Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Kuchnia

Go down 
Autor toWiadomość
Aurora Sprout
Aurora Sprout

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout
Zawód : Uzdrowiciel, Aptekarz
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
don't worry,
I understand.
who would really choose a daisy
in a field of roses?
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 10
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia 773c9a67336dbb7ed731072b558a4846

Kuchnia Empty
PisanieTemat: Kuchnia [odnośnikKuchnia I_icon_minitime28.02.21 21:00

Kuchnia

Kuchnia - opis wkrótce




I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Powrót do góry Go down
Frances Wroński
Frances Wroński

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Zawód : Alchemiczka, prawa ręka profesora
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : 8
UROKI : 0
ELIKSIRY : 40
LECZENIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

Kuchnia Empty
PisanieTemat: Re: Kuchnia [odnośnikKuchnia I_icon_minitime15.03.21 15:09

5 listopada 1957 roku

To spotkanie obiecała jeszcze z początkiem września, gdy przyszło jej poznać promienną pannę Sprout. Z początku planowała odwiedzić nową znajomą jeszcze z końcem września, lecz przyspieszony ślub sprawił, iż obowiązki przytłoczyły eteryczną alchemiczkę do tego stopnia, iż nie była w stanie spełnić swoich planów, zaś październik jawił się w zamieszaniu związanym z urlopem, przeprowadzką męża, stabilizacją codziennej rutyny, nadrabianiem zaległości w pracy oraz rozpoczęciem pracy nad nowym, niezwykle pasjonującym projektem naukowym. Wyrzuty sumienia pojawiły się w jej umyśle, dopiero jednak piątego listopada w godzinach popołudniowych znalazła chwilę, by teleportować się do Doliny Godryka. Przez chwilę błądziła między urokliwymi uliczkami doliny, by w końcu odnaleźć podany jej w liście adres. Nim jednak zapukała do drzwi, poprawiła smukłymi placami granatową suknię podkreślającą uroki jej sylwetki oraz jasną etolę, miękko otulającą wątłe ramiona. Dopiero pewna, że prezentuje się odpowiednio elegancko, a jej strój nie posiada żadnych niedoskonałości, delikatnie zapukała do drzwi.
Uśmiech wyrysował się na malinowych ustach, gdy szaroniebieskie tęczówki napotkały na znajomą buzię. W pannie Sprout odnajdywała odbicie swojej niewinności, które wywoływało w niej sympatię względem dziewczyny, nawet jeśli jeszcze nie przyszło im się lepiej poznać.
- Dzień dobry, Auroro! - Przywitała się ciepłymi słowami, wypowiedzianymi delikatnym głosem, by w towarzystwie delikatnego stukotu obcasów przekroczyć próg. Dłonie skryte pod materią jasnych rękawiczek trzymały niewielką doniczkę przewiązaną błękitną wstążką, w której znajdowała się sadzonka męczennicy błękitnej. - Proszę, to taki mały prezent z mojej szklarni. Kwiaty męczennicy mogą być używane jako ingrediencja alchemiczna o naturze plugawej. O innych jej zastosowaniach pewnie wiesz. - Powiedziała ciepło, wyciągając w kierunku jasnowłosego dziewczęcia doniczkę z kwiatkiem. Pamiętała, iż dziewczyna interesowała się roślinami, pozwoliła więc sobie ominąć dokładniejszy wykład tyczący się kwiatu. Nie wiedziała, ile czasu panna Sprout mieszkała w tym domu, żyła jednak w przekonaniu, iż nie powinno się kogoś odwiedzać po raz pierwszy z pustą ręką.- Wybacz mi proszę, że nie przybyłam wcześniej, lecz zamieszanie ze ślubem oraz natłok obowiązków niezwykle mnie przytłoczyły. - Wypowiedziała z przepraszającymi nutami w delikatnym głosie chcąc, aby towarzysząca jej czarownica wiedziała, iż nie została zignorowana z premedytacją - takie zachowania z pewnością nie pasowało do jej eleganckiej fasady oraz całego jej sposobu bycia. Delikatny uśmiech wyrysował się ponownie na malinowych wargach, a szaroniebieskie spojrzenie uważnie powiodło po wnętrzu, z zaciekawieniem chłonąc każdy, nawet najmniejszy szczegół. - Ładnie się urządziłaś. - Skomplementowała wystój, nawet jeśli odrobinę odbiegał od tego, jaki zwykła lubić - nie dało mu się jednak odmówić specyficznego uroku. - Jak minęły Ci ostatnie tygodnie, moja droga? - Spytała jeszcze z wyraźnym zainteresowaniem, wlepiając w nią szaroniebieskie spojrzenie.


Powrót do góry Go down
Aurora Sprout
Aurora Sprout

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout
Zawód : Uzdrowiciel, Aptekarz
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
don't worry,
I understand.
who would really choose a daisy
in a field of roses?
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 10
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia 773c9a67336dbb7ed731072b558a4846

Kuchnia Empty
PisanieTemat: Re: Kuchnia [odnośnikKuchnia I_icon_minitime23.04.21 16:31

Dla czarodziejów zamieszkujących większe miasta, jak Londyn, czy też dwory, czy to jako Lordowie i Damy, czy też jako pomoce — praca w gospodarstwie nie była być może niczym szczególnym. Kojarzyła się raczej z wypoczynkiem na świeżym powietrzu niż z obowiązkiem. Oczywiście nie dla wszystkich tak było, ale kilkoro tych, których spotkała w swoim życiu Aurora, tak właśnie reagowało na wieść o tym, że państwo Sprout posiadali na tyłach swojego domu niewielką hodowlę dyń, a także jabłonny sad. A przecież nie wszystko rosło samo — dopiero z dozą miłości pochodzącej prosto z dłoni, można było wyciągnąć piękne zbiory. Jak to mówią pańskie oko konia tuczy.
Aurora więc pomimo powrotu do kraju i ogólnie pojętego staropanieństwa, nie miała specjalnie możliwości użalać się nad sobą. Właśnie dlatego, nie została w Irlandii. Bezczynność pozostawiała ją zupełnie wolną na przemyślenia. Nie miała zbyt wiele do pracy w tamtym miejscu, więc ulegała smętnemu nastrojowi. Tutaj pomagała rodzicom, więc nie było zbytnio czasu, by rozmyślać nad utratą ukochanego.
Z początku, gdy poznała Frances, a ta obiecała jej rychłe kolejne spotkanie, do którego ostatecznie doszło, uznała, że tak dostojnej czarownicy, nie przypasowało jej proste usposobienie. Aurora nie umiała siadać tak pięknie, we włosach zamiast pięknym ozdób, czasem miała kwiaty. Jej stroje też były raczej proste niż eleganckie. Zdecydowanie bardziej praktyczne. Kilka strojów, które dostała jeszcze od Aresa, miała w szafie, korzystała z nich jednak sporadycznie. Nie znosiła marnotrawstwa, ale jednak ilekroć materiał dotykał jej skóry, to tak jakby on jej dotykał. A to bolało niemal fizycznie.
Ucieszyła się, jednak gdy dzień odwiedzin w końcu nadszedł. Co prawda nie spodziewała się ich tak w zupełności, licząc się z tym, że być może znajoma będzie zmuszona ponownie przełożyć spotkanie, ale gdy do drzwi w Dolinie Godryka ktoś zapukał w sposób zdradzający nienarzucanie się, z miejsca niemal odgadła kto to.
Gdy uchyliła drzwi, musiała powiedzieć, że wyglądała niemal, jakby przeglądała się w zwierciadle, które pokazuje pragnienia.
Chciałaby tak wyglądać — elegancka, piękna. Tymczasem ona stała wewnątrz sieni, gdzie na twarzy wciąż miała lekki rumieniec od listopadowego słońca, co tylko podkreślało piegi na jej jasnej twarzy.
- Frances… Wejdź proszę. - Powiedziała, cofając się, żeby zaraz za nią zamknąć drzwi. Nigdy nie wiadomo, kogo może przynieść jeszcze. - Chodźmy do kuchni. Właśnie skończyłam piec chleb. - Powiedziała, przyjmując przy okazji prezent. Zagapiła się na doniczkę z tak szczerą wdzięcznością, że pomimo tego, że znała ten dom na wylot, to nieomal nie potknęła się o drewniany pień, który robił im za wieszak na płaszcze i kurtki.
- Dziękuje! Dziękuję za prezent. Jest cudowny! - Stwierdziła radośnie, już oczami wyobraźni umieszczając ją w swojej pracowni.
W kuchni pachniało upieczonym chlebem i dyniami, których rozmaitość kształtów i rozmiarów mieniła się niedaleko wejścia do ogrody.
- Napijesz się czegoś? Mam zwykłą herbatę, ale również kilka ziół, które możemy skosztować. - Rzeczywiście, nad trzaskającym ogniem piecem kaflowym wisiał sznur z wiszącymi do góry łodygami roślinami wszelakimi.
- Przyjmij również gratulacje z okazji ślubu. Nie mogłabym się gniewać, że mnie nie odwiedziłaś, gdy w grę wchodzi prawdziwa miłość. - Aurora wskazała na stół, przy którym mogła podjąć gościa. Minę miała nieco rozmarzoną. Czyż miłość i śluby nie są najpiękniejszą rzeczą pod słońcem?
- To mój rodzinny dom. Chyba należy się więc pochwała kobietom z mojej rodziny, że miały dryg do urządzania się. Ja tu tylko “znoszę rośliny”. - Zaśmiała się, nieco naśladując swoją mamę, która będąc z domu Potter, nie do końca rozumiała pasję córki.
- W dzisiejszych czasach nie oddalam się zbyt daleko od domu. Sama rozumiesz… Nadrabiam raczej stare zaległości w znajomościach. Odwiedzam kuzynów i najbliższych przyjaciół, chociaż listopad to czas zbiorów, więc chce jak najwięcej pomóc tutaj. - Poprawiła mosiężny czajnik na jednym z otworów nad piecem. - A jak tobie upłynął czas? Bo muszę powiedzieć, że wyglądasz kwitnąco. Ale to chyba u ciebie normalne, prawda? Ostatnio też zapierałaś dech w piersiach, wszystkim na swej drodze. - Nie było w tym krzty obłudy. Frances była taką damą, jaką niektóre szlachcianki mogłyby jedynie marzyć, żeby takową zostać.




I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Powrót do góry Go down
Frances Wroński
Frances Wroński

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Zawód : Alchemiczka, prawa ręka profesora
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : 8
UROKI : 0
ELIKSIRY : 40
LECZENIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

Kuchnia Empty
PisanieTemat: Re: Kuchnia [odnośnikKuchnia I_icon_minitime11.05.21 0:52

Eteryczna alchemiczka starała się nie oceniać ludzi po pozorach, mimo iż przywiązywała niezwykle wielką uwagę do tego, jak postrzegali ją inni. Perfekcja oraz odpowiednia prezencja były rzeczami niezwykle mocno zakorzenionymi w jej osobowości, doskonale jednak wiedziała, iż inni nie podzielali podobnych cech. Starała się patrzeć po za pierwszym obrazkiem, a proste usposobienie Aurory wydawało jej się niezwykle urocze; czyste w ten dziecinny sposób, który ciężko było odnaleźć w gronie dorosłych czarodziejów. Sama prostota bywała kojąca, nie raz niezwykle przyjemna dla bystrego umysłu, zmęczonego codziennym analizowaniem podniosłych, skomplikowanych teorii. Smukła dłoń odruchowo poprawiła złote pukle okalające delikatną buzię w swoistym odruchu, by z uśmiechem na ustach przekroczyć próg całkiem przytulnego domku.
- Cieszę się, że Ci się podoba. Nie byłam pewna, czy to odpowiedni okaz. - Odpowiedziała uprzejmie, z uśmiechem wyrysowanym na malinowych ustach. Długo zastanawiała się nad odpowiednim podarkiem dla jasnowłosej czarownicy, w płatkach męczennicy dostrzegając to dziwne coś co przywodziło jej na myśl pannę Sprout. Zapach pieczonego chleba dotarł do jej nosa, a szaroniebieskie spojrzenie z zaciekawieniem powędrowało w kierunku Aurory. Sama pani Wroński z gotowaniem miała wiele wspólnego, nie raz karmiąc przyjaciół bądź męża, nawet gdy jeszcze nie myślała, że kiedykolwiek będzie przedstawiać się jego nazwiskiem.  - Pachnie wspaniale, piekłaś chleb z pestkami dyni czy robisz z nią coś innego? - Spytała z zaciekawieniem, w aromacie odnajdując również subtelną woń pomarańczowego warzywa. Sama kiedyś chciała poeksperymentować z przepisami dotyczącymi pieczenia chleba, niestety problemy ze zdobyciem odpowiedniego zaopatrzenia w sklepach znaczenie utrudniały kulinarne eksperymenty.
- Masz może zwykłą, czarną herbatę? - Spytała, z zaciekawieniem unosząc brew ku góry. - Chyba, że posiadasz jakieś zioła na zmęczenie, wtedy chętnie ich spróbuję. Chyba złapało mnie jesienne przesilenie. - Odpowiedziała, to w zmianie pogody oraz pory roku upatrując nadmiaru zmęczenia, jakie jej ostatnio towarzyszyło. Mąż czekający na nią w domu był niezwykle silnym argumentem, odbierającym wszelkie chęci do spędzania dodatkowych godzin w pracy. Wspólne życie wymagało kompromisów, a Frances powoli uczyła się jak balansować życie prywatne z zawodowym, by nie zaniedbać żadnego z elementów.
- Och, dziękuję. - Odpowiedziała na gratulacje, a jasne lico pokryło się delikatnym rumieńcem. Prawdziwa miłość jako określenie jej relacji z bratnią duszą było określeniem nadal zaskakującym oraz niezwykle pięknym, nawet jeśli nadal czasem było ciężko jej uwierzyć, iż jest to prawdą, a rzeczywistość ułożyła się w tak piękny sposób.
- Chociaż szczerze mówiąc, jeśli miałabym ponownie przechodzić takie zamieszanie, jakim była organizacja całego ślubu chyba bym się tego nie podjęła. I chyba nie dałabym się mówić na przeniesienie terminu o kilka tygodni wcześniej. - Odpowiedziała z wyraźnym rozbawieniem w głosie na wspomnienie tego całego zamieszania, jakim było przygotowanie ślubu w tak niewielkim okresie czasu.
Szaroniebieskie spojrzenie ponownie powiodło po otoczeniu, gdy Aurora opowiadała o wystroju swojego niewielkiego domku. Rodzinny dom państwa Sprout prezentował się pięknie oraz ciepło, zupełnie inaczej niż mieszkanie w którym przyszło jej dorastać - niewielkie, pozbawione ciepła lecz przepełnione cichą rozpaczą wynikającą z nadmiaru obowiązków oraz chorobą matki. - Och, dorastanie w takim miejscu musiało być niezwykle przyjemnym. - Wyrwało się z jej ust, gdy szaroniebieskie spojrzenie powróciło do buzi rozmówczyni, a delikatny uśmiech zagościł na jej ustach. - A znoszenie roślin nie jest niczym złym. Powinnaś zobaczyć moje poprzednie mieszkanie, nie było w nim choćby skrawka wolnej póki, na którym nie stałyby doniczki. - Rzuciła, z rozbawieniem odnajdując czynnik, który łączył je ze sobą. Sama również była temu winna, na szczęście odkąd posiadała Szafirowe Wzgórze nie było to aż tak widocznym - ogród mieścił wiele, a szklarnia pomagała ukryć część roślinnego ogromu.
Ciche westchnienie wyrwało się z jej ust, na kolejne słowa jasnowłosej czarownicy.
- Mhm, rozumiem. Cieszy mnie, że na siebie uważasz. - Odpowiedziała, na chwilę uciekając wzrokiem. - Widziałam z drogi jabłonie, hodujecie coś jeszcze? - Spytała z zainteresowaniem, ciekawa jak płynie życie w urokliwej Dolinie Godryka, jednocześnie faktycznie zaciekawiona zbiorami. Ceny rosły, a ona wolałaby swoje pieniądze oddać w znajome ręce.
- Och, onieśmielisz mnie! - Rzuciła z dźwięcznym śmiechem, machając dłonią jakoby wizja jej odbierającej dech innych czarodziejom była aż nazbyt abstrakcyjna. - Zwyczajnie żywię zamiłowanie do perfekcji, elegancji oraz odpowiednich dodatków, to nic wielkiego. A czas... Och, mąż zabrał mnie na tydzień do Paryża w ramach naszej podróży poślubnej i do tej pory nie mogę wyjść z zachwytu nad tym miastem. A po za tym, próbuję jakoś zbalansować pracę, żeby nie zaniedbywać męża, pracuję nad nowym projektem i powoli nadrabiam zaległości. Nie było mnie w pracy tydzień, a mam wrażenie jakbym ominęła pół roku. - Króciutko streściła ostatnie tygodnie, wyłapując z nich najważniejsze szczegóły, przepełnionej normalnością codzinności.




Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Powrót do góry Go down
Aurora Sprout
Aurora Sprout

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout
Zawód : Uzdrowiciel, Aptekarz
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
don't worry,
I understand.
who would really choose a daisy
in a field of roses?
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 10
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia 773c9a67336dbb7ed731072b558a4846

Kuchnia Empty
PisanieTemat: Re: Kuchnia [odnośnikKuchnia I_icon_minitime29.05.21 0:10

Zachowanie Aurory było rzeczywiście czyste i proste — nie dlatego, że była prostaczką. Wręcz przeciwnie — od zawsze, najmłodszych lat w szkole, otaczali ją ludzie wszelkich klas społecznych, w tym także lordowie. A jej związek z Aresem ogólnie nauczył jej wielu rzeczy. A ona nauczyła go prostych czynności jak zrobienie sobie kanapek, czy odwieszenie płaszcza samodzielnie, bez czekania na kogoś.
Nie, Aurora była prosta w obyciu, bo wybrała być taka. Wiele w zachowaniu tak zwanie dobrze wychowanych czarodziejów widziała obłudy i ukrywania prawdziwych siebie. A ona się nie wstydziła tego, kim była.
Oczywiście — mogła cieszyć się w obecnych czasach względnym spokojem — była czarownicą czystej krwi, a za takimi nie wypędzano pościgów. Przynajmniej nie na razie. Aurora swoim zachowaniem postanowiła więc nieść radość, a nie sprawiać, że ktoś będzie się zastanawiał, kto się naprawdę kryje za wyuczoną fasadą manier.
Nie, żeby uważała Frances za sztuczną! Absolutnie nie. Były różne i prawdziwe w tej wspólnej różności.
Odstawiwszy roślinkę na miejsce, odwróciła się do Frances.
- Może chcesz chleba z domowym masłem i powidłami? - W głowie zaplanowała już, że przynajmniej dwa kawałki ciasta dyniowego da pani Wronski do domu. Teraz mogła zaproponować skromniejszy poczęstunek. - Pestki dyni staram się przerabiać na zdrowszą wersję oleju. Czasem dorzucę do chleba. Zwłaszcza późnym latem, gdy mogę zebrać na polu nieco słoneczników i ziarna dodać do chleba. - Ciężki miedziany czajnik wylądował na obręczach kaflowego pieca, który ogrzewał nie tylko kuchnię, ale i cały dom. Nie było gorąco, ale przyjemne ciepło zdecydowanie potrafiło rozgrzać w tak ponury, listopadowy dzień.
- Co prawda dzisiaj nie dorzuciłam pestek, ale mam ich nieco. Sezon dyń jest w pełni, więc jeśli masz takie życzenie, mogę odłożyć dla ciebie nieco w woreczku. - W prostotę Aurory wpisywała się również wielkoduszność. Nie, żeby sądziła, że Frances czegokolwiek brakowało. Chciała się dzielić tym, co miała z czystej sympatii do drugiej czarownicy. - Bo też pieczesz, prawda? - Ktoś, kto nie miał pojęcia o wypieku chleba, nie wpadłby przecież na ti, żeby już w trakcie trzymania w dochówce można było posypać pieczywo pestkami.
Uśmiechnęła się lekko do Frances.
- Mam herbatę i mogę zmieszać z odpowiednimi ziołami, żeby nieco postawić cię na nogi. - Powiedziała z przekonaniem, sięgając do drewnianej szafki, gdzie stała cała masa kubków różnej wielkości.
Aurora miała taki ulubiony — metalowy z wytartą emalią dwóch ptaków na gałęzi. Ten z miejsca wzięła dla siebie. Dla gościa zaś przyszykowała jedyną w domu, niemal porcelanową filiżankę. Spuściznę po babci Potter, która z kolei dostała ją od swojej babci. Kiedyś był cały komplet, jednak z biegiem lat wytłukły się one. Magią można było je naprawić, więc wszystkie fragmenty czekały na to, żeby ostatni się stłukł. Ale Aurora miała wrażenie, że złożone na nowo nie będą miały w sobie tego czegoś.
A może to tylko przesąd?
W każdym jednak razie niebywale zainteresowała ją kwestia organizacji ślubu. Sama nie była nawet w połowie drogi do zaręczyn, żeby nie wspomnieć o jakiejś ceremonii, więc każdą informację przyjmowała z wyraźnym zaciekawieniem.
- Och doprawdy? A pozwolisz mi na śmiałość i powiesz, czy duże było to wesele? I co było najtrudniejsze twoim zdaniem? - Powiedziała, siadając naprzeciwko niej. Woda musiała się chwile zagotować. Pomiędzy nimi wylądował pokrojony chleb, masło, powidła i cukier.
Kobiety pomimo różnic okazywały się pod wieloma względami takie same. Naprawdę musiała wysilić wyobraźnię, by mieć przed oczami Frances wśród brudnej ziemi, ale nie było to nic niemożliwego ostatecznie.
Odwróciła wzrok od kobiety, by przenieść go za okno. Tam, gdzie rzeczywiście rosły jabłonie. Niestety — w tym roku owoc nie był tak obfity, jak w latach poprzednich. Zupełnie, jakby ziemia wyczuwała zagrożenie wiszące nad światem czarodziejów.
- Nie jest to hodowla. A przynajmniej jeszcze nie. - Powiedziała, uśmiechając się szczerze. Aurora dopiero zmierzała do tego, żeby rodzinne gospodarstwo przekształcić w coś, co mogłoby przynosić rodzinie Sprout dochody.
Słysząc o dalekich wojażach, aż wstrzymała oddech. Zawsze marzyła o tym, żeby zobaczyć coś więcej niż tylko wyspy brytyjskie i ich dawne kolonie. Niestety związek z Aresem sprawił, że osiadła w Irlandii, zamiast podążyć za marzeniami. Chociaż w jakimś sensie, wtedy wydawało jej się, że spełniają się jej marzenia.
- Jaka jest Francja? - Zapytała, bo na rozmowy o pracy jeszcze przyjdzie przecież czas. Teraz, choć przez chwilę, chciałaby posłuchać o świecie, który zdawał się dla niej nieosiągalny.




I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Powrót do góry Go down
 

Kuchnia

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Dolina Godryka, Wrzosowisko-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21