Wydarzenia


Ekipa forum
Wioska Whalley
AutorWiadomość
Wioska Whalley [odnośnik]28.02.21 13:05
First topic message reminder :

Wioska Whalley

Położona nad rzeką Calder wieś słynie z wybudowanego w latach 1846 - 1850 ceglanego wiaduktu kolejowego, który niczym ogromny monument wyrasta ponad niską, wiejską zabudowę, górując także nad drzewami. Wioska Whalley, na przestrzeni lat rozrastająca się się wokół średniowiecznego klasztoru, dziś otula już tylko jego ruiny, zasiedlone głównie przez szczury i złośliwe poltergeisty. Zamieszkała zarówno przez czarodziejów jak i nieświadomych niczego mugoli, przyzwyczajonych jednak do dziwacznie ubranych mieszkańców o nietypowych manierach pojawiających się na targu, stanowi żywy przykład symbiozy między dwoma światami. Okolice wioski zachwycają pięknem przyrody, rozległymi lasami, wzgórzami i wrzosowiskami.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wioska Whalley - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Wioska Whalley [odnośnik]27.12.21 2:37
The member 'Sebastian Bartius' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 38
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wioska Whalley - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wioska Whalley [odnośnik]27.12.21 11:53
The member 'Sebastian Bartius' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 8
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wioska Whalley - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wioska Whalley [odnośnik]02.01.22 22:04
Sebastian mógł sobie powtarzać co chciał, ale prawda była taka, że Thalia wiedziała bardzo dobrze, czemu zasady rządzące tym światem się nie zmieniały – nie zmieniały się, bo mężczyźni nie chcieli, aby to się stało. A mimo wszystko, słowa jej ojca były jakąś prawdą, której chyba teraz potrzebowała. Była tutaj i walczyła. Na ile wystarczy jej sił, tego nie wiedziała.
- Ja też się boję, tato. – Jej głos w chwili obecnej wybrzmiał jeszcze ciszej niż normalnie. Może to niewiele dla niego znaczyło, ale dla niej takie przyznanie się do czegoś było zdecydowanie bardziej problematyczne. Całe życie musiała być silna i prezentować sobą postawę, w której nigdy się nie cofała, ale była człowiekiem. Strach nigdy nie był jej obcy. – A co jeżeli któraś walka mi się nie powiedzie? – Nie wiedziała nawet, na co liczyła, ale jakaś część niej nie przewidywała, aby miała ucieszyć się z jego odpowiedzi. „Nie walcz, nikt ci nie każe”. A może jednak nie?
Wywróciła lekko oczyma, szturchając go w bok, zastanawiając się, czy nadążał sam za tym, co mówił w jego kierunku, ale mimo wszystko…nie zamieniłaby tego na cokolwiek innego. Westchnęła cicho, kręcąc głową na to przyznanie o stałym lądzie, doskonale wiedząc, czemu to mówił, ale jednocześnie zdając sobie sprawę, że nie mogła mu pomóc w tym momencie. Chociaż chciała.
- Nie jest to proste, prawda? Ale też mam ten problem. Zostać, płynąć…tak czy inaczej nikt nie wygrywa, prawda. Rezygnuję z jednej albo drugiej rzeczy. Nie ma łatwych wyborów w tym wypadku. – Westchnęła lekko, zastanawiając się, czemu w ogóle to mówi. Nie wiedziała, czy Bartius musiał kiedykolwiek wybierać tak jak ona. Rezygnować z jednej rzeczy, którą kochała, tak aby podjąć się w pełni innej rzeczy, którą kochała. Miłość, największe zagrożenie tego świata.
Za to mężczyzna pozostawiony z Sebastianem z jednej strony wydawał się rozluźniać, z drugiej zaś martwił się o jego obecność.
- To miło, że pan pomaga, w tych czasach wszystko jest takie problematyczne. Ale dobrze trzymać się z rodziną, prawda? – Sam bardzo chciał już wrócić do siebie i swojej rodziny, ale w tym momencie musiał wyruszyć przed siebie i zadowolić się tym, że nieznajomy poczęstował go alkoholem. Jednak im wcześniej wróci, tym prędzej będzie mógł położyć się do łóżka obok żony. Kiedy zaś widział obok siebie kobietę, która najwidoczniej umiała załatwić benzynę, uśmiechnął się, po napełnieniu baku pozwalając jej zająć się prowadzeniem.
I był to fatalny pomysł.
Jego żołądek skakał, próbując usilnie utrzymać w sobie zawartość wypitego wcześniej alkoholu. Sebastian nie był sam w swoich odczuciach, kiedy Thalia mniej bądź bardziej udolnie przyjmowała jego porady co do prowadzenia pojazdu. Ostatecznie, przy drugim punkcie została wysadzona na zewnątrz, co sprawiło, że spojrzała z zawodem na oddalający się pojazd. Nie wiedziała, kim był pirat drogowy i o to chyba musiała dopytać.
- Tato… - ostrożnie trzymała Sebastiana, kiedy pochylił się aby wymiotować na ziemię. Miała wrażenie, że wszyscy mężczyźni tak mocno chwalili się swoją wytrzymałością, aby potem wymiotować. Pomogła ojcu, ale ten zaraz wyforsował się naprzód. Mężczyźni.
Uważnie słuchała ojca, kiwając głową kiedy ten dokładnie tłumaczył informacje na temat polowania. W jednej chwili uniosła brew, marszcząc twarz kiedy tylko wspomniał, że dziś nie dostanie kuszy do rąk, ale prawda była taka, że nie zamierzała się wykłócać. Wraz z ojcem próbowała obserwować ślady – powoli już świtało, dlatego mogli spokojnie dostrzec już jakieś ślady w szarości. Przez chwilę obserwowała ślady, widząc też pióra, ostatecznie spoglądając na…gołębia. Spodziewała się czegoś bardziej ekscytującego na polowaniu z ojcem.
- I co teraz? – szepnęła do ojca.



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 13 +2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Wioska Whalley [odnośnik]03.01.22 21:23
Zdążył już zauważyć, że jego jedyna córka zdawała się płynąć pod prąd zamiast z prądem. Po kimś to miała. On również bywał uparty czym osioł. W chwili obecnej nie miał pod ręką lepszego porównania.
Mógłbym powiedzieć ci, żebyś się nie bała. Nie tędy droga. Czego się boisz? — Nie zignorował tego wyznania, uznając je za wystarczająco istotne. Tylko głupcy się nie boją. Nawet on nie był głupcem, choć cały swój strach zdawał się trzymać w ryzach. Nie tego od niego oczekiwano. Nie był nauczony okazywać swojej słabości. Może świat nie zawaliłby od tego, gdyby częściej dawał się poznać od tej ludzkiej, bardziej cywilizowanej strony. — W najlepszym razie skończysz ranna, a w najgorszym martwa. Dlatego walczysz, kiedy nie masz innego wyjścia — Powiedział wprost, wystarczająco poważnie, by nie miała wątpliwości co do jego intencji i oczekiwań. W przeciwieństwie do niego, jego córka nie miała możliwości przemienić się w bestię i zmasakrować swoich przeciwników. Mogła za to używać magii albo broni, by zaszlachtować napastników jak świnie. Szturchnięty przez nią w bok, spojrzał na Lavinię pytająco oraz z niemym wyrzutem. Czym na to sobie zasłużył? Co takiego uczynił? Doprawdy ciężki jego los.
Nigdy nie jest to proste. Ta decyzja należy do ciebie. Chyba, że potrzebujesz rady to jestem w stanie ci jej udzielić — Wymruczał pod nosem, wzruszając od niechcenia ramionami. Pomimo tego, że tak naprawdę nie było mu to w smak, tak nie mógł podjąć za nią decyzji. Znaczy na upartego byłby w stanie to zrobić, w końcu jest jej ojcem i dopóki nie wyszła za mąż to pozostawała pod jego opieką. Przynajmniej w jakimś stopniu. Cenił sobie proste i spokojne życie. Dlatego nie stawiał uparcie na swoim.
Od zawsze to robiłem. Pomagam im. Można na niej polegać — Od zawsze starał się ich wspierać, najlepiej jak umiał. Byli dla niego ważni, pomimo wszystkich różnic między nimi. Zwłaszcza w kwestii chronienia ich.
Co? — Burknął pod nosem. Zdecydowanie nie był zadowolony. Ta przejażdżka była dla niego okropnym przeżyciem, gorszym, niż jakakolwiek odbyta podróż statkiem. Nigdy więcej. A przynajmniej nie z jego córką za kierownicą. Zamierzał nauczyć ją strzelać z kuszy, lecz w kontrolowanych warunkach. Tak by nie zrobiła sobie lub mu krzywdy.
Uniósł jedną z brwi, dostrzegając ślady i tropy wskazujące na obecność ptactwa. Wydawał się być zawiedziony tym, co udało im się wytropić. Liczył na większe zwierzęta, kopytne. Gołąb stanowił zdobycz odpowiednią dla kota. Dla myśliwego gołąb nie był szczególnie satysfakcjonującą zdobyczą.
Nie jest to zdobycz, z której będę zadowolony. Teraz muszę go ustrzelić. Jeśli będziesz chciała to od razu po powrocie nauczę cię strzelać z kuszy — Powiedział z cichym westchnięciem, sięgając po kuszę. Załadował na nią ostro zakończony bełt, polegając na magicznym naciągu. Chwycił od dołu łoże kuszy, opierając jego kolbę poniżej barku. Uspokoił oddech, celując w ptaszysko. Z kolejnym oddechem i uderzeniem serca zwolnił mechanizm spustowy, wystrzeliwując bełt w stronę obranego celu.[bylobrzydkobedzieladnie]

Rzut na odległość od celu - Klik
Strzelam z kuszy do gołębia, rzucam k100 na rzut do celu (ST 60) + spostrzegawczość III (+60)


Ostatnio zmieniony przez Sebastian Bartius dnia 03.01.22 21:26, w całości zmieniany 2 razy
Sebastian Bartius
Zawód : Myśliwy, taksydermista
Wiek : 50
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Don’t shake me
Don’t make me bear my teeth
You really don’t wanna meet that guy

OPCM : 14 +3
UROKI : 10 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 6
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Wilkołak

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10002-sebastian-bartius#302437 https://www.morsmordre.net/t10691-beowulf#324295 https://www.morsmordre.net/t10694-big-bad-wolf#324324 https://www.morsmordre.net/f402-lancashire-lancaster-zajazd-pod-grusza https://www.morsmordre.net/t10693-szuflada-sebastiana#324304 https://www.morsmordre.net/t10692-sebastian-bartius#324298
Re: Wioska Whalley [odnośnik]03.01.22 21:23
The member 'Sebastian Bartius' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 70
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wioska Whalley - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wioska Whalley [odnośnik]07.01.22 21:54
Można było powiedzieć, że chociaż nie wychowała się ze swoim ojcem, to zdecydowanie podejście do niektórych spraw miała takie samo jak on, z upartym podejściem do życia, z wyborami które pasowały jej, a nie otoczeniu, Nie było łatwo, przez co czasem można było zastanawiać się, czy da sobie radę, czy jednak stres przejmie ją i jej działania.
- Klątwy, przede wszystkim. – Chyba po raz pierwszy przemogła się, aby powiedzieć o swojej klątwie przed ojcem, ale nie dlatego, że wstydziła się mówić to jemu, albo że mu nie ufała, ale dlatego, że po prostu mówić o tym wcale nie było łatwo. Jeżeli wymagałoby to otworzenia się wobec innych, napotykała tu zawsze problem. – Cóż, wyjście to najczęściej ostatnia opcja jaką mam kiedykolwiek – burknęła, nie chcąc zabrzmieć na aż tak niezadowoloną, ale jednak nie umiała się powstrzymać. Zaraz też ucichła, skupiając się raczej na drodze przed nimi, niż na czymkolwiek innym, dlatego od razu spojrzała na otoczenie aby nie widzieć miny ojca. Nie chciała nikogo masakrować, czasem jednak chodziło albo o wyżycie się, albo o własny ratunek.
- Chciałabym móc nie decydować i nie żyć w świecie, że kobiety nie są zażenowane po prostu przejściem przez port, ale jak widać każdy z nas ma coś, czego spełnić się nie da. Nie musisz mówić, wiem, że usłyszę, że powinnam zostać w domu, być dobrą i grzeczną córką i pewnie lepiej wyszywać korzonki, czy co tam… - Tak naprawdę dość mocno podziwiała kobiety które potrafiły wykazać się kunsztem, ale było zimno, ona była uparta, a przede wszystkim była też zmęczona i zła, teraz już chyba gównie na ziemię. Złość jednak przeszła kiedy ojciec nie wyglądał na zadowolonego, ostrożnie klepiąc go po ramieniu spojrzała jeszcze na jego zadanie.
- Jak chcesz przez chwilę odpocząć to nie musimy się ruszać – skomentowała cicho, spoglądając jeszcze przed nich. Dopiero kiedy ojciec ustrzelił gołębia mogła jeszcze dokładniej przyjrzeć się śladom, spoglądając na pióra czy drobne odciski śladów w śniegu. – Oczywiście, że chcę! – Była zadowolona perspektywą wybierania się na zewnątrz aby jednak postrzelać z kuszy, a już gdyby miała być tego uczona…lepiej by być nie mogło.
- Lepszy gołąb niż cokolwiek innego. – Wzruszyła ramionami, chyba nie czując wielkiego zawodu z tego, co upolowali, za to dziwne ssanie w żołądku z głodu już tak.



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 13 +2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Wioska Whalley [odnośnik]15.01.22 0:41
Poruszenie tematu klątwy wystarczyło, by spojrzał na Lavinię wyraźnie zaskoczony, z niezrozumieniem. Wywołanym nie dlatego, że nie rozumiał tego, czym są klątwy. Wywołanym dlatego, że nie potrafił pojąć, jak to się stało, że została przeklęta. Spoglądał na nią spod zmarszczonych brwi, z powagą i całą swoją surowością. Oczekiwał wyjaśnień. Wtedy pomyśli co dalej. Nawet, jak sam robił różne rzeczy w swoim życiu, to nie znaczy, że nie potępi działań swojej córki, że nie wygłosi typowo ojcowskiej tyrady i że nie będzie starał się jej pomóc. Bo będzie.
Jak to się stało, że zostałaś przeklęta?! — Zagrzmiał gniewnie. To nie był czas i miejsce, w którym mógłby okazać córce pełnię swojego wsparcia. Na to przyjdzie pora. Starał się nie tracić równowagi, ale na drodze ku utrzymywaniu pełnego opanowania stały odczuwane przez niego emocje. Tak jak teraz właśnie. Teraz miał ku temu dobry powód. Ona była tym powodem.
Czy aby na pewno? — Zrównawszy z nią krok, wyciągnął rękę ku niej z wyraźnym zamiarem poklepania jej po plecach. Cofnął jednak dłoń i ciężko westchnął. Brzmiąc na bardzo niezadowoloną była niemalże jego odbiciem, świadectwem, że nie daleko pada jabłko od jabłoni. W tym wszystkim chodziło o to, by nie musiał pochować własnej córki, która przegrała walkę z silniejszym przeciwnikiem. Jeśli zabierze ją morze to nawet tego nie będzie dane mu uczynić.
Nie znam żadnej kobiety zachodzącej do portu... poza tobą. Mógłbym wtedy nauczyć cię tego, czego nauczył mnie mój ojciec... to przyzwoity fach. Cynthia próbowała nauczyć cię wyszywania korzonków? — Przyznał z westchnieniem. Zdecydowanie miał o tym jakiegokolwiek pojęcia. Starał się to zrozumieć. Wiedział, czym ona się zajmowała i w jakimś stopniu wolał, by poszła w jego ślady. Mógł nauczyć ją tropić i polować, to też uczyni, jednak ona nie obierze tego na swój zawód. Po starał się pogodzić z tą myślą.
Ruszajmy — Zarządził. Odpoczywać będzie w zaciszu swojego pokoju. Chociaż całkiem prawdopodobne było to, że niebawem zarządzi jakiś postój. Musiał znaleźć do tego odpowiednie miejsce. Po ustrzeleniu gołębia poszedł podnieść z ziemi swoją zwierzynę, chwytając ją za nóżki. Ostrożnie wydobył bełt, dołączając go do kołczanu. Po tych oględzinach śladów i tropów jego córka powinna rozpoznać obecność gołębi.
Jeśli się nauczysz to będziesz mogła dostać własną kuszę. Tymczasem... ruszajmy dalej, zrobimy chwilowy postój gdy znajdę właściwe miejsce. Po drodze zbieraj suche patyki i gałęzie — Zapewnił ją, gdy wiązał sznurek przy nóżkach ptaka. Postój dobrze im zrobi, ale musieli trochę popracować. Znaczy Lavinia musiała.
Sebastian Bartius
Zawód : Myśliwy, taksydermista
Wiek : 50
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Don’t shake me
Don’t make me bear my teeth
You really don’t wanna meet that guy

OPCM : 14 +3
UROKI : 10 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 6
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Wilkołak

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10002-sebastian-bartius#302437 https://www.morsmordre.net/t10691-beowulf#324295 https://www.morsmordre.net/t10694-big-bad-wolf#324324 https://www.morsmordre.net/f402-lancashire-lancaster-zajazd-pod-grusza https://www.morsmordre.net/t10693-szuflada-sebastiana#324304 https://www.morsmordre.net/t10692-sebastian-bartius#324298
Re: Wioska Whalley [odnośnik]02.02.22 11:36
Temat nie był dla niej łatwy. Nie był w końcu czymś niecodziennym, wiele osób posiadało klątwę, chociaż nie tak wiele potrafiło je rzucić. Mimo to nie były czymś, co leżało w strefie wstydu…a jednak sama miała problem, aby przemóc się do opowiadania o nich. Czy to przez fakt, że po prostu odbierała to jako osobistą porażkę? Czy może coś innego kryło się za wstydem, którym przykryła to wszystko i teraz poruszanie tego tematu przypominało raczej rozdrapywanie źle zagojonej rany – wiedziała, że było potrzebne, ale nie zmieniało to, że bolało jak cholera.
- Ja nie wiem… - Nie była to do końca prawda, ale nie bez powodu uczyła się kłamać. W końcu ją samą też dopadało czasem zwątpienie, czy osoba za to odpowiedzialna rzeczywiście nią była, ale nie miało to innego rozwiązania, tak musiało być. Mimo wszystko potrafiła wciąż denerwować się na te wydarzenia, bo przecież…czemu ona? Naprawdę, tylko za to, że była kobietą? Przecież to takie głupie. Zauważyła jego uniesienie ręki, gest jednak nie został dopełniony, a ona wcisnęła dłonie w kieszenie płaszcza.
- Wyobrażasz sobie robienie coś innego teraz, po tylu latach? – znaczące spojrzenie przeciągnęła po okolicy, tak jakby las miał być świadkiem jej słów i za to potwierdzić. – Coś, co cię nie fascynuje, co nie jest twoją pasją, a wszystkie wysiłki poszły na marne? Jak będzie wyglądało to, kiedy po latach ukrywania się a potem walki o swoje miejsce rzucę wszystko, bo jednak stwierdzę, że to niezbyt pasujące zajęcie? – Na samą myśl, jak niektórzy by się ucieszyli, gdyby zniknęła z okolicy, jeszcze bardziej korciło ją uduszenie kogoś, najlepiej jakiegoś Traversa.
- Nie, szycie…nie jest pewnie złym zajęciem, ale mam problem. – Z usiedzeniem na miejscu, z problematyczną kwestią równych i idealnych ściegów. Czy potrafiła naprawdę zrobić coś, co miałoby usadzić ją na miejscu, ale nie pozwoliłoby na znudzenie się? Miała wrażenie, że potrzebowała wszystko, co mogłaby zrobić i czym mogłaby się zadowolić, ale nie w jednym miejscu, gdzieś tylko, gdzie się dało.
- Ruszajmy… - na rozmowę będą jeszcze mieli czas, teraz zaś mogli zająć się pracą i wrócić do domu. Przy cieple kominka trudniejsze tematy wydawały się mniej ponure.

ztx2



Here I am

Here I remain
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 13 +2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Wioska Whalley [odnośnik]26.02.22 8:03
20.01

Nienawiść. Rozpoznawał ją w sobie, choć nie powinien jej czuć, nie aż tak żarliwie. Na ogół gwałtowne emocje utrudniały pracę, na ogół musiał odsuwać na bok gniew i myśleć chłodno, pragmatycznie. Dziś jednak miało być inaczej. Dziś gniew miał być paliwem i dziś chciał rozniecić wściekłość w sercach przydzielonego mu oddziału ochotników z Manchesteru i Lancashire, młodych bojówkarzy Longbottoma. Niektórzy zdawali się być w wieku Burroughsa, rozpoznawał parę nastoletnich twarzy, inni dobiegali trzydziestki albo i czterdziestki. Do bojówek Zakonu zgłosiło się wielu ochotników. Nie wszyscy byli związani z Zakonem, nie wszyscy mieli przeszkolenie w walce, nie wszyscy mieli te same powody do walki (niektórzy pochodzili z mogolskich rodzin, inni kierowali się poczuciem sprawiedliwości lub lojalnością wobec lordów tych ziem, ale jeszcze inni po prostu chcieli chronić swoje hrabstwa przed terrorem), ale wszyscy wsparli rebelię. Byli gotowi za nią walczyć, może i nawet zginąć - ale nie dziś. Dziś mieli przewagę liczebną, dziś urządzą spektakl.
Śledztwo byłych wiedźmich strażników w Manchesterze odkryło kilka miejsc, w których gromadziły się komórki szmalcowników w hrabstwie. Czarodzieje z Ministerstwa nie tylko napadali mugoli i podpalali domy, ale działali też jak szpicle, wtapiając się w tłum i zbierając informacje o czysto krwistych rodzinach w hrabstwie. Oprócz tego, byli zainteresowani lokalnymi strukturami społeczeństwa i liderami. Prawdopodobnie gromadzili informacje, gotowi zamordować każdego, kogo postrzegali za zagrożenie i autorytet. Nie od razu, choć pewnie skorzystaliby ze skrytobójczej okazji. Tonks pamiętał Staffordshire, wieści o zabiciu kuzyna Castora, o egzekucji mogolskiego burmistrza i księdza. Ludzie Malfoya wybierali cele starannie, chcąc zasiać w sercach ludzi strach. Nic z tego. Dzisiaj to oni, Zakon Feniksa i bojówkarze Longbottoma i patrioci z Manchesteru, pokażą im co to znaczy strach i gniew.
Część informacji zdobyła wiedźmin straż, część posiadali od czarnoksiężnika, którego autorzy zdołali zaskoczyć i pojmać. Tonksa nie było przy tamtej akcji, ale dowiedział się wszystkiego od kolegów. Zebranie, dziś, o zachodzie słońca, w kamienicy w centrum Manchesteru.
-Uderzymy dziś z zaskoczenia. Grupa autorów działa już w kamienicy, by zaskoczyć tam zdrajców i wywabić ich na ulice. My - powiódł spojrzeniem po zapalonych do walki mężczyznach. Dziś nie potrzebowali przeszkolenia bojowego, a on sam nie musiał bawić się w działanie w tajemnicy, z zaskoczenia, z ukrycia. Wręcz przeciwnie. -my będziemy czekać na ulicach, przed wejściem do kamienicy. I urządzimy spektakl. - podniósł lekko podbródek, wykrzywiając usta w niemiłym uśmiechu. Nie potrafił przemawiać lepiej niż przeciętny szkolący kursantów auror, nie znał się na propagandzie, rozumiał tylko podstawy polityki, ale znał język gniewu. Widział ten sam gniew na twarzach ludzi, którzy chcieli dziś dokonać samosądu na szmalcownikach i pokazać siłę Zakonu Feniksa. Mieli ciche wsparcie lordów Lancashire, akcja została zorganizowana przez Biuro Aurorów na polecenie samego Ministra. Co ważniejsze... -Mamy przewagę liczebną. Będę miał oko na wszelkie nieprzewidziane wypadki, ale i wy miejcie oczy dookoła głowy. - choć jakaś jego część chciała dołączyć do walki w animalistycznym ferworze, dać się poddać gniewowi równie mocno jak młodsi bojówkarze, to nie mógł dziś dopuścić do głosu Fenrira. Pewnie nie powinien go dopuszczać do głosu już nigdy, choć wygodnie rozwiązywało to problem wyrzutów sumienia. Rozmawiał o tym sporo z Ronją, zdawał się robić postępy. W każdym razie, dziś musiał myśleć zimno, analitycznie. Mieć oczy dookoła głowy, bowiem był odpowiedzialny za powierzonych mu żołnierzy. Dowodził jedynie niewielką grupą i samemu odpowiadał przed jednym ze starszych aurorów, zgodnie z zaleceniami Longbottoma nie otrzyma poważnego dowództwa dopóki nie skończy terapii, ale ci ludzie potrzebowali aurora, kogoś doświadczonego w walce, a akcja była na tyle dobrze zorganizowana aby mógł ich wspierać. Sami zgłosili się do walki, dołączyli do rebelii, byli gotowi zginąć. Może nawet mieli w głowie jakieś romantyczne pomysły, że taka śmierć będzie honorowa i patriotyczna. Tyle, że rebelia potrzebowała każdej różdżki, każdego ochotnika. Nie mogli rzucać się na szaniec, nie mogli marnować zasobów - bo Michael tak myślał o zgromadzonych przed nim kilkunastu mężczyznach, jak o zasobach. Różdżkach gotowych zgładzić szmalcowników i chronić cywili. Ich życie należało teraz do rebelii, ale ich śmierć też - i nie miał zamiaru na nią pozwolić. Mieli dzisiaj wywołać zamieszki, krwawo rozprawić się ze szmalcownikami, podołałby temu każdy podstawowo przeszkolony (jak oni) i odpowiednio rozgniewany czarodziej z przewagą liczebną, ale Michael został przydzielony do tej grupy jako doświadczony auror, by mieć oko na całość walki. Spostrzegawczy i wprawiony w grupowych pojedynkach oraz akcjach, nie miał poddać się nadciągającej gorączce, a mieć oko na sytuacje kryzysowe. W odpowiedniej chwili wziąć kilka osób pod Protego Totalum, albo wymierzyć skuteczne Lamino Glacio w wyjątkowo groźnego czarnoksiężnika. Jego obecność miała też dodać otuchy zgromadzonym tutaj ochotnikom. Czy niektórzy z nich przeleją dziś krew po raz pierwszy? Jeśli tak, to dobry chrzest bojowy. Działali w słusznej sprawie, bez wątpliwości, wywiad zebrał dowody o winie.
-Będę z wami, a wy bądźcie przy sobie. Ukarzemy ich - ludzi, którzy chcą zniszczyć to hrabstwo, podnieść różdżki na wasze rodziny, których sama obecność sprawia, że los Staffordshire może powtórzyć się wszędzie, gdzie działają. Dzisiaj wymierzymy im sprawiedliwość i będzie ona krwawa i brutalna - oko za oko, ząb za ząb. Krew spłynie po ulicach za każdą ofiarę w Lancashire, za setki zamordowanych w Staffordshire. - wierzył we własne słowa, już dawno odstawił skrupuły na bok, myśl o zemście prześladowała po nocach Michaela-człowieka, gdy Michael-auror planował kolejne kroki. Widział ogień w oczach mężczyzn, szczególnie tych młodszych. Malfoy wykrwawiał ten kraj tak długo, że szmalcownicy byli już powszechnie znienawidzeni przez promugolskich czarodziejów w hrabstwach takich, jak Lancashire. -Mogą się do was dołączyć przechodnie, spontanicznie. - ostrzegł. Liczyli się z tym, gdy planowali akcję. Miała być publiczna, porwać za sobą mieszkańców hrabstwa. -Bądźcie brutalni, pomścijcie krzywdy Lancashire, ale wy nie traćcie kontroli. Może zrobić to tłum - wtedy czekajcie na mój sygnał. - nie wiedział, jak potoczą się dzisiejsze wydarzenia, w przypadku samosądu gotów był wycofać swoich ludzi na bezpieczną odległość i patrząc jak cywile rozprawiają się ze zdrajcami. -Gdy akcja autorów przegoni zdrajców z kamienicy, krzykniemy parę sloganów o ich przewinach. Szpiegostwo. Morderstwa. Grabieże. Podpalenia. Planowanie zamachów w Manchester. - przypomniał. -Taktykę dostosujemy do sytuacji. Na początku używajcie śmiertelnych zaklęć, ale takich, które mają szansę ich realnie skrzywdzić. Lepiej rzucić udaną Lanceę niż nieudane Lamino. - przypomniał, wiedząc, że rozmawia ze świeżakami. Jeden z chłopaków spuścił nerwowo wzrok (a zatem to będzie twój pierwszy raz, pierwsza krew), ale w oczach innych żarzyła się determinacja. -Jeśli w okolicy pojawi się za dużo cywili, zmieniamy taktykę - nie chcemy nikogo skrzywdzić. Expelliarmusy, Petryficusy. Jeśli podjudzimy tłum, sami się nimi zajmą. Mugole też potrafią walczyć. Widzieliście kiedyś człowieka pobitego na śmierć? - uniósł lekko brew. -Hasło: "Ulyssess" to sygnał ode mnie, że rzucam pole antymagiczne. Zrobię to, jeśli zrobiłoby się naprawdę gorąco - my mamy przewagę liczebną, a brak magii sparaliżuje przeciwników. Jakieś pytania?
-Na co... konkretnie możemy sobie pozwolić? - zapytał jeden z chłopaków.
Michael bardzo chciałby odpowiedzieć mu coś innego, ale dawno przekroczyli już czas litości, wojna na zawsze zmieniła ich etykę. Rozkazy to rozkazy. Spektakl to spektakl.
-Dopóki nie tracicie kontroli na sobą i nad sytuacją, dopóki nie wybieracie ataku gdy potrzebujecie rzucić tarczę i wasze działania nie zagrożą cywilom - na wszystko. - podkreślił. -Niech zapamiętają naszą siłę. - nie mrugnął nawet, choć jawnie zachęcał bojówkarzy do każdego rodzaju przemocy.
-Ruszajmy. - rzucił, a grupa skierowała się w stronę centrum Manchesteru i zajęła pozycje. Gdy zaszło słońce, w kamienicy zaczęły błyskać zaklęcia. Druga grupa zaskoczyła szmalcowników w trakcie zebrania, pojedynek trwał kilka minut, aż z kamienicy zaczęli wybiegać ludzie. Mieli ich rysopisy, znali też swoich. Wiedzieli, w kogo atakować.
-Lamino Glacio. - syknął Tonks, wznosząc różdżkę w kierunku postawnego bruneta o twarzy naznaczonej ohydnymi bliznami. Uśmiechnął się paskudnie, rozpoznając w nim szmalcownika, którego sam uraczył niegdyś Fulgoro - najwyraźniej zdążył otrzymać pomoc i wrócić do walki, być może jako organizator albo przywódca. Stłumił w sobie chęć pastwienia się nad nim - urządzali dziś spektakl przemocy, ale samemu musiał zachować zimną krew i sprawnie wyeliminować pierwszy cel. Lodowate sople uderzyły w plecy zaskoczonego dodatkową obławą szmalcownika, a ulicę przecięły wiązki zaklęć - bojówkarze poszli za przykładem Tonksa, rozprawiając się z resztą wyśledzonej grupy. Ulicami Manchesteru spłynie dziś krew, ale wreszcie będzie to krew wrogów.

/zt


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Auror, rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 42 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Wioska Whalley - Page 3 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Wioska Whalley
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach