Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Wioska Whalley
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Wioska Whalley

Położona nad rzeką Calder wieś słynie z wybudowanego w latach 1846 - 1850 ceglanego wiaduktu kolejowego, który niczym ogromny monument wyrasta ponad niską, wiejską zabudowę, górując także nad drzewami. Wioska Whalley, na przestrzeni lat rozrastająca się się wokół średniowiecznego klasztoru, dziś otula już tylko jego ruiny, zasiedlone głównie przez szczury i złośliwe poltergeisty. Zamieszkała zarówno przez czarodziejów jak i nieświadomych niczego mugoli, przyzwyczajonych jednak do dziwacznie ubranych mieszkańców o nietypowych manierach pojawiających się na targu, stanowi żywy przykład symbiozy między dwoma światami. Okolice wioski zachwycają pięknem przyrody, rozległymi lasami, wzgórzami i wrzosowiskami.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wioska Whalley - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


Nie wiedziałem, że lubisz rysować – odpowiedziałem z nutą zdziwienia, znów nie prezentując się z tej najbardziej błyskotliwej strony; bo przecież skąd miałbym o tym wiedzieć? Nie znaliśmy się, widywałem ją tylko na scenie Piórka Feniksa. Dopiero dziś, w trakcie tego przypadkowego spotkania, zobaczyłem Demelzę z nieco innej perspektywy. Jako młodą, młodziutką nawet, krawcową o zaskakująco płochliwej naturze. – Coś na pewno przykułoby twoją uwagę na dłużej. Choć przyznaję, że nie są to najlepsze czasy na samotne wędrówki – dodałem jeszcze z krzywym uśmiechem; o ile ja znałem okoliczne ziemie jak własną kieszeń i nie wątpiłem w to, że poradziłbym sobie, choćbym musiał szukać schronienia wśród lasów i borów, o tyle nie życzyłbym takich przygód mojej rozmówczyni. Nie chciałem bawić się we wróżbitę, oceniać jej możliwości bojowych na podstawie aparycji czy wejrzenia, wciąż jednak – rozsądniej byłoby trzymać się znajomych traktów i miejsc, a przynajmniej dopóki wojenna zawierucha trwała w najlepsze, ba, wciąż przybierała na sile. Miałem nadzieję, że Ollivanderowie zrobią wszystko, co tylko w ich mocy, by zadbać o swe hrabstwa, odstraszyć szmalcowników i wszelkie inne gnidy, które w krzywdzie innych upatrywały okazji, by się wzbogacić. Nie byłem jednak naiwny, już nie; nie mogli kontrolować wszystkiego, upilnować każdego zakątka Lancashire. Nawet tutaj, w swoim domu, musiałem być ostrożny.
Z pewnością tak jest – przytaknąłem z łagodniejszym, przyjemniejszym uśmiechem, wodząc wzrokiem od twarzy czarownicy do wyłożonych przed nami materiałów. – Dziękuję, będę o tym pamiętać. – Skinąłem jej krótko głową, na moment odpływając myślami w kierunku skór, których nie miałem, a których posiadanie mogłoby mi ułatwić wywiązywanie się ze swych obowiązków. A przynajmniej części z nich. Dobrze, że Despenser specjalizowała się w skrzydlatych koniach, a nie smokach czy sklątkach tylnowybuchowych; wtedy nie miałbym większego wyboru, musiałbym zaopatrzyć się w taki kubrak lub zginąć marnie, spopielony w okamgnieniu. Na kolejną uwagę nie odpowiedziałem już nic. Czy każdy powinien zabłysnąć? Nie, nie sądziłem. Niektórzy, tacy jak ja, lepiej czuli się w cieniu, z dala od nachalnych spojrzeń innych. Nie miałem jednak zamiaru polemizować z podszytym lekkością stwierdzeniem towarzyszki; psucie jej humoru moim niekiedy dochodzącym do głosu malkontenctwem było zbędne.
Nie byłem pewien, jak doszło do tego, że tak bardzo rozminęliśmy się w trakcie krótkiej, pozornie niegroźnej rozmowy. Demelza spąsowiała, wyraźnie spięta, zawstydzona; wprawiłem ją w dyskomfort? Próbowałem być względnie taktowny, a przynajmniej na tyle, na ile potrafiłem; nigdy nie byłem dobry w te klocki. – Nic się nie stało. Naprawdę. Weź kilka głębokich wdechów, nie chcę cię mieć na sumieniu. Dobrze? – próbowałem zabrzmieć żartobliwie, nie wiedziałem tylko, czy w ten sposób nie skrępuję jej jeszcze bardziej. Nie miałem doświadczenia w rozładowywaniu napiętej atmosfery, w rozplątywaniu takich niezręczności. Z ratunkiem przybył nam jednak Jarvis, nasza uwaga skupiła się na marcepanie – i dobrze. I ja nie lubiłem o tym rozmawiać, o tym, gdzie podziewała się matka mojego syna. Jej wspomnienie na krótką chwilę wybiło mnie z równowagi, sprawiło, że przez twarz przemknął cień nostalgii i czegoś twardszego, nieprzyjemnego. Złości? Goryczy? Lekko podrzuciłem Jarvisa w górę, by poprawić go sobie na biodrze, czemu towarzyszyła salwa stłumionego śmiechu. Nieważna była przeszłość, kiedy miałem jego. – Och, wiem, co to pasmanteria. Mam dwie siostry – mruknąłem w formie wyjaśnienia; obie krnąbrne i dzikie, oczywiście, jednak od obu nauczyłem się kilku ciekawych rzeczy. Chociażby takiego detalu. – To nie kłopot. Skóry poczekają aż zdołam na nie zarobić – dodałem jeszcze, uśmiechając się do niej półgębkiem. Materiały, choć kusiły obietnicą odporności na ogień, nie były mi niezbędnie potrzebne. Poprosiłem ją, by trzymała się blisko, po czym ruszyłem przed siebie, w kierunku, gdzie powinno znajdować się odpowiednie stanowisko. Niektórzy kulturalnie schodzili mi z drogi, innych musiałem przepychać siłą, uważając przy tym nie tylko na idącą moim śladem Demelzę, ale i trzymanego w ramionach Jarvisa. Gdyby nie ten tłum, dotarlibyśmy do celu w dwie minuty; zamiast tego przedzieraliśmy się przez kolejne zastępy czarodziejów dłużej, za długo. Sapnąłem cicho, gdy w końcu doprowadziłem ją aż do niewielkiego, wciśniętego między dwa budynki straganu. – Myślisz, że znajdziesz tu to, czego potrzebujesz? – Uniosłem wyżej brwi, spoglądając przez ramię ku tancerce; przepuściłem ją, by mogła przyjrzeć się towarom, które miała do zaoferowania podstarzała sprzedawczyni. Poprawiłem pasek zsuwającego się z ramienia plecaka, czując, że wciśnięte do niego zakupy zaczynają mi ciążyć. – Jeśli tak, to będziemy się zbierać. Najwyższa pora, żeby coś zjeść. Coś, co nie jest marcepanem, hm? – Posłałem dziecku wymowne spojrzenie, czas na drugie śniadanie, nie słodycze, po czym znów powróciłem wzrokiem do twarzy czarownicy. – Tylko uważaj na siebie – dodałem na koniec, zaskakująco poważnie.
Everett Sykes
Everett Sykes
Zawód : wagabunda
Wiek : 32
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Long way down when you're head is in the clouds
And all around the sirens play
Don't get in my way
OPCM : 12
UROKI : 6
ELIKSIRY : 16
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9528-everett-sykes#289810 https://www.morsmordre.net/t9569-freya#291015 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/f356-lancashire-forest-of-bowland-gawra https://www.morsmordre.net/t9570-skrytka-bankowa-nr-2189#291016 https://www.morsmordre.net/t9530-jareth-everett-sykes#289896

Powrót do góry Go down

Demelza uśmiechnęła się lekko, kącikiem ust, jakby zadowolona, że zdołała swego rozmówcę znów zaskoczyć.
- Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz - odparła enigmatycznym tonem, sugerując, że tajemnice te warte są odkrycia. Rzeczywistość była jednak nieco inna. Poza Piórkiem Feniksa sprawiała wrażenie porządnej i niemalże pensjonarskiej, tymczasem reputację miała zszarganą przez plotki, w których niestety tkwiło wiele prawdy. Sykes mógł ich nie słyszeć, nie sądziła, by interesował się modą, nie mieli też wspólnych znajomych, dzieliła ich za duża różnica wieku. Skąd mógłby też wiedzieć, że lubiła rysować? Poniekąd łączyło się to jednak z krawiectwem. Aby tworzyć nowe projekty szat, musiała umieć je naszkicować. Na tym jednak zamiłowanie do rysunku się nie kończyło. W wolnych chwilach lubiła uwieczniać na papierze, czy płótnie wszystko, co wydawało jej się piękne. Lancastershire, jak wynikało z opowieści Everetta, właśnie takie było. - To prawda, dlatego ostatnimi czasy ich unikam... czego bardzo żałuję - odpowiedziała i westchnęła przy tym ciężko. Była zbyt lękliwa, płocha, by włóczyć się teraz po obcych hrabstwach w poszukiwaniu doznań estetycznych. Miała też za dużo pracy. Nie spodziewała się tego, lecz zleceń krawieckich wciąż przybywało, a jej czas wolny nieustannie się kurczył.
W samym Whalley też nie pojawiła się z powodu kaprysu, czy zachcianki, a przez zawodowe obowiązki. Potrzebowała kupić więcej materiałów i pasmanterii; nie spodziewała się, że spotka tu swojego ulubionego widza, a jeszcze bardziej tego, że ich rozmowa potoczy się tak niezręcznie... Wyłącznie z winy Demelzy, która coś sobie ubzdurała w swojej niemądrej główce i nie mówiła wprost o co jej chodzi, tylko kręciła się naokoło, zbyt nieśmiała, by postawić na szczerość. Zgodnie z sugestią Everretta wzięła kilka głębszych oddechów i starała się uśmiechnąć, wciąż jednak wydawała się zawstydzona własną głupotą. Demelza miała wrażenie, że to koniec, że odtąd będzie już ciągle myślał o niej jak o namolnej idiotce. Dobrze więc, że rozmowa zeszła na marcepan i skupiła się na chłopcu. Był uroczy, naprawdę. Panna Fancourt miała wyjątkowo miękkie serce, jeśli chodziło o dzieci. Zazdrościła koleżankom i znajomym ze szkoły, które miały już własne.
- O widzisz. Zazdroszczę ci. Ja nie mam ani siostry, ani brata - odpowiedziała, podchwyciwszy temat; tego również żałowała, bycia jedynaczką. Zawsze chciała mieć siostrę albo brata. Kogoś bliskiego, z kim łączyłyby ją więzy krwi, kogoś, kto zawsze by się za nią wstawił i przy niej trwał - był najlepszym przyjacielem. Ciekawa była, czy podobne relacje łączyły Everetta z rodzeństwem. A może miała mylne wyobrażenie o jego posiadaniu? Myliła się ostatnimi czasy wyjątkowo często. Niestety.
Czarownica podążyła śladem Everetta, lawirując między innymi klientami targowiska, aby podejść do stoiska z pasmanterią.
- Dziękuję ci bardzo. Pewnie tak, a jeśli nie, to znam jeszcze kilka miejsc. Tylko w innym hrabstwie - odpowiedziała z uśmiechem. To miłe, że go to zainteresowało. Pokiwała też głową ze zrozumieniem, kiedy oznajmił, że muszą się zbierać. W pełni to rozumiała. - Rozumiem. Życzę wam zatem smacznego i miłego popołudnia, wam obu - wyrzekła, odwracając się ku nim, zanim jeszcze odeszli. Chłopiec w tym wieku rzeczywiście nie powinien jeść samych słodyczy, a zbliżała się pora obiadowa. Demelzę nieco zaskoczyła powaga w głosie Everetta, kiedy przestrzegł ją, by na siebie uważała. - Uważam. Wy również uważajcie. No to... do widzenia - powiedziała z zawahaniem. Chciała powiedzieć do zobaczenia, lecz czarne myśli o tym co Everett pewnie teraz o niej sądzi podpowiadały Fancourt, że będzie wolał jednak jej unikać. Znów wyrzucając sobie głupotę w myślach odwróciła się do handlarki i wdała z nią w rozmowę o tym, czego potrzebowała; nie patrzyła już jak Everett i jego syn znikają w tłumie.

| zt x 2


Let me see you

Stripped down to the bone

Demelza Fancourt
Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna


I have to believe that sin
can make a better man


OPCM : 1
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Wioska Whalley

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach