Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Szklarnia na tyłach

Go down 
Autor toWiadomość
Aurora Sprout
Aurora Sprout

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout
Zawód : Uzdrowiciel, Aptekarz
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
don't worry,
I understand.
who would really choose a daisy
in a field of roses?
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 10
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Szklarnia na tyłach 773c9a67336dbb7ed731072b558a4846

Szklarnia na tyłach Empty
PisanieTemat: Szklarnia na tyłach [odnośnikSzklarnia na tyłach I_icon_minitime28.02.21 15:57

Szklarnia na tyłach

Szklarnia na tyłach - opis wkrótce




I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Powrót do góry Go down
Ares Carrow
Ares Carrow

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8988-ares-carrow https://www.morsmordre.net/t9000-cooper#270633 https://www.morsmordre.net/t9001-ares#270653 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9139-skrytka-nr-2118#276166 https://www.morsmordre.net/t9066-a-carrow#273424
Zawód : biznesman, zarządca w stajniach
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Hard work and ambition are vulgar.
OPCM : 6
UROKI : 23
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

Szklarnia na tyłach Empty
PisanieTemat: Re: Szklarnia na tyłach [odnośnikSzklarnia na tyłach I_icon_minitime05.05.21 19:13

15 listopada, późny wieczór
We don’t talk anymore  


Z Nokturnu jeden krok, jestem już na miejscu. Widzę łąkę, widzę las, ale to nie Yorkshire. Powietrze tez jest inne, o tym gdzie jestem orientuje się dopiero, kiedy nogi zaprowadziły mnie prosto pod znajomy dom. Z przejęciem i skupieniem wymalowanym na twarzy przyglądam się dróżce która pomiędzy wysoka trawą zaprowadzi mnie na tyły domu Sproutów. W środku zapalone ciepłe światła, widzę jak ktoś krząta się w kuchni. Grubotkany sweter miga mi w oknie, ruszam w trawy. Kilka kroków dalej i otwieram sobie furtkę, tak jakbym był tu rok temu. I jestem w szklarni Sproutow. Magiczne rośliny reagują na moja obecność, zdaje mi się, ze wszystkie są gigantyczne w porównaniu do tego jakie były przed rokiem. Przyglądam się liściom i zastanawiam, czy to są w ogóle te same rośliny? Chyba jednak nie. Skinąłem głowa sam do siebie, wchodzę głębiej do szklarni. Jest tu duszno, wilgotno i ciepło, wiec muszę poluzować zapięcie przy szacie wizytowej.
Dziś miałem iść na koncert do mojej narzeczonej, siedzieć przy koniaczku i żartować z przyszłym szwagrem. Ale jak mógłbym się na tym skupić, jak mógłbym to przeżyć, jeżeli ciemność tak niecnie ze mną pogrywa. Stoję przy doniczce z czarnymi liśćmi. Wiem, ze wystarczyłoby się tylko naciąć takim jednym kolcem, a padłbym tu jak długi i moje troski odeszły by w niebyt. Cierpiałyby pewnie dwanaście godzin, ale jeżeli stary Sprout nie przyjdzie tu przed śniadaniem, to miałbym szanse umrzeć. Odsuwam się od rośliny, bo wiem, ze nie stać mnie na taką odwagę. Idę dalej, aż wchodzę do mojej niegdyś ulubionej części szlarnianej - do miejsca w którym Aurora sporządza notatki. Kiedyś był tu fotel, który sobie sprawiłem, żeby móc sobie w nim spędzać czas, kiedy ona pracowała. Byl wielki i złoty, a Aurora śmiała się, że lordowie to wszędzie muszą się przesadnie pokazywać, nawet w takich prywatnych sytuacjach. Nic nie poradzę, ze tylko takie fotele znam. Później najczęściej w tym fotelu siedzieliśmy we dwójkę. Mam same dobre wspomnienia z nim związane. Nic dziwnego, ze się go pozbyła. Staję przy oknie w otoczeniu magicznych kaktusów. Przede mną łąka, za mną otwarte drzwi.
Czy pomimo później pory, wyjdziesz na spotkanie?


Powrót do góry Go down
Aurora Sprout
Aurora Sprout

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout
Zawód : Uzdrowiciel, Aptekarz
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
don't worry,
I understand.
who would really choose a daisy
in a field of roses?
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 10
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Szklarnia na tyłach 773c9a67336dbb7ed731072b558a4846

Szklarnia na tyłach Empty
PisanieTemat: Re: Szklarnia na tyłach [odnośnikSzklarnia na tyłach I_icon_minitime06.05.21 21:59

Aurora nie miała pojęcia o tym, że gdzieś tam w świecie odbywa się koncert, gdzie bogaci ludzie gratulują sobie nawzajem, kto bardziej komu pomógł, zajadają się przysmakami, dysputując o głodzie potrzebujących i popijają drogi alkohol, gdy inni czerpią deszczówkę.
Jej życie w ostatnim czasie zmieniło się. Nie, żeby w Irlandii opływała w luksusy, ale też nigdy niczego jej nie brakowało. Teraz mogła się cieszyć, że nie należy do tych najbiedniejszych.
Jej dodatkowe zajęcie, jak sprzedaż składników na eliksiry, czy eliksiry same w sobie opłacały się na tyle, że mogła pomóc mamie, która podupadła na zdrowiu. To najpewniej brak brata Aurory w domu, gdy atmosfera wojenna się nasilała, doprowadzał ją do stanu lęku.
A Aurora chociaż chciała, to na tęsknotę nie mogła wiele zdziałać. Na to nie było eliksiru, oprócz tego, który zapewniał łagodny sen. Ale i na niego składniki kurczyły się w zastraszającym tempie. A nowych zleceń nie było.
Sezon na dynie również przeminął. Ludzie w tym roku nie kupowali tak chętnie. Tyle dobrze, że wprawiona od dziecka Aurora mogła porobić różnego rodzaju przetwory, które wspomogą ich liche zimowe zapasy.
Najważniejsze by mama się dobrze odżywiała, bo gdy ona nie jadła, to i ojciec nie miał apetytu. Aurora skrzętnie ukrywała fakt, że i ona nie miała chęci jeść. A jednak sama po sobie widziała, że schudła. Nie jakoś znacznie, ale jednak na tyle, żeby jej nadgarstki dało się objąć kciukiem i palcem serdecznym, a rumiane dotąd policzki zapadły przestały być tak wystające.
Ten wieczór nie różnił się niczym od kilku poprzednich, jeśli nie licząc tego, że wciąż nosiła na twarzy i ramionach drobne ślady od niedawnego pojedynku. Pierwszego w swoim życiu.
I tego, który wciąż budził ją nocą, bo nie radziła sobie z widokiem trzech mężczyzn, a ich głosy, który pokrzykiwały na nią, zdawały się dobiegać zza okna.
Wieczór powitał ich deszczem, a ona myła naczynia po skromnej kolacji, którą wraz z rodzicami zjedli w niemal zupełnej ciszy. Jej brat Castor nie odzywał się od kilku dni i chociaż Aurora próbowała robić dobrą minę do złej gry, to czuła, jak żelazna obręcz strachu zaciska się na jej żołądku. Dlatego prawie podskoczyła, gdy Cu niespodziewanie zaszczekał i podniósł się gwałtownie. Podszedł do drzwi i zadrapał.
Aurora zmrużyła oczy i wyjrzała przez firankę, ale oprócz ciężkich kropel deszczu, rozbijających się o szybę, niczego nie dostrzegła. Jednak pies nie dawał za wygraną. Drapnął ponownie w drzwi i głośno zaszczekał.
- Co jest piesku? - Spytała, poprawiając sweter na szczupłych ramionach. Nie chciała, żeby obudził jej mamę, która drzemała niespokojnym snem w fotelu, więc uchyliła rygiel drzwi i niemal nie została stratowana przez psa, który wystrzelił pomiędzy jej nogami, gnając na złamanie łap w kierunku szklarni.
Aurorę przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Złodzieje? Tutaj w Dolnie Godryka?
Namacała różdżkę w kieszeni i wyszła na podwórze, a potem z różdżką wyciągniętą przed siebie, ruszyła za śladami łap.
Drzwi do szklarni były otwarte, a w środku panował półmrok. Usłyszała dyszenie psa i chyba… chyba czyjś głos.
- Kto tu jest? - Zawołała w mrok, ale wtedy światło z końca różdżki oświetliło znajomą twarz.
W teorii powinna cisnąć teraz zaklęciem. Najokrutniejszym, jakie tylko mogło przyjść jej do głowy. Ale zamiast inkantacji dało się słyszeć tylko krople rozbijające się o szyby szklarni. Światło nieco zostało stłumione, gdy opuściła dłoń wzdłuż ciała.
Czytała o jego zaręczynach… Pamiętała, że gazetą z tego dnia rozpaliła w piecu…
- Ares… Znaczy się… Lordzie Carrow… Co Lord tutaj robi? - Zapytała, mając w pamięci ich ostatnie spotkanie.
Nigdy nie sądziła, że można tak bardzo kogoś kochać, że będzie marzyć, żeby rozbić mu ciężką doniczkę na tej pięknej twarzy.




I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Powrót do góry Go down
Ares Carrow
Ares Carrow

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8988-ares-carrow https://www.morsmordre.net/t9000-cooper#270633 https://www.morsmordre.net/t9001-ares#270653 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9139-skrytka-nr-2118#276166 https://www.morsmordre.net/t9066-a-carrow#273424
Zawód : biznesman, zarządca w stajniach
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Hard work and ambition are vulgar.
OPCM : 6
UROKI : 23
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

Szklarnia na tyłach Empty
PisanieTemat: Re: Szklarnia na tyłach [odnośnikSzklarnia na tyłach I_icon_minitime07.05.21 22:11

Pies. Wielki, futrzany przyjaciel biegnie pomiędzy donicami tak zwinnie je omijając. I zdaje się jakby każdy włos jego sierści poruszał  się samodzielnie, kiedy omija przeszkody. Odwracam się, bo słyszę znajome dyszenie i dźwięk głuchy, łap mięciutkich zapadających się w podłoże. Szukam źródła dźwięku w ciemności i słysząc zbliżającego się psa, wiem, ze tą jedną mordkę zaraz ujrzę. I chociaż ciężko mi na sercu, to właśnie ten pyszczek poprawia mi humor i uśmiecham się widząc jak Cu wyskakuje z cieni wprost w moje ręce.
Chwila zapomnienia, szczęścia ogłupiającego. Mój czworonożny przyjaciel stara się złapać oddech i wylizać mi cała twarz jednocześnie, ja zaś staram się nie pozwolić mu mnie wywrócić na plecy. Ale jest to ciężkie, bo Cu to wielki pies. Zbyt duży do tak małego domku jak dom Sproutów. Witam się z nim drapiąc energicznie łeb i mówiąc wszystkie te czule słówka, których nikomu innemu nie powiem. Ze kocham cię , ze tęskniłem . Czułości kres wyznaczają kroki, które usłyszałem zbyt późno. Wciąż jeszcze klęcząc przy Cu, patrzę w górę i widzę Aurore, która wchodzi w przestrzeń szklarni w której się skryłem.
Jej anielska buzia przypomina mi nagle o tym, że oprócz świata zwierząt, mam tez świat ludzi. Zmarszczone czoło, znów wraca do łask, wstaje z kolan i prawie zahaczam głowa o sufit. Sproutowie maja chyba w genach ten niski wzrost, ale żeby odrazu budować takie niskie pomieszczenia?
- Rory... - mówię w bezwarunkowym odruchu, to brzmi jak jej imię, a czuje jakbym po prostu oddychał w końcu. Samo jej imię zwraca mi umiejętność głębokiego oddychania. Ignoruje zupełnie to, ze znów nazywa mnie Panem Carrowem. Dla niej to rzeczywistość, logiczna konsekwencja moich zachowań wcześniejszych. Okoliczności mego ślubu. Naszych obietnic o końcu związku. Definitywnym. Niestety ja jestem zarzucony gdzieś w nierównowadze. Pomiędzy dobrem a złem, jawą a fikcją, snem a kłamstwem. Nie mam świadomości, a w każdym razie nie takiej która potrafiłbym kontrolować. Wiec gdzie jestem? Czy można zaufać chociaż jednemu słowu wychodzącemu z ust, które oglądam stojąc z boku? Mam dziś umiejetność wyjścia z samego siebie, stanięcia obok i drwienia, poniżania, wywyższania się ponad. A ty Aurora chcesz bym odpowiedział ci jasno.
Co tu robię.
Sam nie wiem, nogi mnie tu przyprowadziły. Oczy moje błyszczą bo ujrzały Ciebie. Moje serce znów zaczęło bić. Niesamowita ta zdolność serca, by budzić się, nawet po totalnej destrukcji. Moja świadomość każe mi wytrzeć z powierzchni szaty włosy, które zostawił na niej zadowolony Cu. Poprawiam się, stroję niczym paw. Ale nie muszę się tak zachowywać, wiem wszak, ze tutaj jako Pan Carrow nie mam na co liczyć.
Poważnieję, bo coraz mniej mam w sobie tych krótkotrwałych endorfin, które stworzyły się przy spotkaniu z drogim psem. Moja twarz wyglada nie tle na smutna, co na osłabioną i nieobecną. Jestem jak zomie, a jednak Aurora widzi we mnie wciąż lorda. Tylko jego.
- Nie mialem gdzie pójść - zaczynam, ale nie wiem czy zrozumie, ja sam nie rozumiem. Jak można podsunąć się do tego, kiedy złamało się komuś serce? Nie myśle jasno. -Mój najlepszy przyjaciel umarł


Powrót do góry Go down
Aurora Sprout
Aurora Sprout

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout
Zawód : Uzdrowiciel, Aptekarz
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
don't worry,
I understand.
who would really choose a daisy
in a field of roses?
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 10
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Szklarnia na tyłach 773c9a67336dbb7ed731072b558a4846

Szklarnia na tyłach Empty
PisanieTemat: Re: Szklarnia na tyłach [odnośnikSzklarnia na tyłach I_icon_minitime10.05.21 15:59

Nic dziwnego, że Cu zwinnie omija przeszkody. To część jego domu, gdzie przychodzi z Aurorą za każdym razem, gdy dziewczyna potrzebuje czegoś ze szklarni. Zna więc każdy zakątek, każdy róg… Zna jego zapach. Ten sam, który poznał w Irlandii i który teraz znajomo rozchodzi się po szklarni.
Psy nie zapominają tych, którzy byli dla nich dobrzy, ani tych, którzy ich skrzywdzili. W przeciwieństwie do ludzi nie próbowali zapomnieć.
A Aurora tak…
Starała się pójść dalej ze swoim życiem, skupić się na pracy, rodzinie… Nie było to łatwe, bo ich ostatnie spotkanie było dla niej tak bolesne, jak tylko bolesne mogą być spotkania byłych kochanków. Bo tym właśnie dla niego była, prawda?
Nie ukochaną… Nie kandydatką na żonę…
Kochanką.
Jedną z wielu.
Po niej pewnie miał kolejne, a po nich następne… Jakim cudem pamiętał jej imię? A może ona wmawiała sobie, że o niej nie pamięta, żeby łatwiej było znieść to wszystko?
A teraz…? Teraz słysząc, jak wymawia jej imię w sposób tak dobrze znany…
Różdżka powędrowała w dół wzdłuż jej ciała, rozpraszając światło i gubiąc jego twarz w cieniu.
- Coś się stało... - Powiedziała cicho, chociaż w teorii nie powinno jej to obchodzić. On nie powinien jej obchodzić. A jednak pomimo tego, że powinna była, nie umiała nic poradzić na przeraźliwy smutek, jaki przeszył jej ciało, gdy patrzyła na jego zmartwioną twarz.
Nie był sobą… Nie był dumnym, puszącym się Lordem.
Był jej Aresem… Tym, któremu coś złego przytrafiło się w życiu.
- Czekaj… Czekaj… - Powiedziała łagodnie i jej różdżka znów lekko się uniosła. Fotel, który on myślał, że ona wyniosła wyjechał z zacienionej części szklarni. Chciała go wyrzucić, ale nie mogła. Ustawiła go więc tam, gdzie na pierwszy rzut oka nie było go widać, ale zawsze mogła pójść i usiąść na niego w chwilach smutku.
- Usiądź… - Powiedziała łagodnie. - Usiądź i zaczekaj tu na mnie z Cu, dobrze? - Powiedziała, zbliżając się do niego i delikatnie popychając go na siedzisko.
Pies momentalnie położył się u jego stóp, jakby chcąc mieć pewność, że jego pan nigdzie rzeczywiście nie pójdzie.
Aurora nie czekając na pozwolenie, odwróciła się na pięcie i ruszyła szybko do domu. Zarzuciła na siebie coś cieplejszego, zgarnęła koc i imbryk. Oczywiście, mogła to zrobić za pomocą zaklęcia, ale wolała się upewnić, że jej rodzice wciąż śpią, dlatego też rzuciła jeszcze dodatkowo zaklęcie wygłuszające.
Dopiero wtedy wróciła do Aresa i Cu.
Drobne ogniki grzały zawieszony w powietrzu imbryczek, gdzie kobieta wrzuciła zioła z domowej szklarni. Przez chwilę milczała.
- Kto zmarł Aresie? - Zapytała wreszcie, drżącym głosem. Do głowy przychodziły jej dwa imiona wymieniane w czasie ich rozmów. Daniel lub Francis. Niezależnie od tego, który z nich to był, Aurora wiedziała, że dla niego cios byłby bardzo mocny. - Czemu jesteś ubrany jak na bal? Czy dziś był pogrzeb? - Spytała, bo chociaż Ares miał to do siebie, że dosłownie wszystko leżało na nim idealnie, to teraz wyglądał szczególnie odświętnie.




I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Powrót do góry Go down
Ares Carrow
Ares Carrow

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8988-ares-carrow https://www.morsmordre.net/t9000-cooper#270633 https://www.morsmordre.net/t9001-ares#270653 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9139-skrytka-nr-2118#276166 https://www.morsmordre.net/t9066-a-carrow#273424
Zawód : biznesman, zarządca w stajniach
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Hard work and ambition are vulgar.
OPCM : 6
UROKI : 23
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

Szklarnia na tyłach Empty
PisanieTemat: Re: Szklarnia na tyłach [odnośnikSzklarnia na tyłach I_icon_minitime12.05.21 21:26

Usiadłem tam gdzie mi kazała. Siedziałem a pies położył swoją głowę na moich kolanach i zerkał w twarz moją jakby chciał sprawdzić, czy już to pomogło mi, czy mogę zacząć znów oddychać pełną piersią. Nie mogłem, ale Cu się nie poddawał. Wiernie siedział, a ja bezwiednie przesuwałem palcami po sierści na czubku jego łba.
- Dlaczego tu jestem? - zadaję jej pytanie, kiedy wróciła. Sam nie wiem dlaczego, może ona wie? - Nogi same mnie tu przyniosły, teleportowałem się pod sam Twój dom, a miałem wrócić do swojego - niech mi wyjaśni, wyjaśnij mi Auroro, ty z naszej dwójki masz bardziej rozwiniętą emocjonalność. Ja powiedziałbym ci na czym polegają procesy, ale nie kiedy idzie o procesy myślowe u zranionych dusz. Nie umiem zrozumieć co tu robię, ale siedzę w żółtym fotelu, na kolanach mam Cu, nademną bulgocze już woda na herbatę, a przede mną siedzi Aurora i czuję, że wreszcie jestem w domu. Nie w ciemnych czterdziestu czterech ścianach Piaskowego Zamku w Yorku, gdzie zimno łamie mi kości, a wilgoć nieprzyjemnie szczypie oczy i przyprawia o drgawki. Ale tu. W szklarni na południu kraju. Daleko poza blichtrem niedawnej imprezy, której bytność jest dla mnie absurdem. Jak można grać muzykę, kiedy winniśmy zachować ciszę.
Unoszę na nią spojrzenie, kręcę głową.
- Francis... Francis umarł - kiedy mówię te słowa, wiem już, że właśnie mnie ogarniają. Zupełnie w inny sposób, niż wtedy, kiedy przeczytałem o tym w liście od kuzynki. Wtedy list wypadł mi z rąk, byłem zdumiony, napiłem się whisky i nie smakowała mi, a to już źle. Zdenerwowanie uderzyło mi do głowy. Wyszedłem z pokoju, trafiłem do innego, rozbiłem trzy drogie wazony i wciąż niezadowolony wróciłem by spytać Evandry co znaczy, że umarł za swoje przekonania. Zlękłęm się. Czy teraz będą mordować każdego lorda po kolei? Czy na prawdę musiało do tego dojść? Wojna nie przyniesie nic dobrego, mi zabrała przyjaciela.  - Po śmierci go wydziedziczyli, nie zrobili mu nawet pogrzebu. Bawił ich przez dziesięć lat, dbał o każdy centymetr ich ciała, o przyjemność i zabawę... a oni go wydziedziczyli. Od tak. Rory, usunięcie z rodziny to jest coś gorszego nawet niż śmierć - chcę jej to dobitnie uzmysłowić, ale obawiam się, że w tej sytuacji konkretnie nie będzie umiała znaleźć dla mnie współczucia. Jak zgodzić się, że wydziedziczenie to katastrofa, kiedy wiele miesięcy marzyło się właśnie o tym dla osoby, którą się kocha. Bo przecież gdyby mnie wydziedziczono, dziś bylibyśmy razem. Rory nie zrozumie tego, ale wierzę, że rozumie moje cierpienie, bo wyraźnie rysuje się w moich oczach. Ja wiem, że na mnie też przyjdzie kolej. I tak długo unikałem tego rozwiązania.
Cu się przejął i zaczął wyć smutno, jakby rozumiał dokładnie co przechodzę. Otrzeźwiło mnie to na tyle, żeby zauważyć, że spytała o pogrzeb:
- Byłem zaproszony na koncert mojej narzeczonej, ale nie mogłem tam zostać. Patrzyłem na kuzynów Francisa, na jego siostrę... oni wszyscy są dla mnie obcymi ludźmi, rozumiesz? To nawet nie jest rodzina, to znaczy jest, szlachetna... ale co w nich nobliwego, jeżeli wybijają się jeden przez drugiego? Rory, te brednie machiavelistyczne wyprały im mózgi, oni są przekonani, że Francis umarł wierny swoim przekonaniom.. A ja nie wiem o które nawet może chodzić?! O jego pochwałę dla hedonistycznego życia? O uciechy cielesne i ich charakter? Rory, ja mam w połowie takie same poglądy jak on, jeżeli umarł za to, to mnie zaraz też powieszą - błądzę niczym ślepiec w tym zawirowaniu i chaosie, nie wiem od czego zacząć poszukiwania prawdy. Czy od dziś zrezygnować z dziewcząt Wenus? Co z porannym drinkiem dla kurażu? A popołudniowe cygaro? Gdzie zacząć pracę nad tym, bym nie poszedł w ślady kochanego kuzyna a jednocześnie nie stracić samego siebie?


Powrót do góry Go down
Aurora Sprout
Aurora Sprout

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout
Zawód : Uzdrowiciel, Aptekarz
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
don't worry,
I understand.
who would really choose a daisy
in a field of roses?
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 10
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Szklarnia na tyłach 773c9a67336dbb7ed731072b558a4846

Szklarnia na tyłach Empty
PisanieTemat: Re: Szklarnia na tyłach [odnośnikSzklarnia na tyłach I_icon_minitime17.05.21 16:32

Mówi się, że psy wyczuwają każdy nastrój właściciela. A czy Ares tego chciał, czy też nie i czy Aurora tego chciała, czy nie Ares pozostawał w sercu psa mimo wszystko. Jeszcze w Irlandii troszczył się przecież o niego, głaskał, czesał, a wspólne spacery tej trójki stanowiły przyjemne zakończenie każdego dnia.
Dlatego właśnie Cu tak uparcie próbował poprawić humor Aresa. A robił to w jedyny sposób, jaki znał. Jedyny sposób, w jaki sam został przecież pocieszony, gdy jako szczenie został znaleziony gdzieś na poboczu irlandzkiej drogi. Miłością.
Gdy mówił o tym, że same nogi go tu przyniosły, poczuła przedziwny ucisk w okolicach serca. Zawsze mu powtarzała, że może na nią liczyć, nieważne co się stanie, ale mówiła, to zanim się rozstali… Jednak prawda była taka, że niewiele się w tej kwestii zmieniło. Aurora nie miałaby serca go kiedykolwiek skrzywdzić, czy odmówić mu pomocy. Cierpiał… Znała go na tyle, widziała jego zmagania… Tak rzadko dawał się ponieść emocjom, że nie mogła odnieść innego wrażenia — coś nim wstrząsnęło do samych korzeni duszy.
- Dobrze, że tu przybyłeś… Odpoczniesz. - Powiedziała szczerze. Nie, nie robiła sobie na nic nadziei. Nie było nadziei dla nich… Ale nie oznaczało to w żadnym razie, że zasługiwał na kaskadę pytań, gdyby wrócił do domu w takim stanie.
Ledwo było słychać chlupot wody nalewanej do filiżanki. Zagłuszał je deszcz łomoczący o szklane ściany. Filiżanka była cała, ale spodeczek pod nią lekko wyszczerbiony. Jej nigdy to nie przeszkadzało. Idealne przedmioty były nowe najczęściej. Nie niosły za sobą żadnej opowieści i historii. Każda rysa, każdy uszczerbek był jakimś wydarzeniem i to zarówno na naczyniach, jak i ludzkich duszach i ciałach. Niektóre rany dało się zaleczyć, ale nawet najpiękniejsza poklejona porcelana, bywała już nieodwracalnie zmieniona.
Zupełnie jak Ares dzisiaj.
- Tak mi przykro… - Powiedziała z głosem drżącym i przejętym i na moment zapomniała o dzielących ich podziałach klasowych. O tym, że tak boleśnie złamał jej serce. Nie byli skłóconymi byłymi kochankami. Byli zbłąkanymi duszami przycupniętymi przy wysokich paprociach. Wsunęła się na oparcie fotela i dłońmi objęła ciemną głową, przytulając na moment do piersi, żeby na czubku złożyć krótki pocałunek. Nijak się to miało to namiętności. Było to zbliżenie pełne rodzinnego ciepła. Jak matka, która pociesza syna, gdy ten spanie z roweru. Z tym że ten rower połamał nie nogi, a serce młodego Lorda.
Ale rzeczywiście… w tym momencie Aurora nie umie zrozumieć, jak ktoś, kogo nazywa się rodziną, może tak po prostu kogoś wyrzucić z rodziny. Wykreślić całe istnienie i udawać, że nigdy nikt taki nie istniał.
Dla Aresa to było najważniejsze… Dlatego nigdy nie zdecydował się na ślub z Aurorą. Bycie Carrowem było dla niego ważniejsze niż życie… Jakże ona mogła z tym konkurować? Ona w tej swojej prostej sukience, dłońmi pachnącymi płynem do naczyń i włosami o zapachu ziół. Kimże ona była, żeby marzyć, że on zostawi dla niej rodzinę.
- Postaraj się ty o nim pamiętać. Nie mów o nim, bo nie spotkasz zrozumienia. Ale pamiętaj… - Powiedziała cicho, lekko głaszcząc jego włosy w uspokajającym geście. - A jeśli masz jego zdjęcie, przynieś je tutaj. Pochowamy go… symbolicznie. - Nie wiedziała, czy to mu coś pomoże, ale liczyła, że chociaż odrobinę pokoju ducha mu zapewni. Francis był dla niego ważny. A przez to był ważny dla Aurory. Kobieta nie miała pojęcia, że to w przybytku należącym do Francisa, Ares zabawiał się z kobietami, gdy Aurory nie było u jego boku. Być może wtedy nie byłaby tak chętna grzebać jego zdjęcia nigdzie w swoim pobliżu. Jej samej nie dotykał inny mężczyzna nigdy… Nie potrafiła wciąż myśleć o takich rzeczach, gdy w jej sercu wciąż był on. Chociaż pomału przestawało boleć ją serce na każde wspomnienie. Teraz jednak… Teraz chciała mu pomóc.
Drugą dłonią odnalazła głowę Cu, który wył rozpaczliwie. Jeśli się nie uspokoi, być może pan Sprout wyjdzie sprawdzić, co się dzieje. A raczej nie chciał Ares spotkać jej ojca po tym, jak złamał serce Aurorze.
I chociaż sama przed chwilą myślała o tym, że ma się już lepiej, to na słowa, że miał iść do narzeczonej, jej dłoń zamarła w jego włosach, a potem cofnęła się niespiesznie. Nie powinna była tak robić. Na moment mogła udawać, że da radę, ale przecież był obiecany innej kobiecie. Ale nie wyszła z roli pocieszycielki. Dla niego była gotowa przełknąć swoją dumę, ukryć ślady pojedynku, jaki odbyła całkiem niedawno. Pokaźnym swetrem zakryć chude ciało.
- Nie rozumiem waszego świata… Nigdy nie rozumiałam. - Przyznała, patrząc mu w oczy. - Ale wychodzi na to, że ty też nie… Musisz na siebie uważać Aresie, bo może Francis miał przekonania oprócz pochwały życia, o których nie miałeś pojęcia, a drążąc ten temat, jedynie narazisz siebie na niebezpieczeństwo. - Starała się zachować rozsądnie, ale znał ją na tyle, że z pewnością zauważył, że boi się o niego… A co jeśli rzeczywiście ktoś na niego dybie? - Bo jeśli chodziłoby o typowe szlacheckie przyjemności, to czy nie wszyscy by już zginęli? Myślisz, że zaczęliby od środka, zamiast strącać najwyższe korony drzew? - Ares był następcą nestora, ale z pewnością byli inni, którzy o wiele bardziej naraziliby się szlachetnym rodom… Inni, których śmierć byłaby bardziej opłacalna.
Ponagliła go gestem, by napił się herbaty, a po krótkiej chwili wleciał do nich przez uchylone drzwi talerz z kromkami domowego chleba, posmarowany masłem i powidłami.
Nie mając wiele, też można się dzielić, prawda?
- Aresie… czy próbowałeś rozmawiać o tym ze swoim ojcem? A może z siostrą Francisa? Pamiętam, że kiedyś byliście blisko… W każdym razie chodzi mi o kogoś, komu możesz zaufać. - Może gdyby podzielił się obawami z kimś innym, zapewniono by mu ochronę. - Czy ja mogę ci jakoś pomóc? - Spytała cicho.




I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Powrót do góry Go down
Ares Carrow
Ares Carrow

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8988-ares-carrow https://www.morsmordre.net/t9000-cooper#270633 https://www.morsmordre.net/t9001-ares#270653 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9139-skrytka-nr-2118#276166 https://www.morsmordre.net/t9066-a-carrow#273424
Zawód : biznesman, zarządca w stajniach
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Hard work and ambition are vulgar.
OPCM : 6
UROKI : 23
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

Szklarnia na tyłach Empty
PisanieTemat: Re: Szklarnia na tyłach [odnośnikSzklarnia na tyłach I_icon_minitime18.05.21 14:25

Ten pies był jak dziecko, które przeżywa rozwód rodziców. Nie mógł zrozumieć, dlaczego nie ma mnie tak często jak wcześniej w domu, dlaczego się z nim już nie bawię. Czy tęsknił za mną wcześniej, cóż podejrzewam że tak, niech świadczy o tym sposób w jaki mnie dziś przywitał. Ale to nie ja, ale Aurora musiała wysłuchiwać jego wycia. Mimo wszystko, zazdrościłem jej, że Cu został z nią. Nie potrafiłem jej go odebrać, ale z drugiej strony, był pociechą, której mi brakowało.
Aurora widziała już mnie takiego. Smutnego, apatycznego, wycofanego. Dopiero po wypiciu specjalnego eliksiru, zauważałem ją i potrafiłem pozwolić na to, żeby jej obecność mi pomogła. Wcześniej te stany przychodziły niespodziewanie, ale też niespodziewanie odchodziły. To była choroba, o której mało się w świecie czarodziejskim rozmawia, bo chorują na nią również mugole. Poza tym, to choroba kobieca, nazywana histerią albo słabością. Nikt nie chce się przyznać, że lord może mieć depresję. Różnica pomiędzy nimi była taka, że w tym przypadku, moje samopoczucie wynikało z tego, że coś się wydarzyło. I przeżywałem to w bardzo emocjonalny sposób. Czułem, że cokolwiek bym teraz powiedział, nie zobrazuje mojego wnętrza, natomiast wierzyłem, że nikt inny jak ona, może chociaż odrobinę mnie zrozumieć. Czy to dlatego moje serce kazało mi dziś stanąć na progu domu jej ojca? Nie brałem pod uwagę nawet tego, że mógłby wyjść do nas, przyłapać nas, zagrzmieć i wyrzucić za to, co zrobiłem jego córce. Zresztą, początkowo nie brałem nawet pod uwagę tego, że on wie i może mieć wobec mnie jakieś pretensje. Dopiero jakiś czas temu zorientowałem się, że przecież już nie mogę napisać listu z prośbą o wysłanie mi składników eliksiru z jego apteki. Przecież musiała mu powiedzieć, że Irlandia nie wyszła. Sama ta świadomość uderzyła mnie po twarzy, a żołądek skręcał mi się z bólu, bo zrozumiałem, że moje działania musiały zawieźć i uczucia tego dżentelmena.
Pewnie za jakiś czas zrozumie inne rzeczy. Na przykład to, że nie powinienem był jej mówić, że dla mnie nazwisko jest dużo ważniejsze niż cokolwiek innego. Albo że powinienem wybrać ją, a nie owe nazwisko. Możliwe, że już gdzieś w podświadomości kiełkuje mi ta wiedza. A jednak dziś dalej jestem słabym, smutnym lordem, który nie wierzy w to, że ma władzę nad własnym losem. Niby dlaczego miałbym w to wierzyć, kiedy dopeiro co została za moimi plecami podjęta decyzja o ślubie z osobą do której nie mam tyle zaufania, żeby powiedzieć jej o moich obawach i o tym, że cierpię po stracie przyjaciela. Mimo zapewnień Primrose, że to co jej mówię, trafia tylko do niej, wątpię czy tak jest i za każdym razem podejrzewam, że lord Edgar wie o każdym słowie, które wymieniliśmy. Jakże różna była to sytuacja do tej, w której skrzywdzona przeze mnie osoba potrafi odsunąć na bok swoje cierpienie, żeby mnie pocieszać. Czuję bliskość Aurory i jej ramiona przychylające moją głowę do niej. I faktycznie ulga spływa na mnie z każdym biciem serca, które słyszę. W tych silnych emocjach, czując to, wygłupiłem się i wzdryga mną słabość, załkałem a całe moje ciało aż wzdrygnęło się od próby złapania oddechu i uspokojenia  się. Nie sądziłem, że stać mnie na to, by pokazać swoją wrażliwą stronę przy kimkolwiek. Najwyraźniej kumulacja niedobrych rzeczy w moim otoczeniu przekroczyła już ostateczną granicę. I ze wszystkich osób na świecie, akurat przy Aurorze musiałem się rozpłakać. Niewygodna sytuacja.
Przychodzę do niej, olewając wydarzenie mojej narzeczonej i płaczę na kolanach swojej byłej. Opłakuję zdrajcę, którego ród Lestrange postanowił wykreślić z pamięci. I wtulam się w ciało mojej byłej ukochanej. Byłej dziewczyny, którą wciąż kocham.
- Nie ma mowy, żebym go pochował tutaj, jeszcze będzie cię nawiedzać i straszyć po nocy - w tym całym dramacie widziałem absurd, w którym duch Francisa, tak samo napalony jak za życia, będzie mu Aurorę prześladować. Ta wizja pozwoliła mi się trochę uspokoić i ocieram policzki, żeby mnie przypadkiem takiego nie widziała, spoglądam na nią do góry wzrokiem pełnym wdzięczności. To jest jedyna prawdziwa rzecz, która mnie spotkała. - Ale dziękuję, że to zaproponowałaś. Znajdziemy mu lepsze miejsce. Pójdziesz ze mną? - a kiedy pytam, moja ręka dotyka jej ręki, ujmuje ją i trzyma, jakbym prosił ją o coś więcej niż tą małą przysługę. Okazuje się, że nawet po największej kłótni, nie umiałem bez niej się podnieść.
W gruncie rzeczy to właśnie taką rozmowę powinienem przeprowadzić ze swoją narzeczoną, czyż nie?
Wspominając o niej, czuję, że Aurora się ode mnie odsuwa. Ale nie chciałem kłamać i nie mówić o tym co oczywiste. To bolesne równie mocno dla niej, jak i dla mnie, ta cała sytuacja. Chociaż najpewniej ona jest przekonana, że jest inaczej. Niech jednak spojrzy na mnie i spróbuje powiedzieć co jest we mnie podobnego do szczęśliwego przyszłego pana młodego. Może chociaż ona cokolwiek dojrzy, bo ja już nie widzę.
- Nie widzę logiki w tym działaniu, Rory. Zdaje mi się, że na to w co wierzyłem, zostało rzucone zaklęcie. Nagle arystokraci traktowani są gorzej od psów z Nokturna, nie dasz wiary, ale dzisiejsze wydarzenie odbyło się właśnie tam. W kanałach, niżej już chyba nie można upaść, niż organizować spotkanie towarzyskie w takim miejscu. Czy nie mamy już Oper, czy nie mamy Galerii sztuki, restauracji? Daruj mi Auroro, ale zdaje się, że pewni szlachcice uwierzyli w to, że pokazywanie się w takich miejscach dodaje im, kiedy w moich oczach jedynie ujmuje. Ta cała fascynacja czarną magią, czuć ją tam było w powietrzu.. Cuchnęła. I zostawiłem tam własną siostrę, powinienem był ją stamtąd zabrać... Calypso na Nokturnie, toż to obraza - załamałem się i teraz jeszcze roztrząsam ten problem. Jak widać, w obecnym świecie widziałem same problemy. Mglistym spojrzeniem staram się dojrzeć czy Aurora też zawędrowała właśnie do krainy z naszych snów, gdzie w małym domku w Irlandii byliśmy bezpiecznie daleko od rewolucji współczesności.
Herbatę wypiłem, złapałem chleb, ale nie mam siły go jeść, mimo że pachnie pysznie. Spytałbym, czy sama go upiekła, ale milknę, a ramiona opadają mi bezsilnie.
- Z Evandrą jesteśmy poróżnieni. Widziałem ją dziś na koncercie. Była radosna, bawił ją ten cyrk. Mam nadzieję, że jest pod klątwą Imperio, bo nie rozumiem jak inaczej mogłaby się tak zachowywać. Zdaje mi się, że jej nie znam. - unoszę na nią spojrzenie i kręcę głową. - Wiesz, że mój ojciec to nie jest Twój ojciec. Z nim nie ma rozmowy - odrzucam czem prędzej myśl o poruszaniu tego tematu z lordem Carrow. Słysząc jej ciche pytanie, wzruszam się, bo nie sądziłem, że będzie chciała. - Już mi pomogłaś


Powrót do góry Go down
Aurora Sprout
Aurora Sprout

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout
Zawód : Uzdrowiciel, Aptekarz
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
don't worry,
I understand.
who would really choose a daisy
in a field of roses?
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 10
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Szklarnia na tyłach 773c9a67336dbb7ed731072b558a4846

Szklarnia na tyłach Empty
PisanieTemat: Re: Szklarnia na tyłach [odnośnikSzklarnia na tyłach I_icon_minitime27.05.21 2:32

Cu na ogół był psem niezwykle spokojnym. Nie zwykł wyć bez powodu, jednak teraz najwyraźniej nastrój Aresa zbyt mocno mu się udzielił, bo nie mógł się uspokoić. Gdyby jednak Ares próbował go zabrać, okazałby się jeszcze bardziej skończonym draniem — zwłaszcza gdy ona wtedy wciąż wypatrywała go w Irlandii. Gdy liczyła na jego powrót. A Cu był jej wtedy jedynym towarzyszem.
On, czego Aurora rzecz jasna wiedzieć nie mogła, mógł pocieszać się fizycznością innych dam. Chociażby takich, których kochać nie musiał. Mógł niemal odegrać ich cały związek, tylko w skrócie. Bo w chwilach złych Aurora nie wątpiła, że była jedynie zabawką — zachcianką, która wyjątkowo wolno mu się nudziła. Ale ostatecznie — czyż nie była po prostu opłaconą pocieszycielką, nieświadomą swojej roli?
Kochała się z nim, bo chciała oddać się ukochanemu mężczyźnie, z którym jak sądziła, przyjdzie jej przeżyć resztę życia. Czy on miał ją za zabawkę? Ale przecież, ilekroć patrzyła w jego ciemne piękne oczy, miała wrażenie, że widzi prawdziwe uczucie. Że on ją naprawdę kocha…
W jej przekonaniu mieli być razem na dobre i na złe, dlatego cała paleta wszelkich nastrojów mogła towarzyszyć im spotkaniom. Mogli czuć wszystko, bo rozumieli siebie. Dlatego znała go jak nikt inny. Prawie 4 pełne lata całego związku były dla nich obojga całkiem długim czasem. Dla Aurory niemal jego ⅕ i mogłoby się wydawać, że w takim czasie pozna się kogoś do cna. I w jakimś stopniu, to była prawda.
Nie oceniała go nigdy — nie kazała mu się rozchmurzyć, czy nie próbowała rozśmieszyć. Współczuła, ale nie żałowała. Wskazywała na pozytywy życia. Była.
Ale odkąd się rozstali, nie szykowała dlań specjalnego eliksiru. Zapasu nie miała, bo musiał być świeży. Jej apteczka zionęła pustką. Jedyne co mogła zaoferować to eliksir uspokajający i herbatę. Kilka ciepłych słów i bliskość drugiego człowieka. Na tyle, na ile powinna.
Nie pytała teraz o jego przemyślenia, czy o to, czy żałuje, że ich drogi się rozeszły. Stało się to, czego Ares przecież tak pragnął. Chciał być doceniony przez nestora, chciał być dobrym synem, chociaż może nie tyle świadomie ile gnała go ku temu wewnętrzna potrzeba.
Dla Aurory był przecież, w czasie ich związku, wystarczający w każdym aspekcie. Nie to, że dostawał wszystko na tacy — musiał się o nią starać i zabiegać, ale gdy to robił, jego starania były doceniane. Nie traktowała go z góry, ale nie pozwalała też, by on ją zdominował. Mieli być wspólnotą ducha i ciała.
Nie myślała o nim, jak o słabym lordzie i chciała mu to nawet powiedzieć, ale ostatecznie uznała, że mogłoby to go zatrzymać w serii zwierzeń, które mogły nadejść. Potrzebowała jego bliskości… Tęskniła za nią, chociaż nie chciała się do tego przyznać. Powinna była być silna, ale nie z jakiegoś powodu nie mogła zdobyć się na to, czując, że jej wyznanie tylko niepotrzebnie skomplikuje całą sytuację.
- Nie boję się umarłych Aresie. Boje się żywych. - Zapewniła i jasną dłonią otarła w czułym geście chropowatość jego policzka. - Z resztą… przypuszczam, że duch nie podąży za zdjęciem, a ciałem. Ale oczywiście rozumiem. Możemy pochować go w miejscu, którym tylko chcesz. - Powiedziała, przez chwilę jeszcze głaszcząc jego policzek, ale wreszcie cofając dłoń. - Pójdę z tobą. Przygotuje dla niego kwiaty… - W listopadzie nie ma zbyt wielu możliwości, ale złociste chryzantemy z dodatkiem paproci i herbacianymi różami mogą prezentować się ciepłem. Wspomnieniem dawnych chwil.
I znów Ares miał rację. Wspomnienie o narzeczonej nijak się ma tego, że mógłby wydawać się szczęśliwy. Nie tak zachowuje się przyszły pan młody wyczekujący spotkania z małżonką. I cisnęło się jej na język pytanie jaka ona jest? Podobna do mnie? Czy całując jej usta, na myśl przychodzę ci ja? . Jednak nie spytała, bo przejęty Ares opowiedział o wieczorze kobiety, która będzie jego boku do końca jego dni.
- Calypso poradzi sobie… Opowiadałeś mi przecież, że radzi sobie świetnie w takich sytuacjach. - Starała się zachować łagodny wyraz twarzy, chociaż przychodziło jej to z trudem. On marzył o operach i teatrach, podczas gdy Aurora biła się z myślami na temat sprzedaży rodzinnego pierścionka. Mama wierciła jej dziurę w brzuchu od co najmniej tygodnia. Zlecenia na leczenie nie napływały — Aurora, wyjeżdżając do Irlandii, nie zdążyła wyrobić sobie opinii jako medyk i teraz imała się wszystkiego, co mogła. Dopiero teraz tak na dobrą sprawę zaczęła zauważać, z jak różnych światów pochodzili.
Jednak nie tylko to zwróciło jej uwagę. Czarna Magia… Aurora aż wzdrygnęła się, a jej skóra pokryła się gęsią skórką.
- Czy oni… czy oni krzywdzili tam kogoś? - Nie mogła przecież wiedzieć, że nie. Może taka właśnie była rozrywka szlachty? Czasem bała się, że ostatecznie sięgną również po jej rodzinę. I to przez jej własną głupotę, która mogła okazać się tragiczna w skutkach. Z jakiegoś powodu jednak, mężczyźni, którzy powinni całą duszą służyć Czarnemu Panu, zbliżali się do niej — czystokrwistej zielarki z Doliny Godryka.
Zachęciła go gestem, by jednak przegryzł, choć kęs kanapki. I dopiero ten gest zaprowadził ją pod irlandzką magnolię. Tam, gdzie jeszcze niedawno był jej dom. Magnolia od Aresa kwitła cały rok i…
- Chcesz go pochować w Irlandii? - Spytała nagle, przenosząc na niego błękitne spojrzenie. O ich małym domku nie wiedział nikt oprócz służących Aresa. Zdjęcie Francisa byłoby tam bezpieczne.
- Evandra jest żoną swego męża. Musi więc uczestniczyć w jego przedstawieniu. Nie oceniaj jej zbyt surowo… Nie każdy, a już zwłaszcza nie kobieta urodzona jako lady, może robić, co jej się podoba. Myśleć też czasem nakazują. - Nie, żeby popierała takie zachowanie. Ona sama, gdyby tylko coś stało się Castorowi, bez wątpienia popadłaby w obłęd. Więź Sproutów była niezrównana.
Widząc jednak jego minę, nie mogła pozostać obojętna. Sięgnęła po jego dłoń kolejny już raz.
- Nie mam twojego eliksiru Aresie… Ale mam trochę słabszy. Uspokajający. Pomoże ci ukoić nerwy, przyniesie sen? Chciałbyś? - Nie może przy nim być. Nie może ramionami ukoić go do snu. Jest teraz zaręczonym mężczyznom, a ona, jedyny dowód uczucia, jaki może mu dać, to odrobina spokoju zamknięta w szklanym flakonie.




I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Powrót do góry Go down
 

Szklarnia na tyłach

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Dolina Godryka, Wrzosowisko-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21