nie powinien klasyfikować emocji na dobre i złe ani obwiniać się za to, że je czuje. Może... Może powinien spróbować?
— Chyba... Chyba już poszło... — powiedział wreszcie, otwierając oczy i rozchylając powoli palce. Przyglądał się złapanemu w powietrzu pióru, dostrzegając, że coś przykleiło się do lotki. Ostrożnie, korzystając już z lepszej koordynacji ruchowej wobec uspokojenia zaklęciem, spróbował oddzielić mieniący się kształt, może kryształ, a może zastygniętą w lodzie kroplę. Gdy to się udało, wsunął pióro wraz z kryształem do wewnętrznej kieszeni płaszcza, na wysokości swej lewej piersi. — W tym stanie... To ty lepiej do domu... Wracaj, wiesz? Ja... Ja też wezmę sobie wolne — odezwał się wreszcie, próbując odkaszlnąć tak, aby pozbyć się tego nieprzyjemnego wrażenia chrypy. Ciałem wstrząsnął kaszel, który nie przyniósł mu jednak ulgi.
Potrzebowali czasu. Czasu obkupionego spotkaniem z żywą śmiercią, gdy oboje siedzieli na wydeptanej cmentarnej ścieżce, niepewni tego, co przyniosą następne minuty.

| biorę kryształ
z/t
[bylobrzydkobedzieladnie]


słońce nadal jest tuż nad głową, deszcz dotyka jeszcze mnie. wiatr odbija się mi o dłonie, noc pozwala zbliżyć się. jeszcze mamy odwagę, siłę i oddechu starczy nam. Niebo wisi wciąż tuż nad głową, jeszcze mamy czas.
Castor Sprout
Zawód : Twórca talizmanów, właściciel sklepu "Bursztynowy Świerzop"
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
muszę to przespać
p r z e c z e k a ć
przeczekać trzeba mi
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Wilkołak

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9918-castor-sprout#299830 https://www.morsmordre.net/t9950-irys#300995 https://www.morsmordre.net/t9949-i-will-keep-my-flowers-safe#300972 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t9952-skrytka-bankowa-nr-2255#301004 https://www.morsmordre.net/t9951-c-sprout#300999
Re: Grób Caleba Macnaira [odnośnik]14.04.22 20:13
Nie znosił pojawiać się tutaj. Minęło dziesięć lat od podjętej decyzji, pochylenia się nad prośbą brata, a on raz za razem żałował, że to zrobił. Cmentarz w Dolinie Godryka miał w sobie coś, co go odrzucało. Może to ilość spoczywającego tutaj szlamu, może sama świadomość, że znajdował się na półwyspie Kornwalijskim. Nie potrafił tego do końca określić, lecz obie opcje były bardziej niż prawdopodobne. Żaden Macnair nie powinien mieć grobu w tym miejscu, wśród tych, których w większości nie należało upamiętniać tablicami, a wkopać gdzieś, gdzie zostaną zapomniani. W ostatnich miesiącach czuł coraz więcej niechęci, lecz świadomość, że brat został duchem, skłaniała go do częstszych odwiedzin. Przestał zostawiać cokolwiek, co było oznaką, że bywał tutaj. Częściej po prostu siedział na lichej ławeczce i spoglądał na tablicę nagrobka, licząc, że Caleb pojawi się niespodziewanie. Tylko najlepiej, aby tym razem bez iluzji dementora, która przypominała mu okoliczności śmierci bliźniaka. Takie rozmowy były trudne, prowadzone właśnie w tym miejscu, które pobudzało parszywy humor obu, prowokowało do ponurych wniosków. Mimo to przychodził, raz za razem. Dziś też. Teleportował się do bocznej uliczki, gdzieś z daleka od ciekawskich spojrzeń okolicznych mieszkańców. Na całe szczęście, dla większości był jedną z wielu osób odwiedzających bliskich. Nic ponadto.
Zbliżając się do granicy cmentarza, rozejrzał się bez zainteresowania po otoczeniu. Nigdy nie widział, aby ktokolwiek kręcił się w okolicy czy na samych alejkach. Dziwne, zaważywszy, że bywał tu o różnych porach dnia. Nieznośna cisza panowała w powietrzu, sprawiając, że każdy przypadkiem kopnięty kamyk wydawał zbyt głośny dźwięk na bruku lub kiedy zderzał się z przeszkodą. Może właśnie przez ten spokój, dotarło do niego echo rozmowy. Paru wymienionych słów. Przystanął zaraz po minięciu cmentarnej bramy, zdecydowanie nie okazałej, jak wszystko tutaj. Rzucił krótkie spojrzenie w stronę grobowca rodziny Dumbledore, może to coś tam? Ktoś się pofatygował? W sumie nawet go to nie interesowało. Zrobił ledwie krok, kiedy minął go wysoki chłopak i zniknął szybko z oczu. Więc to on, brakowało tylko kogokolwiek z kim mógł rozmawiać. Odruchowo wsunął dłoń do kieszeni płaszcza, zamykając palce na judaszowcu. Nie spodziewał się kłopotów w takim miejscu, ale z drugiej strony, czemu by nie. Nawet jeśli to nie problemy miały dosięgnąć jego, a wręcz przeciwnie on miał się takowym stać dla kogokolwiek. Ostatnie czego szukał to, trochę rozrywki wśród mogił, ale nie zwykł marnować okazji, jeśli się takowe nadarzały. Kilka miesięcy temu przyszło mu spotkać małą Tonks, może tym razem wpadnie na tą starszą? Spotkanie w Exmoore prawie rok temu było zbyt odległe, a teraz byłby mniej skory, aby pozwolić jej odejść. Zaczął gwizdać cicho, pokonując kilka metrów, szukając wzrokiem jakiejkolwiek sylwetki, kogoś żywego pośród martwych. Kierował się w stronę grobu brata, obiecując w myślach, że jeśli to znów ktoś kto zniszczy nagrobek Caleba... ten cmentarz zyska nowego lokatora.


W głębokich dolinach zbiera się cień.
Ma barwę nocy…
lecz pachnie jak krew

Cillian Macnair
Zawód : Łowca magicznych stworzeń, szmugler
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Krok wstecz to nie zmiana.
Krok wstecz to krok wstecz
OPCM : 20
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Zwierzęcousty

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8529-cillian-macnair https://www.morsmordre.net/t8563-dante#249835 https://www.morsmordre.net/t8556-cill https://www.morsmordre.net/f199-gloucestershire-okolice-cranham https://www.morsmordre.net/t8564-skrytka-bankowa-nr-2018#249854 https://www.morsmordre.net/t8557-cillian-macnair
Re: Grób Caleba Macnaira [odnośnik]14.04.22 20:37
Nie zawsze przebywał w okolicach swojego grobu, choć nie wątpił, że człowiek żywy i przywiązany do stereotypów na temat duchów tego właśnie by oczekiwał. Caleb bywał zajęty, bo choć jego życie nie było tak bujne towarzysko jak niegdyś, wciąż posiadał garstkę znajomych, którzy znali jego aktualny stan i z którymi lubił rozmawiać - jeżeli tylko znajdowali czas. Zdarzało mu się też podróżować, wykorzystywać moce dla lepszych i mniej lepszych celów, naciągać swoje magiczne przywiązanie do miejsca spoczynku do granic możliwości z powodu pozostałej nawet po śmierci potrzeby wędrowania. Niewielu rzeczy musiał się już obawiać, więc zapuszczał się w miejsca, w które wcześniej miałby opory się udawać. Był bardziej obserwatorem niż aktywnym uczestnikiem wydarzeń, ale nawet z tego dało się wycisnąć jakąś rozrywkę w tej ponurej rzeczywistości.
Kiedy już jednak siedział na swoim cmentarzu, jak to lubił nazywać ponure, ale swojskie miejsce, zazwyczaj unikał spojrzeń niepowołanych, nawet tych, którzy decydowali się odwiedzić właśnie jego grób. Siedział w podziemnych katakumbach, podsłuchując, lub gdzieś w koronach drzew. Czasem nawet przemykając za nagrobkami w sposób, który komuś niezaznajomionemu nie mógł wydawać się niczym więcej niż rozmytymi w powietrzu strugami deszczu szarganymi wiatrem. Objawiał się wtedy, gdy było to konieczne, bo nigdy nie sprawiało mu radości wzbudzanie w ludziach lęku, a nietrudno było dziś stanąć twarzą w twarz ze śmiertelnie przerażonym mugolem. Właśnie dziś, po upadku kodeksu tajności, wydawali się nawet bardziej wystraszeni i ostrożni niż przedtem, bo nie mieli swojej tarczy zaprzeczenia. Kiedyś rozmowa z duchem mogła skończyć się dla nich jako sen lub alkoholowe zwidy, dzisiaj im więcej człowiek wiedział tym mniej pewny się czuł. Nie winił ich, toteż świadomie nie dodawał im zmartwień.
Ewentualnie, gdy miał akurat wystarczająco frywolny nastrój, pozwalał sobie wykorzystywać iluzje do przegonienia chuliganów, którzy chcieli demolować jego grób. Nie zawsze jednak zbierał w sobie siły, bo i dlaczego miałby rozpaczać nad zimnym kamieniem, który nie krył w sobie niczego więcej poza białymi kośćmi? I tak mało kto, z niewielkimi tylko wyjątkami, kusił się o postawienie na nim znicza lub kwiatka. Nawet Cillian, coraz częściej odwiedzający go w tym znienawidzonym przez siebie skrawku Anglii, rzadko cokolwiek ze sobą przynosił. Zapewne powinien być wdzięczny, że brat w ogóle tutaj zaglądał. Po prawdzie było to i nieco martwiące, biorąc pod uwagę usposobienie Cilliana i mieszkających w Dolinie niewinnych ludzi.
Tego dnia Caleb odpoczywał na swoim cmentarzu, przysłuchując się bez koncentracji rozmowie snujących się po cmentarzu nastolatków. Nawet jeśli jego mglistą twarz rozjaśnił cień uśmiechu na widok świecy, nie ujawnił swojej obecności, nie ingerował w rozgrywające się wydarzenia, będąc na to chyba zbyt zmęczonym.
Ostatnim, czego się spodziewał, to wizyty Cilliana w tak nieprzyjemny, chłodny dzień. A już zwłaszcza wtedy, gdy cmentarz nie był w pełni opustoszały.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Umrzeć, usnąć? Śnić może?
Bowiem sny owe, które mogą nadejść pośród snu śmierci, gdy już odrzucimy wrzawę śmiertelnych, budzą w nas wahanie, zmieniając życie w klęskę...
Caleb Macnair
Zawód : Aktualnie bezrobotny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
never better
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Duch
deceased
Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t9272-caleb-macnair#282376 https://www.morsmordre.net/t9594-nagrobek-c-r-macnaira https://www.morsmordre.net/t9380-duch-z-doliny#284767 https://www.morsmordre.net/t9424-grob-caleba-macnaira#287564 https://www.morsmordre.net/t9392-caleb-macnair#285075
Re: Grób Caleba Macnaira [odnośnik]15.04.22 12:29
Nie myślał o ucieczce, nie myślał o tym, że kogoś powinni zawołać - kogo? Kto chodził na cmentarze poza starymi babciami? Zazwyczaj było przecież tutaj pusto, o czym przekonali się podczas swojej październikowo-listopadowej wyprawie, aby napić nieco alkoholu, a dzisiaj... dzisiaj co miało tutaj miejsce? Dementory? Naprawdę zaczynały chodzić po cmentarzach, nie dawały spokoju nawet zmarłym?
Było mu się ciężko uspokoić czy odpowiedzieć, a mimo to szczerzył się szeroko i wesoło, jakby kłamstwo, że wszystko było w porządku miało przynieść Castorowi ulgę, że rzeczywiście tak było - mimo, że oboje doskonali wiedzieli, że było zupełnie inaczej.
Poczuł jak jego oddech się powoli uspokaja, jak jego ciało nie czuje się aż tak spięte tym, co miało miejsce. Wszystko dookoła wydawało się być jakieś... cichsze? Nieco bardziej przyjaźniejsze? O tyle, o ile cmentarz rzecz jasna mógł być miejscem pełnym spokoju.
Poczekał aż Castor rzuci zaklęcie i na siebie, nie przeszkadzając mu w tym. Zerknął jednak na przyjaciela, kiedy ten się pierwszy odezwał.
Rozejrzał się jakby niepewnie po otoczeniu.
- Taaa... tak. Co tam dementor na nas dwóch - rzucił zaraz wesoło, zupełnie przykrywając śmiechem swoją nerwowość i fakt, że jeszcze kilka chwil wcześniej był przerażony. Potrzebowali czasu, oboje.
- Pójdę... Odwiedzę cię w tym sklepie, co? W sensie później, innym razem. Potrzebujesz cię odprowadzić..? - dopytał, wciąż siedząc jeszcze na ziemi, jakby bał się, że dementor ponownie się zjawi jak tylko ruszą kawałek dalej.
Po dłuższym czasie jednak w końcu się podniósł, wyciągając i rękę do Castora pomagając mu wstać. Pożegnał się z nim, przez moment jeszcze rozważając rzeczywiście udanie się do domu, kiedy jednak coś go tknęło.
Ruszył dalej na cmentarz, kiedy blondyn już się oddalił z pola widzenia, między nagrobki i ławki, drzewa i inne płyty nagrobne, zastanawiając się czy tych dementorów... czy było ich więcej?
nie wydawało mu się, cmentarz zdawał się być zupełnie bezpieczny. Wiedział, że miał jeszcze czas przed spotkaniem z Roratiem, więc zaczął krążyć wyznaczonymi ścieżkami, szukając nagrobka babci Castora - tego, którego ostatnim razem nie znaleźli. Pamiętał te instrukcje i ich drogę jak przez mgłę. Może wtedy trafili we właściwe miejsce, ale rzeczywiście to właśnie anomalie sprawiły, że leżał w tym miejscu ktoś zupełnie inny? Chociaż jeśli wtedy na nagrobku znajdywało się zupełnie inne imię, skąd pewność, że teraz będzie znów inne? Że to było właściwe miejsce?
W końcu jednak znalazł tę ławkę, na której pili - to miejsce, w którym rozmawiali tak swobodnie jeszcze kilka miesięcy temu. Tak wiele się zmieniło, czuł się jakby to była wieczność.
Zerknął zaraz na nagrobek, który był zakurzony i brudny, prawdopodobnie przez ostatnią pogodę.
Wyciągnął różdżkę, zerkając na niego.
- Chłoszczyść - rzucił spokojnie, bo skoro i ostatnim razem Castor posprzątał to miejsce, czuł się chociaż odrobinę zobligowany znów do tego - skoro już był w tym miejscu i skoro ostatnim czasem spędzili nieco dobrego czasu w gości u tego trupa. - Evanesco - dodał zaraz, znów machając odpowiednio różdżką.
Po tym przysiadł ciężko na ławce, wbijając wzrok w nazwisko, które nic mu nie mówiła. Ot, kolejny trup. Ten chociaż miał swoje miejsce i wynikało z daty, że zmarł jeszcze przed wojną.
- Nie mogłeś nas ostrzec przed tym dementorem? - rzucił w przestrzeń, nie oczekując nawet odpowiedzi.



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Grób Caleba Macnaira - Page 4 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Grób Caleba Macnaira [odnośnik]18.04.22 0:20
Czasami chciał się pomylić, nie przewidzieć tego, co za moment będzie miało miejsce. Jednak jeszcze nie dziś, nie tym razem, bo kiedy przeszedł kilka metrów, cicho pogwizdując pod nosem, zobaczył to czego nie chciał. Przystanął w półkroku, obserwując chłopaka, który skierował różdżkę na płytę z nazwiskiem brata. Poczuł ukłucie złości, tej bezmyślnie budzącej się agresji, która za czasów szkoły powodowała, że szybciej działał, niż myślał. W emocjach był nie do opanowania, idąc do celu, jakim był zawsze ktoś. Bez znaczenia czy winny, czy nie, starczył mu powód, aby działał i robił, co uważał za słuszne. Z czasem to minęło, trochę ucichło, ale jednak wszystko, co dotyczyło zmarłego brata, nadal działało na niego, jak płachta na byka. Dlatego właśnie teraz zacisnął mocniej palce na różdżce, judaszowiec w dłoni leżał pewnie, zgrywając się w pełni z oportunistycznym charakterem właściciela. Czasami coś nie wychodziło, jakieś zaklęcie nie sięgało wyznaczonego celu, ale to nie zniechęcało, a skłaniało do kolejnych prób. Wiedział dobrze, jaki potencjał krył się w tych kilku calach drewna i jego własnych umiejętnościach. Nie pozwalał sobie na stanie w miejscu, działał na różnym poziomie, byle mieć więcej. Dziś chodziło jedynie o nauczkę dla dzieciaka, gówniarza, który zapędził się tutaj i teraz rozsiadł wygodnie na ławeczce przy grobie Macnaira. Bez wahania skierował na niego różdżkę, wiedząc, że jeszcze pozostał niezauważony. Na końcu języka miał wszelkie czarnomagiczne inkantacje, które znał i używał. Zawahał się jednak, mając świadomość, gdzie był. Jednak to nie cmentarz go powstrzymywał, a możliwa obecność bliźniaka. Znał podejście Caleba do przemocy, nie oszukiwał się, że ten poparłby wymierzenie nauczki w krwawy sposób. Nie chciał już więcej spotkania z dementorem, nawet kiedy była to jedynie iluzja stworzona przez ducha. Granie z własnym strachem to coś, czego chciał unikać za wszelką cenę.
- Obscuro.- rzucił, by zaraz warknąć z irytacją, kiedy wiązka zaklęcia minęła chłopaka o cal, gdy ten poruszył się nagle. Gnojek miał farta, ale to nie oznaczało, że zamierzał zrezygnować. Nie planował najpierw spytać, co ten tu robił, a później decydować co dalej. To nie leżało w jego naturze. Nigdy nie było mu bliskie, a wręcz przeczyło charakterowi. Dlatego mimo chwilowej porażki, spróbował raz jeszcze. Ostatnie sekundy zaskoczenia uciekały mu przez palce i więcej nie zostało.- Obscuro.- burknął ostrzej, gdy złość nabierała na sile.- Wybrałeś najgorszy grób z możliwych- odezwał się rozdrażniony.- Radziłbym, żebyś stąd spieprzał, ale masz jednak pecha i tak łatwo nie będzie.- bo chciał zatrzeć poczucie tej drobnej porażki, a pozorny winowajca siedział właśnie tam.


W głębokich dolinach zbiera się cień.
Ma barwę nocy…
lecz pachnie jak krew

Cillian Macnair
Zawód : Łowca magicznych stworzeń, szmugler
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Krok wstecz to nie zmiana.
Krok wstecz to krok wstecz
OPCM : 20
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Zwierzęcousty

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8529-cillian-macnair https://www.morsmordre.net/t8563-dante#249835 https://www.morsmordre.net/t8556-cill https://www.morsmordre.net/f199-gloucestershire-okolice-cranham https://www.morsmordre.net/t8564-skrytka-bankowa-nr-2018#249854 https://www.morsmordre.net/t8557-cillian-macnair
Re: Grób Caleba Macnaira [odnośnik]18.04.22 0:20
The member 'Cillian Macnair' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 23
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Grób Caleba Macnaira - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Grób Caleba Macnaira [odnośnik]18.04.22 17:08
Cmentarz w Dolinie Godryka w każdym mającym znaczenie sensie był dla Caleba domem - kiedy mógł, starał się być jego dobrym duchem, lecz nie zawsze mu się to udawało. Z uwagi na mnogość żyjących w miasteczku mugoli i czarodziei po prostu nie mógł pokazywać się każdemu. Jak wiele wzbudziłoby to pytań, a może nawet chęci przegnania go za nazwisko, choć nigdy niczego złego mieszkańcom nie zrobił? Nie był szczególnie morderczy i za życia, od czasu do czasu tylko dając w pysk ignorantowi, który naprawdę sobie na to zasłużył. W przeciwieństwie do swojego brata potrafił określić, kto przekroczył granicę i nie pałał agresją dla samej agresji.
Choć Merlin jeden wiedział jak Cillian radził sobie dziś z kontrolowaniem emocji. Na pewno nie podejmował dobrych decyzji i sam siebie posyłał na drogę ku destrukcji, ale może nie wyskakiwał z różdżką na każdego, kto krzywo na niego spojrzał? Chciałby w to wierzyć.
Leniwie, można by nawet powiedzieć, że z przesadną jak na okoliczność nonszalancją, przyglądał się chłopakowi, który włóczył się - już sam - między grobami. Zastanawiał się wcześniej, czy sytuacja wymaga jego interwencji, ale po prawdzie nie wiedział nawet co mógłby zrobić. Z perspektywy nie żałował, że zdecydował się pozostać w ukryciu, tak samo jak w ukryciu pozostał widząc jak chłopak zabiera się do czyszczenia grobu Caleba, nieznanego sobie czarodzieja. Uśmiechnął się ciepło, bo było w tym coś bezwzględnie niewinnego, w tej bezinteresowności. Dobrze było patrzeć na ludzi, których wojna całkiem nie zepsuła.
Zastanawiał się, czy nie uciąć sobie wycieczki po lasach wokół Doliny w poszukiwaniu ludzi, którzy znali go i chcieliby z nim porozmawiać albo chociaż takich, których potrafiłby bez ujawniania się wybawić z opresji.
Dobrze, że się zawahał, że zmogło go lenistwo i jeszcze chwilę na tej gałęzi posiedział - zaraz bowiem usłyszał znajomy głos, na domiar złego warczący zaklęcia.
Momentalnie spłynął z gałęzi i schowany za rozległym dębem, półprzeźroczysty i bezdźwięczny, począł przyglądać się rozwojowi zdarzeń.
Merlinie, Cillian, ty zakuty łbie.
Zeźlony i już szykujący w głowie ostre słowa nauczki czekał z zaciśniętymi zębami aż Cillian odeśle pechowego dzieciaka. Bratu jednak widać zebrało się na prężenie metaforycznych muskułów i nie zamierzał odpuścić tak łatwo. Gdyby Caleba mogła jeszcze boleć głowa, z pewnością rozbolałaby go teraz.
- Dobra, dobra, bracie - powiedział głośno, wychodząc z cienia i stając niedaleko nich. Nie zamierzał ukrywać kim jest, wyglądali niemal identycznie poza tym, że Cillian był starszy. - Widzę, że odkryłem sekret twojej "mocy". - Wykonał rękami cudzysłów. - Znajdujesz sobie takich wrogów, którzy są młodsi, mniejsi, niewinni i nie mogliby ci skopać tyłka nawet jakby chcieli. Bardzo to odważne z twojej strony. - Spojrzał na Cilliana twardo z drażniącym uśmieszkiem, mając nadzieję, że młody wykorzysta okazję.


Umrzeć, usnąć? Śnić może?
Bowiem sny owe, które mogą nadejść pośród snu śmierci, gdy już odrzucimy wrzawę śmiertelnych, budzą w nas wahanie, zmieniając życie w klęskę...
Caleb Macnair
Zawód : Aktualnie bezrobotny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
never better
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Duch
deceased
Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t9272-caleb-macnair#282376 https://www.morsmordre.net/t9594-nagrobek-c-r-macnaira https://www.morsmordre.net/t9380-duch-z-doliny#284767 https://www.morsmordre.net/t9424-grob-caleba-macnaira#287564 https://www.morsmordre.net/t9392-caleb-macnair#285075
Re: Grób Caleba Macnaira [odnośnik]28.04.22 13:45
Zamyślił się nieco, spoglądając na nagrobek. Cisza na cmentarzu, szczególnie po spotkaniu z dementorem, była jakaś dziwnie kojąca. Ostatnio całkiem lubił ciszę, chociaż stanowczo należał do osób, które wolały gwar i towarzystwo innych ludzi o wiele bardziej. Hałas i rozmowy zagłuszały myśli, nie pozwalały mu się skupiać na tym wszystkim, co było złe i spotkało go w ostatnim czasie...
Chociaż stanowczo nie spodziewał się, że to co złe, mogło znów się na niego napatoczyć za zwykłe ściskanie różdżki w dłoniach i siedzenie na ławce przy niewłaściwym grobie.
Słyszał jakiś głos i powoli podniósł na niego wzrok, kiedy dostrzegł celowaną w jego stronę różdżkę, mimowolnie w odruchu podniósł i swoją do obrony.
- Protego! - zawołał, nie orientując się nawet, że jego obrona była równie nieudana co atak napastnika. W jego głowie zaraz pojawił się pomysł rzucenie do ucieczki, oczywiście że nie chciał dać się atakować komuś obcemu za... za właściwie co?! Przecież niczego nie zrobił!
- H-hej! No już, już, przecież nic tutaj nie robię! - zaraz zawołał. - Nie wiem kogo szukasz, ale na pewno nie mnie! - dodał, podnosząc się prędko z ławki, ale nie odwracając plecami do wariata, który właśnie próbował go zaatakować - tak głupi jeszcze nie był. Tym bardziej, kiedy poleciało w niego kolejne zaklęcie - choć wyraźnie znów nieudane.
Wycofywał się powoli, krok po kroku, kiedy doszedł jego uszu kolejny dźwięk - kolejny głos i słowa. Bracie. To jego szukał? Pomylił go z bratem? Rozejrzał się niepotrzebnie jakby w poszukiwaniu źródła głosu, kiedy jego wzrok padł na ducha. Wzdrygnął się przez moment, zaraz po tym potykając o wystający kamień czy korzeń i upadając na tyłek - a jednak wciąż ściskając w drugiej ręce różdżkę, gotowy do obrony.
Wielkimi oczyma wpatrywał się jednak w nieznanego mu ducha i drugiego mężczyznę. Szybko się otrząsnął z początkowego szoku, zapominając na moment, że przecież duchy istniały - przecież nie miał z nimi do czynienia na co dzień! I z jakiejś dziwnej przyczyny nie spodziewał się go spotkać właśnie tutaj na cmentarzu, tym bardziej takiego, który... stawał w niego obronie?
Powinien wstać i uciec. Ale jednak coś go powstrzymywało... Może powinien spróbować...
- Lapifors - powiedział cicho, chcąc skorzystać z faktu, że duch zagadał jego napastnika, i spróbować zdziałać cokolwiek w kwestii własnej obrony.



Am I hurting? Am I sad? Should I stay, or should I go? Will there ever be a place for the broken in the light?
If I make another move there'll be no more turning back; If I find a way to change, if I step into the light...
then it all will fade away
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 17
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Grób Caleba Macnaira - Page 4 AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Grób Caleba Macnaira [odnośnik]28.04.22 13:45
The member 'Thomas Doe' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 41
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Grób Caleba Macnaira - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Grób Caleba Macnaira
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach