Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Sędziwy dąb
AutorWiadomość
Sędziwy dąb [odnośnik]28.02.21 13:04
First topic message reminder :

Sędziwy dąb

Pośród wzgórz i rozległych sieci rzecznych Forest of Bowland rośnie sędziwy dąb, zwany także przedwiecznym, wiecznym, lub po prostu starym. Imponujące drzewo rozpościera swe gałęzie na polanie w środku lasu iście po królewsku, zwracając uwagę potężnym pniem i majestatyczną koroną, będącą domem dla wielu leśnych stworzeń. Choć charakterystyczny, z uwagi na swoje położenie trudny do zlokalizowania, nieuwzględniony na żadnej mapie, zupełnie tak, jakby ciążyło na nim zaklęcie nienanoszalności. Być może kryje sie w tym ziarno prawdy. Niewielu wie, że jest to drzewo szczególne dla rodziny Sykesów, podarowane przed stuleciami przez Ollivanderów, wokół którego do dziś odbywają się rodzinne zgromadzenia.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Sędziwy dąb - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Sędziwy dąb [odnośnik]12.07.22 21:54
18 maja

Majowa ulewa zaskoczyła ją swoją intensywnością. Niby wypełniony niezbędnymi rzeczami plecak, obłożony został zaklęciami, które miały zapobiegać przelaniu, ale czego Aurora nie przewidziała, to to, jak sama z siebie bardzo zmoknie, nim wyląduje pod sędziwym drzewem. Nie chciała teleportować się bezpośrednio z Wrzosowiska — dla bezpieczeństwa jej ojca wszystkie akcje powiązane z wojną prowadziła możliwie daleko od domu. Oczywiście nie wliczało się w to leczenie wszystkich poszkodowanych w bitwach, ale o tym, że była Uzdrowicielem, wiedzieli wszyscy. To, że pomagała Zakonowi, wciąż pozostawała względną tajemnicą. Wiedziała jednak, że kuzyn nie pozwoli, by szła samą na taką misję i nie miała o to pretensji, bo nie znała się tak dobrze na powierzonej misji, jak mogłaby chcieć się znać. Owszem, wędrowała nieco — natury Sproutów nie da się oszukać i od zawsze ciągnęło ją w świat. Stąd właśnie wiedziała, co należało przygotować na wyprawę. Oprócz ubrań, które odpowiednie były na niemalże każdy rodzaj pogody, Aurora zabrała ze sobą składniki do tworzenia eliksirów, zapasy jedzenia, namiot oraz śpiwór. Dziękowała w duchu za magię, która pozwoliła jej spakować się bez większych trudności.
Teraz jednak, stojąc pod rozłożystymi gałęziami drzewa, podziwiała gwałtowną ulewę, która kładła majowe kwiaty z taką mocą i pewnością, jakby chciała pokazać, że nie ma w naturze siły równie silnej, co i gwałtownej. A jednak Aurora wiedziała i czerpała z tego pewną nadzieję, że kwiaty podniosą się, wyprostują, a z wody wyciągną siłę, by urosnąć jeszcze wyżej. I chciała wierzyć, że właśnie taki cel przyświeca ich misji. By odnaleźć wszystkie te kwiaty, które położone mocą wojny nie wiedzą jeszcze, że mają w sobie wszystko, by zwyciężyć z tym trudnym czasem. I ona, i cały zakon byli przecież tutaj, by im pomóc. By znaleźć ich, wyciągnąć dłoń i uratować przed utratą nadziei.
Rozejrzała się, gdy wiatr przyniósł w jej stronę zapach pachnącego bzu i poczuła, gdzieś głęboko w sobie tęsknotę, której wolała nie pamiętać. Wiedziała, że to nie pora na wspomnienia i żal za utraconymi innymi czasami, ale niewiele mogła poradzić na wrażliwość własnej natury. Tylko czynem mogła zagłuszyć ten beznadziejny stan, dlatego miała nadzieję, że ten, który miał z nią wędrować, zjawi się tu niedługo.
Oparła się plecami o chropowatą korę starego dębu i osunęła pomału, żeby móc podziwiać okolicę. Pergaminy zaszeleściły w bocznej kieszeni, ale kobieta nie chciała zaczynać żadnej z map, bez uzgodnienia szczegółów. Nie była w tym wprawiona. Rysowała głównie rośliny do swojego własnego zielnika, a na kartografii znała się tyle, ile korzystała z przygotowanych wcześniej map, więc praktycznie niewiele. Gotowa była mierzyć i obliczać, co trzeba, ale wolałaby, żeby nanoszeniem wszystkiego na mapy zajmował się ktoś bardziej wprawiony.
Oparła głowę o pień i przymknęła oczy. Słyszała cichy szum mokrych liści, czuła zapach bzu i przez moment czuła się tak błogo, jak tylko można się czuć w bezpiecznych czasach. Miała chwilę takiego oddechu, nim wydało jej się, że do jej uszu dobiegł obcy dźwięk, tak niepasujący do bolącego wspomnienia. Szybko odnalazła różdżkę w nieco zbyt luźnej kieszeni swetra i zacisnęła nań smukłe palce. Wytężyła wzrok, jakby chciała nim przebić ścianę deszczu.
- Kim jesteś? - Straszny i smutny czas wojny. Kiedyś witałaby towarzystwo z radością. Teraz czuła rosnący w sercu lęk.


Suddenly,
I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Aurora Sprout
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
And if you don't like me, as I do you;
I understand.
Because who would really choose a daisy,
in a field of roses?
OPCM : 6
UROKI : 0
ALCHEMIA : 19 +3
UZDRAWIANIE : 10 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Sędziwy dąb - Page 4 D836eb438dea1946dc5bb9dd21fef622
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout#328488
Re: Sędziwy dąb [odnośnik]14.07.22 4:41
Zakon Feniksa nie spoczywał na laurach, czyniąc z maja bardzo pracowity miesiąc. Nie znałem szczegółów — skupiałem się wyłącznie na swoich zadaniach, lecz wyglądało mi to na szerzej zakrojoną operację umacniania pozycji rebeliantów na terytoriach naszych wpływów. Dwa dni temu swoją miotłą i różdżką wspomagałem działania zwiadowcze lotników z "Sowy"; w dzisiejszym zadaniu czułem się bardziej kompetentny, gdyż zlecono mi je bezpośrednio przez przełożonych. Wieściami o wyprawie podzielił się ze mną koordynator "Memortka" — podziemnego Biura Informacji i Propagandy, który oddelegował mnie z ważną misją na rejon graniczny Lancashire. Ziemie sprzymierzonego rodu Ollivander, osaczone zewsząd wrogimi strefami wpływów, ulegały coraz większej dewastacji; ich mieszkańcy potrzebowali głosu nadziei, który przypomni im, że nie pozostali sami na łasce rządów terroru. Dotarły mnie również wieści, z kim będę miał przyjemność współpracować i nie kryłem radości, że będzie to Aurora — przyjaciółka z Doliny Godryka, z którą lepiej poznałem się z pomocą braci Moore. Jej talenty uzdrowicielskie mogły okazać się bardziej przydatne, niż wsparcie ofensywne pozostałych proponowanych mi współpracowników, bo marzyłem, aby to była misja pokojowa i miałem nadzieję, że z taką intencją uda się ją przeprowadzić. Byłem jednak przygotowany na każdą ewentualność i gdyby sprawy się skomplikowały, umiałem zadbać o siebie, a ona potrafiła zadbać o mnie.
Miejscem zbiórki, z którego planowaliśmy wyruszyć w podróż, był charakterystyczny, lecz niezakreślony na żadnej mapie wielki dąb w wyżynnej krainie Forest of Bowland, skąd mieliśmy udać się do jednego z przygranicznych miast Lytham St. Anne's. Był to jeden z wielu punktów trasy podróżnej, który musieliśmy odwiedzić tego dnia, dlatego należało się sprężać. Niestety, pogoda nie rozpieszczała od samego rana; miałem przez to dylemat, jaką metodą transportu przedostać się na miejsce. Kelpie nie mogła uczestniczyć ze mną w tej wędrówce, a warunki atmosferyczne były zbyt uciążliwe, żeby swobodnie przemieszczać się miotłą, więc postawiłem na klasyczny teleport w okoliczny rejon. Dość długo błądziłem przez deszczową zawieję, nim udało mi się odnaleźć ów samotny, sędziwy dąb, pod którym spoczywała znajoma blondynka. Miałem nadzieję powitać ją z uśmiechem, lecz mej uwadze nie uszła gwałtowna reakcja, jakby napotkała obcego intruza; skierowana we mnie różdżka była przekonującym argumentem do uniesienia w górę rąk. — Spokojnie, to tylko ja, Garry. Mogę ściągnąć kaptur? — ostrożnie skierowałem tam swoje dłonie i odsłoniłem rudą czuprynę, której nie dałoby się pomylić z nikim innym. Twarz szpeciła mi niemal zagojona rana na łuku brwiowym, kontrastująca z wiecznie gładkim licem. Aurora mogła też zauważyć, że jestem bardziej mizerny, niż podczas ostatniego spotkania; trochę schudłem, zbladłem, byłem ogólnie osłabiony. Ten rok nie zostawiał na mnie suchej nitki. — Brrr, straszna zawieja, mam nadzieję, że wkrótce przestanie lać. Ludzie będą pochowani w domach, to znacznie utrudni nam pracę. Co u Ciebie słychać? Miałaś problem z dotarciem na miejsce? — słowa spływały ze mnie jak krople deszczu, które przysłaniały mi oczy. Aurora chyba również miała z tym problem, więc wszedłem pod drzewo, ściągnąłem plecak i wykonałem odpowiedni gest różdżką, żeby rzucić zaklęcie, którego inkantację wypowiedziałem głośno i wyraźnie. — Caelum — czar ukształtował wokół nas potężną bańkę blokującą opady i podmuchy wiatru, które mogłyby nam przeszkodzić w rozmowie i planowaniu dalszych działań. — Szkoda, że dowiedziałem się o tej operacji tak późno, wydrukowałbym więcej broszur instruktażowych o samoobronie. W plecaku mam jednak coś równie, jeśli nie bardziej przydatnego. Widziałaś najnowsze wydanie Proroka Codziennego? — genialny projekt, który niestety dotarł dotychczas w ręce bardzo niewielu. "Wielki Głód — poradnik przetrwania w warunkach kryzysu" zawiera garść porad, które ułatwiają pozyskanie żywności na domowe i przystępne sposoby. — Kilka egzemplarzy znajdziesz w środku, możesz je przejrzeć. Oddamy po jednym na każde z odwiedzonych miejsc, w których znajdziemy dobrych ludzi - będą mogli później przekazać zawarte w nim instrukcje między sobą — niestety drukowanie takich materiałów również było kosztowne, a zasoby ograniczone. Ponadto jedna gazeta na całą społeczność minimalizowała ryzyko, że w jego posiadanie wejdzie ktoś nieostrożny. Zawarte w niej informacje powinny być przekazywane ustnie, a sam egzemplarz — spalony. — Możesz pokazać mi mapę terenu? — podtrzymywałem zaklęcie ochronne, więc wolną miałem tylko jedną dłoń. — Zaczniemy od mieściny Lytham St. Anne's i pójdziemy brzegiem wzdłuż granicy, odwiedzając pozostałe miejscowości. Przekazano Ci wszystkie szczegóły misji, tak? — spytałem bardziej w ramach zachęty do podzielenia się swoją wizją planu, bo domyślałem się, że jest równie dobrze poinformowana. Wyciągnąłem też swoją kopię listu od członka Zakonu, który wyszedł z inicjatywą przeprowadzenia tej misji, bo zawierała garść wskazówek, na które chciałem jeszcze raz rzucić wzrokiem.

Mam ze sobą biały kryształ (po użyciu +15 do transmutacji na trzy tury)
Link do zaklęcia Caelum tutaj
Garfield Weasley
Zawód : Biuro Informacji i Propagandy "Memortek"
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 15 +5
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t11219-garfield-weasley#345390 https://www.morsmordre.net/t11265-persymona#346336 https://www.morsmordre.net/t11272-futerkowy-problem https://www.morsmordre.net/f426-devon-appledore-wooda-road-12 https://www.morsmordre.net/t11264-skrytka-bankowa-nr-2454#346322 https://www.morsmordre.net/t11263-garfield-weasley
Re: Sędziwy dąb [odnośnik]14.07.22 4:59
The member 'Garfield Weasley' has done the following action : Rzut kością


'Zdarzenia' :
Sędziwy dąb - Page 4 P1wsLIB
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Sędziwy dąb - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Sędziwy dąb [odnośnik]15.07.22 0:48
Jeśli Garry marzył, by zadanie im powierzone odbyło się w pokojowej manierze, to trafił idealnie. Aurora daleka była od wszelkiej przemocy, jak tylko można było sobie wyobrazić. Najlepszym tego przykładem niech będzie, że podczas ostatniej misji, pomoc na polu bitwy zaczęła od pomocy szmalcownikowi, żeby mężczyznę można było osądzić i doprowadzić przed oblicze sprawiedliwości. Starała się, jak mogła, by ten świat nie był tak podłym miejscem, jak słyszała coraz częściej. A przecież jej życie w ostatnich miesiącach było pasmem niepowodzeń. Atak na nią samą, śmierć matki i trwająca wojna. Trudno było wykrzesać z siebie pozytywne myśli, ale właśnie takie akcje, jak ta dzisiaj sprawiały, że być może uda się wykrzesać w ludziach wiarę w to, że lepsze jutro może jeszcze nadejść?
Widząc, kto właśnie do niej dołączył, miała nadzieję, że wybaczy jej tę gwałtowną reakcję. Nie miał rzecz jasna pojęcia o straszliwym ataku na nią, którego dopuścił się jeden ze śmierciożerców. Pozostawiło to trwały ślad nie tylko (chociaż głównie) na jej psychice, ale i na ciele. Aurora nie mogła przypomnieć sobie, kiedy ostatnio widziała Weasley’a ale z pewnością było to jeszcze w miesiącach, gdy ubrania nie wisiały na niej nieco niewyjściowo. Nie, żeby kiedykolwiek przesadnie dbała o modę, ale z pewnością bywały lata, gdy wyglądała lepiej. Tylko policzki, jakby na przekór wszystkiego w dalszym ciągu pozostawały rumiane i pyzate, upstrzone piegami. I na tej właśnie twarzy pojawił się nieco zakłopotany uśmiech, gdy zrozumiała, że celuje w kogoś dobrego.
- Przepraszam… Oczywiście, że możesz zdjąć - Powiedziała, chowając różdżkę do kieszeni płaszcza. I teraz dostrzegła, że i jego wojna nie oszczędzała. Że podobnie, jak ona schudł i zbladł, a i miał dość świeżą ranę na czole. Westchnęła z troską, przyglądając mu się dość otwarcie. - Mogę później na to zerknąć, jeśli chcesz. - Lekkim gestem wskazała na ranę. Musiała swędzieć jak każda gojąca się rana. Ale zawsze lepsze to, niż ból.
- Zabrzmię pewnie jak wariatka, ale zdecydowanie wolę deszcz, niż upalne słońce. - Chłodne irlandzkie poranki, które pachniały świeżo skopaną ziemią, zapach herbaty z mlekiem i jedną łyżką miodu, a do tego maślane ciastko. Wszystko to w jej głowie układało się w jedno, przyjemne wspomnienie. Ale nie podzieliła się nim. Nie pora na takie pogawędki. Zresztą, kto by chciał słuchać bajań starej panny?
- Ale nie, nie czytałam Proroka… Jestem w tym wszystkim dość… nowa? - Aurora nie należała wszak otwarcie do Zakonu Feniksa. Jako Sojuszniczka cieszyła się z resztek informacji, jakie skapywały w jej stronę, a to głównie dzięki braciom Moore i jej kuzynowi Herbertowi. Teraz czuła, że trafiła na kolejne, rzetelne źródło informacji. Z pewnością też przeczyta biuletyny i wszystko, co tylko Garry przyniósł ze sobą. Teraz jedynie przejrzała je powierzchownie i pokiwała głową. - Sam to wszystko przygotowałeś? - Zapytała z uznaniem. Wszystko było czytelne i przystępnie napisane. W sam raz na czas wojny, gdy poezja nie do końca była tym, czemu czarodzieje chcieli poświęcać czas. - Wiem chyba tyle, co ty, ale z pewnością wolałabym nie układać sama planu. Cieszę się więc, że wiesz, jak zacząć. - Powiedziała szczerze. Bez niego z pewnością spróbowałaby kilku dróg, ostatecznie decydując się na taką, która wydawałaby jej się najbardziej owocna. I chciała dodać coś jeszcze, ale wtem nienaturalny kształt, tuż pod lasem, przykuł jej uwagę. Jakim cudem nie zauważyła go wcześniej?
- Widzisz? - Spytała, jakby nie do końca wierząc własnym oczom. - Czy ona? - Aurora zawahała się tylko przez chwilę. Z tej odległości, nie mogła dojrzeć, czy kobieta żyje, ale nie chciała zmarnować ani chwili. Tak na wszelki wypadek. Wydostała się spod zaklęcia Garry’ego i szybkim krokiem, niemalże biegiem ruszyła do kobiety, która nieruchomo siedziała na ścieżce.
- Halo… Dzień dobry… Słyszy mnie pani? - Przed chwilą chwytała różdżkę, na dźwięk zbliżających się kroków. Teraz już dotykała ramienia nieznajomej, nie bacząc na to, jak przykrą woń wokół siebie roztaczała. - Garry! - Krzyknęła, bo już wiedziała, że sama sobie nie poradzi. Ale zaraz też już mierzyła do nieznajomej z różdżki. Stan był rozpaczliwy, że Aurora nie wiedziała, od czego zacząć. Odmrożenia w maju? Jak długo wędrowała i dokąd zmierzała?
- Trzeba jej pomóc. - Orzekła, gdy tylko mężczyzna stanął blisko. - Spróbuje zrobić coś z odmrożeniami. Później zajmiemy się resztą. - Biedna kobieta. - Figidu Maxima - Rzuciła bez wahania, celując w sine stopy. Zapach był trudny do wytrzymania, ale nie było innego sposobu. - W takim stanie łatwo o zakażenie. Zaraz spróbuje ją oczyścić… - Kobieta w dalszym ciągu nie reagowała na nic, ale nie oznaczało to, że Aurora ma zamiar przestać z pomocą. - Purus - Powiedziała, kolejny raz celując różdżką. - Słyszy mnie pani? - Spróbowała raz jeszcze, tym razem wydobywając z własnego plecaka ubrania. - Nie możemy jej tu tak zostawić. - Powiedziała, podnosząc niebieskie spojrzenie na Garry’ego.

1. Rzut na Figidu Maxima,
2. Rzut na Purus


Suddenly,
I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Aurora Sprout
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
And if you don't like me, as I do you;
I understand.
Because who would really choose a daisy,
in a field of roses?
OPCM : 6
UROKI : 0
ALCHEMIA : 19 +3
UZDRAWIANIE : 10 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Sędziwy dąb - Page 4 D836eb438dea1946dc5bb9dd21fef622
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout#328488
Re: Sędziwy dąb [odnośnik]16.07.22 11:08
Chyba nawet czasami wątpiłem, że niektórzy zasługują na życie. Po tym, co mi zrobili; co mogli zrobić mojej rodzinie, a co później ja zrobiłem im — biłem się z myślami, targany jednocześnie poczuciem winy i usprawiedliwiając się, że to nie byli ludzie. Samo wspomnienie tej tragedii potrafiło sprawić, że płakałem przez całą noc w osamotnieniu i traciłem nad tym wszelką kontrolę. Czasami czułem każdą jedną torturę na swoim ciele, choć nikt nie zadawał mi już fizycznego bólu. Pamiętałem strach, który czułem, gdy weszli w posiadanie informacji o Ottery St. Catchpole. Słyszałem dźwięki ich łamanych kości, które ulegały pod naporem moich kłów. Musiałem się w sobie zebrać, wyprzeć te myśli, dla świata być tym dzielnym. Problem w tym, że nie zawsze miałem siłę, by dzielnym być. Te stany w połączeniu z naturalną tendencją likantropów do wahań nastrojów były wybuchową mieszanką, która sprawiała, że ulegałem skłonności do agresji. Były to jednak reakcje odruchowe, więc kiedy planowałem jakieś działania, kierowałem się etyką i moralnością — minimalizacją ryzyka, że do jakiejś walki dojdzie. Pacyfizm na misji był łatwiej osiągalny, gdy towarzyszyła Ci osoba o łagodnym usposobieniu i uzdolniona medycznie, co jak się wkrótce miało okazać, było niezbędne do jej sukcesywnego przeprowadzenia.
Nie wiedziałem, co spotkało Aurorę, ale każdy z nas przeżył na tej wojnie swoją tragedię. Mniejszą, większą, nie miało to już żadnego znaczenia. Liczył się tylko fakt, że wyłącznie trzymając się razem, mogliśmy odzyskać utracone siły, czerpiąc je z ciepła bliskości i przyjaźni, o którą dziś było tak ciężko. Nie żywiłem żadnej urazy, po prostu ściągnąłem kaptur, żeby ją uspokoić i nie zadawałem pytań. Czasami reagowałem przecież podobnie. Uśmiechnąłem się pobłażliwie, gdy zauważyła moją brew. — To nic takiego, ale jeśli znajdziemy chwilę, to będę wdzięczny, jeśli zerkniesz — nawet nie próbowałem się kłócić. Znam reakcje dobrych ludzi na cudzą krzywdę, a do tego z uzdrowicielką nie było co wchodzić w dyskusje, przecież i tak wie lepiej. — Oho, ostatnio też mam taki nastrój. Lubię siedzieć pod oknem i patrzeć na spływające po szybach krople deszczu, które dudnią smutnym potokiem o szybę. Lubię też czuć wiatr we włosach podczas takich wichrów z ulewami, ale chyba rozumiesz, dlaczego dzisiaj wolałbym się cieszyć ciepłymi promieniami słońca — wspomniałem już, że ludzie mogą być pochowani w domach. Miałem wrażenie, że Aurora chciała rozwinąć myśl, moje słowa mogły dodać jej otuchy.
Przeszliśmy do fazy przygotowań do wędrówki w punkcie zbiórki. Wciąż podtrzymywałem zaklęcie, więc stosunkowo trudno mi było operować wyłącznie lewą ręką przy grzebaniu w pełnym plecaku, dlatego blondynka trochę mnie w tym wyręczała. — Nie, Aurora. Każde z nas ten problem dotyka od co najmniej kilku lat. Żałuję, że żaden egzemplarz naszej gazety do Ciebie nie trafił, ale może i dobrze; samo jej posiadanie jest wysoce niebezpieczne — ostatnią rzeczą, której chciałem, było narażanie kogoś niewinnego na niebezpieczeństwo. — Mimo wszystko postaram się naprawić swój błąd, bo każdy powinien mieć prawo do poznania prawdy — obiecałem jej tym samym, że kiedy znajdę się w posiadaniu nowych wydań, będę ją odwiedzał, aby mogła je sobie przeczytać. — To prawda, bardzo rzetelny materiał, ale to nie moje dzieło — jakkolwiek jej słowa mi schlebiały, to zupełnie niesłusznie. — Od pewnego czasu nie piszę już artykułów dla Proroka, zajmuję się głównie dystrybucją gazety i tworzeniem innych materiałów dla Ministerstwa Magii — tego skrytego w podziemiu, które oficjalnie nie istnieje — miałem dość szeroki zakres zadań, szkoda tracić czas, żeby wymieniać. Dzisiaj przecież pełniłem swoją służbę, a nawet niczego nie tworzyłem. Uśmiechnąłem się do niej, gdy przyznała, że cieszy się z mojej pomocy przy układaniu planu. — Ułożymy ten plan wspólnie, partnerko.
Pogawędkę przerwał nam jakiś incydent, którego z początku nie rozumiałem. Wytężyłem wzrok, żeby zobaczyć, o czym dziewczyna w ogóle mówi — i chyba dostrzegłem, ale dość niewyraźne. Ktoś siedział na tej ulewie w deszczu, na początku wyglądał mi na wariata. Mimo wszystko widząc powagę reakcji Aurory, czułem, że coś jest na rzeczy... a mój węch nawet z takiej odległości dopadła cuchnąca woń fekaliów i zgnilizny. Na Merlina, co tam się stało? Spakowałem rzeczy do nieprzemakalnego plecaka i dopiero wtedy przestałem podtrzymywać zaklęcie, aby ruszyć w pogoni za Aurorą. Byłem w połowie drogi, gdy mnie zaalarmowała. — Czuć ten odór z kilometra... — z takiej odległości raczej ja go czułem. — Jeszcze żyje? Jak mogę Ci pomóc? — spytałem, lecz w pierwszej kolejności postanowiłem ułatwić nam życie — a szczególnie sobie, bo zmysł węchu miałem tak wyczulony, że zbierało mi się na wymioty. Wystawiłem różdżkę w stronę siedzącej kobiety i wypowiedziałem słowa czaru. — Odore mutatio — pomyślałem o zapachu ziemi po deszczu, choć ten wciąż lał i lał; był jednak dość neutralny i przyjemny, więc kiedy smród ustał, a wokół roztoczyła się wspomniana woń, mój zmysł węchu naturalnie się do niego przystosował.
Martwił mnie stan kobiety, której nie mogliśmy za bardzo pomóc na miejscu. To znaczy, ja nie potrafiłem. Zauważając, że Aurora wyciąga z plecaka ubrania, byłem pod wrażeniem, jak dobrze się przygotowała. — Nie sądziłem, że wzięłaś ze sobą takie rzeczy. Słyszy mnie Pani? — drugie słowa skierowałem już bezpośrednio do kobiety, która nie miała nawet siły się odezwać. — Jesteśmy tu po to, aby Pani pomóc. Moja przyjaciółka pomoże mi teraz Panią przebrać w czysty ubiór, a później poszukamy dla Pani schronienia — nie bałem się skalać rąk brudem, nawet jeśli oznaczało to ubabranie się w jej urynie. Pomogłem Aurorze rozebrać kobietę, okrywając ją zawczasu jakąś narzutą, czy jakimkolwiek innym materiałem, aby nie było jej zbyt zimno. — Możesz ją ustabilizować? Wkraczanie z nią do miasta ściągnie na nas zbyt dużo uwagi; jeśli jednak mieszkają tam dobrzy ludzie, ktoś ją przygarnie — wtedy po nią wrócimy — zasugerowałem plan działania, bo nie wyobrażałem sobie, aby wchodzić ze starowinką na teren miasta, nim nie znajdziemy dla niej bezpiecznej kryjówki.

Rzut na zaklęcie
Garfield Weasley
Zawód : Biuro Informacji i Propagandy "Memortek"
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 15 +5
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t11219-garfield-weasley#345390 https://www.morsmordre.net/t11265-persymona#346336 https://www.morsmordre.net/t11272-futerkowy-problem https://www.morsmordre.net/f426-devon-appledore-wooda-road-12 https://www.morsmordre.net/t11264-skrytka-bankowa-nr-2454#346322 https://www.morsmordre.net/t11263-garfield-weasley
Re: Sędziwy dąb [odnośnik]17.07.22 0:28
Pojęcie sprawiedliwości w obecnych czasach rozmywało się niemalże w samodzielnych osądach. Niemal każdą osobę dotknęła długa ręka wojny, a jeśli nawet dotyk był niebezpośredni, to z pewnością musnął znajomych czy dalszą rodzinę. I właśnie siła ów dotyku kształtowała również poglądy na całą tragedię wojny. Każdy robił to, do czego miał prawo — miał własne zdanie na temat tego, co powinno się zrobić i jak postąpić. Wszystkich jednak obowiązywało takie samo prawo. Aurora, chociaż sama przecież poddana zaklęciu Crucio, nigdy nie zdecydowałaby się osądzić osoby, czy też przekląć ją w podobnej manierze. Nie miała w sobie takich pokładów nienawiści, by nawet najgorszemu wrogowi życzyć takiego bólu, czy śmierci. Nie znaczyło to jednak, że inni patrzyli na świat w sposób podobny. Z jakiegoś jednak powodu uznała, że towarzyszący jej Garry, nie odbiega poglądami od jej własnych, ale czy jej osąd był słuszny, miała się dopiero przekonać. Najbliższe dni spędzone na wspólnej wędrówce miały wszystko zweryfikować. I nawet nie obchodziła jej opinia tego, jeśli ktoś ją zobaczy. Ci, którzy znali jej charakter, wiedzieli, że Aurora nie ma w sobie zapędów do stania się panią do towarzystwa. Ci, którzy rozpuszczali paskudne plotki dotyczące jej upodobań do lordów, najpewniej znaleźliby niezłą pożywkę z tego, że właśnie wyruszała na wyprawę z kolejnym z przedstawicieli szlachetnych rodów. Nie, żeby traktowała Garfielda w sposób sztywny, czy nader uprzejmy. W zachowaniu dobrych manier nie ustępowała damom dworu, traktując go jednak jak sprawnego towarzysza drogi.
Ucieszyła się właściwie, gdy nie odmówił pomocy. Zauważyła, że mężczyźni mają w zwyczaju udawać silniejszych, niż w rzeczywistości wymaga tego sytuacja. Blizny może i pasują niektórym, ale gładkie lica również i Aurora nie widziała nic uwłaczającego w tym, że mogła pomóc w czymś mężczyźnie. Nie, żeby był to jakiś konkurs, ale Garry właśnie zyskał w jej oczach.
- Masz rację. Ale z drugiej wędrówka w upał może być równie nieznośna, co w ulewny deszcz. - Ale jednak to były wyspy. Wystawione na działanie wiatru ze wszystkich stron, zawsze miały przewagę deszczowej i chmurnej pogody. Upalne lata należały do rzadkości.
- Posiadanie gazety byłoby bardziej niebezpieczne niż wędrowanie z tobą, z plecakiem pełnym propagandy? - Uniosła brew, jakby chciała się upewnić, że on wie, o czym mówi. Chyba nie myślał, że w razie niebezpieczeństwa by go zostawiła. Może i nie była zaprawiona w boju, ale jednak coś potrafiła. - Ale dziękuję. Mam co prawda nadzieję, że przyjdzie nam tę wojnę zakończyć szybko i nie trzeba będzie prawdy kryć po kątach, ale jeśli jeszcze do tego brakuje nieco czasu, to mam nadzieję, że będziesz częstszych gościem na Wrzosowisku. - Powiedziała, ale później sprawy potoczyły się nieco inaczej, niż mogli chcieć sobie wszystko zaplanować. Pojawienie się kobiety było dość zaskakujące, ale nie zmieniało faktu, że oboje z miejsca uznali, że należy jej pomóc. Nie powiedziała tego na głos, w razie, gdyby kobieta ich jednak słyszała, ale z pewnością ulżyło jej, gdy mężczyzna przemienił odór w nieco inny, bardziej znośny zapach.
Starała się też zachować możliwe warunki godności, gdy przebierała kobietę z brudnych i mokrych ubrań. Nie wiadomo, jakie przytrafiły się jej rzeczy, więc nie chciała, by spotkanie z mężczyzną w takich okolicznościach rozbudziło niepotrzebne traumy.
Koszula miała nieco zbyt długie rękawy, a spódnica dotykała ziemi. Ciepłe, dziergane skarpety zaczęły chronić nogi. Aurora nim naciągnęła na nie materiał, obmyła je jeszcze wodą z kałuży i wytarła do sucha.
- Odmrożenia się już leczą. Wszystko jest też odkażone, ale ona sama nie reaguje na zbyt wiele. Mogę spróbować jednego zaklęcia, ale nie wiem, czy mi się uda. Jest dość skomplikowane. - Wyjaśniła Aurora i niepewnie uniosła różdżkę. - Rennervate. - Powiedziała, a przyjemne ciepło rozlało się wokół, a kobieta zamrugała, jakby wyrwana z jakiegoś letargu.
Aurora gwałtownie wciągnęła powietrze.
- Słyszy mnie Pani? - Spytała z nadzieją w głosie. - Jesteśmy tutaj by pani pomóc. - Powiedziała powoli, jakby chcąc mieć pewności, że kobieta ją rozumie. - Pomogę się pani rozluźnić. - Dodała. - Paxo Maxima - Po rzuconym zaklęciu, spojrzała na Garry’ego. - Może powinniśmy przenieść ją zaklęciem? - Zapytała go, ale wtedy rozległ się cichy głos.
- A toć jo nogi mom swoje… - Żachnęła się staruszka, ale protest w jej głosie wynikał raczej z przekorności natury, a nie prawdziwej siły w ciele. Aurora wbiła wzrok w przyjaciela, szukając pomocy w tej kwestii.

1. Rzut na Rennervate
2. Rzut na Paxo Maxima


Suddenly,
I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Aurora Sprout
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
And if you don't like me, as I do you;
I understand.
Because who would really choose a daisy,
in a field of roses?
OPCM : 6
UROKI : 0
ALCHEMIA : 19 +3
UZDRAWIANIE : 10 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Sędziwy dąb - Page 4 D836eb438dea1946dc5bb9dd21fef622
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout#328488
Re: Sędziwy dąb [odnośnik]21.07.22 14:42
Zawsze wyrażałem pogląd, że każdy ma prawo do życia. Teraz sam już nie wiem, czy miałem rację. Wciąż karciłem się za moralny osąd osób, którym w niekontrolowany sposób w zadałem śmierć. To był pierwszy raz, kiedy krew spłynęła po mych rękach; chciałbym powiedzieć, że również ostatni — choć wewnętrzny konflikt odbiera mi prawo do głoszenia takich twierdzeń. Problem polega na tym, że czuję wewnętrzne rozdarcie między kompleksem bestii, nad którą nie mam władzy, a słusznością okrutnego czynu. Być może to jedynie sposób na zaleczenie poczucia winy, nigdy nie potrafiłem ostatecznie zdecydować — ale gdyby nie likantropijna przemiana, świat byłby uboższy o kilku dobrych ludzi. Kiedyś nie posunąłbym się do oceniania, komu przysługuje większe prawo do życia; doświadczony jednakże taką sytuacją skłaniałem się ku stwierdzeniu, że bezpieczeństwo praworządnej rodziny jest ważniejsze niż życie ludzi, którzy w imię pieniędzy i dyskryminacji potrafią je tylko odbierać. Czy potrafiłbym zabić z własnej woli? Nigdy; nawet życie takich potworów ciąży mi na sumieniu, spędzając sen z powiek i przywołując w snach brutalny akt mordu, który pamiętam wyłącznie z migawek. Nie mogę jednak zaprzeczyć, że niebezpieczeństwo bliskich zszargało mój światopogląd i nie jestem z tego powodu zadowolony.
Jeśli kiedyś doszły mnie wieści o nadszarpniętej reputacji Aurory, to są równie mglistym wspomnieniem, co postrzeganie tych farmazonów w moich oczach. Może nie łączą nas zażyłe stosunki, ale prawie nikomu tak nie ufam, jak Billiemu i rodzinie Moorów; ich przyjaciele są moimi przyjaciółmi, a dotychczasowa interakcja z tą przemiłą kobietą zawsze rysowała się w pozytywnych barwach. I nie była to wyłącznie metafora. Byłem ciekaw, czy wciąż ma gdzieś rysunek ze swoim portretem w mojej artystycznej koncepcji; takim gestem na ogół darzyłem dobrych ludzi, których spotykałem na swojej życiowej ścieżce. Mogła być więc pewna, że sam darzę ją sympatią, a z krążących wokół plotek raczej nic sobie nie robię.
Zresztą, w moim towarzystwie panna Sprout nie musiała się obawiać żadnych plotek. Wszak, jaki ze mnie lord? Owszem, noszę szlachetne nazwisko, mam także szlachetną powinność wobec rodziny, tradycji i poddanych z Devon. Na tym kończy się moje zainteresowanie skorowidzem i bezsensowną segregacją krwi. Pewien mądry Weasley powiedział kiedyś, że szlachectwo w dzisiejszych czasach przynosi więcej powodów do wstydu, niż dumy; nie potrafię się z tym nie zgodzić. Trzeba było więc wziąć pod uwagę, że z moją, bądź co bądź ubogą prezencją, najpewniej nikt nawet nie wziąłby mnie za lorda — jestem takim samym, szarym człowiekiem, jak Aurora.
Nie mogłem się sprzeczać z argumentami pogodowymi. Uśmiechnąłem się pobłażliwie, przytakując jej racji. Z dwojga złego ulewa była przyjemniejszą alternatywą niż upalne słońce w tak dalekiej wędrówce; żadne z nas raczej nie było przyzwyczajone do takich warunków.
Po chwili zeszliśmy z tematu, skupiając się na bardziej istotnych sprawach. — Sama powiedziałaś, że jesteś w tym wszystkim nowa. Gdyby ktoś niepowołany przyuważył, że posiadasz tę gazetę w swoim domu, poleciałaby niejedna głowa, dlatego tak istotne jest, aby pozbyć się jej tuż po przeczytaniu. Miej to na uwadze, gdy odwiedzę Cię z następnym egzemplarzem — poinstruowałem ją grzecznie, aby źle mnie nie odebrała. Oczywiście, że chciałem, aby prawda do niej dotarła; nie mogłem jednak oszukiwać jej, że było to bezpieczne przedsięwzięcie. — Cenię sobie Twoje bezpieczeństwo i nie ważyłbym się Cię narażać, więc możesz się domyślać, że nie byłem pomysłodawcą Twojego udziału w tej misji. Ale nie odbierz mnie źle, uważam, że każdy powinien pomagać na miarę swoich możliwości i jestem dumny, że mam Cię po swojej stronie. Trudno mi sobie wyobrazić lepsze towarzystwo, naprawdę — potrzebujemy łagodnego podejścia, nie burzliwego, które prowadzi do rozlewu krwi. Bardzo się ucieszyłem, gdy dowiedziałem się, że to z Tobą będę pracować — po prostu bądźmy ostrożni — wyjaśniłem pokrótce, że obie sytuacje wiążą się z pewnym ryzykiem i należało mieć na względzie zachowanie szczególnej ostrożności. Wydawało mi się, że komu jak komu, ale uzdrowicielce tego tłumaczyć nie muszę.
Przenosząc się w akcji do późniejszych wydarzeń, udało nam się w pewien sposób ustabilizować kobietę. Wydawało mi się, że nie groziła jej już utrata życia; bez pomocy Aurory mogłoby się to źle dla niej skończyć. Panna Sprout również właśnie zyskała w moich oczach, odznaczając się bohaterską postawą i ratując tę staruszkę; dzięki temu nie tylko ocaliła istnienie, lecz także potencjalnie ułatwiła nam wykonanie misji. Starsza kobieta wkrótce zaczęła kontaktować, co pozwoliło na nawiązanie z nią dialogu. Niestety, jak każda silna starowinka, stawiła opór, przekonana, że sama sobie poradzi, a ja wychwyciłem jedynie bezradne spojrzenie Aurory, w którym wyczytałem, że to raczej niemożliwe. — Nie mam wątpliwości, proszę Pani, że o własnych siłach potrafiłaby Pani wspiąć się na górskie szczyty. Moja mama jest taka jak Pani; też ceni sobie niezależność. Czasami pozwala sobie pomóc, bo powinnością naszego pokolenia jest wspierać takich silnych ludzi w ich słabszych momentach. To żaden wstyd skorzystać z pomocy, aby stanąć na nogi jeszcze silniejszym. Pozwoli nam Pani dostąpić tego zaszczytu i pomóc sobie w drodze ku rekonwalescencji? — starałem się dobierać słowa dość ostrożnie, by nie urazić jej dumy przy jednoczesnym podkreśleniu, że problem występuje i sama może sobie z nim nie poradzić. I chyba osiągnąłem sukces, bo kobieta żachnęła się nieco, ale nie protestowała przed próbą podjęcia dalszych działań. — Mobilicorpus — inkantowałem, aby przenieść staruszkę pod koronę wielkiego dębu, pod którym spotkałem się z Aurorą. Teraz należało ustalić, czy właściwie jest tu bezpieczna. — Kto Panią tak urządził; czy nadal jest tu niebezpiecznie? — wybrzmiało moje pytanie. Starowinka nie była chętna, by dzielić się jakimikolwiek informacjami. Wciąż nie darzyła nas zaufaniem i była podejrzliwa; trudno było się dziwić. Zaprzeczyła jednakże, aby zagrożenie wciąż tu czyhało — i, prawdę mówiąc, zorientowałem się, że pytanie było dość głupie. Musiała tam siedzieć naprawdę długi czas, biorąc pod uwagę zgniliznę i... okoliczności jej znalezienia. — Poszukamy dla Pani schronu u dobrych ludzi w mieście, do którego zmierzamy. Wrócimy po Panią najdalej w ciągu kilku godzin; do tego czasu, choć jest Pani silną kobietą, proszę się stąd nie ruszać — Aurora już dała mi do zrozumienia, że to raczej niemożliwe. Najważniejsze, że była tutaj w miarę bezpieczna i stabilna. Jestem pewien, że kiedy oswoi się z myślą, że ktoś jej pomógł, a nie zostawił na pastwę losu, to się przed nami otworzy. Teraz jednak należało ruszać w drogę. — Auroro, nasz cel to Lytham St Anne's. Im prędzej ruszymy, tym szybciej znajdziemy dla niej pomoc — jeśli chciała podjąć wobec kobiety jeszcze jakieś kroki, to był na to czas. Zaczekałem jeszcze chwilę, założyłem plecak i kiedy była gotowa, ruszyliśmy w kierunku mieściny, w której czekał nas pierwszy przystanek w podróży.

Udany rzut na Mobilicorpus
Garfield Weasley
Zawód : Biuro Informacji i Propagandy "Memortek"
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 15 +5
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t11219-garfield-weasley#345390 https://www.morsmordre.net/t11265-persymona#346336 https://www.morsmordre.net/t11272-futerkowy-problem https://www.morsmordre.net/f426-devon-appledore-wooda-road-12 https://www.morsmordre.net/t11264-skrytka-bankowa-nr-2454#346322 https://www.morsmordre.net/t11263-garfield-weasley
Re: Sędziwy dąb [odnośnik]31.07.22 0:37
Aurora nie znała tej historii. Nie wiedziała, że po dłoniach młodego szlachcica spłynęła czyjaś krew. Nie zwykła nigdy nikogo oceniać, ale z pewnością musiałaby zrozumieć motywy. W swojej dziwności nawet w złych momentach, tych najbardziej nieodpowiednich, potrafiła zapytać “dlaczego”, by zrozumieć, co się kryje za daną sytuacją. Jej ciekawość doprowadziła w jej życiu do wielu niezręczności, ale też w niebywały sposób poszerzyła jej wiedzę. Dowiedzenie się, dlaczego coś się dzieje, stanowiło jednego z fundamentów jej natury i dopiero wtedy była w stanie, według własnego sumienia i najczęściej jedynie dla niego, wydać jakiś osąd. Nigdy jednak nie myślała nawet, by swoim osądem skrzywdzić kogoś i oczernić w oczach innych. Ciężar, który nosiła w sobie, z pewnością nie ułatwiał jej życia, ale nigdy nie zdobyła się na to, by wyznać, kto ją skrzywdził. A co za tym idzie — nikt nie mógł za nią wymierzyć sprawiedliwości, dopóki nie byłaby pewna, że sprawca otrzyma sprawiedliwą karę. Co by zrobiła więc, mając wiedzę na temat Garry’ego? Z pewnością spytałaby “Dlaczego”, a reszta mieszała się w chmurze domysłów i niepewnej przyszłości.
Na wydanie jednak osądów, nie zdobyłaby się nigdy — nawet gdyby postawiono przed nią ludzi, których miałaby wybrać, jako lepszych i bardziej “godnych życia”. Kolejny raz bowiem wyznawała zasadę, że są na tym świecie Czarodzieje i Czarownice, które pozostają bardziej świadomi, z lepszą oceną sytuacji, i to właśnie im powinno się zostawiać, wydawanie osądów. Bo w tym momencie, widząc, że jest tu z nią, a ona jest tu z nim, by nieść pomoc, mogła stwierdzić, że ma do czynienia z człowiekiem godnym zaufania, a czy nie to było równie ważne, jak czystość sumienia?
I tak wciąż posiadała jego rysunek — nawet teraz, zapytana o to, gdzie się ów dzieło znajduje, bez zastanowienia odpowiedziałaby, że w dzienniku opatrzonym odpowiednim dla tego wydarzenia rokiem. Aurora bowiem skrupulatnie katalogowała i spisywała swoje życie. Rzadko wracała do swoich pisarskich wypocin, ale wszystkie drobne rzeczy, które w tym okresie wydawały jej się ważne, właśnie tam znajdowały swoje miejsce. Ale jak dobrze wychowanego młodzieńca, Garry nie spytał o coś podobnego. Aurora co prawda nie miała mu nic do zarzucenia, a w dodatku nie miała nic do ukrycia, ale być może (a w zasadzie z całą pewnością), nie był to czas na wspominki. Jeśli nadejdą lepsze czasy i znów przyjdzie mu odwiedzić Wrzosowisko, z pewnością pokaże mu jego własny rysunek sprzed lat.
A dla Aurory był lordem prawdziwszym, niż ci wszyscy, którzy opowiadali się po stronie ciemności. I nazwiska właśnie jak jego, mogłyby przynieść chwałę szlachetnym rodom i to taką, o której opowiada się później z dumą. Co ciekawe, Aurora przecież nie musiała się niczego obawiać tak naprawdę. Jej krew pozostawała cenna, jak długo była czysta, ale ku wszelkiemu rozsądkowi, idea równości przemawiała do niej bardziej, niż głoszona przez Śmierciożerców idea dominacji.
Na jego słowa Aurora przytaknęła, ale nie omieszkała dodać, najpewniej uspokajająco
- Prędzej wyplułabym wszystkie zęby, niż podałabym chociaż jedno nazwisko. - Stwierdziła z pozorną lekkością w głosie, chociaż jej spojrzenie wyrażało upór. Znała swoje możliwości i chociaż z pewnością posłucha każdej instrukcji, to nawet gdyby coś poszło nie tak, Aurora swój sekret gotowa była uczynić wraz z ciałem nawozem pod rośliny.
- Nie mam ci za złe. Nie jestem specjalistką w walce, ale obiecuje uważać na siebie, nie zgrywać bohatera i pomagać ci w miarę możliwości. I również się cieszę, że będziemy razem pracować. - To ważne, by wiedział, że nie musiał się spodziewać po niej gwałtownych zrywów. No, chyba że chodziło o bezbronną staruszkę. Wtedy rzeczywiście instynkt uzdrowiciela brał górę.
Kobieta rzeczywiście niezbyt chętnie korzystała z pomocy, a z oczu, otoczonych pomarszczoną skórą biła upartość, wymieszana z potężnym zmęczeniem. Niby starała się pozory trzymać, ale nawet mówienie sprawiało jej trud.
- Twoja matula, to jak stunt, to może i jo ją zna. Ale pomós pozwolę. Czasu mniej zajmę i do chaupy żwawniej wróca. - Powiedziała, chociaż głos kilka razy jej się załamał, a samą różdżkę otaksowała nieufnym spojrzeniem.
Pod drzewem jednak nie protestowała, gdy przyszło jej wysłuchać planu. Gorzej jednak sytuacja miała się z Aurorą. Spojrzała na Garry’ego nieprzekonana.
- Tym zaklęciem… Może udałoby się ją donieść do miasta. - Spytała niepewnie. Nie pamiętała, by kiedyś z niego korzystała, więc nie wiedziała, ile siły wymaga, ale zostawienie staruszki tutaj, gdy wciąż padał deszcz, wydawało jej się nieludzkie.
- Ale na cóż wy chodzić będziecie główno drogo? Przejszta przez las jest skrót, prosto jak w mordę szczelił. - Powiedziała kobieta i pomarszczoną i poplamioną wątrobową dłonią chciała wskazać kierunek, ale brakło jej sił w połowie gestu.
Aurora zmarszczyła brwi. Skrót, o którym wspominała staruszka, nie był na żadnej z ich map. Czyżby mieli właśnie coś ciekawego? A może to ględzenie pomylonej starowinki?
Uniosła swoją różdżkę i wycelowała w kupkę chrustu, który zbierała po drodze i kilka gałęzi, które zerwała i rozpaliła ogień krótkim zaklęciem - Lacarnum Inflamare - Chciała, żeby kobieta miała szansę się ogrzać. Kolejnym szybkim gestem różdżki, przynajmniej tymczasowo, osłoniła ich od siekającego deszczu. - Caelum - Teraz musiała wytrzymać tak, aż nie wyciągną od kobiety informacji, które ta mogła posiadać. Jej wiedza mogła być dobrym punktem startowym dla ich wyprawy.

1. Rzut na Caelum,
2. Rzut na Lacarnum Inflamare


Suddenly,
I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Aurora Sprout
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
And if you don't like me, as I do you;
I understand.
Because who would really choose a daisy,
in a field of roses?
OPCM : 6
UROKI : 0
ALCHEMIA : 19 +3
UZDRAWIANIE : 10 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Sędziwy dąb - Page 4 D836eb438dea1946dc5bb9dd21fef622
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout#328488
Re: Sędziwy dąb [odnośnik]02.08.22 12:53
Deszcz wcale nie ustępował, chodź dzięki zaklęciom caelum z pewnością doskwierał w znacznie mniejszym stopniu. A jednak teren, na którym siedziała kobieta, nie był uchroniony od warunków atmosferycznych przez ostatnie - kilka godzin? Może dni? Trudno było określić w jak długim czasie kobieta się tutaj znajdywała, i czy jej stan był dotkliwy już wcześniej czy pogorszył się jedynie tutaj.
Kiedy tylko podniosła się kilka centymetrów nad ziemię przy skutecznym zaklęciu mobilicorpus, jej szata przesiąknięta różnymi fekaliami, wciąż znajdywała się blisko zabłoconej ziemi. Trudno było określić czy była to spódnica, fragmenty starych firan czy wszystko na siebie nałożone i zszyte, a choć zdawała się żwawiej odpowiadać, jej organizm wciąż był osłabiony i wymagała pomocy. Nie było pewności czy jej umysł pamiętał wszystko to, co powinien - czy dziwnego rodzaju magia nie miała na nią wpływu, albo czy powoli nie pogrążała się w szaleństwie, kiedy jej ciało odmawiało jakiegokolwiek posłuszeństwa.
Zebrany przez Aurorę chrust był przemoczony i dla zwykłych mugoli nie zdawałby się do użytku na rozpalenie ogniska, a już z pewnością nie w tym stanie. Magia jednak było po stronie sojuszników zakonu, a Sproutówna ponownie sięgnęła po swoją różdżkę, celując nią w to co udało jej się zebrać. Magia nie posiadała takich ograniczeń jak mugolskie wynalazki - zapałki czy krzem, często działała na przekór warunkom, które je otaczały i podobnie było w tym momencie, kiedy z różdżki wybuchł nagły płomień, jedynie na momentu budzący niepokój. Czerwono-pomarańczowe iskry nie tylko osuszyły w chwili zebrany chrust, ale zaraz wznieciły niewielkie ognisko, które biło ogromnym ciepłem.
Czarodzieje nie zdawali sobie sprawy z tego jak ogromne szczęście mieli, będąc odporniejszymi na chłód i mróz bardziej niż mugole, kiedy ich ciało inaczej odczuwało te nieprzyjemne warunki atmosferyczne. Starsza kobieta spojrzała oczarowana na płomień, który zaraz przywołał jej na myśl domowe ognisko, płomienie w starym kominku, w którym paliła jeszcze przed wojną - kiedy w chłodne i deszczowe dni, podobne do tego, w którym teraz się znajdywali, umilały czas jej najbliższym tuż po wyprawach w zbieraniu owoców leśnych.
Kobieta na powrót przestała jakby reagować, choć wyraźnie się rozluźniała, a doświadczony uzdrowiciel mógł z łatwością ocenić, że jej temperatura ciała powoli wzrastała. Zarówno Garfield jak i Aurora mogli odczuć przyjemne ciepło bijące od płomienia, które budziło przyjemne wspomnienia - jednak jako czarodzieje, mogli dostrzec coś jeszcze. Płomień, w który wpatrywała się staruszka, zaczynał powoli pokazywać ścieżki z jej wspomnień - te, którymi w tych lasach w ciepłe miesiące wybierała się na zbieranie jagód i grzybów, a czasem i innych darów lasów. Wizje nie były tak wyraźne jakby się chciało, jednak momentami ukazywały charakterystyczne widoki strumyka przy którym znajdywały się białe kamienie czy oplecionego wstążkami starego dębu, tunel ukryty na poboczu, który tworzyły zaniedbane krzewy.
Ognisko trwało i miało trwać w tym miejscu, tak długo jak czarownica je rozpalająca nie zdecydowała się na jego ugaszenie. Ogień nie gaśnie w styczności z deszczem.

Intwerwencja w związku z wyrzuceniem przez Aurorę krytycznego sukcesu. Mistrz gry nie będzie kontynuował rozgrywki.

Płomień wpływa bardzo pozytywnie na kobietę, pomagając zregenerować się jej ciału - choć nie do stopnia, w którym będzie w stanie o własnych siłach pokonać drogę do najbliższego miasta. Ognisko również pokazuje wam wizje o kilku skrótach znanych mieszkańcom okolic, a które pochodzą ze wspomnień staruszki. Na końcu wszystkich wizji, kiedy płomienie przestają ukazywać wizje, dostrzegacie dom, który znajduje się na głównej drodze do Lytham St. Anne's. Samotny, drewniany i już zapuszczony - wyraźnie zrujnowany.

Thomas Doe
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Sędziwy dąb - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Sędziwy dąb [odnośnik]06.08.22 20:08
Nie mogłem odebrać jej odwagi, lecz śmiałe twierdzenie, że nie puściłaby pary z ust w obliczu tortur, było niczym, jak oznaką zaślepiającej arogancji. Aurora miała gołębie serce i byłem pewien, że intencjonalnie nie wydałaby żadnej dobrej duszy, lecz nie ma takich twardych, których nie da się złamać; wiedziałem to, bo sam przez to przeszedłem, czego dowodem są liczne blizny usłane na moim ciele. — Nie to miałem na myśli. Ci ludzie potrafią zrównać całe osady z ziemią, gdy wykryją w skupisku osób choć jednego buntownika — a już na pewno ich rodziny, bo nie ma drugiego tak przekonującego środka perswazji, jak bliscy w niebezpieczeństwie. — I proszę, nigdy nie bądź zbyt pewna siebie. To dobra cecha, ale nie doceniasz ich; już przez to przechodziłem — powiedziałem z bólem w głosie. Nie czułem potrzeby usprawiedliwiać, że ostatecznie nie puściłem pary z ust — można było przypuszczać, że nie zdradziłbym podobnej informacji, gdybym miał to na sumieniu. Niestety, na nim ciążyło mi życie moich oprawców. — Nie myśl, że ja jestem. Raczej stronię od przemocy, ale wiem, że jeśli będzie to konieczne, zrobimy co w naszej mocy - na miarę możliwości - żeby nie tylko się obronić, ale zapobiec ewentualnym konfliktom — uśmiechnąłem się, żeby wiedziała, że myślimy podobnie.
Nie miałem jej za złe tego zrywu, postąpiłbym tak samo — choć przyjaciele boją się, że w końcu mnie to zabije. Kiedy mówią, że odwaga to głupota, odpowiadam — nadzieja matką głupich; idąc tym tokiem, mogą obwołać mnie mianem najgłupszego lorda i przyjmę je z dumą, bo obie z tych cech stanowią trzon mojej osobowości. Cóż, jakie życie, taka śmierć; wybrałem świadomie swoją drogę i jestem gotów na jej kres. Niestety nie pierwszy raz wyraziłbym hipokryzję, przestrzegając ludzi przed tym, na co sam nie zwracałbym uwagi; uległem jednak jej wpływowi, rzucając jedynie. — No dobra, zrobimy po Twojemu — choć miałem co do tego złe przeczucia.
Ale może niepotrzebnie, bo płomień ogniska, który wyczarowała Aurora, jawił się przed nami mistycznym obrazem, który wprawił mnie w osłupienie i wskazał drogę do pustostanu na uboczu. — To... Ty to zrobiłaś? — spytałem, w zasadzie nie zamykając ust w zdziwieniu. Nie byłem pewien czy to Aurora, czy może wpływ staruszki, która w jakiś sposób komunikowała się z nami bez słów... ale to robiło wrażenie. — Bezpieczne schronienie przy głównej drodze, nie musimy ryzykować wkraczaniem z nią do miasta! Jeśli ta wizja znajduje swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości, możemy ją tam zaprowadzić i sprowadzić pomoc ludzi, którzy się nią zaopiekują — byłem zachwycony, że udało się — zupełnym przypadkiem — wypracować taki kompromis! — Musimy tylko odnaleźć ten strumień. Pewnie jest na mapie — wyciągnąłem ją z plecaka, korzystając z osłony pogodowej, którą wyczarowała dziewczyna; wodząc palcem po okolicznych rejonach, ustaliłem najpierw pobliski punkt charakterystyczny, który mijałem w drodze pod nieoznaczony na mapie sędziwy dąb, a stamtąd dotarłem do wspomnianej rzeki, obierając prosty kierunek do celu. — Mobilicorpus — uniosłem starowinkę zaklęciem, zbierając ze sobą graty i pomagając też Aurorze, żeby nie musiała przerywać swojego Caelum i ruszyliśmy przed siebie.
Wspomnienia wizji, które ukazały się w płomieniach, pozwalały na zlokalizowanie skrótów bez większego wysiłku; wystarczyło podążać z prądem rzeki i wychwytywać charakterystyczne punkty. Dzięki nim w miarę sprawnie udało nam się dotrzeć do starego, zapuszczonego domu, do którego podeszliśmy w miarę ostrożnie. — Zostańcie tutaj, sprawdzę, czy jest bezpiecznie — odstawiłem staruszkę w wyznaczonym przez Aurorę miejscu i ruszyłem w stronę domostwa. — Carpiene — ugh, musiałem ponowić zaklęcie dwa razy, bo nie przyniosło żadnego rezultatu. W końcu uznałem, że najwyraźniej nie ma tu żadnych pułapek, a ja mogę wkroczyć do środka pozornie bezpiecznego domostwa. Przeczesałem jego wnętrze, upewniając się, że w środku nie ma żadnego zagrożenia. Dopiero wtedy wyszedłem i pomogłem pannie Sprout wprowadzić kobietę do wnętrza, układając ją w łóżku mieszczącym się w sypialni na piętrze.
Garfield Weasley
Zawód : Biuro Informacji i Propagandy "Memortek"
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 15 +5
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t11219-garfield-weasley#345390 https://www.morsmordre.net/t11265-persymona#346336 https://www.morsmordre.net/t11272-futerkowy-problem https://www.morsmordre.net/f426-devon-appledore-wooda-road-12 https://www.morsmordre.net/t11264-skrytka-bankowa-nr-2454#346322 https://www.morsmordre.net/t11263-garfield-weasley

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Sędziwy dąb
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach