Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Pracownia eliksirów

Go down 
Autor toWiadomość
Aurora Sprout
Aurora Sprout

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout
Zawód : Uzdrowiciel, Aptekarz
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
don't worry,
I understand.
who would really choose a daisy
in a field of roses?
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 10
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Pracownia eliksirów 773c9a67336dbb7ed731072b558a4846

Pracownia eliksirów Empty
PisanieTemat: Pracownia eliksirów [odnośnikPracownia eliksirów I_icon_minitime28.02.21 15:41

Pracownia eliksirów

Pracowania eliksirów - opis wkrótce




I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Powrót do góry Go down
Isabella Presley
Isabella Presley

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7405-isabella-selwyn https://www.morsmordre.net/t7416-iskierka https://www.morsmordre.net/t7414-bardzo-nieprzykladna-lady#202782 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t7417-skrytka-bankowa-nr-1810#202799 https://www.morsmordre.net/t7415-isabella-selwyn
Zawód : płomień
Wiek : 21
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczona
Najmilszy sercu jest prawdziwy w nim pożar.
OPCM : 2
UROKI : 3
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Pracownia eliksirów A8172ec5839139146051f7b54e49c5d0

Pracownia eliksirów Empty
PisanieTemat: Re: Pracownia eliksirów [odnośnikPracownia eliksirów I_icon_minitime02.06.21 11:51

1 grudnia 1957 r.

Warzelnictwo miało swoje święte zasady. Przynajmniej kilka nienaruszalnych konstrukcji, fundamentów, korzeni, bez których roślina nie mogła piąć się do słońca, bez których żaden wywar nie mógł objawić prawidłowych właściwości. Isabella, kiedy stawiała dziesięć lat temu pierwsze kroki, kiedy tłukła pierwsze fiolki,  trzymała się ich jak rodowych tradycji. Już sama myśl o podważeniu ich sprawiała, że sieć kąsających dreszczy owijała się wokół piersi, utrudniając oddychanie. Szybko jednak pojęła, że nie wszystko było dane na zawsze. Nawet notatki alchemików sprzed wieków można było ominąć, choć lekceważenie ich było aktem pogardy. Rozkwitała jednak nauka o bulgoczących kotłach i długo dojrzewających maściach. Odkrywano nowe rośliny i nieopisane wcześniej właściwości. Praktyk więc mogło być co najmniej kilka. Isabella była jak ten dziki pęd wyrastający w dziwacznym miejscu, na przekór wszystkiemu, odważny, dumny i beztroski, lubiący się z ogniem, próbujący zbyt często testować świat po swojemu. Musiało minąć jednak wiele czasu, setki przygotowanych mikstur i szerokie półki pełne fantastycznych słojów, aby wypracowała swoje własne metody, aby zdobyła się na śmiałość, by doceniła wartość własnej próby. Czymże byłaby nauka bez osobistego ryzyka? Zachęcona możliwościami i potrzebami, które zaistniały na tej nowej ścieżce życia, dzieliła świat między opatrywanie rannych w leśnej lecznicy i niekończące się próby nad złotym kociołkiem. Ten błyszczący garnuszek z charakterystycznym motywem płomienia i salamandry to coś, co okazało się ważniejsze od kilku dodatkowych sukien, kiedy ostatni raz opuszczała pałac Beaulieu. Jej szczęśliwy, jej wyjątkowy kocioł, który przenigdy jeszcze nie zawiódł. Którego jeszcze nigdy nie ujrzał Castor Sprout.
Ledwie kilka uliczek. Właściwie prawie po sąsiedzku! Isabella nie zdążyła nawet porządnie zmarznąć, chociaż pora była niewdzięczna i nos robił się czerwony już przy krótkim spacerze. Owinięta w pelerynkę nie dawała się wiatrom, a zawieszony na ramieniu pakunek co drugi krok brzdękał charakterystycznie, pobudzając fantazję pojedynczych czarodziejów. Wewnątrz oczywiście ten złoty, okrągły przedmiot, bo każdy alchemik zawsze warzył w swoim, a wokół niego garść rozmaitych ingrediencji. Nawet Sprout mógł przecież miewać kłopot z dostępem do niektórych odczynników, kiedy czasy był tak szare i gorzkie, kiedy smak czekolady pozostawał jedynie marzeniem. Wzięła więc to, co miała, pieszcząc każdy zielony kawałek spojrzeniem, nim ulokował się wygodnie w błyszczącym dnie. Ciągnął się za nią ziołowy zapach, wirował jak ta chusta owinięta wokół szyi, kryjąca arystokratyczny urok. Krok był lekki, miękki, jakby płynęła z wiosennym prądem, a przecież stawiała opór smutnej jesieni. Nie lubiła tej pory, tak sennej i ogołoconej z kwitnącej zieleni. Na szczęście w ogrodzie, za drewutnią kryła się wspaniała cieplarnia, maleńka, ale dzięki magii parująca i przesączona zapachem lekko wilgotnych liści. To tam Isabella lubiła się kryć, to tam najchętniej przygotowywała maści i kadzidła.
Tym razem jednak miała czynić to wszystko nie sama, a w pogodnym towarzystwie. Utalentowany zielarz dzielił z nią kilka pasji i równie ciepły, letni kolor włosów. Czy i podobną radość w głębi serca? Natchniona zatrzymała się przy furtce i zacisnęła na jej brzegu palce owinięte w grubszą rękawiczkę. Popatrzyła na domek, popatrzyła na ogród, szerokie, uśpione morze ogołocone z wielobarwnych płatków. Zamiast nich resztki złotych i czerwonych liści. Domek w tej leśnej gęstwinie zdał się Isabelli nieco tajemniczy. Mimo to weszła głębiej i pociągnęła bardziej nosem, wyobrażając sobie, w coraz mniej hamowanym podekscytowaniu, jakie niesamowite roztwory przyjdzie im wspólnie przygotować. To wystarczyło, by kosmyki przy samych końcach zapłonęły, by w oczach rozpaliło się charakterystyczne światło.
– Castorze Sprout! – zawołała pogodnie, gdy pantofelki nacisnęły na drewniane deski werandy, a coś u jej boku zamigotało. Czy to ozdoba czy może uparcie podglądające ich oko słońca? Kaptur opadł, odsłaniając dwa francuskie warkocze i nieco rumianą buzię. Dłoń ułożyła się na drewnianych drzwiach, ale kosteczki wcale nie zapukały. Zamiast tego Isabella zsunęła rękawiczkę i delikatnie poprowadziła palce między szczeliny w starej desce. Przez chwilę przyglądała się im z prawdziwym zafascynowaniem. Był w środku, czy pałętał się gdzieś po ogrodzie? Nie zastanawiała się nad tym, myśli skręciły w zupełnie niemożliwym kierunku. Rozmarzona przestała czuć ciężar swojego pakunku. Głębiej, poprowadź mnie głębiej. Niech drzewa odsłonią swoje tajemnice, szeptała w myślach.


Powrót do góry Go down
Castor Sprout
Castor Sprout

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9918-castor-sprout#299830 https://www.morsmordre.net/t9950-irys#300995 https://www.morsmordre.net/t9949-i-will-keep-my-flowers-safe#300972 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t9952-skrytka-bankowa-nr-2255#301004 https://www.morsmordre.net/t9951-c-sprout#300999
Zawód : tworzę talizmany, marzę o byciu aptekarzem
Wiek : 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
h o p e
is the only thing
stronger than fear
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 22
LECZENIE : 8
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Wilkołak

Pracownia eliksirów Empty
PisanieTemat: Re: Pracownia eliksirów [odnośnikPracownia eliksirów I_icon_minitime06.06.21 12:51

Dzisiejszy dzień od samego początku jawił się wyjątkowo. Jakże bowiem inaczej określić mógł Castor odwiedziny nikogo innego jak panny Isabelli w skromnych progach Wrzosowiska? Zgoda na wspólne spędzenie czasu została przez Castora przyjęta z olbrzymią wręcz dumą — znali się od wielu lat, ziarno ich znajomości padło na wyjątkowo żyzny grunt szkolnej szklarni, zaś dwoje uzdolnionych alchemików (Sprout nie miał trudności w uznaniu talentów alchemicznych złotowłosej, uważał nawet, że w jego powinności jako kolegi po fachu było odpowiednie do okazji zachęcanie do dalszych eksperymentów) dało radę uchronić plon od zadeptania pod ciężkim butem braku czasu, wzajemnych niesnasek czy jakichkolwiek innych przykrości, o które nie śmiał oskarżać damy, czyniąc zatem wszystko w swej mocy, by zapobiec takowym ze swojej strony.
Ponadto, dzisiejsza wizyta nie rozkwitła z pierwszego lepszego powodu. Po powrocie z Londynu jednym z priorytetów Castora stało się dalsze szkolenie umiejętności z zakresu talizmanotwórstwa — warsztat, który zdobył pod czujnym okiem pana Blythe, dawał mu całkiem dobrą pozycję, zwłaszcza w zakresie zdobnictwa. Robił to Sprout jednak wyłącznie przy pomocy własnej intuicji, w obliczu braku obycia ze sztukami wyższymi stawiając przede wszystkim na praktyczność. Nie oznaczało to jednak, że pozbawiony był poczucia estetyki; żyło ono w jego ciele jak kolejny z organów, splątane nierozłącznie z jego osobą, zupełnie własne. Nieoszlifowany nauką i obyciem diament, szansa na bycie jeszcze lepszym.
Bo do tego przecież dążyli, czyż nie?
Poranek spędził na szykowanie pracowni do przyjęcia kolejnego gościa. Na początku jesieni przeniósł się ze swoimi narzędziami do starej szopy, którą przejął we władanie od swego ojca. Wraz z nadejściem coraz to zimniejszych wiatrów doszedł jednak do wniosku, że ponowna relokacja będzie nieunikniona — zastałe z zimna ręce nie były pożądane w jego fachu, stanowiły kolejny element ryzyka zawodowego, a nieogrzewanie szopy w połączeniu z jego przesiadywaniem tam przez większość dnia przynieść mu mogło nie tyle nowe, zapierające dech w piersiach projekty i próbki, a co najwyżej potężne przeziębienie.
Cofnął się o kilka kroków, przyglądając się swemu dziełu. Blat pracowni był czysty, pozbawiony wszelkich resztek pozostałych po ostatnich godzinach spędzonych w tym miejscu. Ingrediencje na półkach ułożone alfabetycznie w opisanych wyraźnie słojach, słoiczkach, fiolkach i butelkach. Ciepłe światło płynące z góry wspomagało zimniejsze promienie wpuszczane przez okno za jego plecami. Osobiście napalił w kominku, by zadbać o odpowiednią temperaturę. Ułożył dłonie na własnych biodrach, po czym uśmiechnął się — szeroko i dumnie — choć ledwo na moment. Przypomniał sobie bowiem, że upychając niepotrzebne przedmioty za drzwiczkami drewnianych szafek upchał tam swój własny kociołek (inny, niż Isabella mogłaby pamiętać z czasów szkolnych, kupił go sobie Castor na początku roku, za pierwszą wypłatę otrzymaną od Blythe'a) wraz z moździerzem i tłuczkiem. Złota waga na całe szczęście zamknięta była za szklaną witryną, więc wydobycie jej nie stanowiło żadnego wyzwania. Po krótkiej chwili przeplatanej znajomymi brzdęknięciami kociołka, wszelkie potrzebne im dziś narzędzia umieszczone zostały na blacie. Ich pierwotne rozłożenie nie spodobało się jednak gospodarzowi, który mruknął coś niezrozumiale do siebie pod nosem i ustawił je na jednej połowie stołu w ten sposób, że kociołek umieścił w miejscu centralnym, wagę postawił bliżej ściany, w linii prostej od kociołka, zaś moździerz i tłuczek znalazły swe miejsce na trzeciej od kociołka.
Idealnie.
Wtedy też do jego uszu doleciał dźwięk własnego imienia i nazwiska. Jak zawsze punktualnie, zauważył w myślach, poświęcając jeszcze jedną, drobną chwilę na przeczesanie jasnych loków własnymi dłońmi (nie zamierzał przecież wyglądać jak byle jaki obdartus w towarzystwie damy), poprawienie okularów na prostym nosie, po czym ruszył w kierunku wyjścia, ściągając ciemnobrązowy płaszcz z wieszaka znajdującego się zaraz przy drzwiach.
Narzucił go sobie na ramiona, nie fatygując się nawet o jego zapięcie. Nie miał długiej drogi do pokonania, a zrobił to głównie po to, by uniknąć oskarżeń matki, że celowo wystawia się na jakieś choróbsko. Sylwetka Isabelli prędko znalazła się w zasięgu jego wzroku i przyznać musiał, że wyglądała całkowicie uroczo; jak to możliwe, że jedna osoba potrafiła zamknąć w sobie prawdopodobnie całą grację przypadającą na tę część Doliny Godryka, jeżeli nie całego Somerset? Nie dowie się chyba nigdy.
— Witam w naszych skromnych progach, panno Presley — szeroki uśmiech i grzeczny ukłon, noszący w sobie dalej ślady sklepowego manieryzmu stanowiły popisowe przywitanie Sprouta w przykrótkich spodniach. Gdyby Isabella zechciała przyjrzeć się swojemu towarzyszowi, zauważyłaby pewnie parę grubych, wełnianych skarpet znikających pod materiałem ciemnych spodni w kratkę dopiero 2 cale powyżej kostki.
Nie zważając jednak na garderobiane dolegliwości, Castor wyprostował się wreszcie, wskazując dłonią kierunek, w którym powinni się udać. Zerknął jeszcze, może nieco niekulturalnie, na pakunek noszony przez młodą kobietę, chwilę później pytając:
— Może mógłbym pomóc? — to dotarła już do Wrzosowiska o własnych siłach, nie oznaczało, że będzie w konieczności dalszego przemęczania się, nawet jeżeli pozostała przed nią droga była śmiesznie krótka, a pakunek niezbyt ciężki. — Ach, gdyby nie to, że jesteśmy w moim domu i nie zapowiada się na duże opady śniegu, pomyślałbym, że znów spacerujemy po dziedzińcu, by przemknąć do szklarni...
Szaro—niebieskie spojrzenie poderwało się natychmiast w górę, wprost do podobnie szaro—niebieskiego nieba. Łapał się na takiej rzewności już jakiś czas, lecz nasilenie wspominkowego humoru zawsze przypadało mu na jesień. Czas refleksji, pożegnań i przygotowań na trudne czasy.
Gdy stanęli wreszcie przed drzwiami pracowni, otworzył je szeroko i przepuścił Isabellę w drzwiach.
— Czuj się jak u siebie. Płaszczyk możesz odwiesić, zaraz za drzwiami jest wieszak.


Powrót do góry Go down
Isabella Presley
Isabella Presley

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7405-isabella-selwyn https://www.morsmordre.net/t7416-iskierka https://www.morsmordre.net/t7414-bardzo-nieprzykladna-lady#202782 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t7417-skrytka-bankowa-nr-1810#202799 https://www.morsmordre.net/t7415-isabella-selwyn
Zawód : płomień
Wiek : 21
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczona
Najmilszy sercu jest prawdziwy w nim pożar.
OPCM : 2
UROKI : 3
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Pracownia eliksirów A8172ec5839139146051f7b54e49c5d0

Pracownia eliksirów Empty
PisanieTemat: Re: Pracownia eliksirów [odnośnikPracownia eliksirów I_icon_minitimeYesterday at 21:55

Nieprawda, że zawsze była na czas. Jako córka lorda i lady nie mogła pozwolić sobie na spóźnienie, ale jako Bella, po prostu Bella, bywała niestabilna i kapryśna jak płomienie. Czy można było przewidzieć każdy zryw serca? Czy dało się pozostać w pozie tak idealnej, pełnej wiecznej ogłady? Zawsze kryła w sobie o wiele więcej emocji, niż wypadało jej jako damie objawić. Rozprawiała się z nimi czasem w pędzie kroku, a innym razem realizując dziwaczne pomysły, które niebezpiecznie blisko zbliżały się do nałożonych wokół młodej arystokratki granic. Niekiedy naprawdę marzyła o tym, by się spóźnić, by pewne spotkania i rytuały opuścić, by spędzić czas zupełnie inaczej, a innym razem... po prostu kochała to życie, te pozłacane komnaty i dumne bankiety, wielki teatr i demonstrowany przepych. Przecież urodziła się jako jedna z nich, przecież pielęgnowano ją w określony sposób. Dlatego teraz Castor Sprout zanotował obecność o idealnej porze, zanotował grację i płynne, zwiewne kroki. Wciąż poruszała się jak dama, choć wplotła w te ścieżki nieco więcej życia i radości. Nie musiała jednak dociskać do pięknie upudrowanych policzków tych masek, choć niektóre z nich uczepiły się delikatnej twarzy wyjątkowo mocno. Nie ustępowały nawet po kilku miesiącach oswajania się z nowym nazwiskiem, z nowym życiem. Czarowała energią, roztaczała wokół siebie miłą aurę, ale wciąż jeszcze zmagała się z piętnem dawnego losu. Czy dało się to ujrzeć? Błysnęły bowiem zielone, duże oczy, kiedy tylko wyszedł jej naprzeciw i na powitanie rozłożył przed nią serdeczny uśmiech.  
– Niesamowite! Och, niesamowite, że przyszło nam spotkać się właśnie tak. Właśnie tu. Czy ktokolwiek zgadł? Castorze, czy zdarza ci się głęboko zawierzyć w proroctwa jasnowidzów? Jakże byłabym pogubiona, gdyby ktokolwiek wywróżył mi właśnie taki los. Choć z drugiej strony… Czy ta magia nie jest fascynująca? – zadumana jeszcze w progu zalała go ciekawostką i rozwijaną zbyt pospiesznie myślą. Chętnie podążyła za nim, domyślając się, że owych skromnych progów wcale nie opuści tak szybciutko. Gdy dzieliła obowiązki uzdrowicielki, alchemiczki i mieszkanki Kurnika, a także i narzeczonej(!), terminarz bywał tak bardzo napięty. Tym razem jednak nie chodziło jedynie o pracę, ale i o zgłębianie pasji i odpoczynek. Alchemia wymagała ogromnej precyzji, ale Isabella czuła, że relaksuje ją mieszanie w kociołku i rozdłubywanie ingrediencji. Zerknęła na młodego towarzysza. Czy mógłby podpisać się pod jej słówkiem? Zawsze przypominał jej jakieś letnie wspomnienie, maźnięty słońcem, rześki, trochę tajemniczy i taki zdolny. Łączyła ich pasja, wspólna nauka i obietnica stworzenia czegoś niemożliwego przy pomocy tych czterech rąk. Rozumiał coś, czego nie mogły pojąć jej ślizgońskie koleżanki. Że do czegoś dążyła, o coś wołała, za czymś się rozglądała i najpewniej nie był to jedynie pierścień, który pewnego dnia miał rozbłysnąć na jej szczupłym palcu. To też była ciepła, przyjazna fantazja, w której potrafiła zatonąć na dłużej, ale zupełnie inna. Kłócąca się nieco z ciekawską, chłonną naturą. Tylu rzeczy nie wolno jej było robić, o tylu nie śmiała nawet marzyć.  – Ależ proszę, miły Castorze – odpowiedziała serdecznie, kiedy tylko sięgnął po jej pakunek. O wiele lżej jej było bez tego ciężaru, ale i nie należało odmawiać, kiedy panicz okazywał uprzejmość. Kątem oka przyłapała te zbyt krótkie nogawki. Czy urósł tak nagle? A może brakowało mu materiałów? Mogłaby zapoznać go z Trixie, była taką wspaniałą krawcową. Na pewno mogłaby coś na to zaradzić. Niemniej nie chciała sprawiać Castorowi przykrości, więc zasznurowała usta, nim wydostało się z nich coś kąśliwego. – Muszę ci zdradzić… Już wcale nie pamiętam tego. To takie mgliste wspomnienia. Od tego czasu tak wiele się wydarzyło. Z chęcią odtworzyłabym tamten zapach. Naszej szklarni – zakończyła z nostalgią i lekko  westchnęła. Poruszający się nos poszukał wspomnianej woni, ale to wszystko na nic. Czar prysł. Czy jasnowłosy chłopak znał sposób, by jeszcze raz go przywołać?
Do pracowni weszła odważnym krokiem, zachwyt przemknął po jej nieco rumianej twarzy. Obróciła się z energią w stronę Sprouta. Pociągnęła za sznurek przy płaszczu, materiał rozszerzył się i odsłonił sukienkę.  Nie wspomógł jej i tak samodzielnie zdjęła okrycie, ale była chyba zbyt przejęta perspektywą wspólnego warzenia, by na dłużej skupić na tym myśl. Zawieszony na haku materiał zakołysał się,  a Bella przystanęła przy alchemicznym stole i rozpakowała wszystkie swoje rzeczy. – Całkiem ładny ten twój kącik, miłe domostwo. Cała dolina jest taka piękna! To miejsce nawet o tej porze roku wydaje się takie magiczne. Nie musisz długo namawiać. Och, już czuję, że to mój drugi dom. Albo trzeci. Drugim jest chyba Szczurza Jama. Chociaż pałac… Ojej, jakże łatwo się w tym pogubić. Niemniejurwała głośno i popatrzyła mu w oczu. – Aż się palę do kotła, drogi panie Sprout. Czy i ty to czujesz? Pragnę zacząć odważnie – zdecydowała, czule obejmując swój złoty kocioł. Błysk owinął się wokół jej drobnych placów. – Zrobię eliksir ochrony. Co sądzisz? – podpytała, gdy płomyk załaskotał ustawione na podwyższeniu dno salamandrowego kotła. Swoje własne tomiszcze również wysunęła z torby. Opasły wolumin, oprawiony w skórzaną okładkę, pachniał ziołami. Już pierwsze przekartkowanie pozwoliło dostrzec, że między stronicami czaiły się zasuszone łodyżki. Isabella odnalazła właściwą recepturę. Księga zawsze musiała być otwarta podczas warzenia. Rozpoczęła od serca eliksiru, idealnie sproszkowanego rogu dwurożca. Umieściła sypką część stworzenia w lekko parującej już wodzie. Następnie w całości, bez szatkowania, wrzuciła dwie małe gałązki wierzby. Powinny się wkrótce rozpuścić. Wierzba była jedynym akcentem roślinnym w tej formule. Brunatne szkiełko, które znalazło się wkrótce w jej dłoni, kryło krople krwi byka. Odmierzyła dokładnie dziewięć kropli. Mikstura naturalnie zaczęła barwić się na czerwono. Później dodała do wywaru żółć pancernika i natychmiast przemieszała substancje. Cztery razy w prawo i raz w lewo. Szybkie spojrzenie skontrolowało miksturę na tym etapie. Pozostały jeszcze tylko łuski kameleona. W garści trzymała dokładnie trzy okazałe łuski. Otworzyła dłoń i wypuściła je nad złotym kotłem. Złączyły się z resztą.

Eliksir ochrony, st 70
Wymagane: jedna ingrediencja roślinna, cztery zwierzęce.
R: gałązki wierzby
Z: sproszkowany róg dwurożca, krew byka, żółć pancernika, łuski kamelona


Powrót do góry Go down
Morsmordre
Morsmordre

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Pracownia eliksirów Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500

Pracownia eliksirów Empty
PisanieTemat: Re: Pracownia eliksirów [odnośnikPracownia eliksirów I_icon_minitimeYesterday at 21:55

The member 'Isabella Presley' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 34


Powrót do góry Go down
 

Pracownia eliksirów

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Dolina Godryka, Wrzosowisko-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21